Teren przed domem

Strona 8 z 10 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Teren przed domem

Pisanie by Admin on Pią Lis 13, 2015 10:32 am

First topic message reminder :

Piaszczysta plaża, trawnik, kilka palm i od czasu do czasu pojawiające się kraby. Tak prezentuje się teren przed samym domem. Na trawniku stoi leżak, a na leżaku gazetka z roznegliżowanymi paniami, które z chęcią eksponują swoje dwa przednie, jak i też tylne, talenty.
Panuje tutaj względna cisza. Czasami tylko zaskrzeczy mewa, która przypadkiem przelatuje nad wyspą.
avatar

Admin
No.1 Whis' Fanboy

Liczba postów : 335

http://dbanotheruniverse.forumpolish.com

Powrót do góry Go down


Re: Teren przed domem

Pisanie by Kurisa on Pią Sie 11, 2017 1:20 am

Kurisu leciał przez dłuższy czas w stronę wyspy. Pomimo długiego czasu jednak nie zapomniał gdzie się ona znajduje. Leciał wysoko i już z daleka dostrzegł różowy domek na małej wyspie. Leciał dalej i kiedy był już nad nią, przestał unosić się w powietrzu. Biała smuga jakby wybuchła w jednym miejscu rozprzestrzeniając się na boki i znikając, a saiyanin zaczął opadać na dół poprzez samą siłę grawitacji. Był dosyć wysoko, więc rozpędził się do znaczącej prędkości zanim upadł na ziemię. Na dole u żółwia nagle wybuch głośny huk, ziemia się zatrzęsła i pojawiło się pełno kurzu. Zaczął on po woli opadać i rozwiewać się razem z wiatrem, wtedy można było zobaczyć, że to Kurisu, jego nowy uczeń wylądował twardo na plaży. Dodatkowe obciążenie dodało większego wybuchu, ale saiyaninowi nic się nie stało, gdyż spadł na obie, lekko zgięte nogi. Nie myślał o tym, że mógł wystraszyć swoim lądowaniem staruszka na śmierć. Przez cały ten trening, gdzie był zmuszony do używania siły kompletnie zapomniał o delikatności. Po chwili wyprostował się i zaczął strzepywać ze swojego dogi kurz.

- Wróciłem mistrzu. Jak to się mówi...? ''Kopę lat''? - Powiedział do staruszka idąc wolnym krokiem w jego stronę z małym uśmiechem na twarzy. Jego dogi było całe poszarpane, nawet niebieskie elementy służące jako obciążenie. Miał również pełno bandaży na ciele, które już dawno się poluzowały w niektórych miejscach i lekko zwisały w dół. Sam Kurisu nie był jednak ranny ani nie miał żadnych zadrapań czy ran na ciele. Można było zauważyć, że wcześniej przeszedł trudną walkę bądź ciężki trening, który wykończył jego ciało, ale musiał mieć długi odpoczynek, gdyż doszedł już do siebie. Sprawiał wrażenie, jakby się zmienił, choć nie całkowicie jest to prawdą. Z charakteru czy wyglądu nic nie uległo zmianie, zaś jego doświadczenie i wiedza nieznacznie wzrosły po jego podróży. W końcu dowiedział się wiele rzeczy o świecie, w którym żyje. Miał właśnie chwalić się swojemu mistrzowi co osiągnął podczas swojego rocznego treningu, kiedy nagle rozeszło się głośne burczenie, a saiyanin z bezsilności upadł na ziemię patrząc się ze smutkiem w niebo. Był zmęczony podróżą i był bardzo głodny.

- Dawno nic nie jadłem... Miałem tyle rzeczy na głowie. - Powiedział do mistrza w nadziei, że przyniesie mu coś do jedzenia, a wtedy wszystko mu opowie. Miał również nadzieję, że jego mistrz będzie z niego dumny, gdy usłyszy, czego dokonał przez cały ten rok.
avatar

Kurisa

Liczba postów : 133

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Haricotto on Nie Sie 13, 2017 8:43 pm

MG

Boski Miszcz wyłonił się przez okno w swojej chacie, a kiedy zobaczył, że Kurisu był powodem tego zamieszczania, pogroził mu wymachując swoją laską. Oczywiście nic by mu nie zrobił, ale ponarzekać mógł. W końcu zakłócono jest spokój i przerwano mu w jego hobby. W tle brzęczał włączony telewizor, na którym ćwiczyły panie w obcisłych spandeksowych kostiumach.
Kame Sennin zaprosił do środka młodzieńca i powiedział mu, żeby się sam obsłużył, skoro jest głodny. Lodówka była pełna, więc jedzenia nie było brak. Pytanie brzmi tylko, czy było ono zjadliwe? To już oceniać temu, kto będzie je jadł.
Telewizor został przyciszony, by słodkie głosy i jęki wydawane przez ćwiczące dziewczęta nie rozpraszały i nie przeszkadzały w rozmowie.
- No, to opowiadaj. Nauczyłeś się czegoś nowego? Skoro już tu jesteś, to zrobisz coś dla mnie. Mam pewną paczuszkę, którą muszę przekazać pewnej osobie, ale nie mogę się stąd ruszyć, bo czekam na kuriera. To bardzo ważna rzecz. - skinął głową, a na stole leżała kartka, którą wysyłało się do wydawnictwa, by otrzymać najnowszy numer Playboya.
Żółwia nigdzie nie było. Prawdopodobnie udał się w jakieś miejsca znane tylko jemu.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1317

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Kurisa on Pon Sie 14, 2017 9:23 pm

Młody saiyanin wszedł do środka rozglądając się po mieszkaniu. Dawno go tutaj nie było, ale wszystko wyglądało identycznie jak rok temu. Wziął pełno jedzenia z lodówki, a następnie zaczął je gotować. Podczas podróży w górach właśnie tam nauczył się, że ugotowane jedzenie lepiej smakuje na ciepło. Po chwili już wszystko było gotowe i przysiadł do stołu razem ze swoim mistrzem. Jedzenia na stole było tak pełno, że zakrywało ono całego saiyanina, a Kamesenin w tej chwili jedynie co widział znad przeciwka, to kupę jedzenia na stoliku. Zaczął szybko wcinać, a jedzenia po woli ubywało. Napełniał swój żołądek i kiedy kupka zmniejszyła się o połowę dopiero wtedy mógł zobaczyć, jak saiyanin zjada wszystko z wielkim apetytem. Kurisu jedząc zaczął mu opowiadać.

- Moja podróż była bardzo daleka. Na początku postanowiłem udać się do ukrytego laboratorium w górach, aby dowiedzieć się więcej o sobie. Potem wyruszyłem do lasu i tam spędziłem mnóstwo czasu zaprzyjaźniając się ze zwierzętami oraz naturą. Spędziłem ten czas również na treningu, moje zmysły się wyostrzyły. Spotkałem wtedy parę grup kłusowników. Bardzo się zdenerwowałem, dlatego postanowiłem z nimi walczyć w ochronie zwierząt i lasów. Nie uwierzysz... - Wtedy zaczął opowiadać o lasach, roślinach i zwierzętach, zaczął przynudzać, gdyż dla Kamesenina to wszystko mogłoby wydawać się oczywiste i nudne. Kurisu opowiadał o tym z wielką fascynacją i zainteresowaniem, gdyż to była jego pierwsza styczność z dziką przyrodą, która mu się spodobała. - ... a potem spotkałem dwojga ludzi. Pomogłem im, a oni pomogli mi, kiedy byłem już bardzo ranny. Zaprowadzili mnie daleko do świątyni w górach. Właśnie tam nauczyłem się zamieniać KI w światło i nauczyłem się techniki oślepiającej. Byłem też daleko w mroźnych górach, gdzie temperaturą hartowałem swoje ciało. Nauczyłem się lepiej korzystać z KI i stoczyłem walkę z żołnierzami RR, którzy plądrowali okoliczną wioskę. - Wtedy spod koszulki wyjął mały kryształ na naszyjniku, który zwisał z jego szyi. Potem zaczął jeść dalej. - Szukali tych kamieni, ponieważ są bardzo cenne. Ten naszyjnik dostałem od bardzo ładnej dziewczyny, która tam mieszka. Resztę roku spędziłem na treningach i walkach, nie ma co dalej opowiadać. Przepłynąłem nawet morze wpław i nauczyłem się dłużej wstrzymywać powietrze pod wodą. - Saiyanin gadał jedząc, aż w końcu rozmowa dobiegła końca i jego jedzenie również. Kiedy się najadł rozciągnął się wyjmując ręce do góry, wtedy jego ubranie porwało się w kilku miejscach i bandaże się poluzowały bardziej. Złapał lekko za pomarańczową koszulkę i patrzył na nią ze smutkiem, gdyż jego ubranie nie nadawało się już kompletnie do noszenia. Wtedy mistrz poprosił go o coś.

- Co mam dla ciebie zrobić mistrzu? - Wtedy w oczy rzucił mu się ten świstek. Popatrzył na niego, a następnie spojrzał się zażenowaną miną, gdy przeczytał ''Najnowszy numer Playboya''.
avatar

Kurisa

Liczba postów : 133

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Haricotto on Wto Sie 15, 2017 4:28 pm

MG

Boski Miszcz wysłuchał opowieści chłopaka, uśmiechająć się półgębkiem. Dla nie go nie było to nic specjalnego, ale widział, że opowiadający robił to z wielkim zachwytem. Nie śmiał mu przerywać, wysłuchując go do samego końca. Największą ego ciekawość wzbudziła wzmianka o ładnej dziewczynie, od której Kurisu otrzymał wisiorek. Liczył na jakieś pikantne szczegóły, ale nie doczekał się. Aż korciło go by zapytać, czy czasem nie miał jej nagich zdjęć lub majteczek. Stary zbok ciągle był w formie.
- Ciekawie spędziłeś ten rok, nie ma co. Cieszę się Twoim szczęściem, młodziku. - skinął głową, poprawiając swoje słoneczne okulary i uśmiechnął się lekko.
Gdy nadszedł czas zadania i gdy Saiyanin z zażenowaną miną spojrzał na Playboya, momentalnie w jego głowę uderzyła drewniana laska Żółwia, który się na niego zamachnął.
- To nie czas na strojenie min! To bardzo ważne! - powiedział głośniej, mieląc swoją mordką, a jego broda kołysała się od tego na boki.
- Musisz wziąć to... - wyjął spod stołu zamknięty słój, który przypieczętowany był specjalną pieczęcią. Przypieczętowany pieczęcią, masło maślane. Wyglądało to na coś starego, lecz solidnego. Starzec wręczył to Kurisu, po czym spojrzał na niego poważnie, zdejmując swoje słoneczne okulary. Wyraz jego twarzy mówił jedno - "to bardzo ważne i nie możesz zawieść".
- Udasz się do wioski plemienia Karinga. To Idianie. Ich wioskę rozpoznasz po tym, że na jej terenie znajduje się wysoki totem, wieża praktycznie, pnąca się ku niebu. Po sprawdzeniu czy jesteś godny by tam przebywać, będziesz musiał wspiąć się po totemie na sam szczyt. Tam znajdziesz tego, któremu wręczyć masz przesyłkę. Liczę na Ciebie.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1317

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Kurisa on Sro Sie 16, 2017 2:52 pm

Skulił lekko głowę w dół łapiąc się za nią obiema rękoma i popatrzył się na mistrza ze smutkiem. Znowu go uderzył swoją laską. Można by rzec, że jak za starych lat. Wtedy zrozumiał, że sprawa jest nieco ważniejsza. Jego uwagę przykuł słoik, który mistrz wyjął spod stołu, a następnie mu wręczył. Z uwagą popatrzył się na niego i zaczął obracać go na różne strony, a na koniec skupiając się na pieczęci. Niemniej jednak nie rozumiał do końca sytuacji. Zaczął podrzucać słoik w prawej ręce.

- Nie rozumiem. Po co komu słoik? Ktoś będzie ogórki kisić? - Powiedział lekko żartobliwie, choć na twarzy miał poważną minę. Rozumiał, że ktoś chce coś w nim zapieczętować i sprawa zaczęła go napawać ciekawością.

- Okej... chyba już wszystko rozumiem. W którą stronę mam się udać? - Kamesenin mógł w sumie sam to zrobić, ale postanowił, że mu pomoże. W końcu nie mógł odmówić pomocy swojemu mistrzowi, a sam był ciekawy tych Indian. Przez całą swoją podróż po lesie nie spotkał jeszcze żadnego, więc postanowił wybrać się tam choćby z samej ciekawości i chęci poznania ich. Wstał trzymając w ręce słoik, następnie leniwie przeciągnął się lekko ziewając. Był nieco zmęczony po dobrym obiadku, ale to nie była pora na leniwienie się. Podrapał się po ramieniu, ale wtedy poniszczone dogi jeszcze bardziej uległo zniszczeniu poprzez lekkie szarpanie palcami przez materiał. Teraz pomarańczowa koszulka wisiała na nim tylko na jednym ramieniu od strony, po której znajdował się emblemat szkoły żółwia na piersi.

- Oh, mistrzu? Mogę poprosić cię o nowy komplet dogi? Razem z tymi samymi, ołowiowymi obciążnikami, które wręczyłeś mi rok temu? Podczas swojego treningu nie zdjąłem go ani na chwilę, dlatego chciałbym kontynuować w nim swój trening. Sam nie jestem do końca pewny, jak bardzo wzmocniłem się podczas tego treningu nosząc te obciążenie.
avatar

Kurisa

Liczba postów : 133

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Haricotto on Sro Sie 16, 2017 7:29 pm

MG

- Tu nie chodzi o ogórki, więc przestań go podrzucać, bo Cię strzelę laska! - powiedział głosno, mówiąc pół żartem, pół serio. Wymachiwał drewnianą dzidą, sugerując, że jego gotowy i nie zawaha się jej użyć.
Gdy został zapytany o miejsce, do którego ma się udać, Kame Sennin wskazał czubkiem swojej drewnianej laski na otwarte okno z widokiem na ocean.
- Leć w tamtym kierunku i nie zbaczaj. Gdy trafisz na ląd i wciąż udasz się przed siebie, w końcu dostrzeżesz miejsce docelowe. ubranie weź sobie z szafy i czym prędzej uciekaj. Nie mamy czasu do stracenia. Im szybciej to zrobisz, tym szybciej będziesz mógł odpocząć, chłopcze. - powiedział starzec, podchodząc do okna i patrząc przez nie w dal. Jego brwi były mocno zmarszczone, a po jego czole spływała kropla potu, sugerując, że jest podenerwowany i nie jest pewny przyszłości. Odwrócił głowę w bok, zerkając kątem oka na Kurisu.
- Pod żadnym względem nie wolno Ci otworzyć tego słoja.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1317

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Kurisa on Sro Sie 16, 2017 7:47 pm

Sprawa wyglądała na poważniejszą, niż mogłoby mu się wydawać. Na prośbę swojego mistrza przestał podrzucać słoikiem i uważnie zaczął słuchać. Choć, nie powiem, zdenerwowany Kamesenin wyglądał nieco śmiesznie. Zrozumiał, że czas gra tutaj ważną rolę. Szybko poszedł do szafy przebrać się. Podarte dogi ułożył na kupce, zaś zdjęte bandaże wyrzucił do kosza. Ubrał się w nowe wdzianko i od razu poczuł się jak nowo narodzony. Jeszcze przez chwilę postał w miejscu i łapiąc się ręką za klatkę po stronie serca, a raczej kładąc rękę na emblemacie szkoły przymknął oczy i lekko westchnął. Poczuł, że wrócił. Słoik schował pod pomarańczową koszulką i już był gotów do podróży. Jego uwagę przykuło zdenerwowanie Kamesenina. Czuł, że za tą sprawą kryje się coś poważnego, ale nie chciał tracić czasu na zbędne pytania. Uznał, że zapewne dowie się wszystkiego na miejscu.

- Do zobaczenia mistrzu. Niebawem wrócę. - Uspokajając nieco swojego mistrza wyskoczył przez okno, a następnie odbił się od plaży i zaczął wznosić się wysoko w powietrze. Zaczął lecieć swoim, lecz dosyć szybszym tempem pozostawiając za sobą białą smugę na niebie. Nie chciał zawieść Kamesenina, dlatego postanowił się pośpieszyć. Udał się w kierunku, który mu wcześniej wskazał.

Zt.
avatar

Kurisa

Liczba postów : 133

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Iwaru on Nie Wrz 24, 2017 1:05 am

No cóż. Iwaru był żołnierzem, a jako żołnierz musiał wykonywać rozkazy. Jeśli rozkaz brzmiał "Masz iść/lecieć na jakąś wysepkę", to tak trzeba było zrobić. Młody android więc poleciał i zastanawiał się z czym tym razem przyjdzie mu walczyć. Jakoś robotów treningowych się nie spodziewał. To było ostatnim razem podczas spotkania z Panią Bulmą, a poza tym jakoś wątpił, by takie roboty znajdowały się także na tej wyspie. Mało tego! Iwaru o tej wyspie nigdy nie słyszał. Nie wiedział co tam jest. Tajna baza wroga? A może zwyczajnie tajna baza Ruchu Oporu? Czy wytyczne na ten temat milczały? A może nie były dla niego dostępne? W każdym bądź razie, chłopak leciał, zachowując szczególną czujność. Skanował teren przy pomocy termowizji. A nóż widelec wypatrzy coś niepokojącego lub zagrażającego życiu. Im bliżej chatki, tym większe skupienie i większa ostrożność. Nie chciał bowiem dać się zaskoczyć przez swoją własną nieuwagę. Nie mógł pozwolić wrogowi na to, by ten zaatakował z zaskoczenia, a gdyby nawet zaatakował jawnie lub gdyby Iwaru przewidział ten niejawny atak, to przecież logiczny by było przejście do ofensywy i defensywy jednocześnie - czyli tak potocznie zwanej "walki". Generalnie, Iwaru chciał walki uniknąć i chociaż był właśnie żołnierzem, to wiedział, że nieraz lepiej unikać walki. To oczywiście zależy od misji, bo bitwa jest nieunikniona, jeśli trzeba zniszczyć fabrykę. Natomiast, jeśli trzeba dokonać zwiadu czy włamania do tajnego obiektu ... no to chyba można to załatwić bez walki, nie? W każdym bądź razie ... szkoda, że razem z miejscem, do którego miał trafić, nie dostał też opisu misji. Wtedy łatwiej byłoby mu się przygotować.
avatar

Iwaru
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 153

http://dbanotheruniverse.forumpolish.com/t318-iwaru-syn-keijiego

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Laptor on Nie Wrz 24, 2017 9:24 pm

MG - SAGA


W momencie, w którym chłopak przyleciał do lokacji, zauważył białą smugę oddalającą się w drugą stronę, oraz dwie osoby na niewielkiej wyspie z palmą, piaskiem i niedużym domkiem. Jedna osoba to... żółw xd Druga osoba to Kame sennin, który wyszedł z domku, lekko olewając Hariego i witając młodziaka.
- Witaj Iwaru, powiedziano mi że przybędziesz. Zwą mnie Muten Roshi, ale możesz mówić mi Żółwi Pustelnik. - W tym momencie przerwał i zerknął nerwowo w innym kierunku. Szybko, zrywnie. Patrzył tam dobre dwie minuty. Czoło miał zmarszczone, pięści zaciśnięte, lekko drżały. Otworzył w końcu usta i zaczął mówić.
- Wielka siła... Dużą moc wyczuwam w tamtym kierunku... Co to może być? Jest ich sporo i pojawili się dość szybko. Misja i nasze plany odnośnie ciebie Iwaru właśnie uległy zmianie. Jeśli znasz położenie wyspy papaya, nie zbliżaj się do niej.

- Iwaru, jesteś androidem, lecz byłeś człowiekiem. Wybacz mi, lecz na próżno przebyłeś podróż w te strony. Jestem mistrzem walk, jednakże na androidach kompletnie się nie znam. Pani Bulma mnie zbytnio przecenia. Proszę, wróć i przeproś w moim imieniu. Nie jestem odpowiednią osobą dla ciebie.

Iwaru z/t do Bulmy <3


Ostatnio zmieniony przez Laptor dnia Pon Wrz 25, 2017 9:17 pm, w całości zmieniany 1 raz

_________________
Ore ni kateru no wa, ore dake da
______________________________________________________
avatar

Laptor
Mistrz Gry

Liczba postów : 1432

http://www.invincible.oxn.pl

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Iwaru on Pon Wrz 25, 2017 7:44 pm

avatar

Iwaru
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 153

http://dbanotheruniverse.forumpolish.com/t318-iwaru-syn-keijiego

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Jirri on Nie Sty 07, 2018 12:07 am

Jirri przybył na miejsce. Nie zajęło mu to wiele czasu. Szybkość, dobra rzecz. Zatrzymał się i wylądował. Rozejrzał się. Nie miał czasu na szukanie staruszka, więc zdecydował, że zrobi to inaczej. Wziął bardzo głęboki wdech. Tak głęboki, że jego ubranie aż zafurkotało, po czym wychylił się do tyłu i z powrotem naprzód.
- KAME-SENSEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEI!!!
Jego krzyk spowodował, że drzewa wygięły się, a podmuch wiatru spowodował wzburzenie wód. Rok praktykowania darcia mordy na przygłupich szeregowych w armii się opłacił. Czy staruch go usłyszał? Jeśli tak, to z pewnością wyjdzie i sam zacznie drzeć mordę, albo robić inne tego typu rzeczy. Pewnie też będzie się zastanawiał, kim jest ten gość, co mu przylazł na chawirę. Jirri jednak nie miał czasu na takie pierdoły, więc od razu przygotował swoją wypowiedź.
- Kame-sensei, to ja, Jirri. Wiem, wyglądam inaczej, transformowałem się. Rzecz wygląda tak, że Ziemię zaatakowali kosmici, prawdopodobnie wkrótce wrócą, więc musimy trenować, by się przygotować. W trakcie treningu wszystko ci opowiem.
No i zaczął trenować. Przy okazji opowiadał nauczycielowi, co się działo podczas walki. Jeśli zaś Kame nie było, to trudno, potrenuje trochę sam.

OOC:
Start trening - 07.01.2018 - 00:07
avatar

Jirri
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 467

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Laptor on Sro Sty 10, 2018 10:19 am

MG


Istotnie stary mistrz był obecny na swojej wyspie, co więcej, był w swoim biało czerwonym domku z namalowaną nazwą "Kame House". Kiedy Changeling się wydarł, nie tylko drzewa doznały szoku, ale on sam, gdy obrazki i mniejsze szklane przedmioty pospadały mu na głowę. Był właśnie w trakcie otwierania najnowszego pudła z gazetkami por... tugalskimi, a teraz wyszedł przed dom.
- Wiem, wiem, przecież czuję. - odpowiedział tylko na wyjaśnienia, że to On Jirri. - Faktycznie nieco zbrzydłeś. - Dodał po chwili śmiejąc się do łez.
- Jestem starym mistrzem, który nie nauczy niczego nowego wojownika, takiego jak Ty Jirri. Jeśli jednak chcesz trenować pod moim okiem, proszę bardzo - i usiadł na swoim leżaku.

_________________
Ore ni kateru no wa, ore dake da
______________________________________________________
avatar

Laptor
Mistrz Gry

Liczba postów : 1432

http://www.invincible.oxn.pl

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Jirri on Sro Sty 10, 2018 9:04 pm

Kame-sensei w sumie nie wydawał się zaskoczony nową formą changelinga. Co ciekawe nawet go rozpoznał. Może niekoniecznie po wyglądzie. Powiedział, że go wyczuł... Ale że jak... Jirri powąchał się pod pachami, a raczej spróbował się powąchać, potem przypomniał sobie, że przecież już nie ma nosa. Aż tak śmierdzi? No niby kąpiel nigdy nie była jego ulubionym zajęciem, no ale bez przesady. Poza tym z pewnością nie nosi tego samego smrodu, co rok temu. W wojsku też się bierze prysznic. Staruszek usiadł na leżaku, a sam Jirri zabrał się do treningu. Opowiadał przez cały czas, jak to Sakana-jin przybyli na ziemię, jak chcieli odebrać im energię, jak doszło do walki, jak został ranny, Haricotto-san odblokował nową moc, aż w końcu przybył tu, żeby przygotować się na powrót najeźdźców. Po skończonym treningu usiadł na piasku przed staruszkiem.
- No i tak się właśnie sprawy mają. Póki co nie mam dość mocy, żeby coś zrobić najsilniejszym najeźdźcom, chociaż ci słabsi to przy mnie płotki. Niemniej jednak, z twoją pomocą powinienem stać się wkrótce dostatecznie potężny. To jak, pomożesz mi w treningu? - spojrzał na staruszka. Póki co mogę potrenować sam, a ty sobie siedź i czytaj, ale później poprosiłbym cię o pomoc, dobrze?

OOC:
Koniec treningu - 10.01.2018 - 21:04
avatar

Jirri
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 467

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Laptor on Sro Sty 10, 2018 9:26 pm

MG


Staruszek zmarszczył brwi, podczas gdy Jirri otwierał buzie i opowiadał o wszystkim co działo sie na polanie, na wyspie papaya.
- Walka z najeźdźcami chyba właśnie się zakończyła. Haricotto dysponuje potężną mocą a jego kamehameha przekroczyła którąkolwiek z moich kamehameh. Nie sądzę, że musisz się tym nadal przejmować.
Skończył oglądać trening, po czym rzekł z przekonaniem:
- Nie nauczę cię żadnej przydatnej techniki changelingu. Jednakże, twoja formą powinna na codzień pozostawać w zredukowanej formie. Twój trening w podstawowej formie na pewno odniesie lepsze skutki. Wróć do niej a odbędziemy sparing. - Po tych słowach wstał, otrzepał się lekko z jakichś kłaków czy innych włosów, boso stanął na piasku i z założonymi rękoma za plecami oczekiwał tego co zrobi Jirri.

_________________
Ore ni kateru no wa, ore dake da
______________________________________________________
avatar

Laptor
Mistrz Gry

Liczba postów : 1432

http://www.invincible.oxn.pl

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Jirri on Czw Sty 11, 2018 8:37 pm

Jirri odpoczął trochę po treningu i już był gotów, by ćwiczyć dalej. Kame-sensei cały czas z nim rozmawiał. Stwierdził, że wydaje się, że walka się już skończyła. To w sumie jaszczura zdziwiło, bo przecież sam mu to już dokładnie powiedział. Inna sprawa... Na jakiej podstawie tak stwierdził?
- O co właściwie chodzi? Potrafisz wyczuwać takie rzeczy? Może tego byś mnie nauczył, Kame-sensei?
Taka umiejętność byłaby w sumie całkiem nie najgorsza. Tylko na jakiej zasadzie to w sumie działa? Co on takiego wyczuwa, zabójcze intencje, ogólnie życie, może samą energię innych osób? Tak czy siak z pewnością się to przyda. Kame-sensei zaraz powiedział coś o sparingu w formie podstawowej.
- No dobrze, ale jak już mówiłem, chciałem najpierw potrenować trochę sam, żeby się przedtem wzmocnić, potem stoczyłbym z tobą walkę, dobrze?
Wrócił więc do treningu. Musiał stać się silniejszy. Haricotto-san póki co znacznie przewyższał go swoją mocą, ale nie będzie to trwało długo. Jak by nie patrzeć, Jirri jest changelingiem. Rasa ta znana jest ze swojego większego potencjału mocy. Przyjął więc pozycję, kilka razy strzelił karkiem i wrócił do treningu. Wkrótce będzie dość potężny. Wkrótce znów się przemieni...

Start treningu - 11.01.2018 - 20:37
avatar

Jirri
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 467

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Jirri on Sob Sty 13, 2018 9:08 pm

Oto i po raz kolejny usiadł na chwilę i rozluźnił mięśnie. Nadal mu trochę brakuje. Nie ma jeszcze dość mocy, by przekroczyć swoje kolejne limity. Nie wystarczało mu sił, by dorównać Supa Saiya-jinowi, którego opanował Haricotto-san. Teraz dopiero głębiej się zastanowił nad tą transformacją. Skąd właściwie pochodzi ta moc? Żadne informacje o Saiya-jinach, którymi Jirri dysponował, nic o tym nie mówiły. Wygląda na to, że jest to moc zarezerwowana dla najpotężniejszych wojowników z całej rasy. Tak samo, jak transformacje changelingów. Tyle że formy jaszczurów osiąga się, poprzez długotrwały trening i odblokowywanie swojej mocy, ewentualnie prawdopodobnie można się urodzić z tym darem, bo Frieza-sama chyba raczej nigdy nie trenował, tak samo reszta rodziny królewskiej. Z kolei Supa Saiya-jin... Cóż, wygląda na to, że pojawia się sam w określonych sytuacjach. Pytanie tylko - w jakich? Skąd mogła się wziąć taka moc? Mógł to wyjaśnić tylko w jeden sposób. Ta moc musi pochodzić z gniewu. No bo jak inaczej mogła się przebudzić? Ciekawe... Dorównanie potędze płynącej z furii nie będzie łatwe, ale możliwe. Musi być możliwe.

KONIEC TRENINGU - 13.01.2018 - 21:08
avatar

Jirri
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 467

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Laptor on Nie Sty 14, 2018 10:29 pm

MG


Staruszek ponownie wstał, podczas gdy Jirri kończył swój trening. Wcześniej nic mu nie odpowiedział, jednakże w tej chwili podszedł do niego spokojnie z okularami na nosie i rękoma na plecach, a jego hawajska koszula lekko wiła się na wietrze. Naraz odwrócił swój wzrok i utkwił 2 sekundy w jednym tylko kierunku.
- Haricotto... Zginął ten przemiły saiyanin. Ogromna energia wybuchła na Papayi. Wasz przyjaciel odszedł... - Powiedział zdejmując okulary i natychmiastowo odwracając wzrok w kierunku Papayi, jednocześnie siadając na tyłek, jakby informacja ta strąciła go z nóg. Być może Kame sennin pokładał w chłopaku duże nadzieję związane z losami Ziemi.
- Jirri, posłuchaj mnie, bo to bardzo ważne. Musisz natychmiast wyruszyć na Papaye i dokładnie powtórzyć moje słowa, wszystkim zgromadzonym. Na Ziemi istnieją przedmioty zwane smoczymi Kulami. Są to przedmioty magiczne, stworzone przez naszego Boga, Kamiego. Żółte z czerwonymi gwiazdami w środku, jak ta. - Powiedział wskazując na smoczą kulę na swojej szyi, wcześniej wyciągając ją z pod koszuli i kontynuował - musicie odnaleźć jeszcze sześć. Dzięki nim można przywrócić życie waszego przyjaciela.

_________________
Ore ni kateru no wa, ore dake da
______________________________________________________
avatar

Laptor
Mistrz Gry

Liczba postów : 1432

http://www.invincible.oxn.pl

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Jirri on Pon Sty 15, 2018 9:44 pm

Kame-sensei odwrócił na chwilę wzrok. Jirri spojrzał na niego pytająco. O co może chodzić? Co takiego staruszek wyczuł tym razem? Czy to dobiegało z tej wyspy, z której Jirri przed chwilą właśnie wrócił? Czy może pojawiło się kolejne zagrożenie? W nowym miejscu? Może kolejna armia Sakana-jin? A może coś jeszcze gorszego? Może ci Sakana-jin to tylko wierzchołek góry lodowej? Cóż, na to by w sumie wyglądało. Okazało się jednak, że było zupełnie inaczej. Nie pojawili się żadni Sakana-jin... Haricotto-san umarł... Jirri na chwilę stracił równowagę. Opadł na kolana, oddech w piersi na moment się zatrzymał, zachłysnął się powietrzem. Nie! Niemożliwe! Jak to możliwe?! Nie mógł umrzeć, kto mógłby go zabić? Opcja była jedna. Gruby Sakana-jin musiał przeżyć. Gniew w sercu changelinga zaczął rosnąć, ale jego mózg przeprowadzał chłodną analizę. Musi zachować zimną krew. Na Smocze Kule wpadł, zanim Kame-sensei jeszcze o nich wspomniał. Wstał i skinął mu głową, po czym skierował się w stronę wyspy. Pojawił się tam wybuch energii. Czyj? Cóż, ktokolwiek to jest, musi być gotów na starcie z nim.

z/t
avatar

Jirri
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 467

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Jirri on Sro Sty 31, 2018 4:09 pm

Jirri leciał tak szybko, jak tylko Aymi-chan mogła wyciągnąć, w końcu musiała za nim nadążyć. Innymi słowy, musiał lecieć znacznie wolniej, niż normalnie, ale nie miał z tym problemu. Ryu-san zarzucony na ramię specjalnie mu nie ciążył, w końcu siły miał co niemiara, a człowiek aż tyle nie waży. Jednocześnie w jego głowie kłębiły się myśli. Co teraz? Co powinien zrobić, gdy Haricotto-san nie żyje? Oczywiście zamierzał go wskrzesić, ale co jeśli Ziemia zostanie zaatakowana wcześniej? Na ten wypadek musi się przygotować. Musi stać się potężniejszy. Musi nabrać mocy, by móc zastąpić swojego przyjaciela w obowiązkach. Cała odpowiedzialność przechodzi na niego. Opieka nad tą planetą, pomoc Aymi-chan... Możliwe, że Ryu-san będzie potrzebował nauczyciela zastępczego na ten czas. Jest gotów się tego podjąć. Musi jednak nabrać mocy. Musi ich chronić. Bo jak nie on, to kto? Nie myślał teraz nawet o misji, jaką mu zlecono. Frieza-sama na ten moment odszedł w niepamięć. Wszystko zależy od niego... Od changelinga, który według rozkazu miał ich wszystkich zabić. Wylądował bardzo szybko na wyspie, podniósł się kurz, a gdy opadł, ukazał siedzącego changelinga. Medytował. Na piasku zaś napisane było:
Kame-sensei, opowiedz im o planie, gdy Ryu-san się obudzi.

START TRENINGU - 16:09 - 31.01.2018

avatar

Jirri
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 467

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Aymi on Sro Sty 31, 2018 6:30 pm

Leciała za Jirrim, przecinając powietrze. Wiedziała, że jest o wiele wolniejsza od niego, a on sam dostosowuje własną prędkość do niej, nie chciała jednak opóźniać lotu i przybycia na miejsce. Pruła zatem przed siebie, lecąc nisko nad wodą, rozbryzgując ją przy tym na boki. Nie odzywała się całą drogę, ale nie mogła powstrzymać własnych myśli.
Ostatnie wydarzenia uświadomiły jej, że nie może wiecznie być dzieckiem, ciągle chroniona, nie mogąc samej chronić bliskich przed krzywdą. Może i miała ten cały potencjał, o którym kiedyś mówił jej Haricotto, ale zbyt wolno się rozwijała. Do tej pory nie myślała, że przyjdzie jej walczyć z tak silnymi przeciwnikami. Tamta dwójka sakana-jinów dosłownie ją rozgromiła. I nawet dodatkowa moc zdobyta po odzyskaniu sił na wieży nie wystarczyła, by uchronić ojca przed śmiercią. A gdy Ryu zaczął szaleć... nie miała właściwie żadnych szans, znów została daleko w tyle.
Dolecieli na wyspę Kame, gdzie Jirri od razu przeszedł do własnego treningu. Ay odebrała od niego nieprzytomnego chłopaka, układając go na wolnym leżaku, po czym sięgnęła do kieszeni, wyjmując woreczek z fasolkami. Wyłuskała z niego jedną, wsuwając ją następnie w dłoń Smoka i zaciskając jego palce wokół niej. Gdy się obudzi, na pewno ją znajdzie i zażyje, jeśli uzna to za stosowne. Wyprostowała się i skierowała spojrzenie na Jaszczura. Każdy miał swój sposób na trening, ona również powinna wykorzystać darowany jej czas. Ruszyła zatem za dom, szukając ustronnego miejsca. I cienia. Cień zawsze skrywał jej smutek. Stanęła nad brzegiem morza, wpatrując się w dal. Tu pierwszy raz nazwała Hariego ojcem.
- Tato... - szepnęła, zaciskając pięści. W pamięci nadal miała jego uśmiech, to jak czochrał ją po włosach, jak pokazywał świat, którego sama nie byłaby w stanie odkryć.
Jej ramiona uniosły się powoli, by po krótkiej chwili złączyć w nadgarstkach przed nią. Tak bardzo chciała mu pokazać, czego sama się nauczyła, a teraz było już za późno. Przepadł. A wraz z nim cała jej nadzieja.
- Ka... Me... - słowa same wypływały szeptem z jej ust, gdy w dłoniach kumulowała energię. Prawa noga odruchowo wylądowała nieco z tyłu, zgięła ramiona w łokciach, przyciągając je do prawego boku. Do oczu podchodziły jej łzy.
- Ha... Me...
Zacisnęła powieki, pod którymi znów widziała jego roześmianą twarz, te roziskrzone oczy. Znów słyszała jego głos, śmiech, wołanie. Kolejne obrazy przewijały się przed jej oczami, aż ostatecznie po raz kolejny zobaczyła tamten wybuch.
- HAAAAAAAAAAAAAAAA!
Energia wystrzeliła z jej dłoni, przecinając morze. W jej spojrzeniu kipiała złość, gniew spowodowany bezradnością. A błękitna fala wciąż pruła przed siebie, podsycana wpompowywaną w nią energią rosła coraz bardziej. Dziewczyna krzyczała coraz głośniej i głośniej, ładując w technikę coraz większe porcje ki, jakby wystrzeliwana w eter fala uderzeniowa miał zabrać ze sobą cały ból i rozpacz po stracie. Aż wreszcie się urwała, pozostawiając po sobie tylko smugę błękitnego światła i dyszącą ciężko wojowniczkę, z której oczu ciekły łzy.

[trening start: 31.01. godz.: 18:30]

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

avatar

Aymi
Mistrz Gry

Liczba postów : 508

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Aymi on Czw Lut 01, 2018 9:48 pm

- HAAAAAAAAAAA!
Kolejna błękitna fala przecięła powietrze, prując ponad morzem, za nią zaś ruszyła dziewczyna na swej pełnej prędkości. Wyprzedziła technikę, ustawiła się przed nią ze skrzyżowanymi rękoma i czekała, aż moc jej dosięgnie. Przyjęła na siebie cały impet uderzenia, starając się kontrować energię jak najdłużej. Jej własna siła przeciw niej. W prawdzie to nie była ta sama moc co za pierwszym razem, gdy sparowała się z ojcem, ale dawało jej to namiastkę tamtej chwili, wrażenie, że on jednak żyje. Myśli jednak zbaczały z kursu, wbijając się w nią po raz kolejny wizją eksplozji.
Nie dała rady, siła techniki zepchnęła ją na bok, wytrącając z równowagi. Wpadła do wody, zanurzając się w morskiej toni. Czuła wyraźnie jej chłód, a zaraz potem dotarło do niej widmo uderzenia, potem następnego. Powietrze uleciało z jej ust, gdy wystrzeliła w górę, chcąc jak najszybciej znaleźć się na powierzchni.
Porażka bolała, a starcie z dwoma sakana-jinami pozostawiło na niej swój ślad. Potrząsnęła głową, starając się wyprzeć z umysłu to wspomnienie. Wzięli ją z zaskoczenia, mieli przewagę liczebną, omal jej nie zabili, ale nie mogła teraz o tym myśleć. Uspokoiła oddech, by zaraz znów skumulować w dłoniach energię do fali uderzeniowej. Będzie próbować tak długo, dopóki nie braknie jej sił.
- Kamehame-HAAAAAAAAAAA!
Kolejny strumień błękitu pomknął przez niebo, a ona za nim. Po raz kolejny przyjęła falę na skrzyżowane ramiona. Po jej policzkach ciekły łzy, włosy ociekały wodą, a ona wciąż napierała, mimo że technika okazywała się silniejsza od niej. Czuła, jak moc pcha ją w tył, spycha coraz bardziej. Resztkę sił zebrała i skoncentrowała w postaci emitowanej z każdej części ciała fali, która w kontakcie z Kamehamehą spowodowała eksplozję.
Aymi zawisła nad powierzchnią falującego morza, dysząc ciężko. Wzrok jej się rozmazywał, powoli ciemniało jej w oczach i zdawało jej się, że przed nią unosi się uśmiechnięty Haricotto, mówiący: "Dałaś radę, Aycia, jestem z ciebie dumny". Kąciki jej ust uniosły się nieznacznie w lekkim uśmiechu, gdy powieki zaczęły opadać.
- Ta...to... - wyrwało się jeszcze z jej ust, a moment później złote włosy wróciły do naturalnego, czerwonego koloru. Uderzyła w wodę, ale nawet tego nie poczuła. Nie czuła już właściwie nic.

[trening koniec: 1.02. godz.: 21:50]

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

avatar

Aymi
Mistrz Gry

Liczba postów : 508

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Ryu on Czw Lut 01, 2018 11:03 pm

Brunetowi udało się wrócić, przestał być rozszalałą bestią, a znów stał się sobą – Ziemianinem imieniem Ryu. Nie było to proste, jednakże dzięki jego przyjaciółce udało się to. Z pewnością cała ta sytuacja mogłaby się zakończyć całkowicie inaczej, gdyby jej tam nie było. Chłopak stracił przytomność i jedyne, co widział w tamtym momencie to ciemność. Do czasu, oczywiście. Usłyszał jakieś wrzaski. Wybudzał się powoli ze snu, a jasne światło padało na jego twarz. Podniósł się, od razu zauważył charakterystyczny domek, który tu stał. Wskazywało na to, iż był na wyspie staruszka Kame. Dostrzegł, iż jedna z jego dłoni była zaciśnięta w pięść z jakiegoś powodu. Otworzył ją, zobaczył fasolkę senzu. Wszystko go bolało, więc postanowił ją zażyć. Po chwili wszystkie jego siły powróciły. Nie odczuwał już bólu. Czuł się jak nowo narodzony. Teraz w jego głowie kłębiło się parę pytań. Jak się tu w zasadzie znalazł? Gdzie się wszyscy podziewali? Co się stało później na Papayi? Postanowił sobie wszystko powoli poukładać w głowie. Na początku sprawdził czy ktoś się jeszcze znajdował na wyspie. Dostrzegł medytującego Jirriego, być może to on tu przyniósł młodzieńca, gdy był nieprzytomny? Chyba tak ze względu na to, że poza nim nie widział tu nikogo. Może reszta znajdowała się za domkiem? Postanowił, że sprawdzi to później. Usiadł bokiem na leżaku, oparł ręce o kolana i głowę spuścił w dół. Próbował sobie coś przypomnieć. Jedyne, co pamiętał to wybuch, spopielone ciało swojego mistrza oraz uczucie nienawiści, które z kolei wywołało swego rodzaju transformację. To były ostatnie rzeczy, które utkwiły w jego pamięci. Zaczął się zastanawiać nad tą przemianą, której doświadczył. Sposób jej osiągnięcia był podobny do tego jak przy Super Saiyanie. Tu i tu musiał wziąć górę gniew. Może każdy przedstawiciel jego rasy był w stanie osiągnąć to samo, co on? A może było to coś wyjątkowego? Coś, co nie każdy mógł osiągnąć, a tylko jemu się to udało? Postanowił dłużej się już nad tym nie rozwodzić, co i tak nie miało sensu na dłuższą metę. Pewnie szybko nie pozna prawdy, o ile ją pozna kiedykolwiek. Może i cieszyłby się faktem, że odkrył w sobie nową moc, gdyby nie to, iż nie było z nimi już mistrza Haricotto. Chłopak tak bardzo chciał, aby Saiyanin zobaczył, do czego udało mu się dojść. Ryu nawet sobie wyobrażał jak ten klepie go w ramię i chwali go. Brunet niby wiedział o tych całych Smoczych Kulach i o ich mocy, lecz był świadomy tego, iż to Akuma przekazał mu te informacje, więc równie dobrze mogły być one fałszywe. Nie mógł być do końca pewny jego słów. W zasadzie to zawsze coś mu mówiło, że może to wszystko było zwykłym kłamstwem. Może i powinien przyjąć, iż został zwyczajnie oszukany, aby nie zrobić sobie niepotrzebnych nadziei na wskrzeszenie wszystkich zmarłych. Wolał jednak wierzyć, iż jest jakaś iskra nadziei. Zaczął rozmyślać nad tym, co powinien w zasadzie zrobić skoro jego nauczyciel nie żyje. Wychodziło na to, że teraz na niego spadła odpowiedzialność zaopiekowania się Aymi. Oczywiście był świadomy, iż mógł liczyć na Jirriego, jednakże zdawał sobie sprawę także z tego, iż jaszczur mógł w każdej chwili zwyczajnie wrócić na swoją planetę. Nie mógł być cały czas przy nich, miał także swoje problemy. Fakt, czuł się odpowiedzialny za swoich bliskich, aby ich chronić, lecz wiedząc, iż właśnie teraz mógł z nimi być jego wuj to dodawało mu otuchy. Nie martwił się o nich. W tym przypadku było nieco inaczej. Zaczął się martwić o rudowłosą. A co jeśli była gdzieś poza wyspą i ktoś ją znowu zaatakował? Co jeżeli znów jej się coś stało? Do jego uszu dotarł krzyk, który rozchodził się za budynkiem. Odetchnął z ulgą. Najwidoczniej Aymi była cała i zdrowa. Uśmiechnął się. Postanowił pójść do niej, liczył, iż mu opowie o tym, co się wydarzyło wcześniej. Jirriego postanowił pozostawić w spokoju. Znalazł się za domem, jednakże z początku nigdzie nie mógł wypatrzeć dziewczyny, dopiero parę chwil później dostrzegł ciało, którym poruszała woda. Zerwał się natychmiast i podleciał do niej. Chwycił ją w ramiona, a następnie wylądował na brzegu.
- Aymi, obudź się!
Potrząsnął delikatnie rękoma, cały czas nawołując ją. Martwił się. W końcu otworzyła oczy.
- Wszystko w porządku?! Co się stało?! Znowu ktoś się pojawił?!
Zaczął się nerwowo rozglądać na boki, musiał być gotowy na ewentualną walkę.
avatar

Ryu
Mistrz Gry

Liczba postów : 270

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Aymi on Czw Lut 01, 2018 11:54 pm

Była zmęczona. Zmęczona tym wszystkim, co w ostatnim czasie musiała przeżyć. Miała dość starć, dość wrogów, z którymi trzeba było walczyć, dość tracenia bliskich jej osób. W końcu miała ich tak niewiele. A chłód, który otaczał jej ciało, przynosił ulgę. Sprawiał, że to wszystko ulatywało gdzieś w dal, stawało się nierzeczywiste. Dryfowała tak wśród morskich fal, poddając się pływom, łaknąc tego chłodu. Ten stan zapomnienia nie mógł jednak trwać wiecznie.
Coś ją chwyciło i uniosło ponad ten chłód. A raczej ktoś, o czym przekonać miała się za chwilę. Czuła powiew wiatru na mokrej skórze, po jej ciele przeszedł nieprzyjemny dreszcz zimna. Ktoś ją wołał, nakazując, by się obudziła, potrząsając nią. Uniosła powoli ociężałe powieki, wpatrując się w rozmazaną sylwetkę. Słyszała kolejne nerwowe pytania, starała się jednak wpierw odzyskać ostrość widzenia. Ciemne włosy, ciemne oczy, znajoma twarz...
- Ryu... - szepnęła i w tej samej chwili wróciły do niej wszystkie wspomnienia, w tym to najgorsze. Śmierć Haricotta. Twarz dziewczyny wykrzywiła się, do oczu podeszły jej łzy. Zarzuciła brunetowi ramiona na szyję, wtulając się w niego, i najzwyczajniej w świecie rozpłakała. Miała dość, po prostu dość. Myślała, że jeśli się wyładuje, to jakoś jej ulży, myliła się jednak.
- Ja chcę do taty... do taty... - chlipała wprost w białe gi przyjaciela, wylewając kolejne łzy. Jej ciałem targały kolejne drgawki spowodowane nie tylko płaczem, ale i wdzierającym się pod przemoczone ubranie zimnem.
O ile to nie był pierwszy raz, gdy Ryu mógł ujrzeć ściekające z jej oczu słone krople, o tyle dopiero w tej chwili spostrzegł, jak bardzo odbijała się na tej dziewczynie strata. Nie wiedział o niej wszak zbyt wiele. Pojawiła się nagle, okazała być córką jego mistrza, nie miała matki od wielu lat, za jedynego przyjaciela i kompana mając jakiegoś przerośniętego drapieżnika. A mimo to wbiła się w serca innych swoją prostotą, pogodą ducha i tym dziecięcym zapałem. Gdzie się podziała ta tryskająca entuzjazmem dziewczyna, z której ust niemal nie znikał uśmiech?
Płakała. Łkała rzewnie, nawołując ojca, którego jej odebrano. Kolejna z bliskich osób, które straciła. Płacz jednak ją wyczerpywał i powoli ustępował, zostawiając po sobie tylko nieco urywany oddech i kolejne pociągnięcia nosem. Nadal wtulała się w bruneta i nie wyglądało, by szybko miała przestać.

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

avatar

Aymi
Mistrz Gry

Liczba postów : 508

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Ryu on Sob Lut 03, 2018 10:18 pm

Ryu był zaniepokojony tym, co zobaczył. Czuł się teraz odpowiedzialny za Aymi, a ta zwyczajnie dryfowała po wodzie jakby przed chwilą odbyła się tu jakaś walka. Cały czas rozglądał się w poszukiwaniu zagrożenia, jednakże takowego nie wypatrzył. Poczuł dotyk na swojej szyi, spojrzał na dziewczynę. Ta zaczęła płakać chcąc spotkać się z własnym ojcem. Co brunet powinien zrobić? Jak powinien zareagować? Co powinien powiedzieć? Tak bardzo chciał podnieść ją na duchu, lecz nie wiedział jak. Tym razem nie cierpiała ona fizycznie, a psychicznie. Ryu doskonale wiedział, co czuła, sam stracił swego ojca. Była to dla niego bardzo duża strata. A teraz znów stracił kogoś ważnego. Czemu tak musiało być? Jak wiele osób jeszcze będzie musiało umrzeć nim wszystko wróci do normalności? Wzrok jego powędrował w stronę nieboskłonu.
- Jak długo… Jak długo jeszcze to wszystko potrwa?
Ujrzał dwie uśmiechnięte twarze. Pierwsza należała do Tetsuo – jego ojca. Druga zaś do Saiyanina imieniem Haricotto. Łzy zaczęły wypływać z jego oczu.
- Mnie też… Mnie też to boli… Aymi…
Zaciskał zęby, ścisnął nieco mocniej ciało rudowłosej. Przed jego oczyma pojawiła się dwójka roześmianych dzieci, byli to Brey i Juuka.
- Tak bardzo… Tak bardzo chciałbym, aby było tak jak kiedyś… - Tu Spojrzał na dziewczynę, łzy spływały po jego policzkach. - Musimy… Musimy być silni… rozumiesz?! Twojego taty… już nie ma z nami… ale musimy dać radę! Razem… Razem sobie poradzimy!
Nie oczekiwał cudów, lecz liczył, iż udało mu się, chociaż trochę pocieszyć ją. To jedyne, co mógł zrobić. Wszystkiemu winni byli Sakanie, to przez nich cierpieli. To oni odebrali kogoś ważnego dla nich. Gdyby nigdy się nie pojawili to nie wydarzyłoby się to wszystko. Właśnie w tym momencie Ryu i Aymi mogliby wspólnie siedzieć w chatce. Razem z mistrzem Haricotto. Nie było to możliwe. W zasadzie to, kto mógłby przypuszczać, iż mężczyzna, który początkowo wzbudzał niepokój w Ziemianine poprzez swój specyficzny dodatek w postaci ogona stanie się kimś naprawdę ważnym dla chłopaka? Gdy pierwszy raz się spotkali to, Ryu miał znikome pojęcie o obcych. A teraz cierpiał, bo jeden z nich był martwy. Miał już dość ofiar. Miał już tego dość. Musiał urosnąć w siłę. Musiał stać się silniejszy, aby móc ochronić tych, którzy zostali. Musiał ochronić Aymi, swoich bliskich i wszystkich mieszkańców tej planety. Musiał ochronić ich wszystkich. Jego wzrok powędrował w stronę oceanu.
- Obiecuję… że stanę się silniejszy…
Tylko w taki sposób mógł ochronić tych, na których mu zależało. Tylko tak mógł ochronić niewinnych. Dzięki wodzie, którą wypił zyskał nowe moce, jednakże wiedział, że było to mało. Zbyt mało. Musiał stać się silniejszy, jeszcze silniejszy. Jak nigdy wcześniej. Spoglądnął na swoją przyjaciółkę.
- Już nikt nie umrze! Ochronię was wszystkich!
avatar

Ryu
Mistrz Gry

Liczba postów : 270

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Jirri on Nie Lut 04, 2018 11:36 am

Jirri przerwał medytację. Skupienie powoli spadało. Powoli wracał jego kontakt z rzeczywistością. W swoim umyśle odbył wiele walk z grubym Sakana-jinem. Trans medytacyjny był na tyle głęboki, że jedna sekunda w rzeczywistości odpowiadała całemu dniu w jego umyśle. Nie miał pojęcia o tym, co działo się wokół niego. Nie wiedział, że Aymi-chan właśnie odbywa swój trening. Nie wiedział, że Ryu-san się obudził. Dlatego w momencie, gdy otworzył już oczy, był nieco zdezorientowany. Zobaczył, jak jego przyjaciele wypłakują się sobie w ramionach. Konkretniej Aymi-chan płakała, Ryu-san starał się ją wspierać, jak tylko mógł. Jaszczur podniósł się. Napis, jaki zostawił, został już rozwiany przez wiatr, wyglądało też na to, że Kame-sensei o niczym im nie powiedział, nie było go widać nigdzie w pobliżu. Stąd też musiał im o wszystkim powiedzieć sam. Nie chciał patrzeć, jak cierpią. Wolał ich natychmiast pocieszyć. No i cholera wie, czy Ryu-san znowu nie dostanie jakiegoś pierdolca. Podszedł do nich i położył im dłonie na ramionach.
- Nie smućcie się. Haricotto-san zginął, ale jest sposób, by go przywrócić do życia.

OOC: Niska jakość posta, ale nie mam pomysłu, ani talentu do ckliwych opisów.

KONIEC TRENINGU - 20:18 - 04.02.2018
avatar

Jirri
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 467

Powrót do góry Go down

Re: Teren przed domem

Pisanie by Sponsored content



Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 8 z 10 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach