Pustynia

Strona 6 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Pustynia

Pisanie by Admin on Sob Lip 09, 2016 4:14 pm

First topic message reminder :

Ogromna część planety, jaka pokryta jest tylko i wyłącznie piaskiem. Noce bywają tutaj bardzo chłodne, zaś dnie mogą okazać się zabójcze. Słońce pali niemiłosiernie, dodatkowo nagrzewając piasek, który parzy podczas bezpośredniego kontaktu ze skórą.
Mimo tych ekstremalnych warunków, te tereny zamieszkałe są przez zwierzęta. Jedne mniej, drugie bardziej groźne...
avatar

Admin
No.1 Whis' Fanboy

Liczba postów : 321

http://dbanotheruniverse.forumpolish.com

Powrót do góry Go down


Re: Pustynia

Pisanie by Shiro on Sro Gru 20, 2017 7:03 am

Najpotężniejsi jak na razie przedstawiciele obu stron barykady stanęli naprzeciw siebie. Nakrapianiec nachylił się, mrużąc oczy, jakby szukając na odzieniu Kaioshina jakiegoś identyfikatora, by móc zwrócić się do niego imieniem. Ten przewrócił oczami i oszczędził mu lustracji.
-Shiro - rzekł w niemalże tym samym momencie, w którym kapelusznik przypomniał sobie jego miano. Owy na samym początku odruchowo zaczął ładować energię, lecz, zważywszy na sytuację, zaniechał. Czegoś od niego chciał.
Honoberuto nie wyglądał zbyt przyjaźnie. I to pomimo stroju godnego profesjonalnego klauna. Ale być może to dlatego, że po prostu był Changelingiem. W każdym razie, nie przeszedł od razu do ofensywy, choć jego kompani zostali zaatakowani z obu stron. Było to dziwne, ale jakoś nie przeszkadzało bogu. Jak można było się domyśleć, jaszczur chciał rozmawiać.
No szlag. Już wolałby dostać od niego w pysk. Miał teraz z nim gadać? Jasne, prawdopodobnie uniknie wielu strat i kupi sojusznikom trochę czasu, ale... Cóż, zwyczajnie tego nienawidził. A i tak już sporo się namielił jęzorem w helikopterze. Przechylił głowę.
- Wiesz co? Też średnio się w tym wszystkim orientuję a i niezbyt zależy mi na dobrym wizerunku moich przełożonych... ale nic za darmo. Proponuję prostą wymianę. Informacje o nas w zamian za informacje o was - na powrót zmaterializował w dłoni opróżnioną już do połowy flaszkę trunku. Taka sama, lecz pełna, pojawiła się przed Honem. - Swoją drogą, napiłbyś się? - chciał pokazać, że nie ma wobec niego wrogich stosunków. Przynajmniej na razie.
avatar

Shiro
Wschodni Kaioshin

Liczba postów : 307

http://www.strawpoll.me/12564308

Powrót do góry Go down

Re: Pustynia

Pisanie by Haricotto on Czw Gru 21, 2017 6:57 pm

MG

Honoberuto stanął naprzeciw Shiro. Gdyby obecne wydarzenia były animowaną wersją, zrobioną w stylu "Z", w tle przygrywałaby melodia, która idealnie współgrała z narastającym uczuciem niepewności i tajemniczości. 
Patrzyli na siebie, a atmosfera wokół nich zagęszczała się. Jeden patrzył w oczy drugiemu. Wiatr powiewał, sprawiając, że ciepło powietrze pieściło ich twarze. Włosy Shiro, jak i jego płaszcz, powiewały lekko, podobnie jak wstążki i peleryna Honoberuto. Czas jakby się zatrzymał, biorąc ze sobą do towarzystwa ciszę, która nastała momentalnie.
W końcu, przemówili...

Arystarch nie tracił jednak czasu, od razu rzucając się do walki na Lewusa, który zgodnie z poleceniem Honoberuto udawał się w stronę przyjaźniejszego Vodorostowi miejsca. Kapsułka z ciekłym azotem pofrunęła w stronę Lewusa, który ujrzał ją, ale mając ograniczone ruchy przez zawieszonego na jego rękach Vodorosta, nie mógł jej uniknąć. Odchylił się i odwrócił do niej plecami, a ta wybuchła, pokrywając jego plecy. Głośno zasyczał i zawył, prawie wypuszczając ze swoich objęć swojego przełożonego. Niedługo po tym, na plecach zaskoczonego Lewusa pojawił się znak "X", który był pamiątką pozostawioną przez Arystarcha. 
Arisu stała w gotowości, trzymając w dłoniach swoją bojową suszarkę. Po chwili obok niej zatrzymał się Lubbock, Akame i Leo, przyglądając się temu, co wyprawiał Arystarch i Ranzoku, który...
Niczym strzała wybił się do góry, zbierając energię Ki w swojej dłoni. Zaraz jednak zmienił kierunek lotu i zaczął pikować w dół, przecinając powietrze swoją nogą, co wydawało przy tym znajomy świst. Lewus uniósł swoją głowę ku górze, słysząc dziwny świst i w ostatniej chwili, tanecznym krokiem, przekręcił się wokół własnej osi, co sprawiło, że uniknął ciosu. Nie spodziewał się jednak nadchodzącego sierpowego, który wybiłgo z rytmu. Ten cios miał największe znaczenie, ponieważ sługus wypuścił z rąk swojego pana, który skierował się w stronę piachu, zanurzając się w nim i tracąc jeszcze więcej sił. Fasolka Senzu przydałaby mu się jak nigdy, ale Honoberuto był nieugięty!
Ranzoku jeszcze w tym samym czasie, w którym Vodorost uderzył o glebę, wykonał technikę, która mocno dotknęła zdezorientowanego Lewusa. Pofrunął do góry, a po kilku metrach zaczął opadać, aż w końcu runął z hukiem na glebę.
Prawus stał jak wryty, wykonując polecenie Changelinga. Miał się wycofać i nic nie robić, ale widać po nim było, że aż rwał się do tego, by pomścić upokorzenie swojego brata.
_____
Kolejka dowolna.

_________________
Sūpā Saiya-jin:


avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1171

Powrót do góry Go down

Re: Pustynia

Pisanie by Arystarch on Czw Gru 21, 2017 8:52 pm

Czyli jednak przeciwnik dostrzegł małą kapsułkę, która w niego poleciała? Zwraca uwagę na takie szczegóły i nie lekceważy małych rzeczy, więc pewnie walka będzie nieco trudniejsza niż przewidywał na początku. A szkoda, bo liczył na element zaskoczenia, chociaż z drugiej strony szklanka była do połowy pełna. Ciekły azot z czasem spowoduje dotkliwe odmrożenia na ciele Lewusa. Arystarch nawet nie zwrócił w pierwszej chwili uwagi na to, że jego plan miał pewien mankament. Tamtemu pewnie krwawienie ustanie w miejscu, gdzie został cięty i trafiła go kapsuła, no ale cóż… nie można mieć wszystkiego, a bioandroid miał ochotę jeszcze trochę posiekać swojego przeciwnika.
Białowłosy dostrzegając lecącego blondyna, odsunął się by przypadkiem nie oberwać nadlatującą kombinacją. Był szybki. Bardzo szybki, a na dodatek przygrzał tamtemu dostatecznie mocno, by ten wypuścił Vodorosta z rąk. W sumie podobała mu się ta ksywka Sushi Master, a szkoda byłoby ją stracić. Pozostało zająć się rybiakiem, gdyż Ranzoku posłał Lewusa w siną dal, a Shiro wraz z jaszczurem byli zajęci sobą. Jakież to było romantyczne, gdy oboje patrzyli tak na siebie na tle grzejącego jak piekło Słońca. Gdyby nie był w swoim psycho-mode pewnie wzruszyłby się widząc taką miłość ponad podziałami. Nawet jeśli jest to love-hate relationship. Żarty na bok, bo wypadało skończyć to co się zaczęło. Bioandroid zaczął lecieć w stronę leżącego kumpla Lewusa. Był już na skraju życia i śmierci, więc nici z torturowania go. Co innego odciąć głowę, by nabić na tyczkę.
Nauka Vaporize
Wewnątrz bioandroida buzowała adrenalina, a sama obecność w trudnym środowisku oraz gotowość do walki poskutkowała uaktywnieniem się komórek saiyańskich wewnątrz niego. Odczuwał to jako pewien rodzaj ekscytacji, a tak naprawdę chodziło o pewną wiedzę zamknięta w komórka. Istniało coś takiego jak pamięć genetyczna, dzięki której człowiek potrafi dostrzegać zagrożenie i unikać go. Podobnie było z komórkami wewnątrz bioandroida, które nie tyle ostrzegały przed niebezpieczeństwem, a oferowały pewną wiedzę i możliwości. Nigdy wcześniej Arystarch jakoś specjalnie mocno nie trenował, a potrafił wykonać ki blasta czy chociażby latać, a przyswajanie wiedzy z dziedziny walki również przyszło mu szybko. Zaraz za saiyańskimi komórkami, zadziałały również te demoniczne, bardziej mistyczne można rzecz. Wszystko to za sprawą tych pierwszych, które wywołały reakcję łańcuchową w jego ciele. Całość działa się w ciągu sekund, chociaż bioandroidowi te chwile niepewności dłużyły się niemiłosiernie.
Przez moment Arystarch wpatrywał się w swoją dłoń, zaciskając i rozluźniając uchwyt na katanie. Jego oczy zaświeciły się na czerwono i po chwili zgasły, powracając do swojego poprzedniego stanu. Poczuł jak energia w nim buzuje, jak nieznośna jej ilość chce uwolnić się z jego rąk, dlatego wycelował dłoń pod siebie, wyrzucając kiechae złożone z czerwonego Ki. Czuł się z tym faktem bardzo nieswojo, że coś nagle zareagowało w jego ciele. Nie wiedział kim jest, ale jego ciało samo reagowało. To przez tą utratę pamięci, która nastąpiła wtedy w tamtej kapsule. Część rzeczy po prostu z opóźnieniem wracała do jego głowy, a mięśnie na nowo przypominały sobie ruchy, które miał zaprogramowane w mózgu.
Musiał bardzo dziwnie wyglądać, gdy wypalił energią w przestrzeń, dlatego energicznie potrząsnął głową i wrócił wzrokiem do swojego celu. Na szczęście pod nim nikogo nie było, dlatego wyrzucona energia nie poczyniła nikomu szkód. Poza piaskiem, który od gorąca zwyczajnie zamienił się w szkło.
Koniec nauki Vaporize
Postanowił szybko zająć się leżącym na ziemi przeciwnikiem. Rzucił w niego 3 ampułki ze skoncentrowanym chlorem oraz telekinezą posłał swój miecz. Dokładnie to ostrze, które otrzymał od Ruchu Oporu. Miał zadziałać jak szpikulec, którym nabija się jedzenie, a prędkość i siłe rzutu zwiększała jeszcze telekineza. Arystarch nie celował w głowę jak wszyscy rzeźnicy, tylko na wysokości serca, by od razu dobić cel i mieć pewność, że zginie. Mimo tego, że sprawianie bólu przeciwnikowi sprawiało mu przyjemność to jednak głupi nie był. Szczerze to nie miał bladego pojęcia do czego postawiony pod ścianą rybiak mógł być zdolny, a z tej pozycji miał naprawdę świetną sposobność, by zaskoczyć białowłosego. Jego zadaniem tutaj było zlikwidowanie celu, a jak skończy z tym to przyjdzie czas na Lewusa. Zostawił mu zresztą już bardzo ładną pamiątkę na plecach.
Jedynym zagrożeniem mógł być ewentualny powrót sługusa lub włączenie się do walki tego drugiego, dlatego Arystarch kontrolnie zerkał w stronę Prawusa. Gdyby tamten postanowił mu przeszkodzić, wtedy bioandroid pośle w niego 3 ki blasty i sam zacznie lecieć w kierunku swojego miecza, by móc spróbować pierwszemu dorwać się do Vodorosta i go dekapitować. Rzecz jasna jeśli tamtemu udałoby dostatecznie szybko dojść do swojego szefa, Aryś postanowił pobawić się jego kosztem. Wiedział, że tamci mają magiczne fasolki właśnie dzięki Shiro, dlatego trzeba uciec się do bardziej wyszukanych metod. Telekinezą wyrwałby fasolę z ręki tego kogoś i wrzucił głęboko w piasek. Ciągnąc pod nim stopniowo w swoją stronę, tak by maksymalnie utrudnić zadanie przeciwnikowi. Swoją drogą tak teraz jak się zastanowił to uznał, że krew bardzo słabo nadaje się do malowania pustyni. Wsiąka w piasek i wiatr to rozwiewa nie zostawiając po tym śladów. Był bardzo nieusatysfakcjonowany z tego powodu, więc nawet nie będzie mógł się dłużej pobawić. Jego dzieło zostanie pożarte przez wiatr i pustynie.
avatar

Arystarch

Liczba postów : 88

Powrót do góry Go down

Re: Pustynia

Pisanie by Honoberuto on Czw Gru 21, 2017 10:14 pm

Honoberuto wpatrywał się przez cały czas w Shirona, więc nie mógł do końca znać szczegółów tego co dzieje się z Lewusem i Vodorostem. Ale z tego co słyszał za swoimi plecami i z wychwytywanych co jakiś czas wzrokiem reakcji Prawusa mógł się domyślić, że nic dobrego. Nie zamierzał jednak ich chronić, bo zależało mu na rozmowie z bożkiem, który właśnie zaproponował mu flaszkę jakiegoś trunku. Honoberuto chwycił ją i powiedział:
-Chętnie się napiję, suszy mnie trochę.
Tu pociągnął mały łyczek i zbadał smak cieczy. Niezależnie od tego jaka była, połknął ją, bo jego gardło faktycznie było suche i nade wszystko pragnące wody.
-Dobry pomysł - zagaił Shinjina. - Nie mam nosa, więc nie miałbym jak wykryć trucizny. Na razie nie czuję nic złego, ale w razie czego moje ciało spalcie, co? To byłoby całkiem w dobrym guście.
Zachichotał, uświadamiając sobie że to faktycznie mogła być trucizna. Nie, nie oszalał, po prostu myśli przesłaniała mu żądza mordu. Kontynuował, tym razem już na temat.
-Ja, ten który tu jest ze mną i ci, którym robicie krzywdę, służymy Lordowi Belialowi, z czego ja najkrócej. Belial jest trochę dziwny, myślę że potrafi komuś zaszkodzić. Może właśnie mnie obserwuje, może wie o czym ci mówię. A ty komu służysz?
Rozmówcy swojego nie okłamał, wszystko co powiedział było prawdą. Inna sprawa że nie całą, ale za to znaczną i ważniejszą jej częścią. Nie obchodziło go czy jego pan to słyszy. On chciałby sobie kogoś zabić, mogą być ci których mu wyznaczył. Ale może to być też Shiro. Zobaczy się. Nie będzie żadnego problemu aby wytrzymać te kilka chwil. Co to takiego, trochę przetrzymać. To nie jest absolutnie coś czego nie byłby w stanie zrobić. To normalne. Prawda? Nie musi ulegać natychmiast pokusie. A myśli - cóż to są myśli? Nic złego. Nic złego. Zabić - też nic złego przecież. Ale powstrzymać się musiał. Co w tym trudnego? Przecież to łatwe. Ręce trochę mu drżały jak u schorowanego starca. Poza tym nic trudne, a łatwe wręcz, nic złego, wszystko pod kontrolą, trudności nie odnaleziono, wszystko bułka z masłem, a może z krwią.Tak, wszystko było w porządku.
Prawus powstrzymywał się z wielkim trudem od stanięcia do walki z agresorami. Aby upewnić go w tym co ma zrobić, jaszczur zwrócił się do niego na tyle głośno, że usłyszeć mógł to z pewnością Shiro.
-Nie rób nic. Stój, czekaj.
Pociągnął kolejny łyk z flaszki i uśmiechnął się tak, jakby go coś rozbawiło. Nie zdejmował wzroku z bożka, do którego właśnie się nieco przybliżył.
avatar

Honoberuto
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 482

Powrót do góry Go down

Re: Pustynia

Pisanie by Arisu on Wto Gru 26, 2017 12:32 am

Nie miała prawa im przerywać walki, ani tego też nie chciała. Otuchy dodawała jej trójka towarzyszy z Ruchu Oporu, którzy również obserwowali to co działo się przed ich oczyma. Mimo, że miała suszarkę w dłoniach czuła jak one drżąc podenerwowania i podniecenia jednocześnie. Na takim czymś była pierwszy raz i nie była pewna co może ją spotkać i czy samo spotkanie może przeżyć co też wzięła pod uwagę kierując się na tą misję. Przełknęła głośniej ślinę spoglądając co jakiś czas na Shiro oraz jego przeciwnika, a potem na dwójkę towarzyszy.
-Myślicie, że w jakiś sposób mogę im pomóc? Nie umiem walczyć... - rzekła półgłosem do trójki towarzyszy którzy byli blisko niej. Sama nie miała pomysłu co mogła by zrobić w takiej sytuacji, była otwarta na propozycje. Była pewna, że Lubbok, Akame i Leone umieją walczyć, są w Ruchu Oporu dużo dłużej niż ona i ich współpraca zapewne jest na najwyższym poziomie. Zerknęła na nich ukradkiem pytającym spojrzeniem. Mimo, że zadanie wydawało się dość proste obawiała się o zdrowie Arysia mimo, że kompletnie go nie znała, a Ranzo... go znała, ale nie darzyła go pozytywnymi odczuciami, to w końcu tacy jak oni zniszczyli jej dom i zabili siostrę. Nawet jeżeli na świecie żyją dobzi Androidzi to nie sądziła, że kiedykolwiek jakiemuś zaufa, w końcu są niemal identyczni jak ludzie. Wracając do tematu walki, obserwowała ruchy Arysia i Ranzo czekając na dalsze losy i to co może się stać później.
avatar

Arisu

Liczba postów : 50

Powrót do góry Go down

Re: Pustynia

Pisanie by Ranzoku on Sro Gru 27, 2017 6:01 pm

Cały zamysł naszego ulubionego androida został wprowadzony w życie. Wszystko jak zaplanował poskutkowało, jak łatwo można było się domyślić wyprowadzając atak z góry chciał zwrócić uwagę przeciwnika, by ten mógł zareagować, jako że nie miał zbyt dużo czasu na reakcję, jedynym wyjściem był instynktowny odskok, chłopak wykorzystując podłoże jak trampolinę postanowił zaskoczyć Lewusa swoją kosmiczną kombinacją i posłał go w dal, dzięki czemu upuścił z rąk poszkodowanego Vodorosta. Ale co teraz? Chłopak nie wiedział czy ich zabijać, czy jednak przesłuchać. W sumie to nie do końca zna proceder w sprawie przybyszów z kosmosu. Widocznie ta dwójka chciała się oddalić od głównego zagrożenia, wiec jeden z nich chciał odciągnąć rannego, by go uratować, ale chłopak im to udaremnił. Brawo On. Teraz cudzoziemcy zostali na łasce Androida i spółki. W międzyczasie kiedy to Ranzoku podziwiał swoje zajebiste umiejętności, Aryś podleciał i zaczął pastwić się nad ledwo żywym Vodorostem. Ranzoku głowił się co jegomość chciał uczynić. To android sprawił, że przeciwnik gryzie piach. Czyżby chciał zagarnąć całą chwałę dla siebie zabijając nieszczęsnego biedaka? Chłopak zanadto tym się nie przejmował, działał z własnej inicjatywy i nie sprawiał wrażenia obojętnego jego życiem czy tym kto mu je odbierze, dopóki żaden z nich nie wchodzi w drogę blondynowi. Obserwował poczynania Arystarcha, kątem oka zerkając na sytuację w pobliżu rzekomego Kaio Shina i jaszczura. Nie wiedział co kombinują tam, bo póki co to sobie rozmawiają. Arisu nadal trzyma się z dala, być może to najrozsądniejsza decyzja jaką podjęła w tej chwili. Ranzoku cały czas zachowuje koncentrację i stara się obserwować sytuację na polu bitwy.
avatar

Ranzoku

Liczba postów : 92

Powrót do góry Go down

Re: Pustynia

Pisanie by Shiro on Pią Gru 29, 2017 1:28 pm

Honoberuto, ku niezmiernej satysfakcji białowłosego, nie zachował się jak typowy przedstawiciel jego rasy w prawie przyjacielskim akcie poczęstowania flaszką wódki. Szkoda tylko, iż nie uczyniono tak wobec niego samego. Zaraz po pociągniętym łyku Shiro usłyszał sugestię próby otrucia jaszczura. Niby to w żarcie, ale zaraz wyrazem twarzy zdradził, że faktycznie mógł go o to podejrzewać. No chyba że po prostu nie lubił gorzały.
- Słuchaj - przechylił głowę. - Może kolczyki i długie uszy niezbyt dobrze o mnie świadczą, ale jestem człek poczciwy. Gdybym chciał cię teraz zabić, już dawno wyciągnąłbym miecz.
Słyszał za plecami podnoszące na duchu odgłosy walki. Drużyna wcielała plan w życie. Niepokoił go jeno brak oddechu agonalnego, lecz uznał to za jedynie kwestię czasu. Niestety, znacznie gorzej miała się sytuacja po drugiej stronie poligonu. Prawus, choć bardzo rwał się do bitwy, stał ciągle na swoim miejscu. Druga połowa pasażerów z helikopteru wisiała bezradnie w powietrzu, gapiąc się na pole bitwy wzrokiem tęsknym do najwyraźniej nigdy nieposiadanego rozumu. Co oni sobie w ogóle myśleli? Przylecieli tu tłuc się z kosmitami czy popatrzeć sobie na beztrosko umierających żołnierzy? Świetne wojsko, zajebiste. Posiadając tak wykwalifikowanych rebeliantów Ziemia na pewno prędzej czy później pozbędzie się Armii Czerwonej Wstęgi.
Dobra, nieważne, spokój. Lepiej skupić się teraz na rozmowie, wykonując swoją część planu. Na razie musiał wspaniałej drużynie A kupić jak najwięcej czasu. A może i nie tylko?
Nakrapianiec, zgodnie z przypuszczeniami Kaioshina, udzielił tylko szczątkowych informacji, pierwiastkowanych dodatkowo jego krótkim stażem. Nie podał motywów ani swoich, ani swojego chlebodawcy, z czego o tych drugich zapewne sam nie miał pojęcia. Bladolicy, zapytany o swoje własne szefostwo, zamierzał uczynić podobnie.
- Proszę, nie mów, że się jeszcze nie domyśliłeś. Dostępuję wielkiego jak wszechświat długi i szeroki zaszczytu walki ku chwale najwspanialszej rasy na świecie. Mądrych i sprawiedliwych władców, niepatrzących biernie na ludzkie cierpienie. Bóstw miłosiernych, nagradzających godziwie ludzi prawych a nikczemnym przebaczających. Ostatniej iskry nadziei na dobroć w zepsutym do cna miejscu, jakim jest nasze uniwersum. Iskry gorzejącej jasno niczym płomień nie jednej gwiazdy, lecz wszystkich galaktyk razem wziętych pomnożonych przez się. Obrońców uciśnionych, odważnych aż do brawury świata wybawicieli - Wspaniałych Kaioshinów!
Jego pompatycznej przemowie towarzyszyła bardzo obfita gestykulacja, nawet z dozą pewnej egzaltacji; jeden głęboki ukłon omiatający skrzętnie piasek z podłoża oraz jedno dumne wzniesienie w blasku Słońca. I ktoś mógłby je nawet uznać za autentyczne, gdyby po wszystkim nie splunął soczyście na ziemię. A splunął.
- Sam Beial najpewniej jest dowodem na niekompetencję mojego szefostwa, które nie potrafi utrzymać na smyczy żadnego potężniejszego więźnia. Co rusz ktoś ucieka z piekła, czemu więc ktoś taki jak on nie mógłby się wydostać na wolność?
Honoberuto dość ostentacyjnie kazał siedzieć na miejscu sługusowi, który chciał pomóc najwyraźniej nie najlepiej radzącemu sobie bratu. Ambitny chłopak - lewo dostał fuchę i już wydaje rozkazy.
Zbliżał się powoli do Shiro. Zamiary gada pozostawały mu nieznane, jednak nie miał w zwyczaju ufać dziwnie uśmiechającym się kosmitom, którym na dodatek drżą ręce. Utrzymywał stały dystans z twarzą tak obojętną, jakby nie zauważał ani kroków Changelinga, ani swoich.
- Co tobą kieruje? Rządza przygód, władzy, mordu? Bo każda z tych rzeczy przychodzi łatwiej po stronie, która podaje się za "tych dobrych". Wiem to z autopsji.
avatar

Shiro
Wschodni Kaioshin

Liczba postów : 307

http://www.strawpoll.me/12564308

Powrót do góry Go down

Re: Pustynia

Pisanie by Haricotto on Sob Gru 30, 2017 8:59 pm

MG

Arystarch zatrzymał się tuż obok Vodorosta, który od ogromnej temperatury i upadku, jaki zafundowł mu Arystarch na spółkę z Ranzoku, stracił przytomność. Poobijany i cały spocony, leżał nieruchomo na rozgrzanej patelni, jakim był skąpany w słonecznych promieniach piasek.
Ranzoku wstrzymał się, obserwując Arystarcha, który cisnął trzema ampułkami chloru w ciało nieprzytomnego kosmity, dobijając mieczem, który wbił się w jego ciało, jak nóg w masło. Ostrze utkwiło w klatce piersiowej ryboczłeka. Pytanie tylko, czy stwory takie jak on, miały identyczną anatomię co istoty ludzkie? Strzeżonego, pan bóg strzeże.

Arisu trzymała swoją zabójczą suszarkę, będąca w pełnej gotowości do jej użycia. Lubbock podszedł do niej i położył dłoń na jej ramieniu. Uśmiechnął się delikatnie, po czym przetarł pot z czoła drugą ręką.
- Ja też jestem podekscytowany. Osobiście chyba odpadłem już dawno, heh. - zaśmiał się pod nosem cicho, po czym zerknął na Arystarcha, Ranzoku i Shiro. Po tym znów spojrzał na Arisu.
- Teraz od was wszystko zależy. Chłopaki będą walczyć do upadłego. Musisz tu być, by ich wspierać. Opowiedz mi, jak działa Twoja broń, a być może uda nam się wymyślić jakiś pomocniczy plan. - klepnął ją po ramieniu, po czym zerknął kątem oka na swoje dwie pozostałe towarzyszki.

Prawus, zgodnie z poleceniem Honoberuto, stał i czekał, jednakże cały się trząsł, jakby tylko czekał aż zostanie spuszczony ze smyczy. Ze smyczy, rozumiecie? Bo wygląda jak pies... Mniejsza z tym.
Niemniej jednak, słysząc jak Shiro wypowiada się na temat Beliala, a dokładniej mówiąc w sposób pozbawiony szacunku, coś w nim pękło. Pojawiła się wokół niego szalejąca aura, a jego mięśnie napięte były do granic możliwości, przez co wyglądały tak, jakby miały zaraz eksplodować.
- Belial...!? Dla Ciebie, psie, to Wielki Lord Belial!! - wrzasnął, a nienawiść i gniew w nim rosnące ze względu na utratę brata i naśmiewanie się, bo tak to odebrał, z jego Pana i Władcy, przelażły czarę goryczy. Ruszył czym prędzej na Shiro. Zamachnął się prawą ręką i obrał sobie za cel twarz Kaioshina. Czy Shiro uniknie? Czy Honoberuto się wtrąci?

Lewus w tym czasie wyłonił się z piachu, w którym został zakopany. Jego twarz przypominała ujadającego psa, z którego pyska toczyła się piana. Spojrzał na Ranzoku, potem na Arystarcha i rozpłynął się w powietrzu! Teleportował się!?
Ranzoku po chwili poczuł, jak coś twardego wbija się w jego plecy. Była to pięść Lewusa, która posłała Androida w stronę Arystarcha. Nie miała być ona atakiem, a zaledwie chamskim popchnięciem. Lewus stał w miejscu, w którym przed chwilą znajdował się Ranzoku. W jego obu dłoniach pojawiła się energia Ki, której fioletowa barwa błyskała się jasno. Nagle połączył obie swe dłonie nadgarstkami.
- Mad Dog Barking!! - krzyknął, a z jego dłoni wystrzelony został fioletowy płomień, wokół którego szalały roztańczone wyładowania elektryczne. Energia mknęła w stronę Arystarcha i Ranzoku!

_________________
Sūpā Saiya-jin:


avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1171

Powrót do góry Go down

Re: Pustynia

Pisanie by Arystarch on Pon Sty 01, 2018 7:35 pm

Temperatura na pustyni przeszkadzała zapewne wszystkim osobom tu obecnym. No może poza psami, które mają futro i pełni to warstwę izolacji przed przegrzaniem organizmu oraz jaszczurki, która najpewniej lubi ciepełko. Chyba nie spotkałby się z przypadkiem, gdy gad nie przepadał za słoneczkiem, które grzało jak patelnia. Nawet niektóre węże pustynne poruszały się za dnia po rozgrzanym piasku, aczkolwiek wyglądało to jakby taki wąż wracał nawalony z imprezy sylwestrowej. Dokładnie moi drodzy, wąż zwykle poruszał się zygzakiem jak niejeden osobnik męski wracający do domu po nocnej libacji.
Ogień z nieba przeszkadzał najbardziej Vodorostowi, który chyba niedługo zacznie też śmierdzieć jak zdechła ryba. Zwykle rybek nie wystawiało się na słońce, bo cuchnęło niemiłosiernie. Zdecydowanie nie służyło mu przebywanie w tym miejscu, więc to tylko kwestia czasu, kiedy ten wyzionie ducha. Nawet jeśli przetrwał Arysiowe nabicie na miecz. Chlor wsiąknie w jego ciało przez skórę, a krew będzie płynęła. W końcu kiedy ma się ranę na wylot to znacznie szybciej można umrzeć z powodu utraty krwi. Do tego dochodził jeszcze fatalny stan kosmity, zaś Arystarchowi pozostało mieć tylko nadzieję, że niedługo się stąd wyniosą. Temperatura przeszkadzała jemu, bo nie lubił jak było zbyt gorąco. Takie opalanie się na dachu swojego domku w lato było jeszcze ok, ale w momencie gdy stał na patelni albo zatłoczonej plaży, nagle słoneczko przestawało być jego dobrym przyjacielem. Bioandroid ściągnął telekinezą ostrzę do siebie i wylądował tuż koło Vodorosta. Dla pewności planował go skrócić o głowę, bo może serce miał w jakimś innym miejscu.
- Lord Belial? A co to urwa? Diablo 2? Jakie itemy z niego wypadną jak go zaciukam? – zapytał z pogardą w głosie w przestrzeń. Skoro już tamten pieseł tak głośno szczekał, to można go zripostować – Śmiesznie to brzmi z pyska psa. Prawie tak samo jakbyś mówił, że on jest na Twoim poziomie – powiedział stając bokiem do ciała ryby, by móc zerknąć na reakcję psa. Naprawdę wszelkie żarty o zwierzętach nabierały tu głębi. Głębi, w którą Vodorosto pewnie by z chęcią zanurkował. Chwilowo Aryś miał swoje zadanie.
- Weź złap tego drugiego przydupasa. Przesłuchamy go, a jak nie to zabijemy jak psa – polecił Ranzoku. Plan był taki, że mieli dorwać jedną osobę i przesłuchać, a rybę przerobić na filety. Wtedy właśnie z piachu wyłoniło się to drugie popychadło. Arystarch nieznacznie obrócił się w jego stronę, przykładając ostrze ku szyi Vodorosto. Uśmiech nie zszedł mu z ust widząc gębę futrzaka. To oznaczało, że żył i będzie mu można spuścić manto jeszcze raz, a potem torturować ze szczególnym okrucieństwem na przesłuchaniu. Oby tylko Greenpeace się nie przyczepił, w końcu dobry Aryś jest taki wrażliwy na nich. W przeciwieństwie do tego złego, który aktualnie miał naprawdę ambitny plan co do psiaka. Widząc, że Ranzoku został szybko posłany w jego stronę, białowłosy tylko skrzyżował brwi. Spróbował złapać Androida w powietrzu i wyhamować jego lot, by nie uderzył bezpośrednio w białowłosego. Zawsze jak się nie udało to mógł przeskoczyć Vodorosto i tym samym odsunąć się od lecącego blondyna.
- Wykrzykiwanie nazwy ataku. Lame – skomentował w myślach, jednak nie planował przyjąć tego na siebie. Podniósł ciało Rybiaka za pomocą telekinezy i cisnął w lecący promień. Postanowił zagrać nieczysto i wykorzystać ciało ich kolegi jako tarczę. Sam jednak dla pewności wyskoczył w górę, wzlatując za pomocą bukujutsu wyżej.
- Dawaj pchlarzu – powiedział Arystarch, trzymając w dłoniach oba miecze. Jeśli udało mu się na czas zareagować na tamten promień rzecz jasna. W sumie był ciekaw też jaki będzie końcowy efekt, gdy ciało Vodorosto zderzy się z energią. Jak miało w sobie wyładowania elektryczne to tym bardziej rybiak poczuje ból lub się usmaży i będzie śmierdział jeszcze bardziej. Pozostało tylko pomyśleć co można wykorzystać przeciwko temu tutaj. Niestety nie miał gwizdka o niskiej częstotliwości, by pokarać tego psa. Chociaż w sumie postanowił spróbować sobie taki gwizdek na psy wyczarować. Ten taki, którym karci się zwierzaka za złe zachowanie, a zaraz potem spróbował wyczarować przenośny wzmacniacz. JBL takie produkował i nie wymagały one manualnego podpięcia do zasilania. Przytrzymał to telekinezą, więc pozostało jeszcze wyczarować mikrofon, a gdy to się udało wziął wdech i przy włączonym wzmacniaczu gwizdnął z całych płuc w gwizdek. Gwizdek ultradźwiękowy to dobra rzecz. Jeśli był psem i faktycznie miał tak dobry słuch jak one, to najpewniej również posiadał te konkretne słabości. Zdecydowanie Lewus jak i Prawus powinni to poczuć o ile pozwolą Arystarchowi wykonać tę kombinację.
avatar

Arystarch

Liczba postów : 88

Powrót do góry Go down

Re: Pustynia

Pisanie by Ranzoku on Pią Sty 05, 2018 8:10 pm

Ranzoku nie wiedział za co się wziąć, kogo zabić, albo czy komuś pomóc. Nie wiedział jak się potoczy sytuacja, gdy wokół taki zamęt. Bio-android już się nie cackał i faktycznie zabił niezdolnego do walki nieszczęśnika. Bez skrupułów. Chłopak nie za bardzo przejmował się jego losem, trochę szkoda, że to właśnie nie jemu przypadł zaszczyt zamordowania biedaka. Parsknął gniewnie jak to miał w zwyczaju czynić, gdy coś mu nie przypasuje. W międzyczasie zastanawiał się o czym gadają pobliscy wojownicy, kim do cholery jest Belial?! "Śniący" lubi to. Ktoś chyba za dużo grał w Gothica. Gdzie w tym całym zajściu jest Adanos i Innos? Czy dla nich już w tej sadze nie ma miejsca? Chłopak za bardzo się zamyślił i nie zdołał zauważyć jak ranny przeciwnik zmienił miejsce pobytu. Stracił czujność i zostało to wykorzystane przeciwko niemu. Poczuł jak został potraktowany, nie było to bolesne, tylko raczej miało zgoła inne zadanie. Nie zwrócił nawet uwagi na słowa sprzymierzeńca, działał swoim rytmem i raczej nie miał w zwyczaju wysłuchiwać rozkazów. Kiedy android został odepchnięty przez pchlarza, lekko się zirytował. Przeciwnik zaczął skupiać energią w rękach. Nie zważając na to czy reakcja Arysia była udana czy też nie, ten unosi się w powietrze z gniewem w oczach. - Zróbmy małe zamieszanie. - Ranzoku zaczął kumulować ki w obu dłoniach łącząc je w jedno. Wtem na nich pojawi się wiązka światła, z której po chwili wyleci seria pocisków, kierując je w okolice pobytu psiaka z zamiarem rozstrzelania go, któryś na pewno trafi. Chyba... Accel Shot, bowiem tak nazywał się atak jakiego android użył. Seria losowych pocisków powędrowała ku ziemi zasypując przeciwnika wiązkami światła, chciał to uczynić tak, żeby żaden pocisk nie trafił rykoszetem w sprzymierzeńców. Co chciał tym wskórać? Ograniczyć możliwości ruchu oponenta. Może też zyskać nieco czasu na działania Arysia. Jeśli to nie pomoże, chłopak pewnie będzie chciał stawić czoła mu w pojedynkę. Ranzoku nie przejmował się tym czy przeżyje, chociaż w jego stanie nie powinien on zbyt długo zabawić androida. Może ma jakieś specjalne zdolności leczące, ale raczej nie zapowiadało się na to. Zrobiłby to wcześniej. Teraz trochę mijałoby to z celem, mógłby przecież ocalić kolegę. Chyba, że ich relacje nie były takie jak z początku zakładał. Warto też sprawdzić jak bardzo utalentowany jest bojowo. Pewna część chłopaka chciałby zmierzyć się z nim w uczciwym pojedynku, lecz rozsądek podpowiada, że to nie byłby dobry pomysł, więc zamierza go unicestwić nim sprawy przybiorą zły obrót. Najpierw seria śmiercionośnych pocisków, potem się zobaczy. Ma jednak nadzieję, że zdoła zapewnić naszemu androidowi niemałą rozrywkę.
avatar

Ranzoku

Liczba postów : 92

Powrót do góry Go down

Re: Pustynia

Pisanie by Arisu on Nie Sty 07, 2018 3:34 pm

Nie sądziła by mogła pomóc tej dwójce w jakiś sposób, patrząc na nich wiedziała, że sobie poradzą i bez jej pomocy. Spojrzała na na Lubboka myśląc sobie kpisz ze mnie? gościu zaatakował ja i zaniósł do ruchu oporu, a teraz twierdzi, że się nagle wypalił? Co z nim jest nie tak? Pokręciła głową w myślach, bo to nie było najistotniejsze w danej chwili. Po wytłumaczeniu chłopakowi działania swojej broni spojrzała na niego.
-Macie jakiś plan by pomóc tamtej dwójce? - rzekła z zapytaniem, wytłumaczyła im to co trzeba było. broń wzięła znów do ręki obserwując poczynania Arysia i Ranzo. Byli dobrymi wojownikami, nie byli nieśmiertelni, ale mieli za to doświadczenie w walce, ona nie. Mogła co najwyżej modlić się w duchu by to co zaplanowali im się udało. Sytuacja wglądała na opanowaną jednak nie mogła być tego pewna w stu procentach, zawsze mogło pójść coś nie po ich myśli, a sama musi się zastanowić czy przypadkiem tam nie dołączyć, choć wolała tego uniknąć za wszelką cenę. Czuła się trochę jak między młotem, a kowadłem. Niby chciała pomóc, jednak nie wiedziała w jaki sposób powinna to uczynić.
avatar

Arisu

Liczba postów : 50

Powrót do góry Go down

Re: Pustynia

Pisanie by Honoberuto on Pią Sty 12, 2018 9:42 pm

Shiro, zapytany komu służy, odpowiedział w taki sposób, że Honoberutonowi zrobiło się niedobrze. Zaczął wygłaszać jakieś puste frazesy o rzekomej wspaniałości i doskonałości wszelakich bóstw, przy tym gestykulując szalenie. Jaszczur pomyślał że ten sposób zachowania nie jest typowy dla spokojnego Shirona, ale uwierzył. Wzdrygnął się, ale po skończonej wypowiedzi bożek splunął z pogardą, jakby dając znać że cała ta litania winna być interpretowana zupełnie na opak. Changeling uśmiechnął się pod nosem. Nie odzywał się, pozwolił białowłosemu kontynuować.
Szermierz zaczął mówić że jego szefostwo zdaje się być zupełnie niekompetentne, jako że nie potrafi schwytać jednego potężniejszego przestępcy. Zdaje się że potem jeszcze chciał spytać o coś Changelinga, ale nie zdążył. Niespodziewanie Prawus przerwał im pogawędkę i ruszył na Shinjina, ewidentnie mając zamiar obić mu twarz. Hono zainterweniował błyskawicznie. Znajdował się na tyle blisko, że mógł w ułamku sekundy przylgnąć do Shirona i zasłonić go swoim własnym ciałem przed zbliżającym się uderzeniem. Przyjąwszy atak, odwrócił się i jadowicie wysyczał do swego towarzysza następujące słowa:
-Wtrącać się mi w drogę to poważny błąd.
Chwilę potem z jego palca (z dłoni innej niż ta, w której trzymał flaszkę z trunkiem), wystrzelił promień Death Beam. Jaszczur celował w psią mordę. Może Prawus zdoła się uchylić, ale przynajmniej zrozumie o co chodzi jego współpracownikowi.
avatar

Honoberuto
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 482

Powrót do góry Go down

Re: Pustynia

Pisanie by Shiro on Sob Sty 13, 2018 12:15 am

Rozmowa zdawała się ciągnąć w nieskończoność - dokładnie tak jak zamierzał. Najsilniejszy przedstawiciel spokojnie sobie gawędził, kiedy jego podwładni tracili życie w walce. Budził wrażenie zainteresowanego i, choć pompatyczny wywód Kaioshina przyprawiłby o mdłości nawet najbardziej wprawionych koneserów trunków procentowych, nie przerwał mu. Niestety - jak zwykle coś musiało się spieprzyć z powodu błahego niczym jego zeszłoroczne szczyny. Fatalny wyraz braku szacunku dla najważniejszego człowieka w mieście - pana Sołtysa Beliala - ugodził w godność jego sługusa mocniej niż Włócznia Lucjana w bok chrystusowy. Zaszczekał coś o tytule szlacheckim i rzucił się na białowłosego.
Normalnie by go to podekscytowało, ale musiał przecież oszczędzać siły na bój z jaszczurem, do którego najprawdopodobniej prędzej czy później musiał dojść. Poza tym pies był niespełna rozumu, skoro pozbawiono go jakiegokolwiek instynktu samozachowawczego. Skoro żołnierze Ruchu Oporu prawdopodobnie właśnie sukcesywnie łoili skórę jego bratu mógł się zebrać na te wyżyny szczenięcej inteligencji, by przypuścić, iż nie ma szans z ich samozwańczym dowódcą. A może to po prostu był to zwyczajny patetyczny zryw buntu przeciw bardzo złym ludziom, walki za swoje i tak dalej? To bezsensowne. Pokazać tylko łooo jakim to jest się super oddanym patriotą, by w końcu i tak zdechnąć jak kundel.
Taki jesteś cwany, a jakbyś kogoś stracił, zrobiłbyś tak samo, pieprzony hipokryto, zdawał sobie uświadomić. Jednak zaraz oprzytomniał - przecież nie miał kogo.
W każdym razie, odruchowo uniknął przewidywanego ciosu wykrokiem w prawo z jednoczesnym zwrotem w stronę miejsca, w którym powinien się już znajdować oponent. Wykonał nawet okrężny zamach ręką, by ugodzić go w kark i pozbawić przytomności. A wszystko to okazało się zbędne, ponieważ obronił go jego własny wróg.
-Wtrącać się mi w drogę to poważny błąd - rzekł, pojawiając się przez pustelnikiem, i już oczywistym było, że dołączył do Beliala głównie dla samego zabijania. Zastanawiał się, czy nie przebić mu teraz pleców Mieczem-Z. I pewnie by to zrobił, gdyby A - był fiutem, B - miał pewność  O, jaszczur właśnie strzelił sługusowi zabójczą wiązką energii w pysk. Możliwe też, że chciał uprawiać jakieś kolaboracje z wrogiem, co by właściwie pasowało do przedstawiciela jego rasy.
Teraz musiał jakoś z tego wszystkiego wybrnąć, bo oczywistym było, że ten pchlarz zaraz zginie. A jednego potrzebowali. Postanowił zatem wykorzystać kolejną umiejętność nabytą przy pasowaniu na Kaioshina. Skupił się na Arystarchu, bo był to w sumie jedyny członek zespołu, którego znał imię, wytężył umysł a gdy uznał, że ma to jakiekolwiek szanse się udać - pomyślał. Ale nie po prostu pomyślał. Pomyślał, jakby miał to wykrzyknąć całemu światu... a przynajmniej tej jego części, której przekazywanie informacji było opłacalne.
- Arystarch? Słyszysz mnie? No, to ja, Shiro. Nie wszystko poszło po naszej myśli. Swojego psa zostawcie przy życiu. (zaklinam się na Aymi, że mam telekinezę TELEPATIĘ, bo akurat nie było żadnego wyższego w hierarchii admina :p) TELEPATIĘ! -.- //Ay
Nie wiedział czy to się powiedzie. Walkę z największym obecnie siłaczem w celu ratowanie wroga prawdopodobnie słabszego od płotki miał za bezsens. Toteż po raz kolejny podniósł do ust szyjkę butelki gorzały ręką, której akurat nie wsadził w kieszeni, zwracając się następnie na powrót do nakrapiańca:
-Oho. Widzę, że potrafisz utrzymać psa na smyczy - skomentował.
Gdyby ktoś o sokolim wzroku bardzo go wytężył i jeszcze przyłożył do bladej twarzy wojownika całkiem mocną lupę, byłby w stanie przez krótką chwilę a z niemałą trudnością dostrzec na niej nieznaczne uniesienie kącika ust, które można by przyrównać do uśmiechu.
avatar

Shiro
Wschodni Kaioshin

Liczba postów : 307

http://www.strawpoll.me/12564308

Powrót do góry Go down

Re: Pustynia

Pisanie by Haricotto on Wto Sty 16, 2018 8:50 pm

MG


Promień mknął w zawrotnym tempie w stronę Arystarch i Ranzoku. Wokół promienia pojawiały się wyładowania elektryczne, które pojawiały się i znikały, zostawiając po sobie powidok. Arystarch postanowił cisnąć ciałem Vodorosta, by energia jednego z bliźniaków natknęła się właśnie na nie. Zaraz po tym odskoczył do góry, ale nie przewidział, że jego przeciwnik potrafił sterować własną energią! Lewus energicznie szarpnął rękami do góry, a zaraz po tym główka fali uderzeniowej poderwała się do góry, wymijając ciało Vodorosta, które upadło na piasek. Promień piął się ku górze, tak samo jak Arystarch, ale ponowne szarpnięcie rękami Lewusa, tym razem w dół, spowodowało, że zarówno fala energii, jak i białowłosy wojownik znaleźli się kilka sekund, albo i mniej, od bezpośredniej konfrontacji...

KABOOM!!!

Nastąpił wybuch, którego odrzut sprawił, że Arystarch poszybował kilka metrów do tyłu, a następnie zaczął pikować w dół, gdzie ostatecznie skończył jak Vodorost - miał okazję na bliższe zapoznanie się z rozgrzanym piachem.
Teraz jasnym było, że wcześniejszy atak na Lewusie, a dokładniej mówiąc - jego powodzenie, spowodowane było dezorientacją psiaka. Jego moc i szybkość była znacznie większa, niż przypuszczał Ruch Oporu.

Ranzoku, zanim jeszcze nastąpiła eksplozja, skumulował swoją energię w dłoniach. Wiązki energetyczne pomknęły w stronę Lewusa, strzelając do niego z każdej możliwej strony. Pierwsza z nich uderzyła w ziemię, co sprawiło, że podniosła się zasłona dymna. Nie było jednak wiadome, czy dalsza część ataku poskutkowała.
Wybuch za wybuchem! Ranzoku z pewnością był niecierpliwy opadnięcia kurzu. Czy powinien zaryzykować i poszybować na oślep?

Tymczasem Arisu objaśniała Lubbokowi i reszcie, jak dokładnie działa jej broń. Mężczyzna zrobił wielkie oczy, ponieważ spodziewał się czegoś innego. Czegoś mniej... zaawansowanego. Pozostałe dwie dziewczyny kiwały głową, dając do zrozumienia Arisu, że doskonale wiedzą, o co jej chodzi.
- Mam plan, ale jest ryzykowny. - powiedział Lubbok, biorąc wdech.
- Na mój znak, podbiegniesz do jednego z nich i strzelisz w niego tym urządzeniem. Tylko pamiętaj, żeby bacznie mnie obserwować, rozumiesz? - zapytał, patrząc na Arisu kątem oka. Mrużył swoje oczy. Po jego skroni spłynęła pojedyńcza kropla potu. Był zestresowany, ale nie chciał tego po sobie pokazać.

Honoberuto przyjął na siebie atak Prawusa, co sprawiło, że cofnął się nieco do tyłu. Zaszokowany Prawus nie wiedział, co się stało, ale zdołał uchylić głowę w bok na tyle, że Death Beam przeleciał po jego policzku, rozcinając go i zostawiając po sobie paskudny ślad, który w przyszłości będzie równie paskudną blizną. Shiro był pozytywnie zaskoczony. Widać było, że jeden, jak i drugi czuli się swobodnie podczas tej rozmowy.
Prawus, niczym zbity pies (pun intended), wycofał się, ale widać po nim było, że przemawia przez niego złość. Trząsł się dosłownie z gniewu, chcąc czym prędzej sie wyładować. Rzucił wrogie spojrzenie Honoberutonowi, po czym zerknął przez ramię w miejsce, gdzie znajdował się jego brat... A raczej zasłona dymna, w której powinien się znajdować.
- Bracie... - wyszeptał, a w jego głowie narodził się nowy plan, który niekoniecznie uwzględniał Changelinga.

Lubbok rzucił spojrzenie na Arisu i skinął do niej głową, po czym rzucił się przed siebie i zaczął biec w stronę lewitujących w powietrzu Honoberuto, Shiro i Prawusa. Biegł przez piasek tak sprawnie jak tylko mógł, a kiedy dobiegł bliżej, obiegł ich tak, by znaleźć się za Prawusem od dołu i ugiął swoje nogi w kolanach, po czym wyskoczył do góry i poszybował. Momentalnie złapał Prawusa od tyłu, zaplatając na nim swoje nogi i ręce, chcąc go unieruchomić. Być może naraził resztę swoich żołnierzy, ale gdyby tak się zastanowić, to wszyscy byli narażeni w chwili, gdy postanowili tu przylecieć. Wkurzony, a co za tym idzie, zdezorientowany i nie mogący się skupić Prawus, zaczął się szamotać. Jego energiczne ruchy sprawiały, że zaczął latać we wszystkie strony, ostatecznie rozbijając się na piasku, gdzie leżąc na Lubboku, był podduszany i trzymany w ryzach.
- Arisu! Szybko! Nie utrzymam go dłużej! - krzyczał Lubbok. Jeśli dziewczyna się nie pośpieszy, istniało wielkie prawdopodobieństwo, że ich przywódca zginie z ręki rozjuszonego byka, jakim niewątpliwie był Prawus.

_________________
Sūpā Saiya-jin:


avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1171

Powrót do góry Go down

Re: Pustynia

Pisanie by Arystarch on Nie Sty 21, 2018 12:45 pm

Jak wielkie zdziwienie zagościło na twarzy bioandroida, gdy promień po prostu wyminął rzucone ciało, trudno opisać. Zdecydowanie nie ułożyło się to po jego myśli, ale przyszłościowo będzie widział, by po prostu wykorzystać ciało jako tarczę. W końcu z zerowej odległości promień nie będzie mógł poruszać się precyzyjnie. Na dodatek psiak poruszał rękoma, by tym czymś sterować, a to oznaczało, że potrzebował skupienia.
Arystarch będąc tuż przed uderzeniem, odruchowo zasłonił głowę rękoma, ustawiając gardę, by chociaż w jakiś sposób złagodzić skutki uderzenia i uchronić newralgiczne punkty. Krzyknął, gdy w końcu oberwał energią. Nie miał opcji postawienia się temu i odleciał, a następnie został wbity w gorący piasek. Poczuł jak bolą go wszystkie mięśnie po tym uderzeniu. Przez moment się nie ruszał, udając nieprzytomnego, by oszukać przeciwnika i obmyślić tym samym plan. Zresztą, nawet jeśli psiak postanowi go dobić lub nawet podnieść, to białowłosy spróbuje się odtoczyć w bok i wystrzelić mu prosto w twarz Vaporize. Jednak nie wyglądało na to, by przeciwnik miał zamiar go dobić. Ranzoku najwyraźniej kupił mu trochę czasu. Białowłosy podniósł się z piasku i przeszedł do pozycji siedzącej, by złapać oddech. Był bardzo poraniony z powodu otrzymanego ataku, a zasłona dymna skutecznie uniemożliwiała mu włączenie się do walki lub jakąkolwiek reakcje. W końcu nie ma sensu atakować na oślep. Nie wygra z tym przeciwnikiem, jednak zawsze może zabrać ze sobą chociaż ciało Vodorosto. Szkoda, że wcześniej najpewniej go zabił, bo wtedy mogliby go przesłuchać. Z drugiej strony kątem oka zarejestrował, że tam gdzie był Kaioshin również toczyła się walka. Chociaż… skoro pies postanowił ominąć atakiem ciało rybiaka, to znaczy że pewnie jest jakiś haczyk w tym. Arystarch postanowił podlecieć w stronę ciała i zabrać je. Zarzucić je sobie na plecy i osłonić się nim jednocześnie od ataków od góry. Następnie skierował się w stronę Arisu. Zdecydowanie to nie była walka na jego siły, ani prędkość dlatego trzeba być jak najbardziej użytecznym. Nawet jeśli Vodorosto nie żyje, to pokroją go w laboratorium i znajdą słabość ryboludzi. Chociaż nie dość, że cielsko było ciężkie to jeszcze cuchnęło rybą. Co jakiś czas wychylał się spod niego, by patrzeć czy nie zbliża się przeciwnik. Jak tylko jakiś znalazł się w zasięgu to Aryś od razu częstował go vaporize z zerowej odległości.
Jednak jeśli przeciwnik skupi się na Ranzoku to bioandroid mu pomoże. W jaki sposób? Jeśli dojdzie do bezpośredniego starcia to Arystarch użyje telekinezy, by na moment zatrzymać przeciwnika. Nawet jeśli ten da radę się wyrać, to da ułamek sekundy dla blondyna, by ten mógł go zaatakować. Przynajmniej tyle może dla niego zrobić. Pomagać telekinezą, szarpać rękę, gdy tamten będzie próbował się skupić i nakierować technikę. Jeśli Lewus będzie się wyrywał to Arystarch zastosuje inną sztuczkę, mianowicie podniesie piasek za pomocą swojej mocy i zacznie tworzyć niewielką burzę piaskową, która będzie podążała za psem. Piasek ma drażnić jego nozdrza, uszy, a co najważniejsze przesłaniać mu widoczność na androida.
avatar

Arystarch

Liczba postów : 88

Powrót do góry Go down

Re: Pustynia

Pisanie by Arisu Yesterday at 3:59 pm

Plan pomocniczy był w jej głowie w miarę prosty pomóc tej dwójce samej nie dając się złapać czy też umrzeć w trakcie tego... co będzie robić. Na jego słowa kiwnęła głową. Patrząc na dwójkę walczących towarzyszy wiedziała, że mają kłopoty i to był dobry moment by im pomóc.
-Jasne - rzekła kiwając głową na zgodę. Zestresowana była czas, czego nie mogła ukryć lecz teraz zamiast stresu po prostu skupiła się na jednym zadaniu: podążeniu wzrokiem za Lubbokiem. Kiedy ten wstał i popędził, ona zrobiła to samo trzymając się oczywiście z tyłu, a samą broń mocno trzymała w obu dłoniach. Wodziła wzrokiem energicznie na boki by wyszukać ewentualnego wroga, choć nie sadziła by ktoś taki mógł się nagle pojawić przed jej oczami.
Kiedy tylko Lubbok złapał Prawusa, Arisu postarała się zmniejszyć odległość na mniej niż osiem metrów, wycelowała w prawusa swoją suszarka, nacisnęła guzik i wystrzeliła w niego wiązką elektryczności. Po pierwsze miała nadzieje, że zadziała, a po drugie miała nadzieję, że Lubbok również nie dostał jej atakiem. Ataku nie przerwała póki Lubbok jej nie powiedział lub sama zauważyła, że jej atak się powiódł. Wzrokiem na szybko postarała się znaleźć Arysia i Ranzo mając nadzieje, że może im to pomoże.
Jeżeli miała okazje być w pobliżu dwójki wojowników, miała plan im pomóc, lecz nie było to takie proste, bo w końcu sama nie była wojownikiem. Widząc tonę kurzu zatrzymała się w miejscu, nie mogła nic dostrzec przez te wszystkie wybuchy. Skierowała swój wzrok na Prawusa, gdyby jeszcze się ruszał skierowała broń na jego głowę.
-Nie ruszaj się - ostrzegła go, choć w tym momencie w jej głosie nie było słychać strachu to wiedziała, że nie wszystko musi pójść po jej myśli. Gdyby ten kurz opadł i mogłabym dostrzec co się tam dzieje... No nic. Póki co musi się skupić na zatrzymaniu Prawusa. Skupiła się na nim i Lubboku, tylko to teraz się liczyło.
avatar

Arisu

Liczba postów : 50

Powrót do góry Go down

Re: Pustynia

Pisanie by Sponsored content



Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 6 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach