Góry

Strona 14 z 14 Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Góry

Pisanie by Admin on Sob Lip 09, 2016 4:13 pm

First topic message reminder :

Jest to mocno górzysty teren. Skała na skale, a gdzieniegdzie tylko zielona trawa wystawia swoją bujną grzywkę i daję o sobie znać. Ziemie ciężkie do zamieszkania, dlatego nikt tutaj się nie wprowadził. Oczywiście, jak się bardzo chce, to i tutaj można wieść godne życie. Ale czy warto?
avatar

Admin
No.1 Whis' Fanboy

Liczba postów : 346

http://dbanotheruniverse.forumpolish.com

Powrót do góry Go down


Re: Góry

Pisanie by Jirri on Wto Sie 21, 2018 5:37 pm

Zadawał cios za ciosem. Każdy wyprowadzał w powietrze, jakby walczył z własnym cieniem. Nie wyobrażał sobie przeciwnika. W sumie o niczym szczególnie nie myślał. Po prostu starał się jak mógł, dawał z siebie wszystko. Po długim, ciężkim treningu wreszcie usiadł na ziemi. Trudno powiedzieć, że był faktycznie zmęczony. Zmęczenia praktycznie nie czuł. W zasadzie spał już od dłuższego czasu, choć sam nie był pewien, czemu. Głodny też nie był, najwyraźniej podczas snu prawie wcale nie zużywał energii. No i dobrze. Dzięki temu wystarczy odrobinę odsapnąć i można wracać do roboty. Położył się i wlepił oczy w niebo. Jak długo w zasadzie był nieprzytomny? Jak daleko jest teraz Frieza-sama? Czy się już zbliża? A może nadal jest bardzo daleko? A Haricotto-san? Ciekawe co robi w Zaświatach... No właśnie, jak wyglądają Zaświaty? Czy po śmierci Haricotto-san dostał nowe ciało? Stare zostało przecież doszczętnie zniszczone... Jeśli dostał nowe ciało, to z pewnością zajmuje się ciężkim treningiem. Cóż, w takim razie Jirri też nie może mu ustąpić miejsca. Od pewnego czasu to właśnie Haricotto-san przewyższał go mocą... Cóż, trzeba to zmienić, nieprawdaż?

KONIEC TRENINGU - 21.08.2018 - 17:36
avatar

Jirri
Time Patrol

Liczba postów : 486

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Guts on Sro Sie 22, 2018 3:57 pm

Pierwsza część treningu zdawała się najłatwiejsza, w porównaniu do drugiej, w której miał postarać się wykryć czyjąś energię. W teorii brzmiało to łatwo, bardzo łatwo. No, ale teoria a praktyka, to dwie różne rzeczy. Jakby tutaj poszerzyć swe horyzonty i odszukać czyjąś Ki, skoro nawet znalezienie swojej zajęło Gutsowi trochę czasu? Musiał zacząć od oczyszczenia umysłu, a potem... Huh, potem się zobaczy. Zadania nie ułatwiał fakt, że miał ograniczony czas. Był pewny, że Kido wystrzeli, gdy tylko uzna, że Saiyaninowi za długo to zajmuje. Chociaż... Adrenalina wywołana takiemu wyzwaniu mogła naprawdę ułatwić działanie. No nic... Czas zaczynać.
-Huh... W porządku. Zaczynam.-
Uśmiech zniknął ze jego twarzy, wraz z zamknięciem oczu. Teraz bez problemu mógł odszukać swą energię. Czuł, jak jej fale się w nim przemieszczają. Ale czuł też ciepło na twarzy, jakie wytwarzała kula stworzona przez Tsufulianina. Przełknął ślinę. Dobra, to poprzednie było próbą. Teraz czas na prawdziwy trening, dzięki któremu może zyskać wykrywanie Ki. Musi się postarać, bo inaczej nic z tego. Kolejny raz wyciszył umysł i sprawił, że świat wokół niego przestał istnieć. Przestał nawet odczuwać ciepło, jakie wynikało z kuli, jaką jego towarzysz trzyma przed jego twarzą. Teraz był skupiony tylko i wyłącznie na swojej Ki... Ale co z tego? Co z tego, skoro musi umieć wyczuwać też te, które znajdują się wokół niego, a nawet jeszcze dalej? Tylko, że nie wiedział, od czego zacząć. Kido mu poradził, aby go sobie wyobraził, skoro już wie, jak wygląda energia Ki. To mógł być dobry pomysł. Guts przypomniał sobie każdy szczegół ciała towarzysza, lecz było to trudne, ponieważ częściej go słyszał, niż widział. Zaczął od nóg. Był to najtrudniejszy element. Przypomniał sobie ich kolor, oraz to, jak szara istota stała, gdy go ostatni raz widział. Potem przeszedł do tułowia, a następnie do rąk i głowy. Obraz złożonego kosmity, który celował z otwartej dłoni w Saiyanina znajdował się w jego głowie, lecz nadal nic to nie dawało. Cholera, cholera! Czas powoli uciekał, a on nadal nie zrobił żadnych postępów. Jeśli nadal tak będzie, to w końcu dostanie pociskiem w twarz! Nie będzie to przyjemne uczucie i na dodatek może go nawet mocno uszkodzić. Ogoniasty nie znał siły Tsufulianina pod tym względem i bardzo go to martwiło... No, ale jeśli mu się uda, to pozna tę moc. Cholera! Znów za bardzo się wybił ze skupienia. Pozbył się wszelkich myśli i spróbował innym sposobem. Skoro wyobrażenie postaci nie zadziałało, to może jego energii? Tylko... Jak tego dokonać? Na pewno nie będzie to proste, ale skoro mniej więcej wie, jak wygląda taka Ki, to może się udać. Mimowolnie jego ciało westchnęło, gdy umysł był pogrążony w głębokim skupieniu. Wykrywanie własnej Ki to teraz była łatwizna, skoro wiedział, jak się za to zabrać... Ale to cholerne wykrywanie cudzej... Rany, i jeszcze ten ograniczony czas, który po upłynięciu będzie skutkował jego przypaloną twarzą... Cholera! Ale agresją i przeklinaniem nic tu nie zdziała... Potrzeba tu spokoju, opanowania, które jeszcze bardziej ułatwi mu te zadanie. Uspokoił się, a potem skupił na fali, która w nim krążyła. Musiał znaleźć kolejną taką falę, tylko nie wewnątrz siebie, a na zewnątrz, co wcale nie było takie proste. No dobra. Czas przyjąć trochę inną taktykę. Zamiast skupiać się tylko na sobie, to wyciszył samego siebie i skupił się na świecie wokół. Lecz nie na obrazie, czy dźwiękach. Nie, szukał energii. Fal, które znajdowały się w każdej żyjącej istocie w mniejszych lub większych ilościach. Na początku nic nie czuł. Nie wyczuwał żadnych fal, tylko pustkę. Wszechobecną pustkę, która nie napawała go optymizmem. Zacisnął mocno powieki i skupił się jeszcze bardziej. Ta energia musi gdzieś tu być! Wiedział, że znajdowała się tuż przed nim, przed jego twarzą. Szalała i była gotowa do ataku. Nie mógł się poddać. Musiał ją znaleźć nim minie czas. Musiał. Był Saiyaninem. Innym, niż wszyscy, ale jednak nim był. Na dodatek pragnął zrobić coś, o czym on sam nawet nie wiedział. A to był pierwszy, malutki krok. Musi się tego nauczyć. Nagle poczuł dreszcz na plecach i wtedy dojrzał fale. Zupełnie tak, jakby jego umysł otworzył wreszcie oczy. Widział przed sobą fioletową falę, która była gotowa do wystrzału, a zaraz za nią znajdowała się jeszcze jedna fala, tym razem większa. Lecz on skupił się na energii, która znajdowała się przed nim. Widział ją i czuł. Dobra, co teraz? Widział ją w pewnym sensie i czuł. Przy okazji wyczuwał też kilka słabszych energii, ale się na nich nie skupiał... Dopiero co opanował tę umiejętność, musi nauczyć się jeszcze ignorować niektóre Ki. Czuł też, jak bardzo różni się Ki Kido od jego. Nie da się ich nawet porównać i nie chodzi o moc, a o samą falę, która była po prostu... Inna. Upadł do tyłu, aby uniknąć ewentualnego ataku z oczami nadal zamkniętymi.
-Dość! Widzę tę twoją Ki!-
Jeśli jednak Tsufulianin i tak w niego wystrzeli, to postara się uniknąć ataku bez otwierania oczu, aby mu udowodnić, że się nauczył.

_________________
Skróty:
avatar

Guts
Mistrz Gry/Time Patrol

Liczba postów : 191

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Jirri on Czw Sie 23, 2018 7:47 pm

Nadszedł czas ruszyć szlachetną dupę z ziemi i wrócić do treningu. Nie ma opieprzania się, co nie? No tak... Tylko dlaczego dalej nie wstaje? Czemu jego ciało nie chce się ruszyć z miejsca? Czyżby doznał nagłego paraliżu? Nie... Ma czucie we wszystkich kończynach i może nimi poruszać, ale mimo to nie potrafi się zmusić do wstania z dupą z miejsca. Chwilę musiał pomyśleć, ale wreszcie rozkminił, o co tu chodzi. Nagły atak lenia. Właściwie czemu? Przecież nie jest nawet jakoś szczególnie zmęczony. Jest to typowy leń, typowego gościa, któremu zwyczajnie nic się nie chce. Wpatrywał się więc w niebo i myślał dalej. Myślał, o swoim leniwym samopoczuciu. Myślał, kiedy wreszcie zachce mu się jednak ruszyć z miejsca. A może jednak nie o to w tym chodzi? Może jednak jest to wyzwanie? Stawanie się potężnym polega na przełamywaniu własnych limitów. Może tym razem musi przełamać swojego lenia? Może to uczyni go potężniejszym, niż wcześniej. Bo nauczy się przełamywać samego siebie? Cóż, jeśli tak, to nie pozostało mu nic, tylko... Leżeć dalej.

START TRENINGU - 23.08.2018 - 19:47
avatar

Jirri
Time Patrol

Liczba postów : 486

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Haricotto on Czw Sie 23, 2018 11:41 pm

MG

Kido ciągle celował w Gutsa, a energetyczna kula na jego dłoni z każdą chwilą zwiększała swój rozmiar. Po Tsufulianinie było widać, że tracił cierpliwość. Stukał nogą w ziemię i marszczył gniewnie swoje brwi.
Guts tymczasem ciągle starał się robić to, co zobowiązał się zrobić. Siedząc z zamkniętymi oczami, starał się wyczuć KI Kido, który groził mu, że wystrzeli ją prosto w jego twarz. To byłoby nieprzyjemne doświadczenie. Jeden plus byłby taki, że Saiyanin nie musiałby się golić.
Nagle energia zatrzęsła się i rozbłysła, a poirytowany czekaniem mutant przeszedł do ataku. Na całe szczęście, Guts odchylił się do tyłu na dosłownie chwilę przed wystrzałem, obwieszczając głośno, że mu się udało!
Saiyanin poczuł ciepło na lewej stronie głowy, co oznaczało, że promień energii wcale nie został skierowany prosto w niego, a tuż obok, zmieniając trajektorię lotu i kierując się w niebiosa, gdzie po chwili zniknął. Co to mogło znaczyć? Czyżby Kido spudłował? A może...?
Gdy Guts otworzył już oczy, ujrzał plecy Tsufulianina, który stanął do niego tyłem. Krzyżował ręce na klatce piersiowej i patrzył przed siebie. Uśmiechał się, ale ze względu na sytuację, Saiyanin nie mógł tego dostrzec.
- W końcu. - rzucił oschle, wciąż unosząc kąciki ust do góry z zadowolenia. Zaraz odwrócił się przodem do swojego towarzysza, ale po uśmiechu nie było śladu.
_____
AKCEPTACJA

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1409

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Jirri on Sob Sie 25, 2018 4:35 pm

Zbierał się w sobie. Zbierał siły, zaciskając przy tym zęby z wysiłku i napinając mięśnie, aby zmusić się do wstania z miejsca. Mimo to jego wysiłku były daremne. Niestety, nie był w stanie się ruszyć choćby o centymetr. Jak się nie napinał, nie był w stanie zmusić się do wstania i treningu. Zajrzał w głąb swego umysłu, aby wyjaśnić sobie powód tego lenistwa. Przecież nigdy jeszcze nie miał żadnych obiekcji przed treningiem. Nie jest leniwy, a mimo to kompletnie nie chce mu się trenować... Może jednak nie w tym rzecz? Do tej pory wszystkie moce, jakie w sobie odkrywał, opierały się na wolności. Wolność pozwoliła mu przebić się przez jego limity i osiągnąć pełnię mocy swojej rasy. Ta sama wolność pozwoliła mu opanować własną energię... Może teraz właśnie dzieje się coś podobnego? Może kiedy pozwoli sobie na odrobinę lenistwa, trochę więcej odpoczynku, faktycznie stanie się potężniejszy? Rozluźnił mięśnie i ułożył się najwygodniej, jak tylko mógł, pozwalając sobie na odpoczynek. Ironia... Natychmiast poczuł się silniejszy. Uśmiechnął się. Cóż, skoro trening był efektywny, to nie pozostało mu nic innego, jak tylko... trochę dłużej odpocząć.

KONIEC TRENINGU - 25.08.2018 - 16:35
avatar

Jirri
Time Patrol

Liczba postów : 486

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Jirri on Nie Sie 26, 2018 9:42 pm

Tak oto nadszedł czas, by jednak zakończyć swój odpoczynek. Tym razem Jirri był wręcz pełen ochoty na aktywny trening. Natychmiast podskoczył, przechylił się na lewy bok, na prawy. Przeniósł ciężar ciała z nogi na nogę i wykonał jeszcze kilka podskoków w miejscu, po czym zaczął biec. Nie biegł bardzo szybkim tempem. Był to raczej trucht. Na standardy ludzi i tak był bardzo szybki, ale jak na niego było to w granicach zwyczajnego joggingu. Ot zwyczajny trening eksperymentalny. Wyciskanie z siebie siódmych potów dawało rezultaty. To przecież oczywiste. Niemniej jednak, skoro kluczem do jego mocy jest wolność, powinien chyba odpuścić sobie nieco i faktycznie pozwolić sobie zwyczajnie cieszyć się wolnością. Nikt go nie goni, więc po co ma się spieszyć? Niech to będzie spokojny, przyjemny bieg. Nabrał powietrza do płuc, po czym wypuścił je z głośnym westchnieniem. Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Biegł więc dalej, rozglądał się wokół siebie i podziwiał widoki, które roztaczały się aż po horyzont.
Dobrze być na Ziemi.

START TRENINGU - 26.08.2018 - 21:42
avatar

Jirri
Time Patrol

Liczba postów : 486

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Guts on Pon Sie 27, 2018 2:47 pm

Uśmiechał się szeroko. Wreszcie! Potrafił wyczuć Ki innych istot! Ale to jeszcze nie koniec. Teraz czas na wzmocnienia, dzięki którym będzie mógł się mierzyć z potężniejszymi przeciwnikami. Tylko... Co z Kido? Nie wrócił do ciała Gutsa, ani nic z tych rzeczy. Czyli... Chciał zostać w swojej formie? Cóż, na to wychodziło. Ale dobrze! Koniec tych rozmyślań. Czas zająć się czymś innym. Wstał, a potem odszedł kawałek od Tsufulianina, aby zacząć swój trening. Podświadomie liczył szanse na spotkanie mieszańców na tej planecie i jak długo zajęłoby mu zdobycie statku. Po co? Jeszcze tego nie wiedział. Przez moment przemknęła mu myśl, w jakiej roli postawić Kenzurana, lecz szybko zniknęła. W pełni skupiając się na treningu nie zwracał uwagi na to, że żadna Ki nie znajduje się przy kapsule, która powinna być broniona przez większość czasu. To była ich jedyna droga powrotna na Vege... Oh, no tak. No nic, zaraz po treningach musi wrócić do miejsca lądowania, a potem... Potem nie wiadomo, ale czuł, że musi poszukać tych mieszańców. Tylko jak ich znaleźć?

START TRENINGU

_________________
Skróty:
avatar

Guts
Mistrz Gry/Time Patrol

Liczba postów : 191

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Jirri on Wto Sie 28, 2018 1:40 pm

Biegł powoli i wdychał powietrze w płuca. Swoją drogą ciężko powiedzieć, po co mu płuca, czy nos. Skoro potrafi przeżyć bez tlenu, to chyba takie organy nie są mu potrzebne. A jednak są obecne i w pełni działają. I chwała im za to, bo bez nich nie mógłby wdychać czystego, górskiego, ziemskiego powietrza. Zatrzymał się na górskiej polanie. Było to chyba najładniejsze miejsce w promieniu wielu kilometrów. Wszędzie wokół, jak okiem sięgnąć, łąka. Co jakiś czas pojawiały się jakieś zwierzęta. Wszystko tworzyło sielską, przyjemną, spokojną atmosferę. Jirri obrał sobie jedyne drzewo na polanie i usiadł w jego cieniu. Przymknął oczy i już miał się zdrzemnąć, gdy nagle ponownie otworzył je na oścież. Poderwał się na równe nogi.
- Co to... za energia?
Wyczuwał dwa źródła mocy. Obydwa były słabsze od niego, jedno mniej, drugie bardziej. Nie wyglądało na to, żeby powinien się ich obawiać. Ktoś o takiej mocy nie stanowiłby dla niego zagrożenia... Ale było w nich coś dziwnego. Coś mrocznego. Jakby ich aura była stale zakłócana przez dziwną, zewnętrzną siłę. Przełknął ślinę, gdy spojrzał w stronę, z której wyczuwał energię. Powinien tam polecieć? A może... dalej czekać? Aż Frieza-sama wreszcie się pojawi...
Przez pewien czas widać było na niebie strumień fioletowego światła, które po sobie zostawił.

KONIEC TRENINGU - 28.08.2018 - 13:40

z/t
avatar

Jirri
Time Patrol

Liczba postów : 486

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Guts on Sro Sie 29, 2018 7:55 pm

Te treningi nie były jakieś wymagające. Powoli robiły się nudne i monotonne, ale co poradzisz? Musiał stawać się silniejszy, inaczej... Tak szczerze, to nic. Po prostu, trenował dla treningu. Nudziło mu się i nie chciał zaniedbać swojej siły. Jeszcze skończyłby jak pewien pan w zielonym dresie, a do tego nie można było dopuścić! W czasie, gdy jego ciało było skupione na treningu, to umysł był zajęty czymś innym. Ciągle liczył różne rzeczy, począwszy od szans na zdobycie statku na tej planecie, aż do szansy na spotkanie mieszańców. Gdy leciał tutaj, to widział, jak wielka była ta planeta i na pewno znalezienie osób z Saiyańską krwią nie będzie proste, lecz będzie próbować. Cóż... Tylko nie teraz. Teraz musiał potrenować. No, nie musiał, tylko tak sobie mówił, bo przez dłuższy czas siedział i uczył się nowej umiejętności, jaką było wykrywanie Ki innych. Rany, bardzo przydatna zdolność, nieprawdaż? Może od razu określić czyjąś siłę i dzięki temu obliczyć, jak wielkie szanse na zwycięstwo ma. Ha! Wspaniale! To znacznie ułatwi mu życie. No i pomoże w szukaniu przeciwników, jak i przyjaciół. Teraz znał energię Kido i wiedział, że z żadną inną jej nie pomyli. Był pewny, że z każdą inną energią będzie tak samo. Nie pomyli Ki Kenzurana, gdy tylko dowie się, która należy do niego. Ahh... Właśnie, co u tego Saiyanina? Nie czuł nic z miejsca, w którym była kapsuła... Cóż, przynajmniej nie było tam też zagrożenia. Wprowadził kilka ciosów i nagle się zatrzymał, a potem zwrócił wzrok w stronę potężnej energii, jaką wyczuwał.
-O cholera...-
Wyczuwał dwa źródła Ki, obydwa znacznie silniejsze od niego. Czył, że nie była to jakaś zwyczajna energia... Była chaotyczna. Ale się nie zbliżała, przynajmniej na razie. Jeśli na tej planecie są tak silne istoty, to ma przeje... Szarpnął głową do góry. Poczuł stamtąd kolejne skupisko energii, tym razem o wiele potężniejsze, niż te dwa poprzednie. O cholera, o cholera. Na szczęście się oddalała. Kurwa... Był dla nich jak mrówka. Nie zainteresują się nim, prawda?.... Prawda?... Wrócił do treningu. Po tym, co poczuł, to wiedział, że musi ostro trenować, żeby w ogóle przeżyć.

KONIEC TRENINGU

_________________
Skróty:
avatar

Guts
Mistrz Gry/Time Patrol

Liczba postów : 191

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Guts on Czw Sie 30, 2018 8:30 pm

Pot spływał z jego ciała strumieniami. Ciężko stwierdzić, czy to przez stres i ciągłe sprawdzanie, czy jakaś niebywale potężna Ki się czasem nie zbliża, czy może to wina ostrego treningu, jakiemu się poddawał. Cóż... Teraz miał ochotę zniknąć z tej planety jak najszybciej, jeśli była ona przepełniona tak potężnymi jednostkami. To prawdziwy cud, że wcześniej się na nie nie natknął. Ale nie mógł zostawić Kenzurana. Pomagał mu i należał do ostatnich przedstawicieli swojej rasy. Nie zostawiłby go od tak, na pastwę losu na takiej planecie. Musiał znaleźć inny, lepszy sposób... Albo mógł się dostosować i trenować tak intensywnie, że aż dogoni te skupiska energii. Lecz na pewno zajmie mu to dużo, bardzo dużo. Najbardziej martwiło go to, co przeleciało nad nim. Było przerażająco potężne i wiedział, że raczej nigdy nie dogoniłby takiej istoty, choćby nie wiem co. Guts zacisnął mocno dłonie i rozejrzał się wokół, choć wcale nie musiał. Mógł szukać Ki tylko i wyłącznie siłą woli, nie potrzebował obracać głowy, lecz i tak to robił. Dlaczego? Nie wiedział. Stres?... Strach? Pewnie trochę tego i trochę tego.

START TRENINGU

_________________
Skróty:
avatar

Guts
Mistrz Gry/Time Patrol

Liczba postów : 191

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Guts on Sob Wrz 01, 2018 1:00 am

Machnął ręką za mocno i wycieńczony organizm nie wyrobił, przez co poleciał za ciosem i upadł na ziemię. Pot ciągle z niego spływał, na szczęście wcześniej zdjął płaszcz, który teraz wisiał na jednej z gałęzi oddalonej kawałek dalej, aby przypadkiem nie zniszczyć drzewa i nie porwać fatałaszka. Podniósł się z ziemi drżącymi rękami. Wina treningu, czy stresu? Obejrzał swe drżące dłonie i na oko policzył ile musiałby trenować, aby osiągnąć taki poziom. Cóż, dużo. Ale może ci wojownicy nie byli wrogo nastawieni? Ten jeden z miasta był... Ale nie każdy musi być, racja? Chyba tak... Na razie warto się nie zbliżać do żadnego z tych osobników, bo nie wiadomo, jak takie spotkanie może się skończyć. Westchnął i usiadł na ziemi. Kido nie dawał znaku życia od dłuższego czasu... Ciekawe, co się z nim stało? Może poszedł trenować w samotności? Albo go opuścił... Cóż, druga opcja brzmiała prawdopodobnie, w końcu byli wrogami... A nie, to było kiedyś. Teraz byli... Towarzyszami. Może nawet kolegami. Kto wie?... Chłopak westchnął i wstał, a potem powrócił do machania rączkami i nóżkami. Te treningi mogły uratować mu życie...

KONIEC TRENINGU

_________________
Skróty:
avatar

Guts
Mistrz Gry/Time Patrol

Liczba postów : 191

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Guts on Nie Wrz 02, 2018 1:00 am

Czy tak robiły? Hm... Na razie nikt się nie pojawiał, więc się trochę uspokoił. Skoro na razie nie było zagrożenia ze strony potężnych Ki, to jest szansa, że będzie mógł w spokoju potrenować. Ale zaraz... Trenując czuje, jak zwiększa się jego moc, a to oznacza, że osoby z taką samą umiejętnością, co Guts i Kido, będą mogli go odnaleźć, jeśli wyda im się interesujący... Ale z drugiej strony, przyrost mocy może ich zniechęcić, bo to jednak przyrost mocy... Nie będą wiedzieli, jak duży będzie... Ahhh! Za dużo kombinowania. Będzie się wzmacniał dalej, to na pewno. Nie zaniedba teraz treningu, zwłaszcza że nikt nie zwraca na niego uwagi. Świetnie! Jest zbyt słaby, aby cokolwiek znaczyć na tej planecie! Zaraz... Oh... Trochę to smutne, ale to nic.
Zastanawiał się, co się dzieje z Kurisą i jak potężna musi obecnie być, skoro posiada poziom Super Saiyanina. Na pewno osiąga ogromne poziomy mocy. Ona na pewno coś znaczy, na pewno może o siebie zadbać... Co nie? Przecież tamte ogromne Ki nie może być silniejsze od Złotowłosego Wojownika. Lecz jeśli jest.... To co wtedy? Wtedy pozostawałoby marzenie o tym, aby nie byli agresywni. Ale ta Ki... Chaotyczna, agresywna i przepełniona złem. Ta, trzeba ich zdecydowanie unikać i modlić się o to, że nie potrafią wykrywać Ki.

START TRENINGU

_________________
Skróty:
avatar

Guts
Mistrz Gry/Time Patrol

Liczba postów : 191

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Guts on Pon Wrz 03, 2018 1:00 am

Znów się wstrzymał z treningiem. Pot ciągle po nim spływał, mięśnie bolały niemiłosiernie, lecz nie mógł przerywać, prawda? A jeśli to zrobił, to znaczy, że stało się coś bardzo, bardzo ważnego... Jak wzrost mocy jednej z Ki, których się obawiał. Na jego szczęście i nieszczęście, tą mocą była ta słabsza, chaotyczniejsza i przepełniona złem. No cóż... Nie jest świetnie i fajnie, ale jeszcze się nie zbliżała, więc jest dobrze... W miarę. Wziął duży wdech, przetrzymał trochę powietrze w płucach, a potem wypuścił, aby się rozluźnić. Skoro się nie zbliżały, to znaczy, że ich Ki go nie obchodziła, nie potrafili wyczuwać energii, albo ze sobą walczyli. Ta informacja nie była dla niego taka ważna, lecz jednak nie dawała mu spokoju. W zacisnął dłonie i wrócił do treningu, będąc ciągle skupionym na najsilniejszych Ki, jakie wyczuwał i miał nadzieję, że żadna z nich się do niego nie zbliży. Zdecydowanie wolał uniknąć spotkania z nimi i już nawet nie zastanawiał się, czy są wrogo nastawieni, czy nie. Liczyło się tylko to, że byli daleko. No, a gdyby się zbliżyli, to mógłby użyć swojego asa w rękawie, ale nie bawił się tym zbyt często i nie znał zbyt dużo Ki. Cóż... Miał nadzieję, że nie będzie jej musiał używać na ten czas.

KONIEC TRENINGU

_________________
Skróty:
avatar

Guts
Mistrz Gry/Time Patrol

Liczba postów : 191

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Guts on Wto Wrz 04, 2018 2:43 pm

Dobra. To koniec. Dość. Forsowanie organizmu może się skończyć źle. Bardzo, bardzo źle. Już i tak tonął we własnym pocie, a to zły znak. Dlatego przestał trenować i oparł się o jedno ze znajdujących się tutaj drzew. Oddychał ciężko i jego wzrok skupiony był na niebie. Znów naszły go wspomnienia z Vegety, gdy sobie odpoczywał ze wzrokiem utkwionym w niebo. Ach, to były czasy. Treningi, misje, spotkania z drużyną... Właśnie! Nie widział śmierci swoich przyjaciół, więc nadal miał nadzieję, że przeżyli. Nie musiał ich odnaleźć, wystarczyła mu myśl, że może gdzieś tam żyją... Oby. Położył się na ziemi i zaczął spokojnie oddychać, aby odpędzić złe myśli. Niedługo musiał wznowić treningi. Ciągle powinien stawać się silniejszy, aby mieć jakiekolwiek szanse na przeżycie. No i ciekawe, co robi Kenzuran i dlaczego nie rozumie jednego: jeśli stracą statek, to stracą drogę do domu... Zaraz. No tak... Jakiego domu? Vegeta już nie istnieje. Ich dom już nie istnieje. Teraz są włóczęgami... No, ale statek i tak może się przydać. Znaczy się, kapsuła. Kapsuła może się przydać...

START TRENINGU

_________________
Skróty:
avatar

Guts
Mistrz Gry/Time Patrol

Liczba postów : 191

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Guts on Sro Wrz 05, 2018 6:20 pm

Aaaaaahhhhhhh. Koniec lenienia się. Odpoczął wystarczająco i teraz potrzebował wznowić treningi, więc wstał i znów zaczął swoją rutynową akcję, jednocześnie uważając, aby nie uszkodzić przez przypadek drzew. Trenował, ale był inteligentny i wiedział, że jakiekolwiek niszczenie przyrody na tej planecie jest kompletnie niepotrzebne. Nie była ona przeciwnikiem, nie potrafiła oddać ciosu, ani tym podobne, więc każdy atak w nią skierowany był równie dobry, jak atak w powietrze. Kompletnie nie rozumiał idei niszczenia przyrody dla treningu. No, gdyby ta przyroda stanowiłaby odpowiednio potężnego przeciwnika, to tak, wtedy można by uznać ją za trening, ale nie... Nie czuł od niej żadnej Ki, a więc nie potrafiła oddać, co tylko potwierdzało to, że taki trening byłby nie wzmacnianiem swego ciała, a zwyczajnym niszczeniem przyrody. Na dodatek, to Guts i Kenzuran byli tutaj gośćmi. Przypadkowymi, ale nadal gośćmi i kulturalni goście nie niszczą rzeczy swego gospodarza, prawda? Prawda. Chyba, że jest to naprawdę konieczne, jak na przykład zrobienie ogniska, bądź wypróbowanie techniki, której siły nie znamy. Ale treningi, które głównie polegały na wzmocnieniu siebie nie musiały polegać na niszczeniu roślinności. Tak przynajmniej myślał Saiyanin, lecz chyba nigdy nie dowie się dlaczego niektórzy tak robią.

KONIEC TRENINGU

_________________
Skróty:
avatar

Guts
Mistrz Gry/Time Patrol

Liczba postów : 191

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Aymi on Czw Wrz 06, 2018 10:11 pm

Eien no MG Modo
~Ten Obcy~

Gattsu trenował, choć gdzieś z tyłu głowy wciąż kołatała się myśl - na tej planecie mieszkają niesamowicie silni wojownicy, silniejsi od niego o całe eony, przynajmniej w jego odczuciu. Obawiał się konfrontacji z którymkolwiek z nich, mimo wszystko nie zamierzał rezygnować z treningu. Był saiyaninem, miał swoją dumę wojownika, dlatego też nie mógł sobie pozwolić na słabość, nawet na strach. Wywijał więc rękoma i nogami w powietrzu, wyprowadzając kolejne ciosy, i być może nawet nie zauważył, że jest bacznie obserwowany.
Na jednym z drzew nieopodal siedział szary stwór, którego brunet już zdążył poznać i z którym wiązała go dość specyficzna więź. Siedział na gałęzi z jedną nogą luźno zwisającą i obserwował poczynania swego kompana, mamrocząc coś pod nosem. Po jego minie wnioskować można, że do zadowolonych w tej chwili nie należał, wręcz przeciwnie. Minę miał taką, jakby coś mu nie pasowało. Albo ktoś, ciężko stwierdzić. Saiyanin wciąż ćwiczył, a tsuful wręcz zgrzytał zębami. W pewnym momencie zdawał się chyba stracić cierpliwość, gdyż stworzył w dłoni małą kulkę barwy bladego różu i cisnął nią wprost pod nogi chłopaka.
- Tracisz tylko czas! - warknął, zeskakując z gałęzi. - Nauczyłem cię wykrywania ki i co robisz? Trzęsiesz portkami, bo wyczułeś, że są tu silniejsi?
Prychnął z niezadowoleniem. Saiyanin wiedział, że już wcześniej wyczuwał on wszelaką ki na tej planecie. Musiał zdawać sobie sprawę, że żyje tu wiele potężnych istot, a jednak nie wyglądał na jakiegoś wielce zatrwożonego. To było nawet niezwykłe zważywszy, że poziom jego energii był mniej więcej równy mocy naszego wojownika z Vegety.
- Skoro się cykasz, to lepiej od razu uciekaj z podkulonym ogonem, małpko - rzucił jeszcze prześmiewczo. - Ten twój trening w niczym ci nie pomoże.
Kido - w ramach przypomnienia:


Ostatnio zmieniony przez Aymi dnia Pią Wrz 07, 2018 9:49 pm, w całości zmieniany 1 raz

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

avatar

Aymi
Mistrz Gry

Liczba postów : 594

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Guts on Czw Wrz 06, 2018 11:01 pm

Już dawno stracił poczucie czasu, ponieważ liczył się dla niego tylko trening i szansa na przeżycie na tej planecie. Ciosy, kopnięcia, pot, ignorowane zmęczenie, powoli pojawiający się ból w mięśniach, ale również coraz szybsze ruchy. Było to powolne, żmudne, okropnie wyczerpujące i nie sprawiło, aby w najbliższym czasie miał szansę na wygraną w starciu z energią, jaką odczuwał. Ale może kiedyś... Jeśli nadal by tak trenował, to jeśli zostałby na tej planecie, to może miał szansę mierzyć się z przeciwnikiem, racja? Chyba tak... Zwątpienie było w nim równie wielkie, co nadzieja na uniknięcie walki z potężnymi potencjalnymi przeciwnikami. Już nawet zapomniał po co chciał szukać tych Saiyan i mieszańcow. Pewnie przypomni sobie w najbliższym czasie, ale na razie był skupiony tylko na tym, aby trenować wystarczająco długo i zacięcie, aż do osiągnięcia zadowalających rezultatów. Jak długo mogło to potrwać? Huh... Licząc na oko, to nie miał tyle czasu. Ale przynajmniej się nie poddawał. Co nim kierowało? Strach? Saiyańska duma, z którą było u niego ciężko, ale czasami dawała o sobie znać? A może instynkt przetrwania? Poprawną odpowiedzią jest: wszystko po trochu. Znów za mocno wyprowadził cios i stracił równowagę, ale tym razem udało mu się ją odzyskać po kilku sekundach balansowania na jednej nodze. Akurat gdy stanął prosto usłyszał dość znajomy głos, więc odwrócił się w jego stronę tylko po to, aby ujrzeć twarz Kido, który miał minę mówiącą coś w stylu "Rozczarowujesz mnie". Saiyanin spuścił głowę. Tsufulianin miał rację. Guts bał się spotkania tych silniejszych, stąd cały ten trening polegający na wzmocnieniu jego ciała, ale wiedział, że taki trening nie zdziała za dużo jeśli różnica mocy była tak ogromna. Co teraz? Towarzysz odebrał mu całą nadzieję, jaką miał... Ale teraz mógł sprawdzić jego moc i czuł, że była ona całkiem podobna do Ogoniastego. Więc... Dlaczego? Dlaczego on nie wyglądał, jakby go obchodziły te moce? Przecież... Do tej pory ręce trzymał luźno wzdłuż ciała, więc teraz zacisnął mocno dłonie i podniósł głowę.
-Ta... Masz rację. Trening nic mi nie da, ale bez niego stoję w miejscu... Trenując mam szansę zbliżyć się do tych poziomów. Mam szansę przeżyć. Jak możesz być taki spokojny? Jak możesz zachować spokój w sytuacji, w której nie dość, że jesteśmy na obcej planecie, to jeszcze mamy na głowie dużą ilość potężnych wojowników. Co niby mam zrobić, jeśli nie trenując? Wolę trenować, niż siedzieć na tyłku i nic nie robić. Chyba, że masz wspaniały pomysł, jak możemy spożytkować ten czas?-
Splótł ramiona na wysokości klatki piersiowej i oczekiwał reakcji Kido. Pot się z niego lał, a stres spowodowany dużymi energiami wzmagał agresję. Dopiero teraz, gdy stał prosto, to można było zobaczyć jak jego ciało drży. Od forsowania się? A może od strachu? Nie wiadomo...

_________________
Skróty:
avatar

Guts
Mistrz Gry/Time Patrol

Liczba postów : 191

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Aymi on Pią Wrz 07, 2018 10:26 pm

Eien no MG Modo
~Ten Obcy~

Każdy miał swoją granicę cierpliwości. Ta tsufuliańska została chyba mocno nagięta, a przynajmniej na to wyglądało. Kido był zły i nie omieszkał tego okazać. Na domiar tego wszystkiego saiyanin chyba nawet nie zauważył pocisku ki, który uderzył w ziemię pod jego stopami (notabene to właśnie on mógł spowodować zachwianie po ciosie). A spuszczona głowa tylko irytowała szarego.
- Zbliżyć się do ich poziomu mocy? - zakpił, podchodząc bliżej, i dziabnął chłopaka swoim chudym paluchem w klatkę piersiową. - Z takim zapałem nie dogonisz ich nawet po śmierci! Myślisz, że poczekają, aż urośniesz w siłę?
Znów prychnął. Dość dziwnie to wyglądało, biorąc pod uwagę, że tsuful był niższy o dobrą głowę. Mały potworek pouczający większego od niego ogoniastego. I tak oto stanęli naprzeciw siebie, obaj z rękoma na klatce piersiowej, i mierzyli się wzajemnie wzrokiem. A Kido wciąż wyglądał na niezadowolonego.
- To, co robisz aktualnie, to wywijanie rękami i nogami - wycedził przez zęby. - To cię nie uczyni silniejszym, a tylko zmarnuje twój czas. I tak jesteś słaby. Ten cały Rutaga musiał ci dupę ratować. Tobie i temu kretynowi, z którym tu przyleciałeś. Myślisz, że ten demon poczeka, aż taka mrówka jak ty stanie się silniejsza? Że poczeka, aż będziesz w stanie go unicestwić? Ha! Marzenie.
Odwrócił się na pięcie i ruszył przed siebie. Najwidoczniej skończył dyskusję. Nim jednak zniknął gdzieś między drzewami, zatrzymał się i przekręcił głowę w tył. Przez chwilę lustrował Gattsa spojrzeniem.
- Taki z ciebie cienias, że zostawiłeś na śmierć swoich kumpli. Pozdrów ode mnie Magu, Kanę i Toka, gdy już do nich dołączysz. Długo ci to nie zajmie.
I znów ruszył, nie oglądając się za siebie. A co na to brunet?

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

avatar

Aymi
Mistrz Gry

Liczba postów : 594

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Guts on Pią Wrz 07, 2018 11:51 pm

Zacisnął dłonie mocniej. Dlaczego wszystko, co mówił Tsufulianin wydawało się tak prawdziwe, a mimo to Saiyanin nie chciał tego zaakceptować i wolał nadal trenować, jednocześnie ignorując zdanie towarzysza? Cóż... Wykrywanie cudzej energii było jednocześnie przekleństwem i błogosławieństwem. Gdyby nie potrafił poczuć tej mocy, która go otaczała, to na pewno teraz by był o wiele spokojniejszy. Ale niestety czuje te potężne źródła mocy i nie jest za bardzo zadowolony z tego powodu. Mimo to, starał się chociaż zachować pozory spokoju, więc stał prosto ze ściągniętymi brwiami i tylko coraz bardziej zaciskał dłonie. Spojrzał na twarz krytyka, gdy ten się zbliżył i zaczął dźgać Ogoniastego w klatkę piersiową. Nie odpowiadał, milczał. Jednym z powodów takiej reakcji był fakt, że czekał na pełną wypowiedź Kido... No i nie miał w głowie żadnego argumentu, który miałby go w jakikolwiek przekonać... Szczerze powiedziawszy, to Guts szukał argumentu, który mógłby jego samego przekonać do tego o czym on sam mówił i tak dążył. Ah, ta Saiyańska upartość, która obudziła się przez strach, stres i zmęczenie. Czasami takie rzeczy wychodzą z człowieka przez zbyt duże ilości stresu. Zazgrzytał zębami i lekko przymknął oczy, gdy Tsufulianin kontynuował swój wywód.
-A więc mam czekać na śmierć? Mam usiąść, rozluźnić się i ze spokojem odejść? Mam się poddać? Bez treningu mam... Nic. Zero. Totalne zero. Z treningiem... Aaaahhhh!-
Odwrócił się od towarzysza, zrobił kilka kroków przed siebie, a potem zawrócił swój wzrok. Potrzebował się przejść kawałek i zwiększyć odległość.
-Powiedz mi, skoro jesteś taki mądry, a ja jestem tylko głupią małpą. Powiedz, co mam zrobić, poza czekaniem na śmierć? Chcesz pograć w karty? A może wyskoczyć na piwo? No dalej.-
I chyba na tym rozmowa się zakończyła. Kolejne co widział, to odchodzącego stwora. Saiyanin się zgarbił i rozluźnił, jednocześnie nabierając powietrza do płuc, które potem powoli wypuścił. Musiał się uspokoić, a potem pogadać z Kido. Pierwsze, co powinien zrobić, to przyznać mu rację, a potem... Potem liczyć na wybaczenie za bycie takim upartym tchórzem. Wyprostował się i spojrzał w stronę, w którą udał się Tsufulianin idealnie w momencie, w którym padły słowa, jakich Guts wolał nie słyszeć. Aż mu szczęka opadła, dosłownie. Stał teraz z szeroko otwartymi oczami i równie szeroko otwartymi ustami. Został wręcz sparaliżowany i tylko obserwował, jak szara istota rusza w głąb lasu. To zdanie nie powinno paść. Zdecydowanie nie powinno. Wszystko zdawało się być w slow-motion, gdy Saiyanin był wpatrzony w oddalające się plecy.

Ah. Jak miło było znów tu być. Zimne piwo w barze na Vegecie zawsze było mile widziane w oczach każdego Saiyanina, który żył na Czerwonej Planecie, a zwłaszcza w oczach Drużyny Magu... Nie.

Guts potrząsnął głową, zacisnął dłonie i pojawił się przed Kido, by zablokować mu drogę. Jego twarz nie wyrażała teraz żadnych emocji, lecz wewnątrz był bardzo, bardzo zły... I bliski wpadnięcia w rozpacz, ale to na kiedy indziej. Ci ludzie byli jego najlepszymi przyjaciółmi, nie, byli jego rodziną. Wspominanie o nich w takim momencie było bardzo nieczystym zagraniem. Im mniej będzie wspominał stare czasy, tym lepiej.
-Możesz mnie obrażać. Możesz mnie bić. Możesz mnie nawet zdradzić w momencie, w którym będę potrzebował twojej pomocy najbardziej. Ale nie wolno ci o nich wspominać. Nigdy. Rozumiesz to? Nigdy nie możesz o nich wspominać...-
Mimo to, to miał rację... Zostawił ich jak tchórz. Niby byli dla niego rodziną, ale on ich zostawił. Co to za rodzina? Co to za przyjaciel? Oni go potrzebowali, a on ich zawiódł i przez to stracił na zawsze. Wszystko to była jego wina. Mógł zostać i walczyć do końca. Mógł pomóc Rutadze, mógł zginąć z rodziną. Zamiast tego, to był tutaj... Żył, ale za jaką cenę? Jeśli ktoś by się przyjrzał, to ujrzałby, że dolna warga młodzieńca zaczęła lekko drgać.

_________________
Skróty:
avatar

Guts
Mistrz Gry/Time Patrol

Liczba postów : 191

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Aymi on Pon Wrz 10, 2018 12:18 am

Eien no MG Modo
~Ten Obcy~

Niekiedy zdarza się, że cudze słowa zawierają pewną prawdę, z którą trudno się pogodzić. Nawet jeśli przyzna się temu rację, to czasem trudno pogodzić się z sytuacją. Gattsu w tej chwili, będąc wręcz karconym przez swego tsufuliańskiego kumpla, mógł tylko stać i słuchać, nie potrafiąc znaleźć dobrego kontrargumentu. Dobrze wiedział, że daleko mu do wcześniej wyczuwanych energii. Że starcie z nimi mogło skończyć się śmiercią w najgorszym wypadku, w najlepszym okaleczeniem. Czy oznaczało to jednak, że ma pozostać bezczynny i najzwyczajniej w świecie czekać, aż po niego przyjdą? Oczywiście, że nie. Tego jednak Kido mu nie powiedział.
Saiyanin nie wiedział, w jaki sposób przekonać towarzysza do swoich racji, nawet samego siebie nie umiał przekonać w dostatecznym stopniu. Co mu jednak pozostawało poza samym treningiem, jakikolwiek by on nie był? Szary nie raczył odpowiedzieć na to pytanie. Nie dał też propozycji na spożytkowanie wolnego czasu. Widocznie miał ku temu jakiś powód, a może po prostu znudziła mu się współpraca z członkiem rasy najeźdźców? Wszak saiyanie napadli jego rodaków i zagarnęli ich rodzinną planetę dla siebie, prawda? Dlaczego więc miał mu pomagać? No właśnie.
Dyskusja została zakończona, a tsuful po prostu odwrócił się na pięcie i odszedł. Nim jednak zniknął, wypowiedział kilka słów, które dotknęły bruneta. Dotyczyły bowiem jego drużyny z Vegety. Gdy chłopak pojawił się przed nim, szary zmarszczył brwi w niezadowoleniu, jednak widząc i słysząc jego reakcję, uśmiechnął się wrednie.
- Bić cię? Nie mam takiego zamiaru. Obrażać? I owszem, głupia małpo. Jesteś takim idiotą, że nawet nie wiesz, że nie możesz mi niczego zabronić. Będę mówił, o kim tylko chcę. Nawet o twoich martwych koleżkach.
Kido najwyraźniej nic sobie nie robił z przestrogi towarzysza, a wręcz dawał do zrozumienia, że nie zamierza się do niej stosować. Co więcej - najwyraźniej nie przeszkadzało mu nawet, że porusza dość delikatny i drażliwy dla bruneta temat.
- I co teraz zrobisz, małpko? Będziesz płakać, bo wredny demon zabił ci przyjaciół? - prowokował tsuful. - Moich pobratymców też uśmiercił, przez co pewnie jestem ostatni, ale jakoś nie skamlę i nie wyglądam, jakbym miał się zaraz poryczeć z tego powodu. Idź, znajdź tego drugiego i wypłaczcie się w swoich ramionach. Dwie ckliwe małpki wśród obcych, którzy mogą was ubić z palcem w dupie.
Znów założył ręce na klatce piersiowej, patrząc na Gattsa z istną prowokacją w oczach. Szyderczy uśmiech wciąż pojawiał się na jego twarzy. Czegokolwiek by nie mówić, Kido miał gdzieś odczucia saiyanina.

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

avatar

Aymi
Mistrz Gry

Liczba postów : 594

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Guts on Wto Wrz 11, 2018 8:13 pm

Zacisnął dłonie u rąk opuszczonych luźno wzdłuż tułowia. Niefajnie. Zdecydowanie niefajnie. Spuścił głowę i odwrócił ją lekko w prawo, potem trochę bardziej, by widzieć co się dzieje obok. Nie wyczuwał w pobliżu innych energii, poza swoją i Tsufulianina. To tylko utrudniało sytuację, która zaraz miała nadejść. Guts należał do tych, którzy potrafią się łatwo zadręczać pewnymi rzeczami. No i ta drużyna była jego rodziną, to jasne, że tak nagłe wspominanie o nich i to w takim momencie wywołało w nim pewną reakcję. Można się było tego spodziewać, jeśli się go znało. Kido o tym wiedział, w końcu spędził w nim ponad kilkanaście godzin. I mimo tej wiedzy, to zrobił to. Chłopak poczuł się zdradzony. Niby nie nazywali się przyjaciółmi, ale jednak Stwór stał się dla niego prawie przyjacielem. A teraz? Teraz zostanie czymś innym...
Każde słowo było jak uderzenie młota. Wielkiego, ciężkiego, okutego drutem kolczastym młota. Bolało. Bardzo, bardzo bolało i nie było sposobu, by go zatrzymać. Poza jednym, prostym, a zarazem ryzykownym sposobem. Ogoniasty już i tak był pomiędzy kipieniem złością, a poddaniem się, więc... Zamachnął się na Kido. Szybki cios wymierzony w twarz za pomocą prawej dłoni na pewno by nie pomógł, więc zaraz po tym ataku wykorzystał element zaskoczenia i jeśli Kido został odrzucony, to podleciał by do niego, chwycił za szyję lewą ręką i wbił w glebę za pomocą ciosu prawą ręką. Ciągle nie puszczając uderzałby dalej dopóty, dopóki nie uznałby to za odpowiednią karę, czyli do momentu stworzenia krateru w kształcie głowy Tsufulianina...
Westchnął i wrócił myślami do obecnej chwili. Wszystko to sobie wyobraził, aby jakoś zaplanować atak, ale doszedł do wniosku, że jest to niepotrzebne. Poniekąd, Kido miał rację, na dodatek walka z nim nie miała najmniejszego sensu. Takie wyobrażanie sobie sytuacji uspokoiło trochę mężczyznę, który podniósł wzrok, gdy Stworek skończył mówić.
-Racja... Jesteś spokojny, wyglądasz na całkiem obojętnego. Nie będę się mazgaił, ale nie chcę być bezczynny. Chciałbym cię prosić, abyś nie przyzywał ich imion, dopóki ich nie pomszczę, w porządku?-
Mimo spokojnego tonu głosu i wyrazu twarzy, to w środku nadal kipiał, ale nie chciał tego okazywać przy towarzyszu. Wolał trzymać agresję na wodzy i na razie dowiedzieć się, co takiego jego koleżka ma do powiedzenia. Nadal trzymał zaciśnięte dłonie, lecz jego warga już nie drżała.
-A teraz, skoro według ciebie tamto nie było treningiem, to masz jakieś pomysły?-
Ciągnął spokojny ton głosu mając jednocześnie nadzieję, że jemu całemu się udzieli i się uspokoi... A jak nie, to zostanie barbarzyńcą bez zahamowań na tę jedną walkę...

_________________
Skróty:
avatar

Guts
Mistrz Gry/Time Patrol

Liczba postów : 191

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Aymi on Sob Wrz 15, 2018 9:41 pm

Eien no MG Modo
~Ten Obcy~

Kido prowokował. To było widać na pierwszy rzut oka. Czy jednak robił to na złość Gattsowi? Żeby mu dopiec? A może najzwyczajniej w świecie miał dość obecności saiyanina, swojego, jak by nie patrzeć, naturalnego wroga. Może doprowadzało go do szału przebywanie z małpą, której pobratymcy przez lata wybijali jego rasę do nogi. Brunet chciał pomścić swoich przyjaciół, a jeśli tsuful też tego pragnął? Jeśli jedyne, co mu pozostało, to zemsta na tych nielicznych, którzy ocaleli po eksplozji jego rodzinnej planety? Nie Vegety, Plant! Bo przecież tak się nazywała i żaden najeźdźca nie miał prawa tego zmieniać dla własnego "widzi mi się". I może właśnie teraz cała ta kumulowana przez lata złość, nienawiść, chęć zemsty osiągnęła kulminacyjne stadium i chce ewoluować?
Szary zmarszczył brwi i zazgrzytał lekko zębami, słysząc prośbę kompana i widząc jego zachowanie. Już się nie uśmiechał, zdecydowanie nie było powodu do śmiechu czy jakichkolwiek objawów radości. W jego czerwonych oczach coś błysnęło złowrogo, a on sam stanął tak, że teraz wydawał się jakby większy. Rozłożył ręce luźno na boki i spojrzał na chłopaka spod byka.
- Ty zawszony, skretyniały małpiszonie - wysyczał przez zęby, zaciskając pięści. - Nie słyszałeś, co mówiłem? Jeśli myślisz, że pomogę ci wpakować się do grobu, to równie dobrze sam mogę cię wyręczyć.
I tu nagle jego ręka wystrzeliła do przodu, zderzając się z klatką piersiową saiyanina. O dziwo, cios był mocniejszy, niż można by się spodziewać, a Gattsu został odepchnięty na kilkanaście metrów. Moment później wokół mutanta pojawiła się aura o szarawej barwie, a on sam stał bokiem lekko pochylony z zaciśniętymi pięściami, gotów w każdym momencie ruszyć do ataku.
- Przestań dusić w sobie emocje, głupia małpo! Chcesz pokonać demona, którego energia nawet mnie przyprawia o ciarki, a nie potrafisz nawet zrozumieć prostych rzeczy. On zniszczył naszą planetę, zabił naszych rodaków, przyjaciół, rodzinę! Rzygać mi się chce, jak patrzę na te twoje dąsy! jesteś nawet gorszy od tego kretyna Toka! Ruszaj dupę, wszarzu!
Moc Kido rosła, przewyższając tę bruneta, a sam chłopak mógł skupić swoje zmysły wyczuwania tylko na tej jednej energii, która zdawała się zagłuszać wszystko inne. Tsuful był srogo wkurzony.
________
Chwilowo jeszcze nie czujesz wzrostu ki Anticala i Kenzurana, ale zaraz to nastąpi Wink

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

avatar

Aymi
Mistrz Gry

Liczba postów : 594

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Guts on Wto Wrz 18, 2018 8:51 pm

Jak wspaniale starać się opanować gniew, który wrzał i wrzał coraz bardziej, prawda? No jasne, że... Nie, no co wy? Wcale nie było wspaniale, fajnie, miło, przyjemnie, radośnie i zabawnie. Wiecie, ludzie różnie radzą. Czasami pomaga myślenie o przyjemnych rzeczach, jak misie, kwiatki, pszczółki i motylki. No cóż... Ciężko się o nich myśli, gdy jesteś wkurwionym Saiyańskim byłym żołnierzem, któremu właśnie przypominano o tym, jak to bohatersko i niesamowicie zostawił swoich przyjaciół na pewną na śmierć, bo wystraszył się jakiegoś bożka z kosmosu. Wiecie co jeszcze podsycało całą atmosferę? Guts pluł na takich ludzi, a sam nim był. Żałosnym, tchórzliwym, marnym i zdradliwym śmieciem, który nie zasługuje nawet na śmierć w pobliżu ludzi, których uważa za przyjaciół. Gdyby wtedy zginął, to byłby wolny, lecz teraz... Teraz żył, ale za jaką cenę? Poczucie winy było ogromnym ciężarem, a poczucie straty wręcz łamało mu kości i pękało skórę. Gniew Ogoniastego błyskał i syczał z każdym słowem Tsufulianina. Gdyby mógł się wysadzić w powietrze, to by to zrobił od razu, niszcząc siebie, Kido, Kenzurana, mieszkańców planety, samą planetę i wszystko, co znalazłoby się w promieniu rażenia. No, ale nie mógł się wysadzić. Wiecie czego też nie mógł i właśnie to zrozumiał? Nie zasługiwał na nich, nie zasługiwał na swych przyjaciół. Oni by się poświęcili, by go ratować, albo chociaż umrzeć walcząc ramię w ramię, a Guts? Był żałosny, czuł się żałosny i był nazywany żałosnym. Emocje, które starał się stłumić i nie dać im nad sobą zapanować już go nie obchodziły. Sam nie wiedział, co teraz. Nie może obnosić się z dumą, nie może wspominać imion ludzi z Drużyny Magu... Nie był częścią tego oddziału. Już nie. Skoro nim nie był, to kim był? Bezdomnym, nic niewartym najemnikiem? Nie, nawet tym nie. Saiyanie są dumną rasą wojowników, którzy nigdy nie uciekają od walki, nawet w momencie zagrożenia życia, a już zwłaszcza, gdy zagrożone jest życie przyjaciół. Guts jednak uciekł, więc co to miało znaczyć? Zabronił sam sobie nazywać się Saiyaninem, dumnym wojownikiem z Vegety. Teraz... Teraz był niczym, zwykłym kmiotem w białym płaszczu i zgrywającym kogoś ważnego. Nie miał prawa do przyjaźni, do miłości, do domu... Do niczego. Na jego ciało wstąpiło pełno żył, które pulsowały coraz szybciej i zdawać by się mogło, że zaraz wybuchną. Ciało wojownika było teraz strasznie napięte i nie wyglądało na to, że zaraz się uspokoi. Jego twarz wykrzywiła się w grymasie przypominającym ból, ukazując zaciśnięte zęby i ściągnięte brwi. Na kogo był zły? Na Kido? Nie, Tsufulianin mówił prawdę i tylko prawdę. Żałosne próby zdobycia większej ilości mocy spełznął na niczym, jeśli przyjdzie co do czego. Więc na co? Na świat wokół? Nie, ten świat dał mu wiele okazji, dzięki którym mógł stać się lepszym człowiekiem, lecz on je odrzucił i podążał swoją pokrzywioną drogą. Więc nie został nikt inny, jak on sam, prawda? Dokładnie. Zwiódł sam siebie na tylu płaszczyznach, że wymienianie ich wszystkich zajęłoby wieki. Nie potrafił nawet postawić się Szaremu, ani się z nim zgodzić. Po prostu był i słuchał, jak potulny kundel, który boi się karcącej ręki pana. Ukrywał swoje emocje. Czemu? Bo bał się reakcji Kido? Bo bał się wybuchu, albo konsekwencji wynikających z agresji? Doprawdy... Cóż, teraz to nie miało znaczenia. Dlaczego? Zaraz się przekonacie, moi mili...

Warknął cicho, gdy Tsufulianin znów się odezwał. Już miał mu przerwać, zatrzymać tę falę i odpowiedzieć atakiem, lecz wydarzyło się coś odwrotnego, niż to o czym myślał Guts. Pięść wbiła się w klatkę piersiową wojownika i odepchnęła go kilka metrów za siebie. To było dość niespodziewane, szybkie i mocne... I na pewno nie pomogło w obecnej chwili, o nie. Wiecie, bity pies kiedyś uzna, że już ma dość i nadszedł koniec. W tym wypadku było podobnie, a ten jeden cios i duszone emocje, to wszystko zapoczątkowały, tę lawinę gniewu, żałości i czegoś nowego... Ogoniasty stał teraz zgarbiony, ze wzrokiem utkwionym w ziemię i śladem na podkoszulku po pięści Stworka. Oddychał ciężko i wolno, z rękoma luźno opuszczonymi w dół. Czuł się... Źle to mało powiedziane. I mówienie, że odczuwał złość to też spore niedopowiedzenie. O nie, nie, nie. Nawet słowo "wkurwiony" nie dawało pełnego obrazu sytuacji. Więc dlaczego stał nieruchomo i tylko oddychał? No właśnie, trwało to tylko moment. W kolejnej chwili pobliskie kamyczki zaczęły się powoli unosić i zerwał się mocniejszy wiatr. Czy Guts był żałosny? Owszem. Czy był tchórzem? Jak najbardziej. Czy był miernotą? Czy walczył z wiatrakami? Czy był zdrajcą? Tak, tak i tak! Ale wiecie kim nie był? Nie był prawdziwym Saiyaninem, przepełnionym dumą wojownikiem z planety Vegeta. Wszystko co mówił Kido było prawdą. Najprawdziwszą, najczystszą prawdą, która bolała jak diabli. Właśnie dał upust swoim emocjom, które starał się opanować. W głowie miał różne obrazy takie jak chwile spędzone razem z drużyną, z ludźmi, których nazywał przyjaciółmi. To były miłe wspomnienia, ale już nie wrócą. Nie spotka znowu swoich przyjaciół, bo ich zdradził. Zostawił na pewną śmierć. Stracił nadzieję, że kiedykolwiek ich odnajdzie i choćby uściska. Mógł zginąć z nimi... Zamiast tego się ratował ucieczką, tylko po to, aby umierać z poczucia winy, z poczucia niemocy. Z poczucia bycia śmieciem. Twarz chłopaka nie wyrażała teraz emocji, była pusta. Mimo wiatru, to jego ciało się nie ruszało, to samo z oczami, które były wpatrzone w jeden punkt. Pamiętał lata spędzone na rodzimej planecie, która tak naprawdę nie należała do niego. Była planetą Tsufulian, która została najechana i zajęta. Wielu Saiyan pewnie wtedy zginęło... Tylko po to, by całą planeta wybuchła i jedynymi ocalałymi zostali tchórze. Historia Saiyan, ich kultura i duma - to wszystko spoczywało na barkach ocalałych. Na barkach Gutsa, lecz co on zrobił? Zawiódł. Zawiódł siebie, zawiódł swoją rasę, zawiódł swoją rodzinę. Ogoniastego otoczyła szara aura, która wyglądała na coraz bardziej niestabilną, urwaną. Wyobrażał sobie głosy Drużyny Magu, które go obwiniają. Widział, jak są nim zawiedzeni i czuł płynący od nich smutek. Dlaczego ich zostawił? Dlaczego im nie pomógł? Dlaczego pozwolił, aby ktoś taki zniszczył ich dom? Dlaczego? Brunet nie wiedział... Nie znał odpowiedzi na te pytania, nie chciał ich poznać. Po jego twarzy spłynęły łzy, które zatrzymały się na chwilę na brodzie, a potem zaczęły powoli kapać na ziemię. Kamyki, które wcześniej były tylko lekko uniesione nad ziemię, zaczęły teraz wibrować i rozbijać się na coraz to mniejsze kawałki. Zawiódł wszystkich, na których mu zależało. Wystarczyłoby tylko, że pomógłby Rutadze walczyć, zamiast uciekać. Ale teraz żył z winą, z brzemieniem, które go przytłaczało. W tym czasie Kido zaczął mówić, lecz wszystko wydawało się w jak zwolnionym tempie. Przynajmniej zginęli szybką śmiercią, prawda? Wybuch musiał ich zabić od razu, bez zbędnej agonii i bólu... Nie uspokoiło to jednak rozkołatanego serca wojownika. Nadal widział twarze swych przyjaciół przed sobą. Twarze Toka, Magu i Kany. Na usta cisnęło mu się tylko jedno:
-Przepraszam...-
Cichy szept, ledwie słyszalny nawet przez niego samego zabolał. Mimo, iż były to jego własne słowa, to bolały. Był psychicznie wykończony. Aura wokół szalała zmieniając kolory na raz szary, a raz na złoty. To samo z włosami, które w jednej chwili były czarne, w następnej złote, a w kolejnej znów czarne. Nie potrzebował wiele, by wybuchnąć w tym momencie... I wtedy... Wtedy Kido skończył mówić, kamyki upadły na ziemię, a z oczu Saiyanina płynęła cienka strużka przepływająca przez policzki i kończąca się na brodzie. Szara auta zniknęła kompletnie, nawet wiatr ucichł. Mogłoby się wydawać, że wszystko wróciło do normy, poza jednym, małym szczegółem... Nie minęła nawet sekunda, gdy mężczyzna się wyprostował, skrzyżował dłonie nad głową, a potem szarpnął nimi wzdłuż ciała, z naciągniętymi nadgarstkami. Jego głowa była teraz skierowana pod kątem w stronę nieba, które rozdzierał przejmujący krzyk.


Kamyki znów poderwały się do góry, lecz tym razem wręcz szalały, aura znów się pojawiła, lecz tym razem była dwa razy większa, niż poprzednio i wyglądała na bardziej rozszalałą, wręcz uciekającą. Największą różnicą jednak był złoty kolor, który migał na zmianę z szarą aurą i czarnymi włosami. Z każdą sekundą zdawał się utrzymywać coraz dłużej i dłużej. Wokół Gutsa pojawiły podmuchy powietrza, które odrzucały co lżejsze rzeczy. Mężczyzna wciąż krzyczał, a w pewnym momencie pochylił się i złapał za głowę, jakby mu coś sprawiało ból. Zmiany koloru nie ustawały, a wręcz nasilały się. Chłopak ugiął kolana, aby zachować lepszą równowagę, szarpnął kilka razy głową na boki, a potem momentalnie się wyprostował, a całe jego ciało pokryło się złotem, który później odpadł i ukazał kogoś.
Osoba, która pojawiła się na miejscu Gutsa już nie krzyczała. Dyszała głośno i ciężko, a pot spływał powoli po jej twarzy. Luźne spodnie falowały, a wokół samej postaci znajdowała się złota aura. Jej postawa była wyprostowana z rękoma tak, jak przy szarpnięciu po krzyku. Stała bokiem do Tsufulianina i była w niego wpatrzona zdezorientowanym wzrokiem. Lecz największą różnicę robił fakt, że ten mężczyzna miał złote włosy, a nie czarne. Cóż, to nadal był Guts. Odmieniony, lecz to nadal był on.
Spojrzał na swoje dłonie, a potem na resztę swojego ciała. Złota aura? Przypominała mu tę, którą zaprezentował mu Rutaga, gdy przygotowywał się do walki z Belialem. Zaraz... Czy to... Nie... Jak? Zacisnął dłonie, a potem upadł na kolana i otarł mokre oczy. Podobno musiał być w zły, wręcz w szale, aby obudzić w sobie to, więc dlaczego teraz tutaj klęczy i świeci na złoto? Najbardziej przejmującym i dominującym uczuciem, jakie odczuwał był smutek. Przeogromny smutek. Więc jak?... Zerknął pytająco na Kido. Nie pamiętał, co mówił i chyba wyszło to na dobre Tsufulianina. Dopiero potem zauważył, jak moc Szarego się zwiększyła i przełknął ślinę. Co tutaj się wydarzyło...?


_____________________________________________________
Próba transformacji w  Super Saiyanina numer 1. Użyłem innego motywu, niż "jestem bardzo zły" i mam nadzieję, że nie ma problemów. Przepraszam za jakość >.>

_________________
Skróty:
avatar

Guts
Mistrz Gry/Time Patrol

Liczba postów : 191

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Aymi on Pią Wrz 21, 2018 12:23 am

Eien no MG Modo
~Ten Obcy~

Czy można znieść wrzące w duszy emocje, które skrzętnie się skrywało, gdy ktoś wręcz wyrywa je z ciebie i rozdeptuje? Czy można pogodzić się z faktem, że jest się tchórzem i żałosnym zdrajcą, gdy ktoś uprzytomni ci, że zamiast walczyć i zginąć u boku przyjaciół, uciekłeś jak pies z podkulonym ogonem? Czy słuchając kolejnych obelg, jesteś w stanie zdusić te emocje? Powstrzymać gniew i frustrację, które rozrywają serce i umysł. Zapanować nad własnym ciałem i jego reakcją. Gdy każde kolejne padające z ust tsufula słowo wbija szpilę coraz głębiej, nie sposób siedzieć cicho i potulnie godzić się z takim traktowaniem.
Gattsu starał się to przetrzymać, przyjąć na siebie potok obelg i złorzeczeń, a jednak niespodziewane i mocne uderzenie w klatkę piersiową diametralnie odwróciło całą sytuację. Frustracja sięgnęła niemal zenitu, a z każdą kolejną myślą przemykającą w odmętach tego saiyańskiego umysłu moc była coraz bliżej uwolnienia. Mówi się, że moc saiyan powiązana jest z emocjami poszczególnych jednostek, że przepełnieni są oni dumą. Co jednak w przypadku, gdy owa duma zostanie przez nich zmieszana z błotem? Gdy miast walczyć i dumnie zginąć u boku przyjaciół, jak powinno być, wojownik stchórzy i ucieknie? Kiedy wreszcie pogodzi się z faktami i dopuści do siebie własne błędy, nie pozostanie mu nic innego jak wstyd i żal. Mógł przepraszać, choć nie zmieniało to nic, zwłaszcza dla patrzących z góry przyjaciół, rodziny te przeprosiny nie miały większego znaczenia. A jednak były furtką.
Otoczony szarawą aurą Kido stał w gotowości do walki i obserwował swego towarzysza. Zauważył, że po jego ciosie coś się w nim zmieniło, wyczuł również wahania energii. Uśmiechnął się pod nosem, czekając na efekty. A wcale długo czekać nie musiał. Wybuch mocy był gwałtowny, okrzyk również, ale oba były ze sobą nierozerwalnie związane. Kiedyś napotkana przez bruneta dziewczyna imieniem Kurisa powiedziała mu, że potrzebny mu jest gniew, by osiągnąć legendarną formę. Jemu potrzebna była inna dawka uczuć. Każdy jest inny, ma indywidualne podejście do pewnych spraw i reakcje na nie. Ale jemu to wystarczało.
Złota aura otaczała blondwłosego wojownika imieniem Gattsu, a jego tsufuliański partner patrzył na niego z szerokim uśmiechem. Szara aura zanikła, moc stworka wróciła do normy, a może ten nagły wzrost był tylko złudzeniem? Kido klasnął w dłonie.
- Nareszcie! - zawołał uradowany. - I po coś tyle w sobie to kisił, co? Tylko spójrz na siebie! Emocje, małpiszonku! Tę moc wyzwoliły w tobie emocje!
Wyszczerzył się jak rasowy rekin, obnażając cały rządek śnieżnobiałych zębów. Zaiste był zadowolony, zupełnie jakby od samego początku właśnie to było jego celem. Nagle jednak ciemne oczy błysnęły złowrogo, a moment później tsuful zniknął na ułamek sekundy, pojawiając się za plecami blondyna.
- Całkiem nieźle sobie poradziłeś jak na saiyańską małpę - rzucił w typowym dla siebie tonie. - Jednak daleka droga przed tobą. Sama przemiana w blondynkę to tylko jeden krok. Naucz się nad tym panować.
To powiedziawszy, zmienił formę do stanu szarawej mazi, a cała ta maź objęła wojownika, wnikając w każdą szczelinę ciała: oczy, uszy, nozdrza, usta. Tak jak za pierwszym razem, gdy tsuful wchodził w Gattsa, a także gdy opuszczał jego ciało - cały proces nie należał do najprzyjemniejszych w odczuciu. Po chwili jednak wszystko ustało a Super Wojownik został sam. Pozornie.
- Daj mi znać, gdybyś czegoś potrzebował, małpko - usłyszał w głowie znajomy głos Kido. Moment później nastała cisza i słychać było tylko dźwięki z zewnątrz.

AKCEPTACJA SSJ

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

avatar

Aymi
Mistrz Gry

Liczba postów : 594

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Blade River on Sro Paź 10, 2018 1:06 am

Kenzuran podczas swojego lotu, opuszczając lokację zwaną jako las, spojrzał jeszcze za siebie. Ciągle widzi ten jeden kawałek wypalonego lasu, a on tylko trenował na niektórych z tych papierówek, których nigdy do końca nie zapomni. Nie oglądając się za siebie, wojownik westchnął pod nosem i aktywując aurę wokół swojej osoby, poleciał przed siebie. Złotowłosy musiał powiedzieć swojemu jedynego znajomemu Gutsowi, że wie jak pokonać demona Beliala.

Osiągnął coś co zawsze podziwiał i tylko słyszał o tym legendy, lecz on także należał do czołówki tych rodaków, którzy przetrwali z legendarną transformacją. Nie wiedział jednak czy to jest jej limit, aczkolwiek odczuwał że to może być jego koniec i na tym może zaprzestać. Podróżowanie dobrze mu robiło na włosy, gdyż te sobie po prostu powiewały na wietrze, ale jego twarz jakoś tego nie lubiła. Na szczęście wokół swojej sylwetki, mężczyzna bez ogona miał otoczoną aurę energii, która odbijała wszystko to co się znajdywało na drodze lotu. Po upływie kilkunastu minut, wreszcie młody Saiyanin powoli zaczynał widzieć w oddali miejsce, gdzie zawsze spotykał się z Gutsem, bo nie chciał lecieć tam gdzie znajdowała się ich ukryta kapsuła.

Syn Kellana po dotknięciu stopą skalnej powierzchni, zakrzyknął tak by zrobić echo:
-GUTS, GDZIE JESTEŚ?? - zrobił tak jakby koło wokół własnych ust, żeby echo było mocniejsze i poszło na większą skalę. Niestety po wykonaniu tej czynności, nie otrzymał odpowiedzi i jedyne co mu pozostało to czekać. Westchnąwszy pod nosem, Brat Klen przysiadł sobie na jakimś kamieniu i sprawdzając na niektóre rany, widział że już powoli się goją, co go cieszyło. Teraz musiał albo czekać na swojego towarzysza albo na coś co go tutaj może spotkać, o wiele oczywiście gorszego.
avatar

Blade River

Liczba postów : 189

Powrót do góry Go down

Re: Góry

Pisanie by Sponsored content



Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 14 z 14 Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach