Góry

Strona 12 z 13 Previous  1, 2, 3 ... , 11, 12, 13  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Góry

Pisanie by Admin on Sob Lip 09, 2016 4:13 pm

First topic message reminder :

Jest to mocno górzysty teren. Skała na skale, a gdzieniegdzie tylko zielona trawa wystawia swoją bujną grzywkę i daję o sobie znać. Ziemie ciężkie do zamieszkania, dlatego nikt tutaj się nie wprowadził. Oczywiście, jak się bardzo chce, to i tutaj można wieść godne życie. Ale czy warto?
avatar

Admin
No.1 Whis' Fanboy

Liczba postów : 334

http://dbanotheruniverse.forumpolish.com

Powrót do góry Go down


Re: Góry

Pisanie by Blade River on Nie Sty 28, 2018 9:52 pm

Wreszcie Kenzuran dostrzegał, że kapsuła jest coraz bliżej ów błękitnej planety. Najwyraźniej jego towarzysz był także zadowolony z tego powodu, ale widać było po jego mimice, że nadal ogarnia go smutek. Ogoniasty usłyszał kolejne słowa ze strony jego towarzysza, którego w sumie nic nie obchodziło, ponieważ był zbyt bardzo zdołowany tym co się stało.

Pokiwał delikatnie głową, gdyż rozumiał o co mu chodzi, ale potem jeszcze odpowiedział:
-Tak masz rację, to nie będzie nasz nowy dom,
ale jednak będziemy musieli niestety tutaj przetrwać.
- westchnął, a potem dalej patrzył przez czerwoną szybę tego pojazdu w którym się znajdowali. Wojownik także wiedział, że będzie musiał się wzmocnić i będzie potrzebował jak nie mocy, to  dużej ilości siły, która mu pomoże w walce z tym potworem który zniszczył jego rodzinną planetę.

Syn Kellana nie miał co do tego wątpliwości i gdy tak o tym rozmyślał, usłyszał dość długi monolog Gutsa, który uważał że utratę osób trzeba niestety opłakiwać. Młody Saiyanin doskonale o tym wiedział, bo za czasów dzieciństwa opłakiwał przecież matkę, lecz nie wiedział czy płakać za Ojcem i Siostrą, którzy się nigdy nie znaleźli. Fakt faktem, jego kolega miał słuszność, musieli się zemścić na tym cholernym demonie, jeśli w ogóle tamten skrzydlaty gościu nim był.

Przytaknął mu, ale i także odpowiedział:
-Masz rację, wzmocnimy nasze ciało, jak i ducha walki, po to by się zemścić. Nie możemy się teraz wycofać, kiedy Rutaga dał nam tą szansę... - rzekł, przyciskając zęby ze złości. Też był wkurzony, ale to ukrywał, bo nie chciał pokazywać aż tak wielkiego gniewu przed swoim kolegą. Minęło jeszcze kilkanaście minut, czy może nawet pół godziny, aż wreszcie Kenzuran przez ten czas usłyszał tylko jedne dialog ze strony Gutsa, a potem dolecieli wreszcie na miejsce.

Maszyna chyba delikatnie zaczęła lądować na glebie tejże planety. Syn Ilene zobaczył, że jego towarzysz pierwszy się przepchał i wyszedł na świeże powietrze. Uczynił to oczywiście zaraz po nim, rozprostowując się, także pomachał dziko ogonem, by obudzić jego zesztywniałe kości. Czarnooki patrzy tu i tam, widział że znaleźli się na jakiś górzystych terenach, trochę kiepsko klimat, ale jakoś będzie musiał wytrzymać. Ogoniasty dostrzegł jakieś ruiny jakiejś budowli także, ale nie obchodziło go to zbytnio.

Popatrzył chwilę na swojego kompana i widział, że tamten jest jeszcze wkurzony, aż nagle wstał i zaczął wykonywać jakieś ćwiczenia rozgrzewające ciało, by potem nie mieć żadnych zakwasów. Młody Saiyanin walnął sobie w policzki w twarz, zrobił kilka salt do tyłu, by mieć trochę miejsca dla siebie. Przybrał pozycję do walki, a potem jednak zapomniał że musi się rozgrzać, dlatego zaczął od następujących czynności. Przysiady i pompki jak zwykle wojownik zrobił po sto razy, gdyż to już nie było dla niego zbytnie wyzwanie, dlatego zaczął robić ich więcej.

Kenzuran nie chciał pokazywać, że jest lepszy, miał swój plan ćwiczeń, którego nauczył go jego własny Staruszek. Zamknął na chwilę oczy, wkurzyła go sama myśl o tym, że jego Ojciec wraz z Siostrą będą wracać na planetę której już nie ma, a nawet nie miał jak ich powiadomić. Wreszcie kiedy skończył dwieście-którąś  pompkę, walnął kilkukrotnie pięścią w tutejszą skałę, robiąc w niej spore pękniecie. Czarnowłosy wstał, potem wypuścił powietrze i wzbijając się w powietrze, atakował swoich niewidzialnych wrogów, którzy nie istnieli.

Używał swojej pełnej prędkości, musiał zrzucić te wodze nerwów, które mieszały mu w jego podświadomości, przez co nie mógł się porządnie skupić. Wreszcie zapikował swoją nogą w we wiatrak, czyli nieistniejącego przeciwnika, wbijając się nią głęboką w skałę. Popatrzył chwilę jak mocno się wbił do środka, dlatego też napiął mięśnie wszystkie w dolnej kończynie, wychodząc z tej dziurki po swojej nodze. Odpoczął przez chwilę, a potem skupił się dalej, przybierając pozę do walki. To był dopiero początek, ale nie może się poddać, musi teraz ciężko trenować by pomścić swoją planetę. To był jego nowy cel, pokonać całego demonicznego Boga, który miał władzę nad Sakanianami, to była jego nowa misja, wraz z Gutsem który mu może pomoże, aczkolwiek nie miał pojęcia.

TRENING START
avatar

Blade River

Liczba postów : 97

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Guts on Pon Sty 29, 2018 10:15 pm

Wstał i przeciągnął się. Minął czas odpoczynku, szykuje się powrót do treningu. Oddalił się kawałek od kapsuły i znów zaczął rozgrzewkę. Zakrwawione ciuchy lepiły się do skóry. Potrzebował nowych, a to oznaczało że musiał oddalić się od kapsuły w poszukiwaniu ubrań i na mały rekonesans. Nie mógł zostawić kapsuły samej. Poza Gutsem był tutaj Kido i Kenzuran. Obydwu nie ufał na tyle, aby powierzyć opiekę nad statkiem. Ale rekonesans był potrzebny. Musieli się bardziej zorientować w miejscu jakim się znaleźli. Westchnął. Pomyśli o tym później, teraz potrzebował siły. Skończył rozgrzewkę i zaczął swój trening. W przeciwieństwie do swojego towarzysza, Guts nie niszczył miejsca w jakim się znaleźli. Powodowało to dużo niepotrzebnego hałasu. Ten dzwięk mógł zwołać okolicznych mieszkańców.
-Opanuj się! Nie stwarzaj niepotrzebnego hałasu. Niewiadomo czy ktoś tu żyje, a ja nie chcę tego sprawdzać w taki sposób.-
Rzucił w stronę Kenzurana i powrócił do swojego treningu.

START TRENINGU
avatar

Guts
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 138

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Blade River on Pon Sty 29, 2018 10:51 pm

Kenzuran podczas swojego ciężkiego treningu wszystkich mięśni na ciele, zauważył jak Guts wreszcie skończył i zaczął sobie wypoczywać. Wzruszył ramionami, a potem dziko zaszarżował i jego pięść zatrzymała się przed kruchą skałą, której nie rozwalił tym razem. Kiedy minęło kilkanaście minut, Ogoniasty wybił się szybko w powietrze, a potem robił dziwne przeróżne manewry w tutejszych przestworzach.

Dziwił się, bo tutaj o niebo lepiej mu się latało niż na Vegecie, gdzie było zazwyczaj duszno i dość ciepło, jak na ich Czerwonej planecie. Czarnowłosy przetarł szybko czoło, potem zaczął pikować robiąc kołowrotek i dosłownie przed walnięciem w tutejszą glebę, zatrzymał się robiąc wykop w twarz przeciwnika pod kątem. Oczywiście wszyscy przeciwnicy byli na niby, czyli nie istnieli, dlatego też musiał walczyć z powietrzem, albo metaforycznie by rzec z wiatrakami.

Minuty i nawet sekundy, a wojownik dalej powtarzał niektóre sekwencje, od czasu do czasu zmieniając ruch ataku czy też pozycje. Nie było mu łatwo, ale musiał się przygotować na najgorsze, bo jeśli znajdują się tutaj jakieś cywilizowane rasy na tej planecie, to on wraz z Gutsem będą musieli się przygotować. Czarnooki wreszcie wypuścił powietrze, po czym delikatnie napiął mięśnie i zaczął kolejną sekwencje wykopów i ataków pięściami przed skałą.

Robił podmuchami na niej niewielkie pęknięcia, ale by tak jej nie rozwalić. Syn Kellana, gdy tak trenował, mógł usłyszeć tylko jakieś słowa ze strony Gutsa, żeby nie robił hałasu. Kenzuran zbytnio nie rozumiał o co mu chodzi, dlatego też przestał na chwilę ataku na nieistniejącym wrogu i rzekł w jego stronę:
-Mówisz bym się opanował? ZNISZCZYLI NAM PLANETĘ, A TY TWIERDZISZ OPANUJ SIĘ!? Ja się w twoim przypadku muszę trochę wyżyć i wyrzucić ten obraz z głowy,
a jeśli ci to tak bardzo przeszkadza, to poleć sobie w inne miejsce. Jesteśmy Saiyanami, jeśli ktoś będzie chciał walczyć,
dostanie tej walki, nie boimy się wyzwań.
- pomachał chwilę pięścią w stronę Gutsa, by mu przypomnieć kim są.

Wreszcie obydwoje wywodzili się z rodu kosmicznych wojowników, których niegdyś priorytetem było podbijanie planet, lecz czasy się zmieniały. Kenzuran wreszcie ponownie skupił się na swoim celu, wybijając się wysoko w powietrzu i robiąc kilka obrotów w przestworach z wykopami. Kolejne czas upływał, aż wreszcie Czarnowłosy twardo wylądował, robiąc troszeczkę mniejszy hałas i ciężko wzdychając, przecierając przy tym znów pot z czoła.

Oparł swoje pięści o biodra, a potem kiwnął głową, twierdząc, że na dzisiaj wystarczy. Nie wiedział ile tutaj dokładnie mija dzień, ale kiedy już uporał się, przetarł swoje ciało w niektórych miejscach, a potem pokierował się do Gutsa. Po kilku krokach, wojownik wreszcie znalazł się przy swoim towarzyszu i zapytał go:
-Słuchaj, też jestem wściekły, ale jesteśmy we dwójkę, kogo się znowu boisz? Pochodzimy z dumnej Saiyańskiej rasy, jeśli ktoś nas zaatakuje, gorzko tego pożałuje, rozumiesz?
- pokazał mu kciuk w górę, po czym jeszcze chwilę się zastanawiał o co chciał zapytać swojego komrada.

Kiedy minęło kilka sekund, Synowi Kellana wreszcie zapaliła się lampka nad głową i rzekł ponownie w jego stronę:
-Guts, dobrze zapamiętałem? Powiesz mi może coś na temat pociskach ki?? Widziałem to niegdyś u kogoś,
ale niestety nie umiem ich wystrzeliwać,a wiem że na pewno każda technika się mi przyda, jeśliby się miało coś dziać i jeśli byśmy trafili na jakiś opór na tej planecie. Mógłbyś mi pokazać i opowiedzieć jak korzystać z pocisków energetycznych??
- przysiadł niedaleko kapsuły, kiedy to Guts zaczął znów trenować.

KONIEC TRENINGU.
avatar

Blade River

Liczba postów : 97

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Guts on Wto Sty 30, 2018 10:15 pm

Trening trwał i trwał. Guts czuł jak powoli jego ruchy stają się szybsze i mocniejsze. Stał kawałek od statku, tak aby w razie potrzeby szybko do niego dotrzeć. Wyrzucał ręce i nogi w powietrze trafiając wyimaginowane cele. Nie chciał przerywać, ale nie mógł się forsować i potrzebował odpoczynku. Wyprowadził ostatnie sekwencje treningu i stanął prosto. Skierował wzrok w stronę Kenzurana i westchnął głośno. Trenował sobie, dobrze. Był zły, to zrozumiałe. Ale Ogoniasty w porównaniu do niego nie miał ochoty walczyć z nieznanym, zwłaszcza po sile jaką widział u Kapitana Sakan i ich pana. Niewiadomo czy ktokolwiek tutaj żył, a jeśli żył to nieznali jego siły. Co jeśli był o wiele silniejszy niż Belial? Nie wiedzieli tego, ale widocznie tylko Guts to rozumiał.
-Słuchaj, mam do ciebie sprawę. Zacznij myśleć, to nie trudne... Rozumiem że jesteś zły. Ja też jestem. Ale nie możemy zwrócić NICZYJEJ uwagi. Nie wiemy czy ktoś tu mieszka, a jeśli, to nawet nie wiemy jak bardzo silni są. Dlatego zacznij myśleć, bo nie chcę mieć przez ciebie problemów.-
Znów przysiadł przy statku po turecku i zaczął ten swój odpoczynek. Zastanawiał się czy ktoś jeszcze przeżył zniszczenie Vegety. Czy Tomatto przeżył? Był całkiem ambitnym dzieciakiem. Guts chętnie by go znów spotkał.
-Nie potrafię tego robić. Nie pytaj czemu. Tak po prostu wyszło-
Spojrzał na kapsułę i znów pomyślał o przeszukaniu terenu. Potrzeba kogoś szybkiego, kto szybko poleci tam i z powrotem. Jak szybki był Kenzuran? Podpatrzy jego trening i będzie wiadomo kogo wysłać na rekonesans.

KONIEC TRENINGU
avatar

Guts
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 138

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Blade River on Wto Sty 30, 2018 11:45 pm

Kenzuran kiedy to wypoczywał, odczuwał jak jego energia podczas ucieczki z Vegety powoli wracała do normy. Cieszył się z tego powodu, gdyż także będzie musiał zacząć nowy trening. Tym razem to będzie coś co podłapał podczas swoich potyczek, jakie jak na razie miał, mimo iż to był jakiś wirtualny świat, ale i także walka z Sakanianami. Westchnął do siebie i spoglądał przed siebie, ale i także bacznie podłapywał swoim wzrokiem poczynania swojego towarzysza Gutsa, który sobie teraz robił ćwiczenia na swoją tężyznę fizyczną.

Wreszcie nie mógł ciągle wypoczywać, dlatego też Czarnowłosy wreszcie wstał z twardej skały i pokierował się kilkanaście metrów, by mieć spory odstęp i żeby nie przeszkadzać swojemu koledze. Ogoniasty wreszcie wypuścił znów powietrze, zaczął się rozgrzewać, czyli jak zwykle po dwieście pompek, jak i przysiadów. Tym razem robił pompeczki na trzech palcach, gdyż chciał wyćwiczyć sobie ów te kończyny, które zamykały jego dłoń.

Kiedy to wykonywał, jego pobratymiec zakończył chyba swój trening i zauważył jak tamten sobie przysiadł przy kapsule której tutaj przybyli. Syn Kellana zaczął usłuchiwać monologu swojego saiyańskiego brata, który to chyba jeszcze raz mu tłumaczył, że nie chcę mieć na głowie żadnych wrogów. To było zrozumiałe, ale jednak Czarnookiemu wydawało się, że Guts się może czegoś obawiać, czego? Tego on sam nie wiedział, dlatego też tylko coś mruknął pod nosem i po upływie kilkunastu minut zakończył swoją rozgrzewkę. Zrobił wyskok w tył i wylądował na swoich dolnych kończynach, po czym popatrzył w stronę kolegi, który znowu się odezwał w jego stronę.

Kenzuran otarł swojego czoło z cieczy, która była nazywana potem, a zaraz po chwili podszedł na chwilę do towarzysza i powiedział:
-Hmm, w tej drugiej kwestii, no okej. Spróbuję sam poćwiczyć, mam nadzieję że mi się to uda, a wiem że na pewno mi się to przyda w kolejnych potyczkach, jak i tobie.
Rozumiem, ja i ty jesteśmy źli przez to co się stało, dlatego też musimy jakoś to wszystko odreagować. Jeśli ktoś do nas przyleci, to możesz uciekać, ja będę sam z nimi walczył, ponieważ jesteśmy saiyanami i kochamy to robić. Każda potyczka nas wzmacnia, uwielbiamy silniejszych przeciwników,
nieprawdaż??
- uniósł brew do góry, a potem odszedł kilkanaście kroków, bo nie musiał czekać na odpowiedź znajomego teraz.

Zamknął na chwilę oczy, skupił się by wyszukiwać ogniwo swojej energii, nie wiedział ile konkretnie jej miał, ale czuł że staję się coraz silniejszy. Miał z tym nie lada problemy, ponieważ nigdy wcześniej tego nie robił, to znaczy tworzył podmuchy ki, ale to było zupełnie co innego. Czarnowłosy miał przy tym inne odczucie, a wypuszczenie pocisku ki to na pewno nie jest nic trudnego, jak dla kogoś kto już to zna. Znowu wojownik zaklął pod nosem, a potem zrobił kilka wyskoków do tyłu, robiąc naprawdę dość spory dystans od Gutsa, by ten się znowu nie złościł niepotrzebnie na niego.

Syna Kellana jednak nie obchodziło to, czy będzie wściekły czy nie, musiał się nauczyć czegoś nowego, właśnie po to by mogli we dwóch się wybronić przed atakiem jakiś najeźdźców, chociaż w tym przypadku to oni tutaj wylądowali. Nie myśląc już o niczym innym zamknął ponownie ślepia, skupiając się na jednym celu, dostać się do rdzenia swojej ki. Trochę mu to zajęło, dlatego też powolnym naprawdę ruchem, wysuwał przed siebie całe przedramię, przy okazyjnie otwierając swoją dłoń, tak jakby chciał komuś przybić piątkę.

Wreszcie otworzył gwałtownie swoje ślepia, wykrzykując głośne "HAAAAAAAAAA" i próbując wypuścić z siebie trochę energii w postaci energetycznego pocisku.. Niestety, pierwszy raz zawiódł i nic się nie stało. Ogoniasty tupnął nogą, robiąc delikatnie wgniecenie w skale, ale jednak mimo tego, nie mógł się poddać, musiał próbować dalej. Niestety jego wcześniejsza rozgrzewka ciała nic nie dała, ponieważ w tym przypadku, musiał ćwiczyć umysł i tak jakby wyłapywanie ki w swoim ciele. Nie mógł się poddać, chciał pomścić swoją planetę, jak i braci i siostry, którzy niestety tam umarli. Oczywiście młody Saiyanin miał nadzieję, że większość osób się ewakuowała jak on wraz z Gustem, ale to tylko jego przeczucia.

Czarnooki zagryzł wargi, a potem skupił wyprostował obydwa przedramiona, ponieważ nie miał innego sposobu jak próbować dwoma rękoma. Czarnooki od czasu do czasu wykrzykiwał okrzyki bojowe i starał się wystrzeliwać energetyczne kule ki, lecz nic z tego nie wychodził. Wreszcie zacisnął z jednej dłoni w pięść i dziko zamachnął się na nie tak bardzo mocno grubą skałę, przebijając się przez nią. Wreszcie syknął dziko, spoglądając na delikatnie krwawiącą pięść, a potem wypluł trochę śliny i ponownie z gniewem, skupił się na innej ścianie z tutejszych gór. Nie obchodziło go już nic, skupiał swój umysł coraz bardziej i bardziej, dlatego też wreszcie przez całe jego gardło przeszedł głośny ryk dzikiej bestii OOzaru, który to można było słyszeć na całą powierzchnie gór.

Zauważył, aczkolwiek nie miał co do tego pewnych wątpliwości, że wystrzelił bardzo mały świetlny pocisk ki, który zrobił tak jakby okrągłą dziurę na twardej skale. Zdziwił się faktem, że ów ki blast, jeśli oczywiście to był on, zostawił po sobie dziwną złotą poświatę. Nie rozumiał tego zbytnio, ale na twarzy Kenzurana zawitał solidny uśmiech, po czym odskoczył do tyłu i starał się znowu wykonać tą samą sekwencje. Tym razem już nic nie wykrzykiwał, tylko tworzył w swojej podświadomości, że krzyczy i jako tako mógł zobaczyć, że coraz większe i zwykłe pociski ki blastów zostały wystrzeliwane z jego otwartych dłoni. Po upływie kilku minut, wreszcie zaprzestał tego co robi, przykucnął sobie i otarł pot z czoła, ponieważ się trochę zmęczył. Był zadowolony że to mu się powiodło, ale czy aby na pewno to co robił, było świetlnymi energetycznymi pociskami, które przedtem już widział kilka razy?

Zastanowił się jeszcze przez chwile i zanim wrócił do swojego kolegi, chciał jeszcze raz spróbować, czy aby na pewno nie jest w błędzie. Powstał ze swojego kolana, wymierzył tym razem jedno przedramię w stronę z jednej górzystej ściany i skupił swoje spojrzenie właśnie na niej. Tym razem zaczekał trochę dłużej, bo na pewno chciał mieć sto procent pewności, że to mu się nie zdawało. Przed dłonią Ogoniastego, zaczął wytwarzać się okrąg, a następnie kula. Kenzuran nadal nie mógł uwierzyć, gdyż chyba prawdę właśnie sformował energię na kształt kuli i nie czekając ani chwili dłużej, z delikatnym nie głośnym okrzykiem, wypuścił ją przed siebie. Kula ki pofrunęła i wybuchła na ścianie góry, rozwalając trochę jej części, ale także nie zawalając jej. To tym razem wystarczało młodemu Saiyaninowi, więc bez zbędnych ceregieli, odwrócił się na pięcie i postanowił wrócić do swojego towarzysza. Oczywiście przedtem jeszcze chwilę się zastanawiał i miał pewne nadzieję, że to co zrobił to było właśnie to co chciał zrobić.

Wojownik po drodze rozmyślał sporo nad tym, ale tylko machnął ręką i różnymi dziki przeskokami powrócił do swojego kompana, który pewnie odpoczywał, gdyż on tak samo chciał wypocząć. Po powrocie na miejsce ich delikatne lądowiska, Syn Ilene przysiadł przy Gutsie i zapytał:
-No dobra, to co teraz będziemy robić po dalszych treningach? Przydałoby się znaleźć jakiś prowiant, no i ciuchy, gdyż mam je trochę poniszczone. Oczywiście też musimy znaleźć jakąś bezpieczniejszą lokacje. - odpowiedział i oddychał sobie tym delikatnym powietrze, które nie było takie samo jak na już nie istniejącej planecie Vegecie. Ciężko się wspominało to Kenzuranowi, ale nie mógł nic na to poradzić, wiedział tylko, że on i jego towarzysz Guts na pewno się zemszczą na tym cholernym Demonie i przy okazyjnie, na Sakanianach.

TRENING TECHNIKI Ki Blast [Kiko]


Ostatnio zmieniony przez Blade River dnia Nie Lut 04, 2018 12:04 am, w całości zmieniany 1 raz
avatar

Blade River

Liczba postów : 97

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Guts on Czw Lut 01, 2018 4:03 pm

Wziął głęboki wdech. Przyszedł czas końca odpoczynku i startu treningu. Wypuścił powietrze i wstał. Ruszył do miejsca w którym trenował do tej pory. Zaczął od krótkiej rozgrzewki polegającej na rozciągnięciu kończyn, po czym przystąpił do właściwego treningu. Wzmocnił się od czasu gdy tu wylądowali. To bardzo dobrze. Im więcej siły, tym większa szansa na wygraną w walce z Belialem. Ale czy wygrałby? Rutaga użył przeciw niemu Super Saiyanina. Chłopak już to widział. U niebieskowłosego chłopaka imieniem Trunks. Ciekawe co u niego... Wydarzenia jakie miały miejsce po przemianie Trunksa w Super Saiyanina były mglistymi wspomnieniami. Wypadły mu z głowy. Pamiętał tylko aurę Złotego Wojownika i coś o kulach spełniających życzenia. Pamiętał też osoby z którymi był w tym dziwnym miejscu. Pochodzili z różnych ras. Jaka jest szansa że ich jeszcze spotka? Pewnie niska, w końcu świat jest ogromny.

TRENING START
avatar

Guts
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 138

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Blade River on Czw Lut 01, 2018 11:45 pm

Kenzuran widział jak jego znajomy znowu bierze się za ostry zapierz treningowy. Rozumiał go, także był zirytowany i nawet wściekły tą sprawę, że Guts jak i on stracili jedyny dom. Czarnowłosy dlatego też wypuścił powietrze z ust, popatrzył chwilę na swoją jeszcze zaciśniętą dłoń, która miała przyschniętą krew i kiwnął głową. On także nie mógł być w tyle co jego kompan, więc zrobił wyskok w górę i wylądował na swoich nogach, ponieważ także chciał znowu trenować.

Odpoczął sobie chwilę, w sumie to się zdrzemną na dwie-trzy godzinki. Ogoniasty zauważył, że jego kolega chyba był bardzo czymś zamyślony podczas treningu, lecz niestety nie wiedział o czym może tak rozmyślać. Wzruszył ramionami jakby go to obchodziło, a potem zaczął odbijać się stopami od górzystych ścian i powrócił do swojego miejsca treningowe, by nie przeszkadzać swojemu saiyańskiemu bratu.

Syn Kellana wciągnął powietrze swoimi nozdrzami, potem na spokojnie je wypuścił. Popatrzył na obydwie otwarte dłonie, a zaraz po chwili szybko wylądował na podłożu kamienny by zacząć robić pompki. Jedna, druga, trzecia i tak coraz więcej i więcej, oczywiście tym razem postanowił, że zrobi nie dwieście pompeczek, a aż trzysta. Jeśli chciał być silniejszy, musiał sobie utrudniać swoje ćwiczenia, dlatego też więcej musiał wymagać od siebie samego.

Wojownik uśmiechnął się ponownie pod nosem, a po upływie pół-godzinnym, z potem na czole wreszcie zakończył swoją rozgrzewkę. Oczywiście nie można było zapomnieć o przysiadach, który zrobił dwieście, jak i rozciągania wszystkich kończyn, by nie mieć zakwasów. Kenzuran powrócił do swojej normalnej pozycji, a potem wzbił się bardzo szybko w powietrze, ponieważ robił różne manewry powietrzne. Robił przeróżniejsze korkociągi, wywijasy na przestrzeni powietrzne i tym podobne tak jakby popisy.

Czarnooki kiedy już poćwiczył sobie w powietrzu, postanowił wylądować i ciężko lądując, jak i robiąc wgniecenia swoimi butami w podłożu skalnym, popatrzył przed ścianę góry. Widział w niej uśmiech perfidnego demona, który zaczął walczyć z Rutagą, jedyną osobą którą zapamiętał, bo tylko on jedyny chciał pomóc dwójce kosmicznym wojowników. Syn Ilene zacisnął zęby, był wkurzony tym że nie mógł pomóc swojemu pobratymcowi, dlatego też wie że go pomści, jak nie z Gutsem to sam.

Wypuścił powietrze nosem, a potem przybrał pozę do walki i nadal widział tą złowrogi psychodeliczny uśmieszek na cholernym gościu, który wyglądał jak anioł. Teraz nie mógł się wycofać, musiał stawać się coraz silniejszy, jak i potężniejszy, po to by mu kiedyś dorównać.

TRENING START


Ostatnio zmieniony przez Blade River dnia Pią Lut 02, 2018 11:50 pm, w całości zmieniany 1 raz
avatar

Blade River

Liczba postów : 97

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Guts on Pią Lut 02, 2018 4:05 pm

Odkąd tylko tu przybyli to rozpoczeli treningi. Ciągneli je dzięki chęci wzmocnienia i zemsty. Chcieli odpłacić Sakanom za zniszczenie Vegety, a do tego potrzebowali dużych pokładów siły. Poczuł zmęczenie i wyprowadził ostatni cios. Forsowanie się nie było dobrym pomysłem, więc zakończył trening i usiadł obok statku. Spojrzał na trenującego Kenzurana. Czy ich dwójka była ostatnia? Czy nikt inny nie przeżył? Czy rasa Saiyan wyginie? Nie potrafił odpowiedzieć na te pytania. Cholerni Sakanie... To oni zmusili ich, aby opuścili Vegetę i zostawili swoich rodaków. Zmusili do ucieczki ICH. Saiyan z dumnej rasy wojowników! Żałosne... Zemsta będzie długa i bolesna. Pomści każdego zabitego Saiyanina. Ale do tego potrzeba mocy. A moc zdobywasz poprzez trening. Jego się właśnie skończył, więc postanowił odpocząć. Co miał zamiar zrobić po treningach? Polecieć gdzieś, obejrzeć planetę i może przy odrobinie szczęścia, powalczyć z kimś. Tak dla wypróbowania siły. Kenzuran był słabszy od Gutsa, więc odpada. Najlepiej gdyby powalczył z kimś równie silnym...

KONIEC TRENINGU
avatar

Guts
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 138

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Blade River on Pią Lut 02, 2018 11:49 pm

Wreszcie nadszedł czas na dalszy ciąg jego treningu, ponieważ nie mógł być gorszy od swojego kompana. Kenzuran także zastanawiał się, czy aby niechcący Guts nie był od niego silniejszy, ale coś przeczuwał że może tak nie być, sam tego dobrze nie wiedział. Nie miał niestety przy sobie scoutera by porównać swoją, a jego moc, więc w ogóle całkowicie olał sprawę i zaczął ponownie wykopy w niewidzialnych przeciwników.

Cios, kopnięcie, wyskok, przykuc, podcięcie, atak z łokcia, różne manewry, jak i kombinacje powstawały by pokonać nieprawdziwe iluzje, które były tworzone w podświadomości młodego Saiyanina. Musiał stawać się coraz silniejszy i twardszy, by pomścić swoich braci, jak i siostry, które zginęły tylko na darmo. Zagryzł mocno zęby, a potem dziko krzyknął i zaczął porządną serię w tutejszą skałę.

Mógł po kilku minutach zobaczyć, jak z jego nadgarstków cieknie czerwona ciecz, lecz nie przejmując się tym i działając wraz z adrenaliną, nie przestawał. Wreszcie kiedy już trochę odczuł ból zaciśniętych dłoni, przerwał to co robił i zobaczył ze żrobił solidne spore wgniecenie w tutejszej skale, no i trochę nachlapał krwi na skalne podłoże, ale wzruszył ramionami i to olał. Wreszcie wybił się wysoko w powietrze, zrobił kilka obrotów wokół własnej osi, po czym obracał się od czasu do czasu w tamtą stronę i zadawał inne przeróżne wydane ataki.

Cios pięścią, chwyt i atak z główki, podwójny wykop ze stóp, to były naprawdę prze różniste kombinacje i wymian, gdyż o to w tym właśnie chodziło. Niezliczona ilość imitowanych wrogów popadała szybko na ziemie i tak jakby zanikały w głowie Wojownika. Wreszcie Ogoniasty porządnie odetchnął, otarł swoje czoło z cieczy, którą sam wytworzył, a potem twardo wylądował i dalej zaczął kolejną serię.

Nie mógł być gorszy od swojego znajomego z którym razem wyrwali się z praktycznie piekła, które zagościło już na ich nieistniejącej planecie. Syn Kellana na chwilę zamknął oczy, a potem przetarł je szybko, gdyż jedna kropla z jego ślepia poleciała na glebę. Po upływie godziny, Czarnowłosy wreszcie na spokojnie odetchnął po solidnym i długim treningu, a następnie wytarł dłonie ze swojej własnej krwi w swoje ubranie. Będzie musiał sobie załatwić jakieś lepsze ciuchy, ale teraz to było nie ważne.

Powrócił po chwili do swojego towarzysza, przysiadł przy nim i zapytał:
- To jak Guts...Odpowiesz mi na tamto pytanie?
Co z prowiantem, nowymi ubraniami, jak i nową miejscem naszego pobytu? Sam mówiłeś, że nie możemy przebywać w jednej lokacji, gdyż ktoś mógł się zorientować i dostrzec z kosmosu jak nasza kapsuła tu ląduje, prawda??
- zapytał się i uniósł brew do góry, gdyż był ciekaw czy wreszcie jego kolega pamiętam o poprzednich pytaniach? Kiedy podparł się dłoniami do tyłu, popatrzył na niebo i nie mógł uwierzyć, że takie miejsca jak ta planeta istnieję, w sensie takie inne niż ich Vegeta.

KONIEC TRENINGU
avatar

Blade River

Liczba postów : 97

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Guts on Sob Lut 03, 2018 7:35 pm

Nie mogli tu zbyt długo przesiadywać. Już i tak siedzą tutaj zbyt długo. Muszą stąd odejść. Ale co ze statkiem? Nie mógł go zabrać ze sobą, musiał zostać tutaj. Rzucił wzrokiem wokół i starał się zapamiętać wszystkie szczegóły. Im lepiej zapamięta tę lokację, tym łatwiej ją znajdzie, gdy statek będzie potrzebny. Gdy skończył, to spojrzał na Kenzurana. Na początku nie wiedział o co mu chodzi. Pytał o coś wcześniej? Pewnie Guts był zbyt zajęty i nie słyszał.
-Dobre pytanie. Przebywanie w jednym miejscu to błąd. Musimy się gdzieś przenieść. Jedzenie i ubrania są problemem. Z tego co widzę, ta planeta obfituje w roślinność, a więc tym samym w owoce. Problemem jest to że nie wiemy które są trujące, a które nie. Nawet nie wiemy jak te owoce wyglądają. Z ubraniami jest inny problem. Jeśli ktoś tu żyje, to pewnie je znajdziemy. Ale lepiej unikać spotkań z fauną tej planety. Przynajmniej na razie... Sugeruję że powinniśmy wylecieć na rekonesans. Zorientować się w sytuacji i tak dalej. Przed tym powinniśmy potrenować trochę. Także, zabieraj się do roboty i potem się stąd zmywamy.-
Wstał, otrzepał ciuchy i wrócił na swoje miejsce do trenowania. Schemat ćwiczeń polegał na tym samym cały czas. Najpierw rozciąganie, potem wyprowadzanie ciosów. Gdy tak uderzał, to rozmyślał co zrobić ze statkiem. Był on problemem. Mógł go znów użyć i polecieć gdzie indziej, ale co by to dało? Nic. Zostawi go tutaj i będzie miał nadzieję że nikt go nie zobaczy... Kamuflaż! To jest to! Mogliby użyć gałęzi, liści i tym podobnych, aby przykryć statek i zmniejszyć szanse na zobaczenie go. Nie sprawi to że statek będzie niewidoczny, ale przynajmniej ograniczy szansę. Zrobi to gdy skończy trenować.

START TRENINGU
avatar

Guts
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 138

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Blade River on Sob Lut 03, 2018 11:49 pm

Kiedy sobie tak Kenzuran siedział obok Gutsa, wyczekiwał jego odpowiedzi. Wreszcie był ciekaw kiedy będą mogli ruszać w dalszą drogę. Po chwili, gdy to wojownik westchnął, usłyszał głos swojego kompana. Także się z tym wszystkim zgadzał, ale też było najważniejsze to, że muszą sporo trenować. To był punkt względem jego koleżki, dlatego też od razu Czarnowłosy mruknął w jego stronę, kiwnął głową potwierdzająco i wstał.

Widział, że jego pięści są w oschniętej krwi, ale domyślał się także że i tak będzie czuł ból i tak. Ogoniasty szybko z wyskokiem, odbił się kilkukrotnie od tych samych skał, gdyż już przedtem zrobili rekonesans przynajmniej tych gór w których się znajdowali. Po znalezieniu się na miejscu, wreszcie młody saiyanin wypuścił powietrze, a potem wciągnął je nozdrzem. Zrobił to kilkukrotnie, gdyż musiał sobie tutaj po-oddychać troszeczkę.

Syn Kellana najpierw jak zwykle zaczął od rozgrzewki, czyli pompki przysiady, rozciąganie i tym podobne. Dla utrudnienia sobie całkowicie zadania, zaczął robić pompki nie na trzech paluszkach, tylko na pięściach. Od razu kiedy się ustawił w tej pozycji, poczuł nieprzyjemny ból na jego jeszcze nie zagojonych ranach. Syknął pod nosem, a potem dodatkowo zaklął jak to na jego ród przystało. Starając się tym zbytnio nie przejmować, czarnooki popatrzył w górzyste podłoże i zaczął pompować.

Jedna druga, i tak dalej i tak dalej, to była w sumie norma dla niego i Gutsa, gdyż nie mieli niestety specjalnego sprzętu do ich ćwiczeń. Nie obchodziło to jednak Kenzurana, gdyż wiedział że na pewno sobie jakoś poradzą, jak nie tak to inaczej. Syn Ilene wreszcie po upływie piętnastu minut, spocił się niemiłosiernie i od czasu do czasu postękiwał, gdyż wreszcie go to bolało. Po kolejnych opłyniętych minutach, Czarnowłosy wreszcie zrobił wyskok do tyłu i był już przy nogach.

Zaczął z kolei robić przysiady, a na koniec samo rozciąganie, czyli naciąganie tych kończyn do granic swojej wytrzymałości, ale z przesadą oczywiście. Miał nadzieję, że niedługo skończy się ten koszmar, wreszcie on jak i jego towarzysz zapewne niedługo będą czuli silny głód na żołądku, a nie wiedzą co mogą tutaj jeść i co jest zjadliwe. Młody Saiyanin westchnął tylko do siebie, a następnie wybił się w górę by odczuć czy aby na pewno akceptacyjne się rozciągnął.

Kiedy sprawdził szybkimi ruchami ataków pięści, jak i wykopów, wylądował sobie na spokojnie na górzystej glebie, był gotów do dalszego treningu. Popatrzył w stronę twardej skały i znowu sobie wyobrażał tego przeklętego demona z długimi włosami, jak i skrzydłami. Przybrał pozycję do walki i nadal mógł dostrzegać jego perfidny i chory uśmiech, jak i szarżującego na niego Rutagę. Wojownik odwrócił na chwilę wzrok, a potem kiedy jego mina naprawdę spoważniała, przybrał pozycję do walki i chciał jeszcze chwilę odczekać, gdy jego kropla potu z czoła poleci na podłoże.

START TRENINGU
avatar

Blade River

Liczba postów : 97

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Guts on Nie Lut 04, 2018 7:37 pm

Wyprowadził ostatnie ciosy, stanął prosto i otarł pot z czoła. Uznał że już nadszedł czas. Powinni już ruszać. Prędzej, czy później i tak musieliby stąd odlecieć.
-Hej, Kenzuran! Pomóż mi pozbierać gałęzie, liście i tym podobne, aby przykryć nasz statek. Nie możemy pozwolić aby ktokolwiek go zobaczył.-
Ruszył na poszukiwania potrzebnych mu przedmiotów. Gdy już skończył przykrywać kapsułę, to zwrócił głowę w kierunku nieba. No dobrze, prowizoryczny kamuflaż jest i mogli ruszać w drogę. Tyle że gdzie? Nie znali tej planety ale nie mieli wyjścia. Musieli się przenieść.
-Na nas chyba czas... Musimy się przenieść. Gdziekolwiek, byle nie tu. Lecisz ze mną?-
Wzbił się lekko ponad ziemię i rozejrzał się wokół. Unikać skupisk budynków, czy nie? Może jednak nie unikać... Może istoty żyjące tutaj będą przyjazne. Warto mieć nadzieję. Wzbił się wyżej, spojrzał na teren na jakim wylądowali, starał się zapamiętać jak najwięcej i poleciał przed siebie.

Z/t West City, Centrum Miasta

KONIEC TRENINGU
avatar

Guts
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 138

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Blade River on Pon Lut 05, 2018 1:22 am

Kenzuran kiedy wreszcie jego kropla potu czoła opadła na kamieniste podłoże, od razu ruszył w bój. Nie mógł się opierdzielać, musiał pokazać swoim nieistniejącym wrogom kto tutaj rządzi, dlatego też zaczął od razu ich kopać na start. To było dość proste, gdyż tak naprawdę nie istnieli, ale jednak, musiał się bardziej postarać, by stać się tak potężnym saiyaninem jak Rutaga. Czarnowłosy starał się wyrównywać swój oddech z poruszaniem się swoimi ciosami, jak i wykopami, ale robiło mu się coraz ciężej.

Widać, że te wszystkie treningi wymęczały jego organizm, a głód już od czasu do czasu dawał o sobie znać. Zlewając wszystko za siebie, ogoniasty dziko warknął do siebie, a potem jeszcze bardziej przyśpieszył, wbijając się dosłownie na jedną ze ścian gór. oczywiście zrobił w niej dość spore wgniecenie, ponieważ pozostałe były trochę mniejsze, nie zapominał oczywiście o kombinacji ki blastów.

Wystrzelił kilka w dwie różne strony, wyobrażając że właśnie tam akurat są wrogowie. Stalaktyty wybuchły i nic po nich nie zostało, a następnie zrobił wybicie w górę i używając Kiai, rozwalił trzech stożek, który także rozsypał się na kawałki. Wojownik wreszcie wylądował twardo na glebie, a potem ocierał ciecz z czółka, ruszył na kolejnych wrogów, czyli imitowanych Sakanian, którzy gorzko pożałują za to co zrobili ich planecie.

Syn Kellana dobrze przeczuwał, że on i Guts będą jedynymi którzy się zemszczą, dlatego też nie mógł się teraz poddawać ze swoim treningiem, więc jeszcze bardziej napiął mięśnie i jego ciosy zdawały się bardziej silniejsze. Nie mógł się wycofać, musiał pokazać na co go stać, na co jego ciało stać i umysł młodego saiyanina, który sugerował mu dalszą walkę i ciągnięcie jej jak najdłużej.

Po upływie godziny czasu, a to było już dość sporo, wreszcie na chwilę Kenzuran zatrzymał się, by naprawdę odsapnąć. Po odpoczynku, wykonał jeszcze dość spory wyskok w górę, kilka obrotów z wykopami dość solidnymi, a potem zaczął spadać i przebił się swoją stopą przez kolejny słup skały. Po zakończeniu tego ciosu, otrzepał swoje już dość mocno poniszczone ubrania, a potem powrócił do swojego towarzysza Gutsa, oczywiście tą samą trasą.

Po upływie kilku chwil, Syn Ilene dotarł do kolegi, a potem usłyszał jego słowa o pomoc w znalezieniu jakiś gałęzi i liści. Oczywiście kiwnął głową potwierdzająco i wraz z bratem saiyańskim, każdy poszedł we własną stronę, szukać czegoś czym będą mogli zakamuflować kapsułę. Kolejne minuty upływały, aż wreszcie Kenzuran nazbierał sporą ilość roślinności i gałęzi na których jeszcze były liście.

Dotarł do pojazdu wraz z Gutsem, a potem zaczęli go maskować, by nikt niechcący go nie znalazł i ukradł albo co jeszcze wysadził. Po udanej akcji, jego towarzysz odezwał się jeszcze raz z krótkim monologiem by wyruszyć na rozeznanie planety. Wreszcie będą musieli znaleźć jakieś żarcie, dlatego też po słowach kompana, czarnowłosy odpowiedział:
-Jasne, prowadź. Zobaczymy co tutaj możemy spotkać, ale jednak to będzie dziwne kiedy tutejsze żywe istoty nas tak zobaczą... - odpowiedział i wzbił się w powietrze za kolegą. Miał nadzieję tylko, że nie spotkają wiele kłopotów, ale kto to wie, nikt. Ogoniasty wraz z kumplem będą musieli być przygotowani na wszystko, dlatego też nie czekając ani chwilę dłużej, przyśpieszyli i polecieli w daną stronę

z/t - West City, Centrum Miasta
KONIEC TRENINGU
avatar

Blade River

Liczba postów : 97

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Arisu on Sob Mar 03, 2018 12:36 pm

<= Z Pustyni

Spojrzała na Shiro kiedy do niej podszedł i kiedy wyciągnął do niej rękę, niepewnie posłała mu uśmiech po czym złapała go za dłoń by móc się przetransportować do śmigłowca. Kiedy Prawus i Lewus zostali opatrzeni ona sama usiadła obok Lubboka. Czuwała nad nim i czekała aż się obudzi po jej ataku. Jednocześnie jeżeli mogła to katem oka spoglądając na oddalający się śmigłowiec od ziemi oraz Ranzo z Shiro. Westchnęła cicho pod nosem nie czuła się tam przydatna w trakcie walki, ale zrobiła coś co może było ważne dla tego wydarzenia. W środku czuła, że to był dopiero początek tego co może nadejść, jednak i czy tym razem mogła by się na coś przydać? Czas pokaże.
W trakcie samego lotu milczała, czasami odpowiadając jeżeli ktoś się o coś spyta, ale jeżeli nikt od niej nic nie chciał milczała patrząc zmartwionym wzrokiem na Lubboka przepraszając go cicho pod nosem za to co zrobiła. Wiedziała ,że to nie pomoże, bo co się stało to się nie odstanie.
-Co z nimi zrobimy? - zapytała się tu obecnych kiedy byli już blisko do miejsca lądowania, bywała tu często więc kojarzyła tą okolice dość dobrze.
avatar

Arisu

Liczba postów : 58

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Shiro on Pon Mar 05, 2018 1:40 am

<=stamtąd gdzie Arisu

Pierwszy plon obficie obrodził. Aby przejść do następnego etapu skrupulatnie planowanego planu zemsty, pozostało tylko zebrać żniw. Razem z Shiro do helikoptera zabrała się nie tylko Arisu, lecz także Arystarch z dogorywającym psim pomiotem. Blondynka uśmiechnęła się do posłańca. Nie odwzajemnił gestu. Na zawieranie znajomości przyjdzie czas dopiero, gdy zabije wszystkich Kaioshinów.
Drużyna rebeliantów wesoło świętowała pierwsze wspólne zwycięstwo. Część z nich zapewne teraz uda się na wypoczynek, tak bardzo dla pustelnika odległy. Pilot pochwalił jego cięcie. Ten nie odpowiedział, nawet nie patrzył w jego stronę. Cały czas taksował wzrokiem pchlarza, nie chciał, by zaczął się tu czuć komfortowo. A na spoufalanie się z towarzyszami broni przyjdzie czas dopiero, gdy zabije wszystkich Kaioshinów.
Właściwie byli w świetnej pozycji do przesłuchania Prawusa. Demon uratował rodzeństwo przed pewną śmiercią, bóg w każdym momencie może ich pozbawić życia. Miało to potencjał na grę w dobrego i złego glinę. O ile partner załapie grę. Głupi nie jest, załapie. A nawet jeśli nie... Cóż, na miłosierdzie przyjdzie czas dopiero, gdy zabije wszystkich Kaioshinów.
Droga dłużyła się Wschodniemu, przyzwyczajonemu do częstych teleportacji od początku pracy w TP. Postanowił wykorzystać cenne minuty lotu na trening, choćby samego wyzwalania Ki. Skrzyżował ramiona na klatce piersiowej, zamknął oczy. Oparł się delikatnie o ścianę kabiny. Wszystkie te pretensjonalne ułożenia ciała do medytacji wymyślił jakiś kretyn. W głąb własnej duszy dało się wejść w każdej pozycji, w której potrafiło się skupić.

Wszedł.
Czy to już obsesja? Nie, to tylko cel. Chyba. Nieważne, skup się. Jesteś już bardzo blisko.

START TRENINGU 05.03.2018 01:40
avatar

Shiro
Wschodni Kaioshin

Liczba postów : 322

http://www.strawpoll.me/12564308

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Aymi on Pon Mar 05, 2018 5:32 pm

Eien no MG Modo

Czarny śmigłowiec sunął cicho ponad gorącymi piaskami pustyni a następnie nad coraz bardziej górzystym terenem. Na jego pokładzie poza dwójką pilotów znajdowała się trójka z brygady Ruchu Oporu, z czego jeden nieprzytomny, czuwająca nad nim Arisu, a także dwa psowate stworzenia będące braćmi, truchło przedstawiciela rybiej rasy oraz młody kaioshin imieniem Shiro. Wcześniej był z nimi pewien białowłosy mężczyzna o imieniu Arystarch, odłączył się jednak, tłumacząc, że musi wracać do domu, gdyż tam czeka na niego pewna kobieta z dzieckiem. Cała zgraja wracała do bazy, jedni jako żołnierze, którzy wykonali misję, inni jako jeńcy, pozostali zaś... cóż, shinjin sam przyjął rolę strażnika, zaś trup - on nie miał nic do gadania. Na pustyni został w prawdzie pozbawiony głowy changeling, nim jednak zająć się miała ekipa z drugiego śmigłowca.
Pustelnik uważnie przyglądał się Prawusowi, który to siedział w ciszy u boku brata, nie mając właściwie chęci na stawianie oporu. Widział, kto uśmiercił Honoberutona, więc nie zamierzał bez potrzeby się wychylać, a tym bardziej próbować ucieczki. Z nieprzytomnym Lewusem i tak daleko by nie zaszli. W prawdzie miał w swym posiadaniu coś, co pomogłoby bratu i jemu samemu natychmiastowo, głupotą jednak byłoby zdradzanie się z tym ot tak, zwłaszcza teraz. Milczał zatem i czekał na koniec podróży, od czasu do czasu zerkając w stronę Arisu, w końcu pomagała ona przy opatrywaniu jego ran.
Powoli acz nieuchronnie zbliżali się do lądowiska, kiery blondynka zadała swoje pytanie. Nie było ono doprecyzowane, jednak można się było domyśleć, czego - a właściwie kogo - dotyczy. Dwie przedstawicielki Ruchu Oporu spojrzały po sobie, zerkając następnie na Shiro, który oddał się medytacji, a także na psy. Wreszcie głos zabrała brunetka.
- W pierwszej kolejności wszystkimi potrzebującymi zajmą się medycy - stwierdziła po chwili namysłu. - Ta dwójka zostanie pewnie przesłuchana, żebyśmy mogli się dowiedzieć czegoś więcej o ich przywódcy, tym całym Belialu. A potem... potem się zobaczy. Trzeba się pewnie będzie przygotować na kolejne potyczki...
Może i wyszli zwycięsko z walki na pustyni, każdy jednak zdawał się przeczuwać, że to jeszcze nie koniec starć. Śmigłowiec zaczął lądować, zagłębiając się w ukrytą między górami szczelinę będącą włazem prowadzącym na lądowisko tajnej bazy Ruchu. Na dole już czekał zespół lekarzy i grupa uzbrojonych żołnierzy. Widać dowództwo dostało raport taktyczny odnośnie przewożonych osobistości i zarządziło gotowość bojową. Kto jednak uznany zostanie za wroga a kto za sojusznika?

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

avatar

Aymi
Mistrz Gry

Liczba postów : 450

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Arisu on Wto Mar 06, 2018 4:47 pm

Kiwnęła głową w zamyśleniu. Podniosła na chwilę głowę spoglądając na Shiro, który najwyraźniej medytował czy coś w tym stylu, Aryś milczał albo robił coś innego, a Ranzo, kij wie co z nim. Słuchała brunetki i kiwała lekką  głową na zgodę.
-Rozumiem więc muszę  się przygotować na kolejne potyczki, o ile będę tam potrzebna - rzekła na spokojnie. W końcu nie była wojownikiem z krwi i kości więc jej obecność na polu walki może im bardziej przeszkodzić niż pomóc. W dodatku musiała się zastanowić czy nie była by w stanie coś sama stworzyć, zrobić jako mechanik, w końcu jej umiejętności, może nie wielkie, ale może się przydadzą. Musi się nad tym mocno zastanowić kiedy będzie miała chwile dla siebie.
Kiedy dolecieli na miejsce wstała i wyprostowała się. Widziała, że byli przygotowani na ich przylot. Pozwoliła wyjść pierwszej Leone, Akame i Arysiowi oraz dwójce ich jeńców. Sama została przy Lubboku by poczekać aż się ocknie no chyba, że już nie było takiej potrzeby to wyszła jako ostatnia albo prawie ostatnia. Zastanawiała się co ją czeka teraz na miejscu w końcu nie powitają jej jako bohaterkę, w końcu nić tam nie zrobiła, przynajmniej tak czuła.
avatar

Arisu

Liczba postów : 58

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Shiro on Wto Mar 06, 2018 9:10 pm

KONIEC TRENINGU 06.03.2018 21:10

Helikopter leciał sobie beztrosko poprzez góry i doliny, aż blondynka zdecydowała się w końcu przerwać niezręczną ciszę, sztucznie zakłócaną warkotem maszyny. Zdezorientowana zadała pytanie odnośnie pary jeńców. Po krótkiej chwili odpowiedziała jej brunetka - jeden z tych żołnierzy, którzy podczas bitwy pilnowali środka transportu, coby przypadkiem nikt go nie ukradł. Choć właściwie to nawet dobrze, bo bez całego arsenału suszarek z wbudowanym paralizatorem do niczego innego by się nie przydali. Bojowniczka opowiedziała jej o opiece medycznej, przygotowaniu wyposażenia do następnej potyczki... oraz przesłuchaniu. Dokładnie w tym momencie Shiro wyrwał się z medytacji, rozwijając monolog.
- Będę przy przesłuchaniu - rzekł, gdy śmigłowiec zaczął lądować. Nie chciało mu się przekonywać rebeliantów do uczestnictwa przy pozyskiwaniu informacji. Zwłaszcza, że owa bardzo się opłacała. Chyba wszyscy rozumieli, że Prawus i Lewus musieli się go bać.
Nieprzytomnego psa Kaioshin wziął na bark, drugiemu ruchem głowy wskazał wyjście z kabiny. Chciał go mieć na oku.
avatar

Shiro
Wschodni Kaioshin

Liczba postów : 322

http://www.strawpoll.me/12564308

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Aymi on Wto Mar 13, 2018 12:44 am

Eien no MG Modo

Zbliżali się do lądowiska. Dla jednych był to powrót w znajome tereny, dla innych obce miejsce. Jedni mieli zostać przywitani z radością, inni zaś uznani za wrogów. Arisu zadała swoje pytanie przerywając ciszę, odpowiedziała jej Akame. Gdy wspomniała o przesłuchaniu, shinjin od razu stwierdził, że będzie przy nim obecny. Nie pytał o pozwolenie, nie wyrażał chęci, po prostu informował, jakby to miał być fakt oczywisty. Brunetka spojrzała na niego nieco zdziwiona, ale ostatecznie przytaknęła. To ten osobnik pokonał jednego z wrogów, ścinając mu głowę, nie należało więc ustawiać się w pozycji po drugiej stronie barykady. W końcu... byli w jednej drużynie, prawda?
Maszyna sięgnęła ziemi, zatrzymując silniki. Otworzono jeden z włazów, podstawiając od razu nosze, na których ułożono nieprzytomnego Lubocka. Wraz z nim transportowiec opuściły również pozostałe przedstawicielki Ruchu Oporu, pociągając za sobą Arisu. Jako ostatni wychodził Shiro z Lewusem na ramieniu, a tuż przed nim Prawus. Nim jednak kaioshin zdążył gdziekolwiek pójść, drogę zagrodziła mu brunetka w białym kitlu, popatrując to na przytomnego psa, to na białowłosego.
- Tych dwóch ma pójść z wami - stwierdziła bez ogródek, wskazując shinjinowi stojących na uboczu dwóch rosłych mężczyzn, zaraz potem przyjrzała się rannemu. - Podeślę do was jakiegoś medyka.
Po tych słowach wyminęła grupkę i podeszła do pozostałych. W ręce Akame powędrował mały świstek papieru, który ta szybko zlustrowała, od razu przytakując. Skinęła krótko w stronę Arisu, chwyciła złotooką za nadgarstek i pociągnęła za sobą, znikając w jednym z korytarzy. Sama Ari została sam na sam z kobietą, o której wiedziała, że nazywają ją panią Kurotsu.
- Całkiem nieźle sobie poradziłaś, biorąc pod uwagę brak przeszkolenia bojowego, panno Arakawa - uśmiechnęła się pogodnie pani doktor. - Na chwilę obecną dziękujemy za współpracę. Właściwie jesteś wolna, możesz wrócić do domu lub zostać. Pan Wataru nie będzie miał nic przeciw kolejnym lekcjom. Twój wybór.
W tym czasie do Shiro i jego dwóch psich towarzyszy podeszli wcześniej wspomniani mężczyźni, prosząc uprzejmie, by udali się za nimi. Jeden poszedł przodem, drugi zamykał pochód. Cała grupa skręciła zatem w któreś drzwi po lewej, idąc następnie długim korytarzem, aż wreszcie doszli do kolejnych, tym razem metalowych wrót. Żołnierz z przodu machnął ręką przy czujniku, przejście się otworzyło, więc wszedł do środka. Pomieszczenie miało jakieś pięć metrów w długości, w szerokości zaś około trzy i pół, było zupełnie puste. Ściany pomalowane były na siwo, wejście znajdowało się na jednej z dłuższych, po drugiej stronie zaś powieszono szerokie lustro. Gdy wszyscy znaleźli się wewnątrz, drugi z żołnierzy zamknął drzwi, które cicho piknęły, po czym stanął na uboczu.
- No dobra, to od czego zaczynamy? - spytał pierwszy, zerkając na Pustelnika. Widać było, że ma pewne pojęcie, z kim ma do czynienia. Może nie znał szczegółów, ale wiedział, że to właśnie białowłosy trzyma w ryzach obu obcych. - Nasze szefostwo chce wiedzieć, kim jesteście i po co zjawiliście się na Ziemi. Nie wyglądacie jak ci drudzy, rybowaci.
Mężczyzna wyraźnie czekał na jakiś początek, co jednak zrobi Shiro? Sam Prawus tylko co chwilę zerkał w jego stronę, choć bardziej na brata niż samego kaioshina.

________
Do Arisu:
Ranzoku nie wsiadał do śmigłowca - został na pustyni. Co do Arysa - jak wspomniałam w poprzednim poście - poleciał z wami, ale się odłączył (mam to z nim ugadane), więc ostatecznie do bazy dotarłaś tylko z Shiro jako graczem. Ogólny skład: dwóch pilotów, Akame, Leone, nieprzytomny Lubock, nieprzytomny Lewus, Prawus, Shiro, Arisu. Do tego trup generała od rybków, bo truchło Arys wpakował na pokład. Nikogo więcej, nikogo mniej. Dziękuję.

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

avatar

Aymi
Mistrz Gry

Liczba postów : 450

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Arisu on Wto Mar 13, 2018 10:04 pm

Jak się okazało to nie ona wyszła ostatnia z pojazdu, a Shiro. Można było rzec iż było jej to obojętne która wyjdzie byle jej nagle ktoś nie zaatakował czy coś w tym stylu. Kiedy podeszła do niej kobieta i kiwnęła głową zrobiła to samo lecz nie spodziewała się, że ją gdzieś zaciągnie. A okazał się to jakiś ciasny i mały korytarz w którym były sam na sam.
-Dziękuję, to nie było proste zadanie. - W sumie to było najtrudniejsze zadanie jakie miała do tej pory więc bała się, że po prostu nie podoła, ale było wręcz przeciwnie.
-W sumie chciałabym się spotkać z panem Wataru, wie pani gdzie mogę go spotkać? - Swój wolny czas mogła spożytkować w jakikolwiek sposób, ale chciała nauczyć się czegoś nowego, coś co może pomogło by innym, albo chociaż jej samej w codziennych czynnościach. Odwzajemniła uśmiech pani doktor Kurotsu. Czuła, że to zdenerwowanie i spięcie powoli mija i w końcu może odetchnąć w spokoju, kolejna nauka u pana Wataru powinna przynieść kolejny owoc o ile będzie pilnym uczniem. Postara się zrobić wszystko by być najlepszą w swoim fachu. Ciekawe co robią Ranzo i Arys, martwię się trochę o nich... oddzielili się tak szybko, że martwiła się czy im się nic nie stało. Choć z drugiej strony była to zwykła ludzka reakcja, zamartwianie się na zapas też nie było niczym dobrym.
avatar

Arisu

Liczba postów : 58

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Aymi on Czw Mar 22, 2018 2:25 pm

Eien no MG Modo

Arisu:
Nasza blondyneczka została sam na sam z panią doktor, słuchając jej pochwał. Niby nic a potrafi podnieść człowieka na duchu, prawda? Zwłaszcza takiego, który podczas wykonywania zadania czuł, że może nie podołać misji. Ari była właśnie takim typem, choć lepiej brzmiałoby zapewne, iż mierzyła siły na zamiary. Wiedziała, że bez przeszkolenia bojowego, nawet z elektryczną suszareczką w ręku, może być bardziej zawadą niż realnym wsparciem dla pozostałych. Mimo wszystko spisała się świetnie, pomogła w obezwładnieniu jednego z przeciwników i zostało to docenione.
Emocje powoli opadały, wszystko wracało na swój naturalny bieg, w tym także naturalna u dziewczyny chęć poznawania nowych rzeczy, nowych umiejętności. Gdy wykazała chęci spotkania ze swoim nowym mentorem, mogła zauważyć poszerzający się uśmiech pani doktor. Kobieta ewidentnie polubiła zapał młodego mechanika i była zadowolona z faktu, że niebieskooka zdecydowała się jeszcze zostać i być może nauczyć czegoś nowego.
- Oczywiście, że wiem. Staruszek Wataru ma stałe punkty w swoim planie dnia, a o tej porze jest pewnie w pracowni. Może jednak wcześniej byś coś zjadła, odpoczęła? Dzień dzisiejszy obfitował w wrażenia.
Uprzejmość brunetki była rzeczą naturalną. Chciała po prostu mieć pewność, że dziewczynie będącej poniekąd nowym rekrutem niczego nie zabraknie. I to nie tak, że odciągała ją od tego, do czego ta dążyła, wręcz przeciwnie. Jeszcze w trakcie wypowiedzi ruszyła w głąb korytarza, prowadząc Arisu tam, gdzie chciała dotrzeć. Jeśli blondynka wyrazi chęć napełnienia żołądka, nic nie będzie stało na przeszkodzie, by dostarczyć jej jakieś kanapki czy cokolwiek.
Spacerek nie trwał jakoś specjalnie długo i już wkrótce obie przedstawicielki płci pięknej dotarły do niedużych drewnianych drzwi z plakietką z napisem "Umeda Wataru - pracownia ogólna". Przejście zostało otwarte i weszły do środka, zastając staruszka z uporem grzebiącego śrubokrętem w jakiś urządzonku.
- Dzień dobry, przyprowadziłam gościa - oznajmiła na wstępie Mayu, zwracając tym samym uwagę mężczyzny. Ten podniósł wzrok, a gdy zauważył blondynkę, uśmiechnął się pogodnie.
- Arakawa-san, miło panienkę znowu widzieć. Czyżby się panienka stęskniła za takim starym piernikiem jak ja? - zażartował, odkładając narzędzia. Jego uśmiech i usposobienie miały w sobie coś, co sprawiało, że po prostu nie dało się go nie lubić. Ot miły i zawsze pogodny starszy pan. Co jednak zamierza zrobić nasza blondyneczka?
________
Czekałam jeszcze na odpis Shiro, ale coś mu się dłuży, a biorąc pod uwagę, że i tak jesteście oddzielnie, to nie będę dłużej stopować :3 To luźny wątek, więc na spokojnie możesz robić, co tam sobie chcesz o/

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

avatar

Aymi
Mistrz Gry

Liczba postów : 450

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Kurisa on Czw Mar 29, 2018 12:08 pm

W końcu dolecieli na miejsce. Kurisa nie wybrała przypadkowo tego miejsca. To właśnie tutaj wszystko się od niej zaczęło. Musiała się jeszcze porozglądać, aby znaleźć to konkretne miejsce. Pasmo gór zasłaniające widok nie ułatwiało jej tego, ale jeszcze pamiętała gdzie mniej więcej znajduje się laboratorium, a raczej już tylko ruiny po nim. Kurisa wylądowała naprzeciwko zniszczonego budynku, ale zanim wylądowała pierw zrzuciła Gutsa na ziemię, a następnie wylądowała jedną nogą stając na ziemi a drugą na jego klatce piersiowej. Co jakiś czas mocniej przycisnęła, aby nie czuł się zbyt wygodnie. Guts mógł czuć, że jej but waży więcej, niż normalne ubrania noszone przez ludzi lub saiyan.
- Mam do ciebie kilka pytań. Chyba się nie dziwisz? Mówiłeś, że jesteś z Vegety... powiedz mi - jak naprawdę wygląda Vegeta? Nasz pierwotny dom, ojczysta planeta. Jest to tylko pusta skamielina zasypana czerwonym piaskiem? Czy może znajduje się tam coś więcej? Bo ja jedyny obraz, jaki mam zapisany w głowie na słowo ''Vegeta'' to właśnie taki. - Czekała do saiyanin ma jej do powiedzenia. Nigdy nie widziała na własne oczy Vegety, miała jedynie kilka obrazków zapisanych w głowie, które nie przedstawiały jej praktycznie niczego. Czekała i słuchała, co Guts ma jej do powiedzenia. Jeśli nie chciał mówić, to przyciskała go nogą coraz mocniej. Zadawała kolejne pytanie wysłuchując odpowiedzi, zanim zada następne.

Do następnego pytania podniosła swoją nogę, a następnie przechylając nią głowę Gutsa na lewo przycisnęła do ziemi trochę mocniej.
- Wiesz co to za miejsce, prawda? Lepiej, żebyś nie kłamał, bo się wtedy naprawdę zdenerwuję. Od kiedy to ktoś może decydować o cudzym losie? O cudzych decyzjach? Stworzyć sobie zabawkę genetyczną w laboratorium i się nią bawić bez poczucia jakiejkolwiek winy czy sumienia? Czy ty masz pojęcie ile cierpienia mi przyrządziliście? Myśleliście, że będę wam służyć jak robot na pilot? Mam swój własny umysł i jak każde, żyjące stworzenie pragnę wolności... - Dziewczynie zaczęły przypominać się wszystkie rzeczy, które jej towarzyszyły podczas jej powstawania. Nie były to przyjemne rzeczy, ponieważ przyniosło jej to wiele bólu oraz trudności w znalezieniu swojego miejsca. Były to dla niej ciężkie chwile, przez które na samo wspomnienie ich dziewczynie zrobiło się przykro, jej oczy zrobiły się szklane, a po jej policzkach zaczęły spływać łzy. Czuła, że zaraz może przemienić się w super wojownika, ale wcale tego teraz nie chciała. Czuła narastającą w niej energię, która lada moment może z niej eksplodować. Dziewczyna jednak próbowała się uspokoić starając się o tym nie myśleć.

Pod koniec usiadła na nim łapiąc swoimi rękoma za jego płaszcz i mocno ściskając patrzyła się mu prosto w oczy.
- Jak zapanować nad transformacją w super saiyanina...? - Powiedziała to prosto z mostu. Chciała się bardzo tego nauczyć, bo już nie dawała sobie z tym rady. Za każdym razem, kiedy emocje brały nad nią górę, ona wtedy niekontrolowanie przemieniała się w super wojownika. W zasadzie to chciała od niego też pomocy, ale po tym jak go potraktowała spodziewała się tego, że w niczym jej nie pomoże.

Start treningu. już myślałem że to nigdy nie nastąpi
avatar

Kurisa

Liczba postów : 141

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Guts on Czw Mar 29, 2018 2:04 pm

Cóż... Zszokował się. Nie spodziewał się takiego obrotu spraw i nie wiedział co zrobić w tej sytuacji. Dziewczyna go zabrała... Gdzieś, a potem rzuciła nim o ziemię i przydeptała. Rozejrzał się wokół. Znajdował się przed ruiną jakiegoś budynku, gdzieś w górach. Hmm. Czy to nie był ten budynek, który widział gdy wylądowali? Być może. Więc, czy to oznaczało, że ona wiedziała o statku? Nie, to raczej niemożliwe, ale dla pewności warto zachować ostrożność. Odwrócił wzrok od budynku i spojrzał na dziewczynę, tym razem bez rumieńców na twarzy.
-"Nasz"? Więc, też jesteś Saiyanką?-
Skąd tutaj mógł się wziąć Saiyanin? Który na dodatek nic nie wiedział o Vegecie? Czy było ich więcej? Przyjrzał się dziewczynie. Niby miała czarne włosy, ale nie posiadała ogona jak każdy dumny Saiyanin, więc pewności nie miał, ale nie chciał się kłócić. Najwyżej później zada kilka pytań i może zyska kilka odpowiedzi.
-Hm. Vegeta w większości jest planetą pustynną. Czerwony piach jest wszędzie, ale nie przeszkadzało nam to w wybudowaniu miast, siedzib, stworzeniu monarchii, wojska... Miasta jakie tutaj macie przypominauą te, jakie mieliśmy na Vegecie. Tyle, że nasze nie są w ruinie. Znaczy, nie były w ruinie. Teraz już nie istnieją, jak cała planeta...-
Skończył mówić i zaczekał na kolejne pytanie, które wprawiło go w zdezorientowanie. O co jej chodziło? Był tu pierwszy raz i tak zamierzał jej powiedzieć.
-Zaraz, o czym ty mówisz? Jakie decydowanie o cudzym losie? Nie wiem o czym mówisz. Pierwszy raz widzę z bliska ten budynek. Pierwszy raz widzę ciebie.-
Musiała mieć ciężkie przeżycia z innymi Saiyaninami, skoro tak go zaatakowała tym tematem... Wcześniej chłopak jakoś trzymał rumieńce i trzeźwy umysł. Teraz, gdy dziewczyna na nim usiadła, to znalazła się zbyt blisko. Zdecydowanie. Rumieniec wrócił, a wzrok stał się rozbiegany. Przestał rzucać oczami, gdy usłyszał pytanie. Z rumieńcami spojrzał na jej twarz. A więc kolejny wojownik potrafiący zapanować nad tą formą. Najpierw Trunks, potem Rutaga, a teraz ona... Musiał być jakiś sposób na zdobycie tej formy, a ze słów dziewczyny wynikało, że po zdobyciu trzeba jeszcze się z nią oswoić.
-Nie wiem. Każdy kogo widziałem i używał tej mocy, miał ją opanowaną... Jak zdobyć tę formę?-


Korzystając z okazji... START TRENINGU
avatar

Guts
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 138

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Shiro on Pią Mar 30, 2018 3:43 pm

Shiro znalazł się na ukrytym lotnisku w bardzo dobrze mu znanych górach. Gdzieś niedaleko leżało miejsce założenia zakonu Masaioshinów, miejsce, w którym po raz pierwszy spotkał Kyuu. To wszystko działo się właściwie niedawno, w końcu dla boga rok czasu jest jak chwila. A jednak teraz to wszystko wydawało się takie odległe... szlag, ależ się zrobił z niego sentymentalista.
Swoją drogą fakt, że robot RR przebywał niedaleko, dawał do myślenia. Może była wtyką w jednej z organizacji? Tylko w której? Zresztą to nieważne, na rozmyślania czas przyjdzie później. Najpewniej jak zabije wszystkich Ka-
Razem z dwoma żołnierzami przeszli do pokoju przesłuchań. Cóż, widać było, że znali się na rzeczy. Szare ściany, lustro, zapewne weneckie, z obserwatorami w ciemniejszym pokoju po drugiej stronie. No, mógłby być odrobinę węższy, ale da się to zrekompensować paroma innymi sztuczkami. Proszę proszę, może jednak te durne ziemskie kryminały się do czegoś przydadzą. Miejmy nadzieję.
Takie gadanie na stojąco wydawało się wojownikowi dość dziwne, toteż zmaterializował krzesło odwrócone tyłem do drzwi. Wskazał je jednemu psiakowi, drugiego rzucił na ziemię, tuż obok niego. Niech się rozgoszczą.
- Oho, wypadałoby się pospieszyć - mruknął jakby od niechcenia po tym, jak spojrzał na właśnie wytworzony zegarek, pokazujący czas w powszechnie przyjętych jednostkach. Stojąc naprzeciw Prawusa, wychylał tarczę delikatnie w jego stronę - tak, by mógł widzieć wyświetlaną godzinę (?). Nie była jednak ona istotna, a fakt, że pokazywany czas został dwukrotnie spowolniony. Przesłuchiwany miał odnosić wrażenie, że rozmowa ciągnie się w nieskończoność.
Jeden z żołnierzy zapytał o możliwie najbardziej ogólne rzeczy na świecie. Niech będzie, od czegoś w końcu trzeba zacząć, nawet jeśli dobrze znał odpowiedzi na oba pytania. Były podwładny bossa z Diablo jakoś jednak nie kwapił się do dyskusji. Bóg przewrócił oczami.
-Zadano ci pytanie. Odpowiesz, czy będziemy tu siedzieć tak długo aż obaj umrzecie z głodu?
Właściwie to nie wiedział jakie słowa od razu zmusiłyby go do gadania. raczej powinno mu już zależeć na Belialu, w końcu wysłał go na pewną śmierć, ale jeśli z jakiegoś powodu nie będzie chciał współpracować, zawsze można uciec się do metody łatwiejszej i skuteczniejszej - do tortur. Tylko wtedy znów wzbudziłby podejrzenia swoich podwładnych.

Jeśli jako nie-mechanik nie mogę tworzyć zegarków, przyjmijmy, że ekran składa się z komór, w których znajduje się (bądź nie) światełko z Ki.
avatar

Shiro
Wschodni Kaioshin

Liczba postów : 322

http://www.strawpoll.me/12564308

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Kurisa on Sob Mar 31, 2018 1:21 pm

Pytanie Gutsa kompletnie wybiło ją z rytmu. On nawet nie wiedział, że dziewczyna jest saiyanką, albo po prostu próbował się jakoś wymigać bo wiedział, że ma przerąbane.
- Żartujesz sobie, prawda? - Odpowiedziała pytaniem na pytanie. Może tak nie wypadało, ale w tym przypadku było to jak najbardziej uzasadnione. Może i nie posiadała ogona, ale cechy charakterystyczne dla każdego saiyanina były u niej jak najbardziej widoczne.

Nie mogła uwierzyć Gutsowi w to, że planeta nie istnieje. Chyba się przesłyszała. Na jej twarzy pojawiło się zdziwienie, a ona poczuła jakby taką... ulgę?
- Jak to nie istnieje? Przecież doskonale wiem skąd pochodzi moja rasa. Nie uwierzę ci, póki mi tego nie udowodnisz w jakiś sposób. - Rozmowa zbiegła na kompletnie inny tor, niż mogłaby się spodziewać. Jej uchwyt nieco się poluźnił, a ona lekko wstała nieco unosząc się do góry nie przyciskając tak mocno saiyanina do ziemi.

On nawet nie wiedział o co chodzi. Wyglądał na poważnego, ale przecież zawsze mógł kłamać. Z drugiej strony niby po co miałby to robić? Sama się już pogubiła i nie wiedziała co się dzieje. Spoglądała na niego po prostu i nic już nie mówiła. Pozwoliła mu mówić dalej. Wtedy powiedział jej to tak, jakby transformacja w super saiyanina była czymś prostym. Każdy, kogo widział, miał tą formę opanowaną, a ona nawet nie potrafiła wejść w tą formę na zawołanie. W dodatku sama w nią wchodziła w trudnych dla niej momentach. Po tym zeszła z saiyanina i usiadła naprzeciwko niego. Zniżyła swoją głowę nisko i złapała do ręki kamień, który mocno ścisnęła, aż pękł na mniejsze kawałki i rozsypał się w jej dłoni.
- Cholera. - Guts mógł usłyszeć cicho wypowiadane słowo z jej ust. W dodatku zadał jej pytanie, chyba. Mogła wywnioskować z tego, że sam nie potrafił się w nią przemienić. Dziewczyna popatrzyła się na niego dłuższą chwilę dokładniej mu się przyglądając.
- Podaj mi jakiś powód, dla którego miałabym ci o tym powiedzieć. Już nawet nie wiem, czy jesteś wrogiem czy przyjacielem. - Wychodziło na to, że Guts pojawił się tutaj przypadkowo w nie wiadomo jakim celu i po prostu miał pecha, że na nią trafił. Tak to sobie ułożyła w głowie. Tylko nie sądziła, że poza nią i rodziną Harego, a w zasadzie toteż jej rodziną, na Ziemi są inni saiyanie. Dla pewności zadała jeszcze ostatnie pytanie, zanim postanowiła się mu przedstawić.
- Jestem już trochę czasu na Ziemi i nie widziałam innych saiyan na tej planecie. Skąd się wziąłeś i w jakim celu tutaj jesteś?

Koniec treningu.
avatar

Kurisa

Liczba postów : 141

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Sponsored content



Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 12 z 13 Previous  1, 2, 3 ... , 11, 12, 13  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach