"Czarny Śnieg" zwany "Czerwonym Demonem"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

"Czarny Śnieg" zwany "Czerwonym Demonem"

Pisanie by Aymi on Wto Lut 21, 2017 8:35 pm

Imię: Aymi „Akai Akuma” Kuroyuki
Wiek: 16 lat (X735)
Rasa: Half-Saiya-jin

Wygląd:
Spoiler:
Młoda, wysoka dziewczyna właściwie mogłaby się nie wyróżniać z tłumu, gdyby nie przynajmniej dwa charakterystyczne elementy. Pierwszym są długie i gęste włosy koloru krwi, drugim zaś – równie krwisty ogon wyrastający jej z dolnej części pleców. Do tego można dorzucić chłodne spojrzenie niemal stalowoszarych oczu spoglądających na wszystko iście analitycznym wzrokiem. Aymi rzadko kiedy się uśmiecha, zazwyczaj jej oblicze pozostaje skupione, czasem tylko zdradzając nutkę zaciekawienia. Ma raczej jasną cerę i delikatne rysy, co dodatkowo podkreśla dość ciemnym strojem. Przeważnie narzuca na siebie luźne spodnie i czarny, opięty bezrękawnik, na który narzuca płaszcz z kapturem. Rzadko nosi buty, woli czuć ziemię pod stopami, choć bywają sytuacje, kiedy jednak brak obuwia za bardzo rzucałby się w oczy. Długie włosy nosi zazwyczaj spięte czarną wstęgą na wysokości karku, dzięki czemu nie przeszkadzają i nie ograniczają pola widzenia.

Charakter:
Spoiler:
Mimo swojego wyglądu stara się nie rzucać w oczy. Uchodzi raczej za samotnika, trzyma się na uboczu, patrząc na świat z dystansem. Wszystko co zobaczy lub usłyszy, dokładnie analizuje. Zazwyczaj jest spokojna, wręcz nad wyraz rozważna, ale w pewnych sytuacjach potrafi wybuchnąć niczym wulkan. Zwłaszcza gdy poruszane są tematy dla niej drażniące. Lubi ciszę i spokój, większość czasu spędza na łonie natury, kryjąc się gdzieś na wyższych gałęziach drzew z czarnym kotem na kolanach.
Rzadko kiedy rozmawia z ludźmi, więc przy pierwszym z nią spotkaniu można napotkać pewne trudności z konwersacją. Bywa ciekawska, ale też powściągliwa i mimo zainteresowania daną sprawą czy sytuacją nie rzuci się do przodu z masą pytań na ustach, a raczej zaczeka i będzie obserwować. Chętnie poznaje nowe rzeczy, choć z mniejszą chęcią daje to po sobie poznać. Z reguły pozostaje skryta i niewiele mówi o sobie, o ile mówi cokolwiek. Woli pozostać anonimowa.
Jest bardzo szybka i zwinna niczym kot, co z premedytacją wykorzystuje, przemykając między gałęziami, po dachach, czy innych zakamarkach. Potrafi wcisnąć się dosłownie wszędzie i zawsze porusza się niemal bezszelestnie. Wręcz uwielbia obserwować innych z ukrycia, a gdy nadarzy się sprzyjająca okazja – wkracza do akcji. Jako rozrywkę obrała sobie uprzykrzanie życia żołnierzom z Armii Czerwonej, więc z chęcią wślizguje się pod większe pojazdy, wyrywając im następnie jakąś część okablowania. Może i nie ma pojęcia, które kabelki za co odpowiadają, ale wie, że ich brak uziemi każdy samochód czy furgonetkę. Jest spostrzegawcza i bardzo szybko łączy fakty, może właśnie dzięki temu tak szybko się uczy.

Historia:
Spoiler:
Od wieków kosmiczni wojownicy przemierzają kosmos, odkrywając i podbijając kolejne planety. Na jedne udają się w większych, bądź mniejszych grupach, na inne zaś samotnie. Czy więc dziwić może pojedynczy Saiya-jin odwiedzający błękitny glob zwany Ziemią? Nieznane były nikomu pobudki, jakie nim kierowały, gdy wędrował wśród wzgórz i lasów. Nie był też wzorem do naśladowania. I zapewne nie zdawał sobie sprawy, że jego chwilowe zachcianki tuż przed odlotem mogły mieć jakieś nieprzewidywalne skutki. Z pewnością nie spodziewał się zostać ojcem.

Krzyk bólu rozdarł ciszę, a niedługo potem dołączył do niego płacz nowo narodzonego dziecka. Rudowłosa kobieta starała się oddychać miarowo po jakże ciężkim porodzie, zaś staruszka będąca akuszerką przyglądała się noworodkowi ze zmarszczonymi brwiami.
- Co to jest? – spytała szeptem, popatrując na wierzgający w szlochu ogonek, który wyrastał z dołu pleców czerwonowłosej dziewczynki. – Co to za dziwo urodziłaś, Kitsune?
Świeżo upieczona matka wyciągnęła ręce w stronę swego maleństwa, nie będąc jeszcze w stanie ubrać myśli w słowa. Akuszerka podała jej zawiniątko, starając się unikać zetknięcia z tym owłosionym tworem na tyłach dziecka. Ruda nie zważała na słowa staruszki, przyglądając się drobnemu ciałku z miłością w oczach.
- Moja mała… - wyszeptała, a po policzkach spłynęły jej słone krople. Wiedziała, że życie nie sypnie im róż pod nogi, ale nie zamierzała porzucać córeczki tylko ze względu na dziwny twór w postaci ogona. Zdawała sobie sprawę, że jej ojcem jest ten niezwykły mężczyzna, który zniknął gdzieś przed kilkoma miesiącami, zanim zorientowała się, że ich chwilowe uniesienia, jednocześnie tak niespodziewane i najwspanialsze ze wszystkich doznań, zaowocowały czymś więcej niż tylko przyjemnym wspomnieniem. Miała cichą nadzieję, że on kiedyś wróci, a wtedy będzie mogła przedstawić mu małą i stwierdzić: „To Aymi, twoja córka”.
Zmęczenie dawało o sobie znać coraz bardziej, jednak Kitsune nie chciała odrywać spojrzenia od rozświetlonej twarzyczki. Wpatrywała się w nią przez dłuższy czas, nie spostrzegłszy nawet wyjścia staruszki. Oczy jednak same jej się zamykały, aż w końcu ciemność ogarnęła jej umysł zupełnie. Zasnęła, a mała wraz z nią.

- Aymi, zejdź na ziemię, proszę – ton matki był stanowczy, choć dało się w nim wyczuć odrobinę troski. Odkąd mała zaczęła porządnie chodzić, sprawiała coraz więcej problemów. I ulubowała sobie wspinaczki na wszelkiego typu powierzchnie, począwszy od mebli w domu, na drzewach i dachu skończywszy.
Mały cień przemknął z dachu na pobliskie drzewo, a następnie przeskakiwał z gałęzi na gałąź. W pewnym momencie szaszor wśród liści ucichł, a w następnej chwili czerwona czupryna zawisła nad głową kobiety na dole.
- Buuu! – zawołała dziewczynka z rozłożonymi ramionami i szerokim uśmiechem na twarzy, wisząc do góry nogami zahaczona ogonem o konar. Matka podskoczyła lekko, kładąc dłoń na klatce piersiowej.
- Aymi! – zawołała karcąco, na co mała przestała się uśmiechać, zakołysała na gałęzi, po czym wylądowała w półobrocie z nogami na ziemi. Odwróciła się w stronę rodzicielki ze spuszczoną głową. – Miałaś nie skakać po dachu, pamiętasz?
- Przepraszam, mamo – mruknęła skruszona – ale Shiro mi uciekł i chciałam go złapać.
Miała na myśli kota, jedynego właściwie kompana do zabaw, gdyż w pobliżu nie było innych dzieci. A nawet jeśli by były, nie było pewności, że zaakceptowałyby dziewczynkę z małpim ogonem. Obie mieszkały w małej chatce pośrodku lasu, z dala od miast i wsi, a jeśli już odwiedzały bardziej zaludnione miejsca, to matka prosiła małą, by ta trzymała swój ogon blisko siebie. Czerwonowłosa zdawała sobie sprawę, że tylko ona go ma. Gdy spytała o to rodzicielkę, dostała w odpowiedzi krótkie: „Odziedziczyłaś go po ojcu”, jakby to miało wszystko wyjaśnić. Właściwie Kitsune nigdy nie opowiadała córce o ojcu, ona zaś nigdy nie pytała o szczegóły.
Pochyliła się nad małą, kładąc na jej włosach dłoń.
- Kochanie, wiem, że jesteś szybka i zwinna jak kot, ale jeśli Shiro znów ucieknie na dach, to po prostu go puść – poprosiła łagodniejszym tonem. – Nie chcę, żebyś przypadkiem zrobiła sobie krzywdę.
- Dobrze, więcej nie będę – zapewniła.
Matka chciała chyba jeszcze coś powiedzieć, ale z niedaleka zdało się słyszeć niepokojący dźwięk. Aymi nie była w stanie rozpoznać źródła, za to kobieta od razu zrozumiała.
- Schowaj się na drzewie i nikomu nie pokazuj – poleciła, wpatrując się w cień nadjeżdżającego w ich stronę samochodu. Dziewczynka bez szemrania wykonała jej wolę, ukrywając się wśród liści, i obserwowała.
Przed domem zaparkowała furgonetka, kierowca zgasił silnik, a po chwili z pojazdu wyszło dwoje ludzi w podobnych strojach koloru beżu i czerwonymi przepaskami na ramieniu. Aymi mogła się tylko domyślać, że pytają o coś matkę, nie słyszała jednak słów. Kobieta pokręciła głową i chyba starała się coś im wytłumaczyć, oni jednak zdawali się jej nie słuchać. Jeden z mężczyzn wyminął ją, wchodząc do domu. Próbowała protestować, ale drugi ją przytrzymał i szarpnął w swoją stronę.
Czerwonowłosa poruszyła się niespokojnie wśród liści. Czuła, że coś jest nie tak. Dotychczas ludzie nigdy nie szarpali się nawzajem, byli raczej uprzejmi, a przynajmniej takie wysnuła wnioski po wizytach we wsi. Ci dwaj natomiast sami się wpraszali i traktowali matkę jak szmacianą lalkę, którą można rzucać z kąta w kąt. Gdy drugi z nieznajomych pchnął rudą w stronę drzwi i oboje zniknęli wewnątrz domu, Ay prześlizgnęła się na dach mimo zakazu i wsunęła do środka przez uchylone okno na poddaszu. Jak najciszej przeszła przez pomieszczenie, zatrzymując się w przyklęku dopiero na korytarzu, i nasłuchiwała.
- Nie możecie! – usłyszała głos matki. – Ciężko pracowałam na kupno tych rzeczy, armia nie ma prawa…!
- Armia przejmuje władzę, ma prawo robić, co uważa za słuszne – burknął jeden z żołnierzy. Dziewczynka wychyliła się nieco, by mieć lepszy widok na sytuację.
- Więc teraz okradacie niczemu winnych obywateli, bo tak się wam podoba? – Kitsune była oburzona i nawet się z tym nie kryła.
- Czyżbyś miała coś do ukrycia, kobieto? – mężczyzna chwycił ją za ramię i przyciągnął do siebie. – A może to przyczółek tego nędznego Ruchu Oporu, co?
- Nic nie ukrywam – jęknęła, próbując się oswobodzić. Uścisk ewidentnie sprawiał jej ból.
- Ha! Zaraz się przekonamy! – zawołał żołdak i pchnął rudowłosą z taką siłą, że ta przewróciła się, strącając z pobliskiego stolika jakieś bibeloty.
Czerwony ogon zafalował niebezpiecznie, a szare oczy zapałały nienawiścią. Ciało zadziałało instynktownie, przez co chwilę później dziewczynka wylądowała tuż przy napastniku matki, wykonując silny cios łokciem w okolice nerek. Dlaczego właśnie tam? Z ostatniej wizyty we wsi zapamiętała staruszka, który podczas upadku obił sobie tył pleców i nie mógł chodzić, pomyślała zatem, że w ten sposób unieruchomi przeciwnika.
- Zostaw mamę w spokoju! – zawołała rozzłoszczona, a wtedy coś świsnęło jej koło ucha. Spojrzała zdziwiona na drugiego z żołnierzy, a właściwie na coś, co ten trzymał w dłoniach, a z czego z jednego miejsca uchodził delikatny dymek. Sześcioletnia dziewczynka nie miała pojęcia, czym jest broń palna, gdyż nigdy nie miała z nią styczności, za to jej matka od razu pojęła sytuację. Aymi patrzyła, jak mężczyzna naciska na spust, jednak kula jej nie dosięgła. Matczyne ramiona otoczyły ją szczelnie, a z gardła rodzicielki wyrwał się krótki krzyk. Córka zamrugała zdezorientowana, patrząc z przestrachem na jej zamglony wzrok i nie rozumiejąc, co właśnie się stało.
- Uciekaj… - szepnęła rudowłosa, uśmiechając się blado, a z kącika jej ust pociekła cieniutka stróżka czerwonej cieczy. Mimo bólu wstała nieco chwiejnie, popychając córeczkę w stronę wyjścia. – Uciekaj… już…
- Ale… - mała próbowała protestować, lecz matka jej przerwała.
- Dogonię… cię…
Rzeczywistość wokół dziecka zastygła w bezruchu. W głębi umysłu Aymi wiedziała, że to oczywiste kłamstwo, jednak zaufanie względem matki było tak silne, że po prostu chciała wierzyć w te słowa. Wtuliła się w nią ze łzami w oczach, a zaraz potem wybiegła z domu goniona kolejnymi pociskami. Słyszała za plecami wrzask i odgłosy wystrzałów, nie odwracała się jednak, skręcając między drzewa i biegnąć ile sił w nogach przed siebie. Wskoczyła na jeden z pni, przeskakując między konarami, byleby znaleźć się jak najdalej. Gdy wreszcie się zatrzymała, nie mogła oddychać, a płuca paliły ją żywym ogniem. Nie była w stanie stwierdzić, jak długo stała na gałęzi, opierając się o pień, kiedy jednak w końcu się uspokoiła, wokół panowała niczym niezmącona cisza. Siedziała na drzewie przez dłuższy czas, nasłuchując. Tylko delikatne powiewy wiatru poruszały liśćmi wokół niej, nic więcej nie słyszała, a to ją niepokoiło. Matka miała ją dogonić, więc…
Zsunęła się z drzewa i ruszyła wolnym krokiem w drogę powrotną, czując narastający niepokój. Powrót okazał się o wiele dłuższy niż sama ucieczka, ale nim dotarła do domku, wiedziała, że została sama. Chatka płonęła, a gęsty dym unosił się ponad lasem. Wyszła na polanę zapatrzona w ogień. Do oczu cisnęły jej się łzy, ale pokręciła głową, starając się je odgonić. Musiała znaleźć matkę, po prostu musiała. Długo nie szukała. Ciało kobiety leżało w odległości jakichś pięćdziesięciu metrów od walącej się ruiny. Było pokryte krwią i brudem, ubranie w strzępach ledwo trzymało się skóry, jednak nie to było najgorszym widokiem. Twarz Kitsune była kompletnie zmasakrowana, jakby przystawiono do niej broń i wystrzelono z niewielkiej odległości.
Aymi padła na kolana, nie mogąc utrzymać się w pionie, a z oczu ziało jej przerażenie przemieszane ze łzami. Wyciągnęła drżącą dłoń w stronę rodzicielki, zatrzymała ją jednak w powietrzu i zacisnęła w pięść. Furgonetki nie było w pobliżu, jej pasażerów także, ale czerwonowłosa nigdy nie zapomni ich twarzy. Twarzy oprawców, którzy zamordowali jej jedyną rodzinę. W tym krótkim momencie mała dziewczynka przestała być dzieckiem, a w jej sercu rozkwitła nienawiść. Nienawiść do dwóch żołnierzy, nienawiść do armii, której członkami byli, nienawiść do czerwonej przepaski na ich ramionach. Pochowała ciało matki, przysięgając nad jej grobem, że pomści jej śmierć. Niedługo potem odwróciła się od zgliszczy plecami i ruszyła przed siebie gdzieś w las. Za towarzystwo miała tylko szum liści i czarnego kota, który podążył jej śladem.

Początkowe lata samotnego życia były ciężkie, ale wykształcone za młodu umiejętności nieco pomagały jej przetrwać. Była szybka i zwinna, potrafiła wspiąć się niemal wszędzie, więc łatwiej było jej podkraść coś do jedzenia ze straganu i zniknąć pościgowi z oczu. Większość czasu spędzała w leśnej głuszy, cywilizację odwiedzając tylko w razie konieczności. Nigdy z nikim nie rozmawiała, ale słuchała bardzo uważnie. Dowiedziała się między innymi, że największe zagrożenie stanowi Armia Czerwonej Wstęgi i za każdym razem, gdy słyszała tę nazwę, przed oczami stawała jej dwójka tamtych żołdaków i martwe, sponiewierane ciało rodzicielki.
Wyłapywała szeptane informacje, jakoby gdzieś w Zachodniej Stolicy mieściła się baza Ruchu Oporu, walczącego z RR, ale nie miała pojęcia, w którą stronę miałaby się udać, by tam dotrzeć. A nawet jeśli by dotarła, to co im powie? Że członkowie armii pozbawili ją wszystkiego i będzie walczyć przeciwko nim? Kto by chciał dzieciaka w swoich oddziałach? Najprawdopodobniej nikt.
Rozwijała się, rosła, żyła z rabunku i rozrabiania. W głównej mierze uprzykrzała życie napotkanym członkom RR, lecz do tej pory nie natknęła się na oprawców matki. Nie była nawet pewna, czy któryś z nich jeszcze oddycha. Wędrowała coraz dalej i dalej, przemieszczając się w różnych kierunkach, a gdziekolwiek się pojawiła, gdziekolwiek zaczęła rozrabiać, od razu przylegało do niej jedno i to samo określenie: „Akai Akuma”, Czerwony Demon. Nie przeszkadzało jej to zbytnio, właściwie to nie obchodziło jej, jak ją nazywają. Nie znali jej, więc ich ocena była błędna, a błędną oceną nie zamierzała się sugerować. Chciała urosnąć w siłę, by móc dokonać zemsty i obalić rządy Armii Czerwonej. Nie szukała sojuszników, chciała to zrobić sama, tak po prostu. Żyć samemu i samemu rozwiązywać swoje problemy. Ciekawe, czy kiedyś jej się to uda.

Techniki:
- Ki Attack [Kiai]
- Ki Blast [Kiko]

Planeta/Miejsce zamieszkania: Earth, czyli Ziemia


Ostatnio zmieniony przez Aymi dnia Pią Paź 20, 2017 10:41 am, w całości zmieniany 1 raz
avatar

Aymi
Mistrz Gry

Liczba postów : 236

Powrót do góry Go down

Re: "Czarny Śnieg" zwany "Czerwonym Demonem"

Pisanie by Shin on Wto Lut 21, 2017 8:53 pm

O jezu jakie to dobre o Boże mój kochany

AKCEPTACJA Z PRZYJEMNOŚCIĄ!!!


Wyślij MG staty na pw
avatar

Shin

Liczba postów : 395

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach