Polana

Strona 2 z 15 Previous  1, 2, 3 ... 8 ... 15  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Polana

Pisanie by Admin on Sob Lip 09, 2016 4:12 pm

First topic message reminder :

Polana na skraju lasu. Gdzieniegdzie porozrzucane są stare i pousychane pniaki drzew, potężne skały, które mogą robić za prowizoryczne krzesła oraz gęste krzaki, na których rośnie dzikie jedzenie.
avatar

Admin
No.1 Whis' Fanboy

Liczba postów : 306

http://dbanotheruniverse.forumpolish.com

Powrót do góry Go down


Re: Polana

Pisanie by Yaki Chou on Sob Wrz 24, 2016 6:51 pm

MG MODE





Pierwszy mężczyzna rzucający się na Haricotto z pałką, wyraźnie go niedocenił.. Atak bezpośredni był na tak łatwy do uniknięcia jak zrobienie prostego ukłonu. Potrzebował potem chwili na wytracenie pędu który wcześniej miał zamiar wyładować na tych idealnych ząbkach saiyanina. Niestety w przeciwieństwie do przewidywań bohatera tej sesji, jego kolega zaatakował ułamek sekundy po nieudanym natarciu z pałką jego współpracownika, nie pozwalając mu na stanięcie prosto i wykorzystując energię Haricotto, masą ciała popchnął go, aż oboje natrafili na drzewo, którego kory jako pierwsza mogła poczęstować twarz małpy. Po drodze udało mu się także wykręcić rękę, ale czarnowłosy mógł bez problemu domyślić się, iż albo sobie z niego żartował używając tak niskiego poziomu mocy, albo jest od niego słabszy. Bez problemu powinien się domyślić, że jest w stanie się wyrwać, jeżeli tylko spróbuje. Wzbudziło to pewność siebie w jego przeciwniku, który z najbardziej goblińskim uśmiechem na twarzy zwrócił się do swojego kolegi.
-Hehe, przynieś kajdanki! Wtedy tylko go zawiesić i będzie wspaniałym workiem treningowym... Jak poprzedni!
Jego towarzysz z kamienną twarzą, która miała tylko kryć frustrację spowodowaną nietrafieniem, sięgnął ku swojemu paskowi z którego odczepił parę kajdanek, czarnych niczym asfalt i bez pośpiechu zaczął zbliżać się ku wojownikowi. Pozostało mu tylko wybrać dobry moment na wyrwanie się i atak, albo zaczekanie, aż go zakują i pobiją do nieprzytomności, jeżeli go to kręci.
avatar

Yaki Chou

Liczba postów : 113

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Haricotto on Czw Wrz 29, 2016 8:35 pm

Wszystko szło pięknie i dokładnie... nie do końca po myśli Haricotto. Uderzył o drzewo, a jak wiadomo, drzewa bywają twarde. Chyba, że są spróchniałe, ale nawet wtedy zaboli, kiedy się w nie uderzy bezpośrednio. Prawda? Prawda!? W dodatku jego gładka jak pupka niemowlęcia twarz została obdarta przez nikczemną i szorstką korę! Biednemu to wiatr w plecy, piach w oczy i kora na twarz...
Saiyanin nie tak to widział. Myślał, że załatwi tych osiłków raz, dwa, po czym uratuje staruszkę, która była dla niego dobra. Nie znała go, a mimo to, okazała mu odrobinę serca.

Wykręcona ręka, która wcale tak mocno wykręcona nie została. Czyżby to był znak, że kosmita jest silniejszy od tubylców?
Kątem oka zobaczył, jak zbliża się w jego stronę żołnierz z metalowymi obręczami, które miały za zadanie skuć jego nadgarstki. Słyszał także słowa tego, który go trzymał. Nie dało się ich nie usłyszeć, duh, stali bardzo blisko siebie.
- Zawiesić? - zapytał, po czym korzystając z faktu, że ciągle jest trzymany za dłoń, oderwał swoje kończyny od powierzchni ziemi, zabierając ze sobą w górę tego, który wykręcał mu rękę. Druga jednak była wolna, więc wyciągnąwszy ją przed siebie i skierowawszy ją w stronę twarzy swojego prześladowcy, skumulował w niej energię KI. Nie zamierzał jej wystrzelić, ale miał nadzieję, że w ten sposób przestraszy osiłka, przez co ten puści jego rękę i poleci w dół.
Obije się tak czy siak, więc to bez znaczenia, czy Haricotto przyłożyły do tego rękę, czy też nie.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1040

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Yaki Chou on Pią Wrz 30, 2016 5:56 pm


MG MODE

Żołnierz już otwierał usta by zapewnić saiyanina o jego losie, lecz nagle zamiast kąśliwych słów, wydostał się z nich piskliwy krzyk. Ta zmiana nastąpiła gdy mundurowy wzleciał do góry wraz z Haricotto. Machając nogami jak opętany, mężczyzna wystękał:
-B-błagam ja... ja chcę na dół...NA DÓŁ!

Jego głos podskoczył o parę tonów do góry, mniej więcej na poziom pięcioletniej dziewczynki, zupełnie niepodobny do tego pewnego siebie sposobu mówienia wykorzystywanego przez niego wcześniej. Nie tylko na nim wywarło to spore wrażenie, jego kolega nagle stanął jak wryty, spoglądając w górę z niedowierzaniem. Mężczyzna zwisający z rękawa małpiego wojownika westchnął ze zdziwienia gdy Haricotto postawił mu rękę przed twarzą. Pewnie spodziewał się najgorszego (a zwłaszcza od kolesia który właśnie zaczął ignorować przyciąganie ziemskie), ale nie wiedział dokładnie czego. Przekonał się dopiero jak pojawiła się tuż przed jego twarzą świecąca kulka.
Zauważył ją także ten żołnierz który pozostał do ziemii. Rzucił pałkę na ziemię i wyciągnął jakiś czarny obiekt, nieco przypominający kształtem banana (chyba jakiś rodzaj Blastera) z różnymi rurkami wychodzącymi z końcówki rączki, a wchodzącymi z powrotem tuż przy lufie. Rzecz jasna wycelował w kosmitę. Po najbliższej okolicy rozległy się dwa odgłosy wiązek laserowych przeszywających powietrze. Pierwsza trafiła w plecy kompana strzelca, który po trafieniu aż puścił i zaczął spadać, obracając się w powietrzu. Haricotto nie miał takiego farta przy drugim, który trafił go bezpośrednio w klatkę piersiową.
W tym samym momencie pierwszy z nich uderzył o ziemię i zaczął się zwijać z bólu. Możliwe, że jeszcze wstanie, ale trochę mu to zajmie. Tymczasem drugi z nich już szykował się do następnej serii strzałów, zadowolony trafieniem.
avatar

Yaki Chou

Liczba postów : 113

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Haricotto on Nie Paź 02, 2016 8:20 pm

Część planu się udało, bo niechciany bagaż został zwolniony, ale tam gdzie zwycięstwo tam i niepowodzenie. Saiyanin dostał dziwnym laserem prosto w klatę. Ubranie, które dostał od przemiłej staruszki, zostało zniszczone, odkrywając klatkę piersiową wojownika. Skóra mu się nieco przypaliła, zostawiając po sobie ślad, że jednak coś go tam trafiło.
Tak czy inaczej, Saiyanin wciąż znajdował się w powietrzu i był względnie bezpieczny. Wystarczyło tylko unikać kolejnych strzałów z tego dziwacznego urządzenia.
Na twarzy fasolki pojawił się uśmiech, typowo wredny, dokładnie taki, jaki pojawia się podczas robienia rzeczy, która sprawia przyjemność. Mniej lub bardziej. Czarnowłosy wyciągnął przed siebie dłoń i raz jeszcze skumulował w niej energię, formując Ki Blasta. Plan był prosty. Wystrzelić wiązkę energii w stojącego napastnika, pozbyć się go, przy okazji odpłacając się za to chamskie zagranie. Uśmiech Saiyanina poszerzył się w momencie wystrzelenia energii i przeobrażał się w typowo szelmowski wyraz twarzy z sekundy na sekundę, podczas gdy energetyczna kula leciała ku celowi.
Z jednej strony nie chciał im zrobić krzywdy, ale sami się o to prosili. Bardzo adekwatne do sytuacji było powiedzenie "nie chcem, ale muszem". Wszystko to, by uratować biedną kobietę.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1040

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Yaki Chou on Pią Paź 07, 2016 3:53 pm

MG MODE

Na szczęści dla saiyanina żołnierz nie był zbyt dobrym strzelcem. Pierwsze trzy strzały wyminął bez problemu, poruszając się w powietrzu w nieprzewidywalny sposób. Jednakże przez połączenie jednego słabo skoordynowanego ruchu saiyana oraz wniosku mundurowego, czyli "powinienem strzelać tam gdzie będzie, nie tam gdzie jest, duh", Haricotto został trafiony wiązką laserową. Wypaliła dziurę w materiale znajdującym się na prawym ramieniu, gdzie zresztą został trafiony. Po tym strzale spróbował swojego szczęścia jeszcze raz, lecz niestety nie trafił. Zmusiło go to do spuszczenia muszki z kosmity i do zmiany magazynka. Przez brak koncentracji oberwał ki blastem saiyanina. Zderzenie wytrąciło mu amunicję z ręki, która padła na podłoże tuż obok niego. Ruszył ku niej, więc zapewne to jego ostatnia.
W tym czasie jego kolega, który jeszcze niedawno został bliskim przyjacielem ziemi, ba nawet jego twarz odbiła się w glebie, zaczął się podnosić na równe nogi. Zaczął, bo na razie przyjął pozycję zgarbionego kota. U pasa miał taki sam blaster.
Ich dowódca mruknął przeciągle, wycierając pot z czoła. Przez całą walkę nie odrywał wzroku od "przybysza" i jego walki z jego ludźmi. W końcu nie wytrzymał i złapał za klamkę samochodu. Wsiadłszy do niego, nadepnął gaz z całej siły nawet nie zastanawiając się dokąd pojedzie. Był zdecydowanie dalej niż którykolwiek z jego ludzi. Z tyłu samochodu wydobywał się krzyk starszej kobiety.
avatar

Yaki Chou

Liczba postów : 113

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Haricotto on Nie Paź 09, 2016 1:05 pm

Trafienie w ramie zabolało. Saiyanin syknął z bólu, momentalnie odczuwając pieczenie. Nie miał jednak czasu, by się zajmować swoimi ranami, bardziej zajęty był na zadawaniu ich innym. Gdy jego Ki Blast trafił celu, uśmiechnął się. Zaczął zniżać swój lot, kierując się w stronę żołnierzyka, który bezczelnie go postrzelił.
Kątem oka widział, jak jego kolega się podnosi. Po takich obrażeniach, jakie otrzymał nie powinien się podnieść. A przynajmniej nie tak szybko. Upadek z takiej wysokości, w dodatku z lądowaniem na twarz, skutecznie powinna wybić mu z głowy dalszą ofensywę.
Haricotto wystrzelił nagle jak z procy, obierając na cel rozbrojonego mężczyznę. Nabierając rozpędu, bo dodatkowo pruł z góry w dół, wyciągnął za siebie rękę, zaciskając ją w pięść. Będąc w końcu wystarczająco blisko przeciwnika, uderzył go w bok korpusu.
W tym samym momencie usłyszał krzyk kobiety. Był on wytłumiony, bo ofiara siedziała w środku pojazdu. Fasolka od razu rzucił się za samochodem. Technika latania dawała mu przewagę, ponieważ nie musiał aż tak uważać na ukształtowanie terenu, jak samochód, który musiał obijać każdą dziurę, czy też wystające korzenie.
Dogoniwszy samochód, Haricotto wyprzedził go, po czym zatrzymał się na jego drodze i wyciągnął obie dłonie do przodu, chcąc złapać za maskę wozu i zatrzymać go własnymi rękami. Musiał uratować staruszkę, gdyby nie ona, prawdopodobnie nawet nie przejąłby się Armią Czerwonej Wstęgi.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1040

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Yaki Chou on Pią Paź 21, 2016 10:10 pm

MG MODE

Żołnierzyk, skulony nad amunicją i z refleksem poniżej przeciętnej, bez problemu został trafiony przez Haricotto. W reakcji na ten cios przeturlał się dobre kilka metrów po ziemi, brudząc przy tym swój garnitur. Póki co nie wstawał, ale wyglądało na to, że wciąż oddycha. Wyglądało na to, że jego kolega wstał, lecz trząsł się od stóp do głów. Nie wytrzyma wiele więcej. Jednak nim skończyłeś robotę z nimi, musiałeś ruszać za samochodem. Dało to szansę temu stojącemu na jeden, darmowy strzał. Trafił tym razem w twoją nogę, między kolanem a stopą. Samochód faktycznie nie poruszał się tak szybko jak ty. Był wolniejszy. Mimo wszystko, ze względu na przewagę jaką zdobył ruszając jako pierwszy, oddalił się nieco od pozycji startowej.

Zatrzymanie go okazało się trudniejsze, niż przewidywałeś. Pod maską tego samochodu znajdowało się wiele koni mechanicznych. Twoje nogi, zaparte w ziemi zaczęły tworzyć koleiny, które ciągnęły się przez całkiem długi czas. Kierowca nie miał zamiaru zwalniać, a spoglądając za siebie Hari zauważył drzewo, o które zapewne uderzy, jeżeli nie zrobi czegoś szybko.
avatar

Yaki Chou

Liczba postów : 113

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Haricotto on Czw Paź 27, 2016 12:19 am

Trzymając swoje dłonie na masce samochodu, a także doskonale zdając sobie sprawę z tego, że być może uderzy w drzewo, Haricotto nie wiedział do końca co ma zrobić. Mógł oczywiście rozwalić silnik przy pomocy KI Blasta, ale wtedy pojazd mógłby podskoczyć i niefortunnie wylądować kołami do góry. To nie byłaby dobra opcja, zważywszy na fakt, że staruszce siedzącej na tylnym siedzeniu mogłaby stać się krzywda. I z pewnością stałaby się. A to, jak zresztą wiadomo, nie mogło się wydarzyć. Z wiadomych względów, oczywiście.

Stopy zaczynały boleć sponiewieranego Saiyanina. Drążenie nimi w ziemi, jeszcze przy takim naporze ze strony samochodu, wcale nie było rzeczą przyjemną.
Nie mając więcej czasu, ani ochoty, na rozmyślanie, Fasolce przyszedł do głowy jeden z najbanalniejszych pomysłów. Wcześniej rozważał użycie Ki Blasta, który spowodowałby wybuch. Teraz, plan był podobny, ale nie do końca. Haricotto podniósł jedną rękę do góry, przenosząc ciężar na tą drugą. Tą uniesioną, uderzył prosto w maskę, chcąc przebić się przez jej błahą blachę i tym samym uszkodzić permanentnie silnik, który zepsuty, nie dałby możliwości kierowcy na ciągłe i uparte dociskanie gazu. Jak sobie pomyślał, tak postanowił zrobić.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1040

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Yaki Chou on Pią Paź 28, 2016 12:21 pm

MG MODE

Z butami grzejącymi się od tarcia i wielką chęcią zniszczenia ludzi odpowiedzialnych za terroryzowanie staruszki, Haricotto opracował plan zatrzymania pojazdu. Samochód był bliżej cywilnego modelu, aniżeli wojskowej maszyny, więc ciężko tu mówić o jakimkolwiek pancerzu. Nawet pomimo tego, pierwsze uderzenie zaowocowało jedynie płytkim wgięciem, ale pokazało małpiatce, że w rzeczy samej samochód jest do niszczenia. Po trzech kolejnych uderzeniach w ten sam punkt (o ile Hari postanowi powtórzyć akcję), w masce powstała dziura, zaś za czwartym, silnik został krytycznie uszkodzony. Niestety ręka kosmity ugrzęzła w nim na chwilę, więc nie miał jak uciec przed drzewem do którego się zbliżał, gdyż mimo uszkodzenia silnika, wciąż zostało na tyle mocy by pojazd przez chwilę poruszał się do przodu. Tak więc Haricotto uderzył plecami o drzewo, zaś z przodu został przygnieciony samochodem. Wyglądało na to, że jest w stanie go odsunąć. Gdyby raczył spojrzeć przez przednią szybę, zauważyłby parę przestraszonych oczu spoglądających na niego z tylnego siedzenia. Co dziwne, nie widział kierowcy. Taka sytuacja zaistniała, gdyż ów wyskoczył z pojazdu mniej więcej w momencie, w którym silnik został uszkodzony. Stał jakieś 10m od Haricotto. Nacisnął szereg przycisków na swoim zegarku. Nagle zaczął wzrastać, jak balon. Z 1,6m urósł na 3m w przeciągu kilku sekund. Jego górne partie ciała zaczęły przypominać rogalik, mięsień rósł na mięśniu, który rósł na mięśniu. W efekcie wyglądał na niezwykle potężnego potwora. Wyszczerzył żółte zęby i napiął muskuły. O dziwo nie zaatakował saiyanina akurat gdy ten był unieruchomiony przez samochód i drzewo. Honor?
avatar

Yaki Chou

Liczba postów : 113

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Haricotto on Pią Paź 28, 2016 9:43 pm

Saiyanin uderzał w maskę samochodu tak długo, aż w końcu uszkodził silnik napędzający pojazd. Niestety, ręka utknęła mu pomiędzy tymi całymi częściami, w dodatku sam samochód nie zwalniał. Był zbyt rozpędzony, by zatrzymać się w jednej sekundzie, co spowodowało, że Haricotto uderzył plecami w drzewo, a z przodu został uderzony maską pojazdu. To zdecydowanie nie był dobry dzień. Jak na razie, wszystko wskazywało na to, że będzie coraz gorzej. Story of my life...
Unosząc głowę do góry, Fasolka ujrzał jak przerażona staruszka patrzy na niego. Na szczęście, wyglądało na to, że nic jej się nie stało. Za to kierowcy nie było widu, ani słychu.

Nadszedł czas na uwolnienie swoje ciała z tej niewygodnej sytuacji. Saiyanin naprężył swoje mięśnie i wydarł swoją rękę z przebitej maski wozu. O dziwo, nie było to trudne. Wcześniej najwyraźniej zbyt wiele się działo, by znalazł się na to czas.
Odepchnąwszy po chwili samochód na tyle, by się wydostać, Haricotto dostrzegł stojącego 10 metrów dalej kierowcę. Popukał palcami w zegarek i... przemienił się w jeden wielki, chodzący mięsień, który sam ma mięśnie.
- Eee... nie bardzo rozumiem, co się właśnie stało? - zapytał sam siebie, machając ręką, która przed chwilą znajdowała się w rozgrzanym silniku. Stanął po chwili w rozkroku, uginając lekko nogi w kolanach i przyjmując pozycję do walki.
- Nie wiem dlaczego zabrałeś babcię, ale dalej z nią już nigdzie nie pójdziesz. - uśmiechnął się, mrużąc lekko swoje oczy, po czym odbił swoje stopy od gruntu i ruszył na spuchniętego żołnierza. Czuł na swoim ciele przyjemny podmuch wiatru, a jego rozgrzane i napięte mięśnie gotowe były do zadania ciosu. Gdy w końcu znalazł się w odpowiedniej odległości, by oddać atak, odbił się nogami w bok, a gdy znów poczuł grunt pod nogami, wybił się do przodu, na przeciwnika. Wyciągnął prawą dłoń do tyłu, bo właśnie tą miał silniejszą, po czym wyprostował ją, wyprowadzając atak prosto na lewy policzek potwora. Włożył w ten atak sporo siły, więc liczył, że przynajmniej uda mu się go przewrócić.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1040

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Yaki Chou on Sob Paź 29, 2016 8:36 pm

MG MODE

Zupełnie jak kosmita się spodziewał, odsunięcie samochodu wcale nie było trudne. Kiedy Haricotto przyjął pozycję do walki, olbrzymi człowiek zrobił krok do tyłu, a na jego twarzy pojawił się wyraz konsternacji. Rzecz nieczęsto spotykana gdy masz przewagę nad przeciwnikiem, nieprawdaż?
-Cz-czekaj ja mogę to wyłuma...- starał się powiedzieć, ale przerwała mu pięść, która wylądowała na jego policzku. Zdążył jedynie odruchowo ugiąć kolana w łokciach, gdy zauważył ruch kosmity. Zaś atakujący czuł jak jego ręka wchodziła coraz głębiej w twarz mężczyzny. Nie była jak miękka guma, a jak balon na który ktoś mocno nacisnął. Z doświadczenia mógł rozpoznać, że nie trafił w ciało, a w coś sztucznego. Nagle usłyszeli oboje pęknięcie. Pojawiło się w miejscu na które naciskała pięść saiyanina. Czarnowłosy został odepchnięty do tyłu przez powietrze, które zaczęło wydostawać się z "balona", za to "mięśniak" zaczął odlatywać w siną dal, robiąc w powietrzu mimowolnie beczki. Ogoniasty chyba usłyszał oddalające się:
-Damn yooooou!
Mężczyzna zniknął za horyzontem, lądując w nieokreślonym miejscu. Co prawda jego dwaj koledzy wciąż są w okolicy, ale z ranami i przez odległość, dotarcie tutaj zajmie im chwile. O ile w ogóle postanowią przyjść, pamiętając lanie jakie im spuszczono i widząc swego wodza odlatującego w dal. Drzwi od samochodu były zablokowane. Trzeba było się do nich jakoś dostać.

____
Oficjalnie to koniec przygody, punktację prześlę na PW. Możemy jeszcze popisać, jak nie masz czego robić w międzyczasie. Polecałbym uwolnić babcię, by the by.
avatar

Yaki Chou

Liczba postów : 113

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Haricotto on Pon Paź 31, 2016 9:25 pm

Saiyanin zupełnie nie spodziewał się obrotu, jaki obrała bieżąca sytuacja. Poczuł i usłyszał tylko, jak w miejscu uderzenia jego pięści coś zaczynało pękać, a po chwili obiekt jego nienawiści oderwał się od podłoża i... poszybował w siną dal, zostawiając swoich towarzyszy z tyłu.
Haricotto rozszerzył powieki prawie do tego stopnia, że oczy wychodziły z orbit. Stał w takiej pozycji, w jakiej uderzył żołnierza RR - jedna noga na glebie, druga noga wyciągnięta do tyłu, a prawa ręka wyciągnięta do przodu.
- C-co...? - padło pytanie, na które prawdopodobnie brak jakiejkolwiek odpowiedzi. Wojownik stał tak jeszcze przez chwilę, starając się dodać dwa do dwóch i zrozumieć dlaczego stało się właśnie tak, a nie inaczej. Nie mogąc dojść do logicznego wytłumaczenia, po prostu wzruszył ramionami i pokręcił głową na boki.
- Grunt, że se poszedł... Odleciał? Został odleciany? Eee... A! - i w tej chwili przypomniał sobie, że przecież w zepsutym samochodzie na tylnej kanapie, siedzi nie kto inny, a babcia, która wciąż potrzebuje ratunku. Haricotto podszedł więc do drzwi i pociągnął za klamkę, ale... Nic się nie stało.
- Babcia się nie martwi, zaraz babcię uwolnię, tylko pokonam te drzwi! - Fasolka popukał kilka razy palcem w szybkę, chcąc zwrócić na siebie uwagę staruszki, po czym chwycił mocno za drzwi i zaczął za nie ciągnąć, chcąc wyrwać je z zawiasów raz a porządnie!

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1040

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Yaki Chou on Czw Lis 03, 2016 3:19 pm

MG MODE

Słysząc słowa Haricotto, babcia przesunęła się na siedzenie znajdujące się dalej od tego przy którym były wyważane przez niego drzwi. One zresztą stawiały niezłą walkę, przez przypadek saiyanin podniósł nieco samochód. Parę chwil później metal zaczął się wyginać, aż w końcu nawet zawiasy w drzwiach się poddały. Babcia wysiadła z samochodu jakby to była zwykła przejażdżka, a nie porwanie. Poprawiła swoją zniszczoną fryzurę paroma ruchami ręki i wlepiła w niego swoje ślepia.
-Jesteś niesamowicie silny, mój drogi- zaczęła z promiennym uśmiechem- Gdzie on się podział?- zapytała się, oglądając z zaciekawieniem najbliższą okolicę, jakby go szukała wzrokiem.

-Powinnam wracać. Tak bardzo jak nienawidzę tej myśli, będę musiała złapać najważniejsze rzeczy i stąd iść, po tej konfrontacji przyjdzie ich więcej, jak już się nie zlatują- westchnęła patrząc na podłogę, lecz chwilę później spojrzała się na swojego kolegę z gwiazd- Ale nie myśl, że Cię winię, jesteś bohaterem. My oboje jesteśmy na ich celowniku, zwłaszcza ty. Dlatego myślę, że...- oczy staruszki momentalnie stały się mokre-...że będzie dla Ciebie najlepiej jeżeli ciągle będziesz się poruszał. Nie chcę byś podzielił los innych wojowników. Proszę trzymaj się od nich z daleka, dla mnie...- powoli na jej twarzy zaczął pojawiać się uśmiech pomimo tego, że łzy wciąż płynęły po jej policzkach- Kogo ja próbuję oszukać? Znam twój typ, chcesz z nimi walczyć i nie ważne co powiem nie powstrzymam Cię. Obiecaj tylko, że im się nie dasz

Staruszka zaczęła powoli kroczyć ku swojemu domu. Zapewne nie wie o dwóch kolesiach których zostawił Haricotto.
avatar

Yaki Chou

Liczba postów : 113

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Haricotto on Nie Lis 06, 2016 12:00 am

Gdy w końcu drzwi pożegnały się z resztą samochodu, staruszka mogła wyjść na zewnątrz. Na twarzy Haricotto pojawił się delikatny uśmiech, który po chwili przerodził się w wielkie "banan", który sięgał od ucha do ucha.
- On? A... ten. Chyba jeszcze leci... - chłopak odwrócił się w stronę, gdzie ostatni raz widziany był żołnierz RR. Niebo było czyste, a po nim ani widu, ani słychu. To był dobry znak.

W pewnej chwili młodzieniec chciał przytulić starowinkę i zapewnić, że teraz jest już wszystko w porządku, ale nim to zrobił, ta odezwała się pierwsza. Saiyanin słuchał jej słów, jakby były jakąś świętością, której pogwałcić nie może nikt. Widząc jej łzy, zrobiło mu się na sercu ciężej, ale od razu gdy znów na jej zmęczonym obliczu namalował się uśmiech, chłopak poczuł ulgę. Doskonale wiedziała, że następnym celem Fasolki będzie walka, miejmy nadzieję skuteczna, walka z Armią Czerwonej Wstęgi. Samemu nie da rady, ale na pewno są na tej planecie ludzi, którzy przeciwstawiają się okupacji RR.
- Nie mogę obiecać, że nie wdam się w bójkę, bo taki już jestem. Ale z pewnością mogę obiecać, że nie dam się pokonać! I pewnego pięknego dnia, przywrócę Pani planecie spokój! - powiedział wesoło, zaciskając swoją dłoń w pięść. Był przekonany, co do tego, co mówił. Wiedział, że przy odrobinie szczęście i odpowiednim treningu i przygotowaniach, będzie wstanie pokonać armię wroga.
- Odprowadzę Cię, babciu. Nie wiemy, czy tamci dwaj dalej tam są. - poklepał babuszkę po ramieniu, po czym poderwał ją na ręce, wzbijając się zaraz w górę. W ten sposób, będzie mógł szybciej zobaczyć, czy dwaj mężczyźni wciąż znajdują się w okolicach jej domu.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1040

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Yaki Chou on Pią Lis 11, 2016 3:14 pm


MG MODE


-Dzięki, chłopcze. Nie poznałeś jeszcze dobrze tej planety, a już chcesz jej bronić- pokręciła głową-Masz dobre serce, nie daj innym go wykorzystywać
Kiedy usłyszała o tym, że tamci żołnierze wciąż mogą tam być, staruszka zrobiła przejętą minę, jakby sama planowała im pokazać gdzie raki zimują. Poderwana w górę zaczęła kopać powietrze nogami, nie ze strachu, ale jakby się bawiła jak dziecko. Po prostu dało się to wyczytać w jej mowie ciała i "jupiii" które wydobywało się z jej ust. Po krótkiej chwili przestała, jedynie chichocząc cicho pod nosem.

Okazało się, że przed domem było jak wcześniej, nic nie zostało ruszone, a mężczyźni chyba gdzieś zwiali, bo w najbliższej okolicy nie dało się ich wypatrzeć. Po wylądowaniu (przyjmuję, że Haricotto zamierzał to zrobić), staruszka natychmiast wbiegła do domu, niemalże wyważając swoje drzwi wejściowe. Zaczęła chwytać ubrania, słoiki z zapasami jedzenia, a nawet jakieś pamiątki, jak talerze czy jakieś dziwne figurki i włożyła je do walizki. Następnie pobiegła do stodoły i wyciągnęła spod kupy siana maszynę z dwoma kołami. Wyciągnęła ją przed dom, zamontowała na nią walizkę i wskoczyła na siedzenie.
-Stąd dam sobie radę. Ty lepiej też uciekaj, mój drogi. Zaraz zlecą się jak muchy- powiedziała patrząc na saiyanina. Spojrzała ostatni raz na swój kochany dom po czym wyjechała w dal.
avatar

Yaki Chou

Liczba postów : 113

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Haricotto on Nie Lis 13, 2016 10:56 pm

Zachowanie staruszki podczas lotu sprawiło, że i sam Saiyanin uśmiechnął się szeroko, towarzysząc jej równie radosnym "jupiii". Chwila radości i szczęścia, trwająca zaledwie kilka sekund, po których nie będzie dla nikogo znaczenia, że miała ono miejsce, jednakże... Warto dla takich chwil żyć i je przeżywać.

Na całe szczęście gospodarstwo babci było puste. Żołnierze najwidoczniej postanowili wziąć przykład ze swojego przełożonego i zniknąć w tajemniczy sposób.
Haricotto nie spodziewał się, że babcia zaraz po wylądowaniu pochwali się taką energią. Przez chwilę był zdumiony jej szybkim zachowaniem, a kiedy zobaczył, że wywlekła na zewnątrz maszynę o dwóch kołach, na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Nie było niestety czasu na odpowiednie pożegnanie, ale nikt nie powiedział, że to ich ostatnie spotkanie.
Gdy starowinka odjechała na jednośladzie, Haricotto pomachał jej ręką na do widzenia. 
- Super ta babcia, no... - zaśmiał się, po czym pokiwał głową na boki rozbawiony.

Korzystając z ostrzeżenia kobiety, Haricotto miał zamiar opuścić to miejsce. Gdzie teraz? To może być problem...

z/t

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1040

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Ryu on Pią Sty 13, 2017 11:00 pm

Gdy minął ten tydzień przez który Ryu musiał czekać na swój trening z wujem, został poinformowany, że ma być o dziesiątej na tej polanie, więc postanowił, że wyjdzie z domu o dziewiątej dwadzieścia, mimo, że dzięki lataniu byłby tam w przeciągu dziesięciu minut to wolał nie marnować energii i postanowił iść na piechotę co mu zajmie jakieś półgodziny.
Następnego dnia, nasz bohater obudził się dokładnie o dziesiątej, przez co natychmiast zerwał się z łóżka, poszedł wziąć szybki prysznic, przebrał się w swoje ciuchy, wyciągnął swoją torbę, zjadł trzy kanapki a potem wyszedł z domu po czym zaczął biec, ponieważ już był spóźniony o dwadzieścia minut, gdy tak biegł myślał o tym jaki opiernicz dostanie od swojego nauczyciela. Po półgodzinie był na miejscu.  Zauważył Hiro, który siedział na jednej ze skał wpatrując się w niebo, ale nagle spojrzał się na Ryu i powiedział zdenerwowany:
- Szybciej się nie dało?
Chłopakowi zrobiło się trochę głupio, więc postanowił przeprosić. Jego wujowi złość przeszła natychmiast, więc postanowił wreszcie się wziąć za trening jego podopiecznego.

Trening Sztuk Walki

Oczywiście najpierw Ryu musiał się przebrać w swój strój treningowy, więc poszedł się schować za jakąś większą skałą, ponieważ wstydził się to robić przy Hiro. Po pięciu minutach był już gotowy. Najpierw w planach miała być rozgrzewka. Mężczyzna kazał mu wykonać parę krążeń głową w jedną i drugą stronę, potem krążenia ramion do przodu i do tyłu, krążenia nadgarstków w obie strony, następne były skłony w przód oraz skrętoskłony, krążenia bioder, potem ruszał nimi na boki tak jak to robi wahadło, chwile później ruszał nimi do przodu i do tyłu, następnie wykonał dziesięcio minutowy bieg, zrobił trzydzieści pompek, czterdzieści brzuszków oraz czterdzieści przysiadów, nie uważał tego za duże osiągnięcie, ponieważ już wcześniej zdarzało mu się je wykonywać w domu. Gdy rozgrzewka była już za nim przeszli do głównej części, czyli do samego treningu. Na początku trzeba było go nauczyć pozycji.  Na początku miał on ugiąć lekko nogi, potem wysunąć , lewą nogę do przodu, co skutkowało tym, że ustawił swoje ciało w ten sposób iż zmniejszył on obszar na który przeciwnik mógłby zaatakować, potem miał on prawą rękę przystawić zgiętą w łokciu do swojego prawego policzka oraz miała się trzymać blisko ciała, jakby była do niego przyklejona a lewą rękę miał także mieć zgięte w łokciu gdzie trzymał ją przed twarzą na wysokości swoich oczów. Takie ułożenie rąk miało powodować łatwiejszą możliwość blokowania ciosów, które by szły w stronę głowy bądź na bok korpusu. Gdy pozycja została już opanowana zajęli się oni uderzeniami.  Uderzenia Ryu nie wyglądały powalająco, wyglądały one jak zwykłe nieprzemyślane machnięcia rękoma. Więc mistrz pokazał mu jak to powinno wyglądać, a mianowicie, ze względu że pięści były skierowane pionową stroną do wewnątrz, gdy wychodziło uderzenie leciały one pionowo do celu i na chwile przed  uderzeniem znajdowały się one w pozycji poziomej, dał mu też dwie rady, pierwszą było aby nie zginał on łokcia do końca gdy wykonuje uderzenie, ponieważ będzie on mógł o wiele szybciej cofać swoją rękę po wykonaniu ciosu, a drugą było to, że gdy będzie on na przykład wykonywał cios lewą ręką powinien skręcać swoje lewe biodro do środka, ponieważ wtedy osiągnie on większą siłę ciosu. Dla przykładu, jeżeli ręka by ważyła dziesięć kilogramów to przez takie działanie używa się wtedy masy całego ciała i ręka może wtedy ważyć nawet do pięćdziesięciu kilogramów, oczywiście była to tylko teoria co nie zmieniało faktu, że można w ten sposób zwiększyć masę ręki a co za tym idzie siłę ciosu. Gdy ciosy chłopaka w końcu zaczęły wyglądać jak coś, co można nazwać uderzeniami przeszli oni do kopnięć, ponieważ Hiro stwierdził, że wszelkimi poprawkami zajmą się na końcu. Wracając do kopnięć, Ryu miał wykonać parę kopnięć, tu też można było zobaczyć jego braki w technice, więc najpierw otrzymał on uwagę, iż przy każdym kopnięciu powinien przekręcać stopę nogi na której się podpiera w stronę zewnętrzną, miało to służyć temu, że nie straci on równowagi podczas wyprowadzania kopnięcia, oczywiście wszystkie kopniaki musiały być wykonywane na ugiętych nogach, dzięki temu mógł on o wiele wyżej kopnąć nogą niż kiedy by stał na wyprostowanych. Kolejną wskazówka naszego nauczyciela był fakt, że powinien on obciągać stopę razem z palcami do tyłu, miało to służyć temu iż wtedy wszystkie mięśnie w nodze są napięte co miało pomóc w zwiększeniu siły kopnięcia, kolejną cenną radą było to aby podczas kopnięcia prawą noga przekręcał on prawy bark do środka, ponieważ cel tego miał być taki sam jak podczas używania tego na rękach. Efekt tego był taki jak przy uderzeniach, było widać polepszenie techniki, ale nadal trzeba było nad tym popracować. Później zajęli się blokowaniem ciosów, mężczyzna pokazywał mu różne sposoby na blokowanie uderzeń jedną ręką lub dwiema potem jak szybko i łatwo wyprowadzić kontrę, jak zblokować kopnięcie, jak wykonać dobry unik lub odskok, nauczył go jak szybko i łatwo połączyć combo utworzone z uderzeń, kopnięć lub uderzeń oraz kopnięć z ki blastami, jak sprawnie podwadzić  przeciwnika nogą, jak go nad sobą przerzucić. Potem zajęli się wszelkimi po prawkami, a na końcu rozmawiali o tym jak Ryu powinien się zachować w danym momencie walki, gdy przeciwnik zamierza go kopnąć bądź zastosować uderzenie. Po wszystkim Ryu został już na tyle wyszkolony, aby móc sobie radzić z przeciwnikami, ale cały czas musiał on ciężko pracować aby wyeliminować wszystkie wady w jego ataku i obronie, nie były oczywiście one tak wielkie jak na początku. Po treningu chłopak był na tyle zmęczony, że postanowili, że przenocują oni na tej polanie a następnego dnia wrócą do domów.
avatar

Ryu

Liczba postów : 194

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Ryu on Nie Sty 15, 2017 11:14 pm

Gdy minęło parę dni od poprzedniego treningu, jego mistrz mu oznajmił, aby był gotowy następnego dnia na godzinę dwunastą, ponieważ chce być pewny, że jego podopieczny zjawi się na czas. Przez te kilka dni Ryu pomagał swojej matce w sprzątaniu domu, czasem musiał sam przygotować obiad, gdy jego rodzicielki nie było w domu, a wybierała się ona do rodziny Kazumy, który często odwiedzał swojego przyjaciela przy okazji pomagając mu w domowych obowiązkach. Chodził na połowy ryb, została mu wędka po jego ojcu, a także z młodości zapamiętał jak to robić, więc nie miał on większych problemów w złowieniu kilku ryb większych lub mniejszych.  Gdy nastąpił dzień treningu, chłopak przygotował się do wyjścia i pojawił się tym razem już punktualnie.
   
Trening do Statystyk

- Na dobry początek zacznijmy od rozgrzewki. – Powiedział mężczyzna, po czym zajęli się ćwiczeniami rozciągającymi. Wykonał parę ćwiczeń rozciągających, aby nie doznać kontuzji w czasie treningu, następnie miał wykonać kilkadziesiąt pompek, brzuszków oraz przysiadów, potem miał wykonać kilkuminutowy bieg. Po rozgrzewce zabrali się za trening. Mężczyzna oddalił się od swojego ucznia na odległość dwudziestu – dwudziestu pięciu metrów, wystawiając swoją prawą rękę w stronę swojego ucznia, po czym zaczął pojawiać się ki blast, po czym wykrzyczał aby na pewno było go słychać:
- Teraz będę wystrzeliwał w twoim kierunku pociski ki a twoim zadaniem jest nie dać się trafić!
Po czym w stronę Ryu ruszył pierwszy ki blast. Był tylko jeden, więc nie było większego problemu aby uniknąć go, potem ruszył następny, chłopak zrobił unik, poruszał się na boki, zygzakiem aby tylko uniknąć pocisków. Po kilku minutach w stronę chłopca zaczęły być wysyłane dwa pociski ki, tu też nie było problemu z omijaniem ich, omijał je jak chciał, ale przy trzech pociskach już był trochę większy problem, nawet jeden prawie trafił naszego bohatera, ale udało mu się wyjść bez szwanku. Celem tego ćwiczenia było, aby zwiększyć szybkość Ryu. Po paru minutach przeszli do kolejnego ćwiczenia, a było nim to, aby chłopak zaatakował swojego mistrza, gdy zbliżyli się na odległość dwóch metrów, przyjęli pozycje, a Ryu od razu ruszył na Hiro, wyprowadzał przeróżne kopnięcia, uderzenia, które były blokowane bądź unikane przez jego nauczyciela. Czasem Hiro wyprowadził jakiś cios lub kopnięcie ,ale przede wszystkim się bronił. Potem zamienili się ‘’miejscami’’ i tym razem to mężczyzna atakował a młodzieniec miał się bronić lub unikać jego ciosów, oczywiście nie szło mu tak dobrze jak jego nauczycielowi, ale od czasu do czasu udało mu się zablokować jakieś uderzenie bądź kopnięcie, ale musiał dalej trenować. To ćwiczenie także miało służyć ku zwiększeniu szybkości Ryu. Kolejnym zadaniem miało być zwiększenie siły, więc chłopak miał podejść do drzewa i atakować go wszystkimi kopnięciami bądź uderzeniami, jakie zna, wszystkie kości zaczęły go boleć po kilku minutach takiego uderzania, ale wuj mu wytłumaczył, że zadaniem tego jest zwiększenie siły uderzeń jak i kopnięć, a skóra jak i kości się w przyszłości przyzwyczają do takiego ćwiczenia, więc Ryu słysząc te słowa zdecydował, że będzie kontynuował, ale po kilkudziesięciu minutach zauważył jak miał całe zakrwawione ręce, po czym wuj podał mu chustę do wytarcia swoich rąk ,które tak jak nogi musiały boleć.  Ostatnim ćwiczeniem było popracowaniem nad celnością Ryu, a ćwiczenie polegało na tym, że Hiro rzucał w górę kamienie a jego uczeń miał je trafić ki blastami. Więc gdy pierwszy kamień został rzucony w niebo, chłopak długo nie czekał tylko załadował w swojej ręce pocisk ki, który od razu wystrzelił w kierunku kamienia, lecz ki blast go minął, z następnym było tak, dopiero za siódmym razem udało mu się trafić kamień, lecz nie miał on już najwidoczniej więcej energii aby wypuścić kolejny pocisk ki, więc postanowili, że na następnym treningu znów to poćwiczą.
Po treningu, który trwał do zmierzchu, mężczyzna przyniósł trochę gałęzi, aby rozpalić ognisko i użył do tego celu zapałek, usmażyli ryby, które były trzymane w koszyku schowanym za kamieniem na którym ostatnio siedział czekając na swojego bratanka. Gdy Ryu tak jadł rybę myślał o tym jak długo będzie musiał trenować, aby zniszczyć Armię Czerwonej Wstęgi i przez całą kolację ta jedna myśl zaprzątała mu głowę:
- Chciałbym jak najszybciej stać się silny, aby móc zniszczyć tą przeklętą Czerwoną Wstęgę. Ehh tylko ile to zajmie? Pół roku, rok, dwa lata? Jeżeli nie będę trenował na pewno tak szybko to nie nastąpi lub wcale , więc będę się przykładał do tych treningów, aby pewnego dnia móc zrobić to, co mam zrobić.
Gdy tak myślał nie spostrzegł, że zjadł całą swoją rybę, więc poprosił o następną. Po kolacji, gdy już Ryu się przebrał ze swojego stroju treningowe ruszyli w drogę powrotną, gdy wyszli z lasu rozstali się a chłopak oczekiwał kolejnego treningu.
avatar

Ryu

Liczba postów : 194

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Ryu on Nie Lut 12, 2017 8:01 pm

Minęło parę dni odkąd Ryu uciekł z East City, po nagłym spotkaniu z Czerwoną Wstęgą, po czym wyruszył w stronę lasu razem z dwójką jego nowych kompanów, chłopcem Breyem i dziewczynką Juuką. Głęboko w lesie znajdowała się drewniana chatka, w której mieszkali. Postanowił zostać z Breyem i Juuką w ich domku przez pewien czas. Od tamtego czasu zaczął rozmyślać o swojej matce i siostrach mając nadzieję, że nic im nie jest, ale sobie przypomniał, że jego wuj musi ich tam często odwiedzać, więc na pewno je ochroni gdyby zaszła taka potrzeba. Myślał także o Kazumie, co może porabiać, ale jakoś nie przyszedł mu do głowy żaden pomysł. Myślał też o tym, że powinien odwiedzić grób swego ojca. Bardzo często o nim myślał i za każdym razem miał ten obraz zwłok swego ojca przed swoimi oczyma, przez co jego nienawiść do RR była coraz bardziej potęgowana. No właśnie oczyma, ostatnim razem jego lewe oko zostało uszkodzone przez żołnierzy RR po tym jak kawałek pocisku odbił się od jego barku i trafił w nie, lecz jak sam chłopak dostrzegł nie odczuwał już bólu z tego powodu oraz nie musiał się już trzymać za bolące miejsce, lecz nadal nie mógł otworzyć swego lewego oka, miał nadzieję, że nie stracił go już na zawsze. Rozmyślał także nad tym, co mu opowiedział jego mały kompan. Był  zaciekawiony tym całym Ruchem Oporu, musieli oni być naprawdę słabi skoro nie wygrali nigdy żadnej walki z RR, przynajmniej kogoś czasem uratowali, lecz to nie pomoże zniszczyć Czerwonej Wstęgi, chociaż kto wie? Może te ocalałe osoby okażą się pomocne. Pomyślał też o tym w ten sposób, iż Czerwona Wstęga jest po prostu zbyt potężna, aby Ruch Oporu mógł się z nią równać. Bardzo się też zaciekawił tym, że główna baza RO znajduje się w górach, więc postanowił, że za niedługo wyruszy w tamtym kierunku, lecz na razie musi czekać z dziećmi, aż Ruch Oporu przyjdzie i zabierze ich na stałe. Przez te parę dni Ryu postanowił zająć się treningiem, wykonywał różne ćwiczenia, ćwiczył kopnięcia i uderzenia, które pokazywał mu jego wuj. Od czasu do czasu wyruszał w inną część lasu w poszukiwaniu jakichś dzikich zwierząt, które mógłby upolować na obiad, lecz nie napotkał on żadnego zwierzęcia. Na szczęście z jedzeniem nie było problemu, ponieważ dzieci miały go w domu pod dostatkiem, musiała to być zasługa RO, pewnie czasami tutaj bywali i dawali im jedzenie. Chłopak postanowił, że po kilku dniach czekania na Ruch Oporu postanowił wyruszyć i sprawdzić czy się nie zbliżają przy okazji uspokoił dzieci, że za niedługo wraca, ponieważ pewnie się martwiły, że Ryu ze chce odejść. Po wyjściu z domu postanowił najpierw wzbić się wysoko w powietrze i zacząć ich wypatrywać. Gdyby ich nie dostrzegł poleciałby w stronę East City, lecz nie chciałby się on zbytnio oddalać od chaty.
avatar

Ryu

Liczba postów : 194

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Shin on Nie Lut 12, 2017 8:59 pm

MG


Ryu mógł usłyszeć głośny wybuch, dochodzący gdzieś ze strony chatki dzieciaków. Wszystkie ptaki z okolicy wzniosły się daleko w niebo, uciekając od przerażającego dźwięku. Z miejsca, w którym chłopak zostawił dzieci, zaczął lecieć gęsty, czarny jak smoła dym. Lepiej chyba to sprawdzić...
~~~~~~~
Kapitanie, proszę zobaczyć, mamy tu małego uciekiniera!
Krzyknął żołnierz czerwonej wstęgi do Kapitana swojego oddziału. Stali przy wielkiej dziurze w ziemi, jaka została po chatce którą wysadzili w powietrze. Żołnierz pokazywał na małą, ubrudzoną i poobijaną dziewczynkę. Wybuch oderwał jej lewą nogę, a prawą miała połamaną. Próbowała odczołgać się od oddziału, ale nie miała siły.
-Zawsze się musi jakiś trafić. Ehh... Zajmę się tym.
Powiedział Kapitan, i podszedł do dziewczynki wyciągając zza marynarki rewolwer. Dziewczynka odwróciła się w jego stronę i zaczęła szybko kręcić głową na boki. Gdy ten wycelował w jej głowę spluwę, wykrzyczała na całe gardło jedno zdanie
-BRACISZKU RYU!!!
Zaraz potem rozległ się huk strzału. Jej małe ciało upadło bezwładnie na ziemię. Kapitan podszedł do zaparkowanego w krzakach Jeepa i wyjął coś z szuflady przed siedzeniem pasażera.
-Kurde, nie mogę ogarnąć tej mapy. Jest niby zaznaczona ta mini baza wypadowa, ale nic z tego nie rozumiem. Jakby wszystko było do góry nogami.
Cały oddział czekał na rozkazy. Jednak co robi Ryu?
avatar

Shin

Liczba postów : 397

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Ryu on Nie Lut 12, 2017 10:04 pm

Gdy chłopak uniósł się wysoko w powietrze zaczął wypatrywać Ruch Oporu, lecz nigdzie nie mógł ich dostrzec, więc postanowił wyruszyć w stronę East City mając nadzieję, że spotka ich gdzieś po drodze. Leciał tak przez parę minut. Po czym usłyszał głośny wybuch, po chwili zaczął się oglądać na wszystkie strony, mógł zobaczyć jak ptaki odlatują w niebo, prawdopodobnie aby uciec przed tym dźwiękiem. Ryu zauważył jak z miejsca w którym znajdowała się chata zaczął lecieć gęsty, czarny dym po czym powiedział do siebie:
- Nie, to niemożliwe żeby nas znaleźli, przecież chata była zbyt głęboko w lesie. Cholera musze tam lecieć jak najszybciej. Mam nadzieje, że nic im nie jest. Jaki ja byłem głupi! Jak mogłem ich zostawić samych?! Jeżeli oni.. Ja sobie nigdy tego nie wybaczę.  Nie na pewno nic im nie jest, na pewno…
Po tych słowach od razu zaczął lecieć w kierunku dymu. Po paru chwilach zaczął się zbliżać do miejsca wybuchu, mógł usłyszeć głos Juuki, po którym rozległ się huk wystrzeliwanego naboju. Ryu zdał sobie sprawę, że musi jeszcze przyśpieszyć. Po kilku chwilach Ryu znajdował się nad chatką a właściwie nad dziurą, jaka po niej została. Zauważył kilku żołnierzy lecz jego uwagę najbardziej przykuła dziura po domku. To co zobaczył wstrząsnęło nim. Zobaczył ciało dziewczynki bez lewej nogi które bezwładnie leżało na ziemi. Obraz który ujrzał spowodował w nim wybuch ogromnego gniewu, ale także zrozumiał jaki był lekkomyślny, zostawił ich bez niczyjej pomocy, a teraz są martwi, chociaż nigdzie nie mógł dostrzec Breya ale po kilku chwilach domyślił się co się musiało z nim stać. Odpuścił sobie dalsze wywody, wiedział teraz tylko jedno. Chce po zabijać wszystkich tych żołnierzy, więc postanowił on lekko obniżyć swój lot po czym, wystawił swoją prawą ręką w miejscu gdzie znajdowali się ci mordercy, nagle w jego dłoni zaczął się pojawiać ki blast, który miał zostać natychmiast wystrzelony po naładowaniu. Nie zauważył on jednak ich kapitana więc skupił się na reszcie żołnierzy.
avatar

Ryu

Liczba postów : 194

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Shin on Nie Lut 12, 2017 11:03 pm

MG


Żołnierze byli zbyt zaskoczeni przybyciem nieproszonego gościa w postaci Ryu, by wykonać jakąkolwiek rozsądną akcję. Byli zbyt zbici w kupę by którykolwiek zdołał uciec przed Ki Blastem wojownika. W końcu byli zwykłymi szarakami, co oni mogli przeciw czemuś takiemu ? Rozsypali się niczym figurki z plastiku. Takie małe, słodkie żołnierzyki. Aktualnie połamane i nie nadające się do zabawy. Podczas gdy Ryu zabijał jego oddział, kapitan zakradł się no niego od tyłu, i już wycelował w jego głowe rewolwer... Gdy nagle coś wbiło mu się w kręgosłup. Bardzo głęboko, gdzieś na wysokości klatki piersiowej. Zacharczał cicho i upadł na glebę. Jego napastnik podszedł dwa kroki, zbliżał się do Ryu. Wypadł mu z ręki nóż kuchenny, ale ten szedł dalej. Już miał dojść do chłopaka, gdy wtem się przewrócił. Wyrzygał pod nogi wojownika mnóstwo krwi i upadł na plecy.
-Braciszku... Ryu...
Wycharczał brat dziewczynki. Był przebity w kilku miejscach odłamkami drewna. Najwyraźniej nie było go w domu podczas wybuchu. Charczał, a z każdym oddechem w kącikach jego ust pojawiały się bąbelki zabarwione na czerwono. Umierał.
-Braciszku... Zostawiłeś nas. Zosta....wiłeś. Pozwo...liłeś i...im... Zrobić nam... krzywde... Cze...e...mu...
I odszedł z tego świata, z strużkami łez spływających z kącików jego oczu. Musiał strasznie cierpieć. Ryu nie miał wiele do wyboru. Przy ciele kapitana leżała mapa ich bazy wypadowej, nie wiadomo jak dobrze strzeżonej, a jeep był gdzieś w krzakach, najpewniej z kluczykami w stacyjce.
avatar

Shin

Liczba postów : 397

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Haricotto on Pon Lut 13, 2017 12:45 pm

Haricotto przyleciał na polanę, trzymając staruszkę na swoich rękach. To właśnie tutaj się wszystko zaczęło. Nowe życie, które okazało się być przekleństwem większym niż to, jakie prowadził na Vegecie. Doskonale pamiętał, gdzie był dom babci. Był nieco oddalony od miejsca lądowania jego kapsuły kosmicznej, która swoją drogą, zakopana była niedaleko chaty kobiety. Haricotto zastanawiał się, czy wciąż była sprawna. Prawdopodobnie nie, skoro jakiś już czas leży przykryta glebą.
W każdym razie, to nie było najważniejsze. Teraz głównym planem był pochówek jego przyjaciółki, więc bez zbędnego tracenia czasu, udał się do gospodarstwa, jakie kiedyś prowadziła.

W końcu, ujrzał dach domostwa i wylądował. Stawiał pewne kroki, aż w końcu doszedł pod same drzwi wejściowe. Ułożył kobietę na ławce, która znajdowała się pod ścianą, po czym wszedł do domu. Chwilę zajęło mu znalezienie odpowiedniego prześcieradła, w które mógł zawinąć starowinkę. Gdy to zrobił i gdy już ją zawinął, chwycił za szpadel i zaczął kopać dół, niedaleko ogródka, w którym rosły piękne kwiaty. Z każdą kolejną chwilą ponownie nabierała go złość, jednak po chwili odpuścił, tłumacząc samemu sobie, że tak musiało być i nic tego nie zmieni.
Kiedy mogiła była przygotowana, złożył delikatnie ciało kobiety, po czym stanął nad jej otwartym grobem.
- Dotrzymam obietnicy. - i wrzucił wcześniej urwany kwiat, po czym chwycił za szpadel i powoli zaczął zakopywać swoją przyjaciółkę, by mogła odejść w spokoju.

Saiyanin siedział przy grobie, który udekorowany był głazami, przykrywającymi świeżo rozkopaną ziemię. Na samym wierzchu leżał inny kwiat, o białych płatkach. Haricotto nie rozróżniał gatunków, po prostu wydało mu się, że ten będzie odpowiedni. Tłumaczył sobie, że ta biel miała symbolizować czystość serca i duszy babci.
W pewnej chwili zerwał się na nogi. Teraz dopiero zauważył, że jego ubranie było zupełnie zniszczone. Pamiętał, że gdzieś w chacie było jego stare gi, wiec postanowił je odnaleźć. Gdy zabrał się za przeszukiwanie mieszkanie, nie znalazł go, ale natknął się na inne rzeczy. Znalazł zieloną koszulę, która bardzo przypominała tę, którą dostał od Kame Sennina, tylko była dłuższa. W szafie, w której ją znalazł leżała także czarna bluza z długim rękawem oraz czarne spodnie, które szyte były na krój bojówek Armii Czerwonej Wstęgi. Na wieszaku wisiał biały pas. Obok szafy stało białe obuwie. To było dziwne, że kobieta trzymała męskie ubrania w swoim domu. I wtedy przypomniał sobie, że przecież miała syna. Musiało to należeć do niego. Uwagę mężczyzny przykuła także biżuteria kobiety. Chwycił do ręki kilka drobiazgów, po czym zabrał je ze sobą, chcąc mieć przy sobie coś, co przypominałoby mu o babci.
Oprócz tego, w szafie znajdowały się również inne ubrania, ale te nie były już brane pod uwagę przez Fasolkę.
Umył się w łazience i ubrał się. Kiedy postawił krok poza progiem drzwi, odwrócił głowę w stronę grobu. Chwilę patrzył w tamtą stronę, aż w końcu odwrócił się i spojrzał ostatni raz na domostwo. Już tu nie wróci, przysiągł to sobie. Nie wróci, dopóki nie wypełni danej obietnicy.
- Czas znaleźć inne miejsce zamieszkania. Na pewno są na tej planecie jakieś puste chaty. - zerknął w niebo, po czym odbił się od powierzchni ziemi i odleciał.

z/t
_____
Byłem w innej części polany. Nie wtrącam się w przygodę Ryu.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1040

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Ryu on Pon Lut 13, 2017 3:40 pm

Można było zauważyć jak żołnierze byli zaskoczeni nowo przybyłym gościem, za nim któryś z nich wykonał, jaki kolwiek konkretny ruch ki blast Ryu już ich dosięgnął, byli oni przeciętnymi ludźmi więc nie zdołali w żaden sposób wybronić się przed pociskiem ki. Z ciał przeciwników naszego bohatera wiele nie pozostało, ale nie miał zamiaru się przyglądać temu jak skończyli ci mordercy, fakt, że Ryu ich zabił i może nie różnił się on od nich tak bardzo, lecz zrobił on to w efekcie niesamowitego gniewu, któremu de facto oni byli winni. Wracając do sytuacji, gdy chłopak skończył z żołnierzami zaczął się rozglądać na boki aby sprawdzić czy ktoś nie przeżył.  Nagle do niczego nieświadomego Ryu zakradł się od tyłu kapitan tego odział, po czym wycelował w jego głowę rewolwer. Lecz po chwili cicho zacharczał i upadł na ziemię, po czym nasz bohater odwrócił się, i zobaczył prawdopodobnie nie żywego już żołnierza RR oraz osobę, którą młodzieniec uważał już za martwą a był to Brey, który jednak przeżył ich atak a w jednej swojej ręce trzymał nóż kuchenny, więc to on musiał załatwić tego żołnierza.  Chłopak był zszokowany tym widokiem, nie mógł uwierzyć, że jednak chłopiec przeżył, ale nie wyglądał on najlepiej, można było dostrzec że został on przebity w niektórych miejscach odłamkami drewna. Szedł on w stronę wojownika, po chwili z ręki wypadł mu nóż ale kilka chwil później przewrócił się i wyrzygał pod jego nogami mnóstwo krwi po czym znalazł się na ziemi plecami. Chłopak nadal był w szoku i gdy jego mały kompan upadł plecami na ziemie podbiegł do niego, tak jakby w tamtym momencie się ocknął. Gdy znalazł się przy chłopcu podniósł go swoim rękoma nadal go trzymając, jedną ręką trzymał jego głowę a drugą jego ciało.
- Brey, jestem tutaj.
Odezwał się, gdy tylko usłyszał jego głos. Ryu tylko mógł się domyślać jak bardzo cierpi, gdy słuchał tego, co mówi nie mógł mu patrzeć w oczy, odwrócił wzrok z myślą, że to przez jego własną głupotę to wszystko się stało. Chwilę później przez tą niepokojącą ciszę spojrzał na swojego małego kompana.
- Brey? Proszę, odezwij się. Nie! Nie! Nie!!! – Wydarł się wniebogłosy, po czym kontynuował – Przeklęta Armia Czerwonej Wstęgi! Najpierw mój ojciec, teraz Brey i Juuka, czy te potwory nigdy nie mają dość?!  Nigdy im nie wybaczę, zabije ich wszystkich!
Po tych słowach jeszcze minęło parę minut zanim się uspokoił, stwierdził, że chciałby te dzieci pochować ,lecz cały czas dręczyła go myśl, że to jego wina, że są oni teraz martwi. Najpierw położył on chłopca na ziemi, podleciał pod ciało dziewczynki i zabrał je z miejsca tamtej dziury, po czym położył jej ciało obok ciała jej brata i zaczął szukać czegoś, czym mógłbym wykopać grób, ponieważ chciał aby byli oni w jednym grobie ze względu iż byli rodzeństwem. Przypomniał on sobie o nożu który Brey trzymał w ręce, znalazł go i zaczął on kopać. Nie był to najszybszy sposób ani najłatwiejszy, ale po paru godzinach udało mu się wykopać nim odpowiednią dziurę po czym włożył obydwa ciała do niej i zakopał ją. Postał nad nią przez parę chwil, po czym zauważył, że przy ciele kapitana znajdowała się jakaś mapa, podszedł i podniósł ją.
-Hmm, to mapa ich bazy czy coś takiego, niech będzie, udam się w tamtą stronę, czas złożyć im małe odwiedziny. Na pewno musieli tu czymś przyjechać, tylko, czym?
Nagle zauważył jeepa zaparkowanego w krzakach, więc postanowił się udać w jego kierunku. Gdyby kluczyki znajdowały się w stacyjce Ryu spróbowałby odpalić pojazd, gdyby ich tam nie było, zacząłby przeszukiwać ciało kapitana.
avatar

Ryu

Liczba postów : 194

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Shin on Pon Lut 13, 2017 4:29 pm

MG


Po szybkim pogrzebie rodzeństwa, Ryu zabrał się za instant-revenge. Najpierw znalazł mapę z zaznaczoną bazą wypadową. Po sposobie, w jakim leżała przy martwym, można było się domyślić iż kapitan był idiotą i trzymał ją do góry nogami. Baza znajdowała się kilometr stąd, gdzieś na krańcu lasu. Z transportem nie będzie problemu, Ryu zauważył już jeepa, jednak gdy do niego podszedł, w stacyjce nie było kluczyków. Ten inteligentnie podszedł do sprawy i przeszukał ciało kapitana, w którym znalazł także niewielką sumę pieniężną. Wrócił do pojazdu i go odpalił. Maszyna działała jak marzenie. Teraz wystarczy podjechać pod bazę i zemścić się za młode ofiary. Była ona na południe od obecnej pozycji Ryu, który skierowany był w stronę północną. Bak paliwa był prawie pusty, chłopak musiał się śpieszyć.


Ostatnio zmieniony przez Shin dnia Pon Lut 13, 2017 9:08 pm, w całości zmieniany 1 raz
avatar

Shin

Liczba postów : 397

Powrót do góry Go down

Strona 2 z 15 Previous  1, 2, 3 ... 8 ... 15  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach