Siedziba Odorikatta

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Siedziba Odorikatta

Pisanie by Yaki Chou on Pią Sie 12, 2016 6:46 pm

Pośrodku oceanu bezdusznych znajdowała się wyspa. Cała składała się z granatowych "szpikulców" dla niepoznaki nazwanych górami. Tylko szaleniec wybudowałby tu swój dom. Tak się składa, że znalazł się pewien szaleniec z siłą i możliwościami wybudowania tam swej siedziby. Zwali go Odorikattem, był znany jako jeden z najsilniejszych makaioshinów. Do dzisiaj zostało nieco naturalnych gór naokoło samego budynku, tworząc naturalny mur. Dom był zbudowany z granatowych skał które zdobył krusząc każdą górę własnymi rękoma. W każdej postawionej płytce można było czuć kunszt. Architekturę można nazwać nawet całkiem współczesną przez brylaste kształty i wielkie okna.
Pierwszą osobą jaką można (a właściwie trzeba) tu napotkać jest sekretarz. Był do fioletowy demon zwolniony z piekła. Miał rogi i delikatną budowę jak większość przedstawicieli jego rasy.
Jeżeli dostaniesz pozwolenie na wejście, wejdziesz do wielkiego pomieszczenia. Kolumny przypominające te używane w Rzymie, głowy najróżniejszych potworów zawieszone na ścianie, a między nimi portrety władcy tych włości. Odorikatt nie przepadał za ubraniami, zazwyczaj chodził w samych spodniach, prezentując mięśnie rozmiarów których zazdrościliby stong mani. Miał bujne czarne włosy, spływające niczym wodospad po jego ramionach. Nawet one wydawały się mocne. Sam zazwyczaj siedział na tronie na samym końcu pokoju.
avatar

Yaki Chou

Liczba postów : 113

Powrót do góry Go down

Re: Siedziba Odorikatta

Pisanie by Gość on Sro Sie 17, 2016 1:57 pm

Nihilusowi została możliwość tylko narzekania pod nosem. On. Wielki Mroczny Bóg. Makaioshin! Na usługach śmiertelnika z innego wymiaru? No chyba kogoś głowa boli! A tak na serio, nie uważał, że jest na czyichkolwiek usługach, po prostu uznał to za swego rodzaju współpracę, tamten nie mógł przedostać się przez siarkę, a on sam mógł bez dużych problemów. Zdobędzie to co tamtemu będzie potrzebne, a w zamian może coś dostanie. A jak nie to sam sobie weźmie. Proste prawda? Ot zwyczajna współpraca, a zważywszy na wielkie i dobre serce tego naszego złego Boga, to postanowił pomóc swojemu przyszłemu słudze i zdobędzie te niby zasilanie, oczywiście nie za darmo. Oj nie, nie. Jak nic nie dostanie to zabierze tą maszynę ze sobą, ale na sto procent coś z tej wyprawy będzie miał! Tylko ten karzełek ma wybór co za jego pomoc da. W końcu nie raz się mówi, o zaprzedaniu duszy diabłu i piekielnej, nieświętej umowie...kontrakt. Tak. Kontrakt z Mrocznym Bogiem. Niepisany, ale kto powiedział, że musi być na piśmie? Ha! Nikt. On jest Bogiem, więc to on decyduje o zasadach. Dlatego cóż, ten karzełek właśnie zaprzedał własną duszę, tylko tego nie wie, aczkolwiek niedługo się dowie. Oczywiście nasz Makaioshin, dalej nie był taki skory do pomocy, ale wizja tego, że uzyska coś co mu się może przydać była kusząca. Jak nie to sam pozbędzie się tej maszyny i tego gościa, chociaż nie będzie tracił gardy. Może się okazać, że jest potężniejszy aniżeli można to zobaczyć, a Nihilus nie jest głupcem. Zresztą nie zaatakują go o ile dostanie nagrodę za swoją pomoc. Najgorsze było to, że miał do przebycia całkiem sporą drogę i chociaż nie mógł używać ki do latania i być przez to szybszy i mniej energii tracić, to jednak skrzydła wciąż były użyteczne. Tym bardziej, że miejsce które wskazywało to dziwne urządzenie było na samym środku oceanu bezdusznych. Tak, nawet w tym świecie istnieje coś takiego jak ocean, a Bóg musiał jeszcze lecieć taki kawał drogi. Westchnął na samą myśl o tym, ale cóż, nie miał zbytnio wyboru dlatego uniósł się do góry na swoich skrzydłach i ruszył w drogę.

Leciał przez całkiem długi czas i strasznie się nudził. Znaczy przez chwilę faktycznie mógł podziwiać okolicę, ale gdy w końcu dotarł do czegoś zwanego oceanem to już wiedział, że nic nowego nie zobaczy podczas swojego lotu. I miał rację. Przez bardzo długi czas jedyne co mógł "podziwiać" to wodę. Bardzo fajnie, nie no, tyle się tutaj dzieje, tyle to można tutaj odnaleźć, może sobie pogadać z latającymi demonami, a nie...takie się tutaj rzadko zapuszczają bo żarcia brak! Tylko on jak ten głupi leci na środek oceanu. A w sumie dokładnie rzecz biorąc to na wyspę. W końcu po wielu mękach i zbolałych skrzydłach zobaczył w oddali wyspę. Groźnie zapikował, by po chwili wyrównać lot. No tak. Świetnie. To była jeszcze wyspa Odorikatta, tego szaleńca. Jeden z silniejszych makaioshinów. Oczywiście Nihilusa zabiłby pewnie samym spojrzeniem, ale nawet on nie był taki głupi, by atakować kogo popadnie. Tym bardziej, że Makaioshinów nie było wcale tak dużo. Ba, było ich nawet mniej od tych dobrych kaioshinów, dlatego było zabronione zabijanie innych, chyba, że miało się bardzo dobry powód lub zostało się zaatakowanym. Nawet Odorikatt głupio, by nie zaatakował o ile Nihilus sam, by nie zrobił pierwszego złego ruchu. Tak czy owak, ta wyspa składała się z samych szpikulców, a jakaś osoba co uznała, że będzie śmiesznie, nazwała je górami. Trochę ostre te góry i niezbyt szerokie. No i jest ich masa, nie ma co. No i oczywiście tylko On byłby na tyle szalony a i zapewne znudzony, by zbudować tu swoją niby siedzibę.

Swoim wzrokiem szukał dogodnego miejsca do wylądowania. W końcu takie udało mu się znaleźć. Wiedział, że pozwolenie, by tutaj lądować każdy miał, także on sam z niego skorzystał. Jednakże co zabawne rzadko ktokolwiek tu bywał. Nikt nie był na tyle głupi, by się tu wybierać. Niestety Rex zbytniego wyboru nie miał, a sam gospodarz pewnie i tak był znudzony samotnością i nic nie robieniem znając życie. Bo kto, by o zdrowych zmysłach się tutaj wybrał? No właśnie! A on sam trochę słyszał o tym jak ekscentrycznym makaioshinem jest ten gość. Znaczy, nie żeby był jakiś zły czy coś. Raczej dziwny. Samo to miejsce na to wskazuje prawda? Ale był silny. Kto wie, może czegoś go nauczy? Tylko pytanie jak się dogada odnośnie źródła tej mocy, zapewne zostanie zapytany na co mu to. A jeśli odpowie zgodnie z prawdą, to czy nie straci możliwości czegoś zdobycia? Tym bardziej, że ta machina byłaby całkiem przydatna. Nie, żeby Odorikatt nie był godny zaufania, akurat z tym podobno problemów inni nie mieli i to z wieloma rzeczami...postanowił się rozejrzeć przy okazji zanim wyląduje, cóż niby naturalne góry na około całego budynku, on sam zbudowany był z granatowych skał, widać, że każda postawiona płytka to istny kunszt artystyczny, wielkie okna. W końcu wylądował. Nie wyglądało to wcale tak źle lecz i tak rzadko kto tutaj bywał. Nic więc dziwnego, że całe to miejsce świeciło pustkami. Jedyne kogo mu to było dane zaobserwować to fioletowego demona, zapewne sekretarza i tyle. Nikogo więcej. Znając życie temu również się nudziło niezmiernie. W końcu postanowił, że podejdzie i się przywita. Nihilus sam miał aurę Boga-Władcy, a przynajmniej coś w tym stylu mogli odczuwać inni. Eony praktyki.

W końcu podszedł do sekretarza i gdy tamten go zobaczył to on sam lekko się ukłonił trzymając dłoń na klatce piersiowej i się przywitał.
- Ave. Nazywam się Nihilus Rex. Czy gospodarz znajduje się w domu? Mam pewną sprawę i prośbę o ile to oczywiście nie problem i nie zabiorę Pańskiego oraz Gospodarza, cennego czasu.
Uśmiechnął się. Znając życie pewnie będzie lekki problem z tym, ale no proszę. Nikt nie bywał w takich dziwnych miejscach, bo innym makaioshinom nic to nie dawało, ale cholera ich wie. Tak czy inaczej postanowił wykorzystać chwilę i rozejrzał się.


Ostatnio zmieniony przez Nihilus Rex dnia Pią Sie 19, 2016 11:29 pm, w całości zmieniany 1 raz


Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Siedziba Odorikatta

Pisanie by Yaki Chou on Sro Sie 17, 2016 7:54 pm

Demon, widząc otwierające się drzwi podskoczył na siedzeniu. Poprawił trzy ołówki które trzymał w kieszeni i usiadł sztywno w postawie przypominającej poprawnego ucznia. Gdyby Nihilus miał ochotę przyjrzeć się detalom, zauważyłby, że istota drży oraz, że stróżki potu spływają po boku jej głowy.
-Z-z-zapraszam pana. Witamy w rezydencji Odorikatta. Mogę w czymś pomóc panu?- wyrecytował. Można było łatwo usłyszeć, że był bardzo spięty, że chciał wykonywać swoją robotę jak najlepiej. Nihilus mógł zauważyć skupienie na jego twarzy gdy słuchał powodu jego przybycia. Pogłaskał się po nietkniętej zarostem brodzie, po czym nagle podskoczył z uśmiechem na twarzy. Podszedł do "drzwiczek" w ladzie która dzieliła go z gościem. Próbował je otworzyć, ale wydawały się zatrzaśnięte. Zirytowany spróbował je otworzyć jeszcze raz, ale się nie udało...i jeszcze raz. Rex mógł bez problemu zauważyć wzrastającą frustrację na twarzy demona. W pewnym momencie poddał się i zaczął wchodzić na blat. Kiedy schodził, pośliznął się przez pot na jego skórze i upadł na podłogę. Zaczął komicznie toczyć się z bólu po podłodze.
Kiedy doszedł w końcu do siebie, zaczął oglądać mężczyznę z każdej strony. Zakończył stając przed nim na baczność z szerokim uśmiechem na twarzy.
-Rozumiem. Jesteś pewnie jednym z tancerzy których zamówił pan Odorikatt- klasnął w dłonie- podobno miałeś problemy z dotarciem, a jednak przybyłeś! Czeka na pana dosłownie za tymi drzwiami- dodał szczęśliwy, wskazując na wielkie wrota.

Otwieranie drzwi było niesamowitym wysiłkiem. Nihilus na pewno musiał wykorzystać do tego całą swoją siłę. Zajęło mu to 5 minut nieprzerwanego pchania by w ogóle móc się zmieścić w szparze między drzwiami. Jeżeli wchodził i wychodził nimi kiedy chciał to musiał być prawdziwą bestią. Cały czas sapiąc, "bożek mroku" miał chwilę na podziwianie olbrzymiej sali. Od zewnątrz nie wyglądała na tak dużą. Otaczały go trofea ze zwycięstw właściciela tych włości. Co dziwne w środku było pełno demonów, diabłów i innych stworzeń z piekła wykonujących najróżniejsze ruchy taneczne. Wyglądali na niesamowicie zmęczonych. Temu wszystkiemu przyglądał się on, Odorikatt. Głaskał swojego pięcioogoniastego kota jedną nogą, drugą opierając się o bok swego tronu. Zauważył Nihilusa. Kiedy jego oczy pierwszy raz przesunęły się na niego, przez sekundę serce ogoniastego stanęło. Gospodarz uśmiechnął się i wstał z tronu.
-Yeah Brothers, mamy świeże miąsko, wuuuhuuu- powiedział napompowany. Napiął natychmiast mięśnie. Siła tego ruchu była na tyle potężna, że każda osoba- tańcząca czy nie, natychmiast się przewróciła. Musiał być potworny, skoro taka mała akcja wywoływała tak dużą reakcję.

Czarnowłosy z szoku musiał chwilę poleżeć na ziemi. Gdyby spojrzał na radar który mu podarował karzeł i zwiększył dokładność, zauważyłby, że niebieska kropka leży dokładnie tam gdzie jest Odorikatt. Co to mogło oznaczać?
avatar

Yaki Chou

Liczba postów : 113

Powrót do góry Go down

Re: Siedziba Odorikatta

Pisanie by Gość on Pią Sie 19, 2016 11:28 pm

Tego się nie spodziewał. Znaczy, nie spodziewał się zachowania demona. Sądząc po nim, jego zachowaniu, sposobie mowy, mimice twarzy oraz mowie ciała doszedł do wniosku, że albo sekretarz jest tchórzem odnośnie wszystkich żywych jak i nie żywych istot, i wszystko to co jest związane z rozmową i innymi czynnościami społecznymi jest dla niego niewyobrażalnie ciężkie, co w sumie ma trochę sensu. Normalnie, by nie miało bo co to za sekretarz, ale to był sekretarz Odorikatta, więc wszystko jest możliwe! Istniała też druga opcja. Na kogoś czekał, czegoś potrzebował i coś się nie udawało, a nie chciał zapewne zawieść gospodarza i dlatego takie było jego zachowanie. A może to i to na raz? Istna mieszanka wybuchowa. Nie wiedział czy ma rację. Z resztą niewiele go to obchodziło, bo i tak nie mógłby z tego skorzystać i niewiele, by na tym zyskał. A nawet jeśli coś, by z tego miał, to wątpił, że byłoby to opłacalne. Hah. Był bardzo spięty. A może był po prostu tutaj nowy? To też jakaś opcja. Tym bardziej się zdziwił, gdy po tym wszystkim podskoczył z uśmiechem na twarzy. Co on sobie pomyślał? Chyba nic dobrego dla Rexa... Nie tracił jednak nadziei, że może nie będzie tak źle. Zabawne było to jak próbował otworzyć pewne drzwiczki w ladzie. COś mu się nie udawało. Zabawny miał wygląd twarzy. Aż potem, gdy chciał przejść przez blat, to...poślizgnął się o własny pot i upadł na podłogę, turlając się po podłodze z bólu. Nihilus nie wiedział czy śmiać się czy płakać, ale w sumie komicznie to wyglądało. Mimo wszystko trzymał pokerową twarz tak, że nie dane było diabłowi zgadnąć to o czym myślał Bóg.

- Żyjesz? Nic Ci nie jest?
W sumie i tak go to nie obchodziło, ale nie musiał ten demon o tym wiedzieć prawda? Bardzo dziwnie się czuł, gdy ten ktoś zaczął go oglądać niczym jakieś dzikie zwierzę w klatce. Aż tak mu się spodobał czy jak? Patrzył się jak na jakiś towar. Coś czuł, że tamten uśmiech wynikał z tego, że pomylił go z kimś zupełnie innym. Tancerzem? Teraz rozumiał tamten uśmiech! I całe jego zachowanie! Wiedział, że został z kimś pomylony. Co prawda miał doświadczenie w tańcu, ale to w innym żywocie w sumie, a nie w tym, ale...Ugh.
- Nie. Nie jestem tancerzem, mam po prostu sprawę do Pana Odorikatta i...
I nie dokończył bo szczęśliwy demon po wskazaniu na drzwi gdzieś się ulotnił. Cholera jasna no! Czemu musiało go to spotkać i demon sobie szczęśliwy pobiegł. A potem jak coś będzie, to będzie na niego i będzie miał przewalone. Musi wyjaśnić to wszystko z gospodarzem.

W tym celu oczywiście starał się przedostać przez te ogromne wrota. Kurna. Te drzwi swoje ważyły. Nie sądził, że może być z nimi tak ciężko. To prawda, były wielkie, ale wielkość nie zawsze świadczy o wadze! Wreszcie po paru chwilach mu się to udało. Gdyby nie to, że nawet był silny, to nawet nie dałby rady ich otworzyć. Ahh ten Odorikatt. Przynajmniej wielkim wysiłkiem udało mu się przecisnąć przez szparę. Chciało mu się płakać, gdy pomyślał, że będzie musiał jeszcze przez nie wyjść. No nic ruszył dalej. Przy okazji podziwiał tą całą salę. Te kolumny mu przypominały jakiś styl na planecie śmiertelników, a co ciekawe były również zawieszone tam głowy potworów, których nie widział na oczy.

- Piękna starożytna architektura, a te głowy...zapewne należały do potężnych stworów. Musiał je zabić i oderwać ktoś bardzo silny.
Powiedział, będąc prawie pewnym, że zostanie przez kogoś usłyszanym, ale udawał, że o niczym i tak nie wie. Rozejrzał się po okolicy. Ile tu diabłów i innych demonów! Do tego tańczyli. Cholera. I na to wszystko patrzył Odorikatt. Był ogromny!, nie wiedział czemu, ale gdy spojrzenie tej osoby znalazło się na nim, to wydawało mu się, że jego serce nagle ze strachu przestało bić. Ta osoba jest niewiarygodnie groźna. Świeże mięsko? Nawet nie zdążył zareagować, bowiem gospodarz nagle wstał i napompował swoje mięśnie, wywołując przy tym ogromną falę która sprawiła, że wszyscy upadli na ziemię. Nihilus zaparł się potężnie nogami, i gdyby nie miejsce w którym się znajdował to wbiłby ogon w ziemię, by sobie dopomóc. Ustawił się w dogodnej pozycji, i również ustawił swoje skrzydła tak, by miał jak największą szansę, by nie zostać porwanym przez ten podmuch. Na dodatek przetrwał najdłużej ze wszystkich i dopiero końcowe dmuchnięcie, wręcz ostatnia sekunda sprawiła, że stracił równowagę i się przewalił. Przez pewien czas leżał na ziemi i nie wstawał. Cholera jasna, nie miał szczęścia. Te źródło energii znajdowało się, albo w tronie, albo pod tronem. Możliwe, że była tam ukryta komnata. Cholera wie. Ale na razie nie da po sobie tego poznać. W końcu zrobił przewrót i skoczył tym samym z pleców na własne nogi i lekko się ukłonił niczym gentelman.

- Moje imię zapewne nie jest ważne, ale maniery wymagają, abym się przedstawił. Nazywam się Nihilus Rex i jestem jak Pan Makaioshinem. Nie jestem tancerzem, ale nie zdążyłem niestety tego przekazać sekretarzowi. Nie chcę też zabierać Pańskiego cennego czasu, ale sam bowiem znalazłem się tutaj z pewnego powodu. Potrzebuję źródła energii. I to nie byle jakiego źródła energii. Innego niż wszystkie, i podobno znajduje się ono gdzieś tutaj. Wie Pan. Maszyny, testy, doświadczenia, eksperymenty te sprawy. Wie Pan coś o tym? I spodziewam się, że nie będzie to za darmo... ale o ile jest Pan gotowy się z tym pożegnać, to jestem gotowy coś za to zrobić. Przepraszam jeśli zawracam głowę i zabieram cenny czas.
Coś czuł, że mimo wszystko będzie musiał tańczyć. Ciekawe tylko czy mu się to spodoba.


Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Siedziba Odorikatta

Pisanie by Yaki Chou on Wto Sie 23, 2016 5:46 pm

MG:Demon który usłyszał komentarz Nihilusa, odwrócił się na palcach, poruszając swoją wielgachną dolną wargą. Nie przestał nawet tańczyć, choć sądząc po tym jak się trząsł i pocił, chciałby przestać.
-Tak, to wszystko przez pana Odorikatta... Bardzo silny nawet nie nadaje się do opisania tego jak bardzo on jest silny- powiedział wymęczonym głosem. W jego wzroku nie dało się dojrzeć błysku.
-Jesteś w tym całkiem niezły- kiwnął głową gospodarz-znaczy się w marnowaniu mojego czasu. Zresztą mam dobry humor. Yo, Taikutsu, mamy jakieś źródła energii na zbyciu? Ta panienka szuka jakiegoś
-Mamy serce smoka na zapleczu, sir- nadeszła odpowiedź od kamerdynera z włosami długimi do kostek.
-Aww, ale ja uwielbiam poduszone serce smoka w sosie babuni. Mamy coś innego?-jęknął siłacz.
-Sir, obawiam się, że oddaliśmy ostatni generator jaki mieliśmy na salon gier w piekle
-Ah tak, niech się chłopacy bawią- przyklasnął- Ty!-huknął wskazując na czarnowłosego, po czym skoczył praktycznie pod dach, wykonując po drodze salta. Gdy wylądował ziemia nieco się zatrzęsła. Jego kot miał wyraźnie przerażoną minę i wszystkie pięć ogonów sterczące po tym skoku. Ekran, który pokazywał lokalizację źródła wskazywał tym razem na miejsce w którym wylądował Odorikatt.
-Nie mamy żadnego źródła. Mam nadzieję, że pomimo tego, że nie mamy niczego co możemy dać w zamian, dałbyś radę...w czym jesteś dobry, taniec, wiersze, śpiew? Chcę występu, ci tancerze zaczynają się robić nudni- uśmiechnął się delikatnie spoglądając na twoje ciało, po czym pogłaskał kota.
avatar

Yaki Chou

Liczba postów : 113

Powrót do góry Go down

Re: Siedziba Odorikatta

Pisanie by Gość on Nie Sie 28, 2016 5:57 pm

Krwistooki popatrzył się na tego demona i ze zdziwieniem odkrył, że wyglądało to tak jakby chciał przestać tańczyć, ale mimo wszystko tego nie zrobił. Albo bał się gospodarza co jest zrozumiałe, albo użył na nim magii co w sumie jest nawet jeszcze bardziej interesujące od samej siły. Przez ciekawość w sumie miał nawet zamiar zapytać, ale nie wiedział czy wypada, tym bardziej, że z tym Makaioshinem różnie bywa. Ale jednak ciekawość to stopień do piekła, a że w czymś co przypomina piekło już jest od dawna to...
- Czemu nie możesz przestać tańczyć nawet na chwilę? Jestem zaciekawiony tym, czy została na Tobie użyta magia, czy może po prostu nie chcesz urazić tego Wielkiego gospodarza.
Zaśmiał się cicho, kierując te słowa do tego demona.

Gdy usłyszał, że jest w tym całkiem niezły to uśmiech znalazł się na jego twarzy, bo spodziewał się dalszej części. Tym bardziej jego uśmiech się lekko powiększył bowiem trafił w dziesiątkę. Sądząc po jego charakterze, to udało mu się przewidzieć te słowa. Wszystko, słowo po słowie. Znaczy, odnośnie tego, że jest w tym całkiem niezły. Dlatego też złożył dłonie, a raczej położył dłoń na pięść niczym robią to wojownicy w tak zwanych azjatyckich mitach, cokolwiek to oznacza, i lekko się ukłonił.

- Dziękuję za komplement. Uwielbiam być w czymś dobry. Tym bardziej, w marnowaniu czyjegoś czasu.
Delikatnie się uśmiechnął. Nie miało to na celu oczywiście urazić tego gościa, ale też wątpił, by się tym przejął. Po prostu odpowiadał słowem za słowem i raczej byłoby to bardziej interesujące niż zwykłe normalne proste odpowiedzi. Gdzie by w tym wszystkim był ten lekki zabawny ton? Nie żeby go doskonale znał, ale w sumie Odorikatt nie wydawał się taki zły. Znaczy wiele o nim słyszał i w ogóle, ale nie słyszał, by zabił jakiegokolwiek swojego gościa, ale cóż trochę ostrożności mu nie zaszkodzi. Chociaż w głębi ducha czuł, że akurat po tej osobie nie powinien się obawiać, że za zwykłe słowa które nawet nie mogą go urazić, to by sprawiły, że jego życie, by przestało istnieć. Co prawda poznał moc tego Makaioshina, ale...

Tak czy owak słuchał tego co mają do powiedzenia. Kamerdyner nosił imię Taikutsu.  Gdy usłyszał końcówkę zdania to zacisnął pięści i zęby mimowolnie, ale nie dawał po sobie tego poznać. Czemu do cholery mylą go z dziewczyną? Czy aż tak dobrze wygląda? Znaczy w sumie nie dziwił się. Bo był pewien, że nawet najpiękniejsze dziewczyny w całym multiwszechświecie i nie tylko zazdrościłyby mu urody, a faceci w nim by się zakochiwali, ale...żeby aż tak? Przecież ma tak zwane jabłko adama. Czy oni są naprawdę, aż tak ślepi? Czy po prostu myślą, że go wyprowadzą z równowagi. Prychnął. By go zdenerwować, trzeba znacznie bardziej się postarać. Hah serce smoka. Nawet on chętnie by coś takiego zjadł, znając życie strasznie, by to pomogło z jego mocą, a na dalsze słowa o sosie babuni delikatnie się uśmiechnął. Salon gier w piekle. Też coś. Obudził się, gdy powiedziano do niego Ty i wskazano palcem. Nie nauczyli go tego, że nie pokazuje się na innych palcem? Dobre maniery to za dużo? Ha. Oczywiście to żart, bo Nihilus sam, by tak zrobił. Dlatego wskazał na Siebie palcem i zapytał niewinnie.
- Ja?

Ten skok był nawet niezły, nawet ziemia pod nim tak uważała, niestety kot był zupełnie innego zdania. Ale cóż to! Jego urządzenie wskazywało, że źródło energii było w miejscu gdzie wylądował Odorikatt. Westchnął. Raczej kot nie powinien być źródłem energii, ale cholera wie. Bardziej uważał, że to Makaioshin jest chodzącym źródłem energii. W sumie lekko olał jego pozostałe słowa, ale z racji dobrych manier poczekał chwilę.
- A to dziwne, bo moje urządzenie wskazuję, że źródło potrzebnej mi energii znajdywało się w miejscu pańskiego lądowania.
Uśmiechnął się o tym mówiąc. Nie chciał pokazywać wszystkich swoich kart, ale może nie mieć niestety wyboru. Gdy usłyszał zapytanie w czym jest dobry to się zaśmiał.
- W sianiu zniszczenia, śmierci i pożogi. W Manipulacji i korupcji. W Podbijaniu i zdobywaniu. W walce również.
Wszystko to mówił z lekkim uśmiechem na twarzy. Większość mogłaby uznać, że żartował, ale niestety wszystko to miał serio na myśli.
- A tak poza tym sądzę, że nie powinienem być taki zły w aktorstwie, tańcu, czy śpiewu, albo czytaniu. Sądzę, że możemy się dogadać. Mimo wszystko podobno teraz te całe źródło energii znajduje się, w miejscu gdzie stoisz, więc coś w Twoim posiadaniu jest tym źródłem energii.
Westchnął. Niezbyt mu się chciało tracić tutaj swój cenny czas, ale raczej nie będzie miał zbytniego wyboru.


Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Siedziba Odorikatta

Pisanie by Yaki Chou on Pią Wrz 09, 2016 3:10 pm

-Sianie zniszczenia i śmierci? U, Ripe będzie zachwycony. RIIIIIPE, chodźże tu!- krzyknął głosem którego większość spodziewa się z ust giganta wielkości planety, którym rzecz jasna nie był. Jakby w odpowiedzi na jego wezwanie, nagle z samego powietrza pojawiła się kosa, a właściwie ta połowa która była zakończona ostrzem. Wyglądało to jakby rozszarpała rzeczywistość, zostawiając fioletową dziurę. Rex zauważył rękę wyłaniającą się z wyrwy w czasoprzestrzeni. Była chuderlawa, blada dłoń z długimi paznokciami. Wkrótce podążyła za nią reszta ciała. Przez wyrwę wydostał się wysoki mężczyzna w kąpielówkach. Jego białe włosy nie były ułożone w żadną konkretną fryzurę, zwyczajnie wisiały z jego głowy. Na jego twarzy poza czarną dłonią na policzku, malował się uśmieszek. Swoją kosę włożył między spodnie kąpielowe i swoje ciało. Ukłonił się jakby w jego żyłach płynęła krew arystokraty, ale mógł to zwyczajnie efekt zadawania się z wyższymi sferami.
-Ripe do usług
-Ech, co ja Ci mówiłem o dziurawieniu wszechświata w środku mojego domu. Zszyjesz to- powiedział zrezygnowany- mamy śmiałka. Podobno jest niezły- rzekł wskazując na Nihilusa. W odpowiedzi nowo przybyły przytaknął i począł mierzyć "śmiałka" wzrokiem.
-Ale jeszcze nie teraz, szyj- rzekł właściciel tego domu, wskazując na wyrwę- Ty się sam sobą zajmij- dodał, przenosząc wzrok na czarnowłosego.

Masz czas na trening czy coś tam. Misja oficjalnie nie skończona, więc za nią na razie nie będzie punktów. Dostaniesz parę ekstra później, bo się przeciągnęło
avatar

Yaki Chou

Liczba postów : 113

Powrót do góry Go down

Re: Siedziba Odorikatta

Pisanie by Sponsored content



Sponsored content


Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach