Go down
Admin
Admin
No.1 Whis' Fanboy
Liczba postów : 402

Góry       - Page 18 Empty Góry

on Sob Lip 09, 2016 4:13 pm
First topic message reminder :

Jest to mocno górzysty teren. Skała na skale, a gdzieniegdzie tylko zielona trawa wystawia swoją bujną grzywkę i daję o sobie znać. Ziemie ciężkie do zamieszkania, dlatego nikt tutaj się nie wprowadził. Oczywiście, jak się bardzo chce, to i tutaj można wieść godne życie. Ale czy warto?

Aymi
Aymi
Liczba postów : 907

Góry       - Page 18 Empty Re: Góry

on Sob Sie 31, 2019 9:52 am
Eien no MG Modo
~Na tropie~

Dziwne istoty na jeszcze dziwniejszych wierzchowcach... Cóż, może gdyby nie atakowali od razu, to szłoby się z nimi dogadać, a tak... Część przepadła pod skalną lawiną, reszta zaś rozpierzchła się, gdziekolwiek mogła. Nekomi zaś została znów sama, w tej chwili raczej bezpieczna, ale czy stan ten utrzyma się na długo? Toksyna w jej organizmie musiała zostać usunięta, a skoro nie miała żadnych możliwości medycznych - zostawał sen.
Poddała się zatem zmęczeniu i odpłynęła do krainy snów. Czy coś jej się śniło? Cóż, z jakiegoś powodu nawiedził ją obraz kosmity, jednego z tych, którzy jakiś czas temu zjawili się na Papayi. Humanoidalny, ale jednak bardziej przypominał rybę. Jak oni się przedstawili? Ach, tak... Sakana-jin. Idealna nazwa dla rybiej rasy, prawda? Tylko czemu ten nie wydawał się już taki przyjazny jak w rzeczywistości, tylko szczerzył groźnie kły z tym uśmieszkiem, jakby chciał powiedzieć: "jestem lepszy"? Cóż, może senna mara niosła za sobą jakieś przesłanie, które należało rozwikłać?
Obudziła się o wschodzie słońca, a po zaaplikowanej toksynie nie było już praktycznie śladu. Pewnie chętnie jeszcze by sobie pospała, było jednak coś pilniejszego od drzemki w stylu kota - jedzenie. Już samo otworzenie oczu pobudziło jej żołądek do tego stopnia, że echo zapewne wywołałoby lawinę... gdyby lawina już wcześniej nie spadła (xD). Musiała coś zjeść. Łeżąc na skalnej półce, raczej nie będzie miała ku temu okazji, trzeba zatem ruszyć koci zadek i czegoś poszukać. Hm... tylko gdzie najlepiej znaleźć coś pożywnego i sycącego? Bo góry raczej nie obfitują w rzeczy zdatne do posiłku, nie sądzisz? Później przyjdzie czas, by zastanowić się nad znaczeniem snu.

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

Nekomi
Nekomi
Maskotka
Liczba postów : 74

Góry       - Page 18 Empty Re: Góry

on Sob Sie 31, 2019 5:20 pm
Na regeneracje nie ma nic lepszego niż sen, jednak to co jej się śniło było dziwne. Widziała tamtych gości z którymi miała styczność na wyspie, nie rozumiała dlaczego własnie on jej się śnił. Takiej parszywej gęby jaka miała ta ryba się nie zapomina. Tylko ten uśmiech ble, nie dość ze paskudny z gęby to jeszcze ten uśmiech. To jej ewidentnie nie pasowało, tylko jaki miało to cel, choć przesłanie było dziwnie ''jestem lepszy"? Tylko w czym co on mógł chcieć jej powiedzieć? Teraz się nie dowie bo obudziło ją poranne słońce, otworzyła leniwie oczy. Rozejrzała się po okolicy, a o tak była przecież w górach tylko była tak wypoczęta jak nigdy. Może to przez ta truciznę? A moze przez powietrze? Choć w sumie w tym miejscu było dość chłodno. Potarła rękami pare razy by się rozbudzić, no ale trzeba wstać, kto wie gdzie te karyple siedzą. Wstała i wzięła wdech powietrza.
-Chyba częściej muszę takie drzemki robić.
Wyszczerzyła się, coś jednak teraz zwróciło jej uwagę usłyszała dziwny dźwięk nie wiedziała co to. Czy oni wrócili? Czy może inne diabelstwo? Po przysłuchaniu się, zorientowała że to był jej brzuch. Podrapała się po głowie z głupia miną i postanowiła że pora znaleźć coś pysznego na ząbek. Jednak tutaj nic nie znajdzie, więc wiosła się i poleciała przed siebie mając nadzieje że coś dobrego znajdzie.

zt
Blade River
Blade River
Liczba postów : 288

Góry       - Page 18 Empty Re: Góry

on Pon Wrz 02, 2019 6:33 pm
Kenzuran dolatując na miejsce, twardo wylądował na skalnej półce. Oczywiście nie leciał w miejsce gdzie mogła by być kapsuła, ponieważ chciał skończyć swój trening. Za nim doleciały wreszcie fantomowe jednostki wroga. Złotowłosy westchnął i wzbijając się z powrotem w powietrzne przestworza, zobaczył tym razem innych wrogów niż wtedy. Teraz widział przed sobą Dowódcę, który niestety wymknął mu się dwa razy, pierwszy raz był przy tym, gdy Guts postanowił go niestety opuścić, a drugi raz gdy spotkał przyjaznego Indianina który udzielił mu pomocy. Gniew zaczął się wyzwalać w Niebieskookim i nie mógł znieść patrzenia na mordę tego śmiecia, bo wiedział że on należy od Czerwonej Wstęgi. Wojownik przybrał pozycję do walki i zastanawiał się gdzie jest jeszcze jakiś inny wróg. O dziwo, nie widział nikogo innego, a przecież jego umysł miał wytworzyć jak to normalnie robi, dwóch przeciwników. Mężczyzna z utraconym ogonem tylko wzruszył ramionami i wyruszając na swojego oponenta, za chwilę prawie dostał pociskiem w swoją nogę. Na szczęście, w ostatnim momencie robiąc unik, zobacz swoje kolejne cele, których było kilka i znajdowały się na ziemskiej glebie. Nie mógł w to uwierzyć, to był znowu ten szczeniak z Armii oraz jego obstawa, która była dwa razy taka kiedy po raz pierwszy ich spotkał.

Syn Kellana najpierw chciał się zająć latającym oponentem, ale gdy słyszał te wszystkie świsty zmierzające w jego stronę, nie mógł się skupić na walce. Wkurzony tym wszystkim, Brat Klen wysłał trzy pociski energii w stronę grupy bandytów, lecz niestety Trzynasty pojawił się przed nimi i odbił je w przeciwną stronę. Kenzuran wyruszając w ich stronę, staranował od tak jak gdyby nigdy nic Dowódcę z Czerwonej Wstęgi, a potem unikając wszystkich nadchodzących pocisków, miał zamiar wykończyć ich z bliska. Złotowłosy wreszcie zbliżając się na dostatecznie bliską odległość, zaczął podchwytywać wszystkie naboje wystrzelone z broni, a potem wyginając wszystkim lufy w drugie strony, zadawał solidne ciosy w brzuch, które tak naprawdę załatwiały dane cele. Młodzik ze wstęgi najwyraźniej był przerażony tym wszystkim, a na dodatek będzie musiał zginąć jeszcze raz. Niebieskooki wybijając całą obstawę młodego chłopca, za chwilę usłyszał świst że Generał ze swoją czapeczką zbliżał się w jego stronę. Mężczyzna z utraconym ogonem tylko odwrócił całe przedramię i wystrzelił kilka podmuchów Ki, by wytrącić Dowódce z równowagi i by ten nie przeszkadzał mu w czyszczeniu. Wojownik zbliżając się do dzieciaka, westchnął pod nosem i rzekł w jego stronę, mimo iż to było tylko widmo:
-Może nie powinienem cie wtedy zabijać, ale gdyby nie to że należysz do Armii, oszczędziłbym cie. Teraz taka jedna Rudowłosa mnie przez to nienawidzi, nie chciałem pokazywać się z negatywnej stronie moim rodaków, mimo iż ona jest pieprzonym mieszańcem. Źle dobrałem słowa....teraz jeśli ją spotkam, będę chciał to naprawić. - mówiąc to, wymierzył otwartą dłoń w stronę dzieciaka RR i wykończył go pociskiem Ki.

Dowódca wreszcie ogarniając się z gleby, po otrzymanych przedtem podmuchach Ki, że z jego niewielkiego oddziału pomocniczego, nic nie zostało. Teraz Młody Saiyanin kierował się w jego stronę, wolnym spokojnym epickim chodem. Najwyraźniej Lider Armii nie był cierpliwy i ponownie stworzył swoją wielką czerwoną kulę, która przedtem była wykorzystana na jego osobę. Syn Kellana doskonale to pamiętaj, pamiętaj też że Indianin który mu pomógł, musiał cierpieć przez to że był słaby i nic nie potrafił. Dzięki swojej złości, opanował legendarną formę Super Saiyanina, a teraz panuje nad nią perfekcyjnie. Wreszcie nie miał zamiaru tak dreptać w jego stronę, więc odskoczył trochę do tyłu i zaczął zbierać energii Ki na dłoni. Trzynasty nie wiedział o co chodzi, bo jak doskonale pamiętał, walczyli praktycznie na pięści i nic więcej, a tutaj coś takiego. Wreszcie Brat Klen nie patyczkując się ani chwili dłużej, wykrzyknął w jego stronę:
-TERAZ JESTEM LEPSZY NIŻ WTEDY, FINAL SPIRIT CANNON! - Błękitno-biała kula dziko wirując, wyruszyła w stronę czerwonej kuli, aż wreszcie obydwie się zderzyły i zaczęło się pomiędzy nimi siłowanie. Kenzuran napiął się bardziej i skupiając się dokładniej, wdał o wiele więcej mocy w technikę by ta wykończyła przeciwnika raz na zawsze. Dowódca nie spodziewał się, że Złotowłosy może mieć aż taką moc, która przekraczała jego wszystkie myśli. Wreszcie Niebieskooki nie miał zamiaru dłużej się przepychać z siwowłosym, dlatego też głośno rycząc niczym wielki orangutan, wydał z siebie wszystko co mógł i przepychając czerwoną zabójczą kulę, dobił nią swojego oponenta. Przez chwilę unosiła się chmura dymu, a za chwilę nic tam się nie znajdywało, po niewielkiej górze też ani śladu. Wojownik łapiąc dech, oparł się o jedno z pobliższych drzew i zaczął wypoczywać. Teraz wiedział że będzie musiał poczekać na swojego kolegę Gutsa, o ile jeśli ten przeżył.

KONIEC TRENINGU
Aymi
Aymi
Liczba postów : 907

Góry       - Page 18 Empty Re: Góry

on Pon Wrz 02, 2019 10:22 pm
Eien no MG Modo
~Na tropie~

Głód dawał o sobie znać, należało zatem szybko znaleźć pożywienie, inaczej mimo odpoczynku zabraknie sił do dalszej podróży. W górach ciężko było znaleźć coś na szybko, najlepiej więc poszukać gdzie indziej? Gdzie? Jest wiele miejsc, w których Nekomi mogłaby dostać coś na ząb. Jednym z takich miejsc z pewnością było targowisko, czy inny sklep w mieście, ta opcja jednak odpadała w przedbiegach. Do brunetki nie dotarła jeszcze wieść o upadku RR, a z żołnierzami miała kiepskie wspomnienia, dlatego też nie wybrałaby miejsca potencjalnie pełnego żołdaków. No chyba że lubi nadmierne ryzyko, kto wie.
Skoro więc nie miasto, to może jakieś bardziej odludne miejsce? Taki las na przykład. Albo rzeka. W sumie nad strumieniem mogłaby złowić sobie kilka rybek, prawda? W lesie zaś z pewnością znalazłaby się jakaś zwierzyna godna upolowania. Swoją drogą... czy Nekoś umie polować? Cóż, bezpieczniej chyba jednak będzie wybrać się na wędkowanie...

[z/t] -> rzeczka~~

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

Blade River
Blade River
Liczba postów : 288

Góry       - Page 18 Empty Re: Góry

on Wto Wrz 03, 2019 2:28 pm
Kenzuran wypoczywając na skalnej półce, wreszcie powstał na swoje nogi. Wyczekując czy może jego towarzysz się zjawi, nie miał zamiaru dłużej tego robić. Guts na pewno by się pojawił, jeśli by wymagała taka sytuacja i zjawi by się tym miejscu. Złotowłosy wzdychając pod nosem, zeskoczył na górzyste podłoże i postanowił zacząć trenować. Swoje ćwiczenia zaczął tym razem zupełnie inaczej, bowiem postanowił stanąć na swoich dłoniach, unosząc wysoko ku górze swoje nogi. Zaczął na opartych rękach, które podtrzymywały się zamiast nóg, robić pompki. Tym razem nie były to zgięcia na jedynych palcach, tylko na dłoniach. Wojownik bowiem chciał dać do działania wszystkie tkanki mięśniowe, nie miał zamiaru otrzymać z powodu tego wszystkiego skurczu czy może czegoś innego jak kolka. Niebieskooki tak pompując w górę i w dół, czuł jak pot już mu cieknie z czoła, najwyraźniej tutejsze słońce miało dobre ustawienie w te góry i grzało mocno swoim ciepłem. Mężczyzna z utraconym ogonem kiedy tak wykonywał to ćwiczenie, nadal miał pełno myśli w głowie, których chciał się na tą chwilę pozbyć. Niestety za bardzo nie mógł, wiele spraw nie dawało mu spokoju, chciał po prostu wrócić do siebie ale nie mógł. Planeta Vegeta nie istniała, mimo iż Belial był dawno pokonany to i tak planeta nie może zostać przywrócona.

Wiedział o magii tych dziwnych smoczych kul, ale przez to że ten cały Kami i Daimao złączyli się, te przestały podobno działać, musiał liczyć na swoją moc i całkowitą siłę. Kończąc trzysta takich pompek na dłoniach, wybił się dłońmi wysoko w powietrze i za chwilę stał stopami na górzystym gruncie. Młody Saiyanin zaciskając pięść, czuł że robi coś nie tak i że to są jego limity, ale to nie było możliwe. Nie mógł uwierzyć że to jest największa moc jego rodaków, musiał dalej trenować i stawać się jeszcze silniejszy. Krzycząc głośno, wyrzucając przy tym wszystkie swoje frustracje, położył się za chwilę na Ziemi i zaczął robić brzuszki. Oczywiście dodatkowo dodał do nich swoje skrętoskłony, które by działały na lewą część torsu jak i na prawą część. Brat Klen z poważnym wyrazem twarzy, nie miał zamiaru się od tak poddać, wywodził się z najbardziej wojowniczej rasy w galaktyce. Kenzuran ciężko się wysilając, chociaż teraz to idzie jak miód po maśle, chciał żeby wreszcie się wszystko jakoś ułożyło, ale najwyraźniej zawsze się znajdą jakieś kłopoty. Perfekcyjny Android, ciągle ta nazwa nie dawała spokoju Złotowłosemu, któremu za chwilę dwie godziny na kolejnym ćwiczeniu i zrobi prawie osiemset brzuszków. Zaciskając mocno zęby, Niebieskooki wreszcie dobijając do tysiąca serii brzuszków, powstał z górzystego terenu i rozciągając się i rozgrzewając swoje barki, był gotowy na dalszą część walki z widmami. Wskakując na wyższe półki skalne, wskoczył jak najwyżej i przybierając pozycję do walki, zamknął na chwilę oczy i wyczekiwał aż wreszcie zjawią się fantomy. Mając nadzieję, że stając wysoko na najwyższym szczycie, chciał dać znać swojemu towarzyszowi by ten go mógł znaleźć.

START TRENINGU
Nihilius Imperius
Nihilius Imperius
Liczba postów : 241

Góry       - Page 18 Empty Re: Góry

on Sro Wrz 04, 2019 11:00 am
Nic nie powiedział na zgryźliwą uwagę okularnika. Gość udawał, że wszystko było tak jak chciał. Jeden wielki blef. Ale co tam Dobrze mu się z nim współpracowało i choć nie ufał mu w stu procentach, bo wiedział na co go stać i to jak bardzo może być nieprzewidywalny to jednak należy pamiętać, że dzięki mu też wiele zyskał. Dopóki ten nie będzie chciał go zabić to nie przeszkadza mu to, jak będzie lekko wykorzystywać Jego pomoc. Sether stwierdził, że jednak udają się na Ziemie. Cóż. Pewnie ta planeta mu się spodoba. Dopóki jej śmiertelnicy nie zniszczyli dzięki technologii oczywiście. Gdy Sether zapytał odnośnie rasy z ogonami, to już miał mu coś na ten temat powiedzieć, gdy Fu zrobił portal, rzucił pewną uwagę odnośnie galaktycznego patrolu, i że kto nie skacze to jest z nimi, co oznaczało, że raczej pewnie ich nie lubił i przeleciał przez portal. Nie wiedział kim byli, ale to raczej jakaś organizacja. Pewnie prędzej czy później ich spotka, skoro nawet okularnik o nich wspomniał. Za portalem widział górzysty teren jak i niebieskie niebo. Nie czekał na odpowiedź Brollego, a do Sethera rzucił na szybko.
- Odpowiem Ci na miejscu.
Nie chciał bowiem tracić zbędnego czasu i many Fu. Odbił się od podłoża i używając skrzydeł, chociaż nie musiał, wzbił się w powietrze i przeleciał przez portal.

Po paru sekundach już byli na miejscu, więc zapytał się Swojego kompana.
- Mam parę pytań. Co to Galaktyczny Patrol. Gdzie ten cały Chocolay? Jak silny jest i czy powinniśmy na Niego uważać? Oraz jakie masz dodatkowe informacje odnośnie tej planety, które mogłyby się Nam przydać?
Zapytał. W końcu nie znał tego przeciwnika, a przecież wspominał wcześniej, że na tej planecie jest bardzo dużo osób silniejszych od nich. A także, jako bóg wiedział co to za  planeta, ale nie był pewien co dokładnie się zmieniło tutaj i na co należy uważać.
- A właśnie! Co z tym Twoim Szarym Majinem i Naszym Cumberkiem? Przydałoby się go ocalić nie sądzisz? Bo miałeś wykorzystać tego Majina.
Zapytał ponownie okularnika. Zależało mu na ocaleniu Cumbera.
Gdy tylko Sether znalazłby się blisko niego, to jak obiecał tak też zrobił.
- Ta rasa o, którą pytałeś nosi miano saiyan. Jest to rasa wojowników, którzy będąc blisko śmierci otrzymują więcej mocy, a przy okazji mogą się zamieniać w wielkie małpy dzięki naturalnemu satelicie danej planety, a także mają złotowłosą formę, która sprawia, że stają się super potężni.
Opowiadał o rasie Shade'a.
- Nie każdy jednakże jest od nich tak mądry jak Shade, czy Brolly. Większość jest prosta i barbarzyńska. Zupełne przeciwieństwo Nameczan. Na szczęście też się dzielą na dwa szczepy. Jeden jest z Vegety i tam większość to właśnie barbarzyńcy, oraz drugi szczep z Sadali, Ci są już w miarę normalni i potrafią używać mózgu. Moi podwładni są głównie z Sadali.
Odpowiedział zgodnie z prawdą. Skoro dołączył do Niego, to czemu miałby mu nie odpowiedzieć.
- Dodam, że nie każdy z nich ma ogon. Mogą go stracić, albo mogą się mieszać z innymi rasami tworząc hybrydy, równie groźne co oni. Sporo jedzą, kochają walkę, i rozumieją tylko siłę. Przynajmniej większość, bo istnieją wyjątki. Ale są bardzo potężni i honorowi, a przy tym dumni. Idealni wojownicy. Mam rację?
Rzekł do legendarnego jak i przeklętego. Trzeba przyznać ciekawe z nich duo. Również musiał ich pochwalić. Co jak co, ale żadna rasa nie ma samych minusów, albo samych plusów. Jego również. Sam miał paru saiyańskich poddanych, więc nie chciał też ich urazić. Opowiadał tylko jaka ta rasa jest, a że był bogiem to wiele wiedział o nich. Saiyanie nie są tacy źli, jak inni ich malują. On wiedział o tym doskonale. Z resztą moralność to domena śmiertelników. Nie sądził, że saiyanie robią źle. Robili dobrze. Dla Siebie. To było normalne, bo On robił podobnie. Ale musiał wyjaśnić ich minusy jak i plusy, chociaż raczej więcej było plusów. Zastanawiał się co zrobić. Jako shinjin nawet znał tę planetę, ale co z tego. Musiał Sobie wszystko przypomnieć, więc korzystając z chwili, że nie wszyscy się przenieśli to kombinował nad planem. Chocolay i woda to na razie główny cel, ale też wpadł na parę innych pomysłów, które byłoby warto wykorzystać tutaj. Starał się też wykryć ki w pobliżu. Tak na wszelki wypadek.


Ostatnio zmieniony przez Nihilius Imperius dnia Sro Wrz 04, 2019 3:00 pm, w całości zmieniany 1 raz
Sether
Sether
Liczba postów : 52

Góry       - Page 18 Empty Re: Góry

on Sro Wrz 04, 2019 1:56 pm
Odpowiedź Saichoro na pytania Sethera... Była tajemnicza. Nie na to liczył, lecz nie miał teraz wyjścia, jak po prostu zaufać swojemu ojcu i zostawić ten temat na chwilę. Jego uwagę przykuł fakt, że fioletowy i Nihilius chyba się nie lubili, lub specjalnie sobie dokuczali. Fu prawdopodobnie był tutaj szefem, ponieważ tak się zachowywał. Fioletowy jegomość zawołał coś o Galaktycznym Patrolu, lecz nie miał pojęcia kim Oni byli... Ale ten tekst wskazywał, że się nie lubili. Był dziwny, zachowywał się dość dziecinnie. Ale był zabawny. Szaleniec. Mocno zdziwiło go to co zrobił okularnik. Portal? Przejście? Widział jakieś kolorowe obramowanie przed sobą a w nim... Zielony tereny pokryte górami, wysokimi skałami dokładniej. Ciekawe czym to było. Patrzył zaskoczony, gdy Fu i Nihilius przelecieli przez portal. Czyli to było coś bezpiecznego, okej, Sether musiał zrobić to co Oni. Uniósł się delikatnie i przeleciał czym prędzej przez portal, bojąc się, że zamknięty zostanie i ciało nameczanina na pół podzielone będzie. Gdy wyskoczyło obejrzał się za siebie. Portal nadal był a w nim widział Broliego i Shade i resztę. Oglądnął się dookoła siebie. Chciał zobaczyć gdzie się znajdują i jak wygląda ta cała Ziemia. Piękna. Nie myślał, że coś będzie równie piękne jak Namek. Demon zadał pytanie o GP, a On sam chciał o to zapytać, co za fart. Co więcej, chciał wykorzystać swoją umiejętność wykrywania cudzej energii, użył jej z ciekawości. Dalej wysłuchał uważnie odpowiedzi na poprzednie pytanie Sethera, o saiyanach. Kiwał głową, gdy ten mu opowiadał.
- Ciekawa rasa... - Skwitował. W sumie nie miał pojęcia który był barbarzyńcą a który myślicielem. Oboje sprawiali wrażenie bezmózgowców. Z zachowania, lub wyglądu. Gdy Nihil wspomniał o hybrydach, coś ruszyło Sethera. Jednak nie miał pojęcia co.
- My nameczanie również dzielimy się na wojowników i magów... I chociaż Saichoro zdawał się wybrać dla mnie drogę wojownika, dysponuje również maną, nie tylko energią ki. Można więc powiedzieć, że jestem taką hybrydą. Pół wojownikiem, pół magiem. - Tylko po co się otworzył? Może czuł jakieś zobowiązanie wobec Nihiliusa, który miał mu zaufać. Po wyjaśnieniach skorzystał również z wrodzonej umiejętności daleko widzenia, którą posiadał. Myślał, że jako nameczanin. Oglądał się powoli, w dali, przekręcając się pomału wokół własnej osi. Można powiedzieć, że prowadził zwiad, lecz oglądał planetę. A może przy okazji ujrzy coś jeszcze?
- Kim jest Chocolay? I jaki cel podróży sprowadza nas na tą piękną planetę?

___________
- Używam wykrywania ki
- Używam daleko widzenia
Blade River
Blade River
Liczba postów : 288

Góry       - Page 18 Empty Re: Góry

on Sro Wrz 04, 2019 2:58 pm
Kenzuran wreszcie doczekał się swoich niewidzialnych przeciwników, dlatego też pierwszy nadchodzący atak udało mu się zdążyć zablokować. Tym razem mierzył się z tym grubaskiem, który to walczył z jego towarzyszem Ranzoku. Gruby Mim jak zwykle miał poker face'a na twarzy i potem znowu zaczął ostro napierać, a jego koleżka znowu czekał na dole, czasami popijając coś ze specjalnego małego pojemniczka, nie wiadomo co się tam znajdywało. Złotowłosy przez chwilę unikał ciosów, ale potem niektóre niestety stykały się z jego ciałem, przez co ten mógł wydać dźwięk syczenia, jak to robią węże. Niebieskooki nie miał zamiaru dłużej czekać, dlatego też dziko krzycząc, odchylił porządnie swoje przedramię i wymierzając solidny cios w splot słoneczny, przydusił delikatnie androida. Nienawidził tych puszek, ale Ranczo był jego jedynym znajomym, któremu mógł jedynie zaufać, jak na razie. Przeczuwał, że w każdej chwili ktoś go może przeprogramować, żeby ten stanął przeciwko niemu, a ona na pewno nie chciałby z nim walczyć, wreszcie stoczyli bitwę przeciwko Armii i to razem. Wojownik za dużo stracił by znowu kogoś tracić, a nadal nie wiedział co się działo z jego kolegą Gutsem, też o nim słuch na razie zaginął. Zaciskając mocniej swoje zębiska, Młody Saiyanin ostro zaczął napierać ciosami na grubego robota, który powoli zaczął się wycofywać pod takim gradem ataków.

Po jakimś czasie wymierzania nawzajem ciosów, Niebieskooki wreszcie unikając kolejnej pięści ze strony wroga, pojawił się za nim i stworzył ze swoich dłoni "młot", posyłając oprawę na górzysty teren, tak by ten się o niego rozbił. Nie czekając ani chwili dłużej, robiąc specjalne manewry na powietrzu, wykorzystując tylko i wyłącznie swoje ramiona, wreszcie złączył dłonie kciukiem i palcem wskazującym, wymierzając w fantom C19. Rozszerzając bardziej oczy, wykrzyknął dane słowa:
-ŻRYJ TO PASKUDO, ZA TO ŻE ZRANIŁEŚ RANCZA! BURNING ATTACK! - potężna kula pomknęła ku widmowi androida, który dopiero zaczął się zbierać z górskiego podłoża, ale niestety sekundy go dzieliły do użycia swoich pochłaniaczy energii, znajdujących się na środku dłoni. Złoto ognista kula pochłonęła mechaniczną puszkę z której po chwili nic nie zostało, tylko niewielki krater. Syn Kellana dezaktywował aurę, aż wreszcie jego oponent uniósł się ku górze, a jego żółty pedałowy płaszcz unosił się na wietrze. Znowu ciemnoskóry robot popijał coś z tej srebrnej flaszy, która tak naprawdę nie wiadomo co robiła, może po prostu lubił mocne drinki. Brat Klen łapiąc chwilę oddechu, bo android najwyraźniej musiał sobie gulnąć, rzekł w jego stronę:
-Już raz cie zniszczyłem, zrobię to ponownie, HYAAAAAAAAAA! - aktywując wokół siebie złotą łunę energii, wyruszył na afro-obstrzyżonego robota i trafił go kolanem w jego twarzyczkę.

Ten się zbytnio nie przejął i Mężczyzna z utraconym ogonem poczuł jak ciężka pięść ląduje na jego żołądku, przez co musiał wypluć trochę śliny. Wkurzony Kenzuran otrzymaniem jakiegokolwiek ciosu, było dla niego to niedopuszczalne, myślał że stał się silniejszy ale jednak chyba tak nie było. Złotowłosy złapał za głowę murzyna, a potem zaserwował mu kilka kopnięć, używając do tego swojego kolana i czując delikatny ból w danym punkcie na ciele. Zapomniało mu się na chwilę, że jednak mierzy się z cholernym żelastwem, które jest dosyć twarde, ale dzięki pompowanej szybko krwi w jego krwiobiegu, adrenalina działała jak powinna i zmniejszała czułość bólu. Młody Saiyanin głośno krzycząc, przez co echo na pewno rozchodziło się na dalsze tereny, znowu zwiększył swoją aurę ale mimo to nie przemieniał się na masywniejszą transformację. Wojownik wreszcie miał dosyć tej walki i patrzenie na to mechaniczne ścierwo, dlatego też napiął się tak mocno, że w niektórych miejscach na jego ciele wyskoczyły żyły i szarżując dziko na przeciwnika, po prostu go staranował, rozrywając mu całe jego przedramię. Szybko się odwracając w jego stronę, wzleciał trochę ku górze by androida ślepia akurat patrzyły w stronę słońca, dzięki czemu mógł nic nie zobaczyć. Syn Kellana łącząc ponownie dłonie tym razem samymi kciukami i boczą częścią dłoni, aż wreszcie wykrzyknął następująco:
-TO TWÓJ KONIEC PUSZKO, BUSTER CANNON! - niebieski promień ki pomknął ku ciemnemu robotowi, który po prostu swoją jedyną ręką chwycił za flakon i wypił ostatki tego płynu, który się tam znajdował, dając się przy tym niszcząc silnemu wybuchowi. Brat Klen ciężko oddychając, opuścił się i przysiadł sobie na półce skalnej łapiąc solidny oddech, aż wreszcie położył się na twardym gruncie. Oddychając tak, miał nadzieję że dzięki tym treningom stanie się silny, bo jak na razie nie widzi żadnych rezultatów.

KONIEC TRENINGU
Shade
Shade
Liczba postów : 87

Góry       - Page 18 Empty Re: Góry

on Sro Wrz 04, 2019 4:29 pm
Cóż, wiele się wydarzyło w najbliższym czasie. Najpierw zauważył, że ten nameczanin ewoluował... z mimiki twarzy wyglądał teraz na jakiegoś niedojeba umysłowego... Aż strach pomyśleć jakie by były jego dzieci, chyba lepiej by było je od razu zabić przy narodzinach, aby oszczędzić cierpienia zarówno im jak i światu. Potem Ustalono, że lecą na ziemię, Fuu otworzył portal, po czym śmieszek rzucił komentarz i wskoczył do portalu. Następni byli Nihilius i Suther, nasz kochany przeklęty spokojnie i z rezerwą wkroczył w przejście, po czym znalazł się z powrotem na ziemii. Minął już niezły kawał czasu, od chwili gdy przebywał tu poprzednio. Rozejrzał się wokół i jak można było przypuszczać, prawie wszędzie były Góry [No SHIT Sherlock]. Samozwańczy Bożek zaczął tłumaczyć Setherowi rasę do jakiej należał Shade i Brolly, szczerze mówiąc miał na to wywalone, jak i na to, że pod koniec impiriusek zwrócił się do niego i brokułka, jedynie wzruszył ramionami z lekceważeniem i stanął sobie na uboczu, bo gdzie indziej. Tymczasem wyczuł jakiś wzrost i zakłócenia energii. W sumie w sporej odległości od nich, ale nadal w osiągalnym rewirze. Ktoś tu siedział i trenował, czy to jakiś mieszkaniec ? Ki uj wiedział, a zresztą, nieważne. W każdym razie postanowił się odezwać. -Fuu bracie, znasz może kogoś kto byłby tu w stanie nauczyć jakiejś ciekawej techniki?- Zapytał go swoim zwyczajowym, zimno-mrocznym, wręcz metalicznym warkotem. Teoretycznie był to jego neutralny ton wypowiedzi, dla niektórych był on nieco innych, a dla wrogów jeszcze bardziej zmieniony, tak to już jest.
Haricotto
Haricotto
Admin/Time Patrol
Liczba postów : 1889

Góry       - Page 18 Empty Re: Góry

on Sro Wrz 04, 2019 10:15 pm
MG

Fu stanął na krańcu skały. Wyciągnął ręce za siebie i chwycił się dłońmi za pas. Wygiął swoje plecy, a jego kręgosłup mocno strzelił, dając okularnikowi uczucie nieopisanej ulgi.
- Aaah... Co? - zapytał, gdy Nihilius się do niego zwrócił. Najpierw zerknął kątem oka, a po chwili odwrócił się przodem.
- Galaktyczny Patrol to kosmiczna policja. Cieniasy. Od lat boją się Colda i jego synalków, przymykając oko na ich występki. A co? Chcesz się zaciągnąć? - parsknął śmiechem, uderzając się dłonią w kolano. Ale był zabawny, oh tak, to jego żywioł!
- Chocolay to ciężka, śmierdząca sprawa, bo... Nie wiem gdzie jest. - i uśmiechnął się niewinnie.
- Nie mogę go obserwować, bo cwaniak blokuje sygnał. Dookoła jego wieży rozdmuchane są ciemne chmury, to pewnie ich wina. Podsumowując: nie wiem nic, poza tym, że jest na Ziemi. Trzeba będzie się rozdzielić i po-szu-kać! - i znów się zaśmiał. Wtedy też pytanie zadał Shade. 
- Techniki? Chłopie, mnóstwo tu takich, ale jesteś zbyt mroczny. Może, nie wiem, może gdybyś się uśmiechnął od czasu do czasu? To mogłoby pomóc. - klepnął młodego Saiyanina w ramię, po czym pstryknął palcami, a w jego wolnej dłoni pojawiła się kryształowa kula. Najpierw pokazana na niej była cukierkowa planeta, a zaraz po chwili, po przejściu żywcem wyjętym z Power Pointa, ujawnił się Szary Majin. Spał w swoim łóżku i chrapał donośnie. Bańka wyłaniająca się z jego nosa powiększała się przy wypuszczaniu powietrza, a powiększała przy jego wciąganiu. Fu pokazał Nihiliusowi dokładnie to, co chciał zobaczyć.
- Póki co, niech sobie śpi. Nawet nie wie, co dla niego przygotowałem. - mruknął cicho pod nosem, zmieniając swój beztroski ton na bardziej poważny. Gdy już Imperius się napatrzył, kryształowa kula rozpłynęła się w powietrzu.
_____
- Sether, Nihilius i Shade wyczuwają ki Kenzura.
- Sether widzi trenującego Kenzurana.

_________________
Góry       - Page 18 Haricotto-Heaven
Nihilius Imperius
Nihilius Imperius
Liczba postów : 241

Góry       - Page 18 Empty Re: Góry

on Sro Wrz 04, 2019 11:28 pm
Krwistooki rozejrzał się po miejscu i przy okazji wyczuł kilkukrotnie większą od Swojej energię Ki. Fu niestety nie kłamał. Jest tu masa silniejszych wojowników od Niego. Westchnął. Taka kolej rzeczy. Niestety. Na razie nie zamierza się tam zbliżać. Sether odpowiedział mu, że to ciekawa rasa. Kiwnął głową. To prawda. Dodał, że Nameczanie dzielą się na magów i wojowników. W sumie to pamiętał. Klan Wojowników i Klan Smoka w gwoli ścisłości. Ale doceniał, że mu to powiedział. Nie przerywał i słuchał go z uwagą. W końcu był jego przywódcą. Lekko był zaskoczony tym co się dowiedział. Pozytywnie zaskoczony. Najwidoczniej Sether był taki jak Sulg! Ale mu się trafiło. Dwójka magów hybryd. Nameczanie to jednak świetna rasa jeśli chodzi o liczbę kapłanów. W końcu ich magia jest głównie magią wspierającą, ale no. To ważne dla armii.
- Ciekawe. Masz podobnie jak Sulg. Obaj jesteście w połowie magami i wojownikami.
Dodał z uśmiechem. Był zadowolony z liczby Swoich magów.
- Ja i Fu za to jesteście w jednej trzeciej wojownikami, magami i naukowcami.
Co prawda Imperius na takiego nie wyglądał. Fu już bardziej ze Swoimi okularkami. Ale to oznaczało dla Sethera pewnie jedno. Że również byli magami. Czyli razem mieli we frakcji czterech magów, jeśli liczyć Fu. A to już niezła liczba. Gdy zapytał kto to Chocolay i co ich tu sprowadza to niestety niewiele mógł powiedzieć bo sam nie wiedział.
- Podobno jakiś mędrzec, który ma, albo chce zdobyć magiczną wodę. Ta woda jest potrzebna Shade'owi bo może go uwolnić z jego klątwy, a przy okazji podobno może i pomóc nam. Ma jakieś pozytywne właściwości, co zamierzam sprawdzić.
Odpowiedział zgodnie z prawdą. Shade za to niezbyt się odzywał. Zapytał okularnika, czy ktoś tutaj naucza technik. Dobre pytanie. Widział jak Jego szalony kompan się wygina i oddycha z ulgą. Wylądował i stanął obok Niego. Powiedział, że ten cały Galaktyczny Patrol to taka kosmiczna policja, są słabi, bo przymykają oko na to co robi Cold i jego synalkowie. Coś kojarzył to imię. Czy Frieza nie był z nimi związany? Chyba tak, ale nie pamiętał dokładnie. Chociaż chyba coś strażnicy wspominali. Czyli hipokryci. A nie lubił takich. Gdy zapytał się go czy chce się zaciągnąć to zaśmiał się.
- Nie, dzięki. Nie cierpię hipokrytów.
Miał nadzieję, że chociaż Sam nim nie był. Z tym niestety różnie bywa. Niestety okularnik mówił, że nie wie gdzie jest ten cały Chocolay. Najgorzej. Mógł kręcić, albo i nie. Nigdy nie wiadomo. Nie może obserwować bo podobno sygnał jest blokowany przez czarne chmury. Ale to tylko sygnał. A wyczuwanie ki? Z resztą teraz wiedzą, czego szukać. Wieże i czarne chmury. To przydatne informacje. Nie wiedział, że jego dom to wieża. Dodał, że trzeba będzie się rozdzielić. Westchnął. Potem Sobie zażartował z przeklętego, że jest zbyt mroczny i powinien się więcej uśmiechać.
- Gdybyś był taki świetlisty jak Ja, to nie byłoby problemu.
Dodał z uśmieszkiem. Co było całkowitym sarkazmem i żartem, o ile ktoś nie jest ślepy. W końcu też jego kumpel użył Swojej kulki jasnowidzenia i pokazał mu, że Szary Majin śpi, i nie wie co dla niego przygotował. Będzie zabawne to pewne. Poklepał go po głowie jak małe dziecko dla zgrywu.
- Grzeczny Chłopiec.
Powiedział i się zaśmiał cicho. Okularnik robił Sobie z niego żarty to się tylko Mu odwdzięczał. Zanim dostał Swoje odpowiedzi to najpierw podszedł Sethera i mu dał scouter, a także dał scouter Brollemu.
- Urządzenie komunikacyjne i do mierzenia Ki, ma też inne przydatne funkcje. Shade, pokaż Im jak to używać i wytłumacz te funkcje.
Specjalnie dał mu taką możliwość, by razem mieli możliwość zakumplowania się we trójkę. A przeklęty chętnie pomoże legendarnemu to fakt, a przy okazji Mutant Nameczanin również zobaczy jak to działa. W końcu stali mniejwięcej obok Siebie, a jak nie to teraz będą. Zanim zdecydują co robić to najpierw ponownie zapytał zgrywusa.
- Jak silny jest Chocolay i jak wygląda? Jaki jest jego charakter i czy powinniśmy na Niego uważać? Co potrafi? Czy ma strażników? Ma coś przydatnego? Oraz co ważniejsze, skąd chce zdobyć wodę?
Zapytał. Ciemne chmury nie świadczyły raczej dobrze o tej osobie. Patrzmy w końcu na Nihiliusa.
- Czy jest ktoś kto również tę wodę posiada. Inny mędrzec, bądź mędrcy, którzy mogą wiedzieć coś o wodzie, lub Nam pomóc i sprawić, że będziemy silniejsi?
Woli zapytać bo może są inni. Ten cały gość musi skądś tą wodę wziąć. Pytanie skąd. Zdobyć? Ukraść? Stworzyć? Tego nie wie. Zamierza się dowiedzieć. Gdy dostał Swoje odpowiedzi i reszta ogarnęła scoutery, to pewnie się domyśleli, czemu je dostali.
- Musimy się zastanowić czy się chcemy rozdzielić. Jeśli tak to na jak duże zespoły, czy może każdy będzie sam. Wybór zostawiam Wam. Dodam, że Waszym zadaniem jest znalezienie tego o czym mówił Fu. Wielka wieża, gdzie się kłębią czarne chmury. Jeśli ktoś coś takiego znajdzie to niech powiadomi resztę poprzez Scouter. I nie wyłączajcie go, oraz postarajcie się go nie stracić inaczej będzie ciężko.
Powiedział wszystkim. W końcu razem mogą się zastanowić jak duże grupy powinny być, i czy w ogóle powinni się rozdzielić.
- Dodam, że niedaleko Nas jest osoba, której Ki jest wyższa niż Moja. Dlatego nie wiem czy jest bezpiecznie się rozdzielić skoro Fu powiedział, że jest sporo osób potężniejszych od Nas. Chyba, że ma ktoś lepszy pomysł.
Dodał. Bezpieczniej jest zostać razem. Ale jednak szybciej będzie się rozdzielić. Trzeba będzie wybrać. Jak się nie będą mogli zdecydować to Sam wybierze. I zapewne będzie to rozdzielenie, ale to się jeszcze okaże.
Sether
Sether
Liczba postów : 52

Góry       - Page 18 Empty Re: Góry

on Czw Wrz 05, 2019 11:53 am
Gdy Saiyanin wspomniał o nauczycieli techniki, Sether zrozumiał, że ci tutaj stawiają na rozwój osobisty. Sether to zaniedbał, na Namek. A również powinien zadbać o swój rozwój, tym bardziej, że nie chciał pozostawać bezbronny na otaczającą go rzeczywistość. Może, gdyby był silniejszy, nie zginęło by tak dużo nameczan, a może nie miałby na to wpływu? Będzie zadawał sobie takie pytania jeszcze wiele razy, jeżeli zostanie rolnikiem, jak większość rasy. Dlatego cel był prosty. Rozwijać się i obserwować tę grupę, pilnować ich... zachowania.
Sether dostrzegł trenującego saiyanina, chociaż nie wiedział, że ten faktycznie nim jest. Słyszał również jak Fu rozmawia z Nihilem, coś o jakimś Majinie, Szarym, który śpi i którego... planują okraść czy coś w ten deseń. Mało go to interesowało. Obserwował istotę z zaciekawieniem. Wcześniej widział przecież praktycznie tylko Nameczan. I nie wiedział o istnieniu tylu ras, chociaż mógł podejrzewać. Usłyszał również odpowiedź na swoje pytanie w myślach o Galaktyczny Patrol. Gdy Nihilius powiedział do Shade'a "Gdybyś był taki świetlisty jak ja" to Nameczanin prawie nie prychnął śmiechem. Oni obaj wyglądali dość podobnie, mroczni. Zerknął na Fu. Faktycznie coś z naukowca miał. Zerknął na Nihiliusa... no demon. Ale trudno, jeżeli tak mówi, to tak jest. Chwycił urządzenie i obejrzał. Czyli rozdzielą się? Dlatego potrzebne jest urządzenie do komunikacji? Szkiełko było kolorowe, fajnie. Spróbował przymierzyć, tak by szkiełko zasłaniało oko.
- Zasłania widok. - Stwierdził cichutko. Następnie wzrok przeniósł na Shade'a. Będzie mówił? O, to będzie ciekawe. Rzadko się przecież odzywał. Jeżeli zostało mu wszystko wytłumaczone, zwrócił się niepewnie do Nihiliusa:
- Jak stracimy to urządzenie, może warto byłoby... w razie kłopotów wystrzelić swoją ki. Wybuch zwróci uwagę instynktu wykrywania, jeżeli dobrze go rozumiem. Wtedy będzie można powiadomić resztę o... kłopotach. - O grupach się nie wypowiedział. Nie czuł się na tyle pewnie w drużynie, żeby o czymś takim pośrednio decydować. Będzie co będzie. Sether był bardzo pokojowo nastawiony, więc nie widział sensu, aby ukrywać się przed tubylcami. Taka piękna planeta na pewno nie ma szaleńców. Prawda? Oby tak było.
Shade
Shade
Liczba postów : 87

Góry       - Page 18 Empty Re: Góry

on Czw Wrz 05, 2019 4:33 pm
Shade na początku siedział cicho, czekając na odpowiedź Fu. Ten dociął mu z powodu jego Edgy ,,jestestwa'', co poradzić? Taki już się urodził, a przynajmniej tak mu się wydawało. Trzeba się pogodzić z tym co jest, zwłaszcza, że wygląd pasował do jego charakteru. Już miał rzucić jakąś ripostę w stronę pedofila w okularach gdy swoje trzy grosze wtrącił Nihilius który zażartował. Przeklęty na te słowa, nagle uśmiechnął się paskudnie i kpiąco zaczął udawać, że go oślepia- O panie Najwyższy Bożku, twoja chwała jest tak wielka, że odbiera temu tu słudze możliwość widzenia. Racz wyłączyć swe światło, gdyż jeszcze nam tu świat eksploduje od twojej wspaniałości- Z jego głosu wybrzmiewała mieszanka dużej ilości ironii i przyjaznej kpiny. Potem wrócił do swego beznamiętnego ja, a na polecenie nauczenia tamtych obsługi Scoutera, jedynie kiwnął głową. No bo co miał powiedzieć? TAK JEST WASZA BOSKOŚĆ!!, nieee, może kiedy indziej. Podszedł do zielonego mutanto-ogóra i jego kumpla Brokułka. Drugiego z nich poczęstował koleżeńskim uśmieszkiem, a dla tego pierwszego jedynie spuścił nieco mroczny wyraz twarzy na bardziej... miły. Zaczął demonstrować i jednocześnie tłumaczyć poszczególne przyciski i funkcje Scoutera. Używał do tego konkretnych słów, bez owijania bawełny, głosem zimnego profesjonalisty. Potem sprawdził czy zapamiętali i pomógł im w razie potrzeby, albo poradą albo osobiście. Potem bezceremonialnie odwrócił się i odszedł znowu na pobocze, jednak odezwał się jeszcze raz, chcąc wyrazić swoje zdanie co do planu -Pójdę sam... Czuje się wtedy bardziej pewnie... i może osiągnę większe rezultaty, gdy będę musiał sam pilnować swojej skóry.- Czekał na decyzję reszty ekipy, gotowy do opuszczenia okolicy. Przy okazji, wspominając tego wykrytego osobnika, lepiej trzymać się od niego z daleka. Tak będzie lepiej dla wszystkich.
Haricotto
Haricotto
Admin/Time Patrol
Liczba postów : 1889

Góry       - Page 18 Empty Re: Góry

on Pią Wrz 06, 2019 2:58 pm
MG

Broly patrzył na scouter jak na coś, co by można było zjeść. Powąchał urządzenie z każdej strony i obejrzał każdy, nawet najmniejszy element. Ugryzł lekko szkiełko, na którym pojawiła się mała rysa. Widząc ją zrobił duże oczy i upewniając się, że nikt jej nie zauważył, założył scouter na swoje ucho.
Fu westchnął, mając już dość natłoku pytań ze strony Nihiliusa. Spojrzał na niego i pokręcił głową na boki.
- Chocolay to czarny kocur. Nie znam go osobiście. Mówiłem ci, że nie mogę go podejrzeć, bo te chmury, ta burza, czy cokolwiek to jest, zakłóca moją wizję. Wiem tyle samo, co ty... - wzruszył ramionami i poprawił swoje okulary. Nie uśmiechał się, co mogło znaczyć tyle, że był poirytowany obecną sytuacją. Czy to przez brak informacji? To było bez znaczenia.
Shade stwierdził, że uda się w pojedynkę, by się lepiej rozwinąć. Broly pokazał ręką, że chciałby się udać z Shadem, a chcąc to podkreślić, stanął obok niego. Oczywiście, nie miałby też oporów przez pójściem solo. Inna sprawa, że będąc zostawiony samemu sobie, mógłby narobić niemałych kłopotów. Skinął też na słowa Sethera, zgadzając się z nim. Mało się odzywał. Nie miał w zwyczaju tego robić, a poza tym, jego zasób słownictwa był bardzo ubogi.
- Róbta co chceta. - powiedział Fu, unosząc otwarte dłonie do góry i ponownie wzruszając obojętnie ramionami. Uśmiechnął się lekko i dodał na koniec:
- Mogę pójść z kimś, ale wolałbym w pojedynkę. Poza tym, grunt, żeby było zabawnie. - uśmiechnął się zadziornie, przysiadając zaraz na jednym z wystających kamieni.
- Przy okazji, tamten gość przez was wykryty to jeden z gości, który rozwalił Armię Czerwonej Wstęgi. Warto złożyć mu wizytę. - wskazał kciukiem kierunek, z którego wyczuwalna była energia ki tajemniczego jegomościa.
- Posłałbym tam Shade'a, skoro tak się pali do solowej misji. - pochylił głowę do przodu i wyszczerzył złośliwie swoje zęby. Zaraz się roześmiał i machnął ręką, dając sobie spokój.

_________________
Góry       - Page 18 Haricotto-Heaven
Nihilius Imperius
Nihilius Imperius
Liczba postów : 241

Góry       - Page 18 Empty Re: Góry

on Pią Wrz 06, 2019 5:21 pm
Słysząc uwagę Sethera, musiał się lekko zastanowić. Tak była to prawda, że wtedy byłby lekki problem, ale ta planeta nie była, aż tak duża, więc prędzej czy później, by się znaleźli, mając wykrywanie ki. Z resztą chociaż idea była dobra, to sam pomysł już trochę mniej z prostego powodu.
- Dobrze, że o tym wspomniałeś, Setherze.
Najpierw go pochwalił, w sumie zgodnie z prawdą, ale i dlatego, by budować u Niego zaufanie.
- Sądzę, że możemy być za daleko, by widzieć wypuszczoną ki. Samo wykrywanie ma ograniczony zasięg i może to umknąć naszej uwadze. Jak komuś się zepsuje scouter, to niech się skieruje tutaj. Pozycje, są zaznaczone na minimapie, więc będziemy wiedzieć komu i gdzie padło. Co o tym sądzicie? Oczywiście pierwsza opcja to jest to co zaproponował Sether. Jeśli nikt tego nie zauważy, wtedy można skorzystać z drugiej opcji.
Dodał, chociaż sądził, że ta poprawiona opcja jest bezpieczniejsza i łatwiejsza w wykonaniu. Tak naprawdę nie odmówił Setherowi, połączył po prostu obie opcje w jedno. Jedna nie wyklucza drugiej. Całe szczęście nauczył Sethera wykrywania ki, a jeszcze wcześniej Shade nauczył go. Zostaje kwestia Brollego, ale to już nie jest problem. Gdy usłyszał żart Shade'a na temat Swojej wielkie chwały i światła to, aż się uśmiechnął. Nie miał nic przeciwko pozytywnemu sarkazmowi. Dodał, że pójdzie sam. Nie przeszkadzało mu to i uważał, że ma racje. Faktycznie najwięcej zyska będąc samemu. Sether nic nie mówił. Ciekawe. A myślał, że miał pilnować Imperiusa. Zastanawiał się czy powinien zostawić go samego. W końcu nie znał ani ludzkości, ani tej planety. Mimo wszystko uznał, że raczej da radę, a jak nie to wystarczy małe zdjęcie i się znajdzie przy nim. Także kiwnął głową. Przeklęty pokazał obsługę tego całego urządzonka. Lecz, gdy zobaczył czyn legendarnego, bo chociaż obserwował wszystko przez paranoję, to jednak nie spodziewał się czegoś takiego. Mógł to przewidzieć skoro Brolly jest jak duże dziecko. Nie tylko saiyan zrobił duże oczy. Nihilius również takie zrobił, ale każdy był zajęty czymś innym. Imperius upewnił się, że wszystko gra i gdy każdy miał już założony scouter to uaktywnił je sprawdzając u Sethera, Shade,a oraz Brollego czy wszystko działa. Dopiero, gdy wszystkie scoutery działały to był gotowy decydować. Głównie chodziło o scouter Swojego wielkiego podwładnego. Usłyszał też słowa okularnika. Podobno nie wiedział nic, tylko, że to czarny kocur. Ładnie kłamał. Nie wierzył, ze osoba, która podróżuje po liniach czasowych, go nie zna. Istniała taka szansa, ale była bardzo mała. Co prawda praktycznie nikt tego nie wiedział, więc po prostu Imperius spojrzał się na niego i przekręcił oczami, ale nic nie powiedział na ten temat. Całą resztę pytań zupełnie olał. Jak zwykle, a On nie będzie drugi raz pytać. Zakłóca wizję. No nieźle. A z poprzednich linii czasowych pewnie nic nie wiedział. Ale znał imię i rasę tego czegoś. Czarny kocur Chocolay. Nie miał Swojej wody, ale chciał ją zdobyć. Wieża i czarne chmury zakłócające wizje. Interesujące. Wiedział powoli do czego to zmierza. Nie wierzył w słowa, że wie tyle co On. Jasne. Mieli robić co chcą i może iść z kimś, ale woli iść w pojedynkę. Nic dziwnego, w końcu lubi znikać i potem się pojawiać. Oczywiście interesowała go głównie zabawa. Raczej plany. Dodał, że wykryty gość to ten co rozwalił armię czerwonej wstęgi, i że można wysłać tam przeklętego. I to była dosyć ciekawa informacja. Tyrani to była Armia Czerwonej Wstęgi i tam był koleś co ją rozwalił. Może warto go wybadać i zrekrutować w miarę możliwości? Powątpiewał w to, ale pewnie ma informacje na temat tej planety. Tylko nie był idiotą, by iść tam samemu, a nie zamierzał nikogo tam wysyłać. Popatrzył się na zebranych. Innych może pozostawić samych bo, są sprytni, cwani i uważni, ale Brolly? Nie. Go nie może zostawić. Doskonale wie, co ten goryl może zrobić. Musi go pilnować. Z resztą to idealna okazja na zbudowanie z nim zaufania i przynależności do Niego. Właśnie! Przy okazji, będzie miał ochroniarza i będzie mógł się spotkać z tamtym saiyanem. Niegłupie. Co prawda małpa chciała iść z Shade'm, ale skoro tamten chciał iść sam no to cóż. Wiedział co należy zrobić.
- Jakieś pytania? Jeśli każdy wie co chce zrobić to jak mówiłem, Naszą misją jest odnaleźć Wieże Chocolaya. Zwracajcie uwagę na czarne chmury. Jeśli coś będzie nie tak to dajcie znać innym przez scouter. Wystarczy wysłać mi zdjęcie i informację, a znajdę się tam w sekundę dzięki mojej teleportacji.
Odpowiedział. Tak naprawdę, ciężko było wymyślić coś naprawdę dobrego.
- Skoro większość z Was chce iść sama...
Upewnił się, że taki był ich zamysł, po czym kontynuował.
- W takim razie, Podzielimy się na cztery grupy. Prawie każdy z Was będzie solo i Mnie powiadomi, jak coś będzie nie tak, to go wspomogę. Brolly pójdziesz ze Mną. Będziesz Mnie ochraniać, a przy okazji jak ktoś będzie potrzebował pomocy, to będziemy mogli szybko się do tego kogoś przenieść.
Miał nadzieję, że nie będzie miał żadnych problemów z tym. Po za tym jak taki Shade, albo Sether będą potrzebować pomocy, to ich wspomogą. Dzięki temu mogą też zrobić idealne pułapki, i zamiast jednej osoby, to będą trzy. Tak samo Fu, ale On raczej nie będzie tego potrzebował. Z resztą sam ich znajdzie.
- Pamiętajcie, by w ważniejszych miejscach robić zdjęcia i mi wysyłać, na wszelki wypadek. Jak będziecie mieli ważne informacje to zdajcie raport. A co do tego saiyana, to sprawdzimy go razem z Brollym. Wykonać!
Powiedział do reszty, po czym samemu zmierzał powoli w kierunku trenującego wojownika. Miał nadzieję, że Brolly leciał za nim. To dobra okazja, by podbudować jego zaufanie. Na razie robił to wolno, bo jak ktoś będzie miał pytania, albo pomysły to dadzą radę go zatrzymać. Specjalnie nie powiedział im gdzie mają się udać. zostawił to im. A jak będą się chcieli połączyć w jedną grupkę to ich sprawa. Przy okazji schował skrzydła pod płaszczem i wyjął czarną maskę, po czym ją założył.
- Brolly, mam nadzieję, że będziesz Mnie osłaniał. Niestety jest tu masa potężniejszych wojowników, i w walce jeden na jednego nie dam większości rady. Będę Cie wspierał oczywiście, a jak ktoś Mnie nie doceni to będzie cierpiał. Liczę na Ciebie.
Musiał wykorzystać to, że byli sami, i nie było tamtych kosmitów. Jeśli dobrze pójdzie to nawet On będzie dla legendarnej małpy ważny.
- To też dobra okazja, by Ciebie nauczyć paru rzeczy. Jak będziesz miał jakieś pytania, czy coś to możesz mi je zadać, postaram się w miarę możliwości na Nie odpowiedzieć. Przy okazji przekonasz się, jaki wspaniały ze Mnie przywódca.
Dodał na koniec, w tym czasie, gdy kierowali się w stronę tego całego bohatera. Normalnie bez pomocy Brollego, by pewnie tego nie zrobił, ale razem z nim może Sobie pozwolić na znacznie więcej. Z Jego siłą i sprytem Imperiusa dobrze będą razem działać. A nic nie buduje tak zaufania jak wspólna podróż. Ale to się dopiero okaże. Tak samo tamten Nameczanin miał go obserwować i w sumie mu to nie przeszkadzało skoro dołączył i pewnie będzie na Siebie zwracał uwagę, ale to nie problem. Jak ktoś zagrozi Jego podwładnym, to będą cierpieć. Z resztą samotna podróż Im dobrze zrobi, a Fu to tam Fu. Niby mógł z nim podróżować, ale skoro wolał sam, to czemu nie. Z resztą wykorzysta okazje do rekrutacji nowych wojowników na Swoją stronę. Ten Saiyan może będzie jednym z nich. Oczywiście istnieje szansa, że zostanie zaatakowany na miejscu. Ogon i skrzydła miał schowane, ale rogów nie. Tylko cóż. Brolly się nimi zajmie.
Shade
Shade
Liczba postów : 87

Góry       - Page 18 Empty Re: Góry

on Pią Wrz 06, 2019 7:53 pm
Sytuacja stała się właściwie jasna, Fuu gadał, że nie wie jak znaleźć czoko-koko, ani go namierzyć... to się okaże. Decyzja o rozdzieleniu się została oficjalnie zatwierdzona, do Shade podszedł Brokułek i ustawił się obok niego, a wcześniej wskazał na niego palcem. Czyli wielkolud chciał iść razem z nim, to urocze... naprawdę. Fuu zażartował, żeby poszedł do tego nieznajomego którego wykryli, ale nikt nie wziął tego na poważnie. Po wysłuchawszy długiej przemowy Nihiliusika z instrukcjami, wyszło, że wszyscy idą solo, oprócz niego samego, gdyż on zabiera ze sobą Brollyego. Najsilniejszy wojak przy wodzu, można by powiedzieć. Przeklęty klepnął ziomala brollaska w ramię i powiedział -Pilnuj naszego znajomego wszechmogącego lidera... Jeszcze jakaś mucha strąci go z niebios- Zażartował i zaczął odchodzić samotnie z pola widzenia, nie obracał się, po prostu szedł przed siebie, ale w przeciwnym kierunku niż sygnał tego niszczyciela armii czerwonej wstęgi. Na końcu nagle zatrzymał się, chwile postał... po czym uniósł rękę lekko w powietrze i powiedział -Uważajcie na siebie... Chcę was tu widzieć w nienaruszonym składzie, bai bai- Lekko wzniósł się i zaczął płynąć w powietrzu z dość dużą prędkością przed siebie. Oczywiście cały czas stosował środki ostrożności, wykrywanie energii pobliskich istot i tak dalej, omijanie tych silniejszych szerokim łukiem i te sprawy

Occ:

Z/w nie wiem gdzie [ Hariś możesz wybrać coś co ci pasuje, albo wylosuj, albo sam gdzieś polecę] XD
Sether
Sether
Liczba postów : 52

Góry       - Page 18 Empty Re: Góry

on Pią Wrz 06, 2019 8:54 pm
Na słowa Nihiliusa wzruszył tylko ramionami, w geście, że jest mu bez różnicy kto co postanowi. W sumie tak też było. Miał również nadzieję, że jego postawa zostanie dobrze odebrana. Nie wtrąca się w nie swoje sprawy i nie robi problemów, a co więcej... Stara się unikać opinii w której miałby zostać okrzyknięty zwyczajnym obserwatorem dla Guru.
- Jeżeli to nikomu nie przeszkadza, mógłbym udać się wraz z Fu. - dodał patrząc na niego. W końcu mógł się nie zgodzić... Słowa te wypowiedział po Nihiliusie, który zapytał dla potwierdzenia, czy każdy idzie sam. On nie chciał. Nie znał planety, nie miał takich zdolności jak inni. Nie opuszczał planety Namek nigdy, więc to również było dużym minusem w relacjach, zachowaniu i tym podobnych. Nie chciał iść z Nihiliusem, bo ten wolał Broliego, który wydawał się potężną istotą. Shade uda się więc sam? Do tej ogromnej, wykrytej niedawno energii? Może to i lepiej, Sether nie chciałby się spotkać z kimś tak silnym. Pójście z Fu miało również inny powód. Był osobą decyzyjną, więc Sether nie musiałby się martwić, że miejsce które sfotografuje będzie nieodpowiednie, albo decyzja którą podejmie (a nie podejmował ich nigdy) będzie zła, przez co narazi kogoś na niebezpieczeństwo. Po słowach Nihiliusa, nameczanin mógł stwierdzić, że jest typem mózgowca dyplomaty. Używa bardzo ciekawych słów by przekonać innych do swoich racji i do siebie, jest aż nadto miły. Ale czy to tylko pozory? Ciekawe jak zachowałby się w sytuacji prowokacyjnej.
Haricotto
Haricotto
Admin/Time Patrol
Liczba postów : 1889

Góry       - Page 18 Empty Re: Góry

on Sob Wrz 07, 2019 8:30 pm
MG

Broly pokręcił głową na początku, ponieważ wolał udać się z Shadem. Niemniej jednak, nie mając większego wyboru, skinął głową i przystał obok Nihiliusa.
- Dobrze. - odpowiedział do Shade'a i uśmiechnął się delikatnie. Spojrzeniem odprowadził odlatującego Saiyanina.
Fu słysząc słowa Sethera, poderwał się na nogi i podszedł do niego. Wcześniej nie zwracał większej uwagi na słowa któregokolwiek z mężczyzn. Dopiero gdy temat zszedł na jego skromną osobę, ponownie włączył się do rozmowy. Objął Sethera ramieniem, jak starego, dobrego kumpla.
- No proszę, nie spodziewałem się! Niech będzie. - klepnął Nameczanina w klatę, po czym zabrał swoje ramię i stanął już normalnie.
- Będziemy jak Flip i Flap. Jak Pat i kot, kot i Pat, dwaj przyjaciele od laaat. - wyszczerzył swoje zęby, odwracając się zaraz twarzą do Nihiliusa.
- Mam nowego przyjaciela, sorry. - zaśmiał się cicho, po czym odwrócił się na pięcie i stanął nad przepaścią. Pokazał palcem w stronę małego punktu, który rysował się na horyzoncie. To prawdopodobnie była jakaś wioska. Tamtejsze rejony były pokryte śniegiem, a jeszcze dalej pięknie prezentowały się lodowe góry Tsurumai-Tsuburi.
Fu machnął ręką do Sethera, po czym zeskoczył w przepaść, wylatując po chwili wysoko na niebo.
_____
Sether z/t -> Jingle Village
Shade z/t -> Las Korin

_________________
Góry       - Page 18 Haricotto-Heaven
Nihilius Imperius
Nihilius Imperius
Liczba postów : 241

Góry       - Page 18 Empty Re: Góry

on Sob Wrz 07, 2019 8:56 pm
Zanim jeszcze zdążył się dalej ruszyć to usłyszał dalsze słowa Swoich kompanów. Najpierw Shade powiedział coś odnośnie tego, by Brolly go pilnował bo jeszcze jakaś go mucha strąci, na co się zaśmiał. Gdy powiedział, by na Siebie uważali to kiwnął głową.
- Prawda. Uważajcie na Siebie.
Odpowiedział, a te słowa kierował do wszystkich. Sether zaproponował, że uda się z Fu. Nie przeszkadza mu to, ba dobrze zrobili. Co prawda Fu chciał najpierw iść sam, ale z nim nigdy nie wiadomo. Zabawna z niego persona, a ktoś tego Nameczanina musi pilnować. Normalnie pewnie, by polecieli razem jak zwykle, ale uznał, że musi podbudować zaufanie legendarnego. Ten niechętnie się zgodził, ale kiedyś może się to odmieni. Odpowiedział tylko przeklętemu, a sam Imperius się nie odezwał na to słowem. W każdym razie okularnik powiedział, że się nie spodziewał i się zgodził klepiąc zielonego w klatę. Potem powiedział, że będą jak Flip i Flap, oraz jak Pat i kot, przy czym to ostatnie zaczął śpiewać. Następnie odwrócił się do mrocznego i powiedział, ze ma nowego przyjaciela. Na co ten tylko odpowiedział.
- Zazdrośnik. Jeszcze zatęsknisz.
Zaśmiał się również i ruszył razem z Brollym w kierunku energii, którą wyczuwał. Specjalnie ominęli ją tak, by przylecieli z pobliskiej większej góry. Najpierw obserwował tę dziwną postać. Złote włosy. Super Saiya-jin. Dlatego był taki potężny. Teraz aktualnie Sobie leżał. Ukrywali się, więc nie powinien ich dostrzec, ani wyczuć. Chociaż tutaj jest problem. Brollego da się wyczuć. Wyszeptał do Niego.
- Nie chcemy być zbyt szybko znalezieni. Postaraj się walczyć bez transformacji. Będzie to dla Ciebie dobry trening jak i wyzwanie, chyba, że Twoje, Moje, albo naszych kompanów, życia będą zagrożone. Lub jeśli dam Ci takie polecenie.
Najpierw powiedział na temat walki. Bał się, ze jak się przemieni to ktoś od razu ich zlokalizuje i będzie problem.
- Ja będę gadał i będę udawał, że jestem od Ciebie potężniejszy i Ty walczysz za Mnie, a jeśli ktoś Ciebie nie jest w stanie pokonać, to znaczy, że nie ma sensu, by walczył ze Mną. Postaraj się grać razem ze Mną i bądź w miarę blisko Mnie, by Mnie osłaniać. Nie zdradzaj im nic na Nasz temat.
Dodał jeszcze obserwując złotego wojownika. I zastanawiając się jak to wszystko rozwiązać. Skrzydła miał schowane, ale miał gabaryty dwóch metrów i chociaż był szczupły to ledwo dawał radę składać Swoje skrzydła. Musi to wytrzymać. Ogona również nie widać, ale rogi tak. Miał też założoną maskę. Przy okazji starał się wszystko mówić odpowiednio zmienionym głosem. Kiedy upewnił się, że wszystko jest gotowe to popatrzył się na Brollego i kiwnął głową, a następnie wznieśli się w przestworza i poruszali się wysoko w przestrzeni, tak by tamten ich widział. Gdy się upewnił, że go widzi to zatrzymał się i lewitując odezwał się.
- Witaj Saiya-jinie. Poszukuje pewnego kociego mędrca ponieważ mam do Niego sprawę. Czy znasz tu kogoś takiego?
Poczekał, aż ten mu odpowie najpierw po czym kontynuował.
- Wieści o Twoim bohaterstwie i wielkim zwycięstwie nad Armią Czerwonej Wstęgi rozeszły się po całej planecie i trafiły do Moich uszu. Jestem Liderem własnej frakcji i chciałbym Cie do Niej zaprosić.
Wystosował Swoją ofertę po czym dodał.
- Jak widzisz, Mój podwładny również jest Saiya-jinem zupełnie tak jak Ty, i wielu innych Twoich pobratymców również Mi służy.
Tym ostatnim zakończył Swoją próbę rekrutacji. Nie ukrywał, że to była idealna okazja, by pozyskać nową osobę do Swojej armii, a jak tej małpiasty widział, przy Nim stał postawny Saiya-jin, a trudno pozyskać ich zaufanie. To o czymś świadczy prawda? Co prawda przez rogi i czarny ubiór oraz maskę, może uznać, że jest kimś złym, ale to tylko pozory.
- Nie zwracaj uwagi na Mój ubiór. Po prostu mam taki styl. Lubie czerń.
Dodał wzruszając ramionami, jak gdyby od niechcenia. Najlepsze jest to, że to akurat była prawda w stu procentach. Zabawna ironia losu. Był ciekawy odpowiedzi i tutaj stał na przedzie, przed Swoim Brollym, by pokazać, że się nie boi. Tak naprawdę legendarny szybko powinien go zasłonić, a jak nie, to ma parę Swoich sztuczek. Z resztą to się okaże. Niedawno walczył z Armią, więc może i zaatakować kogoś wyglądającego tak jak On. Dlatego, wziął ze Sobą ochroniarza. Zauważył ciekawą rzecz. Ten nieznajomy nie miał saiyańskiego ogona. Ukrywał go? Był Halfem? Nie raczej nie. Pozory często mylą. Patrzmy na Shade'a.
Blade River
Blade River
Liczba postów : 288

Góry       - Page 18 Empty Re: Góry

on Sob Wrz 07, 2019 9:32 pm
Kenzuran podczas swojego odpoczynku i leżeniu na niewygodnym górzystym terenie, dostrzegł że jakiś cień pojawił się nad jego osobistością. Złotowłosy powstając na swoje nogi, przeciągnął się i za chwilę usłyszał jakiś dziwnie brzmiący głos. Wreszcie dostrzegając rozmówcę, Niebieskooki przybrał pozycję obronną, bo nie wiedział tak naprawdę z kim ma do czynienia. Ten zaczął wypytywać o jakiegoś kota, który podobno był jakimś tam mędrcem, a co go to tak naprawdę obchodziło. Wreszcie dając mu chwilę na skończenie pytania, Mężczyzna z utraconym ogonem odpowiedział mu oczywiście:
-Nie, nie znam nikogo takiego... - przymrużył delikatnie oczy, delikatnie spiął mocniej swoje ciało, bo nie wiedział czy wróg wykona jakiś ruch czy jednak nie. Wolał ciągle być czujny, jedna nieuwaga i za chwilę może się zrobić nieciekawie dla jego osoby, a na tą chwilę myślał że sobie chociaż trochę odpocznie. Wojownik dostrzegł, że nieznajomy ma rogi, najwyraźniej kolejny demon który chcę zniszczyć tą planetę, ale musiał teraz znowu odczekać aż ten skończy biadolić o tym jak dowiedział się o pokonaniu Czerwonej Wstęgi.

Młody Saiyanin wzdychając pod nosem, jeszcze bardziej spoważniał słysząc ofertę do dołączenia jakiejś frakcji zrobionej przez tego dziwoląga, nawet nie powiedział mu swojego imienia.
-To wieści muszą się szybko rozchodzić, czyli mam zrozumieć że jesteś od Beliala, jednym z jego sług? Myślisz że mi zamydlisz oczy i ściemnisz mnie tutaj, że mieszkałeś przez ten cały czas na tej Ziemi? Twoje niedoczekanie kłamco! - odpowiedział wrogo, jeszcze bardziej napinając swoje ciało, odczuwał że zaraz odpali swoją aurę mocy. Teraz dowiedział się o jego dość dużym towarzyszu, który podobno także jest Saiyan-jinem, czyli jego rodakiem. Syn Kellana nie spodziewał się, że jednak jeszcze jacyś rodacy przetrwają wybuch planety, ale skoro on mówi że przyłączył się do niego, nie mógł pracować dla tego Demona. Brat Klen wzdychając znów, rzekł w stronę zamaskowanego rogacza następująco:
-Hmmm, mogłem się co do ciebie pomylić, skoro jakiś Saiyan-jin tobie służy, to nie mogłeś pomagać Belialowi, on zniszczył naszą Planetę Vegetę, a nikt by raczej nie dołączył do kogoś kto pomagał Mordercy wielu istnień... - rzekł do niego, a potem nieznajomy opisał swój wygląd, że po prostu ma taki styl ubierania się. Tak jakby to Kenzurana obchodziło, mógłby równie dobrze być usmarowany kupą gandarka i też by było okej, ale nie musiał dodać że czerń to jego ulubiony kolor.

Złotowłosy przekręcając oczami, delikatnie się rozluźnił i teraz to on się odzywał tutaj jako pierwszy:
-No dobra, masz frakcję, wiesz co nie co o mojej osobie, ale jednak skądś miałeś te informacje. Gadaj mi tutaj prawdę, powiedz mi wpierw swoje imię, a nie tak bez kultury przylatujesz i dajesz propozycję dołączenia się, tak się nie robi. Wpierw chcę usłyszeć prawdę, nie sądzę że jesteś z Ziemi, wiedziałbym na pewno że jakieś nowe poziomy mocy się tutaj pojawiły, a nie było was jak Belial atakował tą planetę, musieliście przybyć nie dawno. - na chwilę zrobił tutaj pauzę, otrzepał swoją gołą klatkę piersiową i zaczął dalej mówić:
-Możemy się udać do Pałacu Wszechmogącego i zapytać się go czy może zna tego kocura, na szczęście zapamiętałem mniej więcej jak się tam leci, ale jednak zanim tam wyruszymy, chcę wiedzieć czy na pewno nie robisz jakiejś inwazji na tą planetę... - musiał być pewien, że to nie jest jakaś pułapka, wiedział że jakby chcieli go zaatakować to bardzo szybko odpali muskularną formę by przyjąć jakieś ciosy. Na razie wolał trzymać się od nich na niewielkim dystansie, nie ufał im jeszcze za dobrze, a i tak ten jegomościu z maseczką wiedział sporo, a może nawet za dużo.
Nihilius Imperius
Nihilius Imperius
Liczba postów : 241

Góry       - Page 18 Empty Re: Góry

on Sob Wrz 07, 2019 10:08 pm
Był gotowy zasłonić się Legendarnym jeśli, by była taka konieczność. Tym bardziej, że był paranoikiem. Czekał Sobie spokojnie na odpowiedź, ale niestety przerwał chyba wypoczynek małpiastemu. Gdy powiedział, że nie zna nikogo takiego to westchnął.
- Szkoda. Chyba, nie będę mógł pomóc Mojemu towarzyszowi.
Specjalnie to dodał bowiem, pewnie bohater mu nie ufał, co jest zrozumiałe i mógł znać, ale nie zamierzał nic powiedzieć na ten temat. Oczywiście, może się okazać tak, że i tak mu nie powie, bo ma wyrąbane, że nie da się kogoś ocalić. Wtedy kiepsko. Dodał, że wieści się szybko muszą rozchodzić. Nagle jednak zaczął coś pierdzielić o jakimś Beliarze i to, że jest od Niego, albo jednym ze sług co było dla samego Imperiusa nie do pomyślenia. Po pierwsze nikomu nie służy, a po drugie nikogo takiego nie zna. Został nazwany kłamcą i, że nie oszuka go, że mieszkał tutaj od zawsze. Najlepsze jest to, że nic takiego nie powiedział, że tutaj mieszka od zawsze. To Sobie sam dodał. Prychnął.
- Nie znam tego całego Beliala i nikomu nie służę. Jestem Sam Sobie Panem.
Na temat bycia kłamcą i mieszkania na Ziemi nic nie mówił, bo i tak małpa Sama Sobie to wszystko doliczyła. Mówił to wszystko pewnym Siebie głosem. I faktycznie tego typka nie znał. Może powinien? Na szczęście dodał, że może się pomylił skoro jakiś Saiya-jin mu służy to nie mógłby pomagać Belialowi. Gdy usłyszał resztę i czemu nie mógłby to, aż wykrzyczał.
- Co!? Zniszczył Planetę Vegetę!? Jak!?
Wprost nie mógł w to uwierzyć. Nie sądził, że cała planeta przestała istnieć. Oczywiście nie byłoby to, aż takie trudne, ale tam była masa dosyć potężnych małp. Planeta małp ot tak przestała istnieć? Popatrzył się na Brollego i położył mu rękę na ramieniu.
- Przykro Mi.
Odpowiedział zgodnie z prawdą. Było mu przykro, bo chciał zdobyć kiedyś tę planetę. Może mógłby ją odtworzyć kulami? To nie głupie. Co prawda Brolly może mieć to gdzieś, ale cholera wie. Nic na tym nie straci. I tak był szczerze tym zaskoczony. Musiała to być bardzo silna i zła istota. A morderca wielu istnień to była zabawna ironia bo saiyanie też często tacy są.
- Kim jest ten cały Belial? Jak silny jest? Co się z nim stało?
Zapytał będąc bardzo ciekawy. Jeśli gdzieś się podziewa to możliwe, że ma kolejnego potężnego rywala. Jak nie Szary Majin, to jakiś Belial.
W końcu odezwał się małpiasty. Wspomniał coś o Jego frakcji, że wie o nim, ale skąd miał te informacje. Ma gadać prawdę i wyjawić Swoje imię. Był uczony przez troglodytę dobrych manier i kultury. Śmieszne. Ale był dosyć sprytny. Zgadł, że nie jest z Ziemi bo wiedziałby skądś, że się pojawiły nowe poziomy mocy, i ich nie było, gdy Belial atakował, więc musiało to być niedawno. Po czym się otrzepał. Dodał też, że mogą się udać do pałacu wszechmogącego. Kimkolwiek ta osoba była i gdziekolwiek się ten pałac znajdował. Podobno może mieć informacje na temat kocura, ale zanim wyruszy to chce się dowiedzieć czy nie robi inwazji na tę planetę. Na co się zaśmiał. Jednak był dosyć naiwny, że o takie rzeczy pyta.
- Nazywam się Nihilius Imperius. Jestem Shinjinem. Albo Bogiem jak kto woli. Dlatego służą mi zarówno Saiyanie jak i Nameczanie, a przynajmniej ich część. Ten tutaj nie jest jedynym. A Ty Saiyanie? Jak Ciebie zwą? Kultura wymaga, by pierwszemu wyjawić Swoje imię, jeśli się o nie pyta.
Mógł również go okłamać i nie zdradzić Swojego imienia, ale i tak praktycznie nikt go nie znał, więc ma to gdzieś.
- Nie jestem z Ziemi. To prawda. Tym bardziej, że jestem Bogiem co mogę dosyć łatwo udowodnić na wiele sposobów.
Odpowiedział ponownie zgodnie z prawdą.
- Kim jest ten cały wszechmogący? A co do inwazji na tę planetę. Gdybym ją planował to raczej zostałbyś już zaatakowany. W końcu powinienem się pozbyć bohaterów najpierw prawda?
Odpowiedział żartobliwie. I zgodnie z prawdą. Nie robił aktualnie inwazji na tę planetę. Nawet nie planował. Był na to za słaby. Jego frakcja dopiero się rozwijała, ale z czasem kto wie.
- Po za tym nie zawsze ten kto robi inwazję jest zły. Dla przykładu, wyzwalam planetę od tyrana, albo ludzi ratuję od biedy i cierpienia. To chyba dobry uczynek prawda?
Zaśmiał się. Tak naprawdę wszystko da się wyjaśnić na Swoją korzyść.
- Z resztą od kiedy wojny są dobre czy złe. Liczy się tylko zysk. Coś o tym powinieneś wiedzieć prawda? Jesteś Saiyanem, a Twoja rasa uwielbia podbijać nowe planety. Wy możecie to robić, a inni już nie mogą? Z resztą co Ciebie interesuje ta planeta. O ile wiem, to nie jest ani Vegeta, ani Sadala.
Powiedział również o Sadali, by go zaciekawić. Może coś o niej wiedzieć więcej, że to ich dawna planeta, a dzięki temu może również sprawić, że byłby bardziej skłonny do Niego dołączyć. Podróż do tego całego wszechmogącego to nie był też taki zły pomysł. Może wie coś o Chocolayu.
Blade River
Blade River
Liczba postów : 288

Góry       - Page 18 Empty Re: Góry

on Sob Wrz 07, 2019 10:37 pm
Kenzuran wyczekując spokojnie na słowa rogacza, strzelił swoją szyją to raz na prawo, to raz na lewo. Złotowłosy usłyszał, że niestety ten cały zamaskowany gościu nie pomoże swojemu kumplowi. Oczywiście Niebieskooki nie wiedział o kogo chodzi, ponieważ pierwsze to co było to zapytanie czy może zna takiego kocura. Mężczyzna z utraconym ogonem słysząc kolejne słowa, zrozumiał że faktycznie mógł mu nie służyć, zawsze to mogło być kłamstwem. Krzyżując ramiona na swoim umięśnionym torsie, na razie nie chciał nic dodawać od siebie, był ciekawy dalszych pytań albo reakcji na jego słowa. Wreszcie Wojownik usłyszał spore zdziwienie ze strony tego nieznajomego czarnucha, który wypytywał jak ten potwór zniszczył Planetę, która posiadała mnóstwo silnych saiyańskich jednostek. Opuszczając swoje ramiona na nowo i zaciskając dłonie w pięści w gniewie, Młody Saiyanin odpowiedział zamaskowany Hrabiemu:
-To była pułapka, gdyby nie to że jeden mój rodak uratował mnie i innego Saiyanina, zapewne teraz by mnie tutaj nie było. Ja tak samo jak mój zaginiony kolega nic nie mogliśmy zrobić, Belial był zbyt potężny dla nas wtedy gdy zaatakował Vegete, ale gdy zaatakował Ziemie, praktycznie nic mu nie mogłem zrobić. Nie wiem co by się stało jakby teraz wrócił...GDYBYM BYŁ SILNIEJSZY, MOŻE BY WSZYSCY RODACY ORAZ RODACZKI PRZEŻYŁY!! - wykrzykując ostatnie słowa, wypuścił z siebie potężną aurę i teren pod jego nogami zamienił się w niewielki krater.

Nienawidził tego, myśleć o tym czy też wspominać, stracił jakąkolwiek szansę na zobaczenie swojego Mentora, rodziny oraz przyjaciół. Nie chciał także o tym myśleć, teraz dla niego najważniejsze było TUTAJ i TERAZ, a nie przeszłość. Słysząc dalsze słowa mrocznego rogacza, Syn Kellana trochę odetchnął i znowu odpowiedział:
-Wspólnymi siłami, Ja oraz inni obrońcy Ziemi pokonaliśmy go, ale niestety nie obyło się właśnie bez ofiar. Mojego towarzysza Gutsa oraz dwójkę innych Saiyan po wygranej bitwie, gdzieś ich przeniosło. Nie wiem czy to sprawiła pośmiertna Magia tego cholernego Demona, ale po prostu zniknęli z olbrzymiego krateru, gdzie przedtem został unicestwiony sam Belial. Jeśli nie jesteś od niego, uważaj na rasę Sakanianów, oni mu służyli i mogą teraz pewnie szykować zemstę, nie wiadomo co mają w planach. - powiedział to, nadal źle to wspominając, ale starał się tym razem powstrzymując kolejny wybuch gniewu. Teraz była dłuższa przerwa pomiędzy ich rozmową, aż tu nagle wiadome było jak miał na imię zamaskowany awangarda. Wysłuchując wszystkiego dokładnie, niestety Brat Klen musiał znowu zadawać pytania, a nie lubił za bardzo rozmawiać, wolał prać po mordach ale najwyraźniej ta planeta zmieniła jego nastawienie do wszystkiego:
-Shinjini? Nameczanie? Nie kojarzę w ogóle tych ras, najwyraźniej nas nie douczyli w Saiyańskiej Akademii. Znam tylko Tsufuli z którymi mieliśmy wieczną wojnę, a potem przybyli Sakanie, którzy wpierw byli pokojowo nastawieni, a tak naprawdę nas okradali z naszej krwi. - rzekł w jego stronę, a potem usłyszał jego kolejne słowa.

Czyli Kenzuran miał rację, ten jegomość Nihilius nie był z tej planety, musiał on nie dawno przybyć ze swoją "frakcją".  Teraz Wojownik zaczął wysłuchiwać jakim Imperius jest Bogiem i że mógłby to udowodnić i na pewno by go od razu zaatakował jakby szykował takową inwazję na tą planetę. Złotowłosy tylko jeszcze bardziej spoważniał, rzucając perfidny uśmiech i odpowiedział mu:
-To prawda, ale zawsze możesz mnie okłamać, nie wiem ile tak naprawdę was przybyło, skoro masz tą swoją frakcję, nie wiem czy już jej nie atakujecie, ale raczej nie, bo już na pewno bym walczył z twoim towarzyszem. - zerknął na chwilę wzrokiem na dość większego od niego pomocnika Nihiliusa. Za chwilę mroczny bożek dodał jeszcze że jest jakaś planeta oprócz Vegety pod nazwą Sadali. W ogóle jej nie kojarzył i to było dziwne, dlatego jeszcze musiał dodać od siebie te kilka groszy:
-Wszechmogący kiedyś był tak jakby....obrońcą tej planety, a tak naprawdę chyba jej w prawdzie rzeczy nie bronił. Teraz, gdy stał się jedną osobą ze swoim złym wcieleniem, nie wiem jakie ma w plany w swojej głowie On, a ja na tej planecie staram się i wyłącznie przetrwać. Nie obchodzą mnie te kulki, teraz tylko dbam o siebie, no i towarzyszy których poznałem lecz niestety musiałem się z nimi rozstać, na jakiś czas. Powiedz mi jeszcze, czym jest planeta Sadala i czemu ją postawiłeś obok Vegety, czyżby były one do siebie podobne? - zapytał i był gotów czekać na wszystkie odpowiedzi oraz na kolejne pytania ze strony Zamaskowanego rogacza.


Ostatnio zmieniony przez Blade River dnia Pon Wrz 09, 2019 4:22 pm, w całości zmieniany 1 raz
Nihilius Imperius
Nihilius Imperius
Liczba postów : 241

Góry       - Page 18 Empty Re: Góry

on Sob Wrz 07, 2019 11:30 pm
Spokojnie czekał ma to co powie do Niego Saiya-jin, a raczej co mu odpowie. Jak na niego zareaguje. Nie musiał długo czekać. Widział jego reakcję i złość. Gniew. Zacisnął dłonie i wręcz wycedził przez zęby. To była pułapka podobno i gdyby nie jego rodak to On i inny saiyan, by zginęli. Sam Belial był bardzo potężny na to wynika, Gdy zaatakował Vegete i ją unicestwił, a gdy zaatakował Ziemie to też nie był w stanie nic zrobić. Całkiem możliwe, że ten cały Belial był nawet kilkukrotnie silniejszy od tego tutaj osobnika. Ciekawe i mrożące krew w żyłach. Dodał, że jakby był silniejszy to może nikomu, by się nic nie stało przy czym wydarł się i odpalił Swoją złotą aurę, a przy tym utworzył pod nogami niewielki krater. Widać bardzo to nim wstrząsnęło, co go nie dziwiło. Podobno wspólnymi siłami, obrońcy Ziemi go pokonali. On. Jakiś Guts i dwójka innych saiyan. Innych saiyan, czyli ten cały Guts również powinien, być saiyanem. Zapewne tak silnym jak ten tutaj. Jeden z tych saiyan, może to ten cały Guts o, którym wspomniał na początku również z nim uciekł wcześniej. Ale po bitwie ich przeniosło. Dziwne. Użył jakiegoś zaklęcia? Urządzenia? Techniki? A może sami znali taką technikę, a Kenzuran po prostu jej nie znał i mylnie uznał, że zniknęli z powodu śmierci nieprzyjaciela.
- Jesteś pewien, że to nie była żadna technika teleportacyjna?
Zapytał. Zapewne nie, ale był sprytny. Może użyje mózgu i uzna, że tak też mogło być. Czyli jest tutaj minimum czwórka potężnych saiyan.
- Tylko Saiyanie bronili Ziemii? Nikt inny? Czwórka Saiyan powstrzymała tak potężną istotę? Nie chce mi się w to wierzyć.
Niezbyt ufał, że ktoś tak silny zginął podczas walki z czwórką małp. Było to nie do pomyślenia. Oczywiście tak naprawdę wiedział, że byli inni obrońcy Ziemi. Udawał głupiego i specjalnie powiedział tak, jakby źle zrozumiał, by saiyan mu opowiedział coś więcej na ten temat. A Ci co zniknęli to podobno ofiary. Zniknęła trójka. Zabawne, że zapewne użyli techniki, a On ich uznał za ofiary. Ma uważać na rasę Sakanianów. Dziwne. Chyba ich nie kojarzył. A powinien. Bardzo dziwne.
- Sakanianie? Co to za rasa?
Zapytał. Cholera, chyba przez tamtą amnezję zapomniał o wielu ważnych rzeczach. Pewnie każdy shinjin to wiedział. Może Sobie przypomni. Najwidoczniej nie kojarzyl też ani Shinjinów, ani Nameczan. Musiał przyznać, że ten osobnik był rozgadany. Bardzo go to c ieszyło. Saiyańska akademia. Tsufule z którymi mieli wieczną wojnę. To akurat pamiętał. Ale Sakanie? Ich nie kojarzył. Najpierw pokojowo nastawieni, ale wykradali ich krew i ich wykiwali. Nieźle. Godni przeciwnicy. Może skoro teraz nie mają przywódcy to będzie miał szansę ich namówić siłą do służenia mu. Albo nawet i bez tego. Co do tego, że zawsze mógł go okłamać to nie odpowiedział. Ale odnośnie reszty to inna sprawa.
- Jesteś bardzo mądry bezimienny saiyanie. Mam się do Ciebie zwracać per Bezimienny? Czy może jakoś się nazywasz.
Najpierw go pochwalił, by uderzyć do jego ego, a potem zapytał ponownie o imię, żartobliwie.
- Co do frakcji. Jest w miarę duża. Ale nie na tyle, by podbić tę planetę. Może kiedyś tak. A może nie. Tego raczej nikt nie wie. Z resztą Wy saiyanie i tak je podbijacie, więc to raczej bez różnicy.
Ponownie mógł kłamać, bądź i nie. Dowiedział się też na temat Wszechmogącego. Podobno to był obrońca planety, ale jej nie bronił. To niezły obrońca. Teraz stał się jedną osobą, ze Swoim złym wcieleniem. Co? Tego już nie zrozumiał.
- Jak to jedną osobą, ze Swoim złym wcieleniem?
Dopytywał. To go bardzo zaintrygowało. Ale gdy usłyszał o smoczych kulach to był lekko zaskoczony, że jednak śmiertelnik o nich wie. Ale tylko lekko, bo nie jest to niemożliwe.
"- Skąd On o nich wie?"
Zapytał Sam, Siebie. Ale dobrze, że mu o tym przypomniał. Będzie musiał je odnaleźć i zdobyć. Chociaż skoro On o nich wie, to reszta pewnie też wie. Nie tylko On, może się starać je zdobyć, a skoro jest tutaj wiele osób silniejszych od niego to będzie problem. Go to nie obchodziło bo dba o Siebie i Swoich towarzyszy. Następnie zapytał o planetę Sadalę, i czemu ją postawił obok Vegety, pytając czy są podobne.
- Ależ oczywiście. Mają coś wspólnego ze sobą. Tylko najpierw proszę wyjaśnij Mi czym są te całe Smocze Kule. W zamian ja Ci powiem coś o Sadali i sądzę, że te informacje Ci się bardzo spodobają. Mogę dodać, że to jest planeta bardzo ważna dla Saiyan. Bardzo. Ważna. O wiele ważniejsza niż Vegeta.
Starał się go zainteresować i rzucił przynętę. Ale tak naprawdę tylko go sprawdzał, bo wiedział o nich prawie wszystko i zapewne więcej niż ten małpiasty. Ciekawe czy ten, Wszechmogący ma coś z Nimi wspólnego. W końcu Guru jest z nimi związany. Tak też może być i w tym przypadku.
- Zaciekawiłeś Mnie tymi smoczymi kulami. Jeśli Mi zdradzisz wszystkie informacje na temat tych całych smoczych kul i czymkolwiek one są oraz gdzie są, o ile wiesz, to ja się odwdzięczę tym samym. Umowa stoi?
Zapytał ponownie jak gdyby od niechcenia. Jakby go to tylko normalnie ciekawiło. Dalej go tylko testował. Udawał, że nic o nich nie wie. W końcu to byłoby podejrzane, gdyby wiedział prawda? Złotowłosy część jego pytań olał, ale to nie było istotne.


Ostatnio zmieniony przez Nihilius Imperius dnia Nie Wrz 22, 2019 5:33 pm, w całości zmieniany 2 razy
Blade River
Blade River
Liczba postów : 288

Góry       - Page 18 Empty Re: Góry

on Nie Wrz 08, 2019 12:23 am
Kenzuran dalej słuchając rogacza, oczywiście usłyszał zapytanie czy to mogła być jakaś technika teleportacyjna. Złotowłosy niestety nie znał żadnych takich technnik prócz latania, no i oczywiście używanie kapsuły kosmicznej w celach wypraw na inne planety. Niebieskooki wzdychając pod nosem, za chwilę odpowiedział Nihiliusiowi:
-Możliwe że tak było, aczkolwiek wydaje mi się że to mogła być sprawka Beliala, zabrał jednak dwie silniejsze osoby, które broniły Ziemi. Niestety mojego towarzysza w to nie wliczam, nawet nie ruszył palcem by zaatakować Demona, najwyraźniej był zbyt przerażony... - no i znowu to go bardzo wkurzyło. Wiedział, że Towarzysz na Vegecie chciał pokazać tak naprawdę kim są Saiyanie, ale może naprawdę ta planeta na którą trafili, zmieniła go w takiego tchórza ale nie mógł w to uwierzyć, nie po tym wszystkim. Kolejne pytanie miało wskazać kto jeszcze bronił Ziemi, a że Wojownik nie miał skrupułów skrywać kto jej bronił, był szczery i to wyjaśnił:
-To prawda, nie tylko moi rodacy brali w tym udział. Był pewien Ziemianin, jakiś dziwny jaszczur koloru czarnego, który posługiwał się mieczem i chyba to wszyscy, było nas tylko sześcioro... - nie wiedział niestety o istnieniu Kido, który był we wnętrzu Gutsika.

Kolejne pytanie było dość oczywiste, kim są Sakanianie. Młody Saiyanin tylko dziko prychnął i także na to pytanie odpowiedział:
-To Rasa ryboludzi, którzy zazwyczaj chcą podpisać traktat pokojowy, a następnie całą krew jaką się im przekazują, oddawali swojemu Panu Belialowi, teraz pewnie jakieś ich resztki oddziałów panoszą się po kosmosie, zapewne kiedyś ich spotkamy jeszcze, tak mi się wydaje. - odpowiedział i rozłożył bezsilnie dłonie na bok. Kolejne pytania padały, a Mężczyzny z utraconym ogonem powoli zaczynało to nudzić, ale nie miał nic do ukrycia, chciał tylko przetrwać. Znowu padło zapytanie jak on ma na imię, a potem tłumaczenie że frakcja tego całego Imperiusa nie jest tak spora by podbić tą planetę. Tutaj też uderzył w czuły punkt, bo Saiyan już tak naprawdę nie było, nie mieli jak podbijać kolejnych planet:
-Jak przedtem słuchałeś mnie dokładnie, Saiyanie zostali wymazani jak na razie całkowicie przez tego demona, a moje imię to Kenzuran...niskiej klasy Wojownik. Teraz na pewno mógłbym pokonywać Saiyańskie elity, ale nawet nie mam jak tego sprawdzić, wszyscy są martwi. - odpowiedział i znów furia bulgoczącej krwi zrobiła większy krater pod stopami Syna Kellana. Brat Klen znowu musiał ochłonąć, jego aura mocy znowu zniknęła i padło pytanie o co chodzi z tym wcieleniem i połączeniem.

Kenzuran westchnąwszy, także na to odpowiedział:
-Spotkałem taki gang po drodze, który mi wyjaśnił w skrócie że był demon, który chcąc się stając tym Wszechmogącym, musiał wyrzucić z siebie całe zło, a przez to że go uwolnili, ci znowu stali się jednością i podobno kule przez to przestały działać, ale dzięki temu zniszczyliśmy Armię Czerwonej Wstęgi. - powiedział, tak jakby wcale go to nie obchodziło. Fakt faktem mógł użyć smoczych kul do wskrzeszenia jego rodowej planety, ale musiał się najbardziej martwić o siebie i o bliskie mu osoby. Teraz była najciekawsza część wymiany zdań, gdyż Bożek zaczął dopytywać się o smocze kule, a w zamian wyjawi mu o co chodzi z tą planetą Sadalą. Złotowłosy spojrzał poważniej na dwojga osób, które unosiło się nad nim w powietrzu i odpowiedział:
-Hmm, czy ty chcesz mnie podpuścić, myślisz że jestem głupi?? Oczywiście, że nie jestem, dlatego też mogę ci tyle powiedzieć, że smocze kule spełniają podobne jedno życzenie, jest ich na pewno jakaś tam ilość, ale nie pamiętam dokładnie. - powiedział, będąc bardzo szczerym. Teraz czas na jego pytania oraz pomysły co mogą zrobić dalej, prawda? Niebieskooki patrząc na niego, musiał mu zadać konkretne pytanie, bo skoro tamten był bogiem(skoro się uważał za takiego), to musiał sporo wiedzieć.

Spojrzał głębiej w jego boskie ślepia i rzekł do niego:
-To teraz ja ci zadam pytanie, skoro uważasz się za takiego boskiego. Kim jest "Perfekcyjny Android"? jeden taki Doktor Gero, który pracował dla Czerwonej Wstęgi, pogroził nam i krzyknął że kiedyś wróci ze swoim perfekcyjnym androidem po zemstę, wiesz co miał na myśli? - zapytał się i go znów skrzyżował dłonie na swojej klatce piersiowej. Chyba tak naprawdę nie miał więcej pytań i zanim jeszcze dał powiedzieć cokolwiek Rogaczowi, dopowiedział ostatnie swoje zdania:
-Jeśli to wszystkie twoje pytania, możemy wyruszać do Daimao, on pewnie będzie wiedział więcej ode mnie... - to było dziwne, że chcę się wybrać z nieznajomym, którego dopiero poznał. Oczywiście chciał go sprawdzić, ale na razie nie miał złych zamiarów, a jako Wojownik także musiał raz na jakiś czas odpocząć od walki.
Nihilius Imperius
Nihilius Imperius
Liczba postów : 241

Góry       - Page 18 Empty Re: Góry

on Nie Wrz 08, 2019 1:34 am
Dalej słuchał małpiastego złotowłosego wojownika. Nie wykluczał takiej możliwości, ale jednak możliwe, że to była sprawka tego całego Beliala. Zabrał dwie najsilniejsze osoby i tego całego Gutsa jego kompana z Vegety. Który okazał się być tchórzem. Saiyan tchórz. A to nowość. Ten cały Belial podobno był demonem. Ciekawe czy wyglądali podobnie. Możliwe, że jakby go zobaczył to, by go zaatakował.
- Ja również wyglądam jak demon, ale jestem Bogiem. Niestety wielu ocenia książkę po okładce. Jesteś sprytny, wiec ufam, że jesteś inny jeśli chodzi o takie ocenianie.
Dodał podobnie uderzając w jego ego. Nie spodziewał się spotkać tutaj tak inteligentnego Saiyana. Najpierw Shade. Teraz On? Nagle Saiyanie stali się mądrzejsi? A może to przez utratę planety. Tego nie wie. Nie tylko jego rodacy brali w tym udział. Ziemianin i jakiś czarny gad z mieczem. Niestety było wiele czarnych gadów, ale pierwsze co mu przyszło do głowy to najbardziej znana gadzia rasa.
- Czy był to humanoidalny gad, z możliwością zmieniania form? Jak wyglądał?
Zapytał. Jak dobrze pamiętał te gady zwane changelingami miały wiele różnych form. Była ich tylko szóstka. Ziemianin. Gad i czwórka saiyan. I tak dziwne.
- Ciekawe, że saiyanie bronili nie Swoją planetę.
Powiedział odnośnie tego tematu. Dziwna sprawa. Dowiedział się też co to za rasa. Ci Sakanianie. Niby podpisali jakiś traktat pokojowy, co jest w sumie błędne bowiem traktat się podpisuje jeśli się z kimś prowadziło wojnę. Przy okazji brali krew i przekazywali ją Swojemu panu. Ryboludzie. Krew dla Pana. Z czymś mu się to kojarzy. Nieważne. Podobno ich resztki przetrwały. Będzie musiał na nich uważać, i raczej nie będzie im ufał. Dobrze, że ma Swoje techniki. One załatwią sprawę.
- Zawsze mogę ich zdobyć dla Swojej sprawy, ale jeśli jest tak jak mówisz, to chyba nie mogę im ufać. Nawet jeśli ich Pan teraz nie żyje to jest wiele sposobów na powrócenie z martwych.
Parę z nich znał oczywiście, w końcu był bogiem. Potem odezwał się, że jeśli słuchał go dokładnie to wie, że zostali wymazani i wreszcie też zdradził Swoje imię. Kenzuran. Oczywiście, że go słuchał dokładnie. W końcu ładnie mu wszystko wyśpiewał. On również mu parę rzeczy zdradził i powiedział. Byli wobec Siebie fair. Dlatego słuchał tego co mówi bardzo dokładnie.
- Chodziło mi o kiedyś. Teraz też, by tak było. Z resztą jest parę sposobów na przywrócenie ich do życia razem z planetą. Ale to mogłoby być ciężkie.
Ponownie go zainteresował. Niestety coś takiego byłoby bardzo, ale to bardzo ciężkie, bez używania Nameczańskich kul. Powiedział mu coś o jakimś gangu, który mu powiedział, że ten były demon, by stać się wszechmogącym musiał wyrzucić z Siebie całe zło. Teraz się ponownie połączyli i zło dominowało w tym. Czyżby to była jakaś technika, albo zaklęcie? Możliwe. Tak czy owak dzięki temu zniszczyli Armię Czerwonej Wstęgi.
- Co to za gang? Jest dosyć spory? I kim jest ten nowy wszechmogący. Jest silny? Co potrafi? A co ważniejsze. Jakim sposobem byliście w stanie pokonać armię czerwonej wstęgi? Pomógł Wam ktoś? Dał Wam większą moc? Ten cały gang był liczny? Czy może to Wasz nowy wszechmogący się tym zajął?
Bardzo go to ciekawiło bo to oznacza, że jest tu również ktoś zły, na kogo jest zmuszony uważać inaczej może cierpieć. Raczej nie da mu rady, bo pewnie jest silniejszy od tego całego Kenzurana. Dlatego dobrze, że miał Brollego po Swojej stronie.
- Ta cała Armia Czerwonej Wstęgi. Słyszałem, że byli tyranami. Byli silni? Liczni? Czemu okazali się, aż tak wielkim zagrożeniem dla tej planety?
Odpowiedział w ogóle zaskoczony tematem całej tej wstęgi. Czy naprawdę, byli aż tacy groźni? Następnie zaczął go niby pytać, czy chce go podpuścić i uczy uważa go za głupca. W sumie tak nie było. Ogólnie mógł być karmiony fałszywymi informacjami, więc brał to pod uwagę. Ale dodał, że spełniają jedno życzenie. Mniej niż na Namek, ale może po prostu nie znał dokładnej ilości. No i nie wiedział z tego co słyszy ile ich jest. Pewnie siedem. Ale nie spodziewał się, że one tutaj będą. Miłe zaskoczenie. Będzie musiał je jakoś odnaleźć. Ale tu leżał problem. Nie wiedział jak je znaleźć. Nameczańskie, były we wioskach, a te? Cholera wie. Będzie musiał pogadać z tym całym Wszechmogącym. Dostał informację, więc postanowił się również podzielić czymś na temat Sadali.
- Sadala jest prawowitą planetą Saiyan. To właśnie z niej pochodzi cała Saiyańska rasa. Większość uciekła przed kataklizmem. Ba. Planeta, wciąż istnieje. I wciąż istnieją saiyanie. Moi podwładni, są na to dowodem, bowiem, są właśnie z Sadali. W większości przypadków oczywiście.
Zdradził mu główne informacje na temat planety. Tak jak obiecał, i słowa dotrzymał. Teraz to małpiasty mu zadał pytanie. Kim jest perfekcyjny android. Android to wie co to jest, bo sam jest naukowcem. Ale perfekcyjny? Podobno jakiś Doktor Gero pracował dla Armii i pogroził, że wróci razem z nim na Ziemię po zemstę. A to ciekawa informacja.
- My Bogowie głównie mamy informacje na temat rzeczy naturalnych, życia i tym podobnych. Nie sztucznych. Mimo to sądzę, że pewnie chodzi o jakiś nowy rodzaj androida. Taki, którego jeszcze nie widział kosmos. Radzę się przygotować do tej walki.
Specjalnie o tym powiedział, bowiem interesowała go jeszcze jedna rzecz. Dodał, że jeśli to wszystkie pytania to mogą ruszyć do Daimao. On może coś wiedzieć. A wcześniej była mowa o wszechmogącym. Zapewne to właśnie jego imię. Daimao. Dobrze, że zapytał jak silny jest i co potrafi. Jeszcze mu się nie śpieszyło. Pewnie będzie zagrożeniem. Z resztą była jeszcze jedna sprawa.
- Zaraz. Mówiłeś, że na Vegecie byłeś bezsilny tak samo przy spotkaniu z Belialem. Jakim cudem jesteś teraz tak silny? Czy coś wypiłeś? Miałeś potężnego i mądrego mistrza? Cudowny trening? Jak to jest możliwe, że urosłeś, aż tak w siłę, strzelam, że w raczej krótkim odstępie czasu.
Specjalnie zapytał czy wypił, może jednak wiedział coś na temat wody. Może nie. Po za tym i tak go interesowało to jakim cudem stał się, aż tak silny. Bardzo dziwna sprawa. I bardzo ciekawa. On też miał parę takich możliwości. Ba. Może dzięki temu ten do niego dołączy o ile pożąda większej mocy.


Ostatnio zmieniony przez Nihilius Imperius dnia Pon Wrz 09, 2019 4:08 pm, w całości zmieniany 1 raz
Sponsored content

Góry       - Page 18 Empty Re: Góry

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach