Karta postaci - Yatta

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Karta postaci - Yatta

Pisanie by Yatta on Sob Lut 18, 2017 6:08 pm

Imię: Yatta.
Wiek: Około czterech lat, chociaż mutantem jest od kilku dni.
Rasa: Tsufulianin (mutant), kobieta.

Wygląd:
W pierwotnej formie mierzy lekko ponad metr i dwadzieścia centymetrów (1,20 m) wysokości, waży tyle co nic. Charakteryzuje się żółtymi ślepiami przypominające szkiełka od okularów, bez źrenicy czy widocznych białek. Na czarnym, miejscami opancerzonym ciele pojawiają się złote akcenty przypominające lekkie spirale. Zamiast włosów z głowy zwisa jej zawijas z masy cielesnej, który może się rozciągać i zniekształcać jak właścicielka. Na kończynach widać miejsca zgięć rąk, nóg czy palców, jakby była złożona z klocków jak robot. Posiada uzębienie i zgrabny nosek.

Charakter:
Jak to dziewczyna czy później kobieta - zmienna jak pogoda. Miewa wesołe i smutne dni zależne od wielu czynników zewnętrznych lub wewnętrznych. Lubi rozmawiać, nawet sama ze sobą. Słucha innych, gdy inni także ją słuchają. Jest bardzo ambitna, ale jej spontaniczność często będzie mieszać w jej i w cudzych planach. Nie zabiega o przyjaciół zrażona przeszłością, chociaż nie wyklucza sojuszy, by mieć dogodną pozycję do obierania nowych celów i korzyści. Oczywiście nienawiść do Saiyaninów to podstawa, lecz jeszcze nie widziała żadnego przedstawiciela tej rasy, więc przy schowaniu ogona i swoich korzeni można uniknąć jej gniewu. Zresztą wiele zależy od indywidualnego podejścia, bo Yatta stara się nie kierować stereotypami. "Stara się" to słowa kluczowe również w innych płaszczyznach, jak treningi, życie osobiste, udoskonalenia.

Historia:
Tsufulianie to jedna z najbardziej prześladowanych ras we Wszechświecie. Żyją jedynie na Vegecie, ale ta została opanowana w całości przez bezduszne istoty, którzy strącili rodowitych mieszkańców planety na najdziksze, najbardziej nieprzystępne rejony. Jeśli nie zostali zabici ręką Saiyan, to niszczyła ich wymagająca aura, brak wody, a populacja malała z dnia na dzień. Byli na wyginięciu. Ostatnią deską ratunku dla przetrwania to naukowcy, którzy starali się znaleźć sposób na pozbycie się intruzów i odzyskanie swojej własności. Próbowali wszystkiego: od broni biologicznej, artylerię, po zmyślne pułapki w terenie, lecz siła i liczebność wrogów przeważała podrygi Tsufulian. Eksperymentowali nawet z istotami silniejszymi od nich, z probówek i genów, jakie udało im się zebrać od poległych Saiyan. Wszystko spełzało na niczym.
Pewnego razu, na zebraniu w wilgotnych podziemiach skalnej pustyni, Rada Starszych debatowała nad planami i oszacowało swoje zasoby. W tym liczebność kobiet w obozie, które stanowiły poważny brak. Bez kobiet nie mogli powiększyć populacji, a zostało ich dwie. Jedna dojrzała i jedno dziecko. To one stanowiły największy skarb, i jedyny jaki mieli. Dziewczynka, mimo pięciu lat, wiedziała o wiele więcej niż ziemska rówieśniczka. Jak na Tsufulianina przystało, była mądra i wiedziała, że żyła tak naprawdę tylko dlatego, aby w przyszłości być matką zgrai dzieciaków. Widziała to po dojrzałej kobiecie, która była w bliźniaczej ciąży, a na rękach bawiła dwójkę malutkich chłopców. Ona też niańczyła dwójkę innych, przybranych braciszków, aby nie być zupełnie nieprzydatna. Tłumiła w sobie gniew, że nie może pomóc swojemu ojcu i całemu ludowi w walce z Saiyanami. Ten jad, przekazywany dzień w dzień z ust do ust jej pobratymców, zatruł jej małe serduszko i umysł do tego stopnia, że nie mogła tak bezczynnie siedzieć i patrzeć, jak giną jej wujkowie i kuzyni.
Zawarła przyjaźń z jednym z wojowników, który różnił się od naukowców wyglądem, ale i innym tokiem myślenia. Nazywał się Phil i jak tylko miała odrobinę wolnego czasu przed snem, biegła do jego pokoju przy jednym z krętych, ciasnych korytarzy i rozmawiała z nim jak ze starszym bratem. Zawsze był wobec niej miły i serdeczny. Nie mogła przegapić jego powrotów, i martwiła się za każdym razem, gdy wychodził z kryjówki. To się nazywało przywiązanie.
Zapukała dwa razy, i po pozwoleniu uchyliła lekko drzwi i zajrzała do środka. Od razu mogła namierzyć wesołą minę lokatora.
- Hej Mała, jak się miewasz?
Dziewczynka lekko peszyła się na takie przywitania, jednak odpowiadała równie szczerze:
- Dobrze Phil, a u Ciebie? Nic Ci się nie stało? Nic nie boli? Nic sobie nie zrobiłeś?
Wtedy też najczęściej brał ją sobie na kolanach i zabawiał lekkimi podrzutami, żeby usłyszeć jej śmiech, który leczył jego rany psychiczne. Bardzo lubił sprawiać, aby mała Lydia miała dobry humor, bo wtedy i jemu było lżej na sercu.
- Sobie? Niee... ale udało mi się obezwładnić dwójkę Saiyanów, którzy są teraz na moich usługach. Mam zamiar użyć ich jako szpiegów i dowiedzieć się, czy planują wobec nas jakąś większą zasadzkę. Wiesz, nie można ciągle siedzieć w jednym miejscu, bo namierzą nas. A nie wybaczyłbym sobie, gdyby coś Ci się stało, Gwiazdeczko.
Z każdą tego typu rozmową nabierała dziewczynka pewności, że i ona mogłaby ruszyć się z nory i przyczynić się do zaprzestania nękania jej ludu. Tylko jak? Była mała, młoda i niedoświadczona. Czytała wiele książek, lecz nie wpadła nigdy na wspaniały pomysł, który byłby natchnieniem dla starszych kolegów.
Pewnego razu Lydia po zapukaniu we drzwi nie usłyszała żadnej odpowiedzi, a drzwi były uchylone. Nieco zaniepokojona weszła do środka i stanęła na środku pokoju. Zmieszała się i zacisnęła dłonie w piąstki.
- Phil...?
Nie było go w jego kwaterze. Dopiero od Rady Starszych dowiedziała się prawdy. Po raz pierwszy załamało się jej życie. Ze łzami w oczach pobiegła z powrotem do kryjówki przyjaciela i szukała w nim jakichkolwiek wskazówek. Trochę szperała, co nie było do końca w porządku, ale przecież musiała dowiedzieć się, co się stało. Wreszcie dotarła do pamiętnika, którego ostatnia strona opisywała poprzedni dzień. Zawarł w nim plan misji, jego wersję dodatkową oraz plan awaryjny. Wywnioskowała z niego tyle, że porwał się na rzecz niemożliwą - chciał dorwać się do samego Króla Vegety! Czy ktoś o tym wiedział? Czy to był jego pomysł czy Rady? Dlaczego nie miał wsparcia?! Już miała wziąć ten pamiętnik do ludzi odpowiedzialnych za złe przygotowanie i wysłanie przyjaciela na pewną śmierć, lecz przeczytała jeszcze jedną kartkę. Napisane było znanym dziewczynce szyfrem:
"Droga Lydio,
wiem, że prędzej czy później odczytasz tą wiadomość, ale oby nie za późno! Jeśli to czytasz, to znaczy, że nie żyję i nikt nie zdołał zainteresować się mną przed Tobą. To bardzo miłe Gwiazdeczko, ale musisz się skupić na chwilę i przeczytać ze zrozumieniem dalszą część. Znalazłem sposób, aby naukowcy stali się również wojownikami! Im więcej rąk do roboty, tym większa szansa na powodzenie i uratowanie naszej ojczyzny! Trzeba zrobić głębokie nacięcie na głowie i wstrzyknąć w mózg odpowiednie wiązki genów, które przechowuję w probówce w lodówce, opisany wzorem chemicznym na sól kuchenną. Tak, NaCl, wiem że wiesz, ale wolałem się upewnić. UWAGA! Nie testowałem tej metody na żadnej istocie żywej, nie licząc robali pustynnych, ale one nie mają zbyt wielkiego mózgu... Mimo wszystko jestem pewny, że to się uda! Nie zapomnij o tym w chwili kryzysowej, kiedy już nie będzie rąk do obrony!
Wiedz, że byłaś mi zawsze bliska sercu, jedyną taką wspaniałą przyjaciółką. Przy Tobie mogłem odetchnąć i szukać natchnienia na kolejny dzień walki. Chciałem, abyś dorosła już na Wolnej Vegecie i mogła cieszyć się pełnią życia. Nie martw się Słońce, jak nie ja, to ktoś to inny zrobi. Jesteś tego warta.

Twój najlepszy przyjaciel, Phil"

Do powyższego tekstu dołączone zostały ilustracje pokazujące, w którym dokładnie miejscu mieszanina z probówki zadziała z największym prawdopodobieństwem. Szybko dorwała z lodówki odpowiednie naczynie, znalazła strzykawkę z czystą igłą, skalpel, lusterko, i ostre narzędzie, żeby przystąpić do dzieła. Impuls spontaniczności zrobił swoje - zrobiła wszystko zgodnie z poleceniami Phila i usiadła na jego łóżku z małym opatrunkiem na głowie. Początkowe pięć minut nie przynosiły żadnych zmian, do tego stopnia, że zastanawiała się, czy aby nie pomyliła probówek czy miejsca aplikacji środka. Nagle jej ciało zaczęło drżeć, a ciało do biło gorącem, to wiało ziąbem. Położyła się na łóżku po koledze i zaciskała zęby. Cierp ciało, jakżeś chciało bawić się w naukowca. Skryła twarz w poduszkę, by stłumić krzyk z gehenny, przez którą przechodziła. Po dwudziestu minutach odzyskała świadomość i czucie w kończynach. Czuła się lżejsza, bardziej elastyczna. Podeszła ostrożnie do lusterka przyglądając się sobie. Pojawiły się dziwne znamiona, a na rękach i nogach wyraźnie pojawiły się mięśnie. Co prawda jej włosy stały się białe jak śnieg, ale to niewielka cena za możliwość walki, co nie?
- To... to działa! Ha ha!
Zawołała uradowana i w podskokach, które wykonywała z lekkością, udała się czym prędzej do ojca, aby pochwalić się. W końcu przyda się w walce, zemści się na podłych Saiyanach. Czy to nie wspaniale? Otwarła drzwi, wparowała do środka i przytuliła się do naukowca, który najpierw odruchowo przytulił dziecko, lecz po chwili chcąc przyjrzeć się dziewczynce odsunął ją na długość swoich ramion nie puszczając jej ramion. A przynajmniej do momentu, gdy ujrzał jej zmianę w wizerunku.
- Tato, tato! Patrz!
Puścił jej ramiona i z bojaźnią spoglądał na Lydię, którą nie mógł w pierwszej chwili rozpoznać. Jej skóra zaczynała czernieć, a oczy tracić białko na rzecz szklistych, złocistych ślepi. Dopiero po kilku wdechach zadał nieśmiało pytanie:
- Coś... coś Ty zrobiła... córeczko...?
- To nic, tatusiu. W ten sposób pomogę. Pomszczę Phila, pomszczę nas wszystkich, zobaczycie!
- Lydia...
Dziewczynka, chociaż straciła bardziej humanoidalne ciało, zyskała pewność siebie i chęci do życia. Już nie będzie robić za opiekunkę, praczkę, sprzątaczkę, tylko naprawdę wziąć los w swoje ręce i trenując wytrwale wyrwać wszystkich z ucisku i jarzma Małp. Chciała naprawdę pokazać, że ją stać na takie poświęcenie. Chciała usłyszeć, że tata jest z niej dumny i poprawić mu nastrój, lecz tak nie było. Zamiast radości widziała na jego obliczu złość, aż cofnęła się o krok i usiadła na podłodze, bo komórki genetyczne jeszcze mutowały się, co bolało. Ale nie tak bardzo jak widok zagniewanej osoby, którą kochała.
- Wiesz, że przez Twoje nieposłuszeństwo mogłaś skończyć jako kaleka, albo umrzeć?!
- Ale ja...
- Jestem zawiedziony. Myślałem, że wychowałem Cię mądrze. Przyniosłaś mi wstyd i hańbę.
- Ale tato...
- Od dziś nie jestem Twoim ojcem, a Rada zdecyduje, co z Tobą zrobić. Lydia umarła i tego nikt nie podważy.
Mała spoglądała przez żółte, przerażone ślepia na naukowca, który ze złości rzucił dokumentami o ziemię i wyszedł z pomieszczenia z chmurą gradową nad głową. W pośpiechu, bez okazania większej troski i dalszego monitorowania jej zdrowia, jakby spisał ją od razu na straty. Mutantka miała po raz kolejny złamane serce, bo tego dnia nie tylko straciła najbliższego przyjaciela, swoje dotychczasowe prywatne życie, ale także ojciec wyrzekł się jej. Może rzeczywiście nie przemyślała wszystkiego, nie wiedziała jakie będą dalsze konsekwencje jej decyzji, lecz emocje wzięły górę. Teraz brakowało jej wsparcia, chociażby takiego, jakie jej dawał Phil. Skuliła się w kącie i cicho płakała skrywając twarz w rączkach. Czuła się naprawdę nieszczęśliwa. Wraz z coraz cichszym płaczem, jej ciało wciąż przeobrażało się i wprawiało w ból. Wszystkie jej pierwotne komórki przekształcały się bądź były pożerane przez te z probówki Phila. W końcu zasnęła ze zmęczenia, a po przebudzeniu zmieniła się nie do poznania. Zobaczyła się w odbiciu lustra i oniemiała. Czarno-żółte ciało opancerzone, dziwny zawijas z głowy zamiast włosów i przeguby jak u robota. Nie była ani trochę podobna do starej siebie. To cud, że przeżyła. Pewnie jej ojciec będzie ją traktować jak eksperyment niżeli córkę, ale jak Phil żył to inni traktowali go równo. Może jakoś to się ułoży?
Na Radzie Starszych została postawiona na środku, aby inni ocenili kondycję i stan nowego Tsufulianina nadając jej imię Yatta. Nic nie mówiąc skinęła głową, że się zgadza na takie miano, a po zapowiedzeniu porannych treningów udała się do swojego ojca, lecz ten tylko kazał jej zamieszkać w innej części podziemi i unikać go. Ze smutkiem posłuchała polecenia rodzica, wzięła swoje manatki i udała się gdzieś wgłąb podziemia. Zajęła lokum po Philu i przygarnęła jego rzeczy, w tym pamiętnik, w którym odnajdywała cenne wskazówki do nowego życia, jak i bezcenne słowa otuchy dla niej.

Techniki:
- Ki Attack [Kiai]
- Flight [Bukujutsu]
Planeta/Miejsce zamieszkania: Planeta Vegeta.
avatar

Yatta

Liczba postów : 31

Powrót do góry Go down

Re: Karta postaci - Yatta

Pisanie by Laptor on Sob Lut 18, 2017 6:40 pm

Akcept

_________________
Ore ni kateru no wa, ore dake da
______________________________________________________
avatar

Laptor
Mistrz Gry

Liczba postów : 1282

http://www.invincible.oxn.pl

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach