Szczyt Pałacu/Lewitująca Platforma

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Szczyt Pałacu/Lewitująca Platforma

Pisanie by Admin on Czw Sty 07, 2016 11:57 am

Tuż nad Wieżą Korina, znajduje się kolejny obiekt, kształtem i wyglądem przypominający połowę bączka do zabawy. Z boku budowli znajduje się drabinka, po której można wspiąć się na sam szczyt i postawić pierwsze kroki na tej niezwykłej platformie.
Białe płytki chodnikowe, idealnie wyskalowane w kwadrat, położone są na całej rozciągłości platformy. Stojąc przy drabince, zobaczyć można palmy, które swoim spokojem witają nowych przybyszów. Na drugim zaś końcu kolistej platformy znajduje się pałac, który ubrany jest w białe i złote kolory.
Panuje tutaj przyjazna, spokojna atmosfera.
avatar

Admin
No.1 Whis' Fanboy

Liczba postów : 346

http://dbanotheruniverse.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Pałacu/Lewitująca Platforma

Pisanie by Kurisu on Nie Kwi 08, 2018 6:11 pm

Kurisa leciała do góry tak długo, aż w końcu zobaczyła na niebie czarną kropkę. Załamanie pikseli? Nie, to nie gra video. Domyśliła się, że to o te miejsce chodzi Korinowi. Leciała dalej ku górze, aż w końcu zbliżyła się dostatecznie blisko, aby uznać, że to miejsce przypomina nieco zabawkę, a mianowicie bączek do kręcenia. Przeleciała obok drabinki chcąc udać się na górę platformy. Swoją drogą... po co tutaj ta drabinka? A zresztą nie ważne. Kwestie architektoniczne zostawmy dla kogo innego. Kurisa w końcu wylądowała stopami na podłodze. Całe pomieszczenie było białe, co sprawiało wrażenie bardzo porządnego i ważnego miejsca. Po pierwszych sekundach przebywania w tym miejscu dziewczyna od razu zauważyła, że powietrze tutaj jest inne, przez co ciężej było jej oddychać. Zaczęła wolnym krokiem iść przed siebie i rozglądać się na boki. Zauważyła również ładne i zadbane drzewka i roślinki rosnące po bokach. Podeszła bliżej, aby móc przyjrzeć się roślinkom i delikatnie dotknąć je swoją dłonią. Ktoś musiał z pewnością zajmować się tymi roślinkami z zamiłowaniem, bo jeszcze nie widziała na Ziemi tak zadbanych kwiatów. Jednak to nie był czas na podziwianie. Przyszła tutaj z wiadomych celów. Miała spędzić rok czasu w komnacie oraz poznać ważną osobowość przebywającą w tym miejscu. Szła wolnym krokiem w stronę pałacu wyczekując, aż ktoś z niego wyjdzie. Nie zamierzała na chama wchodzić jak do siebie. Nie chciała zrobić na sobie złego wrażenia przed tak ważną osobą.
- Dzień dobry. Przybywam od Korina. Powiedział mi, że mogę tutaj znaleźć pokój, w którym czas płynie wolniej. - Na razie powiedziała tylko tyle. W razie rozwinięcia się rozmowy i dowiedzenia się więcej rzeczy powie o sobie więcej, chociaż chyba nie będzie musiała tego robić, skoro ta osoba wie wszystko o wszystkim. Miała tylko nadzieję, że z jej pobytu w tym miejscu wyniknie fajna przygoda przynosząca nowe doświadczenia. Osoba przed nią stojąca mogła zauważyć saiyankę bez ogona ubraną w zniszczone i pobrudzone dogi Kamesenina z jego emblematem na piersi i plecach. Sam wygląd po niej sprawiał wrażenie, jakby wcześniej odnosiła ciężką walkę, choć żadnych ran na sobie nie miała. Musi w końcu zabrać jakieś nowe ubranie, zanim te kompletnie się zniszczy i zostanie goła i wesoła.
avatar

Kurisu

Liczba postów : 146

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Pałacu/Lewitująca Platforma

Pisanie by Haricotto on Pon Kwi 09, 2018 6:26 pm

MG

Kurisa lecąc ciągle do góry, ujrzała przed sobą lewitującą budowlę, która swoim kształtem przypominała bączek, jakim zwykle bawią się dzieci. Im bliżej była, tym obiekt robił się coraz większy i większy. Czerwony kolor był wręcz uderzający. Lecąc tuż przy krawędzi, ciągle ku górze, tak jak polecił Korin, w końcu dotarła na szczyt i wylądowała na krańcu okrągłej platformy. W chwili lądowania, jej buty stykające się z białymi, kwadratowymi płytkami, wydały charakterystyczne ciche stuknięcie. Jej oczom ukazał się z pozoru niewielki pałac. Nie wiedziała jednak, że ten sięga jeszcze kilka pięter w dół, a dodatkowo posiada swój własny wymiar, którego wielkość równa jest wielkości całej planety.
Ruszyła przed siebie. Na górze panowała cisza, która przerywana była od czasu do czasu przez wiatr, wprawiający liście palm w ruch. Towarzyszył temu uspokajający szelst.
Dziewczyna kroczyła przed siebie, rozglądając się dookoła. Nie było żywej duszy.
Drzwi do środka pałacu były coraz bliżej z każdym krokiem postawionym do przodu. Wydawało się, że naprawdę tutaj nikogo nie ma, kiedy nagle dziewczyna usłyszała kroki. Nie należały do niej. Odstępy między jednym, a drugim stuknięciem były większe niż w jej przypadku.
W głównych drzwiach w końcu pojawiła się postać. Kilka sekund później, które zdawały się trwać wieczność, tajemnicza osoba odkryła swoje oblicze, wychodząc całkowicie z mroku panującego wewnątrz budynku. Był to średniego wzrostu, będący przy kości, mężczyzna. Ubrany był w kamizelkę i białe spodnie, a na głowie nałożony miał równie biały turban. Jego skóra była czarna, niczym węgiel, oczy białe jak śnieg, a usta krwistoczerwone. Ciężko było odczytać wyraz jego twarzy, który przedstawiał niewiele więcej niż świetnie utrzymaną pokerową twarz.
Stanął u progu wejścia, krzyżując swoje ręce na wysokości klatki piersiowej. Milczał i bacznie obserwował Kurisę.

Spoiler:


- Kim Ty być? - w końcu zapytał, używając łamanej mowy, ale na tyle sprawnej, że bez problemu dało się go zrozumieć. Jego wyraz twarzy pozostał bez zmian.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1397

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Pałacu/Lewitująca Platforma

Pisanie by Kurisu on Wto Kwi 10, 2018 7:00 pm

Długo czekać nie musiała, bo po chwili ktoś się pojawił. Wyszedł z wnętrza komnaty, który był owiany cieniem i jak demon wyłonił się z tego cienia. Był cały czarny, a jego strój przypominał stroje ludzi zamieszkujących pustynne obszary na ziemi. Jednak na człowieka on nie wyglądał. Na twarzy saiyanki pojawiło się zdziwienie, gdy go zobaczyła. Poczuła lekkie rozczarowanie, bo nie tego się spodziewała. Do tego jego wyraz twarzy był naprawdę... dziwny. Czy dziewczyna szukała właśnie tej osoby? Po chwili padło pytanie, po którym wielka łezka potu spłynęła po skroni dziewczyny. To niezły z niego wszechmogący... - Powiedziała do siebie w myślach. Jednak nie miała zamiaru tak stać w nieskończoność jak słup. Dziewczynie się śpieszyło i było wyraźnie to po niej widać. Podeszła bliżej niego wolnym krokiem zanim odpowiedziała. Podeszła na odległość dwóch metrów, a następnie zatrzymała się przed nim. ''Kim Ty być'' - zabrzmiało to, jakby urwał się właśnie z dziczy, ale co zrobić? Przecież nie będzie go pouczać, nie jest u siebie.
- Mam na imię Kurisa. Jestem obrończynią przyrody oraz zwierząt na tej planecie. Przybywam tu, ponieważ potrzebuję więcej mocy, aby ochronić to, co jest dla mnie cenne. A ty? - Również zapytała go o to samo. Była ciekawa z kim ma do czynienia, bo coś czuła, że to nie jest ta osoba, której szuka. Bynajmniej na taką nie wyglądał. Zrobiła do niego delikatny uśmiech, który miał załagodzić nieco spiętą atmosferę. Nie miała złych intencji.
avatar

Kurisu

Liczba postów : 146

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Pałacu/Lewitująca Platforma

Pisanie by Haricotto on Czw Kwi 12, 2018 12:39 pm

MG

Tajemniczy jegomość w turbanie cały czas utrzymywał pokerową twarz. Do tego stopnia, że ani razu nie mrugnął! Nawet mu brewka nie tykła! Przeniósł swoje ręce z klatki piersiowej do tyłu, łapiąc dłonią za dłoń za plecami. Wysłuchał jej i wtedy zrobił pierwszy krok w jej stronę. Następny i kolejny, aż w końcu stanął przy Kurisie tak blisko, że ich ciała niemal się stykały. Patrzył na nią z góry i swoim niezmiennym spojrzeniem, patrzył jej prosto w oczy. Nie było w nich żadnego życia, żadnej pasji, ot, zwykłe, czarne jak węgiel oczy bez wyrazu. Było coś niepokojącego w jego wyglądzie i jego zachowaniu. Bardziej przypominał diabła niż boga.
W końcu, po krótkiej wymianie spojrzeń, postanowił się odezwać i przerwać niepokojącą ciszę.
- Mister Popo. - powiedział krótko. Wyraz jego twarz nie zmienił się nic a nic! Odwrócił się na pięcie i stanął plecami do dziewczyny. Przekręcił głowę w bok, by widzieć ją kątem swojego nieruchomego oka.
- Mówić o ratowaniu przyroda i zwierzęta. Jak dużo Ty gotowa stracić? - zapytał, wyczekując na odpowiedź. Atmosfera coraz bardziej się zagęszczała.

Tymczasem, siedzący na swoim tronie w ciemnym pokoju, Wszechmogący obserwował wszystko, co działo się "na jego podwórku". Nie wychodził, nie zdradzał swojej obecności i nie osądzał. Czekał.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1397

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Pałacu/Lewitująca Platforma

Pisanie by Kurisu on Czw Kwi 12, 2018 5:19 pm

Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji ani uczuć, przez co nie wiedziała jakie ma do niej intencje. Z jednej strony było to dziwne, lecz z drugiej strony... zaskakujące. Gdyby miała z nim walczyć miałaby z nim poważny problem, ponieważ przez jego pokerową twarz nie byłaby w stanie przewidzieć żadnych jego działań oraz ataków czy ruchów. Interesowało ją to, czy wewnątrz również jest tak spokojny jak i na zewnątrz. Podszedł do niej wolnym krokiem i zbliżył się bardzo blisko... za blisko. Dziewczyna czuła się niezręcznie, ponieważ nie wiedziała jaki wykona następny ruch. Mimo to jednak dalej stała przed nim ze spokojem na twarzy oraz nutką zainteresowania. Pan Popo chciał chyba wymusić na niej strach, ale nie wiedział, że Kurisa nie zna uczucia strachu. Po chwili ciszy i wpatrywania się sobie w oczy w końcu wypowiedział coś ze swoich ust i przedstawił się. Zatem on musi być jakimś strażnikiem, opiekunem bądź kimś innym podobnym. Tak tylko przypuszczała, bo nie mogła tego wiedzieć. Po chwili zadał jej pytanie, które kompletnie wybiło ją z tropu.
- Stracić? Nie chcę już niczego stracić. Straciłam już wiele w ciągu mojego, krótkiego życia i chcę to jakoś naprawić. Wiem, że czasu już nie cofnę, ale chcę przynajmniej zrekompensować straty... I kiedy będzie już po wszystkim... chcę pomóc uwolnić Ziemię raz na zawsze od armii RR. Każdy ma prawo do wolności... prawda? - Nie wiedziała dokładniej co mu odpowiedzieć i było po niej widać wyraźnie, że zestresowała się swoją odpowiedzią. Nie było to spowodowane tym, że kłamała. Wręcz przeciwnie. Po prostu nie zrozumiała do końca jego pytania. Mówił on w bardzo dziwny sposób. Tak bardzo skupiła się na rozmowie, że nawet nie zauważyła jak podbiegła do jej nogi wiewiórka. Powąchała ona kilka razy spodnie dziewczyny, po czym zwinnie wskoczyła pod jej ubranie przez dziurę w spodniach.
- Aaaa! - Kiedy dziewczyna poczuła, że coś przemieszcza się pod jej ubraniem momentalnie zrobiła się czerwona na twarzy i samoistnie wydała z siebie kobiecy pisk. Próbowała złapać to coś ręką, ale zwierzątko poruszało się bardzo zwinnie łaskocząc przy tym dziewczynę. Musiało to wyglądać komicznie, kiedy zaczęła tańczyć próbując złapać coś pod jej ubraniem. Przemieszczało się od dołu do góry i tak na zmianę. Dziewczyna w końcu się potknęła o własne nogi i upadła na tyłek, a wtedy z jej dekoltu wyleciała wiewiórka, którą dopiero teraz zobaczyła. Nie rozumiała zachowania tej wiewiórki, aż nagle poczuła, że coś uwiera ją między piersiami. Odwróciła się plecami do Mr. Popo, a następnie lekko odchylając niebieską koszulkę włożyła sprawnie swoją rękę i zaczęła grzebać. Wtedy wyciągnęła orzeszek i szybko zrozumiała sytuację i zachowanie wiewiórki. Oburzona dała orzeszek wiewiórce i biorąc go w ręce zaczęła go głaskać w ciszy. Była też zawstydzona za to co się wydarzyło, więc siedziała tak głaszcząc wiewiórkę i nic już nie mówiła. Swoją drogą... skąd wziął się tam ten orzeszek?
avatar

Kurisu

Liczba postów : 146

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Pałacu/Lewitująca Platforma

Pisanie by Haricotto on Nie Kwi 15, 2018 10:29 pm

MG

Mister Popo przekręcił głowę i spojrzał kątem oka na Kurisę. Zupełnie nie wzruszyło go to, że jakaś wiewiórka, która pojawiła się tutaj nie wiadomo skąd - plothole! - zaczęła "napastować" dziewczynę.
- Dużo mówić, mało robić. Mister Popo wszystko wiedzieć. - powiedział Popo, odwracając się przodem do Saiyanki. Cały czas trzymał dłonie za plecami.
- Chcieć trenować, tak? - zapytał, patrząc tym swoim zimnym spojrzeniem. Po chwili spojrzał za siebie, wgłąb pałacu, tak jakby chciał nawiązać kontakt z Wszechmogącym. Po chwili znów stanął twarzą do Kurisy.
- Najpierw sprawdzić, czy być godna. Poczekać. - powiedział tym swoim łamanym językiem, po czym odwrócił się na pięcie i zniknął w mroku pałacu. Nie było nic słychać poza jego krokami, które po chwili ustały. Co też chodziło mu po głowie?

Czas mijał, a Mister Popo nie pojawił się. Wszystko to zdawało się trwać wieczność. Spokój jaki panował tu na górze był niekiedy niepokojący. Szum wiatru i liści, które wprawiał w ruch były jedyną muzyką dla uszu.

I w końcu, charakterystyczne stukanie butów o płytki dotarło do uszu Kurisy. Tym razem, wyglądało na to, że to nie była tylko jedna osoba. Czyżby ktoś nowy?
W towarzystwie Mistera Popo pojawiła się kobieta, która ubrana był dokładnie tak samo, jak Kurisa. Jej włosy również był rozczochrane we wszystkie strony. Była idealną kopią, która różniła się jedynie... oczami. Wyraz jej twarzy był taką samą pokerową twarzą, co w przypadku strażnika pałacu.
- Jeśli pokonasz siebie, jesteś godna. - w tym samym momencie, kopia Kurisy podeszła do niej i przyjęła pozycję do walki.

Spoiler:

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1397

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Pałacu/Lewitująca Platforma

Pisanie by Kurisu on Nie Kwi 15, 2018 11:14 pm

Dziewczyna dalej głaskała wiewiórkę, która ciumkała zdobyty orzeszek. Po słowach Pana Popo poczuła się, jakby nic nie znaczyła na tym świecie. Jakby wszystko to, czego dokonała i zrobiła, nie było nic warte. ''Dużo mówić, mało robić''. Nie do końca się z tym zgadzała. Przecież przez ostatni rok zrobiła tak wiele. Czyżby jej wyczyny nic się nie liczyły? W dodatku powiedział, że wszystko wie. Czyżby była już przez niego obserwowana przez dłuższy czas? To mogło być możliwe, tylko po co? Po chwili usłyszała pytanie, po którym puściła wiewiórkę, aby pobiegła do swojego miejsca, a następnie wstała i odwróciła się do murzyna.
- Tak. - Odpowiedziała krótko. Nie chciała już go zanudzać swoimi słowami, które i tak nic by już raczej nie zmieniły w tej sytuacji. Po chwili przekonała się, że musi przejść pewien test i wcale ją to nie dziwiło. W zasadzie to nawet oczekiwała tego. Kiedy chciała dostać się do Korina też musiała przejść sprawdzian, aby można było ustalić, czy jest tego godna, aby poznać tak ważną osobowość, jaką jest Święty Kocur. Miała tutaj poczekać i tak zamierzała zrobić. Popatrzyła się na mężczyznę, który wszedł do pałacu i zniknął jej z oczu. Przez pewien czas stała tak oczekując powrotu, ale czas zaczął coraz bardziej się dłużyć. Postanowiła więc, że pokręci się po platformie. Podeszła do krawędzi spoglądając przez pewien czas w dół i zastanawiała się jak wysoko się teraz znajduje. Zaczęła krążyć wokół spoglądając się na dół i próbując coś zobaczyć, ale chmury wszystko jej zasłaniały. Przez ten czas udało jej się zrobić pełne okrążenie wokół platformy. Czas przedłużał jej się w nieskończoność. Rany, ile co on tam robi tyle czasu? A może po prostu mnie olał? - Zaczęła rozmyślać różne opcje w głowie. Natłok myśli sprawił, że dziewczyna musiała chwilę odpocząć. Stanęła na środku placu, a następnie usiadła po turecku. Przymknęła swoje oczy i zaczęła medytować, wsłuchiwać się w otoczenie. Jednak to nie przyniosło jej spokoju. Przypomniała sobie o Ryu, Haricotto, changelingu i o tamtej ''dziewczynie Haricotto''. Śpieszyło jej się i nie mogła odnaleźć w sobie wewnętrznego spokoju. Ostatecznie musiała zmienić swoją pozycję na kolana opierając się rękoma o podłoże. Zaczęła sapać, a jej ciało oblał zimny pot. Wyglądało to, jakby dziewczyna zmęczyła się myśleniem. Wstała na nogi i przetarła pot ze swojego czoła, a następnie pokręciła głową na boki próbując wyrzucić swoje dotychczasowe myśli z głowy. Wtedy wrócił Pan Popo. W końcu! Odwróciła się ucieszona, ale jej radość szybko zniknęła z jej twarzy, gdy zobaczyła samą siebie. To była jej idealna kopia, w dodatku z tym przerażającym wyrazem twarzy. Na twarzy Kurisy pojawiło się zdziwienie oraz... strach? Czyżby po raz pierwszy poczuła, czym jest prawdziwy strach? Ale czego się bała? Samej siebie? Wtedy usłyszała, że ma pokonać samą siebie. To było przerażające uczucie. Dziewczyna zaczęła się trząść i nie mogła się ruszyć. Nie wiedziała co zrobić, kompletnie zaniemówiła. Kiedy jej kopia przybrała jej identyczną pozycję do walki, na twarzy dziewczyny pojawiła się złość. Stanęła szeroko i pochyliła się do dołu łapiąc się rękoma za głowę.
- Przestań. To nie odpowiednie miejsce ani czas na to. Przestań. Nie możesz się bać. Nie możesz. Przestań o tym myśleć. Przestań. - Dziewczyna mówiła sama do siebie próbując to wyrzucić z głowy i w pewnym stopniu uspokoić się. Zdawała sobie sprawę z tego, że nie może się teraz zatrzymać. Musi zrobić krok naprzód. No dalej! Zrób coś w końcu! Dziewczyna zaczęła przypominać sobie o śmierci Haricotto oraz całej sytuacji i walkach na Papayi. Wokół niej stworzył się podmuch wiatru oraz pojawiła się złota aura, która po chwili z lekkim trudem zamieniła kolor włosów oraz oczu saiyanki. Przemieniła się w super wojownika. Stanęła prosto, a następnie przetarła ręką spływające łzy po policzku. Tylko w ten sposób potrafiła przemienić się. Spojrzała się znowu na swoją kopię. Na jej twarzy nie było widać już smutku ani strachu. Jej chłodne spojrzenie pozbawione empatii przeszywało na wskroś stojącego manekina.
- Nie mam już czasu na zabawy. Skończmy to tu i teraz. - Powiedziała to do swojej kopii mimo tego, że nie miała pewności, czy ta cokolwiek rozumie. Przemieniła się w super wojownika, ponieważ szybko chciała to zakończyć i przejść dalej. Energicznie ruszyła na nią odbijając się nogami od powierzchni. Wydawałoby się, że dziewczyna chce przeprowadzić frontalny atak, ale to była tylko podpucha, którą tak bardzo lubiła robić podczas rozpoczynania walki. Gdy pojawiła się tuż przed swoim przeciwnikiem nagle zmieniła tor lotu przelatując obok nogi przeciwnika i przy okazji łapiąc ją za rękę. Wtedy wykonała obrót, dzięki któremu mogła również wykręcić rękę przeciwnikowi. Następnie swoimi nogami stanęła na jej plecy i ciągnęła mocno rękę do ciebie. Chciała mocno pociągnąć ją, aby wybić przeciwnikowi rękę ze stawu. Następnie opierając się już nogami o podłogę złapała za rękę oburącz i zaczęła robić młynek, dzięki któremu wybiła przeciwnika w powietrze. Następnie szybko ruszyła ponownie do przeciwnika, aby w trakcie lotu ominąć ją z drugiej strony i uderzyć mocno kolanami w jej plecy. Wtedy zrobiła serię uderzeń oraz kopnięć skierowanych w tors, po czym wykonała rękoma młot, którym chciała przywalić z całej siły w głowę kopii i wbić o podłożę platformy. Po tym zaczęła wolnym ruchem opadać na dół, aby ostatecznie stanąć nogami ponownie na podłodze, a w tym czasie cały czas obserwowała swoją kopię, aby w razie niespodziewanego ataku wykonać unik i kontynuować kontratak.
avatar

Kurisu

Liczba postów : 146

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Pałacu/Lewitująca Platforma

Pisanie by Haricotto on Wto Kwi 17, 2018 8:16 pm

MG

Kopia Kurisy robiła wszystko dokładnie tak, jak sama Kurisa. Zupełnie tak, jakby jedna była lustrzanym odbiciem tej drugiej. W chwili, kiedy oryginalna dziewczyna przemieniła się w złotowłosą Super Saiyaninkę, jej klon zrobił dosłownie to samo. Podmuch energii spowodowany transformacją obu wojowniczek prawie powyrywał drzewa z gleby, wyginając je tak bardzo, że swoimi koronami sunęły po białych płytkach. Podłoże się zatrzęsło, ale na szczęście zaraz się uspokoiło. Super Wojowniczki rzuciły się sobie do gardeł, a Mister Popo stał niewzruszony, ciągle mając jeden i ten sam wyraz twarzy...
Każdy atak wyprowadzony przez Kurisę kończył się blokiem lub unikiem, zaś kopia nie wyprowadziła ani jednego uderzenia, skrzętnie wymijając się przed uderzeniami. Ostatecznie, odległość między dwiema Kurisami zwiększyła się, a pośrodku nich niefortunnie znalazł się Mister Popo.
- Za dużo myśleć. - powiedział krótko, po czym odwrócił się na pięcie i odszedł kilka metrów do tyłu, by nie przeszkadzać.
Kopia Kurisy wyczekiwała kolejnego ataku, stojąc niewzruszona.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1397

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Pałacu/Lewitująca Platforma

Pisanie by Kurisu on Sro Kwi 18, 2018 7:42 pm

Dziewczyna zdziwiła się, gdy jej kopia również przemieniła się w super wojownika. W dodatku zrobiła to z taką łatwością, jakby to było coś prostego. Jednak zaraz zdziwienie dziewczyny przeobraziło się w złość.
- Ksooo! - Krzyknęła, a następnie ruszyła do ataku.

Szybko przekonała się, że jej ataki nic nie dają. Jej kopia wykonywała dokładnie takie samy ruchy jak oryginał. W dodatku, gdy dziewczyna chciała wykazać się sprytem - klon umiejętnie wykonywał uniki. Dziewczyna powoli zaczęła upadać na podłogę, a gdy już dotknęła ją stopami - upadła na jedno kolano podpierając się łokciem o drugie i ciężko dysząc.
- To jest niemożliwe. - Przez klimat panujący tu na górze dziewczyna zmęczyła się walką w mgnieniu oka, ciężko było tutaj toczyć walkę. Miała wrażenie, że to nie jest jej identyczna kopia. Wydawałoby się, że jest od niej lepsza, szybsza. Poczekała, aż Pan Popo zejdzie im z areny walki i zaczęła się zastanawiać nad kolejnym krokiem, gdy próbowała wstać na równe nogi. Zastanawiała się przez krótszą chwilę, aż przypomniało jej się coś. Tak, pamiętam. Podczas walki w sakanami wykorzystałam element zaskoczenia, który dał mi chwilową przewagę. Może teraz też zadziała? Dziewczyna rozluźniła swoje mięśnie, na jej twarzy pojawił się uśmieszek. Przymknęła oczy i uniosła głowę do góry biorąc głęboki wdech. Wtedy gwałtownym ruchem przeniosła swoje dłonie przy twarzy dotykając palcami swoich skroni.
- Taiyoken! - Wykrzyknęła mając cały czas zamknięte oczy w razie gdyby jej kopia wykonała ten sam ruch. Wtedy nie marnując czasu ruszyła prosto na nią napinając swoją pięść i kumulując w niej energię ki. Wydawałoby się, jakby chciała wprowadzić potężny atak, ale zatrzymała się stopami o podłoże kilka metrów przed przeciwnikiem, a następnie wykonała machnięcie otwartą dłonią prosto w stronę swojego przeciwnika, z której wyleciała fala energii (energy wave). Miała nadzieję, że jej atak się uda. Jeśli się udał i dziewczyna definitywnie wygrała walkę tym atakiem to wyłączyła swoją transformację i padła na podłogę jak worek ziemniaków, a jeśli nie...

Oparła się rękoma o kolana i zaczęła ciężko łapać powietrze przez usta. Zaczęła się zastanawiać co ma zrobić, aby to wygrać. Przecież nie da się pokonać kogoś, kto wykonuje te same ruchy! A jeśli... W tym momencie zapaliła jej się lampka nad głową. Przed oczami miała różne walki Ryu, które oglądała. Zaczęła przypominać sobie jego technikę walki oraz pozycję. Jego atak, ruch, unik. Tak! Jeśli ma pokonać samą siebie, to musi poruszać się chaotycznie, bądź próbować walczyć ''jak nie ona''. Wolnym ruchem stanęła w nowej pozycji próbując imitować technikę walki jej przyjaciela, a następnie ruszyła na swojego klona. Próbowała robić to chaotycznie oraz próbowała naśladować Ryu. Zaczęła wymierzać ciosy oraz kopnięcia wykonując chaotyczne sekwencje serii uderzeń i kopnięć. Jej technika walki zrobiła się mniej efektywna, ponieważ nie stosowała się do tego, jak potrafi robić to najlepiej, ale przynajmniej miała pomysł jak zaskoczyć przeciwnika. Ostatecznie wymierzyła dużym zamachem potężnego plaskacza, który miał wbić przeciwnika w podłogę. Próbowała odwzorować identycznie jej pierwszą walkę z Ryu. Jeśli ten sposób również nie zadziałał, to miała jeszcze ostatniego asa w rękawie...
avatar

Kurisu

Liczba postów : 146

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Pałacu/Lewitująca Platforma

Pisanie by Haricotto on Nie Kwi 29, 2018 7:49 pm

MG

Każda zagrywka Kurisy kończyła się z idealnym blokiem i unikiem. Nie mogła wygrać tej walki, jak każdej poprzedniej. W tym przypadku musiała zacząć myśleć inaczej lub nawet wcale.
Taiyoken nie zadziałał na kopię dziewczyny. Była sztuczna, więc nie mogła zostać oślepiona. Mister Popo zasłonił swoje oczy dłonią, przekręcając w bok głowę, by upewnić się już w stu procentach, że nie zostanie oślepiony.

Walka trwała dalej, a każdy cios natrafiał na blok lub identyczną kopię ciosu, sprawiając, że pięści i nogi obu dziewczyn zderzały się, wytwarzając podmuchy energii, które niemal wyrywały drzewa z korzeniami.

Gdy Kurisa zmieniła taktykę, starając się walczyć jak jej przyjaciel Ryu, udało się jej zadać pierwszy cios przeciwniczce! Kopia nie zdołała wykonać uniku, będąc zaskoczoną (wewnętrznie, ponieważ z zewnątrz jej twarz wciąż wyglądała tak samo). Pięść Super Saiyanki otarła się o policzek tej drugiej, zostawiając po sobie czerwone nacięcie, z którego zaraz popłynęła krew. Zdezorganizowany klon odskoczył nagle do tyłu, unikając nadchodzącego plaskacza. 
Czyżby zmiana taktyki była kluczem do zwycięstwa?

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1397

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Pałacu/Lewitująca Platforma

Pisanie by Kurisu on Nie Kwi 29, 2018 10:31 pm

Młoda saiyanka próbowała pokonać swego klona ze wszystkich sił, mimo tego, że stres oraz lęk sprawiał, że dziewczyna nie była w pełni skupiona na walce. Nie mogła się skupić. Coś ją odciągało od tego. Każdy atak nic nie dawał, ponieważ jej kopia doskonale naśladowała ruchy dziewczyny. Zaczęło ją to stopniowo denerwować, przez co w jej ataki wchodziło coraz więcej siły oraz krzepy. Nic to jednak nie dawało.

Dopiero gdy dziewczyna próbowała zmienić technikę walki, wtedy walka zaczęła wyglądać trochę inaczej. Klon nie spodziewał się takiego posunięcia i zapewne też nie znał techniki walki Ryu, czyżby to był klucz do sukcesu? Po ataku dziewczyna upadła na lekko zgięte nogi i zacisnęła mocno pięści, a na jej twarzy pojawiła się radość.
- Tak! - Wykrzyknęła z radości na znak, że odkryła sposób. Stanęła prosto, a na jej twarzy pojawił się spokój. Przymknęła swoje oczy i złączyła swoje dłonie. Wzięła głęboki oddech, a następnie wolnym ruchem próbowała stanąć idealnie jak w pozycji bojowej Ryu. Nigdy nie sądziłam, że ta krótka walka mnie czegoś nauczy. - Skomentowała w myślach w ten sposób walkę z jej przyjacielem. Ciągle stała z przymkniętymi oczami i wykonywała małe, centymetrowe ruchy próbując stanąć idealnie tak samo, po czym ruszyła na swojego klona. Zaczęła wymierzać serię ciosów stale pnąc do przodu. Wykonywałeś dokładnie takie same ruchy. Nie zatrzymywała się próbując wypchać swoimi seriami ciosów klona z platformy, a następnie lekko otworzyła oczy, aby zasadzić jej Ryu-kopniaka z lekki obrotem wokół własnej osi. Miała nadzieję, że się uda. Walka na górze wymęczała jej organizm coraz bardziej. Jak tak dalej pójdzie to nie będzie w stanie utrzymać tutaj super saiyanina. Jej oddech był coraz cięższy, a bicie serca coraz szybsze. Mogłaby zrobić drugi raz ten jeden wyjątek i zdjąć obciążenie, aby mieć przewagę... Nie. Nie może. Zbyt długo czasu poświęciła na noszeniu i przyzwyczajaniu się, aby zdejmować limity na jakiegoś klona. Nie tym razem. Poza tym nie miała dalej pod spodem stanika...
avatar

Kurisu

Liczba postów : 146

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Pałacu/Lewitująca Platforma

Pisanie by Haricotto on Sob Maj 05, 2018 10:13 am

MG

Zmieniona taktyka poskutkowała jeden raz. Pytanie brzmiało, czy uda się to po raz drugi? Kurisa szła w zaparte, poruszając się niezgrabnie w stylu, którego nie znała do końca i tylko naśladowała. Te jej nie-kocie ruchy wyprowadził jej przeciwniczkę z równowagi. Nie była w stanie odeprzeć ataków, które nadchodziły ze stron, z których by się ich nie spodziewała. Spychana w stronę przepaści, co chwilę oglądała się za siebie, by wiedzieć ile jeszcze ma zapasu drogi przed krawędzią. Mimo wyraźnie zakłopotania i zaskoczenia, jej twarz była ciągle pokerowa, a o jej rozterkach mówiła jedynie kropla potu, która spływała wolno po jej skroni. 
- Wystarczy! - rozległ się głos Mistera Popo, kiedy stopa repliki w połowie wysunęła się nad przepaść. Walka została przerwana, a opasły dżin ruszył w stronę obu dziewczyn, bijąc leniwie i powoli brawo. Jego wyraz twarz jak zwykle był niepokojący.
- Ty zdać. - powiedział swoim łamanym językiem, po czym nakazał podrabianej Kurisie zniknąć w ciemnościach pałacu. Ta jeno skinęła głową i udała się zgodnie z poleceniem, wracając do swojej bazowej formy.
- Wszechmogący chcieć Cie widzieć. - zerknął na dziewczynę i ruszył przodem, kierując się do środka Pałacu.

z/t -> Wnętrze Pałacu

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1397

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Pałacu/Lewitująca Platforma

Pisanie by Aymi on Nie Sie 05, 2018 12:24 am

Sama właściwie nie wiedziała, dlaczego to zrobiła. Czemu pocałowała Eri, mając świadomość, że obok jest Ryu? Czy chciała, by poczuł to, co ona w tamtej chwili nad jeziorem? To dziwne ukłucie w sercu, gdy zamiast akceptacji i odwzajemnienia została odrzucona... Brunet był dla niej ważny, łączyło ich coś szczególnego. Coś, czego do końca nie rozumiała. Nigdy wcześniej odrzucenie tak nie bolało, bo nie zwykła przywiązywać się do ludzi. Haricotto był jej ojcem, a dla niej naturalnym było kochać go i ufać mu bezgranicznie. Ze Smokiem było inaczej, nie był członkiem rodziny, a jednak traktowała go, jakby stanowił jej część. Bała się go stracić tak, jak straciła ojca. Nie chciała znów być sama jak przez te wszystkie lata życia w dziczy. Najchętniej wykrzyczałaby mu w twarz wszystkie swoje myśli, nie był to jednak odpowiedni czas i miejsce, nie wspominając już, że najpewniej po prostu by się wygłupiła. A z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu nie chciała wyjść na głupią przed tym chłopakiem.
Pogrążona w myślach leciała wciąż ku górze, próbując znaleźć... nie wiedziała nawet co dokładnie. Po prostu leciała, czekając, aż samo się znajdzie. Przetarła ramieniem dziwnie zawilgocone powieki, wznosząc się jeszcze wyżej, aż wreszcie nad sobą dostrzegła rosnący, zawieszony w powietrzu obiekt, który z każdą chwilą stawał się większy i większy. W niedługim czasie dotarła do czegoś na kształt wierzchołka, skąd wychodziła prowadząca ku górze drabinka. Podążyła jej śladem na sam szczyt, lądując ostatecznie na białych marmurowych płytach. I zamarła. Zupełnie nie wiedziała, co mogłaby teraz powiedzieć. Dookoła rosły drzewa, ale nie przypominało to lasu a starannie zadbany ogród. W głębi dostrzegła też białą budowlę o zaokrąglonym dachu i postawiła niepewny krok na ścieżce doń prowadzącej.
Widok był imponujący, a wręcz niezwykły. Nie spodziewała się ujrzeć czegoś takiego. Rozejrzała się dookoła, nie dostrzegła jednak nikogo, a przecież Korin mówił, że Kami na nich czeka.
- Halo, jest tu kto? - zawołała w eter. - Kami-sama? Ktokolwiek?
Stawiała kolejne kroki naprzód, wciąż się rozglądając. Nawet nie zauważyła, że jej oddech stał się nieco cięższy. A nawet gdyby, nie rozumiałaby, że wynika to z mniejszej gęstości powietrza na tej wysokości, nigdy przecież nie leciała aż tak wysoko. Obserwowała bacznie okolicę, czekając na jakikolwiek odzew. O ile ktoś w ogóle tu był...

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

avatar

Aymi
Mistrz Gry

Liczba postów : 584

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Pałacu/Lewitująca Platforma

Pisanie by Haricotto on Nie Sie 05, 2018 8:55 pm

MG

Aymi przybyła pierwsza na szczyt. Jej oczom ukazał się bielutki pałac zdobiony tu i ówdzie złotem. Delikatny wietrzyk wprawił jej czerwone kosmyki w ruch, kiedy ta postawiła pierwszy krok.
Zaraz do jej uszu dotarł dźwięk stawianych kroków. Po chwili z pałacu wyłonili się dwaj mężczyźni. Jeden wysoki, zielony, odziany w białą togę, na której czerwonym kolorem jawił się napis "Kami", czyli "Bóg". Trzymał w swojej dłoni laskę, którą się podpierał. Korin miał podobną. Czyżby to był znak rozpoznawalny wielkich mistrzów? Kame Sennin również jedną posiadał.
Wszechmogącemu towarzyszył wierny sługa, który uśmiechał się do Aymi z daleka. Jego czerwone usta wygięte w pałąg widoczne były na pierwszy rzut oka. Zmierzali powoli w jej stronę, a dźwięk ich kroków rozchodził się po całym pałacu.

Spoiler:


Zatrzymali się w połowie drogi, czekając aż dziewczyna się do nich zbliży. Gdy to nastąpiło, Wszechmogący odezwał się pierwszy, wychodząc przed swojego sługę, który do tej pory szedł ramię w ramię ze swoim panem.
- Czekaliśmy na ciebie, dziecko. - powiedział spokojnym głosem, po chwili uśmiechając się delikatnie do czerwonowłosej.
- Zarówno ja, jak i Mister Popo, spodziewaliśmy się, że przybędziesz z przyjaciółmi. - rzekł po chwili, kątem oka zerkając na Mistera Popo, który porozumiewawczo skinął głową i odwrócił się na pięcie, wracając czym prędzej do pałacu. Mogło się to wydać dziwne, jednakże nie było to bezsensowne działanie.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1397

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Pałacu/Lewitująca Platforma

Pisanie by Ryu on Pon Sie 06, 2018 7:46 pm

Brunet wciąż próbował sobie ułożyć wszystko w głowie tak, aby mogło przybrać to logiczną całość. Im jednak bardziej starał się doszukiwać ułamka logiki, tym bardziej był przekonany, iż jej tam po prostu nie było. Wydawało się, że działaniom ogoniastej brakowało sensu. Nasz bohater nie potrafił zrozumieć, dlaczego rudowłosa kochając Ziemianina postanowiła obdarować pocałunkiem Ericę. Przecież wszystko sobie wytłumaczyli, nie chciał jej sprawić przykrości, nie było to jego celem. Skoro więc wiedziała to czemu postanowiła to zrobić? Nie był w stanie pojąć tego.
W jego głowie pojawiło się wspomnienie, gdy wraz z Aymi przebywali u Korina, a ten pozwolił im zażyć Świętej Wody. Mogli umrzeć, jednakże udało im się przetrwać. Ta woda chciała pokonać ich, lecz to oni zwyciężyli ją. Oboje byli zadowoleni, iż udało im się urosnąć w siłę, jednakże to rudowłosa zdecydowała się pocałować naszego bohatera. Oczywiście był to tylko całus w czółko, jednakże istniało duże prawdopodobieństwo, iż już wtedy, a może nawet wcześniej była zakochana w Ryu. Pojawił się kolejny obraz przedstawiający naszą dwójkę podczas ich pobyty nad jeziorem. To właśnie tam doszło do ich pierwszego pocałunku. Było miło. To był naprawdę miły gest ze strony dziewczyny pokazujący, iż musi coś czuć do młodzieńca. Czy on jednak odwzajemniał to uczucie? Była jego przyjaciółką, a może jednak kimś więcej? Nie był do końca pewny w kwestii własnych uczuć. Zresztą, nad czym on się w ogóle zastanawiał? Przecież była córką jego mistrza, miał się nią opiekować. Obiecał sobie, że będzie ją chronił. Dlaczego przeszła mu myśl, że mógłby ją zacząć traktować znacznie inaczej? Dlaczego pomyślał, że mogliby być razem? Przecież nie mógł zapałać miłością do niej po tym jedynym pocałunku.
Podczas lotu dostrzegł, iż zaczął w końcu zbliżać się do pewnego obiektu. Im bliżej był tym bardziej wywnioskować mógł, iż był to jakiś bączek. Podobny był do tego, w którym urzędował biały kot. Podobny, lecz nie taki sam. Zacznijmy od tego, że był on większy, zdecydowanie większy, wręcz gigantyczny. Po jednej jego stronie znajdowała się drabina prowadząca na górę, lecz nasz bohater postanowił nie skorzystać z niej, a wciąż lecieć. Skoro potrafił latać to, po co miał korzystać, z jakiejś drabiny?
- Pewnie tu mieszka Wszechmogący.
Powiedział do siebie w duchu, po czym oglądnął się, aby sprawdzić czy Tenshinhan wciąż leciał za nim, mogło go przecież coś zatrzymać. Wyglądało na to, że wszystko było w porządku. Po paru sekundach znalazł się na górze. Nóżki swe postawił na białych płytkach, które rozłożone były na całej rozciągłości bączka, a w zasadzie to jego połowy, ponieważ właśnie tym była ów budowla. Połową wielkiego bączka. Rosło tu sporo drzew wraz z kilkoma palmami znajdującymi się tuż między drogą prowadzącą do – zdawałoby się - biało-złotego pałacu. Znajdowały się tu dwie postacie. Jedną z nich była Aymi, która wyruszyła do tego miejsca nieco wcześniej niż nasz bohater, tak więc oczywistym było, iż znajdzie się tutaj odrobinę wcześniej niż Ryu. Drugą personą był tajemniczy zielonoskóry jegomość. Ubrany był w białą togę, a w jednej ze swych dłoni trzymał drewnianą laskę. Chłopak postanowił do nich podejść, a gdy był wystarczająco blisko to mógł nieco lepiej przyjrzeć mu się. Był on wysokim –  i jak już zostało wspomniane – zielonoskórym mężczyzną, a z głowy jego odchodziła para czułek, posiadał w dodatku długie spiczaste uszy. Widać po nim było oznaki starzenia, co wskazywało na jego sędziwy wiek. Na białej todze można było dostrzec duży czerwony znak kanji ulokowany na jej samym środku. Można było przetłumaczyć go, jako ''Bóg’’.
- On musi być Wszechmogącym. Nie wygląda, aż tak strasznie, jak sobie go wcześniej wyobrażałem.
Gdy Tenshinhan wspominał o podzieleniu się na dwie połowy, brunet wyobrażał sobie postać, która żyje tylko z jedną częścią swojego ciała. Wyglądało na to, że to podzielenie się musiało polegać na czymś całkowicie innym. Wojak podszedł nieco bliżej do Boga i wykonał ukłon około czterdziestu pięciu stopni w jego kierunku ręce trzymając blisko tułowia.
- Witaj, Kami-sama. Mam na imię Ryu. Razem z Aymi i Tenshinhanem przybyliśmy do Ciebie prosić Cię o pomoc.
avatar

Ryu

Liczba postów : 288

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Pałacu/Lewitująca Platforma

Pisanie by Kurisu on Pon Sie 06, 2018 8:25 pm

Kurisu siedział na podłodze przy stoliku pełnym dobrego jedzenia przykryty częściowo kocem, którym był okryty wcześniej, gdy spał w łóżku, które znajdowało się za nim. Wpychał rękoma do buzi każdego dania po trochu, aby zasmakować aromatycznych potraw. Dawno nie jadł tak dobrego jedzenia. Wtedy do pokoju wkroczył Popo, który z kamienną twarzą powiadomił saiyanina, że do pałacu przybyła jakaś jego koleżanka. Kurisu ze zdziwieniem na twarzy oraz pełnymi ustami i wypchanymi policzkami spojrzał się na niego, gdy kawałek koca zsunął się z jego głowy.
- Hę? Koleżanka? Ciekawe kto to. - Powiedział do Popo, który odwrócił się na pięcie i wyszedł na zewnątrz pałacu. Kurisu szybko przełknął całe jedzenie, które zostało mu w buzi, ale kawałek jedzeniu utknęło mu w przełyku, przez co nerwowo rzucił się po dzban z wodą, który wypił cały jednym duszkiem. Uderzył się kilka razy po klatce piersiowej i wypuścił powietrze z ust, a następnie wstał odkładając koc na łóżko, po czym wyszedł z pokoju i skierował się w stronę wyjścia z pałacu.

Wychodząc na zewnątrz przez główne wejście Kurisu ziewnął sobie kilka razy zasłaniając ręką swoje usta, a drugą rękę wyciągał do góry próbując się rozciągnąć. Zauważył wtedy trzy postacie przed nim - Kami-samę, Ryu i jakąś czerwonowłosą dziewczynę. Po krótszym zastanowieniu się przypomniał sobie kim ona jest.
- O, Ryu i córka Haricotto. Cześć. - Powiedział z uśmiechem na twarzy, a następnie podszedł bliżej rozciągając w tym czasie swoje ręce za głową trzymając się dłońmi za potylicę.
- Co was tutaj sprowadza? Nie możecie tutaj przebywać. Musicie mieć specjalną przepustkę od Korina, ale postaram się jakoś wam pomóc. - Chciał wykazać się dobrą intencją, ponieważ nie sądził, aby któreś z nich posiadało przepustkę, dlatego chciał jakoś im pomóc. Jego mina spoważniała, kiedy stanął prosto i przypomniał sobie o fasolkach senzu, które miał niegdyś dać dla Ryu. Kurisu złapał się ręką za kieszeń spoglądając na twarz chłopaka. Przykro mi przyjacielu, ale teraz przydadzą mi się one bardziej, niż tobie. - powiedział w myślach. Rozejrzał się po wszystkich dokładniej i czekał na jakieś wyjaśnienia albo opowieści. W końcu spał bardzo długi czas, więc musiało go całkiem sporo rzeczy ominąć.
avatar

Kurisu

Liczba postów : 146

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Pałacu/Lewitująca Platforma

Pisanie by Aymi on Pon Sie 06, 2018 11:13 pm

Stając na szczycie, czuła delikatne powiewy wiatru poruszające jej włosami. W tej chwili znajdowała się wyżej niż kiedykolwiek wcześniej i nawet jej się to podobało, musiała jednak znaleźć Wszechmogącego, co nie powinno być takie trudne... chyba. Najprościej było zawołać, tak więc zrobiła, słysząc już po chwili kroki od strony budynku. Widząc zielonego stwora i towarzyszącego mu czarnego gościa w turbanie, przekrzywiła lekko głowę w zdziwieniu. Chociaż właściwie nie wiedziała, czego powinna się spodziewać po kim, kto nosi miano boga tego świata, w głowie raczej nie miała obrazu zielonego człowieczka. Obaj jegomoście zbliżali się do niej, wyszła im zatem naprzeciw, zatrzymując się w odległości jakichś dwóch metrów od stojącego na przedzie zielonego.
- Nie jestem dzieckiem - zaprotestowała odruchowo, marszcząc brwi. Nie lubiła tego określenia, gdyż zawsze wiązało się z protekcjonalnym traktowaniem, a tego nie chciała. Dopiero po chwili zwróciła uwagę na napis na białym stroju rozmówcy. Chyba właśnie odpyskowała Wszechmogącemu...
- Przepraszam, Kami-sama... - skruszała od razu, spuszczając wzrok. - Nie powinnam używać takiego tonu.
Zauważyła porozumiewawcze spojrzenie, po którym gość w turbanie zniknął wewnątrz budynku. Moment później pojawił się Ryu wraz z tym drugim. Aymi tylko odsunęła się delikatnie w bok, jednocześnie unikając spojrzenia bruneta, choć zerkała na niego kątem oka. To on postanowił zdradzić cel ich wizyty, a właściwie jego zalążek.
- Potrzebujemy smoczych kul, by wskrzesić mojego tatę - dopowiedziała jeszcze. - Z jego pomocą pokonamy Beliala i każdego innego wroga. Pomożesz nam je znaleźć?
Spojrzała na Kamiego z nadzieją w oczach. Jeśli nie on, to chyba nikt nie pomoże im znaleźć tych kul, a samodzielne szukanie tak małych obiektów na tak wielkim świecie trwałoby zbyt długo. Nie mieli na to po prostu czasu. A wychodzący z budynku chłopak tylko dodatkowo komplikował sprawę. Nie poznała go, przy pierwszym spotkaniu myślami była gdzie indziej, a później był on dziewczyną, czego płomiennowłosa do tej pory nie rozumiała. W tej chwili przybysz był jej zupełnie obcy, a fakt, że wiedział, kim ona jest, był co najmniej niepokojący. Cofnęła się o krok, gdy tylko usłyszała jego głos, od razu się dystansując. Dla niej to był znajomy Ryu, który znał jej ojca, nie wiedziała jednak, w jakim stopniu może mu zaufać. Postanowiła zatem tymczasowo się wycofać i pozwolić chłopakom załatwić resztę. A zostało w sumie tylko wysłuchać słów Zielonego.

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

avatar

Aymi
Mistrz Gry

Liczba postów : 584

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Pałacu/Lewitująca Platforma

Pisanie by Haricotto on Sro Sie 08, 2018 3:18 pm

MG

Popo szybko zniknął, a jeszcze szybciej wrócił, stojąc już u boku Wszechmogącego. Wymienili się spojrzeniami i uśmiechami, po czym jeden skinął do drugiego porozumiewawczo głową. Ilość osób pojawiających się w pałacu zwiększyła się ponownie. Ryu i Tenshinhan wylecieli ponad platfromę, a później wylądowali na niej. Kurisu także wyszedł na zewnątrz.
Ryu jak zwykle składał ukłony, Tenshinhan skinął głową, a Wszechmogący uniósł tylko otwartą dłoń ku górze, że takie oficjalne przywitania nie są potrzebne.
Kami spojrzał na Aymi, kiedy ta do niego odpyskowała. Uśmiechnął się jeno delikatnie, jakby spłynęło to po nim jak po kaczce, wysłuchując zaraz co dziewczyna miała do powiedzenia. Gdy skończyła, wziął głęboki oddech ustami i spokojnie wypuścił powietrze nosem.
- Odnalezienie Smoczych Kul nie jest takie łatwe. Owszem, stworzyłem je, ale nie odpowiadam za to, gdzie się rozchodzą po spełnieniu życzenia. Teraz mogą znajdować się w różnych miejscach, zwłaszcza jeśli ktoś je znalazł i zabrał ze sobą, jak Żółwi Pustelnik, czy... ty. - powiedział spokojnie, zachowując swoją pokerową twarz. Pan Popo spojrzał na niego, otworzył zdziwiony usta i już miał coś powiedzieć, kiedy Wszechmogący trącił go szybko łokciem. O co mogło chodzić?
- Obawiam się, że będziecie musieli stawić czoła bez swojego przyjaciela. - na myśli miał Haricotto'a, który zginął podczas bitwy z generałem Beliala.
- Co więcej, my chcieć, żeby wy polecieć tam i go zaskoczyć. Beliala. - wtrącił się Popo, wskazując palcem do góry, na niebo.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1397

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Pałacu/Lewitująca Platforma

Pisanie by Ryu on Czw Sie 09, 2018 3:39 pm

Brunet powrócił do swej pozycji sprzed złożenia ukłonu, a parę chwil później pojawiła się kolejna osoba. Był nim jakiś tajemniczy jegomość o czarnym jak smoła kolorze skóry. Tak jak Wszechmogący, posiadał on długie spiczaste uszy, były one jednak przekłute parą kolczyków. Był zdecydowanie niższy od Boga. Kim on w zasadzie mógł być? Czyżby także przybył w tej samej sprawie, co nasi bohaterowie? A może był przyjacielem Wszechmogącego i mieszkał tu wraz z nim?
Rozmyślania na temat tego tajemniczego osobnika nie trwały zbyt długo ze względu na to, iż zjawiła się kolejna, już szósta postać. Był to brunet o nieco dłuższych od Ryu włosach, był on dobrze znany naszemu bohaterowi, choć młodzieniec doznał nie małego zaskoczenia, gdy go ponownie ujrzał.
- Zaraz… Czy to Kurisu? Gdy ostatni raz go widziałem to był dziewczyną. Wszechmogący chyba mu pomógł znowu stać się chłopakiem.
Było to wielce prawdopodobne, bo przecież mógł być do tego zdolny. Nikt nie wiedział, jak potężna jest moc Boga, gdzie leżą jego ograniczenia. Tak więc, istniała szansa na to, iż dzięki Wszechmogącemu Saiyanin stał się na powrót sobą, powrócił do swej poprzedniej postaci. Uczeń staruszka Kame przywitał się, a Ziemianin uśmiechnął się w jego stronę.
- Cześć. Widzę, że znowu jesteś sobą, Kurisu.
Wyglądało na to, że z góry założył on, iż nasze trio przebywało tutaj bez specjalnej przepustki od kocura. Cóż, może nie posiadali oni przepustki, lecz dostali zezwolenie. Jakby się jednak nad tym wszystkim zastanowić to w sytuacji taka, jak ta, gdy Ziemia była zagrożona nie powinno być problemu z dostaniem się do Kami-samy, a wręcz przeciwnie. Skoro przybyli najeźdźcy to nie powinno być nawet mowy, o jakichś przepustkach. Jeżeli sytuacja tego wymagała to każdy powinien móc dostać się tu bez, jakiegokolwiek problemu. Zresztą, Wszechmogący był prawdopodobnie świadom zagrożenia, więc nie powinien robić wyrzutów naszym bohaterom nawet wtedy, gdyby udali się do niego od razu.
- Nie mamy żadnej przepustki, ale dostaliśmy pozwolenie od Pana Korina. Mimo to uważam, że skoro Ziemia jest w niebezpieczeństwie, to jakaś przepustka lub pozwolenie nie powinno być potrzebne.
Aymi tłumaczyła właśnie, w jakim celu potrzebują Smoczych Kul. Jednakże okazało się, że to, iż Kami-sama był twórcą Smoczych Kul nie świadczyło o tym, że miał on świadomość, gdzie mogły się one znajdować. Wyglądało na to, że gdy tylko kulki zostały wykorzystane to rozchodziły się na różne strony błękitnej planety. Czarnoskóry jegomość chyba zamierzał podzielić się czymś ze wszystkimi, jednakże został powstrzymany przez Wszechmogącego. Młodzieniec spojrzał na nich obu zastanawiając się nad całym zdarzeniem. Wydawałoby się, iż ukrywają coś ważnego przed innymi, pytanie brzmiało: co dokładnie mogli wiedzieć? Czy była to tajemnica, która odmieniłaby światopogląd wszystkich raz na zawsze? Czy była to odpowiedź na odwieczne pytanie, jaki był sens życia?
- Oni chyba wiedzą coś więcej o kulach, ale nie chcą powiedzieć. Chociaż… dlaczego mieliby tego nie mówić?
Cóż, była to prawdziwa zagadka i być może nigdy nie zostanie rozwiązana. Nasz bohater nie był w stanie rozgryźć tego.
Chłopak spojrzał jeszcze raz na nich obu wciąż próbując zrozumieć ich sekret.
Odwrócił wzrok w stronę horyzontu usłyszawszy słowa Wszechmogącego. Wyglądało na to, że nie można było liczyć na mistrza Haricotto, a przynajmniej nie w tamtym momencie. Nie było wiadomo, gdzie Smocze Kule znajdowały się, a wiele czasu nie było. Nie było wystarczająco wiele czasu, aby błądzić po Ziemi w poszukiwaniu kulek w celu wskrzeszenia nauczyciela Ryu. Należało działać, bo przecież wróg mógł już wykonać swój ruch. Wzrok jego powędrował na nieznanego mężczyznę, który wspominał o, jakimś Belialu. Pierwszy raz słyszał to imię i nie mógł go skojarzyć z, kimkolwiek kogo dotychczas spotkał.
W tym właśnie momencie pogubił się. Chyba każdy z tu obecnych wiedział, kim był ten Belial poza naszym bohaterem. Czy miał on związek z Sakanami? Jaki był jego cel? Czy był on niebezpieczny? Jaką mocą dysponował?
- Kim jest ten cały Belial?
Spojrzał w nieboskłon zastanawiając się nad słowami jegomościa.
Czarnoskóry wskazywał palcem niebo, więc wyglądało na to, że nasi bohaterowie mieli udać się chyba w kosmos. Pytanie brzmiało: tylko czym?  Po chwili jednak przypomniał sobie o słowach staruszka Kame, który wspominał o paru statkach, które wylądowały na Ziemi, a na ich pokładach znajdowały się istoty o nieprzyjaznych zamiarach.
- Zaraz! Pan Kame powiedział mi, że na Ziemi wylądowało kilka statków, a na ich pokładach znajdują się osoby z wrogimi zamiarami. Ktoś musi przecież tam polecieć i ich pokonać.
Przecież nie można było tego tak pozostawić samemu sobie. Należało także rozprawić się z tym drugim zagrożeniem.
avatar

Ryu

Liczba postów : 288

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Pałacu/Lewitująca Platforma

Pisanie by Kurisu on Czw Sie 09, 2018 6:32 pm

Chłopak od razu zobaczył zdziwienie na twarzy swojego przyjaciela. Na jego słowa uśmiechnął się tylko do niego szczerząc zęby i przecierając się palcem wskazującym pod nosem. Zapowiadało się ciekawie, ponieważ obaj zostali tutaj prosto wysłani. W takim razie sprawa musiała wyglądać poważnie, innego argumentu saiyanin nie widział. Wysłuchał do końca Ryu przytakując co jakiś czas głową, ale sam się z tym do końca nie zgadzał. Kurisu podrapał się po głowie z prowizorycznym uśmiechem na twarzy.
- Może i masz rację, ale o tym może decydować tylko i wyłącznie Kami-sama. - To miejsce należało w stu procentach do Kami-samy i to właśnie on może decydować o tym, kto może tutaj przebywać i właśnie to saiyanin chciał wytłumaczyć swojemu przyjacielowi. Nie należy przeciwstawiać się woli Boga, tak przynajmniej sam uważał. Wtedy czerwonowłosa zaczęła opowiadać coś o smoczych kulach oraz o wskrzeszeniu Haricotto. Chłopak spojrzał się na nią z lekkim zdziwieniem, ale również niezadowoleniem. Odezwał się do niej spokojnym tonem.
- Smocze kule? Co takiego? Wskrzeszenie Haricotto? Dajcie spokój. Przecież wszyscy wiemy, że nie da się kogoś przywrócić z martwych. Powinniście pogodzić się z jego śmiercią. Wszyscy musimy wziąć jego odpowiedzialność na siebie i sami wziąć się za ochronę planety. Jego tutaj nie ma - my tutaj jesteśmy. Ciągłe poleganie na kimś innym to zły nawyk. Musimy teraz polegać tylko i wyłącznie na sobie. - Bajka o jakiś tam smoczych kulach i wskrzeszaniu Haricotto nie przeszła. Przecież nie da przywrócić się kogoś, kto nie żyje. Po śmierci Haricotto z jego ciała nie zostało kompletnie nic, sam popiół. Więc jak oni niby chcieli to zrobić? Wiadomo, że genetyka daje ogrom różnych możliwości, ale nie działa cuda. Kompletnie nie rozumiał co mieli na myśli prosząc Wszechmogącego i byłoby miło, gdyby ktoś mu to jakoś wyjaśnił, by mógł zrozumieć to lepiej. Może wtedy i dla niego stanie się wszystko tak jasne? Jeśli uda im się jakoś wytłumaczyć dobrymi argumentami, że to prawda, wtedy Kurisu może nawet sam im pomoże w poszukiwaniu tych artefaktów. Następnie Kurisu został kompletnie zdziwiony przez Ryu, kiedy padło pytanie ''Kim jest Belial?''. Saiyanin stanął na jednej nodze, a w plecach zgięło go w pół ze zdziwienia. Następnie szybko się wyprostował i podszedł blisko Ryu próbując mu szybko wyjaśnić z widniejącą na twarzy rozpaczą.
- Żartujesz sobie?! Wszyscy walczymy o życie, a Ty nawet nie wiesz z kim?! Belial jest tym królem Sakan, dowódcą, czy kimś tam innym. To przecież właśnie dla niego Sakanie przelecieli na Ziemię, aby zebrać dla niego naszą ki. Rozumiesz już? - Okazało się potem, że Kami-sama chciał, aby towarzystwo, które zostało do niego przysłane, poleciało w kosmos do Beliala. Tylko w jakim sensie go zaskoczyć? A może przez ten czas, co Kurisu spał, Belial opadł z sił i teraz była idealna okazja do ataku?! Raczej mało prawdopodobne. Wszechmogący coś knuł i najwyraźniej nie chciał zdradzić swojego planu, ponieważ próbował go ukrywać. Kurisu zaczął spoglądać w nieboskłon drapiąc się po głowie i zastanawiając się o co mogło dokładniej chodzić. Wtedy Ryu powiedział im o nowym zagrożeniu. Kurisu stanął w gotowości napinając swoje ciało, pięści oraz szczękę. Cholera. Ledwo co pokonamy jedno zagrożenie, a tutaj pojawia się już kolejne. Dlaczego się tak dzieje? Ktoś musi się tam udać, ale to nie mogę być ja. Muszę zostać w pałacu. Zastanawiał się głębiej nad tym spoglądając na swoje zaciśnięte pięści. Trochę tego nie rozumiał, dlaczego musi ich spotykać taki pech? Ktoś musi wziąć całą tą odpowiedzialność za ochronę planety i zrobić wszystko, aby ją uchronić przed całym zagrożeniem, za którą był odpowiedzialny ten jeden saiyanin. Kurisu składał się w 1/3 z Haricotta, choć ta 1/3 część znacznie przewyższała w tym momencie te dwie pozostałe. Chłopak wiedział, kto musi to zrobić. Rozluźnił swoje ciało i stanął prosto, a nastepnie podszedł do Wszechmogącego zatrzymując się pół metra przed nim. Przez pewien moment z ogromną powagą na twarzy spoglądał w jego oczy, po czym uchylił się kładąc prawe kolano oraz dłoń o podłoże, natomiast lewą ręką opierał się o lewe kolano zgięte w 90 stopniach, a swoją głowę nisko uchylił zamykając swoje oczy.
- Mój Panie, ja... proszę o pozwolenie na trening w komnacie. - Swoje oczy zaczął mocniej przymykać, swoją szczękę mocniej zaciskać, a z jego twarzy kapały krople potu na białą kaflę. Bicie serca chłopaka momentalnie przyśpieszyło. Co musiało się w nim takiego wydarzyć, że porzucił saiyańską dumę, aby wykonać ten gest? Przecież jest ''saiyaninem idealnym'' i nie potrzebuje niczyjej pomocy, bo może rozwalić każdego. Czy saiyanin rzeczywiście tak uważał?
avatar

Kurisu

Liczba postów : 146

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Pałacu/Lewitująca Platforma

Pisanie by Aymi on Pią Sie 10, 2018 12:08 am

Gdy drugi z brunetów wyszedł za Mr Popo z budynku, zauważyła kątem oka zdziwienie odmalowujące się na twarzy Ryu. Z pewnością nie spodziewał się on spotkać tu znajomego, ona w sumie też, choć większego szoku doznała, gdy usłyszała jego imię.
- Kurisu? - powtórzyła zaskoczona. Pamiętała, że tak właśnie Smok nazwał tamtą saiyankę na polanie.
Kim jesteś? Bo na pewno nie saiyanką. Wspomnienie tamtych słów rozbrzmiało nowym echem pod jej czaszką, przypominając o zwątpieniu w swoje pochodzenie. Czy to możliwe, by tamta dziewczyna była stojącym przed nią chłopakiem? Nie potrafiła tego pojąć. Wtedy jednak przypomniała sobie, jak Korin mówił o "koleżance, która była chłopcem". Wyglądało na to, że jakimś cudem znów nim jest, jakkolwiek miałoby do tego dojść.
Chłopaki dyskutowali jeszcze przez chwilę o jakichś przepustkach i pozwoleniach, ona jednak myślami była gdzie indziej. Dopiero gdy wszyscy przeszli do konkretów i Kami oświadczył, że nie może im pomóc w znalezieniu smoczych kul, miała ochotę protestować. Wtedy jednak wtrącił się Kurisu.
- Kame twierdzi, że dzięki tym kulom można spełnić dowolne życzenie, nawet kogoś wskrzesić - wytłumaczyła zwięźle. - To magiczne artefakty i jeśli rzeczywiście zadziałają, jeśli istnieje choć cień szansy, że ich moc zwróci mi ojca - będę próbować.
Determinacja w jej głosie była aż nazbyt wyczuwalna. Pozostawała jednak kwestia, jak szukać kul, skoro nawet ich twórca nie zna ich położenia. Czy istniał na to sposób? Jakiś wykrywacz, cokolwiek? Tego nie wiedziała, ale nie zamierzała rezygnować. Problem polegał na tym, że nie mieli czasu, by szukać manualnie, a chwilowo innej opcji nie było. Wychodziło zatem na to, że przyjdzie im walczyć z Belialem bez Haricotta, a nie wiedzieli, z czym właściwie walczą. Sługus Beliala był na równi z jej ojcem, sam Belial z pewnością jest silniejszy, jak zatem mieli go pokonać bez jego pomocy?
Pogrążona w tych myślach usłyszała pytanie Ryu i stanęła jak wryta. Jak to: kim on jest? Przecież od samego początku to on pociągał za sznurki! To on wysłał na Ziemię sakana-jin, jego przydupasy pobiły ją niemal na śmierć, odebrali jej ojca. A Smok nie miał pojęcia, kim jest Belial? Zacisnęła pięści i już chciała wbić chłopakowi rozum do głowy, kiedy wtrącił się Kurisu, tłumacząc mu wszystko jak małemu dziecku. Po wszystkim Ay utkwiła twardy wzrok w przyjacielu.
- "Nadchodzi Belial" - rzuciła sucho. - To były ostatnie słowa tego grubego. Powiedział je tuż po tym jak...
Jej pięści zacisnęły się jeszcze mocniej, aż zbielały knykcie, wszystkie mięśnie miała napięte, a powietrze wokół niej zgęstniało, wzburzając delikatnie wiatr.
- Zabił tatę i zapowiedział przyjście Beliala - wysyczała przez zęby. - Jak możesz jeszcze pytać, kto to?
W stalowych tęczówkach widać było złość, żal i ból, ale też nutę rozczarowania. Gdzieś w głębi chciała, by Ryu był przy niej, wspierał ją, choć w tej chwili robiła wszystko, by go do siebie zrazić, odtrącić. Z jednej strony pragnęła, by pomógł jej w walce, bo wiedziała, że sama nie da rady, z drugiej jednak wolałaby, by trzymał się z dala od niebezpieczeństwa. Był ostatnią ważną dla niej osobą, nie chciała i jego stracić. Bała się go stracić. Czy jednak izolowanie się od niego było takim dobrym pomysłem?
Chłopak przypomniał sobie nagle, że gdzieś na Ziemi wylądowały statki wrogo nastawionych obcych. Co więcej: twierdził, że informacji w tej sprawie udzielił mu Kame Sennin. Dlaczego jednak ona nic nie wiedziała na ten temat, skoro też widziała się ze staruszkiem i to całkiem niedawno?
- Mi nic nie powiedział. Jesteś pewny? - dopytała. Sama nie miała tej pewności, chociaż jeśli rzeczywiście ktoś najeżdżał Ziemię, mogli to być równie dobrze sakana, a z nimi miała własne porachunki. Wiedziała też, że ktoś musi zostać i się z nimi policzyć i nie mógł to być Ryu. Był od niej silniejszy, zatem bardziej przyda się w walce z Belialem. Sama też chciała się z nim zmierzyć, jednak przeciw sakana-jin musiał stanąć ktoś w miarę silny, a z tego, co pamiętała, ona sama powaliła Kurisu będącego dziewczyną właściwie bez większego trudu. Przygryzła wargę. Wszędzie te dylematy... Nagle jednak Kurisu podszedł do Kamiego, przyklęknął przed nim i poprosił o możliwość treningu w...
- Komnata? Jaka znowu komnata? O co chodzi?
Patrzyła to na chłopaka, to na Wszechmogącego i Popo. Miała wrażenie, że umknęło jej coś bardzo istotnego, nie wiedziała jednak, co to takiego. Zamierzała się jednak dowiedzieć. I to szybko.

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

avatar

Aymi
Mistrz Gry

Liczba postów : 584

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Pałacu/Lewitująca Platforma

Pisanie by Haricotto on Nie Sie 12, 2018 10:10 pm

MG

Rozpoczęła się dyskusja. Kame i Popo wymienili się spojrzeniami, po czym ten niższy wzruszył ramionami, dając do zrozumienia, że nie wie, o co chodzi.
Gdy na tapetę wszedł temat Smoczych Kul i ich nadzwyczajnych właściwości, Wszechmogący wtrącił swoje trzy grosze.
- Smocze Kule są tworem magicznym. Potrafią spełnić praktycznie każde życzenie. Wskrzeszanie to dla Shenlonga, jak to się mówi tam w dole, "bułka z masłem". - uśmiechnął się delikatnie, a Popo potwierdził te słowa kilkukrotnym skinięciem głowy.
- Stworzyłem je osobiście, więc wiem co mówię. To bardzo szlachetne, że z takim zaparciem chcesz odnaleźć kule i wrócić życie tacie. - dodał na koniec, uśmiechając się do Aymi.

- Hm? - Wszechmogący zmrużył swoje oczy, widząc poczynania Kurisy. Skinął głową, przypominając sobie pierwotny cel chłopaka.
- Miejsce, o którym mowa, to oczywiście Komnata Ducha i Czasu, gdzie czas płynie wolniej. Jeden dzień na zewnątrz, to jeden rok wewnątrz komnaty. Nie każdy tam wytrzyma, bo warunki są naprawdę ciężkie. Ty, chłopcze, przeszedłeś test, więc myślę, że możesz spróbować swoich sił. Maksymalnie mogą tam wejść dwie osoby. - Popo kolejny raz skinął głową, potwierdzając słowa Wszechmogącego.
- Najważniejsze jest teraz pokonanie Beliala. Na tym powinniście się skupić. Plan jest taki, krótko mówiąc, że musicie się wzmocnić i użyć mojego statku kosmicznego. Zmieścicie się w nim, ale w zanadrzu mamy jeszcze kapsułę kosmiczną, w której przyleciał wasz zmarły przyjaciel. Jest schowana, a RR jeszcze jej nie odnalazło. Na szczęście.

Tenshinhan wydawał się jakiś nieobecny. Nie brał udział w konwersacji i widać było, że myślami jest gdzieś indziej. Być może wyczuł wahania w energii ki? Popo dostrzegając jego zachowanie, podszedł do niego i po chwili zaczęli ze sobą rozmawiać. Nie mówili głośno, a jedyną osobą, która jeszcze słyszała tę wymianę zdań, był sam Wszechmogący.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1397

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Pałacu/Lewitująca Platforma

Pisanie by Ryu on Wto Sie 14, 2018 3:18 pm

Kurisu nie podzielał zbytnio zdania naszego bohatera. Uważał on, iż to, że Ziemia znajdowała się w niebezpieczeństwie o niczym nie świadczyło i należało najpierw postarać się o przepustkę, nawet jeżeli dotyczyło to sytuacji kryzysowych. Być może miał on odrobinę racji, bo przecież był to dom samego Wszechmogącego, Boga i takie samowolne wtargnięcie mogło się nie podobać gospodarzowi. Była to jednak sytuacja wyjątkowa, a przez to, iż należało wcześniej zatrzymać się u Korina wszyscy stracili tyle cennego czasu. Mogli już od dawna być w tym miejscu. Ziemianin postanowił jednak pozostawić te przemyślenia dla samego siebie.
Padł temat Smoczych Kul, a Saiyanin, będąc zaskoczonym, nie potrafił uwierzyć w te niesamowite, magiczne przedmioty oraz ich niespotykaną moc. Uczeń Staruszka Kame starał się wszystkich odwieźć od ich poszukiwań, uważając to za najzwyklejszą stratę czasu, ponieważ jak sam uważał, nie dało się wskrzesić tych, którzy zmarli. Aymi, a tuż po niej Kami-sama starali się dać do zrozumienia, iż nie jest to zwykła bajeczka dla małych dzieci, a ów kulki istnieją naprawdę. Wszechmogący wspomniał o imieniu smoka - Shenlongu. To właśnie on spełniał życzenia.
W momencie, w którym Ryu zadał pytanie dotyczącego tego Beliala, Kurisu i Aymi wyglądali na niemało zaskoczonych. Chłopak podszedł do naszego bohatera postanawiając wytłumaczyć mu kim był ów jegomość. Wyglądało na to, że to właśnie on przewodził Sakanami. Był ich przywódcą, to właśnie on zlecił im zebranie energii z wojowników znajdujących się na błękitnej planecie. Młodzieniec spoglądnął na rudowłosą, która zacytowała słowa jednego z Sakan - tego grubego - który powiedział je po tym, gdy wraz z mistrzem Haricotto zeszli z tego świata. Cóż, młodzieniec nie za bardzo wtedy zwracał uwagę na to, co działo się, dookoła niego, więc mogło mu umknąć to. Ogoniasta oraz brunet mieli ewidentne pretensje do Ziemianina o fakt, iż nawet nie miał pojęcia, kim był ich wróg. Wojownik postanowił wysilić się i spróbować przypomnieć sobie czy może już wcześniej o nim nie słyszał. Na nic to się jednak zdało. W takim razie, dopiero teraz dowiedział się, kto przysłał Sakan. Brunet spoglądał na rudowłosą, jednakże nie odpowiedział na jej pytanie. Nie miał pojęcia, co mógł jej odpowiedzieć, tak więc zwrócił się do Kurisu.
- Tak, już rozumiem.
Gdy Ziemianin wspomniał o kolejnym zagrożeniu, ogoniasta stwierdziła, iż ona o niczym nie wiedziała, nie została poinformowana. Dziewczyna zapytała czy nasz bohater był absolutnie pewny, lecz tak właśnie było. Słyszał dokładnie to, co mówił staruszek Kame, więc nie istniała nawet możliwość, aby mógł przesłyszeć się.
- Tenshinhan może to potwierdzić, był tam razem ze mną.
Spojrzał na trójokiego, lecz ten wydawał się nieobecny podczas całej dyskusji. Wyglądało na to, że myśli jego były nad czymś skupione. Podobna sytuacja miała miejscu tuż przed wstąpieniem na wieżę kocura. Chłopak postanowił tym razem pozostawić wojownika w spokoju i nie pytać o to, co zaprząta jego głowę. Wydarzyło się coś niespotykanego. Saiyanin podszedł do Wszechmogącego, po czym uklęknął przed nim prosząc o pozwolenie na wejście, a właściwie to trening w jakiejś tajemniczej komnacie. Wyglądało na to, że było coś, o czym Ryu nie wiedział i nie tylko on. Jego przyjaciółka także była zaskoczona tym wszystkim.
- O czym on mówi?
Kami-sama po chwili wytłumaczył to naszym bohaterom. Komnata Ducha i Czasu była niezwykłym miejscem, w którym czas płynął zdecydowanie wolniej, a jeden dzień na Ziemi równał się całemu roku wewnątrz. Warunki tam panujące były ponoć niezwykle ciężkie, co z pewnością miało służyć treningom. Nic więc dziwnego, że Kurisu zapragnął dostać się tam, było to idealne miejsce, aby wzmocnić się. Zdawało się, że, aby otrzymać pozwolenie na wejście do środka należało ówcześnie przejść pewien test. Czyżby właśnie to Kami-sama chciał wcześniej ukryć przed resztą? Choć, gdyby nad tym zastanowić się, to jaki miałby w tym cel?
Została poruszona kwestia złożenia małej ''wizyty’’ Belialowi. Nasi bohaterowie mieli przybyć do niego używając statku samego Boga, jednakże istniała także możliwość wykorzystania kapsuły, którą przybył mistrz Haricotto. Nim jednak miało to nastąpić wszyscy musieli urosnąć w siłę. Było to zrozumiałe, bo przecież mieli zmierzyć się z samym przywódcą Sakan, a on mógł być naprawdę silny. Ryu jednak musiał mieć pewność, że ktokolwiek zajmie się kolejnymi najeźdźcami. Nie było wiadome, kim są i jak bardzo silni mogą być. Przecież już teraz mogli siać spustoszenie na planecie. Jeżeli nikt się nie zdecyduje na to, aby polecieć i stawić im czoła to Ziemianin będzie zmuszony zrobić to sam. Oczywiście chciał on wyruszyć na przywódcę ryboludzi i sprawić, aby zapłacił za wszystko, jednakże nie mógł odlecieć myśląc, że jacyś obcy grasują na jego rodzimej planecie. Mimo wszystko dobrym pomysłem było, aby każdy wzmocnił się. Na Ziemi póki co nie było zbyt wielu silnych wojowników. Aymi i Kurisu mogli przemieniać się jedynie w zwykłych Super Saiyan, nie byli oni jeszcze na tym samym poziomie, który mistrz Haricotto osiągnął na Papayi. Jirri i Ryu wydawali się być najsilniejszymi osobami przebywającymi aktualnie na Ziemi. Tu jednak pojawił się problem. Gdzie mógł aktualnie znajdować się jaszczur? Tensa także mogłaby się przydać, gdyby tylko urosła w siłę, ponieważ zwykła forma Złotowłosej wojowniczki tu nie była wystarczająca. Nasz bohater nie miał jednak pojęcia, gdzie mogli oni znajdować się w tym momencie. Chłopak podszedł do swej przyjaciółki mając nadzieję, że ta będzie wiedziała, gdzie ich szukać.
- Aymi, wiesz gdzie mogą teraz być Jirri i Tensa?
Wysłuchawszy wszystkiego, co dziewczyna miała do powiedzenia na ten temat, młodzieniec skierował swe kroki ku Bogu. Zauważył, że czarnoskóry jegomość zdecydował się podejść do Tenshinhana, po czym rozpoczęli rozmowę. Wyglądało na to, że nie mieli oni ochoty dzielić się tym, o czym dyskutowali z resztą towarzystwa. Młodzieńca zaczynało to już powoli denerwować. Na jaw wychodziły nowe fakty, lecz także było jeszcze więcej tajemnic. O czym mogli rozmawiać? Jeżeli nie było to nic ważnego to mogli się tym podzielić ze wszystkimi. Tak jednak nie zrobili. Brunet postanowił mimo wszystko nie wtrącać się w ich dyskusję, a skupić na Wszechmogącym. Wykonał ukłon około czterdziestu pięciu stopni ręce trzymając blisko tułowia.
- Kami-sama, czy ja także mógłbym trenować w Komnacie? Wiem, że nie przeszedłem żadnego testu, ale mógłbym spróbować. Tylko, co mam zrobić?
Liczył, że Bóg pozwoli mu przejść test, brunet także zamierzał urosnąć w siłę. Taka okazja nie mogła mu przejść koło nosa. Cały rok treningów i to w przeciągu tak naprawdę JEDNEGO dnia? Musiał podjąć się tego testu i przejść go.
avatar

Ryu

Liczba postów : 288

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Pałacu/Lewitująca Platforma

Pisanie by Kurisu on Wto Sie 14, 2018 4:41 pm

Saiyanin wcale nie wierzył w magiczną moc tych smoczych kul. Zebrać smocze kule, aby kogoś przywrócić do życia? Gdzie tu sens? Skoro nazywały się smoczymi, to te kule zapewne miały jakiś pływ na smoki, a nie na ludzi czy tam saiyan. Wtedy wtrącił się Kami-sama, który rozwiał wszelkie wątpliwości saiyanina. Zrozumiał że to sam Wszechmogący jest stwórcą smoczych kul, ale on sam nie ma pojęcia gdzie się teraz znajdują. Podobno po zebraniu ich można wypowiedzieć niejakiemu Shenlongowi dowolne życzenie. Niesamowite! Posiadając smocze kule będą mogli wskrzesić wszystkich poległych, którzy zginęli przez RR! To wydawało się być tak proste, przez co Kurisu nie do końca mógł w to uwierzyć, ale stanowczo ufał im.

Czerwonowłosa wściekła się na Ryu po tym, gdy on zapytał, z kim tak naprawdę walczą. Jej złość było widać gołym okiem, a Kurisu nie chciał tak tego zostawić. Oczywiście nie chciał być natrętny i nie chciał się wtrącać, ale widział, że coś się działo, a dziewczyna domagała się uwagi. Saiyanin podszedł do dziewczyny i stanął przed nią, a następnie wolnym ruchem położył delikatnie swoją dłoń na jej ramieniu. Na twarzy Kurisu widniał przyjemny, choć wymuszony uśmiech.
- Nie martw się. Wszystko będzie dobrze, dopilnuję tego. Pomogę wam w szukaniu smoczych kul, a następnie ożywimy Haricotto i znowu będzie tak jak dawniej. - Kurisu wtedy poczuł przechodzący przez rękę dziwny impuls, po którym puścił ramię dziewczyny i spojrzał się ze zdziwieniem na swoją dłoń. Można było widzieć lekkie przerażenie w jego oczach.
- Przepraszam, ale... czy Ty...? - Poczuł on coś nowego. Coś, czego nigdy jeszcze nie czuł. Te uczucie wzmagało w nim wolę walki, wolę ochrony, wolę przeżycia. Co to było? Co się stało? O co chodziło? Po dłuższym zastanowieniu się Kurisu zrozumiał co się stało, a następnie przymknął swoje oczy uśmiechnął się, a następnie pogłaskał czerwonowłosą dziewczynę po głowie odsłaniając kosmyki włosów z jej czoła.
- Hm, tak. Już rozumiem. - Po tym zdaniu odsunął się od dziewczyny, aby jej dalej nie straszyć swoją osobą, a następnie spojrzał się na Ryu.
- Ryu, chciałbym z Tobą później o czymś porozmawiać. Na osobności. - Rzekł do niego, gdy porozglądał się po obecnych osobach. Zauważył wtedy również jakiegoś łysego chłopaka z trzecim okiem, na którego wcześniej w ogóle nie zwrócił uwagi. Skąd on się tutaj pojawił i czego chce? To było w tej chwili najmniej ważne, ponieważ saiyanin ukrywał coś ważnego przed innymi i bardzo chciał o tym porozmawiać ze swoim przyjacielem. Cóż takiego mogło to być? O tym można przekonać się tylko i wyłącznie później.

Nieco później usłyszał pytanie Ryu skierowane do jego dziewczyny.
- O kim mowa? - Po prostu zapytał z czystej ciekawości, ponieważ nie wiedział o kogo pytał.

Po wyjaśnieniu po raz kolejny, czym jest komnata, Kurisu wstał prosto z tą samą powagą na twarzy.
- W takim razie nie ma na co czekać. Chciałbym udać się tam natychmiast. Zdaję sobie sprawę z ryzyka, ale nie mogę już dłużej z tym zwlekać. Albo mi się uda, albo umrę próbując. - Powiedział do wszechmogącego, po czym Ryu postanowił się wtrącić. Kurisu odwrócił się do niego trzymając na twarzy jeszcze więcej powagi, niż wcześniej.
- Przykro mi Ryu, ale bez odpowiedniego przygotowania się jestem w stu procentach pewny, że nie dasz rady. Pewnie jeszcze nie zauważyliście, że powietrze tutaj na górze jest znacznie inne, niż te na dole. Wasz oddech jest teraz płynny i równy, bo nie wykonujecie żadnego wysiłku i tego nie czujecie. Jeśli nie jesteś pewien o czym mówię, zrób kilka okrążeń sprintem wokół platformy, a przekonasz się o czym mówię. Warunki w komnacie są pewnie co najmniej dziesięć razy trudniejsze. Jeżeli masz zamiar ''spróbować'' to lepiej, abyś nie robił tego wcale. Ten trening nie będzie miał sensu, jeżeli po miesiącu uznasz, że jednak nie dasz rady. Czy jesteś pewny tego, czego tak naprawdę żądasz? Jesteś w stu procentach pewien, że wytrzymasz do końca? I tak wszystko zależy od decyzji Kami-samy, ja tylko przedstawiam swoją opinię. - Po ostatnim zdaniu spojrzał się na Wszechmogącego oczekując na jego ostateczne zdanie w tej kwestii. Saiyanin nie będzie sprzeciwiał się z jego decyzją, ponieważ nie ma takiego prawa.
avatar

Kurisu

Liczba postów : 146

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Pałacu/Lewitująca Platforma

Pisanie by Sponsored content



Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach