Polana

Strona 15 z 16 Previous  1 ... 9 ... 14, 15, 16  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Polana

Pisanie by Admin on Sob Lip 09, 2016 4:12 pm

First topic message reminder :

Polana na skraju lasu. Gdzieniegdzie porozrzucane są stare i pousychane pniaki drzew, potężne skały, które mogą robić za prowizoryczne krzesła oraz gęste krzaki, na których rośnie dzikie jedzenie.
avatar

Admin
No.1 Whis' Fanboy

Liczba postów : 334

http://dbanotheruniverse.forumpolish.com

Powrót do góry Go down


Re: Polana

Pisanie by Ryu on Wto Paź 03, 2017 11:05 pm

Ryu jeszcze przez kilka chwil wpatrywał się w taflę wody, mógł zaobserwować obraz, który pojawił się na niej. Przedstawiał on Ziemianina, który z pewnością miał duży potencjał do tego, aby stać się potężnym wojownikiem. Wierząc oczywiście słowom mistrza Haricotto, który jak sam stwierdził, jego uczeń może posiadać nawet większy potencjał od niego samego. W zasadzie chłopak do tej pory nie wiedział co o tym myśleć, bo Saiyanin był dla niego kimś kogo z pewnością szybko nie dogoni, jeżeli kiedykolwiek to w ogóle nastąpi, z drugiej strony dzięki jego słowom był pewniejszy tego, iż mu się to może udać. W każdym razie, musiał ciężko pracować, bo inaczej zostanie w tyle, i to bardzo. Postanowił wreszcie wrócić do Kurisu. Wzbił się w powietrze, a po paru chwilach takiego lotu powrócił do miejsca skąd wyruszył wcześniej w celu znalezienia jakiegoś wodopoju. Kurisu dalej poddawał się ćwiczeniom tym razem w samotności, podczas nieobecności Ryu. Wojak w białawym gi postanowił dołączyć do tych ćwiczeń, jednakże wiedział, iż nie powinni poświęcić temu zbyt dużo czasu, gdyż mieli ważną sprawę na głowie.
- No dobra, potrenujmy jeszcze trochę i ruszajmy.

[Statystyki] START TRENINGU - 03.10.2017 23:05

_________________
Theme:

Pozycja bojowa:

Dla MG:


MOWA
MYŚLI
avatar

Ryu
Mistrz Gry

Liczba postów : 263

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Ryu on Sro Paź 04, 2017 11:05 pm

[Statystyki] KONIEC TRENINGU - 04.10.2017 23:05

Podczas wykonywania tych jakże wyczerpujących ćwiczeń, Ryu zaburczało w brzuchu. Oznaczało to, iż nastał dobry moment, by się posilić, skonsumować jakiś posiłek, jednakże na nic wykwintnego raczej nie mógł liczyć. Jedynie na jakieś jabłka lub inne owoce leśne, które mogły tutaj występować.
- Zrobiłem się nieco głodny, pójdę coś zjeść.
Odszedł kawałek i zaczął się rozglądać po drzewach w celu wypatrzenia jakichś owoców. Po kilku chwilach udało mu się takowe zlokalizować. Znajdowały się one na drzewie oddalonym od naszego Ziemianina o parę, może pięć metrów. Skierował się właśnie ku niemu, zmierzając powolnym krokiem, gdy znalazł się tuż przed nim podleciał nieco w górę, w celu znalezienia się przy gałęziach i zaczął zrywać czerwone jabłka. Zerwał ich całkiem sporo, a już po chwili zaczął opadać ku ziemi. Usiadł na niej krzyżując nogi i zaczął wcinać owocki, zaś ogryzki odrzucał na bok. W momencie, w którym napełnił swój brzusio, wstał przyglądając się Kurisu, który był naprawdę wciągnięty w swój trening. Nie pozwalał sobie choćby na chwilę przerwy.
- Wiesz co, ja polecę przodem, sprawdzę co się tam dzieję. Gdy skończysz to do mnie dołącz.
Pomachał mu na pożegnanie, a na jego twarzy gościł uśmiech, po chwili wzniósł się w powietrze.
- Do zobaczenia na Papayi!
I odleciał, doskonale wiedząc w jakim kierunku ma się udać.

[z/t]

_________________
Theme:

Pozycja bojowa:

Dla MG:


MOWA
MYŚLI
avatar

Ryu
Mistrz Gry

Liczba postów : 263

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Ranzoku on Pią Paź 06, 2017 1:08 am

Ileż to czasu minęło odkąd rozpoczął się ten trudny trening? Ileż to zim przeminęło? Jak długo Ranzoku jeszcze zamierza napierdzielać w to drzewo? Prawdopodobnie sam nie jest pewien. Ze strony cywili musi to wyglądać zaprawdę komicznie jak facet znęca się nad florą. Teoretycznie z tego drzewka niewiele zostało, kasztany powypadały wszystkie, zapewne wielu skusi się na taki podryw. Skuteczność stuprocentowa. Legenda głosi, że na świecie istnieje tylko jeden taki kasztan, którego wartość oscyluje pomiędzy 10 tys. a 15 tys. euro. Kruczek jest taki, że taki kasztan niczym się nie różni od innych, dlatego też kobiety tak usilnie czekają na tego jedynego, ale za cholerę nie wiedzą którego, bo wszystkie takie same, także biorą jak leci. Skuteczność "podrywu na kasztan" pozostawia jednak wiele do życzenia wedle statystyk ( potwierdzone info :< ). Chłopak nawalał w to drzewo bez ustanku, aż w końcu została tylko garść drewna, która raczej już do niczego się nie nadawała, ewentualnie na opał. Chłopak stanął w bezruchu ręce kierując w dół i wzdychając mocno. Odczuł głód, co nie powinno dziwić, bowiem rozładowywanie napięcia na niewinnym drzewku trwało dość... długo. Dumny z siebie wzbił się w powietrze i zmienił miejscówkę. Odczuwał jednak, że coś wisi w powietrzu i może to się nie skończyć zbyt kolorowo.

KONIEC TRENINGU: 06.10.17, 01:09.

[zt]
avatar

Ranzoku

Liczba postów : 102

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Kurisa on Sob Paź 07, 2017 11:42 am

Po chwili skończyli swój wspólny trening i postanowili chwilę odpocząć. Ryu poczuł się spragniony, tak więc postanowił poszukać sobie jakiegoś wodopoju i opuścił saiyanina na jakiś czas. Kurisu wtedy klepnął sobie na miękkiej trawie po turecku i zaczął obserwować okolicę rozglądając się na boki. Wtedy podleciał do niego mały ptak, który zainteresował się saiyaninem. Latał wokół niego próbując się zbliżyć. Kurisu wystawił palec, aby ptak mógł sobie na nim wylądować. I małe stworzonko tak zrobiło. Po chwili zleciała się para kolejnych ptaszków, które również usiadły sobie na ręce saiyanina. Kurisu spoglądał na nie z małym uśmiechem podziwiając zwierzątka. Były ładne i kolorowe. Różnorakie. Wokół wojownika pojawiły się po chwili dodatkowo motylki, które zaczęły latać wokół wojownika. Kurisu bardzo kochał naturę i można było to zauważyć patrząc na zaufanie zwierząt do niego oraz na ich przyjazne nastawienie wobec saiyanina. Przez to zdarzenie kompletnie zapomniał już co miał wcześniej zrobić i zajął się podziwianiem zwierząt oraz natury.

Koniec treningu. Tamten poprzedni post możecie usunąć, bo ja nie mogę xd
edit: regeneracja 10%


Ostatnio zmieniony przez Kurisu dnia Wto Paź 10, 2017 3:55 pm, w całości zmieniany 1 raz
avatar

Kurisa

Liczba postów : 141

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Kurisa on Nie Paź 08, 2017 12:16 pm

Młody saiyanin podziwiał przyrodę oraz zwierzęta, które się wokół niego zbiegły. Nie liczyło się wtedy nic innego. Chwila ta trwała jakby w nieskończoność. Postanowił wtedy wczuć się jeszcze bardziej i odstawił ptaki na swoje ramię, które wcześniej siedziały mu na ręce. Siedząc po turecku skupił się do medytacji i zamknął swoje oczy. Zaczął wtapiać się w otoczenie. Wyciszać się. Nawet ćwierkający ptaszki siedzące na jego ramieniu tajemniczo ucichły. Wsłuchiwał się w swoje otoczenie oraz skupił się na oddychaniu. Wszystko było doskonale słychać. Każdy szmer oraz wiatr. Doskonale widział wszystko nie używając wcale swoich oczu. To zmysł słuchu wytwarzał dla niego obraz otoczenia. Jednak po chwili wszystko wokół zaczynało się wyciszać, a obraz rzeczywistości ściemniać się. Ściemniał się stopniowo, aż zapanowała kompletna czerń, a wokół nie było nic słychać. Czuł się, jakby przeniósł się w jakieś inne miejsce, inny wymiar. Otworzył swe oczy i wstał, ale wokół nie było niczego widać. Kompletna czarna pustka. Po chwili jednak coś się wydarzyło. Za saiyaninem pojawiło się białe światło. Odwrócił się w jego stronę i zaczął iść niepewnie. Wtedy światło zaczynało coraz bardziej ukształcać się w postać. Zbliżył się w końcu na tyle, aby mógł stwierdzić, że widzi sylwetkę sarny w postaci białego światła. Można było różnie to interpretować. Nie było czasu na myślenie, gdyż po chwili sarna zaczęła uciekać. Kurisu zasmucił się nieco, ale postanowił biec za nią. Biegł i biegł, ale sarna była od niego o wiele szybsza. Było to dosyć dziwne zjawisko, gdyż Kurisu czuł, jak jego ruchy są spowolnione, gdy w tym samym czasie sarna poruszała się normalną prędkością. Gonił za nią przez pewien czas ledwo dając radę ją dogonić, aż w końcu się zatrzymała. Kurisu podbiegł do niej z wyciągniętą ręką i chciał ją pogłaskać, lecz zanim zdążył dostatecznie się do niej zbliżyć sarna nagle stanęła w płomieniach. Zaczęła płonąć. Saiyanin patrzył się na nią przestraszoną miną. Nie udało mu się dogonić sarny ani ją uratować.

Wydarzenie w głowie saiyanina sprawiło, że wybił się z rytmu i przebudził się z koszmaru upadając lekko do przodu i ciężko oddychając. Zwierzęta wokół niego przestraszyły się jego nagłego ruchu i uciekły. Saiyanin był lekko spocony i przestraszony. Nie wiedział co ta wizja oznaczała. Czuł jednak, że musi dalej trenować. Nie zauważył nawet, że Ryu już do niego wrócił. Wstał na nogi i przetarł pot z czoła.
- Dobra. Trenujmy dalej.

Start treningu.
avatar

Kurisa

Liczba postów : 141

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Kurisa on Pon Paź 09, 2017 4:45 pm

Po jakimś czasie Ryu zrobił się głodny, więc postanowił poszukać sobie jedzenia. Saiyanin pomyślał sobie, że jemu przerwa na żarełko też by się przydała, tak więc razem ruszyli szukać jedzenia. Ryu poleciał w jedną stronę, a Kurisu w drugą, aby każdy znalazł jedzenie dla siebie. Zaczęli zbierać runo leśne przez jakiś czas, jednakże apetyt saiyanina był silniejszy od niego i tak co znalazł, to szybko zaczął od razu zjadać, przez co nie udało mu się zebrać takiej kupki jedzenia, jakiej udało się Ryu. Tak więc jakiś czas zbierali jedzenie, aż w końcu skończyli. Wtedy Ryu usiadł i zaczął delektować się owocami, zaś saiyanin wrócił do treningu. Ćwiczył swoją technikę walki, kiedy to Ryu go obserwował. W pewnym momencie ziemianin skończył już swoją ucztę i postanowił, że poleci przodem, aby zbadać sytuację. Saiyanin miał dołączyć do niego później.
- Dobry pomysł. Tak więc do zobaczenia na Papayi. - Odparł do swojego przyjaciela, kiedy zaczął go opuszczać. Został teraz sam.

Koniec treningu.
Regeneracja 10%.
avatar

Kurisa

Liczba postów : 141

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Kurisa on Czw Paź 12, 2017 7:15 pm

Odpoczywał siedząc na miękkiej trawie i wpatrując się w niebo. Zastanawiał się na sytuacją. Myślał trochę o Ryu oraz o tajemniczej sprawie im zleconej. Popatrzył się w stronę Papayi, ale nic nie czuł. Zastanawiał się o tym, jak bardzo Ryu może być silny i czy jest szansa, aby kiedykolwiek go prześcignąć. Zastanawiał się również co oznacza jego niebieska opaska na czole. Nigdy nie miał okazji o to zapytać. Po chwili próbował wstać, ale coś było nie tak. Jednak sam tego nie zauważył. Był już nieco zmęczony. Myślał, że to przez trening. Klepnął kolanami o ziemię i uderzył mocno pięściami w ziemię, która aż się wgniotła.
- Muszę stać się jeszcze silniejszy, aby zostać przyjacielem Ryu. Nie wolno mi się poddawać. Nie mogę odstawać od niego choćby na krok. - Powiedział do siebie zdenerwowanym głosem, po czym podniósł się z ziemi. To nie pora, aby się poddawać.
- Kiedyś cię dogonię, a potem wycisnę z ciebie siódme poty! - Patrzył przed siebie chłodnym wzrokiem stając do gotowości. Pora dokończyć trening.

Trening start.
avatar

Kurisa

Liczba postów : 141

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Kurisa on Sob Paź 14, 2017 1:17 pm

Kurisu trenował, trenował i trenował. Przez trening stracił już kompletnie poczucie czasu i sam już nie wiedział jak długo tutaj siedzi. Na początku trenował swoją technikę walki, później przeszedł do treningu siłowego, gdzie ćwiczył podnosząc ogromny głaz. Ostatecznie przeszedł znowu do medytacji. Teraz jednakże medytacja różniła się nieco od poprzedniej, gdyż posadził na swojej głowie głaz, którym wcześniej trenował i próbował utrzymać go na swojej głowie utrzymując równowagę oraz nie ruszając się. Siedział nieruchomo po turecku. Zastanawiał się wtedy nad pewną rzeczą. Myślał o sobie oraz o swoim powstaniu. Nie mógł sobie jednak czegoś więcej przypomnieć, gdyż jego wspomnienia zasłaniały mu informacje, które podczas eksperymentu zostały mu przekazane do mózgu. Jedyne co pamięta zza życia w zbiorniku to nieznajome szepty, które mówiły mu co musi zrobić. Nie pamięta nikogo z osób, które pracowały nad stworzeniem saiyanina idealnego. Perfekcyjnego. Pamięta za to jedynie wybuch i krzyki. A potem wyszedł ze zbiornika i nie było nikogo innego przy tym. Był kompletnie sam. Miał jednak dziwną świadomość tego, że to saiyanie chcieli go stworzyć i to ci sami saiyanie chcieli go później zniszczyć. Pamiętał do tej pory notkę, którą znalazł na miejscu laboratorium. Nie było sensu rozmyślać nad tym. To było już dawno temu. Trzeba wziąć w ręce obecne sprawy i się teraz nimi zająć. A co to takiego było? Ah tak. Mistrz Świętej Wieży zlecił im zbadanie sprawy na Papayi. Już kompletnie o tym zapomniał. Wstał i rzucił z głowy ogromny głaz na bok, który mocno wbił się w ziemię. Trzeba było ruszać dalej. Cholera, zasiedziałem się tutaj - pomyślał. Wokół saiyanina pojawiła się biała aura, która zaczęła spowijać ciało wojownika, a następnie wybił się energicznie z ziemi i zaczął lecieć w kierunku, w którym to poleciał jego przyjaciel Ryu. Trzeba było się śpieszyć.
- Cholera. Ciekawe ile mnie ominęło.

Koniec treningu.
Reg 10%
Zt.
avatar

Kurisa

Liczba postów : 141

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Gość on Pon Paź 23, 2017 3:10 pm

Fabu zostawił całą grupę silnych wojowników. Czuł się przy nich niczym. Jakby był dzieckiem które dopiero dzisiaj postanowiło uczyć się sztuk walk. Dlatego postanowił odejść i zacząć trenować ciężej od reszty, by móc im dorównać. Po tym jak zobaczył siłe Ryu, jak po jednym uderzeniu położył go na łopatki, pomyślał, że ten tutaj jest w cholerę silny i jego musi dosięgnąć. Tylko kiedy zobaczył siłe Mistrza, która trenuje Ryu to wiedział, że są jeszcze dużo silniejszy rywale który są silniejsi od jego silniejszych rywali. Taka dziwna matematyka.
No i teraz przybył na to miejsce w jednym celu. Trenować. Musi odrazu kuć źelazo puki gorące. Na początku trenował tylko rano sobie trochę z jego mistrzem. Teraz wie, że to był błąd. Powinien odrazu trenować dzień i noc, by być już ostatecznie silny by być strażnikiem pokoju na tej planecie. Dlatego teraz wziął się za to bardzo mocno. Nie wróci dopóki nie będzie wystarczająco silny by móc pokonać chociaż jednego wojownika czerwonej armii. A wojownik różni się od żołnierza. Czym dokładnie? Zołnierz to normalny człowiek wcielony do armii, który posługuje się bronią. Takie mięso armatnie. Za to wojownik to ktoś kto jest ponad zwykłych ludzi, zna sztuki walki i sam jeden może być niebezpieczny dla wielkiej ilości ludzi. Dlatego musi chociaż dojść do poziomu w którym będzie mógł walczyć jak równy z równym z wojownikami RR.

Start Treningu.


Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Gość on Sro Paź 25, 2017 5:14 pm

Ciężki ale także dobry trening to podstawa. Każdy wojownik musi to przejść, oraz nadal to przechodzi. By nie zgubić formy oraz się poprawiać. Droga którą wybrał Bio-Android jest dość ciężka oraz nieskończona. Ciężka, dlaczego? No musi tutaj poświęcić się całkowicie tej sprawie, by coś osiągnąć i nie być w tyle za wszystkimi, którzy też kroczą tą samą ścieżką. Co do nieskończonej, to ciągle muszą rosnąć w siłe, nie ma postojów czy jakiejś górnej granicy. Wszyscy się rozwijają i będą rozwijać sie ostatecznie aż do swojej śmierci. Chociaż dla niektórych może istnieć granica, najpewniej istnieje dla ludzi. Za to Jaszczur czuje, że on ma nieskończoną drogę ewolucji, która nigdy się nie zakończy. Dzięki czemu wie, ze ma bardzo dużo do przebycia, by być najsilniejszym wojownikiem, który będzie bronił planety ziemię oraz wszystkich potrzebujących. Dlatego też już teraz kończył swój wycieńczający trening, który teraz był jego kolejnym krokiem w nieskończonych schodach, które prowadzą go do potęgi na całym wszechświecie.

Koniec Treningu.


Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Gość on Czw Paź 26, 2017 10:45 pm

Bio-Android po ciężkim treningu zrobił sobie krótką przerwę. Krótką, by nie ostudzić za szybko swojego ciała i by mógł dalej trenować z pełną parą bez niepotrzebnej rozgrzewki. Przystanął na chwilę i zaczął do siebie mówić.
-To był dobry trening. Ale nie mogę spoczywać na laurach i muszę iść dalej. Czuje, że mogę nadal być silny, że mam możliwość ewolucji. Jestem dopiero na starcie do mojej potęgi, a meta sięga daleko. Musze po prostu sięgnąć stopą na kolejny stopień na tych schodach do siły. Wtedy będę o krok bliżej, by dorównać Panu Ryu i jego Mistrzowi. - Wyciągnął swoją dłoń przed siebie i zaczął na nią spoglądać. Była... brzydka, chuda, za chuda jak na jego resztę ciała. To było coś co sprawiało z niego niedorozwoja. Nigdy mięśnie na jego rękach nie urosły, przez co, przy reszty jego ciała wyglądało to dość nienaturalnie. Lecz za niedługo powinno się to zmienić. Jest on parę kroków od ewolucji, która zmieni jego siłę oraz jego samego.
-Dobra! Nie czas na przesiadywanie i przyglądaniu się moim rękom. Czas wziąć się za trening! Czuje, że za niedługo stanie się cos przełomowego w moim życiu.-

Start Treningu.


Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Gość on Nie Paź 29, 2017 9:31 am

Padł na ziemie wycieńczony. Można to porównać do dobrego seksu z partnerem czy partnerką. Tylko jest taki problem, że to stworzenie tutaj nie może tego robić, bo nie ma ani jednego, ani drugiego z narządów płciowych. Tylko On jakoś na to nie narzeka, po prostu nie czuje pociągu seksualnego. Może to przez to, że został stworzony z dwóch ras, które nie kopulują. On jest stworzony do czegoś innego, nie by tworzyć dzieci, a zrobić coś więcej. Może stworzyli go do niszczenia, ale w tej chwili Bio-Android postanowił się temu wszystkiemu sprzeciwić i zrobić na odwrót. Chce wszystko uratować, nie zabijać, po prostu być obrońcą każdego który na to potrzebuje. Ale już swoje ideały zaczął wprowadzać w życie. Nikogo nie zabił z tym kto walczy. Niby słaby początek, ale jakiś jest. Teraz tylko musi stać się silny, by móc walczyć o pokój na jego ukochanej planecie.
-Dobra, udało mi się jakoś wytrenować. Ale to pewnie za mało, by zdobyć siłę, która dorówna Panu Ryu, czy też jego mistrzowi. Muszę się popchnąć w ramiona wycieńczenia. Nie mogę stać w miejscu, muszę jak najszybciej stać się silny. Musze być obrońcą pokoju i życia na tej planecie. Muszę ewoluować jak najszybciej, to jedyny sposób by dosięgnąć mój cel.-

Koniec Treningu.


Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Laptor on Nie Paź 29, 2017 10:52 am

MG - SAGA


Fabu po skończonym drugim treningu, które razem trwały na oko jakieś trzydzieści minut, kompletnie nie spodziewał się tego, co właśnie miało się wydarzyć. Bowiem nasz smok był obserwowany od jakiegoś czasu. Jego przeciwnik miał niebieską skórę, skrzela i niecne zamiary wobec jego osoby. Tak, był to jeden z żołnierzy, którzy nie zauważeni opuścili miejsce wydarzenia na polanie. Ich zadanie było proste. Sprowadzić z powrotem tych, którzy uciekną z polany. Każda energia musiała zostać zebrana, bez względu na wszystko.
Fabu zobaczył przed sobą uśmiechniętą, niebieską osobę. Od razu mógł rozpoznać w niej tych, którzy najechali ziemię. Była uśmiechnięta, radosna. Jakby pewna tego co tutaj się za chwile wydarzy, nie odezwała się ani słowa. Różniło ich dziesięć metrów.

_________________
Ore ni kateru no wa, ore dake da
______________________________________________________
avatar

Laptor
Mistrz Gry

Liczba postów : 1380

http://www.invincible.oxn.pl

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Gość on Pon Paź 30, 2017 6:46 pm

Bio-Android kiedy sam do siebie rozmawiał o sile oraz tym, że musi ewoluować, by stać się silniejszy. Pojawiła się kolejna osoba na naszej scenie. To była osoba której nasz Bohater tejże historii, za nic na świecie się nie spodziewał. Każdego mógłby być pewien. Zwierzynę, Wojowników, Czerwoną Armię, ale nie tą osobę.
Kiedy go zobaczył stanął jak wryty. Przez moment miał zatrzymanie mózgu, że to tak można ująć. Nic nie myślał, a tylko przyglądał się przybyszowi z szokiem wymalowanym na jego pysku. Przed nim, a dokładniej dziesięć metrów przed naszym niedorozwojem pojawił się rybolud. Jeden z ludzi od Sharke, który przyleciał tutaj prosić o pomoc. Już dawno opuścił tamto miejsce i robił swoje. A tutaj pojawiła się osoba, która powinna siedzieć przy statku.
To odrazu było podejrzane. Pojawił się znikąd w miejscu gdzie przybywa właśnie nasz czerwony jaszczur. Instynkt naszego stworzenia zaczął wariować i krzyczeć "Uwaga! Uwaga!". Tylko wyraz twarzy naszego Sakana był dość przyjazny, ale tez z powodu tych okoliczności był przerażający. On tu widział i czuł w głębi siebie. Coś tutaj było zdecydowanie nie tak!
-Witaj...- Rzucił mu niepewnie. Machnął przy tym ręką, ale nie wiedział dlaczego jego całe ciało naprężało się. Jakby już się szykował do uniku przed niespodziewanym atakiem. Nawet odwrócił głowę w bok, by mieć na oku ryboluda i spojrzeć za siebie. Frontowe ukazanie się mogło być przynętą i ktoś mógł się czaić z tyłu. Jeżeli nikt go nie zaatakował to kontynuuje.
-Pewnie przybyłeś by mnie zabrać tam bym wypełnił swoją przysięgę...- Westchnął.
-Jest mi wstyd. Miałem chwile słabości. Widząc walkę miedzy tym człowiekiem, a waszym dowódca. Poczułem się słaby i że moja pomoc jest tutaj nic nie warta. Ze moja energia bedzie niczym przy tej co reszta da, bo tam jest dużo silniejszych wojowników odemnie.- Widać po jego twarzy, ze było mu wstyd z tego powodu. Może był w gotowości do walki, przez tą przerażająca sytuację. Ale zdał sobie z czegoś sprawę. Nie jest słowny. Obiecał im, a on zniknął. To było niewybaczalne.
-Oddam wam energię. Moge odrazu z tobą leciec, albo zabierzesz mi ją teraz. Nawet będziesz mógł mnie zakuć, albo obezwładnić jeżeli nie będziesz pewny moich słów, że dam się zaprowadzić po dobroci do statku znowu. To jest wstyd, że obiecałem, a potem odszedłem. Miałem chwilę słabości...Przepraszam- Tutaj wystawił dłoń i ją zacisnął.
-Ale dzięki tym treningom które teraz wykonałem, mogę zwiększyć energię która we mnie tkwi. Może być jej dużo więcej. Jeżeli dasz mi chwilę to ukaże ci to, że może jej być więcej, a wtedy odrazu daje wam energię, a nawet będe odpoczywał przy was, by oddać ją drugi raz. I tak do końca, aż będzie jej wystarczyło dla was. Ale daj mi chwilę, a ci pokaże owoce treningu, które mogą dać wam korzyści, a mi oczyścić się z plamy na moim honorze, który sam splamiłem.-
Trochę się nagadał, ale musiał powiedzieć co ma na sercu. Jego intencje tutaj były prawdziwe. Jak dostanie chwilę to zmieni się oraz odda energię, a nawet może tam z nimi siedzieć i ciągle oddawać, by jakoś odkupić swoje winy.
Ale też jego instynkt wariował w tej sytuacji. Niby powiedział swoje szczere myśli i że chce się odkupić, lecz sytuacja, że rybolud się tutaj pojawił był niepokojąca. Jego ciało było gotowe do uniku, a nawet do kontrataku.
przy okazji nasłuchiwał, jakby spodziewał się ataku z zaskoczenia.


Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Laptor on Pon Paź 30, 2017 8:02 pm

MG - SAGA


Wojownik zaczął panikować i mówić rzeczy, których oprawca zupełnie się nie spodziewał. Było to niezwykle kłopotliwe, ponieważ jego zadaniem było sprowadzenie wojowników żywych, obitych, całych, zdrowych, posiekanych, obojętnie. Mieli po prostu oddać energię i być żywi... Jednakże głęboko liczył na to, że Fabu odszedł i nie zamierzał wracać. Był przyszykowany na obicie jego pyszałkowatej mordeczki. Właściwie miał na to nadzieję... Słowa Fabu przytłoczyły go, zaczął się pocić i wycofywać, armata słowna ciągle przepraszała i wyrażała skruchę... To było żałosne, ale jeśli nasz smok miał plan szybkiego przekonania kogoś, że żałuje, to z pewnością mu się udało.
- Eee... spokojnie... Tak, tak pewnie właśnie po to przybyłem, prosić o spełnienie tej no, obietnicy, tak? Tak, Fabu wojowniku o smoczym wyglądzie, proszę ze mną w takim razie...

z/t Polana na wyspie Papaya

_________________
Ore ni kateru no wa, ore dake da
______________________________________________________
avatar

Laptor
Mistrz Gry

Liczba postów : 1380

http://www.invincible.oxn.pl

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Blade River on Wto Mar 27, 2018 10:03 pm

Kenzuran podczas swojego lotu, starał się jakoś dorwać jakiekolwiek ślady swojego sojusznika Gutsa, lecz niestety nic nie mógł znaleźć. Parsknął złowrogo sam do siebie, a potem zaczął powoli obniżać swój lot. Zauważył, że znajduje się na otwartej przestrzeni, gdzie może znajdzie kogoś lub coś co mu może pomóc tutaj przetrwać. Czarnowłosy wreszcie zrobił obrót w powietrzu, jak jeszcze lewitował i hamując swoimi stopami, znalazł się ponownie na glebie planety Ziemia.

Zaczął się rozglądać na lewo i prawo, już widział w oddali jakieś niewielkie wrzosowiska, odpowiednie miejsce do treningu, lecz najpierw chciał się jeszcze trochę dłużej rozejrzeć. Po upływie kilku minut, natrafił na jakieś krzaki gdzie rosły jakieś różnokolorowe kulki, które wyglądały na zjadliwie. Jego żołądek coraz częściej przypominał mu o jego stanie głodu, dlatego też nie miał innego wyboru i zaczął je zajadać. Nie przeszkadzał mu fakt, że to może być jakaś dzika roślina spożywcza, lecz nie miał innego wyboru, nie miał zamiaru tutaj wykitować na głodniaka.

Po zjedzeniu tego naprawdę dużo, oczywiście musiał spróbować każdy rodzaj koloru, odczuł satysfakcje że już nie jest tak głodny jak przedtem. Syn Kellana beknął sobie, a potem otarł usta i widział, że się trochę pobrudził barwą tych wszystkich kolorowych kulek, które już wiedział że są zjadliwe. Wyruszył od razu przed siebie i kiedy znalazł się na jednym z tutejszych pagórków, wciągnął jak najwięcej powietrza, a potem je wypuścił.

Zaczął robić wpierw rozgrzewkę i to taką nie najlepszą, gdyż był rozgrzany bo średnim boju z siwowłosym. Nie miał zamiaru się pieścić, zaczął myśleć bardziej logiczne, gdyż już nie myślał o głodzie, musiał się wreszcie stawać coraz silniejszy. Czas mijał, a wojownik zrobił już kilkanaście ćwiczeń, ponieważ tak naprawdę były one powtarzalne, nie miał zbytnio do czego trenować, bo pamiętał że niegdyś na jego planecie było coś takiego jak manekiny do treningu czy też inne tego typu rzeczy.

Ciągle w głowie chodziła mu myśl, że Guts od niego uciekł, dlatego też zacisnął mocno zęby i potężnych ruchem wstał z gleby, kiedy to ukończył swoich dwieście pompek. Spojrzał poważnie przed siebie, z boku mógł dostrzec dość spory i ciągnący się las. Chciał się tam udać, lecz coś mu podpowiadało, że to nie będzie dobrym pomysłem, chociaż mógłby wykorzystać drzewa jako narzędzia treningowe.

Wypluł trochę śliny z ust, a potem zrobił kilka salt do tyłu, aż wreszcie wylądował twardo na swych stopach, które były w obuwiu. Kenzuran znowu na nowo wciągnął porządnie powietrze swym nosem, zaś za chwilę wypuścił je ustami i przybrał pozycję do walki. Wkurzał się coraz bardziej, że uciekł jak tchórz wtedy z rodzinnej planety, nie pomógł rutadze i bardzo tego żałował. Był gotowy na wszystko, nawet jak kiedyś ruszy w poszukiwanie swojego Ojca i Siostry.

Nadal sumienie mu podpowiadało, że gdzieś tam są, może w innym sektorze galaktyki, kilkanaście lat świetlnych stąd, ale będzie musiał im pokazać, jak oczywiście ich kiedyś odnajdzie, że stał się silny. Tak oto Ogoniasty rozpoczynał swój kolejny trening, swoją dalszą drogę w byciu coraz lepszym, coraz silniejszym. Zemsta sama za niego się nie zrobi, będzie musiał być gotowy na spotkanie z Demonem, który zniszczył jego dom, saiyańską planetę Vegete.

TRENING START.
avatar

Blade River

Liczba postów : 97

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Blade River on Czw Mar 29, 2018 1:16 am

Kenzuran od razu przeszedł do ofensywny, nie miał zamiaru dłużej się bawić. Wybił się z pięty, od razu poszybował nisko nad ziemią, zadając niewidzialnym przeciwnikom grad ciosów, którzy to zbytnio nie mieli jak się przed nim wybronić. Oczywiście Czarnowłosy tworzył sobie słabe wizje, które nie były dość silne, lecz i tak nie zamierzał się wycofywać. Postanowił zaatakować od góry, więc szybko zmienił tor lotu, wystrzeliwując nad białe chmury, które tutaj istniały, dosyć inne były na planecie Vegecie.

Kiedy się już znalazł nad nimi, stworzył korkociąg i kiedy się tak obrócił, praktycznie nad ziemią zrobił tak jakby wykop pod kątem, trafiając nieistniejącego wroga w kark i posyłając go gdzieś hen daleko. Uśmiechnął się sam do siebie, a potem dziko ryknął i zaczął wykonywać wysokie i średniej wysokości kopnięcia, czy to w brzuch, czy to w podbródek albo nawet gdzieś w okolicach nóg i krocza.

Starał się omijać naprawdę czułe punkty i zagrania poniżej pasa, ale czasami się po prostu nie dało, a że był on z rasy wojowników, którzy naprawdę dość często grają nieczysto, musiał się do tego przystosować. Jego siostra zawsze tak robiła, dlatego też z zaciśniętymi zębami czarnooki zaszarżował i przeszedł znowu na pięści, nie miał litości dla swoich rywali. Po upływie kilkunastu minutek, ogoniasty zrobił obrót i zamachnął się dziko swoją trzecią kończyną, powalając kilku oprychów, którzy byli tylko i wyłącznie w jego podświadomości, podcinając ich i zakończając ich żywoty.

Nie miał zamiaru poprzestać na tym, dlatego też wypuścił powietrze, otarł pot z czoła i zaczął dalsze walki z niewidzialnymi wiatrakami. Trochę się zmęczył, ale dzięki zjedzeniu tym dzikim owocom albo tego czegoś, nie wiedział co to konkretnie jest, dało mu siły. Spojrzał się wreszcie na ostatniego przeciwnika, który był tylko w jego podświadomości. Demon z białymi długimi włosami, skrzydłami wraz niebieskawą skórą. Syn Kellana spoglądał na niego z pogardą, widział u nóg jego ostatniego przeciwnika martwego Rutagę, którego blask z włosów gdzieś się ulotnił.

Kenzuran zacisnąwszy pięści, od razu na niego ruszył i chciał go staranować. Nie wiedząc czemu, wizja tego wroga zrobiła unik, powtórzyło się to kilkukrotnie. Czyżby naprawdę jego umysł stworzył kogoś kogo jeszcze nie może pokonać. To nie była prawda, jego wizja nie mogła zrobić uniku, więc jak to było możliwe. Młody Saiyanin nie wiedział tego konkretnie, ale starał się o tym nie rozmyślać zbyt długo i starał się wreszcie trafić swój cel.

Po upływie kilku minut, delikatnie zdyszany, wytarł znowu swoje mokre czółka i patrzył złowrogo na oponenta. Splunął na ziemię, zamknąwszy oczy poleciał w stronę   swojego wroga, zadając porządny cios w stylu haka, czyli od dołu. To miało wykończyć jego nieistniejący twór, ale ten od tak po prostu sobie zniknął, więc wojownik zamachnął stopami na glebie i odwrócił się szybko za siebie. Już jego wizji nie było, widmowe zwłoki, jak i ów główny potwór także zniknęli.

Teraz czarnowłosy wciągnął powietrze i wypuścił go trochę więcej, ale jednak nie mógł tego wytrzymać. Spojrzał się w chmury, a potem napinając się cały, wydarł się tak głośno, że można go było słyszeć w lesie, który był nieopodal i nie obchodziło go teraz nic. Miał żal do Gutsa, że ten go zostawił na nieznanej mu planecie, kiedy to mieli trzymać się razem. Syn Ilene stracił szacunek do tchórza, dlatego jak go dorwie, na pewno będzie chciał mu skopać cztery litery, ale jednak mimo to, nie zaprzestawał krzyku i ten stawał się coraz głośniejszy.

Przy jego nogach stworzył się solidny podmuch, zdmuchując delikatnie trawę i przez to właśnie ona wyglądała jakby kładła się do snu. Był tak wkurzony, ale teraz mógł naprawdę się wyżyć, bo był sam, waliło go to czy ktoś go usłyszy czy nie. Spojrzał wreszcie przed siebie, ponieważ trochę mu ulżyło i sobie przysiadł na pagórku, przyjmując odpoczynek po swoim treningu.

KONIEC TRENINGU
avatar

Blade River

Liczba postów : 97

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Blade River on Pią Mar 30, 2018 1:30 am

Kenzuran kiedy już solidnie wypoczął, wstał z terenu trawiastego i powędrował ponownie do tych dzikich rzeczy, które ów można było zjeść. Zastanawiał się, bo na pewno mógł przeczuć, że niektóre z nich raczej nie są zjadliwe, lecz jego organizm jak na razie nie zareagował negatywnie na żadną z tych kolorowych kulek. Po dotarciu na miejsce, Czarnowłosy przykucnął i nabrał sobie trochę takiego koloru, trochę tamtego koloru, po czym kiedy już miał coś w kształcie miski ze swoich dłoni, ponownie usiadł tym razem na jakimś chłodnym kamieniu i zaczął pałaszować te cuda.

Kilka minut upłynęło zanim Ogoniasty wszystko wtranżolił, ale jakoś mu się naprawdę nie śpieszyło. Chciał do wszystkiego podchodzić na spokojnie, tylko walka zawsze dla niego była szybka i energetyczna. Czarnooki gdy zakończył konsumpcję tych przetworów dzikiej natury, wstał i napiął od raz na start obydwa przedramiona, czując że ma na nowo siły by dalej trenować. Zaczął od rozgrzewki, jak to zwykle czyli jakieś wyskoki w powietrze, przysiady oraz pompki.

Żałował nadal że nie wybrał się do lasu i tam nie zaczął swojego dalszego szkolenia, by stawać się coraz silniejszym. Nie żałował tego, więc  powędrował tu i tam, by znaleźć inne miejsce treningowe, miał nadzieję natrafić na jakąś solidną skałę albo duży głaz, ponieważ jakiś materiał wyjątkowo mu się przyda. Po kilku minutach szukania, natrafił na jakieś spore kamienie, które chyba były idealne do szkolenia, dlatego też nie miał zamiaru się pieścić.

Postanowił zrobić nowy rodzaj brzuszka, do góry nogami, więc od razu ustawił nogi i starał się nimi zahaczyć nimi o górną część skały i się powiesić w dół. Trochę mu to zajęło, ale kiedy mu się udało dobrze ułożyć, zaczął je robić, gdyż musiał rozciągnąć swój krzyż, jak i wzmocnić brzuch by móc na przykład otrzymywać więcej ciosów. Wydawało się, że czasami udawał takiego jelenia, ale tak naprawdę nim nie był, po prostu odczuł dziwnie delikatną traumę, przez to że stracił dom i teraz musiał radzić sobie sam.

Syn Kellana nadal żałował, że jego znajomy go opuścił i stchórzył niczym czołgająca się larwa uciekająca przed sroką, ale nie chciał sobie zaprzątać tym głowy i dalej ćwiczył. Godzina, dwie upłynęły zanim wreszcie zakończył swój seans rozgrzewaczy, dlatego też kiedy skończył, swoją pupą odbił się od skały i zrobił obrót, lądując twardo na ziemi. Walnął pięścią o otwartą dłoń i był gotowy na dalsze zadania, czyli wzmacnianie siebie i dążeniu do granic swoich wytrzymałości.

Spojrzał jeszcze na chwilę w chmury i przeczuł, że na tej planecie na pewno spotka jakieś kłopoty, albo może i nawet pozna nowe osobowości i przyjaciół. Nie wiedział tego, ale sumienie mu tak podpowiadało, dlatego też przybrał pozycję do walki i był gotowy na drugą część treningu.

START TRENINGU
avatar

Blade River

Liczba postów : 97

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Blade River on Nie Kwi 01, 2018 12:42 pm

Kiedy już Kenzuran był gotowy do dalszej walki, odbijając się z pięty, ruszył na tą wielką skałę. Nie miał zamiaru czekać, chciał wreszcie wyrzucić te negatywnie emocje na temat swojego tchórzowskiego kumpla, który go zostawił, bo bał się jakiegoś silnego gościa. Czarnowłosy sobie z jakoś nim poradził, ale nie wiedział do końca czy aby na pewno pozbył się uprzykrzającego karalucha czy nie. Wojownik wzruszył ramionami, a potem dopiero zadawał mocniejsze ciosy tej skale, robiąc na niej wgniecenia swoich pięści.

Ogoniasty domyślał się, że jego trochę już stare rany na kostkach na pewno się otworzą, ale jakoś się tym nie przejmował, ponieważ wiedział że jego rasa jako tako szybko się regeneruje. Czarnooki po upływie kilku minut, zrobił kilka salt do tyłu, po czym przybrał pozycję do dalszej walki. Rozejrzał się na lewo i prawo, nie widział jak na razie nigdzie żadnego zagrożenia, dlatego też wypuścił powietrze na spokojnie i robił dość wysokie podskoki do góry.

Po znalezieniu się w przestrzeni powietrznej, syn Kellana dostrzegł samotne drzewo, które stało to za drugim trochę większym pagórkiem, więc od razu ruszył w jego stronę. Przez jego pokrwawione dłonie i delikatnie poranione, chciał znaleźć jakiś inny materiał na którym mógłby robić dalszy trening. Podczas lotu, oczywiście robił jakieś różne zawijasy pomiędzy chmurami i pod nimi także, ponieważ nie potrzebował takiego wysokiego dystansu, ale wiedział że jak jest wyżej, tym rzadsze powietrze.

Wreszcie utworzył korkociąg i skupiając swój wzrok tylko i wyłącznie na danym celu(patrz drzewo) kiedy już był na tyle blisko by zadać cios, zrobił obrót i wykonał wysokie kopnięcie. Kenzuran teraz dopiero miał kłopot, bo gdy wykonał ten cały atak, wbił się tak głęboko w żywy organizm, że nie mógł uwolnić swojej nóżki. Nie miał innego wyboru, aktywował aurę, a potem głośno zaryczał niczym dziki oozaru,a już po tej sekwencji uwolnił swoją nogę.

Młody Saiyanin łapał oddech przez jakiś czas, aż wreszcie szybko odchylił obydwa przedramienia i zadawał na nowo ciosy na drzewko. Z góry z doły, po środku, wszędzie miał zamiar trafić, tak jakby miał znowu walczyć tak jak przedtem z tym całym siwowłosym od armii RR. Syn Ilene jednak nie myślał o jednym z dowódców RR, tylko o przeklętym aniele który zniszczył jego planete Vegete, przez co głośniej zaryczał i równocześnie walnął swoimi pięściami w cel.

Czarnowłosy po atakowaniu coraz szybciej i mocniej tego przeciwnika, czuł się jakby nie zadawał mu wcale obrażeń, lecz mnóstwo śladów i pęknięć mimo tego pojawiło się na drzewie. Wreszcie po odskoku do tyłu, ogoniasty musiał sobie coś przemyśleć, kiedy do z papierówki odpadały kolejne kawałki kory. Wytarł szybko pot z czoła i nadal widział tą uśmiechniętą buźkę, a także sylwetkę Rutagi który ze złotą transformacją ruszył na anielskie nasienie.

Wojownik nie wiedział co ma o tym myśleć, dlatego też westchnął smutno, jak i był w wielkim gniewie i zrobił ostateczną szarżę. Nie myślał o niczym teraz aktualnie, jego mózg skupił się tylko o tym, by dokonać zemsty i zniszczyć dany cel. Czarnooki odchylił jak najdalej prawe przedramię i zadał srogi a naprawdę porządny cios w środek beleczki. Pięść wojownika była całkowicie napięta, ale najwyraźniej to mu wystarczyło, jeśli chodzi o jego dzisiejszy trening.

Wypuścił końcowe powietrze skupienia na całych ćwiczeniach, a potem przysiadł pod drzewem, które straciła praktycznie całkowitą korę, ale stało dalej. W tym przypadku, Syn Kellana nie zniszczył tej deszczułki, dlatego też pozostawia mu to jeszcze sporo rozmyśleń jego techniki walki i na nadejście wielu zmian w atakach. Popatrzył na niebo i przez chwile w niego spoglądał, zastanawiając się jak teraz odnajdzie rodzinę.

Przez wybuch jego rodzinnej planety, wieża portowa nie może wysyłać informacji powrotów a bez niej, ci saiyanie którzy są porozbijani na innych planetach, nie będą mogli wrócić z powrotem do domu, bo jakby nawet dolecieli, to natrafili by na latające w próżni asteroidy albo resztki po planecie. Kenzuran westchnął i postanowił odpocząć i zregenerować siły, musiał chwilę odsapnąć i odejść myślami od tego wszystkiego, to było zbyt wiele dla takiego saiyanina jak on.

KONIEC TRENINGU
avatar

Blade River

Liczba postów : 97

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Blade River on Pon Kwi 02, 2018 2:34 pm

Po dość długiej kilkugodzinnej drzemce, Kenzuran wreszcie przebudził się. Wojownik rozciągnął swoje całe ciało, po czym zrobił wyskok w górę i już był na swoich nogach. Rozejrzał się dookoła, lecz nikogo na szczęście tutaj nie widział, już się bał że swoim krzykiem mógłby na kogoś natrafić. Podrapał się chwilę po swojej czuprynie, a potem rozciągając się jeszcze kilka razy na jeden i drugi bok, walnął się liśćmi z otwartej dłoni w policzki i to go od razu rozbudziło do życia.

Nie mógł nadal zapomnieć, że jest na planecie której jeszcze tak doskonale nie znał, ale wiedział już mniej więcej co może zjeść, gdyż nie czuł po tych dziwnych kolorowych kulkach że ma jakąś gastro-fazę. Ogoniasty postanowił dalej wznowić swój trening, gdyż nie miał czasu po prostu tak stać i nic nie robić. Jeśli ktoś silny nadejdzie, będzie gotowy i nawet jeśli ta osoba będzie go przerastać, nie wycofa się z pola bitwy. Nadal nie może zapomnieć o samym fakcie, że jego dawny i najbliższy towarzysz Guts, zostawił go bo bał się jakiegoś gościa, którego on sam pokonał.

Oczywiście Syn Kellana się domyślał, że mógł tamtego pokonać, bo wreszcie cała budowla zawaliła mu się na głowę i całe jego ciało, więc sugerował się tym, że wygrał. Postanowił wpierw wyruszyć do swojej jadłodajni i kiedy po kilku minutach do niej dotarł, widział że już nie wiele tego zostało. Musiał się posilić, ponieważ jadł tak co jakiś czas, nie chciał wszystkiego od razu wtranżolić. Młody Saiyanin wiedział doskonale, że jakby zjadł wszystko to pewnie po kilku kolejnych dniach znowu by był głodny, dlatego też zjadł trochę tych kolorów, trochę tamtych i gdy już odczuwał przyjemne odczucie najedzenie, wyruszył na swój rozgrzewko-wy pagórek.

Czarnooki po doskoczeniu na miejsce, od razu jak przedtem zaczął robić przysiady, brzuszki i tym podobne rozgrzewające ćwiczenia, by nie mieć potem jakiś zakwasów, czy też kolki. Robił wszystkiego coraz więcej i więcej, ponieważ odczuwał że staję się coraz silniejszy, szybszy jak i wytrzymalszy. To oznaczało tyle, że rośnie w moc, jak i siłę, gdyby jego staruszek tu był, na pewno byłby dumny. Nie mógł teraz o tym myśleć, bo właśnie kończył dwusetną pompkę, a kiedy już to zrobił, uczynił wyskok w górę z obrotem i wylądował na swoich delikatnie zmęczonych stopach.

Kenzuranowi pot ściekał z czółka, lecz tylko zrobił gest głową i po prostu go strzepał, nie miał czasu na wycieranie. Uśmiechnął się sam do siebie, a potem znowu dotarł do tego samego dużego kamienia i powiesił się na nim jak nietoperz, po to by robić przysiady w górę , dół, lewo i prawo. Odczuwał jak całe jego mięśnie na torsie pracują i dawało mu to naprawdę miło satysfakcje.

Piętnaście, prawie pół godziny minęło zanim wreszcie wojownik zaprzestał tego ćwiczenia, aż wreszcie znowu znalazł się w powietrzu i lądując na rękach i nogach na tutejszej glebie, wyprostował się elegancko i przybrał pozycję do walki. Nie było czasu na nic więcej, i tak już doskonale rozgrzał swój organizm na potrzeby ćwiczenia tych lepszych rzeczy, czyli ciosów i innych i coraz nowszych kombinacji.

START TRENINGU
avatar

Blade River

Liczba postów : 97

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Blade River on Wto Kwi 03, 2018 11:05 pm

Po rozgrzaniu swojego ciała, Kenzuran od razu przeszedł do ofensywy, tym razem miał zamiar się zmierzyć nie z drzewem, tylko z kamieniem. Zaszarżował dziko na niego, po czym zrobił wyskok i wykonał dość mocne i porządne kopnięcia w stronę swojego obiektu. Wyobrażał sobie wreszcie normalne wyraźnie sylwetki Sakanów, którzy jednak okazali się być zdrajcami i pomagali jakiemuś cholernemu aniołowi. Wkurzony tym wszystkim, zaryczał głośno niczym wielki Oozaru, a potem przystąpił do jeszcze szybszej i mocniejszej ofensywny.

Nie przestawał tak atakować stopami i pięściami tego kamulca przez dłuższy czas. Upłynąwszy dwadzieścia minut zanim to Czarnowłosy zaprzestał, ponieważ znowu mu się rany na kostkach otworzyły i zaczęły go szczypać. Starał się o tym nie myśleć, musiał być wreszcie twardy, ale także musiał pamiętać o tym by się oszczędzać. Splunął na ziemie swoją ślinę, a następnie zrobił kilka wyskoków do tyłu, wystrzeliwując kilka ki blastów w stronę dużego głazu na którym powstały dość sporo eksplozji.

Ogoniasty zahamował wreszcie na glebie, używając do tego jednej dłoni i swoich palców u stóp, mając zadarty podbródek i spoglądając na swoją ofiarę, która była w opłakanym stanie. Mini kamyczki i odłamki posypały się kawałeczkami pod same nogi wojownika, który tylko uniósł jedną brew i wzruszył ramionami. Nie miał czasu marnować na dalsze oglądanie poniszczonego głazu w opłakanym stanie, dlatego też po prostu przeskoczył nad nim i zaczął zadawać ciosy z drugiej strony.

Tym razem te były jeszcze szybsze i mocniejsze, nawet raz przywalił w ów kamień z głowy, robiąc sobie porządnego siniaka na czole. Syn Kellana popełnił tutaj sowity błąd, ale już niestety nie mógł go cofnąć. Cofnął się do tyłu, hamując i szorując stopami po żyznej ziemi, a potem znów wystrzelił kilka ki blastów. Ponownie głaz oberwał trzema srogimi wybuchami, które także odłamki poleciały w różne strony. Czarnooki musiał chwilę odetchnąć, a dopiero po dwóch minutach przerwy, wybił się wysoko w powietrze.

Szybował dość po nim długo, robiąc korkociągi i walkę powietrzną, gdyż niektórzy wrogowie na pewno będą potrafili poruszać się po niebie. Zadawał ciosy chmurom, albo raczej cieniu który raczej go rzucał na tą planetę. Kolejne pół godziny dość szybko upłynęło Kenzuranowi, dlatego też wreszcie ten ów wylądował na ziemi i zamknął na chwilę oczy. Najwyraźniej wystarczyło mu to jak na dzisiaj. Jeszcze będzie miał na pewno kilka dni na poćwiczenie, ale też nie chcę się przemęczać, każde ciało miało wady i zalety, jak i swoje limity.

On nie wiedział dokładnie ile jego, ale musiał także od czasu do czasu odsapnąć, więc westchnął i w sumie oparł się o poniszczony duży kamień, spoglądając się w górę i rozmyślając co robi tchórz Guts. Syn Ilene wyczuwał, że pewnie jak zwykle jego towarzysz ciągle ucieka przed problemami i silniejszymi wrogami, pewnie będzie tak cały czas robił. Nie chciał już o tym rozmyślać, dlatego rozciągnął się i miał zamiar się odprężyć.

KONIEC TRENINGU
avatar

Blade River

Liczba postów : 97

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Blade River on Sro Kwi 04, 2018 11:05 pm

Kenzuran po obudzeniu się, gdzie mogło minąć kilka godzin, zaczął się na nowo rozciągnąć. Upłynęło dość sporo czasu od jego treningu, dlatego też postanowił na małe co nie co. Musiał się czymś pożywiać, a wiedział że teraz tych kulek na roślinkach było niewiele. Czarnowłosy po podniesieniu swoich czterech liter, wyprostował się porządnie i wyciągnął obydwa przedramienia aż do chmur. Po strzeleniu z szyi i knykciami, ziewnął sobie, pomlaskał kilka razy i ruszył powolnym krokiem w stronę tutejszych roślin z których można zrywać spożywcze jedzenie.

Kiedy wreszcie ogoniasty wreszcie dotarł na miejsce, zaczął sobie zajadać kolorowe kuleczki. Upłynąwszy pięć minut, wreszcie zjadł wystarczająco i prawie wszystkie krzewy były puste. Wolał sobie już naprawdę zostawić ostateczną ilość na opuszczenie tego miejsca. Wojownik po najedzeniu się, od beknął sobie bo i tak wokół nie było ani żywej duszy. Zaczął oczywiście od pompek, dlatego też szybkimi przeskokami po glebie, dotarł na miejsce gidze chyba było najbardziej prostopadły teren.

Od razu ustawił się w pozycji do tworzenia pompek i zaczął je po prostu od tak robić. Minuty zleciały, pot z czoła leciał na ziemie, ponieważ dzisiejsza pogoda nawet była dosyć ciepła, poczuł się trochę jak na swojej planecie Vegecie, która nie istniała. Niestety Czarnooki musiał sobie to przypomnieć, przez co zacisnął zęby i zmienił pozycję, robiąc pompki na kostkach, utwardzając je sobie, by te potem były wytrzymalsze podczas kolejnych walk i potyczek.

Dwadzieścia minut przeleciało bardzo szybko, dlatego też Syn Kellana zakończył swoją serię dwustu pięćdziesięciu pompek, a potem wstał i jak zwykle, uwiesił się na już z obydwu stron poniszczony głazie. Kiedy tak wisiał do góry nogami jak nietoperz, zaczął robić brzuszki, na lewą stronę, jak i na prawą stronę. Ćwiczył cały swój sześciopak, ponieważ nie mógł omijać żadnych punktów na ciele, wszystko musiało być znacznie wytrzymalsze.

Uśmiechając się w stronę tutejszej gwiazdy, która zrzucała ciepło na tą planetę, czas mu bardzo szybko mijał. W ogóle teraz zbytnio o niczym nie myślał i wszystkie ćwiczenia bardzo szybko mu podchodziły. Po stworzeniu dwustu brzuszków, wybił się stopami z powieszonej skały do tyłu i twardo wylądował na ziemi, robiąc pod sobą delikatnie wgniecenie. Młody Saiyanin był delikatnie pochylony i spoglądając znów na zniszczony głaz, spojrzał za siebie i widział drzewo, a wiedział że tym razem nie będzie się oszczędzał, jeśli będzie właśnie chodziło o nie.

Kenzuran postanowił tym razem wykorzystać żywy nieruchomy organizm terenu i pokierować się ku niemu by wykorzystać go na swój wysiłek fizyczny. Po swoich wysokich i szybkich doskokach, po chwili znalazł się na miejscu, posmarował do przodu nogą i ustawił się w swojej pozycji do walki. Wiedział, że musi ciężko trenować, nie może być w tyle, zemsta nadal czeka na cholernym aniele i Sakanch, jeśli ich oczywiście spotka. Musi być przygotowany na wszystko, jest z rasy kosmicznych wojowników i nie może siebie zawieść ani swojej dumy.

START TRENINGU
avatar

Blade River

Liczba postów : 97

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Blade River on Czw Kwi 05, 2018 11:06 pm

Kenzuran po przybraniu solidnej pozycji, nie miał zamiaru ani chwili dłużej czekać, mimo iż ta rozgrzewka go ładnie wykończyła. Po wybiciu się ze stopy w stronę drzewka, zaczął je od razu okładać i kopać, używając najznamienitszych kombinacji. Nie chciał teraz tego powstrzymywać, dlatego też przyśpieszał swoje ciosy w stronę beli, która jeszcze posiadała swoich liści na swojej koronie. Czarnowłosy zrobił wreszcie niewielki wyskok, kopiąc kilkukrotnie jedną i drugą nogą, zostawiając po sobie porządne ślady.

Popatrzył chwilę na swój wyczyn, lądując dziko na dłoniach i palcach u nóg. Uniósł głowę ku górze, po czym spojrzał złowrogo na swojego nieprawdziwego przeciwnika na którego znowu ruszył. Dalsze ataki nadchodziły bardzo szybko i dość mocno, dlatego tamten nawet nie miał ani krzty chwili na obronę. Ogoniasty wreszcie dziko zaryczał, robiąc na nowo kolejny obrót i zadając cios na dużą wysokość deszczułki. Wgniatał swoją pięść w korzeń coraz bardziej i bardziej, zaciskając zęby i czując nieprzyjemny ból na knykciach, ale nie powstrzymywało go to od atakowania mocniej i szybciej.

Nie wiedział niestety czy jego staruszek i siostra byliby dumni, ale musiał bardzo ciężko trenować, by osiągnąć swoje limity. Wreszcie odskakując od swojego oponenta, który nie był prawdziwy, posłał w jego stronę dwa Kiai, które oderwały jego korę w różnych miejscach. TO nie był jednak koniec, to była dopiero połowa, dlatego też wspomniał raz jeszcze swoją planetę, Rutagę który poświęcił swoje życie dla niego i tchórza Gutsa.

Syn Kellana chciał zostać ze złotowłosym saiyańskim bratem, ale przeczuwał że może nie mieć szans na cholernego anioła, który zamienił ich rodowy dom w perzynę.  Czarnooki jeszcze bardziej wyrzucił emocje przez swoje gardło, zadając raz a porządny cios i odchylając przy tym przedramię jak najbardziej do tyłu. Po udanym ataku i wbiciu się ponownie w dyl, czul tylko jak pot ścieka mu po twarzy i kapię na ziemie. Spoglądał złowrogo na cel, który był w opłakanym stanie, praktycznie jakby ktoś jeszcze raz walnął w to drzewko, to wywaliło by się na glebę.

Wojownik odsunął się trochę od swojego oponenta, po czym spojrzał na zaciśnięte pięści i jego kostki. Ta część jego rąk była dosyć zmasakrowania, dlatego też westchnął i postanowił darować sobie dalszego walenia w drzewo. Nie miał zamiaru całkowicie zedrzeć sobie skóry z dłoni, więc wybijając się jeszcze w powietrze, zrobił kilka wykopów i ataków na czyste niebo. Zajęło mu to około dwudziestu minut, a po twardym wylądowaniu na ziemi, powrócił do wielkiego głazu, który także zmasakrował przy poprzednim treningu z ki blastów. Usadowił się na nim i tak spoglądał w blask tutejszej gwiazdy, która oświetlała tą niebieską planetę. Jego trening został zakończony, a on sam będzie musiał sobie znaleźć tutaj miejsce dla siebie.

KONIEC TRENINGU
avatar

Blade River

Liczba postów : 97

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Blade River on Pon Kwi 09, 2018 11:15 pm

Po skończeniu się napawaniem ciepłej energii, która opadała na tą planetę, Kenzuran wreszcie zeskoczył z głazu. Nie mógł długo odpoczywać, ponieważ jeszcze było przed nim wiele do zrobienia i ciężka droga do pokonania. Nie wiedząc czemu, na ciele Czarnowłosego od czasu do czasu odczuwał nieprzyjemne mrowienie na plecach, tak jakby ktoś go obserwował albo tak jakby coś nieprzyjemnego mogło się zbliżać tutaj, czyli na tą planetę.

Najwyraźniej Wojownik odziedziczył to po swoim staruszku, który zawsze wyczuwał kłopoty, albo po prostu kiedy to jego siostra przesadzała ze swoją siłą i biła młodszego brata. Ogoniasty nie wiedząc czemu, trochę się zatracił i odczuwał tęsknotę za rodziną, mimo iż powinien o niej nie myśleć i zając się tym co teraz jest, a nie patrzeć ciągle w przeszłość. Stracił ich na zawsze, nie wiedział czy jeszcze kiedykolwiek ich zobaczy, ponieważ po stracie jego rodzinnej planety, kapsuły nawet nie mają jak wrócić z powrotem.

Młody Saiyanin tylko westchnął sam do siebie, a potem otarł kroplę łzy z oka. Zacisnąwszy zęby czarnooki spojrzał poważnie, jak i gniewnie przed siebie, gdyż nie miał zamiaru się dłużej z tym wszystkim pieprzyć, musiał się wziąć w garść, dlatego też od razu zaczął od swojej rozgrzewki, dlatego też nie zaczął tak jak zawsze. Poskakał trochę po polanie, niższe średnie i wysokie skoki tworzył tak by sprawdzić napięcie swoich dolnych kończyn. Odczuwał, że dość porządnie się utwardziły, dlatego też był bardzo z tego zadowolony.

Po wylądowaniu i zrobieniu pod sobą minimalnego krateru swoimi stopami, zmienił bardzo szybko swoją pozycję na taką w której to robi pompki i zaczął je wykonywać. Upłynęło zaledwie dwadzieścia minut, a Kenzuran zrobił prawie trzysta pompek. Jego wyniki coraz lepiej się poprawiały, ponieważ jego cała osoba się wzmacniała, przez co był z siebie zadowolony. Kiedy zakończył dane ćwiczenie, przeszedł tak jak zwykle, tylko tym razem zrobił kilka salt w tył i kierował się tak aż do drzewa, które praktycznie było już nagie.

Po dotarciu na miejsce, Czarnowłosy użył wyjątkowo jednej z wytrzymalszej gałęzi i powiesił się na niej do dołu, robiąc tak jak przedtem na wielkim kamieniu. Ogoniasty gdy tak wisiał w dół, czuł jak krew przelewa mu się do głowę, dlatego nie czekając ani chwili dłużej, zaczął tworzyć ów zadanie. Praktycznie na te wszystkie czynności, zleciała mu niecała godzina, a brzuszków które jak zwykle robił prosto, w lewo i prawo, zrobił ich ponad dwieście i odczuwał jak jego włosy i czoło wytwarzały bardzo dużą ilość potu.

Czuł na sobie niesamowite ciepło, najwyraźniej dzień się robił tutaj cieplejszy i trochę był podobny minimalne do dni na dawnej Vegecie, której już nie ma. Syn Kellana chwycił się trzecią kończyną za gałąź na której sobie wisiał i ściągając z niej nogi, zrobił kilka obrót i wylądował na kolanie i jednej dłoni, położonej z gracją na tutejszej glebie. Teraz obiecał sobie zrobić wyzwanie, więc powrócił przeskokami do kamienia i obrał sobie za cel przepołowienia go na pół. Młody Saiyanin przybrał pozycję do walki z wrogiem, którego zilustrował sobie na olbrzymim głazie, czyli cholernego anielskiego demona i nie miał zamiaru darować mu za to co zrobił z planetą, jak i jego towarzyszem Rutagą.

START TRENINGU
avatar

Blade River

Liczba postów : 97

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Blade River on Wto Kwi 10, 2018 11:15 pm

Kenzuran otworzył oczy, błysk w jego ślepiach zasugerował, że jest gotowy na wszystko. Od razu przeszedł do ofensywny, czyli napieprzanie w wielki głaz tyle ile wlezie. Mimo iż miał chyba jeden dzień na zregenerowanie się jego ran na knykciach, to i tak nie miał zamiaru zaprzestać na ataku. Czasami używał swoich łokci, ale bardzo rzadko, no i nie można było zapomnieć o kolanach i stopach, które także ćwiczył, by te były twardsze, a zarazem wytrzymalsze.

Ogoniasty nie mógł próżnować, oj nie, musiał stać się mocniejszy, jego całe ciało potrzebowało solidnych ćwiczeń i przełamywania granic. Syn Kellana syknął pod nosem, ponieważ odczuwał nieprzyjemne bóle na kostkach, dlatego też trochę zaprzestał atakować ten wielki głaz. Zrobił kilka fikołków do tyłu, a potem zaszarżował z pięty na nowo, odchylając prawe przedramię i zadając trochę mocniejszy cios. Uderzał tam gdzie widział największe wgniecenia po wcześniejszych ki blastach, których używał w poprzednim treningu.

Czarnooki wypuścił powietrze i powtórzył sekwencję kilkukrotnie. Widząc, że dziura się robiła trochę większa i głębsza, najwyraźniej jako tako mu to wychodziło. Synalek Ilene nie mógł jednak załamywać rąk, gdyż był wreszcie z rasy najpotężniejszych wojowników i nie chciał zawieść swojej dumy. Krzyknął dziko, pozostawiając za sobą tylko i wyłącznie echo, które to mogło pokierować się w każdą stronę, tak jak i do tutejszego lasu.

Nie obchodziło go to, że mógłby ktoś go podglądać albo ktoś mógłby się znaleźć przy nim w ułamku sekundy. Kenzuran zmieniając delikatnie postawę, prawą rękę ustawił w razie czego do obrony, a lewą miał przygotowaną na kontrę, jaka by miała nadejść. Poruszył się delikatnie i jak błyskawica, pomknął ku skale, zadając jeszcze mocniejsze cios, przy tym widząc jak z jego zaciśniętej pięści tryska krew. Rozszerzając oczy, poczuł impuls ciepła i wrzenia jego ciepłej cieczy w jego ciele, pobudzając się jeszcze bardziej i budząc swoją adrenalinę.

Raz za razem, na zmianę ciągle atakował swoimi zamkniętymi dłońmi ten wielki kamień, który raz za razem coraz to bardziej się rozpadał. Czarnowłosy z delikatnie już zmęczonym oddechem, nie przestawał bo przez dłuższy czas teraz nie odczuwał bólu. Wreszcie jego pobudzona adrenalina działała tak, że zazwyczaj osoby nie czuły nieprzyjemne parzenia, czy też pieczenia na ranach, on miał teraz to samo. Ogoniasty wreszcie zadał na koniec kopniak i pomknął ku błękitnemu niebu.

Kiedy znalazł się dość wysoko, praktycznie jego głowa dotykała jakiejś byle jakiej chmurki, spojrzał na dół i skupiał się tylko i wyłącznie na danym celu. Jeszcze trochę jego osoba cofnęła się do tyłu, zbierając tak jakby energii w tej jednej jedynej pięści, by móc osiągnąć dane zadanie i zniszczyć ten głaz. Wokół jego osoby pojawiła się na chwilę biała aura, która zazwyczaj oznaczała o tym, że ktoś przyśpiesza lot. Zabawa się skończyła, ponieważ wojownik krzyknął jeszcze głośniej, będąc w powietrzu i nurkując na swojego wroga.

Wszystko teraz miał przed oczami, rodzinę, poświęcającego się Rutagę, planetę Vegetę, która znika ze wszechświata i zostaje tylko pył. Jego czas na chwilę zwolnił, ale kiedy wybudził się z tego transu, jego zmysły ruszyły się i szybując niczym pegaz z pięścią wyciągniętą do przodu, miał zamiar to zrobić. Pomścić tych wszystkich, którzy musieli zginąć niepotrzebnie, tylko pozostał on i Guts, który okazał się być tchórzem. Jego ryk nadal nie zanikał, a on przyśpieszał jeszcze bardziej, aż wreszcie jego cała zaciśnięta dłoń i przedramię przebiło się przez wielki kamulec, który tak jak sobie obiecał, rozdzieli się na pół.

Jego cała ręka była we krwi, a przedramię było w zadrapaniach i siniakach, ale udało mu się. Padł na kolana, wycieńczony delikatnie tym krzykiem, a po chwili w ogóle się całkowicie położył. Uniósł swoją dłoń ku górze i spoglądając na nią, zasłonił tutejsze słońce, które mu teraz padało na twarz i widząc to wszystko, był uśmiechnięty. Czarnooki cieszył się z tego, że jego ćwiczenia i treningi nie poszły w las, stawał się silniejszy i wreszcie uda mu się pomścić swój ród.

KONIEC TRENINGU
avatar

Blade River

Liczba postów : 97

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Sponsored content



Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 15 z 16 Previous  1 ... 9 ... 14, 15, 16  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach