Szczyt Wieży Korina

Strona 6 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Szczyt Wieży Korina

Pisanie by Admin on Wto Wrz 08, 2015 4:50 pm

First topic message reminder :

Jak sama nazwa wskazuje, jest to szczyt, czyli koniec totemopodobnego słupa. Znajduje się tutaj niewielka budowla, kształtem i wyglądem przypominając bączek, jakim zwykły się kiedyś bawić dzieci. Filary wbudowane na skraju okręgu podtrzymują sufit. Na samym środku platformy znajduje się fontanna. Nie jest to jednak zwykła fontanna, gdyż wcale z niej nie wydobywają się strumienie wody. Nad nią unosi się kulisty obiekt, przypominający bańkę mydlaną. Na jej wierzchu (fontanny) wyrzeźbione są zwierzęta, dokładniej mówiąc słonie. Podtrzymują one niewielką, ręcznie zdobioną buteleczkę. Ciekawe co takiego się w niej znajduje?
Z jednej strony "bączka" zbudowane są schody, które prowadzą do środka tego architektonicznego cudu. Dalej jest już tylko część mieszkalna, w której na co dzień mieszka strażnik wieży - kot Korin.
avatar

Admin
No.1 Whis' Fanboy

Liczba postów : 346

http://dbanotheruniverse.forumpolish.com

Powrót do góry Go down


Re: Szczyt Wieży Korina

Pisanie by Haricotto on Nie Kwi 08, 2018 4:59 pm

MG

Na mordce kocura pojawił się delikatny uśmiech. Przejechał łapką po swoich odstających wąsiskach i skinął głową porozumiewawczo.
- Tak. W pokoju minie cały rok, a na Ziemi zaledwie jeden dzień. Tam, gdzie się udajesz, spotkasz kogoś niesamowitego. Kogoś, kto może nie wygląda, ale ma w rękawie niejednego asa. Kogoś, kto wie wszystko na temat wszystkich. Niektórzy mówią, że jest wszechmogący. Sama się przekonasz. Wytłumaczy Ci z dokładnością i zaprowadzi do Pokoju Ducha i Czasu, jeśli uzna, że jesteś godna. - ponownie przejechał łapką po swoich wąsach. Wyskoczył zwinnie na barierę i stuknął o nią swoją drewnianą laską. Następnie uniósł ją do góry i sam spojrzał w tamtą stronę.
- Musisz udać się do nieba. - powiedział zagadkowo, uśmiechając się tajemniczo. Po chwili odłożył laskę na swoje miejsce i zeskoczył z barierki.
- Cały czas do góry, aż trafisz tam, gdzie pragniesz trafić. - raz jeszcze skinął głową, po czym udał się w stronę schodów. Spojrzał ostatni raz na Kurisę przez ramię i uśmiechnął się.
- Powodzenia. - wyszeptał, po czym skierował się na dół, do swojego pokoju.
Kiedy Kurisa odwróciła się z powrotem w stronę barierki, na miejscu w którym stał jeszcze chwilę temu kocur, leżał skurzany mieszek.
_____
W mieszku jest 5 fasolek Senzu.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1397

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Wieży Korina

Pisanie by Kurisu on Nie Kwi 08, 2018 5:25 pm

Wątpliwości saiyanki zostały nieco rozwiane po tym, gdy kocur wytłumaczył jej dokładniej jak to działa. Czyli dobrze zrozumiałam... Cały rok spędzony w tym pomieszczeniu to tak naprawdę tylko jeden dzień na Ziemi... Niesamowite. - Powiedziała do siebie w myślach. W dodatku Korin powiedział jej, że spotka tam kogoś niesamowitego. Kogoś, kto wie o wszystkim i o każdym. Kogoś, kto jest wszechwiedzący i wszechmogący. Dziewczyna podnieciła się tym i stanęła w gotowości zaciskając swoje pięści.
- Naprawdę?! W takim razie nie ma na co zwlekać! - Powiedziała nieco głośniej. Korin znów przywrócił w niej chęci do działania. Otworzył dla niej nową drogę i sprawił, że dziewczyna miała znowu jakąś nadzieję na to, że uda jej się zrobić coś wielkiego. Jednak kiedy kocur powiedział jej, że musi udać się do nieba, nieco ochłonęła i stanęła z głupim wyrazem twarzy.
- Do nieba? - Zapytała niedowierzanie. Ale jak do nieba? W sensie, że do góry? Dziewczyna podeszła do barierki i przeskoczyła nad nią, ale złapała się nogami o nią i obróciła się do góry. Swoje dłonie przyłożyła do twarzy, aby zasłonić promienie słońca. Wyglądało to trochę, jakby robiła brzuszki opierając się nogami o barierkę, bo tylko nimi się o nie opierała, aby nie spaść na dół. Patrzyła się, ale na górze niczego nie było. Tam przecież nic nie ma! Jeśli będzie leciała coraz wyżej, to w końcu wyleci poza orbitę planety i zabraknie jej powietrza lub zmarznie na kość! Dziewczyna widziała, że kocur trochę z nią pogrywa, ale wiedziała, że ją nie okłamuje. Sprytny kocur lubił robić małe psikusy. Powiedział ostatecznie, że musi udać się na górę. Dziewczyna już zrozumiała co musi zrobić. Następnie sprawnym ruchem podciągnęła się energicznie do przodu, a tym samym wskoczyła znowu za barierkę i stała znowu na podłodze. Na jej twarzy pojawił się uśmiech.
- Bardzo ci dziękuję! Niedługo odwdzięczę się za wszystko! Nie ma już czasu do stracenia, do zobaczenia za rok! Znaczy... do zobaczenia niebawem! - Kurisa była mu bardzo wdzięczna za to, co zrobił. Trzeba było się sprężyć, bo czasu było coraz mniej. Odwróciła się w stronę barierki i już miała przez nią przeskakiwać, ale zobaczyła na niej tajemniczy mieszek. Podeszła do niego i wzięła go do ręki.
- Huh? Korin coś zgubił? - Powiedziała do siebie cicho pod nosem i otworzyła mieszek. Gdy zobaczyła zawartość, wielka kropla potu spłynęła po jej czole. Czy on czasami nie czyta mi w myślach? - Zadała sobie pytanie w głowie odwracając się za siebie, ale Korina już tutaj nie było. Schowała więc mieszek pod koszulkę i uśmiechnęła się jeszcze ostatni raz, zanim opuściła to miejsce. Stanęła na barierce i skupiła swoją energię, która zaraz przybrała postać białej aury spowijającej jej ciało. Dziewczyna odskoczyła delikatnie jedną nogą do przodu, a następnie energicznym ruchem odleciała zawijając swój tor lotu do góry. Zaczęła wznosić się coraz wyżej i wyżej tak, jak to wytłumaczył jej kocur. Czuła lekki stres, bo nie wiedziała jeszcze jak to wszystko będzie wyglądać, ale była jak najbardziej gotowa do działania.

Zt.
avatar

Kurisu

Liczba postów : 146

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Wieży Korina

Pisanie by Aymi on Sro Lip 11, 2018 10:51 pm

Niebo przecinała poruszająca się z zawrotną prędkością postać, a właściwie dwie postaci z czego ta druga znajdowała się w ramionach pierwszej. Sunęły nad lasem kilkanaście metrów nad koronami drzew, powoli zbliżając się do majaczącego w dali słupa. Aymi przyspieszyła, zacieśniając uścisk na ramionach koleżanki, a gdy tylko znalazły się w pobliżu długiego na całe kilometry obelisku, obleciała dookoła niego i ruszyła w górę, przebijając kolejne warstwy nikłych chmur. Wreszcie na górze dostrzegły rosnący dysk stanowiący spód bączka będącego szczytem. Płomiennowłosa bez większego problemu przekroczyła barierki, lądując gładko na posadzce.
- Korin! To ja, Aymi! - zawołała od razu. - Potrzebujemy pomocy w sprawie kul!
Odstawiła Eri-chan na podłogę, jednocześnie niwelując własną transformację. Zaraz potem ruszyła w stronę schodów prowadzących w dół zupełnie tak, jakby była u siebie. I poniekąd tak właśnie było, wszak kocur jako pierwszy dał jej dach nad głową i nadal była tu mile widziana, miała tu nawet własny pokój. Teraz jednak miała pilniejsze sprawy niż wspominki. Potrzebowała pomocy swojego kociego przyjaciela.

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

avatar

Aymi
Mistrz Gry

Liczba postów : 582

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Wieży Korina

Pisanie by Erica on Pią Lip 13, 2018 8:00 pm

Nadal zachwycały ją widoki, jakie dawał jej lot z Aymi. Dla niej to był niemal cud, że ktoś potrafił latać tak szybko i tak wysoko. Smucił ją tylko fakt, że bez pomocy Rudowłosej to nigdy sama nie zobaczy takich krajobrazów. Wiedziała również, że nigdy nie dotrze do pewnych miejsc i jednym z takich miejsc była wyspa Kame, ale też wieża do jakiej właśnie dotarły. Ogromny, biały słup zakończony... Bączkiem? Wyglądało to, jak jakiś bączko-balkon i to podobno tu mieszka ten, którego mają szukać? Hm... No cóż. Dziwny dom, ale co poradzisz? Nic nie poradzisz.

Została postawiona na ziemi przez Rudowłosą, po czym rozejrzała się wokół. Pierwsze, co rzucało się w oczy to wszechobecna biel. Dziewczyna podeszła do barierek i wyjrzała, a tam ujrzała las, ale zdawało się, że był odległy od niej kilometrami. Wróciła wzrokiem do wnętrza bączka i poszukała wzrokiem Ay-chan, ale ta najwidoczniej poszła piętro niżej, więc Erica zrobiła to samo...
avatar

Erica

Liczba postów : 30

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Wieży Korina

Pisanie by Haricotto on Pon Lip 16, 2018 9:08 pm

MG


Gdy Aymi i Erica weszły do części mieszkalnej, innymi słowy - do pokoju Korina, nakryły go na dziwnej zabawie. Na trzech cegłach postawiony był kij, pod którym kociak przechodził, wyginając swoje plecy maksymalnie do tyłu. W tle przygrywała skoczna melodyjka puszczana z małego radia.
Kocur był już w połowie, a od dotknięcia kija brzuchem był zaledwie o włos. Słysząc jak ktoś wchodzi do jego pokoju, zdezorientowany i speszony, stracił równowagę i wywrócił się, brzuchem strącając patyk, który spadł na niego. Podparł się na jednej ręce i leżąc w stylu "namaluj mnie jak swoją francuską dziewczynę", zerknął na Aymi i jej koleżankę.
- Aymi! Co cię znów sprowadza? - zapytał, podnosząc się powoli, a kiedy w końcu wstał na obie łapy, chwycił za swoją drewnianą laskę, podparł się i wolną ręką otrzepał swoje futerko. Spojrzał na Ericę i pomachał do niej łapką.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1397

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Wieży Korina

Pisanie by Aymi on Wto Lip 17, 2018 10:48 pm

Widziała, jaką przyjemność czerpie Erica z lotu u jej boku. Mimo prędkości i związanych z nią niedogodności rozglądała się dookoła, podziwiając widoki. W pewnym sensie młoda była w stanie ją zrozumieć, w końcu przeszło rok temu nawet nie wiedziała, że może latać, nie wspominając już o obecnej szybkości. Wszystko to było fascynujące, gdy było się na etapie początkującego, później przestawało się po prostu zwracać uwagę na takie rzeczy. Taka właśnie była kolej rzeczy.
Dotarły na wieżę, wylądowały, Aymi zawołała Korina, ten jednak nie odpowiadał. Dlatego też dziewczyna postanowiła go poszukać, a jej koleżanka podążyła jej śladem. Znaleźć białego kocura nie było trudno, wystarczyło podążać za dźwiękiem... muzyki? Halfka stanęła w progu, z lekko uniesioną brwią przyglądając się temu, co właśnie wyczyniał kot. Nie miała pojęcia, czemu mają służyć te wygibasy i chyba niekoniecznie chciała to wiedzieć. Były przecież ważniejsze rzeczy, prawda? Gospodarz zauważył w końcu swoich gości, co prawda nieproszonych, ale jednak gości i po chwili spytał o powód wizyty. Aymi podrapała się delikatnie za głową.
- Etto... Kame wysłał nas na poszukiwanie smoczych kul, ale nie mam pojęcia, gdzie zacząć, więc pomyśleliśmy, że Kami-sama może nam w tym pomóc, tylko... - przerwała na moment wyjaśnienia, przygryzając wargę. - Nie wiem, czy możemy do niego lecieć tak bez pozwolenia. W końcu nie każdy musi sobie życzyć gości i... Ale potrzebujemy kul, żeby przywrócić tacie życie i przygotować się na walkę z Belialem, więc...
Znów przygryzła wargę. Nie wiedziała, w jaki sposób przekazać to, co miała do powiedzenia. Nie chciała obrażać Wszechmogącego swoim wtargnięciem, w końcu był kimś ważnym... podobno... No i on był twórcą smoczych kul, które miały moc przywracania życia. To musiało go wyróżniać. A skoro Kami nie był zwykłym człowiekiem (albo kosmitą, tej opcji nie wykluczała mimo braku znajomości definicji tegoż słowa), to tym bardziej należało odnosić się do niego z odpowiednim szacunkiem. Tego uczyła ją matka. Dziwnym trafem w ostatnim czasie nawet o niej nie pomyślała...

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

avatar

Aymi
Mistrz Gry

Liczba postów : 582

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Wieży Korina

Pisanie by Laptor on Czw Lip 19, 2018 9:57 am

MG


Lecieli wzdłuż długiego słupa. Nagle zwolnili, a zapytany Tenshinhan o swoje samopoczucie odpowiedział:
- Tak, dziękuje. - i mogli lecieć dalej. I tak po chwili znaleźli się na odpowiedniej wysokości, aby móc dojrzeć okrągłą kapsułę zawieszoną w słupie. Była to platforma w kształcie bączka, jednak w środku był on prawie pusty. Na środku znajdowała się fontanna, z której woda jednak nie leciała. Zdobiona postaciami zwierząt. Nad fontanną znajduje się bańka w środku której coś się znajdowało. Dookoła bańki są filary podtrzymujące całą budowlę. Po jednej stronie znajdowały się schody prowadzące do całego wnętrza. Gdy dotarli do celu nie znaleźli nikogo. Było tutaj kompletnie pusto.
- Korinie, czy jesteś tutaj?! - Wykrzyczał Tenshinhan. Po czym ruszył do przodu, aby rozejrzeć się. Nie wiadomo czego się spodziewał. Korina tutaj nie było, a mimo to ruszył na środek tego miejsca i rozglądał się pomału, jakby Korin miał się ukrywać gdzieś za fontanną...

_________________
Ore ni kateru no wa, ore dake da
______________________________________________________
avatar

Laptor
Mistrz Gry

Liczba postów : 1471

http://www.invincible.oxn.pl

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Wieży Korina

Pisanie by Haricotto on Czw Lip 19, 2018 10:12 pm

MG

Korin przeczesał swoje wąsika, zapadając w głęboką zadumę. Spojrzał na Aymi, marszcząc swoje włochate brwi, po czym stuknął swoją drewnianą laską w podłogę.
- Yosh! - powiedział głośno, po czym zbliżył się do czerwonowłosej i jej znajomej. Spojrzał raz na jedną, raz na drugą. Uśmiechnął się i skinął głową.
- Wszechmogący kontaktował się ze mną i oczekuje was, wojowników. Nie tak dawno temu, miał już gościa. To była twoja koleżanka, jak mniemam. Ta, co była kiedyś chłopcem. Niestety, nie wiem, co się z nią stało. Być może wciąż tam jest. W każdym razie... Wszechmogący zbiera drużynę, ale trzeba przejść pewien test, który wyłoni kandydatów do Ziemskich Sił Specjalnych. - przerwał na moment i chrząknął, już miał kontynuować, kiedy usłyszał ponowne wołanie. Zerknął kątem oka na wyjście i wystające zza niego dwa schodki.
- Nie było tu takiego ruchu od czasów Piccolo Daimao! - powiedział lekko oburzony, po czym machnął do Aymi i Eri, by poszły za nim. Idąc po schodach, stukał swoją laską.
Dotarłszy na piętro wyżej, napotkał tam Ryu i Tenshinhana. W ciszy skierował się w ich stronę, lustrując spojrzeniem jednego i drugiego.
- Co was sprowadza? Wątpię, że to zwykłe odwiedziny. Smocze Kule czy Senzu? - zapytał, unosząc jedną brew ku górze. Pytanie zadał Ryu i to właśnie na niego się teraz patrzył.
_____
Laptor, prześlij mi na PW jakieś streszczenie wątku Tenshinhana. Kilka zdań, nie więcej.
Schowałem w poście Easter Egga. Kto go znajdzie i objaśni, dostanie małą nagrodę. Kto pierwszy, ten lepszy.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1397

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Wieży Korina

Pisanie by Erica on Sob Lip 21, 2018 3:37 pm

Gdy tylko zeszła w dół za Płomiennowłosą, to ujrzała dziwne zjawisko. Kot o szarym futerku używając kilku cegiełek i laski bawił się w... Limbo? Ale gdy tylko ujrzał nasze bohaterki, to się speszył i przewrócił, jednakże szybko wstał i wziął swą laskę, a potem zaczął rozmawiać z Ay-chan o czymś, o czym Białowłosa kompletnie nie miała pojęcia. Z tego, co wiedziała, to były jakieś magiczne artefakty, które mogły ożywić ojca Aymi... Cóż, musiały być ogromnie potężne, skoro potrafiły wskrzeszać zmarłych.

Dziewczyna stała i słuchała kotka, lecz gdy do nich podszedł, to nie mogła się oprzeć i przykucnęła, aby go pogłaskać. Zaciekawił ją fragment o kobiecie, która kiedyś był chłopcem. Jak to mogło być możliwe? Czy to wina tych dziwnych artefaktów? Być może... Erica tak mało wiedziała o świecie tych latających wojowników i czuła, że tu nie pasuje, ale to temat na inną rozmowę... Usłyszała czyjeś kroki, ale nie spojrzała na schodki, bo była zbyt zajęta głaskaniem kotka zwanego Korin.
avatar

Erica

Liczba postów : 30

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Wieży Korina

Pisanie by Aymi on Nie Lip 22, 2018 1:25 am

Przybyła z Eri na wieżę Korina, gdyż nie wiedziała, czy może udać się bezpośrednio do Kamiego. Sama nie rozumiała, o co właściwie chodzi z tymi bóstwami, ale wiedziała, że Wszechmogący jest jakąś ważną postacią, znaczącą postacią. A wspomniawszy słowa kocura przy ich pierwszym spotkaniu uznała, że jest on jego strażnikiem lub kimś w tym rodzaju. Dlatego też postanowiła zwrócić się do niego niejako z prośbą o pozwolenie na wizytę u Kamiego. Jak się okazało, wojownicy byli oczekiwani w pałacu, gdzie już ktoś zawitał. Ktoś, kogo Korin nazwał koleżanką Aymi i...
- Dziewczyna, która była chłopcem? - powtórzyła, nie bardzo rozumiejąc, o co właściwie chodzi. Wtedy przypomniała sobie pewnego chłopaka, który pojawił się na Papayi, a którego już później nie widziała. Zamiast niego pojawiła się tamta dziewczyna, która twierdziła, że płomiennowłosa nie jest saiyanką. Spuściła głowę na to wspomnienie. Wciąż kotłowało się w jej umyśle to jedno zdanie przekreślające wszystko, co mówił o niej ojciec. Nie była pewna, kim tak właściwie jest. Do tej pory wierzyła, że w jej żyłach płynie saiyańska krew, ale teraz... Nie miała nawet kogoś, kto by to potwierdził, kto by utwierdził ją w przekonaniu, że jednak jest tym, kim sądziła, że jest.
Nagle z wyższego piętra dobiegło ich wołanie. Ktoś pojawił się na wieży i wołał Korina, więc kocur ruszył do wyjścia, dając znak dziewczynom, by poszły za nim. Na górze czekali na nich jakiś dziwny gość z trzecim okiem na czole i... Ryu. Widząc przyjaciela, od razu przypomniała sobie zdarzenie znad jeziora i reakcję chłopaka na to, co zrobiła. Wiedziała, że tamto było błędem i nie chciała poruszać tego tematu, zdawała sobie jednak sprawę, że Smok mimo wszystko będzie chciał z nią porozmawiać. Nie chcąc dawać mu ku temu okazji, trzymała się z tyłu, ledwo odchodząc z zasięgu schodów prowadzących w dół. Stresowała się i pierwszym tego objawem było uściśnięcie dłoni stojącej obok jasnowłosej, jakby chciała, by ta dodała jej otuchy. Chcąc rozproszyć nieco myśli, skupiła większość uwagi na nieznanym sobie osobniku, choć przysłuchiwała się wymianie zdań. Dlaczego właściwie Ryu przyleciał na wieżę? W dodatku w takim towarzystwie? Nie wiedziała, ale z chęcią pozna odpowiedź.

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

avatar

Aymi
Mistrz Gry

Liczba postów : 582

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Wieży Korina

Pisanie by Ryu on Wto Lip 24, 2018 8:45 pm

Trójoki zapewnił, iż wszystko w porządku z nim, więc wojownicy mogli ruszyć dalej. Nim się obejrzeli dotarli do celu swej podróży. Wylądowali oni w środku już dobrze znanego naszemu bohaterowi bączka, w którym rezydował kot Korin. Nikogo tu nie zastali, więc Tenshinhan zawołał gospodarza i ruszył do przodu, zaś Ziemianin postanowił pozostać w tyle i poczekać. Nagle rozległo się tajemnicze stukanie zdawałoby się drewnianej laski, dobiegające od strony schodów prowadzących w dół. Okazało się, że wchodził po nich właśnie biały kocur trzymając w jednej ze swoich łapek swą laskę. Ten, nie wiedząc, lecz domyślając się, jaki cel w wizycie mieli goście postanowił zadać pytanie kierując je w stronę Ryu.
- Pan Kame powiedział mi, że na Ziemi wylądowało kilka statków z osobami o wrogich zamiarach. Razem z Tenshinhanem przylecieliśmy do Pana, aby prosić o pozwolenie na widzenie się z Wszechmogącym. Mamy nadzieję, że pomoże on nam w poszukiwaniu Smoczych Kul, abyśmy mogli wskrzesić mistrza Haricotto.
Dopiero teraz dostrzegł dwie inne postacie, znajdujące się na schodach. To były właśnie Aymi oraz Erica. W pierwszej chwili ucieszył się na ich widok, lecz także i zaskoczony został. Były całe i zdrowe, jednakże ze słów staruszka Kame wynikało, że już dawno przebywały u Wszechmogącego. Być może coś opóźniło ich odlot stąd? Z drugiej jednak strony, Ziemianin nie mógł zrozumieć, czemu Erica w ogóle tu przebywała. Brunet nic o niej w zasadzie nie wiedział, nie znał jej zbyt długo, więc nie uważał ją za osobę, której można ufać. Przecież równie dobrze mogła pracować dla Czerwonej Wstęgi. Jeżeli Armia Czerwona dowiedziałaby się, że Korin zajmował się hodowlą fasolek to mogłaby w późniejszym czasie wysłać tu swe wojska, a może nawet androidy? Pytanie brzmiało: Co stałoby się potem? Cóż, lepiej było nie myśleć o tym. Przyprowadzenie tu Erici było dość lekkomyślnym posunięciem. Fakt, Ryu nie miał pojęcia czy dziewczyny znały się już dość długo, jednakże musiał się upewnić, iż rudowłosa ufała na tyle białowłosej, aby przyprowadzić ją w to miejsce. Tej kwestii jednak nie miał zamiaru poruszać w tamtym momencie. Mieli na głowie całkiem nowe zagrożenie i właśnie z nim należało najpierw się uporać.
- Przepraszam na chwilę…
Skierował swe kroki ku dziewczynom w celu zamienienia z nimi kilku słów. Pamiętał o sytuacji, która wydarzyła się nad jeziorem i liczył, iż jego przyjaciółka nie ucieknie, gdy tylko ujrzy idącego w jej stronę bruneta(Gdyby jednak tak się stało to Ryu po prostu biegnie za Aymi wołając, aby się zatrzymała).
- Dobrze was widzieć. Nad jeziorem zobaczyłem plamę krwi i bałem się, że którejś z was stała się krzywda.
Podszedł do rudowłosej, spojrzał na nią i po prostu przytulił.
- Przepraszam… Przepraszam, Aymi, że tak się zachowałem. Wiem, że chciałaś dobrze. Po prostu nigdy wcześniej żadna dziewczyna mnie nie pocałowała i nie wiedziałem, co zrobić. Przepraszam…
Wysłuchał ewentualnych uwag rudowłosej i puścił ją, a następnie odwrócił się w stronę Korina czekając na dalszy zbieg wydarzeń.
avatar

Ryu

Liczba postów : 288

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Wieży Korina

Pisanie by Haricotto on Czw Lip 26, 2018 10:30 pm

MG

Korin rozmarzył się na chwilę, kiedy Eri go pogłaskała. Zamruczał nawet, rumieniąc się. Dopiero kiedy zdał sobie sprawę jak żałośnie to wygląda, odskoczył od niej, poprawiając swoje wąsiska. Zasłonił usta pięścią i zakasłał kilka razy. Spojrzał na Tenshinhana i obaj skinęli do siebie głowami, jakby wiedzieli coś, czego nie wiedział nikt inny.


- Słuchajcie mnie wszyscy! - powiedział głośno Korin, uderzając swoją laską mocno o podłogę. Wszyscy natychmiast skierowali swoje spojrzenia i skupili swoją uwagę na nim (a przynajmniej powinni).
Kocur będąc poważnym, rzucił spojrzenie każdemu po kolei, po czym skupił swój wzrok na Aymi, jako że ona pierwsza przybyła prosić o pomoc.
- Nie ma czasu do stracenia. Przeciwnik na pewno nie próżnuje. Znając ludzi tego typu, z pewnością zmierza w stronę Ziemi, by dobić tych, którzy pokrzyżowali jego plany. Wszechmogący udzieli wam pomocy, ale musicie pamiętać, że nic nie przychodzi za darmo. - uspokoił się na chwilę, raz jeszcze rzucając każdemu z osobna poważne spojrzenie.
- Idźcie już. Próżnowanie nie przyniesienie niczego dobrego. Jesteście nadzieją Ziemi... nie... Wszechświata! - powiedział głośno, podkreślając wyraźnie ostatnie słowo.

Tymczasem, wysoko nad wieżą Korina. Wszechmogący stał na krawędzi platformy, patrząc w dół. Mrużył swoje zmęczone oczy i marszczył twarz w grymasie niezadowolenia. Pan Popo stał tuż za nim.
- Przygotuj go, Panie Popo. - powiedział krótko, a mina Popo wskazywała na wyraźne zaskoczenie. Zająknąwszy się, przytaknął nerwowo i ukłonił się, odwracając się na pięcie i znikając zaraz w ciemnościach pałacu.
- Już czas. - dopowiedział po chwili Wszechmogący, spoglądając zaraz daleko przed siebie. Korin w tym samym czasie skinął głową. Po skroni jednego, jak i drugiego, spłynęła kropla potu.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1397

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Wieży Korina

Pisanie by Aymi on Pią Lip 27, 2018 11:41 pm

Pojawienie się Smoka na wieży, w dodatku w towarzystwie jakiegoś obcego gościa, było dość niespodziewane. Przynajmniej Aymi nie spodziewała się spotkać tu chłopaka, nie teraz. Pamiętała jeszcze spotkanie nad jeziorem, zamieszanie i wszystko to, co zrobiła. Wszystko to, czego robić nie powinna, a co wciąż kołatało jej w głowie. Teraz jednak powinna się skupić na tym, by dostać się do Kamiego i z jego pomocą odnaleźć kule. Musiała wskrzesić ojca. Jak się okazało, w tym samym celu przyleciał Ryu, chociaż w jego słowach kryło się coś jeszcze.
- Statki? - powtórzyła cicho, a jej mięśnie mimowolnie się napięły. - Sakana...
Zgrzytnęła zębami, nie ruszyła się jednak z miejsca. Zamiast niej poruszył się brunet, którego nogi niosły prosto w jej kierunku. Odruchowo zrobiła krok w tył, zatrzymała się jednak, mocniej zaciskając dłoń na dłoni stojącej obok jasnowłosej.
- To nie nasza krew - odparła krótko, gdy chłopak wspomniał o plamie czerwieni, którą znalazł nad jeziorem. Wiedziała, że należała ona do tamtego saiyanina. Miała ochotę powiedzieć jeszcze coś o tym, że umie się bronić sama i nie musi polegać na nim czy kimkolwiek, nie zdążyła jednak. Ryu objął ją szczelnie i zaczął przepraszać. Płomiennowłosa zdrętwiała. Jeszcze chyba nigdy nie miała takiego pragnienia ucieczki jak właśnie w tej chwili, w tym miejscu. Umysł zdawał się wyrywać, podczas gdy ciało tkwiło nieruchomo w jednym miejscu.
- Przestań... - wyszeptała tylko. - Po prostu zapomnij...
Obróciła głowę tak, żeby dać do zrozumienia, że nie chce o tym rozmawiać, a kiedy wreszcie została oswobodzona z uścisku bruneta, zrobiła krok w stronę Eri. W tym właśnie momencie przemówił Korin, a Ay słuchała go uważnie. Prawdą było, że czas ich naglił. Belial już zapewne był w drodze, w końcu zabójca jej ojca zapowiedział jego nadejście. Nie było co do tego żadnych wątpliwości. Kocur zapewnił, że Kami im pomoże, choć nie za darmo. Stalowooka nie wiedziała, czego Wszechmogący mógł od nich chcieć, była jednak skora do poświęcenia. Zrobiłaby niemal wszystko, by odzyskać ojca.
Po ostatnich słowach Korina przytaknęła energicznie, dając znak, że jest gotowa na to, co miało nadejść. Wiedziała, że wojownicy muszą ruszyć na spotkanie z oczekującym ich bóstwem, ale Erica nie była wojowniczką. Powinna zostać w miejscu, w którym będzie bezpieczna.
- Zostań z Korinem, on cię ochroni - rzuciła w stronę przyjaciółki, stając tuż przed nią i ujmując obie jej dłonie. - Jak tylko załatwię to, co muszę, wrócę tu po ciebie.
Złączyła ich czoła, wpatrując się przez chwilę w te jasne oczy. Moment później uchwyciła jej twarz i złożyła na jej ustach delikatny pocałunek.
- Wrócę - zapewniła na koniec, by już po chwili zmierzać w kierunku barierki. Nie wahała się, nie oglądała za siebie. To nie miałoby sensu. Po prostu skoczyła i wzleciała ku górze. Na spotkanie z Wszechmogącym.
[z/t] -> Pałac


Ostatnio zmieniony przez Aymi dnia Sro Sie 29, 2018 9:15 pm, w całości zmieniany 1 raz

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

avatar

Aymi
Mistrz Gry

Liczba postów : 582

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Wieży Korina

Pisanie by Erica on Sro Sie 01, 2018 8:31 pm

Uśmiechnęła się, gdy Korin odskoczył od niej. Widziała, że mu się podobało, ale chciał zachować swój "image" poważnego mędrca. Wstała, kierując swój wzrok na przybyszów, jakimi okazali się Ryu z obcym mężczyzną. Lekko się zszokowała, a potem zerknęła na Aymi, która mocniej zacisnęła uścisk na jej dłoni. Popatrzyła na nią, a potem wzdrygnęła się, gdy Ryu pojawił się przy nich tak nagle i przytulił Rudowłosą. Erica odkaszlnęła dwa razy, a potem odwróciła od nich wzrok, skupiając się na mówiącym Korinie. Zerknęła przez chwilę na dziewczynę, która obok niej się pojawiła, a potem wróciła wzrokiem do kota. Gdy skończył mówić, to podeszła do niej jej towarzyszka, chwyciła jej obie dłonie i poradziła jej zostanie tutaj z tą małą, szarą kuleczką, a potem obdarowała jej usta pocałunkiem, który został oddany praktycznie od razu. Był to jej drugi pocałunek i czuła, że może się w nim rozpłynąć. Żałowała, że tak szybko się od siebie odłączyły, lecz uśmiechnęła się i pomachała towarzyszce na pożegnanie.
avatar

Erica

Liczba postów : 30

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Wieży Korina

Pisanie by Ryu on Pią Sie 03, 2018 4:56 pm

Krew znaleziona przez naszego bohatera nad jeziorem nie należała, do którejś z dziewczyn, jak oznajmiła sama rudowłosa. Młodzieniec mógł jedynie nadal spekulować nad tym, co dokładnie wydarzyło się tam pod jego nieobecność. Biorąc pod uwagę zniszczenia, z całą pewnością odbyła się tam walka, lecz wciąż nie było jasnym kim był ów tajemniczy wojownik. Nawet jeżeli nie miał on dobrych zamiarów to istniało spore prawdopodobieństwo, iż nie stanowił on zbyt dużego zagrożenia. Oczywiście pod warunkiem, że faktycznie zmierzył się z ogoniastą i przegrał.
Brunet przytulił rudowłosą przepraszając ją za swe postępowanie, lecz ta najwidoczniej, z jakiegoś powodu nie chciała o tym rozmawiać. Cóż, może po prostu nie widziała sensu w rozmawianiu na ten temat? Oboje byli doskonale świadomi wszystkiego, co zaszło i może nie widziała sensu w rozpamiętywaniu przeszłości? Może dla niej było to coś nieznaczącego, lecz gdy nasz bohater myślał o tym teraz to było to całkiem… miłe. Nigdy wcześniej żadna dziewczyna nie pocałowała go w usta, więc była to naprawdę przyjemna odmiana. Fakt, jego początkowe zachowanie mogło absolutnie na to nie wskazywać, a nawet wręcz przeciwnie. Można było z niego wywnioskować może nawet pewną odrazę lub strach? Było to jednakże niespodziewane i nie wiedział, jak powinien się zachować. Taka sytuacja przydarzyła mu się pierwszy raz w życiu, i gdyby tylko był świadom tego, co ma się wydarzyć to może zareagowałby w całkiem inny sposób? Mimo wszystko należało porozmawiać z Aymi o zdarzeniu tym.
- Jak ja mogłem być tak ślepy? Nawet nie zauważyłem tego, że może coś do mnie czuć.
Ryu wciąż próbował zrozumieć, jakim cudem nie dostrzegł tego wszystkiego. Dopiero ten całus otworzył mu oczy. Dopiero teraz zaczął pojmować, że dziewczyna traktowała go inaczej. Był dla niej zdecydowanie kimś innym niż tylko przyjacielem.
Ziemianin słysząc głos Korina, a następnie uderzenie drewnianej laski momentalnie puścił swą przyjaciółkę i skierował wzrok na gospodarza wieży. Kocur rzucił każdemu z obecnych poważne spojrzenie ponaglając naszych bohaterów do jak najszybszego ruszenia w drogę. Było to całkowicie normalne zważając na okoliczności, w jakich wszyscy się znaleźli. W zasadzie dopiero teraz Ziemianin zaczął zastanawiać się nad tożsamością przybyszy. Najpewniejszą odpowiedzią wydawali się być Sakanie, bo przecież istniało już wcześniej prawdopodobieństwo ich powrotu na błękitną planetę. Nie można było jednak wykluczyć innych możliwości. Wszechświat był ogromny, pełen mrocznych i złych istot. Powodów przybycia na Ziemię mogło być wiele. Mimo wszystko, Ryu sądził, iż to właśnie ryboludzie znów pojawili się.
- Jeżeli to znowu Sakanie to czeka ich nieciekawy los. Tym razem mam zamiar z nimi walczyć. Użyję całej swojej mocy i szybko ich pokonam.
Chłopak był pewny siebie, może wręcz arogancki, lecz nie miał zamiaru przegrać z osobami, które pochodziły z tej samej rasy, co zabójca jego mistrza. Nie zamierzał patyczkować się z nimi. Zresztą, nawet jeżeli okazałoby się, że to nie Sakanie wylądowali na Ziemi to i tak miał zamiar użyć wszystkiego, co miał i przegonić najeźdźców. Nie było potrzeby, aby niepotrzebnie przeciągać starcie. Należało zakończyć walkę tak szybko, jak tylko zostałaby rozpoczęta. Bez niepotrzebnych ofiar.
Młodzieniec dostrzegł kątem oka Aymi, która zbliżyła się do Erici i obdarowała ją całusem. Ta sytuacja całkowicie zdezorientowała wojaka. Absolutnie nic z tego nie rozumiał. Nie mógł pojąć tego, co miało tu miejsce. Jego mózg nie potrafił przekalkulować i ułożyć wszystkiego, w jakąś logiczną całość. Zdawało się, iż to właśnie jego rudowłosa obdarzyła tym szczególnym uczuciem, bo przecież gdyby było inaczej to, dlaczego miałaby go całować? Młodzieniec już wcześniej myślał nad tą kwestią i możliwe, że mogła chcieć poprawić mu humor tym gestem. Jeżeli nie miało to jednak dla niej większego znaczenia to czemu, aż tak bardzo przejęła się jego reakcją? Przecież widząc, jak zachował się nasz bohater momentalnie uciekła prosto w las. Skoro kochała Ryu to, w jakim celu pocałowała białowłosą? Chciała sprawdzić jego reakcję? Tylko po co? Łącząc te wszystkie fakty można dojść do wniosku, że nic tu nie miało jakiegokolwiek sensu, brakowało w tym jakiejkolwiek logiki. Stwierdził, że nie może dłużej marnować czasu i musiał ruszać. Nim jednak odleciał skierował swój wzrok na Tenshinhana i zapytał czy on także zamierzał lecieć wraz z naszymi bohaterami. Jakkolwiek trójoki odpowiedziałby, Ryu zamierzał opuścić wieżę. Wyglądało na to, iż Erica miała pozostać u Korina. Jeżeli nie była wystarczająco silna to faktycznie byłoby lepiej, aby pozostała w bezpiecznym miejscu. Młodzieniec ugiął nogi oraz ręce, a ciało jego obtoczyła mleczna aura, następnie opuścił to miejsce.

[z/t]
avatar

Ryu

Liczba postów : 288

Powrót do góry Go down

Re: Szczyt Wieży Korina

Pisanie by Sponsored content



Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 6 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach