Super Dragon Ball PBF - Another Universe
Forum jest w fazie przebudowy. Jest otwarte dla graczy, ale należy pamiętać o możliwości zmian w mechanice.

Share
Go down
avatar
Admin
No.1 Whis' Fanboy
Liczba postów : 351
http://dbanotheruniverse.forumpolish.com

Góry

on Wto Lis 24, 2015 4:59 pm
First topic message reminder :

Nie są to do końca góry, a z pewnością nie są one takie, jak te, które występują na Ziemi. Są dużo mniejsze, ale nazwać ich pagórkami nie można.
Jest to mocno górzysty teren. Skała na skale, a gdzieniegdzie tylko niebieska trawa wystawia swoją bujną grzywkę i daję o sobie znać. Jest to teren ciężki do zamieszkania, dlatego nikt tutaj się nie wprowadził. Oczywiście, jak się bardzo chce, to i tutaj można wieść godne życie. Ale czy warto?

avatar
Antical
Kicked over 9000!
Liczba postów : 415

Re: Góry

on Sro Sie 22, 2018 2:01 pm
MG


Żadna z grup nie zamierzała wstrzymać swego lotu, czy też się wycofać. Już po kilku sekundach znaleźli się od siebie w odległości, która umożliwiała wymianę zdań. Nameczanie wyhamowali i wyprężyli swe ciała. Pierwszy z nich o imieniu Salario wysunął się naprzód i z pogardą spojrzał w stronę obcych. Znaleźliście się na terenie wielkiego Naraki. Natychmiast opuścicie tę planetę, albo zginiecie, brudne, nieczyste psy! - rzekł bez zbędnych formalności. Sauzer mógł w tym momencie zauważyć jak pięści Maskota mocno się zacisnęły. W końcu był saiyaninem, a nameczanin właśnie go obraził. Xarotto wysunął się naprzód i rzekł - Przybyliśmy tutaj przypadkiem. Szukamy tylko medyka, ponieważ jeden z naszych ludzi jest ciężko ranny! - mówiąc to spojrzał na swego kompana, gestem ręki dając mu znak, aby ten powstrzymał kipiącą w nim agresję. Kiedy skończył mówić, do przodu wysunął się drugi z nameczańskich wojowników. Edno - bo tak na imię miał ów zielony jegomość rzucił tylko - Nie zrozumieliście, co powiedział mój towarzysz? Wynoście się, albo zostaniecie zabici. Tamtych też nie oszczędzimy! Jego dłoń wskazała dokładny kierunek miejsca w którym znajdowała się reszta grupy, do której dołączył Sauzer.
avatar
Sauzer
Liczba postów : 40

Re: Góry

on Sro Sie 22, 2018 2:46 pm
Nie minęła nawet chwila, a już naprzeciwko pojawiły się cztery sylwetki. Sauzer zatrzymał się kawałek za dwójką swoich towarzyszy, obserwując ciekawie tubylców. Wyglądali jak typowa, humanoidalna rasa, tyle że znaczna część ich skóry była zabarwiona na różne odcienie zieleni, a na czołach mieli śmieszne czułki. Nie miał jednak za dużo czasu do dumania, gdyż miejscowi zagaili rozmowę jako pierwsi. Nie wydawali się specjalnie... uprzejmi. Sauzer podniósł brwi, słysząc ich śmiałe słowa.
Naraka... gdzieś już słyszał to miano... czy był ich przywódcą? Można było tak założyć, ale to nie tłumaczyło, skąd jego miano wydawało się białowłosemu znajome. Pokręcił głową, nie mogąc sobie przypomnieć. To, że zieloni przylecieli tutaj na spotkanie grupki Saiyan, było już praktycznie pewne, więc trzeba było założyć, że również potrafili wyczuwać energię. Jednak pobieżne oględziny halfa nie pozwoliły mu zlokalizować żadnego urządzenia... Nie mógł jeszcze zakładać, że takowego nie posiadali gdzieś w kieszeniach, ale dało mu to do myślenia. W momencie gdy Xarotto przemawiał, szybko nacisnął guzik, ponownie mierząc siły tubylców. Chciał mniej więcej ogarnąć który jest który, by wiedzieć kogo się wystrzegać przede wszystkim. Ci tutaj z pewnością nie byli zbyt gościnni.
To potwierdziło się chwilę później, gdy drugi z nameczan powtórzył ostrzeżenie. Gdy ten wskazał w dodatku kierunek pobytu reszty saiyan, zapadła cisza.
- a więc jednak potrafią wyczuwać innych bez urządzeń? Czy to dzięki tym głupawym czułkom? - przemknęło przez myśl Sauzerowi, jednak tylko przez krótki moment. Robiło się nieciekawie. Odczyty nie kłamały, przeciwnicy byli znacznie silniejsi. Czy Saiyanie daliby im radę, dzięki swej przemianie? Nie wiedział tego, a bardzo nie lubił hazardu... szczególnie gdy stawką mogła być jego skóra. Musiał być ostrożny i uważny, by wykorzystać każdą nadarzającą się okazję... Zgiął ręce lekko w łokciach, uważnie obserwując wojowników. W przypadku gdy dostrzeże jakiś energetyczny atak i nie da rady go uniknąć, to stara się go przyjąć na dłoń, bądź też go odbić, jednak nie odpowiada agresją.
avatar
Kekke
Liczba postów : 57

Re: Góry

on Sro Sie 22, 2018 2:59 pm
Wreszcie spotkali się i mogli wymienić kilka zdań. Sytuacja była zdecydowanie napięta. Obie drużyny posiadały taką samą ilość wojowników zdolnych do walki. Nameczanie nie ukrywali pogardy i żądzy mordu. Jako trzeci z nich, postanowił również dać swoje trzy grosze.
- Wasza obecność tu nas obrzydza. Nikt was tu nie chce i sami prosicie się o zagładę. - Mówił pełen dumy, z założonymi rękoma. Lewitował kilkanaście metrów nad i aż kilka za swoimi sprzymierzeńcami. Nie chciał zbyt się oddalać. Wiedział, że rozmowa w tej chwili była bardzo rozsądna. Paliło go jednak w środku, że jego towarzysze pozostają pasywnie agresywni. Nieznajomi wciąż jednak natarczywie żądali tego, o co nie mieli prawa nawet prosić. To była zniewaga dla autorytetu Nameczan. Kekke jednak postanowił się wycwanić i uśpić ich czujność. Zdjął swój kaptur, a następnie zrzucił płaszcz. Teraz już tylko została na nim jego bojowa tunika. Napiął wszystkie mięśnie, by rozgrzać cały organizm. Rozprostował ręce, a w obu z nich pojawiła się energia. Przeprowadził ją bardzo starannie i formował tak, by nikt nie mógł do końca zorientować się ''cóż to''.
- Jednakże bardzo chętnie wam pomożemy. Jestem bardzo dobrze wprawiony w pomaganiu rannym... - Powiedział z bardzo dużym spokojem na twarzy, po czym dodał. - ...Zginąć!
Na jego twarzy ukazała się emanacja furii, którą tak długo dusił. Wykorzystując zgromadzoną siłę, chciał rozpocząć ostrzał. Po pierwszych kilku atakach, planował przemieścić się nad swojego wroga. Tam sunąc spokojnie po niebie, starał dystansować się od zagrożeń i o ile to możliwe, skutecznie kontrować je kolejnymi pociskami. Jeśli było mu to dane, to kierował się za swoich przeciwników. Mimo podobnej liczebności, to on chciał zacząć rozdanie. Jakkolwiek to nie wyglądało, chciał stworzyć przewagę dla swojej drużyny. Znał swoje możliwości na tyle, że przy obecnej sytuacji musiał liczyć wszystkie oddane strzały. Od samego początku, aż do końca nie powinny przekraczać liczby piętnastu. Miotał w każdego z przeciwników, by rozproszyć ich uwagę. Mając już jednak upragnioną pozycję zaraz za nimi, wreszcie chciał zaatakować bezpośrednio. Jako przeciwnika miał wybrać pierwszego z brzegu. To jest wymienić kilka ciosów prostych rękoma, przeplatanych z sierpami i kopnięciami typu low kick.
avatar
Antical
Kicked over 9000!
Liczba postów : 415

Re: Góry

on Sro Sie 22, 2018 4:04 pm
MG

Kiedy Sauzer rozmyślał na temat tego, w jaki sposób oponenci potrafią wyczuwać energię, Kekke wygłosił swą mowę. Sprytny nameczanin celowo rozpoczął swoją wypowiedź w taki sposób, żeby saiyanie pomyśleli na początku, że ten rzeczywiście chce im pomóc. Nie zauważył jednak, że już po pierwszym wypowiedzianym przez niego zdaniu Ci spojrzeli na siebie porozumiewawczo, a ich oczy zabłysnęły, jak gdyby ktoś umieścił w ich wnętrzu miniaturowe księżyce. Warto dodać, że pochodzący z planety Vegeta wojownicy to osoby o wielkiej dumie. Nie stronią od walki, a obelgi w swoją stronę traktują jak wyzwanie do pojedynku...

Colopi trzymał się tak blisko nogi swego opiekuna, że ten czuł delikatny dotyk jego maleńkiego ciała na swoim udzie. Malec był przerażony, kiedy tylko rozpoczęła się cała akcja wisiał w powietrzu nie wiedząc co się dzieje. Obracał swą małą, zieloną główkę we wszystkie strony, a po jego skroniach spływały strużki potu. Kekke rozpoczął bombardowanie miejsca w którym znajdowali się przeciwnicy. Ci wydawali się nie reagować na to, że są atakowani. Ślinili się przeraźliwie, a ich pysk zaczynały się wydłużać. Niedługo jednak zniknęli w chmurze dymu, wywołanego pociskami wiernego sługi Naraki. Saiyanie mieli pomysł. Kiedy tylko pierwsze pociski ruszyły w ich stronę, ukryli swe ciała w szczelnej gardzie, ustawiając się w taki sposób, aby swoimi rosnącymi sylwetkami osołonić również Sauzera. GRRRR... Zajmiesz się tym, który strzela... GRRRR... - warknął Maskot, obracając głowę w stronę pół saiyanina. Jego twarz nie wyglądała normalnie. Przybrała formę zwierzęcego pyska. Oczy świeciły na czerwono, a z między ogromnych, wciąż rosnących kłów, strumieniami ciekła ślina...

Kekke zakończył swój lot i znalazł się tuż za plecami rywali. Miejsce, które ostrzelał, otoczone było sporą chmurą dymu. Kątem oka zauważył swych kompanów, którzy ze spokojem obserwowali jego atak. Nagle obydwaj rozpłynęli się w powietrzu, tylko po to, by dosłownie ułamek sekundy później oflankować rywali z obydwu stron. Wydawało się, że szukająca lekarza trójka została otoczona, lecz kiedy Kekke miał już rozpoczynać swą szarszę w kierunku przeciwników, z chmury dymu zamachnęła się ogromna, włochata łapa. Cios minął nameczanina dosłownie o metr. Rozwiał jednak dym, a trójka zielonych wojowników ujrzała, dlaczego saiyanie nie reagowali na bombardowanie. W miejscu w którym przed chwilą znajdowało się trzech mężczyzn, stał już tylko jeden. Był on jednak ledwo zauważalny, ponieważ tuż obok niego znajdowały się dwie ogromne małpy. Nagle w promieniu kilku kilometrów usłyszeć się dało potężny ryk, a obydwa Oozaru ruszyły kolejno w stronę Salario i Edno...
avatar
Sauzer
Liczba postów : 40

Re: Góry

on Sro Sie 22, 2018 5:25 pm
Jeden z Nameczan, najsłabszy z trójki wojowników, unosił się nieco nad całą resztą, po czym przemówił, w naturalny sposób zbierając atencję reszty (a przynajmniej białowłosego). Wedle odczytów był słabszy od Xarotto, jednak to wcale nie znaczyło, iż nie był groźny. Sauzer zmarszczył brwi. Co oznaczały te liczby? Czy był w stanie walczyć chociaż z tym zielonym mężczyzną? Czy miał z nim szanse? Przynajmniej wiedział, że ma więcej mocy niż 300. W końcu nie mógł być słabszy od tego przerażonego dzieciaka, nieprawdaż? Który w sumie stanowił idealny cel ataku, w razie gdyby coś poszło nie tak... W tym momencie tubylec zakończył przemowę, natychmiast rozpoczynając ostrzał! Sauzer zagryzł wargi. A więc niestety zaczęło się. Już gotował się do uniknięcia ciosów, gdy kompletnie zaskoczony zobaczył, jak z saiyanami dzieje się coś dziwnego. Wyraźnie zaczynali się... przemieniać! Czy to było to o czym mówili? Przyjęli na siebie wszystkie ataki, nie zwracając na nie najmniejszej uwagi, ba! W dodatku osłonili Sauzera! Białowłosy kompletnie poczuł przez krótki moment coś na kształt... podziwu? Spodziewał się, iż będzie traktowany jak śmieć i w pierwszym momencie rzucony na front, niczym mięso armatnie. Nie tylko tego nie zrobili, oni go jeszcze osłonili? Cóż, najwyraźniej bali się przewagi liczebnej, w końcu dwójka miejscowych była naprawdę silna, wsparcie ze strony tego trzeciego mogło zaważyć na szali. I jak się okazało chwilę później, miał rację. Następująca transformacja była chwilą, w której nic się nie działo. Białowłosy mógł po prostu podziwiać to, czym się stali mężczyźni. A Ci najzwyczajniej w świecie urośli! Urośli do niebywałych rozmiarów, okryli się futrem i w gruncie rzeczy zamienili w małpy! Co ciekawe, wciąż mieli na sobie zbroje. Te musiałby być wykonane z naprawdę ciekawego materiału. Maskot obrócił swój paskudny pysk w stronę zaskoczonego Sauzera i kazał mu zając się nameczaninem, który rozpoczął całą walkę. Znał poziom mocy swego nowego kompana, w dodatku znał też poziom mocy najsłabszego z zielonych. Albo Sauzer miał jakieś szanse, albo małpa liczyła, iż powstrzyma oponenta, nim ta rozprawi się ze swoim wojownikiem. A jako że niespecjalnie ufał tym ludziom, musiał zakładać, że bardziej prawdopodobna była opcja numer dwa. Trzeba było być ostrożnym. Czym prędzej wzleciał do góry, mniej więcej na wysokość swego oponenta. Nie chciał mu dać przewagi wysokości, więc cały czas starał się kontrolować poziom lotu. Wykorzystując 60% swojej szybkości, leciał łukiem na prawo, gotów w razie potrzeby gwałtownie przyspieszyć, by uniknąć potencjalnego ataku dystansowego (kontynuuje, póki oponent nie wykona szarży, jest bardzo ostrożny, przez fakt że nie wie kompletnie czego się spodziewać), jednak w chwili gdy przeciwnik będzie chciał skrócić dystans, białowłosy ma zamiar przyjąć go "na klatę". Prawdopodobny atak z szarży chce zatrzymać krótkim uderzeniem energii z otwartej dłoni (Kiai), po czym by nie dać przeciwnikowi czasu na reakcję, rusza na niego wykorzystując 100% szybkości. Zaczyna szarże od kopniaka (mknie z wyciągniętą nogą) i jeśli oponent zareaguje krótkim unikiem, to mijając go, próbuje go złapać za dowolną część ciała i cisnąć nim ze wszystkich sił w stronę małp, samemu wykorzystując chwilę oddechu, na szybkie ogarnięcie pola bitwy. Musiał wiedzieć, czy wygrywają, czy też sprawy mimo wszystko nie poszły po myśli Saiyan. W razie gdyby jego zielony oponent wznowił atak dystansowy, to natychmiast rozpoczyna ponownie lot po łuku, cały czas gotów modyfikować prędkość, w zależnie od potrzeby.
W przypadku gdy jest przekonany, że nie ma jak uniknąć pocisku Ki, gotów jest zebrać się w sobie i próbować odbić go silnym uderzeniem (kantem dłoni). Defensywa przede wszystkim.
avatar
Kekke
Liczba postów : 57

Re: Góry

on Sro Sie 22, 2018 6:36 pm
Bitwa nareszcie się rozpoczęła. Wszystkie pociski, które do tej pory zostały wystrzelone, zablokowano. Wojownicy bardzo starannie utworzyli w duecie blok, który odpierał ataki na wszystkich zgromadzonych wrogów. Pozycje walczących zmieniły się. Nameczanin wreszcie przedostał się za plecy swoich rywali, gdzie planował zaatakować wręcz. Wtedy jednak wydarzyło się coś, czego chyba nikt prócz atakowanych się nie spodziewał. Z tumanów dymu wydostała się ogromna, kudłata łapa, która omal nie zmiotła Kekke na skaliste półki. Przerażony Kekke oglądał jak nieznani wojownicy przetransformowali się w ogromne małpy. Jego twarz była pełna przerażenia, gdy poczuł tak ogromną moc, która niespodziewanie ujawniła się z ich wnętrz. Nie był ekspertem w analizie poziomu mocy, ale czuł się przytłoczony. Cały zalał się zimnym potem i nie wiedział co ma zrobić. Przypomniał sobie, że Colopi został gdzieś z tyłu, tam za ferworem walki. Coś w nim drgnęło na myśl, że jedna z małp mogła go dosłownie zjeść.
- Colopi, ukryj się i obserwuj wszystko z dystansu! - Wydarł się z całych sił, przepełniony strachem i adrenaliną. Całą tę formułę próbował przemienić we wściekłość, którą wykorzystałby w bitwie.  Biały wojownik jako jedyny nie zmienił się w cudaczną i olbrzymią kreaturę. Widocznie nie potrafił lub był silniejszy od swoich towarzyszy. Pierwsza opcja była jednak bardziej prawdopodobna, gdyż wydawano mu komendy. Kekke musiał zachować ostrożność. Jednocześnie musiał kontrolować to, co dzieje się w walce małp za strażnikami i swoją własną. Teraz jednak, na mały moment mógł poświęcić się swojej walce. Podniósł lekko lewą nogę, zginając ją w kolanie i uniósł gardę bardzo wysoko, chcąc zasłonić twarz. Wciąż jednak chciał mieć widok na przeciwnika. Czekał na pierwszy ruch, by móc go zablokować lub uniknąć czegoś niebezpiecznego. Na przykład pokroju ataków dystansowych, jakich zaszczycił go sam Nameczanin. Najbardziej jednak wolał przyjąć ruch na siebie, by mieć przeciwnika bardzo blisko. Zależnie od atakującej kończyny i miejsca, które sobie upatrzył. Planował w miarę możliwości odbić cios i jednocześnie złapać daną część ciała. Mając ją przy sobie, pragnął jak najszybciej wyeliminować ją ciosami w stawy lub widoczne zgięcia. Jeżeli uderzyła ręka, to uderzał z całych sił  w nadgarstek lub przy zgięciu łokcia. Jeśli noga, to oczywiście kolano lub kostka. Nie uderzał na razie bezpośrednio korpusu i głowy, bo chciał osłabić rywala w inny sposób i onieśmielić go w ataku. Jeśli nie nadążał za ciosami wroga, to rozpraszał go dwoma strzałami blastera i dystansował się, by dalej stać do niego przodem i mieć lepszy wgląd do całej walki. Warto było zacząć zachowawczo i poznać swojego przeciwnika.
- Pożałujecie tego, że wtargnęliście na planetę Naraki! Niezależnie w co byście się nie zmienili, nasz pan jest najpotężniejszy we wszechświecie! - Warknął z gniewnym spojrzeniem. Nie wiedział co innego ma powiedzieć, kiedy jego drużyna znalazła się w patowej sytuacji. Myślał, że chociaż odrobinę opuści morale wroga. Miał bardzo duże problemy, bo nie wiedział jak rozpocząć to rozdanie. Przynajmniej on sam. Kiedy zdystansowany miał już trzymać gardę, w dłoniach błyskała mu energia. Był gotowy, by w razie czego mieć możliwość do wysłania kolejnych dwóch, szybkich pocisków. W przypadku, gdyby wróg jednak w ogóle odmówił ataku, to Kekke bombarduje go pięcioma blasterami, chcąc wymusić reakcje.
avatar
Antical
Kicked over 9000!
Liczba postów : 415

Re: Góry

on Sro Sie 22, 2018 7:20 pm
MG

Dwie ogromne małpy wleciały w swoich oponentów. Pierwsza para praktycznie od razu znikła z oczu dwójce wojowników, a już po chwili do uszu wszystkich obecnych dotrzeć mogły huki uderzeń, które walczący wymieniali między sobą. To co było zaskakujące to fakt, że druga z małp wisiała w powietrzu, szaleńczo machając swymi ogromnymi łapami, tak, jakby chciała odgonić muchę, której mimo wielkich chęci za nic nie mogła trafić. Nie było jednak czasu na głębsze rozważania. Sauzer ruszył do ataku, po łuku zbliżając się do swojego przeciwnika. Postanowił jednak poczekać na ruch oponenta. Podobną taktykę zamierzał obrać Kekke. Nie miał jednak zamiaru szarżować. Spokojnie czekał na pół saiyanina, a kiedy ten przez dłuższą chwilę nie wykazywał żadnej inicjatywy, wystrzelił w jego stronę pięć ki blastów. Odległość w jakiej syn Bardocka znajdował się od nameczanina była tak mała, że nie było mowy o wykonaniu uniku. Widząc pierwszy z pocisków zamachnął się ręką i odbił energetyczną kulę. Ta poleciała w bliżej nieokreślonym kierunku, znikając daleko za horyzontem. Pociski nadal jednak nadlatywały, a ich prędkość była zbyt duża, aby białowłosy wojownik mógł odbić wszystkie. Druga z kul trafiła go prosto w klatkę piersiową, sprawiając, że aż zabrakło mu tchu w piersiach. Ki blasty były naprawdę szybkie, zbyt szybkie, żeby mógł zareagować, dlatego też trzy kolejne również dopadły swego celu, posyłając ciało Sauzera na glebę. Uderzenie o ziemię sprawiło, że w powietrze wzbił się pył, utrudniając Kekke dostrzeżenie rywala. Ten zaś upadł dosłownie metr od małej, zielonej postaci, która sparaliżowana strachem z przerażeniem wpatrywała się w jego twarz...

_____________________________________________________
Sauzer leży koło Colopiego, odległość od Kekke to jakieś 40m. Zaktualizujcie Scoutery.
avatar
Sauzer
Liczba postów : 40

Re: Góry

on Sro Sie 22, 2018 8:45 pm
No i zaczęło się. Małpy ruszyły przed siebie, na zielone "muchy", a Sauzer i jego oponent urządzili sobie własne podchody, które skończyły się praktycznie od razu. Niestety, niezbyt pomyślnie dla Sauzera. Ten widząc wcześniej kule energii lecące z rąk Kekke, wiedział czego może się mniej więcej spodziewać, ale za to w życiu nie zakładał, że te cholerstwa będą tak szybkie! Pierwszy udało mu się posła w przestworza, ale pozostałe jak jeden mąż ugodziły go w klatkę piersiową. Stęknął ciężko, po czym huknął o ziemię, w powietrze wzbił się tuman kurzu, kompletnie zasłaniając scenerię.
- Khuuurwa - jęknął przyciskając dłoń do brzucha. Był cały, bolało jak cholera, jednak nie było czasu do stracenia. Co prawda oponent go aktualnie nie widział, ale mógł go zasypać kolejną salwą pocisków, co w aktualnym stanie białowłosego, mogło być zgubne. I wówczas zdał sobie sprawę, z jeszcze jednego faktu. Mianowicie coś mu wpadło w ręce! W dodatku było to coś BARDZO cennego. A przynajmniej można było tak założyć, widząc jak wcześniej malec kurczowo trzymał się nogi jego oponenta. Sauzer wyszczerzył się w uśmiechu do przerażonej twarzy, która znajdowała się tuż przed nim, po czym porwał chłopaka, łapiąc go jedną ręką za kark (jeśli nie jest w stanie objąć szyi/karku malca, to zamiast tego wkłada go sobie pod lewą pachę, przyciskając do siebie, by kompletnie gnojka unieruchomić. Natychmiast wyskakuje do tyłu, po czym wzbija się w powietrze, wyciągając prawą rękę przed siebie. Jeśli widzi jakieś pociski Ki, to próbuje zmienić ich tor lotu przy pomocy techniki Kiai.
Wzbił się czym prędzej do góry, mając baczenie na swego zielonego oponenta i zbliżył się nieco do walczących małp
- STOOOOOOOOOOP - wrzasnął, próbując zwrócić na siebie uwagę wszystkich. Cały czas jednak był gotów, by w razie czego zasłonić się malcem. W przypadku gdy małpy nie zwracały na niego uwagę, naciska guzik na scouterze by włączyć między nimi komunikację i wrzeszczy ponownie
- STOOOOOOP, Kapitan zlecił nam misję, NIE MAMY CZASU BY WALCZYĆ! MAM ZAKŁADNIKA, ZATRZYMAJCIE SIĘ! - w ostateczności prosi przy pomocy scoutera kapitana, by ten ogarnął obie małpy. Jeśli uda mu się w końcu zyskać atencję to bierze głęboki wdech.
- CHCEMY TYLKO MEDYKA. NIC WIĘCEJ - krzyczy na tyle głośno, by wszyscy go słyszeli.
- NIE SZUKALIŚMY ZWADY, JEŚLI CZCIGODNY NARAKA JEST NAPRAWDĘ TAK CUDOWNY, TO NIE BĘDZIE SOBIE ŻYCZYĆ BY JEGO LUDZIE GINĘLI NA PRÓŻNO. ZWŁASZCZA POCZĄTKOWI ADEPCI. - wrzasnął, po czym westchnął, obserwując ruchy pozostałych
- Jeśli Wam w ogóle zależy na życiu ów malca, to nas puśćcie. Wrócimy do naszych, a Wy macie godzinę na to, by polecieć do swego przywódcy, rozmówić się z nim i wysłać do nas medyka. Wyleczy naszego, a my oddamy Wam dzieciaka i opuścimy waszą planetę. Jeśli układ się Wam nie podoba, to po prostu mu skręcę kark - to mówiąc złapał drugą ręką głowę dzieciaka, gotów spełnić groźbę.
W przypadku gdy w jego stronę ruszą pociski, jednym szarpnięciem zabija dziecko, po czym ciska jego ciałem przed siebie, by mieć żywą tarczę. Natychmiast po rzucie szykuje się do Kiai, zarówno przeciw nadlatującym technikom, jak i samym przeciwnikom, których następnie zasypuje gradem ciosów. Chłopak nie spodziewa się, by nameczan nie obchodziło życie ichniego dziecka, ale jeśli tak będzie, to nastawia się na długą i ciężką walkę, zdając sobie sprawę, że nie ma żadnego sposobu, by się z niej wymówić.
avatar
Kekke
Liczba postów : 57

Re: Góry

on Sro Sie 22, 2018 9:22 pm
Doszło do indywidualnego starcia. Plan na razie był realizowany z jak największą precyzją. Młodego Namekku-seijina nawet nie udało się do tej pory zranić. Najeźdźcy walczyli bardzo dzielnie i równym tempem wymieniali ciosy. Bez uważnego obserwowania pola bitwy, ciężko było dostrzec co dokładnie tam się dzieje. No i oczywiście kto wygrywa. Niewiele lepszą sytuację miał on sam, jeśli można to tak nazwać. Obaj z nieznanym wojownikiem tańczyli w przestworzach, ale tylko do czasu, gdy zirytowany Kekke wystrzelił pięć pocisków. Większość nieoczekiwanie trafiła w cel pokazując, że Sauzer rzeczywiście jest bardzo niedoświadczony. Mimo, że zranił białowłosego, to ten zniknął w tumanach kurzu i mógł tam robić dosłownie co mu się chciało. Na samą myśl o tym przeszły go ciarki i postanowił natychmiastowo zareagować. Szybko namierzył wzrokiem miejsce, w którym ostatnio widział Sauzera. Postanowił ponownie je ostrzelać, by namierzyć ukrytego przeciwnika. Posłał łącznie dziewięć ki blastów. Trzy w miejsce, w którym się zanurzył i pozostałe sześć w jemu okoliczne. Miał nadzieję, że skoro ten nie może go zobaczyć, to w drugą stronę będzie podobnie. Stracił już bardzo dużo swojej cennej Ki.
- Cholera, nie czuje się najlepiej... - Cały zaczął lekko dygotać, gdy poczuł ubytki swojej mocy. Stracił jej naprawdę dużo i liczył, że ta walka skończy się jak najszybciej. Tym razem nie mógł w pełni skupić się na swojej walce. Postanowił zdystansować się, wzlatując o kolejne kilkadziesiąt metrów do góry. Wzrokiem obejmował zarówno zakurzone tereny jak i miejsce prawdziwej walki. Mowa tu nie o jakichś podrygach, które kończą się natychmiastowym nokautem. Tu chodzi o walkę małp ze strażnikami. To tak naprawdę jej rezultat końcowy był szczegółowym elementem, który miał wszystko rozstrzygnąć.
- Tej, tchórzu! Wyłaź! Nie będę na ciebie czekał wiecznie! A może już zdechłeś?! - Rzucił, wisząc w powietrzu i spoglądając na pole walki. Był wściekły i dyszał. Przede wszystkim ze zmęczenia, na jakie naraził swoje ciało.
avatar
Antical
Kicked over 9000!
Liczba postów : 415

Re: Góry

on Sro Sie 22, 2018 10:16 pm
MG

Sauzer uśmiechnął się złowieszczo w stronę małego nameczanina, po czym poderwał się z ziemi i chwycił go za kark. Już miał włączać scouter i informować dowódcę o tym, że udało mu się pojmać zakładnika, kiedy kurz, który cały czas wisiał w powietrzu rozjaśnił się. Laury zwycięstwa i pochwały za wyśmienitą decyzję o wykorzystaniu chłopca musiały poczekać, ponieważ oto właśnie przez chmurę pyłu przebił się pocisk ki trafiając pół saiyanina prosto w twarz. Ból wywołany wybuchem sprawił, że odruchowo poluzował uścisk na szyi Colopiego, co pozwoliło małemu uwolnić się z uchwytu. I wtedy nastąpił kolejny wybuch, tym razem tuż obok syna Bardocka. Wszystko wskazywało na to, że jego oponent nie miał zamiaru nawet na chwilę wstrzymywać swego ataku. Kolejny ułamek sekuny i kolejne trafienie. Tym razem w bark. Pół saiyaninem zachwiało i chcąc nie chcąc, cofnął się o kilka kroków do tyłu. Następny wybuch... Tym razem strzał był niecelny. Sauzer nie widział jednak gdzie nastąpiło dokładne trafienie, ponieważ każda kolejna kula skondensowanej energii wznosiła w powietrze coraz większe tumany kurzu. Kolejne dwa huknięcia tuż pod jego stopami sprawiły, że kompletnie stracił równowagę, przewracając się na plecy. Zanim zdążył choćby pomyśleć, jego podbrzusze przeszył niesamowity ból. Siła wybuchu ki blasta, oraz to, że był już osłabiony, sprawiły, że zakaszlał, a z jego ust natychmiast wyleciały krople krwi. Wszystko działo się bardzo szybko. Half usłyszał jeszcze odgłosy dwóch eksplozji, po czym atak ustał. Nie widział nic. Tak samo zresztą jak jego rywal, który jedyne co mógł zaobserwować to ogromny obłok pyłu stworzony przez niego samego. Wisiał w powietrzu. Czuł, że słabnie. Zużył bardzo dużo energii. Nie tracił jednak koncentracji, obserwując zarówno obszar, który chwilę temu zbombardował, jak i... no właśnie... nie mógł nic dostrzec. Co jakiś czas jego oczy wyłapywały jedynie rozmazane sylwetki walczących. Nagle jednak ujrzał coś, co zapewne sprawiło, że aż czułki zaswędziały go ze szczęścia. W stronę ziemi szybowała ogromna sylwetka małpy. To Edno posłał swego rywala na deski. Impet z jakim Oozaru spotkał się z glebą sprawił, że grunt dookoła popękał. Po chwili jednak, niezwykle zgrabnie, jak na ogromną małpę, zerwał się na równe nogi i ryknął donośnie, jednocześnie wyciągając w powietrze dwa palce i odbijając się od podłoża. Podmuch powietrza, wywołany startem ogromnego goryla sprawił, że kurz unoszący się nad miejscem niedawnego bombardowania został zdmuchnięty. Kekke mógł ujrzeć dwie rzeczy. Pierwszą było to, jak postura lewitującego w powietrzu, dumnego Edno, zasłonięta zostaje poprzez błysk spowodowany wybuchem, a drugą... Drugą rzeczą był obraz tego co sam stworzył. Mimo iż od ziemi dzieliła go odległość około 70 metrów, bez problemu mógł dojrzeć dwie leżące tam postacie. Jedną z nich był jego oponent, natomiast drugą mały nameczanin. Jego ubranie było osmolone. Niewątpliwie otrzymał przynajmniej jedno bezpośrednie trafienie ki blastem posłanym przez sługę Naraki. Czy żył? Z tej odległości nie było najmniejszej możliwości, aby to ocenić...
avatar
Kekke
Liczba postów : 57

Re: Góry

on Sro Sie 22, 2018 11:07 pm
Ferwor walki Oozaru z Namekku-seijinem był zbyt powszechny. Udzielał się dosłownie wszystkim. To właśnie między innymi przez to, że fale uderzeniowe, jakie wiązały się z ich wymianą ciosów, tworzyły ogromne podmuchy powietrza. Usmolone pole walki, na którym znajdował się Kekke, wreszcie rozjaśniało. To co zobaczył, zmroziło mu krew w żyłach. Przeciwnik leżał, obity i zakrwawiony. A zaraz niedaleko, leżał też Colopi. Przestraszył się. Nie wiedział co ma o tym myśleć. Momentalnie wystartował w ich kierunku, nie patrząc na to co się dzieje dookoła. Nie znał genezy ich spotkania pod ciemną powłoką kurzu. Nie wiedział też kto jest żywy, a kto martwy. Łzy zakręciły mu się w oczach, gdy ujrzał leżące bezwładnie ciało malca. Takie brudne, obdarte... ...Teraz poczuł, jak wzbiera w nim gniew. Wiedział, że to wszystko przez niego. W chwili, gdy zbliżał się, to zebrał w sobie wystarczająco sił, by posłać finalne, ostatnie dwa blasty. Wszystkie skierowane prosto w Sauzera. Tyle mu zostało. Wiedział, że nawet potem byłoby mu ciężko walczyć wręcz. Miał dość, nie miał sił.
- Colopi! Trzymaj się! - Wrzasnął, gdy dotarł wreszcie do nich. Szybko złapał malca i potrząsnął nim. Oberwał jakimś uderzeniem. Teraz ugryzło go w środku. To nie nieznajomy mógł go zaatakować, a on sam. Przypomniał sobie chwilę, gdy miotał na oślep promieniami. To przeraziło go najbardziej.
- Colopi, żyjesz, Colopi?! - Trząsł nim w nadziei, że ten się obudzi. Niezależnie od tego, czy malec jeszcze żył, Kekke musiał uspokoić swoje emocje. Jego reakcja była obojętna na całą sytuację. Kładąc bezpiecznie malca na ziemi, udał się do leżącego wroga. Chciał sprawdzić, czy ten jeszcze żyje. Kopnął go lekko w pierwsze lepsze miejsce, które było najbliżej.
- Nie idź jeszcze spać. Mój pan będzie chciał z tobą porozmawiać. Jeśli będziesz czegokolwiek próbował, to pożałujesz. - Poinformował, łapiąc przeciwnika za włosy. Ściskając gęstą, białą grzywę, ciągał go za sobą po ziemi. Następnie podszedł po malca i wziął go pod pachę. Nie czuł się zbyt dobrze, więc nie chciał lecieć. Teraz swoją uwagę zwrócił ku swoim towarzyszom i ich kończących się walkach. Jeśli było już po wszystkim, to machnął im na znak, by pomogli mu zabrać ''transport''.
avatar
Sauzer
Liczba postów : 40

Re: Góry

on Sro Sie 22, 2018 11:46 pm
Niespotykany dar, ślepe zrządzenie losu okazało się tylko pułapką. W momencie gdy pewny siebie Half złapał drżące dziecko, próbując je wziąć jako zakładnika, stracił cenną sekundę. Sekundę która mogła zaważyć o jego być albo nie być. Nagle z dymu wyłoniła się kula energii. Czas niemalże zatrzymał się w miejscu, białowłosy dostrzegł tuż przed oczami kulę energii. To mogło skończyć się w tylko jeden sposób. Eksplozja, szok i niedowierzanie, co wykorzystał malec, by wyrwać się swemu niedoszłemu oprawcy.
- Ja pierd - zaczął bombardowany białowłosy, jednak przerwał mu kolejny pocisk, wwiercający się w jego bark. Jęknął, po czym cofnął się o kilka kroków, omijając o włos kolejne uderzenia. Niestety ich eksplozja pozbawiła go kompletnie równowagi, przez co upadł na plecy. Był przerażony. Z każdym kolejnym uderzeniem jego życie uchodziło! Nigdy sobie nie wyobrażał, iż ta rasa będzie tak bezduszna. Był kompletnie bezsilny, nieprzyjaciel bombardował go bez żadnego uszczerbku, całkowicie ignorując dziecko, które wcześniej się do niego kleiło. W tym momencie finalne uderzenie w brzuch pozbawiło go kompletnie powietrza w płucach. Splunął krwią, po czym zacisnął zęby.
- Rusz się kurwa, bo za moment zginiesz - wrzasnął na siebie w myślach. Znów zawiódł... po raz kolejny był byt słaby, miał nadzieję kontrolować walkę, a przeciwnik pokonał go w zasadzie bez większego trudu... W dodatku wszystko prawdopodobnie było obserwowane przez jego matkę. Czuł się kompletnie, absolutnie oddarty z resztek godności. Wstyd, upokorzenie, strach o własne życie... wszystkie te emocje mieszały się w jego głowie, kompletnie przejmując nad nim kontrolę.
I w tym momencie kurz i pył rozwiały się kompletnie, pokazując mu górującą wysoko postać. Dobrze znajomą, zieloną postać w stroju bojowym. Postać, która gdy tylko zobaczyła go leżącego, ostro zanurkowała w dół. Nie wahał się nawet przez ułamek sekundy. Tu już nie było czasu do stracenia, nie było po co knuć, planować, czy też wymyślać jakiekolwiek taktyki. Oponent, który zniszczył kompletnie jego przyszłość, zlokalizował go i prawdopodobnie chciał wyeliminować. Wszystkie wcześniejsze emocje znalazły ujście w jednym, jedynym prawdziwie słusznym uczuciu, w gniewie. Ten zalał kompletnie halfa, który w tej chwili obwiniał o wszystko swego zielonego oprawcę. Momentalnie zerwał też wszystkie plomby, fizyczne i mentalne, dzięki czemu zerwał się gwałtownie z ziemi i odbijając od niej, poleciał czym prędzej na spotkanie z oponentem. Wszystko czego chciał, to w ostatnim zrywie wpierdolić temu zielonemu buffonowi. Zniszczyć go, zmiażdżyć, połamać kończyny... w razie gdy nadlatując widzi jakiekolwiek oznaki tworzenia energii momentalnie wysuwa przed siebie rękę, by sparować je z Kiai. Nawet jeśli mu się to nie powiedzie to w tym stanie jest więcej niż gotów przyjąć na siebie kolejny atak. Zamierza uderzyć przeciwnika z rozpęd w brzuch (z pięści), po czym natychmiast "młotkiem", zafundować mu lot w kierunku ziemi. W przypadku powodzenia natychmiast zaczyna też go ścigać, planując przyszpilić go do ziemi i zasypać gradem wściekłych ciosów. I po raz kolejny, gdy tylko widzi, że oponent szykuje się do ataku, natychmiast reaguje prostym uderzeniem z kiai (nie tylko przy atakach energetycznych, również w przypadku kontry Kekke)
avatar
Antical
Kicked over 9000!
Liczba postów : 415

Re: Góry

on Czw Sie 23, 2018 12:06 am
MG

Kiedy Kekke ujrzał co się stało natychmiastowo, bezmyślnie ruszył w stronę oponenta w celu pozbawienia go życia. Wyciągnął przed siebie rękę i wypalił dwoma ki blastami. Sauzer jednak, był na to przygotowany. Tuż przed tym, jak nameczanin rozpoczął swój atak, zerwał się na nogi, kontrując pociski zielonego jegomościa swoimi dwoma kiaiami. Kule energii pod wpływem podmuchów powietrza zmieniły tor lotu. Jedna z nich wyminęła halfa dosłownie o włos, natomiast druga przeleciała trochę dalej, trafiając prosto w leżące ciało Colopiego, które pod wpływem eksplozji zostało podrzucone do góry i po przeleceniu kilku metrów bezwładnie upadło na ziemię nie dając żadnych oznak życia. Na tym syn Towy nie zamierzał jednak poprzestać. Z całym impetem wbił się w brzuch nameczanina. Ten ugiął się pod naporem uderzenia, a już po chwili otrzymał kolejne. Tym razem z góry. Cios sprawił, że jego ciało zaczęło pikować w dół. Nie było jednak na tyle silne, aby wbić go w glebę. Spokojnie mógł wyhamować przed kontaktem z ziemią. W zasadzie to nawet nie poczuł, że został trafiony, bardziej jakby ktoś go popchnął. Sytuacja zdawała się zmieniać. Oponenci znajdowali się w odległości piętnastu metrów od siebie. Białowłosy kontynuował atak i bez chwili zastanowienia ruszył w stronę rywala, aby zadać mu jeszcze większy ból...
avatar
Kekke
Liczba postów : 57

Re: Góry

on Czw Sie 23, 2018 9:36 pm
To wszystko przypominało Grecką tragedię. Początkowe sukcesy i nadchodząca chwała zostały zniweczone przez fatum. Kekke zaślepiony swoją wściekłością zaatakował niedbale swojego przeciwnika ostatnimi blastami. Bardzo szybko tego pożałował, gdy jeden atak nie trafił, a drugi... ...Odbity, rykoszetem uderzył Colopiego. To była przesada, coś w nim pękło. No i nie chodziło tu o moment, gdy został sprowadzony na ziemię przez Sauzera. Każda z uderzeń kwitowane było słyszalnym chrząknięciem i ogromnym zdziwieniem na twarzy. Był silny, to trzeba było mu przyznać. Nie przyszedł jednak czas na żale i zmartwienia. Trzeba było bronić się z całych sił, a Nameczanin na całe szczęście doskonale o tym wiedział. Saiyan miał technikę, która potrafiła za pomocą podmuchu wiatru odpychać potężne ataki dystansowe. Kekke z miejsca pomyślał, że czekać to może również niego. Opadł na ziemię i starał się niepostrzeżenie chwycić lewą ręką garść piachu. Udawał najzwyczajniej, że stracił równowagę na skutek ciosu w brzuch. Sauzer jak do tej pory nieliczne szanse, by określić wytrzymałość przeciwnika. To był jego atut, efekt zaskoczenia. Dodatkowo odpowiednia mimika obolałego przy opadnięciu miała sprawić, by ten nabrał pewności siebie. By poczuł krew i ruszył po kolejne ciosy. Nie zwlekał, planował szybki powrót do stójki. Wiedział już jak powinien atakować i się bronić. Przynajmniej przed tym, co widział dotychczas. Saiyan był szybki, więc najpierw trzeba było nastawić  się na defensywę. Czekał aż ten zbliży się do niego na odległość około siedmiu lub ośmiu metrów. To była połowa ich dystansu. Wtedy planował blef. Wyciągnął dynamicznie prawą rękę w stronę wroga, by zamarkować ki blast. Wiedział, że ten będzie ponownie próbował go odbić i jak najszybciej się zbliżyć. Mając resztki energii mógł śmiało wygenerować jeszcze poszczególne pobłyskiwania w swojej dłoni. Sauzer znając szybkość pocisków wiedział, że na tym dystansie musiałby natychmiastowo reagować. Dlatego, by uniknąć podmuchu, Kekke chciał odskoczyć do prawego boku i wydłużyć swoje rękę, by zdezorientować wroga. Chwytając go za lewą rękę, planował przyciągnąć go do siebie na skos i sypnąć po oczach piaskiem z lewej ręki. W ten sposób miała zostać złamana garda, a przeciwnik miejscowo oślepiony. Wtedy natomiast odskakując do lewego boku, by zejść przeciwnikowi sprzed twarzy, uderzał front kickiem w kolano i lewym prostym w ucho. Potem pozostało mu się już zdystansować i obserwować reakcję wroga. Nie robił jednak tego na jakiś specjalnie wielki dystans. Chciał się ograniczyć znowu do jakichś piętnastu metrów.
avatar
Sauzer
Liczba postów : 40

Re: Góry

on Czw Sie 23, 2018 10:43 pm
Udało się! W końcu, pierwszy raz od początku walki, białowłosemu udało się powstrzymać te przeklęte pociski Ki! A chwilę potem zielony oponent przyjął w końcu nieco obrażeń, po wściekłej szarży halfa. Niestety, nie wydawał się specjalnie przejmować tym co się stało. Był wyraźnie zaskoczony uderzeniami białowłosego, ale próżno było szukać w jego oczach choć odrobiny bólu. Sauzer musiał wykrzesać z siebie więcej, ZNACZNIE więcej, by pokonać nieprzyjaciela i utrzymać się przy życiu. Gdy ten opadł na ziemię, cofnął prawą rękę i ruszył na niego z impetem. W chwili startu uderzył Kiai, cofając jednocześnie lewą rękę. Ułamek sekundy później, powtórzył proces, wystrzeliwując tym razem energię z drugiej ręki, a cofając tę pierwszą (prawą). Zamierzał tak zasypywać przeciwnika uderzeniami czystej energii, by przytrzymać go pod jej naporem w jednym miejscu i uniemożliwić kolejny atak dystansowy. Te potężne pociski za bardzo mu się dały we znaki, mimo że priorytetem było zniszczyć oponenta, instynktownie wiedział, że musi na nie uważać...
Gdy w końcu dotarł do rywala, poczęstował go zamaszystym młotkiem w głowę, wszystko byle w końcu wbić go w ziemię, zachowując przewagę wysokości, po czym jeśli oponent został w zasięgu, zasypuje go krótkimi bokserskimi ciosami. Jeśli jednak ten opadł na ziemię, to stara się ją wykorzystać niczym kowadło, zasypując rywala serią uderzeń Ki (6).
Nie myśli o defensywie, w przypadku gdy przeciwnik przejmie inicjatywę, natychmiast próbuje ją odzyskać, wykorzystując maksymalnie wszystko co mu zostało (tak, znowu Kiai... zdecydowanie powinniśmy zainwestować w nowe techniki przed kolejną walką, o ile taką mieć będziemy XD)
avatar
Antical
Kicked over 9000!
Liczba postów : 415

Re: Góry

on Nie Sie 26, 2018 3:54 pm
MG

Sauzer ruszył do ataku. Kiedy tylko Kekke zobaczył co planuje jego rywal, natychmiast wyciągnął przed siebie swą dłoń, markując wystrzelenie ki blasta. Z jego dłoni wydobyły się jedynie iskry, świadczące o tym, że nie był już w stanie utworzyć pełnoprawnej kuli energii. Pół saiyanin nie czekał ani chwili, posyłając w stronę swojego oponenta sześć uderzeń kiai. Te trafiły nameczanina prosto w tors. Były jednak zbyt słabe, żeby mógł je jakkolwiek poczuć. Spełniły jednak swą rolę, utrzymując go w pozycji w której aktualnie się znajdował. Co prawda, zielony jegomość usiłował wykonać unik, jednak prędkość podmuchów ki była zbyt duża, aby mogło mu się to udać...

. . .

Potężna małpa po raz kolejny uderzyła o ziemię. Tym razem tuż obok naszej walczącej dwójki. To, czym na pewno walczący mogli się zainteresować, był fakt, że osoba, która posłała goryla na deski była tak samo wielka jak on. Ogromny nameczanin wzbił się w powietrze, znajdując się w odległości pozwalającej mu na wykonanie skutecznego ataku, po czym wystrzelił w stronę włochatej bestii dwa potężne pociski ki. Podmuch, wywołany wybuchem, sprawił, że zarówno Sauzer, jak i Kekke zostali odrzuceni na sporą odległość, przetaczając się po ziemi. Leżeli tuż obok siebie i mimo, że widzieli dokładnie to samo, na pewno w głębi swoich serc zareagowali zgoła inaczej. Goryl zmalał i zamarł w bezruchu. Najprawdopodobniej energetyczne pociski zakończyły właśnie jego żywot. Edno - gdyż to on był tym, który właśnie wykończył saiyanina odwrócił się natychmiast i rozciągając swoje kończyny posłał je w bliżej nieokreślonym kierunku. Gdzie celował? Dywagacja nad tym nie była konieczna. Dosłownie ułamek sekundy później wszystko się wyjaśniło. Sceneria wyglądała przez chwilę tak, jakby czas zatrzymał się w miejscu. Wielki, zielony namek owinął swe ręce wokół drugiego z saiyan. Jego towarzysz uśmiechnął się tylko, a już po chwili jego ciało również zwiększyło swój rozmiar. Poddajcie się, a może oszczędzimy wam życia... W przeciwnym wypadku skończysz tak samo jak tamten śmieć - powiedział tylko, ruchem głowy wskazując zwłoki Xarotta i wycelował energetycznym pociskiem prosto w twarz goryla...
avatar
Kekke
Liczba postów : 57

Re: Góry

on Czw Sie 30, 2018 2:23 pm
Walka trwała w najlepsze. Sauzer przejmując inicjatywę, starał się udaremnić Kekke manewry defensywne. Wyszło mu to całkiem dobrze, gdyż podmuchy powietrza, skutecznie obezwładniały przeciwnika. Odrzucany kilkakrotnie przez wspomniane fale, czuł poirytowanie, gdyż w każdej chwili mogło dojść do tragedii. Obaj byli bardzo blisko siebie, a jemu ciężko było utrzymać gardę. Tyle w tym wszystkim było jego szczęścia, że uderzenia nie zadawały obrażeń. Były jedynie upierdliwe. Nagle jednak walkę przerwało prawdziwe starcie. Potężna małpa runęła na ziemie, a zza bitewnego pyłu, wyłonił się on. Olbrzym, który przyprawił Kekke o ciarki. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widział. Potężna i wielkie kule energii kompletnie z anihilowały Oozaru. Wydłużające się ramiona, ruszyły w stronę kolejnej z małp, a w tle ferworu walki, drugi z żołnierzy Naraki, rozpoczął przemianę. Co w tym czasie mogli robić obaj ''mali'' wojownicy? No ostało się stać i przyglądać, a w zasadzie fruwać. Tyle faktycznie się z nimi działo, gdy fala uderzeniowa rozeszła się po całej okolicy.
- Khaaaaaarghhh!- Rozdarł się, próbując opaść na proste nogi i osłaniając ręką oczy. Nie chciał stracić widoku na całe pole bitwy. Próbował swym spojrzeniem wypatrzeć Sauzera. Nie mógł dać się zaskoczyć. Nie starczyło mu jednak czasu na obmyślanie ściślejszej taktyki. Był po prostu pod wrażeniem siły swoich towarzyszy.
- Czy to jest... ...To jest ich? Prawdziwa moc?! C-czy ja też tak umiem?! - Na jego twarzy widać było strach, gdy patrzył na swoje dłonie. Następnie przyglądał się uważnie, jak inny Nameczanin dokonuje transformacji. To były niezwykle cenne informacje.
avatar
Sauzer
Liczba postów : 40

Re: Góry

on Czw Sie 30, 2018 4:53 pm
Rozwścieczony Sauzer kontynuował pościg za nameczaninem, którego udało mu się unieruchomić, gdy wtem... Huknęło, w powietrze wzniosły się tony pyłu i kurzu, a oczom zaskoczonego białowłosego wojownika ukazał się zielony gigant... Górował nad powalonym właśnie Xarotto (dalej w formie wielkiej małpy) i szykował potężny pocisk. Przez ten krótki ułamek sekundy, Sauzera kompletnie sparaliżowało. Nie wiedział co zrobić, nie mógł się ruszyć, co było błędem. Powinien był wykorzystać okazję, którą wytworzył, runąć na przeciwnika, nim ten zaleje go kolejną falą pocisków, ale był kompletnie sparaliżowany. W dłoni ogromnego nameczańskiego potwora, w którym można było rozpoznać jednego z normalnych wcześniej wojowników zaczęła się gromadzić energia. A chwilę potem było po wszystkim. Potężna eksplozja wywołana przez bliżej nieokreśloną technikę (choć Sauzerowi wydawało się, że były to dwa ogromne pociski) zatrzęsła całą okolicą, fala uderzeniowa rozdzieliła dwójkę rywali i białowłosy potoczył się dobre kilkadziesiąt metrów dalej. Zerwał się, cały obolały i poraniony, po czym dostrzegł, iż również Maskot miał kłopoty. Przeciwnik Xarotto złapał go własną ręką (jak się okazało, nameczanin potrafił wydłużyć kończynę) i teraz olbrzymi Saiyanin był zaszachowany. Walka dobiegła końca... przegrali. Ciało Xarotto wracało do normalnego stanu. Żył? Prawdopodobnie nie, ale z tej odległości białowłosy nie był w stanie tego ocenić.
Jakie miał opcje? Nie miał wyboru, musiał się poddać. Jednak... czy w ten sposób ocaliłby życie? Zieloni pokazali już, że niezbyt je szanują, zabijając własnego dzieciaka. Zagryzł wargę. Zdecydowanie wszystko potoczyło się źle przez jego własną ocenę sytuacji. Nie stać go było na kolejne pomyłki, na kolejny błąd... Rzucił okiem po otoczeniu. Czy mógł gdzieś się ukryć? Nawet się nie łudził, iż zdoła uciec, zresztą... to wszystko nie miało sensu! Oni potrafili wyczuwać energię.
Nie był w stanie pokonać nawet najsłabszego z wojowników, wybór był oczywisty.
Przykląkł na jedno kolano i opuścił głowę, klikając na guzik przy scouterze
- kapitanie, to koniec, przegraliśmy - wyszeptał
- Poddaję się - rzucił głośniej, w stronę nameczan. Gorycz porażki zalewała całe jego ciało. Po raz kolejny mógł jedynie liczyć na litość. W dodatku tym razem było inaczej. Nie podpadł własnej rodzinie. Był pierwszy raz w życiu daleko od domu, pierwszy raz miał styczność z prawdziwym rywalem... i zawiódł. Zaciskał zęby tak mocno, iż wydawało się, że lada moment mogą pęknąć, oczekując na dalsze wydarzenia. Co planował Maskot?
avatar
Antical
Kicked over 9000!
Liczba postów : 415

Re: Góry

on Wto Wrz 04, 2018 8:04 pm
MG

Jak można się było domyślić, reakcje obydwu wojowników były zgoła inne. Kekke z zainteresowaniem obserwował powiększoną formę nameczan, natomiast Sauzer bez zastanowienia poddał się, w celu ratowania swojej półsaiyańskiej skóry. Silniejszy z dwójki kosmicznych wojowników ani jednak myślał o dobrowolnym oddaniu się w ręce żołnierzy Naraki. W Twoich snach! - odparł stanowczo, kiedy usłyszał propozycję zielonych. Zaciągnął się mocno i splunął w stronę najbliższego oponenta. Trafił, jednak to, czym Salario został trafiony, w niczym nie przypominało śliny. To znaczy, na pewno znajdowała się w całej mieszaninie, jednak brunatnoczerwony kolor, wyraźnie sugerował, że substancja ta to w zdecydowanej większości krew. Bez problemu również dało się zauważyć, dlaczego się tam znalazła. W gardle goryla, tkwiła połowa dłoni namka, który słysząc, że saiyanin nie ma zamiaru się poddać bez wahania zamordował go z zimną krwią. Słyszałeś? Tamten się poddał... Weźmiemy go ze sobą - powiedział morderca, po czym wzniósł do góry swą dłoń i wystrzelił w powietrze 3 ki blasty. Wracamy do wioski. Oni zmierzają w stronę reszty tego ścierwa... - powiedział z powagą, patrząc prosto w oczy swojego sojusznika. Bardzo wyraźnie zaakcentował pierwsze słowo wypowiadanego zdania.

Scouter sauzera zapikał, a chwilę później usłyszeć z niego dało się głos - Spotkaliśmy tubylców... Zorganizujemy pomoc. Odbijemy Was, przeżyjcie! - sygnał urwał się natychmiast po tych słowach. Najwyraźniej kapitan nie miał zamiaru zdradzać więcej szczegółów, na wypadek, gdyby wrogowie podsłuchiwali rozmowę.

Edno wrócił do normalnych rozmiarów, po czym wylądował tuż obok małego ciała leżącego na ziemi i schylił się, dwoma palcami dotykając szyi Colopiego. Twój przyjaciel żyje. Ledwo... - rzekł w stronę Kekke, po czym wzbił się w powietrze i zajął pozycję tuż obok Salario. Obydwaj wydawali się być zniecierpliwieni. Zapewne jak najszybciej chcieli wyruszyć, aby obwieścić Narace swoje zwycięstwo.
avatar
Sauzer
Liczba postów : 40

Re: Góry

on Wto Wrz 11, 2018 6:20 pm
Cóż, Maskot nie planował nic. A przynajmniej nie było to nic mądrego. Sauzer z przerażeniem usłyszał odmowę stwora, który chwilę później został zwyczajnie pozbawiony życia. Jednakże... wciąż żył! Czyżby nameczanie naprawdę planowali mu darować życie? Ostrożnie się rozejrzał. Jeden z wojowników badał właśnie ciało dziecka. Które o dziwo przeżyło! Half był pod wrażeniem. Oberwał tyloma pociskami, że zdawał sobie doskonale sprawę, z ich niszczycielskiej mocy, a malec mimo to, miał się naprawdę dobrze. Czy to kurwa mać było możliwe, że w tym pyle oberwał tylko jednym? Cóż, Co tu dużo mówić, białowłosy miał wyjątkowego pecha.
Z zamyśleń wyrwały go słowa kapitana. Rozkaz brzmiał przeżyć... cóż, nie żeby planował zrobić cokolwiek innego. Zdumiewające było to, iż Ci Saiyanie mimo swego barbarzyństwa wciąż tak bardzo dbali o swoich. Gdy zobaczył jak dwójka nameczan wzleciała w powietrze, wyprostował się powoli, obserwując ich pytająco. Czyżby stanowił dla nich tak małe zagrożenie, iż nie planowali nawet go chociaż skrępować?
avatar
Kekke
Liczba postów : 57

Re: Góry

on Wto Wrz 11, 2018 10:57 pm
Kurz bitewny powoli opadł. To wszystko dobiegło końca. Kekke zdyszany, obserwował jak finalizują się ostatnie sceny przedstawienia. Dalej stał z otwartymi ustami i obserwował przerażony jaką mocą może dysponować Namekku-seijin. Te olbrzymie sylwetki, starcie tytanów.
- Niesamowite... - Mamrotał pod nosem. To było dla niego coś przełomowego. Z letargu wyciągnął go towarzysz, który przebadał Colopiego. Był ledwie żywy, ale jednak. Niespodzianka za niespodzianką. Wojownik szybko podbiegł i odebrał malca. Wtulił go do siebie, starając się ukryć sylwetkę chłopca pod swoimi rękoma. To nieznajomego wojownika rzucił jedynie gniewne spojrzenie. Był na przegranej pozycji. Teraz mógł tylko pójść z nimi dobrowolnie lub dać się zabić. Kekke nie musiał tutaj już robić nic. No może zajęcia się malcem. W głębi duszy rozpierała go duma, że przeżył tyle silnych uderzeń. Na zewnątrz musiał być jednak szorstki. Na sam początek za jego spojrzeniem pokazał lekki uśmiech. Potem już jednak znowu był stanowczy.
- Nie tak źle jak na pierwszy raz. Masz całkiem twardy łeb. Może coś z ciebie będzie, szczylu. - Podsumował dzisiejsze wydarzenia. Resztkami sił próbował wzbić się w powietrze i dołączyć do swoich towarzyszy. Musieli udać się w kierunku kryjówki Naraki. Tam trzeba było odprowadzić więźnia.
avatar
Antical
Kicked over 9000!
Liczba postów : 415

Re: Góry

on Nie Wrz 16, 2018 8:51 pm
MG

Wszyscy zebrani, odbili się w powietrze i ruszyli w stronę siedziby Naraki. Po drodze nameczanie zarządzili, że Sauzer poruszać się będzie w środku szyku. Rozsądna decyzja - nigdy nie wiadomo, co białowłosy mógłby wykombinować. Nameczanie nie odzywali się przez całą drogę. Ich miny były skupione. Przeczuwali coś złego? Może wyczuli jakieś wahania energii? Podróż trochę trwała, jednak w końcu zieloni i ich więzień dotarli na miejsce...

Przywitało ich całe grono nameczan. Każdy był ciekawy, kim jest pojmany jeniec. Nagle tłum rozstąpił się, a przed półsaiyaninem stanął sam Naraka. Hańbisz tę ziemię swymi brudnymi stopami... możesz się jednak przydać... - powiedział, po czym splunął prosto w twarz Sauzera. Wtrącić go do lochu! - rzekł, po czym dwóch rosłych zielonoskórych mężczyzn chwyciło wojownika i pociągnęło go w głąb wioski. Dobrze się spisaliście! - rzekł wódz, spoglądając na Kekkego i spółkę. Zaraz potem jednak, odwrócił się na pięcie i wrócił do swej chatki. Najwyraźniej miał coś bardzo ważnego do zrobienia, ponieważ cały czas wyglądał, jakby się gdzieś spieszył...

Nameczanie wrzucili Sauzera do dołu, w którym oprócz niego znajdowało się jeszcze kilku jeńców. Wszyscy wydawali się być rodowitymi mieszkańcami Namek. Na razie spali, choć nawet podczas tej czynności, bez cienia wątpliwości dało się wywnioskować, że są naprawdę wycieńczeni. Co czekało pół saiyanina? To wiedzieli chyba tylko mieszkańcy wioski, w której się znalazł. Dół został przykryty wielką, drewnianą kratą w kształcie prostokąta. Na każdym z jego rogów znajdował się jeden strażnik. Łącznie było ich czterech. Wszyscy stali w milczeniu, z założonymi na piersiach rękoma tępo wpatrując się w osadzonych.

z/t - siedziba naraki
koniec przygody
Sponsored content

Re: Góry

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach