Teren przed domem

Strona 6 z 8 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Teren przed domem

Pisanie by Admin on Pią Lis 13, 2015 10:32 am

First topic message reminder :

Piaszczysta plaża, trawnik, kilka palm i od czasu do czasu pojawiające się kraby. Tak prezentuje się teren przed samym domem. Na trawniku stoi leżak, a na leżaku gazetka z roznegliżowanymi paniami, które z chęcią eksponują swoje dwa przednie, jak i też tylne, talenty.
Panuje tutaj względna cisza. Czasami tylko zaskrzeczy mewa, która przypadkiem przelatuje nad wyspą.
avatar

Admin
No.1 Whis' Fanboy

Liczba postów : 306

http://dbanotheruniverse.forumpolish.com

Powrót do góry Go down


Re: Teren przed domem

Pisanie by Laptor on Pon Mar 27, 2017 9:56 pm

MG


Dziadek uśmiechnął się i przeleciał wzrokiem dziewczę, które teraz znajdowało się niedaleko niego.
- A tak tak, jestem Kame. Wiem, że jesteś od Korina bo poznaje jego kinto! - Powiedział po czym od razu włożył rękę do kieszeni i wyjął z niej skórzany woreczek zawiązany sznureczkiem. Odezwał się ponownie:
- Prawdopodobnie zostałaś wysłane po te nasionka Senzu. Dlatego też trzymaj i czym prędzej zanieś je Korinowi, podobno niedługo będziecie ich potrzebować. - Po czym wsiadł na żółwia i odpłynęli.

_________________
Ore ni kateru no wa, ore dake da
______________________________________________________
avatar

Laptor
Mistrz Gry

Liczba postów : 1178

http://www.invincible.oxn.pl

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Aymi on Wto Mar 28, 2017 11:15 am

Widziała rosnący uśmiech na twarzy staruszka, choć doszła też do wniosku, że dziwnie się on jej przygląda. Potwierdził swoją tożsamość, po czym sięgnął do kieszeni, z której to wyciągnął skórzany woreczek. Przedmiot został rzucony w jej stronę, więc zręcznie go przechwyciła, ważąc w dłoni.
- Nasionka Senzu... - mruknęła pod nosem, podczas gdy Kame postanowił odpłynąć w siną dal wraz ze swoim żółwiem. Stała tak przez chwilę, przyglądając się woreczkowi, po czym rozwiązała delikatnie sznureczek i ostrożnie zajrzała do środka tak, by nic z niego nie wyleciało. Zaraz potem znów zaciągnęła wiązanie i wsunęła pakunek do jednej z kieszeni własnych spodni.
Sporo się dziś uczyła. Nie tylko poznała litery, które potrafiła już rozpoznawać, ale też przypadkiem zorientowała się, że kieszenie spodni są bardzo dobrą kryjówką dla pewnych przedmiotów. Do tej pory uważała je za bezwartościowe, wręcz zbędne, ale nie miała jak się ich pozbyć, więc zostały na miejscu. Dziś przydały jej się po raz pierwszy.
Odwróciła się na pięcie i rozejrzała za Kinto. Chmurka unosiła się w tym samym miejscu co poprzednio, więc tam skierowała swe kroki. Wskoczyła na obłok i rozsiadła się wygodnie, tylko raz oglądając się w stronę, gdzie zniknął jaszczur. Nie chciała zostawać z nim sam na sam, a nie wiedziała, co się stało po jej odlocie. Gdzie był teraz Haricotto? Czy nic mu się nie stało po tej walce? Jirri wydawał jej się naprawdę silny, to musiała przyznać. Spojrzała na chmurkę.
- Więc... do Korina? - spytała, jakby obłok mógł jej odpowiedzieć. Ale skoro Kinto wiedział, gdzie znajduje się domek Kame, to z pewnością wie, jak trafić z powrotem na wieżę, prawda?

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

avatar

Aymi
Mistrz Gry

Liczba postów : 234

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Laptor on Wto Mar 28, 2017 4:07 pm

MG


- Haha, tak tak Senzu. Aj długo by tłumaczyć - Odezwał się miło i już definitywnie odpłynął na skorupie żółwia. Teraz Aymi miała rozterkę, w każdej chwili mogła nasionka wziąć i uciec, jednak co jej po nasionkach? Nie umiała pewnie hodować senzu, nie miała pojęcia nawet czym są. Najkorzystniejszą z opcji było wyruszenie z powrotem do Korina. Na niebie nie było wielu chmur, jednakże deszcz pomalutku zaczął padać. Obłok nadal pozostawał w tym samym miejscu czekając na Aymi. Gdy dziewczyna zapytała czy lecą do niej od razu ruszyła w kierunku domu Korina. Gdy Aymi doleciała już na swoje miejsce, ten stał przy barierkach. Doskonale wiedział, że dziewczyna już wraca. Zwyczajnie to czuł.
___
Odpisz u korina.

_________________
Ore ni kateru no wa, ore dake da
______________________________________________________
avatar

Laptor
Mistrz Gry

Liczba postów : 1178

http://www.invincible.oxn.pl

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Jirri on Sro Mar 29, 2017 7:07 pm

Po treningu Jirri odpoczywał sobie na dachu domostwa Kame Sennina. Leżał tak naprawdę bardzo długo. Rozmyślał przy tym o różnych sprawach. Po pierwsze, jak potężna jest transformacja Haricotto? Bardzo go to zastanawiało, nie wiedział, czego ma się właściwie spodziewać. Powinien być gotowy na wszystko. Jednakże jednego był pewien. Będzie się świetnie bawił podczas sparingu z przyjacielem. Po drugie, czy w ogóle może nazwać Haricotto przyjacielem? Wydawało mu się, że jak najbardziej, wkońcu raz uratował mu już życie, więc wydawało mu się, że ogoniasty też go lubi. Mimo wszystko nie był tego do końca pewien. Już raz miał pewność, że znalazł sobie przyjaciela, tymczasem doznał okropnego zawodu, gdy ów "przyjaciel" nie wykazał nawet chęci do pomocy, gdy Jirri umierał. Nie, niemożliwe. Haricotto nie jest osobą tego rodzaju. Zastanawiał się także, co dzieje się obecnie z Patrolem Czasu. Czy się rozwija? Kiedy wreszcie zlecą mu jakąś misję? Czy ten cały Trunks... dalej jest martwy? Perspektywa przywrócenia martwej osoby do życia wydawała się dla niego dość nieprawdopodobna, ale odkąd usłyszał o Smoczych Kulach, nie był już ani trochę pewien. Skoro mogą one spełniać życzenia, to czemu miałyby nie by w stanie kogoś wskrzesić? No i jeszcze co z tymi Łamaczami? Czy nadal rosną w siłę? Jak silni są ci goście, którzy wtedy się do nich przyłączyli? No i co najważniejsze, kiedy wreszcie będzie mógł się na nich zemścić? W tym czasie jednak powinien się jak najbardziej wzmocnić. Jak tylko się da. Czas więc wznowić trening.  Zapadła już noc. Było naprawdę przyjemnie, gdyż wiatr był chłlodny, ale noc i tak ciepła. Jirri zleciał na dół, na plażę i rozpoczął trening. Jako że po raz kolejny zamierzał zająć się techniką, toteż znów musiał zająć się przede wszystkim swoją energią. Ostatnio zresztą ćwiczy tylko różne techniki. Wkrótce będzie musiał zająć się swoją tężyzną fizyczną, żeby go przypadkiem Haricotto nie przegonił. No ale przejdźmy do roboty. Jirri ustawił się stabilnie, nisko na nogach. Zaczął od uspokojenia samego siebie. Zawsze zajmuje się tylko umysłem, warto jednak też popracować nad ciałem, można przecież także w ten sposób osiągnąć harmonię z energią. Oddychał powoli i spokojnie. Zamknął delikatnie powieki, uspakajał swój oddech. Wsłuchiwał się w rytm swojego ciała. W bicie serca. Czuł, jak wraz z krwią, energia przepływa przez jego ciało, wypełnia każdą jego kończynę, wpływa do jego głowy. Każdy oddech powodował w niej wibracje. Zakłócał jej spokojny przepływ, ale nie szkodził jej. Te fale, które wywoływał, były zupełnie naturalne, oddech jest rzeczą zwykłą, mało tego, potrzebną do życia. Na chwilę przestał oddychać. To także mu nie szkodziło, ale energia zmieniała się. Nie falowała już okresowo, ale ciągle i nieco mniej gwałtownie. Ponownie wpuścił do płuc powietrze i odchylił się mocno do tyłu, po czym wychylił się do przodu. Przyjął pozycję do walki. Zadał cios. Ki gwałtownie poszybowało w stronę, w którą wystawił pięść, jakby wywołał tym jednym ciosem falę uderzeniową. Uderzył po raz kolejny, powściągnął swą energię, po czym wypuścił ją. Ta uderzyła w wodę, wystrzeliła ją do góry. Podleciał do niej szybko, a ona zatrzymała się w powietrzu. Wypełnił ją swoją mocą. Woda rozbiła się na pojedyncze kropelki, wszystkie były idealnie okrągłe i świeciły fioletowym blaskiem, oświetlały jego twarz, nadawały scenie mistycznego wyglądu. Jirri wypuścił powietrze, zadał trzeci cios, a wszystkie krople poszybowały w stronę domu Kame, rozbiły się z impetem o ścianę. Jirri poczuł to. Czuł wszystko, co było w tym momencie związane z jego energią. Uniósł ręce w górę. Cała energia, którą wczeœniej wypuścił, zebrała się pomiędzy nimi. Pojawiła się niewielka kula. Była tam tylko przez moment, gdyż bardzo szbyko została wessana do ciała jaszczura. Otworzył oczy i przeszedł do właściwego treningu. Zamierzał stworzyć barierę ze swojgo własnego ki. Natychmiast uwidocznił swoją aurę. Fioletowe światło widoczne było na dobry kilometr z tego miejsca całkiem wyraźnie, dalej trzeba by było już wytężać wzrok, by dojrzeć poświatę. Była poszarpana i dużo bardziej niespokojna, niż kiedy była niewidoczna. To typowe i w sumie oczywiste. Nadał jej kształt kuli, która go otaczała, a następnie nieco ją spłaszczył w poziomie. Tym sposobem powstało coś, co przypominało fioletową piłkę do rugby, postawioną pionowo. Zanurzył się w wodzie, ta przeszła przez aurę bez  żadnego problemu. Zanurkował na kilka metrów pod taflę wody. Nie oddychał już, nie musiał jest wkońu changelingiem. Cała owa “piłka do rugby” wypełniona była przezroczystą, słoną wodą. Zaczął utwardzać swoje ki. Starał się je jak najbardziej zewrzeć. Zamknął je, tak, by nic nie mogło się przez nie przedostać. Nawet woda. Nawet powietrze. Dzięki temu może kiedyś będzie w stanie tak przenosić przez próżnię osoby, które nie potrafił w niej wytrzymywać. Wynurzył się na powierzchnię, wzleciał w górę. Ki nie było niestety szczelne. Było dość zwartą kulą, ale było w niej parę dziur, trochę jak w durszlaku. Zaczął kombinować. Chciał powstrzymać ciecz od wypływania. Łatał dziury jak tylko mógł, ale za każdym razem pojawiała się inna. Co chwila się wymieniały, nieważne, jak bardzo się skupiał. Wkońcu cała ciecz spłynęła. Jirri rozluźnił się. Coś mu nie idzie. Co robi źle? Wcześniej mu się to przecież udało, wtedy, gdy ćwiczył kontrolę ki. Usiadł w powietrzu i zaczął medytować. Ujrzał przed oczami swoją aurę. Zaczął ją formować, ale jakby w zwolnionym tempie, jakby jego umysł przyspieszył. Widział, jak ki zmienia swój kształt. Jak formuje się powoli w kulę. Jak utwardza się, staje się gęstsza. Uciskaą ją coraz mocniej. Prawie jak zawodowy rzeźbiarz, lub piekarz ugniatający chleb. Wygładzał ją. Szlifował... Poczuł coś dziwnego. Otworzył oczy. Energia otaczała go, właśnie w postaci spłaszczonej po bokach kuli. Czyżby się udało? Opuścił się powoli do wody, by to sprawdzić. Tak! Udało się! Do środka nie wlał się ani jeden mililitr cieczy. Uśmiechnął się usatysfakcjonowany. Aura ponownie stała się niewidoczna, a on sam wyleciał z wody. Poszybował leniwie na brzeg i wylądował. Położył się na piasku, odetchnął i zaczął oglądać gwiazdy.

OOC:
Trening Ki Barrier.
avatar

Jirri
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 345

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Jirri on Pią Mar 31, 2017 7:42 pm

Jirri leżał tak sobie i wpatrywał się w gwiazdy. Co pewien czas po niebie przepływała leniwa chmurka. Patrzał tak i zastanawiał się, co za planety kryją się w kosmosie i jacy potężni przecuwnicy się tam znajdują. Czuł, że mimo wzrostu własnej siły nadal jest tylko pojedynczą kropelką w morzu potęgi, które wypełniają dużo potężniejsi wojownicy. Miira... Frieza-sama... W sumie ciekawiło go, jak potężny jest jego idol? Czy dalece przewyższa go mocą? A może Jirri już powoli zbliża się do jego poziomu? Jednakże Miira napewno nadal jest całe lata ponad jaszczurem. Mimo sporej mocy changeling nadal raczkuje, dopiero zaczyna się jego droga. A Miira? Czy może stać się jeszcze silniejszy? Jirri wstał i wszedł na chwilę do domu Kame. Nie siedział tam za długo, nalał sobie tylko trochę wody (w liczbie trzech szklanek), którą zaraz wypił i złapał i zjadł dwa jabłka. Po posileniu się i zaspokojeniu pragnienia wyszedł z domu i przycupnął tuż przy brzegu, woda lekko muskała mu stopy. Jeszcze długa droga przed nim.
avatar

Jirri
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 345

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Haricotto on Nie Kwi 02, 2017 12:29 pm

MG

Leniwy dzień. Promienie słońca ogrzewały ciało Jirriego, który rozmyślał na temat mocy innych ludzi. Jego idol, Freezer, za pewne byłby zadowolony, że jeden z jego ludzi urósł tak w siłę. Jednakże, istnieje szansa, że mógłby poczuć zagrożenie z jego strony i go... Wyeliminować.
I nagle, ni z gruchy ni pietruchy, niebo się rozstąpiło. Woda zaczęła szaleć, drzewa rosnące na wyspie uginały się pod naporem mocnego wiatru. Przed oczami Changelinga otworzył się portal. Błękitny kolor górował, a towarzyszące mu wyładowania elektryczne tylko dodawały smaczku temu całemu widowisku. 
Pierwszym skojarzeniem Jirriego zapewne było "portal". I nie byłoby one omylne. Zaraz po tym, jak przejście się ustabilizowało, wyszedł z niego członek Time Patrolu. Wysoki, dobrze zbudowany o ciemniejszej karnacji. Głowę miał ogoloną, jedynie na czubku znajdowała się kępa czarnych włosów. Jirri już wcześniej go widział na Boskiej Ziemi. Widząc Changelinga, na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
- Jirri, tak? W końcu Cię znalazłem. - podszedł do niego, wyciągając od razu w jego stronę otwartą dłoń, by się przywitać jak należy.
- Time Patrol nas potrzebuje. Mamy zadanie. - powiedział krótko, a jego mina zrobiła się poważna. Czyżbyś coś złego działo się we Wszechświecie?

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1044

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Jirri on Nie Kwi 02, 2017 5:33 pm

Jirri siedział tak cholernie długo. Naprawdę przyjemnie się tu czuł. Wokół nie było nikogo, więc było bardzo cicho i spokojnie. Był pozostawiony sam sobie, mógł się zatopić w myślach i w pełni oddać się relaksowi. Siedział tak przez całą noc, w pewnym momencie przysnął. Śniło mu się, że wrócił na ojczystą planetę. Poleciał sam, nie potrzebował statku. Na miejscu przwyitał go Frieza-sama. Patrzył na niego z uśmiechem, nie odezwał się nawet. Po prostu mierzył jaszczurkę chilli wzrokiem. A Jirri był szczęśliwy, że wreszcie został zauważony przez swego idola. Chciał coś powiedzieć, coś mądrego... Ale nagle coś się stało. Został złapany od tyłu. Odwrócił głowę. Trzymał go jeden z generałów, Dodoria. Nie mógł się ruszyć, a gdy odwrócił głowę, dostał mocno w twarz od postaci o długich, zielonych włosach. Zarbon. Co się dzieje? Czemu go atakują? Co on takiego zrobił? Dlaczego to się dzieje. Frieza-sama śmiał się w głos, w pewnym momencie uniósł dłoń i wycelował w jaszczura. NIE! Pocisk energii wystrzelił, zaraz zderzy się z jego ciałem, spopieli go... Obudził się dysząc ciężko. Co za porąbany sen... Wstał powoli. Był już dzień. Słońce świeciło na niebie. Grzało przyjemnie. Starał się zapomnieć o wszystkich tych dziwnych obrazach, które go dręczyły. Zamknął oczy i pozwolił Słońcu ogrzewać swoją twarz. Nagle rozbłysło niebieskie światło. Otworzył się portal. Gdy tylko się zamknął, Jirri zauważył pewną postać. Był to masywny mężczyzna. Miał tylko kępek włosów na głowie. Już go wcześniej widział. To członek Time Patrolu!
- Misja?! Ha! Czas najwyższy! No dobra, mów o co chodzi i lecimy, co nie?
Uścisnął mu dłoń i uśmiechnął się. Ciekawe, co go teraz czeka?
avatar

Jirri
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 345

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Haricotto on Nie Kwi 02, 2017 9:59 pm

MG

Mężczyzna widząc reakcję Jirriego był rad, że ten był taki gotowy do działania. Uścisnął jego rękę, po czym wrócił zaczął mu objaśniać powody jego wizyty. Jego twarz nie zdradzała wiele, ale zdecydowanie można było stwierdzić, że to coś poważnego.
- Dostaliśmy wezwanie od Galaktycznego Patrolu. To kosmiczni policjanci, zajmujący się złodziejaszkami i kryminalistami, którzy rabują planety i konwoje kosmiczne. Nie popierają naszej działalności, ponieważ igranie z czasem to przestępstwo, ale często jesteśmy zmuszeni do współpracy. - tu przerwał, łapiąc oddech, po czym przekręcił swój kark, a w jego szyi melodyjnie strzeliło.
- Bracia Parapara są poszukiwani listem gończym. Widziani byli ostatnio w okolicach planetoidy Beehay. Przeszkumy ją, być może ich tam znajdziemy i pokrzyżujemy ich szyki. Jakieś pytania? - zapytał, odwracając się po chwili na pięcie, by zamknąć portal. Po chwili w jego miejsce pojawił się drugi, który prawdopodobnie prowadził właśnie na planetoidę.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1044

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Jirri on Nie Kwi 02, 2017 10:11 pm

Masywny mężczyzna okazał się jeszcze bardziej przyjazny, niż Jirri do tej pory sądził. Poczciwy, miły gość. Uścisnęli sobie dłonie i natychmiast przeszedł do tłumaczenia, na czym ma polegać misja. Zlecenie od tzw. Galaktycznego Patrolu. Brzmiało to jak organizacja zbierająca silnych gości. Tak też być musiało, skoro zajmują się obroną galaktyki przed złoczyńcami. Nie popierają Time Patrolu, bo igranie z czasem to przestępstwo? Dość dziwna to logika. Jakby nie patrzeć nie zakłócają przecież jego przepływu, ale wręcz chronią go przed jakimikolwiek zmianami, poza tym Time Patrollerzy działają przecież z ramienia tej całej Pani Czasu, więc są do tego jak najbardziej upoważnieni. Ale skoro są zmuszeni pracować razem, to nie powinno być problemów z dogadaniem się z GP. Nawet jeśli spróbują changelinga przyskrzynić, napewno da radę im zwiać. Tymczasem zlecono mu pokrzyżowanie planów jakichś braci Parapara. No fajnie. Krótko, zwięźle i na temat. Nie ma o co pytać. Gość otworzył kolejny portal.
- No dobra! To dawaj, lecimy!
Podszedł do portalu, gotów wskoczyć tuż za mężczyzną.
- A! Tylko jedno pytanie. Jak się nazywasz?
avatar

Jirri
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 345

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Haricotto on Pon Kwi 03, 2017 7:49 pm

MG

- Jestem Darion! - powiedział wesoło, zdradzając swoje imię i uśmiechając się półgębkiem. Był rad, że Changeling tak szybko przystał na propozycję misji. Nie zwlekając więcej, machnął do niego ręką, by podążył za nim, samemu wchodząc do portalu. 
- Nie ma czasu do stracenia. Im szybciej ich dorwiemy, tym szybciej udamy się na sjestę, amigo! - gdy tylko jego sylwetka zniknęła w falującym i zawieszonym w powietrzu błękicie, wyładowania elektryczne rozszalały się na nowo. Po chwili znów się uspokoiły. Czyżby jakiś efekt uboczny?
Jirri wskoczył za nim od razu. Nie warto było marnować czas.
Darion znalazł się po drugiej stronie. Opuścił Ziemię i postawił pierwsze kroki na planetoidzie Beehay. Nie wyglądała ona zachęcająco. Odstraszała swoim wyglądem. Podobno zamieszkana była przez potwory, które przemieszczały się za pomocą wydrążonych w skale tuneli. Nie wiadomo, czy zostały wykopane, czy były dziełem natury.

Jirri z/t
_____
Napisz posta od razu na planetoidzie Beehay.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1044

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Jirri on Sro Maj 03, 2017 8:00 pm

Jirri wyskoczył z portalu. Znowu znalazł się na Ziemi. Kurna, było tu dużo ładniej, niż pamiętał. Słońce ogrzewało jego skórę, czuł wiatr na swojej twarzy, słyszał szum fal. Jak tu pięknie! W porównaniu do tej zasranej planetoidy, to miejsce jest przewspaniałe. Odetchnął głęboko i uśmiechnął się. Zaraz jednak uśmiech zszedł z jego twarzy. Pomyślał sobie... Frieza-sama... Czy nie powinien wrócić na swoją planetę? Czy nie jest bardziej potrzebny tam, niż tutaj? Jakby nie patrzeć, to trochę samolubne, że zwiał na Ziemię, zostawił wszystko za sobą... Z drugiej strony... Jeśli będzie potrzebny, to go napewno znajdą, ale... On sam też jakoś tęsknił. Nie tyle za samym domem, ale za swym idolem... W sumie to jedyna osoba, która go tam jakoś przyciąga. A on, Jirri, zostawił wszystko w pizdu za sobą i wylądował tutaj... No nic. Jego głównym celem, jest stać się tak silnym, jak Frieza-sama. Pobędzie jeszcze tutaj, stanie się silniejszy, ale wkońcu wróci... Napewno... Chyba...
- Darion-san, powiedz mi proszę tylko - gdzie jest ta cała baza GP?
Miał nadzieję, że towarzysz odpowie. Po wszystkim żegna się i siada na piasku. Zamyka oczy. Czas odpocząć...

OOC:
Od razu se tak włączę odpoczynek. Nie wiem, czy mam po co, ale włączę.
avatar

Jirri
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 345

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Haricotto on Czw Maj 04, 2017 2:19 pm

MG

Darion i Jirri wylądowali na wysepce Żółwiego Pustelnika. Piękna pogoda sprzyjała tego dnia, słońce ogrzewało ciało zmęczonych wojowników, a przyjemny wietrzyk schładzał ich skórę.
Kame nie było widać. Żółwia, jego przyjaciela znaczy się, również nigdzie nie było. Siedzieli w domu lub... udali się na poszukiwania przesłodkich pichi-pichi dziewuszek!
Darion zbierał się, zamykając jeden portal i otwierając następny. Już się miał pożegnać, kiedy jego towarzysz Changeling zapytał o położenie siedziby Galaktycznego Patrolu. Mężczyzna w krótkich słowach wytłumaczył rogaczowi, że główna baza znajduje się w komosie, w takim i takim miejscu, które znajdzie kierując się takimi i takimi koordynatami. Krótko mówiąc, ta cała siedziba, znajdowała się spory kawałek od planety Ziemia. Niemniej jednak, dla kogoś takiego jak Changeling, podróże kosmiczne nie powinny być trudne. Wszakże ten gatunek może przetrwać w próżni. Inna sprawa, że podróż statkiem jest po prostu... wygodna.
Przekazawszy informacje, mężczyźni pożegnali się, a Darion wskoczył do portalu, który się za nim zamknął. Nastała cisza, która po chwili przerwana została przez szum wody i krzyczące mewy.

Koniec przygody.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1044

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Jirri on Czw Maj 04, 2017 6:48 pm

Czarny jaszczur ziewnął potężnie i przeciągnął się. Starczy już tego odpoczynku. Słońce było już dokładnie nad głową changelinga. Oznacza to, że czas najwyższy zabrać się do treningu. Wstał i wszedł do domu Kame, coby poszukać jakiegoś sprzętu treningowego. Trochę się porozglądał, rzucił też na wszelki wypadek "dzień dobry". Wkońcu znalazł coś, co mogło za to służyć. Skorupę żółwia. Kilka skorup. Konkretniej w liczbie trzech. Mogą się przydać, jako jakieś obciążenie. Wytargał je więc szybko na podwórko i zaczął się rozgrzewać. Zaklaskał w dłonie bardzo mocno, co spowodowało pieczenie. W sumie nie wiedział po co. Padł na ziemię i zaczął wykonywać pompki. Nie stanowiły one dla niego większych trudności. Szło mu przez to bardzo szybko. Pompował szybciej, niż normalny człowiek byłby w stanie dojrzeć. W efekcie coraz bardziej zatapiał się w piasek. Ów zaczął go powoli zasypywać. Był rozgrzany. Bardzo gorący. W efekcie ciało changelinga zaraz pokryło się zimnym potem. To też była jakaś forma treningu. Jakby nie patrzeć trzeba być wytrzymałym, aby wytrwać w gorącym piachu. Jego czarna normalnie skóra stała się czerwona i gorąca, ale nie przestał ćwiczyć. Cholera, nieźle go ten pobyt na Ziemi zahartował. Czy raczej ten cały trening, który wykonywał. Powoli wkopywał się w glebę, coraz głębiej i głębiej. Piasek zasypywał mu oczy, ale on nie zwracał na to uwagi. Wkońcu jednak postanowił zmienić ćwiczenie. Wyleciał z dziury i zasypał ją kilkoma szybkimi ruchami. Teraz założył jedną z tych treningowych skorup. Nie poczuł się wcale dużo cięższy. Jego moc zdecydowanie wykraczała poza możliwości tych, którzy korzystali z tego do treningu. Dlatego właśnie wziął ich aż trzy. Przymocował jakoś drugą na plecy, dorzucił też trzecią. No cóż... Teraz to już była inna historia. Ponownie padł na ziemię. Wykonał pompkę... Niemalże trzy razy wolniej, niż wcześniej. Oż jasna cholera. No cóż, trzeba przyznać, ma to swoją wagę. Ale nie spodziewał się, że aż tak dużą. Nieźle trenuje ten dziadziuś. Jakby nie patrzeć nic dziwnego - jego transformacja była bardzo podobna do mocy samego jaszczura. No przynajmniej tak mu się zdawało. Wykonał jeszcze kilka pompek, tym razem się nie zapadał, ale jego kolana jakoś podejrzanie trzeszczały. No cóż... dziewięćdziesiątka na karku jakby nie patrzeć... Chociaż jak na changelinga to i tak bardzo mało. Pompował dalej, a Słońce ogrzewało go niemiłosiernie. Czuł, jak jego skóra się łuszczy, powoli zaczął też odczuwać ból mięśni. Uśmiechnął się. Jednak mimo zmniejszonej względem planety ojczystej grawitacji, będzie w stanie u dobrze potrenować. Uniósł jedną rękę. Teraz było zdecydowanie ciężej. Nie przywykł do opierania takiego ciężaru na jednej ręce, więc teraz pompki były dużo trudniejsze. A to dopiero początek. Nie zamierzał na tym poprzestać. Uniósł się lekko. Nie dzięki lataniu. Stanął na jednej ręce. Już teraz ledwo się utrzymywał i ciężko dyszał. Pot lał się z niego, jak woda z fontanny. Ale nie... To wciąż nie koniec. Zaczął w tej pozycji wykonywać pompki. Wszystkie żyły na jego ręce nabrzmiały. Olbrzymia siła pozwoliła mu się jednak utrzymać. Jeszcze jedna... Przez pot ledwo widział... Jeszcze jedna... Rogi zapadały mu się w ziemi, więc musiał je wręcz wyszarpywać. Jeszcze jedna... Padł na plecy. Wystarczy tego pompowania, ale jeszcze nie koniec treningu. Teraz przeszedł do brzuszków. Dziwnie tak było wykonywać brzuszki. Bardziej się kołysał, niż podciągał. Niemniej jednak, jakoś to działało. Było to dużo łatwiejsze, szybko się tym znudził, czuł bowiem, że jest to dla niego nieefektywne. Wstał i przeszedł do właściwego treningu. Po raz pierwszy zdecydował się na walkę w wyobraźni. Przed jego oczami pojawił się Honoberuto. Wyobraził go sobie w formie drugiej. Tak... Tak jest dobrze. Stanął w pozycji bojowej. Jego przeciwnik ruszył na niego. Jaszczur uderzył pięścią, te zderzyły się w powietrzu. Wywołały niemały huk i podmuch wiatru. Zaraz za ciosem poszły kolejne. Za każdym razem były parowane. Wymiana wyglądała więc dość spektakularnie, choć tylko w głowie jaszczura. Ciągle pamiętał o odpowiednim ruchu bioder i pracy nóg. Obrócił się bardzo szybko i podciął przeciwnika ogonem. Honoberuto upadł, a Jirri zakończył walkę silnym uderzeniem w brzuch z łokcia. Zaraz miejsce jaszczura zajął Haricotto. Tym razem wojownik miał złote włosy. Otaczała go także złota aura. Zaraz rzucili się na siebie. Widać było, że ogoniasty różowy przewyższał jaszczura w cętki, samego jaszczura chilli może też. Co chwilę padały ciosy na klatkę piersiową changelinga, aż wkońcu ten odskoczył i wykonał technikę, którą niedawno opanował. Z jego palca wystrzeliło wiele pocisków ki. Większość trafiła w cel i już po chwili złotowłosy zniknął. Jego miejsce zajął... Miira. Na czole jaszczura wystąpiły kropelki potu. Poczuł, jak zasycha mu w gardle. Miira... Przecież nie ma z tym gościem szans. Postawił gardę, a niebieskoskóry ruszył na niego. Bez problemu przełamał blok changelinga. Jirri autentycznie poczuł ból w klatce piersiowej, gdy pięść demona wbiła się w nią z niesamowitą siłą. Odskoczył trochę i spróbował wykonać technikę Kame.
- Ka...
Niebieska kula energii.
- Me...
Powiększyła się do rozmiarów piłki.
- Ha...
Rozbłysła dużo jaśniejszym światłem.
- Me...
Zaczęła jakby wirować.
- HA!!!
Wystrzeliła niebieska fala, trafiła niebieskiego wojownika w tors. Podniósł się kurz... Gdy opadł, Jirri ujrzał swego przeciwnika. Ani trochę go nie uszkodził. A on przecież nawet nie blokował. Poczuł silny cios w podbrzusze i w twarz. Upadł na ziemię. Nie ma szans. Nie wygra. Ujrzał kątem oka, jak jego przeciwnik wzlatuje wysoko. Już miał opadać na ziemię, by zmiażdżyć jaszczurzego wojownika, gdy...
- KAMEHAMEHA!!!
Niebieska fala energii przecięła powietrze. Jirri wykonał technikę jedną ręką. Nie widział już Miiry, wyszedł z medytacyjnego trannsu. Wrócił do rzeczywistości. Dyszał ciężko. Dotknął dłonią twarzy. Ból minął, ale strach pozostał. Cholera... Musi trenować dalej. Nie ma innej rady. Ale teraz chwila przerwy. Wzbił się w powietrze i poleciał gdzie indziej. Potrenuje teraz w innym miejscu.

z/t

OOC:
Trening stat z bonusem.
avatar

Jirri
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 345

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Jirri on Pią Maj 05, 2017 9:45 pm

Jirri wylądował przed różowym domkiem żółwiego staruszka. Rozmasowywał sobie obolałe ramiona i myślał z satysfakcją o tym, jak silny się stał względem swego dawnego ja. Z szeregowego żołnierza stał się naprawdę wyjątkowym przedstawicielem swojej rasy, jednym z niewielu, którzy potrafią się transformować. Wszedł do domu, rzucił na odczepnego "dzień dobry" i złapał butelkę z wodą. Szybko ją opróżnił, uzupełnił tym samym płyny w organizmie. Złapał też jabłko i zjadł je. Soczyste i świeże. Ciekawe jak to możliwe, że było taki świeżutkie. Nie zastanawiał się nad tym zbyt długo. Poszedł poszukać jakiegoś leżaka, gdy go znalazł wziął go, wyszedł z domu, rozłożył go i położył się. Westchnął głośno. Tak. Dobrze jest porządnie odpocząć po porządnym treningu. Patrzył na chmury leniwie sunące po niebie i ponownie wrócił myślami na ojczystą planetę. Po raz kolejny zatęsknił. Oczywiście nie do samej planety. Frieza-sama... Ach, jak się zdziwi. Gdy zobaczy, że jakiś podrzędny szeregowiec osiągnął transformację. Nie ma co. Jaszczur uśmiechnął się i zamknął oczy. Nie zasnął, ale oddał się relaksowi.
avatar

Jirri
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 345

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Honoberuto on Pon Maj 08, 2017 10:36 pm

Lśniąca w słońcu woda, pieniste fale i wyspy nasycone zielenią doprawdy urzekły swym pięknem Honoberutona. Niemal z rozwartą gębą wpatrywał się tym wszystkim żywym barwom, a przelatujące mewy pewnie wbiłyby go w glebę, gdyby nie to że do owej gleby miał dość daleko. To była naprawdę ładna planeta. Wszystko wydawało się być takie harmonijne i zgrane ze sobą. Miła odmiana po nudnej jak flaki z olejem No.79 czy innych marnych planetach Imperium. Tak nieustannie obserwując wszelkie wyspy, zauważył jedną jeszcze ciekawszą od innych. Była mała, raptem trzy palemki i jakiś domek. No właśnie, domek. Na środku oceanu. Ktoś mógł w nim mieszkać. Zainteresowany różowym dachem obniżył się i dostrzegł odzianą na pomarańczowo postać leżącą na leżaku. Prawdopodobnie spała. Ucieszył się, tak prędko znalazł ofiarę. Już miał zacząć przygotowywać Death Beama, lecz przybliżył się jeszcze bardziej. I dokładnie spojrzał na tą osobę. To był changeling! A co ważniejsze: Miał czarną skórę! Nie mogło być mowy o pomyłce. Odnalazł Jirriego!
Jednak nie wyglądał on tak, jak go zapamiętał. Stał się drugoformowcem, tak samo jak Hono. Więc i on był do tego zdolny? Naiwny i głupi Jirri? Spoważniał. Ten odczyt był najsilniejszym ze wszystkich. Włączył przycisk na skauterze odpowiedzialny za mierzenie mocy. Liczył na dość dokładny wynik. Gdy już go odczytał. Zniżył się i wylądował na piachu małej wysepki, tuż przed Jirrim. Zasłonił mu słońce. Położył ręce na biodrach. Wiatr powiewał jego czerwoną peleryną, której łopot rozległ się po okolicy. Podobnie zafalowały wstążki opadające z jego kapelusza.
-A więc widzę, że i tobie się udało transformować - powiedział. - Mam nadzieję, że mnie pamiętasz, Jirri.
avatar

Honoberuto
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 438

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Jirri on Wto Maj 09, 2017 10:11 pm

Jirri rozkoszował się światłem Słońca, które pieściło delikatnie jego ciało. Tak. To dopiero relaks. Relaks i czysta przyjemność. Leżak również był niebywale wygodny. Obolałe po treningu ciało coraz bardziej się rozluźniało i po pewnym czasie był już w pełni sił. Nadal jednak nie ruszał się z miejsca. Chłonął światło Słońca i nawet nie zamierzał wstać. Cała ta wizja spłacania tego mandatu wydawała mu się bardzo odległa i w zasadzie wręcz nierealna. Tak samo powrót na rodzinną planetę... Cholera jasna. Cóż za ciekawy zbieg okoliczności. Nagle zauważył przez powieki, że coś zasłoniło mu Słońce. Otworzył oczy i usłyszał znajomy głos. Zaraz też zerwał się na równe nogi.
- Honoberuto!
Stał przed nim jego były towarzysz. Cholera jasna, tego to się nijak nie spodziewał. Jak mógłby się tego spodziewać? Jak mógłby to przewidzieć? Oto stał przed nim ten cholerny zdrajca. Zmienił się. Był dużo wyższy i masywniejszy... i dziwniejszy. I brzydszy. Jirri nie wiedział, że to wogóle możliwe, ale jak widać jaszczur jeszcze nie raz miał go zaskoczyć. Najwyraźniej Honoberuto też był zaskoczony wyglądem jaszczurki chilli.
- Co? Tak cię dziwi moja transformacja? Uważałeś, że jesteś ode mnie lepszy, czy co?
Na twarzy changelinga pojawił się szyderczy uśmiech.
- Widzę, że zostałeś chłopcem na posyłki. Skończyli im się rudzi od brudnej roboty? Czy poprostu akurat ty byłeś pod ręką? - zaśmiał się lekko. - A więc jestem tam potrzebny? Też bym po siebie posłał, gdybym miał liczyć tylko na ciebie.
Odszedł parę kroków, przeciągając się lekko i odwrócił się ponownie w stronę rozmówcy.
avatar

Jirri
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 345

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Honoberuto on Sro Maj 10, 2017 9:41 pm

Zmierzony przez niego poziom mocy był wysoki. Bardzo wysoki. I ten poziom osiągnął ON? Jirri? Ten sam który z zachowania zdawał się być bardziej dzieckiem niż żołnierzem? Ten sam który zdawał się mu być nieszkodliwym gnojkiem? W każdym razie ten sam Jirri od razu go poznał. Nie mogło być inaczej, tą jego żółtą czapeczkę pozna każdy kto ją zobaczył choćby raz w życiu, nawet w gęstej mgle. Jaszczur o czarnej skórze zareagował na słowa Honoberutona w dość typowy dla siebie sposób: Wyśmianiem i szyderstwem. Kapelusznik słysząc te słowa powiedział do niego również nieco kpiącym tonem, nie dając po sobie wcale poznać jak wielkie na nim Jirri zrobił wrażenie:
-Ach, jakaż z ciebie rozsądna osoba. Imperium jest wszędzie. Wiedziało że jesteś na Ziemi i trenujesz u tego całego Kamesennina, być może i podsłuchuje tej rozmowy. Lecz ty jak zawsze jesteś odważny i nie dajesz się służbom wywiadu. Brawo ty.
Oczywiście część tej całej kpiny była łgarstwem, ale nie musiał mówić tylko prawdy. Po chwili kontynuował, już poważniej:
-Widzę że już się domyśliłeś po co tu jestem. Mam wrócić z tobą na No.79. Jestem żołnierzem  i to są moje rozkazy, muszę je wykonać. Zrób to po dobroci, później się urwiesz. Patrol ci pomoże.
Nadal opierając dłonie o swe biodra spojrzał na falujące morze, niemal hipnotyzujące swym szumem i widokiem wzbijających się wysoko fal.
avatar

Honoberuto
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 438

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Jirri on Sro Maj 10, 2017 9:55 pm

Jirri nie zdawał sobie wcale sprawy z wrażenia, jakie wywarł na płomiennym jaszczurze, a które to związane było z jego poziomem mocy. Honoberuto bowiem miał pewne umiejętności aktorskie, których nie dało mu się odmówić. Potrafił ukrywać emocje. Na planecie Imecka już dał tego popis. Jirri uśmiechnął się nieco szerzej na wspomnienie tamtej misji. Tak. Wkrótce może się to powtórzyć. Czuł, że jeszcze nie raz i nie dwa przyjdzie im pracować razem. Pomimo niejakiej wzajemnej niechęci. Bo teraz Jirri już wiedział, że Honoberuto nie darzył go szczególnie ciepłym uczuciem. W zasadzie zapewne gardził nim, niczym karaluchem. Jirri obecnie myślał o nim podobnie, za sprawą tamtej sytuacji w Komnacie Czasu. Jak bardzo jaszczur był kiedyś naiwny. Myślał, że ten gość naprawdę go lubi. Teraz, gdy widział kropkowanego jaszczura przed sobą, jeszcze bardziej zdawał sobie sprawę ze swojej głupoty i jeszcze większy wstręt czuł do tego gnoja. Miał ochotę go sprać. Bić się z nim i dać upust skrywanej obecnie złości, spowodowanej tamtą zdradą, ale się powstrzymał. Honoberuto odpowiedział na słowa jaszczurki chilli. Słowa te nie wprawiły go w niepokój.
- Heh. Widzę, że w wypowiadaniu się jesteś NIESAMOWICIE konsekwentny. Przed chwilą mówiłeś o podsłuchach, a teraz informujesz mnie o możliwości ponownej ucieczki. Brawo ty.
Mógłby jeszcze długo tak walczyć na sarkazmy, ale nie o to tu chodziło.
- Dla twojej wiadomości - zamierzałem powrócić na No.79, gdy jeszcze trochę się wzmocnię, ale w tej sytuacji bardzo chętnie wrócę. Wygląda na to, że się tam przydam.
avatar

Jirri
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 345

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Honoberuto on Sro Maj 10, 2017 10:18 pm

Jirri wskazał mu pewną niekonsekwencję w tym co mówił. I owszem, niezgodność była. Najpierw martwi się o podsłuchy, teraz jawnie mówi o ponownej dezercji. Słysząc ten zarzut, Hono uśmiechnął się wrednie, zupełnie jakby przed chwilą nie popełnił dużej gafy i wszystko było pod zaplanowane.
-Patrzcie cwaniaka, taki czujny. Ho, gdybym miał pewność że zrozumiesz sam nakaz zważania na swe słowa, nie łgałbym. Ale jednak jesteś na tyle rozsądny że imperialnymi siłami cię straszyć nie trzeba i wiesz że ze mnie się nie szydzi.
Tu spojrzał na niego tajemniczo, prosto w oczy. Cały czas zdawał się być o wiele więcej wiedzącym i wszystko przewidującym, zaś kolejna dawka ironizowania wypowiedziana była tonem na wpół żartobliwym, na wpół poważnym. Zaraz potem jednak usłyszał od niego, że zamierza po dobroci powrócić na ich planetę. Była to wieść ułatwiająca znacznie sprawę. Odpowiedział mu następująco:
-I to jest dobra decyzja. Przyleciałem tu dwoma kapsułami. Jedna dla ciebie, jedna dla mnie. Nie ma po co przedłużać więc najlepiej będzie jeśli od razu cię do nich zabiorę i od razu wylecimy. No, chyba że masz do załatwienia jakąś szybką, wielce ważną sprawę. Wtedy będę musiał przy tobie być, cobyś nie zwiał swemu panu ze smyczy. A więc jak wygląda sprawa?
Zbliżył się do niego o krok patrząc się mu głęboko w oczy.
Jeśli ten zgodzi się na natychmiastowy wylot, udadzą się na pustynię

z/t na pustynię jeśli lecimy od razu


Ostatnio zmieniony przez Honoberuto dnia Sro Maj 10, 2017 10:32 pm, w całości zmieniany 1 raz
avatar

Honoberuto
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 438

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Jirri on Sro Maj 10, 2017 10:30 pm

Sarkastycznej rozmowie nie było końca. No dobra, było, bo Jirri nie zamierzał już więcej dyskutować z kropkowanym jaszczurem. Wypowiedź Honoberuto wskazywała na to, że nie dawał się nadal wyprowadzić z równowagi. Co innego Jirri... Z Honoberuto się nie szydzi? Jaszczur zrobił zdziwioną minę. Co to miało do kontekstu rozmowy? Jak się tak zastanowić, to już sobie z niego nieźle poszydził. Kompletnie nie rozumiał sensu tej wypowiedzi, więc nie mógł w żaden sposób odpowiedzieć. Zamiast tego starał się ogarnąć, co też cętkowany changeling miał na myśli. Nie szło mu to zbyt dobrze, więc na tym wymiana sarkazmów się skończyła. Czarny jaszczur ostatecznie wzruszył tylko ramionami. Może kiedyś to zrozumie, dziś się na to nie zanosi. Okazało się, że Honoberuto przybył tu kapsułą jednoosobową, jednakże przytargał też drugą, taką samą. W tej to miał podróżować Jirri. W sumie to fajnie. Skróci to czas podróży, ponadto jaszczurka chilli nie bedzie musiała dzielić z płomienną jaszczurką pojazdu. Czy musi coś jeszcze załatwić? W sumie mógłby się pożegnać z Haricotto i resztą, ale i tak nie wiedział, gdzie są. Miał też nadzieję na sparing z Kame, ale... Nie, nie ma tragedii.
- Nie mam tu nic ważnego do roboty. Możemy wracać, nie ma na co tracić czasu. Frieza-sama raczej nie ma ochoty czekać.
Wzniósł się w powietrze.
- No dobra. Prowadź.


OOC:
Jeśli Hono wychodzi, to ja też z/t w to samo miejsce.
avatar

Jirri
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 345

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Rock on Czw Lip 20, 2017 7:08 pm

MG MODE

To był przyjemny dzień... Morska bryza targała włosy, powietrze było przejrzyste jak kryształ, ogółem nic na co można było narzekać... No oprócz tych dziwnych świateł na niebie. Wyglądały dziwnie, żeby nie powiedzieć specyficznie. W oddali, kilkanaście metrów nad powierzchnią wody coś wybuchało, tworząc pióropusze żółtych i czerwonych iskier. Trwało to zaledwie chwilę, bo potem niebo się uspokoiło... Acz mogło to zaciekawić postronnego obserwatora, prawda? Lecąc nieopodal, Kurisu był świadkiem ów zjawiska.
Gdyby podleciał bliżej, zobaczyłby małą wysepkę z różowym domkiem. Na plaży stoi łysy jak kolano staruszek, kłócący się z ogromnym, mówiącym ludzkim głosem żółwiem... A pomiędzy nimi stała skrzynka z fajerwerkami.

Post dla Kurisu oczywiście, wbijaj śmiało~
avatar

Rock
Admin

Liczba postów : 70

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Kurisu on Czw Lip 20, 2017 7:41 pm

Leciał przed siebie spoglądając na widoki pod siebie. Po pewnym czasie pasmo gór skończyło się i zaczęło się morze. Wiedział, że raczej na morzu są małe szanse na spotkanie kogokolwiek, ale leciał w nadziei, że szybko przedostanie się na drugą połowę lądu. Jednak na jego nieszczęście morze okazało się być oceanem, które ciągnęło się bardzo długo. Lecąc zagubiony już nawet pomyślał, żeby zawrócić, ale tak się pogubił, że już kompletnie nie wiedział, w którą stronę lecieć. Tak więc leciał po prostu przed siebie w nadziei, że na coś w końcu natrafi. Tymczasem podziwiał błękit oceanu oraz ryby, które co jakiś czas wyskakiwały na chwilę z wody lecąc nad taflą, a potem znowu się zanurzając.

Minęło już dosyć sporo czasu, kiedy tak leciał i podziwiał wodę, kiedy nagle zaczęło błyskać mu coś przed oczami, a chwilę później słyszał jakieś wybuchy. Co się dzieje? - od razu pomyślał. Może ktoś walczy? Albo ktoś potrzebuje pomocy? Jedno i drugie jest całkiem prawdopodobne, a on sam nie pogardziłby pięknym przedstawieniem walki na wyższym poziomie. Tak więc ostrożnie zaczął się zbliżać. Im był bliżej, tym coraz lepiej widział spektakularne wybuchy. Bardzo go ciekawiło co się tam wyrabia, ale starał się również zachować ostrożność. W końcu tak mało wiedział o tej planecie, przecież żyję dopiero kilka godzin. Gdy zbliżył się dostatecznie blisko zauważył, że to tylko jakiś starzec strzela fajerwerkami. Ostrożnie zbliżył się w jego stronę, dostrzegł tą małą wyspę z jednym domkiem. Było to dla niego dziwne, przez co jeszcze bardziej napędzała go ciekawość. Po chwili wylądował delikatnie stopami na plażę i spojrzał się na starca.
- Kim Pan jest? I dlaczego strzela Pan tymi dynamitami w powietrze? To niebezpieczne, może Pan tym kogoś skrzywdzić. - Powiedział, jakby kompletnie nie rozumiał, że ludzie stworzyli fajerwerki, żeby popatrzeć jak one wybuchają. Gdyby ktoś rozumiał jego sytuację, to zapewne by mu to wybaczył, ale starzec w tej chwili mógł uznać go za dziwaka. W sumie on tak samo mógł go postrzegać - stary mężczyzna na środku oceanu z różowym domkiem i strzela dynamitem w powietrze razem z jakimś żółwiem. Trochę się pogubił i wcale tego nie ukrywał. Nie miał nawet zielonego pojęcia do kogo się zwraca.
avatar

Kurisu

Liczba postów : 84

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Rock on Czw Lip 20, 2017 8:06 pm

MG MODE

Staruszek zawiesił kłótnie, po czym odwrócił się do nieznajomego wojownika i podrapał się po łysej makówce. Nie wyglądał zbyt imponująco - starszy mężczyzna, nieco przygarbiony, ubrany w hawajską koszulę i krótkie spodnie, z nieodłącznymi okularami przeciwsłonecznymi na nosie. Ot, emeryt na wakacjach. Wydawał się być średnio stropiony przybyciem Kurisu, bardziej zajmowała go sprawa rzekomego dynamitu. Puknął laską skrzynkę.
- Słucham? Chłopcze, Ty chyba dynamitu nie widziałeś, hihi. - zaśmiał się, podczas gdy obrażony żółw człapał wolno w stronę wody. Starzec spojrzał za nim - Ale to dobry pomysł! Widziałeś jak huknęło!
Nie dostał odpowiedzi, bo gad morski zniknął w niebieskiej toni, co ten tylko skwitował westchnieniem. - Nie potrafi docenić mojego geniuszu... Widzisz, to tutaj, to fajerwerki. Jak podpalisz, huknie, robiąc ładny wzorek na niebie, a w nocy wygląda wyjątkowo estetycznie, hihi. Kobietki uważają takie wspólne obserwowanie fajerwerków za szalenie romantyczne, hihihi... A jak będzie patrzeć w niebo, to ja będę miał rączki na niej, hihi hihi... - tu rozmarzył się wyraźnie, aż kropla krwi spłynęła z jego nosa na piasek.
Zreflektował się dopiero po chwili.
- No, ale tylko babeczki mi brak... Nie znasz żadnej? Nie masz może siostry, koleżanki albo kuzynki by się podzielić ze starym Mistrzem, he? - wypytywał z nadzieją. - Tak w ogóle, to ktoś Ty? Ostatnio wiele osób się kręci, ale Ciebie jakoś kolego nie kojarzę, hehe.

_________________
avatar

Rock
Admin

Liczba postów : 70

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Kurisu on Czw Lip 20, 2017 10:58 pm

Zdawałoby się z początku, że planuje coś nikczemnego z tym ładunkiem, ale okazało się, że staruszek jest zupełnie nieszkodliwy. Ot wymyślił sobie zabawę z fajerwerkami, aby popatrzeć sobie na spektakularne wybuchy. Młody saiyanin uznał, że nie widzi w tym nic złego. W końcu został nawet miło powitany, bo nie został jeszcze wyrzucony z jego prywatnej wyspy. W pamięci zapadły mu wspomnienia o saiyanach zimnych, złych i niemiłych, dlatego już z początku nastawiał się na oschłe przywitanie, jednak pomylił się. Starzec wtedy wytłumaczył mu na czym polega cała zabawa z fajerwerkami, a on szybko to zrozumiał. Jednak rozmowa weszła na inny tor i kompletnie nie wiedział jak się zachować. Zaczął uważać go za zboczeńca, ale facetowi w jego wieku potrafił to wybaczyć. Tak w ogóle to ciekawe ile on ma lat - pomyślał. Gdy mówił o jakiejś dziewczynie ze znajomych lekko zaczerwienił się i zaczął myśleć nad odpowiedzią drapiąc się po głowie.
- Eee... to znaczy... nie. Nie mam nikogo, jestem tutaj całkowicie sam. - Nawet gdyby znał jakąś dziewczynę to nie potrafiłby przyprowadzić żadnej do tego zboczeńca. Nie potrafiłby tego zrobić i miałby wyrzuty sumienia. Ciekawe, jakby czuła się w tej sytuacji jakaś biedna dziewczyna. Zastanawiał się nad następną odpowiedzią. Kompletnie nie wiedział jak się przedstawić. Nie posiadał żadnego imienia, ponieważ nazywany był Obiektem N7. Wtedy chwilę zastanowił się, aby samemu sobie wymyślić jakieś imię. Saiyanin był osobną jednostką, dlatego potrzebował jakiegoś imienia.
- Nazywam się... hmm... nazywam się Kur... tak, Kurisu to moje imię. Pochodzę od walecznej rasy saiyan, ale zostałem stworzony na Ziemi. A Pan kim jest? Musi Pan być chyba kimś oryginalnym, skoro mieszka Pan tak daleko od lądu, od ludzi.
avatar

Kurisu

Liczba postów : 84

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Rock on Pią Lip 21, 2017 11:18 am

MG MODE

Pustelnik cmoknął - Samiuśki? Wiesz, ja też tu mieszkam sam, jednie mój przyjaciel żółw dotrzymuje mi towarzystwa... - zerknął znów na wodę, jakby oczekując, że stworzenie pokaże się, lecz nic takiego się nie stało. Westchnął cicho. - Zrobił się na starość drażliwy, heh. Mówisz, jesteś Saiyanem? Miałem tu parę takich, wszyscy mieli ogony... To Ci zagwozdka, Ty nie masz - obcięli Ci? Waleczne z was małpki, aż rwiecie się do bitki, eh, jak byłem młody też miałem tyle rezonu i bicki większe niż wy. - na potwierdzeni tych słów podniósł ramię, odsunął rękaw i spróbował napiąć słabo zarysowane muskuły. Nie udało się. Machnął ręką zdenerwowany. - A kim ja jestem? Widzisz chłopcze, na Ziemi teraz dzieją się takie rzeczy, że na stałym lądzie trudno o spokój, Armia się rozpanoszyła, poza tym... Czy ja na starość nie mogę mieć nieco spokoju? Nie bawię się w te całe treningi. Lubię swój dom, a nazywam się Kame Sennin, jestem Żółwim Pustelnikiem. Albo inaczej - jestem Roshi, Mistrz Żółwiej Szkoły Walki. - wypiął dumnie chudą pierś i klepnął się w nią z zadowoleniem, po czym złapał pudło fajerwerków i zaniósł na schodki przed drzwiami do domku.

_________________
avatar

Rock
Admin

Liczba postów : 70

Powrót do góry Go down

Strona 6 z 8 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach