Pustynia

Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Pustynia

Pisanie by Admin on Sob Lip 09, 2016 4:14 pm

First topic message reminder :

Ogromna część planety, jaka pokryta jest tylko i wyłącznie piaskiem. Noce bywają tutaj bardzo chłodne, zaś dnie mogą okazać się zabójcze. Słońce pali niemiłosiernie, dodatkowo nagrzewając piasek, który parzy podczas bezpośredniego kontaktu ze skórą.
Mimo tych ekstremalnych warunków, te tereny zamieszkałe są przez zwierzęta. Jedne mniej, drugie bardziej groźne...
avatar

Admin
No.1 Whis' Fanboy

Liczba postów : 300

http://dbanotheruniverse.forumpolish.com

Powrót do góry Go down


Re: Pustynia

Pisanie by Shin on Czw Lut 23, 2017 5:13 pm

MG

Iwaru udało się jakimś dziwnym cudem ominąć Techniki androida. Jego ataki także poskutkowały trafieniem, jednak podczas wykonywania Spirit Puncha, został złapany przez Androida. Ten duży, słodki misiek go do siebie przytulił. Bardzo mocno przytulił. Tak, że Iwaru nie mógł się ruszyć. Wtedy też wywalił mu trzy razy z główki w główkę i odrzucił na dwadzieścia metrów. Jego wystrzelona wcześniej ręka do niego wróciła, jednak ten nie wykonał ataku. Czekał na ruch Iwaru.
avatar

Shin

Liczba postów : 409

Powrót do góry Go down

Re: Pustynia

Pisanie by Iwaru on Czw Lut 23, 2017 6:56 pm

No cóż. Sytuacja była bardzo ciężka. Iwaru już ledwo stał na nogach i wyglądało to tak jakby miał zaraz wyzionąć ducha. Nie było to jednak dalekie od prawdy, bowiem jego śmierć była kwestią paru chwil. Android pewnie mu nie odpuści i nie da uciec, nie? No i chłopak był żołnierzem, a dezercja nie leżała w jego naturze. Podjął więc ostatnią próbę zaatakowania wroga. Wroga, który przyjął na siebie już tyle ataków i ciągle stał. 19-latek miał nadzieję, że tym razem uda mu się zniszczyć cel i jakoś będzie miał jeszcze siły, by uciec z miejsca walki, porywając ciężarówkę. Jeśli to się nie uda, to nic straconego. Zostanie co najwyżej zabity. Na cudowny ratunek raczej nie ma co liczyć, nie? Ale do rzeczy. Iwaru wstał i schował ręce za plecami, tak by przeciwnik nie widział co właściwie go czeka. Zaczął iść w kierunku androida, wypatrując jakichś ataków. Starał się być skupiony tak bardzo jak tylko potrafił, co oczywiście nie było prostym zadaniem, biorąc pod uwagę jego stan zdrowia i obrażenia, których się nabawił. Gdyby jakieś ataki poleciały w jego stronę, to zamierzał ich uniknąć. No i co dalej? Ano będąc już w odpowiedniej odległości, pokazał przeciwnikowi to co dla niego przyszykował. Idąc w stronę wroga i mając ręce za plecami, Iwaru kumulował w każdej ręce energię Ki, tworząc dwie energetyczne kule (2x Ki Blast - jeden w prawej dłoni, drugi - w lewej). Dodatkowo włożył weń więcej Ki niż to było wymagane i zagęścił tym samym energię (+50 DMG dla każdego Ki Blastu). Będąc jakieś 10 metrów od celu wyrzucił w niego te dwa Kiko. Jeśli przeciwnik nie padł, to zamierzał jeszcze podbiec i zacząć atakować go rękami i nogami. Tak bardzo desperacko, bowiem nie była to dobra metoda wygrania tej walki. Niemniej jednak, nic innego już zrobić nie mógł.
avatar

Iwaru
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 100

http://dbanotheruniverse.forumpolish.com/t318-iwaru-syn-keijiego

Powrót do góry Go down

Re: Pustynia

Pisanie by Shin on Czw Lut 23, 2017 7:44 pm

MG

Młody wojownik chciał odejść honorową śmiercią. Nie wielu potrafiłoby stanąć twarzą w twarz z śmiertelnym niebezpieczeństwem, ale Iwaru nie był byle pizdą. Był żołnierzem który dzielnie walczył o wolność swej planety. Pewnie nie będą opowiadać o nim historii, ale...
Ale nagle zza jednej z wysp wyskoczył motocykl, z którego do Androida zaczęła naparzać z karabinu jakaś dziwna postać. Chyba trafiła w coś ważnego, bo ten upadł jak głupi. Postać przejechała jeszcze po wszystkich zebranych przy ogniskach i w namiotach. Wszędzie lała się krew. Podjechała do Iwaru i zdjęła kask.
-Spierdoliłeś akcję chłopie. Jak widziałem że obrywasz, to chciałem tylko podjechać po auto, ale stwierdziłem-co mi tam. Uratuję cię. Ale pamiętaj-Zapłacisz mi za tą usługę, i to dużą cenę. Zgarniaj ciężarówkę i jedź do mojej bazy.
Yamcha pojechał w stronę Jeepa i tyle go widzieli. Zostawił Iwaru samego, ale przynajmniej żywego.
avatar

Shin

Liczba postów : 409

Powrót do góry Go down

Re: Pustynia

Pisanie by Iwaru on Czw Lut 23, 2017 11:07 pm

Można powiedzieć, że Iwaru nie mógł uwierzyć we własne szczęście. Już miał ruszyć na wroga w swojej ostatniej szarży, jednakże do tego nawet nie doszło. Strzały, zniszczony wróg, ryk motoru i wszędzie wokół krzyki bólu, cierpienia i umierania. 19-latek nie widział co prawda twarzy tego motorowego strzelca, ale przypuszczał kto to jest. Yamcha we własnej osobie. Pewnie obserwował wszystko, chcąc doprowadzić całą sprawę do szczęśliwego dla niego finału. Finał nie był szczęśliwy dla tych zapijaczonych skurczybyków z konwoju i w sumie nie był także zbyt szczęśliwy dla Iwaru. Yamcha stanął przed nim i oznajmił, że misja chłopaka zakończyła się klapą. Do tego poinformował go, że ma dług, który musi odpracować. W sumie Iwaru już wolałby umrzeć niż znowu pracować dla Yamchy. Ten koleś miał chyba nierówno pod sufitem i pewnie w przyszłości znowu wpakuje naszego bohatera w jakieś bagno. I to jeszcze większe zapewne bagno. Ale cóż miał począć? Ze złamanym nosem, strasznie poobijany, ledwo stojący na własnych nogach ... wsiadł za kierownicę ciężarówki i udał się tym pojazdem do bazy Yamchy. Miał nadzieję, że nie zapomni drogi, bowiem wtedy byłby przypał, nie?
I tym sposobem zaczął realizować to o co go Yamcha prosił. Jeśli tylko miał wolną chwilę, to postanowił porozmawiać z tym kolesiem i zarzucić mu parę rzeczy.
- Wiesz co? Po pierwsze, dlaczego mnie nie ostrzegłeś, że mogą mieć tam Androida? Czyżbyś wiedział tylko o tym, że się zatrzymali, a o ich uzbrojeniu już nie? A może specjalnie wysłałeś mnie tam, na śmierć?
Iwaru nie bał się śmierci. Mógł umrzeć podczas walki z Androidem, więc teraz mu to było szczerze powiedziawszy obojętne. Oczywiście Yamcha go uratował, jednakże taki ratunek ... to o dupę rozbić, nie?
- No i dlaczego nie dałeś mi broni? Gdybym miał porządną spluwę, jakiegoś AKacza ... to pewnie inaczej by to się skończyło, nie?
No i pozostała kolejna kwestia. Okropny ból ... osłabienie organizmu.
- Dobra. Nieważne. - powiedział Iwaru w końcu i machnął ręką. - Co by nie powiedzieć, to była dla mnie dobra lekcja. No i wbrew pozorom ... świetnie się bawiłem ... ugh ... - ból zaczął dawać się we znaki - Miałbyś może coś na te rany?
avatar

Iwaru
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 100

http://dbanotheruniverse.forumpolish.com/t318-iwaru-syn-keijiego

Powrót do góry Go down

Re: Pustynia

Pisanie by Shin on Pią Lut 24, 2017 3:22 pm

MG

Iwaru wrócił do bazy Yamchy, gdzie czekało go... No w sumie nic. Yamcha machnął na wszystkie jego pytania ręką, i zaczął własny mini-monolog.
-Słuchaj. Za uratowanie twojego życia... Hmm. Wisisz mi... 100.000 Zeni. Póki mi ich nie spłacisz, będziesz pracować na moich usługach. Nie będzie taryfy ulgowej. A teraz...
Otworzył pakę ciężarówki i ich oczom ukazał się stos złotych kielichów, dzbanków, pak z banknotami i innych kosztowności.
-Teraz mi to wszyyystko wypakujesz. A potem możesz odpocząć.
Yamcha zostawił poobijanego Iwaru, i gdy tylko wyszedł z jego pola widzenia, uśmiechnął się od ucha do ucha.
Hahaha... Kot by pomyślał, że zdobędę prawdziwego ucznia, ja, taki perfidny złodziej!

_______________
Koniec przygody.
avatar

Shin

Liczba postów : 409

Powrót do góry Go down

Re: Pustynia

Pisanie by Iwaru on Sob Lut 25, 2017 1:47 am

Młodzieniec tylko zrobił wielkie oczy. Czy jego życie było aż tyle warte? 100 tysięcy Zeni? Oczywiście dla Iwaru własne życie nie miało ceny, jednak wątpił, by ktokolwiek zapłacił taką kasę za szeregowego żołnierza. Oczywiście 19-latek musiał zapłacić za własne życie, bowiem było ono wartością nadrzędną. Yamcha z pewnością go bowiem zabije, jeśli ten odmówi spłaty długu, prawda? Co więc mógł począć? Zgodzić się oczywiście na spłatę tego długu. Oczywiście miał kilka pomysłów. Wystarczyłoby, że ukradnie jeszcze jedną taką ciężarówkę. Ewentualnie zdobędzie Smocze Kule i poprosi o horrendalną ilość pieniędzy. Znał też bogów, a przynajmniej istoty, które za bogów się podawały. Poznał też kosmitów. Oni mogli mieć pieniądze, prawda? Wystarczyłoby ich poprosić i byłoby po długu. Na co takiego bogowi pieniądze, nie?
- Zgadzam się.
To powiedziawszy, zabrał się za rozpakowywanie ciężarówki. Układał wszystko tam gdzie Yamcha mu wskazał, a jeśli nie wskazał to tam, gdzie było wolne miejsce. Po wszystkim zabrał się za siebie. A właściwie za swój nos. Jego zwierzchnik, jeśli można go tak nazwać, nie dał mu nic na te rany. Ciekawe czy po prostu był aż tak nieczuły czy może wiedział, że nic nie trzeba ... albo nic nie pomoże. Iwaru zaczął od nosa. Ten był złamany, ale jeśli tylko kość będzie w odpowiedniej pozycji, to na pewno się zrośnie. Ustawił ją więc tak jak powinna być. Coś chrupnęło, a chłopak tylko skrzywił się z bólu. Jednak powinno być już ok, nie? No i następnie przeszedł do rekonwalescencji. Postanowił znaleźć sobie jakieś wygodne miejsce do spania i zasnąć. Przed tym jeszcze myślał. Yamcha może nie był idealnym typem osoby, ale przecież w zamian za pomoc w złodziejskim procederze mógł od niego coś dostać. Jakieś wyszkolenie chociażby. To była dość fajna opcja, nie? Istniała też szansa, że Yamcha zostanie przyjacielem naszego bohatera. Same plusy, nie? Może więc nie będzie tak źle jak Iwaru na początku sądził? Z tą myślą usnął.

---
To mój drugi post fabularny, więc regeneruję sobie trochę HP i Ki. No i włączam regenik 5% na godzinę.
avatar

Iwaru
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 100

http://dbanotheruniverse.forumpolish.com/t318-iwaru-syn-keijiego

Powrót do góry Go down

Re: Pustynia

Pisanie by Iwaru on Pon Lut 27, 2017 11:47 pm

Iwaru obudził się prawdopodobnie następnego dnia, dość wcześnie rano. To znaczy ... chyba było rano. A może to dopiero popołudnie? Ciężko było stwierdzić. Czas tak dziwnie płynął. Jednak chłopak czuł się lepiej. Znacznie lepiej. To znaczy ... od tej potyczki z androidem oczywiście. Postanowił stać się silniejszy. A co to oznaczało? Ano oznaczało początek nowego treningu. Udał się więc tam gdzie mógł trenować. Oczywiście ciągle był w kryjówce Yamchy, ale czy to było ważne?

Trening Techniki: Energy Wave [Kikōha]
Chłopak potrzebował czegoś potężniejszego w arsenale swoich technik, zwłaszcza jeśli chodzi o ataki energetyczne. Tyle czasu bowiem rozwijał swój potencjał energetyczny, jednakże bez odpowiedniej techniki byłoby to bezsensowne, nie? Musiał więc jakoś spożytkować to czego się do tej pory nauczył. Energia Ki mogła być formowana na bardzo wiele sposobów. Albo w postać swoistego dopalacza do ataku wręcz albo w postać kuli, która zadaje obrażenia bądź nawet odpychającej cel fali. Były też różne inne wariacje. No dobra. Iwaru nie mógł na sto procent powiedzieć, że na pewno były, bowiem nie widział na żywo wielu technik ani też nikt mu o nich nie opowiadał. Jednakże chyba prawidłowym byłoby założenie, że jednak możliwości jest multum, prawda? Tak czy siak. W jego głowie narodziła się koncepcja dość potężnego energetycznego ataku. Atak ten miał polegać na skumulowaniu w ręce (bądź w rękach) energii Ki i wystrzeleniu jej w kierunku wroga. Jednakże nie miał być to pocisk, a coś na wzór dalekodystansowej wiązki (tutaj jest pokazane użycie techniki i jak dla mnie to bardziej wygląda jak wiązka niż jak fala, więc dlatego użyłem tego słowa). To tak jakby ktoś sikał na odległość 30 metrów, a mocz byłby zabójczy. Oczywiście w przypadku moczu trajektoria tej wiązki byłaby inna. Opadałaby, zakreślając łuk. Tutaj natomiast wiązka miała lecieć prosto do celu, a nawet jeszcze dalej. Kontrola siły i wielkości to także byłby dodatkowy atut tej techniki, prawda? Oczywiście najprawdopodobniej ktoś już stworzył coś takiego ... czy to czasem nie była technika tego całego Tenshinhana, o której wspominał Goku? To było nawet bardzo prawdopodobne. Często bowiem ludzie wpadali na bardzo podobne pomysły. W wielu miejscach na świecie powstawały domy, chociaż ich budowniczowie nie mieli ze sobą kontaktu w czasach prehistorycznych. Czyżby tak miało być i w tym przypadku? Kto wie? Iwaru stanął w odległości jakichś 20 metrów od najbliższej ściany i przystąpił do treningu. Najpierw zebrał odpowiednią ilość energii w dłoni i wystrzelił ją w postaci ki blasta. Kula energii poleciała do przodu i z impetem uderzyła w ścianę. To jeszcze nie było to. Chłopak wytworzył kolejnego ki blasta, jednak w tym wypadku zaczął sobie wyobrażać coś z goła innego. Nie zamierzał już puścić kulki samoistnie, a zwyczajnie wyobrażać sobie jak się płaszczy i rozciąga, zmieniając w coś na wzór bardzo cienkiej liny. Takiego cienkiego lasera. Technika miała większe możliwości penetracyjne, bowiem wbiła się głębiej w ścianę niż pierwszy atak, niemniej jednak ta siła ciągle nie była zadowalająca. Szczerze mówiąc ... to nie tak ją sobie Iwaru wyobrażał. Penetracja chyba była ok, ale brakowało mocy. A co trzeba zrobić, jeśli moc jest niezadowalająca? Dorzucić do pieca. Tak też chłopak zrobił. Przy kolejnej próbie wykorzystał tym razem dwukrotność tego co za pierwszym razem. Próbował skupić tą całą energię w postać bardzo cienkiego lasera. No, ale znowu coś poszło nie tak. Tym razem po prostu energii było zbyt dużo w jednym milimetrze sześciennym, więc technika uległa destabilizacji i samoistnie rozpadła się zanim trafiła w ścianę. Nie zrażał się jednak i tym razem postanowił obniżyć umiejętności penetracyjne poprzez zwiększenie rozmiaru, tj. grubości techniki. Użył znowu dwukrotnej ilości Ki, jednak tym razem utrzymywał odpowiednią grubość techniki. Nie rozpadła się i z impetem uderzyła w ścianę. Osiągi tego tworu nawet zadowalały chłopaka, jednakże on czuł, że z tego można wycisnąć jeszcze więcej. Zatem co zrobił? Znowu dorzucił paliwa, zwiększając moc. Tym razem jednak nie zamierzał popełnić podobnego błędu. Nie zamierzał ściskać za bardzo energii w promieniu i skoro dorzucił jeszcze więcej energii to oznaczało to konieczność zwiększenia grubości tejże wiązki. Co można było na to poradzić? Chyba nic. Wiązka ta gruchnęła w ścianę, jeszcze mocniej ją uszkadzając. Tym sposobem Iwaru zgromadził już wszystkie elementy tej układanki - szybkość, ilość energii i zadawane obrażenia. Teraz musiał zrobić jeszcze jedno. Poskładać je w całość. By to osiągnąć, chciał się upewnić, że jego ostatnia próba nie była czystym przypadkiem. Wystrzelił więc w dwie kolejne ściany tego samego rodzaju technikę. Co mógł o niej powiedzieć? Na pewno była dużo potężniejsza niż Ki Blast. Zbieranie energii trwało jednak znacznie dłużej. Technika ta wydawała się też szybsza, więc jakoś tam nadrabiała. Bardziej, co oczywiste, obciążała i wyczerpywała organizm.
avatar

Iwaru
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 100

http://dbanotheruniverse.forumpolish.com/t318-iwaru-syn-keijiego

Powrót do góry Go down

Re: Pustynia

Pisanie by Iwaru on Wto Lut 28, 2017 11:56 pm

Trening Statystyk: Szybkość, Wytrzymałość
Trening trwał i tym razem nasz główny bohater postanowił rozwinąć swoje możliwości fizyczne. Brakowało mu szybkości, a wytrzymałość zawsze większa się przyda, prawda? Poza tym, te dwie cechy można było trenować bardzo efektywnie, bowiem jedno "ćwiczenie" rozwijało jednocześnie szybkość jak i wytrzymałość. Odpoczął trochę, bowiem trening nowej techniki wyczerpał jego siły, a następnie przeszedł do treningu. Był on bardzo prosty. Zaczynał się od zwykłej rozgrzewki. Iwaru wykonał więc podstawowe ćwiczenia. Najpierw skłony, gdzieś tak 4 serie po 20 razy, a między każdą serią jakieś 2 minuty odpoczynku. Następnie przysiady. To samo, 20 przysiadów, 2 minuty przerwy, 20 przysiadów, 2 minuty przerwy ... i tak jeszcze 2 razy. Pompki, tym razem 8 serii po 10 razy i 3 minuty przerwy między seriami. No i potem było jeszcze kilka innych ćwiczeń, oczywiście z podziałem na serie. To miała być rozgrzewka, jednak nawet podczas tej rozgrzewki mięśnie chłopaka pracowały i powodowały zmęczenie, które Iwaru musiał przezwyciężyć. Zwiększało to więc jego wytrzymałość. Natomiast robienie przerw pozwalało na to, by organizm nie doznał automatycznej destrukcji spowodowanej bardzo intensywnym treningiem. Zwiększało to też efektywność, bowiem te krótkie odpoczynki pozwalały zregenerować energię i z nowymi siłami wykonywać kolejne ćwiczenia, co w konsekwencji przełożyło się na wykonaną większą ilość ćwiczeń w tym samym czasie niż gdyby nie robił tych krótkich pauz. W treningu ważna była bowiem wiedza kiedy można się przemęczyć, a kiedy należy dać sobie spokój. Po rozgrzewce przyszła kolej na finałową część tegoż treningu, a właściwie pierwszą część finałowej części. Pierwszą częścią był oczywiście bieg. Najpierw zrobił jedno okrążenie dookoła sali, wykorzystując jakąś 1/4 swoich możliwości. Biegnąc, starał się kontrolować swój oddech i nie dopuścić do wystąpienia kolki. Kolka była bowiem takim sygnałem, że trening należy skończyć. Był już dość mocno zmęczony, ale jedno kółko wykonał bez najmniejszego problemu. W drugie kółko włożył natomiast 1/3 swoich możliwości, więc biegł już szybciej. Tym razem także kontrolował swój oddech. Drugie kółko zostało wykonane. Potem wykorzystał ... 1/2 swej szybkości i kolejne kółko. Później biegł już na maksa, tak szybko jak tylko mógł. Trenował tym samym swoją szybkość i jednocześnie wytrzymałość, bowiem męczył się okropnie. Następne okrążenie - włożył w swoje nogi jeszcze więcej energii i zwiększył osiągi o 10%. Następne okrążenie - 25% szybciej. Kolejne - 33%. I po tym siódmym okrążeniu złapała go kolka i przerwał. Odpoczął sobie krótko, by odzyskać siły i przeszedł do pierwszej części drugiej części finałowej części treningu. A mianowicie do czego? Do wykonywania uderzeń rękami. Pierwsze 6 uderzeń, prawa pięść, lewa i tak na zmianę - z 1/4 szybkości, potem ... kolejnych 6 z 1/3, kolejnych 6 - 1/2, kolejnych - z maksimum szybkości, a następnie zwiększał prędkość aż nie złapała go kolka. Szybkość bowiem to nie był tylko bieg. Szybkość to były przede wszystkim uderzenia. Tak jak w atutowej technice Yamchy. Iwaru chciał stać się na tyle szybkim, by móc jeszcze pogadać z Yamchą o treningu tej techniki. A nawet jeśli by trening ten się nie odbył ... dodatkowa szybkość zawsze była ok, nie? Następnie to samo zrobił z nogami i była to druga i ostatnia część drugiej i ostatniej części finałowej części treningu (czy jakoś tak XD), trenując wykopy w powietrzu. To było jednak dużo trudniejsze, bowiem za każdym razem musiał łapać równowagę i z impetem zatrzymywać rozpędzone po wykonaniu kopnięcia ciało, a następnie powracać do pozycji do ponownego wykonania "ataku". Spowalniało go to, jednak starał się non-stop zwiększać prędkość kolejnych serii kopnięć. A gdzie kopał? Ano na różnych wysokościach i w różny sposób, bowiem chciał poprawić swoją ogólną szybkość, a nie tylko szybkość konkretnego typu ataków. To samo robił także w przypadku treningu z rękami. Po wszystkim ... udał się odpocząć i trening uznał za zakończony.
avatar

Iwaru
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 100

http://dbanotheruniverse.forumpolish.com/t318-iwaru-syn-keijiego

Powrót do góry Go down

Re: Pustynia

Pisanie by Shin on Pią Mar 03, 2017 5:41 pm

Mistrz Gry


Yamcha podszedł do Iwaru. Spojrzał na leniącego się obiboka, potem na stertę gratów z ciężarówki popostawianą jak leci obok pojazdu, i poczuł że trafi go szlag. Kopnął go w nogę wystarczająco mocno, aby ten się obudził.
-CO TO MA BYĆ! Wpakuj mi ten syf z powrotem do ciężarówki, i przyjdź na tył mojej bazy. Mam dla ciebie kolejne zadanie. A potem... Czeka cię nagroda. Chyba że coś nieźle spieprzysz, jak tamtą akcję z androidem. No, to ja będę na ciebie czekał.
I poszedł.
avatar

Shin

Liczba postów : 409

Powrót do góry Go down

Re: Pustynia

Pisanie by Iwaru on Nie Mar 05, 2017 3:05 pm

- Cholera ... - Iwaru zaklął pod nosem cicho, ale tak, by Yamcha tego nie usłyszał. Cała sytuacja nie była chłopakowi w ogóle na rękę. Yamcha znowu po nim pojechał, a za jakiś czas będzie czekało go zadanie. Tyle dobrze, że będzie go czekała jakaś nagroda, chociaż Iwaru raczej wolał słowo "zapłata". Skoro miał spłacić dług, to musiał mieć jakiś źródło utrzymania, a idealnym układem byłoby jakby to Yamcha opłacał. Może dałoby się też wykupić o zleceniodawcy "dodatkowe usługi", tzn. chociażby jakiś trening czy coś. Może nawet broń. Jeśli by to dobrze rozegrać, to Iwaru mógłby pozyskać dla Ruchu Oporu i Patrolu Czasu bardzo potężnego sojusznika. Oczywiście opłacanego, ale zawsze, nie? W każdym bądź razie chłopak zrobił to o co go Yamcha poprosił i spakował wszystkie rzeczy na powrót do ciężarówki, a potem udał się we wskazane miejsce.
- Na następną misję chciałbym pożyczyć od Ciebie broń - od razu przedstawił swoją prośbę. Taka rzecz na pewno by pomogła w wykonaniu zadania, więc Iwaru sądził, że taka pożyczka także się Yamchy opłaci.

---
Sorka, że tak późno :<.
avatar

Iwaru
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 100

http://dbanotheruniverse.forumpolish.com/t318-iwaru-syn-keijiego

Powrót do góry Go down

Re: Pustynia

Pisanie by Shin on Pon Mar 06, 2017 8:44 pm

Mistrz Gry

Yamcha nie owijał w bawełnę i przeszedł do sedna
-Ech, wyśmiałbym cię, ale teraz akurat będziesz potrzebować broni. Dobrej broni. Otóż widzisz... Pamiętasz tego mafiozę, którego ostatnio okradłeś? No cóż. Wbijesz mu się na chatę i ukradniesz naszyjnik jego córki. Złoty, wysadzany brylantami. Warty może 10 tysięcy Zeni. A przynajmniej dla ciebie jeśli chodzi o dług. Reszta forsy poleci dla mojego użytku. Z tego co wiem jego nowa chacjenta jest gdzieś nad rzeką, ale dokładnej-dokładnej pozycji teraz ci nie podam. Dobra, zadawaj pytania i zaraz dostaniesz ekwipunek.
avatar

Shin

Liczba postów : 409

Powrót do góry Go down

Re: Pustynia

Pisanie by Iwaru on Wto Mar 07, 2017 9:20 am

Iwaru był bardzo poważny. Szczerze powiedziawszy, każde zadanie od Yamchy wymagało niesamowitych zdolności, a fakt, że miał ukraść naszyjnik córki mafiozy wcale mu się nie podobał. Dlaczego? To bardzo proste. Dziewczyna prawdopodobnie nie była w ogóle zamieszana w ciemne interesy ojca, a przynajmniej tak chłopak przypuszczał. Mogła więc stać się przypadkową ofiarą, a zabijać niewinnych ludzi ... to nie było w jego stylu. Zwłaszcza przypadkowych kobiet. Yamcha by go wyśmiał, gdyby teraz zgłosił swój sprzeciw, prawda?
- Dobra, zrobię to.
Zgodził się więc bez wahania. No i w końcu pozostała kwestia jego wynagrodzenia. Oczywiście Yamcha dawał mu 10000 Zeni na spłatę długu, co było dokładnie 10% tego co miał oddać, jednakże Iwaru nie był zainteresowany taką opcją. Tutaj zgłosił swój sprzeciw.
- Na spłatę długu chciałbym przeznaczyć maksymalnie 9 tysięcy z tego co mi obiecujesz. 1 tysiąc dla mnie na własny użytek. Stoi?
Dlaczego chłopakowi zależało tak bardzo na kasie? Otóż dlatego, że dzięki tej kasie mógłby przecież jakoś handlować z Yamchą, bo póki co nie miał mu nic do zaoferowania. Taktyka była prosta. Oddać dług, ale wolniej, w zamian jednak rosnąć w siłę. To było całkiem logiczne, prawda? No i to był wstęp do układów z tym złodziejem. A przecież także Iwaru chciał na tym trochę skorzystać. No może nawet nie trochę, a bardzo. Yamcha jednak mógł nie znać motywów takiego działania, więc trzeba było to wyjaśnić, nie? 19-latek przemówił:
- Prędzej czy później i tak oddam Ci cały dług, więc 1 tysiąc w tą czy we w tą nie powinien robić różnicy, nie? A ja przynajmniej będę miał jakieś pieniądze i będę mógł z Tobą prowadzić handel. Odkupić jakąś broń albo zapłacić Ci za trening tej Twojej techniki, bo jednak jestem zainteresowany. Dzięki temu obaj zyskamy. Nie uważasz? Ja, bo będę silniejszy i będę mógł łatwiej przeżyć, a po zakończeniu współpracy pokonać swoich wrogów. Ty dlatego, bo przecież zarobisz dodatkową gotówkę. Nie interesuje Cię taki układ? Przecież im dłużej tutaj jestem, tym Ty więcej zarabiasz, nie?
Iwaru gadał tak jakby był jakimś domokrążcą i właśnie starał się "klientowi" wcisnąć jakiś towar. Tym razem jednak nie był to trefny towar, ale całkiem normalna propozycja. Chłopak liczył na to, że Yamcha się zgodzi bez najmniejszego problemu. Nawet jeśli by się nie zgodził, to i tak zadanie 19-latek zamierzał wykonać.
- Dobra. Dawaj jakieś szczegóły. Mapę. Pojazd. Broń. Informacje dotyczące całej posesji. Wszystko co wiesz. Ochrona. Androidy. Wszystko co może być mi przydatne, by nie dostać porządnego wpierdzielu i wykonać zadanie. Nie zależy Ci chyba na mojej śmierci, nie? Oczywiście, że nie. Przecież ty wtedy nic nie zyskasz.
avatar

Iwaru
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 100

http://dbanotheruniverse.forumpolish.com/t318-iwaru-syn-keijiego

Powrót do góry Go down

Re: Pustynia

Pisanie by Shin on Nie Mar 12, 2017 8:57 pm

Mistrz Gry


Yamcha spojrzał na Iwaru z chytrym uśmieszkiem.
-Ohohoh. Mam pomysł. Dam ci trzy wybory. Pierwszy-Dostaniesz tysiak zeni dla siebie, ale zero informacji i będziesz mógł zapomnieć o tym że dostaniesz kiedykolwiek obiecaną za tę misję nagrodę. Drugi-Dostaniesz szczegółowe informację, nawet-dobrą-broń i pojazd, ale bez jakiegokolwiek hajsu, nawet do długu, o nagordzie nawet nie wspominając. Trzeci-Pójdziesz na moich warunkach-Wykonasz zadanko z byle jakimi informacjami, bez profitów pięniężnych, najgorszą bronią... Ale za to dostaniesz nagrodę. Co ty na to?
Spytał, a z daleka moźna było usłyszeć chichot Puara.
avatar

Shin

Liczba postów : 409

Powrót do góry Go down

Re: Pustynia

Pisanie by Iwaru on Czw Mar 16, 2017 11:29 am

Iwaru uśmiechnął się. Yamcha potrafił się targować, to trzeba było mu przyznać. Niemniej jednak zaproponowane przez niego opcje w ogóle nie podobały się chłopakowi.
- Więc i ja dam Ci trzy opcje - zaczął, szczerząc się głupio. Niemal tak głupio jak ten głupi kot. Niezbyt ich lubił. Gdy chodziło o interesy to ludzie mogli stać się najgorszymi bestiami. Bez honoru. Czasem, a tak było i w tym wypadku, chęć zysku odbierała im racjonalne myślenie i tracili na tym interesie zamiast zyskać. Przecież Yamcha więcej by zyskał gdyby poszedł na układ zaproponowany przez 19-latka - Pierwsza opcja: godzisz się na to co zaproponowałem i obaj jesteśmy szczęśliwi. Druga opcja: nie godzisz się i nici z tej kradzieży, nie wchodzę w to i zrywam z Tobą wszelakie kontakty i idę sobie ... gdzieś. Trzecia opcja jest taka sama jak ta druga, jednak możesz mnie zabić jeśli chcesz. Nie boję się śmierci, a o ratunek nie prosiłem, więc nawet nie jestem w stanie uznać, że mam jakikolwiek u Ciebie dług. To czysty interes, a w tym wypadku dla mnie to nieopłacalne zupełnie.

---
Jak chcesz, to możesz mnie zabić Very Happy.
avatar

Iwaru
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 100

http://dbanotheruniverse.forumpolish.com/t318-iwaru-syn-keijiego

Powrót do góry Go down

Re: Pustynia

Pisanie by Laptor on Wto Mar 21, 2017 6:02 pm

Shin przerwał misję, ale zapomniał napisać więc piszę, że przerwana.

Yamcha spojrzał pogardliwie na Iwaru, który wkurwiał go niesamowicie. Postanowił, że zabijać szczeniaka nie będzie, bo po co? Nie jest takim człowiekiem. Bić go? Jest zbyt głupi na to by wynieść nauczkę z takiej lekcji, i tak będzie zarozumiały. Yamcha uśmiechnął się, chciał dać Iwaru wybór, ale ten go odrzucił. Dlatego też nie zostawił żadnych pieniędzy mu ani transportu. Niczego. Bez słowa zwyczajnie z kapsułki wystrzelił pojazd i odjechał zostawiając go z niczym.

_________________
Ore ni kateru no wa, ore dake da
______________________________________________________
avatar

Laptor
Mistrz Gry

Liczba postów : 1066

http://www.invincible.oxn.pl

Powrót do góry Go down

Re: Pustynia

Pisanie by Shiro on Sro Kwi 12, 2017 6:00 pm

Shiro znalazł się na bezkresnej, parnej pustyni. Na pierwszy rzut oka przypominała wydmy Vegety czy planety Kaikona, jednak zachowywała pewne cechy charakterystyczne jak bezchmurne, błękitne niebo czy nieregularne kamienne wzniesienia. Ciepły wiatr walił po ciele, wyciskając pot hektolitrami. Ubranie, które białowłosy miał na sobie było cienkie, lecz na jego nieszczęście - czarne.
Wszystkie wydarzenia, jakie miały miejsce w ciągu tych paru dni uczyniły go znacznie silniejszym, zapoznały z wieloma osobami, powiązały z paroma organizacjami jednak i tak doprowadziły do punktu wyjścia. Do milczącego pustelnika, myślącego wyłącznie o walce. Lecz teraz o wiele bardziej ponurego i groźnego. Teraz to życie stało się o wiele cięższe. Posiadanie przyjaciela czy ucznia było niemałą frajdą. Ale to tylko złudzenie. Został oszukany, wystawiony i porzucony. Nie czuł już przynależności do niczego. Zdjął niebieskie kolczyki, ścisnął w dłoni i rzucił na ziemię. Zgniótł je stopą. Jednak nie tak lekko i elegancko jak nieudaną parodię gadającego robota. Z całą siłą tupnął weń tak, że rozległ się donośny szczęk pękającego szkła. Jedyne, co mu pozostało to trening. I nim właśnie miał zamiar się zająć.

Trening do statystyk

Właściwie to ciężkie warunki i czterdzieści stopni w cieniu zwiększały efektywność ćwiczeń. Wzmacniając swą wydolność fizyczną jednocześnie będzie się uodparniał na niekorzystne efekty zewnętrzne. Mimo wszystko musiał zacząć od rozgrzewki. Wyciszył Ki, by przypadkiem odruchowo jej nie użyć. Kucnął na rozgrzanym piachu i odbił się zeń błyskawicznie. Przyskoczył do najbliższej skały, oddalonej o jakieś dwadzieścia metrów. Wystawił dłonie do przodu, a gdy jej nimi dotknął, natychmiast dołączyły nogi, które zgiął, następnie natychmiast prostując, by się odeń odbić. Wyleciał w ten sposób do kolejnego wzniesienia, nieco wyższego. Od niego odbił się w dokładnie taki sam sposób, jednak spróbował wybił się bardziej do góry coby sobie bardziej utrudnić życie. Wiadomo, im cięższe ćwiczenie tym lepsze. A przynajmniej tak sądził stuprocentowy wojownik, jakim był Shiro. Przy każdym wystającym kamiennym klocu wybijał się coraz wyżej, także po pewnym czasie zataczał już nam nimi łuki i odskakiwał niemalże pionowo. Trwało to kilkanaście minut. W takim miejscu męczył się o wiele szybciej niż zwykle. Jednak nie zamierzał kończyć. Wręcz przeciwnie, w locie postanowił wprowadzić parę urozmaiceń. Teraz przy każdym skoku robił salto, piruet czy inny efektowny obrót w powietrzu. Poza przygotowaniem mięśni do cięższego wysiłku szlifowało to gibkość boga, poprawiając sprawność uników.
Gdy skończyły mu się pomysły na akrobacje, a jego ubranie było całe mokre od potu uznał, że da już temu spokój. Wybił się nieco mocniej niż poprzednio i korygując tor lotu, wylądował na szczycie jednego z kamiennych wzgórz. Tam podociągał wielokrotnie głowę do ramion i wykonał parędziesiąt skłonów, żeby przypadkiem sobie czegoś nie naciągnąć. Było to mało prawdopodobne, ale przezorny zawsze ubezpieczony, jak to mówią. Stanął na rękach, by zrobić na nich pięćdziesiąt pompek, następnie wykonał po tyle samo przysiadów pistoletowych na każdej nodze. Został jeszcze brzuch, który postanowił rozgrzać w sposób nieco ryzykowny. Usiadł na skraju wzniesienia, plecami do przepaści. Następnie zwisnął sobie tak głową w dół i zrobił równiutko sto dłoni brzuszków. Zeskoczył po nich na ziemię, zwalniając już lot techniką Bukujutsu, coby nie skończyć jako placek.
Włóczykij wyczarował sobie grubą kurtkę, aby było mu jeszcze goręcej, bo czemu by nie? Teraz zaczynał się właściwy trening. Z początku właściwie nie wiedział, jak się zań niego zabrać. Ciekawe, jak by to rozegrał Shin, który niezbyt się do ćwiczeń przykładał, a i tak znacznie go przewyższał siłą. Szalony i głupi, zapewne by coś rozwalił bez opamiętania. Zostawiłby za sobą pobojowisko, mając z tego tylko idiotyczną satysfakcję. Choć właściwie... czemu by nie?
Wybił się z podłoża i w pozycji gotowej go ciosu wystrzelił z stronę masywnej skały. Przywalił w nią z całej siły. Rozbiła się niczym szkło. Natychmiast znalazł się przy innej i też ją rozwalił. Nie miał pojęcie, czemu go to bawi. Zrobiło mu się gorąco już po kilkudziesięciu kamulcach, więc sobie odpuścił. Trening na środku pustyni w kurtce zimowej to coś, czego dopuściłaby się tylko osoba bardzo wytrzymała lub po prostu nadzwyczajnie głupia. Usiadł na piachu, przetarł czoło. Popatrzył na malutkie drobinki, jakie pozostały po tych wielkich klocach. Po chwili zauważył długie, falujące istoty wijące się spod powierzchni niedawnych skał. Zaczęły go zewsząd otaczać węże. Pierwszy, nieziemsko szybki skurczybyk, zwinął się błyskawicznie - niby w sprężynę - i wyskoczył w stronę pustelnika. Zaskoczony, ledwo zrobił unik, odchylając się w bok. Właśnie wpadł mu do głowy pomysł na popracowanie nad swoją prędkością. Wstał z ziemi, odskakując jednocześnie innemu pozbawionego domu gadowi.
Stanął w stosownej pozycji bojowej, dysząc ciężko z gorąca. Jeden ciciur znalazł się nagle tuż przy jego prawej ręce. Odsunął ją do tyłu, obrócił się i odkopnął dziada lewą nogą. W tej samej chwili wzleciały doń trzy kolejne, przed którymi uratował się wysokim skokiem z saltem. Lądując, przypadkiem nadepnął na innego. Znalazł się jednak w korzystniejszej pozycji, gdyż teraz przeciwnicy nadciągali tylko z jednej strony. Wszystkie rozwścieczone stwory natychmiast obróciły się i ruszyły ku niemu. Na przedzie wyskoczył niewielki zielony osobnik, przelatując tuż nad jego głową. Shiro zapewne zostałby ugryziony w oko, gdyby nie wychylił grzbietu do tyłu w stylu tańca limbo. Dwa inne wzniosły się pod kątem ostrym do podłoża i zaatakowały jego nogi. Wojownik podparł się lewą ręką i zakręcił nogami w efektownym kopnięciu capoeiry. Co prawda niczego nie uderzył, ale skutecznie wyminął nacierających kąsicieli. Wylądował w pozycji jak po rundaku. Odepchnął następnego nadlatującego węża kantem dłoni. Ich liczba narastała, nie wiadomo jak. Z coraz większym trudem unikał wyskakujących w jego stronę skurczybyków. Tu piruet, tu cios, tudzież uskok, tamże kopnięcie. Pojedynczym gadzinom udawało się po pewnym czasie złapać włóczęgę. Ktoś o takiej mocy nie mógł z pewnością od nich zginąć, ale z pewnością go one osłabiły. Poczuwszy zagrożenie, młodzieniec zdenerwował się i wyskoczył w powietrze. Zaczął strzelać w nie falami Ki Blastów. Starał się przy tym czynić fale mocniejsze niż zwykle, długotrwałe posługiwanie się tym atakiem tez było jakimś treningiem. W sumie to trochę wstyd, że potrafił wystrzelić z dłoni tak podstawową wiązkę energetyczną. Będzie musiał popracować nad tym w przyszłości. Kiedy był pewny, że zabił wszystkie uprzykrzające życie stworzenia, które wykorzystał do treningu, opadł na ziemię, stając na samym środku niewielkiego krateru, jaki powstał. Było mu w tej kurtałce gorąco jak diabli, ale wiedział, że jeszcze nie może zakończyć treningu.
Dotknął dłonią piasku, którym dziura zdążyła się już nieco napełnić. Parzył jak diabli. Postanowił pozbawić się całego odzienia, poza bielizną. Miecz zamaszyście rzucił pod jedną z pozostałych po demolce skał. Przeszedł do podporu przodem. Podłoże niemiłosiernie paliło go w kończyny. Ale nie zraził się tym. Zaczął robić pompki. Workout miał się składać z podstawowych ćwiczeń wykonywanych na tego typu podłożu. Pierwsze pompki były najgorsze. Czuł się, jakby robił je na rozżarzonych węglach i różnica była w tym właściwie niewielka. Po stu powtórzeniach natychmiast położył się na plecach. Boże słodki, jaki to był ból! Do całego tyłu młodzieńca przyklejały się drobinki piekielnej ziemi, by po chwili wbić mu się niczym gorące widły szatana. Problem był tu taki, że nie mógł się całkowicie przyzwyczaić do parzącego podłoża, gdyż cały czas się od niego odrywał, by ponownie się zeń zetknąć. Setka bolesnych ćwiczeń i obrócił się na brzuch. To było chyba najgorsze ze wszystkich. Wykonując grzbiety, dotykał palącej podpory niemalże całą powierzchnią ciała. Dobrze o tym wiedział, więc stwierdził sobie że takowych w serii umieści o pięćdziesiąt więcej. Po okropnie długich torturach uznał, że nie może zaniedbywać nóg, toteż zajął się przysiadami. Tu jednak zmaterializował sobie ogromny kamienny ciężar, który założył na bary. Kloc nagrzewał się z każdą minutą, potęgując ból skóry oraz wciskając dodatkowo stopy w paskudny piach. Ta mordęga powtórzyła się sto razy. Tak miała się cała seria. To było okropne. Młodzieniec obejrzał swoje ciało, już nie białe a czerwone od oparzeń, uśmiechnął się. Takich serii zrobi pięć... Nie, dziesięć.
...
Zachodziło słońce. Wycieńczony, cały od poparzeń Shiro doczołgał się pod skały złączone w łuk, tworzące w pełnym miejscu stały cień. Miał wszystkiego dość. Skóra zeszła z niego w niemalże każdym miejscu na ciele. Ale udało mu się. Dotrwał do końca. Zrobił wszystkie dziesięć serii. Stworzył nowe ubranie, zapiął miecz. Samo zektnięcie skóry z odzieniem parzyło go niemiłosiernie, ale ignorował to. Był z siebie zadowolony. Co więcej, czuł w sobie przypływ nowej mocy. Czyżby zbliżała się jego pierwsza przemiana? Jeśli tak, musiał się do niej stosownie przygotować. Usiadł pod rzeźbą skalną i pogrążył się w głębokiej medytacji.

Włączam cogodzinną regenerkę HP i Ki.
avatar

Shiro
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 275

http://www.strawpoll.me/12564308

Powrót do góry Go down

Re: Pustynia

Pisanie by Shiro on Pią Kwi 14, 2017 10:26 pm

Shiro otworzył oczy. Wszedł w stan tak głębokiego skupienia, że stracił kontrolę i zapadł w sen na minimum dobę. Tak mu się przynajmniej zdawało, gdyż słońce tej planety znów zachodziło. Był to widok zapierający dech w piersiach nawet po tytlu przeżyciach. Wstał, rozruszał nieco zastałe mięśnie i podrapał się po głowie, wygrzebując piach z włosów. Spojrzał na swoje dłonie, nie wiedząc właściwie, po co to robi. Czuł lekkie wibracje, przedziwne fale, jakby więziona w jego ciele energia tylko czekała na wydobycie. To nadchodziło. Nareszcie stał się na tyle silny, by przejść swą pierwszą przemianę! Nie wiedział jednak, którą ze ścieżek wybierze jego dusza, ewoluując. Na razie postanowił się tym nie przejmować. Zapewne dowie się tego w jej trakcie. Potrząsnął łbem, stanął stabilnie, acz nie twardo. Zaraz miał ponownie odpłynąć w medytacji. Jednak tym razem postawił sobie za zadanie zapaść się tak pedantycznie, by wyciągnąć z siebie tę czającą się moc. Splótł luźno dłonie z trójkąt odwrócony podstawą do góry. Opuścił powieki. Zaczęło się.
Skupił się na swym wnętrzu. Zamknął się w swym ciele, wszedł w głąb umysłu. Już nie docierały do niego bodźce zewnętrzne. Otoczył się niewidzialną skorupą, chroniącą przed wyrwaniem się ze skupienia. Odciął się. I odpłynął.
Soundtrack
Stał pośrodku bezkresnej, jasnej przestrzeni. Nie wiedział, kiedy i jak tam się znalazł. To tak samo jak we śnie, po prostu tam był. Przed nim ciągnęła się wąska ścieżka, oddzielona od pustki czarnymi pasami. Po kilkunastu metrach następowało rozwidlenie drogi na dwie części. Lewa prowadziła do prostopadłościennej, śnieżnobiałej kolumny. Ta w pewnym miejscu, zapewne mniej więcej na wysokości jego głowy, ulegała ucięciu. W jego miejscu lewitował mieniący się jasnym światłem kryształ. Po prawej zaś stronie stał dokładnie taki sam słup z identycznym kamieniem. Z tym, że biły od niego czerń i mrok.
Młody bóg uśmiechnął się nieznacznie. Wszystko wskazywało na to, że jego plan wejścia w głębszą medytację zakończył się powodzeniem. Zawiodło go jednak to, że miał tylko dwa wyjścia.
- A więc tak to ma wyglądać? Cwane skurwysyny. Od samego początku ugrali to tak, bym mógł wybierać tylko między całkowitym dobrem a złem.
Niespiesznie podszedł do białego diamentu. Zbliżył do niego dłoń. Niebiańska aura otaczająca artefakt zaczęła się do niego zbliżać. Ujrzał siebie jako przykładnego boga z zielonymi Kaioshińskimi kolczykami, w pełnoprawnej kolorowej boskiej kamizelce, pośród wspaniałych zielonych wzgórz. Pił herbatę wraz z Kaikonem i Zachodnią. Śmiał się wraz z nimi i miło spędzał czas. Od czasu do czasu rozwiązał jakiś niewielki problem za odległej planecie w ramach zadania. Krótko mówiąc - był wzorowym Shinjinem. Obrzydził go ten widok. Wzdrygnął się i natychmiast odsunął rękę.
Następnie zawrócił do kryształu czarnego. Tu również wystawił prawicę, pozwalając sobie ukazać wizję swej przyszłości. Zobaczył mrok. Paskudną ruinę planety, pełną krzyku, mordu i gwałtu. Miejsce wyglądało jak po apokalipsie. Wielka, ciemna pustynia ze zrujnowanymi pozostałościami cywilizacji. Po całym świecie włóczyły się potwory. Ostatni ludzie płakali, uciekali, bez nadziei i buntu. Wszędzie spustoszenie. A na samym jego środku stał Shiro. Ale nie taki, jakiego siebie znał. Jego ubranie było podarte i brudne, miecz połamany. Włosy rozczochrane w nieładzie i ciemniejące. Oraz ta szalona, pozbawiona resztek inteligencji twarz. Ślinił się jak idiota, zarzynając niedobitków. Równie szybko jak poprzednio zabrał prawicę. Czuł się zdegustowany.
Zmącony dylematem stanął na rozstaju dróg. Spojrzał w górę. Tam, gdzie normalnie powinno być niebo. Nie chciał wybrać żadnej z opcji. Ale musiał stać się potężniejszy. Na chwilę obecną nawet taki Shin władał większą siłą od niego! Musiało istnieć inne wyjście...
Soundtrack
Tak. Istniało. Podbiegł do jasnego szafira, chwycił go i energicznie wyrwał z niby magnetycznego pola. Teraz miał niewiele czasu, nieskazitelnie dobra moc zaczynała już mu się wrzynać w rękę. Natychmiast podleciał do mrocznego kamienia. Jego również zabrał. Obie moce zaczęły naraz go pochłaniać. Zaśmiał się nieco oraz powiedział:
- I co teraz? Na to nie wpadliście, ha?
Po czym zderzył kryształy ze sobą nawzajem. Pękły. Nastąpił wybuch. Ich moc zaczęła się chaotycznie spierać. Wymiar głębi jego umysłu zaczął się zakrzywiać, zniekształcać. Aż w końcu też pękł. Znów stał na pustyni. Był środek nocy. Jednak teraz czuł dwie potężne moce, świdrujące go od środka. Buzowały, wyrywały się z jego skóry. Wiedział, że nie wytrzyma. Ale musiał wytrzymać. Musiał zdobyć tę moc...
I nie wytrzymał. Napiął się pod naporem energii. Wygiął ręce i głowę do tyłu. Każdy by teraz krzyczał. Ale on nie krzyczał. Pochrząkiwał i syczał lekko, kiedy z jego ciała buchnęło nie widzialną mocą. Piasek odleciał nagle we wszystkie strony, jakby coś wybuchło. Z wojownika wyleciał wielki słup potężnego światła, sięgający nieba. Wytrzeszczył oczy. Nie wiedział, jakim cudem jeszcze żyje. Ale to nie był koniec. Żyły zaczynały coraz bardziej wystawać z jego dłoni. Mięśnie na jego ciele wyrzeźbiły się jeszcze mocniej, jednak nie powiększając masy. Bolało, jakby metalowe haki przyczepione do jego ciała coraz mocniej się w niego wrzynały. Nie był przyzwyczajony do tak nagłego rozrostu mocy bojowej. Spinał się coraz mocniej i mocniej. Czuł, jakby zaraz miał eksplodować. Powierzchnia ulatującej energii spotęgowała się. Przedziwna latarnia została dodatkowo wzmocniona szalejącą aurą. Jednak stało się coś jeszcze. Tryskająca Ki zaczęła stopniowo zmieniać barwę na czarną, pokrywając okolicę mrokiem. Tak, antagonistycznie nastawione do siebie siły toczyły spór. Gdyby Shiro rozluźnił się choć trochę, zaczęłyby nim miotać na lewo i prawo. Ale stał twardo. Otaczająca go poświata raz po raz zmieniała kolor. Na pobliskich skałach zaczęły pojawiać się pęknięcia. Aż w końcu wybuchła drugi raz.
Soundtrack
Młody wojownik stał spokojnie. Otaczała go szalejąca, fioletowa aura, która stopniowo coraz bardziej uspokajała się. Moce się zrównoważyły. Przynajmniej w pewnym stopniu. Jego włosy wydłużyły się i nieco roztrzepały. Teraz były w lekkim nieładzie. Falowały na lekkim wietrze spowodowanym energią, którą otaczał się upadły bóg. Oczy miał jeszcze bardziej podkrążone niż zwykle, a twarz jakby bardziej poważną, dojrzałą. Podniósł dłoń, zacisnął ją w pięści. Kąciki jego ust uniosły się nieznacznie. Udało mu się. Uwolnił krytą w sobie moc. Teraz trzeba było ją jeszcze tylko wypróbować. Wystrzelił ku rozgwieżdżonemu niebu, pozostawiając przez chwilę za sobą ledwie widoczną smugę, a następnie przeniósł się Kai Kaiem na najbardziej wypełnione wojownikami miejsce we wszechświecie. A była nim planeta Vegeta.

z/t na Vegetę. Zastanowię się jeszcze, gdzie dokładnie i wpiszę to tu.
avatar

Shiro
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 275

http://www.strawpoll.me/12564308

Powrót do góry Go down

Re: Pustynia

Pisanie by Jirri on Pią Maj 05, 2017 9:09 pm

Jirri leciał wysoko w górze. Trzymał przy tym zdecydowanie wszystkie trzy skorupy, jednocześnie szukał przy tym odpowiedniego miejsca na trening. Jego wybór padł na pustynię. Zdecydowanie będzie to idealne miejsce. Wylądował na rozgrzanym piachu. Tym sposobem już rozpoczął trening. Zaczął od truchtu w miejscu. Czy raczej sprintu. Zachowywał się niczym pustynna jaszczurka (ciekawa sprawa, nie?), czyli bardzo szybko zmieniał stopy, na których stał. Wyglądało to, jakby jego nogi znikały. No a przynajmniej dla oka normalnego człowieka, który by na niego teraz spojrzał. Piach podnosił się z każdym jego krokiem. Wirował wokół niego, tworzył jakby piaskową burzę. Wznosił się coraz wyżej i wyżej, a podłoże... było coraz chłodniejsze. Jirri jednak nie przestawał dreptać, jednocześnie wznosił przy tym skorupy nad swoją głowę. Wreszcie piasek pod jego stopami stał się zimny. Z kolei ten, który wzbił się w górę... został na górze, przesłonił tym samym Słońce. Jirri nie spodziewał się czegoś takiego. Niemniej jednak nie stanowiło to większej przeszkody. Założył wszystkie trzy skorupy i stanął na rękach. Ponownie zaczął wykonywać owe jednoręczne pompki. Tym razem było mu dużo lżej. Ile by te skorupy nie ważyły - grawitacja tu jest słabsza niż na jego planecie, więc wystarczyło się tylko przyzwyczaić do nienaturalnego obciążenia. Tym razem aż tak się z niego pot nie lał, udało mu się wykonać więcej tych pompek. Właściwie pompował bez przerwy. Zauważył, że piasek się pod nim zapada, więc postanowił jednocześnie potrenować swoje ki. Utworzył wokół siebie barierę. Teraz to ona stanowiła jego grunt pod nogami, czy raczej teraz - pod rękami. Koncentrował całą swoją siłę umysłu na utrzymywaniu bariery, ale nie mógł powiedzieć, że całą siłę ciała koncentrował na staniu na ręce. Nie potrzebował aż tyle, by wykonywac te pompki. Zdecydował się więc podnieść poprzeczkę. Stanął na jednym palcu. W jednej chwili poczuł cały swój ciężar sto razy mocniej. Stęknął głośno, poczuł, jak krew napływa mu do mózgu. No, to już coś. Olbrzymi wysiłek spowodował, że nie był w stanie się w pełni skoncentrować. Przez to bariera przestała mieć jednolity kształt i zaczęła falować. Jirri kompletnie przestał wykonywać pompki. Teraz całe jego ćwiczenie polegało na utrzymaniu równowagi na jednym palcu. Zacisnął mocno powieki. Starał się jak najmocniej skupić na uspokojeniu swojej energii. Niemniej jednak ból, który odczuwał w mięśniach ręki, a szczególnie w samym palcu, powodował, że nie mógł się skupić. Udawało mu się jednak jakoś utrzymać równowagę, pomimo wielkiego obciążenia, jakie sobie zafundował. Wkońcu jednak się zmęczył i zakończył to ćwiczenie. Wchłonął barierę i opadł powoli na ziemię. Teraz podszedł do pobliskiej wielkiej skały. Zaczął wspinaczkę. Oczywiście nie taką zwyczajną, bowiem wspinał się korzystając jedynie z palców wskazujących swoich dłoni. Po raz kolejny odczuł w pełni wagę swojego ciała, ale nie zamierzał przestać. Jego twarz zaczerwieniła się, ale nie poddawał się. Pamiętał o ważnych zasadach wspinaczki, konkretniej o biodrach tuż przy skale i trzech punktach oparcia, zawsze pilnował, by opierać się na trzech kończynach. Skała była cholernie zdradliwa. Przede wszystkim nie była w stanie go utrzymać. Co chwilę jej część odpadała od reszty. Ciągnęła przy tym resztę ciała changelinga, który jednak w tym momencie zapierał się pozostałymi kończynami. Co jakiś czas z jakichś szczelin wypełzały węże. Atakowały jaszczura z zaskoczenia. To też był ciekawy element treningu. Szybko je wówczas wymanewrowywał, korzystając z ogromnej szybkości i nabijał je na swoje rogi. Tworzył tym sposobem surowy, wijący się szaszłyk. Oczywiście gady wciąż kąsały go w głowę, ale nie były dość mocne, by przebić skóry. Gdy wkońcu udało mu się dotrzeć na szczyt skały, zlany potem i cały zarumieniony, zwierzaki już się nie ruszały. Położył się i odetchnął głęboko... po czym zaczął się zastanawiać, jak może właściwie zarobić. Było mnóstwo sposobów. Co prawda nie jako żołnierz, a tym bardziej nie jako jakiś naukowiec, ale były inne alternatywy.
- Mogę być drwalem!
Zerwał się na równe nogi i poszybował w stronę kaktusa. Ściął go jednym szybkim uderzeniem ręki. Zaraz podobny los spotkał wiele innych kaktusów, które się tu znajdowały. Jirri nie zwracał uwagi na kolce, które wbijały mu się w dłoń i przedramię za każdym ciosem, ale one też nieźle mogły go zahartować. Ból, który powodowały był dość nieznośny, ale nie wyrządzały mu one większej krzywdy. Przebijały przede wszystkim naskórek. Bardzo szybko przekonał się, że jego dłoń nieźle się sprawdza w roli siekiery. Wkońcu ściął nie mały kaktusowy lasek. Wówczas zawrócił i zaczął zbierać wszystkie ścięte rośliny. Układał je potem w ładny, równiutki stosik u stóp skały, na którą się wcześniej wspinał.
- Mogę pracować w kopalni!
Podleciał bliżej skały i uderzył w nią bardzo mocno. Rozleciała się na kawałki pod wpływem ciosu jaszczura. Było to dość satysfakcjonujące. Zanim jeszcze poszczególne kawałki dotknęły ziemi, on potraktował je kolejnymi silnymi ciosami. Rozłupywał je tym sposobem w drobny mak. Co ciekawe ze środka wyleciała skrzynia pełna złotych monet. Ładnie wyglądała, ale raczej nie pomoże mu w zdobyciu kasy, więc poprostu ją tak zostawił. A może by tak sport?
- Mogę być pływakiem!
Rzucił się w piasek i... zaczął pływać żabką. Wyglądało to dość dziwnie, ale w sumie nawet mu wychodziło. Autentycznie płynął poprzez piach. Było to dużo trudniejsze, niż płwyanie w wodzie, ale przez to trening sam z siebie także był bardziej wydajny. Po paru takich rundkach wokół niczego wkońcu wyszedł z piachu. Jako ostatnie etap postanowił trochę potruchtać. Teraz poczuł dopiero, jak bardzo się zmęczył. Mięśnie wyły z bólu i wściekłości. Wołały o pomstę do nieba i groziły jaszczurowi nagłą śmiercią, ale on nie przestawał. Poświęcił na takie bieganie jakieś dziesięć minut. W tym czasie zdążył się już całkowicie wypompować. Wstał i przeciągnął się. No dobra. Zdecydowanie tyle wystarczy. Czuł się teraz silniejszy. Wzniósł głowę ku niebu. E tam! Ma cały tydzień, zdąży jeszcze zarobić. Tymczasem trochę sobie odsapnie u Kame. Wzniósł się ku niebu i wrócił na wyspę.

z/t

Trening statystyk (tym razem na serio z bonusem).
avatar

Jirri
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 315

Powrót do góry Go down

Re: Pustynia

Pisanie by Honoberuto on Nie Maj 07, 2017 8:46 pm

Dwie kapsuły przebiwszy się przez błękitny nieboskłon uderzyły w środek jednej z wydm niszcząc ją zupełnie. Na środku pustyni powstały dwa kratery, a w nich leżały space pody. Jeden z nich nagle się otworzył. Po minucie powoli wyszła z niego postać. Był to rzecz jasna Honoberuto. Potencjalny obserwator zauważyłby go od razu dzięki jego odznaczającej się z daleka odzieży. Wyjść tak i zacząć chodzić po tak długim siedzeniu było to dziwne uczucie, trochę tak jak po zakończonym długim seansie w kinie. Klapa pojazdu automatycznie się za nim zamknęła zamykając w środku oba piloty oraz dokumenty otrzymane w bazie. Jaszczur wyprostował się, stęknął i wzlatując ponad krater włączył skauter i wcisnął przycisk odpowiedzialny za połączenie z bazą. Spojrzał jeszcze na teren dookoła. Pustynia. Ale to nie była pustynna planeta, z pewnością był to tylko jeden z elementów urozmaiconego krajobrazu Ziemi. Zakładając że połączenie zostało nawiązane, powiedział twardym głosem:
-Tu Honoberuto. Jestem na Ziemi, na jakiejś pustyni. Czekam na rozkazy.
Choć właściwie, jakie mógłby rozkazy otrzymać? Zapewne nic więcej niż "Odnajdź Jirriego i wracaj z nim na No.79". Do tego sprowadzał się przecież sens całej misji. Ale wolał zapytać. Nie wiadomo czy nie usłyszy jakichś nowych informacji.
avatar

Honoberuto
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 389

Powrót do góry Go down

Re: Pustynia

Pisanie by Haricotto on Pon Maj 08, 2017 6:28 pm

MG

---piiik---piiik---piiik---
Tu baza! Gratulujemy bezpiecznego lądowania. Rozkazy pozostają bez zmian. Proszę się ich trzymać. Zalecane użycie scoutera, do odnalezienia silnego skupiska energii. Twój obecny może nie dać rady, więc użyj tego, który jest schowany w kapsule, w czarnej skrzynce za fotelem. Należy pamięć, że przynajmniej jeden scouter musi zostać sprawny, inaczej kontakt między planetami zostanie zerwany. Bez odbioru!
---piiik---piiik---piiik---

Za fotelem w kapsule znajdowała się skrzyneczka, w której znajdowały się narzędzia naprawcze (klucze francuskie, lutownica, spawarka i tym podobne), na wypadek gdyby coś stało się ze statkiem kosmicznym, a także Scouter II Generacji, o zwiększonej mocy i o większym zasięgu skanowania. Powinien wytrzymać większe natężenie mocy (do 8000 jednostek) niż ten, który obecnie przyczepiony był do ucha Honoberuto. Szkiełko było koloru... do wyboru.
_____
Wpisz sobie do Scoutera, że otrzymujesz nowy detektor.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 925

Powrót do góry Go down

Re: Pustynia

Pisanie by Honoberuto on Pon Maj 08, 2017 6:48 pm

Zasięg na szczęście był i komunikacja z bazą była możliwa. Zaraz nadeszła odpowiedź. Rzecz jasna wcześniej otrzymanych rozkazów nadal miał się trzymać, ale poradzili mu użyć skautera do wykrycia dużego skupiska energii w pobliżu. Z początku się zdziwił, bo wiedział że jego detektor nie będzie miał takiej funkcji. Ale zaraz otrzymał wyjaśnienia: Miał wziąć sobie nowy skauter z kapsuły, z czarnej skrzynki za fotelem. Gdy usłyszał "Bez odbioru!" wnet zleciał na dół i powtórnie otworzył pojazd. Wszedł do środka i rzeczywiście znalazł małą, czarną skrzyneczkę. Pośród narzędzi leżał tam oczywiście skauter II generacji. Ho, co za szczęście! Niedawno przecież myślał o kupnie takiego, a teraz dostawał za darmo. Jeśli będzie mógł go zatrzymać, zaoszczędzi te piętnaście tysięcy. Dobrze się zapowiadało. Podniósł skauter i dokładnie go obejrzał. Był nieco mniejszy, ale też lżejszy i poręczniejszy. Szkiełko miał czerwone, tak samo jak poprzedni. Teraz nie będzie musiał się martwić o zbyt wysokie poziomy mocy, wątpił aby był tu ktoś o sile większej niż 8000. Zdjął z oka stary skauter i odłożył go do skrzynki. Na jego miejscu znalazł się nowy detektor. Zamknął skrzynkę, odłożył ją na miejsce i zamknął kapsułę. Włączył nowe cacko. Wzleciał ponownie nad krater i włączył funkcję wykrywania życia. Cóż, jeśli nie wykryje nic w tym momencie, albo odnajdzie same słabe poziomy mocy należące do jakichś pustynnych stworzeń, będzie musiał gdzieś się przemieścić.
avatar

Honoberuto
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 389

Powrót do góry Go down

Re: Pustynia

Pisanie by Haricotto on Pon Maj 08, 2017 9:42 pm

MG

Honoberuto przyodział nowy Scouter o czerwonym szkle, który idealnie wkomponowywał się... Wyglądał praktycznie tak samo, jak ten poprzedni. Zaszła niewielka zmiana, jednakże najważniejszy nie był wygląd, a to, co teraz mógł przy jego pomocy zdziałać.
Po przyciśnięciu guzika, rozległ się znajomy dźwięk skanowania, któremu towarzyszyło nieco cichsze tym razem pikanie...

---piiik---piiik---piiik---

Pierwszy odczyt wskazywał na bardzo wysoki poziom mocy, który znajdował się gdzieś nad oceanem.

---piiik---piiik---piiik---

W tej samej chwili pojawił się drugi odczyt, słabszy, który prowadził w stronę gór pięknie malujących się na horyzoncie.

---piiik---piiik---piiik---

Następnie, w krótkich odstępach czasu pojawiło się kilka mniejszych odczytów, ale wciąż ponadprzeciętnych jak na stan tej planety. Jeden w kierunku rzeki, drugi ponownie w kierunku gór, trzeci natomiast kierował się w stronę miejsc, gdzie mogła istnieć jakakolwiek cywilizacja, a raczej jej resztki.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 925

Powrót do góry Go down

Re: Pustynia

Pisanie by Honoberuto on Pon Maj 08, 2017 10:17 pm

Wyniki zaskoczyły go. O Ziemi nie wiedział zbyt dużo, ale kojarzyła mu się ona nieodmiennie z mizernym poziomem mocy jej mieszkańców. Tymczasem właśnie skauter pokazał mu 6 wysokich poziomów mocy. Początkowo było to dla niego bardzo dziwne, ale zaraz przypomniał sobie coś przypomniał. Mianowicie wydarzenia związane z dołączeniem do Patrolu Czasu. I teleportowanie się do mistrzów. On wybrał sobie Sauzera, cała reszta udała się właśnie na Ziemię. To musieli być oni. Co prawda na błękitną planetę udało się tylko pięciu, ale szósty odczyt musiał należeć do jakiegoś tubylca. Widocznie na każdej planecie są silni wojownicy. Zastanawiał się w stronę którego źródła mocy się udać. Po chwili namysłu zdecydował że najrozsądniejszą opcją będzie ta najsilniejsza siła, pierwszy odczyt. Trzeba sprawdzić kto może być tak potężny, bo w istocie był to naprawdę wysoki poziom. Gdy odczyty ustały, zdecydował się polecieć właśnie w tym kierunku. Ręce ustawił wzdłuż ciała i wyruszył. Chwilę później czerwona peleryna wraz z właścicielem znikła daleko za horyzontem wzlatując gdzieś nad ocean.

z/t
Teren przed domem
Kame House
avatar

Honoberuto
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 389

Powrót do góry Go down

Re: Pustynia

Pisanie by Honoberuto on Sro Maj 10, 2017 10:59 pm

Po zgodzie na natychmiastowe opuszczenie planety, Honoberuto nie czekając dłużej natychmiast uniósł się w górę i zaczął lecieć tam, skąd przybył, a więc w kierunku pustyni. Nie mówił nic do lecącego za nim Jirriego. Podróż odbyła się w milczeniu. Po upłynięciu tych kilkudziesięciu cichych minut, w końcu obaj wojownicy dotarli do celu. Kapelusznik bez trudu rozpoznał krater i dwie kapsuły w nim. Zleciał na dół, do krateru. Stanąwszy na ziemi, kazał towarzyszowi chwilę zaczekać. Podszedł do kapsuły z napisem "1". Otworzył jej klapę specjalnym przyciskiem i wszedł do środka. Wyszedł po chwili z dwoma pilotami w ręce. Powiedział do niego:
-Wskakuj do dwójki.
Rzecz jasna miał na myśli kapsułę z napisem "2". Miał szczerą nadzieję że czarny jaszczur to zrozumie. Wolał mieć wszystko pod kontrolą i dlatego sam wskazał mu kapsułę i sam chciał wcisnąć przycisk mający zainicjować start pojazdu. Lepiej być nadmiernie podejrzliwym niż dziecinnie naiwnym. Patrzył uważnie na towarzysza i czekał aż ten znajdzie się w pojeździe. Musi mieć pewność że Jirri nie wymyśli sobie podstępu z pozostaniem na planecie.
avatar

Honoberuto
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 389

Powrót do góry Go down

Re: Pustynia

Pisanie by Jirri on Sro Maj 10, 2017 11:09 pm

Podróż na miejsce odbyła się w milczeniu. Bardzo dobrze. Jirri nie miał szczególnej ochoty na dalszą wymianę zdań z Honoberuto. Dość już sarkazmu na dzisiaj. Grunt, że teraz przez pewien czas nie będą skazani na swoje towarzystwo, a przynajmniej nie bezpośrednio. No i całe szczęście. Lot trwał kilkadziesiąt minut, ale nie dłużył się jaszczurowi, jako że cały czas obserwował okolicę. Krajobrazy tej planety były naprawdę świetne. Piękne. Wyglądały dużo ładniej, niż te ubogie widoki na planecie No.79. Niemniej jednak nie miał wyboru. Musiał wracać... Musiał? Raczej chciał. W razie czego mógłby stawiać opór. Czuł się dość silny, by pokonać Honoberuto. To jednak byłoby lekkomyślne. Poza tym raz na zawsze pozbawiłoby go szansy na spełnienie swoich marzeń. Frieza-sama... Ciekawe, czy to on sam zdecydował, że należy posłać po jaszczurkę chilli? Czy uznał, że Jirri może się przydać? Bardziej, niż Honoberuto? Cóż, nie dowie się, jeśli sam nie zobaczy. Dotarli wreszcie na miejsce. Był to krater na środku pustyni. W nim dwie kapsuły. Honoberuto wydobył z jednej z nich dwa piloty. Nakazał wejść do dwójki.
-Ok.
I to był koniec rozmowy. Jirri wszedł do środka i usadowił się wygodnie. Zostało więc opuścić planetę.

OOC:
Ponownie - jak Hono wychodzi to ja wraz z nim.
avatar

Jirri
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 315

Powrót do góry Go down

Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach