Szczyt Wieży Korina

Strona 5 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Szczyt Wieży Korina

Pisanie by Admin on Wto Wrz 08, 2015 4:50 pm

First topic message reminder :

Jak sama nazwa wskazuje, jest to szczyt, czyli koniec totemopodobnego słupa. Znajduje się tutaj niewielka budowla, kształtem i wyglądem przypominając bączek, jakim zwykły się kiedyś bawić dzieci. Filary wbudowane na skraju okręgu podtrzymują sufit. Na samym środku platformy znajduje się fontanna. Nie jest to jednak zwykła fontanna, gdyż wcale z niej nie wydobywają się strumienie wody. Nad nią unosi się kulisty obiekt, przypominający bańkę mydlaną. Na jej wierzchu (fontanny) wyrzeźbione są zwierzęta, dokładniej mówiąc słonie. Podtrzymują one niewielką, ręcznie zdobioną buteleczkę. Ciekawe co takiego się w niej znajduje?
Z jednej strony "bączka" zbudowane są schody, które prowadzą do środka tego architektonicznego cudu. Dalej jest już tylko część mieszkalna, w której na co dzień mieszka strażnik wieży - kot Korin.
avatar

Admin
No.1 Whis' Fanboy

Liczba postów : 346

http://dbanotheruniverse.forumpolish.com

Powrót do góry Go down


Re: Szczyt Wieży Korina

Pisanie by Kurisu on Sob Wrz 23, 2017 5:48 pm

Saiyanin chciał być miły, ale chyba mu nie wyszło. Kot był nieco zniesmaczony tym, że został dotknięty przez chłopaka. W takim razie przestał go dotykać i wstał na nogi. Zauważył, że coś jest nie tak. Koci Mistrz zachowywał się inaczej, niż za pierwszym razem, kiedy tutaj dotarł. Coś musiało nie dawać mu spokoju. Nawet na chwilę odwrócił się do nich plecami, aby przyjrzeć się dokładniej. Musiał coś wyrzuć, tak jak tamten Indianin na dole wyczuł energię Kurisu. Postanowił jednak zapytać się o to nieco później, jak Ryu skończy z nim rozmawiać. Odszedł kawałek od nich, aby im nie przeszkadzać w rozmowie. Pomyślał, że skorzysta z wolnej chwili i nieco potrenuje. Wyobraził sobie niewidzialnego przeciwnika, a następnie zaczął z nim walczyć. Po chwili jednak podsłuchał z rozmowy, jak Ryu prosi o fasolki.
- Czy ja też mógłbym poprosić o jedną? Jestem cały obolały po walce. - Powiedział z małym uśmiechem na twarzy, a po chwili zaczął kontynuować swój trening. Próbował skupić się na walce z niewidzialnym przeciwnikiem, ale jedno nie dawało mu spokoju. Coś wisiało w powietrzu i Koci Mistrz był tym najwyraźniej poddenerwowany.

Start treningu.
avatar

Kurisu

Liczba postów : 146

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Wieży Korina

Pisanie by Haricotto on Pon Wrz 25, 2017 10:10 pm

MG

Korin spojrzał podejrzliwie na Ryu, po czym przystawił sobie kubek do ust, zapominając, że nie ma w nim już kawy. Pokręcił niezadowolony wąsami, po czym znów zerknął na Ryu.
- Skąd wiesz o istnieniu Senzu? - zapytał. Ponownie odwrócił swą głowę do tyłu. To, co wyczuł, nie dawało mu spokoju. Nie wiedział jednak, co może to zwiastować. Równie dobrze może to być coś złego, jak i coś bardzo dobrego.
- Armia Czerwonej Wstęgi to jedno, ale o Senzu wie niewielka garstka osób. A Ciebie nie kojarzę. Znam tylko tego tutaj. - po czym wskazał kciukiem na Kurisu, który również chciał otrzymać ową magiczną fasolkę.
- Nie mogę wam jej dać, przykro mi. - pokręcił przeczącą głową na boki i odwrócił się na pięcie. Podszedł do barierki, spoglądając w dal, w miejsce, z którego dochodziła energia którą wyczuł. Sam do końca nie wiedział, co zwiastowała.
- Czujecie to? - zapytał, nie odwracając się do nich.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1397

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Wieży Korina

Pisanie by Ryu on Pon Wrz 25, 2017 11:10 pm

Najwidoczniej kot nie za bardzo ufał naszemu bohaterowi, mógł o tym świadczyć sposób w jaki na niego spojrzał. Jak się okazało, o fasolkach wiedziała tylko wąska grupa wybranych osób. Cóż, nie było w tym nic dziwnego, przecież informacji o Senzu nie rozrzuca się na prawo i lewo, a Korin nie był chyba zbytnio zadowolony z faktu, że jakiś obcy, po którym nawet nie wiedział czego się spodziewać, wie o tak niezwykłych fasolkach.
- Długo by tłumaczyć. W skrócie, pan Kame udzielił mi tych informacji.
Tu się nieco uśmiechnął mając nadzieję, że od teraz kocur stanie się bardziej ufny wobec Ziemianina, bo przecież, z całą pewnością staruszek nie udzielał takich informacji każdemu kogo spotkał, musiał mieć ku temu jakiś powód. Jednakże, jego chwilowy uśmiech po chwili znikł, a jego wzrok powędrował na podłoże. Zostało to spowodowane tym co powiedział mu gospodarz wieży. Liczył na to, że jednak otrzyma ich parę. Naprawdę by mogły one pomóc jemu i jego kompanom w pozbyciu się RR. Więc przybył tu na marne? Zresztą, co on sobie myślał, przecież oczywistym było, że nie da on ich komuś kogo widzi pierwszy raz na oczy, że nie da ich Ryu. Musiał się niestety pogodzić z odmową.
- W porządku, rozumiem…
Po chwili wzrok jego powędrował na tego, który odmówił mu Senzu. Z jakiegoś nie wiadomego powodu podszedł on bliżej barierek, może chciał wypatrzeć stąd jakieś widoki?
- Wybaczy pan, ale nie mam tak dobrego węchu. – Uśmiechnął się spoglądając na ucznia staruszka Kame, lecz po chwili zrobiło mu się nieco głupio i zaczął drapać się po potylicy – Przepraszam za to…
Właściwie to słowa Korina nieco zaniepokoiły wojaka w białym gi, lecz nie dał od razu tego po sobie poznać i postanowił to zamaskować takim małym, niezbyt udanym żartem z jego strony. O ile można było to nazwać żartem…
- Nie, ja nic nie czuję. – Tu spojrzał na Saiyanina – Kurisu, a ty?
Chłopak musiał to przyznać, kot miał niezwykle wyczulony węch, no cóż, pewnie dlatego, bo był zwierzęciem.
avatar

Ryu

Liczba postów : 288

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Wieży Korina

Pisanie by Kurisu on Sro Wrz 27, 2017 9:29 am

Kurisu chwilę potrenował imitując walkę z niewidzialnym przeciwnikiem. Powalczył jakiś czas w międzyczasie podsłuchując rozmowę. Nie dostaniemy fasolek? Trochę szkoda. Ryu miał rację, one mogłyby się przydać podczas starcia z RR - pomyślał. Wtedy Kot wyczuł coś. Kurisu przestał trenować i spojrzał się na Kociego Mistrza, a następnie na Ryu, który próbował wyczuć coś nosem. Stwierdził, że nic nie czuje i zapytał się saiyanina o to samo. Kurisu ze skwaszoną miną zaczął drapać się po głowie i tłumaczyć. Zrozumiał też, że ziemianin również tego nie potrafi.

- To bez sensu, my nic nie wyczujemy. Mieszkańcy tych ziem potrafią w jakiś sposób wyczuwać energię. Co wyczułeś Koci Mistrzu? - Powiedział to ostatnie odwracając się w stronę Kota i podchodząc do niego. Nie wiedział co się dzieje i starał się to zrozumieć. Czyżby uwolniło się jakieś zło? Tak jak mogło to uwolnić się z zapieczętowanego przedmiotu, który dostarczył wcześniej Korinowi? Po chwili wpadł na pewien pomysł. Chciał pomóc Ryu, dlatego postanowił teraz on spróbować.

- Koci Mistrzu. Z całym szacunkiem - możemy się tam udać i sprawdzić co to, a Ty dasz mi za to w zamian fasolkę albo dwie. Umowa stoi? - Powiedział z małym uśmiechem na twarzy wyciągając w stronę kota swoją dłoń. Miał nadzieję, że Ryu dostanie swoje fasolki. Skoro mu nie dał, to może da Kurisu, którego Kot już wcześniej trochę poznał?

Koniec treningu.
Reg 10%
avatar

Kurisu

Liczba postów : 146

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Wieży Korina

Pisanie by Haricotto on Sro Wrz 27, 2017 12:24 pm

MG

Korin przemilczał żart Ryu, mimo, że się pod nosem uśmiechnął. Nie ukazał tego, ponieważ cały czas stał tyłem do Ryu i Kurisu. Położył łapę na barierce i zacisnął ją. Nie wiedział co się dzieje, a sam nie mógł tego sprawdzić. Nie mógł opuścić swojej wieży. Nie, kiedy czyhał na nią Chocolay, sługus Łamaczy Czasu. Wtem, Kurisu zaproponował wymianę, która wydała się być uczciwa. Kocur odwrócił się do nich. Spojrzenie jego było poważne, brwi miał zmarszczone. 
- Dobrze. Jeśli sprawdzicie co to, dam wam fasolki Senzu. Musicie jednak uważać. Wyczuwam obcą energię Ki, ale nie mogę stwierdzić, czy jej posiadacze są pozytywnie nastawieni do nas. Musicie być bardzo ostrożni. Wydaje mi się, że szukają czegoś konkretnego. Gdyby mieli zamiar zniszczyć Ziemię, rozpoczęliby już pierwsze ataki. Myślę, że RR o nich nie wie... jeszcze. Pojawili się nagle, jakby się tu po prostu teleportowali lub zakłócili w jakiś sposób satelity i radary... - przerwał, biorąc głębszy wdech i powoli wydech. Ponownie się odwrócił do nich plecami i wyciągnął rękę przed siebie, wskazując im kierunek, w którym powinni się udać.
- Znajdują się na Papayi, wyspie na której organizowane są Turnieje o Najlepszego Pod Słońcem. Być może właśnie dlatego wybrali to miejsce. Może szukają najlepszych wojowników Ziemi? - zadał pytanie, ale nie oczekiwał odpowiedzi. To była czysta retoryka. Po chwili znów odwrócił się mordką do dwóch chłopców.
- Jeśli uda wam się wrócić, otrzymacie Senzu. No, nie traćcie więcej czasu. Lećcie. - machnął łapą, poganiając ich, sam natomiast udał się do swojej komnaty, aby się przygotować. Pytanie brzmiało, na co?

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1397

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Wieży Korina

Pisanie by Ryu on Czw Wrz 28, 2017 7:55 pm

Więc Indianie, ludzie, którzy zamieszkują tutejsze ziemie, na których także znajdowała się wieża, potrafili wyczuwać obcą energię ki. Na twarzy chłopaka pojawiło się zaskoczenie, nie spodziewał się, że można jakimś sposobem wyczuwać energię innych osób. Młodzieniec bardzo by się chciał dowiedzieć w jaki sposób to robią, z pewnością jest to niezwykle przydatna umiejętnośc, jednakże pewnie nie zdradzą mu tych tajników. No nic, mówi się trudno, najwyżej zwróci się z prośbą o naukę do mistrza Haricotto, on z pewnością będzie w stanie to zrobić. Młodzieniec poczuł się mile zaskoczony tym co powiedział Saiyanin i uśmiechnął się do niego słysząc jego słowa. Kurisu postanowił, że tym razem on zapyta Korina o możliwość otrzymania fasolek, najwidoczniej chciał pomóc naszemu bohaterowi. Kocur oznajmił, że takowe otrzymają, jednakże pod warunkiem, że udają się w miejsce, które wskaże. W miejsce, z którego coś wyczuł. Była to chyba dość uczciwa wymiana, oni polecą sprawdzić co się dzieję, a w nagrodę otrzymają fasolki. W zasadzie, czyżby i kot był w stanie wyczuwać ki? To by było bardziej logiczne niż to, że wyczuł to dzięki swojemu węchowi. To co powiedział po chwili gospodarz wieży rozwiało wszelkie wątpliwości Ziemianina. Więc istniało prawdopodobieństwo wywiązania się walki, ze względu na to, iż kot nie był w stanie dokładnie stwierdzić czy posiadacze tych energii są nastawieni pokojowo czy wręcz przeciwnie. Cóż, jeżeli przybyli na Ziemię jako agresorzy to Ryu nie będzie im mógł pozwolić na to, aby mogli krzywdzić niewinnych ludzi i zagrozić planecie. Jej mieszkańcy i tak już bardzo wiele wycierpieli. Cała planeta wiele wycierpiała. Chłopak jednak po cichu liczył na to, że nie trzeba będzie z nimi walczyć. Okazało się, że ich celem była wyspa Papaya. W sumie, było dobrym pomysłem udanie się tam, być może znajdować się mogą tam jacyś wojownicy, jednakże przecież żaden turniej sztuk walki od bardzo dawna się nie odbył, a przynajmniej  Ziemianin o żadnym nie słyszał w ostatnim czasie, więc nie było to jednak zbyt przemyślanym posunięciem, lecz pewnie nie zdawali sobie z tego sprawy. W każdym razie, parę sekund później, dwójka naszych bohaterów została opuszczona przez Korina, ponieważ ten udał się do jakiegoś pomieszczenia. No cóż, chyba nie zostało im póki co nic innego jak tylko się udać we wskazane miejsce.
- No dobra, ruszajmy.
Zwrócił się do Kurisu, a już po chwili jego kroki zostały skierowane ku barierkom. Parę sekund później uniósł się nad barierkami, sprawdził czy Saiyanin jest gotowy do lotu, a gdy tak było to ruszył przed siebie oczywiście nie z pełną prędkością, a z taką, aby uczeń Kame był w stanie nadążyć za naszym bohaterem.

[z/t]
avatar

Ryu

Liczba postów : 288

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Wieży Korina

Pisanie by Kurisu on Pią Wrz 29, 2017 12:02 am

Odwrócił się w stronę ziemianina z małym uśmiechem na twarzy i położył swoją rękę przyjacielsko na jego ramieniu, a po chwili się odezwał.

- Dostaniesz swoje fasolki. Mi nie zależy na nich, więc oddam ci swoje. Tylko nie zużyj ich na głupoty. - Po czym puścił go i odszedł na bok. Wtedy Kot wszystko powiedział chłopakom o nowej energii, którą Kot wyczuł i wskazał im miejsce, w które mają się udać. Niby nic trudnego - polecieć, sprawdzić o co chodzi i wrócić po fasolki. Kurisu dalej czuł się nieco obolały po walce z Ryu, ale dochodził już powoli do siebie i odzyskiwał stopniowo siły. Miał nadzieję, że będzie w pełni sił, gdy w razie czego dojdzie do najgorszego, na co aktualnie wcale się nie nastawiał. W tej chwili cieszył się tylko i wyłącznie tym, że nie jest sam. Że ma towarzysza. Że ma sojuszników. Niczego w tej chwili więcej nie potrzebował.

Kot postanowił pójść do siebie na dół i zostawił młodych wojowników samych. Ryu zaproponował polecieć od razu na wskazane przez Kociego Mistrza miejsce.

- Chcesz lecieć tam od razu? No dobra. - Leniwie przeciągnął się do tyłu, a następnie podszedł do barierek i wyskoczył przez nie unosząc się za nimi w powietrzu. Ruszył zaraz za Ryu dotrzymując mu kroku. Zmierzał prosto za nim.

- Kiedyś słyszałem coś o wyspach Papaye, ale jeszcze nigdy tam nie byłem. Może zrobimy jakąś rozgrzewkę, zanim się tam udamy? Lepiej będzie być przygotowanym na ewentualności.

[z/t]
avatar

Kurisu

Liczba postów : 146

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Wieży Korina

Pisanie by Haricotto on Sob Wrz 30, 2017 1:21 pm

MG

Koniec przygody.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1397

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Wieży Korina

Pisanie by Ryu on Nie Gru 10, 2017 10:34 pm

Plan Ryu zadziałał. Udało mu się. Mógł uciec z wyspy. Jednakże, wszystko po kolei. Wiadomo, gdy tylko nasz Ziemianin ujrzał Fabu ten odleciał w bok w momencie, w którym jaszczura i wojaka w białym gi dzieliła jeszcze dość spora odległość. Kiedy to już nastało uczeń Haricotto ruszył za bio-androidem. Brunet przefrunął nad ogoniastym licząc, że ten wpadnie na jednego z ryboludzi, lecz tak się nie stało, gad zatrzymał się kilka metrów przed żołnierzem Sharke. Ktoś mógłby teraz pomyśleć, iż chłopak został trafiony jakimś promieniem energetycznym lub kulą, jednakże to nie nastąpiło, dlaczego? O dziwo ryboludzie, których mógł dostrzec swym wzrokiem syn rybaka wyglądali na jakichś takich… oślepionych? Obrócił się, aby sprawdzić czy pozostałych żołnierzy z okręgu również to dotknęło. Odpowiedź brzmiała ''Tak’’.
- Nie wiem, co im się stało, ale… - przerwał na chwilę myśl, aby się odwrócić – nie powinienem tracić czasu…
I ruszył przelatując nad przybyszem z kosmosu. Spieszył się, leciał najszybciej jak mógł w swoim aktualnym stanie. Chciał jak najszybciej znaleźć się na wieży kota Korina. Brunet liczył, że pomoże on Aymi. Przecież był w stanie to zrobić, a w zasadzie nie on, a fasolki senzu. Fasolki, które Ryu miał otrzymać, gdy tylko poleci wraz z Kurisu sprawdzić, co się dzieje na wyspie Papayi. No, sprawdzili… i się okazało, że przybysze byli najeźdźcami. Spojrzał na Aymi.
- Jak to się mogło stać?
Może gdyby nie ta złamana noga to mógłby uratować ją, pomóc jej? Może gdyby wtedy za nią ruszył to nie byłaby teraz w takim stanie? Może gdyby był szybszy to udałoby mu się wyjść wtedy bez szwanku? A może gdyby był tylko silniejszy to sam byłby w stanie zatrzymać ten promień energetyczny?
- Chciałbym… Chciałbym tak bardzo być silniejszy…
Chciał zdobyć moc. Moc, dzięki, której pokonałby każde zagrożenie.
- Chciałbym być taki jak mistrz Haricotto…
Dlaczego pomimo tego, że tak ciężko trenował, oddawał się ciężkim treningom i tak był za słaby? Tak bardzo chciałby być taki jak Saiyanin.
- Dlaczego jestem taki słaby?
Kilka chwil później po jego policzkach zaczęły spływać łzy. Chciał coś znaczyć, nawet nie był wystarczająco silny, aby móc zostać i walczyć tylko w jego ręce została oddana Aymi, tak jakby tylko do tego się nadawał. Pojedyncze krople zaczęły spływać na twarz rudowłosej.
- Tak bardzo… tak bardzo chciałbym móc wszystkich ochronić…
Podniósł głowę, aby sprawdzić gdzie się aktualnie znajduje i nawet nie zauważył, gdy zamiast nad oceanem zaczął lecieć nad lądem, a w zasadzie to nad lasem. Kojarzył ten las…
- Już niedaleko…
Po jakichś kilku, może kilkunastu minutach dostrzegł w oddali słup zarysowujący się na horyzoncie.
- Trzymaj się, Aymi.
Gdy znalazł się przed słupem zaczął lecieć wzdłuż niego. Po pewnym czasie dostrzegł znajomą budowlę, a po kilku chwilach wleciał do środka.
- Panie Korinie!
Wykrzyczał i zaczął się za nim rozglądać.
avatar

Ryu

Liczba postów : 288

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Wieży Korina

Pisanie by Haricotto on Pon Gru 11, 2017 7:51 pm

MG

Korin, słysząc ponaglający go głos Ryu, wygramolił się ze swojego mieszkania, tak szybko i tak nie zdarnie, że prawie wywrócił się na schodach. Kiedy wyszedł naprzeciw Ryu, stał w samych kapciach, do których przyczepionych było kilka listków papieru toaletowego. Czyżby przerwano mu w posiedzeniu? Na to wyglądało. 
Spojrzał na Ryu i dokładnie obejrzał Aymi. Już wiedział co się stało. Kiedy spędzał czas w swoim ulubionym pomieszczeniu, przeczuwał, że coś poszło nie tak. Jego czarnowidzenie nigdy nie było tak jasne.
- Opowiedz mi co się stało, chłopcze. - zagadał do ziemianina, widząc, że i on sam nie był w najlepszym stanie. Coś go trapiło, widać to było aż za bardzo. Nie tracąc więcej czasu, wyjął zza pazuchy mieszek z magicznymi fasolkami Senzu i wręczył go Ryu.
- Daj jej jedną... - wyszeptał, patrząc chłopakowi prosto w oczy. Zerknął po chwili w bok, na fontannę stojącą na środku wieży.
- Chyba nie ma wyjścia. Już czas, abyście posmakowali Świętej Wody!

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1397

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Wieży Korina

Pisanie by Aymi on Wto Gru 12, 2017 12:19 am

Frontalne uderzenie a po nim kopniak na tors zablokowany ramieniem. Odskoczyła delikatnie, by zaraz wybić się ostro z zamiarem wpakowania ojcu kolana między żebra, to jednak zostało zatrzymane przez jego silną dłoń, a ona sama dostrzegła prześlizgujące się między jej rękoma ramię, chwilę później obrywając.
- DODGE! - padło z ust mężczyzny dokładnie w tej samej chwili. Dziewczyna poleciała w tył, wylądowała chwiejnie na nogach, robiąc kolejne kilka kroków za siebie, by złapać równowagę. Czując, że nie da rady, odepchnęła się stopami od podłoża, zrobiła przewrót i wylądowała w przysiadzie, rozmasowując klatkę piersiową.
- Nieźle sobie poradziłaś - pochwalił córkę, uśmiechając się delikatnie. - Najważniejsze to zawsze być gotowym na atak przeciwnika, pamiętaj.
- Hai! - przytaknęła od razu, stając w pozycji bojowej. Nim jednak ruszyła z kolejnym natarciem, kątem oka dostrzegła matkę niosącą kosz.
- Ay-chan, Cotto-kun, zróbcie sobie przerwę - rzekła uśmiechnięta kobieta. - Mam nadzieję, że zgłodnieliście, bo przyniosłam naleśniki. Z jagodami - dodała, puszczając oczko do małej czerwonowłosej, na której ustach pojawił się szeroki uśmiech.
Zgodnie stwierdzili, że przerwa i posiłek będą idealne na tę chwilę. Dziewczyna rozłożyła na trawie koc, wraz z rodzicami ułożyła na nim trzy talerze, a gdy wszystko było przygotowane, Kitsune rozpakowała półmisek z parującymi jeszcze nadziewanymi plackami. Cała trójka zasiadła do posiłku, a Ay od razu wgryzła się w jagodowy przysmak. Moment później poczuła na kolanach ciężar i spojrzała w ślepia Shiro. Nie wiedziała dlaczego, ale nagle zrobiło jej się smutno. Pogładziła lśniącą sierść kota, a po jej policzku spłynęła pojedyncza łza.
- Aycia, coś nie tak? - spytał nieco zmartwiony brunet, dziewczyna zaś szybko otarła oczy, uśmiechając się niezręcznie.
- To nic, tylko sobie coś przypomniałam - wytłumaczyła krótko, drapiąc mruczącego przyjaciela za uchem.
- Co takiego? - dopytywała ognistowłosa, kładąc córce dłoń na ramieniu. - Jeśli coś cię gnębi, to możesz nam powiedzieć.
Aymi przygryzła lekko wargę, znów spojrzenie utkwiwszy w ślepiach swej małej pantery. Małej, a przecież pamiętała go jako dużego kota buszującego z nią po drzewach.
- Przypomniało mi się po prostu, jak Shiro spadł Tensie na głowę i ją przewrócił - stwierdziła po chwili. Czy to właściwie miało miejsce?
- Rozumiem - rzucił z lekkim grymasem uśmiechu Haricotto, tarmosząc jej włosy. - Tensa to twoja nowa koleżanka, tak? Chętnie ją z mamą poznamy.
Mała spojrzała na niego zdziwiona. Jak to "chętnie poznamy"? Przecież tata znał Tensę, walczył z nią na polanie, kiedy... Kiedy widziała go po raz pierwszy. Znów miała łzy na policzkach, zdawało jej się jednak, że nie są one jej własne. Powoli docierało do niej, że to co widzi, nie jest realne. Spojrzała załzawionymi oczami na matkę, która jak zawsze otwierała przed nią swe ramiona. Wtuliła się w nią mocno, nie chcąc odchodzić. Poczuła dłoń ojca na głowie.
- Maleńka, cokolwiek się stanie, wiedz, że oboje z mamą bardzo cię kochamy - zapewnił, a rudowłosa na potwierdzenie ucałowała jej odkryte czoło.
- Wiem - załkała cicho, zaciskając powieki. - Ja też was kocham. Kocham cię, mamo...
- Moja mała Ay...
Czuła jej ciepło wokół siebie, gdy wizja zaczęła się rozpadać, a ona znów odpływała daleko. Wiedziała, że szczęśliwe dzieciństwo u boku ojca i matki nie było jej dane. Rzeczywistość była inna...

Ryu leciał z nieprzytomną dziewczyną wzdłuż słupa wieży, aż w końcu dotarł na szczyt, od razu wołając Korina. Ten zjawił się pospiesznie, od razu sprawdzając stan młodej halfki.
- Mamo... - wyrwało się szeptem z jej ust, a dłoń podświadomie zacisnęła na materiale koszuli chłopaka jej towarzyszącego. Brunet mógł dostrzec ściekającą spod jej powieki łzę, choć sama dziewczyna jeszcze w pełni się nie ocknęła, dryfując gdzieś między senną marą a rzeczywistością. Była słaba i poobijana, a to nie sprzyjało obecnej sytuacji zagrożenia ze strony rybiej rasy. Kocur z wieży polecił dać jej fasolkę, jednak czy w tym stanie była zdolna ją przełknąć?

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

avatar

Aymi
Mistrz Gry

Liczba postów : 582

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Wieży Korina

Pisanie by Ryu on Sro Gru 13, 2017 12:06 am

W bardzo krótkim czasie kot pojawił się przed naszym bohaterem. Kocur przebywał tutaj jedynie w samych kapciach, na których znajdowało się kilka listków papieru. Chyba przed chwilą musiał robić coś bardzo ważnego, lecz każdy powinien doskonale wiedzieć o co chodziło, nie trzeba było tego opisywać. Po chwili Ryu zaczął tłumaczyć Korinowi co się stało.
- Ci przybysze, których pan wtedy wyczuł okazali się być przedstawicielami rasy Sakan. Przybyli oni na Ziemię, aby zebrać energię, ponieważ tylko w taki sposób mogli uratować swą planetę. Poza mną i Kurisu pojawiło się tam jeszcze kilka innych osób. Większość oddała im swoją energię, a potem… stało się to… - Tu spuścił wzrok spoglądając na dziewczynę – oszukali nas i zaatakowali Aymi, gdy ta była sama.
Podniósł głowę i zaczął spoglądać w horyzont.
- Reszta została i teraz walczą z nimi. Ale wie pan co? Nie martwię się o nich, ponieważ wiem, że została tam osoba, dzięki której uda im się wygrać. Jest to najsilniejszy wojownik, jakiego znam.
Po chwili poczuł jak coś złapało go za ubranie. Była to oczywiście rudowłosa, która zacisnęła dłoń na gi naszego wojaka. To, na co parę sekund później zwrócił uwagę chłopak były łzy, które spływały spod powiek dziewczyny.  
- Chyba dręczą ją jakieś koszmary…
Brunet mógł jedynie domyślać się, o czym aktualnie śni ogoniasta, lecz jednego był absolutnie pewny, nie było to nic przyjemnego.
Wzrok Ziemianina momentalnie poleciał na kocura, który trzymał w łapie jakiś tajemniczy woreczek. Najwidoczniej zamierzał on przekazać go naszemu bohaterowi. Czyżby... Czyżby to właśnie były one? Fasolki Senzu? Słowa Korina wskazywały na to, że tak. Postanowił obudzić w końcu dziewczynę. Potrząsnął delikatnie rękoma.
- Aymi, obudź się.
Kiedy zobaczył, że otworzyła oczy postanowił przykucnąć, a potem zaczął powoli kłaść ją na podłodze. Wziął woreczek, a następnie rozwiązał go, zajrzał do środka. Jego oczom ukazało się kilka fasolek Senzu, czyli tak jak przypuszczał na początku.
- Według tego co powiedział mi pan Kame to powinna wrócić natychmiast do zdrowia...
Wyciągnął jedną fasolkę prawą dłonią, a drugą odłożył woreczek na bok. Podniósł wolną dłonią głowę poszkodowanej, podtrzymując ją oraz kierując Senzu ku jej ustom.
- Aymi, zjedz to.
A parę sekund później na oczach chłopaka zaczęły się dziać niesamowite rzeczy. Wszystkie obrażenia rudowłosej zniknęły w przeciągu ułamków sekundy. Na jego twarzy zagościł uśmiech. Cieszył się, że jest już zdrowa. Nagle ją przytulił.
- Cieszę się, że już z tobą jest wszystko dobrze.
Puścił ją dalej się uśmiechając, a potem spojrzał na gospodarza wieży będąc zaciekawionym jego słowami.
- Świętej Wody? Czym jest ta Święta Woda?
Czyżby mu chodziło o wodę pochodzącą z tej fontanny? A może znajdowała się ona w tej buteleczce? Za niedługo się o tym przekonamy.
avatar

Ryu

Liczba postów : 288

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Wieży Korina

Pisanie by Haricotto on Sro Gru 13, 2017 5:28 pm

MG

Korin wydawał się być zatroskany. Spędził trochę czasu z tą dwójką, więc czuł do nich dziwną więź. Zdawał sobie sprawę, że potrzebowali jego pomocy. Potrzebowali fasolek Senzu, które potrafił wyhodować. Nie okazywał tego, ale czuł się dumny, że w chwili zagrożenia mógł być pomocny.
Ryu podał Aymi fasolkę, a kiedy ta ją rozgryzła i połknęła, dosłownie w sekundzie odzyskała wszystkie siły. Siniaki poznikały, zadrapania również, wszystkie obite i stłuczone miejsca były jak nowe. Na twarzy Ryu pojawił się uśmiech. Mordka kocura również wykrzywiła się samoczynnie, jednakże szybko uśmiech ten został ukryty.

Korin zerknął w bok, po czym zamruczał pod nosem, skubiąc się łapą po brodzie. Westchnął po chwili i pokręcił głową na boki.
- Najpierw Armia Czerwonej Wstęgi, a teraz jeszcze to... Ta planeta chyba nigdy nie zazna spokoju. Dobrze, że Daimao jest zapieczętowany, eh... - podszedł do fontanny, która w postaci rzeźbionych małych słoni, podtrzymywała ręcznie zdobioną buteleczkę. Wziął ją w swoje kocie łapy i z powrotem podszedł do Aymi i Ryu. 
- W normalnych okolicznościach oczekiwałbym od was piekielnego zaangażowania w przygotowane przeze mnie wyzwanie, ale w tej chwili ważą się losy Ziemi. Miejmy nadzieję, że nie dojdzie do pojednania między naszymi wrogami. Wtedy byliby jeszcze straszniejsi. - powiedział, po czym wręczył butelkę Ryu i nakazał mu ją otworzyć i upić łyk.
- Święta Woda ma magiczne właściwości. Napijcie się jej, a wasz poziom bojowy wzrośnie. Pamiętajcie jednak, że wiąże się z tym okropny, przeszywający ból, który będziecie musieli znieść. Musicie być odpowiednio mocni fizycznie i psychicznie, w innym wypadku możecie umrzeć. - wyraz jego twarzy był poważny. Żarty się skończyły. On nowej mocy lub całkowitej zagłady dzieliły sekundy. Korin rzucił spojrzenie Aymi, po czym spojrzał ponownie na Ryu i skinął głową porozumiewawczo.
_____
Po wypiciu, jeśli się zdecydujecie, poczujecie przeszywający ból w przełyku, jakby ktoś przekłuł waszą szyję tysiącem igieł. Będziecie mieć problemy z oddychaniem, a wasze ciało nie będzie reagować na wasze polecenia. Być może pojawią się w waszych głowach wizje bliskich osób i wspomnienia z nimi związane.
Liczę na porządne opisy. Być albo nie być.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1397

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Wieży Korina

Pisanie by Aymi on Pią Gru 15, 2017 10:42 pm

Znajdowała się na granicy snu i jawy, kiedy usłyszała znajomy głos nawołujący ją do przebudzenia. Otworzyła powoli oczy, jęcząc cicho. Wszystko ją bolało, ledwo mogła się ruszać, a jednak widok twarzy Ryu napawał ją przekonaniem, że wszystko będzie dobrze. Chłopak podsunął coś pod jej usta, nakazując zjeść ową rzecz. Ufała mu, więc zrobiła to bez protestów, powoli przegryzając fasolkę. Dosłownie moment później poczuła, jak cały ból odchodzi z jej ciała, podobnie jak zmęczenie, w zamian za to przepełniała ją dziwna energia. Otworzyła szerzej oczy, podnosząc się gwałtownie do siadu akurat w momencie, gdy brunet ją przytulił. Odwzajemniła jego uścisk, choć była to pierwsza taka sytuacja, odkąd się poznali.
- Ryu... - szepnęła tylko. Szybko rozeznała się w otoczeniu, zauważając również Korina. Zdziwiła się, gdy wspomniał on o jakimś zapieczętowanym Daimao, skupiła się jednak na słowach Ryu i jego pytaniu o Świętą Wodę. Pamiętała z pierwszego spotkania z kocurem, że od wielu lat strzeże on jakiejś wody, nie wiedziała jednak, co to za płyn, ani jakie ma właściwości. Tę wiedzę szybko uzupełnił sam koci mistrz, trzymając już w łapkach buteleczkę znad fontanny, która następnie wylądowała w rękach Ryu.
- Dzięki tej wodzie urośniemy w siłę? - płomiennowłosa była zaskoczona. Tyle razy piła już wodę i nie widziała żadnych niezwykłych efektów. Ten płyn miał być jednak magiczny, a z jego spożyciem wiązało się ryzyko. Przygryzła lekko wargę, zerkając na niepozorną buteleczkę, zaraz potem na trzymającego ją bruneta.
- Musimy stać się silniejsi, jeśli chcemy pokonać tamtych i pomóc tacie i reszcie. Ufam kocurkowi, nie oszukałby nas - kiwnęła głową w stronę Korina, po czym wyjęła butelkę z rąk przyjaciela, nim ten zdążył cokolwiek zrobić i upiła solidny łyk jako pierwsza. Naczynie wróciło do Ryu, a Aymi zmarszczyła brwi. - Hm, smakuje norm...
Urwała nagle, chwytając się za gardło, a oczy niemal wyskoczyły jej z orbit. Krzyknęła krótko, jej głos przeszedł jednak zaraz w charczenie, a ona padła na podłogę, wijąc się na niej niczym wąż. Czuła, jakby tysiące maleńkich ostrzy wbijało się w jej skórę zarówno od wewnątrz jak i zewnątrz, nie mogła złapać tchu. Ostatkiem woli spojrzała na stojącego nad nią kota, moment później jej wzrok zaczął się zamazywać.
Ból był ogromny, wręcz nie do zniesienia. Nigdy przedtem nie czuła czegoś takiego. Nawet starcie z dwójką Sakana nie było aż tak bolesne jak to, co właśnie przeżywała. Świat wirował jej w oczach, nie wiedziała, czy jeszcze jest przytomna, czy może już umierała. Korin mówił o ryzyku, że może się to skończyć śmiercią, jeśli nie będą dość mocni. Czy zawiodła? Była aż tak słaba, by nie przetrwać? Czy właśnie tak miało się to skończyć? Wszystkie starania poszły na marne...

- Ay-chan, wstawaj! Dasz radę! Wiem, że dasz! Mamusia w ciebie wierzy! - głos matki, tak odległy a jednak wyraźny. Widziała jej uśmiechniętą twarz i wyciągnięte ramiona. Stawiała swoje pierwsze kroki, a Kitsune namawiała ją do samodzielności. Podniosła się chwiejnie z trawy, patrząc wprost w jej jasnozielone oczy. Zrobiła niepewny krok do przodu, potem kolejny i następne, aż w końcu wpadła w matczyne ramiona z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Brawo! Wiedziałam, że sobie poradzisz! Moja silna i dzielna dziewczynka.
Wspomnienie rozwiało się, a ona znów czuła ten niewyobrażalny ból. Gdzieś w dali dostrzegła bladoniebieską łunę, która zbliżała się do niej coraz bardziej. Blask zmienił się w falę, która uderzyła w nią z mocą. Spadała. Potem męska dłoń odgarnęła kilka nieposłusznych kosmyków z jej czoła.
- Jesteś naprawdę silna - usłyszała głos ojca, a gdy na niego spojrzała, dostrzegła też uśmiech rozświetlający jego twarz. - Pewnego dnia będziesz silniejsza ode mnie!
Obraz znów się przesunął, a przed jej oczami pojawiały się kolejne wizje. Pochwała ojca, gdy samodzielnie nauczyła się latać, choć był to zaledwie ułamek jej obecnych umiejętności lotu. Pierwsze spotkanie z Jaszczurem u Kame i wyprawa z Tensą. Nauka czytania u Korina. Starcie z fałszywą wersją Tensy. Czas spędzony na zabawach z Shiro, treningi u boku ojca i Ryu, rozmowy z Aiko... Wszystko to było tylko urywkami z przeszłości, czymś, co ją ukształtowało i dzięki czemu zaszła tak daleko. A w głowie raz po raz słyszała głos bruneta, który tłumaczył jej po raz pierwszy, kim tak naprawdę jest.
- Dzieci, które urodziły się z mianem "mieszańca", mają większy potencjał niż ci czystej krwi. Ty jesteś takim mieszańcem.


Nie miała pojęcia skąd, ale wiedziała, że może osiągnąć więcej. Że przetrwa tę próbę, a to pozwoli jej odblokować własny potencjał. I nawet porażka w walce z Sakana jej nie powstrzyma, bo ma swój cel. Musi ostrzec ojca i resztę, ochronić bliskich i przyjaciół. Tylko to było dla niej ważne. Obiecała sobie już kiedyś, że nie pozwoli sobie na stratę nikogo więcej. Nie zamierzała łamać tej obietnicy, tak jak nadal dążyła do wypełnienia przyrzeczenia złożonego nad grobem matki. Tamtych żołnierzy nie udało jej się znaleźć, więc obrona najbliższych miała teraz większy priorytet. A ona nie zamierzała tu ginąć.

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

avatar

Aymi
Mistrz Gry

Liczba postów : 582

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Wieży Korina

Pisanie by Ryu on Sob Gru 16, 2017 3:31 am

- Daimao?
Ryu został zaciekawiony słowami kocura, który najwidoczniej cieszył się z tego, że ten ktoś był zapieczętowany. Chyba musiał być bardzo silny skoro został uwięziony. Zresztą, całe szczęście, ponieważ sytuacja i tak już nie było najlepiej, a pojawienie się kolejnego zagrożenia mogłoby tylko znacznie pogorszyć sytuację. Być może następnym razem chłopak zapyta Korina o tego całego Daimao, ponieważ jak na razie Ziemianin miał znacznie ważniejsze sprawy na głowie niż jakiś gość, który jest gdzieś zamknięty. Parę sekund później gospodarz pojawił się przed dwójką gości z butelką w łapach, która to znajdowała się na fontannie, a więc ta woda musiała znajdować się w środku.
- Ziemia jest… zagrożona?
Brunet nie zdawał sobie sprawy, że jego rodzima planeta może być w niebiezpieczeństwie. To znaczy, zdawał sobie sprawę, że Sakanie mogą skrzywdzić niewinnych ludzi, lecz myślał, że nie ucierpi cała planeta. Czy to znaczyło, że Ziemia może zostać zniszczona?
- Nie, to nie może być prawda.
Nie mógł na to pozwolić, nie potrafił sobie wyobrazić, że ktokolwiek mógł zniszczyć jego dom. Mieszkał tu, więc uważał Ziemię za swój dom. Spuścił wzrok zaciskając pięści.
- Nie pozwolę im…
Chciał pomóc, ochronić tę planetę, lecz co mógł zrobić w swoim aktualnym stanie? Był za słaby, zbyt słaby. Gdyby tylko mógł być silniejszy albo chociaż mógł się transformować w Super Saiyanina, może wtedy byłby bardziej przydatny niż teraz? Cóż, to nie jego wina, że nie urodził się jako Saiyan albo mieszaniec. Był człowiekiem, ale za to nie byle jakim. Z całą pewnością przewyższał siłą typowych przedstawicieli swojego gatunku, lecz czy człowiek mógł coś tu w ogóle zdziałać? Już nawet Kurisu go przewyższył, gdy osiągnął transformację w złotowłosego wojownika, a w zasadzie w złotowłosą wojowniczkę. Cóż, Ziemianin dopiero zaczął się przyzwyczajać do zamiany jego płci. W każdym razie, Korin przekazał Ryu buteleczkę tłumacząc naszej dwójce działanie wody. Okazało się, że była to niezwykła woda mogąca znacznie zwiększyć siłę tego, kto ją wypiję, jednakże wiązało się z tym ogromne ryzyko. Jeżeli chłopak nie był wystarczająco silny mógł po prostu umrzeć. Uczeń Haricotto spojrzał na trzymaną w rękach butelkę.
- Ta woda może nas… zabić?
Mógł otrzymać nowe, niesamowite i wspaniałe moce lub zaliczyć zgona. Jego wzrok poleciał na Aymi, która miała rację. Musieli stać się silniejsi, inaczej mogli im tylko zawadzać, a najbardziej mógł przeszkadzać Ryu. Bez przemiany w Super Saiyana na wiele nie mógł się przydać, lecz czy mógł on podjąć takie ryzyko? Analizował wszystkie za i przeciw. Nagle i niespodziewanie naczynie zostało mu wydarte z rąk przez córkę jego mistrza. Zamierzała ona napić się płynu jako pierwsza. Gdy to zrobiła oddała butelkę brunetowi. Parę sekund później zaczęły się dziać z nią bardzo złe rzeczy. Zaczęło się dziać z nią to, o czym mówił kocur. Wojak był w tym momencie całkowicie bezradny. Nie mógł nic zrobić, musiał wierzyć, że uda jej się wytrzymać ten ból.
- Dasz radę, Aymi!
Postanowił ją wspierać, ponieważ tylko tyle mógł dla niej zrobić w tamtym momencie. Teraz… Teraz przyszła pora, aby podjąć decyzję. Spojrzał na naczynie trzymane w dłoniach. Już wiedział, co go czeka, jeżeli napije się tej wody. Bał się. Bardzo się bał. Wiedział, że może umrzeć. Chciał mocy. Mocy, która pomogłaby mu stać się silniejszym. Właśnie teraz miał okazję ją zyskać. Jeżeli wypiłby ją stałby się silniejszy, istniała taka szansa. Podniósł wieko prawą dłonią. Spojrzał do środka, woda wyglądała zwyczajnie. Rozważał jeszcze przez kilka chwil wypicie tej wody. Po kilku chwilach podjął decyzję. Zaczął przybliżać naczynie do ust, trzęsły mu się ręce, bicie jego serca przyspieszyło. Przyłożył buteleczkę do ust i przechylił ją, lecz nie przełknął wody od razu. Wolał najpierw oddać naczynie Korinowi, co oczywiście uczynił od razu. Zacisnął oczy i przełknął płyn. Smakował normalnie.
- Wszystko albo nic…
Z początku nie poczuł absolutnie nic. No właśnie… z początku. W bardzo krótkim czasie poczuł niesamowity, okropny, nieznośny i niewyobrażalny ból pochodzący z jego gardła. Nie dało się tego opisać. Złapał się obiema dłońmi za gardło krzycząc wniebogłosy. Zaczął powoli się cofać, lecz nie trwało to długo, ponieważ poczuł jak całe jego ciało zostało sparaliżowane, nie mógł się poruszyć. Nie mógł wykonać żadnego ruchu, nawet małym palcem u stopy. Tkwił w takim stanie przez kilkanaście sekund wydzierając się przy tym i trzymając dłonie na gardle. Gdy paraliż ustąpił zaczęły się dziać kolejne rzeczy. Jego oddech przyspieszył, a na całym jego ciele zaczęły się pojawiać pojedyncze krople potu. Nie mógł ustać na nogach, jakby były one zrobione z waty, upadł na lewe kolano. Zaczął ciężko dyszeć. Przy kolejnej próbie nabrania powietrza jego gardło zablokowało taką możliwość. Nie mógł nic zrobić. Jego akcja serca została zatrzymana. Parę sekund później mógł pobrać nieco tlenu z otoczenia. Podczas kolejnej próby znów stało się to samo co poprzednio. Jego ciało zaczęło się mimowolnie przechylać do przodu i ostatecznie upadł plackiem na ziemię. Chciał wstać, lecz wszelkie próby zakończyły się niepowodzeniem. Ciało nie reagowała na żadne jego polecenia. Czy właśnie umierał? Nie mógł się skoncentrować na niczym poza bólem, sytuację nie poprawiał także stan jego organizmu. Podczas próby nabrania tlenu do płuc zaczął się krztusić. Organizm nie pozwalał mu pobrać powietrza. Cierpiał, bardzo cierpiał. Nie wiedział jak długo to potrwa. Tymczasem…

Przed swymi oczyma ujrzał swego najlepszego przyjaciela, Kazumę, znajdowali się nad jeziorem jeszcze jako siedmioletnie dzieci.
- Kazuma, dlaczego zawsze mnie bronisz w szkole przed innymi?
Chłopiec popatrzył się na niego jak na dziwaka.
- Czy to nieoczywiste, głupku? Jesteśmy przecież przyjaciółmi. Przyjaciele sobie zawsze pomagają, prawda?
- No tak… jesteśmy przyjaciółmi.
- Najlepszymi!
Uśmiechnęli się do siebie.
Widział swój rodzinny dom. Słyszał głos, którego od bardzo dawna nie było dane mu usłyszeć. Należał on do kogoś kto już dawno odszedł z tego świata. Został on brutalnie odebrany brunetowi. Był to jego ojciec.  
- Ryu, pora spać!
Chłopiec w tym właśnie momencie oglądał wiadomości, w których prezenter telewizyjny mówił o niepowstrzymanym natarciu Armii Czerwonej Wstęgi.
- Już idę!
Przeszli do sypialni, ojciec właśnie układał swego syna do snu.
- Tato, ale wszystko będzie dobrze, prawda?
- Oczywiście, że będzie.
Mężczyzna skierował swe kroki ku drzwiom.
- Ale… Ale skąd wiesz?
Gdy Tetsuo już miał wyjść zatrzymał się i odwrócił się do syna leżącego na łóżku pod kołdrą, na twarzy rybaka gościł uśmiech.
- Zawsze należy mieć nadzieję na lepsze jutro, synku. Nadzieja to bardzo ważna rzecz, pomaga nam przetrwać nawet w najtrudniejszych chwilach. To dzięki niej wiem, że wszystko się ułoży, Ryu.
Na twarzy chłopca zagościł uśmiech. W tamtym momencie została w nim zaszczepiona nadzieja, że RR nie zniszczy tego wszystkiego.
- Rozumiem.
- Dobrze, a teraz śpij. Dobranoc.
- Dobranoc, tatusiu.
Mężczyzna zniknął zamykając za sobą drzwi. Kolejnym razem znajdował się w lesie trenując z własnym wujkiem jedną z technik.
- Już się poddajesz?
- To bez sensu, nigdy się tego nie nauczę, wujku!
- Nigdy nie mów ''nigdy’’. Przecież wiem, że stać Cię na o wiele więcej, Ryu. To przecież proste, musisz się tylko skoncentrować.
- Koncentruje się od jakichś dwóch godzin i nie potrafię z siebie niczego wykrzesać!
- Spróbuj jeszcze raz.
Chłopak tylko westchnął wyciągając przed siebie lewą rękę wycelowaną  w drzewo. Skoncentrował się i spróbował stworzyć pocisk ki w dłoni, lecz guzik to dało.
- Widzisz, wuju? Nie działa.
Mężczyzna zaczął skubać swój podbródek palcem wskazującym oraz kciukiem prawej dłoni. Wpadł na pewien pomysł.
- Spróbujmy czegoś innego…
Po licznych próbach naszemu bohaterowi udało się nareszcie wytworzyć mały pocisk energii, który poszybował w drzewo, jednakże nie zniszczył go zważając na swe rozmiary. Na twarzy młodzieńca zagościł uśmiech.
- Widzisz? Trzeba próbować zawsze do skutku.
Widział wszystkich. Przed jego oczyma przemykali wszyscy, którzy znaleźli specjalne miejsce w jego sercu. Ojciec, matka, dwie młodsze siostry, wuj Hiro i Kazuma.
Po chwili zobaczył on zwłoki swego ojca, nad którymi stał jako mały brzdąc wraz ze swą matką. Wylewali tony łez widząc jego martwe ciało.
- Tato… Tato… Tatusiu…
Obraz ten został zastąpiony kolejnym. Widział siebie stojącego nad zwłokami Breya i Juuki. Widział jak przysięgał, że ich pomści. Ostatnim obrazem, jakim ujrzał była Ziemia. Nastąpił potężny wybuch. W miejscu, w którym wcześniej znajdowała się planeta była tylko pustka, nie było nic. Usłyszał czyjś śmiech. Należał on do Sharke.
- HAHA! DOSKONALE! TA NIC NIEWARTA PLANETA NARESZCIE ZOSTAŁA ZNISZCZONA! HAHAHAHA!!

Nie wiedział czy przeżyje, lecz wiedział jedno, nie chciał umierać. Nie mógł, nie teraz, nie teraz, kiedy był tak blisko nowej mocy. Musiał wytrzymać. Musiał przeżyć, aby powstrzymać Sakan. Aby ochronić planetę, ochronić niewinnych ludzi. Ochronić najbliższych. Zawsze to on musiał być chroniony przez innych, lecz teraz to on obroni wszystkich! Musiał zniszczyć Armię Czerwonej Wstęgi i przywrócić pokój na tej planecie, aby było tak jak kiedyś. Jeszcze nie mógł umrzeć! NIE! Musiał dać radę! Musiał pomścić wszystkich, którzy zostali mu odebrani! Którzy zostali skrzywdzeni! Żadna woda go nie zabije! PRZETRWA!
avatar

Ryu

Liczba postów : 288

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Wieży Korina

Pisanie by Haricotto on Nie Gru 17, 2017 9:28 pm

MG

Aymi i Ryu upadli na podłogę. Zaczęli się dusić i krztusić. Czuli się tak, jakby igły wbijały się w ich szyje. Z każdej strony odczuwali niesamowity ból. Ich ciała zaczęły dziwacznie parować, jakby wypita przez nich woda chciała wydostać się z ich ciał za wszelką cenę. Ich jęki i krzyki były nie do zniesienia. Korin stał i tylko się przyglądał. Nie mógł nic zrobić. Pojedyncza kropla potu spłynęła po jego skroni, a kiedy dotarła przez policzek do podbródka, urwała się i skierowała się ku podłodze.
Równocześnie z rozbiciem się kropli potu o twarde kafelki, ciała Ryu i Aymi wróciły do normy. Nie parowały już, a cały ból, jaki do tej pory nimi targał, zniknął tak szybko, jak tylko się pojawił. Nie umarli, a to oznaczało, że woda zadziałała tak, jak powinna.
Na twarzy kocura namalował się uśmiech ulgi. Przetarł dłonią swoje spocone czoło i westchnął ciężko.
- Wiedziałem, że wam się uda, dzieciaki. - westchnął znów. Oboje poczuli, jak przez ich ciało przepływa energia Ki, która wręcz gotowała się, chcąc wyjść na zewnątrz.
- To była sytuacja awaryjna. W innym wypadku, nie otrzymalibyście Świętej Wody. Pamiętajcie o tym. - powiedział cicho, zachowując należytą powagę.
- A teraz idźcie. Macie świat do uratowania.
_____
Bardzo ładne opisy. Święta Woda dodała wam mocy. Otrzymujecie po 8 punktów do każdej statystyki. Prześlijcie mi zaktualizowane statystyki na PW.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1397

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Wieży Korina

Pisanie by Ryu on Wto Gru 19, 2017 4:54 pm

Chciał przeżyć, teraz to było dla niego najważniejsze. Był zdeterminowany, nie mógł się poddać. W pewnym momencie ból, który dotychczas go dręczył zaczął powoli zanikać. Parę chwil później jego ciało wróciło do normalności, nie cierpiał już. Mógł poruszyć każdą kończyną swego ciała, mógł wstać, co postanowił oczywiście uczynić. Nie czuł się inaczej niż przed wypiciem tej wody. Nie czuł się silniejszy. Czy poza olbrzymim bólem i możliwością zaliczenia zgonu, woda ta nie przyniosła niczego więcej?
- Czyżbym ryzykował życie na ma…
Nie dokończył, ponieważ dokładnie teraz, właśnie w tym momencie poczuł jak jego ciało jest wypełniane przez nową, nieznaną moc. To wydarzyło się tak nagle, nawet nie wiedział, co się dokładnie stało. Nie mógł w to uwierzyć, odczuł taki przyrost mocy w dosłownie ułamku sekundy. Nie dowierzał. Spojrzał na swe dłonie.
- Niesamowite… Taka moc…
Czuł się znacznie silniejszy niż wcześniej. Jego wzrok powędrował na Aymi, której efekt tego magiczne płynu także się chyba udzielił. Musiał, skoro on stał się silniejszy to i ona musiała taka być. Uśmiechnął się do niej.
- Wiedziałem, że sobie poradzisz.
To wszystko było zasługą Korina, chłopak był mu niezwykle wdzięczny. Najpierw uleczył on rudowłosą, a teraz dzięki niemu Ziemianin otrzymał nowe moce. Brunet podszedł do niego nieco bliżej i wykonał w jego stronę ukłon około czterdziestu pięciu stopni.
- Nie potrafię opisać tego jak bardzo jestem panu wdzięczny. Najpierw pomógł pan Aymi, a teraz dzięki panu stałem się silniejszy. Nawet nie wiem jak mógłbym się odwdzięczyć.
Kilka chwil później powrócił do swej poprzedniej pozy. Odwrócił się z zamiarem podejścia do barierek, położył na nich swą prawą dłoń. Zaczął się wpatrywać w krajobraz.
- Armia Czerwonej Wstęgi już dostatecznie zrujnowała ten świat… - Tu przerwał zaciskając lewą pięść – Nie pozwolę, aby ktokolwiek zniszczył tę planetę.  
Odwrócił się przodem do dwójki, spoglądnął z początku na dziewczynę, a potem jego wzrok powędrował na kocura. Zaciskał pięści.
- Przysięgam… Przysięgam, że zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby ochronić Ziemię oraz jej mieszkańców!
Był zdecydowany, nie zamierzał pozwolić Sakanom zrobić tego, co zamierzali. Chciał ich powstrzymać, nie miał zamiaru stać bezczynnie, kiedy oni zajmowaliby się niszczeniem jego domu. Najpierw trzeba było pokonać ich, RR zajmie się potem.  
Podszedł do leżącego woreczka z fasolkami w środku, związał go przy pomocy sznurka, który leżał obok, następnie schował mieszek w gi. W tamtym momencie nie pozostało mu już nic innego jak ruszyć w stronę Papayi, jednakże miał zamiar polecieć na wyspę tylko i wyłącznie sam, bez Aymi. Zdawał sobie sprawę z tego, iż dziewczyna była silna, z pewnością silniejsza od niego, lecz nie chciał, aby znów ją spotkało coś podobnego, co niedawno przeżyła. Poza tym, miał się nią zająć, mistrz Haricotto z pewnością nie byłby zadowolony, gdyby Ryu się z nią tam pokazał. Brunet nie mógł ryzykować. Stwierdził, że najrozsądniejszą decyzją było pozostawienie rudowłosej właśnie tu, na wieży. Z pewnością była tu bezpieczniejsza niż gdyby miałaby powrócić na wyspę i walczyć przeciwko ryboludziom.
- Ma pan rację, nie ma czasu do stracenia. – Po chwili spojrzał na Aymi uśmiechając się – Domyślam się, że ty także chciałabyś lecieć, ale… - uśmiech momentalnie zniknął z jego twarzy – przykro mi, to niemożliwe. Nie zrozum mnie źle, po prostu będziesz tu bezpieczniejsza. – Spojrzał za siebie -Twój tata z pewnością by chciał, abyś tu została. Nie chciałby, aby znów stała ci się krzywda.
Stanął przodem do barierek, ugiął nogi oraz ręce.
- Mam nadzieję, że tu zostaniesz.
Ciało jego zostało obtoczone przez białawą aurę. Przeleciał nad barierkami kierując się w stronę Papayi.

[z/t]
avatar

Ryu

Liczba postów : 288

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Wieży Korina

Pisanie by Haricotto on Wto Gru 19, 2017 5:52 pm

MG

Ryu naliczył 5 fasolek Senzu.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1397

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Wieży Korina

Pisanie by Aymi on Czw Gru 21, 2017 9:56 pm

Ból wbijał się w nią tysiącem igieł, odbierając dech, zmysły. Mimo wszystko starała się przetrwać. Wspomnienia przelewały się przez jej głowę, dając determinację i siłę. Nie było opcji, że tu zginie, nawet nie dopuszczała takiej możliwości. Wiedziała, że ma potencjał, tata w końcu tyle razy to powtarzał. Musiała tylko pozwolić, by ta magiczna woda wydobyła go z niej. Musiała wytrzymać ten ból...
I nagle koniec. Nieznośne uczucie wbijających się w nią igieł po prostu zniknęło, a ona leżała na jasnej posadzce wpatrzona w zdobiony sufit. Przez krótki moment nie czuła zupełnie nic, by po chwili jej ciało wypełniło się nową siłą. Jakby przez te kilka sekund puściły wszelkie zawory trzymające tę moc w ryzach. Podniosła się do siadu, wpatrując we własne dłonie. To było naprawdę niesamowite. Spojrzała na Smoka, który też właśnie się podnosił. Widząc jego uśmiech, zerwała się z miejsca i rzuciła mu na szyję, by go uściskać.
- Udało się nam, Ryu! - zawołała uradowana, w przypływie emocji cmokając chłopaka w czoło, jak zwykła to robić przy ojcu, gdy coś jej wychodziło. Dla niej było to proste wyrażenie szczęścia, choć brunet mógł to zinterpretować nieco inaczej. Odwróciła się w stronę Korina, który tłumaczył im, że otrzymali Świętą Wodę ze względu na wyjątkowość sytuacji, że byli wyjątkiem (albo wyjątkowi - nie pojmowała jeszcze do końca różnicy między tymi pojęciami). Skinęła lekko głową, dając znak, że rozumie, gdy jednak Ryu ukłonił się przed kocurem, dziękując za wszystko, dziewczyna odruchowo zrobiła to samo, choć nieco niezręcznie.
Obserwowała kompana, gdy ten podszedł do barierek i poprzysiągł bronić ich rodzinnej planety oraz jej mieszkańców. Uśmiechnęła się delikatnie, doskonale go rozumiała i cieszyła się, że myśli on podobnie do niej.
- Jeszcze raz dziękujemy za pomoc i zaufanie - zwróciła się do kocura, podczas gdy Smok pakował za pazuchę jakiś woreczek. Nie była tego do końca pewna, ale domyślała się, że w środku znajdują się senzu. Taką samą fasolkę sama dostała, dzięki czemu jej rany zniknęły.
Korin upomniał ich, że powinni już lecieć, w końcu mają zadanie do wykonania. Brunet zgodził się z nim, po chwili jednak zrobił coś, czego Aymi kompletnie się nie spodziewała - nakazał jej zostać na wieży.
- C-Co? - wypaliła zaskoczona takim obrotem spraw. - To żart, tak?
Wyglądało jednak na to, że Ryu nie żartował. To ją zezłościło. Podskoczyła do niego, nim zdążył odlecieć, chwyciła go za nadgarstek i pociągnęła z powrotem tak, że rąbnął tyłkiem o posadzkę. Gdy na nią spojrzał, mógł dostrzec ostre spojrzenie szaro-turkusowych oczu i blond włosy. Zaciskała pięści ze złości.
- Nie możesz mi zakazać walki! - warknęła, a powietrze wokół niej zafalowało wraz ze złocistą aurą. - Nie po to przechodziliśmy przez to wszystko razem, nie po to zdobyliśmy nową moc, żebyś traktował mnie jak bezbronne dziecko! Wiem, że raz już z nimi przegrałam, nie cofnę tego, ale nie powtórzę tego błędu! Nie mogę pozwolić, by tata i reszta cierpieli, kiedy mogę im pomóc! Czy to tak trudno zrozumieć?!
Patrzyła na chłopaka z wyrzutem, bo w końcu czym sobie na to zasłużyła? Była zbyt beztroska? Nadal myślał, że jest słaba? Może i była najsłabsza w drużynie, ale nie mogła siedzieć bezczynnie, gdy inni walczyli. Nie to jej podpowiadał instynkt, a to właśnie on kierował jej poczynaniami przez tyle lat. Saiyańska krew wrzała w niej i nic nie było w stanie stanąć jej teraz na drodze.
- Nie pozwolę, by te ryby zabrały mi to, co kocham - dodała jeszcze spokojniej, choć nadal jej spojrzenie pozostawało tak samo ostre i twarde jak wcześniej. Nie zamierzała ustępować.
_______________
I Ryu mi nie ucieknie ^^

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

avatar

Aymi
Mistrz Gry

Liczba postów : 582

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Wieży Korina

Pisanie by Haricotto on Czw Gru 21, 2017 11:25 pm

MG

Kiedy Ryu i Aymi złożyli ukłony, Korin uniósł swoją łapę do góry i machnął nią, żeby czym prędzej przestali się wygłupiać i wrócili do normalnej pozycji. Kiedy w końcu to zrobili, Korin podszedł do barierki, przez którą chciał przelecieć Ryu, ale mu się to nie udało, ponieważ Aymi złapała go za rękę i sprowadziła na ziemię. Kocur zatrzymał się przy niej i zerknął w dal, w kierunku gdzie miejsce miała zażarta walka Z-Fightersów.
- Od was zależy, czy wrócicie na pole walki, czy postanowicie przegrupować swoje siły i wrócicie tam później. Problem w tym, że... - tutaj przerwał, odwracając się w stronę dwójki modych ludzi. Spojrzał na nich poważnie, po czym stuknął swoją drewnianą laską w podłogę, a jej dźwięk rozszedł się echem w głowach Ryu i Aymi.
- ... może nie być do czego wracać. - powiedział, wyznając bolesną prawdą. W chwili, gdy oni tutaj odpoczywali, tam wciąż swoje życie na szali stawiali ich przyjaciele. 
- Czuję słabnącą Ki... - rzucił krótko, patrząc na chłopaka i na dziewczynę spojrzeniem, przez które przemawiał smutek. Wiedział, że jeśli teraz się nie powiedzie, to może być koniec dla błękitnej planety. Odwrócił się znów w stronę barierki i przejechał dłonią po swoich wąsiskach.
- Kami-sama... co powinniśmy zrobić? - zapytał sam siebie, po czym zaraz spuścił głowę i pokręcił nią na boki.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1397

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Wieży Korina

Pisanie by Ryu on Pią Gru 22, 2017 9:28 pm

Rudowłosa rzuciła się na naszego bohatera chcąc go uściskać przy okazji całując go w czoło. Chłopak nie potrafił zrozumieć, co tu się właściwie przed chwilą stało. Nigdy wcześniej nie doszło do takiej sytuacji, był bardzo zaskoczony tym wszystkim. Nigdy wcześniej żadna przedstawicielka płci przeciwnej nie dała mu całusa. Oczywiście był on wymierzony w czoło, lecz nadal. Gdyby była jego siostrą lub kimś, z kim wiązałyby go jakieś więzy krwi to mógłby to jeszcze zrozumieć, lecz byli przecież przyjaciółmi. Chyba, że… może Aymi czuła coś więcej do Ryu? Nie, to na pewno nie to, przecież da się to wyjaśnić w jakiś inny sposób, prawda? W każdym razie, na twarzy bruneta pojawiły się delikatne rumieńce. Odwrócił speszony wzrok drapiąc się po potylicy lewą dłonią z nieco głupim uśmiechem na twarzy.
T-Też się cieszę, że się nam udało, Aymi.
Nadal próbował w głowie sobie jakoś ułożyć całą tę sytuację, jednakże bez większego skutku. Cóż… po prostu była to dla niego całkowita nowość, coś, na co w ogóle nie był gotowy.  A teraz możemy przejść do dalszych wydarzeń, ponieważ cała reszta została opisana w poprzednim poście. A więc, syn rybaka chciał sobie odlecieć oczywiście na Papayę, lecz nie było mu to dane, a z całą pewnością nie w tamtym momencie. A dlaczego? Ze względu na to, iż gdy już chciał odlecieć z wieży poczuł, że coś go łapie za nadgarstek. Upadł dupskiem na podłogę. Było to dla niego nieco bolesne, zaczął masować swe pośladki obiema dłońmi.
- Co jest?
Gdy tyłek go już przestał boleć spojrzał za siebie, jego oczętom ukazała się nieco odmieniona Aymi. Przybrała ona formę Super Saiyanki.
- Co Cię ugryzło?
Parę sekund później znalazł się na równych nogach, słuchając tego co miała do powiedzenia. Najwidoczniej nie zamierzała posłuchać Ziemianina i pozostać na wieży, wręcz przeciwnie, chciała lecieć wraz z brunetem. Chłopak ją rozumiał, chciała pomóc, pokazać, że jest znacznie silniejsza niż wszystkim się wydaje i pokonać wroga. Doskonale ją rozumiał. Ryu także chciał pokazać, iż na niego również można liczyć pomimo tego, że nie był zbyt silny. Lecz jaką miał pewność, że sytuacja, która wcześniej się wydarzyła nie powtórzy się ponownie? Co wtedy? Jeżeli pozwoliłby jej lecieć to Sakanie znów mogli jej wyrządzić krzywdę, a wtedy byłaby to jego wina, ponieważ wyraził swoją zgodę, aby mogła odlecieć z wieży. Przecież miał się nią zaopiekować, a nie wracać z nią na wyspę.
- Aymi…
Wyszeptał jej imię spoglądając w podłogę.  Jego wzrok momentalnie powędrował na Korina. Najwidoczniej sytuacja uległa zmianie… i to na gorsze. Czyżby ktoś mógł umrzeć? Wojak ubrany w białe gi nie wiedział tego, jednakże mogło to być wielce prawdopodobnie wnioskując po jego słowach. Więc jeżeli się nie pospieszy i nie odleci stąd teraz to może być za późno? Jak mógł teraz odlecieć skoro musiał przekonać rudowłosą do tego, aby tu została, a to chyba było niemożliwe. Miał się kłócić czy zaryzykować?
- Co powinienem zrobić?
Zaczął analizować całą sytuację. Z jednej strony, nie chciał zabierać Aymi ze sobą, chciał aby pozostała tu gdzie byłaby bezpieczna. Z drugiej strony, jeżeli dalej by zwlekał to byłoby już za późno, aby polecieć na wyspę. W zasadzie to byłoby już za późno na cokolwiek… Nie można także zaprzeczyć, że siła dziewczyny mogła się przydać.
- Jesteś taka uparta…
Kilka chwil później podjął decyzję, lecz nie był z niej zadowolony. Najchętniej wybrałby drugie wyjście, lecz nie było już czasu. Nie mógł już dłużej zwlekać. Westchnął i rzucił krótkie spojrzenie ogoniastej, a wyraz jego twarzy był poważny. Skierował swe kroki ku barierkom. Spojrzał przez prawe ramię na córkę swego mistrza. Machnął lewą ręką przed siebie.
- Lecimy… Kierunek: Papaya…
Ugiął nogi oraz ręcę, a jego ciało zostało obtoczone przez aurę koloru jego gi. Postanowił nie tracić czasu i natychmiast przeleciał nad barierkami, doskonale wiedząc, w którym kierunku ma się udać. Aymi z pewnością za nim nadąży, więc się nie martwił o nią, mógł lecieć najszybciej jak tylko mógł. Cóż… najwyżej mistrz Haricotto zafunduje swemu uczniowi opiernicz tysiąclecia…

[z/t]
avatar

Ryu

Liczba postów : 288

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Wieży Korina

Pisanie by Aymi on Sob Gru 23, 2017 1:32 am

Gdy Ryu zabronił jej lecieć, była zła. A on jeszcze pyta, co ją ugryzło?! Wyłuszczyła mu bardzo dokładnie to, co myśli, nie zamierzała też słuchać jego kazań. Jeśli nie rozumiał, nie miała o czym z nim rozmawiać. Wiedziała, że istnieje ryzyko, ale była gotowa je podjąć, byleby uchronić najbliższych od śmierci. W tej chwili Haricotto ścierał się z wrogiem, narażał życie. Nie było czasu na kłótnie.
Korin powiedział wyraźnie, że od nich zależy, czy wrócą na wyspę walczyć czy nie. Jednak gdy napomknął, że może już być za późno... ciało Aymi przeszył zimny dreszcz. Jej źrenice rozszerzyły się gwałtownie, odruchowo spojrzała w dal, w stronę Papayi.
- Tata... - szepnęła w trwodze. Nie mogła go stracić. Nie teraz, nie dziś. Z pewnością nie tak. Przed oczami stanął jej znów płonący dom, przy zgliszczach którego znalazła zakrwawione, martwe ciało matki. Nie mogła pozwolić, by to się powtórzyło.
Odwróciła się w stronę Ryu. Chłopak wydawał się zagubiony, pogrążony w myślach, nadal się wahał. Ale nie ona. Ona już podjęła decyzję. Nim zdążył się choćby odezwać, znalazła się tuż przy nim, a jej dłoń bezceremonialnie wdarła się pod jego gi, zaciskając na schowanym tam woreczku. Wyszarpnęła mieszek, odwracając się jednocześnie na pięcie, i spięła mięśnie.
- Nie ma czasu! Trzeba działać! - rzuciła ostro do bruneta i wystartowała niczym wystrzelona z procy. - Nie pozwolę nikomu tam umrzeć!
Teraz już nic nie stało jej na drodze. Całą swoją moc skupiła na przyspieszeniu, otaczając się złocistą aurą, i pognała na spotkanie z przeznaczeniem. Czy zdąży na czas? Czy uratuje najbliższych? Nie miała czasu do stracenia.

[z/t] -> Papaya

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

avatar

Aymi
Mistrz Gry

Liczba postów : 582

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Wieży Korina

Pisanie by Kurisu on Pią Kwi 06, 2018 7:12 pm

Młoda saiyanka leciała przez pewien czas prosto w stronę wieży. Po pewnym czasie znalazła się nad lasem, więc musiała wylecieć wyżej, aby nie zahaczyć o gałęzie potężnych drzew. Dopiero gdy zobaczyła wieżę zaczęła wznosić się prosto do góry. Przeleciała przez chmury i dalej wznosiła się coraz wyżej, aby dostać się na sam szczyt. Gdy dotarła już do celu przeleciała nad barierką i wylądowała delikatnie na kamiennej podłodze Wieży Korina. Zaczęła rozglądać się po pomieszczeniu i jeśli nie było Korina na zewnątrz, to zaczęła go wołać.
- Halo? Panie Korinie! Jesteś tu? - Poczekała, aż się pojawi i wtedy przeszła od razu do sedna sprawy.
- Poznajesz mnie? To ja, Kurisu. Prosiłeś mnie razem z Ryu, abyśmy sprawdzili sytuację na Papayi. Okazało się, że to obca rasa, która podróżuje po planetach i zbiera energię, aby ocalić swoją planetę. Okazało się to oczywiście kłamstwem, bo zaraz zostaliśmy wszyscy przez nich zaatakowani, a ja zostałam zamieniona w kobietę! Rozstrzygnęła się walka, którą na szczęście wygraliśmy dzięki przewadze Ryu, Haricotto oraz tego changelinga. Ich statek został zniszczony i ostatecznie nie zabrali naszej energii że sobą. Wszyscy zostali pokonani. Tak nam się wtedy wydawało, ale jeden z nich wysadził się w powietrze zabierając ze sobą Haricotto. Niestety nie zdążyłam podjąć żadnych kroków, to było tak niespodziewane... W dodatku przed swoją śmiercią zagroził nam Belialem, który prawdopodobnie niedługo pojawi się na Ziemi, aby zemścić się na nas. - Dziewczyna z grubsza wyjaśniła wszystko kocurowi co się wydarzyło. Spóściła swoją głowę w dół. Korin mógł wtedy zauważyć, że dziewczynę ogarnął smutek. Było jej smutno, bo nie mogła w tamtej chwili niczego zrobić i czuła się za to winna. Bardzo chciałaby naprawić to, co się wydarzyło, ale doskonale wiedziała, że czasu już nie cofnie. W dodatku dalej nie wiedziała co z Ryu i w pewnym sensie o niego też się martwiła. W każdym bądź razie wypełniła prośbę Korina i wróciła do niego mówiąc wszystko, co wie w tej sprawie. Po prostu zrobiła tyle, ile mogła...
avatar

Kurisu

Liczba postów : 146

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Wieży Korina

Pisanie by Haricotto on Sob Kwi 07, 2018 3:41 pm

MG

Korin słysząc wołający go głos, wyszedł ze swojego pokoju i schodami w górę udał się na wyższy poziom, gdzie znajdowała się Kurisa. Nie poznał jej, wiadomo dlaczego. Ostatnie ich spotkanie wyglądało inaczej. W końcu jeszcze wtedy Kurisa miała na imię Kurisu. Pogmatwane to wszystko, czyż nie?
Będąc już obok dziewczyny i czując jej energię Ki, która była identyczna z Ki Kurisu, Korin bez słów, w zupełnym milczeniu, wysłuchał tego, co miała do powiedzenia. Gdy ta spuściła głowę w dół, Korin podszedł do niej i chwycił swoją włochatą łapką za jej dłoń i delikatnie ją ścisnął.
- Zrobiłaś, co mogłaś. - powiedział spokojnie, tłumiąc w sobie emocje. Nie znał Haricotto, ani Changelinga, o których wspominała chwilę wcześniej, ale wiedział, że jeden z nich musiał być jej bliski. 
- Twój przyjaciel z pewnością trafił do nieba, skoro zginął ratując Ziemię. To jeszcze nie koniec walki. Wygraliśmy bitwę, ale wojna wciąż trwa. - przejechał łapą po wierzchu jej dłoni i odszedł, kierując się w stronę barierki. Oparł na niej swoje łapy i spojrzał w dal, gubiąc swoje spojrzenie w błękitnym niebie, pokrytym delikatnymi, rozpływającymi się chmurami.
- Nie ma czasu do stracenia. Ten cały Belial może zjawić się tu lada chwila, a wy nie jesteście wystarczająco mocni... hmm. - zamyślił się na chwilę, skubiąc się po swoim włochatym podbródku. Jego kocie wąsy falowały lekko, będąc wprawione w ruch przez przyjemny powiew wiatru.
- Jest pewne miejsce, pokój, w którym czas płynie wolniej. Jeden dzień spędzony tutaj jest odpowiednikiem roku spędzonego w komnacie. Nigdy tam nie byłem, ale wiem, gdzie  się znajduje. - uniósł głowę do góry, po czym odwrócił się na pięcie i stanął przodem do dziewczyny.
- Pytanie brzmi, czy jesteś gotowa, by się tam udać? - zapytał, marszcząc swoje brwi. Pełen powagi patrzył na Kurisę.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1397

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Wieży Korina

Pisanie by Kurisu on Sob Kwi 07, 2018 4:42 pm

Kurisa stojąc przygnębiona po chwili poczuła w dłoni puchatą łapkę, przez którą od razu przestała myśleć o tym, co się wcześniej wydarzyło. Była taka mięciutka, delikatna i przyjemna w dotyku~ Skupiła się na mizianiu łapki opuszkami palców, przez co na chwilę przestała myśleć o wszystkim innym, jakby cały świat przestał na chwilę istnieć. Zwierzęta oraz natura zawsze tak na nią działały. Korin nieco ją pocieszył oraz uspokoił mówiąc o tym, że Haricotto na pewno trafił do nieba. Swoją drogą... ciekawe jak wygląda niebo? Albo jak tam w ogóle jest? Ciekawiło ją również to, co Haricotto mógł teraz tam robić. Podeszła bliżej barierki i spojrzała się do góry. Przymknęła swoje oczy, gdy poczuła przyjemny wiatr. Jednak nie było czasu na przyjemności, bo zaraz usłyszała Korina mówiącego o braku czasu.
- Racja... Straciliśmy już zbyt wiele czasu. Powinnam podjąć natychmiastowe kroki i zabrać się za siebie. Czas nagli, a Belial w tym czasie może dalej zbierać energię z innych planet i stawać się coraz potężniejszy... - Przyznała kocurowi rację. Może i Pani Bulma razem z Iwaru pomogli jej, ale straciła przez nich sporo czasu, który mogła przeznaczyć na coś pożyteczniejszego. Złapała się rękoma o barierkę i lekko wychyliła się rozglądając się na różne strony świata. Swoją drogą... jak Korin może stąd wszystko widzieć, skoro chmury zakrywają cały widok na dole? To była zagadka na inny moment, teraz nie było na to czasu. Po chwili ciszy Korin wyszedł do niej z pewną inicjatywą. Nie wiedziała o co chodzi i brzmiało to dosyć komicznie, ale kocur wyglądał śmiertelnie poważnie. Dziewczyna zaczęła drapać się po głowie z zamyśloną miną.
- Czyli... rok spędzony w tym pokoju równa się 24 godzinom spędzonym na ziemi? Skoro tam czas płynie wolniej... można byłoby spędzić w tym pokoju rok czasu na samych treningach, a to z kolei przełożyłoby się na... - Dziewczyna kompletnie odbiegła od toku rozmowy. Zaczęła sobie w głowie wszystko obliczać, co jednak nie szło jej najlepiej, bo szybko się w tym pogubiła. Jednak zaraz szybko wróciła myślami do Korina.
- Pokój, w którym czas płynie znacznie wolniej? Brzmi, jakby to było kompletnie niemożliwe, ale widzę, że jest Pan śmiertelnie poważny... - W zasadzie to przyleciała tutaj po fasolki, które Korin obiecywał jej i Ryu w zamian za sprawdzenie sytuacji na Papayi. Swoje fasolki obiecała oddać Ryu, ale niestety będzie musiał trochę dłużej na nie poczekać. Sprawa była poważniejsza od jakiś tam fasolek. Następnie padło ostateczne pytanie, czy Kurisa jest na to gotowa. Odwróciła się spoglądając prosto w błękit nieba i zastanawiając się. W zasadzie to sama nie wiedziała na co się pisze. To dla niej nowe doświadczenie. Trochę też obawiała się zostawić Ziemię samą na rok czasu, ale przecież w rzeczywistości nie byłoby jej tylko jeden dzień. Wzięła swoją dłoń przed siebie, którą na chwilę mocno zacisnęła, a następnie znowu puściła.
- Zrobię wszystko, aby ochronić zwierzęta, przyrodę oraz moich przyjaciół. Nie ma czasu na zwlekanie i podejmowanie wyborów. Po prostu muszę to zrobić. Proszę, wskaż mi gdzie znajduje się to miejsce. - Odwróciła się w stronę kota, na twarzy miała poważną minę. Niewinne zabawy już się skończyły. Gra toczyła się o większą stawkę, niż można byłoby się wydawać. Kurisa musiała w końcu wziąć całą odpowiedzialność i zwalić ją na siebie.
avatar

Kurisu

Liczba postów : 146

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Wieży Korina

Pisanie by Sponsored content



Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 5 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach