Go down
Admin
Admin
No.1 Whis' Fanboy
Liczba postów : 392
http://dbanotheruniverse.forumpolish.com

Szczyt Wieży Korina - Page 7 Empty Szczyt Wieży Korina

on Wto Wrz 08, 2015 4:50 pm
First topic message reminder :

Jak sama nazwa wskazuje, jest to szczyt, czyli koniec totemopodobnego słupa. Znajduje się tutaj niewielka budowla, kształtem i wyglądem przypominając bączek, jakim zwykły się kiedyś bawić dzieci. Filary wbudowane na skraju okręgu podtrzymują sufit. Na samym środku platformy znajduje się fontanna. Nie jest to jednak zwykła fontanna, gdyż wcale z niej nie wydobywają się strumienie wody. Nad nią unosi się kulisty obiekt, przypominający bańkę mydlaną. Na jej wierzchu (fontanny) wyrzeźbione są zwierzęta, dokładniej mówiąc słonie. Podtrzymują one niewielką, ręcznie zdobioną buteleczkę. Ciekawe co takiego się w niej znajduje?
Z jednej strony "bączka" zbudowane są schody, które prowadzą do środka tego architektonicznego cudu. Dalej jest już tylko część mieszkalna, w której na co dzień mieszka strażnik wieży - kot Korin.

Fabu
Fabu
Liczba postów : 51

Szczyt Wieży Korina - Page 7 Empty Re: Szczyt Wieży Korina

on Pon Lut 18, 2019 10:52 pm
Zwracam honor. To ptaki dotrzymywały mi więcej towarzystwa niż Ranzoku, który nie był zbyt skory do jakichkolwiek rozmów. Może denerwowały, przeszkadzały ale dzięki nim coś się działo i nie czułem aż tak bardzo nudy.
Wspinałem się, wspinałem, aż wreszcie zobaczyłem koniec słupa! Tego się nie spodziewałem! Myślałem już, że to ciągnie się nieskończoność w górę! Już nawet dobrze ziemi nie widać z tej wysokości. A co tego końca. Wyglądało to jak bączek, szczerze to spodziewałem albo raczej oczekiwałem czegoś zupełnie innego. Nie wiem czego, ale na pewno nie tego co właśnie zobaczyłem. Spojrzałem z uśmiechem na blondyna i kiwnąłem do niego głową porozumiewawczo. To był kres naszej przygody, teraz prosić o rady właściciela tego słupa.
Wszedłem na górę. Odrazu co zrobiłem to pomasowałem swoje ramiona a potem dłonie, to była ciężka przeprawa, no nie aż tak ciężka, ale trochę można było się zmęczyć bo ciągle trzeba było wysilać swoje dłonie by nie zjechać w dół, jak straż pożarna po słupie przeciwpożarowym. I dopiero po tym zacząłem rozglądać się po całym pomieszczeniu, albo raczej platformie. Byliśmy przed zamkniętymi drzwiami, które teraz za bardzo nie interesowały, poszedłem na górę. Poziom wyżej był jakby taki wielki balkon? Którego dach podtrzymywały filary, na środku były rzeźby słoni, które trzymały jakąś butelkę, a wyżej jakby bańska mydlana, a takto poza tym nic ciekawego. Podszedłem na środek, pochyliłem się przed flakonikiem i zacząłem mu się przyglądać. Nie wiem po co ktoś miałby stawiać butelkę na rzeźbach słoni. To było dziwne. Zostawiłem butelkę i spojrzałem do góry, na tą bańkę, która bardziej niż reszta mnie interesowała. Nie wiedziałem co to jest, ale nie wiem dlaczego chciałem tyknąć ją paluchem i zobaczyć co się stanie.
Rozejrzałem się dookoła, nikogo poza nami nie było. Podrapałem się z tyłu głowy i westchnąłem.
-No nic, jak na razie nic nie ruszajmy by nie zdenerwować Mistrza, najpierw musimy go znaleźć... albo po prostu zawołać...- wziąłem głęboki wdech, później wydech ale przy tym zacząłem krzyczeć.
-MISTRZU KORINIE! JESTEŚ TUTAJ?!- Już lepiej powiadomić gospodarza o gościach, niż chodzić po jego domu gdzie on nic o tym nie wie. Nie chce wyjść na jakiegoś złodzieja.
Ranzoku
Ranzoku
Liczba postów : 159

Szczyt Wieży Korina - Page 7 Empty Re: Szczyt Wieży Korina

on Wto Lut 19, 2019 7:49 pm
Będąc w pełni skupionym na wspinaczce, chłopak już nawet nie myślał o swoich sprawach i o rzeczach, które mogą go spotkać niedługo. Był tylko słup, Fabu i On sam. Nawet nie zauważył jak mocno oddalił się Smokołak od Ranzoku, kiedy nie tak dawno rozmawiali ze sobą, chociaż rozmową tego nazwać nie można, bowiem android tylko odpowiadał na pytania, w żaden sposób nie próbował nawiązać bliższych kontaktów z Nim i nie jest on wyjątkiem. Był to doskonały test siły i kondycji, chłopak odczuwał to na swoim ciele. Może ta cała wędrówka to tak naprawdę rodzaj treningu, że niczego na Jej szczycie nie znajdzie, ale determinacja włożona w tę podróż wzmacnia ciało i umysł osoby, która dostała pozwolenie na to. Chociaż byłoby to bardzo rozczarowujące kiedy to androidowi chodzi wyłącznie o informacje. W taki sposób ich nie zdobędzie. Pojedyncza żyłka pojawiła się na czole blondasa co zwiastowało mocną irytację. - Ile jeszcze?! - Rzekł do samego siebie nie myśląc o tym, że ktoś go usłyszy, choć jedyna osobą był Fabu, który raczej jeszcze skupiony na tym samym co Ranzoku. Nagle gdzieś w oddali ujrzał tajemniczą kopułę " Czy to jest to? " Przeszło przez myśl blondyna. Znacznie przyspieszył tempo nie zważając na prędkość wspólnika, ale i tak pierwszy dosięgnął szczytu. Zaraz po Nim nasz zajebisty android, który swą poświatą przyćmiewa niejedną gwiazdę. Znaleźli się w tajemniczym pomieszczeniu po przejściu kilku zakręconych schodków. Filary, fontanna bez wody oraz pomniki przypominające słonie. Nic specjalnego w sumie, chociaż te zabudowania wyglądały na całkiem stare w porównaniu do teraźniejszej technologii w mieście. Czyżby sięgała zamierzchłych czasów? Zostawmy te sprawę archeologów lub historyków. Żadna z tych profesji nie interesowała naszego androida. Szkoda, że po za dwójką wojowników nikogo tu nie ma, wtem Fabu zaczął o czymś mówić do Ranzoku. Chłopak nijak na te słowa zareagował, bowiem był skupiony na rozglądaniu się za domownikami. Smokołak zaczął krzyczeć tyle ile siły pozwoliły mu na to. Android raczej nie szedł we ślady towarzysza, wiec na własną rękę zaczął rozglądać się wewnątrz kopuły. Jego uwagę przykuła kryształowa kula, która nie wyglądała na zwykłą skoro się unosi nad powierzchnią. Co to za czary? Na razie niczego nie dotykał, obawiał się tego jak zareagują potencjalni domownicy tutaj. Od czasu do czasu zaglądał za siebie i na boki w poszukiwaniu oznak życia. Ciekawe czy kiedyś to nastąpi?

KONIEC TRENINGU
Haricotto
Haricotto
Admin/Time Patrol
Liczba postów : 1722

Szczyt Wieży Korina - Page 7 Empty Re: Szczyt Wieży Korina

on Wto Lut 19, 2019 8:23 pm
MG

- MISTRZU KORINIE! JESTEŚ TUTAJ?!

Krzyk niczego nie wskórał. Nastała po nim głucha cisza, której towarzyszyło narastające uczucie niepewności.
Karin nie pojawił się. Wiatr mocniej zadymał, wprawiając w ruch długie włosy Ranzoku i jego pelerynę. Czyżby zostali oszukani?

Nagle do uszu dwójki wojowników dobiegł dźwięk, jaki wydają nienasmarowane zawiasy w drzwiach. Zaraz po tym, rozległo się ciche stukanie. 

Stuk. Stuk. Stuk. 

Zupełnie tak, jakby ktoś uderzał jedną twardą rzeczą o drugą.
Dźwięk stukania narastał, aż w końcu zaczął dochodzić zza pleców przybyłych gości. Ktoś był za nimi! Nim się odwrócili, dziwne stukanie ustało.
- Wystarczyło zapukać w drzwi. - powiedział nieznajomy jegomość, o wysokim tonie głosu.
Kiedy Fabu i Ranzoku się odwrócili, musieli spojrzeć w dół. Ich oczom ukazał się niewielki, gruby, biały kot, który podpierał się na wyższej od niego, drewnianej lasce. Nie wyglądał na kogoś, kto mógłby być nazywany "Wielkim Mistrzem".
- Jestem Korin. Kim jesteście i co was do mnie sprowadza? - zapytał, utrzymując jedną i tą samą minę, którą nie pogardziłby najlepszy pokerzysta.

_________________
Szczyt Wieży Korina - Page 7 3rhfQvw
Fabu
Fabu
Liczba postów : 51

Szczyt Wieży Korina - Page 7 Empty Re: Szczyt Wieży Korina

on Wto Lut 19, 2019 8:57 pm
Krzyknąłem. I nic. Czego ja się spodziewałem? Ze zaraz usłyszę z boku coś typu "Zaraz, tylko wyjdę z toalety!", czy po prostu odpowiedź potwierdzająca jego obecność w tym dziwnym bączku? No ale jak juz wspomniałem, nie było żadnego odzewu, jedynie wiatr. Spojrzałem na blondyna marszcząc brwi. Właśnie w tym momencie zrodziła się we mnie obawa, niepewność, czy to nie była strata czasu, która niczym nie zaowocuje.
Podszedłem do jednej z barierek. Chciałem wypatrzeć, czy my jesteśmy na dobrym słupie? czy nie weszliśmy na opuszczony słup, a obok stoi drugi nowy w którym jednak żyje nasz poszukiwany Mistrz. Na całe szczęście moje fantazyjne obawy nie były prawdą. Z jednej strony ulga, ale nadal byłem przerażony tym faktem, ze nie ma tutaj nikogo. Może sprawdzić za tymi drzwiami poziom niżej? No właśnie, pomyślałem o tym i już zaczęło się coś dziać.
Usłyszałem otwierające się drzwi, ale za pewno Ranzoku też to usłyszał. Zamarłem. Nie wiedziałem co zrobić na ten moment. Nie wiem krzyknąć jeszcze raz i moze wreszcie odpowie mi ta osoba, albo jest tam coś dziwnego, co zrobiło krzywdę gospodarzowi tego miejsca? Nie wiedziałem jak zareagować, serio. Po chwili Stuk, stuk, stuk, jakby coś waliło o kamień. Nim się odwróciłem zobaczyłem kotka. Nie ściemniam. Zobaczyłem Kota na dwóch łapkach oraz kijkiem, jakby był jakimś mędrcem bądź magiem. Do tego to zwierze umiało mówić! No i odrazu po tym jak pomyślałem, że jest zwierzątkiem to się skarciłem w duchu. Sam jestem przerośniętą jaszczurką, która nie pasuje do niczego na tym świecie. Nie oceniaj książki po okładce Fabu! Głupi ja! No nic, po chwili znowu się odezwał i przedstawił się jako "Korin", czyli to był on! Mistrz oraz osoba która ma na ziemi swój wielki las! No już mniejszy las, ale nadal las na jego cześć. Zapytał się kim jesteśmy i czego pragniemy.
Podszedłem kawałek do niego. Spojrzałem na niego z pełną powagą, nagle upadłem na kolana i pokłoniłem się, kładąc moje pięści na posadzce. Był to Mistrz! Trzeba mu oddać szacunek jeżeli się czegoś od niego oczekuje. No i nie na darmo ma ten tytuł, wiec i tak trzeba się do niego zwracać w taki sposób jaki powinno.
-Witaj Mistrzu Korinie. Jestem Fabu, a to mój towarzysz Ranzoku. Przeszliśmy próbę na dole w Wiosce Plemienia Karinga i wspięliśmy się do Ciebie na górę z własnych pobudek.- Nie podnosiłem głowy, ciągle miałem ją opuszczoną, ale jedną ręką powędrowałem do mojej torby, otworzyłem ją i wyciągnąłem Smoczą Kulę o jednej gwiazdce. Wyciągnąłem ją przed siebie w kierunku Karina i kontynuowałem.
-Przybyłem zasięgnąć twojej wiedzy oraz nauk, jeżeli mi na to pozwolisz.- Nie czekałem, postanowiłem od razu wyjść z tym po co tutaj przyszedłem. Niech będą konkrety, każdy je lubi niz owijanie w bawełnę, co nie?
-Prosiłbym byś opowiedział mi wszystko o Smoczych kulach, myślę że ta wiedza pomoże mi przeszkodzić Czerwonej Armii w zebraniu pozostałych. No i o pobranie nauk u Mistrza.- Skusiłem się by spojrzeć na Kota, chciałem zobaczyć jak na mnie patrzy. Przychylnie czy na odwrót? To mnie ciekawiło.
Co do mojej prośby o pobieranie nauk u niego. Myślę, że to mi pomoże wzrosnąć na sile, ale bardziej chodzi by zmienić moje myślenie w pewnym stopniu. Upa uświadomił mnie, że za bardzo przeżywam to co zrobiłem i myślę że to spotkanie może mi pomóc w większym stopniu.
Ranzoku
Ranzoku
Liczba postów : 159

Szczyt Wieży Korina - Page 7 Empty Re: Szczyt Wieży Korina

on Sro Lut 20, 2019 5:35 pm
Czekał i czekał, ale nadal nic się nie działo, ani jednej osoby, która odpowiedziałaby na krzyki Fabu. Jak na razie żadnych oznak życia, chociaż miejsce na opustoszałe nie wyglądało z początku. Dlaczego więc klan, który ma miejsce u stóp wieży skłamał, że coś ciekawego się wydarzy? Jaki mieliby cel w tym? Mogli po prostu powiedzieć, że nie ma tu miejsce dla Niego i będę odszedłby zniesmaczony, lecz nie robiłby awantur. Chociaż jeśli posiadaliby informacje to chłopak straciłby okazję, żeby uchyliliby rąbka tajemnicy. Gdy chłopak tracił zainteresowanie tym terenem, zaczął powoli odchodzić, gdy nagle usłyszał jakieś stukanie kijem o podłoże. Strachy na wróble znudziły się ciągłym staniem i poszli sobie w rejs? Chociaż ten tekst byłby celny na jakiejś wsi, nie tutaj w pomieszczeniu. Wsłuchiwał się w stukanie i próbować odnaleźć jego źródło. Oczom ukazał się puszysty kotek z patykiem. Niecodziennie widok, chociaż wcześniej też widział antropomorficzne zwierzęta, więc nie powinno to dziwić Ranzoku. - To jest Karin? - Zapytał niepewnie towarzysza, który sprawiał wrażenie, że skądś go znał lub gdzieś widział. Jednakże nie zareagował w takim sam sposób jak poczynił to Smokołak, gdyż był lekko zmieszany, że taki kocurek może być kimś ważnym w tym świecie. Po krótkiej chwili, chłopak zdał sobie z tego sprawę, że nie pomylił się i faktycznie może być kimś więcej niż tylko puszystym kotkiem. Chłopak darował sobie fanaberie w stylu klękania czy innych pozycji, który oddawałaby hołd innej osobie. Kiedy to chciał odpowiedzieć, Fabu uczynił to za Niego. Odetchnął, by uspokoić myśli i zaczął od pytania - O co chodzi z tą święta wodą i czemu akurat ja zostałem wybrany przez Wszechmogącego? - Dowiedział się co nieco o tym Bogu od mieszkańców lasu, lecz nic więcej. Po krótkiej chwili dopytał - Co to za smocze kule, o których mowa? - Wiele pytań jak na początek, lecz warto się dowiedzieć czegoś więcej. Zapewne nie będzie miał okazji spotkać Wszechmogącego i z Nim porozmawiać, ale tego nie można być pewien. Nasz bohater też zainteresował się tymi kulami. Jakiś artefakt, o którym wiedzą nieliczni? Jeżeli istnieje możliwość dowiedzenia się o nich więcej, to może warto trochę ten temat drążyć dalej? Natłok pytań rodzi się w głowie androida, lecz nie chciał od razu zasypywać nimi Koteczka. Stopniowo próbował wydobyć więcej informacji, by nie wprowadzić Go w zakłopotanie. Po słowach Fabu można wnioskować, że ten Karin ma predyspozycje do nadzorowania treningów innych. Ciekawe, może warto się też dopytać o to, ale to później, kiedy otrzyma odpowiedzi odnośnie poprzednich pytań i być może odpowiedzi w kierunku Fabu. To może być ciekawa sytuacja i możliwe, że jedyna okazja, by wykrzesać z siebie więcej kiedy przyjdzie na to pora.
Haricotto
Haricotto
Admin/Time Patrol
Liczba postów : 1722

Szczyt Wieży Korina - Page 7 Empty Re: Szczyt Wieży Korina

on Pią Lut 22, 2019 10:05 am
MG

Fabu zaskoczył Karina. Kiedy jaszczur ukłonił się, upadając na kolana, kot otworzył szerzej swoje oczy i cofnął się o krok. Zaskoczyło go to, ale niemniej jednak, schlebiało mu to. Przystawił zaciśniętą dłoń do pyszczka i chrząknął, po czym uniósł ją góry i pomachał nią.
- Nie trzeba, nie trzeba. Wstań, proszę.

Fabu trzymał w rękach Smoczą Kulę z Jedną Gwiazdką, którą wyjął ze swojej torby. Ranzoku stał i przyglądał się, wyglądając tak, jakby nie wiedział, co się dzieje. 
Karin wyciągnął łapę i chwycił Smoczą Kulę. Zaczął ją oglądać z zainteresowaniem. Na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Oddał ją po chwili, zalany potokiem pytań. 
Nastała cisza, a Karin łypał spojrzeniem to na Fabu, to na Ranzoku. Odwrócił się na pięcie i podszedł do barierki, która ratowała przed upadkiem z platformy. Wskoczył na nią, zachowując idealny balans. Patrzył gdzieś w dal, na błękitne niebo, po którym leniwie poruszały się obłoki.

- Smocze Kule zostały stworzone przez Wszechmogącego. - tu zatrzymał się na moment, kontynuując po chwili.
- Jest ich siedem. Tylko zebrane razem mogą przywołać magicznego smoka, Shenlonga. Jego moc jest ogromna, niewyobrażalna, i może robić rzeczy, o których nikomu się nie śniło. Przywraca zmarłych do życia, obdarza bogactwem, oddaje młodość... - westchnął cicho, odwracając się przodem do gości.
- Ponownie można ich użyć dopiero po roku od spełnienia życzenia. Dlaczego chcesz je zebrać? - zapytał, patrząc na Fabu.

Zeskoczył z barierki i podszedł do fontanny, która znajdowała się na środku pomieszczenia. Spojrzał na rzeźbione słonie, sunąc po jednym z nich swoją włochatą łapą.
- Święta Woda... Wzmocnia pod każdym względem. Odblokowuje ukryty potencjał. Niestety... - przerwał, przymykając swoje oczy. Kątem oka zerknął na Ranzoku i uśmiechnął się tajemniczo.
- Nie jest darmowa. Nawet dla kogoś, kogo mógł wybrać sam Wszechmogący. Przykro mi. - zabrał łapę i schował ją za plecami, odwracając się twarzą do wojowników.
Nie wspomniał nic na temat nauki pod jego okiem. Specjalnie czy zapomniał?

_________________
Szczyt Wieży Korina - Page 7 3rhfQvw
Fabu
Fabu
Liczba postów : 51

Szczyt Wieży Korina - Page 7 Empty Re: Szczyt Wieży Korina

on Pią Lut 22, 2019 2:40 pm
To było bardzo uprzejme z jego strony, ze pozwolił mi wstać. Myślę że by inni mistrzowie poprzestali na tym, by ludzie z niższą rangą nadal się kłaniali przy nim. Czyli też jest skromny i nie patrzy na to tak wszystko. Ciekawe! Ale szacunek trzeba mu oddać, tak czy siak, nawet jeżeli będzie mówił, że tego nie chce.
Ta moja wyciągnięta kula. Poszedłem odrazu prosto z mostu, nie zwracając uwagi na to, ze Ranzoku jest mi jeszcze tak bardzo nie znanym człowiekiem i pokazałem mu coś tak bardzo cennego. Mam nadzieje, że zaraz nie pokaże prawdziwych kolorów, dorwie kule i okaże się, że jest właśnie z tej armii z którą chce walczyć w otwartej wojnie. Co do Karina, zabrał moją kule, przyglądał jej się, aż wreszcie uśmiechnął się leciutko. To był znak! Czyli coś wiedział, przez co już wiem o tym jak opłaciła mi się próba by tu wejść, którą podjąłem dosłownie niedawno. Po chwili oddał mi ją, a ja odrazu schowałem do torby i ją zamknąłem. Niech tam siedzi jak na razie, może później gdzieś ją schowam by nikt inny jej nie odnalazł i nie wykorzystał do niecnych celów.
Opowieść o smoczych kulach nie dała mi aż tak wielu informacji o których nie wiedziałem, ale potwierdziła mi wszystko co słyszałem oraz powiedziała mi kto je zrobił. Kiedy tylko padło nazwa "Wszechmogący" to kątem oka spojrzałem na znak, który jest oznaczony właśnie Blondyn. Zacząłem mieć podejrzenia, że ten na górze mógł to wszystko zaplanować i sprowokować nasze spotkanie. Tylko co on chce tym osiągnąć, to jest pytanie, które raczej szybko nie odnajdzie odpowiedzi, ale będzie czekało na okazje by je rozwiązać. Co do smoka i życzeń. Dobrze wiedzieć jak ten Smok się nazywa oraz to potwierdzenie, że można zażyczyć sobie wszystko. Może takie niepozorne informacje, ale na pewno się przydadzą i jeszcze bardziej mnie zmotywują do działań.
Mistrz Kot zadał bardzo trafne pytanie. Ja odrazu przełknąłem ślinę, wstałem powoli na równe nogi i postanowiłem powiedzieć prawdę, która bardzo mnie bolała. Spojrzałem na moje wyciągnięte dłonie i rzuciłem.
- Chce przeszkodzić czerwonej armii w zebraniu kolejnych kul, gdzie mają już trzy. Jeżeli je zbiorą to mogą zrobić dużo złego, a przy tym zabić dużo istnień.... Do tego zrobiłem coś bardzo strasznego.- Zacisnąłem je mocno. Teraz nie bałem się że zrobie komuś krzywdę jednym moim ruchem, nie bałem się siebie, a bardziej tego że mogę przez moją nie uwagę znowu to zrobić, a tego jak na razie nie chce. Słowa Upy nadal we mnie tkwią, ale odrazu się nie zmienię.
-Przez moją osobę umarło kilka osób, a nawet sam moimi rękoma spowodowałem śmierć. Może był zły, chociaż do końca tego nie wiem, ale na pewno był zwykłym żołnierzem który mógł iść za rozkazami swoich przyłożonych....- Wziąłem głęboki wdech, wydech i spojrzałem na Białego jegomościa z determinacją.
-Chce wszystkich przywrócić do życia, jak zbiorę kule. Chce naprawić moje winy. Wiem, idę tylko moimi pobudkami by mieć spokój ducha, ale przy okazji chce przeszkodzić tym złym.- I po chwili zrozumiałem co zrobiłem w moim odczuciu źle, wiec postanowiłem odrazu dodać.
-Chociaż to jest szukanie wymówek. Chce wykorzystać niewyobrażalną moc w egoistycznych celach i zasłaniam je "ratowaniem" reszty przed czerwoną armią. To jest głupie. Ale chce to zrobić, dla mojego dobra, dla dobra innych, chociaż pewnie nie mam aż tyle siły by się zmierzyć z czerwoną armią.  Dlatego proszę, ucz mnie, pomóż mi stać się lepszą i silniejszą osobą niż teraz, Mistrzu Karinie.- Pochyliłem głowę i postanowiłem się nie odzywać, bo już wykorzystałem mój czas na gadanie. Była tutaj z nami inna osoba, która miała swoje pobudki.
Ranzoku poruszał kwestie świętej wody, o której zupełnie zapomniałem. Mistrz Kocur wytłumaczył co to jest, chociaż ja sam nie do końca nie byłem pewien jak to działa? Wzmacnia wszystko? Czyli skórę, wzrok i inne głupie rzeczy też? Na pewno moze to aspekty fizyczne, ale jak to jest z umysłem? Nie wiem.
Ranzoku
Ranzoku
Liczba postów : 159

Szczyt Wieży Korina - Page 7 Empty Re: Szczyt Wieży Korina

on Sob Lut 23, 2019 12:45 pm
- Rozumiem. - Odrzekł młodziak spoglądając na Karina, zerkając również na moment w stronę Fabu. Ciekawe jak wszedł w posiadanie tej kuli, którą pokazał Koteczkowi? Skoro posiadają taką moc to nie są one ogólnodostępne, więc trzeba dużo czasu poświęcić na jej szukanie, bo raczej nie kupisz ich w spożywczaku bądź jakimś innym sklepie. Ranzoku raczej nie użyłby smoczych kul, chyba że w ostateczności, kiedy grunt paliłby się pod nogami. Wieczna młodość? Nie zwracał uwagi na swój wiek. Przywrócić kogoś do życia? Jak najbardziej, ale nie wie jak nazywała osoba, która ją stworzyła. Co najwyżej użyłby kul do zdobycia informacji, ale czy to by nie było za proste? Chłopaka bardziej zainteresowała treść o świętej wodzie, a może to jakaś wskazówka do zagadki? Może warto zapytać? Po za tym Armia RR też ich poszukuje, to znaczy, że to się może skończyć źle. Tylko co tak chciwe dranie mogłyby jeszcze sobie zażyczyć, kiedy mają na własność Ziemię i prowadzą rządy tyrańskie. Jak daleko mogą się jeszcze posunąć, by spełnić swoje chore ambicje? Chyba ich chciwość naprawdę nie zna granic, skoro potrzebują tych kul. - Jeśli dobrze rozumiem to tych kul jest siedem? Czyli jeżeli zabraknie jednej, to życzenie nie zostanie spełnione? -Zapytał Karina i Fabu jednocześnie, by upewnić się w tym. Jeżeli to prawda wtedy wystarczyłoby odizolować od nich tę jedną kule jak najdalej stąd. Widocznie Fabu też chce wypowiedzieć życzenie, to faktycznie brzmi to dość kłopotliwie, bowiem nie wtargnie w pojedynkę przecież do ich Bazy, prawda? Miejmy nadzieję, że prawda. Wygląda to na samobójstwo, lecz może nie pokazał wszystkiego podczas ich małego pojedynku. To bardzo szlachetne z Jego strony, że chce przywrócić do życia ludzi, którzy zmarli wskutek działań RR. Chłopak chwycił się za podbródek, udając, że myśli, a tak naprawdę zainteresowała Go ta święta woda.
- Jaka jest cena za tę świętą wodę? - Zapytał Kotka. Jeżeli Fabu będzie chciał stanąć w szranki z RR, to przyda mu się jakaś większa moc, choć pewnie jest to przykrywka, bo Ranzoku też chciałby przybrać na sile. O tym wie tylko nasz bohater. Na razie chce zebrać informacje. Póki co nie chciał pytać o Wszechmogącego i gdzie go znaleźć, poczeka z tym na lepszy moment.
Haricotto
Haricotto
Admin/Time Patrol
Liczba postów : 1722

Szczyt Wieży Korina - Page 7 Empty Re: Szczyt Wieży Korina

on Nie Lut 24, 2019 8:05 pm
MG

Karin spojrzał to na Fabu, to na Ranzoku. Przez chwilę się nie odzywał, lustrując spojrzeniem jednego i drugiego. Myślał, dumał, zastanawiał się. Skinął zaraz głową porozumiewawczo, przymując do wiadomości słowa Fabu. Widać było po nim, że żałuje swoich czynów. Życzenie, choć egoistyczne, miało na celu większe dobro.
- Trening, co? - powiedział pod nosem, a jego kocie wąsika się zatrzęsły.
- Bez siedmiu kul niemożliwym jest wezwanie Shenlonga... Więc tak, zabierzesz jedną kulę i życzenie nie zostanie spełnione. - odpowiedział na pytanie Ranzoku.
Spojrzał w bok, na fontannę, a po chwili oczy jego na powrót ulokowały się na przybyłej dwójce. Zastanawiał się? Wahał się? Co mu chodziło po głowie?
- Hmm... purr. - zamruczał cicho, po czym uśmiechnął się delikatnie. Postanowił.
- Zgoda. Przyjmę was pod swoje skrzydła i dam wam Świętą Wodę, ale... - tu urwał, wskakując żwawo na barierkę, po której poruszał się z gracją tak wspaniałą, jakiej jeszcze nigdy Fabu i Ranzoku na oczy nie widzieli. 
- Musicie mnie złapać. - puścił oczko, po czym odbił się od barierki, zrobił salto w tył w powietrzu i zawisł na niej do góry nogami, trzymając się jeno za pomocą swojego ogona. Po chwili wybił się ponownie, lądując jedną ręką na barierce. Utrzymywał równowagę i był nadzwyczaj spokojny.
- Czekam. - powiedział cicho. Zgiął lekko łokieć i raz jeszcze wybił się do góry, tym razem lądując już na podłodze.

_________________
Szczyt Wieży Korina - Page 7 3rhfQvw
Fabu
Fabu
Liczba postów : 51

Szczyt Wieży Korina - Page 7 Empty Re: Szczyt Wieży Korina

on Pon Lut 25, 2019 8:47 am
-Tak, ale jedna kula raczej nie wystarczy by im przeszkodzić. Jeden błąd, na chwile ją zdobędą i mogą spełnić swoje życzenie, jeżeli bedzie już im tylko brakować jednej kuli. Lepiej pójść po wszystkie i wykorzystać je w lepszym celu. No tak myślę.- Dodałem mój mały komentarz do tego co powiedział Kocur. Nie powiem, że taka taktyka mi na początku nie przeszła przez głowę, tylko właśnie po dłuższej chwili ma więcej wad, do tego to nadal będzie stagnacja w ich jak i naszym przypadku co do smoczych kul. Ukrycie ich też wchodziło w grę, ale jeżeli mogą je znaleźć to będzie na nic, a wręcz odbiorą sobie jedną z kul bez walki. Do tego mogą wiedzieć gdzie jestem ja z kula, więc muszę się przygotować na to że ktoś może przybyć od nich i spróbować mi ją odebrać. Chociaż nie wiadomo kiedy to nastąpi, więc lepiej skupić się na zwiększeniu swojej siły oraz odebraniu pozostałych trzech kul.
Wracając. Mistrz chyba myślał by nas trenować. Czyli trening w dwupaku. Jeden prosi o trening, drugi dostaje gratis. No nic, będziemy rośli w siłe razem i możliwe że nasza następna walka będzie dużo ciekawsza niż pierwsza. Nie mogę się tego doczekać!
Przyjął nas! To wspaniała wiadomość! Byłem szczęśliwy i dumny, że taka osobistość jak Mistrz będzie mnie trenowała. W większości byłem samoukiem, ale myśle, że ktoś kto ma większe doswiadczenie mnie poprowadzi to dużo szybciej stanę się silniejszy. Jeszcze została wspomniana sprawa tej "świętej wody". Zmrużyłem oczy przez chwilę i zacząłem się zastanawiać przez sekundę. O nią mi nie chodziło, ale jeżeli może sprawić że będę silniejszy to chętnie z niej skorzystam. Tylko co jeżeli już nie mam potencjału?! To były moje obawy na ułamek sekundy, bo przypomniałem sobie, że mogę jeszcze tyle razy ewoluować i przy tym stać się jeszcze bardziej silniejszy.
-Tylko złapać? No to już Mistrzu możesz nazywać mnie swoim uczniem!- Uderzyłem pięścią w swoją pierś z dość ogromną pewnością siebie w tym przypadku. Tutaj po prostu musze go złapać. Więc złapie go jakoś ręką za ogon czy coś i będzie po wszystkim.
-No to ruszamy!- Spojrzałem kątem oka na Blondyna i kiwnąłem do niego głową na znak ataku.
Odrazu po mojej deklaracji natarcia na Korina, położyłem swoje ręce na podłodze. Byłem teraz na czworaka. Naprężyłem moje nogi i wybiłem się w stronę Białego Kociego Mistrza. Mój plan był prosty, szarża ale przy ziemi, by nie wypaść za barierkę, a jakby mój cel zrobił unik w bok albo do góry, to przez to, że mam moje cztery kończyny przy ziemi będę mógł się wybić w tamtym kierunku jak najszybciej tylko mogę, a nawet zatrzymać jakby naszła taka potrzeba. Nie chce przecież przydzwonić pyskiem w jakiś filar, to by bolało. No i oczywiście próbuje go złapać moimi łapami i przyciągnąć do piersi, jak mam go na wyciągnięciu ręki. Złapie go w uścisk mojego przytulaska! Siłą miłości!
Ranzoku
Ranzoku
Liczba postów : 159

Szczyt Wieży Korina - Page 7 Empty Re: Szczyt Wieży Korina

on Sro Lut 27, 2019 1:27 am
Wszystko jasne. Chłopak zrozumiał już wszystko co chciał zrozumieć. Wiele wskazuje na to, że początkowy plan Ranzoku spaliłby na panewce, dzięki słowom Fabu mógł to rozważyć i faktycznie jest taka możliwość, iż tak by się to potoczyło. Musieliby jednak uprzedzić RR przed zdobyciem wszystkich kul przez nich. Co więcej, nie zanosiłoby się to na przyjemną wycieczkę pełną determinacji. Jednakowoż teraz android skupił się na wieść o możliwości zdobycia świętej wody, chłopak lekko w duchu się ucieszył kiedy to usłyszał, aczkolwiek wymaga on tego, żeby go najzwyczajniej w świecie złapać tego naszego kocurka. Powiedział to z taka lekkością, aby zrobić to co do nich należy. Żwawym skokiem znalazł się na barierce, która mogłaby kilkukrotnie uratować innych przed upadkiem z wysokości, a dla chłopaka to nie problem, gdyż potrafi latać i nie zakończyłoby się źle. Ranzoku odebrał sygnał od Smokołaka, lecz nie sądził, że współpraca mogłaby pomóc, zdaje się, iż lepiej byłoby gdyby nikt nie wchodził sobie w paradę i to jeszcze na tak małym terenie. Ten już jednak ruszył z kopyta i wleciał z impetem w stronę Karina. Android postanowił ruszyć z szarżą również, lecz ograniczył swoją prędkość tak, aby nie wbiec w Fabu. Uważnie obserwował ruchy kotka i z jakąż to gracja balansował na tej barierce. Ruszył więc w stronę miejsca pobytu kota. Jakiś metr od niego, Ranzoku podskoczył z rękoma wyciągniętymi w kierunku koteczka. Ograniczyłby w ten sposób możliwości wylądowania przez niego w inne miejsce, był na wprost niego, więc jedynymi drogami ucieczki jest dół i góra, poruszając się na boki prawdopodobnie nie ułatwiłby sobie zadania. Jeżeli jednak ten przejdzie pod nim, bądź nad nim, chłopak odbija się nogami lub rękoma od barierki z impetem szykując się do podążenia za nim. Spotkanie trzeciego stopnia z barierką raczej nie wróży dobrej przyszłości, wiec zachował ostrożność. W momencie gdyby wyczuł zagrożenia związane z upadkiem z wieży, używa On techniki latania, bo przecież mieli się wspiąć po wieży bez użycia Bukujutsu. Nie było mowy o tym, że na miejscu nie mogą korzystać z tej techniki. Małe ciało Karina pozwalałoby mu na zwinne uniki o szybką reakcję, więc zadanie nie może wyglądać na łatwe. Miejmy nadzieję, że chociaż w minimalnym stopniu zdołaliby nadążyć za ruchami kotka.
Haricotto
Haricotto
Admin/Time Patrol
Liczba postów : 1722

Szczyt Wieży Korina - Page 7 Empty Re: Szczyt Wieży Korina

on Sro Lut 27, 2019 7:56 pm
MG

Wystartowali! Fabu ruszył pierwszy, trzymając się nisko podłoża. Ranzoku ruszył zaraz za nim, uważając jednocześnie, by na niego nie wpaść. Karin stał tam, gdzie stał, a jego szczwany uśmiech bardziej przywoływał na myśl lisa aniżeli kota.

Hopsa, hopsa! 

Karin wskoczył na barierkę i odbił się od niej, przelatując i kręcąc beczkę nad Fabu i Ranzoku. 
Wylądował na jednej łapie po drugiej stronie platformy. Nie było czasu na zabawę, więc zaczął biegać dookoła fontanny. Poruszał się tak szybko, że w pewnej chwili Fabu i Ranzoku ujrzeli kilku Karinów, którzy biegali za sobą, jakby jeden gonił drugiego. Co więcej, przypominali hologramy, ponieważ od czasu do czasu, załamywali się i robili się przezroczyści. 
Było ich pięciu.
- No dalej, dalej! To nawet nie rozgrzewka! - krzyknęli wszyscy na raz, wskakując na barierkę i machając łapami, podjudzali wojowników do dalszej zabawy. Zaraz po tym, dwóch z nich wybiło się w górę, uciekając na dach. Jeden z nich zeskoczył po drugiej stronie, lądując za plecami wojowników. 
Wcześniejsza trójka rozdzieliła się. Dwa koty z trzech, zeskoczyły na schody, znikając zaraz niżej, czyli tam, gdzie znajdowały się zamknięte drzwi.
- Dalej, dalej, złapcie mnie! Ogłuchliście? Głowa do góry! - mówili w tym samym czasie, wszyscy na raz, ci na dole i ci na górze.
Który z nich był prawdziwy?

_________________
Szczyt Wieży Korina - Page 7 3rhfQvw
Fabu
Fabu
Liczba postów : 51

Szczyt Wieży Korina - Page 7 Empty Re: Szczyt Wieży Korina

on Pią Mar 01, 2019 8:57 am
Przeliczyłem się, oj i to bardzo. Myślałem, że to będzie bułka z masłem, jak to powiadają ludzie, a tutaj jednak nie. Mistrz Korin popisał się dość dużą szybkością jak i zręcznością, która była większa od mojej. Przystanąłem na chwilę i patrzyłem jak ten biegał dookoła fontanny. Kręciłem głową i nagle opadła mi szczęka. Rozmnożył się! Było ich więcej czy jak?! Oco tutaj chodziło? Na początku nie wiedziałem, ale zauważyłem, że przypomina to jakby inne koty były hologramami. Czyżby użył jakiejś technologi czy to jakaś technika? No skłaniałem się do tego drugiego, ponieważ ma tytuł Mistrza!
-Nie za dużo Mistrza tutaj?!- Rzuciłem chcąc rzucić się na grupkę białych kotów, ale po chwili postanowiły się rozproszyć.
Stanąłem zdezorientowany, spojrzałem w jedną stronę gdzie dwa kociaki poszły do góry, a kolejna dwójka na schody, pewnie do pomieszczenia na dole. Nie wiedziałem za którymi biec, zdenerwowało mnie to.
-Słysze! Zaraz Cię złapie Mistrzu!- Podrapałem się zirytowany po głowie i rzuciłem się w stronę schodów. Postanowiłem zająć się tymi na dole. Jeżeli wejdą do tego pomieszczenia to mogę mieć farta. Nie wiem jak to tam wygląda, ale jeżeli to będzie zamknięta przestrzeń to mam większe szanse na złapanie go niż na otwartej. Do tego wpadłem na pomysł by patrzeć czy te hologramy mają cień. Jeżeli nie mają to będę musiał biegać i szukać tego kocura który go ma.
Zbiegłem na schody, jeżeli tam były to próbuje je złapać w mój uścisk jak najszybciej tylko mogłem. Jeżeli będzie trzeba to skoczę w ich stronę. Ale też mogli wejść odrazu to pomieszczenia, albo mnie zmylić i wskoczyć znowu na górę. To zależy co zrobią. Tak czy siak próbuje jak najszybciej za nimi biec i złapać, choćby nie wiadomo co! Musze złapać go za wszelka cenę, albo raczej ich złapać, nie ważne! Od dorwania prawdziwego Mistrza zależy wszystko co chce osiągnąć.
Ranzoku
Ranzoku
Liczba postów : 159

Szczyt Wieży Korina - Page 7 Empty Re: Szczyt Wieży Korina

on Sob Mar 02, 2019 3:32 pm
Z początku wyglądało to na łatwy test, aczkolwiek Ranzoku mocno się zdziwił widząc jak kotek robi sobie z nich jaja, skacząc z gracją nad nimi niczym jakaś sarenka. Android ledwo nadążał wzrokiem za jego ruchami, lecz gdy ujrzał jak pojawiło się nagle pięć sztuk Karina. Nie było mowy o złapaniu wszystkich tylko jednego, najwyraźniej mocno chce im utrudnić złapanie go. W każdym razie zapowiadał dzień pełen wrażeń... i to dość długi dzień. Ranzoku uważnie obserwował ruchy każdego z kotków, wtedy Ci się rozdzielili na dwie grupy. Bieganie wokół fontanny nie wiedzieć czemu denerwowało chłopaka, android wyraźnie nie lubił tego typu zabaw. Toż to nie jest plac zabaw, pocieszny kotek z tego Karina. Niestety jedna grupa udała się na górę, druga zaś na dół. Tym drugim zgromadzeniem zajął się Fabu, więc normalnym by było jakby Ranzoku wziął się za pierwszą ekipę. Tyle, że jest za dużo otwartej przestrzeni na zewnątrz, jeśli chciał utrudnić zadanie swoim podopiecznym to wybrałby górę, no chyba, że dalej mu w głowie kocie figle, więc robiłby z nich w dalszym ciągu durniów. Ranzoku postanowił udać się na dach ostrożnie balansując na zewnętrznej stronie kopuły. Po chwili gdy oswoił się z otoczeniem ruszył najszybciej jak potrafił podążając za dwójką koteczków. Jeżeli w jakiś sposób spadłby z dachu to ratuje się techniką latania. Nie potrafił wyczuwać energii osób, więc może zdać się jedynie na instynkt, obrał więc za cel tego kotka, który był najbliżej chłopaka i podążał za nim, jeśli się rozdzielą to właśnie tego Karina będzie gonił. Jak się okaże, że obaj są podróbkami to pozostaje mu wrócić do wnętrza kopuły, by zobaczyć sytuację jaka aktualnie się dzieje w tamtejszym terenie. Starając się wówczas, by jakiegoś kotka chwycić za ogon. Jeżeli któryś z Karinów zamierza przeskoczyć nad chłopakiem natychmiastowo udaje się w Jego stronę w pełnej prędkości.
Haricotto
Haricotto
Admin/Time Patrol
Liczba postów : 1722

Szczyt Wieży Korina - Page 7 Empty Re: Szczyt Wieży Korina

on Nie Mar 03, 2019 11:47 am
MG

Fabu ruszył w dół za hologramami Karina. Szukał u nich cienia, ale niestety, żaden z nich takiego nie rzucał. Mimo, że udawało mu się złapać wredne kocury za ogony, to zaraz po kilku sekundach, rozpływały się w powietrzu, uciekając mu z rąk.
Ranzoku udał się na dach, gdzie znajdowała się dwójka huncwotów. Obrał sobie jednego z nich za cel, tego znajdującego się najbliżej, i gonił go, poruszając się tak szybko, jak tylko mógł.
Słychać było szybki stukot małych łapek, kiedy kot uciekinier biegł przed androidem. Ranzoku wyciągał rękę, by chwycić za włochaty ogon i kiedy był już blisko, zwinny kocur odbił się do góry, a rozpędzony blondyn przewidziawszy ten ruch, natychmiast ruszył za skoczkiem.
I nagle, niespodziewanie, stało się! Ranzoku chwycił Karina za ogon, kiedy ten był jeszcze w powietrzu. Co więcej, nie rozpłynął się, jak ci, których wyłapał Fabu. Czyżby to był ten prawdziwy?
Inny Karin, stojący obok nich, pomachał łapką na pożegnanie i rozpłynął się w powietrzu.
- Brawo, złapałeś mnie. - powiedział trzymany przez blondyna kot, wisząc głową w dół.
- Byłbym wdzięczny, gdybyś mnie odstawił. To trochę upokarzające... - wyszeptał, troszkę się rumieniąc.

_________________
Szczyt Wieży Korina - Page 7 3rhfQvw
Fabu
Fabu
Liczba postów : 51

Szczyt Wieży Korina - Page 7 Empty Re: Szczyt Wieży Korina

on Nie Mar 03, 2019 12:12 pm
Żaden z nich nie rzucał cienia! Nie było tutaj prawdziwego Mistrza! Nawet jak złapałem za ogon to te imitacje rozpływały się w powietrzu. Poczułem się głupio. Myślałem, że dobrze wybrałem swoje ofiary, a tutaj jednak niespodzianka, źle wybrałem.
-No nie!- Rzuciłem się w drogę na górę. Tam gdzie powinny być inne koty do złapania, miałem nadzieje, że mam jeszcze czas na złapanie. Ale się pomyliłem. Usłyszałem z góry jak Korin powiedział, że go Ranzoku złapał. Stanąłem zrezygnowany, spojrzałem do góry i rzuciłem zirytowany.
-Ahhhh! A myślałem, że dobrą parę wybrałem!- Usiadłem na ziemi i zacząłem drapać się po pysku z frustracji.
-Nie udało mi się ciebie złapać Mistrzu. Co teraz ze mną będzie?- Czekałem aż zejdą z tego dachu i dowiem się o ostatecznej decyzji Kota.
Miałem wielką nadzieje, że może jednak zostanę przyjęty, a jak nie to może powtórka testu ale tylko dla mnie bym mogł się wykazać?  Niech będzie jedno z tych dwóch, proszę... Bo nie powiem, że teraz przeleciał mnie ogromny strach. Przez złą decyzję wszystkie moje plany, moja nadzieja może pójść w niepamięć i będę musiał wrócić na ziemie z niczym. To jest takie frustrujące! Nie wiem co zrobić! Nie wiem co myśleć! Do tego jeszcze dochodzi to, że zawiodłem samego siebie jak i oczekiwania moich przyjaciół na dole. Jak ja im spojrze w oczy? Ze nie złapałem Mistrza i to wszystko co osiągnąłem zostanie zatracone.
Zacisnąłem pięść jak najmocniej tylko potrafiłem i uderzyłem nią w moją pierś. Musiałem jak najszybciej zacząć myśleć nad alternatywą dla mnie, jeżeli serio nie będę miał szansy uczyć się pod okiem Mistrza Korina i wzrosnąć na sile. Co jak co, ale z moich celów nie mogę zrezygnować. Muszę zdobyć resztę smoczych kul i przy okazji pokonać czerwoną armię? Do tego muszę stać się silniejszy, wiec albo będę trenował w samotności, trenował u kogoś innego? Albo po prostu podczas walk z wrogiem będę rósł w sile. No ale dobra, to tylko moje przemyślenia jeżeli zostanę wyproszony z wieży korina po nie złapaniu mojego prawdziwego celu.
Ranzoku
Ranzoku
Liczba postów : 159

Szczyt Wieży Korina - Page 7 Empty Re: Szczyt Wieży Korina

on Pon Mar 04, 2019 10:43 pm
Czy bieganie za kotem nie zalatuje trochę misjami rangi 'D' w manga&anime pt. Naruto? Są to najprostsze misje dla początkujących Shinobi, którzy potrzebują dużo czasu na swój rozwój fizyczny i psychiczny. Można odczuć to, że wraz z Fabu trafili na kapryśny los, ale nagrodą nie są pieniążki, tylko boost w postaci dodatkowych punktów do statystyk. Na szczęście ta sytuacja niedługo się zakończy i ziści się ich cel... w każdym razie miejmy taką nadzieję. Ranzoku ruszył w pogoń za kotkami, które pobiegły na dach depcząc im po łapach. Ciekawe jak wygląda sytuacja stopień niżej? Wkrótce się o tym przekonamy. Nastał ten moment, w którym jeden z koteczków został złapany za fikuśny, biały ogon i nie był to jeden z tych klonów, o nie. Tutaj Ranzoku trafił doskonale z wyborem. Drugi z kotów rozpłynął się i zrobił *puff*. Chłopak słysząc, że złapał Karina, lekko się uśmiechnął - Mi-tsu-ke-ta. - * Odparł z szyderczym uśmieszkiem. Teraz jest na łasce androida, muahahaha. Co teraz z Nim zrobi? Może schowa w piwnicy i będzie zwabiał młode damy i dawał im słodycze? Niecny plan. Jednakże nie jest to w stylu Ranzoku. Najwyraźniej będzie musiał go odstawić zgodnie z planem działania. - No dobra. - Tak jak poprosił Karin, tak zrobił, przecież nie jest On satanistą i nie pali kotów. Co teraz? Chłopak pewnie będzie musiał powrócić do swojego towarzysza - Smokołaka wraz z Karinem, by wypełniła się wola. Zastanawiał się jednak czy weźmie też pod uwagę Fabu, który był ogólnym pomysłodawcą tego treningu. Skoro to android złapał prawdziwego kotka, to co się stanie z Nim? Trochę byłaby szkoda jakby ominęła go ta przyjemność. Gdy sytuacja się uspokoi, chłopak rzekł do kotka - Jak zrobiłeś te klony? - Zapytał. Prawdę mówiąc była to ciekawa sztuczka, więc może Ranzoku byłby w stanie takie coś uczynić, wydaje się całkiem fajną techniką. Miałby pożytek z tej umiejętności podczas starć i jako odwrócenie uwagi. Dość już o tym, warto dowiedzieć się co teraz się stanie i na jakim etapie aktualnie są. Czy będzie to koniec testu, czy jeszcze jakiś się pojawi? Pozostaje się o to po prostu zapytać. - Co teraz? - Nie wiedział jakiej odpowiedzi oczekiwał, ale to chyba było za łatwe? Tak może się wydawać, ale może już dowiedli swej wartości. Wie to tylko sam Karin. Jeżeli kotek wracał do swej miejscówki, Ranzoku podąża za Nim, był przecież ciekaw jak dalej się to potoczy.

* Złapałem/Znalazłem Cię
Haricotto
Haricotto
Admin/Time Patrol
Liczba postów : 1722

Szczyt Wieży Korina - Page 7 Empty Re: Szczyt Wieży Korina

on Wto Mar 05, 2019 10:39 pm
MG

- To technika o nazwie Zanzoken. Mówiąc szczerze, to nie były klony, tylko projekcje spowodowane szybkością moich ruchów. Można powiedzieć, że w pewnej chwili byłem w kilku miejscach jednocześnie. Przez krótką chwilę, ma się rozumieć. - kocur odpowiedział na pytanie dotyczące techniki.
Karin i Ranzoku zeszli z dachu na niższy poziom, gdzie spotkali podłamanego Fabu. Kocur podszedł do niego, chwilę tak popatrzył i nagle, ni z gruchy ni z pietruchy, przydzwonił laską prosto w głowę smoka.
- Nie załamuj się! Wojownik nie może się załamywać! - i tak oto, była to, umyślnie lub nie, pierwsza lekcja Wielkiego Karina.
- Dlaczego mówisz, że ci się nie udało? Gdybyś nie zajął się klonami na dole, Ranzoku nie miałby szansy na zajęcie się uciekinierami. Praca zespołowa potrafi zaprowadzić dalej, niż może ci się wydawać. - odwrócił się na pięcie i spojrzał na stojącego obok Androida. Poruszył nosem, a jego wąsika się zatrzęsły. Wyminął blondyna i skierował się do fontanny, gdzie chwycił w łapy butelkę.
- Zawsze szukaj plusów, nawet w beznadziejnych sytuacjach. - zamruczał cicho. Czyżby to była druga lekcja Wielkiego Karina?
Trzymając w łapach pięknie wyrzeźbioną buteleczkę, stanął mordką do dwójki wojowników. Chwilę tak na nich patrzył, jakby oczekiwał ich reakcji.
- To Święta Woda. - zaczął, unosząc w górę rękę z butelką.
- Bywa zdradliwa. Jeśli jesteś wystarczająco silny, otrzymasz nowe moce. Jeśli jednak jesteś zbyt słaby... Umrzesz. - spoważniał, po czym nie tracąc czasu, cisnął wodę w Ranzoku.
- Ty pierwszy. - dodał po chwili, tym samym oznajmiając, że zarówno on, jak i Fabu, przeszli jego próbę.
_____
Po wypiciu, jeśli się zdecydujecie, poczujecie przeszywający ból w przełyku, jakby ktoś przekłuł waszą szyję tysiącem igieł. Będziecie mieć problemy z oddychaniem, a wasze ciało nie będzie reagować na wasze polecenia. Być może pojawią się w waszych głowach wizje bliskich osób i wspomnienia z nimi związane.
Liczę na porządne opisy. Być albo nie być.

_________________
Szczyt Wieży Korina - Page 7 3rhfQvw
Fabu
Fabu
Liczba postów : 51

Szczyt Wieży Korina - Page 7 Empty Re: Szczyt Wieży Korina

on Sro Mar 06, 2019 9:57 pm
Opowieść o technice którą Mistrz uraczył przed chwilą była bardzo wciągająca. Nie kłamie, to nie sarkazm. Bardzo spodobała mi się ta sztuczka. Dzięki niej można zmylić przeciwnika na wiele różnych sposobów, przez co można mieć przewagę w paru chwilach. Jeżeli będę miał szanse to poproszę go o naukę. No właśnie szanse. Siedziałem na ziemi oczekując wyroku białego kota. Nie jest czarny, wiec mam nadzieje, że będę miał jakieś szczęście.
BOOM!
Dostałem w łeb laską. Skuliłem się bardziej i złapałem się za miejsce w które zostałem uderzony, sycząc przy tym. Nie spodziewałem się takiego ataku, a to nawet zabolało. Nawet jeżeli to nie była walka, to poczułem ten kijek. Spojrzałem na Korina masując głowę. I Otworzyłem szczerzej oczy. Powiedział bym się nie załamywał. Od razu przeszła mi przez myśl jedno, że zaliczyłem u niego test, nawet jeżeli go nie złapałem. Byłem mu za to dozgonnie wdzięczny.
Karin miał w stu procentach rację. Praca zespołowa to klucz do sukcesu, to jest zrozumiałe. Tylko trzeba się przyznać, że nie myślałem o niej podczas tej próby, tak jak pewnie blondyn. Każdy z nas miał jedno w głowie, złapać swoimi rękoma prawdziwego kocura. To że wyszła przy tym praca zespołowa w jakiejś jej dziwnej odmianie to efekt uboczny nasze, bądź mojej zawziętości oraz ruszenie za celem nawet nie myśląc o planie dorwania uciekiniera.
-Zawsze szukaj plusów?- Powiedziałem do siebie na głos głębokie słowa Mistrza. Nie dość że jest szybki, silny to jeszcze mądry. Tak, to w stu procentach godna osoba na swoje miano, a nawet do bycia Mędrcem, że tak pozwolę sobie na mianowanie go.
Odwrócił się do nas z wodą w rękach. No raczej z buteleczką, a dopiero po chwili oznajmił że tam jest woda. Spojrzałem na nią ciekawskim wzrokiem. Tak cudowna woda była przez tyle czasu tutaj. Ciekawiło mnie ilu śmiałków próbowało ją zdobyć, a o złodziejach nie wspomnę bo to pewnie codzienność.  No ale mniejsza. Kiedy tylko usłyszałem o tym, że woda może dać nowa moc temu kto jest dostatecznie silny, a ci co są słabi mogą jedynie przywitać śmierć. Nie powiem. Wystraszyłem się przez chwilę. Przełknąłem ślinę, ale nie stchórzyłem. Potrzebowałem więcej mocy by wykonać mój cel, by wskrzesić tych którzy nie żyją przez moją osobę, oraz pokrzyżować plany czerwonej armii.
Kiedy tylko Ranzoku dostał buteleczkę wstałem na równe nogi. Czekałem aż on wypije i mi ją poda. Teraz to będzie moja chwila prawdy. Nie czekałem aż pojawią się efekty u towarzysza. Wolałem od razu wziąć i wypić, nie chce patrzeć jak mu się udaje czy nie udaje. Bo wtedy mogę być albo niepewny czy dam rady albo wystraszony efektami ubocznymi.
Wypiłem moją część z butelki od świętej wody.
Od razu poczułem się źle. Nagle pojawił się przeszywający ból w przełyku, jakbym próbował zjeść ogromny miecz w całości, wpychając sobie na początek ostrze przez gardło. Puściłem mimowolnie butelkę z rąk. Był to przeogromny ból, przez który automatycznie złapałem dłoniami moje gardło i podniosłem głowę do góry. To był błąd. Od razu poczułem kolejny ból, albo raczej bóle. Jakby ktoś uderzał mnie w gardło gradem ciosów albo szpilek? Nie wiem, nie zastanawiałem się wtedy do czego można porównać to co przeżywałem.
-C-co się… dzię….- Próbowałem wydobyć z siebie jakieś zdanie, ale nie mogłem. To co przeżywałem było straszliwe bolesne, a do tego zacząłem mieć problem z oddychaniem. Spojrzałem na mojego towarzysza niedoli by upewnić się, że on przeżywa to samo. Bo jeżeli nie ma takich samych symptomów, to znaczy że mogę być tym słabym.
Zrobiłem jeden krok do tyłu z powodu bólu, ale od razu spróbowałem wrócić na swoje miejsce. To był chyba kolejny efekt który mnie zaraz spotkał. Ręką która przez moment leżała na mojej piersi, jakby miała mi pomóc lepiej oddychać sama z siebie opadła bezwładnie. Opadła mi szczęka, ale przy okazji zrobiłem grymas cierpienia, bo nawet przy takim ruchu poczułem żuchwą wyczuwałem skutki tego wszystkiego.
Spojrzałem przerażony na Mistrza Korina. Który nie wspomniał o ogromnym bólu. A do tego pewnie by rzucił, by szukać w tym wszystkich plusów. No ja ich wtedy nie znalazłem, a wręcz na ten moment widziałem same minusy tego całego wypicia świętej wody. Może była przeterminowana? Czy ktoś sprawdził datę ważności butelki? Może zadzwonić na pogotowie? Albo w moim przypadku na weterynarza? Ktokolwiek? Ja chyba umieram.
Szczęka odmówiła mi posłuszeństwa. Nie mogłem jej podnieść, a mój język wyszedł na zewnątrz. Musze wspomnieć, że przez moją nietypową aparycje to też mam długi jęzor, wiec zaczął mi tak zwisać. Spróbowałem złapać go i włożyć z powrotem do pyska, ale ostatnia działająca ręką przestała działać. Zawisła bezwładnie jak reszta. Nie dość, że ból był nie do wytrzymania to zacząłem tracić władzę nad swoim ciałem. Nie wiedząc kiedy, wylądowałem na podłodze z językiem na wierzchu. Niech mi policzą za mycie podłogi.
Skierowałem swoje spojrzenie w stronę kocura, ale przestałem go widzieć. Było ciemno! Światło zgasło! Niech ktoś znajdzie pstryczek od niego. A w plemieniu mówili, nie pij niczego od nieznajomych.
Już przeszło mi przez myśli, że oślepłem. Czyli taki kolejny efekt tego dziwnego napoju, który powinien dawać siły? Nie wiedziałem. Czekałem tak parę chwil w bólu, bez żadnej władzy, błądziłem wzrokiem w ciemności i usłyszałem znajomy głos, a raczej monolog, który wydawał mi się bardzo znajomy, ale jakbym o nim zapomniał.
„-Widzę, że nie lubisz jak coś nie jest nazwane...-„ Mruknął szaleńczy głos, po czym dodał zadowolony.
„-Nazwę go Fabu od "wyzwolenie"*! Wspaniałe imię!-„ Głos podszedł bardzo blisko i powtórzył.
„-Nazywasz się Fabu, a ja jestem twoim tatusiem.-„ Znowu nastała cisza.
Znałem ten głos. To był drugi człowiek którego usłyszałem kiedy byłem w probówce! To był Toto! Człowiek który nazwał się moim Ojcem!
Kiedy tylko zacząłem sobie o nim przypominać usłyszałem kolejny monolog. Tym razem był to Bertolo, człowiek który zdradził swojego przyjaciela i przyprowadził do naszej kryjówki żołnierzy czerwonej armii.
„-Obiekt testowy numer 32123.-” To był mój numer kiedy byłem w laboratorium Doktora Gero. Zupełnie o nim zapomniałem. Zapomniałem o nich wszystkich dosłownie. Żyłem jedynie wspomnieniami które kończyły się pierwszym spotkaniem z Rock.
Nagle pojawił się przedemną obraz, a raczej scena. Siedziałem znowu w wózku, który był na torach kolejowych. Niedaleko klęczał zakrwawiony Toto trzymający Detonator. Uśmiechnął się tylko w moim kierunku i przycisnął przycisk.
Ten człowiek opiekował się mną przez tyle czasu, dał mi imię, nauczył mówić, czytać i pisać. A najważniejsze, pokładał we mnie nadzieje o pomszczenie jego rodziny, o zniszczenie czerwonej armii! A ja o nim zapomniałem! Jestem głupi!
Pojawiła się przede mną kolejna osoba. Była to Rock. Pierwsza osoba która się mną zaopiekowała. Można by nawet rzecz, że to jest moja pierwsza przyjaciółka. Była przepiękna, jedynie co to się do mnie uśmiechała, pomachała do mnie i się rozpłynęła. Przez ten obraz mojej znajomej ogarnął mnie ogromny smutek, nawet zacząłem płakać. Tyle jej nie widziałem, nie wiem nawet co u niej, czy nadal żyje, ale najważniejsze to chciałbym ją znowu zobaczyć. Za długo jej nie widziałem.
Na całe szczęście nie miałem zbyt dużo czasu by się użalać nad sobą. Ponieważ zobaczyłem w ciemnej przestrzeni namioty. To były mi bardzo dobrze znane tipi. Tak, to była wioska pod słupem Korina. Mój Dom, ludzie którzy są moją rodziną oraz przyjaciółmi. Wszyscy stali przed wioską. Jakby czekali na mój powrót, przed szeregiem stał Upa, chyba szczęśliwy na mój widok.  Zacząłem dalej ryczeć, ale nie ze smutku, ale ze szczęścia. Miałem rodzinę. Ludzi którzy mnie zaakceptowali oraz wybaczyli moją głupotę.
Chce ich chronić. Chce z nimi spędzać dobre i złe chwile. Chce by mogli na mnie polegać. Chce by byli szczęśliwi.
Dlatego muszę stać się jeszcze silniejszy.
Przestałem płakać. Musiałem się wziąć w garść. Musiałem przezwyciężyć ból który ciągle atakował. Musiałem wytrwać to wszystko. Jedynie co to muszę przeżyć to wszystko, stać się przez to jeszcze bardziej silniejszy. A to wszystko tylko po to by chronić moich przyjaciół, znaleźć Rock, wskrzesić wszystkich zabitych, pokrzyżować plany RR ale także pomścić Tatuśka. Mam swoje cele i muszę je wypełnić, nie mogę zostać pokonany przez jakąś magiczną wodę.
-Dam radę.... nie mogę tutaj umrzeć....-
Ranzoku
Ranzoku
Liczba postów : 159

Szczyt Wieży Korina - Page 7 Empty Re: Szczyt Wieży Korina

on Sob Mar 09, 2019 12:57 am
- Wóz albo przewóz, co? - Skwitował po otrzymaniu do rąk magicznej wody z rzekomą mocą. Wcześniej okazało się jednak, że te klony, to nie są klony, tylko efekt szybkiego poruszania się. Musiał więc poruszać się zajebiście szybko skoro jego projekcje były zarówno na górze, jak i na dole. Wiele tłumaczyło to, iż oboje ochotników chcących zyskać nowe siły nie nadążali oczyma za kotem z drewnianą laską. Musiało kosztować to wiele lat praktyki i mnóstwo wysiłku oraz treningów. Ciekawe jak długo ten kotek stąpa po tej ziemi, może tak naprawdę niedługo, tylko urodził się geniuszem. Aktualnie nie ma to większego znaczenia, gdyż należałoby przejść do meritum sprawy. Chłopak  w sumie nie traktował tego testu jako współpracę z Fabu. Mieli taki sam cel, który pokrywa się ze sobą, chociaż dzieliła ich kwestia znajomości smoczych kul, bowiem nasz bohater nie widział nic o tych artefaktach spełniających życzenia, nie to było Jego celem, ale wiedza powiązana z tymi rzeczami może okazać się w przyszłości potrzebna. Ranzoku obserwuje smokołaka i Jego zbędne kajanie się przed Karinem, osobnik ten na specyficzne poczucie własnej wartości, ale wpływać może na to mnóstwo czynników zewnętrznych oraz środowisko w jakim dojrzewał. Ciekawe w jaki sposób dorastał, przecież dla ludności jest odmieńcem, który mocno wyróżniał się pośród ludzi. WidocznIe ta wioska u podnóża wieży była dla Niego dobrym miejscem z dala od natłoku osób, które mogą reagować w złośliwy bądź agresywny sposób. Dobrze dla Niego potoczyła się sytuacją na tej planecie, pomimo że android nie wiedział nic o Jego historii, więc prawdę mówiąc nIe powinien mieć prawa wypowiadać się na ten temat. W każdym razie oboje doczekali się nagrody w formie tej magicznej i świętej wody, więc co dalej? Otóż wszystko się rozstrzygnie w przeciągu kilku minut, sam Ranzoku jest świadomy zagrożenia wynikającego z wypicia boskiej i przezroczystej cieczy, nawet sam kotek utwierdził ich w tym przekonaniu. Czy to wyzwanie jest warte podjęcia ryzyka? Według androida jak najbardziej. Przecież i tak mógłby umrzeć jeśli nie byłby odpowiednio przygotowany do starcia, lecz z drugiej strony jeżeli umrze nie będzie mógł podjąć się zemsty, więc cały trud weń włożony poszedłby na marne, z tego też względu nasz bohater ma obawy z tym powiązane. Cały ten wywód się za bardzo przeciąga w tej chwili więc przejdźmy do głównego wątku. Tak, chłopak zadecydował. Nagroda za wypicie świętej wody może okazać się potężna. - Na zdrowie! - Odparł nim zaczął spożywać eliksir. Po chwili zażycia wody, poczuł coś jakby kłucie w gardle co nie jest najprzyjemniejszym doświadczeniem w porównaniu do innych ran wojennych. To zupełnie coś innego, czego nie da się schować za bandażami, co więcej tego nawet nie widać. Miał wrażenie, że właśnie połyka garść kolców i resztki rozbitego szkła. Czyżby połknął cała zawartość wody wraz z butelką? Nic bardziej mylnego! Chłopak upadł na kolana upuszczając pojemnik, gdzie znajdowała się wcześniej woda. Chwycił się za gardło, z trudem utrzymując równowagę, aby nie upaść na bok. Chciał początkowo wypluć zawartość ust, lecz wstrzymał się wiedząc, że jak to zrobi przekreśli szansę na uzyskanie nowej siły. Zaczął podtrzymywać się na dwóch rękach opuszczając głowę ku podłożu. Nagle zaczęły pojawiać się wizje gdzieś w podświadomości chłopaka. Nie wiedział jak bardzo może im zaufać i czy są one prawdziwe. Widział upadek ze zbocza góry, już przed samym upadkiem ciało było mocno zakrwawione i pozbawione jednej kończyny. Co się wydarzyło wcześniej? Nie wiedzieć czemu jego pamięć ma mocne luki.
- Uciekajcie... - Ostatnie słowa jakie zdołał wypowiedzieć przed odpłynięciem. Potem pustka. Dalej są tylko przebłyski jak znajdował się w pomieszczeniu pełnym różnego rodzaju mechanicznego ustrojstwa. Nie był w stanie się poruszać według swej woli, nie miał władzy nad ciałem jak ma to teraz miejsce. Zrozumiał tylko pojedyncze zdania wypowiadane przez starszego pana typu: Będzie dobrze; Zaraz Ciebie uratuję; Dam radę; Nie poddawaj się. Układa się to w jedną całość, ale wygląda to zbyt chaotycznie. Jednakowoż wnioski jakieś się nasuwają same, pomimo ograniczonego sensu. Obdarowywany był specjalną troską oraz opieka ten młody chłopiec. Starszy pan, pomimo stanu w jakim znajdował się młodzieniec nie poddawał się, wręcz był ostro zdeterminowany. Pytanie brzmiało tylko... dlaczego? Ludzie potrafią być tak bezinteresowni? To całkiem ciekawe pytanie, zważywszy na sytuację taką, a nie inną na tej planecie w Jej aktualnym momencie. Każdy pożąda władzy, ich dusze są spaczone egoizmem i żądzą władzy, mało kto z cywilów może czuć się dobrze i bezpiecznie, kiedy czyhają niebezpieczeństwa. Walka o przetrwanie? Jak najbardziej tak prezentuje się dotychczasowa sytuacja. Czy nasz bohater podzieli los tych istot? Powodem do dumy nie jest fakt, iż rzekomy obrońca tego ludzkiego pierwiastka mieszkańców Ziemi, zmarł wskutek wypicia wody. Nie ma to jak napis w nekrologu 'Wielki Bohater pokonany przez wodę. Amen!' Chłopak aktualnie stęka z bólu, więc wszystko się może zdarzyć. Stara się jednak robić to dyskretne. Chwytając się za głowę próbuje dojrzeć więcej szczegółów w powstałych wizjach. Być może ominął jakiś ważny i istotny szczegół w tej historii.
- Doktorze Megapunk, co z tym chłopakiem? - Po tych słowach nastał mrok i już niczego nie zdołał ujrzeć w swoich wizjach. Pomimo mocnego skupienia nie zdołał wygarnąć więcej ze swoich myśli. Co to może oznaczać?

°Kolory uzupełnię jutro, ale ogólnie post jest gotowy.°
Haricotto
Haricotto
Admin/Time Patrol
Liczba postów : 1722

Szczyt Wieży Korina - Page 7 Empty Re: Szczyt Wieży Korina

on Nie Mar 10, 2019 10:30 am
MG

Fabu i Ranzoku posmakowali Świętej Wody. Gdy tylko znalazła się w ich przełykach, padli na kolana, jakby porażeni prądem. Towarzyszył im teraz ogromny ból, który wywoływał wspomnienia, do których normalnie nie mieli dostępu...

Karin przechadzał się powoli, obserwując reakcję jednego i drugiego. Nie miał zamiaru im pomóc, a właściwie to nie było nic, co mógł zrobić. Musieli sami przezwyciężyć Świętą Wodą. Nie było już odwrotu. Pokonają ból lub zginą.

I w końcu, przeszywający ból tysiąca igieł opuścił ich gardło, a oni wycieńczeni, wciąż znajdowali się w świecie żywych. Kocur nachylił się przy jednym, a zaraz przy drugim, upewniając się, że wszystko z nimi w porządku.
- Świetnie. - wyszeptał.
- Nie poczujecie zmiany, ale wierzcie mi... Jesteście silniejsi. - skinął głową, sunąc łapą po swoich sterczących wąsiskach.
_____
Rozdajcie sobie punkty i wyślijcie mi statystyki na PW.
Spoiler:
Święta Woda; Wieża Korina, kot Korin/Wieża Chocolaya
Po wypiciu tej niezwykłej wody, wojownik otrzymuje nowe siły, a co za tym idzie, rośnie jego szybkość, energia no i oczywiście wytrzymałość. Święta Woda ma też zdolności lecznicze, gdyż podana osobie opętanej, całkowicie zdejmuje z niej klątwę.
Efekt: +8 do każdej statystyki,
Typ: stała.
Szczyt Wieży Korina - Page 7 Wi-ta-Woda

_________________
Szczyt Wieży Korina - Page 7 3rhfQvw
Fabu
Fabu
Liczba postów : 51

Szczyt Wieży Korina - Page 7 Empty Re: Szczyt Wieży Korina

on Nie Mar 10, 2019 3:57 pm
Przestało! Czaicie? Ten ból w moim przełyku przestał mnie atakować. Nie wiedziałem, że coś takiego nie ważnego może mnie przyprawić prawie o łzy szczęścia. To była nie przyjemne, a dalsze efekty tak straszne, że już serio myślałem o mojej śmierci. Ale przeżyłem! Ha! Nie pozbędą się mnie tak szybko, jeszcze pożyje na tej ziemi ile tylko będę mógł i spróbuje naprawić moje błędy. Mam nadzieje, że jeszcze bardziej nie narozrabiam, bo moje kolejne wcielenia będą musiały po mnie sprzątać.
Mój wzrok wrócił na swoje miejsce. Chociaż źle to sformułowałem. Po prostu znowu widzę. Do tego byłem wycieńczony. Kto by pomyślał, że woda może tak kogoś sponiewierać. Karin raczej nam dał Świętą Wódę, a nie wodę.
-To było straszne....- Rzuciłem to do siebie na głos, nie zwracając uwagi czy inni mogą mnie usłyszeć i pomyśleć sobie o mnie coś nie ciekawego. Wole odrazu prosto z mostu powiedzieć co czuje, nie będę chował w sobie strachu, bólu czy rozpaczy. Już nie będę tego robił, bo to tylko może mnie zniszczyć.
Z trudem odwróciłem się na plecy. Wziąłem głęboki wdech, spojrzałem na Kocura i wypuściłem powietrze. Tak jak mówił, nic nie czułem, żadnej zmiany. Odrazu zacząłem mieć wątpliwości czy to mogło mi pomóc. Czyżby to co już osiągnąłem było moim limitem? Nie wiem. Mam nadzieje, że ten ból się opłaci w jakimś stopniu.
-Jak tam sie czujesz Ranzoku?- Rzuciłem do niego próbując wstać do pozycji siedzącej. Wole nie przesadzać i odrazu nie wstawać, bo mogę mieć zawroty głowy i znowu wrócić na poziom podłogi. Przetarłem swoje czoło i zwróciłem się do gospodarza wieży.
-Mistrzu, przed nauką mogę z tobą pogadać?- Nie czekalem na to czy mi odpowie czy nie, po paru chwilach zacząłem rzucać mój monolog. Muszę się upewnić.
-Czy Mistrz wie, że nie ma większości Lasu na dole? Albo chociaż wie kto to zrobił? Może Ci Ryboludzie z kosmosu? No i czy wie Mistrz o człowieku o imieniu Ryu? Gdzie on jest? Mam tyle pytań. AAAH!- Z frustracji zacząłem drapać się po głowie. Tyle rzeczy do zrobienia, tyle pytań bez odpowiedzi, kiedy znajdę na to wszystko czas? Sam nie wiem. Chociaż jedną rzecz już robie z mojej listy. Powoli robie się silniejszy, tylko po to by pokonać czerwona armie i zebrać smocze kule. A resztą może się zejmę podczas tego wszystkiego.
Ranzoku
Ranzoku
Liczba postów : 159

Szczyt Wieży Korina - Page 7 Empty Re: Szczyt Wieży Korina

on Czw Mar 14, 2019 2:19 am
Przez ten ból chłopak nie mógł trzeźwo myśleć, jedynie co mu pozostało to dziwne wizje, o których może Android pomyśleć gdzieś na zaciszu. Zawierały one dość dziwne treści, o tym że poznał jakiś tajemnicze nazwisko, niestety ono nic Mu nie mówi, być może jest to osoba, która zajmowała się biednym chłopakiem sprzed kilku lat. Chociaż mogą to być jakieś wymysły Ranzoku, więc okazać się może, iż była to tylko Jego wyobraźnia, aczkolwiek nic nie jest pewne. W międzyczasie kiedy przez ciało androida przechodziły bolesne kłucie, nagle poczuł ulgę, o ile można tak to nazwać. Ból minął jak gdyby nigdy nic i wedle słów Karina test się powiódł, więc są bogatsi o dodatkowo zwiększone atrybuty ich postaci. Brzmi to dość dobrze, prawda? Oczywiście. Mimo że nie poczuli wyraźnych zmian to gdzieś w głębi na pewno coś się wydarzyło. - W porządku. - Odpowiedział w stronę Fabu. Nagle w kierunku kota ruszyło mnóstwo pytań, jedno po drugim. Smokołak zaczął zasypywać biednego kotka tyloma wyrazami, że aż strach pomyśleć jak długo zajmie podpisanie odpowiadanie na nie Przechlapane. Ogólnie żadne z nich nie interesowały chłopaka, lecz nasz bohater też chciał się czegoś dowiedzieć, a mianowicie odnośnie Wszechmogącego. - Jak się dostać do Boga Ziemi? - Zapytał niepewnie zdając sobie sprawę z tego, że brzmi to dość kuriozalnie jak na androida. Chłopak chciał się dowiedzieć czegoś więcej, bo Bóg może posiadać ciekawe informacje, w końcu wiedział o Kurojinie co jest dość dziwne, bo dotychczas nikt inny się tym nie interesował poza samym androidem. W każdym razie chłopak zamierza poczekać i dowiedzieć się co i jak, a jeśli nie to trudno, będzie musiał samemu się o tym przekonać, ale raczej jest to mało realne, więc cała ta odpowiedź zależy od nastroju kotka. Wszystko może się zmienić e przeciągu następnych sekund bądź minut i lepiej żeby nie dłużej, gdyż Ranzoku nie należy do cierpliwych, ale i tak nic z tym nie mógłby zrobić.
Haricotto
Haricotto
Admin/Time Patrol
Liczba postów : 1722

Szczyt Wieży Korina - Page 7 Empty Re: Szczyt Wieży Korina

on Czw Mar 14, 2019 1:08 pm
MG

- Doskonale wiem, co stało się z moim lasem. To sprawka przywódcy Sakanian. Niestety, na zniszczenia nie mogę nic poradzić. - rzucił oschle.
Karin podszedł do barierki i wskoczył na nią. Balansował tak dobrze, jak zawsze. Spojrzał w dół, na rozpościerający się krajobraz. Chmury powoli przesuwały się po niebie, ptaki latały dookoła wieży, a wszystko wyglądało to tak niewinnie, jakby na Ziemi nigdy nic złego się nie wydarzyło.
Kocur wskazał swoją laską kierunek, po czym spojrzał na Fabu.
- Ryu znajduje się w leśnej chatce, w której trenował ze swoimi przyjaciółmi. To, mniej więcej, w tym kierunku. - i zeskoczył z barierki.
Na pytanie Ranzoku uśmiechnął się tajemniczo, sunąc łapą po swoich wąsiskach. Wskazał zaraz kciukiem do góry, kilka razy, oznajmiając zaraz głośno i wyraźnie:
- Wszechmogący jest na górze. - skinął głową, a tajemniczy uśmiech nie znikał z jego mordki. Z jednej strony, ta odpowiedź nic tak naprawdę nie mówiła, ale z drugiej, przekazywała sporo informacji.

Tymczasem, wysoko nad wieżą Karina, Wszechmogący przechadzał się po krawędzi platformy swojego pałacu. Spoglądał w dół, na Ziemię. Był przerażony. Kropla potu spłynęła powoli po jego skroni.
- A więc stało się... - wyszeptał i odwrócił się, znikając zaraz w ciemnościach pałacowych korytarzy.

_________________
Szczyt Wieży Korina - Page 7 3rhfQvw
Fabu
Fabu
Liczba postów : 51

Szczyt Wieży Korina - Page 7 Empty Re: Szczyt Wieży Korina

on Czw Mar 14, 2019 1:32 pm
Czyli wiedział co się stało. To dobrze. Chociaż to najbardziej mnie jakoś nie interesowało w tej chwili. Usłyszałem, że to przywódca Sakaninow zniszczył ten przepiękny las. Jeżeli dobrze pamiętam, ale mogę się mylić, to byli ci rybo-ludzie których spotkałem wraz z resztą bojowników. To było przerażające... że naczelnych tych zbrodniarzy może spowodować takie zniszczenia. Najgorsze było dla mnie to, że jakbym nie uciekł stamtąd może bym się jakoś przydał, może nawet powstrzymał te zniszczenia które zostały spowodowane. Podszedłem do barierki z zaciśniętą pięścią i spojrzałem w dal. Czułem się znowu źle. Mój kolejny błąd odbił się na życiu innych. Nie mogę tego tak zostawić, nie mogę powiedzieć, że to mnie nie dotyczy. Miałem w tym udział, mogłem może coś z tym zrobić. Jeden z plusów było to, ze człowiek o imieniu Ryu żyje i trenuje w jakiejś chatce, nawet wiedziałem w jakim kierunku, ponieważ Korin był na tyle łaskawy by pokazać laseczką.
Stałem w milczeniu. Byłem zainteresowany o to oco zapytał się Ranzoku, o tego tajemniczego Wszechmogącego. Jakby nie patrzeć, to blondyn został tutaj przez niego przysłany. Ten człowiek jest tutaj by dostać się do boga tej ziemi. No ale dostał dość niejasną odpowiedź. Odrazu po usłyszeniu, że jest on na górze to wychyliłem się za barierki i spojrzałem do góry, by coś zobaczyć. Nie wiem? Może tam stoi i się na nas patrzy? Czy może to była jakaś przenośnia. Bóg patrzy na wszystkich z góry, więc jest na górze i tam się znajduje, przez co nie ma wyznaczonego miejsca gdzie dokładnie może się znajdować.
-Czyli jest jeszcze wyżej niż my? W kosmosie czy jak? Słup wyżej już nie prowadzi.- To ostatnie stwierdziłem do samego siebie, potwierdzając ten fakt.
-Mam nowy powód by znaleźć smocze kule. Trzeba przywrócić las do pierwotnej postaci.- Tak jak wcześniej rzuciłem to do samego siebie. Czasami myślę dość głośno. A przy tym myśleniu przypomniałem sobie, że ten kto spowodował te zniszczenia nadal żyć, nie można mu tego tak popuścić.
-A właśnie, mistrzu co się stało z tym przywódcą Sakanian? Czy on nadal jest na ziemi? Bo jeżeli tak, to chętnie odpłacę mu się za to co zrobił z lasem.-
Sponsored content

Szczyt Wieży Korina - Page 7 Empty Re: Szczyt Wieży Korina

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach