Dom Honoberuto

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Dom Honoberuto

Pisanie by Honoberuto on Wto Lip 12, 2016 6:39 pm

First topic message reminder :

Cztery wydzielone pomieszczenia w jednym z budynków mieszkalnych należące do trzech przedstawicieli rodu Harara: Supakudona, Embesa i Honoberutona. Lokal połączony był z barem prowadzonym przez Embesa, lecz mało kto przychodził tu aby się najeść bądź napić, z uwagi na dominację innego, dużo popularniejszego baru (z tego właśnie powodu właściciel zwinął interes).
Po wejściu do środka w oczy się rzuca biały kolor ścian, podłogi oraz kontuaru wraz z pozłacanymi elementami. Dawniej za kontuarem stało kilka lodówek wypełnionych wszelakimi alkoholami. Na ladzie stały tace z talerzami i miskami wypełnionymi jedzeniem. Zarówno napoje, jak i żarcie było tu całkiem niezłe, ale to nie uratowało interesu. Oprócz lady były tu także oczywiście postawione w nieładzie stoliki i krzesełka, które nieco nie pasowały do eleganckiego wystroju z uwagi na to, że w gruncie rzeczy były po prostu pospolitymi pniakami jakichś drzew o ciemnym, mocnym drewnie.
Tak przynajmniej to miejsce wyglądało do całkiem niedawna. Bar jednak został zamknięty i całe jego wyposażenie zostało sprzedane. W zamian zakupiono nieco sprzętu treningowego. Niezbyt dużo tego: Automat z gruchą mierzący siłę ciosu, bieżnia, ławeczka ze sztangą, gdzieś w kącie rzucone hantle. To wszystko przy jednej ze ścian, reszta pomieszczenia jest pusta. Na lewo od miejsca gdzie kiedyś znajdował się kontuar, a teraz bieżnia, znajduje się przejście na schody prowadzące na górę. Ową górą są pozostałe trzy pomieszczenia. Pierwsze to sypialnia. Urządzona prosto, szare ściany pozbawione ozdób, oliwkowa podłoga nie przykryta żadnym dywanem oraz trzy identyczne łóżka z szarą pościelą stojące obok siebie. Pierwsze na lewo łóżko należy do rzadko przesiadującego w domu Supakudona, następne jest własnością właściciela baru, a ostatnie  jest łóżkiem mordercy w kapeluszu. Kolejne pomieszczenie to łazienka. Pokryte białymi kafelkami ściany, błękitna podłoga, biała umywalka oraz szara wanna to wszystko co się tu znajduje. Ach, na dole jest jeszcze kuchnia połączona z dawnym barem, a obecną salą treningową króciutkim korytarzem zasłoniętym przez burą, starą zasłonę. Na kuchnię składają się białe ściany, zielona podłoga oraz szafki, sprzęty kuchenne, lodówka oraz metalowy stół, na którym przyrządzane są potrawy. To wszystko wystarcza trójce przedstawicieli rodu Harara do życia.


Ostatnio zmieniony przez Honoberuto dnia Wto Kwi 25, 2017 5:55 pm, w całości zmieniany 2 razy
avatar

Honoberuto
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 474

Powrót do góry Go down


Re: Dom Honoberuto

Pisanie by Honoberuto on Wto Mar 21, 2017 6:22 pm

Przyjemna kąpiel dobrze mu zrobiła. Zmył z siebie pot, odświeżył się i wypoczął. Zaraz po kąpieli zszedł na dół. Jego brat oraz ojciec siedzieli sobie w kuchni jedząc przy stole śniadanie przyrządzone przez tego pierwszego. Była to kaszanka z jakiegoś dzikiego gada, a więc coś pożywnego, idealnego na uzupełnienie sił po treningu. Nie myśląc wiele dosiadł się do nich i zaczął jeść razem z nimi. Coś tam pogadali o dupie Maryni, trochę pożartowali. Wiadomo, standard. Gdy już wszyscy zjedli, Supakudon i Embes pożegnali się z Honoberutonem i wyszli z domu. Embes miał przejść jakieś szkolenia w dziedzinie pilotażu statków kosmicznych pod okiem swego rodziciela. Nie była to przecież wcale prosta sprawa. A więc teraz zostali w mieszkaniu tylko Hono i biegający w tą i z powrotem Funke. Jaszczur postanowił, że nie będzie się obijał. Rozwój swych umiejętności jest przecież naprawdę ważną rzeczą.
Wyszedł z kuchni i udał się na salę treningową. Miał w pamięci swoje pierwsze obcowanie z atakami energetycznymi – nauka Ki Blasta u Tsumety, dzięki któremu też odkrył radość z zabijania. Teraz nadszedł czas  na to, aby spróbował innego sposobu na wyzwalania z siebie destrukcji – promień. Wysunął rękę do przodu wnętrze dłoni kierując ku górze. Skupił się i wytworzył kulkę energii wielkości piłeczki golfowej. Świeciła jakoś mizernie, jak świetlik. Podrzucił ją do góry i złapał, gdy opadała. Przyjrzał się jej. Dokładnie pamiętał jaki podziw w nim potrafiła wzbudzić te 3 lata temu. Teraz potrafił wytwarzać takie pociski bez żadnego namysłu, wręcz odruchowo. Rzecz wiadoma – praktyka sprawia że wszystko staje się proste i oczywiste. Teraz miał nadzieję, że uda mu się oswoić również ze strzelaniem promieniami. Wchłonął wydzieloną energię do wnętrza swego ciała, skrzyżował ręce na ramionach i zaczął się zastanawiać, w jaki sposób może stworzyć promień. Gdy już coś wymyślił, postanowił sprawdzić skuteczność swej idei. Ponownie wystawił rękę do przodu i stworzył taką samą kulkę. Zaraz potem skupił się i przelał do niej więcej mocy, co poskutkowało zwiększeniem jej rozmiaru oraz blasku. Była teraz wielkości jego głowy, a jej blask mógłby połowicznie rozświetlić ciemne pomieszczenie. Odsunął ramię do tyłu, napiął mięśnie i cisnął pociskiem celując w gruchę stojącą przy automacie. I atak trafił celu. Automatem zatrzęsło, pokazała się jakaś duża liczba na którą w sumie nie zwracał uwagi. Rozległ się huk, aż pies który właśnie wbiegł do pokoju nagle się zląkł i odskoczył w tył. Ale niestety nie wytworzył się promień, to nadal był Ki Blast. Kurde blaszka, tylko zmarnował Ki! Ale nic to, trzeba dalej próbować, a nie płakać nad rozlanym mlekiem. Znów zamknął oczy i wpadł na kolejny pomysł. Znów wystawił przed siebie rękę. Tutaj postanowił wykorzystać znajomość trzech technik: Ki Sworda, Ki Blasta i Kiaia. Ki Sword – do wytworzenia powłoki wokół dłoni. Ki Blast – do uformowania owej powłoki w kulę. Kiai – do „rozciągnięcia” kulistej powłoki. Czy to wystarczy? Oby. Zabrał się do roboty. Wytworzył ową powłokę wokół ręki. Odruchowo utworzył ostrze z tworzących ją iskier, ale zaraz się poprawił. Połączenie tej techniki z Ki Blastem sprawiło, że owa powłoka nadęła się jak bańka mydlana. Zaraz potem zebrał trochę powietrza spoza bańki, przyłączył ją do pozostałych cząsteczek swej energii i wykonał Kiaia wewnątrz nadętej kulki. Hoho, jakże się ucieszył, gdy zobaczył że z tej kulki nagle wydostaje się promień! Wykonał tą technikę, zrobił to! Ponieważ nie skupił się na celowaniu do niczego konkretnego, atak trafił na ścianę robiąc w niej pewne wgłębienie. Cóż, to i tak świadczyło o tym że miał w mieszkaniu mocne ściany. Martwiła go kompletnie inna sprawa. Konkretnie koszt energetyczny całego ataku. Dokładnie czuł ile mocy stracił. Wykonał trzy techniki połączone w całość, a nie jedną szybką. Wcale nie wzrosła przez to siła ataku. Czuł że mógłby zwiększyć wydajność poprzez ograniczenie zużycia z utrzymaniem tego samego efektu. Tylko jak? Może chodzi tu o nastawienie? Być może trzeba traktować to jak jedno działanie, a nie połączenie trzech innych? Cóż, mówić łatwo, ale przecież niektórych nie da się tak po prostu robić idealnie. Czuł że może sobie pozwolić na dalszą utratę energii i dalsze próby, oczywiście w granicach rozsądku. Dlatego też nie zwlekał i spróbował jeszcze raz. Starał się nie myśleć o poszczególnych „częściach składowych”, a o samej, właściwej technice. Spojrzał na gruchę w którą wcześniej celował. Teraz również w nią trafi. Wyciągnął rękę ku niej. Już miał strzelać, ale przystopował. Zamknął oczy. Musi się wyciszyć. Lepiej zrobić raz a porządnie. Wziął wdech i wydech trzykrotnie, a następnie wykonał technikę. Różnica nie była może widoczna na pierwszy rzut oka, ale dla niego miała ogromne znaczenie. Nagle obok jego dłoni rozbłysła iskra, która rozrosła się do rozmiarów kuli otaczającej całą dłoń. Niemal w tym samym momencie wystrzelił promień i walnął w gruchę. Atak ten zadziałał na powietrze w ten sposób, że zawiało mu w twarz, przez co wstążeczki opadające z kapelusza na chwilę się podniosły. O tak, teraz już było inaczej. To było za jednym zamachem, nic pożyczane z innych technik. Zużycie energii mniejsze, siła ta sama. Udało się! Hurra! Wyszczerzył żeby i klasnął w dłonie. To zawsze przyjemne uczucie gdy coś okaże się proste. Zaraz postanowił sprawdzić czy czasem nie był to pojedynczy sukces. Ponownie wyciągnął rękę do przodu, otoczył dłoń utworzoną z energii kulą i strzelił. Nadal działało. Nieźle, właśnie nauczył się kolejnej przydatnej techniki. Jeszcze bardziej cieszyć się będzie gdy komuś nią przebije klatkę piersiową. Oj, już to sobie wyobrażał. To już był koniec treningu. Teraz miał trochę czasu wolnego, na jakieś nic nierobienie. Może by tak spacer? Przypomniał sobie o psie. Przydałoby się go gdzieś zabrać.
-Funczunio! - wykrzyknął
Zaraz potem mógł zobaczyć jak szczeniak zbiega ze schodów wesoło machając ogonem. Wziął go na ręce i wyszedł z mieszkania.

z/t
avatar

Honoberuto
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 474

Powrót do góry Go down

Re: Dom Honoberuto

Pisanie by Honoberuto on Nie Kwi 23, 2017 6:57 pm

Drzwi otworzyły się. Najpierw do środka wbiegł Funke, zaraz po nim wszedł Honoberuto. Jako, że i na zewnątrz ściemniać się zaczynało, i tutaj ciemność panowała. Zapalił więc światło. Rozbłysł blask świetlówki. Panowała cisza. Jedyne co było słychać to stukanie psich łap o podłogę. Wyglądało na to, że w mieszkaniu nie było ani jego ojca, ani brata. Udał się do kuchni. Na stole znalazł leżącą kartkę. Była to wiadomość od Embesa. Napisał, że udali się na misję. Oznaczało to że na jakiś czas jedynymi mieszkańcami tego domu będą Hono z psem. Odłożył kartkę. Westchnął. Musiał coś zjeść. Otworzył więc jakąś papkę z puszki znalezionej w lodówce i skonsumował. Najlepsze co można było o niej powiedzieć, to to że dało się ją przełknąć bez odruchów wymiotnych. Zjadł ćwierć zawartości puszki i resztę oddał psu. Ten zjadł tyle samo co on. Reszta wylądowała w koszu. Psa zaprowadził do sypialni na górze, a sam zszedł na dół. Nadszedł czas żeby się trochę poruszać
tu zaczyna się trening>> Stanął po środku sali treningowej. Najpierw rozgrzewka - to nie ulegało wątpliwości. Dlatego też rozpoczął trening od prostej gimnastyki. Przysiady, brzuszki, pompki, skłony. Standard. Po wykonaniu ich odpowiedniej ilości w ramach dalszej rozgrzewki wymyślił sobie jakąś chaotyczną choreografię taneczną. Wyglądała trochę jak paso doble, tyle że tańczone przez amatora i z psującym całym efekt tego jakże wspaniałego tańca nieustannym wymachiwaniem ogonem. No, już nie wspominając o tym że trzy razy kapelusznik omal nie stracił równowagi. No i dodatkowo - powiedzmy sobie szczerze - sylwetki do takiego tańca nie miał idealnej. No, tancerzem dobrym nie był, ale ważniejsze było przygotowanie mięśni na wysiłek. I w końcu zakończył tą farsę po pięciu minutach. Uznał że dobrze będzie zrobić coś jeszcze przed właściwym treningiem. Wyobraził sobie Un. Skoro chciała by ją trenował, zapewne była od niego słabsza. Może nawet dużo słabsza. Ale nie musiało tak być przecież w jego myślach, prawda? A więc stała przed nim niewidzialna Shinjinka. Przybrała pozycję bojową zachęcając go do ataku. On również przybrał takową pozycję. Stanął w rozkroku uginając nieco nogi i przenosząc środek ciężkości na prawą stronę. Dłonie zacisnął w pięści, ramiona rozchylił i zgiął łokcie. Głowę i tułów pochylił. Był gotowy na każdy atak ze strony przeciwniczki. Nagle w jednej chwili oboje skoczyli ku sobie. Jaszczur rozpoczął kopniakiem prawą nogą. Trafił w głowę biednej kobieciny. Następnie zadał cios lewą ręką w jej przeponę, po czym złapał za ubrania, prędko obrócił się razem z nią i wykorzystując pęd cisnął o ścianę. Wyobraził sobie to tak dobrze że aż usłyszał huk. Niewidzialny oponent już się nie podniósł. Hurra! Powietrze zostało pokonane, nie miało z nim żadnych szans. Niesamowicie potężny gad uderzył kilkakrotnie w swą pierś, niczym triumfujący goryl. Podbudowując się tym zwycięstwem, ruszył ku ławeczce ze sztangą. Ściągnął pelerynę, położył się i zaczął podnosić sztangę. Postanowił że będzie to robić tak długo, aż się nie zmęczy. Raz i dwa, raz i dwa. Mijały minuty, mięśnie pulsowały. Ból go ogarniał wielki. Raz i dwa, raz i dwa. Zalany potem zrobił sobie minutę przerwy, ale potem kontynuował. Raz i dwa, raz i dwa. Niemal słyszał odgłos zwiększających się mięśni. Raz i dwa, raz i dwa. Dość. Nie mogąc dłużej utrzymać sztangi upuścił ją. Na swoje nieszczęście, prosto na klatkę piersiową. Ciągnięty w dół przez krążki gryf uderzył prosto w mostek. Po ciele Honoberutona rozeszło się coś jakby fala uderzeniowa. Na ułamek sekundy stracił oddech, ale na szczęście zaraz go złapał. Miał szczęście, że tuż przed zderzeniem z gryfem zdążył przygotować swe ciało. Gdyby nie to, złamane miałby mostek i kilka żeber, co skończyłoby się jego śmiercią. Niebezpieczna sytuacja. Przez chwilę odpoczywał na ławeczce dysząc ciężko. W końcu powstał. Sztanga leżała na ziemi, ale ręce mu drżały i nie zdołał jej podnieść. Cóż, podnosił wielki ciężar z dwie i pół godziny, każdemu by siadały ręce. One musiały zatem odpocząć. Popracować za to mogły mięśnie nóg. Mimo że również się napinały podczas podnoszenia sztangi, mogły trochę popracować, na przykład na bieżni. A więc założył leżącą na ziemi pelerynę i wszedł na owo urządzenie, włączył od razu najwyższą moc. Ramiona trzymał sztywno wzdłuż ciała, a więc trening nóg był teraz także treningiem na skupienie, które przecież także w walce się przydawało. Gdyby nie ono, straciłby równowagę której utrzymanie zapewnia odpowiednia praca rąk bądź zwyczajne trzymanie się czegokolwiek przez dłonie. Było co prawda trudno, kilka razy uratował się przed upadkiem tylko dzięki swemu szybkiemu ogonowi którym odbijał się od ziemi. Ale jakoś dał radę biec bez przerwy całe dwie godziny. Z wieczoru już dawno zrobiła się noc, ale on nie miał dość. Wyłączył bieżnię, odłożył sztangę na swoje miejsce, a potem podszedł do hantli leżących w kącie. Usiadł obok nich w ręce dzierżąc znaleziony gdzieś uprzednio pęk wytrzymałych sznurków. Zaczął po kolei brać ciężarki do rąk i za pomocą tychże sznurków przywiązywać je do swojego własnego ogona, zachowując odstęp jakichś sześciu i pól cali między każdym obciążnikiem. A że ogon niekrótki, to i hantli siła się na nim zmieścić zdołała. Co za tym idzie - obciążenie było znaczne. Ze wstaniem więc problem pewien w istocie był, ale czy to nie o to właśnie mu chodziło? Tylec jego licho biedny ciągnięty był w dół przez ogon ciążący pieruńsko za sprawą umocowanych doń brzemion wielce nieprzyjaznych i uciążliwych. Przy odrobinie wysiłku w końcu powstał. Teraz musiał pochodzić. Biorąc pod uwagę że nogi jeszcze bolały po biegu na bieżni, nie było to wcale takie proste jak mogłoby się wydawać. Z początku raczej sunął po podłodze niż po niej szedł, ale w końcu jakoś zaczął sobie radzić. Wtem pomyślał, że znów pobiega. A zatem ponownie wszedł na bieżnię, włączył dość małą prędkość łapiąc za rączki przy pulpicie i rozpoczął bieg. Trudny bieg. Ogon szurał po powierzchni urządzenia niejednokrotnie doprowadzając go niemal do upadku. Aż w końcu po jakimś czasie rzeczywiście się przewrócił na plecy. Jęcząc i stękając kolejny raz stanął na nogi. Wyłączył bieżnię. Powrócił na środek pomieszczenia. Teraz nadszedł moment aby poruszać nieco samym ogonem. Zebrał w tej części ciała całą swą siłę i zaczął poruszać nim w poziomie. Szło opornie, ale jednak jakoś mu się to udawało, nawet w miarę szybko to robił. Postawił więc poprzeczkę wyżej, postanowił kilkakrotnie wyrzucić ogon w górę. Z początku podskoczył na kilka centymetrów. Po kilku próbach na kilkanaście. A po kilkudziesięciu próbach wymachiwał sobie ogonem dość swobodnie, choć z wysiłkiem niemałym. Uznał że to dobry moment aby przerwać. Już miał siadać i ściągać hantle, ale zmienił w pewnym momencie zdanie. Zachciało mu się zdjąć je bez użycia rąk. Zaczął z całej siły napinać mięśnie ogona. I nie zważał na piekielny ból, dalej napinał i napinał. Aż w końcu wszystkie sznurki jednocześnie pękły, hantle spadły na ziemię. Ogon był uwolniony. Wyglądał na trochę rozciągnięty i opuchnięty, ale on się tym nie przejmował. Ważne że był silniejszy! Z radością machnął nim w powietrzu. Odgłos strzelającego bicza rozległ się po sali. To mówiło samo za siebie. Z pewnością zasłużył na odpoczynek. Odłożył ciężarki na swoje miejsce i ruszył do kuchni by pożywić się jakoś po tym męczącym treningu.
avatar

Honoberuto
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 474

Powrót do góry Go down

Re: Dom Honoberuto

Pisanie by Honoberuto on Wto Kwi 25, 2017 6:06 pm

Gdy kolacja została zjedzona był środek nocy. A skoro noc, to trzeba spać. A zatem powrócił do swej sypialni i rzucił się na łóżko. Zasnął od razu. Nie śniło mu się nic szczególnego. Zresztą i tak niczego nie zapamiętał. Obudził się wczesnym rankiem z ciutkę bolącymi jeszcze mięśniami. Nawet słońce całkiem jeszcze nie wzeszło a lwia część mieszkańców bazy nadal smacznie spała, w tym Funke, który jak na małego szczeniaka był naprawdę wielkim śpiochem. Nie chcąc go więc obudzić, po cichu wstał i wyszedł z sypialni. Standardowo wykonał czynności związane z poranną toaletą i zjadł śniadanie w postaci nijakiej papki z puszki. Następnie posprzątał po sobie i wyszedł z domu. Zamknął za sobą drzwi i zaczął krążyć po korytarzu w tą i ową stronę, co rusz wzdychając bezwiednie z nie wiadomo jakiego powodu. W końcu jednak zdecydował że znowu się wyrwie z bazy, która go męczyła niesłychanie i w której czuł się niczym przywiązany do budy na łańcuchu pies marzący o wolności.
z/t
avatar

Honoberuto
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 474

Powrót do góry Go down

Re: Dom Honoberuto

Pisanie by Honoberuto on Pon Maj 01, 2017 6:03 pm

Honoberuto po przekroczeniu progu swego domu, zamknięciu drzwi i odłożeniu pieniędzy na ich miejsce postanowił wyżyć się na automacie treningowym. Podszedł do niego, zacisnął pięści i zaczął najzwyczajniej w świecie walić w gruchę. Nie obchodziły go wyniki na ekraniku urządzenia, po prostu walił w gruchę jak dziki. Przy każdym uderzeniu wydobywał z siebie głośne „Haaa!”. A że zadawał w tym momencie dwa ciosy na sekundę, w takim też tempie wykrzykiwał wojownicze okrzyki. Szły proste i sierpowe, używał obu rąk. W pewnym momencie nagle przyspieszył i zaczął wkładać w ciosy więcej siły, przy okazji jeszcze głośniej się wydzierając. I gdy wydawało się że maszyna zaraz się przegrzeje od ciągłego obliczania siły zadawanych ciosów, nastała jakaś sekunda przerwy. Zaraz potem jaszczur zadał ostatni cios, tym razem o wiele silniejszy. Był to prawy prosty To uderzenie można by porównać do wystrzału z KV-2 w World of Tanks, czyli czegoś naprawdę potężnego. Niejeden chojrak by zadrżał ze strachu przed jego pięścią. Automat po przyjęciu tej mocy przewrócił się na podłogę. Coś zaiskrzyło, zasyczało, a potem wybuchło. Wyzwolił się obłoczek dymu. Hono zaś dyszał ciężko i spoglądał na swe dzieło. Co też mu się stało że bez namysłu rozwalił urządzenie? Cóż, musiał się powstrzymywać i przeładować emocje na rzecz nieożywioną. Taką miał teraz chętkę żeby kogoś pozbawić życia, tak tego pożądał. Ale nie był przecież dzikim, nieokrzesanym zwierzęciem nie potrafiącym kontrolować swych instynktów. Choć czasem właśnie czymś takim by wolał być. Poddawałby się radości zabijania bez myślenia o konsekwencjach i tym podobnych zahamowań. Teraz widząc co narobił, westchnął cicho. Ten automat już mu się na nic nie przyda. Trudno, później się nim zajmie. Teraz będzie korzystał z tego co mu zostało. Ale najpierw oczywiście musiał się rozgrzać. Ponaparzanie rękoma w gruchę mu nie wystarczało. Postanowił więc wykorzystać okazję do wykonania jakiegoś głupawego tańca, co w istocie dawało mu dużo frajdy. Może przy okazji się wyluzuje nieco i zgasi na chwilę rządzę krwi. Stanął najpierw krzyżując ręce na piersi i zamykając oczy. Usiłował sobie wyobrazić jakąś klawą choreografię. A gdy już ją wymyślił, postanowił ustalić sobie jej szczegóły. I to jakoś mu się udało (cóż za niesamowita siła umysłu!), postanowił więc wypróbować. Rozpoczął powolutku, nie śpiesząc się zbytnio. Cały taniec polegał z grubsza na oklepywaniu swych nóg. Układ wyglądał następująco: Lewą ręką klepnąć prawą piętę, następnie prawą ręką prawe kolano, potem lewą ręką prawą kostkę, prawą ręką lewą piętę, lewą ręką lewe kolano, prawą ręką lewą kostkę, lewą ręką prawą piętę, prawą ręką prawe kolano, lewą ręką prawą kostkę, prawą ręką lewą piętę, lewą ręką lewe kolano, prawą ręką lewe kolano, prawą ręką prawe kolano, lewą ręką lewe udo, prawą ręką lewe kolano, lewą ręką lewe kolano, prawą ręką prawe kolano, lewą ręką lewe udo, prawą ręką lewe kolano, lewą ręką lewe kolano, prawą ręką prawe kolano, lewą ręką lewe udo i obiema rękoma lewe kolano (95% czytających przeleci wzrokiem). To rzecz jasna chciał powtórzyć kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt razy. Jak widać, nie był to wcale prosty układ, dlatego z początku zdarzało mu się wahać kilka sekund myśląc co teraz klepnąć. Ale z każdym powtórzeniem szło mu coraz sprawniej. Rzecz jasna popełniał błędy i starał się je zliczać, ale mimo wszystko udało mu się w pewnym momencie całkiem dobrze sobie radzić z tym zadaniem. Wyglądało to mniej-więcej tak. Biorąc pod uwagę jego aktualną sylwetkę było to doprawdy komiczne, ale na szczęście nie było żadnego widza. Także dlatego że w końcu musiało dojść do jakiegoś nieszczęścia. Stracił równowagę i poślizgnął się na ziemi upadając w tył. Uderzenie pleców o ziemię wywołało tak wielki huk, że usłyszał je Funke. Psiak zbiegł z góry po schodach nie wiedząc co się dzieje. Dobiegł do swego jęczącego z bólu pana i zaczął go lizać po ogonie. Jaszczur przez chwilę tak leżał pozwalając zwierzęciu na pozorne ratowanie życia, aż w końcu po kilku minutach wstał. Jęknął z bólu, ale nie mógł przerywać. Podniósł swojego stworka i powiedział do niego:
-Funczuś, pocieszna z ciebie psinka.
Funczuś rzecz jasna nie zrozumiał komplementu ani trochę, ale to mu nie przeszkadzało w tym żeby polizać swego pana po nosie. Ten się zaśmiał i już miał odłożyć psa na podłogę, gdy wpadł mu do głowy pewien pomysł. Gdyby biedny zwierzak wiedział co go za chwilę czeka, ze wszystkich sił sam postanowiłby uciec. Lecz on tej świadomości niestety nie miał. Cóż takiego postanowił zrobić kapelusznik? Osoby wrażliwe na cierpienie zwierząt powinny pominąć ten fragment: Zamachnął się i rzucił psem o ścianę niczym piłką! Ten zdążył zrobić w powietrzu kilka fikołków i już wydawało się że za chwilę zakończy swój żywot zderzeniem o twardą ścianę, lecz nagle przyszło wybawienie w postaci gadzich dłoni, które niespodziewanie złapały żółtą kuleczkę ratując jej życie. Właściciel owych wybawicielskich rąk najszybciej jak mógł skoczył do przodu schylając się pod lecącym jeszcze psem, wstał i wystawił ręce by złapać pupila. Ten nie zdążył nawet zareagować, a znów był w powietrzu i ponownie został uratowany. To się powtórzyło jakieś piętnaście razy. Za ostatnim powtórzeniem tego niebezpiecznego dla Funkego wyczynu omal nie doszło do tragedii, ale jednak rogacz zdołał na czas wystawić swe ręce. Przyłożył zdezorientowanego szczeniaka do ust i soczyście go cmoknął, a następnie odłożył na ziemię. Malec w sumie nie był jakoś przestraszony, wręcz przeciwnie. Wydało mu się to wszystko dobrą zabawą. Problem w tym że zakręciło mu się w głowie i gdy chciał iść do przodu, od razu się przewracał. Tym Hono już się nie zajmował. Pozwolił mu o własnych siłach pójść do kuchni, a samemu postanowił kontynuować trening. Przypomniał sobie tamten pamiętny taniec przez który upadł na nadal bolące go plecy. Naliczył wtedy z dwadzieścia dwie pomyłki. A zatem postanowił, iż przebiegnie dwadzieścia dwa kilometry na bieżni. Włączył ją, ale jeszcze na nią nie wchodził. Zamiast tego podszedł do ławeczki ze sztangą. Podniósł ją i założył sobie na barki. Następnie ruszył w kierunku już działającej bieżni. Tak, dokładnie, miał zamiar przebiec dwadzieścia dwa kilometry niosąc na barkach ciężką sztangę. Najprościej byłoby chyba przebiec najszybciej jak się da. Te siedem czy ileś minut by mu to zajęło. Ręce nie zdążyłyby się zmęczyć. I właśnie dlatego on wybrał dość wolny jak na swoje standardy bieg. To miał być trening, nie może tu być mowy o ułatwianiu sobie sprawy. Biegł z prędkością około piętnastu metrów na sekundę. Każda z – jak można łatwo policzyć - około dwudziestu pięciu była męcząca. Oprócz biegu i dźwigania niemałego ciężaru musiał też być diabelnie skupionym aby nie stracić równowagi, a nie było to przecież takie trudne w tych warunkach. Mimo trudności udało mu się jednak przebiec te ciężkie kilometry bez upadku. Ale gdy ta magiczna cyferka „22” pojawiła się na pulpicie bieżni, zrzucił z siebie niemały ciężar na podłogę, a samemu zeskoczył z bieżni. Wyłączył ją i uznał trening za zakończony. Czuł że wysiłek przyniósł efekty, co w przyszłości efektywnie zaowocuje. Te ćwiczenia pozwoliły mu na chwilę powstrzymać chęć na morderstwo. Ale na jak długo? To się jeszcze okaże. Teraz poszedł do kuchni żeby coś zjeść.
avatar

Honoberuto
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 474

Powrót do góry Go down

Re: Dom Honoberuto

Pisanie by Honoberuto on Sro Maj 03, 2017 6:35 pm

Po spożyciu posiłku, nakarmieniu Funkego i chwili odpoczynku, Hono zabrał się za porządkowanie sali treningowej. Nie było tego dużo, wystarczyło odłożyć sztangę na ławeczkę oraz podnieść i postawić zepsuty automat, aby nie zajmował niepotrzebnie miejsca. I gdy już to zrobił, postanowił że skoro i tak od wczoraj wieczora trenuje, to teraz też poświęci trochę czasu na dalszy rozwój swych umiejętności. Kapelusznik dobrze wiedział o technice zwanej Death Beam. Polegała ona na wystrzeleniu z palca wskazującego cienkiego promienia o szerokości niewiele większej od samego palca. Nie powinno to być trudne, biorąc pod uwagę fakt, iż już znał technikę polegającą na strzelaniu promieniem, tyle że szerszym. Trzeba będzie więc przenieść energię na sam palec oraz zwęzić powierzchnię ataku. Brzmi prosto, ale czy rzeczywiście takie będzie? Najpierw w ramach niejakiej „rozgrzewki” postanowił wykonać zwykłą kikohę. Wystawił rękę do przodu. Zebrał swą Ki i otoczył dłoń energetyczną powłoką. Jednak nie wystrzelił promienia, głównie dlatego żeby nie marnować mocy. Zamiast tego postanowił spróbować skupić w swym palcu tyle samo mocy, co teraz w całej dłoni. Wchłonął wytworzoną przez siebie powłokę i zaczął skupiać energię w palcu. Jednak bardzo prędko osiągnął limit, więcej Ki nie miało prawa się w nim znaleźć. Ale w myśl świętej zasady „Jak się popieści, to się zmieści” postanowił znieść to ograniczenie. Wymyślił sobie że podczas gdy część cząsteczek energii będzie siedziało w palcu, druga część będzie wokół niego krążyć. Potem się zmienią i te które wcześniej były wewnątrz ciała, znajdą się na zewnątrz, a te z zewnątrz wejdą do środka. Dzięki temu zminimalizował ubytek energii. Tak więc już miał sposób na zebranie w palcu tyle Ki, co w całej dłoni. A więc teraz postępować analogicznie jak w przypadku Kikohy, czyli otoczyć palec powłoką po czym wystrzelić promień? Jak się wkrótce okazało, nie było to takie proste… Co prawda potrafił stworzyć powłokę i nie miał z tym najmniejszego problemu, ale wiązała się z tym pewna niedogodność. Mianowicie dość duża ilość energii skupiona na niewielkim obszarze oddziaływała na jego palec i najzwyczajniej w świecie na niego naciskała. Wywoływało to ból i było strasznie niepraktyczne. Bolący palec będzie drżał, przez co nie będzie można dobrze wycelować. W takim razie powłoka będzie musiała znajdować się poza jego palcem, najlepiej tuż przed nim. A więc musiało być to coś w rodzaju Ki Blasta, ale o wiele mniejszego i trzykrotnie silniejszego. A więc będzie musiał zrezygnować z pomysłu zamieniających się miejscami cząstek energii i zastosować coś innego. Wytworzył najpierw na palcu zwykłe Kiko. Standardowy rozmiar i standardowa moc, gotowe do ciśnięcia w przeciwnika. Wchłonął je. Teraz w podobny sposób wytworzył pocisk energetyczny o mniejszym rozmiarze i – co za tym idzie – odpowiednio mniejszej mocy. Jednak nie o to chodziło. Trzeba było ten pocisk „ulepszyć”, a więc ścisnąć energię tak, by zmieściło jej się o wiele więcej. I wiedział już jak to zrobić.
Zebrał dodatkową ilość energii, niewidocznej gołym okiem. Jej cząsteczki wzorem zmyślnych żołnierzy natarły na słabiutką kulkę energetyczną ze wszystkich stron. Jęły na nią napierać i łamały wszelki opór. Walka między cząsteczkami w końcu dobiegła końca i ofensywa zwyciężyła ściskając wcześniejszą kulkę i ją niesamowicie zmniejszając. Lecz oto myśliwy stał się ofiarą. Niedawni najeźdźcy stali się teraz obrońcami swej nowej twierdzy. Jak się okazało, defensywa nie była ich mocną stroną. Oblężenie znów się powiodło, agresorzy przejęli zamek ściskając tych, którzy wcześniej ścisnęli prawowitych właścicieli Fortu Energii. Wtem zaatakowała kolejna armia i bitwa przebiegła w podobny sposób, co dwie poprzednie. I historia zatoczyła koło kilka razy. Pamiętać jednak trzeba że żaden ze zdobywców – choć zaprowadził swe rządy – nie wyniszczył prawowitego ludu. Przykład genialnej strategii w której dowódca myśli nie tylko o zwycięstwie, lecz także o czerpaniu z niego korzyści. Genialny strateg Sun Tzu pochwaliłby każdą z atakujących armii. Sam przecież napisał w „Sztuce Wojny” następująco: „Tak więc podczas bitwy rydwanów, w której zdobyto ponad dziesięć rydwanów, ten kto zdobył pierwszy rydwan powinien zostać wynagrodzony. Na rydwanach tych należy zatknąć własne sztandary i zmieszać je ze swoimi rydwanami, a pojmanymi żołnierzami dobrze się opiekować. Oto co nazywam zwyciężaniem wroga i korzystaniem z jego siły.” Zaiste mądre słowa mądrego człowieka. Dzięki zastosowaniu się do tych zasad, małe miasto zyskało niesamowitą siłę trzykrotnie przewyższającą siłę miasta większego.
Trwało to wszystko aż 10 razy dłużej niż wykonanie zwyczajnego pocisku Ki, czyli… 1 sekundę. Teraz jednak miał pewność że uda się strzelić laserem. Wycelował w podłogę i wypuścił promień niewiele szerszy od swego palca. Coś błysnęło i już ułamek sekundy później w podłodze znajdowała się dziura o średnicy kilku centymetrów. Głęboka dziura. Czyli udało mu się wykonać technikę. Wszystko się powiodło. Hurra. Technika z pewnością nie była zbyt efektowna, ale jak najbardziej efektywna. Będzie zdolna przebić niemal wszystko i nie narobi zbyt dużego bajzlu. Honoberuto spojrzał na swe palce i uśmiechnął się cwaniaczkowato. Sztuczka idealna do zabijania. Nagle coś mu wpadło do głowy.
-Funke, chodź tu na momencik! - zawołał.
Piesek zaciekawiony wnet się zjawił. Jego właściciel wycelował w jego kierunku palec, zebrał energię i… Opamiętał się.
„Cholera, nie mogę zabić własnego psa. To chore.” – pomyślał.
Ale na szczęście był żołnierzem, osobą do zabijania przeznaczoną. Zabijanie to była jego praca. A więc postanowił zabrać się za robotę. Wchłonął wytworzoną kulkę energii. Schował ręce za pelerynę. Powiedział do pupila słodziutko:
-Funczunio, zostaniesz w domku, tak? Pan wróci, nie martw się.
Następnie odwrócił się na pięcie i jakby nigdy nic wyszedł z domu. Tym razem nie będzie go zabierał na misję, poprzednio omal nie skończyło się to dla niego tragedią. Po zamknięciu drzwi skierował swe kroki w kierunku koszar.

z/t
Koszary
avatar

Honoberuto
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 474

Powrót do góry Go down

Re: Dom Honoberuto

Pisanie by Honoberuto on Nie Maj 21, 2017 4:02 pm

W ciemnym pomieszczeniu leżało niewielkie stworzenie. Nie poruszało się prawie wcale. Nie wstawało, nie czołgało się. Ale żyło. Co jakiś czas piszczało cicho i wzdychało. Zapasy jedzenia i picia skończyły mu się bardzo dawno. Prawdopodobnie jakąś godzinę temu. Nie mogło zasnąć i tylko leżało na podłodze zastanawiając się jak długo jeszcze pożyje. A może już i na to nie miało sił? Nagle jednak zza drzwi naprzeciwko niego rozległ się pewien dźwięk, a do jego nosa dobiegł znajomy zapach. Stworzenie podniosło swój łeb i wstało. Jego ogon zaczął się delikatnie poruszać. Zapach się zbliżał a dźwięki robiły się coraz głośniejsze. Serce zwierzęcia zaczęło mocniej bić. Jego ciało oblało wiadro ekscytacji. Swoim ogonem wytwarzało już dobrze odczuwalny wiatr. Wtem drzwi otworzyły się i po chwili w pomieszczeniu rozbłysło światło. O radości, iskro bogów! Stworzenie nie czekając ani chwili ugięło tylne nogi i skoczyło ku postaci stojącej w progu lądując w jej ciepłych ramionach.
Honoberuto złapał niesamowicie skocznego psiaka i uniósł go do góry. Ze śmiechem podrzucił go lekko i łapiąc, powiedział:
-No, wróciłem! Już, już...
I w tym momencie poczuł coś ciepłego na klatce piersiowej. Skrzywił się i postawił psa na podłodze, głaszcząc go przy tym.
-No, mały... Przynajmniej wytrzymałeś do tego momentu.
Odstawił psa na podłogę i dał mu jakąś karmę do jedzenia. Następnie wziął prędki prysznic i sam zjadł kolację. A potem był już tak zmęczony, że pozostało mu jedynie iść spać, co też w niedługim czasie zrobił.
avatar

Honoberuto
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 474

Powrót do góry Go down

Re: Dom Honoberuto

Pisanie by Honoberuto on Pon Maj 22, 2017 8:31 pm

Noc minęła i nastał ranek. Wszyscy już wstawali, Honoberuto także. Czuł się dobrze, mimo że wczoraj poszedł późno spać. I to jest możliwe. Prędko wykonał wszelkie niezbędne czynności związane z poranną toaletą, zjadł śniadanie przy okazji karmiąc psa i potem wyszedł z nim na spacer po zewnętrznych terenach bazy. Co z tego że być może czyny Funkego będą gorszyć i zaburzać estetykę tego sterylnie czystego miejsca? Miał już dość ciągłego wychodzenia z nim na dzikie tereny. To strasznie kłopotliwe. Wrócili po pół godziny. Funke zmachał się trochę, bo to szczególnie ciepły był dzień akurat, toteż po powrocie napił się tylko wody i poszedł spać. Jaszczur zaś miał teraz trochę czasu dla siebie. Ani na trening nie miał ochoty, ani na kolejną misję, ani nawet na zabijanie. Czegoś innego potrzebował. Nawet nie relaksu, odpoczynku czy wyciszenia. Pewnej rozrywki. Takiej zwyczajnej, prostackiej wręcz. Na szczęście istniało miejsce gdzie takiej rozrywce można było się oddać. Tam też postanowił się udać.

z/t
Bar
avatar

Honoberuto
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 474

Powrót do góry Go down

Re: Dom Honoberuto

Pisanie by Honoberuto on Sro Maj 31, 2017 6:55 pm

Prędki powrót z baru powinien mu dobrze zrobić. Pluł sobie w brodę za to że w ogóle zdecydował się tam pójść. Nigdy więcej. Gdzie w tym barze jakaś kontrola? Piwo z narkotykami, morderstwa... O, nie nie. Jeśli od niego by to wszystko zależało, podobne incydenty by się nigdy nie zdarzały i we wszystkich miejscach publicznych byłoby co najmniej kilka osób które sumiennie i odpowiedzialnie strzegłyby porządku, samowolka zaś. istniałaby tylko w domu. Nie mogłoby być mowy o jakiejkolwiek ostoi prywatności. Mieszkań, rzecz jasna, nie licząc.
Tak sobie rozmyślając i przeklinając osobę która lekkomyślnie zdecydowała że w tamtym lokalu straży żadnej nie potrzeba, wrócił w końcu do swego mieszkania. Otworzył drzwi i chwilę potem je zamknął wchodząc do środka cichym krokiem. Zapalił światło i po chwili pomieszczenie zostało rozświetlone. Poprawił dłońmi wstążeczki z czapki opadające i westchnął głośno, jakby ze zmęczenia. Następnie zaklaskał trzykrotnie w dłonie oczekując prędkiego pojawienia się swojego psa oraz nasłuchując czy rzeczywiście go usłyszy. Chętnie go powita, w końcu był jego właścicielem. A później? Się zobaczy.
avatar

Honoberuto
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 474

Powrót do góry Go down

Re: Dom Honoberuto

Pisanie by Shin on Pią Cze 02, 2017 5:04 pm

Mistrz Gry

Honoberuto wszedł do mieszkania, jednak nie spotkał w nim psa. Było cicho, wręcz za cicho, nie dało się usłyszeć żadnego dźwięku. Hono zrobił parę kroków w głąb mieszkania, gdy wtem poczuł, jak ktoś puka go w prawe ramie. Stała za nim stara, pomarszczona babusieńka, ubrana w jakieś stare, brudne szmaty i z ciekawą laską w dłoni.
-Nie podobał ci się wstęp do mojej gry? Nie rozumiem czemu uciekłeś. No ale nic, teraz grzecznie wróć ze mną w miejsce z którego uciekłeś, i wedle ogólnodostępnego nie istniejącego oficjalnie kontraktu którego nikt nigdy nie kontraktował zagrasz w moją grę, po czym uzyskasz ogólnie podstawiono-ustawiony wynik i uzyskasz legendarną marną nagrodę która swoją nazwę bierze z tego, iż jest marna.
Babuszka złapała jaszczura za ramię i zaczęła ciągnąć go w stronę drzwi, najwyraźniej faktycznie z zamiarem zabrania go z powrotem do baru.
avatar

Shin

Liczba postów : 396

Powrót do góry Go down

Re: Dom Honoberuto

Pisanie by Honoberuto on Pią Cze 02, 2017 8:14 pm

Oczekiwany pupil nie powitał go. Nawet nie było go słychać. Można było odnieść wrażenie że nie usłyszał otwieranych drzwi. Dziwne to było, ale wcale jaszczurowi nie wydawało się to nieprawdopodobne. Wzruszył ramionami i zrobił parę kroków na przód. I w tym momencie poczuł na sobie dotyk obcej osoby. Obrócił się prędko zaciskając pięści będąc gotowym do starcia z ewentualnym wrogiem. Zwierzęce instynkty dały o sobie znać. Jakże się zadziwił, gdy ujrzał za sobą starą, pomarszczoną postać. Prawdopodobnie płci żeńskiej. Ubrana była dość niechlujnie, dzierżyła w dłoni jakąś laskę czy kostur. Choć wyglądała jakby pozostało jej tylko pożegnanie ze światem w formie jęków i stęków, przemówiła dość dziarsko z wyczuwalną pewnością siebie w głosie. Zaczęła mówić coś o grze, niepisanym kontrakcie i nagrodzie zarazem marnej i legendarnej. Nic z tego nie rozumiał i choćby nie wiem jak się starał - nie potrafił tego zmienić. Po chwili został złapany za ramię. No nie, to już była przesada. Najmocniej jak mógł wyszarpnął się nie zwracając uwagi na to że starowinka mogła upaść. Naruszyła jego nietykalność i naszła go w jego własnym domu. Właściwie miał święte prawo tu i teraz ją zabić, co też byłby w stanie zrobić bez problemu, a nawet z satysfakcją. Ale jednak coś mu z tyłu głowy mówiło: "Nie rób tego". Postanowił posłuchać tego cichego głosu, bo chciał się czegoś dowiedzieć.
-Kim ty jesteś? Coś mi dodałaś do piwa czy jak? Gadaj, starucho, wytłumacz się! - wykrzyczał głośno, a w owym wykrzyknięciu usłyszeć można było poczucie wyższości nad nią i oskarżycielski ton.
avatar

Honoberuto
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 474

Powrót do góry Go down

Re: Dom Honoberuto

Pisanie by Shin on Sob Cze 03, 2017 11:06 pm

Mistrz Gry

Staruszka zachwiała się lekko po odepchnięciu przez Jaszczura, jednak zaraz dziarsko spojrzała mu w oczy i zastukała laską w podłogę. Co dziwne, Honoberuto ciągle "nie widział" jak ta laska wygląda, nie potrafił jej opisać. Zupełnie tak, jakby jej obraz w przestrzeni był... Zamazany, niezbyt ostry... Jakby był zdjęciem robionym na kalkulatorze. Czemu akurat teraz tyle myśli o nim wpadło do głowy jaszczura? O co chodzi? Co się dzieję?
-Szanowny panie kliencie, co się pan tak rzucasz. Zamawiał pan, cytuję "magiczną grę strategiczną". To jest zamówił ją pan później niż pan ją dostał, do tego zamawiało ją pana inne Ja, ale to nic, bo było zamówione na tę formę pańskiej osobowości którą widzę, więc nie wiem czego się pan rzucasz, jak chce panu tylko dostarczyć zamówioną u nas grę, panie Honoberuto. Sam pan prosił swojego Mis... O ja cie pierniczek, bym chlapneła, a tu jest napisane "NIE MÓWIĆ POSTACI ŻE JEST POSTACIĄ BO DOSTANIE PIERDOLCA". No to pan se to zapomni tera, a ja przejdę do zmiany oferty na inną, bardziej panu dogodną. Miał pan do wyboru Magiczną Grę Strategiczną i misję na Magicznej Planecie, a skoro nie odpowiada panu opcja A, to machniemy se resecika.
Popatrzyła na niego jakimś dziwnym wzrokiem, włożyła laskę między nogi (wciąż była zamazana), napluła sobie na ręce, roztarła, wyjęła laskę...
I pieprznęła go w łeb. I tu zaczynają się jaja jak berety, czyli walnięcie do kwadratu w wykonaniu babki-strongmenki, byłej zapaśniczki międzywymiarowego wrestlingu, ale nie udawanego, jak ten nasz, tylko takiego łupucupu co się serio po mordach biją.
Dodatkowo wychowała wnuka dresa.
Tyle najwyraźniej wystarczy, aby jebnąć potężnego kosmitę w czachę z siłą porównywalną do Wielkiego Wybuchu, i jeszcze go przy tym nie zabić.
Ciężka, długa na metr. Wykonana z dębu mocnego jak stal. Na górze miała szklaną kulę w kolorze zieleni, gdzieniegdzie była wzmacniana stalowymi pierścieniami. Właśnie taka była ta laska. Czemu do tej pory tego nie widział?
Hono obudził się... No właśnie gdzie? Był pośrodku jakiegoś ogromnego, przeuroczego lasu tropikalnego. Drzewa rosły tu ogromne, chłop określiłby je na kilometrowe olbrzymy. Wyrastało z nich mnóstwo gałęzi, każda pokryta innym kolorem mchu, a ich korony zaplatały się wzajemnie, nie pozwalając światłu słonecznemu wlecieć pod kopułę Drzew-Olbrzymów. Jednakże w całym lesie było jasno-to przez te dziwne, duże świetliki, tak, to na pewno to.
Poszycie leśne składało się głównie z fioletowego mchu i niskich niebieskich krzaczków, gdzieniegdzie jednak rosły wielgachne muchomory, sięgające Jaszczurce do pasa. Słychać było śpiew ptaków, cudownie kołyszący do snu, jednakże tak bardzo niepodobny do żadnego znanego gatunku. Po drzewach skakały małe małpki z czterema ramionami, całe rude z pięknymi oczami, niby diamentami. Widać było z daleka jakieś dziki w fioletowe plamki a także zwierzęta podobne do naszych jeleni, jednak dwa razy większe, dodatkowo z pięknymi, ogromnymi porożami w najróżniejszych kolorach. Pachniało miodem i różami. Staruszka siedziała na muchomorze, a Hono leżał pod nią, zwinięty w kłębek i cały obśliniony. Obok niego widać było plamę po niezłych rzygowinach. Takie uderzenie na pewno nie jest łatwe do wytrzymania na tle psychicznym, szczególnie kiedy wiesz, że powinieneś nie żyć, a zamiast tego czujesz ogromny ból w głowie, który nie możesz nijak opisać.
-No, umowa zrestartowana. Teraz panie Beruto masz pan inną gre. Musisz pan iść cały czas na północ, aż wyjdziesz pan z lasu, potem przejść przez rubinową rzekę, wejść do szmaragdowego lasu, bo obecnie jesteśmy w tęczowym lesie, znaleźć osadzone gdzieś w środku niego źródełko magii, potem znaleźć czarodzieja Salagira w okrutnej,
Legendarnej szopce, nauczyć się paru zaklęć, polecieć do zamku okrutnego smoka i go zaciukać. Albo po prostu zaciukać smoka i mieć gdzieś side questy, ale wtedy to żadna zasada. A,  jeszcze jest dla pana notka.

Staruszka podeszła do Honberutona i podniosła mu łeb, w którym na szczęście była z powrotem jego świadomość, i ładnie wyrecytowała:
"-Gnoju ty mongolskim koniem śmierdzący,
nie poganiaj Mistrza Gry swego, bo mogłeś mieć gorszego. Teraz kiś się w tym lesie, podrzędna kreaturo. W prezencie daje ci kompas. Miłej zabawy." Ty pewnie gówno rozumiesz,
tak jak ja, ale szef uparł się że ty, ale nie ty, tylko inny ty, zrozumiesz. No, a tu masz kompasik.

Staruszka rzuciła mu między nogi prosto wykonane, drewniane pudełko, a sama oparła się o drzewo.
-Uff... Puff... Nigdy jeszcze nie oddzielałam się na tak długo od szefa. Pora wracać do firmy.
Po czym... Wsiąkła w potężnego kolosa, zostawiając na nim na chwilę znak @, który i tak zaraz znikł.
Let's play a game.
avatar

Shin

Liczba postów : 396

Powrót do góry Go down

Re: Dom Honoberuto

Pisanie by Honoberuto on Nie Cze 04, 2017 4:29 pm

Staruszka rzecz jasna zachwiała się po tym upadku, lecz złapała równowagę. Zaraz potem spojrzała mu głęboko w oczy wzrokiem tak nieprzyjemnym, że aż dreszcze mu przeszły po plecach. Zaraz potem otrzymał odpowiedź na zadane pytanie. Tyle że nic mu ta odpowiedź nie mówiła. Staruszka bredziła od rzeczy, nic nie można było z tego wszystkiego zrozumieć. Jakaś gra? Jakiś wybór? O tym że znała jego imię lepiej już nie mówić. Co się tu do cholery działo? Bo usłyszeniu tego wszystkiego przez sekundę stał w osłupieniu, a potem podjął decyzję że pora ją zabić. Było już niestety za późno. Zapadła ciemność.
Po chwili mrok został rozwiany. Był razem z babuszką w jakimś niesamowitym lesie. Ogromne drzewa, świetliki, dziwaczna fauna... Obserwował to wszystko z otwartymi ustami. Powstał i po chwili usłyszał znowu głos dziwacznej kobiety. Tym razem mówiła mu że ma iść na północ i zabić jakiegoś smoka w zamku czy coś takiego. Nadal nie rozumiał zbyt wiele. Dziwaczka przeczytała mu jeszcze jakąś wiadomość która również nic mu nie mówiła i dała pudełko, a później znikła w dziwnych okolicznościach. Honoberuto czuł się jakby wszystko było dla niego obce. Niczego tu nie rozumiał i nie wiedział po co tu jest. Wystarczyło spojrzeć na jego twarz by dowiedzieć się, co czuje. Oczy szeroko otwarte i jakby nieobecne. Usta lekko rozchylone. Ewidentnie czuł się zagubiony. Usiadł na trawie zwieszając głowę w dół. Wyglądał teraz trochę jak głodny jaskiniowiec regenerujący siły po ucieczce przed tygrysem. Nie wiedział co robić. Był bezradny. Nawet nie myślał o tym jak się wydostać z tego miejsca. Nic nie wiedział.
Lecz nagle poczuł coś, co zadziałało na niego jak kubeł zimnej wody. Olśniło go i wszystko już wiedział. Czy doszedł do tego sam? Nie. Usłyszał głos w swojej głowie. Skąd owy głos pochodził? Siła wyższa? Drugi Honoberuto? To nie jest ważne, ważne że usłyszał:
-Honoberuto, nie było żadnej staruszki. Jesteś na misji. Znajdź zamek na północy i zabij smoka. Obok masz pudełko z kompasem. Nie kłopocz się ze składaniem raportu bazie, i tak cię obserwują.
No tak, teraz już wszystko pamiętał. Był w koszarach, dostał misję, poleciał na nią w kapsule, wylądował w lesie. Jakaś bestia tu mieszkała i póki nie zginie, nie będzie można założyć tu kolejnej bazy wojskowej. Tak było, nie inaczej. "Że też zachciało mi się pić w podróży. Dobrze że się ogarnąłem w porę." - pomyślał. Następnie podszedł do drewnianego pudełka i otworzył je. Znajdował się tam rzecz jasna kompas. Jedna igła się wyróżniała, wskazywała północ. Uniósł się w powietrze. Nie ponad korony drzew (To były przecież giganty, nic nie byłoby widać!), ale na jakieś dziesięć metrów. Spojrzał na kompas i zaczął lecieć tam, gdzie wskazywała igła. Cały czas obserwował otoczenie wyszukując jakiejś budowli. Nie poruszał się jakoś szybko, z uwagi na to że mógłby walnąć nosem w jakiś konar gdyby się zagapił. Czuł się jakby jakiś czas temu nagle urwał mu się film, ale to pewnie przez ten alkohol. Tak, teraz pamiętał. W kapsule miał butelkę jakiegoś wina i je wypił. To pewnie przez to... Nie chciał już o tym myśleć. Leciał na północ i się rozglądał.
avatar

Honoberuto
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 474

Powrót do góry Go down

Re: Dom Honoberuto

Pisanie by Shin on Pon Cze 05, 2017 6:15 pm

Mistrz Gry



Hono leciał czas jakiś, lecz nie wiadomo jaki. Nawet szanowny MG nie wie jak długo już leciał nasz obłąkany Changeling, tak magiczny był las w którym owy się znajdował. Czuł się jak w pętli, non stop mijał podobne do siebie drzewa, i podejrzanego muchomora, który niby zmieniał swoje miejsce położenia, ale dla Hona wydawał się być tym samym cholernym muchomorem, więc tak też sobie założył w swoim opętanym niezrozumieniem umyśle. Jednakże sytuacja ta miała się zmienić za czas jakiś, oczywiście nikomu nie znany, bo to magiczny las. No wiecie. Magia.
Aaa jak już na magii jesteśmy:
Honoberuto w końcu mógł zauważyć linię końcową. Jego ukochaną metę. Jego finisz jeśli chodzi o ten potworny las...
Taki luj.
Jaszczur był już 100 metrów od wyjścia z Magicznego lasu, gdy wtem, 50 metrów od niego z drzewa spadł... Mały Elfo-Hobbito-Coś. Był mały, jak 5-cio letni ziemianin, miał sterczące. długie uszy, rudą czuprynę i wielgachne stopy. Dodatkowo trzymał w ręku przedziwny kostur, który wyglądał jak ogromna, zawijana na czubku gałąź. I tu już zaczęła się akcja. Podczas gdy nasz pierwszy kolega zamachał ręką w powietrzu, zataczając nią krąg i tworząc wokół siebie jakąś dziwną barierę, za plecami Kapelusznika, także jakieś 50 metrów od niego, na oddalone od siebie o 10 metrów gałęzie spadły dwa takie same typy. Ci już nie stawiali barier ochronnych. Cała trójka zatoczyła swoimi kosturami okrąg. Można było zauważyć jakieś dziwne, czerwone piorunki opływające ich laski.
-Flame Dragon:Supernova!
-Flame Dragon:Supernova!
-Flame Dragon:Supernova!
Wykrzyczeli w tym samym czasie, a wtedy z ich kosturów buchnęło ogromnym ogniem, który po chwili uformował się w... Trzy smoki! Czerwony, Niebieski i Fioletowy smok sunęły właśnie z całym możliwym pędem w stronę Jaszczurki, smyrając po drodze okoliczną roślinność. Jednak ta jakoś dziwnie się nie paliła... Mało tego, unosiła się nad nią lekka parka, jakby te wszystkie krzewy, liście i inne dziadostwa były tylko podgrzane, zupełnie odwrotna reakcja od tej jakiej się oczekuję po dotknięciu przez ogromnego, ognistego smoka. No ale cóż poradzić.
Co zrobi Kapelusznik? Ucieknie? Kontratakuje? A może nie zrobi nic? Tego dowiemy się już w następnym odpisie !
avatar

Shin

Liczba postów : 396

Powrót do góry Go down

Re: Dom Honoberuto

Pisanie by Honoberuto on Pon Cze 05, 2017 7:56 pm

Podróż przez las przebiegała dość monotonnie, bez rewelacji. Drzewa, grzyby... Jak to w lesie. Po jakimś czasie widać było dokładną granicę między lasem a bezdrzewną przestrzenią. Odległość nie była duża. Po opuszczeniu drzew wzniesie się nieco wyżej i poleci szybciej nie ryzykując kolizji. Takie były jego plany na najbliższe kilkanaście sekund. Nie mógł się spodziewać, że nieoczekiwanie i niespodziewanie ulegną one nagłej, nieprzewidywalnej zmianie...
Pojawił się przed nim niski jegomość, prawdopodobnie tubylec tej planety. W ręku trzymał kostur. Utworzył wokół siebie coś w rodzaju energetycznej tarczy lub czegoś co na nią w każdym razie wyglądało. Mniej więcej w tym samym czasie pojawili się podobni mu niziołkowie. Za pomocą swych kosturów wnet stworzyli jakiś okrąg. Honoberuto zatrzymał się widząc to powitanie. Zaraz jednak znów znalazł się w ruchu. Stało się to ułamek sekundy po tym jak jego oczy zarejestrowały jakieś wybuchy z trzech stron. Mięśnie oraz jego Ki automatycznie niemal skierowały go w górę (Adrenalina!), skąd mógł dopiero przyjrzeć się tym zjawiskom, za które odpowiedzialni byli rudowłosi. Oto z ich kosturów wyleciały spore, kolorowe byty przypominające wyglądem smoki czy inne straszliwe maszkary. Wyglądało to groźnie, tak więc reakcja jego organizmu z pewnością była uzasadniona. Hmm, to ewidentnie był atak na jego osobę. Spojrzał na tych karzełków bez bariery. Przygotował dwa pociski ki i rzucił nimi w nich. Zabije czy nie zabije? Lepiej to pierwsze, a potem zajmie się tym osłonionym. Obrona była tu uzasadniona.
avatar

Honoberuto
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 474

Powrót do góry Go down

Re: Dom Honoberuto

Pisanie by Shin on Wto Cze 06, 2017 10:35 pm

Mistrz Gry Na Telefonie Swym

Honoberuto pięknie, PRZECUDOWNIE wręcz ominął nadchodzący zewsząd atak. Snoki zderzyły się ze sobą w miejscu, gdzie przed chwilą stał Jaszczur, doprowadzając tym samym do ogromnego wybuchu, który przybrał kształt kuli na której widac było nieliczne błyskawice. Chyba dlatego nazywało się to "Supernova". No cóż, jednakże podczas gdy Hono i kolega z powłoką magiczną mogli oglądać piękny, różnokolorowy wybuch, dwa ki blasty zderzały się z ciałami biednych, nieodsłoniętych Hobbitów. Gdy tylko doszło do zbliżenia, pociski wybuchły, zmieniając stworzonka w krwawą miazgę. Flaki latałt na prawo i lewo, krew bryzgała wszędzie. Ojej, jednak to sobie opisze <3 Ogólnie całość wygladała tak, jakby komuś wybuchła puszka czerwonej farby. Słodko.
Gdy byłu już po wszystkim, ostatni żywy koleżka przełykał swe gorzkie, żałobne łzy, jednakże nie stracił ducha walki! Wymachnął tylko kijem i rzucił kolejne zaklęcie!
-Lightning:Dragon Roar!
Z jego kostura wyleciała wiązka elektryczności, która natychmiastowo przybrała kształt smoka i pomknęła w oddalonego o 60 metrów Hona!
avatar

Shin

Liczba postów : 396

Powrót do góry Go down

Re: Dom Honoberuto

Pisanie by Honoberuto on Sro Cze 07, 2017 6:29 pm

Karły nie miały szans. Nie zdołały się uchylić przed lecącymi w ich stronę pociskami. Nie mieli też żadnej osłony na sobie. A widocznie wielcy wojownicy z ich nie byli, bowiem po przyjęciu na siebie fireballów żyli może przez naprawdę malutki ułamek sekundy. Energia dosłownie rozerwała ich ciała i nie zostało po nich nic oprócz odrobiny krwi, która nie zdążyła jeszcze wyparować przez morderczą plazmę. Honoberuto widział dokładnie tą sytuację i widząc że zabił dwóch agresorów, poczuł się jak po łyku ciepłego mleka z miodem, a więc było mu słodziutko i błogo. Wskaźnik poziomu przyjemności w organizmie gwałtownie podskoczył. A jeszcze bardziej podnieciło go przypomnienie sobie o pozostałym krasnoludku. Ujrzał jakiś kolejny smokokształtny promień który leciał wprost na niego. Zareagował natychmiastowo, wyciągnął do przodu prawą rękę, skumulował energię i otoczył dłoń kulistą powłoką z której po chwili wystrzeliła jego Kikoha w kolorze płomieni, równie z ogniem się kojarząca co wizerunek smoka. Jaki będzie skutek tego działania? Agresor zginie? A może okaże się, że nagły napływ błogości i pewności siebie jeśli chodzi o dalszą samoobronę to dla kapelusznika czynnik wysoce nieprzychylny?
avatar

Honoberuto
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 474

Powrót do góry Go down

Re: Dom Honoberuto

Pisanie by Shin on Pią Cze 09, 2017 8:46 pm

Mistrz Gry

Kikoha Honoberuto przeorała się przez smoka z błyskawic, wbiła w barierę Hobbita jak w masło po czym przebiła nieszczęsnego maga na wylot. Truchło upadło, co tu więcej gadać, no nie żył. Jaszczur był zwycięski! Był Królem tego świata!
Obudziło go lizanie po twarzy. To jego pies próbował go wybudzić. Okazało się że zrobił w barze awanturze, wrócił do domu, obrzygał większość podłogi, położył się do łóżka i spał zapijaczony jak jakiś menel. Ech, szkoda, prawda? Taki piękny sen... Ale kto wie, może kiedyś przyśni mu się to samo.


THE END?

avatar

Shin

Liczba postów : 396

Powrót do góry Go down

Re: Dom Honoberuto

Pisanie by Honoberuto on Pią Cze 09, 2017 10:19 pm

Wystrzelony promień zetknął się ze smokopodobnym kształtem. Jak się po chwili okazało, był o wiele silniejszy. Smok został dosłownie pochłonięty przez atak ze strony Changelinga. A zaraz potem cała ta siła uderzyła w karła i przebiła go na wylot. Był martwy, tak jak i jego towarzysze. Jaszczur nie potrzebował ani chwili namysłu by to pojąć. Wystarczył mu widok dziury w jego torsie. Od razu zrobiło mu się strasznie gorąco i trochę nawet duszno. A gdy podleciał do jego truchła i dotknął go ręką, jęknął półgłosem. Następnie powstał, rozłożył ręce szeroko i zaczął się śmiać. Jakże mu teraz było dobrze... Lecz w pewnym momencie cała radość i podniecenie urwały się jak przecięta nożycami naprężona nić.
Otworzył oczy i od razu zauważył zatroskanego i zaniepokojonego jego stanem Funkego. Zdjął go ze swojej twarzy i wstał z łóżka. Wtem poczuł straszliwy, pulsujący ból głowy. Złapał się za nią i trochę się chwiejąc, wyszedł z sypialni. Nie do końca jeszcze obudzonym będąc, zszedł po schodach nieomal się nie wywracając. Gdy był już na dole, spojrzał na podłogę sali treningowej i zamarł. Widok był ohydny i lepiej z dobrego taktu nawet nie opisywać co to na tej podłodze zaświnionej jak w melinie najpodlejszej się znajdowało. Wystarczy jeśli powiedzieć że Honoberuto schował twarz w obie dłonie i cicho pomyślał, że wyszedł z tego dla niego naprawdę ciekawy wniosek: Jeśli się nie potrafi pić, to się powinno alkoholu wystrzegać jak zarazy. Może trochę zbyt surowo, a może właśnie rozsądnie w tym wypadku. W każdym razie postanowił sobie że od tego czasu będzie to jego motto. Heh, oby o tym pamiętał. A teraz musiał ponieść konsekwencje i posprzątać to, co zabrudził. Zabrał się do tego od razu. Zajęło mu to jakieś trzy godziny. Pewnie normalnie uwinąłby się szybciej. Gdyby tylko nie ten przeklęty ból głowy... Zaraz potem samemu się umył, bo śmierdział strasznie. A po tym wszystkim co? Rzecz jasna śniadanie. Nie wiedział co mu może pomóc na to straszne uczucie będące efektem jego niepohamowania, więc postanowił że zje coś "normalnego", o ile można tak nazwać fujka-papkę-gotowca z puszki. Zaraz potem napił się trochę wody i dalej siedział tak sobie na krześle z godzinkę. A potem postanowił że urwie się z bazy żeby trochę potrenować poza nią. Jak pomyślał - tak zrobił. Wyszedł z mieszkania zostawiając Funkego samego, a potem opuścił i cały kompleks kierując się na dzikie tereny.

z/t
avatar

Honoberuto
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 474

Powrót do góry Go down

Re: Dom Honoberuto

Pisanie by Honoberuto on Czw Cze 15, 2017 5:11 pm

Gdy już wrócił do domu, zjadł coś, psa nakarmił i trochę odpoczął, a potem postanowił że popracuje nad kolejną techniką w ramach samodoskonalenia i realizacji swego celu zyskania wielkiej mocy. Dlatego też poszedł do sali treningowej którą dziś rano jeszcze gruntownie posprzątał. Najlepszym obiektem do jej wypróbowania będzie i tak już zepsuty automat. Lecz co to miała być technika? Ostatnio opanował tworzenie cienkich wiązek energii wystrzeliwanej z palca. A co gdyby spróbował zrobić coś takiego, ale z innego miejsca? A ściślej – z oczu? Lecz zaraz, zaraz – czas odpowiedzieć na pytanie czemu akurat z oczu. A przykładowa sytuacja: Honoberuto rozmawia z kimś na bardzo poważny temat i w pewnym momencie mówi „Spójrz mi w oczy”. A ten stosuje się do polecenia i po chwili ma dwie dziury w czaszce i mózgu nawet się niczego nie spodziewając! A to tylko jeden z jego pomysłów na zastosowanie takiego triku, taka technika będzie także przydatna jeśli ręce będzie miał zajęte a coś będzie chciał przedziurawić. No, przyda się.
Lecz jak wykonać strzał promieniami z oczu? Zapewne jakoś analogicznie co w przypadku palców: Zgromadzić dużą ilość energii na małym obszarze i ją uwolnić. Ale palec a oczy to jednak coś innego. Największy chyba problem sprawiać będą jego ciemne szkiełka. Rzecz jasna wygląda w nich dobrze, lepiej niż ktokolwiek inny z bazy by w nich wyglądał. Ale to nie zmienia faktu że w tym momencie utrudniały nieco sprawę, bo najprościej byłoby chyba stworzyć promienie bezpośrednio na gałkach ocznych. Ale skoro się nie da – to trzeba radzić sobie inaczej. Prawdę mówiąc nic nie stało na przeszkodzie aby energię zebrać tuż ZA gałkami ocznymi oraz szkiełkami. Tą właśnie drogę do wykonania techniki postanowił obrać. Zebrał energię pod skórą przy łuku brwiowym, przy kościach jarzmowych i przy przegrodzie nosowej, a więc wokół krawędzi obu oczodołów. Następnie wyzwolił ją spod niej i teraz jego oczodoły zalśniły setkami naprawdę malutkich iskierek. Po chwili łącząc się i splatając niczym jakieś włókienka utworzyły coś w rodzaju sieci. A potem ta sieć gładko się jakby rozlała i przekształciła w jednolitą, elastyczną błonę wydzielającą z siebie ciepło. Jaszczur odczuł pewną różnicę w interpretacji widzianego przez siebie obrazu: Inaczej teraz świat wyglądał. Znaczy niby widział wszystko i wiedział gdzie co jest, ale wyglądało jakby było zrobione z płomieni czy czegoś podobnego. To była oczywiście tylko iluzja spowodowana przysłonieniem jego oczu przez ogniopodobną energię. Teraz wyszukał wzrokiem odpowiedniego obiektu: Gruchy od zepsutego automatu. To ona będzie celem. A więc skoro zebrał energię i wybrał cel, pozostało wystrzelić oba promienie. W tym celu w nieco głębszych częściach oczodołów, między błonami a ciemnymi szkłami, wytworzył po jeszcze jednej iskierce. Obie zwinął w maluteńkie kulki energetyczne i po chwili wyrzucił je tak, że trafiły w sam środek iskrowych błon. Te zostały przebite i wystrzelone kulki poleciały dalej, a za nimi w dwurzędzie ustawiły się wszystkie iskierki tworzące błony, niczym semeni na koniach broń drzewcową dzierżący i nadstawiający. W ten sposób uformowane zostały dwa świecące promienie wystrzeliwujące z jego oczodołów. Pęd walecznej jazdy w obu rzędach poskutkował trafieniem w boki celu (czyli automatowej gruchy) po czym przebiły go na wylot i lecąc dalej trafiły w panel automatu za gruchą wbijając się weń i kończąc gdzieś w jego środku ostatecznie wybuchając i tworząc coś w rodzaju małych jam w urządzeniu. Promienie znikły. Udało się mu, technika została wykonana poprawnie. Widząc że zamiary zostały spełnione, uśmiechnął się i zachichotał z satysfakcją. Ale to jeszcze nie był koniec. Wiedział, że ta technika jest także zdolna do przecinania różnych przedmiotów, a przed chwilą jedynie „ukłuł” swój cel, wbił weń promienie. Ale i na cięcie miał pewien pomysł. Podszedł do automatu, odwrócił go gruchą do ściany i wrócił na poprzednią pozycję. Podobnie jak przed chwilą zebrał energię wokół oczodołów, utworzył błony i je przebił. I tu zaszła pewna zmiana. Tak jak i wcześniej, kawaleria ustawiła się w dwurzędach. Jednakże tym razem nie pozostawiła swych rohatyn w celu, a zabrała je z powrotem, zawróciła swe rumaki i pognała z powrotem do swego obozu, jedynie płytkie wgłębienie ostatecznie pozostawiając. Wyglądało to tak jakby malutkie pociski odbiły się od celu i powróciły do oczodołu. A gdy jaszczur skierował głowę nieco w dół, iskierki znów pognały, tym razem po nieco innej trasie. Powstał dwurząd niezbyt głębokich wgłębień na ścianie automatu, co razem utworzyło pozór dwóch cięć. Pędzący semeni zostawili swe bronie dopiero na samym dole atakowanej ściany i dopiero gdy tam dotarli, zaniechali powrotu do oczodołowej bazy. W ten sposób utworzone zostały dwie „rany” kłute oraz dwie cięte. Gad uznał, że technikę już opanował i może sobie pozwolić na odpoczynek.
Na takowy też się udał, jednak nie trwał on długo bo było to ledwie pięć minut nicnierobienia. A potem wyszedł z domu szukając zajęcia.

z/t
avatar

Honoberuto
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 474

Powrót do góry Go down

Re: Dom Honoberuto

Pisanie by Sponsored content



Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach