Go down
Admin
Admin
No.1 Whis' Fanboy
Liczba postów : 396

Komnata Ducha i Czasu - Page 2 Empty Komnata Ducha i Czasu

on Czw Sty 07, 2016 12:42 pm
First topic message reminder :

Ogromna sala znajdująca się w Pałacu Wszechmogącego. Mimo tego, że wybudowana jest właśnie tutaj, tak naprawdę istnieje ona w innym wymiarze. W wymiarze tym, czas płynie inaczej niż w normalnym świecie, ponieważ rok spędzony w Komnacie równy jest jednej dobie na Ziemi. Jest to idealne miejsce na trening.
Komnata Ducha i Czasu wyposażona jest we wszystko, co potrzebne jest do godnego prowadzenia życia. Znajduje się w niej łazienka, pomieszczenie z lodówką i spiżarnią, a także sypialnie dla osób trenujących. Początkowo tylko dwie osoby mogły przebywać w tym miejscu. Zostało to zmienione, a sama sala ulepszona.
Teren, jaki znajduje się w tej komnacie, to wielka, biała przestrzeń, ciągnąca się w nieskończoność.
Jedna osoba może tutaj spędzić dwa lata (48 godzin na Ziemi), nie więcej. Gdyby ktoś został dłużej, niż mu na to pozwolono, drzwi prowadzące do normalnego świata zniknęłyby na zawsze.

Blade River
Blade River
Liczba postów : 259

Komnata Ducha i Czasu - Page 2 Empty Re: Komnata Ducha i Czasu

on Nie Kwi 21, 2019 2:24 am
BURNING ATTACK

Kenzuran śpiąc mocnym snem, znajdował się aktualnie w swoim śnie. Chodząc przez chwilę po nicości, nie wiedział gdzie się konkretnie znajduje. Wreszcie po jakimś czasie łażenia w pustce, zauważył tak jakby białe drzwi, które zapewne gdzieś prowadziły. Złotowłosy uniósł jedną brew ku górze i wzdychając pod nosem, chwycił za klamkę i przeszedł przez nie. Po drugiej stronie znalazł się nagle na swojej szkarłatnej rodowej planecie, a dokładniej rzecz biorąc w domu mentora Xandera. Znajdowali się tam także Alara, Runas oraz Lenir. Oczywiście gdzieś w innym odłamie, znajdywał się także cichy Altair, który zazwyczaj wszystko bacznie obserwował oraz robił notatki by je dokładnie wykorzystać. Niebieskooki niestety nie mógł ingerować w swój sen, co było dość dla niego dziwne. Nie rozumiał czemu tak jest, ale postanowił, że będzie po prostu obserwował co się tutaj dokładnie dzieję. Xander, przyjaciel rodziny po solidnym pokazaniu różnych metod walki, wreszcie przeszedł do jednej z nudniejszych rzeczy dla Mężczyzny z utraconym ogonem, czyli używaniu różnej jakości technik. Wojownik zawsze preferował stosunki bliskiego spotkania, czyli po prostu walka twarzą w twarz, a nie używanie energii do wystrzeliwania jakiś dziwnych technik. Sen Młodego Saiyanina sugerował, że najwyraźniej musi zaakceptować kolejne walki na poważnie i bez specjalnych zdolności raczej nie da rady nowym wyzwaniom. Xander odskoczył do tyłu, robiąc salto w tył i zaczynał wykonywać dziwne gesty i wymachując przed swoim torsem, wreszcie po chwili złączył dłonie w palcach wskazujących oraz kciukach.

Po wykonaniu specjalnego gestu, Mistrz młodzików wykrzyknął następujące słowa:
-BURNING ATTACK! - potężna złota kula pomknęła w stronę trzech manekinów, które za chwilę zostały wysadzone, gdyż były zrobione ze słabego prostego materiału treningowe. Starzec wypuszczając powietrze nosem, opuścił dłonie i zwracając się ku uczniom, oczywiście nie był pełnoprawnym nauczycielem, wolał ich uczyć na swój sposób. Zbliżył się do młodych Saiyanów i wytłumaczył im na czym polega ta technika, którą można wykonać bardzo szybko oraz w czym jest skuteczna. Syn Kellana wszystko obserwował i nie mógł uwierzyć, że kiedyś nosił taką dziwną zbroję jako dzieciak, to było bardzo dawno dla niego. Zastanawiał się przez to wszystko, co się stało z Altairem, bo skoro wybuchła ich planeta, mógł zginąć. Brat Klen wiedział, że nie powinien o tym teraz myśleć, musiał się skupić co sen chcę mu podpowiedzieć. Krzyżując ramiona na wysokości klatki piersiowej, nadal bacznie patrzył co jeszcze ciekawego chcę im pokazać Xander. Stary Mędrzec odchodząc znów kilka kroków, nacisnął jakiś przycisk na ścianie i w podłodze pokoju otworzyły się trzy kwadratowe dziury z których wyłoniły się kolejne manekiny. Mentor młodego Kenzurana wypuścił w stronę młodzieży tylko uśmiech i można było dostrzec bardzo doskonale błysk w jego oczach. Znowu, tym razem robiąc inną technikę podobnie, złączył jedynie swoje kciuki i skupiając się plus uwalniając dużo energii, znów wykrzyknął następujące słowa:
-BUSTER CANNON!!! - krzyknąwszy dane słowa, potężna niebieska łuna energia pomknęła w stronę sztucznych kukiełek, które po chwili się rozpadły na drobniutkie kawałeczki.

Starzec delikatnie zmęczonym tym, że już ma swój wiek, oparł ramię o jedno ze swoich ud i przykucnął by złapać oddech. Młodzież oczywiście się o niego zamartwiła, ale on tylko machnął ręką i oznajmił żeby się nie przejmowali. Kenzuran patrząc dalej uważnie, dostrzegł że Xander spogląda dosłownie w jego kierunku, tam gdzie nie miał prawa patrzeć, nie mógł go przecież widzieć! Przyjaciel Rodziny zrobił kilka kroków w stronę jego dorosłej osoby i wskazując na niego palcem, powiedział pod nosem, tak by tylko Złotowłosy mógł to usłyszeć:
-Pokaż na co cie stać...
- po usłyszeniu danego zdania, Niebieskooki z przeszywającym bólem w klatce piersiowej, obudził się. Ciężko oddychając, zauważył że znowu się znajduję w pomieszczeniu sypialnym, gdzie tak naprawdę ciągle spał na podłodze, a nie jak każdy normalny na łóżku. Wojownik uspokajając się, rozciągnął swoje przedramiona wysoko ku górze i za chwilę bardzo szybko się podnosząc, stał na swoich nogach. Mężczyzna z utraconym ogonem spojrzał na swoje dłonie i kiwnął głową, że teraz wie co musi zrobić. Kierując się ku kuchni, wyciągnął znowu trochę żarcia, oczywiście zostawiając trochę potraw dla swoich towarzyszy, żeby ci także tutaj nie padli z głodu. Zadając się z wielkim apetytem, doskonale już rozumiał znaczenie jego snu. Xander jakoś po śmierci, chciał go poinformować że w późniejszym życiu, nie będzie zabawy, dlatego musi się wziąć porządnie w garść. Wojownik zjadając to co miał na sporym talerzu, poklepał się po swoim brzuszku i dokładniej poprawiając ubranie, wyszedł na zewnątrz.

Stając nogami na białej posadzce, nie odczuwał już takiej ciężkości jak na początku,  domyślał się że mógł się już troszeczkę przyzwyczaić. Bardzo cieszył go ten fakt, dlatego też zrobił kilka salt do przodu, aż wreszcie wyskoczył i zgrabnie wylądował na swoich stopach. Odchodząc oczywiście od głównego budynku, by niechcący go nie zepsuć bo nie wie jakie skutki by tego były, był na odpowiedniej przestrzeni. Syn Kellana spoglądając przed siebie, za chwilę po skupieniu swoich myśli, widział że znów pojawił się nikczemny potwór zwanym Belial. Teraz musiał doprowadzić do skutku to czego został nauczony w swoim śnie, byleby jakby to nie brzmiało. Młody Saiyanin zbierając w sobie energię, otoczył się złotą aurę i będąc znów w zwykłej formie, nie tej umięśnionej, starał się dobrze wszystko sprecyzować. Złotowłosy wreszcie uniósł ramiona na wysokość torsu i wysuwając je do przodu, zaczął wykonywać albo raczej starał się wykonywać to samo co widział w swoim śnie. Starając naśladować się ruchy Mentora, nie wiedział czy poprawnie to wykonuje, ale doskonale pamiętał że jego wróg nie będzie czekał wiecznie. Uśmiechnięty skrzydlak tylko wyczekiwał momentu do zaatakowania i w każdej chwili mógł to tak naprawdę zrobić. Kenzuran już odczuwał jak pot kapie z jego czółka, dlatego nie chciał próżnować i musiał pokazać na co go stać! Kończąc wreszcie wykonując kilka dziwnych manewrów, tak samo jak przedtem Stary Mędrzec, złączył palce wskazujące oraz kciuki i wykrzyknął następujące słowa:
-BURNING ATTACK! - po tych słowach, nic się niestety nie stało.

Nastąpił wybuch przed dłońmi Wojownika, przez co cofnęło go kilka kroków do tyłu. Upadając na tyłek, nie wiedział co się dokładnie stało, najwyraźniej wykonał złą sekwencję ruchów. Bardzo szybko podnosząc się z białej posadzki, nie mógł się wycofać. Nie mógł zawieść tego czego niegdyś uczył go Xander oraz jego Ojciec, Kellan. Niebieskooki wypuszczając powietrze, spojrzał się znowu na bestię, która spokojnie wyczekiwała, działała jako manekin i nie ruszała się. Mężczyzna z utraconym ogonem zamykając oczy, musiał wejść w głębiej w swoją podświadomość i znów spróbować zobaczyć manewr Starego Mędrca. Głęboko przeszukując swoją głowę, wreszcie znalazł ten moment w którym Mędrzec tworzy daną technikę, tylko w zwolnionym tempie. Syn Kellana bacznie patrząc jak to dokładnie wszystko idzie, teraz dla niego wszystko miało więcej sensu niż przedtem. Po prostu On robił za nisko te manewry, a one miały być dokładnie odmierzone na wysokości klatki piersiowej. Otwierając znów oczy, widział że demon ruszył w jego kierunku i bardzo szybko reagując, przemienił się w masywniejszą formę, którą poznał. Złotowłosy przyjmując ciosy, został wybity w tył i hamując na swoich stopach, wreszcie się zatrzymał. Najwyraźniej jego umysł podpowiadał mu, czy udałoby mu się wykonać technikę podczas presji i krótkiego czasu. Niebieskooki nie czekając ani chwili dłużej, posłał w przeciwnika dwa pociski energii na zmyłkę i wyskakując w tył, zrobił sobie odpowiednią przestrzeń do przygotowania techniki. Ponownie robiąc to samo, ustawił wyprostowane ramiona przed swoim torsem i wykonując manewry pod kątem, po skosie w górę oraz dół, za chwilę miał się dowiedzieć czy dobrze to zrobi.

Po chwili jego dłonie znowu się złączyły, oczywiście palcami wskazującymi oraz kciukami i  Wojownik nie czekając ani dłużej, wykrzyknął:
-BURNING ATTACK! - oczekując na wystrzał potężnej złotej kuli, nic się nie stało. Najwyraźniej przez to wszystko, był za mocno zestresowany i nie mógł skupić tej całej Ki by ta mogła wystrzelić z jego dłoni. Niestety za bardzo nad czym myśląc, oberwał od Iluzji wroga i został odrzucony w tył. Padając na plecy, poczuł znów że materiał ubrania coraz bardziej się przeciera, oznacza to że niedługo zostaną mu same spodnie. Podnosząc się znowu, otarł tylko swoje usta, gdyż dostrzegł że strużka krwi pociekła mu przy kąciku ust. Zdenerwowany tym wszystkim, wiedział że musi przecież się uspokoić i nawet jeśli miałaby być burza czy jakaś technika lecąca w jego stronę, zawsze się może obronić. Starał się skupić swój umysł, tak by co by to nie było, musi wykorzystać poznaną technikę do obrony, a jeśli będzie taka sposobność, to nawet do ofensywy. Wybijając się ze swojej stopy, Młody Saiyanin zaszarżował na demona, wymierzając kilka kilka mocniejszych pięści, a potem odskakując do tyłu, znowu wystrzelił cztery pociski Ki, kiedy to jego oponent bronił się skrzydłami.  Korzystając z dobrej okazji, wyskoczył w tył i ustawiając się ponownie, tak jak przedtem wyciągnął ramiona przed siebie, oczywiście były one na wysokości klatki piersiowej. Mężczyzna z utraconym ogonem wypuszczając powietrze, uśmiechnął się do siebie i wykonując kombinacje wymachów pod kątem, na skosie w górę i w dół, znów złączył dłonie palcami wskazującymi oraz kciukami. Teraz albo nigdy, to była jego szansa, to coś co musiał sam osiągnąć, ponieważ nikt tego za niego nie zrobi. Rozszerzając mocniej oczy, wykrzyczał to co chciał wykonać przez ten kilkutygodniowy trening:
-ŻRYJ TO, BURNING ATTACK!! - wreszcie po wykrzykniętych słowach, złota kula energii uformowała się przed dłońmi Syna Kellana i wystrzeliła prędko ku Belialowi. Ten nie wiedząc, że On potrafi coś takiego, oberwał porządnym mocą i nastał niesamowity wybuch. Wiatr delikatnie zawiał na białej sali, zaś sam Brat Klen był uradowany tym co osiągnął, oczywiście jeśli to wszystko także nie było snem, a to było raczej nie możliwe, bo słyszał za swoimi plecami jak Ranzoku i Fabu ciężko trenują. Ocierając ramieniem morką ciecz ze swojego czoła, przykucnął na chwilę by złapać oddech. Już teraz rozumiał doskonale co odczuwał Xander, czemu tak bardzo wykonywanie technik męczyło ciało, ale najwyraźniej trzeba było się do nich przyzwyczaić. Miał nadzieję, że to wszystko nie było snem i naprawdę udało mu się wykonać tą technikę, ale tak naprawdę nie poddając się, musi wierzyć w samego siebie. Odpoczywając przez chwilę, zauważył że znów skrzydlaty przeciwnik stanął na nogach i jest gotowy na dalszą walkę. Kenzuran pokazując mu poważny uśmiech, uderzył w otwartą dłoń i był gotowy wypróbować drugą technikę jaką widział w swoim śnie, nie mógł czekać nie wiadomo ile czasu.

Trening 4/8


Ostatnio zmieniony przez Blade River dnia Nie Kwi 21, 2019 6:29 pm, w całości zmieniany 1 raz
Blade River
Blade River
Liczba postów : 259

Komnata Ducha i Czasu - Page 2 Empty Re: Komnata Ducha i Czasu

on Nie Kwi 21, 2019 6:27 pm
BUSTER CANNON

Kenzuran odpoczywając na chwilę, był gotowy na dalszą bitkę. Zadzierając nosa, wiedział że teraz musi wykorzystać ponownie nauki swojego Mentora, który kiedyś uczył jego oraz jego znajomych przeróżnych technik. Przybierając pozycję do walki i wysuwając jedną stopę do przodu, przejeżdżając nią po białej posadzce, był gotowy na dalszą walkę. Belial trochę był zaciekawiony kolejnym podejściem Wojownika, gdyż ten go zaskoczył jednostronnie używając jakiejś techniki. Złotowłosy doskonale pamiętał, że znał tylko jedną fajną umiejętność, którą potrafił jego chwilowy łysy znajomy, Krilin. Technika polegała na oślepieniu swojego przeciwnika i nic więcej, nie zadawała obrażenia, miała na celu tylko dać przewagę podczas walki. Mając teraz na celu nauczyć się drugiej techniki, która polegała na wystrzeleniu błękitnej niebieskie fali energii z obydwu rąk i która raczej byłą dość mocna jak na zdolność. Mężczyzna z utraconym ogonem napinając swoje mięśnie, znów przemienił się w lepszą formę Super Saiyanina, ponieważ odczuwał że może sięgnąć jeszcze dalej, osiągnąć coś lepszego niż to co teraz aktualnie posiada. Zamykając na chwilę oczy i otwierając je w bardzo szybkim tempie, wybił się z pięty i zaatakował swoją pięścią w ciało Demona. Ten oczywiście jak zwykle bronił się swoimi skrzydłami, co było dość normalne. Niebieskooki tylko na to czekał, więc bardzo szybko przykucnął praktycznie kładąc się na białej podłodze i robiąc obrót wokół własnej osi, podciął skrzydlatego potwora swoimi piszczelami. Wykorzystując chwilową przewagę, poczuł jak jego serce bije coraz szybciej, krew wrze niczym zupa, która za długo stała na gazie.

Młody Saiyanin dziko zaryczał niczym Małpa i wypychając obydwa przedramiona do przodu, trafił dwoma zamkniętymi dłońmi w tors oraz brzuch swojego wroga. Ten został odrzucony na niewielką odległość, ale zawsze był to jakiś efekt. Szybko podnosząc się na proste nogi, musiał wykorzystać nowo poznany kunszt, który mu się przyśnił. Łącząc obydwie ręce tylko swoimi kciukami, zaczął zbierać swoją energię i miał nadzieję, że to mu się tym razem powiedzie. Wyczekiwał tylko odpowiedniego momentu, gdy to jego oponent zacznie się zbierać na swoje nóżki. Skrzydlaty heretyk powoli wstając, niestety dostrzegł że postawa Syna Kellana znowu się zmieniła, coś kombinował. Brat Klen uśmiechając się perfidnie do monstra, wypuścił aurę energii i otoczył się nią i jeszcze bardziej napinając mięśnie, nie miał czasu na wyczekiwanie. Kenzuran mocniej wypchnął ramiona przed siebie i wykrzyknął następujące słowa:
-BUSTER CANNON!! - niestety, ale z jego dłoni nic nie wystrzeliło, natomiast zauważył jak Belial wybił się z podłoża i trafił go kolanem w podbródek. Saiyanin odczuwając to na swoim ciele, odleciał kawałek do tyłu, lecz szybko tworząc wybuch mocy, zatrzymał się i zaszarżował na swojego wroga. Napierając na niego ostro swoimi kombinacyjnymi atakami, musiał go jakoś na chwilę znów położyć na glebę. Nie wiedział czy tym razem mu się to uda, ale nie miał raczej innego wyboru. Gdyby tak mógł uzyskać pomoc od strony Fabu albo Ranzoku, ale oni raczej by nie mogli zobaczyć Iluzji, która została stworzona przez jego umysł.

Złotowłosy warknął dziko i przelatując nad demonem, chwycił bydlaka dwoma dłońmi za jego skrzydło i wygiął je w przeciwną stronę. Dając mu mnóstwo bólu, za chwilę także pochwycił jego ogon i po prostu jak dzikie zwierzę, ugryzł go! Skrzydlak mógł to odczuć i przez to, że był strasznie sfrustrowany odczuwanie bólu na swojej ruchomej kończynie, za chwilę poczuł jak zostaje kopnięty z dwóch stóp Wojownika. Mężczyzna z utraconym ogonem po prostu podskoczył i wykorzystując że był pod kątem, zadał porządnego kopniaka ze swoich stóp i posłał znów oponenta na glebę.  Robiąc szybkie salto do tyłu, odbił się dłonią od podłogi i zgrabnie wylądował na swoich dolnych kończynach. Wycierając ramieniem pot z czoła, chciał mieć doskonałą widoczność na swój cel, ponieważ chciał go zniszczyć w drobny mak. Znów wykonując tą samą czynność, złączył obydwie dłonie tylko przy kciukach i starając się na nowo zobrazować to co wykonywał Xander, czyli jak dokładnie wystrzelić jego technikę. Najwyraźniej Stary Mędrzec tych technik nauczył się od innych Saiyan, możliwe że nawet widział jak Władcy Vegety z nich korzystali. Niebieskooki spoglądając poważnie na podnoszącego się z białej posadzki demona, musiał się bardzo szybko skupić, albo znowu dostanie w mordę. Nie mógł sobie na to pozwolić, wiedział że w poza komnatą, Belial zgniótłby go jak małego robaczka. Zbierając duże pokłady energii, chciał teraz poczuć się jak swój dawny mistrz, bo szanował go za to jaki był i nie chciał o nim zapomnieć. Przez to, że na czole wyskoczyła niewielka żyłka Młodemu Saiyaninowi, puściły mu całe nerwy i wykrzyknął agresywniej niż przedtem w stronę potwora:
-ŻEBYŚ W KOŃCU ZDECHŁ, BUSTER CANNON!!! - powstał niesamowity wybuch na dłoniach Wojownika, lecz to wszystko.

Nie wiedział o co może chodzić, gdyż sytuacja się powtarzała jak przy Finish Busterze. Spoglądając na swoje dłonie, znowu się zapomniał i dostał kolanem w swój policzek, odlatując do tyłu na sporą odległość. Padając twardo na białą posadzkę, odczuwał ten ból i wiedział że w prawdziwym świecie nie miałby czasu na zebraniu dość dużej energii by wykorzystać technikę. Podpierając się dłońmi za głową, zrobił wyskok i lądując na swoich nogach spojrzał na swojego przeciwnika. Był trochę wkurzony i zirytowany faktem, że został ugryziony we własny ogon. Najwyraźniej to był chyba cios poniżej pasa i nie miał zamiaru dalej pozwalać Saiyaninowi na takie sztuczki. Kenzuran napinając mięśnie, wyruszył znów ku swojemu oponentowi, tylko by załatwić sobie trochę czasu na zebranie dużej ilości mocy. Syn Kellana zbliżając się do potwora, ułożył dłonie obok swoich skroni i wykrzyknął przed twarzą skrzydlatej bestii:
-TAIYOKEN! - oślepiający błysk wystrzelił na salę i możliwe, że niechcący także zostali oślepieni Ranzoku oraz Fabu, jeśli nie byli zbyt blisko miejsca treningu Wojownika. Brat Klen otwierając oczy i widzą, że jego cel został niewidomy na krótki moment,  zadał dwa porządnie ciosy w splot słoneczny, by ten po prostu się także na chwilę poddusił. Obracając się do swojego wroga plecami, pociągnął za jego nadgarstek i przerzucając go przez swoje ciało, walnął nim po prostu o podłogę. Kładąc ofiarę na podłodze, znowu musiał zrobić sobie miejsce na przygotowanie techniki.

Tym razem całą czynność wykonywał dwa razy szybciej niż przedtem, ponieważ podczas tej potyczki z przeciwnikiem, ciągle zbierał energię, lecz z niej nie korzystał. Cofając się troszeczkę w tył, wreszcie zatrzymał się na idealnej odległości i znów wczuwając się w swojego mentora, miał nadzieję że teraz jego plan zadziała i technika zostanie poprawnie wykonana. Łącząc dłonie po raz trzeci swoimi kciukami, skierował je ku jeszcze na chwilę leżącemu na ziemi Belialowi. Złotowłosy zamknął oczy i nic nie słyszał, żadnego wiatru tylko i wyłącznie bicie swojego serca, które teraz wybijało powoli jego oddech. Odczuwał tak jakby był obserwowany przez swoich bliskich, nie rozumiał po prostu tego dziwnego uczucia, ale on się tak właśnie czuł. Mężczyzna z utraconym ogonem wspominał niektóre chwile dzieciństwa szczęśliwie, niektóre trochę gorzej ale zawsze było istotne to, że chciał być silniejszy od swoich znajomych. Zawsze dążył do siły, siła była dla niego absolutna i miała pokazywać jak bardzo jest potężny, że może pokonać nawet trójkę kolegów jako jedyny. Niestety zawsze wszystko wykonywał za szybko, ponieważ jego cierpliwość była inna niż jego towarzyszy. Teraz wszyscy przepadli, nikt z nich nie przeżył wybuchu Vegety, przynajmniej Niebieskooki to tak odczuwał. Otwierając na nowo oczy i wyrzucając w zapomnienie swoje stare zasady, napiął swoje mięśnie i wykrzyknął następujące słowa:
-BUSTER CANNOOOOOOOOOON! - fala niebieskiej energii przecięła powietrze i wybuchła na Iluzji oponenta, który już praktycznie wstawał.

Niestety Syn Kellana nie wiedział czy na pewno mu się to udało, czy nie dlatego też chciał tym razem wyjątkowo powtórzyć próbę czwarty raz.  Stojący już na swoich gołych stopach Belial, wykrzywił się tylko i ukazując swoje urocze ząbki, wyruszył z kopyta w stronę Młodego Saiyanina. Wojownik tym razem przygotowany na szarżę ze strony demona, zrobił obrót wokół własnej osi i kiedy już jego przeciwnik był blisko, znów stał do niego odwrócony tyłem i zamachnął się swoim łokciem w stronę jego skroni. Skrzydlak oberwał tym, gdyż nie spodziewał się tak bardzo szybkiej kontry ze strony Mężczyzny z utraconym ogonem, gdyż uważał że ten znowu będzie zbierał siły na wystrzelenie techniki. Kenzuran nie mógł sobie więcej pozwolić na takie typu rzeczy, więc podskakując w górę, zgiął obydwa kolana i błyskawicznie je prostując, zadał cios w twarzyczkę potworka. Niszczyciel Vegety dostał obrażenia i cofając się kilka kroków w tył, nie spodziewał się takiej ofensywy ze strony małpy. Złotowłosy zaciskając mocniej zęby, starał się mocniej skupić i osiągnąć wszystko dokładnie, musiał mieć wszystko wymierzone. Niebieskooki zaczął nagle biec w stronę delikatnie oszołomionego wroga i gdy już był blisko niego, wykonał wślizg, żeby po prostu go od tak podciąć. Taka prosta rzecz, może pomóc w wielu przypadkach, ale to jednak było bardzo ważne dla Młodego Saiyanina. Syn Kellana widząc jak oponenta pada na twarz, zahamował porządnie i wybijając się w powietrze, opadał w dół tam gdzie leżał Belial. Wypychając jeden ze swoich łokci, trafił w grdykę skrzydlatego potwora, przez co ten zaczął się dławić i najprawdopodobniej nie podobało mu się to.

Teraz Brat Klen miał ostatnią okazję, gdyż on także odczuwał zmęczenie po kilku miesięczny treningu w tym miejscu, nie wiedział ile dokładnie czasu mijało. Wykonując wyskok w tył, zrobił sobie znowu idealną przestrzeń by zebrać w sobie moc. Otaczając się złotą powłoką energii, złączył ręce przy swoimi kciukami i prostując ramiona, zbierał swoją Ki. Tym razem czuł jakby jego mentor go obserwował skądś tam, znowu działa się ta sama sytuacja co przy trzecim podejściu. Nie chciał zawieść swojego mistrza, ale także nie domyślał się że obserwuje go także jego własny Ojciec, który jest delikatnie dumny. Kellan zawsze wybierał Klen, bo była bardziej pojęta i zdecydowanie szybciej się uczyła niż jej młodszy brat. Kenzuran teraz miał szansę, musiał pokazać że jest znacznie lepszy od swojej siostry i nie będzie się pogrążał nigdy więcej. Słysząc zgrzyt zębów Złotowłosego, wypluł gdzieś ślinę na bok i krzyknął na głos:
-KOŃCZMY TO, BUSTER CANNON! - potężna łuna niebieskiej energii pomknęła ku znajdującemu się na podłodze Belialowi. Powstał niesamowity wybuch, tumany kurzu uniosły się ku górze i nie wiadomo co się tak naprawdę stało z demonem. Zmęczony Wojownik treningiem dwóch ciekawych technik, opuścił ramiona w dół i wyczekiwał momentu aż złapie normalny oddech. Trochę czasu minęło, aż wreszcie patrząc na podłogę, nie mógł dłużej na biały panel i skierował swoje ślepia ku dymowi. Ten wreszcie rozprzestrzenił się, aż wreszcie całkowicie zniknął i mógł zobaczyć że skrzydlaty przeciwnik jest delikatnie poharatany w niektórych miejscach.

Oczywiście sam Niebieskooki nie miał co do tego pewności, ale postanowił że musi jednak zrobić sobie przerwę. Zamykając oczy, jego celem było wyczyszczenie umysłu, żeby Iluzja Beliala nie zaprzątała mu głowy i mógł na spokojnie odpocząć. Po otworzeniu swoich ślepi, Wojownik nie widział już bestii, tylko w tle oddalonych na sporą odległość towarzyszy, którzy także hardo trenowali. Uśmiechając się pod nosem, wytarł pot z czółka i wyruszył ku budynkowi by wziąć porządny prysznic i znowu udać się w głęboki sen. Trafiając z powrotem do chwilowej kwatery mieszkalnej, Mężczyzna z utraconym ogonem zdjął swoje ubrania, będąc w łazience i wziął porządnie długi prysznic. Tak naprawdę to napełnił wannę ciepłą wodą, wykorzystywał tutejsze mydło i siedząc w ciepłej wodzie, odczuwał niesamowitą ekstazę i ulgę. Mógł się normalnie zrelaksować i nie musiał się niczym przejmować, chociaż takie życie raczej by mu nie odpowiadało. Chciał zachować w sobie cząstkę z jego rodu, dlatego też jego celem aktualnie jest przetrwanie, ale jeśli uda mu się znaleźć te smocze kule, dzięki nim może przywrócić Szkarłatną planetę. Zapewne gdyby Syn Kellana to zrobił, podziękowałby Rutagowi, za to że ten uratował jego oraz Gutsa, to by była jego pierwsza rzecz. Brat Klen rozmyślając o różnych za i przeciw kwestiach, wiedział że teraz jego podróż nie będzie taka łatwa. Będzie musiał odzyskać pilot do kapsuły i wyruszyć potem w kosmos, by znaleźć godnych przeciwników choć ten pomysł jest odłożony na potem. Taplając się w wodzie, Złotowłosy wiedział że już długo tu siedzi, więc wyszedł z mokrej cieczy i korzystając z ręczników, wysuszył się. Równie dobrze mógłby użyć swojej energii by się osuszyć, ale wolał to zachować na kiedyś. Tym razem zakładając tylko dół swoich ciuszków, patrzył na bardzo mocno poszarpaną górną część ubrania i wydaje mu się, że niedługo nic z niej nie zostanie. Wzruszając ramionami, zrobił teraz wyjątek i położył się w dwuosobowym łóżku, niestety samotnie bez żadnej kobiety u boku. Przekręcając się na bok, zamknął swoje ślepia i udał się w głęboki sen, musiał zebrać siły na kolejny trening.

Trening 5/8
Blade River
Blade River
Liczba postów : 259

Komnata Ducha i Czasu - Page 2 Empty Re: Komnata Ducha i Czasu

on Pon Kwi 22, 2019 2:20 am
FINAL SPIRIT CANNON

Cofając się gdzieś do swojej przeszłości podczas kolejnego snu, Kenzuran otwierając oczy, zaczął się rozglądać. Był to ogródek, który się znajdował w ich jednorodzinnym domu. Jak zwykle Kellan robił tutaj za trenera, zaś Klen oraz jej brat mierzyli się siłowo. Rodzeństwo walczyło w zaparte, wymierzając to nowe ciosy oraz ataki, oczywiście czasami używali niestosownych sztuczek jak ciągniecie za włosy albo ogon. Starsza Siostrzyczka zadarła dość mocno nosek, a potem kucając podcięła swojego braciszka, wykopując go na jedyne drzewo które stał o ogrodzie. Czarnowłosy młodzieniec rąbnął o nie plecami, a te na szczęście się nie zawaliło, lecz delikatnie zatrzęsło tracąc trochę troszkę kory. Młody Saiyanin podniósłszy się z miękkiej gleby, otarł tylko swoją wargę z krwi. Przybrał pozycję do dalszej walki i wiedział, że Staruszek go obserwuje. Klen tylko uśmiechnęła się w jego stronę i bardzo szybko do niego doskoczyła, praktycznie można było uznać że doleciała ku niemu. Zadała cios kolanem, lecz ten został tym razem zablokowany przez Ogoniastego, a za chwilę ten wymierzając dwie pięści na ciało siostrzyczki, odrzucił ją w tył. Wykorzystując okazję, zaczął biec w jej stronę by wymierzyć w nią grad ciosów, które pokażą kto tutaj dowodzi. Docierając do swojej przeciwniczki, ta tylko zrobił uchylenie przed wymierzoną w niej nogą, która miała ją trafić w czoło. Klen chwytając w okolicach piszczela, zaczęła kręcić swoim braciakiem, aż ten nabrał takiej prędkości, że znowu jego plecy zderzyły się z drewnianym drzewkiem. Kellan ze skrzyżowanymi ramionami na torsie wszystko bacznie obserwował, musiał dobrze dobrze pamiętać że niedługo jego dzieciaki będą wysyłane samotnie w kapsułach na planety, które nie są pod ich kontrolą.

Ojciec się trochę zapomniał i dostrzegł, że jego Córka trochę zakatowała brata do krwi, dlatego też bardzo szybko wkroczył i ją odciągnął. Ledwo żywy Kenzuran przetarł dłonią swoją twarz, po to by pozbyć się z niej swojej krwi. Ogarniając się jeszcze przez chwilę, zobaczył wywód ze strony Staruszka, który tłumaczył ponownie jego Siostrzyczce że nie potrafi panować nad emocjami, a okazuje się że nerwy jej szybko puszczają jak jej własnemu Ojcowi. Młodzieniec wycierając jeszcze plamę krwi z twarzy w swój rękaw, zbliżył się do własnego Ojca i słuchał także jego słów:
-No moja droga, mam nadzieję że wszystko zrozumiałaś. Musisz panować nad swoim gniewem, bo kiedyś doprowadzisz do śmierci swojego jedynego brata, zrozumiano?? - z tym akcentem, Dorosły Bojownik uniósł jedną brew i patrzył z górą na swoją pociechę. Klen podrapała się po tyle swojej czupryny i tylko kiwnęła głową na znak, że zrozumiała swój błąd. Kellan dalej patrząc na dwoje rodzeństwa, wreszcie westchnął pod nosem i rzekł w ich stronę, gdy oczywiście skończyli się przepraszać:
-No dobrze, to tym razem pokaże wam coś ciekawszego niż zwykłe walki, akurat miałem okazje podpatrzeć sparingi co poniektórych saiyańskich elit oraz innych silnych żołnierzy, gdy były ćwiczenia... - mówiąc to, wysunął się na drugi koniec podwórka, po to by nie zniszczyć jedynego szkarłatnego drzewa, które znajdywało się na środku. Dzieciaki poszły za swoim Ojczulkiem i ten gdy się zatrzymał, zrobił większy rozkrok i najwyraźniej coś kombinował.

Otaczając się białą aurą i zaciskając jedną dłoń, druga ręka była otwarta i wyglądała tak jakby coś ściskała. Na ciele Kellana wyskoczyło kilka żyłek, aż wreszcie wystarczająco mocno napinając swoje mięśnie, był przygotowany do stworzenia pierwszej techniki, którą pokaże swoim dzieciom. Błękitna biało-niebieska kula kręciła się w środku jego dłoni. Młody Kenzuran wraz z Klen patrzyli i byli pod niesamowity wrażeniem, które miało tak właśnie zadziałać. Kellan patrząc na podziw swoich pociech, wreszcie spojrzał w którą górę mógłby rzucić swoją błękitną kulą energii. Wypatrując wreszcie jakiś niewielki pagórek na którym się nikt nie znajdował, odchylił bardzo swoje przedramię w tył, a w mignięcie oczu krzyknął następujące słowa i rzucił kulą:
-FINAL SPIRIT CANNON! - kula wystrzeliła niczym struś i docierając do celu, rozsadziła pagórek na drobniejsze jego szczątki. Saiyańskie dzieciaki były naprawdę zadowolone, że Ojciec był zdolny im pokazać coś takiego. Niestety nie wiedzieli, że to nie był koniec tego całego pokazu, ale wracając w ich stronę, przykucnął na jedno kolano i zaczął im tłumaczyć zasadę działania tej mocy:
-Nazywa się to tak, ponieważ zbieramy energię z całego swojego ciała. Wszystko jest tutaj ważne, najbardziej odczuwacie fakt tego, że ta wasza energia tak jakby chcę się wam wyrwać i czujecie to naprawdę mocno. Staracie się ją okiełznać, ale jeśli poczujecie jakąś urazę do kogoś i chcecie go roznieść na strzępy, to pozwalacie by ta moc została uwolniona i rzucacie w niego właśnie tą kulę Ki. Mam nadzieję, że wszystko zrozumiałe bo to nie jest jeszcze koniec. - mówiąc to, uśmiechnął się do swoich dzieci i znów powrócił do miejsca w którym wyrzucił kulę potężnej energii.

Strzelił knykciami u swoich dłoni, a potem naśladując podobne ruchy jakie widział na treningu lepszy saiyańskich elit, nie przeoczył on jednej osoby. Opierając dłoń o drugą dłoń, wycofał przedramiona do tyłu, aż za szyje i ładował swoją energię na odpalenie jej. Otoczył się dziwną fioletową poświatą, która sugerowała o czymś potężnym, można było dostrzec że czerwone kamienie które sobie spokojnie leżały na podwórku, zaczęły się unosić. Młody Kenzuran i jego siostra to dostrzegli, nie wiedzieli co się może za chwilę wydarzyć, a mieli nadzieję przeżyć do obiadu. Staruszek pokazując im tylko swój poważny uśmiech, wypchnął ramiona w przód i wykrzyknął następujące słowa:
-GALICK GUUUUUUUUUUN! - potężna wiązka fioletowej fali Ki pomknęła przed siebie, tym razem nic nie niszcząc na swojej drodze. Opuszczając przedramiona w dół, łapiąc chwilę oddechu był zadowolony że mógł pokazać to swoim dzieciakom. Powracając do nich znowu, tym razem wyjątkowo oparł się o drzewo, nie pokazując po sobie żadnej słabości i wypowiedział się do nich:
-Tym razem mogliście dostać taki zaszczyt, że widzieliście technikę samego Księcia Saiyan. On jest praktycznie o kilka lat starszy od was, ale to nie jest istotne. Zawsze można pobić kogoś jego własną bronią, czyż nie mam racji dzieciaki?? - zapytał ich, a one tylko kiwały pozytywnie głową na słowa ich Ojca. Kellan za chwilę spoważniał i się już nie uśmiechał, klaszcząc w dłonie, żeby ci mogli kontynuować dalszą walkę. Dorosły Syn Kellana patrząc na to wszystko, ponieważ on we własnym śnie znów nie wiadomo z jakich przyczyn był widmem, zobaczył że Staruszek odwrócił się w jego stronę. Nie wiedział co ma zrobić, więc tylko przybrał pozycję do walki i dostając pstryczka w nos, usłyszał następujące słowa:
-Nie zawiedź mnie....Mój Synu...- po tym zdaniu, postać Staruszka rozpłynęła się jak we mgle, tak samo cały ogród oraz Mieszkanie, aż wreszcie Planeta Vegeta zniknęła.


Wreszcie Wojownik przebudził się ze snu, łapiąc się za swoją głowę, gdyż strasznie go bolała. Nie wiedział czy miał to określić jako koszmar czy jako coś innego, ale teraz wiedział co musi zrobić. Wstając z dwuosobowego łóżka, rozciągnął się porządnie i przecierając swoje oczy, rozejrzał się po sali. Trafiając znowu do spiżarni, wtranżolił drobną przekąskę i doskonale rozumował fakt, że musi zostawić naprawdę trochę jedzenie dla swoich towarzyszy. Wychodząc znowu na białą wielką przestrzeń, nie odczuwał takiego ciężkiego natężenia przyciągania jak przedtem. Rozciągając się po drodze, tak jakby szedł do kogoś spuścić mu porządny wpierdziel, był gotowy na dalszy ciąg treningu. Odczuwał delikatnie niedosyt, najwyraźniej Wojownik za mało zjadł ale nie mógł także przesadzać. Zamykając znowu oczy i wykonując to samo co wcześniej, musiał sobie zobrazować na nowo Beliala, oczywiście tym razem ten jest poharatany przez drugą nie do końca pewny czy wyuczoną technikę. Teraz przyszła kolej na następny nowy atut Młodego Saiyanina, cieszył się że przyśniło mu się dzieciństwo, nie mógł jednak zapomnieć jak bardzo zmieniła się jego siostra po śmierci ich Matki. Złotowłosy nie myśląc o tym dłużej, ryknął dziko i zamachując się dziko ramionami, wybuchł niesamowicie swoją energię, robiąc wokół swojej osoby bardzo silne wiatry. Musiał pokazać demonowi, że to On tak naprawdę ma tutaj największe jaja, a nie jakiś tam podrzędny owad ze skrzydełkami. Tym razem musiał zebrać tak jakby wszystkie cząstki energii z każdego zakątka jego własnego ciała. Każda kończyna, każda kość oraz krew która przepływała przez jego żyły, musiał dać upust temu wielkiemu zbiornikowi Ki i wyrzucić z siebie nieokiełznaną energię.

Niebieskooki wybijając się w powietrze i lecąc pod kątem, zanurkował w stronę swojego wroga. Robiąc ku niemu solidne pikowanie, chciał go wystraszyć i zdobyć przewagę nad nim, tak by mieć czas na zebranie swojej energii. Najwyraźniej Belial nie spodziewał się co go czeka, albo może nawet się spodziewał. Pokazując na wierzch swoje kły, zdmuchnął Złotowłosego swoimi silnymi skrzydłami, przez co stracił panowanie nad lotem. Bardzo szybko jednak wrócił do panowania nad nim i wypychając przed siebie zaciśniętą pięść, trafił w szczękę demona, który się delikatnie zadziwił. Skrzydlaty miał za chwilę już kontrować, lecz Wojownik zniknął z jego pola widzenia i nie wiedział dokąd on się udał. Syn Kellana znalazł się pod pachwinami swojego przeciwnika i robiąc obrót na ziemi, podciął go porządnie lecz to nie był koniec kombinacji ciosów. Chwytając bardzo szybko za obydwa skrzydła swojego oponenta, wypchnął swoje kolana do przodu i wykopał wroga w powietrze, tak by ten po prostu potem sobie mógł opaść i zbić swój ryj na białej posadzce. Wyskakując w tył i podnosząc się ze swoich pleców, Brat Klen stanął już na nogach i zaciskając lewą dłoń, a prawą układając tak jakby trzymał w niej jakiś sporawy kamień, starał się zebrać w niej energię. Wiedział, że to może być dla niego lada wyzwanie, bo tak naprawdę jego dwie poprzednie techniki opierały się na wystrzelaniu z dłoni czegoś, a nie zbieraniu Ki w jednym punkcie. Pot z czoła solidne opadał na podłogę, Mężczyzna z utraconym ogonem musiał się porządnie wysilić by cokolwiek mogło tutaj wyjść, nie mógł zawieść swojego Ojca, nie teraz i nie w takiej chwili. Napinając porządnie wszystkie swoje tkanki mięśniowe, wyczekiwał momentu kiedy poczuje jak na jego dłoni będzie się formował kula, albo raczej jak jego cała dłoń otoczy się kulistą energią.

Długą wyczekując, odczuwając jak mijają kolejne tygodnie, zastanawiał się nagle nad czymś innym i był ciekaw czy w ogóle na pewno będzie wiedział kiedy ma wyjść z tego miejsca. Starając sobie nie zaprzątać taką drobnostką głowy, znowu napinał raz po raz swój nadgarstek, aż wszystkie żyły wychodziły na wierzch, tak jakby zaraz pielęgniarka miała zamiar pobrać krew. Dłoń Wojownika zaczęła się nagle iskrzyć,a po chwili nastał jej wybuch i była cała ufajdana na czarno. Bardzo zdziwiło to Młodego Saiyanina, bo przecież wszystko powtórzył to tak jak jego Staruszek we śnie, albo robił po prostu coś nie tak. Kenzuran nie myśląc o tym za długo, szybko wybijając się ze stopy, ruszył w kierunku ogłuszonego jeszcze przez chwilę Beliala. Wykonując kopniak w stylu tak jakby chciał kopnąć piłkę, trafił w prawą stronę torsu demona, podbijają go ponownie w powietrze. Aktywując bardzo szybko aurę, przeleciał nad wybitego wroga i złączając dłonie w tak zwany "młot", rąbnął nim swojego przeciwnika by ten porządnie bardzo niemiło spotkał się z twardym upadkiem. Biała posadzka się delikatnie zatrzęsła jak na niej wylądował znowu swoją brzydką twarzyczką skrzydlaty potwór, który nie spodziewał się takiego nieczystego zagrania. Oczywiście mógł się domyślić, że rasa kosmicznych wojowników tak robi, ale to było tylko granie na zwłokę. Złotowłosy znowu lądując kilkanaście metrów od oszołomionego celu, znowu ułożyło tak samo przedtem dłoń i chciało zebrać w niej mnóstw energii. Starał się przesyłać całą Ki z każdego zakątka jego sylwetki, musiał a nawet chciał pokazać Ojczulku że poradzi sobie z taką błahostką.

Żyły wyskoczyły na ciele Bojownika, który za wszelką cenę chciał dorównać swojemu Staruszkowi i wreszcie aktywując wokół siebie potężną aurę, starał się ze wszystkich sił dokonać niemożliwego. Za chwilę, na dłoni Brata Klen ukazywała się błękitna kula, która to zaczęło dziko wirować, niczym tak jakby chciała się wyrwać z jakiś łańcuchów i zniszczyć swoją ofiarę, rozszarpując ją na strzępy. Kenzuran nigdy się nie spodziewał, że będzie się tak dziwnie czuł, trzymając taką technikę na swojej dłoni. Nie wiedział czy ta zaraz sama gdzieś nie poleci i niechcący nie zrani Ranzoku albo Fabu, wtedy dopiero byłaby awantura. Młody Saiyanin starał się ją utrzymać, ale niestety nie miał innego wyboru i czuł jak jego nadgarstek coraz bardziej słabnie i nie może utrzymać tej destrukcyjnej mocy. Nie mając już innego wyboru, Złotowłosy zacisnął swoją dłoń i błękitna dzika szalona kula wybuchła w jego ręku, odrzucając go w tył i raniąc jego całą dłoń. Z jego ręki sączyła się krew i kapała na czystą białą podłogę, która się pobrudziła. Niebieskooki wzdychając pod nosem, szybko zareagował i zrywając resztki materiału z górnej części ubrania, obwiązał sobie dłoń by tak chociaż powstrzymać cieknącą krew. Delikatnie i spokojnie ją masując, zobaczył że Belial już stał na nogach i z bananem na twarzy, wyruszył w jego kierunku. Przez to że Mężczyzna z utraconym ogonem był za bardzo zajęty bandażowaniem się własnym ubraniem, nie zauważył że jego wróg zaatakował. Dostał tak bardzo mocno w nos, że musiał zamknąć swoje oczy i przez chwilę nic nie widział. Musiał działać korzystając ze swojego słuchu, więc starał się wychwycić z której strony nadciągnie jego przeciwnik.

Demon wzbijając się w powietrze, myślał że tak oszuka Wojownika, ale przez to że musiał wymachiwać skrzydłami, można było dokładnie słyszeć jego ruch. Przelatując nad nim, celował w jego nerki, a dokładniej w tył ciała Złotowłosego. Syn Kellana słysząc to, wykręcił przedramię w tył i posłał ku niemu kilka pocisków ki, które eksplodowały. Biegnąc przed siebie, oczywiście na oślep przez przypadek podciął siebie samego, padając znowu na twarz. Ból na jego twarzy znowu zawitał, ale teraz mógł otworzyć oczy i dostrzegł, że Belial przez to że atakował otwarcie, oberwał pociskami energii. Padł na ziemie, delikatnie osmalony ale to było wszystko. Teraz albo nigdy, Brat Klen nie mógł stracić tej szansy, więc podniósłszy się z białej podłogi, znowu przebiegł kilkanaście metrów i bardzo szybko się odwracając do oponenta i znowu ładował energię w swojej otwartej dłoni. Tym razem wykonywał technikę lewą dłonią, gdyż prawa była zraniona i miała na sobie bandaż, a On nie odczuwał tak mocnej adrenaliny by nie zwracać uwagi na ból. Ciężko oddychając, zaraz jego krew zaczęła szybciej przepływać przez organizm, a On się całkowicie pobudził. Kenzuran wiedział, że zapomina ciągle o tym iż w prawdziwej walce, przeciwnik by mu nie dawał fory, ponieważ teraz ćwiczy na sztucznym wrogu. Zaciskając mocno zęby, znowu uwolnił pokłady swojej mocy, napinając całe swoje ciało i przełamując coraz bardziej swoje limity. Spoglądając poważniej na podnoszącego się z podłogi Beliala, zaczął myśleć o wszystkich swoich bliskich, o Gutsie mimo iż ten był totalny dupkiem i zostawił go dwukrotnie.

Uważał go ciągle za dobrego znajomego i za rodaka, który na pewno kiedyś wróci nie ważne dokąd go przeniosło to coś dziwnego, będzie się musiał kiedyś dowiedzieć od niego co to było. Wirująca błękitna kula oplotła całą zdrową dłoń Złotowłosego, który wyczekiwał tego momentu tak długo. Wystarczyło tylko myśleć o wszystkich bliskich mu osobach, a nawet o tych które z niego szydziły, jak jego siostra czy też Czerwonowłosa dziewczyna. Wreszcie krzycząc głośno, odchylając przedramię wypowiedział następujące słowa:
-KOŃCZMY TO! FINAL SPIRIT CANNON, HYAAAAAAAAAAAA!! - wypychając całe swoje ramię ku swojemu przodzie, wyrzucił dziką i agresywna energię ku Belialowi. Ten kiedy wreszcie pozbierał swoje cztery litery z podłogi, nie spodziewał się kolejnej nowej sztuczki ze strony Młodego Saiyanina, który nauczył się tak dużo w tak krótkim czasie. Demon starając coś zadziałać, zapomniał że miał wybite kości w skrzydłach, przez to że przedtem Wojownik je po prostu mocno pociągnął w przeciwną stronę, chciał ich użyć jako osłony. Błękitno-biała kula Ki leciała w szaleńczym tempie, po to by zniszczyć dany cel, do tego była stworzona. Wreszcie oponent nie miał innego wyboru jak wykorzystać swoje ramiona i krzyżując je przed swoją twarzą oraz torsem, przyjął technikę na ramiona, przez co powstał sporych rozmiarów wybuch. Syn Kellana oddychając ciężko, dopiero gdy wyrzucił kulę mocy, dostrzegł wtedy jaka ona jest ciężkim brzmieniem i jak ciężko ją stworzyć do wykończenia kogoś. Wycierając zdrowym ramieniem pot z czoła, przykucnął na chwilę i ciągle łapał oddech, czuł się jak naprawdę kilka ton czegoś ciężkiego opuściło jego serce. Za chwilę, podnosząc się na proste nogi, wiedział że teraz pora na coś na co czekał bardzo długo, technika którą tylko posiadał sam Książe Saiyan-jinów.

Trening 6/8
Blade River
Blade River
Liczba postów : 259

Komnata Ducha i Czasu - Page 2 Empty Re: Komnata Ducha i Czasu

on Wto Kwi 23, 2019 2:21 am
GALICK GUN

Wreszcie wyrównując oddech, wiedział że to jeszcze nie jest koniec walki. Kenzuran podnosząc się ze swojego przykucu, ustawił się pozycji do dalszej walki. Musiał wykorzystać wszystkie swoje atuty jakie teraz aktualnie posiadał, bo inaczej będzie z nim naprawdę krucho. Nie wiedział ile jeszcze może tak pociągnąć, ale jego ciało może nie wytrzymać całej tego ciężkiego treningu. Wypluwając trochę krwi na bok, od razu nie czekał, wybił się ze swojej pięty bez zastanowienia i uderzył w swojego przeciwnika. Belial ledwo się broniąc, gdyż jego skrzydła nie były w takiej świetnej formie jak przedtem, musiał używać swoich demonicznych łapsk. Starając się wychwytać kolejne ataki ze strony Młodego Saiyanina, skrzydlaty ciągle cofał się do tyłu, próbując zapanować nad sytuacją. Obydwoje byli na ostatnich limitach swoich sił, lecz to Złotowłosy starał się teraz przejąć całkowitą inicjatywę. Zaciskając mocniej pasa, także swoje zęby napierał coraz mocniej i szybciej, korzystając z tak jakby swojej resztki, ale czy aby na pewno? Kiedy bardziej się denerwował, czuł że jeszcze może bardziej wybuchnąć swoimi emocjami i dzięki temu może nabrać więcej siły. Niebieskooki wreszcie szybko kucając, podciął swojego przeciwnika przez co ten się delikatnie zachwiał i sycząc w stronę Wojownika, nie chciał mu dać tej satysfakcji wygrania. Używając drugiej demonicznej stopy, chciał przydeptać głowę Młodego Saiyanina, lecz ten szybko prześlizgnął się pomiędzy nogami potwora i kopiąc go w plecy, posłał go gdzieś hen daleko. Syn Kellana szybko się podnosząc, pobiegł za swoim oponentem i chwytając za tył głowy, rzucił nim o podłogę, tłukąc jego głową o białą posadzkę.

Po kilkukrotnym powtórzeniu tego samego, zostawił na ziemi heretyka  i odskakując w tył,  na dostateczną odległość, chciał się za chwilę poddać. Zamykając na chwilę oczy i roniąc kilka łez na podłogę, wiedział że nie może się poddać, ponieważ jeśli by to wszystko działo się na Vegecie, uznali by go za tchórza. Napinając bardziej mięśnie, odczuwając jak jego krew w niektórych miejscach porządnie zakrzepła, lecz rany go delikatnie piekły, nie chciał widzieć siebie jako porażki. Nie miał innego wyboru, musiał pomścić wszystkich rodaków którzy zginęli w tym wybuchu, tak samo jak jego drodzy znajomi oraz Mentor Xander. Wiedział, że może ich już nigdy nie spotkać, ponieważ teraz nie myślał racjonalnie i zapomniał, że zawsze zostają mu smocze kule. W wielkim zburzonym gniewie, Brat Klen ułożył jedną dłoń na drugiej i odchylając ramiona w tył, szykował technikę elitarnego Wojownika, Księcia Saiyan-jinów. Kenzuran wiedział, że tylko tak odda hołd tym którzy ponieśli paskudną śmierć i tylko wtedy będą mogli spoczywać spokojnie gdzieś tam poza życiem. Mężczyzna z utraconym ogonem otaczając się fioletową aurę, która była w kulistym kształcie, starał się w nią włożyć jak najwięcej od siebie. Czując jak cieknie z niego mnóstwo mokrej cieczy, które jego ciało wytwarzało poprzez zmęczenia jego całego organizmu, nie mógł od tak sobie pójść i wypocząć. Wiedział, że jako kosmiczny Bojownik mógł zdziałać dużo i zazwyczaj jego rodacy przełamywali swoje granice, on zamierzał zrobić to samo. Po wystarczającym naładowaniu techniki, Wojownik wypchnął swoje dłonie w przód i wykrzyknął to co następuje:
-GALICK GUUUUUUUUUN! - niestety, ale po wykrzyczeniu tych słów, nic się nie stało.

Niebieskooki padając na swoje kolana, myślał że to będzie dla niego koniec. Prawie upadając na twarz, podparł się dłońmi o białą podłogę nie odczuwając powoli swojego ciała. Najwyraźniej już niektóre tkanki w jego ciele odmawiały mu posłuszeństwa, przez co nie mógł ruszać poprawnie niektórymi kończynami. Jęcząc pod nosem, starał się podnieść i kątem oka widział, że Belial także już powoli się męczył, nawet mimo iż był cholerną Iluzją. Młody Saiyanin nie mógł zmarnować takiej szansy, chciał także wymazać ze swojej głowy przeklętą bestię, która zniszczyła jego rodową planetę oraz prawie zniszczyła tą tak zwaną Ziemię. Drżąc bardzo mocno, Syn Kellana nie poddawał się, mentalnie walczyłby dalej ale fizycznie teraz przez chwilę jego organizm był przeciwko niemu, nie pozwalał mu funkcjonować normalnie. Brat Klen przeklął pod nosem i żałował, że nie był tak wytrzymały, najwyraźniej ciężkość podłogi dawał o sobie znać i także utrudniała mu przy tym sytuacje. Kenzuran przez to wszystko, powrócił do swojej podstawowej złotej formy, nie był już w umięśnionej transformacji. Przez to, że teraz zrzucił trochę kilo mógł poczuć że zrobił się delikatnie lżejszy, może to był właśnie powód że nie mógł się ruszyć. Złotowłosy próbując cokolwiek zrobić, zaczął pomalutku bardzo małymi kroczkami wstawać, mimo iż czuł jak się cały trzęsie z tego wielkiego wysiłku. Mężczyzna z utraconym ogonem przybierając pozycję tak jakby miał zamiar się komuś oświadczyć, wiedział że jeszcze troszeczkę i zaraz stanie na prostych nogach. Niebieskooki ciężko oddychał, wydawał nieprzyjemne dźwięki raz na jakiś czas i źle się z tym wszystkim czuł, mógł się określić jako słabeusza.

Wojownik jednak chciał to wszystko wyrzucić ze swoich myśli, bo nie chciał tak o sobie myśleć, jedyną osoba jaka go mogła za takiego uważać, była jego własna Siostra. Syn Kellana napinając się i wykorzystując większy wysiłek, podniósł się wreszcie na proste nogi, ale straszliwie się chwiał na lewo i prawo. Brat Klen obawiał się, że zaraz znowu zaliczy upadek i znowu będzie nosem wąchał białą podłogę, mimo iż ta w ogóle nie miała zapachu, no chyba że padnie w miejsce kałuży jego potu. Nie chciał na pewno zrobić tak ohydnej rzeczy, dlatego też starając się zapanować nad balansem swojej postury, zawsze przechylał się przeciwną stronę, gdy przykładowo leciał na lewo, kręcił się by polecieć w prawo. Chwilę czasu zajęło mu doprowadzenie się do siebie, aż wreszcie zatrzymując się i z jednym przymkniętym okiem, spoglądał na wroga. Belial także już praktycznie stał na swoich kopytach albo raczej stopach, mało go to obchodziło, więc znowu układając dłoń na dłoni, starał się odwzorować technikę Księcia Vegety. Nie chciał naprawdę zawieść swoich przodków, rodziny oraz znajomych. Uważał też że Ranzoku i Fabu mogę nie być wystarczająco silny na oddziały Czerwonej Armii, ponieważ nie wiadomo czy mogli dysponować. Jeszcze Kenzuran nie mógł zapomnieć, że Daimao w każdej chwili może zawsze ich od tak zdradzić i załatwić ich bardzo szybko, wreszcie się z nim nie mierzył. Nie miał wyboru jak się go słuchać, a nie lubił dostawać rozkazów, no chyba że to by byli jego przełożeni.
-N-nie mogę się poddać.... - Wojownik powiedział pod nosem i znów otaczając się fioletową energią, musiał wykończyć swój dość mocno żywotny cel.

Naprawdę czuł wielki smutek, czuł że nie potrafi się z tym pogodzić, czuł że może zaprzepaścić wszystko przez własną cholerną słabość. Znowu roniąc kilka łez,  napiął bardziej swoje mięśnie i wiedział że to może wiązać się z ryzykiem, ale dla pokonania kogoś naprawdę potężnego i dla ochrony innych osób, poświęci się. Zrobi co w swojej mocy by odzyskać rodzinę, znajomych a nawet swoją szkarłatną planetę na której się wychował. Mężczyzna z utraconym ogonem zaśmiał się pod nosem, bo teraz wszystko dla niego wydawało się takie bez sensu, dlatego też starając się tego tak nie przedłużać, chciał zakończyć walkę z Iluzją chociaż do końca. Czując jak przeszywają go resztki sił w jego własnym organizmie, wiedział że to może być ten moment, wiedział że musi właśnie wykorzystać tą okazję do zniszczenia celu, który stał przed nim, także się chwiejąc. Wyginając się jeszcze troszkę w tył, miał już krzyczeć nazwę zdolności, lecz poczuł jak podmuch jakiegoś wiatru trafia go w bok jego torsu, przez co traci równowagę i upada na plecy. Belial zaatakował czymś co było wstanie go przewrócić, a tak naprawdę niczym nie oberwał, to po prostu słabość jego ciała dawała teraz znowu górą. Złotowłosy znowu na nowo musiał się zbierać z podłoża, więc wpierw przeturlał się tak by się podbierać ramionami, a potem za chwilę już znalazł się na swoich kolanach. Pot z czoła cieknął mocno, Wojownik ledwo co to wszystko wytrzymał, czuł jak wszystko go boli i wiedział że już tak długo nie pociągnie. Za chwilę przypomniał sobie wszystkie twarze, które tak naprawdę walczyły z demonem, który twierdził że dzięki niemu zapanuje pokój wieczny.

Dziwny Saiyanin z "M" na czole, jego zdradziecki towarzysz Guts, który opuścił go już drugi raz albo został gdzieś przeniesiony....Czerwonowłosa dziewczyna, która potrafiła przebywać w jakiejś formie berserka i była mieszańcem. Dziwny czarny jaszczur z mieczem na plecach oraz także był tam jakiś brodacz w białym uniformie, te wszystkie osoby walecznie stawiały czoła Belialowi i udało im się to. Niebieskooki rozumiał, że jeśli znowu ktoś taki zstąpi na tą planetę, to znowu będzie musiał pomagać tym wszystkim obrońcom tej planety i nawet się nie zawaha im odmówić. Ta Ziemia była po części jego nowym domem, przez to że utracił On rodową planetę Vegetę przez właśnie monstrum, które tutaj także przybyło. Syn Kellana wzdychając ciężko, pochylając się lekko w tył, znowu znalazł się na praktycznie prostych dolnych kończynach. Chciał mieć to już wszystko za sobą, ale czy aby na pewno uda mu się wykonać technikę Księcia poprawnie. Nie wiedział czy w tym stanie jest możliwe to do wykonania, ale mrucząc coś pod nosem, po prostu nie mógł się poddać. Jako kosmiczny Bojownik, musiał przełamać swoje wszystkie blokady i dać się ponieść emocjom, więc krzycząc głośno na całą salę, dziko machnął ramionami i tylko słyszał jak jego kości w niektórych miejscach przeskakują. Czysta fala gniewu zalała całą postać Młodego Saiynina, dzięki czemu kupił sobie trochę czasu na wykonanie tej umiejętności poprawnie. Wymierając jednak wpierw swoją dłonią przed siebie, wystrzelił z niej kilka pocisków Ki by ogłupić swojego wroga i zdezorientować go.

Po udanym wysłaniu kulek energii, te eksplodowały na nie osłaniającym się oponencie i ten przez to wszystko, musiał kucnąć gdyż także był na swoim limicie. Teraz albo nigdy, Mężczyzna z utraconym ogonem nie miał więcej czasu, odczuwał że zaraz padnie bez wolnej woli na podłogę. Wykonując na nowo ten sam gest co przedtem robił, oczywiście jak się nie wywalił, położył jedną dłoń na drugiej i cofając ramiona za siebie, starał się zebrać wystarczającą energię do zmiecenia z powierzchni tej sali Beliala. Nie wiedział niestety czy na pewno mu się to uda, ale musiał w siebie uwierzyć, nie mógł pokazać więcej żadnej krzty słabości. Wreszcie fioletowa kulista dzika aura pojawiła się na jego osobie, podmuchy wiatru bardzo szalały i nawet czasami udawały się w stronę trenujących dwóch jegomości gdzieś tam daleko.  Nie spodziewał się nowej zmiany, ponieważ dostrzegł że jego dłonie się trzęsą, a bardziej odczuwał to. Zacisnął jak najmocniej zęby, że postarać się powstrzymać te drgawki, ale nic to nie pomagało. Najwyraźniej miał mniej czasu niż sobie wyliczył, więc wzdychając pod nosem zamknął po raz ostatni oczy. W swoim duchu, przeprosił wszystkich za swoją porażkę, a tak naprawdę nie wierzenie w siebie, a z drugiej strony na jego buźce pojawił się nagle uśmiech. Wola walki podpowiadała mu, że to nie może się źle skończyć, nie ma prawa być złego zakończenia, to jest jego życie i będzie je kreował po swojemu. Brat Klen wiedział, że musi się kierować za głosem rozsądku, głosem serca i głosem wolności, więc wreszcie nie czekając dłużej, wypchnął przed siebie ramiona jak najmocniej i wykrzyknął:
-ZAKOŃCZMY TO TU I TERAZ, GALICK GUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUN, FIREEEEEEEEEEEEEEEE! - potężny fioletowa energia wystrzeliła z obydwu dłoni Wojownika, która to pomknęła ku potworowi.

Przez to, że skrzydła Beliala nie zregenerowały się na czas, otrzymał potężną mocą, która praktycznie zdmuchnęła go stąd i tworząc niesamowity wybuch, sam Kenzuran został odrzucony w tył i bez żadnych sił, leżał na podłodze. Teraz wpatrując się w sufit albo raczej w jego brak i patrząc na białą pustą przestrzeń, był z siebie zadowolony. Nie mogąc się nawet podnieść, czuł jak jego przedramiona, nogi i całe ciało przeszywa mocne dreszcze oraz drgawki, wszystko odmawiało mu posłuszeństwa. Najwyraźniej tym razem nie będzie mógł na spokojnie odpocząć wyjątkowo w sypialni, tylko na białej podłodze która mogła teraz dać znać o efekcie przyciągani i czuł ją dość mocno. Oddychając bardzo ciężko, Złotowłosy chciał sprawdzić tylko jeszcze jedną ważną dla niego rzecz, więc uniósł delikatnie głowę i zerknął czy Belial nadal był tam gdzie stał. Patrząc się w miejsce pobytu demona, nikogo tam nie było, jego koszmar w głowie został całkowicie wymazany z egzystencji, nareszcie mógł spokojnie wypocząć i już o nim nie myśleć. Teraz wchodziła taka kwestia, że nie miał innego wyboru jak zapaść się w sen i zregenerować całe swoje ciało, ponieważ na pewno przez dłuższy czas nie będzie się mógł ruszyć. Młody Saiyanin uśmiechając się pod nosem, co bardzo rzadko robił jak był w towarzystwie, powiedział ostatnie słowa:
-U-udało mi się....dziękuje....Ojcze....Xanderze.... - mówiąc to, zamknął oczy i zapadł się w głęboki sen. Niebieskooki musiał się całkowicie zregenerować i odczuwał, że to jeszcze nie koniec, że jeszcze ma jeden ważny cel przed sobą.

Trening 7/8
Blade River
Blade River
Liczba postów : 259

Komnata Ducha i Czasu - Page 2 Empty Re: Komnata Ducha i Czasu

on Sro Kwi 24, 2019 1:41 am
Sztuki Walki II

Po kilku godzinach, tygodniach albo nawet miesiącach snu, Kenzuran wreszcie zaczął się budzić. Po ostatniej nauce techniki, naprawdę się namęczył, miał nadzieję że zapamięta jak się z niej korzysta. Złotowłosy wstając, pomasował się po swojej głowie gdyż ta go strasznie bolała. Najwyraźniej padnięcie na białej przyciągającej podłodze nie było dobrym pomysłem, ale to nie była jego wina. Wzdychając pod nosem, czuł się już znacznie lepiej niż przedtem. Mężczyzna z utraconym ogonem ledwo mimo to się podnosząc z podłoża, czuł się strasznie obolały. Rozciągnął się jak najmocniej mógł, w niektórych miejscach kości mu się zacięły ocierać i można było słyszeć nieprzyjemny dźwięk przeskakiwania. Ziewając pod nosem, Wojownik dostrzegł że jego nowi znajomi ciężko trenują, rozumiał że nie chcą się patyczkować i także uczą się czegoś nowego, co mi pomoże pokonać Armię. Oczywiście Niebieskooki nie mógł się domyślić czy te osoby na pewno pomogą mu zwalczyć Czerwoną Wstęgę, czy tylko trenują po to by pokonać Daimao, mimo to On też miał do niego nieprzyjemne wątpliwości. Młody Saiyanin starał sobie nie zawracać tym głowy, dlatego też nawet już nie ogarniając się i nie biorąc kolejnego prysznicu, chciał mieć wszystko za sobą. Przybierając pozycję do walki, rozejrzał się na lewo i prawo i wyczekiwał aż Iluzję zaczną się pojawiać. Tym razem już nie pokazywał się Belial, został on całkowicie unicestwiony z umysłu Wojownika, choć pamięć o nim pozostanie. Brat Klen otwierając ponownie swoje ślepia, dostrzegł wokół niego kilku sakanów oraz złe androidy z którymi się mierzył.  

Kenzuran wiedział, że teraz musi poważnie podejść pod swoją walkę, bo nadal była ona na mizernym poziomie. Jego sztuki walki nie były jakoś za bardzo genialne, dlatego musiał je znacznie podrasować, lepsze gardy, mocniejsze ciosy, doskonałe  bloki. Nad wszystkim musiał popracować, więc słysząc za sobą świst, uniósł swoje przedramię nad głowę i zablokował nogę Sakanina. Uśmiechając się pod nosem, wypychając lewą zaciśniętą pięść, trafił wroga w tors przez co ten odsunął się do tyłu i upadł. Teraz wiedział, że nie musi się tak bardzo napinać przy tym treningu, więc wypuszczając powietrze nosem, usłyszał kolejne dwa świsty. Szybko delikatnie zaczął ślizgać stopami po podłodze i zniżając swoje ustawienie, zblokował nadchodzące ataki swoimi przedramionami. Pokazując swoje kły na światło dzienne albo na biały blask sali, Złotowłosy robiąc obrót nad ziemią, podciął obydwu przeciwników, żeby ci po prostu zaliczyli glebę. Kolejne dźwięki wiatrów nadchodziły, tym razem były one o wiele znacznie cięższe, ponieważ były to mechaniczne puszki. Niebieskooki instynktownie odskoczył w tył, unikając przy tym dwóch ciężkich ciosów ze strony wrogów. Wiadomo, że te całe androidy to były twarde sztuki i miały niektóre części ciała zrobione z twardej stali, tak samo było w przypadku tego całego Blondaska. Młody Saiyanin delikatnie się znów uchylił i wygięty w przód, wyczekiwał natarcia ze strony oponentów. Wojownik starał się to tak wszystko ładnie rozegrać, by nie dostać żadnym ciosem, ale odczuwał że to nie będzie prosta rzecz.

Widząc jak blaszaki wyruszyły w jego stronę, odskoczył tym razem nie w tył, tylko w lewą stronę, wypychając łokieć i trafiając androida w kark. Wykorzystując sytuacją bycia w powietrzu, pochwycił za plecy mechanicznej puszki i przeskakując go jakby skakał przez koziołka, wyruszył ku drugiemu twardzielowi. Android miał zamiar porządnie zahamować i wycelować kolejne ataki ku Saiyaninowi, lecz ten po części przewidując to i widząc co planuje jego przeciwniki, prześlizgnął mu się błyskawicznie pod nogami i tym razem bez żadnych skrupułów, walnął puszkę w potylicę. Nie wiedział czy to dużo pomoże, ale w praktyce chyba musiało to zadziałać i dostrzegał że wróg był delikatnie oszołomiony. Znowu przyszła kolej na ryboludzi, którzy tylko spoglądali tymi swoimi zabójczymi oczkami. Syn Kellana nie mógł się nabrać na ich podłe sztuczki, nigdy więcej jakby prosili żeby zostać nawet na tej planecie na której on jest teraz. Wszystkich będzie wybijał co do ostatniego, nie ważne czy będą to kobiety i dzieci, ale ich Pan zniszczył jego rodową planetę, teraz będą za to odpowiadać. Brat Klen chwytając nadchodzące pięści przeciwników, wybił się od ziemi i kopiąc swoimi stopami w podbródki wrogów, zrobił obrót i znów wylądował na nogach, tym razem puszczając zamknięte dłonie oponentów. Kenzuran szybko wybił się w tył, by sobie zrobić trochę przestrzeni na kolejne cele, które zaczęły szybować w jego kierunku. Nie miał zbytnio dobrego manerwu, ale trzech Sakanów chyba raczej da radę pokonać. Teraz to On wchodził na miejsce Rutagi, Saiyanina który się poświęcił dla niego oraz Gutsa, nigdy mu tego nie zapomni.

Blokując przedramionami ataki ze strony rybo ludzi, zaczął także uchylać głowę w lewą i prawą stronę, by niechcący nie oberwać w swój nosek.Starając się swoim wzrokiem przewidzieć ruchy przeciwników, nie mógł ich całkowicie odczytać, z Belialem zapewne by nie miał teraz jakiś większych problemów, ale na nich trenował bardzo krótki czas. Teraz zamieniając role, Złotowłosy zaczął napierać i kontrować nadchodzące ciosy, aż wreszcie przeszedł do mocnej ofensywy. Wyrzucając do przodu łokieć, trafił rybkę w twarz, przez co ta złapała się za nią i została odrzucona w tył. Drugi przeciwnika za chwile został bardzo perfidnie podcięty i będąc wybitym w górę, Niebieskooki poleciał nad niego i dobił go do białej posadzki. Trzeci wróg został  ostrzelany kilka pociskami Ki, które oczywiście były tylko przykrywką, gdyż za chwilę z chmury dymu wyleciał Wojownik i trafił kolanem w tors Sakanina i także położył go na glebę. Łapiąc chwilowy oddech, Mężczyzna z utraconym ogonem wytarł pot cieknący z jego czoła, wyczekiwał na kolejnych przeciwników. Androidy wreszcie się pozbierały i najwyraźniej chciały  zakończyć żywot Młodego Saiyanina, aczkolwiek on wiedział że nie ułatwi im tego zadania. Syn Kellana kierując się także w stronę dwóch mechanicznych wrogów, wyminął ich lecąc środkiem i szybko robiąc obrót, nadział się swoim kolankiem na jednego wgniatając bardzo mocno klatkę piersiową puszki i odrzucając ją w tył. Na drugiego zaś zacisnął bardzo mocno pięść i trafił nią w jego prawy policzek, aktywując także aurę by oderwać jego głowę od całego tułowia.

Niestety, to się nie udało i tylko także drugi robot został bardzo daleko posłany w tył, rozbijając się o białą podłogę. Słysząc znów szmery, Brat Klen odwracając się w tył, zablokował trzy nadchodzące ciosy, utrzymując się ciągle w powietrzu. Dwa przedramiona zblokowały pięści rybo ludzi i blokując swoim piszczelem, obronił się przed trzecim i ostatnim napastnikiem. Robiąc wokół siebie podmuch wielkiej aury, każdego odrzucił w przeciwną stronę, ponieważ chciał ich załatwić wszystkich osobno. Wpierw wystrzelił ze swoich rąk i tak jakby ciała trzy pociski energii, która poleciały w każdego oponenta. Ci oczywiście nabrali się na odwrócenie uwagi i Kenzuran celował wpierw w najbardziej masywnego Sakanina. Ryboludź odbijając pocisk, odczuł jak cały piszczel wraz z kolanem Złotowłosego wbijają mu się w tors. Niestety przez to, że był dość twardy, zbytnio nie przejął się tym atakiem i zaczął zamykać uścisk w jakim znajdował się Niebieskooki. Mężczyzna z utraconym ogonem delikatnie się zdziwił, że jego wróg nie został wybity albo zdziwiony otrzymaniem takiego ciosu, lecz wiedział że już kolejny przeciwnik nadlatywał od tyłu. W ostatniej sekundzie, wyrywając się rybiemu osiłkowi, uniknął nadchodzącego kopniaka, który tak naprawdę otrzymał drugi kompan Sakanina. Trzeci oponenta wystrzelił promień ki, który niestety musiał zostać przyjęty na otwarte dłonie Młodego Saiyanina, który został odepchnięty energią w tył. Lądując i odczuwając jak buty ślizgają się na białej posadzce, wreszcie spinając mocniej mięśnie, wybił całą energię wroga w powietrze, w miejsce gdzie dokładnie znajdowało się dwóch Sakan.

Ci przez to, że byli chwilowo oszołomieni, w późnym momencie dostrzegli nadchodzące promień energii, który ich trafił i wybuchł. Dwie Rybie Iluzje upadło twardo na glebie i wyglądały jak smażone krewetki albo raczej rybki. Syn Kellana teraz tylko i wyłącznie spoglądał na swojego jedynego ryboludzia, który został to wykończenia. Wystrzeliwując się w jego stronę, trafił go prawą pięścią w twarz i wybił przy tym w powietrze. Kierując się za wyrzuconym w przestworza celem, chcąc go załatwić raz a porządnie, nie miał zamiaru się już z nimi bawić. Chwytając go w porządny i dokładnie zaciśnięty uścisk, leciał z nim jak najwyżej sali, ale bał się też czy niechcący nie walnie się w głowie, nie wiedział wreszcie czy komnata posiadała sufit. Lecąc z nim na dość wysoką odległość, można było widzieć dwie małe mrówki z górą i jedną większą i szerszą, co oznaczało jedyne pomieszczenie tutaj. Brat Klen wreszcie pędząc w dół z niesamowitą prędkością, na dodatek tego zaczął się kręcić, ponieważ chciał zawrócić w głowie swojego przeciwnika. Przestając tworzyć w powietrzu beczkę, wreszcie praktycznie przy samym zderzeniu z powierzchnią tej sali, puścił wroga i on sam uderzył z nienaganną prędkością o białą posadzkę. Rozbijając się twardo, z Sakana nic nie zostało tylko mokra krwawa plama. Kenzuran lądując twardo, niedaleko rozbitego ciała swojego oponenta, musiał chwilę odetchnąć. Jego nowa taktyka i doskonale sztuk walki najwyraźniej poprawiło efekt jego niektórych działań, ale wiedział że jeszcze musi bardzo ale to bardzo dużo dopracować. Wzdychając pod nosem, Złotowłosy chciał już odejść, lecz zapomniał że jeszcze ostali się mechaniczny jegomościowie.

Wyjmując swoje kły na światło sali, tym razem wyczekiwał ich kolejnego nadejścia, aż wreszcie je otrzymał. Dwa roboty wyruszyły w tym samym tempie, najwyraźniej były ze sobą bardzo doskonale zgrane i praktycznie synchronicznie wymierzały nadchodzące ataki. Niebieskooki tylko parował większość ataków, resztę blokował albo także unikał, wiedział że niedługo znowu może się zmęczyć i zasnąć na tej obciążeniowej podłodze. Nie mógł tym razem na to pozwolić, więc biorąc się bardziej w garść, wystrzelił z jednej dłoni pocisk energii, który  zdezorientował jedną puszką, przez co ta się troszeczkę cofnęła w tył. Teraz walcząc jeden na jednego, wychwytał to coraz nowsze ruchy swojego oponenta. Android nie dawał za wygraną, widać było że chciał śmierci Mężczyzny z utraconym ogonem, ale gdy ten przypomniał sobie co mu zrobiła Czerwona Armia, jego adrenalina znacznie urosła. Gniew w nim wybuchł, fala mocy odepchnęła drugiego blaszaka i wreszcie porządnie kontratakując, zadał trzy porządnie sierpowe w twarz, jeden cios w tors dwa kolejne w splot słoneczny mechanicznemu ludzikowi, a na koniec wyskok z obrotem i kopniak swoją piętą w skroń androida. Załatwiając jedno puszkę, skupił swoje ślepia na kolejnej, która to przedtem otrzymała jeden pocisk ki na twarz. Wojownik wyruszając ku niemu, wykonał tak zwany cios "Shi-Do", czyli trafienie równocześnie zaciśniętymi pięściami w tors oraz brzuch, odrzucając przy tym przeciwnika. Szybko przelatując za wybitego w tył wroga, robiąc cios od dołu, trafił blaszaka gdzieś w okolice nerek, przez co ten na pewno musiał to odczuć, chociaż ciężko było powiedzieć.

Młody Saiyanin dziko zaryczał i po prostu zaczął rzucać falą mnóstwa ciosów na robota, po prostu rozmontowując go na części pierwsze. Android zostając ostatecznie odrzucony po ostatecznym kopnięciu w plecy, już więcej się nie podniósł z podłoża. Syn Kellana spoglądając poważnie i już praktycznie uspokajając się do końca, odetchnął z ulgą i zobaczył wokół, że wszystkie jego pokonane Iluzje całkowicie zniknęły. To był koniec jego treningu i mógł na spokojnie wrócić do budowli od której mieli się nie oddalać. Brat Klen wreszcie wchodząc po schodkach, poczuł się jak delikatne piórko, gdyż odczuwał różnice stojąc na białej podłodze a na normalnym kafelkach. Różnica była naprawdę niesamowita, to robiło wielki wrażenie na Kenzuranie. Trafiając do łazienki, zdjął tylko spodnie gdyż cała góra jego uniformu po prostu przetarła się i do końca zniszczyła, nie mając na sobie nic. Nie obchodziło go to, po prostu napełnił sobie wannę i zażył długiej fajnej cieplutkiej kąpieli, wyszorował się wszędzie do końca i był cudnie pachnący. Nie wiedział co ma zrobić, będzie niestety musiał ubrać swoje brudne przepocone spodnie, innego wyboru nie miał. Nie chciał latać z gołym naganiaczem, mimo iż siedział w tym pomieszczeniu z samymi facetami, dlatego tylko westchnął pod nosem. Złotowłosy wiedząc, że niedługo chyba będzie czas na opuszczenie tego miejsca, postanowił to wykorzystać i teraz całkowicie i normalnie się wyspać Spojrzał on wpierw na podłogę, a potem na wygodne i miękkie łóżko, wiedział że teraz długo może nie odczuć takiej wygody. Niebieskooki zmrużył swoje ślepia i postanowił wybrać wygodę, więc rzucił się na miękki materac i zamykając całkowicie swoje oczka, udał się w głęboki sen. Ma nadzieję, że jego towarzysze z sali poinformują go o tym, że muszą wyjść i go obudzą.

Trening 8/8
Blade River
Blade River
Liczba postów : 259

Komnata Ducha i Czasu - Page 2 Empty Re: Komnata Ducha i Czasu

on Czw Maj 16, 2019 11:27 pm
Kenzuran wreszcie wybudzając się z dość sporawego godzinnego snu, przetarł swoje oczy i wyszedł z wyra, odkładając kołdrę gdzieś na bok. Rozciągając się i wyginając wpierw w lewą stronę, potem w prawą stronę, ziewnął sobie raz a porządnie i poszedł skorzystać z łazienki. Rozbierając się do gołego ciała, wskoczył od razu do wanny i zaczął się porządnie szorować, mimo iż mu zostały tylko brudne zapocone spodnie po tym długim całorocznym treningu. Złotowłosy ciągle nie dowierzał nadal, że może istnieć takie miejsce, ale jeśli nie będzie miał wyboru i będzie musiał spędzić dłużej czasu na tej planecie, to na pewno będzie chciał korzystać z tej sali, jeśli oczywiście dostanie zezwolenie od tego całego Wszechmogącego. Po upływie jakiegoś niedługiego czasu, Niebieskooki wyszorował każdy cal swojej wytrenowanej i umięśnionej sylwetki, wychodząc z wanny pochwycił jakiś najbliższy ręcznik i zaczął się porządnie wycierać, tak żeby przynajmniej być suchy. Po zakończeniu czynności, aktywował na chwilę swoją aurę by wysuszyć także bardzo szybko swoje włosy, by te po prostu nie dawały efektu mokrości. Za chwilę, wyłączając otaczającą wokół siebie łunę mocy, Mężczyzna z utraconym ogonem założył niestety swoje spodnie, ponieważ przez cały trening przetarł sobie materiał i tak mu się zniszczył, że nie miał na sobie górnej części ubrania.

Wychodząc jeszcze w białą prze-ogromniastą pustą przestrzeń, zauważył że te dziwne klepsydry praktycznie były przesypane. Wojownik zrozumiał, że czas się kończy więc nawet nie oglądając się za swoimi nowo poznanymi znajomościami, postanowił ruszyć do wyjścia. Wreszcie Syn Kellana nie chciał tutaj utknąć, miał zadanie do wykonania, musiał powstrzymać Armię Czerwonej Wstęgi przed sianiem terroru na tej planecie, jeśli wyszło by tak że musiałby niestety na niej zostać. Brat Klen doskonale wiedział na co się piszę, a jeśli będzie współpracował z innymi wojownikami, na pewno przetrwa dłużej niż działając sam, tak to wszystko sobie wyobrażał. Młody Saiyanin podciągając sobie po raz ostatni spodnie, które też czasami wydawałoby się że spadają mu z czterech liter, pokierował się w stronę drzwi gdyż już nic mu tutaj nie było potrzebne. Kenzuran jednak sobie przypomniał że nic nie zjadł, więc jeszcze na chwilę zmienił swój kierunek ruchu i powędrował aż do jadalni. Trafiając tutaj, Złotowłosy wyjął już naprawdę niewielką ilość potraw i po zostawieniu naprawdę reszty dla swoich kompanów, zaczął szamać jedzonko. Niewielki okres czasu później, Niebieskooki najadł się tak w miarę porządnie i uważał, że na razie na pewno mu to wystarczy. Wojownik wstając od stołu już tym razem wrzucił brudny talerz do zmywarki, ponieważ nie miał zamiaru po sobie sprzątać, nie chciało mu się. Mężczyzna z utraconym ogonem wreszcie dotarł do drzwi i dostrzegając jeszcze w oddali, że piach przesypał się praktycznie w całej klepsydrze, przycisnął klamkę i za chwilę już znalazł się na zewnątrz.

z/t - Szczyt Pałacu/Lewitująca Platforma
Ranzoku
Ranzoku
Liczba postów : 177

Komnata Ducha i Czasu - Page 2 Empty Re: Komnata Ducha i Czasu

on Pią Maj 17, 2019 1:41 am
Chłopak poświęcił się medytacji, lecz nie miała ona trwać zbyt długo, więc wypadałoby już jednak ruszyć pupkę i kontynuować trening. Wyraźnie był zaniepokojony sprawami na zewnątrz, zaczynał się zastanawiać jak skończy się cała ta sytuacja na zewnątrz, w którą zamieszani są niejaki Daimao oraz Kami. To czego może doprowadzić ten ich tak zwany pakt. Słowo te, kojarzy się z jakimiś konszachtami z diabłem, z piekła rodem. Jak bardzo posunie się ten wątek? To aktualnie nie ma znaczenia kiedy wszyscy tutaj siedzą, w dalszym ciągu przebywa w tej komnacie z polecenia Wszechmogącego, więc musi mieć w tym jakiś interes, ale to tylko pozytywnie wpływa na chłopaka, bowiem w przyszłości może to zadecydować o potyczkach androida ze złem wcielonym. Wszak jedynym powodem nie jest chęć pomocy Kamiemu i rozwiązanie tej sprawy, tylko też rozchodzi się o dawne porachunki naszego bohatera. W każdym razie, chłopak wskoczył w górę i wylądował zjawiskowo na ziemi, już był na tyle przyzwyczajony do tutejszego przyciągania, że może połasić się o bardziej zaawansowane rodzaje ćwiczeń, bowiem poprzednio Jego trening skupiał się na tym, aby móc oswoić się z grawitacją i lekkich treningach. Nadszedł czas na trening pełną parą, już nawet nie myślał o pozostałej dwójce, a może po prostu o nich zapomniał. Dalsze rozważania już mijały się z celem, więc dobrze by było wznowić trening. Pieprzenie zostawmy politykom, a prawdziwy trening tylko takim twardzielom jak Ranzoku. Otóż to. W pierwszej kolejności postanowił uderzać nogami oraz rękoma w powietrze, wyobrażając sobie, że stoi naprzeciwko wroga. Kilka uderzeń pięściami i kopnięciami na przemian, z jednej strony mógł wybrać jakiegoś towarzysza do sparingu, ale już rzekł, że na razie będzie samemu się rozwijać, zaś z drugiej wolałby unikać walk, żeby zachować swoje asy z rękawów na poważniejsze batalie, których ostatnio brak. Może to i lepiej, bo wyjdzie na to, iż chłopak nie jest gotowy na takie starcie. Może być też przeciwnie, ale to tylko żmudne gdybania, które natenczas do niczego nie prowadzą. Wymachując tak kończynami, chłopak wylądował na dłoniach i zaczął pompować, zacząwszy od pompek na dwóch rękach, przechodząc po kilkuset próbach do jednej dłoni. Nie wydaje mu się to niewykonalne, wręcz przeciwnie czuł się lżejszy tutaj po pierwszym tygodniu pobytu tutaj. Pierwsze dni były dość trudne, lecz wraz z upływem czasu dało się oswoić z otoczeniem. Po wykonaniu trzystu pompek, chłopak stanął na ręce i zaczął robić pompki w powietrzu, unosząc nogi ku górze. Istotnie wygląda to na koszmarnie trudne ćwiczenie, lecz trening tymi samymi metodami, byłby nudny, żmudny i nie przynosiłby już po jakimś czasie efektów, gdyby robił je z totalną łatwością. To już nie byłoby treningiem tylko rutyną, taką ja na co dzień. Nie pomoże to jednak w samodoskonaleniu się. Z pewnością będzie musiał kilka z nich powtórzyć, ale wolałby ich część ograniczyć do minimum. Zanim jednak przeszedł do pompek ku górze, musiał zdjąć swój płaszcz, aby nie przeszkadzał w ćwiczeniach, położył go gdzieś obok, wraz z jego zawartością. Wolałby mieć wszystko na oku, nie podejrzewałby, że któryś z towarzyszy mógł sobie przywłaszczyć jego własność, ale ostrożności nigdy za wiele. Kończąc pompki, postanowił przejść do czegoś lżejszego, aczkolwiek wymagającego sporego nakładu pracy fizycznej. Czy może być coś bardziej wymagającego? Pewnie tak, ale nie ma tutaj odpowiednich przyrządów. Został więc zmuszony nie tylko do rozwoju siły, ale również umysłu, dzięki któremu będzie mógł więcej rzeczy planować nim przejdzie do działania. W sumie fakt, ale wyobraźnia może być nieco ograniczona, lecz o to właśnie chodzi, ażeby przełamywać swoje granice i starać się podążać poza skalę swych własnych umiejętności. Pięknie to brzmi, ale wszystko pewnie wyjdzie w praniu. Tak czy owak chłopak przeszedł do dalszej części treningu. Padł więc na glebę przygotowując się do brzuszków. Mogą się one nieco różnić od normalnych, lecz w tym przypadku wyprostował i wyciągnął ręce, w taki sposób, żeby stanowiły wydłużenie tułowia. W międzyczasie podniósł nieco nogi, gdzieś na wysokość osiem centymetrów. Ugiął nogi w kolanach oraz uniósł tułów jednocześnie, aby przyciągnąć giry do klatki piersiowej cały czas starając się, aby stopy nie dotykały podłoża. W momencie spięcia, ręce wyciągnął przed siebie. Następnie ponownie położył tułów na podłodze, ręce wyciągając do tyłu i prostując nogi. Sto powtórzeń powinno na razie wystarczyć. Po odbębnieniu tego ćwiczenia, chłopak postanowił powstać i skupić się na zwykłych przysiadach, trzymając ręce na karku i stojąc na jednej nodze, na każdą z gir przypadłoby dwieście powtórzeń, co zostanie zwieńczone solidnym upuszczeniem kilku kropli potu. Ostatecznie ugiął kolana oraz pochylając się ciut do przodu, co będzie swego rodzaju wstępem do następnej części treningu. Postanowił popracować nad równowagą i stabilnością emocjonalną, więc starał się jak najdłużej ustać w ten sposób. Po upływie kilku godzin, bądź nawet dni, z resztą nie jest to istotne, bowiem i tak tutaj czasu nikt nie liczy, co pewnie zakończy się źle, jeśli stracą z oka zegar. Ruszajmy dalej. Następnie, gdy już odczuje progres, Ranzoku stanął na dłoniach i mozolnym krokiem przemierzał nieokreślony bliżej dystans. Mógłby to zrobić szybko, lecz postanowił trochę sobie utrudnić zadanie, więc co kilka metrów, staje w miejscu i wykonuje ten trening z pompkami po dwadzieścia powtórzeń. Łączenie kilku ćwiczeń jest doskonałe, kiedy brak pomysłów i dodatkowo rozwija umysł, o którym wcześniej wspomniano. Sam odcinek dystansu jaki postanowił przejść był długości jakichś stu metrów, w jedną stronę, a jaką metę wyznaczył płaszcz, który leżał w miejscu, gdzie rozpoczął ćwiczenie. Oczywiście bierze pod uwagę, iż może gdzieś zabłądzić, lecz dopóki widzi czerwony stosik w postaci płaszcza, jest w porządku. Wraca na miejsce w ten sam sposób jak je opuścił. Po odnalezieniu się w wyznaczonym miejscu, chłopak rzuca się na ziemię i ucina sobie odpoczynek, jak najbardziej zasłużony. Po godzinnej przerwie powróci to swojego treningu. I tak oto minęły kolejne trzy dni treningu. Tak w przybliżeniu. Niedługo będzie kontynuować pracę, aby wyjść z tego miejsca bez żalu.

Trening 2/8
Ranzoku
Ranzoku
Liczba postów : 177

Komnata Ducha i Czasu - Page 2 Empty Re: Komnata Ducha i Czasu

on Pią Maj 17, 2019 1:46 am
Mroczne chmury spowiły niebo, krople deszczu opadały na ziemię oraz usłyszeć można było pierwszy wrzask pioruna, który przeciął powietrze. Wszystko wydawało się takie ciemne dookoła, z trudem można było dostrzec jakiekolwiek oznaki poruszających się ludzi jak i również tych, którzy skrywali się przed burzą w prowizorycznych domach mieszkalnych. Pośród traw oraz gór znajdowały się ciała niewinnych ludzi, nie jest to przyjemne doświadczenie dla dzieci, ale też dla starszaków, których przeraża widmo śmierci. Złe przeznaczenie przetoczyło się przez górzystą krainę, gdzie ludzie żyli z dała od ciasnych miast. Wszyscy szanowali się nawzajem, nikt nikomu nie wadził, ciesząc się życiem w pełni, ale tylko do pewnego czasu. Nikt nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Niestety, ale ludziom z zewnątrz nie podobało się, że są osoby, które cieszyły się życiem. Bogu, ducha winni ludzi spotkał straszliwy los. Pośród całego tego zdarzenia, swój udział miał pewien chłopak, który poznał gniew ludzi, ale wróć, to nie jest odpowiednie określenie dla takich barbarzyńców, którzy mordują bez skrupułów, gdy nawet najmłodsi poczuli to na własnej skórze. Chłopak ten, mocno ucierpiał, lecz jeden człowiek zdołał przywrócić go do poprzedniego stanu, a to wszystko dzięki naukowcowi mieszkającego w tej optymistycznej wiosce. Jego wiedza sprawiła, że młodzieniec byłby w stanie normalnie funkcjonować. Niestety, Jego badania nie zostały w pełni zrealizowane, bowiem nie zdołał oszukać śmierci. Ostatnie chwili spędził z młodziakiem, który przesiadywał w komorze, utrzymującej go przy życiu. Naukowiec powróciwszy po badaniach, właśnie dostrzegł śmierć dookoła, widząc to co stało się Jego rodzinie, nie mógł łez powstrzymać. Natychmiast wrócił do swojej bazy i w przypływie złości, dotarł do świadomości chłopaka i zdołał wydać mu rozkazy poprzez specjalne urządzenie. Wszystko działo się tak szybko, nikt nie przewidział takiego obrotu spraw. Po wykonaniu ostatnich usprawnień opuścił bazę i zamknął na kilka spustów. Co było dalej? Śmierć też go dopadła, ale w jakich okolicznościach, to tego nie wie nikt. Usłyszawszy straszny krzyk, nasz blondasek wybudził się z letargu. Był w pomieszczeniu pokrytym bielą. Wygląda na to, że złe wspomnienia wracają, ale nie można tego przecież tak nazwać, nie jest on pewien swych myśli, chwycił się za głowę i uderzył drugą dłonią w podłoże. Jakoś tę frustrację chciał wyładować, ale nie miał na kim, pomimo że sam tutaj nie jest. Nie chciał odwracać uwagi towarzyszy od ich własnych treningów. Niech skupią się na nim, bo z pewnością się przyda, kiedy wyjdą z tego miejsca. To samo tyczy się Ranzoku, ale on ma inne pobudki, które kierują jego działania. W każdym razie, chłopak powstał na moment, otrzepał się z kurzu i planował dalszy trening. Utworzył wokół siebie aurę kumulując w dłoni energię, która uformował w szalejąca sferę, by następnie wypuścić ją z ręki ku górze. Złota poświata pomknęła w wyznaczonym kierunku, a gdy to nastąpiło Ranzoku urwał się i powędrował w tą sama stronę co wiązka energii, chcąc ją wyprzedzić. Gdy znalazł się ponad nią, chłopak odbił pociski i zmienił trajektorię lotu w lewą stronę, dokładając więcej energii w samą technikę. Powtórzył to ćwiczenia i przeleciał tuż nad strzałem, aby odbić ją ku podłożu, gdzie chłopak stanął, używając swojej własnej techniki do zminimalizowania otrzymanych obrażeń. Przyjął pozycję obronną i czekał aż złota wiązka energii, zderzy się z Jego ciałem. Ten sposób ćwiczeń wygląda jakby nasz bohater był masochistą. Nic bardziej mylnego! Ranzoku chce hartować swoje ciało na inne okoliczności z tym związane. Nie należy on do najszybszych, więc stara się nadrabiać wszystko wytrzymałością. Jest on zdania, że warto ulepszać swoje mocne strony, by móc używać tych słabszych tylko w nagłych przypadkach. Wytworzona wiązka energii dosięgła chłopak, a ten nie otrzymał zbyt dużych obrażeń, a to znak, że wszystko obraca się w dobrym kierunku. Postura blondyna została ukryta w dymie powstałym po zderzeniu się z Foton Flaszem. Nagle wyleciał w powietrze i zawisł w lekko ponad sześć metrów nad ziemią. Kierując dłonie w dół, wystrzelił w placów kilka promieni, które mknęły ku podłożu, gdy to nastąpiło chłopak natychmiastowo wylądował i starał się unikać wytworzonych wiązek świetlnych przy użyciu Flash Bomber, żwawymi ruchami, niektóre z nich musiał strącił dłonią, bo nie szło to tak łatwo jak zakładał, to najlepszy dowód na to, że przyjmowanie na siebie ciosów to najlepsze co musi robić. Co nie jest aż tak wyczerpujące jak dobry refleks. Po prostu bierzesz na klatę co tylko się da, wraz z nadzieją, że nie odczujesz otrzymanych obrażeń. Ćwiczenie to powtórzył kilkukrotnie aż do momentu, w którym zdoła uniknąć wszystkich pocisków, zdając sobie sprawę, że element ten jest wart wytrenowania. Chociaż trudno przewiedzieć na jakich wrogów się natrafi i czy Ranzoku jest na odpowiednim poziomie, by stawić im czoła. Cały plan do ćwiczeń zapoczątkowały przykre wspomnienia, przy których obwinia się, że mógł jakoś ominąć całą tą tragedię. Trzecia próba zakończyła się pomyślnie, toteż chłopak przeszedł do dalszej części treningu. Chłopak dumny niczym paw zaczął robić proste kopnięcia przy użyciu pełnej mocy, co prawda nie jest to typ przeciwnika, który oddaje, ale jednak nie o to w tym chodzi. Jest to wprowadzenie do dalszej części treningu, gdzie chłopak zamierza przekonać się czy jest w stanie wykonać kopnięcie, które zostanie wyprowadzane do odbicia pocisków. Tak więc wypuścił w powietrze serię Power Blitz i podążając ich śladem, Ranzoku zamierza wykopać je. Ma to na celu, żeby przekonać się czy Jego nogi są tak samo wyćwiczone jak dłonie, aby nie wyszło, że Ranzoku zapomniał o dniu nóg. Po całej tej akcji, z góry wyrzucił kolejne pociski oraz lądując na ziemi, starał się wykorzystać samą aurę to powstrzymania ataku. Jedno z nich uderzyło młodziaka w twarz zostawiając po tym ślad w postaci zadrapania. Jego obrona nie jest idealna jak widać, jest to również warte uwagi i możliwe wykorzystanie w dalszych etapach treningu. Przetarł ranę swoją dłonią i kontynuował dalsze działania. Tym razem postanowił trochę zwolnić i zająć się czymś stricte łatwiejszym. Chociaż jest to określenie mocno ociekające eufemizmem, bo treningi rzekomo łatwe nadal wymagają dozy samozaparcia i determinacji oraz energii. Na zakończenie tego pościwa, chłopak wykona kilkaset powtórzeń pompek na rękach z nogami uniesionymi do góry. Nie chciał pokazywać całego wachlarzu technik przy świadkach, którzy mogą wykorzystać słabości z tym związane. Ale nie muszą wiedzieć, iż właśnie pokazał połowę swych morderczych technik, lecz to tam szczegół. Gdy wykonał ostatnie zamierzone ćwiczenie, wylądował na pupce i wziął głęboki oddech, by za niedługo przejść do kolejnych treningów.

Trening 3/8
Ranzoku
Ranzoku
Liczba postów : 177

Komnata Ducha i Czasu - Page 2 Empty Re: Komnata Ducha i Czasu

on Pią Maj 17, 2019 1:52 am
Chłopak oddał się medytacji zaraz po tym, jak wypoczął po poprzednim karkołomnym ćwiczeniu, tym razem jednak postanowił poświęcić się swojej wyobraźni, co miało być czymś luźniejszym niż dotychczas, ale być może przyniesie korzystne efekty. Nie zmienia to jednak faktu, iż 'luźniejsze' jest tylko pojęciem względnym. Chłopaka ścigają złe wspomnienia, w których większość ludzi umiera z ręki jednej bandy pod kuratelą Kurojina. Jest to o tyle przykre, że mogłoby do tego nie dojść jakby Ranzoku tam nie wylądował. Oczywiście, jedyne źródło informacji to ten pamiętnik, w którym był opisany przebieg zdarzeń, więc to może być równie dobrze nieprawdą. Nagle przeszedł do rozważań, lecz w tym miejscu nie jest to potrzebne, więc wypadałoby zacząć kolejny etap. Zanim Ranzoku przeszedł do meritum sprawy, strzelił coś na rozruszanie, w tym przypadku były to brzuszki, co najmniej sto powtórzeń wykonał i rozpoczął główną część ćwiczeń. Z pozycji leżącej przeszedł do siedzącej, układając nogi po turecku i łącząc oba palce wskazujące ze sobą. Przymknął oczy i zaczął sięgać daleko pamięcią do poprzednich wrogów, z jakimi miał styczność. Cała przygoda naszego kochanego blondyna, o której pamięta, zaczęła się po tym jak opuścił specjalną komorę, gdzie znajdował się bliżej nieokreślony czas. Na przeciwko chłopaka stało trzech szabrowników, którzy byli wyraźnie zaskoczeni tym co oni sami zobaczyli. młody chłopak, który nie wyglądał na jakiegoś wojownika. Przypominał on bardziej młodzieńca, który nie potrafi się bronić, więc spodziewali się szybkiego załatwienia sprawy, po wystrzeleniu pocisku, ten nie zrobił wrażenia na chłopaku, po prostu odbił się od ciała Złotookiego. Byli mocno w szoku, ale nie można ich za to winić, pewnie nie mieli jeszcze styczności z osobami, które mogą jednym ruchem dłoni spowodować wybuch całej planety. Ot co. Młodzieniec szybko z nimi się rozprawił i zaczął przygodę na tej planecie. Spodziewał się łatwej drogi po zemstę, ale okazuje się, iż większym problemem jest odnalezienie winowajcy, który musi odpowiedzieć przed naszym bohaterem za swoją zbrodnię. Pewnie nie była to jedyna na jego koncie, więc może pomścić jeszcze więcej istnień niż początkowo zakładał. Jeszcze się o tym przekonamy. Kiedyś. Po drodze wykonywał różnorakie treningi, takie które tutaj wykonał, tylko teraz ma on ograniczony czas i musi go jak najlepiej spożytkować, bowiem ten czas nie ubłagalnie płynie, a sam nie jest do końca pewien ile jeszcze mogą tu siedzieć. Spotkał kilku żołnierzy Czerwonej Wstęgi, zmusił ich do wyjawienia imienia tego zbrodniarza, było to niedługo po pierwszym treningu. Spotkał wrogo nastawionych ludzi, którzy chcieli skrzywdzić biedne dziewczę. Rozprawił się z nimi i tutaj zaczęła się główna przygoda. Chłopak w komnacie zmrużył brwi i wyczekiwał dnia, w którym nadejdzie zemsta. W głowie tworzył wizję, jak wyglądałaby batalia. Spotkał jegomościa, do końca nie znał jego wyglądu, więc wytworzył tyle ile mógł z danych zebranych przez androida. Jeden na jednego, on stoi pośród zwłok swoich żołnierzy. Ranzoku ruszył pierwszy i wykonał potężne uderzenie pięścią, sprawiając, że ten ląduje kilka metrów w tył. Na razie nie chciał go zabić, ale sprawić, żeby trochę pocierpiał. Złowieszczy uśmiech pojawił się na twarzy androida. Nie zamierzał poprzestać i z wyskoku wylądował na jego klatce piersiowej ugięta nogą. Najgorszy możliwy instynkt obudził się wewnątrz chłopaka i zaczął wymierzać sam sprawiedliwość jak to miał za zadanie. Kilkanaście ciosów sierpowymi na leżącym już mężczyźnie nie jest w stanie wystarczająco zaspokoić żądzy zemsty. Podniósł się i chwycił delikwenta za fraki i rzucił nim jak szmacianą lalką. Podszedł wtem do oponenta z grymasem na twarzy, przeciwnik wiedział, że tego nie przeżyje. Próbował się przeciwstawić, ale złość chłopaka nie znała granic i nie zazna spokoju dopóki nie urządzi tutaj krwawej masakry. Wstał z trudem z ziemi wyprowadzając prawy prosty, lecz chłopak przechwycił ten łatwy cios i złamał mu rękę, ten zawył z bólu i trzymał ją drugą dłonią, myśląc, że ukoi to Jego ból, lecz to niestety tak nie działa. Niestety, ale tylko tylko dla Niego, bowiem Ranzoku już nie chciał poprzestać na tym. Kopnął go w wątrobę i oponent upadł. Chłopak uniósł się w powietrze i z impetem uderzył nogą w jego kolano - To za te biedne dzieci. - Rzekł, nie oczekując odpowiedzi. następnie przeszedł do dalszego działania. Nawet nie sprawdzał czy żyje, po prostu dalej uderzał. - To za wszystkie zgwałcone kobiety. - Wycelował kilkoma pociskami Accel Shot wprost na jego klatkę piersiową, dymiło się aż miło. Ostatecznie chwycił jegomościa za szyję celując otwartą dłonią w jego szpetną mordę - A to... - Na chwilę przerwał, do momentu kiedy przy jego oczach ukazała się złota skumulowana energia - To za osobę, która ucierpiała najbardziej. - Przez jego głowę przeleciała potężna wiązka światła, która już była totalną dekapitacją, o której lepiej nie wspominać przy dzieciach. Wszystko działo się powoli, rozkoszując się każdą minutą tego jednostronnego pojedynku. Wszystko potoczyło się tak, jak chłopak sobie zaplanował. Teraz pytanie było, kiedy będzie mógł ulżyć swej zemście? Z pewnością długa droga, choć pytając odpowiednich ludzi, można sporo się dowiedzieć. Chłopak dalej siedział w swojej głowie i próbował wytworzyć miłe wspomnienia, jakie mogłyby najlepiej obrazować tę radość, której nie doświadczył. W końcu nie jest w stanie sobie tego od tak przypomnieć, bo nie zna dokładnych twarzy. Natenczas próbuje nowej metody treningu, której jeszcze nie używał, w dalszym ciągu będąc w pozie medytacji, z nadzieją, że wszystko pójdzie tak jak miałoby to rację bytu.

Trening 4/8
Ranzoku
Ranzoku
Liczba postów : 177

Komnata Ducha i Czasu - Page 2 Empty Re: Komnata Ducha i Czasu

on Pią Maj 17, 2019 1:59 am
Siedząc w swojej wyimaginowanej rzeczywistości, znalazł się w górach, gdzie bez ustanku padał śnieg. Klimat był mocno wymagający dla nieprzygotowanych wędrowców. Niektórzy szukają tutaj przygód, inni próbują pobić jakieś rekordy, by znaleźć się na ustach wszystkich osób oraz zapisując się na kartach historii. Sława zawsze była dziwnym zjawiskiem, w którym takie osoby liczą na dodatkowy przypływ gotówki bądź spotykanie się ze innymi gwiazdami żyjącymi na tym świecie o podobnym stopniu w 'hierarchii'. Tylko po co? Dla ludzi skromnych nie jest potrzebny rozgłos, chcą żyć, by normalnie egzystować na tej planecie. Pieniądze szczęścia nie dają, a niektórym robi tylko wodę z mózgu. Ranzoku osobiście nie znał się na tym i raczej nie widzi sensu w tej sławie. Abstrahując już od tego, powinniśmy się skupić na głównej treści. Tak więc, w każdym razie stanął pośrodku obszaru, gdzie widział tylko śnieg opadający na ziemię i wiatr, który mocno wieje, jak to zazwyczaj w górach. Mocna kombinacja, z którą niewielu mogłoby sobie poradzić. Android chciał jednak sprostać wyzwaniu, była to przecież część jego treningu. Musi hartować ciało na niesprzyjające warunki. Jako pierwszy cel obrał zwykłą przechadzkę w wyznaczonym przez siebie kierunku, droga ta prowadzić miała to większej wysokości. Szedł pod wiatr, płatki śniegu wpadały mu do oczu i osiadał na ciele chłopaka. Nie próbował zakrywać twarzy, miało to być wyzwanie, więc takie ono będzie. Idąc przed siebie zostawiał ślady swoich butów na podłożu, które znikały z czasem. Chłopak mocno się wczuwa w tą sytuację, więc odruchowo w świecie rzeczywistym złożył razem ramiona, co miało przypominać jakie zimno przeszywa ciało androida, nie trząsł się, jest to na razie wprowadzenie, w którym oswaja się w wyobraźni. Czując już, że przyzwyczaił się do tego klimatu, ruszał dalej przed siebie pokonując kolejne kilometry. Wszystko działo się bez górnej części ubioru. Bo w kompletnym ubiorze nie byłoby żadnej frajdy, ani jakiekolwiek progresu. Postanowił odrzucić na bok, wspomaganie się przy pomocy technik, tylko On i ten mroźny klimat. W końcu znalazł się u podnóża gór, chwilę odetchnął i kontynuował tournée w tej jakże barwnej miejscówce. Zaczął się więc wspinać wzdłuż ściany przy użyciu swoich dłoni, wiatr zawiewał niemiłosiernie, lecz to także część treningu. Chłopak rozglądał się za jakimiś wystającymi fragmentami, które pomogłyby mu w tej podróży na sam szczyt. Wszystko robił instynktownie, więc doskonale to nie wyglądało. Jeden z wystających gzymsów odpadł, dzięki czemu chłopak upadł na ziemię plecami skierowanymi ku podłożu. Nie zamierzał się poddawać ani szukać łatwiejszych sposobów na dotarcie tam. Kontynuował w miejscu gdzie rozpoczął wspinaczkę. Wiedział na co się pisze i pomimo że całą akcja nie dzieje się naprawdę, mocno można było wyczuć jego determinację i sam sposób w jaki przeprowadza ten trening. Powietrze było coraz bardziej gęste, coraz trudniej było łapać oddech, to na pewno zaowocuje dobre wyniki. Jeżeli udało mu się wspiąć tak wysoko to dalej też się da. Towarzysze patrzący na to się dzieje u Ranzoku, mogliby zauważyć, że trudniej mu się oddycha, pot spływał po nim jak to ma w zwyczaju podczas wzmożonego wysilku. Kilkukrotnie zdarzyło mu się, że wisiał tylko przy pomocy jednej ręki, bo druga źle wyliczyła odległość od gzymsu. Tylko chęć wdrapania się na szczyt była silniejsza od aktualnej kondycji, całą determinację przelał na całe to ćwiczenie. W końcu znalazł się na górze, gdzie ujrzał rozpadające się kry gdzieś nieopodal. Potem gdy jego stopy dotknęły w miarę prostego podłoża, android oparł się rękoma o kolana, próbując uspokoić oddech i wypocząć, chociaż na moment. Do głowy chłopaka wpadła myśl, aby się wykąpać w tej zimnej wodzie. Nie jest to rozsądne dla zwykłych osób, ale dla androida i to tego, który wiele czasu poświęcił się na samodoskonalenie, jak najbardziej jest. Ogólnie powątpiewa, że to świetny sposób, ale czego się nie robi dla czystej mocy, oczywiście w najbardziej humanitarny sposób, żeby nie było domysłów, iż chłopak byłby w stanie zabić niewinnego człowieka. Nie zważając na konsekwencje rozebrał się do bokserek i spokojnie przemierzał płytką wodę, która stawała się coraz głębsza. Nie było to łatwe, więc pierwsze podejście okazało się fiaskiem i szybko zawrócił na pięcie, ale wiedział, iż powinno to być to wykonane nie zważywszy na to czym może poskutkować ta akcja. Przy drugim podejściu już zdołał powędrować nieco dalej, w głąb jeziora. Nagle usłyszał ryk w oddali, a po chwili ujrzał posturę jakiegoś stworzenia, któremu nie podoba się widocznie, że ktoś korzysta z jego zbiornika wodnego. Dwumetrowy Niedźwiedź przywitał go zadrapaniem. Prawdziwe ciało również poczuło jak ktoś go uderzył i odruchowo poruszył głową w tym samym kierunku, jaki był pokazany w jego wyobraźni. Ranzoku nie będąc dłużnym, odpłacił pięknym za nadobne porządnym ciosem w tors zwierzęcia, już kiedyś miał styczność w świecie rzeczywistym z czarną bestią, która mocno zalazła mu za skórę. Przyjął pozycję obronną i czekał na kolejny wyprowadzony cios w jego kierunku. Zdołał ten atak zablokować z trudem, co świadczyło o potędze tego misia polarnego. Wszystko działo się w stylu bokserskim, niektóre ciosy unikał, a inne blokował. Wyczekiwał na dogodny moment, kiedy przeciwnik się odsłoni i będzie mógł kontratakować. Nastąpiła ta chwila, w której ujrzał lukę w obronie i nie czekając dłużej, zaatakował z pełna mocą. Miś padł, a chłopak mógł celebrować zwycięstwo, ale tego nie zrobił. To nie dzieje się naprawdę, ale faktycznie dawało to pewną satysfakcję. Po przepłynięciu kilkuset metrów, odnalazł wodospad. Chłopak usiadł tuż pod nim, a zimna woda oczyszczała jego ciało, nie czuł już tego zimna, oswoił się z panującą temperaturą. Usiadł po turecku i zaczął medytować, wokół ciała pojawiła się fioletowa aura, zamknął swe oczęta i oczyścił umysł. Tym samym powrócił do rzeczywistości, będąc w tej samej pozycji co w wyobraźni, również będąc otoczonym poświatą. To znak, że na powrót, znalazł się w komnacie, gdzie odbębnił już tych kilka treningów.

Trening 5/8
Ranzoku
Ranzoku
Liczba postów : 177

Komnata Ducha i Czasu - Page 2 Empty Re: Komnata Ducha i Czasu

on Pią Maj 17, 2019 2:59 pm
Pozostało przejść do dalszego rozwoju, bo wie, że jeszcze pozostało im trochę czasu, co wypadałoby wykorzystać odpowiednio. Z pozycji siedzącej przeniósł się na stojącą i zaczął podstawowe ćwiczenia na rozgrzewkę, żeby wkrótce zająć się jakimś pożytecznym treningiem, który jednak wniósłby trochę do tego posta. Po krótkiej konsternacji postanowił przejść do swych ćwiczeń, więc rozpoczął od biegu wokół głównego i chyba jedynego pomieszczenia w tej komnacie. Stopniowo przyspieszał nabierając rozpędu i nagle wyrzucił z dłoni Photon Flasha, odczekał chwilę i zaczął lecieć przy pełnej aurze w pogoni za pociskiem, ścigając się z nim. Gdy tylko znalazł się na drodze tego promienia, próbował go pochwycić i wyrzucić w powietrze, by samemu potem wzbić się w przestworza i sparować tę techniką, tą samą o przybliżonej mocy, tworząc wówczas kłąb dymu unoszącego się w miejscu spotkanie obu promieni. Po chwili postanowił wylądować na ziemi, by móc dalej bawić się w wojownika. Postanowił popracować nad percepcją, wiec ponownie przy użyciu techniki latania uniósł się w powietrzu i wyrzucił cztery pociski Power Blitz, nie zwlekając zbyt długo, szybko stanął na drodze tej techniki i starał się ich uniknąć przy zamkniętych oczach, zostawiając sprawę swoim pozostałym zmysłom. Pierwsza próba nie okazała się zbyt korzystna dla młodziaka, więc każdy z pocisków trafił jego ciało, zostawiając po sobie jakieś tam ślady zadrapań. Spodziewał się, że tego typu trening będzie bardziej wymagający od zwykłego unikania pocisków, wodząc oczyma za nimi. Postanowił powtórzyć zagranie, oczywiście zmieniając tor lotu, tym razem trzy pociski zostały uniknięte, zaś jeden ostatni trafił tors. Nie chciał polegać na pamięci, więc całkowicie poświęcił się słuchowi i wykonał kolejną próbę, powędrował ku ziemi i czekał na odpowiedni moment na unik. Spokojnie wsłuchiwał się w otoczenie, nikt mu nie przeszkadzał, jeden pocisk świsnął mu koło ucha, wykonał odpowiedni odruch, następny znalazł się na głową blondyna, więc po prostu pochylił się lekko. Przed swoimi plecami usłyszał jak szybuje w tym kierunku jedna z tych różowych kulek, robiąc krok w bok, by ów pocisk zderzył się z podłożem. Ostatni był skierowany gdzieś na wysokość nóg, więc żwawo wyskoczył w górę, unikając w ten sposób wszystkich wystrzelonych wiązek energii. Z perspektywy trzeciej osoby, wyraźnie widać, że chłopak powinien wszystkie pociski uniknąć, gdyż przecież wyrzucił je w odpowiadającym kierunku, co można było przewidzieć poprzez ich tor lotu. Chłopak nie myślał, nie wykorzystywał w tym przypadku swojej pamięci, tylko słuch, każda technika ma swój własny odgłos czy to lotu, czy to momentu zderzenia, niekiedy jest to zwykły świst, który można usłyszeć tylko z bliższej odległości, czasem zaś, dźwięk jest tak wyraźny, że słychać go już z daleka. Do tego dążył chłopak, nie jest w stanie przewidzieć jaką mocą ktoś dysponuje, więc branie wszystkiego na klatę może być tragiczne w skutkach. Ranzoku nie jest tutaj ze względu na wiedzę o fizyce czy innej tematyce, która się tym zajmuje, tylko po to, by móc sprostać wyzwaniom spod kategorii walk i totalnej rozwałki. Dalsza część treningu sprowadzała się do ćwiczeń mięśni, więc postanowił na chwilę poprzestać latania i rzucił się na glebę, żeby wykonać kilkadziesiąt pompek na jednym palcu, z tym że, co dziesięć powtórzeń przerzucał się na drugą rękę, chowając poprzednią za plecy. Kiedy to wyliczył sto pięćdziesiąt pompek, ponownie wstał na nogi i przeszedł do innej części treningu. Blondyn skierował kilka pocisków przy pomocy Accel Shot ku górze, po czym próbował każdy z nich strącić przy pomocy Kiai, co wymagało nie lada precyzji i pewnie mnóstwo skupienia, ale skoro już zaczął to nie mógł przewidzieć tego, że większość z nich jednak nie dosięgła celu. Postanowił wówczas pójść za ciosem i równolegle z wypuszczonymi pociskami leciał w tym samym kierunku, gdzie mógł lepiej wykorzystać Kiai do wybicia ich z toru lotu. Przez to, że był bliżej tych strzałów i łatwiej było je strącić. Na tym polega domena tej prostej techniki, ale jakże przydatnej. Chłopak ładując na ziemi, wyskoczył w powietrze kręcąc się dookoła własnej osi i wyrzucając z dłoni purpurowe pociski zmierzające ku dołowi, całą te sekwencję powtórzył celując w te same miejsce, gdzie poprzednie wiązki zostawiły po sobie ślad, który nie był zbyt widoczny, co dodatkowo utrudniało zadanie. Postanowił trzykrotnie trafić w te miejsca, co również miało jakiś tam wpływ na ogólną celność. Po całej akcji, nasz blondasek wylądował na ziemi, by oddać się ponownie medytacji, by w pełni ukazać wkład jaki dał w swój rozwój.

Trening 6/8
Ranzoku
Ranzoku
Liczba postów : 177

Komnata Ducha i Czasu - Page 2 Empty Re: Komnata Ducha i Czasu

on Pią Maj 17, 2019 3:17 pm
Lewitując nieco nad ziemią, chłopak otulił się płaszczem wytworzonym ze swej energii Ki. I tu nie chodzi o ten sam odzień, w którym na co dzień wędruje. Musiał sobie wyobrazić jak ciężko trenuje. Trening walki, trening przetrwania w trudnych warunkach, to pora na trening siłowy. Tutaj nie miał do dyspozycji wyposażenia jak w normalnej sali treningowej, polegali wyłącznie na swojej wyobraźni i pomysłach. W tym przypadku chłopak znajdował się na skalistym terenie, gdzie było mnóstwo ciężkich głazów i ich odłamów. Nie zwlekając dłużej, zapoznał się z otoczeniem i przystąpił do ćwiczeń. Przy pomocy sznura, który całkiem przypadkiem znalazł się tuż przy pobliskiej górze, postanowił przywiązać głaz do siebie i zacząć wędrówkę, dodatkowo biorąc na ręce inny głaz, lecz ciut lżejszy. Przywiązując duży kamyk do torsu, ciągnął go przez kawał drogi, jednocześnie starając się nie opuścić tego, który znajduje się nad jego głową. Początki były trudne, ale zazwyczaj tak bywa. Wraz z upływem czasu przezwyciężał opór swoją siła. Przechodząc co najmniej jeden kilometr od miejsca startowego. Znalazł się w końcu na 'mecie' więc podrzucił głaz ku górze, który trzymał na ramionach i rozbił go porządnym ciosem, zostawiając tylko po nim, kupę pomniejszych kamyczków. Dalej postanowił przenosić minerał, który został do niego przypieczętowany przy pomocy nad wyraz wytrzymałego sznura. Podążając przed siebie, ujrzał górę sporej wielkości, w której były wyżłobione schody, dzięki czemu mógł ciągnąć kamyk dalej przed siebie, tym razem pod górkę. Po przebyciu kilkunastu metrów, postanowił utrudnić sobie zadanie, wiec ugiął kolana i ręce położył na nich, by przejść w ten sposób każdy kolejny stopień po tej górce. Nie zbaczał z trasy i nawet nie przecierał potu, który ociekał po bladej skórze chłopaka. Trasa wydawała się nigdy nie kończyć, co zaczęło irytować chłopaka, bo momentami czuł się zrezygnowany, ale dalej podążał przed siebie. W końcu znalazł się na płaskim terenie, gdzie były porozrzucane kamyki o średnicy dwóch metrów. Chwilowo odpiął się od tego wielkiego głazu jaki tu wciągnął i rozejrzał się dookoła, Wbił pięści w skalne odłamki tak, aby po podnoszeniu dłoni ten kamień podniósł się wraz z ręką. Korzystał z nich jak z hantli i zaczął podnosić je najszybciej jak potrafi, utrzymując zasadę 'wdech i wydech', z pozycji leżącej do uniesionej. Były to te najprostsze wymachy. Uginał staw łokciowy z każda wykonaną próbą, następnie podzielił to jeszcze na dodatkowy jeden segment, gdzie unosił wysoko do góry swą rękę i prowizoryczny ciężar. Następnie zaczął wymachy na boki na przemian, tak żeby obie dłonie nie miały ze sobą styczności. Kilkaset powtórzeń powinno załatwić sprawę. Gdy to nastąpiło chłopak rozbił w drobny mak te atrapy hantli. Wziąwszy na swoje barki duży głaz, zaczął wykonywać przysiady. Starając się ograniczyć przerwy do minimum. Po godzinnej przeprawie przez to ćwiczenie postanowił pospacerować po terenie nisko uginając nogi wraz z wyznaczonym środkiem ciężkości, by rezultaty były jak najbardziej widoczne. Po kilku okrążeniach, chłopak padł na glebę i zaczął pompować z ciężarem na plecach przy użyciu jednej dłoni, na każdą z nich przypadło sto powtórzeń. Tymczasem w komnacie, aura chłopaka wyraźnie wzrosła, co miało odwzorowanie w wyimaginowanej rzeczywistości, znaczyło to tyle, że blondyn się rozwija. Następnie podrzucił głaz niezbyt wysoko i stanął na rękach, zarazem chwytając kamyczek obiema nogami oraz pompując właśnie w ten sposób. Musiał jednocześnie wykonywać ćwiczenie i starać się, by głaz nie spadł gdzieś na bok czy też na głowę. Równowaga też jest istotna. Po tym karkołomnym ćwiczeniu, chłopak odłożył głaz gdzieś na bok. Po krótkiej przerwie, zaczął dalej tworzyć stalowe mięśnie. Na każda z kończyn, przypadł jeden głaz, które zostały dobrze przywiązanie zarówno do nóg, jaki i rąk. W tym ćwiczeniu, Ranzoku unosi się w powietrzu i przy takim obciążeniu, zaczął wykonywać szybkie ciosy, co pewnie będzie miało odzwierciedlenie przy ogólnej szybkości chłopaka. Kopnięcia, sierpowe, proste i ogólne wymachy, które poprawi prędkość ciosów androida. Tym ciosom towarzyszy okrzyk młodości i zapału. Po tym fragmencie treningu, chłopak instynktownie wylądował na ziemi, używając samej energii, rozkruszył prowizoryczne ciężarki. Chłopak przywędrował do krańca góry, przywiązując nogi do głazu i rzucając się w przepaść plecami do ściany. Nim to jednak nastąpiło, wziął w swoje dłonie inny kamyk i trzymając go na wysokości klatki piersiowej, już po wykonanym skoku, zaczął wykonywać brzuszki, gdzie głowę miał skierowaną do dołu. Cały czas utrzymując ciężar na wyznaczonej wysokości. Widok z góry przypominał mu widok z wieży Karina, gdzie zażył cudowną wodę. Nie wiedział jednak, co go czeka po wyjściu z tej komnaty. Wykonując dwieście powtórzeń, chłopak rzucił kamyk trzymany w rękach i wrócił na szczyt góry. Spojrzał na swoje zarobione dłonie i potem w górę, obserwując jak wolno chmury płyną. Wziął głęboki wdech i natychmiastowo uwolnił całą swoją energię z ciała, w czasie rzeczywistym, aura młodzieńca przybrała kolosalny rozmiar. Pojedyncze kafelki zaczęły pękać pod naporem presji Ranzoku. Android na zwieńczenie swojego treningu wylądował tuż pod górą, odskoczył kilka metrów do tyłu i zaczął kumulować energię w dłoni, która przybrała złotą barwę. Chciał użyć swojej pełnej mocy w tym momencie oraz na to się zapowiadało, bowiem podczas przygotowania tej techniki nasz bohater zaczął krzyczeć wniebogłosy wyraźne 'aaa...' Gdy moc przybrała pełną siłe z dłoni została wypuszczona wiązka światła, która doszczętnie zniszczyła cała górę. Mógł sobie na to pozwolić, w końcu nie niszczy krajobrazu prawdziwego świata. Budząc się z letargu, ujrzał jak podłożę pod nim zostało lekko przemodelowane pod naporem energii chłopaka. Pozytywnie wpływa to na naszego chłopaka, który lekko uśmiechnął się, będąc zadowolony z efektów i nakładu pracy jaki w to włożył.

Trening 7/8
Ranzoku
Ranzoku
Liczba postów : 177

Komnata Ducha i Czasu - Page 2 Empty Re: Komnata Ducha i Czasu

on Pią Maj 17, 2019 4:55 pm
Mało czasu pozostało w tym wspaniałym miejscu, więc ten trening zakończy wszystko i okaże się, czy czas tutaj poświęcony będzie skuteczny w świecie zewnętrznym, czy może wręcz przeciwnie. Postanowił zwieńczyć całą przygodę tutaj w swoim stylu. Skupił całą swą moc w ciele, przymykając oczy i stając do pozycji bitewnej. Wyobraził sobie, że stoi naprzeciwko grupie bez twarzowych postaci. Jest przez nich otoczony. Komnata oczyma duszy przybrała kształt areny. Wszelkie akcje jakie wykonuje w swej wyobraźni, rzutują na obraz w samej komnacie. Pośród tłumów wrogów, którzy raczej nie mają dobrych zamiarów wyróżniał się jeden, który znacząco przewyższał swoich giermków, swą posturą budził respekt. Kiedy ten był zapatrzony w tę konkretną osobę, nagle z tłumu wylazł jeden z przygotowanym prawym sierpowym. Chłopak instynktownie odskoczył w tył z zamiarem uniknięcia nadchodzącego ataku. Słyszał kroki, więc mógł zareagować odpowiednio. Android, po krótkiej chwili podbiegł do ciemnego typa i uderzył go kopnięciem z wyskoku przy pomocy swojego kolanka znokautował jednego z nich, ale nadal stała przed nim rzesza fanów, tudzież fanatyków. Postanowił wówczas obrać za cel tego wyrośniętego gostka, lecz w ślad za nim ruszyły kolejne widma, których twarze były zakryte. W powietrzu doszło do starcia, gdzie musiał jednocześnie unikać lub blokować ataków, by jeszcze w międzyczasie zbić napierających przeciwników. Pierwszego chwycił za ramie i przerzucił, gdy ten szykował się do uderzenia prawym prostym, rzucił nim celując w innego losowego oponenta, który był jakby jego odbiciem lustrzanym. W końcu wyglądali identycznie. Jednakowoż, oni powstali normalnie, jak gdyby nigdy nic. Nagle usłyszał znajomy świst, którym była wystrzelona tajemnicza wiązka światła, mocno przypominającą tą od Ranzoku. Wystarczająco szybko zareagował na ten atak i uniknął go. Szybko ruszył w kierunku osób, które posłużyły się techniką androida,wbijając ich puste twarze w ziemię, prowadząc je do tego, że się rozpłynęły w powietrzu. Jednak to wciąż nie wszyscy, Naszego bohatera oblega jeszcze więcej tych stworzeń. W kierunku ich wystrzelił Photon Flasha, lecz jeden z nich wykorzystał technikę o podobnej mocy, by zniwelować jego destrukcyjną moc. Gdy ten patrzał z niedowierzaniem, nagle wyskoczyło na niego czterech oponentów. Ranzoku przyjął gardę i starał się zminimalizować obrażenia jakie by mu zadały, posługując się jeszcze swoją własną techniką, by ostatecznie przerodziła się w wybuch, dzięki czemu za jednym zamachem pozbył się kilku takich napastników. Unosząc się w powietrzu zdołał lepiej przyjrzeć się temu większemu oponentowi. Posiadał czarny kuc i jest broniony przez kilkunastu bliźniaczych wojowników. Scenariusz wygląda znajomo, ale czy to nie jest po prostu ułuda? Ranzoku długo się nie napatrzał, bowiem w Jego kierunku powędrowało mnóstwo pomniejszych pocisków, kilka z nich odbił swoja dłonią celując w osoby, które właśnie przymierzają się do ataku z dołu. Pozostałe pociski starał się po prostu unikać, jednocześnie przymierzając się do kontrataku lecąc w ich kierunku, nie poprzestali na tym i dalej zalewali androida kulami energii, nie chciał się już cofać i podążał przed siebie, a te pociski, które znajdowały się blisko chłopaka strącał przy pomocy swoich Kiai, jak czynił to podczas osobistego treningu. Powędrował ku górze i przygotował się do masowej anihilacji, ale nie był pewien, że to wystarczy, by ich sczyścić. Skierował swe paliczki ku dołowi i przy pomocy Flash Bomber eliminował pomniejsze jednostki, które nacierały na androida. Wszystko błyskało barwą złotą w akompaniamencie okrzyku bojowego. Niestety kilkoro z tych niedobitków zmieniło się w większe byty łącząc się w kilka większych stworzeń. Ranzoku uwolnił swoją aurę i wleciał w jednego z nich jak Tupolew z ziemię. U kolejnego dostrzegł lukę, które była dobrze schowana, lecz dzięki temu treningowi jak przeszedł, łatwiej dostrzec u wrogach słabe punkty. Potężny lewy prosty wylądował na krtani przeciwnika, sprawiając, że ten nie miał już jak odpowiedzieć i padając jak kłoda. Na drodze naszego blondasa stanęła pozostała dwójka zmutowanych stworzeń bez twarzy. Chłopak z impetem ruszył w ich stronę i tuż przed jednym z nich schylił wyprowadzając prawy podbródkowy. Podczas lotu, android podskoczył do niego i na jego wysokości pochwycił, lecąc wyżej przy pełnej aurze, by po kilku metrach skierować jego wprost na ziemię, tworząc wyrwę w ziemi, w komnacie jednak odskoczył w tym samym momencie, w którym zrobił to dzięki swej wyobraźni, nie niszcząc dalej pomieszczenia, gdzie spędził dłuższy czas. Znajdował się pośród ciał. Ostatnia przeszkoda na drodze do głównego przeciwnika postanowił pójść za ciosem i wykonać potężny atak dystansowy przy pomocy energii, przybierając barwę czerni. Chłopak przybrał postawę obronną chowając się za skrzyżowanymi rękoma na wysokości twarzy. Chciał przyjąć to na siebie, wspierając się dodatkowo technikami defensywnymi, co wystarczyło, by przetrwać ten atak. Gdy kurz opadł, android ruszył ze swoją techniką i dzięki Photon Flash oczyścił przejście do głównego przeciwnika. Stanął więc oko w oko, ze swoim Nemezis, który pochłonął wszystkie porozrzucane ciała dookoła. Ranzoku chcąc szybko to skończyć, ruszył przed siebie w kolankiem skierowanym na twarz, lecz ten z łatwością tego uniknął. Próbował go wykończyć technikami dystansowymi, lecz nie sięgały go, próbował go wykończyć nieprzerwana serią uderzeń, wszystko zablokował. Cały czas z uśmiechem na twarzy obserwował jak android wylewa siódme poty. Nagle ta postura zniknęła z widzenia. Chłopak rozglądając się dookoła nie zdołał dostrzec Jego ruchów. - Musisz się bardziej postarać, hahahaha! - I jak za machnięciem magiczną różdżką powrócił do rzeczywistości, zaczął się zastanawiać czy ta walka miała jakieś znaczenie. W tej wizji wykorzystał wszystko czego dotychczas się nauczył, lecz to było wciąż za mało. Chłopak ostatnim okrzykiem rozpaczy uwolnił rosnącą wówczas aurę, fragmenty podłoża podnosiły się wraz z energią. Wiedział, że to nie wystarczy, wiec nie czekając dłużej w kierunku wyjścia, wskoczył pod prysznic i opuści(ł) komnatę. Jednego ze swoich towarzyszy nie było na miejscu, więc zapewne skończył wcześniej. Chłopak był wykończony i głodny, skorzystał wtem z jednej fasolki, która dostał od Karina i zmierzał przed siebie z... miejmy nadzieję... owocnymi rezultatami treningu.

Trening 8/8

[zt]
Aymi
Aymi
Liczba postów : 855

Komnata Ducha i Czasu - Page 2 Empty Re: Komnata Ducha i Czasu

on Wto Maj 21, 2019 10:53 am
Nota MG

Ranzoku, Fabu, Blade River -> [z/t] - Szczyt Pałacu Wszechmogącego

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

Sponsored content

Komnata Ducha i Czasu - Page 2 Empty Re: Komnata Ducha i Czasu

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach