Sala treningowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Sala treningowa

Pisanie by Admin on Wto Lip 12, 2016 12:49 pm

Sala treningowa, w której mieszkańcy No. 79, władcy i żołnierze, mogą trenować i polepszać swoje umiejętności. Znajdują się tutaj wyspecjalizowane maszyny treningowe i inne sprzęty niezbędne na siłowni.
avatar

Admin
No.1 Whis' Fanboy

Liczba postów : 306

http://dbanotheruniverse.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Sala treningowa

Pisanie by Honoberuto on Pon Lip 18, 2016 6:08 pm

Płomienny jaszczur eksplorował korytarze bazy. Jego celem była sala treningowa, przed której drzwiami właśnie stanął. Otworzył je i wkroczył do środka. Nie zdążył nawet obejrzeć pomieszczenia, bo od razu stanął przed nim jakiś koleś. Był to changeling na pierwszej formie. Uwagę zwracały na siebie naprawdę wielkie mięśnie tego osobnika. Dla kogoś kto nie przyzwyczaił się do widoku changelingów połączenie potężnego umięśnienia i tak niskiego wzrostu mogło wyglądać niesamowicie komicznie. Pan Wielkie Muły spojrzał na przybysza, skrzywił się i powiedział:
-Jesteś żołnierzem? Czemu nie masz na sobie zbroi?
-Tak, jestem żołnierzem. Zbroi jeszcze nie otrzymałem, tak samo jak skautera. Podobno jeśli wrócę do koszar później, to je otrzymam.
-Do koszar? Ale przecież...
Tu się zawahał. Uśmiechnął się słodko. Nie było przecież potrzeby wyprowadzać go z błędu. Zresztą, trochę bezsensownego łażenia po bazie dobrze mu zrobi.
-O co chodzi? - zapytał kapelusznik.
-Przecież powinni ci dać je już przy zapisywaniu się do armii! Ach tak...
Teraz zapadła kilkusekundowa cisza. Muskularny jaszczur upewniwszy się że rozmówca mu uwierzył, postanowił się przedstawić przypomniawszy sobie, że wcześniej tego nie zrobił:
-Kiten rodu Bulchin, trener.
-Honoberuto rodu Harara.
-A więc czego tu szukasz?
-Skierowano mnie na przeszkolenie.
-Naprawdę?
-Nie, tak naprawdę miałem zamiar zabić wszystkich trenujących.

Zorientowanie się, że to był sarkazm zajęło Kitenowi jakieś osiem sekund. Nakrapianiec pomyślał że z pewnością jego mięśnie są większe od jego mózgu.
-Hehe, żartowałeś zapewne. Tak... Niestety muszę cię zmartwić. Teraz nie prowadzimy przeszkoleń, wróć później.
-Och.

Cóż, to było do przewidzenia. Najpierw nie dadzą mu skautera, teraz odmawiają treningu. Z nieco przygaszonym entuzjazmem wyszedł z siłowni zmierzając w kierunku koszar. Tamten urzędnik zapewne już został zastąpiony, a więc mógł się pocieszyć jedną tylko myślą: W koszarach dostanie już swój sprzęt, a potem będzie mógł wrócić na trening. No bo przecież nie było innej możliwości. Tak przynajmniej mu się zdawało. Nawiasem mówiąc, miał ochotę na odreagowanie i małe morderstwo. Ale jeszcze nie teraz...

z/t
Koszary
avatar

Honoberuto
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 438

Powrót do góry Go down

Re: Sala treningowa

Pisanie by Honoberuto on Nie Sie 28, 2016 10:08 pm

Krokiem pewnym i szybkim wkroczył do sali, a za nim ciągnął się cudowny ślad czerwonej peleryny. Rozejrzał się szukając wzrokiem Kitena lub jakiegokolwiek innego trenera. Prędko podszedł do niego jakiś niski, krzepki kosmita.
-Chcę trenować - powiedział do niego.
-Jest pan umówiony z którymś z trenerów?
-Nie - odpowiedział, mając nadzieję że nie jest to wymagane do treningu.
-Rozumiem, może więc pan zająć się sobą. Czy mam przechować któreś z pańskich rzeczy?
Honoberuto słysząc to sięgnął po urządzenie i zdjął je z twarzy. Rozumiał, że podczas szaleńczych treningów istniało ryzyko jego uszkodzenia, podobnie jak podczas walki. No, ale przed walką nikt do ciebie nie przyleci i nie przechowa twoich rzeczy. Wręczył wręcz przedmiot kosmicie. Po chwili ujrzał zdziwienie na jego twarzy.
-Eeech... To wszystko?
Nie odpowiedział. Spoglądał tylko na niego dając mu do zrozumienia, żeby sobie poszedł. Chyba zrozumiał, bo po chwili odwrócił się na pięcie i ruszył gdzieś przed siebie mamrocząc coś pod nosem. Jaszczur domyślał się, że pracownik siłowni chciał zabrać od niego czapkę i pelerynę. No, ale tego już nie było sensu mu oddawać. Bez nich nie wyglądałby tak perfekcyjnie, prawda? Napawał się tak przez chwilę swoją oczywistą chwałą w pozie bohatera. Potem przypomniał sobie o wgnieceniach na pancerzu. Spojrzał na niego. Pomyślał, że to nie jest aż takie złe. Nadawało mu to nieco bardziej wojowniczego wyglądu. Uśmiechnął się na myśl o tym, jakie teraz ogromne wrażenie musi robić na wszystkich tu zgromadzonych. Po jakiejś minucie samozachwytu przypomniał sobie po co tu w ogóle przyszedł. Po chwili znalazł się w jakiejś sali. Pospolita siłownia, gdzieniegdzie sprzęty treningowe, przy nich trenujący wojowie. Tak więc zaczął szukać wolnych sprzętów treningowych.
avatar

Honoberuto
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 438

Powrót do góry Go down

Re: Sala treningowa

Pisanie by Honoberuto on Wto Sie 30, 2016 12:31 pm

Honoberuto dobrze wiedział, że bez porządnej rozgrzewki ostry trening może się skończyć poważną kontuzją. Dlatego też wyszukiwał spośród wszystkich urządzeń w tym pomieszczeniu czegoś, co może pomóc mu w szybkim starcie. Po kilku chwilach odnalazł pewien ciekawy "obiekt". Na podłodze wydzielono czerwoną farbą miejsca przeznaczone do... No właśnie, czego? Jaszczur spojrzał na innych trenujących w tych miejscach. Chyba po prostu się rozgrzewali. Całkiem niezły pomysł, dobry do łagodnego startu. Kapelusznik stanął po środku jednego ze sporych, czerwonych kwadratów. Na początek zrobił kilkanaście prostych ruchów głową. Potem kilka skłonów i przysiadów. Następnie pomyślał, że warto byłoby rozruszać ręce. Wymyślił sobie serię energicznych ruchów, a następnie przystąpił do działania. Najpierw zacisnął prawą pięść i wyrzucił ramię do przodu, jego palce skierowane były w dół. To samo zrobił z lewą ręką. Następnie zgiął prawą rękę i powtórzył poprzedni ruch, jednakże palce skierowane były dla odmiany w górę. Zrobił to także z drugą. Kolejny ruch polegał na uderzeniu pięścią w przeciwległy bark, oczywiście obie ręce to zrobiły. Potem dłonie wylądowały na jego karku. Następnie prawa pięść uderzyła w lewe biodro, a lewa w prawe, tylko po to aby obie szybko się zmieniły. To zajęło mu z piętnaście sekund. Postanowił całą tą sekwencję powtórzyć, jednakże szybciej. A potem znowu to zrobił. I znowu. Po jakimś czasie mógł już robić to w mniej niż sekundę, a ponieważ nie dawał sobie ani chwili przerwy, po półtorej minuty jego ręce aż rwały się do dalszej działalności. No, ale ani walka, ani trening nie ograniczają się do rąk. Dlatego też postanowił dać im chwilę odpocząć. Splótł je ze sobą. Starał się jednak, aby nie dotykały one reszty jego ciała. Spojrzał na swe nogi. I nagle wyrzucił jedną z nich do przodu. Gdy tamta była wysunięta maksymalnie, w ruch poszła druga noga. Gdy pierwsza już wróciła na ziemię, tamta dopiero się cofała. Z początku było to dość proste, ale on nie chciał się na tym ograniczać. Jego tors cały czas się obniżał. W końcu pośladki miał jakieś dwadzieścia centymetrów nad ziemią, a nogami nadal przebierał. Ogon nie pozostawał bezczynny, przez cały czas w równym tempie obracał się efektownie. Mogło to wyglądać na jakiś rodzaj skocznego tańca. Rzeczywiście, gdyby z boku grał jakiś grajek, wyglądałoby to o wiele lepiej. W końcu postanowił tego zaprzestać, żeby nogi nie zaczęły go boleć, a ręce nie ostygły. Dlatego też nagle wysko podskoczył rozplatając ręce i szeroko rozkładając ramiona. Z jego ust zaś wydobyło się gromki okrzyk. Wszyscy nagle się obejrzeli w jego kierunku. Z pewnością byli pełni podziwu dla jego doskonałych umiejętności tanecznych. Braw nie bili zapewne dlatego, że byli zbyt zdumieni. Wtem wpadł mu do głowy pewien pomysł. Skoro przyszedł tu głównie po to aby lepiej walczyć, może od razu postara się o wypracowanie swego stylu? Sztuka walki wyglądająca jak taniec, to by było coś! Nie dość że wróg przed jego potęgą drżyć będzie, to jeszcze przed śmiercią spektakl niesamowity otrzyma. W końcu przerwał sobie swe rozmyślania. Jeszcze nie było czasu na odpoczynek. To była pora na opuszczenie czerwonego kwadratu. To też zrobił i zaczął szukać jakiegoś stosownego sprzętu. Jakieś dwie minuty minęły i w końcu zorientował się że większość tutejszych urządzeń służy do ćwiczenia swej siły i wytrzymałości, a nie na tym mu zależało, dlatego też przeszedł do kolejnego pomieszczenia. Wielkość miało podobną, ale było tu tylko jedne urządzenie. Przypominało nieco stojący krzyż z wielkimi kulami na bocznych ramionach. Niczego innego tu nie było, sala wyglądała na pustą. Zaciekawiony jaszczur podszedł do dziwnego przyrządu i dotknął jednego z ramion. Nagle usłyszał za sobą kroki. Po obejrzeniu się ujrzał jakiegoś changelinga. Okazało się że ta sala wynajęta była dla innego wojownika, ale skoro ten nie przyszedł, można skorzystać. Trener nic więcej nie wyjaśniając podszedł do urządzenia, nacisnął na nim jakiś przycisk i zostawił Honoberutona samego z dziwacznym krzyżem. Zamknął za sobą drzwi, a on spoglądał ze zdziwieniem na przyrząd. Niewiele myśląc podszedł w jego kierunku. Ku jego zdziwieniu, z dolnego ramienia nagle wysunęło się coś na kształt owadzich nóg. Przyrząd cofnął się za ich pomocą. Jaszczur skoczył ku niemu, a on sprawnie odskoczył w bok. Czyżby miał za zadanie unikać jego ataków? Zakładając, że tak jest, jak najprędzej wyskoczył ku niemu. Jednakże krzyż ponownie odskoczył, unikając jego wściekłej pięści. On nie zaprzestawał na tym i ponownie ku niemu skoczył, jeszcze szybciej. Jego pięść jednak znów nie zetknęła się z celem. Wyglądało na to, że trzeba mieć jakiś sposób na tego robota. Przesuwając się w bok przyglądał się mu z uwagą. Na razie stał nieruchomo, jednakże z pewnością jego skanery obliczały odległości między nim a gadem. Ów gad zaczął najpierw powoli iść ku robotowi, który zaczął powolutku się wycofywać. Changeling nadal powoli szedł ku niemu. Nagle ugiął nogi i wyskoczył ku swemu "przeciwnikowi" niby wściekły, dziki kot. Rozłożył przy tym szeroko ręce i nogi. Udało mu się, dosięgnął go! Jednakże, ku jego zaskoczeniu, robot obrócił swe ramiona sprawiając, że jego pięść zderzyła się z metalową, twardą kulą dostarczając mu nieco bólu. Następnie wyskoczył w górę i wylądował na drugim końcu pomieszczenia. Wyglądało na to, że ma też w programie przyjmowanie ciosów właśnie na te kule. Honoberuto powstał i spojrzał na swą pięść. Knykcie były zakrwawione. Syknął nieprzyjemnie, a następnie spojrzał na swój cel. Nie było sensu stosować tej samej sztuczki, robot pewnie interpretował jego ruchy i starał się ich unikać. No to sobie zatańczą. Gad założył ręce na piersi. Powoli zbliżył się do robota, który teraz oczywiście uciekał w bok, bo w tyle miał ścianę. Wyskoczył w górę przykładając pięty do tyłu swoich pleców jednocześnie chwytając swe kostki. Po wykonaniu tej pozy obrócił się do przodu i spadając wyciągnął ręce do przodu. Dzięki temu odbił się nimi od podłogi lecąc wprost na swój cel, który oczywiście odskoczył w ostatniej chwili. Odbił się od ściany nogami, a następnie obrócił się nieco do tyłu. Wystawił jedną nogę w przód, drugą w tył i jął się obracać wokół własnej osi. Używał oczywiście bukujutsu, aby nie spaść zbyt prędko. Leciał wprost na robota, który ponownie odskoczył. Ponownie odbił się od ściany i dalej w tej samej pozycji leciał w kierunku celu. Cały proces powtórzył się pięć razy, za każdym razem w dwukrotnie szybszym tempie. W końcu właściciel peleryny zaniechał tej - bądź co bądź - nikłej aktywności i najszybciej jak tylko mógł, podleciał do krzyża w normalnej już pozycji. Stało się! Ten nie zrobił uniku ani nie zdążył obrócić swych bocznych ramion, za to został złapany za górny czubek i z impetem rzucony o przeciwległą ścianę. Uderzenie było silne, huk był głośny, sprawca był zadowolony, ofiara leżała. Zaraz się jednak podniosła. Można było usłyszeć ciche iskrzenie. Nakrapianiec wyszczerzył się szeroko. Na próbę skoczył ku robotowi. Ten oczywiście zdołał umknąć, lecz było widać, iż jego mechaniczne nogi nieco szwankują. Atakujący czuł pewną satysfakcję. Jeśli uda mu się jeszcze kilka razy walnąć nim o ścianę, w końcu go dorwie, wyrwie mu te robonóżki i zrobi mu parę wgnieceń. Zabawa dopiero się zaczynała! Nie minęła sekunda, a on znowu zaczął latać za nim po pokoju przyjmując przy tym rozmaite, fantastyczne pozy. Siu, siu, siu, siu, siu, BACH! Kolejne zderzenie robota ze ścianą! Teraz jego nogi poruszały się jeszcze wolniej. Chang nie poprzestawał na tym i kontynuował swój plan, któremu robot nie mógł zapobiec! Kolejne pozy, kolejne zderzenia, kolejne uszkodzenia! Wpadł już w trans, nic go nie mogło powstrzymać! Atakował jak jastrząb... Jak pterodaktyl... Jak SMOK! Tak, TANECZNY SMOK! To stepował, to odstawiał przyśpieszoną capoeirę, to tańczył kozaka, to rzucał się w rytm oberka, to podchodził jak w polonezie... A robot obrywał i obrywał! Minęło pół godziny, a kapelusznik był już pewny, że jego "przeciwnik" długo nie pociągnie. On też był zmęczony, maksymalnej szybkości już nie wyciągał. Mimo, że ani razu nie oberwał, ten trening przyprawiał go o emocje prawie takie jak przy walce z Kanassianinem. No, tu nie było może podniecenia związanego z nadchodzącą okazją do morderstwa, ale adrenalina i tak działała. W końcu doskoczył do niego i zadał potężny cios. Trafił on metalową kulę tworząc na niej wgniecenie, lecz kolejny atak - tym razem szybszy - trafił w cel, czyli w miejsce zespolenia ramion krzyża. Cios był na tyle potężny, że metalowe rury z których zbudowane było urządzenie w niektórych miejscach popękały i można było ujrzeć iskry wydobywające się z pęknięć. Nakrapianiec dyszał ciężko patrząc jak robot uderza w ścianę i już więcej nie wstaje. Spojrzał na swoje dłonie. Skóra na nich zdarła się nieco i ściekała po nich krew. On uradowany swym czynem wyszedł z tego pomieszczenia zostawiając szczątki urządzenia na podłodze. Czuł, że teraz już mógł powiedzieć, iż wie czym jest walka. Postanowił sobie odpocząć wpatrując się w innych wojowników. Miał nadzieję że w ten sposób też podłapie co nieco.
W końcu jednak postanowił dać sobie chwilę odpoczynku od jakiejkolwiek walki. Nie miał w sumie pewności, czy zaraz jego skauter nie zapika wzywając go do roboty... Właśnie, skauter! Rozejrzał się wokół, lecz nigdzie nie spotkał tamtego kosmity. Ale nie był to problem, popytał trochę innych pracowników siłowni, a po chwili jego skauter był już przy nim. Nie miał właściwie pomysłu co teraz zrobić. Pomyślał że zjadłby coś, dlatego też udał się do jadłodajni.

z/w
Jadalnia
avatar

Honoberuto
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 438

Powrót do góry Go down

Re: Sala treningowa

Pisanie by Jirri on Wto Paź 04, 2016 10:23 pm

Oto i przyszedł dzień treningu. Nie był on specjalnie regularny. Przychodził na niego czas, gdy Jirri miał czas i ochotę poćwiczyć. Innymi słowy dwa razy na miesiąc. Dlaczego tak rzadko? Nie miał pojęcia. Nie miał czasu poza tymi dwoma dniami w miesiącu. Niestety - takie są prawa wszechświata, że nikt nie trenuje częściej. Dzisiejszy dzień, był dla naszego changelinga dniem wolnym. Wolnym od trywialnych obowiązków. Wolnym od robienia kreatywnych "psikusów i psotek". Wolnym od... codzienności. Dzień, w którym odkrywał w sobie niezmierzoną motywację. Wstał ze swojego łóżka, na którym odpoczywał, podszedł do lustra... Zobaczył niziutkiego kosmitę o czarnej, miejscami szarej skórze, czerwonych oczach, mocnym ogonie... Uśmiechnął się.
- Kiedy będę duży, będę jak Frieza-sama! Na pewno! - przekonywał siebie swym piskliwym głosem Jirri (Zamknij mordę! zakrzyknął rodziciel). Wierzył w to z całego swego serca.
Spakował swój treningowy "sprzęt". Składał się on właściwie tylko z kilku sztang, które changeling zrobił całkiem sam z pokaźnych kamieni i metalowych prętów. Starał się je wykorzystywać w miarę kreatywnie, nie tylko podczas treningu. Nie raz wykorzystywał je także do psikusów, chociaż te były raczej prostackie. Ciężko jest wykorzystać sztangiełkę szczególnie inteligentnie. Spakował także trochę wody, ażeby móc się nawodnić w razie suszy w gardle. Będzie to niezbędne w czasie ćwiczeń, zwłaszcza, że w sali treningowej zaduch jest niemiłosierny. Wyszedł z domu, nie odzywając się do rodziciela ani słowem. Nie chciał się mu narażać. Gdy tylko przestąpił próg, wzleciał wysoko nad ziemię. Miało to posłużyć nie tylko szybszemu dostaniu się na salę, ale także rozgrzewce - początek treningu Ki. Najpierw wykonał kilka rundek wokół bazy. Patrzał na chodzących po niej changelingów, jednocześnie starając się zobaczyć jak Frieza wykonuje codzienne czynności. Szukał tym sposobem inspiracji. Niestety nie znalazł swego idola. Po pewnym czasie zszedł na ziemię i wstąpił do sali treningowej. W środku jak zwykle było pełno... wszystkiego. Znajdowali się tu przedstawiciele najróżniejszych ras. Changelingów było raptem kilku. Mimo wielu trenujących tu obecnie osób, wciąż było tu jeszcze dużo miejsca, więc Jirri mógł bez przeszkód oddać się treningowi. Gdy tylko wszedł do środka kilka osób się od niego odsunęło, patrząc na niego nieufnie. Spojrzenia te mogłyby przejrzeć duszę na wylot, ale nie zaniepokoiły naszego bohatera. Wręcz przeciwnie - ucieszyły go. Wszystkie te osoby padły ofiarą jego psikusów. Było ich wielu, co oznacza nie tylko, że wielu nabrał, ale również, że "psikusy" warte były zapamiętania. Jakiś dzieciak (rasy podobnej do ludzi) wystawił do niego język. Stał przy tym trochę za blisko... Jirri złapał go za język i zaczął szarpać na boki, śmiejąc się szczerze. Oburzeni trenujący zaczęli przeklinać i pokazywać mu obraźliwe gesty, ale nikt nie pomógł biednemu dzieciakowi. Gdy Jirri skończył się "bawić" maluch wybiegł z sali zanosząc się płaczem, co jeszcze bardziej rozśmieszyło changelinga. Wszyscy wokół wpatrywali się w niego z nienawiścią. Wystawił im język...
Zabrał się do treningu. Najpierw, chcąc rozgrzać mięśnie nóg, zaczął biegać truchtem wokół, przy ścianach. Jego kondycja pozwala mu ćwiczyć tym sposobem naprawdę długo. Nie było to męczące, a nawet całkiem zabawne, gdyż nawet w tym momencie mógł się trochę zabawić. Wiele osób właśnie zaczynało trening, więc biegali razem z nim. Był nieznacznie szybszy od nich, więc gdy tylko ich mijał, miał sposobność, by uprzykrzyć im życie. Gdy tylko kogoś wyprzedzał, popychał go na bok, często na ścianę, lub inny sprzęt treningowy. Jeden z nich (nawiasem mówiąc właśnie ten dzieciak, który wcześniej wybiegł z płaczem z sali) wylądował na sztangach i rozrzucił ciężarki po całej podłodze (ponownie zaczął płakać, ale zamiast biec - kuśtykał). Zauważył przy okazji coś ciekawego, mianowicie niektóre osoby, które potraktował swoimi małymi "psikusami", wychodziły z sali (klnąc pod nosem). Jak tak dalej pójdzie, będzie miał całą salę dla siebie. Przez jakiś czas stosował jeszcze tę taktykę i w końcu stał się jedyną biegającą osobą. Na sali wciąż jeszcze było trochę ludzi (to jest - przedstawicieli różnych ras). Innymi słowy - wciąż miał jeszcze co robić. Uśmiechnął się pod nosem i wyciągnął swoje sztangiełki. Czas na trening siłowy. Jednocześnie przydałoby się nie zaniedbywać mięśni nóg. Aby jednocześnie trenować obydwa aspekty zaczął biegać, jednocześnie trenując biceps, przy użyciu owych sztangiełek (pakował też ogonem, chwytając za jeden z rozrzuconych ciężarków). Dało mu to niejakie pole do popisu. Mówiąc wprost w trakcie biegu co jakiś czas "przypadkowo" upuszczał sztangiełkę na czyjąś stopę. Wywoływał tym często kolejne fale przekleństw, czasem płacz (głównie u tych młodszych przedstawicieli). Jeden facet natomiast zdenerwował się nie na żarty. Podniósł ręce i zacisnął je w pięści. Szykował się do walki. Nie wyglądało to dobrze. Facet był spory. Trzeba było przyjąć to na chłodno. Jirri przeanalizował sytuację. Gość kuśtykał - sztangiełka była skuteczna. Należy iść dalej tym tropem. Rzucił mu w brzuch drugą sztangiełką i poprawił w twarz ciężarkiem, który trzymał ogonem. Facet natychmiast padł, na co Jirri odpowiedział grubiańskim śmiechem. W tym momencie wszyscy opuścili salę. Mieli go już serdecznie dosyć. Nie mogli wytrzymać z changelingiem. Oczywiście jemu to nie przeszkadzało. Śmiał się dalej, triumfując i pękając z dumy, że jego plan się powiódł. Już po chwili miał całą salę tylko dla siebie. Usiadł na ławeczce, wciąż chichocząc pod nosem i wrócił do treningu. Czegoś tu jednak brakowało. Położył się i zaczął wyciskać większą sztangę. Teraz było ciężej. Czuł, że trening był bardziej efektywny. Niemalże słyszał jak rosną mu mięśnie. Ale to wciąż nie to. Wszedł na elektryczną bieżnię i zaczął biec. Najpierw powoli. Potem coraz szybciej. W końcu doszedł do sprinu. Ale to nadal nie było to. Usiadł z boku i wyciągnął butelkę z wodą. Napił się. O co mogło chodzić? Rozejrzał się. Czegoś mu brakowało. Za mało zajęcia. Mimo mnóstwa możliwych sposobów treningu czegoś brakowało... No tak... Rozrywki... Nie było absolutnie nikogo, komu mógłby "płatać figle". Westchnął ciężko. W takich sytuacjach dobrze byłoby jednak mieć kumpla... Rozchmurzył się szybko. Wstał, zabrał torbę i wyszedł z pustej sali. Czas na nowe psikusy! To zawsze poprawa humor.

Oto i mój post treningowy.
z/t
avatar

Jirri
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 345

Powrót do góry Go down

Re: Sala treningowa

Pisanie by Jirri on Pon Paź 24, 2016 9:47 pm

Wraz z Honoberuto dotarł na miejsce. Przeszedł wzdłuż korytarza, podszedł do recepcji. Ostatnio jakoś to pominął, nie był do końca pewien jak. Odebrał kluczyk do szafki z ręcznikami od recepcjonistki nieznanej mu rasy, patrzącej na niego jak na robaka. Nic dziwnego - niedawno porozwieszał jej... intymne zdjęcia po całej bazie, co różne zboczuszki bardzo chętnie wykorzystały. Posłał jej uśmieszek, puścił oczko i posłał całusa, oczywiście ironicznie. Ona z kolei odpowiedziała brzydkim gestem z wykorzystaniem środkowego palca prawej ręki. Z lewą byłoby ciężej - parę tygodni temu jej go odgryzł, gdy ta postanowiła wyrazić, co o nim myśli. Tym razem była ostrożniejsza, a poza tym stała za ladą, więc była raczej poza jego zasięgiem. Szkoda. Miał przeczucie, że Honoberuto by się to spodobało. Skierował się więc dalej, do niewielkiego sklepiku, gdzie miał w zwyczaju komentować swe dokonania, zabawiając tym sklepikarza. Miał on podobne poczucie humoru, ale z pewnością nie był przyjacielem changelinga. Gardził nim jak inni, ale i tak go słuchał i chyba nawet nie najogrzej się bawił. Tym razem żadna rozmowa się nie odbyła. Jirri wziął tylko cztery butelki wody. Dwie podał Honoberuto.
- To abyś się nie odwodnił, o wielki Harara. - skłonił się i uśmiechnął ironicznie. Nie było to specjalnie złośliwe, raczej jak zwykłe przekomarzanie się.
Zdziwiony sklepikarz spojrzał na Honoberuto, ale zaraz stracił zainteresowanie (Trafił swój na swego stwierdził i wzruszył ramionami). Tymczasem Jirri wszedł do szatni. Znalazł odpowiednią szafkę, otworzył i wydobył piątej świeżości ręcznik z żółtymi plamami. Następnie skierował swe kroki na samą salę. Jak zwykle ludzi (z braku lepszego słowa - byli tam przedstawiciele różnych ras) było pełno, a mimo to miejsca była wystarczająco. Zauważył kilka znajomych twarzy, min. dzieciaka, któremu się ostatnio trochę naprzykrzył. Ten, bojąc się wystawić język, po prostu zaczerwienił się ze złości, na co Jirri odpowiedział szerokim uśmiechem. Reszta po prostu zerkała na niego ukradkiem mrucząc obelgi, lub wykrzywiając twarze w grymasach. Jirri był zdecydowanie niesmaczną postacią...
Poszedł w sam kąt sali, gdzie stały bieżnie. Nie zamierzał zabierać się za trening szybkości, wytrzymałości, czy siły. Dziś celował bardziej w sztuki walki. Niemniej jednak rozgrzewka była konieczna, by uniknąć wszelkich nieprzyjemności. Włączył bieżnię i zaczął biec. Nie zwracał przy tym szczególnej uwagi na Honoberuto, a bynajmniej stwarzał takie pozory. W rzeczywistości co jakiś czas zerkał, co ten robi. W końcu także po to zdecydował się z nim trenować. Przede wszystkim jednak musiał dostosować trening do swoich własnych, osobistych preferencji, dlatego też nie bawił się w żadną rywalizację. Po paru minutach przerwał, podszedł do stojaka z pismami na temat sztuk walki, wziął jedno z nich i wrócił na bieżnię. W czasie biegu czytał. Przeglądał strony wypełnione najróżniejszymi sposobami pacyfikacji przeciwnika. Większość była zbyt skomplikowana, ale jednocześnie bardzo ciekawa. Podkręcił nieco prędkość czytając o ruchu pozwalającym na wywrócenie przeciwnika z wykorzystaniem małego i środkowego palca. Wydawał się wręcz nierealny, a fizycznych objaśnień pt. "Jak to działa?" było multum. Zdecydowanie za dużo dla niego. Pozostało mu więc mieć nadzieję, że nie spotka w życiu nikogo, kto by ten ruch znał i potrafił wykonać. Przeszedł do postaw. Podstawowa pozycja do walki. Zasady utrzymywania równowagi. Zasady poprawnego i skutecznego wymierzania ciosów. Jego umysł szybko chłonął wiedzę. Przeczytał szybko parę stron owych mądrości, a tymczasem jego ciało się rozgrzało i trochę spociło. Wyłączył bieżnię, rzucił książkę w kąt i pociągnął łyk orzeźwiającej wody. Schłodził się i nawodnił, po czym wziął ręcznik i skierował się w stronę worków treningowcy. Tam zaczął praktykę ciosów. Cały czas stał w odpowiedniej pozycji opisywanej w podręczniku i utrzymywał równowagę zgodnie z zasadami. Pomagał mu w tym jego ogon, stanowiąc dla niego przeciwwagę. Wyprowadzał proste kombinacje, lewy, prawy, kop, główka. Parę razy powtarzał, następnie zaczął wymyślać nieco bardziej kreatywne kombinacje. Mieszał ciosy z niby-unikami i niby-blokami. Jednocześnie starał się co chwilę zmieniać pozycje. Ta umiejętność także mogłaby być przydatna w trakcie walki. Wykonywał więc różne obroty, skoki, przewroty, salta i inne ruchy rodem z zawodowej gimnastyki artystycznej. Jednocześnie starał się w miarę możliwości nie wspierać się Bukujutsu, co jednak w niektórych momentach było konieczne, zwłaszcza przy saltach, które zawsze wykonywał chyba z najmniej wygodnej pozycji. Temu wszystkiemu przyglądał się gruby koleś. Śmiał się cicho, ale w końcu postanowił dorzucić swoje trzy grosze. Klepnął changelinga w ramię i wskazał mu niewielki improwizowany ring. Jirri oczywiście przyjął wyzwanie. Stanął wewnątrz naprzeciw grubasa, a tłum gapiów otoczył ich. Oczywiście każdy kibicował grubemu, mając nadzieję, że spuści changelingowi łomot. Niedoczekanie ich. Zaraz przystąpił do pojedynku. Gruby wymierzył prawy prosty. Bardzo powolny, ale za to silny. Jirri uchylił się i uderzył go pięścią w biodro. Tłuścioch skulił się, a Jirri uderzył po raz drugi, tym razem kolanem. Bardzo bolesny cios. A także bardzo skuteczny. Gruby jednak szybko się pozbierał i uderzył z główki. Tego się changelingowi nie udało zablokować, ku uciesze gawiedzi. Zobaczył przez chwilę gwiazdy. Nieprzyjemne to było uczucie. Zaraz dał upust złości. Przypuścił własny atak. Szybka seria ciosów, która skutecznie poturbowała przeciwnika. Chwilę potem wyrzucił grubasa z ringu. Zaraz pojawili się kolejni. Młody Saiyanin z czarnymi włosami. Niski Nameczanin z gulą na czole. Dziwaczny różowy stwór. Każdy początkujący. Każdy padał. Nikt nie dał rady. Jirri usatysfakcjonowany kolejnymi zwycięstwami poszedł do Honoberuto.
- No dobra. Ja już jestem gotów. Idziemy na misję?\
Co dalej? To już się zobaczy.

OCC:
Trening umiejętności: Sztuki walki.
avatar

Jirri
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 345

Powrót do góry Go down

Re: Sala treningowa

Pisanie by Honoberuto on Sro Paź 26, 2016 4:58 pm

Dwa jaszczurze przemierzały korytarze, a za nimi obracali się liczni. Powodem tego była niższa połowa tej pary, a dokładniej - jej działalność uderzająca agresywnie w pokojową strukturę wewnętrzną międzyplanetarnego państwa. Jedna kosmitka wykonała w jego kierunku nawet wulgarny gest. Co jakiś czas można było dostrzec wśród tych tłumów wilczy wzrok. Dla Honoberutona jedna rzecz wydawała się jasna. Jirri był znany. Może nie każdy kojarzył jego imię, ale ten cwaniaczkowaty wyraz twarzy był rozpoznawalny. Tak skąpani w nieprzyjaznych łypnięciach kroczyli dalej. Po drodze zahaczyli o jakiś sklepik, gdzie Syn Beztroski zakupił wodę dla siebie i swego towarzysza. Następnie postanowił zaopatrzyć się w ręcznik pozostawiając kapelusznika samego sobie. Ów zaś nie zamierzał próżnować i od razu ruszył na salę. Ręczniki? To dla słabych! On nie będzie stosował takich dyrdymałów. Nie zwlekał ani chwili i postanowił zrobić sobie rozgrzewkę. Nie była zbyt skomplikowana w teorii, ale w praktyce mogła być trudna do wykonania dla kogoś nie mogącego się pochwalić dużą sprawnością. Jednakże właściciel peleryny miał wszystko czego potrzeba. Rozgrzewka polegała na podskakiwaniu, szybkim rozkładaniu nóg, lądowaniu na ziemi w rozkroku, a potem kolejnym podskoku i złączeniu stóp, to wszystko w czasie minimum półtorej sekundy. Towarzyszyło temu wymachiwanie rękoma w jakiś spontaniczny, chaotyczny sposób. Z ust ćwiczącego wydobywało się zaś śpiewane na wymyśloną na poczekaniu melodię "siabadaba-siabadabada hu-hu-ha". Po jakichś dwóch minutach rozgrzewka oraz wyśpiewanie tego jakże ambitnego utworu zostało zakończone, mięśnie były odpowiednio rozgrzane i nadszedł czas na trening właściwy. Otworzył butelkę wody i wylał sobie jej odrobinkę na język - ale tylko kilka kropel. Następnie zakręcił ją i spojrzał w kąt sali. Podchodząc do bieżni dopiero przypomniał sobie o psotniku, który również używał przed chwilą tego urządzenia aby się rozgrzać. On miał zamiar wystawić na próbę swoją szybkość i wytrzymałość. Oczywiście butelki postawił obok niej. Ustawił sobie taki tryb, przy którym będzie musiał się odrobineczkę wysilić. I wysilał się tak z trzy minuty, a później podwyższył poziom trudności. Tutaj musiał już przebierać nogami z większym zaangażowaniem. Po kolejnych kilku minutach ponownie zmienił ustawienia. Teraz po trzech minutach zaczynał się trochę męczyć. Gdy poczuł ból w klatce piersiowej i o mało co nie przewrócił się, uznał to za moment odpowiedni do zejścia z bieżni. Nic dziwnego że zaparło mu dech, w końcu to było 9 minut nieprzerwanego biegu. Nie chodziło mu przecież o to żeby się wymęczyć i potem nie mieć już siły na nic. Z butelki ubył jeden łyk, który dodał mu nieco sił. Chwileczka odpoczynku była dobrą okazją żeby zerknąć na jego "kolegę". Ten uderzał w worki treningowe. Ale nie było w tym tej tanecznej gracji, jaką miał niezaprzeczalnie utalentowany tancerz i śpiewak Hono. Fajnie się patrzyło jak ktoś się męczy, ale tu wszystko w nim stygło i nadszedł czas żeby powrócić do treningu. Kolejne urządzenie z którego postanowił skorzystać, było czymś podobnym do popularnych kanciarskich automatów z gruchami rzekomo mierzącymi siłę uderzeń. To jednak nie był żaden kant, to urządzenie faktycznie mierzyło siłę uderzenia używając do tego jakiegoś algorytmu nie do pojęcia dla nie-ścisłych. Do niego też podszedł i zaczął trenować. Nie myślał szczególnie nad tym, żeby ciosy zadawać szybko, ale mimo to cyferki zmieniały się tak często że mało kto byłby w stanie na ich podstawie zmierzyć siłę amatora zabójstw. Jednak trzeba zapewnić, że liczby te były całkiem duże jak na osobę o takim doświadczeniu jak on. Nic dziwnego, w końcu każde uderzenie było zadawane z całej siły. Całe to zaangażowanie poskutkowało tym, że automat aż brzęczał i trząsł się, jeszcze trochę a grucha by odleciała uderzając w ekran. Pierwsze uderzenie miało wartość bliską tysiąca, ostatnie przez niego zadane - ponad osiem tysięcy! Co prawda używana w nim skala nie odpowiadała ani trochę skali powszechnie używanej przez skautery, a płomienny jaszczur nie wiedział nawet jaka jest średnia osiągana na urządzeniu tego typu wartość, ale mimo wszystko był z siebie zadowolony. Ocierając ręką cieknący z czoła pot i dysząc ciężko odkręcił butelkę upijając dwa spore łyki tlenku wodoru. Mimo zmęczenia nie miał ochoty przerywać treningu. Dlatego też ruszył do ławeczki przeznaczonej do podnoszenia hantli. I rzecz jasna - podnosił. Najpierw dwoma rękoma, potem tylko prawą, następnie tylko lewą, a potem starał się jeszcze podnosić hantle nogami, co było o wiele silniejsze. A co z ogonem? No cóż, samo nieustanne trzymanie się nim ławki było ćwiczeniem. Przy okazji starał się co jakiś czas zerkać na wyczyny "łobuza". Podnoszenie ciężarów trwało półtorej godziny, zdążył przez ten czas rozpocząć kolejną butelkę wody. W końcu uznał że koniec tego dobrego, i nie ma sensu doprowadzać się na skraj wytrzymałości. Zamiast tego musiał popracować nieco nad swą ki. A najlepszym ćwiczeniem na to jest oczywiście medytacja polegająca na całkowitym wyciszeniu się. Wcale łatwe to nie było, bo rozpraszały go myśli o Jirrim, poza tym podczas medytacji przez cały czas unosił się nad ziemią powoli obracając się dookoła. Ostatecznie jednak udało mu się osiągnąć spokój ducha i utrzymać ten stan przez jakiś czas. Ze "snu" wyrwał go głos towarzysza proponującego udanie się na jakąś misję.
-No, zawsze możemy sprawdzić czy jest coś do roboty. Chodźmy.
Gdy to powiedział, postanowił że uda się do koszar, może przy okazji wstępując do magazynu po nowy detektor.

z/t
Koszary
avatar

Honoberuto
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 438

Powrót do góry Go down

Re: Sala treningowa

Pisanie by Jirri on Sro Paź 26, 2016 10:03 pm

Tak więc trening można było uważać za zakończony. Jirri był dość zadowolony z rezultatów, choć nie miał jeszcze pewności, czy ćwiczenia były w stu procentach efektywne i czy opanował w pełni ową wspaniałą umiejętność, jaką są sztuki walki. Tak czy siak słowo się rzekło - trening skończony i czas zabrać się do prawdziwej pracy. Tak więc podszedł do Honoberuto, który akurat oddawał się medytacji i oznajmił, że jest już w pełni gotowy na wszelkie przygody. Otrzymał odpowiedź changelinga. Z własną odpowiedzią też nie zwlekał.
- No pewnie! Zawsze jest coś do roboty!
Złapał za swoje rzeczy. Dwie butelki i ręcznik. Otworzył tę, z której już pił i wydyndolił ją do dna. Drugą wziął pod pachę, a ręcznik zarzucił na plecy. Następnie skierował się za swym kompanem w stronę wyjścia. Kompanem? Jakoś dziwnie mu było tak kogokolwiek nazywać... W sumie nie byli jeszcze do końca kompanami, ale kto wie, co przyniesie los? Może jeszcze będą swoimi najlepszymi kumplami, a na dodatek ostatecznymi rywalami! Głupawe fantazje. Skąd mu właściwie przyszły do głowy? Nie bardzo go to teraz obchodziło. Lepiej nie bujać w obłokach i skupić się na tu i teraz. Wyszli już z sali. Zobaczył coś ciekawego. Recepcjonistkę przy sklepiku. Rozmawiała za sprzedawcą. To (w pokrętny sposób) przypomniało mu, że wciąż ma przy sobie wodę i ręcznik. Uśmiechnął się, wylał resztę butelki na ręcznik i zwinął go... Trzask ręcznika o plecy był słyszalny w całej bazie, a krzyk recepcjonistki nawet nieco dalej. Jirri zaś zadowolony z siebie kroczył dalej, za Honoberuto.

z/t

Koszary
avatar

Jirri
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 345

Powrót do góry Go down

Re: Sala treningowa

Pisanie by Gość on Pon Lis 28, 2016 12:40 am

Nekora postanowiła się trochę wzmocnić. Była bardzo słaba, wiadomo, że miała jasny cel... Otworzyła duże drzwi od Sali treningowej. Pierwsze co tylko poczuła to straszny odór, spowodowany był z całą pewnością spoconymi ciałami wszystkich ćwiczących w środku... No tak, termin konserwacji cholernych wiatraków odpowiedzialnych za zsyłanie świeżego powietrza na salę. Właśnie to był powód tego, że dziewczyna kochała samotność. Dlaczego więc nie jest teraz na jakimś odludnym miejscu? Cóż, nakaz z góry. Ponieważ dziewczyna była tutaj większym odmieńcem od innych dlatego też zwracano na nią większą uwagę i dlatego właśnie miała się pokazywać w miejscach publicznych... Strasznie tego nienawidziła. Zamknęła drzwi i udała się jakiś różek sali. Było tutaj mnóstwo różnych urządzeń, jednak postanowiła, że tradycyjnie zacznie od zwykłej rozgrzewki. Najpierw postanowiła pobiegać, dookoła sali był wytyczony 4 metrowy tor z którego postanowiła teraz skorzystać. Wyruszyła na przód. Na początek pięć okrążeń zwykłych, następne pięć okrążeń zrobiła tyłem, następne pięć okrążeń zrobiła bokiem, przestępując z nogi na nogę, kolejne pięć okrążeń odbyło się z udziałem nóg, z całych sił podnosiła je do góry, raz jedną a raz drugą. Następne pięć okrążeń odbyło się z udziałem rąk. Machała oburącz nimi w przód a następną partię zrobiła machając nimi w tył.
Dwa okrążenia odbyły się w sposób taki, że co sekundę biegu Nekora upadała, robiła pompkę i wstawała dalej biegnąć chwilę. Kolejne dwa okrążenia polegały na dość podobnej czynności, lecz wykonywała przysiad. Każde okrążenie to około 150 przysiadów i 150 pompek. Miała dość biegania. Zaczęła kręcić biodrami, rozglądała się podczas tej czynności i jak zwykle widziała, że cała sala gapi się na jej dupcię, komuś spadła sztanga, inny ktoś dostał laserem w ryj od robota treningowej a jeszcze ktoś spadł z 20 metrów na plecy z drabinek. Obrót biodrami był po 30 razy w jedną stronę, razem bowiem aż 60 okrążeń. Następnie wystawiła lewą rękę przed siebie, prawą złapała w dźwignie i przyciągnęła jak najmocniej, to samo wykonała na przemian z drugą ręką. Wtedy podeszła do specjalnych, metalowych drabinek. Położyła nogę na drabince, która była na wysokości jej głowy a komuś poszła z nosa krew. Położyła się do tej nogi rozciągając wiele mięśni. Zrobiła to samo z drugą nogą. Wszyscy chodzili z rozciągniętymi spodniami w jednym miejscu. Złapała drążek i podciągnęła się 50 razy oburącz, po 20 razy potem na każdej z rąk. Potem złapała drążek nogami, na kolanach i zrobiła wisząc w dół 100 brzuszków. Wyskoczył jej cycek, ktoś zemdlał. Spodnie trenujących zrobiły się mokre... Ciekawe co to oznacza? Zeskoczyła z drążka na ręce, nadal była do góry nogami.
W ten sposób wykonała 50 pompek.
Podeszła do rogu, wzięła butelkę z wodą jedną wypiła, drugą wylała na siebie. Jej ciałko zrobiło się mokre, sutki były widoczne przez stanik. Nie przejmowała się, podeszła do jednej z maszyn trenujących. Włączyła program. Maszyna wysunęła dwa metalowe, grube pręty. Normalnie można by było się nimi nieźle zabawić, ale nie o to chodziło. Pręty obracały się w przeciwną stronę, był umieszczone na wysokości twarzy dziewczyny i kostek. Przed jednym trzeba było się schylać, przed drugim podskakiwać. Z środka na wysokości brzucha co jakiś czas wyskakiwała pięść, którą trzeba było zablokować, albo się zrzygać... Dziewczyna musiała się dostosować, raz dostała żelastwem w głowę i dwa razy przewróciła się przez ten na dole. jednak udało jej się zablokować aż 50% ciosów znienacka w brzuch. Była już zmęczona i obolała po tych metalowych ciosach... Jednak przyszła kolej na manekina z materiału, chciała się trochę wyżyć.
Manekin był nieruchomy. Podeszłą do niego. Wykonała serię ciosów w nos, trzy ciosy w nos manekina lewą ręką, prawą w podbrudek, złapanie go oburącz za ramiona, przyciągnięcie i uderzenie czołem w ryj. Odskok w lewo i doskok, kopnięcie w nogę, obrót i kopnięcie w gardło manekina. Następnie seria ciosów nogą w tors, zmiana nogi i tyle. Dziewczyna czuła się zmęczona i wyżyta. Wyszła z sali

z/t


Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Sala treningowa

Pisanie by Gość on Sro Lis 30, 2016 10:04 am

Jakieś sześć godzin temu dziewczyna stała przed tymi samymi drzwiami, była głęboka noc, około 3 w nocy. Otworzyła drzwi, które nieprzyjemnie zaskrzypiały a dźwięk rozszedł się po zaokrąglonych korytarzach hel daleko. Miała nadzieję, że nikogo nie obudziła. Weszła do środka i zapaliła wszystkie światła włącznie z maszynami, były jej trochę niezbędne. Puściutka salka... Oh jakie to było przyjemne. Podeszła to pierwszego lepszego stanowiska i dała sobie lekkiego klapsa w ty... policzek by się obudzić. Postanowiła zacząć od rozgrzewki jak zwykle. Stanęła w miejscu i rozgrzała nadgarstki kręcąc nimi w obie strony dobrą minutę, równocześnie kręciła kostkami od stóp. Potem przekładała głowę do lewego ramienia i do prawego na przemian po 15 razy, do tyłu oraz do przodu również 15 razy. Następnie prawą rękę dała przez szyję do tyłu, lewą przez bok pleców złapała tamtą, wykonywała to ćwiczenie 2 razy a potem zmieniła ręce. Krążenia biodrami również zostały wykonane raz w lewą stronę 20 razy raz w drugą stronę również 20 razy. Potem nastąpiły skłony, lewa stopa, prawa strona, środek wyprost i tak 20 razy. Właściwie nie było to ćwiczenie, ale zrobiła mostek tak dla siebie, lubiła patrzeć jaka rozciągnięta jest. Stanęła w lekkim rozkroku i wykonała pogłębiające skłony tułowia z wymachem rąk, mniej więcej 20 razy. Potem przyszło kolei na skrętoskłony, tułowiem obracała się maksymalnie w lewo chcąc się skłonić a potem w prawo. Skrzyżowała nogi, i tak wykonała proste skłony z zatrzymaniem na około 15 sekund. Usiadła z wyprostowanymi nogami i pochyliła się w kierunku stóp najbardziej jak umiała, a umiała bardzo dobrze. Poczekała 5 sekund i wyprostowała się, czynność powtórzyła 15 razy. następnie złapała za lewy piszczel i przysunęła nogę tak, że jej stopa znalazła się koło pupy, pociągnęła mocniej najdalej w tył jak umiała, był to ćwiczenia rozgrzewające uda, czynność powtórzyła drugą nogą. Wstała i zrobiła wymachy nogami w przód i tył po 10 razy. Następnie złapała ręką za kolano i przyciągnęła je do klatki piersiowej czynność powtórzyła 5 razy i zmieniła nogę. Przyszła pora na biegi, sala była długa więc po prostu przebiegła się dookoła sali jakieś 60 razy, to powinno dać mniej więcej 10km? Nie była pewna... W każdym razie 10 okrążeń wykonała na pełnej szybkości, 2 normalne, 1 sprint, 1 truch, 2 normalne i tak dalej. Była trochę zmęczona. Usiadła na ławeczce i napiła się wody, drugą butelkę wylała na siebie. Nie było nikogo kto by na to patrzył a szkoda. Posiedziała 3 minuty, nie chciała by mięśnie ostygły. Podniosła dupę i ruszyła do drabinek, podciągnęła się na nich 40 razy i 30 razy nogami głową w dół wykonała brzuszki, następnie zleciała na ręce i głową w dół zrobiła 50 pompek. Zgrabnie zrobiła gwiazdę i znalazła się na nogach. Nie podchodziła do maszyny, tylko panelu kontrolnego, obniżyła w pomieszczeniu grawitację o 2x. Zaczęła w miejscu oddawać ciosy, prosty cios lewy dwa razy, prosty cios prawy trzy razy, szybka garda, kop nogą w uda, przeskocz i uderzenie drugą nogą z pół obrotu, szybka garda, seria ciosów na przemian lewą i prawą ręką, uderzenie w żebra nogą boczne, cios łokciem, schylenie się i grad ciosów w podbrzusze, szybkie ciosy kolanem w żołądek i trenowała tak mniej więcej dobre 30 minut. Podeszła do robota, włączyła tryb agresji. Postanowiła potrenować obronę. Robot treningowy od razu zaatakował prawą ręką w brzuch dziewczyny, cios został sparowany obydwoma rękami tak, że dziewczyna uderzyła w wewnętrzną stroną pięści i zbiła ją z lotu, druga ręka robota od razu zrobiła kontrę na twarz dziewczyny, ta schyliła się i podcięła robotowi nogi, upadł. Przyjęła pozycje obronną to znaczy zwykła gardę. Roboto zaatakował serią ciosów prostych (w nos) i bocznych (w oba poliki) a Nekora z ciężkim zapałem blokowała ciosy rękoma i delikatnie zostawała spychana do tyłu, ciosy był odbijane w taki sposób, że przedramieniem trafiała w przedramię robota zbijając jego ciosy (tak jak na obrazku:
Spoiler:
. Robot zaczął używać nóg, teraz dziewczyna musiała się bardziej skupić, na cios nogą a dokładniej kolankiem podnosiła swoje kolano by się zderzyły i zablokowały (tak jak na obrazku:
Spoiler:
. Nagle wszedł cios robota z lewej, dziewczyna dalej się broniła przed gradem ciosów, weszło kolanko, wszedł następny cios... STOP... Cóż, zbyt szybkie tempo, ale broniła się dobre 30 minut póki robot nie włączył do ataku również nóg. Była trochę poobijana, ale kilka ciosów to dla niej nie było właściwie nic. Teraz po ów treningu mogła odpocząć i zająć się swoimi sprawami.
Spoiler:


Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Sala treningowa

Pisanie by Gość on Sob Gru 03, 2016 3:26 pm

Po swoim treningu w górach była w sumie lekko zmęczona, nie było to dla niej zabójcza wyzywające i myliła się co do lokacji, nie byłą wcale taka fajna jak być miała. Po wstaniu z łóżka udała się po prostu do sali treningowej, niestety już przy drzwiach słyszała odgłosy treningów głupich żołnierzy Freezera... Otworzyła drzwi i udała się jak zwykle w jakiś róg sali, by nie zwracać na siebie zbytnio uwagi. Strzeliła palcami lewej ręki, następnie prawej. Doszła na wyznaczone miejsce. Zaczęła krążyć rękoma w obie strony około sto razy, następnie karkiem raz w lewo a raz w prawo po pięćdziesiąt razy, kolejne ćwiczenie to krążenie biodrami po około sto razy dookoła raz w jedną a raz drugą stronę. Potem zrobiła sobie jakieś pięćdziesiąt okrążeń wokół sali, kilka kilometrów to na pewno było. Podczas biegu wykonywała szybki skip a, b oraz c. Również nie zabrakło szybki padów i powstań, pompek co krok, przysiadów co krok i obrotów w powietrzu. Po skończeniu podeszła do drabinek, wyciągnęła nogę na drabinkę położoną nad głową, oczywiście od razu poczuła wzrok pożądanie na swojej naprężonej pupci w dreso podobnych spodniach. Położyła się tułowiem do nogi i była tak dobrą minutą, następnie zrobiła to samo z drugą nogą. Weszła na ostatni szczebelek drabinek i zawisła na rękach, podniosła dwieście razy nogi najwyżej jak potrafiła, czyli prawie pionowo w górę, jej tyłek musiał wyglądać dosyć podniecająco bo z dołu dało się słyszeć "Wchodziłbym". Następnie zawisła nogami w górę i zrobiła 500 brzuszków, trwało to chwilkę. Zeskoczyła z kilkunastu metrów lądując na nogi a z nich skoczyła na ręce i tak wykonała około trzysta pompek. Następnie usiadła w rozkroku na ziemi i położyła się do każdej nogi około piętnaście razy. Wstała i wykonała skłony tułowia lewo, prawo, środek wyprost około pięćdziesięciu razy. Następnie skręty tułowia w lewą i prawą, tak że odwracając się dotykała obiema rękoma ściany, na przemian po pięćdziesiąt razy. Prawie zapomniała o kręgosłupie, który właściwie był trzonem całego jej ciała. Położyła się a jej cycki rozlały się na podłodze, od zimnej podłogi jej sutki zrobiły się twardsze i bardziej widoczne gdy wstanie, miała lekko zmoczone futerko na piersiach. Wykonała w tej pozycji około stu łódeczek. Wstała, i wytarła ręką pot między cyckami. Rozejrzała się po sali, cóż tym razem obyło się przez jakichś krwi czy podniecenia zbędnego. Podeszła na ławkę, wzięła wodę i trochę wylała na siebie, resztę rzecz jasna wypiła. Ogonkiem wytarła sobie mokre usta i ruszyła dalej do treningu. Odpaliła program szybkości i orientacji na maszynie z której wysunęły się metalowe kije. Górny na wysokości głowy, dolny na wysokości piszczeli oraz środkowy wysuwający się co jakiś czas. Generalnie całość polegała na tym, że koło kręciło się dosyć szybko a kicia musiała albo schylać głowę albo ją odchylać, potem skakać a od czasu do czasu unikać środkowego pręta w jakikolwiek sposób, odskakując co potem było trudne dołączenie do tempa, wykonując akrobatyczne ruchy unikając pręta lub go blokując. Tak dziewczynie minęło około godziny czasu, bawiła się dobrze a i dużo jej to dawało. Gdy wyłączała maszynę usłyszała niedaleko rozmowę dwóch żołnierzy:
-Hehe a byłem za murami? Wiesz...
-Nie, a co tam jest? Aha, mówisz o tych bestiach, niee to jakiś trening taki dziwny.
-No tak, ale możesz przynajmniej powalczyć z czymś żywym a nie bawienie się kotka.
Oczywiście nie była by sobą Nekora gdyby nie chciała powalczyć z czymś prawdziwym i żywym, nieprzewidywalnym. Od razu zebrała się i wyszła z sali

z/r


Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Sala treningowa

Pisanie by Gość on Pią Sty 06, 2017 1:24 am

Minęło kilka dni zanim ciało Nekory w pełni zregenerowało się po kilku treningach po sobie. Była mocno wyczerpana, teraz stała przed drzwiami sali treningowej i zwyczajnie je otworzyła. Była późno noc, dlatego też dziewczyna znajdowała się w niej całkiem sama. Postanowiła olać trening przygotowawczy czyli rozgrzewkę. Przebiegła się tylko sprintem 50 razy wokół sali jednocześnie wyprowadzając ciosy rękoma przed siebie. Zdawało się jej, że wcale nie potrzebuje już rozgrzewki. Na początku podeszła do wiszącej liny, obwiązała sobie nią nogi i nacisnęła guzik. Lina zawiesiła dziewczynę nad ziemią. Trening obejmował duże koło narysowane na ziemi, nacisnęła następny guzik a grawitacja zrobiła się dziesięć razy większa. W tych warunkach, głową w dół i rękoma na klatce piersiowej wykonała ponad pięćset brzuszków. Jednakże ostatnie sto z nich wykonała na pełnej szybkości. Jej mięśnie brzucha były mocno napięte od początku, miało to zwiększyć efektywność treningu. Przytrzymanie rękoma klatki piersiowej spowodowało, że mięśnie klatki były przytrzymywane, więc cała siła wysiłku skierowana została na brzuch. Po tym ćwiczeniu odwiązała się i zeskoczyła na ziemię. Skoczyła na obie ręce i wykonała pięć serii po 100 pompek na jednej ręce z przerwą jedno minutową. Następnie, gdy zobaczyła, że jest już przyzwyczajona do tej grawitacji, nałożyła treningowe obciążenia na nogi, i w tej samej pozycji, głową w dół na jednej ręce wykonała ponad 3 serię po sto pompek z jedno minutową przerwą. Nie dość, że potrenowała mięśnie rąk to jeszcze nauczyła się w pełni balansować swoim ciałem. Ćwiczenie z pompkami wykonała również drugą ręką, najpierw pompki bez obciążenia na nogach a potem serie z obciążeniami. Podczas wykonywania tego ćwiczenia, nogi dziewczyny były złączone. Odbiła się od podłogi dwoma rękoma i robiąc przewrót w powietrzu, wylądowała na dwóch nogach. Wykonała jedną serię dwustu najszybszych ciosów prostych, z tą grawitacją powinna wyćwiczyć sobie szybkość ciosów. Następnie (wciąż miała obciążenia na nogach) adekwatne ćwiczenie wykonała z nogami, seria dwustu kopnięć prostych lewą nogą a następnie prawą nogą. A potem seria stu kopnięć bocznych jedną i drugą nogą. Opuściła kółko grawitacyjne i przeszła do pomieszczenia obok, była to sala wypełniona działkami laserowymi w ścianach. Tutaj również obniżyła grawitację o 10 razy. Pierwszy promień wystrzelił, dziewczyna uchyliła się przed nim, następnie wystrzelił drugi promień, dziewczyna musiała rozchylić nogi, trzeci promień, dziewczyna obróciła się wokół czwartej osi, czwarty promień znowu musiała się uchylić w bok, piąty promień, przechyliła się do tyłu, szósty promień z góry czyli w brzuch dziewczyny, przechyliła ciało w lewo tak by być do działka bokiem, następnie wystrzelił siódmy promień musiała przechylić się tak samo w prawo. Wylądowała na ziemi. Wystrzeliły dwa promienie na raz z boków, dziewczyna skoczyła do góry, następnie wystrzeliły dwa promienie na przeciwko, dziewczyna uchyliła się do tyłu. W pokoju spędziła mniej więcej godzinę na takiej zabawię, która w połączeniu z grawitacją doskonale wyćwiczyła jej szybkość oraz reakcję. Wyszła z pokoju i napiła się litrowej butelki wody, trochę wylała na siebie. Wróciła do sali, gdzie odpaliła ruchome roboty. Z treningowej maszyny wyleciało kilkadziesiąt okrągłych, małych przedmiotów. Zadanie polegało na trenowaniu celności. Robot poruszał się na boki z dużą prędkością a Nekora ciskała w niego tymi przedmiotami jak najszybciej potrafiła. Następnie na sali treningowej pojawiły się białe bloki. Chciała potrenować zwyczajnie siłę ciosu, precyzję ciosów. Podbiegała i jednym ciosem niszczyła bloki. Raz z pięści od uderzenia prostego, innym razem ciosem prostym z wyprostowanej ręki, innym razem dwoma rękoma z zamachem od góry, innym razem kopnięciem bocznym, kopnięciem prostym kolanem czy kopnięciem od góry. Dużo takich bloczków zniszczyła atakami energii ki. Bloczki niszczone były z pół obrotu, przewrotu, różnie. Następnie, pojawił się kwadratowy bloczek z dziurami na ręce. Nekora podeszła, włożyła tam ręce i spróbowała podnieść, lecz na próżno. Był bardzo ciężki, zacisnęła zęby, żyły wyszły jej na czole, karku i cycku oraz nogach.
-AAAAAAAA!!!!-Wykrzyknęła, a bloczek uniósł się lekko nad ziemię. Zrobiła kilku centymetrowy kroczek, potem drugi. W tej pozycji, z ciężarem na rękach, obciążeniem dla nóg zrobiła jedno okrążenie wokół sali, który trwał około 2 godzin. Była wykończona, jej nogi zrobiły się miękkie. Lecz wiedziała, że nie może na tym spocząć. Grawitację podwyższyła do x15. Podeszła raz jeszcze do liny i zawiązała nogi a do rąk wzięła obciążniki. Teraz z rękami skierowanymi ku dołowi musiała nie tylko podnieść swój tułów jak najbliżej nóg, ale również wyciągnąć ręce wzdłuż nich. Było to na prawdę ciężkie, i jedno takie podciągnięcie trwało około 2 sekund, lecz dała radę! Wykonała ich ponad 100 i zeszła z tej liny lądując na dwóch palcach, ale nie paznokciach, bo by się jej złamały, a dwóch, zgiętych palcach, czyli na kościach tak zwanych "paliszkach bliższych". W tej pozycji wykonała 100 pompek, następnie zmieniła rękę by również nią zrobić tyle samo. Gdy skończyła dźwignęła dużą kilkuset kilogramową sztangę, którą położyła na karku, przytrzymując ją dłońmi. Tak obciążona wykonała ponad 500 przysiadów, sto z nich zrobiła z wyskokiem, już na końcu treningu gdy przyzwyczaiła się do grawitacji jako tako. Następnie w tej grawitacji poćwiczyła kilka ciosów na zmianę:
Prosty cios ręką, uderzenie kolanem, obrót o 180 stopni, uderzenie drugą nogą, znowu obrót o 180 w miejscu, uderzenie lewym łokciem, obrona prawej ręki, kopnięcie o góry nogą, uderzenie tą samą nogą z góry, seria ciosów przed siebie, obrona prawą dłonią, zgięta w łokciu, zaciśnięta, na wysokości twarzy. Znowu seria ciosów w twarz, trzy ciosy na wysokości gardła ręką lewą, cios prawą w "pod brudek" czyli cios od dołu, wyimaginowane złapanie oburącz za ramiona, przyciągnięcie i uderzenie czołem w twarz. Odskok w lewo i doskok, kopnięcie boczne w nogę, obrót i kopnięcie z pół obrotu i wyskoku. Następnie seria ciosów prostych i bocznych. Tradycyjnie potem dla ćwiczeń kręgosłupa wykonała ponad 800 łódeczek szybko a potem 10 serii po 10 minut w pozycji łódeczki, z obciążeniem na barkach oczywiście. Podeszła do maszyny, załączyła swój tradycyjny już i jeden z ulubionych programów szybkości i orientacji na maszynie z której wysunęły się metalowe kije. Górny na wysokości głowy, dolny na wysokości piszczeli oraz środkowy wysuwający się co jakiś czas. Generalnie całość polegała na tym co zawsze, koło kręciło się dosyć szybko a kicia musiała albo schylać głowę albo ją odchylać, potem skakać a od czasu do czasu unikać środkowego pręta w jakikolwiek sposób, odskakując co potem było trudne dołączenie do tempa, wykonując akrobatyczne ruchy unikając pręta lub go blokując. Schylając się, podskakując, blokując czasami rękoma, odchylając się w tył minęła jej kolejna godzina czasu. Następnie znowu trenowała ciosy. Cios prosty lewy dwa razy, prosty cios prawy trzy razy, kop nogą w uda, przeskok na jednej nodze i uderzenie drugą nogą z pół obrotu, szybka garda, seria ciosów na przemian lewą i prawą ręką, cios łokciem, schylenie się, uderzenie w żebra nogą boczne, i grad ciosów w podbrzusze, szybkie ciosy kolanem w żołądek. Trenowała tą wymianę ciosów mniej więcej dobre 30 minut. Trening wydawało się jej, że zakończyła bardzo pomyślnie. Wytarła pot i udała się do domu.
___
80 linijek bez tych linijek co mają 2-3 słowa.


Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Sala treningowa

Pisanie by Shien on Pią Mar 03, 2017 10:12 pm

Po odebraniu ekwipunku z magazynu skierował się do sali treningowej. Obdarzył znajdujących się tutaj Changelingów obojętnym spojrzeniem. Skierował się w stronę jednego z pomieszczeń w których w samotności trenowali wojownicy. Wystarczyła drobna opłata i Shien miał jeden z takich pokojów dla siebie. Chociaż może pod jego nieobecność ktoś korzystał z tego pomieszczenia?
Zamknął drzwi za sobą i stanął na środku pokoju po czym wziął dwa głębokie wdechy. Potrzebował treningu, w końcu nie może walczyć tylko przy użyciu jednej czy dwóch technik.
Rozłożył szeroko ręce i zaczął kręcić nimi w łokciach, to był początek rozgrzewki przed treningiem w którym miał sprawdzić swoją szybkość. Później zajął się pozostałymi stawami takimi jak biodrowy czy skokowy. Następne w kolejności były nadgarstki, którym poświęcił nieco dłuższą chwilkę.
Zaraz po tym usiadł "po turecku" na podłodze i jedną ze swoich nóg wyprostował. Pochylił się w stronę tej kończyny, złapał ją obiema rękami i nawet dotknął ją głową. Chociaż ostatnie mogło sprawiać pewne trudności i trochę bólu. Później to samo zrobił z drugą nogą. Po tym zrobił kilka pompek, choć warto dodać, że korzystał tylko z jednej ręki. Po mniej więcej trzydziestu zmienił rękę która "odpoczywała". Zrobił kolejne pompki po czym wstał.
Lekko pochylony z nogami ugiętymi w kolanach i pięściami zaciśniętymi na wysokości oczu. Łokcie niemalże złączone na wysokości brzucha. W walce Shien stawiał głównie na swą mobilność ale nie zawsze będzie mógł z niej korzystać. Do takich treningów niewątpliwie przydałaby się druga osoba ale... dzisiaj nie był w nastroju na współpracę. Wykonał kilka podbródkowych i sierpowych jakby walczył z niewidzialnym przeciwnikiem. Taki przynajmniej nie kłapie jadaczką.
Po tym nastąpiło podcięcie nóg "przeciwnikowi" które miało formę kopniaka hakowego. Kilka razy uderzył pięścią w ziemię jakby dobijał przeciwnika. Może zbyt go poniosło?
Po tym przeszedł do szlifowania rzadziej używanych przez niego ciosów. Mowa tu o ciosach kolanowych i łokciowych. Właściwie uderzenie łokciem i można rozbić przeciwnikowi czaszkę więc bywa przydatne. Po kilkunastu takich ciosach przerobił też kopnięcia proste. Przez chwilę zastanawiał się czy któraś z tych technik pomogłaby mu podczas korzystania z flighta. Niby ta z trzymaniem pięści na wysokości oczu była przydatna zarówno na ziemi jak i w powietrzu ale... musiał znaleźć coś innego.
Uniósł się w górę i przećwiczył pikowanie, kolejna technika niezbyt często wykorzystywana. On wolał najpierw zmęczyć wroga a później dobić precyzyjnymi ciosami. Poddał próbie swoją celność ponieważ najpierw z powietrza obrzucił jeden punkt Ki Blastami a później ruszył w jego stronę z wysuniętą do przodu jedną nogą którą uderzył w wyimaginowanego wroga, a konkretniej w jego głowę. Później powoli opadł na ziemię i na zakończenie treningu wykonał jeszcze kilka salt. Taka akrobacja w porównaniu z kopniakiem czy szpagatem w powietrzu może być zabójcza.
Powoli przesunął dłonią po czole i głośno odetchnął.
-Na dzisiaj wystarczy
Przesunął dłonią po jednej ze ścian jakby czegoś szukał. Po chwili na jego twarzy pojawił się uśmiech a jego palce wcisnął mały i ledwie widoczny guzik.
-Zaczynamy trening
Cofnął się do tyłu a podłoga na środku sali rozsunęła a z powstałego otworu wyszła a może raczej wyleciała maszyna. Łudząco przypominała ona Changelinga. Kiedyś Shien zastanawiał się jakim cudem nawet robot zostanie przez niego zniszczony, i tak przy następnej wizycie pojawi się nowy. Pamiętał jak przy jednej z pierwszych wizyt przypadkowo uruchomił trzy takie... był wtedy niedoświadczony jeśli chodzi o walkę wręcz wiec chyba nie trzeba wyobrażać sobie z jaką prędkością musiał stamtąd uciekać.
Wróćmy jednak do walki która już się zaczęła. Android wbił w Shiena spojrzenie swoich wściekle czerwonych... oczu? Wyskoczył w górę i spróbował ataku z powietrza. Natomiast jedyna osoba w tym pokoju która nie była wypchana kablami i obwodami zaryzykowała szybkim przewrotem w przód. Maszyna uderzyła pięścią w podłogę a Shien szybko podniósł się i odwrócił wzrok w stronę przeciwnika. Szedł powoli po planie łuku a jego przeciwnik jak cień czy odbicie lustrzane naśladował ruchy gada. Oboje czekali na pierwszy ruch. Po kilku minutach maszynie najwidoczniej znudziło się stanie po ruszyła prosto na Shiena z wyciągniętymi rękami. Uchylał się przed pierwszymi ciosami by później kopniakiem nieco zwiększyć odległość i być może zdezorientować przeciwnika. Chociaż czy robota da się zdezorientować. Ważne, że ten ruch okupił oberwaniem w ramię. Skrzywił się z bólu ale zachowywał spokój. Później wykonał szybki obrót i swoim ogonem podciął nogi przeciwnikowi. Patrzył jak maszyna powoli próbuje się podnieść po czym kopniakiem posłał go na drugi koniec sali. Robot był metalowy więc każdy cios wywoływał ból. Narazie jednak można go było ignorować. Założył ręce na piersi i patrzył na przeciwnika który już zdążył się podnieść. Gad wyskoczył w górę przykładając pięty do tyłu swoich pleców jednocześnie chwytając swe kostki. Po wykonaniu tej pozy obrócił się do przodu i spadając wyciągnął ręce do przodu. Odbił się od podłogi i leciał prosto na swojego przeciwnika który niestety powtórzył ten manewr który Shien wykorzystał na początku walki by uniknąć lecącej maszyny. Odbił się od ściany nogami i leciał teraz prosto z wyciągniętymi rękami i zaciśniętymi pięściami na robota. Zbyt szybko by robot zareagował. I cóż biedaczek stracił głowę a mimo to stał nadal. To bardzo zdziwiło Shiena i wtedy też popełnił błąd. Jego skupienie prysło jak bańka a maszyna dostała okazję do ataku którą brutalnie wykorzystała. Metalowa pięść uderzyła zacisnęła się wokół jego szyi a druga dwukrotnie uderzyła podbródkowym. Shien wydał z siebie głośny syk. Będzie po tym ślad. Jedną ze swoich rąk zatrzymała pięść maszyny i próbowała ją zmiażdżyć. Druga uderzyła kilka razy w korpus maszyny. Uścisk robota nieco osłabł co gad wykorzystał. Kopnął przeciwnika a ten poleciał do tyłu. Changeling przesunął dłonią po twarzy.
-Kończymy to
Wyskoczył w górę w stronę przeciwnika i nieco wspierając się Flightem uderzył maszynę i przebił na wylot jej korpus. Później uderzył nią kilka razy o ziemię po czym padł na ziemię i głośno odetchnął. Poprzednia maszyna stanowiła większe wyzwanie i w przeciwieństwie do tego była szybka.
avatar

Shien

Liczba postów : 26

Powrót do góry Go down

Re: Sala treningowa

Pisanie by Tensa on Nie Mar 05, 2017 12:43 pm

Mg Mode

Kiedy nasz bohater skończył trening jego scouter zapikał.
------------------------
-Żołnierzu, tu baza główna, dostaliśmy raport na temat żywych trupów o których mówiłeś. No cóż kiedyś mieliśmy podobne doniesienia, jednak żadnych dowodów. Twoim zadaniem jest udać się do ruin i dostarczyć dowody, wystarczające na udowodnienie istnienia takich istot, abyśmy mogli wysłać tam większy oddział. Bez odbioru.- powiedział głos. Widocznie teraz traktują takie doniesienia traktują poważniej. Na nieszczęście Shiena.
avatar

Tensa
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 427

Powrót do góry Go down

Re: Sala treningowa

Pisanie by Shien on Nie Mar 05, 2017 5:45 pm

Powoli się podniósł i rozejrzał po sali. Może próbowałby kolejnej walki z robotami gdyby nie scouter. Gdy usłyszał rozkazy po jego plecach przeszedł lekki dreszcz. Odetchnął głęboko.
Gdy "baza główna" łaskawie się zamknęła z jego ust wyrwało się głośne przekleństwo. Znów musi wracać do tej dziury wypchanej ciałami po dowód. Jakby nie mogli wysłać tam kogoś innego. Albo chociaż  mogliby wysłać kogoś z Shienem. Ci z góry ostatnimi czasy podejmują coraz głupsze decyzje. Jeszcze trochę i będą chcieli wykonać desant na Słońcu.
-No znów trzeba będzie zadrwić sobie ze śmierci.
Spojrzał raz jeszcze na resztki androida. Podszedł do niego powoli po czym rzucił ciałem o drzwi... później o ściany i sufit. Minęło kilka minut nim gad się uspokoił. Westchnął po czym powoli opuścił pomieszczenie. Popatrzył przez chwilę na trenujących Changów po czym wyszedł z sali treningowej.

//zt do Zniszczonego Miasta
avatar

Shien

Liczba postów : 26

Powrót do góry Go down

Re: Sala treningowa

Pisanie by Jirri on Pią Cze 30, 2017 5:20 pm

Jirri uśmiechnął się szeroko. Nadszedł czas na trening. Od pewnego czasu sobie odpuszczał, ale teraz musiał spiąć dupę i zabrać się do roboty. Tym razem nie będzie musiał aż tak bardzo się starać, by dużo z siebie wycisnąć. Dlaczego? Ano dlatego, że tu grawitacja była wyższa, niż na Ziemi. Skierował swoje kroki na salę treningową. Mijał znajome osoby. Te zaś... No cóż, nie spodziewały się go takiego widzieć. Nikt nie spodziewał się go w TAKIEJ formie. Dzieciak, którego kiedyś Jirri wytargał za język zlał się w spodnie, gdy zobaczył muskulaturę i zakrzywione rogi changelinga. Kobieta w recepcji, której Jirri kiedyś odgryzł palec, niemalże zemdlała, gdy go zobaczyła w nowej formie. O tak. Był w domu. Fakt, może nie był już taki wredny, ale nadal był z siebie dumny. Bardzo dumny. Wszedł na salę i uśmiechnął się jeszcze szerzej. Czas poćwiczyć.

START TRENINGU - 17:19 - 30.06.2017
avatar

Jirri
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 345

Powrót do góry Go down

Re: Sala treningowa

Pisanie by Jirri on Sob Lip 01, 2017 6:23 pm

KONIEC TRENINGU - 18:23 - 01.07.2017. - TRENING 24H

Jirri był nieopisanie zadowolony. Całkowite samozadowolenie i poczucie mocy. Te uczucia mu teraz towarzyszyły. Tak. Trening to dobra rzecz. A wcale tak dużo nie trenował... Znaczy, prawda, 24h, ale nie czuł się aż tak zmęczony. W najbliższym czasie jeszcze sobie poćwiczy, oj tak, teraz jednak nie wybierzr Sali Treningowej. Mimo że miło było słuchać przerażonych szeptów, Jirri czuł, że potrzebuje więcej spokoju, by wyciągnąć, siebie swój potencjał. Wyszedł więc z Sali i skierował swój krok do domu. Znów spotkał znajome osoby. Rwcepcjonistka była cała roztrzęsiona, jej chłopak próbował ją uspokoić, ale zaraz sam zauważył rogatego jaszczura. Wtedy już sam potrzebował uspokojenia. A Jirri tylko się z niego śmiał i szedł nieugięcie do przodu. Do domu.

z/t
avatar

Jirri
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 345

Powrót do góry Go down

Re: Sala treningowa

Pisanie by Cheri on Wto Sie 01, 2017 12:37 pm

START TRENINGU - 12:27 - 01.08.2017

Cheri spokojnym krokiem weszła do sali treningowej, tego dnia nie miała wiele obowiązków do wykonania. Udało jej się skończyć przed czasem, a resztę dnia postanowiła spędzić na treningu. Wieczór zdążył już pochwycić NO.79 w swoje władanie, na zewnątrz panował półmrok. W sali treningowej było niemalże pusto. Ledwie kilka osób trenowało o tak późnej godzinie. Ruszyła w stronę maszyn, aby wziąć się za to czym zająć się planowała. W końcu siła jednostki mogła mieć spore znacznie w związku z siłą armii, chociaż bardziej sprzyjało to jej przyszłemu awansowi. No mogłaby też dzięki temu dostać bardziej odpowiedzialne zadania. Musiała przyznać, że ciągłe treningi i życie w koszarach były czymś ciekawym, jednak rola szeregowego żołnierza, chociaż ważna po woli przestawała jej wystarczać.
avatar

Cheri

Liczba postów : 111

Powrót do góry Go down

Re: Sala treningowa

Pisanie by Cheri on Sro Sie 02, 2017 12:25 pm

Perlisty pot spływał po jej ciele kiedy wykonywała kolejne powtórzenia. Czuła ból w mięśniach świadczący o tym, że osiąga już swoje limity. Z uśmiechem na ustach parła dalej licząc, że uda jej się wykonać jeszcze to jedno powtórzenie, że jest w stanie przekroczyć swoje bariery. Nie było w tym nic prostego, jednak udało jej się, zakończyła trening. Zmęczona wstała z ławeczki i przetarła twarz ręcznikiem.
-Czas wracać.- powiedziała krótko zerkając na zegar. Podniosła się na równe nogi i jeszcze przez chwilę porozciągała swe jaszczurze ciało, wolała uniknąć zakwasów, a to ponoć pomagało. W końcu, przez nie, nie mogłaby wykonywać w 100% rozkazów które zostaną jej wydane. Rozejrzała się jeszcze raz po sali treningowej, tych kilku maniaków nocnych ćwiczeń zdążyło już opuścić salę, a ta mniejsza od garstki ilość zapaleńców była w pełni pochłonięta wykonywaniem kolejnych ćwiczeń.

[Koniec treningu 02/08/2017 12:27]
[z/t]
avatar

Cheri

Liczba postów : 111

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach