Karta postaci "Staz"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Karta postaci "Staz"

Pisanie by Gość on Nie Sty 08, 2017 9:17 pm

Imię: Staz
Wiek: 20
Rasa: Ziemianin
Wygląd: Wygląd Czarne rozczochrane włosy, piwne oczy, pod którymi kryją się wory wywołane wieloma nieprzespanymi nocami. Wiąże się to również z wiecznie przymrużonymi oczami, przez które Staz wygląda jak gdyby ciągle nie dowierzał w to co mówią inni. Niżej naszym oczom ukaże się ciało całkowicie zakryte ubraniami. Zapewniam że pod nimi nie znajdziemy niczego ciekawego poza wyjątkowo zarysowanymi obojczykami. Jeśli chodzi o strój to najczęściej spotka się Staza w przydużej szarej koszulce z długimi czarnymi rękawami. Koszulka ta sięga mu gdzieś do połowy uda. Jeśli chodzi o spodnie to są one długie, czarne i materiałowe. Buty to luźne czarne trampki z białą podeszwą.

Charakter: Staz to dżentelmen świetnie obeznany nie tylko z definicją savoir vivre jak i z jego zasadami. Kulturę osobistą stawia prawie ponad wszystko. Prawie ponieważ jest lekko obłąkany przez co nieco inaczej odbiera świat, który go otacza. Każdy co prawda ma swoje demony, które za nim kroczą lecz jego jest wyjątkowo upierdliwy. Czasami szepcze mu do ucha różne frazy, które ten wykrzykuje machając rękami w teatralny sposób. Choć może się wydawać że jest on nieszkodliwym głupcem to gdzieś głęboko w nim zakorzenione są wyjątkowo dziwne cechy takie jak: zamiłowanie do utrudniania życia innym jednostką. Zaraz, zaraz... czy to jest wogle cecha charakteru? Staz uwielbia manipulować innymi, to takie jak by jego hobby. Lubi też chwalić się swoimi dokonaniami więc możemy ustalić że niezły z niego chwalipięta. Na koniec dodam że słownictwo tego Pana może być wyjątkowo dziwne ponieważ ten miłuje się w tworzeniu nowych słów.

Historia: Nowe miejsce otwiera przed człowiekiem nowe możliwości. Gdy nikt cię nie zna, nie kojarzy, nie jest w stanie powiązać z tobą chociażby najmniejszego wydarzenia jesteś "czysty". Wprowadzając się do nowego miejsca możesz stać się nową osobą, zbudować sztuczną osobowość i bawić się ludźmi stwarzając sobie kukiełkowy teatrzyk. Nikt nie może cię zranić bo wiesz jak o siebie zadbać, nikt nie skrzywdzi twoich bliskich bo jesteś przecież "czysty", nie masz ich.

Staz nie jest moim imieniem, a jest to przezwisko stworzone na potrzeby adaptacji w nowym miejscu. Oczywiście sam go sobie nie wybrałem, nie zrobili tego również moi bliscy, a przypadkowe osoby, które powiązały głupią frazę z potrzebą nadania mi imienia. To w pewien sposób miało mnie urzeczywistnić, miało za zadanie odebrać mi wyobrażenie Boga, który wymyślili sobie moi klienci. Dużo piszę ale nic to nie wnosi, pozwól mi jeszcze tylko usprawiedliwić się przed przejściem do konkretów.
Na początku kierowała mną chęć zrobienia czegoś dobrego. Chciałem pomóc tym wszystkim ludziom, nie wiedziałem że to wszystko tak się potoczy. Nie sądziłem też że ta "pomoc" tak mnie zmieni. Chęci to najwidoczniej za mało.

Alice - substancja psychoaktywna działająca na ośrodkowy układ nerwowy. Środek ośmiokrotnie silniejszy niż heroina i teoretycznie nieuzależniający. Charakteryzuje się nietypowymi wizjami halucynogennymi uzależnionymi od zażytej dawki. Substancji nie można oficjalnie nazwać narkotykiem jednakże została zabroniona w większości krajów na świecie.

"Substancji nie można oficjalnie nazwać narkotykiem" - zawsze ceniłem sobie ten fragment. Moje dzieło nie uzależniało więc było tylko używką, może nawet nie bo i te uzależniają. Tutaj jednak rodzi się pewne pytanie, dlaczego Alice jest zabroniona? Cóż, jakiś czas po jej wielkim debiucie ludzie zaczęli opowiadać o tajemniczym "AliceShot", który ma pokazać coś niesamowitego. Miał być to stan, który "wszystko wyjaśni". Czujecie, ludzie wmówili sobie że Alice to nie tylko wyjątkowo dobry produkt, a coś stworzonego przez Boga, a przyjmowanie jej coraz większych ilości miało "wszystko wyjaśnić". Co prawda sam zacząłem w to wierzyć po jakimś czasie, zacząłem myśleć że jestem Boskim pomazańcem, który miał zbawić ludzkość. To prawdopodobnie mnie zgubiło. Halucynacje, które przynosiła Alice były dość specyficzne. Tak jak to bywa w przypadku narkotyków były silnie uzależnione od stanu emocjonalnego osoby, która je zażywała. Im większa dawka Alice, tym halucynacje były bardziej realistyczne, dłuższe, a przede wszystkim psychodeliczne. Dochodziły omamy słuchowe, zmysł dotyku wariował, wspomnienia mieszały się z teraźniejszością. Ludziom wydawało się że rozmawiają ze zmarłymi w niebie, a gdy Alice oficjalnie stała się "darem od Boga"... sami się domyślcie.

Tak więc mimo tego że ciało nie potrzebowało następnych dawek to coś innego było czynnikiem uzależniającym. Była to ciekawość. Ludzie chcieli wiedzieć co na nich czeka na końcu drogi, chcieli wiedzieć czy przy odpowiedniej dawce zrozumieją jaki jest sens ich egzystencji.
Muszę przyznać że miasto, które miało być obiektem testowym w ciągu miesiąca przypominało szpital psychiatryczny. Zaczęły powstawać sekty, które rekrutowały nowych członków by zdobyć zaplecze finansowe na kolejne dawki Alice. Ich guru byli po prostu największymi ćpunami w historii tego świata jednakże gdy ludzie coś sobie uroją, trudno wytłumaczyć im że tak nie jest. Podporządkowałem sobie nawet wszystkie organizacje przestępcze zajmujące się dystrybucją narkotyków. Jako że Alice nie uszkadzała w żaden sposób ciała osoby zażywającej ją towar stał się bardziej powszechny niż marihuana. Z czasem nie wyrabiałem z produkcją i musiałem powiększyć swoje laboratorium ale to wszystko na chwilę obecną nie jest ważne. Dodam jeszcze w jaki sposób powstała.
Owoc mojej pracy zrodził się z idei. Chciałem pomóc osobom odstawiającym narkotyki, alkohol i temu podobne. Alice miała być rewolucyjnym lekiem dostępnym na całym świecie i stosowanym w każdej placówce zajmującej się pomocą ludziom, i tym na początku była ale... zawsze jest jakieś ale. Jeden z moich współpracowników, Panie świeć nad jego duszą pewnego dnia wyniósł parę porcji cudownego leku z laboratorium i nafaszerował nim jakiegoś bezdomnego. Zachwycony reakcja robił to samo przez następne dni i następne aż w końcu bezdomni sami błagali go o więcej. Po bezdomnych przyszły lokalne ćpuny, po ćpunach imprezowicze, po imprezowiczach nastolatkowie i tak dalej. Pochłonięty ostatnimi poprawkami nie zauważyłem co się święci. Z pewnością zastanawia was jak to możliwe. Całymi dniami przesiadywałem w laboratorium robiąc sobie przerwę na jedzenie i spanie. Spałem oczywiście w laboratorium by nie tracić czasu na dojazdy i temu podobne. Gdy Alice na dobre rozszalała się po mieście było już za późno. Wspomnę jeszcze że mój były współpracownik został zabity przez lokalną mafię. Najwidoczniej przeszkadzał jej w interesach. Tak więc powstał pewien problem, ludzie chcieli więcej Alice lecz nie miał im kto jej dać. Ja nie chciałem tego robić widząc co z nich zrobiła, a oni nie byli w stanie bez niej funkcjonować. Ciekawość przerodziła się w fanatyzm, a wszelkie pozostałości po moim dziele były na wagę złota. Wtedy w moim sercu zrodził się pewien zalążek zła. Był to taki maciupki zarodek, który szeptał mi do uszka bym sprzedawał Alice. Szept z każdym kolejnym dniem stawał się coraz głośniejszy i głośniejszy aż wreszcie to zrobiłem. Usprawiedliwiałem się przed sobą że to tylko badania na większą skalę, wmawiałem sobie czym jest jedno miasto w obliczu całego świata. Zanim się obejrzałem Alice wyszła po za granice miasta, a wszystko zaczęło przypominać jedną wielką sodomę, na której czele stałem ja. Tylu ludzi było uzależnionych od mojej osoby zarówno dosłownie jak i w przenośni. Wszyscy byli jak pieski wesoło merdające do mnie ogonkiem i czekające na ciasteczko. Było to zarówno przerażające jak i wspaniałe. Wtedy też pierwszy raz skosztowałem mojego dzieła.
Alice była piękna. Miała długie, lśniące białe włosy, szkarłatno-czarną sukienkę i śmieszne czarne pantofelki. Przypominała małą dziewczynkę jednakże widoczne wybrzuszenia w okolicach jej klatki piersiowej i figlarne spojrzenie ukazywało ile naprawdę miała lat. Miała też różowe oczy, do tej pory mnie to dziwi. Choć nie pamiętam jej pierwszych słów to były one czymś w rodzaju masażu moich skroni. Czułem jak malutkie dłonie dotykają czule mojej twarzy, a ich właścicielka szepcze mi do ucha ciepłe słówka. Gdy myślałem że nie będę mógł czuć się wspanialej wszystko zniknęło. Pamiętam też że spojrzałem odruchowo na zegar, minęły cztery godziny. Następne wizje ukazywały mnie przeprowadzającego lud przez morze, mnie jako króla tego świata aż w końcu mnie jako Boga. Pamiętam też że na końcu mojej drogi otrzymałem przydomek, którym właśnie się posługuję. Gdy żołnierze wysłani przez nieznane mi siły wtargnęli do mojego pałacu cały czas wykrzykiwali "Staz", akcja kryptonim "Staz", "Staz w zasięgu wzroku". Wspaniały przydomek. O dziwo nie zostałem też złapany. Nie tylko moja ochrona walczyła w mojej obronie. Wszystkie moje szczeniaczki oddały życie za swojego Boga, który odszedł tak samo szybko jak się pojawił.

Stoję teraz na bezdrożach tego świata nie mając zupełnie nic. Nie mam jedzenia, pieniędzy, dachu nad głową. Zostałem pozostawiony samemu sobie. Czy żołnierze dalej mnie szukają? Nie mam pojęcia. Po prostu idę przed siebie nie zważając na to co mnie otacza. Z Alice nie zostało nic poza wizją, która czasami idzie u mojego boku. Nie wiem czy to skutki uboczne mojego dzieła czy po prostu zwariowałem. Jednakże jeśli jest to szaleństwo to jest ono wyjątkowo piękne

Techniki:

1. Projektowanie urządzeń - wybrałem umkę bo jestem full mechanikiem.


Planeta/Miejsce zamieszkania: Ziemia


Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Karta postaci "Staz"

Pisanie by Haricotto on Nie Sty 08, 2017 9:32 pm

AKCEPTACJA

_________________
Sūpā Saiya-jin:


[Only admins are allowed to see this link]
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1124

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach