Niewielkie wysepki

Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Niewielkie wysepki

Pisanie by Admin on Sob Lip 09, 2016 4:17 pm

Kilkadziesiąt niewielkich wysepek, oddzielonych od siebie morską wodą. Jak to już bywa, w niektórych miejscach jest głębiej, a w niektórych płycej. Można tutaj spotkać różne zwierzęta, jakie zamieszkują planetę Namek, ale zdecydowana większość z nich, to obślizgłe żaby, ciekawskie świata.
avatar

Admin
No.1 Whis' Fanboy

Liczba postów : 316

http://dbanotheruniverse.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Niewielkie wysepki

Pisanie by Gość on Pią Sty 20, 2017 8:39 pm

Już pewien czas minął od ostatniego treningu, dlatego więc Han udał się ponownie wyszkolić swoje ciało by udoskonalić swoje ruchy i rozwinąć swoje umiejętności bojowe. Tym razem jednak by nie dopuścić do sytuacji utraty panowania nad sobą, rozpoczął trening od medytacji. Usiadł po turecku będąc obróconym w stronę wieży i zamknął oczy. Zaczął się wyciszać na każdym możliwym mentalnym poziomie. Po czasie będąc już rozluźnionym i uspokojonym, wstał powoli otwierając oczy. Doskonale wiedział co teraz ma zamiar zrobić, gdyż przed treningiem doskonale go sobie zaplanował. Udał się zatem do najbliższego zbiornika wodnego, nabrał powietrze w płuca i zanurzył się w pełni. W ten oto sposób unosząc się w wodzie wystarczająco nisko i jednocześnie nie na tyle nisko by poczuć dno, Han ustawiał się w odpowiedniej pozie. Unosił się w rozkroku z zaciśniętymi dłońmi przyłożonymi w pobliżu pasa. Zaczął on rytmicznie uderzać przed siebie, jednak nie tak szybko i nie tak mocno jak wcześniej. Masa wody stawiała opór i nie umożliwiała nameczaninowi poruszać się równie szybko jak to dotąd miał okazje. Po dłuższej chwili Han zaczął odczuwać dyskomfort. Z jednej strony zaczął się męczyć a z drugiej zaczynało mu brakować powietrza. Szybko wychylił się ponad powietrze wody, odczekał chwile i powtórzył całą sekwencje. Na szczęście nie czekał do ostatniej chwili z wynurzeniem się i złapaniem tchu, gdyż mogło by to się skończyć źle. Z drugiej strony Han czuł, że trening pod wodą wyciska z niego ostatnie siły. W brew pozorom trening pod wodą zmuszał do pracy wszystkie jego mięśnie co dawało niesamowite efekty. Naprężone ciało zdawało się coraz bardziej i płynniej poruszać się w wodzie. Kiedy już skończył trenować w wodzie wyszedł na ląd i tam zaczął wykonywać sekwencje ruchowe zbliżone do tych przeprowadzanych na ostatnim treningu. Zauważył jednak, że kiedy już jego ciało nie jest ograniczone przez wodę, jego ruchy nabrały zdecydowanie większej szybkości jak i precyzji. Wszystkie kopnięcia wyprowadzone z pozycji niższej, wyższej zdawały się trafiać w wyznaczony cel z precyzją co do jednego milimetra. Podobnie było także z uderzeniami wyprowadzonymi rękoma w powietrze. Uderzenia z zamachu jak i krótkie ciosy dochodziły do celu w zdecydowanie większej precyzji. Ćwicząc tak przez dłuższy czas Han starał się oddychać w sposób równomierny. Nabierać powietrze nosem i wydychać ustami. Czas mijał stosunkowo szybko. Han zdążył już przepracować wszystkie ciosy i uderzenia w niezmiernie wielu pozycjach bojowych, zwłaszcza w jednej, która ewidentnie dawał mu większy manewr do popisu. Prawa ręka z otwartą dłonią uniesiona na wysokości głowy. Druga zaś zaciśnięta i przyłożona w okolicy pasa. Nogi natomiast lekko ugięte a cała pozycja występowała w formie bocznej względem przeciwnika. Wyprowadzanie ciosów z tej pozycji dawało mu zdecydowanie większą skuteczność zwłaszcza w ruchu kiedy nameczanin decydował się na uniki, przewroty i cała masę przetoczeń. Stwierdził jednak, że przydało by się w jakiś sensowny sposób urozmaicić jego game uderzeń. Dlatego też dalsza część treningu wyglądała dosyć podobnie jednakże na tyle odmiennie by spodziewać się innych efektów. Han wizualizował sobie sytuacje w głowie i pozycje przeciwnika oraz względem jej starał się odpowiedzieć na jego ruchy. Całość wyglądała natomiast zdecydowanie wolniej niż wcześniej by nameczanin mógł przeanalizować wszystkie możliwe opcje odpowiedzi oraz ich konsekwencje. Jego ciosy pomimo powolności wyglądały teraz na o wiele bardziej skomplikowane gdyż jedno uderzenie przechodziło w drugie jeszcze zanim trafiło celu. Patrząc na to z osoby trzeciej można było się rozbawić gdyż wyglądało to jak swoisty taniec. Jedne ruchy mogły zarówno rozpraszać przeciwnika, odwracać jego uwagę jak i zadawać niesamowite obrażenia. W wyobraźni nameczanina formowało to się na niezwykła kombinacje ciosów, gdzie jeden cios ciągnął za sobą od razu drugi o jeszcze większej niszczycielskiej sile. Kiedy już minął odpowiedni czas, Han wycieńczony fizycznie zaprzestał wykonywać tego typu ćwiczenia. Wiedział, że dopracowanie techniki jest równie ważne lecz czas na dalszą część szkolenia. Do tego celu ponownie zaczął od pompek podobnie jak w przypadku pierwszego treningu. Mijały minuty, kwadranse aż w pewnym momencie Han zmienił pozycje. Stanął na rękach i w ten sposób dokańczał ćwiczenie. Męczył się i pocił coraz bardziej, w związku z czym ziemia pod nim zaczynała pulchnieć od wylanego potu. Mięśnie pulsowały od od zmęczenia z oddech coraz bardziej się spłycił. Zaangażowanie jednak nie nikło w jego oczach. Starał się być coraz bardziej wytrwały. Wiedział, że przez jego sumienność dojdzie do celu i w końcu przyjdzie taki dzień, gdzie zostanie kolejnym Guru. Na pewno będzie zdecydowanie innym przywódcą niż wszyscy pozostali. Będzie on wyszkolony zarówno mentalnie jak i fizycznie. Dlatego też postanowił wyżej zawiesić poprzeczkę. Zaczął wykonywać pompki wraz z podbiciem i klaśnięciem stojąc na rękach. Pracował tak nad swoją kondycją i siłą dobre parę godzin. Musiał w między czasie zwolnić tępo gdyż ćwiczenia dawały mu solidnie w kość. Jednak pomimo tego trzymał się swoich planów. Z czasem, który swoją droga przelatywał mu między palcami doszedł do wniosku, że czas zakończyć trening. Wiedział, że jeśli już nie może swobodnie unieść rąk to znaczy, że wykonał kawal dobrej roboty. I tak tez było.


Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Niewielkie wysepki

Pisanie by Laptor on Sro Mar 01, 2017 3:26 pm

Laptor gdy tylko opuścił dom Saichoro, udał się w kierunku losowym. Miał nadzieję chwilę odpocząć, przeczekać i zobaczyć jak rozwinie się sytuacja. Ponadto należało znaleźć kryjówkę dla smoczej kuli, Laptor wzrokiem odnalazł wystającą, największą skałę jaka tutaj była. Wleciał w przestrzeń samych wysepek pośrodku czegoś na wzór morza, zielonego morza. Podleciał do pierwszej z nich, najbardziej charakterystycznej, takiej, która będzie miała jakiś szczególny kształt nie będący podobnym do pozostałych. Od razu wylądował do wody tuż przy brzegu wysepki, parę razy uderzył w ziemię by wydrążyć dziurę na kulę i tam ją upchał.
Spoiler:
Laptor wysadził przedtem malca, oczywiście gdy wyszedł z pod wody nie pozwolił by nameczanin uciekał i tak dalej, ale to gówno ważne...

Laptor gdy osiągnął swoją pierwszą transformację, a żeby być dokładniejszym to gdy przybyli na namek wraz ze zdradzieckim Shinem poczuł coś przeszywającego, taki niby instynkt ukryty w jego ciele gdzieś głęboko. Jakby mały piorun przeszył jego umysł, który aktywował u niego coś ukrytego. Pewna myśl przeszła przez niego. Miał zarys jej pomysłu, chciał chwilkę poświęcić na to by sprawdzić to "coś". Stał z nogami rozstawionymi na podłożu, jego ciało było gumowe, złapał się za brzuch, ścisnął mocniej. Nie czuł nawet bólu, po prostu pociągnął. Wyciągnął kawałek swojego ciała, które się od razu zregenerowało, była to niewielka szczątka jego ciała, gumowa wielkości pięści. Nieco się kołysała na dłoni. Majin spróbował się skomunikować z "tym" telepatycznie, pomyślał sobie, że gdy w jego umyśle pojawi się myśl typu "To działa?, Żyjesz? Pokaż coś, Rusz się" to jego część się poruszy czy może nawet mu odpowie? Minęło kilka minut, Laptor powtórzył pytanie w głowie, jakim kretynem trzeba było być, by w coś takiego uwierzyć? Może ten piorun z myślą przeszywający jego umysł podczas transformacji to efekt uboczny? Czemu coś takiego pojawiło się w jego głowie?
Teraz Laptor postanowił nie tyle co pytać bezsensownie to coś i zwracać się do tego co zwyczajnie postawić to na ziemi, jak psa jakiegoś i odejść kawałek. Teraz zerknął na swoje gumowe ciało, jednak nawet się nie ruszało. Znowu postanowił się odezwać w głowie, nawet zawołał to na głos. Nic, zero, nawet nie drgnęło. Ciekawe było co robił nie tak. Usiadł sobie przed tym i długo patrzył nań. Zamyślił się chwilę, po czym zerknął na albo przerażonego nadal nameczanina, albo na zdziwionego mocno tym co tu się robi. Nadchodziła ostatnia szansa... Wstał, wyrwał drugi kawałek, znacznie większy, rozciągnął go, zamachnął się i rzucił daleko od razu w myślach powtarzając sobie "do mnie" jednocześnie wskazując palcem wskazującym gest "chodź", jednak nie powtarzał go co chwilę a tylko raz. Coś zaczęło drgać, coś zaczęło się ruszać i ów gumowe, czerwone ciało powoli zaczynało pełznąć do Majina, jednak co jakiś czas w ogóle przestawało się ruszać jakby jakieś połączenie było zrywane. W końcu, gdy tylko dotarło do Laptora pełzło po nodze i zwyczajnie się w nie wchłonęło, jakby nie istniało. Znowu wyjął znaczną część ciała, rozciągnął ją i rzucił na nameczanina. Jak się bawić to się bawić. Momentalnie ów organ owinął się wokół wijącego się nameczanina, Laptor wskazał palcem gest "chodź" a on zwyczajnie przypełznął do Laptora jak objedzony wąż i wskoczył na Laptora, poczuł się dziwnie! Od razu zaprzestał tego i odrzucił nameczanina wyrywając go z ten mazi gumowej. Wiedział już przynajmniej, że to działa i może coś takiego wykorzystać w przyszłości. Teraz pozostało jeszcze chwilę potrenować tak aby to coś wykonywało polecenia lub w ogóle samo się oddzielało od ciała. Majin musiał mieć więc w 100% kontrolę nad swoim ciałem. Usiadł po turecku, założył ręce na torsie i zaczął medytować. Wszedł gdzieś w głąb swojego ciała i umysłu, postanowił rozmówić się z samym sobą i pokazać "mu" kto tutaj rządzi. Odnalazł jakby kopię siebie, gdzieś głęboko. Zobrazowanie mogło by być takie, jakoby Laptor stał przed wrotami podpisanymi "władza nad ciałem". Oczywiście, tradycyjnie rozpętała się walka między dwoma tak samo wyglądającymi osobnikami, w której szczegóły się nie będziemy wdawać. Ważne by napisać, iż oryginalny Gumiak wygrał walkę zakańczając ją zwyczajnie, ciosami w twarz oponenta aż do jego niemożności regeneracji. Więc tak, walka była dosyć długa a sam Laptor był niezwykle wyczerpany. Wtedy nastąpiło ocknięcie, nagłe i gwałtowne i wtedy Majin zauważył, że jest również wyczerpany, tak jakby jego energia sobie zrobiła wolne, jakby sam w rzeczywistości stoczył zaciętą walkę. Dostrzegł iż nameczanin właśnie postanowił sobie zrobić krótką przechadzkę. Laptor wyciągnął wielką kupę swojego ciała i rzucił w namka. Od razu objęła go i zaczęła pochłaniać a na gest od razu wróciła do Laptora, jednak nie kazał go wchłaniać, po prostu "przyprowadzić" taki trening posłuszeństwa. Uśmiechnął się złośliwie, dał się mu napić wody i objął go w pasie i poszedł zwyczajnie spać, był zmęczony prawdopodobnie... Jednakże! Przeniósł się na wyspę obok, by nie było, podejrzane gdzie schował kulę i tak dalej.

_________________
Ore ni kateru no wa, ore dake da
______________________________________________________
avatar

Laptor
Mistrz Gry

Liczba postów : 1281

http://www.invincible.oxn.pl

Powrót do góry Go down

Re: Niewielkie wysepki

Pisanie by Laptor on Czw Mar 02, 2017 4:46 pm

Po krótkiej drzemce Laptora nieco zgłodniał. Zostawił tutaj nameczanina, nie był zdolny do ucieczki bo był tylko dzieckiem. Rozejrzał się dookoła, jednak nie było tutaj niczego co mógł zjeść. Znowu wszedł do wody, tym razem jednak znacznie głębiej zanurkował niż poprzednio. Zielona woda zmieniała swoją jasność z każdym metrem aż w końcu było niesłychanie ciemno. Gdy Laptor właśnie sobie płynął na powierzchnię, złapać oddechu do jego wielkich płuc coś szturchnęło go w dół, gdy się obejrzał zauważył jak za jego nogę złapało się jakieś 6 mackowe gówno. Pociągnęło mocno w dół i chciało go utopić. Laptor wystawił rękę i wystrzelił 5 pocisków ki w mackowate coś a gdy puściło czym prędzej użył bakujutsu do wydostania się z wody, gdy już wyleciał z powierzchni, od razu został wciągnięty znowu. Zobaczył jakieś 2-3 razy większego od siebie stwora morskiego z mackami. Dwie macki trzymały go za nogę, jedna za pas a jedna za prawą rękę. Użył techniki latania, złączył nogi w bił się w łeb tego czegoś nogami, wtedy też jego ręka i nogi zostały uwolnione, jednak inna macka dołączyła do trzymania za pas. Stwór, nazwijmy go Azor nie dawał za wygraną. Laptor złapał Azora za macki rękoma, obrócił się w wodzie dookoła i wywalił go w górę, tak, że wyleciał ponad wodę. Laptor poleciał za nim by zaraz zjawić się tuż przy nim. Wtedy też Azor wypuścił w jego stronę jakąś chmurę, która zaczęła dusić Majina, wpadł znowu do wody a stwór zaraz za nim, objął go wszystkimi mackami wokół rąk i nóg. Woda chyba usunęła efekt "trucizny" czy cokolwiek to było bo w wodzie Laptor odzyskał pełną sprawność. Napiął wszystkie swoje mięśnie i uwolnił się potężnym szarpnięciem z objęć macek, wystawił dłoń w jego stronę i użył nowej techniki jaką była Guilty Flash. Stwór został spalony, chwycił go za mackę i powędrował na wyspę. Rozwalił ogień, pourywał macki stwora na kawałki, resztę wrzucił do wody i usmażył kawałki macek. Nameczanin o dziwo odmówił jedzenia tego, więc nie zastanawiając się dłużej, Laptor zjadł posiłek. Smakował jak gówno, słodyczami to to nie było, rarytasem również. Jednakże nie było niczego innego co mogło smakować. Po krótkim posiłku Laptor podniósł dwa kamienie, położył na nodze Nameczanina, jednak nie tak by naciskały na nią, lecz by o siebie był oparta uniemożliwiając mu wyjęcie nogi. Sam udał się na inne wyspy szukając może jakichś innych, większych stworzeń. Nie zamierzał robić nawet pompek czy innych ćwiczeń bo zwyczajnie na jego poziomie mógłby zrobić ich 10000 i nic by mu to nie dało, jego mięśnie były rozwinięte całkowicie maksymalnie, jednak ich siła pozostawiało trochę do życzenia. Na jednej z wysp, większych od innych, z małym lasem dojrzał dużego gorylo podobnego cosia. Był wielkości Laptora, nawet napakowany tak jak on. Może był silny? Ciekawym przeciwnikiem na pewno mógł się okazać dla Laptora, trzeba było spróbować. Laptorek wylądował sobie tuż przed nim i uśmiechnął się, złapał za kamień i rzucił w goryla, którego chciał w ten sposób sprowokować. Oczywiście podziałało, rzucił się w kierunku tak samo napakowanego, karmazynowego majina z zamiarem zaatakowania, wyskoczył przed nim i złożył dłonie w pięści, ustawił je nad głową i spróbował uderzyć od góry w głowę. Laptor wystawił swoje ręce i przyjął cios na swoje dłonie. Lekko ugiął się na nogach, goryl był jednak cięższy, jednak nie dysponował taką siłą. Lekka fala powietrza rozprzestrzeniła się dookoła dwójki walczących a trawa nieco się ugieła pokazując ziemię. Laptor przechylił ręce na bok, tak, że goryl poleciał nieco do przodu i dostał kolanem w brzuch i upadł. Gdy już Majin myślał, że walka się skończyła to Goryl złapał go za nogę, pociągnął i rzucił w drzewo gumowym ciałem, który odbiło się od drzewa w kierunku stwora próbując uderzyć pięścią w twarz, cios został zatrzymany owłosioną łapą. Druga ręka goryla wbiła się w brzuch Majina, otworzył on usta z niby bólu i złapał stwora za łapę. Poleciał do góry i kopał go w brzuch unosząc się do góry, obrócił się dookoła i trzepnął go ogonkiem w twarz, trafił w sam środek dżungli i zniknął w koronach drzew. Laptor oczywiście poleciał za nim i zobaczył... Zobaczył 4 goryle, takie same jak ten poprzedni. Rzuciły się od razu w jego stronę i przytłoczyły siłą. Okładały jego gumowe ciało losowo w furii, gdzie się dało zaciśniętymi pięściami, bez jakiegokolwiek planu. Laptor wybuchł nieco energią i odgonił stwory na jakiś czas. Wtedy z dwóch stron został otoczony, dwie rzuciły się od tyłu a dwie od przodu. Laptor uniósł się do góry i wszystkie się ze sobą zderzyły, Majin od razu upadł najszybciej jak mógł w dół uderzając twory po głowach. Uniósł rękę w stronę grupy goryli i wypalił Guilty Flash, już drugi raz. Oczywiście wyspa nieco się zniszczyła... Dobra, prawdzie powiedziawszy technika działająca na 200 metrów zwyczajnie tą nieco większą wyspę zrównała z... morzem. Unicestwiła. Znikła. Nieco zadowolony gumiak wrócił na wyspę, uśmiechnął się i poczuł, że jednak nie wzmocnił się jakoś znacznie, ale nie miał ochoty na inną formę treningu, kule czekały i były dużo ważniejsze niż w międzyczasie wzmacnianie się.

_________________
Ore ni kateru no wa, ore dake da
______________________________________________________
avatar

Laptor
Mistrz Gry

Liczba postów : 1281

http://www.invincible.oxn.pl

Powrót do góry Go down

Re: Niewielkie wysepki

Pisanie by Laptor on Pią Mar 03, 2017 6:26 pm

Laptorek odpoczął co nie co po krótkim treningu, nawet może przysnął lekko sobie i obudzony, odpoczęty obudził się radośnie. Wiedział, że to doskonały moment na to, aby poszukać innych smoczych kul. Teraz uwolnił nameczanina, pozwolił mu się znowu napić. *Ciekawe... Tylko pije i piję, co on z tym robi?* pomyślał po czym złapał gnojka za pas swoim ogonem. Rozejrzał się dookoła, uniósł się w powietrze i spojrzał jeszcze na wyspę gdzie ukrył smoczą kulę, dla pewności by nie zapomnieć następnym razem gdzie ta wyspa, teraz najcenniejsza z wysp, się znajduję. Poleciał w kierunku, w którym jeszcze nie leciał, zupełnie inną drogę objął niż wioska Mooriego oraz dom Guru. Powód był oczywisty, wioska Mooriego nic nie zrobi bo Lapek ma zakładnika, na pewno nie zaryzykują gorszego obrotu spraw. Natomiast Guru jest zbyt gruby na cokolwiek, nie ruszy się sam. Jednakże, Majin podejrzewał, że może komunikować się ze swoimi dziećmi, w końcu strażnik jakoś został poinformowany o walce z Nailem i ruszył... Ruszył gdzieś. Nie wiadomo gdzie. Podczas lotu Laptor był skupiony, wyczuwał jak najwięcej energii się da.

z/t (START PRZYGODY)

_________________
Ore ni kateru no wa, ore dake da
______________________________________________________
avatar

Laptor
Mistrz Gry

Liczba postów : 1281

http://www.invincible.oxn.pl

Powrót do góry Go down

Re: Niewielkie wysepki

Pisanie by Laptor on Czw Mar 30, 2017 10:41 am

Laptor ponownie udał się w kierunku niewielkich wysepek rozmieszczonych na oceanie. Plan był ponownie taki sam jak w przypadku pierwszej zdobytej, pomarańczowej smoczej kuli. Mianowicie wzbił się nieco w powietrze by prawie od razu dojrzeć wyspę o nietypowym kształcie, wyróżniająca się z pozostałych tutaj dryfujących. Na szczęście Majin znał również nieco już miejsce położenia wyspy o którą chodziło, więc znalezienie jej było szybkie. Zleciał na sam dół, rozejrzał się, skupił i wyszukiwał energię w pobliżu. Nikogo nie było. Zanurzył się do wody i ponownie schował jeszcze jedną kulę w to miejsce, w którym leżała ta pierwsza. Kamień z serca spadł Laptorowi, że ma już dwie no i, że ta pierwsza się nie zsuneła i jest na miejscu. Uśmiechnął się, poleciał pod wodą jeszcze kawałek w losowym kierunku i dopiero wypłynął...

_________________
Ore ni kateru no wa, ore dake da
______________________________________________________
avatar

Laptor
Mistrz Gry

Liczba postów : 1281

http://www.invincible.oxn.pl

Powrót do góry Go down

Re: Niewielkie wysepki

Pisanie by Laptor on Sob Kwi 01, 2017 12:08 am

CAŁOŚĆ JEST JEDYNIE WYMYSŁEM LAPTORA, JEDNAKŻE WSZYSTKIE CZYNNOŚCI LAPTOR WYKONUJE NA PRAWDĘ, JAK JEST WSPOMNIANE O ROZCIĄGANIU Z POMOCĄ MECHANIKI TO LAPTOR ROBI TO ZA POMOCĄ DRZEW, JAK JEST COŚ O BIEŻNI TO LAPTOR BIEGA NAPRAWDĘ I TAK DALEJ, PO PROSTU TAKI TRENING JEST ŁATWIEJSZY NIŻ TRENING NA GOŁEJ PLANECIE:

-Trening, rozciąganie.-Powiedział demon w swoim umyśle by za chwile nowoczesna technologia, której nie mógł zrozumieć rozpoczęła działanie. Na początek ze ścian rozwinęły się "chwytaki", każde z nich znajdowało się na końcu ścian. Laptor obejrzał się i lewą ręką wyprowadził cios w kierunku jednego chwytaka, lecz nie był to po prostu cios a wydłużenie ręki, gdy pięść dotknęła ściany chwytak przetrzymał ją. Rozciągliwość jego ciała nadal pozostawała lekko ograniczona co mógł zauważyć w walce z Makaioshinem, teraz gdy jedna ręka osiągnęła taką rozciągliwość nie będzie łatwo drugą dotknąć przeciwległej ściany... Drugą ręką wykonał uderzenie, mające na celu rozciągnięcie, do ściany zabrakło mu około 2 metrów, musiał próbować kilka razy to samo, za każdym razem trochę rozcinało się jego ciało, po chwili jednak się regenerowało.
Osiem prób trzeba było by druga ręka przystosowała swoją gumowatość i chwytak dał radę ją przytrzymać. Był prawdopodobnie maksymalnie rozciągnięty. Teraz wydłużył obie nogi na ścianę znajdującą się przed nim. Wskutek czego przyparł do ściany za nim i z całych sił próbował odepchnąć się dalej a rękoma ściągnąć "ściany" do siebie.
Spoiler:
INa namek robi to między drzewami np.)
Dzięki temu Laptor był dostatecznie rozciągnięty w miejscach kończyn lecz nie był to koniec, ów "chwytaki" zaczęły się kręcić coraz bardziej rozciągając ciało. Po kilku minutach było po wszystkim.
Laptor wrócił do swojej normalnej, nie rozciągniętej postaci i wylądował na płytach.
-Cztery razy większe przyciąganie-Powiedział a pomieszczenie wydawało się zrzuca ogromny ciężar na barki Laptora, co prawda tylko poczuł to napięcie, jednak szybko okazało się, że nie był to jego super limit (w normalnym świecie tego nie było, ale umysł Laptora tworzył taką wyimaginowaną rzeczywistość). Chwilę mu zajęło dobre wpasowanie się w nowe otoczenie, mianowicie truchtem zaczął okrążać pomieszczenie zwyczajnie, bez dodatkowych czynności (W rzeczywistości, jednak zwyczajnie biegł po ziemi po jednej z wysp). Kiedy po 50 okrążeniach wydało mu się, że przyzwyczaił się upadł na płyty i zrobił 1000 pompek zwyczajnych, tysiąc pięćset brzuszków i pięćset pompek na jednej ręce. Czuł się świetnie, bo mimo iż przyzwyczaił się do tej grawitacji to jego mięśnie odczują to dużo lepiej (dzięki sile umysłu jak to w DB było parę razy), przynajmniej powinny. Po pompkach podszedł do ściany (drzew), gdzie pojawiły się różne przedmioty (po prostu gałąź). Wziął dwie małe sztangi (nie pamiętam jak się nazywają te małe 5-10kg) (konary drzew czy jak to tam się nazywa), jedną na dłoń i rozpoczął z nimi trening, jak? Oddając proste ciosy przed siebie.
-Grawitacja pięć razy większa-Powiedział i kontynuował trening, teraz jednak jego oddawanie ciosów stało się nieco wolniejsze, pierwsze poty zaczęły spływać po jego ciele, dziurki na torsie puściły niewielką ilość pary niczym gwizdek z czajnika. Jego czerwony kolor zrobił się nieco bardziej czerwony. Ręce miał zmęczone, ale umysł jak najbardziej sprawny, wiedział co robić. Po serii 50 uderzeń rękoma przed siebie upuścił sztangi, które wbiły się w płytę. Podszedł do ściany, wysunął się zimny płyn, który wylał na swoje ciało co dało duże ukojenie dla jego ciała, drugi napój wchłonął w swój organizm, wypijając go za jednym razem (napijając się wody z morza). Napój zabulgotał w brzuchu.
Demon wrócił do treningu w tym sporym obciążeniu jakim była grawitacja. Podniósł sztangi i zaczął nimi już szybko wykonywać ciosy na przed siebie, proste, z boku "wymyślonej postaci", w pod brudek, z łokci i tak dalej. Nie wiedział czy są jakieś obciążenia na nogi i jak o nie "poprosić" program więc te sztangi, które miał w rękach wygiął zakładając je na nogi, tak by teraz to właśnie je trenować. Wykonywał nimi szybkie kopnięcia właściwie od razu, były silniejsze od rąk jak u każdego.
Uderzenie proste w powietrze, kilkanaście na sekundę. Obserwator z boku widział by jakby jego nogi nagle znikały. Teraz zaczął skakać z obciążeniami w górę robiąc przewroty, wymachy nóg (kopnięcia) w powietrzu oczywiście na zmianę. Kiedy po dziesięciu minutach skończył nałożył sobie dużą sztangę na wyprostowane ku górze nogi, samemu robiąc około pięciu set pompek głową w dół. Gdy skończył to robić uruchomił jeden ze znanych mu programów z instrukcji wiszącej nieopodal.
Mianowicie wyrosły mniej więcej 3 metry od niego cztery ściany, z których co losową ilość czasu z losowego miejsca ze ścian wylatywał metalowy kij (który po wysunięciu chował się zaraz).
Demon musiał wykazać się dużą szybkością aby uniknąć każdego z tych kijów, trenowało to ją również w znacznym stopniu. Pierwszy kij wyleciał na przeciwko niego, Demon uchylił tylko głowę, jednocześnie następny na wysokości nóg z lewej strony, noga poszła tylko do góry. Następnie dwa na wysokości nóg i dwa na wysokości klatki piersiowej wyleciały z tyłu. Demon korzystając z umiejętności gumowatego ciała wygiął swój tors w literkę S, tak by znajdował się między kijamy, a tych na nogach uniknął lekkim podskokiem, tak, że stanął na nich. Kolejny wyleciał w głowę z góry, gumek upadł na ziemię, kolejny wystrzelił z dołu w dłoń, gdy demon poczuł zimny metal na dłoni od razu cofnął rękę i zdążył! Kolejny pręt mknął w tors od dołu, więc postać się obróciła w bok. Stanęła na nogi, kolejny pręt wyleciał w twarz na przeciwko niego, w plecy za nim, w bok z prawej strony.
Laptor uchylił się do tyłu przed tym na twarz, jednocześnie wygiął plecy na tyle by ten za nim go nie dosięgnął, gdy zauważył pręt z boku zrobił obrót 360 stopni by ten uniknąć, lądują dwa pręty z przeciwnych stron pomknęły w twarz Laptora, zostały zablokowane dłońmi, (tu wklejam taki sobie tekst: Hari gupku, ciekawe czy czytasz moje treningi, zobaczymy) demon silnie je złapał i trochę mocował się z siłą mechaniczną pomieszczenia jednak po chwili wyleciał również kolejny pręt uderzając demca w brzuch. W tej "klatce" spędził dobrą godzinę różnie się broniąc. Czuł się dużo potężniejszy wszak ciągle trenował pod większą grawitacją. Odpuścił sobie tym razem walkę testową z kimś, ponieważ sparingów miał na razie dosyć.

Mam nadzieję, że zamysł jest jakoś rozumiany, większość treningu w nawiasach opisałem jakie są zamienniki itp.

_________________
Ore ni kateru no wa, ore dake da
______________________________________________________
avatar

Laptor
Mistrz Gry

Liczba postów : 1281

http://www.invincible.oxn.pl

Powrót do góry Go down

Re: Niewielkie wysepki

Pisanie by Laptor on Pon Maj 01, 2017 10:47 pm

Laptorek przyleciał w to samo miejsce, które odwiedził już dwa razy, mianowicie pojedyncze wysepki na środku oceanu, które były przeróżne, ale Majin podleciał do takiej, która w jego opinii się wyróżnia. Była według niego inna, chociaż nie każdy mógłby to zauważyć. Włożył smoczą kulę do swojej kryjówki. Teraz natomiast chciał wykonać sobie trening, trening, który wzmocniłby go, ale nie fizycznie. Po głowie zaczęła chodzić mu pewna myśl, był na tej planecie zupełnie sam. Został porzucony przez swojego ojca, który prawdopodobnie nie zginął ze względu na właściwości rasy, ale wysłał Laptora gdzieś bardzo, bardzo daleko, a również porzucił go Shin, którego nie do końca zdążył wykorzystać... Był zbyt silny również na tą planetę, a szukanie kul było lekką udręką i zajmowało sporo czasu. Właśnie z tych dwóch powodów postanowił stworzyć sobie coś co każdy nazwał by dzieckiem, ale to miał być jeden z pionków majina. Doskonale wiedział o swoich właściwościach ciała, gumowatej substancji z której się składał i z którą mógł wykorzystywać nie tylko w celach chwytania celów do pochłaniania ich siły, ale również do obezwładniania przeciwników. Może gdyby wystarczająco dużo energii włożyć w taką substancję, można by było stworzyć żywą istotę? Miniaturkę siebie samego, z wolną wolą, ale posłuszną jemu. Stanął więc normalnie i wyciągnął kawałek swojej gumowatej substancji z brzucha. Było gumowate, szare i nie ruszało się. Skupił się delikatnie, bez zamykania oczu i przelał energię w ów rzecz, wtedy zaczęła się poruszać, była na etapie, jaki potrzebny jest do wchłaniania. Jednakże ta energia była niewystarczająca. Substancja z energią wróciła do jego ciała, a teraz postanowił wyciągnąć ją raz jeszcze, ale już z potrzebną energią, przelewanie jej było co najmniej dziwne, i nie potrzebne. Złapał się za brzuch oburącz a swoją energię ki przelał w to jedno, konkretne miejsce, przelał jej dość dużo.... Wyciągnął dużą część siebie, uformował od razu na kształt siebie, bez oczu, mięśni, ubrania, ogonka, palców. To był zwykły patyczek ze sporą ilością energii ki Laptora. Rzucił go na ziemie, i zaczął się podnosić, ale po chwili się zwyczajnie rozpłynął i była to tylko masa do wchłaniania, która powędrowała na jego znak do ciała. Dzięki tej drugiej porażce wiedział co musi zmienić, w końcu tworzenie czegoś żywego było zupełnie na innym poziomie... Usiadł, skupił się a jego ogonek powoli zaczął się unosić. Jego karmazynowa aura otoczyła ciało Laptora, wiatr się zerwał a dookoła niego ziemia nieco się wgniotła, zacisnął pięści. W jego ciele zaczął się cały proces... Nie tylko przelewał energię w jedno miejsce, z które miał zamiar wyciągnąć swoje ciało, ale potrzebował przelać tam część swojej woli, myśli i tak dalej. To był klucz do stworzenia istoty żywej. Obie ręce skierował na brzuch i zaczął ciągnąć długie glutowate coś, było gumowe, ciągnące się i w żadnym stopniu nie przypominało Laptora, dlatego cofnął to i poprawił swój błąd a cały proces rozpoczął od nowa. Karmazynowa aura otoczyła jego ciała, przelał energię, myśli, wolę w jedno miejsce a z jego brzucha pomału, pomału zaczął wychodzić ON, jednakże w dużo mniejszej wersji, bez koloru spodni, oczu, języka czy bez ochraniaczy na dłonie, takie tworzenie wymagało jednak większej nieco wprawy, której nie posiadał. Jednakże cały czas musiał pozostać mocno skupionym, ciągle skupiał się na tworzeniu swojego sługusa i nie zanosiło się by skończył w minutę czy dwie... Godzina minęła a dziecko wyszło z jego ciała, samo się poruszało, oglądało się bo wiedziało, że właśnie zostało stworzone, bez oczu spojrzało na swojego stwórcę, który zadowolony z siebie zwyczajnie zabił "twór", ponieważ chciał rozpocząć proces od nowa, by zrobić siebie idealnego, by zrobić silniejszą kopię siebie niż to co zrobił teraz, by przelać więcej energii niż teraz, przez co zyska większą siłę niż ten twór, którego zniszczył i który miał około 20% jego mocy...

_________________
Ore ni kateru no wa, ore dake da
______________________________________________________
avatar

Laptor
Mistrz Gry

Liczba postów : 1281

http://www.invincible.oxn.pl

Powrót do góry Go down

Re: Niewielkie wysepki

Pisanie by Laptor on Pon Maj 01, 2017 11:40 pm

Laptorek poleżał chwilę na trawce jednej z wysepek na której miał zgromadzone już aż trzy smocze kule! Poleżał, po odpoczywał trochę na zielonej trawce, powdychał świeżego powietrza, chociaż nie zmęczył się tym treningiem aż tak mocno jak można sobie wyobrażać, ponieważ zniszczony klon został pochłonięty, co oznacza, że nie nastąpiła utrata energii, która była wymagana do stworzenia jego klona. Ustawił się więc odpowiednio w tym samym miejscu co leżał jeszcze sekundę temu, ułożył się wygodnie w pozycji siedzącej, by za chwilę stwierdzić, że jednak w pozycji stojącej będzie lepiej. Napiął swoje mięśnie a karmazynowa aura spowiła jego ciało, zerwał się potężny wiatr, ziemia zaczęła się kruszyć pod nogami majina, a drobne kamyczki unosiły się w górę. Skupił wewnątrz siebie swoje myśli, przelał wolę, wiedzę i tak dalej w jedno miejsce, tym razem w ustach, wydawało mu się to bardziej wiarygodnie i odpowiednie niż jakby coś miało wyjść mu z brzucha... Całość energii skupiona była w tym jednym punkcie, a do tego kształtował dzięki tej energii wygląd stworka, który miał być 100% odzwierciedleniem majina łącznie z kolorem i ubraniem... Chwilę to miało zająć, bo około godziny było wymagane do stworzenia klona, jednakże jego moc powinna z łatwością wynagrodzić mu wsadzony w niego trud...

_________________
Ore ni kateru no wa, ore dake da
______________________________________________________
avatar

Laptor
Mistrz Gry

Liczba postów : 1281

http://www.invincible.oxn.pl

Powrót do góry Go down

Re: Niewielkie wysepki

Pisanie by Laptor on Czw Maj 11, 2017 8:11 pm

Tak jak pomyślał Majin, tak też zrobił, czym prędzej wraz z klonem, który myślał właściwie tak samo jak on, ruszyli w kierunku zbiory kilkunastu, może kilkudziesięciu wysp położonych na oceanie. Od razu można było rozpoznać wysepką w której ukryte zostały trzy pozostałe smocze kule. Warto jednak dodać, że wyspy były podobne, nie wyróżniające się po prostu niczym szczególnych, po prostu dla Laptora była to inna wyspa i tyle, wiedział gdzie szukać. Zanurzył się do wody i wypłynął z trzema smoczymi kulami. Junior trzymał w jednej ręce jedną, w drugiej drugą a nogami, które mógł dowolnie wydłużać i zginać objął pozostałe dwie... W tak dziwnej pozie postanowili... Właściwie nie było pomysłu na dalszy kierunek lotu. Skoro przeciwnik znał ich położenie przez smocze kulę i mieli ich aż 4, zapewne każdy zdrowo myślący zacząłby szukanie tych kul w tym miejscu, lub poczekał aż Laptor zbierze wszystkie 7 i dopiero przybył... Westchnął cicho, ponieważ nie miał pojęcia co robić dalej. Chciał nieco potrenować, ale w obliczu takiego zagrożenia, czy leżało mu to na sercu? Najlogiczniej byłoby ruszyć w kierunku z którego wyczuwał nową energię, tak podpowiadał mu charakter, ale z drugiej strony jeszcze się zastanowi.

_________________
Ore ni kateru no wa, ore dake da
______________________________________________________
avatar

Laptor
Mistrz Gry

Liczba postów : 1281

http://www.invincible.oxn.pl

Powrót do góry Go down

Re: Niewielkie wysepki

Pisanie by Shin on Pią Maj 12, 2017 5:34 pm

Mistrz Gry

Majin miał jak na razie ogromnego farta. Znalazł sobie kolejną kule, miał już sporą kolekcje, a do tego nikt mu w tym ostatnio nie przeszkadzał. No, ciekawe co stanie się z nim teraz, kiedy to Lord Cooler wylądował swoim wielkim statkiem na tej nudnej planecie. Będzie z nim walczył? Połączy z nim siły? Czy może ucieknie? Tego niestety nie dowiemy się w tej przygodzie....



END
avatar

Shin

Liczba postów : 396

Powrót do góry Go down

Re: Niewielkie wysepki

Pisanie by Cheri on Sob Maj 13, 2017 3:15 pm

Tak więc przyszedł czas kolejnego treningu. Mimo, że nasz wojownik powinien rozpocząć go gdzie indziej wyszło tak, że na początek postanowił się rozgrzać. Bieg, idealny na początek. W końcu cardio też trzeba zrobić. No i forsowanie w ten sposób organizmy przed treningiem znacznie wspomagało efekty dalszego treningu. Pamiętając o rozwoju kondycji Sitar rozpoczął bieg. Nie wiedział jak daleko. No, ale tak biegł i biegł. Dobiegł do morza. No cóż, wciąż miał sporo sił stwierdził, iż resztę treningu spędzi w dziczy. Poleciał na wyspę. Nie była ona specjalnie wielka, jednak na trening idealna. Godzina była wystarczająca, aby truchtem obiec ją dookoła. No i miała wysoką skałę, a nawet przecięta była rzeczką i gęsto porośnięta roślinnością. Jednym słowem idealna na trening. Wrócił do biegania. Wkoło wyspy. -Pamiętaj o oddechu, oddech jest najważniejszy. Oddychaj jak polujący pterodaktyl to się nie zapowietrzysz.- przypominał sobie w myślach co jest najważniejsze. Biegł. Tak jak nigdy. Tak szybko jakby goniły go wściekłe dinozaury oczekującego jego mięska na obiad. Nie chciał być obiadem, był niestrawny. Wieloryb się przekonał. Biegł. Skakał nad przeszkodami które może wyrzuciło na brzeg wyspy. Nie zatrzymywał się. Skręcił. Chciał biec slalomem między drzewami. Tak jak wtedy gdy z rodziną unikali kiblastów. Strzelali do nich, chociaż chcieli tylko coś zjeść. Przecież jeden nameczanin to nie wiele, a wykarmił całą rodzinę. Biegł. Nie zmieścił się w zakręcie. Zderzył się z drzewem. Stacja czwarta Sitar upada pod ciężarem własnej głupoty. Jednak nie poddał się. Pterodaktyl musi być twardy, tak mówiła mu mama. No może bardziej brzmiało to jak "Gyaaaa", ale wiedział co chciała mu przekazać. No może nie do końca, albo wcale. Lecz nie o tym jest ta opowieść. Relacje rodzinne muszą odejść na bok, to był trening, ciężki lecz owocny. Stał na nogach i nienawistnie spojrzał na drzewo. Czuł ból głowy, było twarde, prawie jak on. Nie zamierzał odpuścić. To drzewo zadało mu dotkliwe rany, chciał odpłacić tym samym. Jego spokój został naruszony. Uderzył pięścią z całej siły. -Kuuurwaaa!-- krzyk penetrował wyspę niczym... coś penetrującego coś innego. A może przeszywał niczym spojrzenie wściekłej surykatki? No cóż, fakt był taki, że bolało. Bolało jak cholera. Spojrzał na swoją dłoń. Diagnoza? Wybite palce. -Ku... ku... kurwa!- tym razem krzyknął ciszej. Nastawianie palców też bolało... -Tym razem ci odpuszczę, ale jeszcze tu wrócę.- powiedział wskazując drzewo palcem. Wiedział, że go nie słucha. Drzewa nie słuchają, nie mają uszu, w sumie pterodaktyle też nie mają a słyszą. Dziwne to drzewo. No, ale Sitar nie mógł pozwolić, żeby kawałek drewna nie pozwolił mu kontynuować treningu. Musiał się skupić na swoim rozwoju. W końcu nie ma innego sposobu niż osiągnięcie wielkiej siły. Takiej której potęgę dostrzegą bogowie i spełnią jego życzenie. Ruszył w kierunku wzniesienia, w sumie to była nie wielka góra. Nie miał pomysłu na trening. Złapał się wystającego kamienia, potem drugiego. Na dwóch położył nogi. I tak w kółko. Wspinał się do góry, nie miał wyjścia. Nie potrafił wspinać się w dół. Ale potrafił spadać. W sumie to nawet lepsza umiejętność, szybciej znajdzie się na dole. No, ale wracając do meritum. Nie mógł wspinać się wiecznie. W końcu musiał dotrzeć na sam szczyt. No i tak się stało. Po dłuższym czasie. Kiedy znalazł się na szczycie położył się i oglądał chmury. Pierwsza wyglądała jak pterodaktyl, druga jak sam nie wiedział co to. Dwa koła i jakieś wydłużone coś po środku. Uznał to za zabawne. A trzecia przypominała napis. -Wra...caj... chu...ju...do... treningu?- przeczytał. Tak to musiał być znak od bogów. Dostrzegli jego determinację. Chcieli go nagrodzić za wytrwałość. Na pewno, po treningu dadzą mu skrzydła, dziób i tak dalej. Będzie prawdziwym pterodaktylem. Wrócił do treningu. Koniec przerwy. Zaczął robić pajacyki. Znaczy nie wiedział, że tak to ćwiczenie się nazywa, ale pamiętał, że kiedyś próbował tak nauczyć się latać. A może zadziała? Robił tak przez pół godziny. W końcu mu się znudziło. Nie działało. Ale czuł, że jego mięśnie są zmęczone. Musiał odpocząć. -No, ale jak tak jak bogowie patrzą?- próbował zmotywować się do treningu. Udało mu się. Ten dzień był wyjątkowo płody dla jego mięśni. Biegał, skakał, latał, pływał. No może po za ostatnim, po połknięciu przez wieloryba miał niewielki uraz do wody. No, ale fizycznie osiągnął wszystko czego tylko pragnął od treningu wykonując wszelkie znane mu i nie znane ćwiczenia. Był już bliski fizycznego wycieńczenia. Lecz chciał zakończyć to tak jak zaczął okrążeniem w okół wyspy. Biegł tak brzegiem, aż nagle z wody nie wyskoczyła ryba... która odgryzła mu rękę. Zawył z bólu...

-----------------------
Ciąg dalszy przygody na wyspie w kolejnym treningu...
avatar

Cheri

Liczba postów : 111

Powrót do góry Go down

Re: Niewielkie wysepki

Pisanie by Cheri on Nie Maj 14, 2017 2:55 pm

Krzyk uniósł się w powietrzu przeszywając całą okolicę. Sitar padł na kolana łapiąc się za to co pozostało z urwanej przez bestie z morskich odmętów ręki. Fioletowa ciepła krew tryskała z kikuta pod ogromnym ciśnieniem. Krzyk bólu nagle urwał się. Sitar starał się zapanować nad swoim ciałem. Wciąż czuł ból, jednak adrenalina która wypłynęła do organizmu tłumiła go. Zacisnął zęby. Widział już jak nameczanom nagle odrastały kończyny. Wiedział, że ich zdolność do regeneracji jest niesamowita. Jednak tym razem sam musiał tego dokonać. Nie wiedział jak powinien do tego podejść. Musiał coś zrobić nim się wykrwawi. Czas nie był po jego stronie. Skupił się. Musiał przenieść swoją energię, sprawić, że wpłynie ona na podział jego komórek. No może w jego głowie myśli układały się w nieco inny sposób.
-Kurwa... rośnij kurwa!- brzmiał jego myśli. Może nie potrafił określić tego w bardziej odpowiedni sposób. Był prostą istotą i w taki też sposób myślał. Skupił się, energia miała przenieść się do jego ręki, tak jakby próbował wystrzelić ki blast. Udało się tak od razu za pierwszym razem. Wykonał technikę. Jednak nie tą którą chciał, kula energii wystrzeliła z kikuta.
-Nieźle.- powiedział wystawiając część ręki która mu pozostała przed siebie i wystrzelił jeszcze kilka pocisków. Rozkojarzenie było jego największym wrogiem. Musiał się skupić to na czym mu zależało było o wiele trudniejsze niż stworzenie zwykłego pocisku ki. Skupił się, a z jego ust wydobył się krzyk. Nie krzyczał on z bólu, ani z żadnego konkretnego powodu, tak po prostu, kiedyś widział jak jeden z jego braci krzyczy, a po chwili odrasta mu kończyna. Nie wiedział czy jest to związane z tą konkretną umiejętnością, ale skoro mogło pomóc to czemu nie. W końcu wykrwawiał się. Musiał się spieszyć. Przesłał całą swoją energię do kikuta, nie miał zamiaru za długo się z tym bawić. Wiedział, że posiada w sobie nową moc. Taką którą tylko guru rasy nameczan mógł w nim obudzić. Nie mógł zginąć w taki sposób, nie mógł wykrwawić się po odgryzieniu przez jakąś losową rybę ręki. Skupiał się z całych sił, tak jak wtedy, gdy nie mógł załatwić tego co musiał załatwić. Mięśnie w ręce pod wpływem mocy zaczęły się trząść. Tak jakby podnosił ciężar którego podnieść nie był w stanie.
-Przyj... przyj... mocniej!- krzyczał, aby się zmotywować. Kikut wyglądał jakby się gotował, cały się ruszał w sposób podobny do bulgotania. Czuł jak nowa kończyna próbuję się wyrwać. W życiu nie udało mu się jeszcze do tego stopnia skupić na jakiejś rzeczy. Dawał z siebie wszystko wiedział, że się uda. Musiało, przesłana energia działała. Ręka przestała krwawić. -Jeszcze trochę- pomyślał. Był blisko osiągnięcia swojego celu. Po chwili stało się. Nowa ręka powstała niczym feniks z popiołów. Chociaż może lepszym określeniem było wystrzeliła niczym z armaty. Nazewnictwo nie miało znaczenia. Sitar podniósł się patrząc na swoją nową rękę.
-Ale jazda.- tylko tak potrafił skomentować to co się stało. Usiadł pod drzewem i zasnął.
avatar

Cheri

Liczba postów : 111

Powrót do góry Go down

Re: Niewielkie wysepki

Pisanie by Shin on Wto Maj 16, 2017 8:48 pm

Mistrz Gry

Kiszony Ogórek siedział sobie pod drzewem, marząc o locie z wykorzystaniem pięknych, pterodaktylowych skrzydeł, gdy nagle ze snu wybudziło go potężne coś, coś jakby JEBUDU, BUM, JEB, jakby niedźwiedź pierdolnął w kredens. No i jak już się obudził Ten nasz Sitar, to zobaczył jak na horyzoncie rysuję się smuga dymu, jakby coś ostro się tam jarało. A jeśli działają mu jeszcze resztki mózgu, jaki trzyma w swojej przypustawej czaszce, to zauważy, iż w tamta strone jest wioska Moori. Poleci tam, sprawdzi? Pewnie gdyby chodziło po prostu o Nameczan, to nie... Ale co to?! Czy tam latają biedne, ranne pterodaktylki, którym ktoś musi pomóc? Och nie, och zgrozo, latają nad wioską i krzyczą z bólu przez poranione skrzydła! Prędko Sitar, Prędko!!!

~~~~~~~~~~~~
Odpisz tu i jak chcesz to z/t do tej wioski, no wiesz.
avatar

Shin

Liczba postów : 396

Powrót do góry Go down

Re: Niewielkie wysepki

Pisanie by Cheri on Wto Maj 16, 2017 8:59 pm

-Pterodaktyl, wieloryb, uciekać, woda... zamek... rekin.- słowa wydobywały się z jego ust, kiedy spokojnie śnił sobie o swojej przeszłości. Ktoś, albo coś jednak postanowiło zakończyć jego święty sen. Podniósł się drapiąc lewym czułkiem po prawej stronie czaszki. Spojrzał na płonącą wioskę Mori.
-No teraz to przesadziłeś drzewiu ty!- krzyknął. Spojrzał w stronę tego co podczas treningu zniszczyło jego marzenia o wiecznej chwale wojownika. Rozpędził się i z całej siły uderzył głową w drzewo. Ból który poczuł odurzył go na chwilę, chociaż lepszym słowem mogło okazać się oszołomił. Co prawda złamał drzewo, jednak to pod wpływem ciosu postanowiło go po prostu przygnieść.
-Zdradziecki kurw, bez honoru, złaź ze mnie no!- krzyczał szamocząc się z potężnym pniem. Zajęło mu to krótką chwilę, wystarczyło, że zorientował się, iż drzewo jest okrągłe, a bramki są dwie. Zepchnął je z siebie i spojrzał w kierunku wioski Mori'ego. Rozbiegł się i wyskoczył. Mknął przez niebiosa do swojego celu.

[z/t]
avatar

Cheri

Liczba postów : 111

Powrót do góry Go down

Re: Niewielkie wysepki

Pisanie by Shin on Sob Maj 20, 2017 8:25 pm

Mistrz Gry

~~~~
Całość rozgrywa się na daleko położonych 4 wyspach, dość sobie bliskich by pomieścić na sobie ogromny statek kosmiczny Coolera
~~~~
Sitar obudził się po niewiadomo jak długim czasie. Leżał na ziemi, skuty za nogi razem z resztą Nameczan do jakiegoś słupa. Przed nimi stała dwójka dziwnie wyglądających obcych, jeden miał głowę jak kałamarnica, to jest strasznie długą, a drugi... Drugi w sumie też. Różnili się tylko tym, że jeden miał fioletową skórę w ciemnofioletowe plamki, a drugi bladoniebieską w zgniłozielone plamki. Chyba ich pilnowali. Jeden z jego ziomków poklepał go po ramieniu.
-Pssst, ej, obudziłeś się? Słuchaj, musisz zregenerować swoje ręce! Osobno nie mamy dość siły by stąd uciec... Ale mam pewien plan. Użyjemy pradawnej sztuczki. No dawaj, regeneruj je i lecimy z tym koksem. Z tego co czuję jesteś ode mnie tylko troszkę silniejszy, a to oznacza że z tego może coś wypalić. Hehe, to wyczuwanie energii przydało mi się chociaż na koniec mojej egzystencji... No, dawaj!
avatar

Shin

Liczba postów : 396

Powrót do góry Go down

Re: Niewielkie wysepki

Pisanie by Cheri on Sob Maj 20, 2017 8:26 pm

-AAAA!!! Moje ręce ty skurwysynu, ty chamie ty synu upośledzonej muchołówki, ty żabo ty.- krzyczał. Poczuł się jak na polu minowym, machając rękami na kilkakilometrów. No w sumie mógłby to zrobić z własnej woli, ale nie, musiało mu je urwać. Jedna nówka nieużywana i już do piachu. Jego gniew szalał. No przynajmniej przez chwilę bo potem było ciemno. Nie czuł jak metalowe obręcze zaciskają się na jego nogach. Właściwie nie czuł nic. Śnił sobie swoje pterodaktylowe sny. Aż nagle się obudził. Schwytany w jakimś dziwnym miejscu. Przed nim stały dwie kałamarnice, a obok namek szeptał coś konspiracyjnym szeptem.
-O cholera, większa moc, Bogowie wysłuchajcie mnie, ja was czempion uratuje tą planetę! No i zostanę pterodaktylem. Nie zawiodę was.- krzyczał w swoich myślach. Jego oczy wyszły na wierzch, a dźwięk jaki wydał przypominał nierówną walkę z zatwardzeniem. Jego krew zagotowała się, a ręce odrosły. Liczył, iż nikt nie zwróci uwagę na jego stęknięcie. Nachylił się do swojego brata i romantycznie szepnął mu na ucho.
-Co teraz?
avatar

Cheri

Liczba postów : 111

Powrót do góry Go down

Re: Niewielkie wysepki

Pisanie by Shin on Nie Maj 21, 2017 2:42 pm

Mistrz Gry


-Dobra, teraz połóż rękę na mojej klacie. Jak już to zrobisz, na Boga nie myśl o niczym. Ja zajmę się całą resztą, a wtedy stanie się coś świetnego. Dobra, gotowy?
Lecimy z tym koksem. Tylko na Boga, bądź cicho!

avatar

Shin

Liczba postów : 396

Powrót do góry Go down

Re: Niewielkie wysepki

Pisanie by Cheri on Nie Maj 21, 2017 2:58 pm

-Dobra ręce już mam. Czułek już prawie się odrósł, teraz trzeba posłuchać tego nameczanina, a potem stąd ucieknę, albo ich pozabijam? A może po prostu pójdę coś zjeść? Chociaż w sumie nie muszę jeść, do dupy ten plan. Chociaż wiem, polecę do Guru i zapytam czy może mnie czegoś nauczyć. To brzmi jak plan, może będę mógł wzmacniać innych. Stworzę armie której przestraszą się Bogowie i przemienią mnie w pterodaktyla.- myślał co powinien zrobić. W jego głowie pojawił się szatański plan jak uzyskać to czego chciał. Jednak najpierw wolał ocalić Namek. W końcu pterodaktyl w kosmosie nie należy do najlepszych pomysłów. W końcu nie ma tam jedzenia, ani powietrza no i sobie nigdzie nie wyląduje. Tak więc jedyne co mógł zrobić w tej chwili to przestać myśleć i dotknąć swojego towarzysza współwięźnia. Było to trudne, trwało dłuższy moment nim oczyścił swój umysł. Chociaż niemyślenie należało do jego umiejętności które wyszkolił w sobie już w dzieciństwie. Życie geniusza nie jest usłane różami. Dlatego też dotknął swojego towarzysza nie myśląc kompletnie o niczym.
avatar

Cheri

Liczba postów : 111

Powrót do góry Go down

Re: Niewielkie wysepki

Pisanie by Shin on Nie Maj 21, 2017 4:32 pm

Mistrzunio Giereczeczki

Sitar bez namysłu wymacał klatę swojego ziomka. Gejuch. Tamten natychmiastowo się spiął, nabrał powietrza... I nagle nasz Pterodaktyl mógł poczuć ogromny napływ energii z ciała swojego towarzysza. Ten natomiast zaczął świecić, aż w końcu wydawał się być jakąś... Świetlistą istotą. Co ciekawe, istota ta była wchłaniana przez rękę Zielonka. Towarzyszyła temu taka moc, że Scoutery strażników eksplodowały im na twarzach, a tamci szybko się odwrócili.
-CO JEST GRANE?! HEJ, TY, CO TY PRÓBUJESZ ZROBIĆ? PRZESTAŃ NATYCHMIAST!!!
Oba blastery były wycelowane w Sitara, a raczej w to, co powstało z Sitara i bezimiennego Nameczanina. Super Nameczanin, efekt użycia zapomnianej techniki. Czysta zajebioza i rozpierdol zamknięte w zielonym ciele. Przez chwilę dało się zauważyć maluteńkie wyładowania wokół ciała nowej istoty, ziemia pod jej stopami była wgnieciona do środka a trawa przypalona. Sitar czuł ogromną moc. A oprócz tego jego mózg zalała fala informacji. Przeszłość tego drugiego. Jego młodość, lata pracy na roli, dobre i złe chwile. Wszystko to naraz zaatakowało głowę biednego Nameka, tak, że tamten aż zgiął się w pół, czując, jak jego głowa pulsuję, zupełnie tak, jakby miała zaraz wybuchnąć. I wtedy to usłyszał. Gdzieś w swojej głowie.
-No hejka! To ja, ten Nameczanin co się z nim połączyłeś! Ogólnie to na imię mam Zek. Miło mi poznać.
Nie no, tylko się zaraz nie zesraj. Jeśli nie odpowiada ci moje towarzystwo to powiedz, a ja po prostu zostanę wchłonięty przez twoją podświadomość. Wiedziałem jakie jest ryzyko. Nie będę miał ci tego za złe. Ale najpierw, co ty na to aby zajebać tych tu żołnierzy, hę? proponuję podlecieć do nich po łuku, od lewej strony, wbić się jednemu w bok kolanem, odkopać go i kopnąć drugiego w łeb. Taka mała strategia, Ha! A potem uwolnijmy tych tu i spierdalajmy. Zanim mnie wchłonąłeś zdążyłem poczuć na tym statku taką moc, że prawie się zesrałem. Niestety już nic nie czuję. Chyba straciliśmy tę umiejętność. Ale to nic. No dobra, do roboty!

No i stał sobie taki ogłupiały Sitar v2. Co się teraz stanie?



_____________
POST ZOSTAŁ PODDANY CENZURZE UBECJI, ALE MG SIĘ NIE DAŁ I OCENZUROWAŁ CENZURĘ
avatar

Shin

Liczba postów : 396

Powrót do góry Go down

Re: Niewielkie wysepki

Pisanie by Cheri on Nie Maj 21, 2017 4:57 pm

Fanfary zagrały, gołębie latały wokół. Blask jupiterów i pytania paparazzi. A do tego szkiełka wybuchające kałamarnicom w twarz. Ogromna moc zdolna przenosić góry. No i krzyk strażników. Sitar postanowił wstać, może i skuli mu nogi kajdankami, ale te pękły niczym źdźbło trawy które wpadło pod kombajn. Wstał i spojrzał na dwie patrzące w jego stronę istoty. Nagle jego mózg zalała fala informacji. Jakiś głos, jakieś taktyki dziwne rzeczy. Sitar na chwilę zwinął się pod wpływem bólu głowy.
-AAAAAAA! Opętało mnie, demon, idź sobie! Potwór zostaw mnie. AAA!- mniej więcej tyle usłyszały istoty. Sitar zaczął miotać się. Najpierw zdzielił jednego z przeciwników rozciągniętą ręką, niczym muchę, próbując odepchnąć od siebie potwora który opętał jego umysł. Drugą wolną łapą która to również się rozciągnęła przyciągnął do siebie drugiego z żołnierzy. Po potężnym ciosie z bani, w przeciwnika, aż mu czółek odrósł. Jednak wciąż trzymał przeciwnika.
-GYAAAA!- zaryczał niczym pterodaktyl prost w jego twarz, by potem uderzyć z całą nowo nabytą mocą w jego brzuch kolanem. I rzucić nim w tego drugiego.
-Jestem zajebisty- powiedział do siebie wysyłając 30 Kiblastów w leżących przeciwników. Ryczał niczym rozwścieczony nieopierzony ptak pikujący na ofiarę.
avatar

Cheri

Liczba postów : 111

Powrót do góry Go down

Re: Niewielkie wysepki

Pisanie by Laptor on Nie Maj 21, 2017 5:16 pm

Laptor, który był po prostu Majinem, a ci byli znani, lub nie z dość odmiennego funkcjonowania, zwyczajnie siedział na jednej z wysp, razem ze swoim klonem, który zajmował się czterema smoczymi kulami. Siedzieli i zastanawiali się co dalej począć. Czekali tutaj już długo a zagrożenie nie przyszło, więc może to oni powinni polecieć? Problem polegał na tym, że nowo przybyli najeźdźcy również szukali smoczych kul, wiedzieli gdzie leżą, więc bez rozwiązania takiego problemu, ich szukanie było bezsensowne. Wtedy oprócz energii wydobywającej się z środka statku stacjonującego kilka kilometrów od niego (chyba) poczuł większą energię... Pojawiła się nagle i była mniej więcej taka, jaką czuł od Naraki! Od razu otworzył oczy, postanowił to sprawdzić, a później polecieć na statek by rozwiązać swój problem... Wstał i po prostu poleciał w kierunku większego skupiska energii, a że znajdował się w tej samej lokacji, sama podróż zajęła mu chwilę. Wykorzystał 100% prędkości klona, bo pewnie gdyby wykorzystał swoją prędkość, zgubiłby go a tym samym smocze kule...

_________________
Ore ni kateru no wa, ore dake da
______________________________________________________
avatar

Laptor
Mistrz Gry

Liczba postów : 1281

http://www.invincible.oxn.pl

Powrót do góry Go down

Re: Niewielkie wysepki

Pisanie by Shin on Pon Maj 22, 2017 8:54 pm

Mistrzunio Giereczeczeczki

Strażnicy, oszołomieni nagłą przemianą Nameka, zostali sprani na kwaśne jabłko, a potem zmieleni Ki blastami w jakieś ohydne ochłapy mięsa z wystającymi kośćmi. Fujka. (Sitar przecież oczywiście zerwał się z uwięzi, po prostu rozpryskując kajdanki na nogach na malutkie kawałeczki.) W ogóle jakiś taki brutalny ten Sitar. Taki dres trochę z niego. A właśnie, głos w głowię Sitara zniknął, ale tamten mógł usłyszeć jeszcze jakiś dziwny odgłos, coś jakby uderzenie się z plaskacza w czoło. Ciekawe co to znaczyło... W tym samym czasie Laptor wyczuł wzrost energii i zaczął lecieć w stronę Sitara. Szykowało się coś grubszego...

~~~~~~~~~
Bum. Jeden scouter wybuchł. Koledzy ofiary włączyli swoje urządzenia, zaciekawieni tym faktem, i także zostali uraczeni wybuchem w twarz. Popatrzyli po sobie z nieciekawymi minami. Skąd taki poziom mocy na tej ponoć słabej planecie? Jedyny silniejszy przeciwnik o jakim słyszeli to ten, który załatwił całą ekipę Sauzera. Czyżby tu był?! Wszyscy popatrzyli na niską postać siedzącą na głównym siedzeniu w centrum dowodzącym. Ta tylko waliła ogonem w ziemię, zwyczajnie poirytowana.
-Co to znowu ma być, te scoutery nie są takie tanie. Sprawdźmy co my tu mamy...
Włączył swój Scouter II generacji. Od razu wykrył jakiś większy poziom mocy.
-Meh. Wielki robal to ciągle robal. Tak jak myślałem, nic ciekawe...
W tej chwili jego Scouter wykrył kolejną wysoką energię, lecz ta nagle wyleciała poza skalę i ten wybuchł na twarzy biednego Coolera.
-Co jest, cholera, popsuty czy jak?
Tu nie ma prawa być tak dużej mocy! Chyba że...

Wyjął z jednej z szufladek w siedzeniu zapasowego Scoutera, włożył na głowę i włączył. Bum.
-Cholera. To musi być ten osobnik który urządził tak nasz zwiad. No cóż, nie chcę mi się teraz z nimi bawić. Chociaż ten silny mi się przyda. Może jak pokażę mu,
że nie ma ze mną szans, to do mnie przystanie? Zwykle tak to się kończy. No, z tą różnicą że tego nie zmiażdżę stopą jak robaka za tak wygurowane prośby. Ech, do czego to doszło, żebym jakieś hultajstwo z kosmosu brał w swoje szeregi. No cóż, w pierwszej transformacji to... Ech... No dobra, po prostu się przemienię DLA PEWNOŚCI, nie dlatego że nie dałbym im rady od tak, ja, Wielki Lord Cooler!

Szeptał sobie pod nosem jeden z trzech wielkich Imperatorów. Wstał z siedzenia i po prostu bez ceregieli odpalił transformację. Nie był to jednak jakiś super mądry pomysł, co można było zauważyć już po pierwszej ofierze. Niestety, biedaczek stał za blisko, i odleciał w siną dal, aż zatrzymał się na ścianie. A że hamował głową, to skończył z mózgiem na wierzchu. Najbliższe konsole wyleciały w powietrze z nadmiaru energii w powietrzu, wszyscy jego żołnierze drgali z przerażenia na swoich stanowiskach. Ktoś głośno przełknął. Nikt nie spodziewał się czegoś takiego w samym środku statku. Ba, mało kto w ogóle wiedział że Lord Cooler coś takiego potrafi, a w całej jego armii zaledwie kilka osób widziało go w tak dalekim stadium. Bo oto stał przed nimi gładki jak łza Cooler w czwartej formie, uśmiechnięty od ucha do ucha.
-Pora na zabawę.
I wyszedł, wielki Lord Cooler, z ogonem na wierzchu i innymi takimi.

~~~~~~~~~~~~~
Laptor, gdy tylko doleciał do miejsca wybychu energii, nagle poczuł coś mocniejszego, coś po prostu potworniejszego niż wszystko co do tej pory czuł.
Przed jego oczami natomiast ukazał się wielki statek rozłożony na 4 wyspach, na jednej z wysp natomiast był wielki metalowy słup, do którego przypięto było paru Nameczan, przed słupem stał jakiś Nameczanin z większym PL, to do niego musiał tu przylecieć. Przed nim był krater z jakimiś dwoma ciałami. Czuł, jak w statku przemieszcza się ta potworna energia, i ma zamiar z niego wyjść.
avatar

Shin

Liczba postów : 396

Powrót do góry Go down

Re: Niewielkie wysepki

Pisanie by Laptor on Pon Maj 22, 2017 9:21 pm

Doleciawszy na miejsce, na którym wyczuwał dużą moc podobną do tej Naraki, którą wchłonął, rozejrzał się po kilku wyspach. Zatrzymał się z klonem trzymającym kule. Oboje patrzyli na wszystko nieco z byka, zmarszczone brwi, opuszczone ręce, z ogonem lekko puszczonym wzdłuż pleców. Ubranie obojga lekko powiewało na wietrze. Wtedy, gdzieś z lewej strony, Laptor poczuł ogromną energię. Była dość duża, by wprawić większość wojowników z osłupienie, jednakże pewny siebie Majin, przechylił głowę lekko na bok, przekręcił nieznacznie (o tak, bez uśmiechu) w stronę z której duże pokłady energii docierały do zmysłu szarego potwora i zauważył statek znajdujący się na jednej z tutejszych wysp. *Lord Cooler, czyż nie?* Pomyślał od razu nie zmieniając swojej miny. Doskonale pamiętał, jak złotowłosy chłopak gadał coś o planecie dla tego całego Coolera. Oczywiście myślami pozostał przy tej wielkiej sile, jednak teraz zauważył słup, który stanowił jakieś więzienie dla nameczan. Uśmiechnął się. Wystawił dłoń w stronę podnóża tego słupa i wystrzelił jeden pocisk, mający cel jego zniszczenie, przewrócenie i uwolnienie zielonoskórych. *Czyli zrobię tym na złość wszystkim, którzy szukają smoczych kul? Dobrze więc.* przeszło mu przez myśl, jednak ów czyn miał swoje drugie podłoże. Nameczanie byli potrzebni mu, gdy przejmie władzę na tej planecie, jako tania siła robocza na jego usługach, a ich więzienie tylko psuło ten plan. Zauważył dopiero po wystrzeleniu nameczana, który emanował energią większą od swoich braci. Jednakże średnio go on zainteresował. Po prostu przy tak przytłaczającej sile, która znajdowała się na statku, i przemieszczała się by za chwilę wyjść, siła nameczanina nie grała roli, szczególnie, że nie był przeciwnikiem nawet dla juniora, który znajdował się dobre 3 metry od oryginału, ciągle strzegąc kul. Junior miał zamiar schować kulę w przypadku, gdzieś w oceanie pod nimi, może gdzieś po wysepką. Laptor pamiętał, że na statku znajdował się jeden radar, przy głównym stanowisku, więc zapewne żołnierze zwykli nie będą wiedzieć, gdzie szukać tych kul... A nawet jeśli, to mały Laptor odłączy się od walki, zneutralizuje tych, co pójdą po kule i wróci. I w tym momencie właśnie zanurkował w dół, zapamiętując pod którą wyspą chowa kulę. Jego głównym zadaniem będzie pilnowanie tego terenu jakby ktoś się tam zbliżył, w każdym momencie wolnym od walki będzie tam zaglądał. Ale wątpił, by zwykli żołnierze znali położenie kryształowych.

_________________
Ore ni kateru no wa, ore dake da
______________________________________________________
avatar

Laptor
Mistrz Gry

Liczba postów : 1281

http://www.invincible.oxn.pl

Powrót do góry Go down

Re: Niewielkie wysepki

Pisanie by Cheri on Pon Maj 22, 2017 9:30 pm

-Chyba przesadziłem- pomyślał Sitar widząc jak ostatni kiblast wyrzuca resztki flaków kalmara gdzieś w powietrze. Odwrócił się w stronę słupa do którego przywiązani byli nameczanie. W tym momencie ujrzał eksplozję, która zdolna była go zniszczyć. Rozejrzał się w poszukiwaniu tego kto mu pomógł. I ujrzał go i prawie zapłakał. To ten szary glut który zabijał jego braci. Którego sam Sitar chciał pokonać, ale mówiono mu, że nie da rady. Jego zadaniem było przeżyć. Ale jak to tak nie podziękować? Nie marnując czasu postanowił podlecieć do gumowej istoty i zawisnąć w powietrzu jakoś pięć metrów przed nią.
-Dzięki za pomoc, pewnie powinienem cię teraz zabić, ale guru powiedział mi, że nie dam rady, tak, że miło ci poznać Sitar jestem. Powiedz mi mógłbyś przestać zabijać moich braci. Wiesz ponoć pojawił się ktoś jeszcze kto chce kul, no i to chyba jego statek czy coś. Tak więc powinienem cię teraz opuścić i wogóle, żebyście mogli nawzajem się pozabijać, ale uwolniłeś moich braci, więc jeśli chcesz pomogę ci w walce z najeźdźcą.- mówił z pewnością siebie patrząc na istotę.
avatar

Cheri

Liczba postów : 111

Powrót do góry Go down

Re: Niewielkie wysepki

Pisanie by Sponsored content



Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach