Honoberuto

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Honoberuto

Pisanie by Honoberuto on Nie Sie 06, 2017 5:46 pm

Od kiedy Honoberuto przeszedł transformację, nabrał pewności siebie, a także optymizmu. Nie czuł się zagrożony przez Babidiego. Prawdę mówiąc – zapomniał o nim. Nie spotykał już osób z literą „M” na czole ani żadnych innych osób które zdradzałyby swe powiązania z Wielkim Czarnoksiężnikiem. Prawdopodobnie już go nie interesował. No, chyba że wysłannicy byli szpiegami doskonałymi i nigdy nie ujawnili swej obecności… Cóż, w każdym razie był już przekonany o tym że tamten szaleniec albo zostawił go w spokoju, albo zwyczajnie nie żył. On zaś nudząc się w piekle strasznie, skupiał się na trenowaniu i poznawaniu miejsca w którym prawdopodobnie przyjdzie mu spędzić resztę wieczności. A więc zwiedzał. I oprócz lodowej pustyni na którą został zesłany na samym początku, Krwawej Fontanny która była popularnym miejscem spotkań mieszkańców piekła, a także Szpilkowej Góry, jak miejscowi zwykli nazywać charakterystyczny pagórek z kolcowatymi skałami, dowiedział się także o istnieniu pewnego miejsca, z pozoru wyglądającego całkiem sielsko i przyjemnie, ale będącego jednak salą wyrafinowanych tortur psychicznych poprzez wysłuchiwanie wesołych i przesłodzonych do granic możliwości melodyjek granych przez istoty przypominające dziecięce pluszaki. A poza tym odkrył że piekło składa się głównie z szarych, nudnych pustkowi, gdzie przy odrobinie dobrego szczęścia znaleźć można było jakąś prowizoryczną, przeważnie mobilną osadę. W owych osadach mieszkali głównie ci, którzy próbowali sobie jakoś bytować między nudną codziennością i monotonią tam, gdzie było pusto (co było chyba największą karą dla mieszkańców tego miejsca) a poczuciem zagrożenia i wiecznymi obawami tam, gdzie było tłoczno. Przez jakiś czas był tułaczem. Wędrował od osady do osady, gdzie zazwyczaj przesiadywał dzień czy kilka dni, a potem udawał się w dalszą drogę starając się znaleźć w tym wszystkim jakiś sens. Po miesiącu wędrówki zatrzymał się na dłużej dopiero w pewnym obozowisku zamieszkiwanym przez członków jego rasy. Było ich ośmiu. Mieszkali w siermiężnych, rozpadających się prawie chatach. Wszyscy byli posiadaczami zaledwie pierwszych form, więc gdy ujrzeli przybysza, z początku byli do niego nastawieni dość negatywnie, bo nie mieli ochoty gościć u siebie obcych. Dopiero później przekonali się o tym, że ta wielka postać z ogromną głową również była changelingiem. Byli pod wrażeniem jego siły, on zaś z początku czuł się wśród nich jak popularny piosenkarz który przybył do zabitej dechami dziury aby dać tam koncert.
Mieszkał z nimi trzy miesiące. Mimo tego że był o wiele od nich silniejszy, ich relacje ostatecznie opierały się wyłącznie na dotrzymywaniu sobie towarzystwa. Hono z początku liczył na to że znalazł sobie zajęcie – trenowanie ósemki słabych leszczy (nad którymi pewnie mógłby dominować, co dostarczyłoby mu dużo satysfakcji). Oni jednak nie wyrażali najmniejszego zainteresowania zwiększaniem swej mocy. Wychodzili z założenia że mało kto będzie się nimi interesował, więc nie muszą martwić się o to że ktoś będzie próbował ich zaatakować. A trzech z nich twierdziło nawet że woleliby już po prostu zniknąć i przestać się tym wszystkim przejmować. Gdy kapelusznik spytał co mają na myśli, oni wyjaśnili. Okazało się że jeśli umrze się będąc już martwym, zostaje się wymazanym z istnienia. Nadchodzi wtedy koniec świadomości, koniec myśli, koniec wspomnień, koniec wszystkiego. Po prostu się znika. Wytłumaczyli mu też wiele innych rzeczy jakie warto wiedzieć mieszkając w piekle. Między innymi powiedzieli mu o tym, że porządku tu pilnują demony podobne do tych które spotkać mógł przy pałacu Wielkiego Enmy, a także wytłumaczyli jakie kary mogą spotkać osoby im nieposłuszne. A gdy już mu powiedzieli to co warto było wiedzieć, ich rozmowy opierały się głównie na wspomnieniach z poprzednich żyć. Tamci Changelingowie też poginęli na misjach, każdy jeden. Najwięcej swymi wspomnieniami dzielił się jednak Honoberuto. Tamci krzywili się i patrzyli na niego z politowaniem, gdy obnażał przed nimi swą duszę i wyrażał tęsknotę za rodziną. Zauważył to, ale nie robił z tego żadnego wielkiego problemu, choć naprawdę go to irytowało. A poza tymczasem gadali coś o Imperium swej rasy, zastanawiając się przeważnie nad kompetencjami rodziny królewskiej i słusznością ich planów. Przynajmniej tych planów, o których wiedzieli lub ewentualnie dowiedzieli się od Harary, który przecież dysponował najświeższymi informacjami. A jeszcze czasem zastanawiali się kiedy spotkają w piekle starego Chilleda. Nawiasem mówiąc, wszyscy byli sceptycznie nastawieni do niemal boskiej czci oddawanej mu przez niektórych, choć nie kwestionowali wielkości jego dokonań dla ich rasy. Resztę czasu Honoberuto poświęcał na trenowaniu i wzmacnianiu swej siły. Raz wykorzystał ich każąc im siebie atakować, podczas gdy on przygotowywał defensywną technikę – barierę. Dzięki wielu próbom opanował tą sztuczkę. Trzy miesiące w końcu minęły, a on był już znudzony towarzystwem. Opuścił ich wieczorem. Jednakże w nocy, gdy spali, zakradł się do obozu jeszcze raz i spełnił marzenia tamtych, którzy mówili że chcieliby po prostu zniknąć. Zrobił to za pomocą energetycznego miecza. Zabił ich, rzecz jasna, dla przyjemności. I nie przeszkadzało mu że to w gruncie rzeczy nie było ich zabicie, a usunięcie z zaświatów – przyjemność była ta sama. Potem uciekł i już nigdy więcej się z nimi nie spotkał.
Powrócił do wędrówek między osadami. Było tak jak wcześniej: zostawał w jednym obozowisku dzień lub dwa, a potem udawał się w dalszą drogę. Przy okazji każdego postoju odpoczywał, trenował oraz zastanawiał się dokąd on w ogóle idzie i czy nie lepiej byłoby gdzieś osiąść. Po dwóch tygodniach takiego trybu życia, zatrzymał się w obozowisku innym niż wszystkie. Bowiem składało się ono z jednej, prostej, ocieplanej marnym wojłokiem jurty – okrągłego namiotu opartego na drewnianym szkielecie. Widok ten go niemało ucieszył. Nie tylko dlatego że był zmęczony po całym dniu wędrówki przez zdające się nie mieć granic pustkowia. Jeden dom oznaczał prawdopodobnie jednego obozowicza. A jeden obozowicz oznaczał łatwy cel dla kogoś takiego jak on. Włączył więc ki sworda i wszedł przez, drewniane drzwi jurty do środka. Zaraz jednak wyłączył technikę, bowiem dom był pusty. Gad pomyślał, że właściciel musiał udać się gdzieś i opuścić swą posiadłość. Korzystając więc z okazji, obejrzał wnętrze jurty. Choć była dość duża, nie była bogato ustrojona ani umeblowana i prócz powieszonego na ścianie dywanu, nie było w niej żadnych dekoracji. Poznawszy swe legowisko, kapelusznik poszedł spać do mieszczącego się w jurcie łóżka. Nazajutrz został obudzony przez właściciela domu, który niezadowolony z wizyty gościa, kazał mu się wynosić. Właścicielem był demon podobny do tych strzegących pałacu Enmy. Ten jednak wyglądał inaczej: uzbrojony był w szablę, i odziany był w futro i skórę. Harara kierując się rządzą mordu, zaatakował demona. Jego siła dorównywała sile changelinga, ale po krótkiej walce ostatecznie to Hono zwyciężył poprzez zmiażdżenie krtani przeciwnika własnym ogonem. Jego ciało pogrzebał w ziemi wraz z odzieniem i bronią.
Przez kolejne dwa tygodnie mieszkał w jurcie nie przenosząc się już nigdzie indziej. Zdobyte od demona mieszkanie stało się jego nowym domem. Żył spokojnie, rozmyślał nad pobytem w piekle i starał się odnaleźć jakiś sens w tym swoim „nieżyciu”. Nie doszedł jednak do żadnych wniosków. Po dwóch tygodniach pobytu w nowym miejscu zamieszkania, gdy grzał ręce nad paleniskiem mieszczącym się na środku jurty (pod otworem dymnym, jaki w jurtach zwykle występuje), drzwi otworzyły się. Stanęło w nich dwóch demonów pełniących funkcje strażników piekła, a na zewnątrz czekało jeszcze siedemnastu. Ich zadaniem było poskromienie potężnego wojownika który zgładził ich brata zamieszkującego niegdyś ten dom. Honoberuto nie stawiał oporu i pozwolił się zaaresztować aby przypadkiem nie zostać skazanym na coś gorszego od więzienia (na przykład pobyt na piekielnej polanie). Nie odmówił sobie jednak okazji do głośnego wyszydzenia całej idei boskiego podziału istot na dobre i złe. Demony go zabrały i wtrąciły do więzienia, gdzie odsiedział wyrok. Trafił do celi w której przebywało jeszcze czterech skazanych. Każdy pochodził z innej rasy, spośród których żadna nie była mu znana. W przeciwieństwie do niego nie byli wojownikami, a trafili tu za próbę przekupienia demonów aby ci ich wypuścili i pozwolili wrócić do świata żywych. Nowo przybyły wykorzystał ten fakt i pastwił się nad słabymi „kolegami z celi”, czerpiąc z tego sporo satysfakcji i stając się niejako ich panem. Robili co tylko rozkazał, włącznie z padaniem przed nim na twarz co kwadrans, masowaniem jego ciała oraz polerowaniem klejnotu na jego czapce. Strażnicy więzienia jednak nie dowiedzieli się o tym (przecież nie groził kolegom w ich obecności) i Honoberuto nie poniósł żadnych konsekwencji za zastraszanie innych przestępców. Podczas odsiadki jaszczur nie próżnował. Cela była wprawdzie mała, ale nadal można było trenować. Tyle że trenował swą energię. Podczas całego miesiąca przebywania w celi udało mu się zbratać ze swoją energią, poznać ją dogłębnie i kontrolować całkowicie. Gdy ów miesiąc minął, został wypuszczony na wolność.
Udał się od razu do swej jurty, która na szczęście przez cały ten czas stała pusta i bezpieczna. Tam powrócił do stylu życia polegającego na trenowaniu i rozmyślaniu z dala od jakiegokolwiek towarzystwa. Jednak po spędzeniu tam nudnego miesiąca bez niespodzianek postanowił że opuści swój dom i powróci do tułactwa, przynajmniej na jakiś czas. Lecz i to po czterech tygodniach mu się znudziło. Chyba już zaczynał rozumieć powoli sens kary, która z każdym dniem robiła się coraz bardziej uciążliwa. Powrócił zatem na tereny ludniejsze, a więc na najbliższą okolicę krwawej fontanny. W dzień, w którym się tam pojawił, było tam tłoczno. A to dlatego, że najwidoczniej wszyscy podziwiali jakieś niespotykane widowisko. I Honoberuto dołączył do tłumu gapiów. Jak się okazało, miała tu miejsce jakaś walka, która chyba właśnie dobiegła końca. Cztery osoby leżały na ziemi, trzy stały dumnie nad nimi i wołały do tłumu, „aby ten, kto jeszcze jest taki mądry, przyszedł i pokazał jaki z niego kozak”. Jakże zdumiał się kapelusznik, gdy w wojownikach gryzących ziemię rozpoznał własnych rodaków, changelingów! Do dalszej bitki się szykując dumnie triumfowali zaś rybopodobni przedstawiciele rasy Kanassian. Jaszczury rzecz jasna przebywały na pierwszych formach, a rybeńki wyglądały na doświadczonych wojów. Kto wśród tłumu zdawał sobie sprawę z kanassiańskiej nienawiści wobec rasy uzurpatorów, nie miał wątpliwości iż bójka była skutkiem sporu na tle rasowym. Kapelusznik spokojnie obserwował przebieg wydarzeń, gdy nagle któryś z Kanassian zauważył go i pokazał towarzyszom. Wszyscy gapie wnet oddalili się od Honoberutona, który był teraz celem agresywnych ryboczłeków. Zaatakowany jednak nie stracił zimnej krwi i mimo tego, że był w mniejszości, stanął do walki. Wyleciał prędko w górę i pozostałych na ziemi napastników poczęstował gradem kilkunastu pocisków. Był to pierwszy raz gdy wykorzystał nauczoną jeszcze przed ostatnią transformacją technikę w walce. Wtem pojawiły się demony, które wnet zapobiegły dalszemu przebiegowi walce. Jaszczur zeznał co się wydarzyło zgodnie z prawdą, a poparło jego wersję parunastu obserwatorów zdarzenia, reszta wolała czmychnąć gdy tylko ujrzała czerwono-niebieski oddział strażników piekła. Tylko dwaj Kanassianie zostali zaaresztowani, trzeci bowiem zginął w ataku kapelusznika. Poległe wcześniej jaszczury nie zginęły, ale zostały ciężko ranne. Hono został puszczony wolno, jako że tylko się bronił. Dusza, rzecz jasna, radowała mu się z powodu zabicia jednego z napastników. Ale przyjemność nie przesłoniła mu rozsądku. Powrócił na pustkowia, do swej jurty. Podczas powrotu do domu, zatrzymał go w pewnym momencie jakiś posłaniec. Wręczył mu kartkę i odleciał, nic nie mówiąc. Jaszczur otworzył ją dopiero, gdy był na miejscu. Znajdował się tam stos gróźb od Kanassian, którzy zdążyli dowiedzieć się o zajściu i postanowili się odegrać na nim. Najpoważniej brzmiała zapowiedź wizyty w jego domu i załatwienia go raz na dobre. Na dowód że nie są to puste słowa, dołączyli szczegółowy opis jego namiotu, wraz z podaniem jego położenia względem najbliższych obozowisk. Wyglądało na to, że naprawdę wiedzą gdzie mieszka.
Gad potraktował list na poważnie. Nie wiedział do końca czego się spodziewać, ale na pewno wiedział że musi się przygotować. W końcu całkiem możliwe że jakaś połowa wszystkich Kanassian którzy kiedykolwiek istnieli zamieszkiwała piekło. Gdyby naszło go choćby kilkunastu z nich, miałby kłopoty. Dlatego też trenował i przygotowywał sobie plan ucieczki, w razie gdyby jego szanse na wyjście z tego cało okazały się nikłe. Jednakże bandyci nie nadchodzili. Minęły trzy miesiące. Budząc się rano, usłyszał delikatne pukanie w drzwi. I choć kto inny uznałby to za odwiedziny przyjaciela, jemu przeczucie podpowiadało że to Kanassianie. Najmądrzej byłoby wylecieć przez otwór dymny w poszyciu jurty, jednakże nie było szans aby mógł się przez niego przecisnąć. A więc otworzył drewniane drzwi, spodziewając się i całej armii, która oblegać będzie jego dom ze wszystkich stron. Lecz zamiast tego otrzymał zaledwie jednego rybiego wojownika. Ale jakiego! Chłop jak dąb, bary jak telewizor, wzrok przenikliwy i pełny boleści. No i ta szybkość! Gdyby nie to, że Harara spodziewał się i natychmiastowego ataku, nie zdążyłby się uchylić i po przyjęciu ciosu na klatkę piersiową, poleciałby na ścianę jurty, przebiłby ją na wylot i wylądował kilkanaście metrów za nią. Jednakże unik wykonał, a potem rozpoczęła się walka z Kanassianinem. Nie był zbyt rozmowny i nie mówił nic. Widać było, że to zupełnie inna liga niż tamci amatorzy. Zdawało się, że jest wyspecjalizowanym zabójcą na zlecenie. Jednakże broniący się właściciel jurty wcale mu nie ustępował! Ich walka niemal od razu przeniosła się dalej w głąb pustkowia, z daleka od domu jaszczura. Walka była trudna dla obu wojowników. Nie mieli chwili wytchnienia i dawali z siebie absolutne maksimum. Pojedynek trwał i trwał, sypał się uderzenia wszelkimi dostępnymi częściami ciała. Gracja i zmysłowość Honoberutona przeciwko siermiężności, lecz także potędze anonimowego najeźdźcy. Co jakiś czas szła w ruch ich Ki. Oponenci stosowali różne fortele i podstępy, jednakże oboje pozostawali czujni i ostatecznie wszystkie nieczyste zagrania spełzły na niczym. Choć lała się krew i chyba więcej nawet potu, walka nie była wcale tak ciekawa jak mogłoby się wydawać. Ciągle działo się to samo: wymiana ciosów i od czasu do czasu jakiś błysk energii. Gdy już oboje byli wycieńczeni i zdawało się że oboje padną z sił, jaszczur zmienił taktykę. Dotąd bowiem walczył z głową i rozsądkiem, starając się oszczędzać siły. Teraz jednak zmienił się w dzikiego szaleńca. Zaczął po kolei stosować wszystkie rodzaje technik jakie miał w arsenale. Zaskoczona rybeńka nie miała szans. Już po kilku chwilach była martwa i opuściła świat zmarłych przeistaczając się w niebyt. Jaszczur zaś nie miał zbyt wiele czasu na radość, bo po chwili i on stracił przytomność, a także pokaźne rozmiary i wielką moc dawaną mu przez transformacje.

***

Ławeczka przy krwawej fontannie. Znów wielki i silny Hono siedział na niej i nucił jakąś smętną melodię. Rok spędzony w nowym miejscu zmienił go. Nie stracił swego charakteru, jednakże stał się osobą o wiele bardziej stateczną i opanowaną. Bardziej skłonną do przemyśleń. A także do… rozpaczy. O tak, rozpaczy. Nie czuł się komfortowo w tym całym piekle. Nie raz i nie dwa przesiadując w swojej jurcie zalewał się łzami rozpaczając nad swym losem. Ale nie pojawiło się w nim to, co wśród mieszkańców piekła z założenia powinno się pojawiać. Mowa tu o skrusze. Zamiast niej czuł teraz nienawiść i złość. Nie wiedział do końca na kogo. Prawdopodobnie po części na strażników tego miejsca, po części na uciążliwych jego mieszkańców… Ale najbardziej na tych, którzy stworzyli to miejsce by wymierzyć sprawiedliwość i podzielić wsze stworzenie na część dobrą i złą. Nie raz i nie dwa zaciskał zęby i przeklinał bogów w myślach. Żal, cierpienie, wściekłość, żałoba po samym sobie. Oto czym teraz był.

Spoiler:
Honoberuto nauczył się kontroli ki oraz techniki Energy Barrier.
avatar

Honoberuto
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 390

Powrót do góry Go down

Re: Honoberuto

Pisanie by Haricotto on Nie Sie 06, 2017 6:07 pm

Przeczytane.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 925

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach