Wnętrze wieży Korina

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Wnętrze wieży Korina

Pisanie by Laptor on Wto Mar 21, 2017 7:20 pm

Wnętrzem wieży korina jest ogromna przestrzeń pod podłogą okrągłej budowli. Znajduje się tutaj część sypialni i hodowli nasion zamknięta za drzwiami. Schodzi się tutaj schodami, które są na powierzchni a gdy się zejdzie widzi się ogromny salon z jakimiś roślinami, dywanem, stołem, mnóstwem książek na regałach. Pomieszczenie ma 4 pary drzwi. Jedna z nich prowadzi do hodowli nasion, wiecznie zamknięte, druga do sypialni pierwszej 2 osobowej, trzecia do sypialni drugiej również 2 osobowej. Czwarta para drzwi to przejście do sypialni Korina, mały pokoik z hamakiem na którym sypia.

_________________
Ore ni kateru no wa, ore dake da
______________________________________________________
avatar

Laptor
Mistrz Gry

Liczba postów : 1178

http://www.invincible.oxn.pl

Powrót do góry Go down

Re: Wnętrze wieży Korina

Pisanie by Laptor on Wto Mar 21, 2017 10:04 pm

MG


Korin nie zdążył odpowiedzieć, lub po prostu nie chciał odpowiadać na coś na co odpowiedź miała pokazać się sama. Otworzyły się drzwi, zeszliście parę stopni w dół i oczom ukazał się duży, około 20 metrowy pokój tak zwany "salon" wszystko w nim było białe, ściany, stolik, dywan, mebelki. Prócz półek i szaf na książki, które były brązowe. Nie było okien.
- To mój dom, możesz zając jeden z pokoi - powiedział wskazując laską drzwi do jednego z pokoi. - Jednakże są jeszcze jedne zasady, których trzeba przestrzegać. Moja prywatność jest za tymi drzwiami, a tam to już w ogóle nie możesz zaglądać dobrze? - Powiedział wskazując kolejno drzwi swojej sypialni i hodowli senzu o których nikt nic nie wiedział. Podszedł do pierwszej półki i od razu wyjął dwie książki.
- Umiesz wymawiać słowa i chyba czytać tak? - Zapytał nie będąc pewny tego drugiego.

_________________
Ore ni kateru no wa, ore dake da
______________________________________________________
avatar

Laptor
Mistrz Gry

Liczba postów : 1178

http://www.invincible.oxn.pl

Powrót do góry Go down

Re: Wnętrze wieży Korina

Pisanie by Aymi on Wto Mar 21, 2017 10:38 pm

Szła sennym krokiem za kocurem, co chwilę przecierając prawe oko. Nie odpowiedział na jej pytanie o cel tej przechadzki, ale sprawa sama miała się wyjaśnić już po chwili. Przeszli przez drzwi i zeszli kilka stopni w dół, by już po chwili znaleźć się w zadziwiająco jasnym pomieszczeniu.
Korin zaczął przedstawiać jej poszczególne miejsca w swoim "domu". Było tu kilka pomieszczeń, a ona dostała pozwolenie zajęcia jednego z nich. Gdy wspomniał o dodatkowej zasadzie, a dokładniej nie zaglądaniu do jego własnego pokoju i pomieszczenia na samym końcu, tylko przytaknęła, mrucząc coś pod nosem, co nawet pewnie nie było konkretnym słowem.
- Czytać? - powtórzyła, zerkając na przedmiot w jego łapkach. Niejako kojarzyła, że właśnie w takich przedmiotach, które jej matka nazywała książkami, zawarte są opowieści. Nigdy jednak nie miała okazji zaznajomić się dokładniej ze znaczeniem znaków w owych książkach zawartych.
- Nie... czytać nie... - mruknęła, opierając się o ścianę. Oczy już same jej się zamykały. Czy czytanie było właśnie umiejętnością wydobycia opowieści z książek? Jeśli tak, to z pewnością tego nie umiała.

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

avatar

Aymi
Mistrz Gry

Liczba postów : 236

Powrót do góry Go down

Re: Wnętrze wieży Korina

Pisanie by Laptor on Sro Mar 22, 2017 9:40 pm

MG


Korin kiwnął głową jakby przyswajał to co Aymi mówiła. Odłożył z powrotem książki na półkę i odłożył obok niej laskę. Założył ręce za plecami i przeszedł się pod drzwi pokoju Aymi, otworzył je i zaprosił ją do środka. Nie było tutaj dużo. Zwykłe łóżku dwu osobowe, półka na wysokości 1,7 metra z książkami, okno na zewnątrz okrągłe, szafa lustrzana i szafka nocna z lampką.
- Prześpij się teraz a ja obudzę cię gdy ta okropna pogoda się skończy. Pewnie wiatr musiał cię osłabić. Gdy wstaniesz pokaże ci jak będziemy się uczyć czytania a potem pisania i mówienia i polecisz coś załatwić na dole. - Powiedział po czym zamknął drzwi od pokoju.

_________________
Ore ni kateru no wa, ore dake da
______________________________________________________
avatar

Laptor
Mistrz Gry

Liczba postów : 1178

http://www.invincible.oxn.pl

Powrót do góry Go down

Re: Wnętrze wieży Korina

Pisanie by Aymi on Sro Mar 22, 2017 11:05 pm

Opierała się o ścianę, z trudem utrzymując własny umysł w świadomości. Tak bardzo chciało jej się spać. Ledwo zarejestrowała, kiedy kocur zbliżył się do niej, otwierając najbliższe drzwi i zapraszając ją do środka. Ruszyła za nim nieco chwiejnym krokiem.
Wymruczała coś, gdy Korin wspomniał o nauce czytania i całej reszty, po czym legła na łóżko twarzą do dołu. Leżała tak chwilę, a jej uszy wychwyciły dźwięk zamykanych drzwi. Została sama. Uniosła zaspane powieki, wyłapując wzrokiem puchatą poduszkę. Sięgnęła po nią, przechylając się lekko, po czym zwinęła na boku, wtulając się w miękki przedmiot. Szybko zasnęła.
Jej myśli zbłądziły w stronę chmur, wśród których teraz pływała. Mała czerwona kropka z ogonkiem pośród białych obłoków o różnorakich kształtach. Jeden przypominał koronę drzewa, inny przywodził na myśl smoka, jeszcze inny przybrał postać kota. Bardzo znajomego kota.
- Shi...ro... - mruknęła przez sen, zwijając się ciaśniej. Pewne nawyki jednak się nie zmieniają, a ona przyzwyczajona była do spania, będąc zwiniętą niemal niczym kot. A noc zapowiadała się długa...

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

avatar

Aymi
Mistrz Gry

Liczba postów : 236

Powrót do góry Go down

Re: Wnętrze wieży Korina

Pisanie by Laptor on Czw Mar 23, 2017 12:26 pm

MG


Nagły i bardzo głośny jednostajny dźwięk rozległ się w głowie śpiącej smacznie i głęboko Aymi. Był tak głośny i tak nagły, że dziewczyna poderwała się na łóżku i prawie, że wstała. Zerknęła od razu w kierunku źródła dźwięku gdyż nie dało się inaczej. Stał tam Korin z dziwnym, złotawym dzwonkiem i o takim samym kolorze młoteczkiem.
- Pogoda się polepszyła, chodź ze mną. - Powiedział i wyszedł. Jeśli dziewczyna poszła z nim ten znowu wziął książkę do ręki. Na stole leżała kartka.
- To jest alfabet. Musisz się go nauczyć chociaż chyba umiesz skoro rozmawiamy. Posłuchaj. - Powiedział po czym zaczął recytować cały alfabet. Następnie otworzył książkę, usiadł obok ciebie i kotowatym palcem śledził co czyta.
-Któregoś popołudnia ktoś zapukał do drzwi biura Toby. Gdy powiedziała „proszę”, do środka wszedł zwalisty mężczyzna w zielonym dżinsowym kombinezonie służby parkowej. Gwizdał melodię, która – bez wątpienia – była jej znana.

– Przyszedłem przyciąć różoświetliki – powiedział. Toby podniosła wzrok, urwała oddech. Była na tyle bystra, żeby ugryźć się w język: biuro mogło być naszpikowane podsłuchami.

Zeb obejrzał się za siebie, badając korytarz, potem wszedł i zamknął za sobą drzwi. Usiadł przy jej komputerze, wziął do ręki cienkopis i napisał w jej notatniku: „Patrz, co robię”.

„Co z Ogrodnikami? – napisała. – Co z Adamem Pierwszym?”

„Schizma – odpowiedział jej Zeb. – Jesteśmy odrębną grupą”.

– Czy ma pani jakieś problemy z roślinami? – zapytał na głos.

„A Shackleton i Crozier? – pisała Toby. – Są z tobą?”.

„Można powiedzieć – odpisał Zeb. – Oates, Katuro, Rebecca. I paru nowych”.

„Amanda?”.

„Odeszła. Studia. Bystra. Sztuka”.

Zeb otworzył jakąś stronę internetową: „Wymaraton, nadzorowany przez MaddAddama, Adam nazwał wszystkie żywe zwierzęta, MaddAddam nazywa martwe. Chcesz zagrać?”.

„MaddAddam? – zapytała pisemnie Toby. – To twoja grupa? Jest was więcej?”. Nie posiadała się ze szczęścia: Zeb z krwi i kości był przy niej, tuż obok, a przez tak długi czas sądziła, że nigdy go już nie zobaczy.

„Obejmuję całe rzesze – napisał Zeb. – Wybierz nick, wymarłą bioformę”.

„Dodo”.

„Z ostatnich pięćdziesięciu lat” – napisał Zeb. – „Mało czasu. Ekipa czeka z przycinaniem. Zapytaj o mszyce”.

– Na różoświetlikach są mszyce – powiedziała Toby. W myślach przelatywała dawne Ogrodnicze rejestry ostatnio wymarłych ssaków, ryb, ptaków, kwiatów, małży i jaszczurek. „Chruścielak Karłowaty – napisała. Ten ptak zniknął dziesięć lat temu. – Czy mogą się włamać na tę stronę?”.

– Zajmiemy się nimi – rzekł Zeb. – Chociaż podobno mają wszczepiony jakiś czynnik antyinsektycydowy… Pobiorę próbki. Znajdziemy jakiś sposób, żeby im pogonić kota.

„Nie – napisał. – Stworzyliśmy własne, prywatne sieci. Poczwórnie kodowane. Przepraszam za tekst o kocie. To jest twój numer”.

Zapisał w notatniku jej nowego nicka i numer hasłowy. Potem wprowadził nick i własny numer w pole logowania. Wyświetlił się komunikat: „Witaj, Niedźwiedziu-Duchu. Chcesz zagrać w grę ogólną czy zagrać z Mistrzem?”.

Zeb kliknął na Mistrza. „Świetnie! Znajdź swój pokój gry. Spotka się tam z tobą MaddAddam”.

„Patrz” – napisał w notatniku. Wszedł na stronę reklamującą transplanty megarunosowe, przez wejście wielkości piksela umieszczone w oku purpurowej owcy przeszedł na bulgoczący żołądek z reklamy ZdrowoTechowego środka na nadkwasotę, który doprowadził go w rozdziawioną paszczę klienta SekretBurgera. Pojawił się szeroki zielony pejzaż, w oddali drzewa, na pierwszym planie jezioro, w którym poił się nosorożec i trzy lwy. Scena z przeszłości.

W poprzek obrazka rozwinął się napis: „Niedźwiedziu-Duchu, witamy w pokoju gry MaddAddama. Masz wiadomość”.

Zeb kliknął w: „Odczytaj wiadomość”.

„Wątroba jest złem i trzeba ją karać!”.

„Słyszę cię, Derkaczu Zwyczajny – wpisał Zeb na klawiaturze. – Wszystko w porządku”.

Zamknął stronę i wstał.

– Jeśli znów pojawią się mszyce, proszę do mnie zadzwonić – powiedział. – Byłoby dobrze, gdyby od czasu do czasu sprawdziła pani rezultat naszej pracy i dała mi znać.

W notatniku napisał: „Świetny fryz, laleczko. Zabójcze skośne oczy”. I wyszedł.

Toby zebrała wszystkie kartki z notatnika. Szczęśliwym trafem miała przy sobie zapałki, żeby je spalić. Zapałki zbierała do Araratu, gromadziła je w pojemniku z napisem „Maseczka Bez-owo-Cytrynowa”.
- Po czym zamknął książkę i spojrzał na ciebie.
- Trochę minie zanim się nauczyć, ale to forma nauki jaką będziemy kontynuować. Najpierw nauczyć się alfabetu gdy wrócisz. Jutro, gdy sprawdzę, że umiesz zaczniesz sama pomału czytać, potem ja przeczytam coś innego tak jak teraz, śledząc tekst i pokazując ci jak się czyta i mówi i znowu będziesz sobie sama czytać pomału. W końcu nabierzesz wprawy.

_________________
Ore ni kateru no wa, ore dake da
______________________________________________________
avatar

Laptor
Mistrz Gry

Liczba postów : 1178

http://www.invincible.oxn.pl

Powrót do góry Go down

Re: Wnętrze wieży Korina

Pisanie by Aymi on Czw Mar 23, 2017 11:00 pm

DOING! Nagły dźwięk wdarł się w jej podświadomość, wybudzając ją w jednej chwili. Otworzyła szybko oczy, podrywając się z miejsca w poszukiwaniu zagrażającego jej intruza. Zamrugała kilka razy, gdy jej wzrok zarejestrował postać białego kocura. Aż dwie sekundy zajęło jej skojarzenie, gdzie się znajduje i kogo ma przed sobą. Uspokoiła się.
Podążyła za Korinem po tym, jak się odezwał. Rozglądała się w ciszy dookoła, rejestrując szczegóły otoczenia, których jej zmęczony umysł nie dostrzegał przed snem. Kocur chwycił za książkę i wskazał jej leżącą na stole kartkę papieru. Alfabet. Kojarzyła to słowo z dawnych czasów, gdy jeszcze mieszkała z matką. Słuchała uważnie dźwięków poszczególnych głosek, zapamiętując przypisane do nich litery. W głowie układała już ich kolejność tak, by odpowiadały kilku słowom, a właściwie imionom. A-y-m-i, H-a-r-i-c-o-t-t-o, K-o-r-i-n, T-e-n-s-a, S-h-i-r-o, K-i-t-s-u-n-e. To ostatnie było jej bardzo bliskie, oznaczało bowiem imię jej matki.
Gdy Korin zaczął czytać, przesuwając futrzastym paluchem z jednego wyrazu na kolejny, Aymi słuchała, skupiając się na znakach. W którymś momencie jej umysł zbłądził, próbując sobie wyobrazić miejsce, w którym odbywać się mogła ta czytana konwersacja między bohaterami.
I tu wpadała na mur komunikacyjny, gdyż większości czytanych słów po prostu nie rozumiała. Wracała więc do śledzenia wzrokiem poszczególnych wyrazów i kojarzenia ich z konkretnym wydźwiękiem.
Książka została zamknięta, a na jej oblicze padło spojrzenie kocich oczu. Ich właściciel tłumaczył, na czym będzie polegać jej nauka. Wyznaczył jej odpowiednie cele, dyrygując kolejnymi krokami. W jego słowach było jednak coś, co zainteresowało ją bardziej. Jedno sformułowanie.
- Gdy wrócę skąd? - zapytała cicho. Czuła, że odpowiedź na to pytanie będzie ważna.

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

avatar

Aymi
Mistrz Gry

Liczba postów : 236

Powrót do góry Go down

Re: Wnętrze wieży Korina

Pisanie by Laptor on Pią Mar 24, 2017 8:32 pm

MG


- No tak, nie powiedziałem! Dobrze, posłuchaj jestem starym kocurem. Nie mam już tyle sił by przebywać tak wielką odległość jaka dzieli to miejsce od domu Kame Sennina. Nawet nie mogę opuścić tego miejsca na razie. Musisz powędrować do żółwiego pustelnika, chyba poznałaś już tego zboczucha? - Powiedział Korin wykrzykując ostatnie słowo i wyszedł z całego pomieszczenia biorąc cię za rękę i prowadząc na zewnątrz.
___

odpisz w temacie szczytu wieży korina

_________________
Ore ni kateru no wa, ore dake da
______________________________________________________
avatar

Laptor
Mistrz Gry

Liczba postów : 1178

http://www.invincible.oxn.pl

Powrót do góry Go down

Re: Wnętrze wieży Korina

Pisanie by Aymi on Wto Mar 28, 2017 8:45 pm

Weszła niemal tanecznym krokiem do obszernej sali, od razu podchodząc do jednego z regałów, i sięgnęła po pierwszą z brzegu książkę. Postanowiła zacząć od czegoś chudszego, a takich tomów było tu stosunkowo mało. Usiadła przy stoliku i położyła lekturę na blacie, otwierając ją na przypadkowej, zaznaczonej akurat wstążką stronie.
Przyjrzała się poszczególnym słowom i zaczęła powoli czytać, starając się odpowiednio wymawiać każdą głoskę. Szło jej to nawet dobrze. Co dziwne, nawet czytany tekst był dla niej o wiele bardziej zrozumiały niż ten, który czytał jej Korin. Może dlatego, że wybrała inną książkę? Łatwiejszą w obyciu? A może to ze względu na inny typ narracji? Kto wie...
- "Deszcz skończył się tak samo nieoczekiwanie, jak się zaczął, lecz z jakiegoś powodu nie miałam najmniejszej chęci szukać żywołyka, brodząc po kolana w błocie. Zostałam w samotni z zielarzem, czekając na obiecanego prosiaka i z braku innych zajęć oglądając książki na półkach. Oczywiście na honorowym miejscu stały wymęczone tomy z zielarstwa, dolne półki zostały przeznaczone dla innych dziedzin magii, a górne pełne były zwojów z uporem godnym lepszej sprawy zbierających kurz. Przykucnęłam i przebiegłam palcem po okładkach. Niektóre z nich odpowiadały krótkim lśnieniem, dając do zrozumienia, że księga nie każdemu da się złapać i obcemu może plunąć ogniem prosto w twarz albo po prostu się nie otworzyć."
Aymi przerwała na chwilę, odwracając głowę w stronę regału. Zastanawiała się, czy tutejsze książki też mają podobne właściwości jak te występujące w tekście. Wolałaby nie oberwać strumieniem ognia przy otwieraniu którejś. Odwróciła się z powrotem do stolika, chwytając leżący na blacie ołówek i zapisując na kartce z alfabetem słowo "żywołyk", którego nie rozumiała. Czy było to jakieś stworzenie? Będzie musiała później dopytać kocura, może on wie. Dopisała jeszcze "zwój" i wróciła do lektury.
- "W samym rogu stała antyczna encyklopedia wiedzy nienaturalnej, z której pewnie kiedyś uczył się sam zielarz i której od tamtego czasu nie ruszał. Rysunki tam były naiwne, schematyczne, a zaklęcia bojowe mieszały się z przesądnymi nakazami typu 'popluć przez lewe ramię'. Prychnęłam, wyobrażając sobie zdziwienie na paszczy strzygi, gdy zamiast wpakować jej miecz pomiędzy oczy, zacznę dokładnie pluć dookoła.
Gdy poczułam na plecach badawcze spojrzenie, zatrzasnęłam książkę i obejrzałam się. Bakałarz, odchyliwszy się na oparcie fotela, w zamyśleniu pykał fajkę. Dym, jak żywy, precyzyjnie płynął w kierunku pieca i ulatywał przez komin, nie pozostawiając zapachu.
- Wolho, a proszę mi powiedzieć, czy nie traciła pami w Dogewie przytomności? Nie było zawrotów głowy, mdłości, uczucia, jakby pani dobę przespała? - zapytał zielarz po chwili milczenia.
- Nie, i ugryzień na szyi też nie zanotowałam - dodałam złośliwie.
- Nie miałem na myśli, że panią pogryziono - ostrożnie powiedział arcymag. - Istnieją inne... metody oddziaływania.
- Powtarzam: nie!
- Cokolwiek pani powie - w jego głosie brakło pewności. - A kiedy pani ostatni raz chorowała?
- Mości bakałarzu, albo opowie mi pan wszystko, jak jest, albo przestanie zadawać głupie pytania.
Zielarz ze smutkiem rozłożył ręce, że niby już milknie. Ja przygryzłam wargę, ale się nie dopytywałam."
Kolejne słowa zapisane zostały na kartce z alfabetem i przeznaczone do późniejszego wyjaśnienia: antyczna encyklopedia, schematyczne, zaklęcia bojowe, strzyga, miecz, bakałarz, fajka, oddziaływanie. Przy słowie "strzyga" zrobiła strzałeczkę do żywołyka, sądząc, że są one w jakimś stopniu powiązane. Przeczytała cały fragment jeszcze raz, upewniając się, że w tekście nie ma już nic niezrozumiałego.
Już chciała czytać dalej, kiedy odezwał się jej brzuch, a ona zdała sobie sprawę, że właściwie od wczorajszego ranka nie miała nic w ustach. Była najzwyczajniej w świecie głodna. Postanowiła przeszukać wieżę w poszukiwaniu jedzenia, pamiętając oczywiście o przestrodze, by nie zaglądać do pewnych dwóch pomieszczeń należących do Korina. Odłożyła książkę i ołówek na stolik, po czym wstała i udała się na "polowanie".
___
Trening: statystyki


Ostatnio zmieniony przez Aymi dnia Sro Mar 29, 2017 11:46 am, w całości zmieniany 2 razy

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

avatar

Aymi
Mistrz Gry

Liczba postów : 236

Powrót do góry Go down

Re: Wnętrze wieży Korina

Pisanie by Aymi on Sro Mar 29, 2017 7:14 pm

Krzątała się między pomieszczeniami, poszukując miejsca, w którym znalazłaby coś do jedzenia. W końcu trafiła na dość znajomy w wyglądzie pokoik. Był tu podłużny stół z kilkoma krzesłami, kilka blatów, kuchenka, zlew, a nawet duża biała "szafa" potocznie zwana lodówką. Ewidentnie kuchnia. Czerwonowłosa rozejrzała się po wnętrzu, znajdując wzrokiem owoce, do których od razu podeszła. Wgryzła się w jabłko i zaczęła szukać czegoś pożywniejszego.
W szafkach były jakieś opakowania z kaszą i ryżem, ale te trzeba by najpierw przygotować, a młoda raczej nie potrafiła gotować. Wreszcie zajrzała do lodówki, z której od razu wyjęła duży kawał mięsiwa. Rozpakowała je, powąchała i zastanowiła się chwilę. Wypadałoby jakoś podgrzać posiłek
Zazwyczaj wykorzystywała ki blast do stworzenia ognia, na którym piekła to, co akurat zdarzyło jej się w lesie upolować. Tutaj raczej nie miała co podpalić, a nawet gdyby to nie chciała czegoś przy okazji zniszczyć. Postanowiła zatem zrobić to nieco inaczej.
Wytworzyła w dłoni ki blast, przysuwając go w stronę mięsa i prowadząc równomiernie wokół naczynia. W ten sposób ciepło z kuli energii przechodziło stopniowo na pożywienie, dodatkowo je przypiekając. Jak na pierwszy raz takowego użycia tej techniki wyszło jej całkiem nieźle, pomijając nadpalone gdzieniegdzie mięso.
Bez szemrania zjadła wszystko, co miała na talerzu, na koniec uraczając się jeszcze dwoma cytrusami, po czym umyła tłuste łapcie pod bieżącą wodą. Czytanie szło jej całkiem nieźle, więc postanowiła wrócić do niego nieco później. Teraz zaś miała w planach coś zgoła innego...

[z/t]

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

avatar

Aymi
Mistrz Gry

Liczba postów : 236

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach