Rock - TS

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Rock - TS

Pisanie by Rock on Wto Sie 08, 2017 7:34 pm

Time Skip

Kilka kroków w przód i życie już nie będzie takie jak wcześniej. To co się widziało i co się doświadczyło potrafi zaowocować w zupełnie niespodziewany sposób… Choćby przypadkowe dwa spotkania, jedno praktycznie po drugim, jakie Aiko miała (nie)szczęście przeżyć. Nie, by miała narzekać na swojego pierwszego przyjaciela lub ogoniastego amatora, jednakże… Gdyby tamtego dnia nie wybrała się na wycieczkę w góry, nie spotkałaby Fabu. Wracając, nie zbłądziłaby i w opuszczonej chacie nie natknęłaby się na Saiyanina. Los bywa kapryśny, a tak jej pole widzenia rozszerzyło się dzięki dwóm, zasadniczym punktom, które odwdzięczyły się tym, czego w tamtej chwili potrzebowała. Po pierwsze, zyskała… Przyjaciół? Trudno powiedzieć coś takiego o grupie specyficznych indywiduów, lecz lepszego słowa znaleźć nie mogła. Nie, by w rok od razu się do nich przekonała i zaufała na śmierć i życie, ale dali się lubić i martwiła o tych wojowników, choć zasadniczo ich myśli płynęły pod innym kątem niż czarnowłosej dziewczyny.
Pierwsze dwa miesiące zeszłego roku, minęły Rock pracowicie. Najwięcej odparzeń i zadrapań pojawiło się właśnie w tamtych dniach, gdy skupiła się jak mogła na swoich obowiązkach w Korporacji. Szczęśliwie nikt jej nie podejrzewał o uczestnictwo w kontrataku na żołnierzy, którzy pamiętnego dnia napadli na górską wioskę, lecz była bardzo ostrożna. Armia potrafi z zaskoczenia stawiać zarzuty i miała dość drastyczne środki w wyciąganiu informacji, dlatego przez miesiąc zachowywała się nienagannie. Z czasem, widząc, że nic się nie dzieje, ośmieliła się odwiedzić przełożonego. Po omówieniu kilku spraw z Doktorem Briefsem i kierownikiem zmiany, jej plan tygodnia uległ drastycznej zmianie. Co drugi dzień, od rana do wieczora zmieniała uszczelki, opony, sprawdzała świece, wkładając ręce w co się dało. W zamian, kolejny dzień miała wolny od obowiązków, choć dla niepoznaki chodziła do Doktora Briefsa, rzekomo pomagając mu w różnych sprawach, robiła co chciała. Dla przykładu, pozwolił jej skorzystać z powszechnej bazy danych, by przekopała ją w poszukiwaniu jednej, konkretnej informacji. Rock obłożyła się książkami i mapami, szukając miejsca, które znała tylko z dość skromnego opisu staruszki. “Plemię indiańskie, pod wielkim słupem sięgającym nieba…” Teoretycznie żaden słup nie mógłby być aż tak wysoki, w końcu by się wygiął, zwalił na ziemię… Lecz choć Aiko kochała naukę i lubiła stosować ją do codzienności, wiele rzeczy jakich była świadkiem nie mogła ona wytłumaczyć. Poza tym, nie wszystko wymaga wyjaśnienia. Skupiając się nad kartograficznym księgami, Rock zdarzyło się zarwać kilka nocy i nad ranem obudzić się z twarzą w atlasie. Chciała za wszelką cenę znaleźć Fabu, przyjaciela, który zaufał jej na tyle, by pójść z obcymi sobie ludźmi na ich tereny. Dziewczyna czuła się winna, że nie była w stanie się nim zająć, co tylko wzmogło jej determinacje, by go jak najszybciej odszukać.
W końcu się jej udało. Założyła gogle, schowała Mruczkę w kombinezonie i wprowadzając dane do “pożyczonego” GPSa, wsiadła na motor poduszkowy. Opłaciło się czytanie wszystkich legend i ciekawostek geograficznych, choć jej badania trwały jakieś dwa miesiące, to za pierwszym razem trafiła na miejsce. Przywitał ją tłum zaciekawionych spojrzeń, należących do rodowitych Indian. Ciemna skóra i włosy, charakterystyczne stroje i namioty… Wśród nich było kilkoro osób jaśniejszej rasy, paru z nich ją rozpoznało, jako tą, która była przy “jaszczurze” podczas ataku na ich wioskę. Nie musiała pytać nawet o Fabu - sam wybiegł jej na spotkanie. Aiko ogromny kamień spadł z serca gdy zobaczyła go w dobrym stanie. Przytuliła przyjaciela, przyjrzała mu się uważnie, wypytując jak minęła mu droga. Pytała co widział i kogo poznał, po cichu nie mogąc się nadziwić, jak przez kilka tygodni dojrzał. Z poziomu kilkuletniego dziecka podskoczył wysoko w górę, widziała to po tym jak się poruszał, słyszała w mowie i w wyraźnie lepiej składanych zdaniach.
Cieszyła się bardzo z tego spotkania, lecz nie mogła zostać na ziemiach Korin wiecznie. Kusiło ją by nie wrócić do miasta, lecz nie mogła zapomnieć o tym co się działo na świecie. Armia dalej trwała przy władzy, a jeśli choć trochę pomoże Korporacji i Doktorowi, na rzecz ruchu oporu rzecz jasna, to może tam dalej tkwić. Poza tym, plemię indiańskie, choć gościnne, nie mogło jej wiele zaoferować. Rock przydałaby się im jako mechanik, naprawiała by im potrzebne rzeczy, dbała o sprzęt, lecz oni nie potrzebowali nic z jej usług - żyli spokojnie i zgodnie z naturą. Niezwykłe w ówczesnych czasach, i sama Aiko nie zamierzała ingerować w ich styl życia. Podziękowała im tylko za opiekę nad bliskim przyjacielem, dostając jednocześnie przyzwolenie na częste wizyty. Przytuliła swojego ulubionego “Czerwonego Smoka”, obiecując, że za niedługi czas znów go odwiedzi i pożegnawszy się, wsiadła na motor, wracając do West City.
Nie tylko przez Fabu cały rok minął jej w rozjazdach. O dziwo góry znajdowały się o wiele bliżej, a Rock, nie wiedzieć czemu, znów pojawiła się w nie-do-końca-opuszczonej chacie. Czemu? Czy jako młoda, rozsądna kobieta, nie powinna unikać osobnika, który zamiast “dzień dobry” proponuje wspólne poczęcie dziecka? Yare yare. Nie zmieniało to faktu, że choć nieokrzesany, Haricotto był przemiły, poza tym, wyraźnie nie podobała się mu Armia. Wspólny wróg jednoczy, chyba było takie powiedzenie… Nawet gdy skupiała się na poszukiwaniach Fabu, pojawiała się co jakiś czas w chatce, również gdy była pusta. Dostała przyzwolenie od Saiyanina by tu przebywa i postanowiła zmienić to i owo. Korzystając ze swojej przepustki oraz możliwości zabierania niepotrzebnych części z budynku Korporacji, Rock zakasała rękawy, spełniając się zawodowo. Pierwszą rzeczą jaką zrobiła, było naprawienie kłopotu z prądem. Na takim odludziu trudno spodziewać się setki kabli pod ziemią, poprzedni właściciele mieli tutaj założoną prądnice. Problem w tym, że agregator prądotwórczy wymagał podłączenia do wiatraka lub musiałby być zasilany prądem rzeki… I jedno i drugie mogło zdradzić położenie chaty. Znalazło się jednak i na to rozwiązanie. Po odpowiednim podrasowaniu, by rozpalić i rozbudzić urządzenie, Rock podłączyła je do rowerka w piwnicy. Haricotto, poproszony o pedałowanie w celu zasilenia i rozruszenia urządzenia, wziął zadanie zbyt poważnie… Bądź źle oceniła jego siłę. Na krótki moment wszystkie żarówki rozjarzyły się jak setka słońc, po czym popękały z cichym trzaskiem. Aiko nie miała serca karcić o coś takiego, machnęła tylko ręką, z westchnieniem mówiąc, że jutro przywiezie nowe halogeny.
Oprócz Haricotto w chacie pojawiały się jeszcze dwie osoby. Również wysoki, spokojny chłopak o imieniu Ryu i rudowłosa, nieco “nieoswojona” dziewczyna, Aymi. Rozmowy z tą trójką były, zaiste, “ciekawe”. Haricotto czasem sprawiał wrażenie, że nie wie co się dzieje i nie znając zasad funkcjonujących na Ziemi, mówił coś szczerego, lecz w kontekście dla niej dziwnego. Sprawy wojowników, tak sobie to tłumaczyła czarnowłosa. Ryu z drugiej strony był bardziej opanowany i zdyscyplinowany, ich konwersacje były dość normalne, acz między nimi pozostawał pewien dystans. Rozmowy z nim były jaśniejsze niż z Harim, ponieważ jak przystało na kogoś z obcej planety, Saiyanin nie do końca odnajdował się w ludzkim świecie, dlatego często pytała się Ryu, “O co Haricotto chodzi?”. Oprócz tego, przekazywała im obojgu co udało się jej usłyszeć w Korporacji na temat Armii Czerwonej Wstęgi, czasem przyznając, że martwi się o nich. Nie mogła spędzać każdego dnia w górach i zdarzało się jej zadumać nad silnikami w pracy, czy przypadkiem gdzieś nie polecieli i nie wpakowali się w kłopoty. Potrafili znikać na długi czas i wtedy grzebała w izolacji pustego domu. Cóż, takie to były czasy i wiele poradzić na to nie mogła.
Z tego towarzystwa najdłużej milczała Aymi. Przy pierwszym ich spotkaniu, ku zdziwieniu Aiko, nazywała Hariego swoim tatą. Było to dość… Dziwne, biorąc pod uwagę, że były w podobnym wieku i Saiyanin był starszy najpewniej tylko o kilka lat. Rock spojrzała na niego dziwnie, jednak postanowiła nie poruszać tematu, spodziewając się, że na jego twarzy pojawi się kropla potu i nerwowy uśmiech. Też coś… Nie, żeby miała zaraz jakieś pretensje, ale między całą trójką były jakieś tajemnice, połączenia i powiązania i momentami czuła się tam jak intruz. Wtedy tylko wzdychała, brała rękawice i zabierała się do pracy. Po kolei sprawdzała elektryczność w każdym pomieszczeniu oraz dostęp do wody, izolację oraz uziemienie. Uregulowanie prądnicy zajęło jej tygodnie, jeszcze gorzej było z wodą. Brak bieżącego dostępu do życiodajnej cieczy był nader kłopotliwy. Woda jednak w chacie była, ale Rock po krótkich oględzinach stwierdziła, że plątanina rur kradnie wodę z kilkunastu innych. Ktokolwiek to założył, miał tupet. Musiała odłączyć całą instalację na kilka dni, polecając wojownikom by odkopali kilka przewodów, by mogła się z nimi uporać i założyć dopływ świeżej wody z rzeki, która płynęła kawałek dalej.
Pod koniec całego zabiegu, gdy montowała kurki i zawory na tylnej ścianie domu, podeszła do niej Aymi. Dziewczyna najpierw usiadła nieopodal, obserwując ją, potem zaczęła zadawać pytania. I tak jak przy Fabu, Aiko starała się jak najprościej wytłumaczyć to co robiła, gdyż fachowe terminy były zbyt zawiłe jak dla kogoś o innych zainteresowaniach. Pierwsze lody zostały przełamane, choć i tak Rock miała wrażenie, że jest wobec niej niepewna i w tej ostrożności może nieco dziecinna. Co ona niby mogła, jak jej zagrozić? Zdzielić kluczem francuskim? Prędzej rzuci się na nią jej pantera, z którą tak często drzemie Mruczka w słońcu. Była z Aymi trochę specyficzna dziewczyna, znikała na całe dnie w lesie i Ryu z Haricotto nie wykazywali żadnego niepokoju. Chwilami Rock nie wiedziała czy powinna się martwić czy zachować spokój, aż w końcu się poddała. To były sprawy “wojowników”. Obserwowała treningi całej trójki i wiedziała, że wystarczyłby jeden ruch by pozbawić ją życia, więc rudowłosa na pewno sobie poradzi w głuszy. Choć raz padła propozycja by ćwiczyła z nimi, to pokręciła tylko głową, zabierając się za naprawę lodówki. Rock znała swoje ograniczenia, ale też nie chciała się przyznać, jak żałośnie jest słaba. Krzepa to jedno, ale branie leków to drugie. Wiedziała, że to z jej strony było niedojrzałe, ale nie powiedziała ani słowa o tym, że w kieszeni zawsze ma inhalator.
Ogromna siła mieszkańców chaty przydawała się podczas gruntownego remontu. Czy to noszenie ciężkich części czy kopanie albo przesuwanie instalacji, niewątpliwie pomagali w odnowieniu domu. Po całym tym roku Aiko zaczęła traktować chatę jak coś w rodzaju swojego dzieła. Zadbała o wszelkie instalacje, naprawiała sprzęt kuchenny, uregulowała ciśnienie w rurach w łazience, nawet przy drobnej pomocy założyła filtr na komin, by dym nie zdradził pozycji chaty. Krótko mówiąc, cieszyła się z tego co dokonała, choć chwalić się w Korporacji nikomu nie mogła. Z coraz większą niechęcią wracała do tamtego budynku, do miasta i pracy, lecz nie było na to rady. Nie wiedziała też jak mogłaby wytłumaczyć Haricotto w razie gdyby zapytał, że nie przeprowadzi się do domku w górach. Oni przeżyją bez niczego w głuszy, zapolują na obiad, dadzą sobie radę - ona nie. A w czasie ich nieobecności musiałaby dać sobie radę sama.
Nie zapomniała oczywiście o wizytach u Fabu. Odwiedziny były dla niej czymś w rodzaju rekreacji, mogła odetchnąć, pośmiać się i spędzić czas ze swoim przyjacielem. Przez moment myślała, że może jaszczur by zadomowił się w chacie w górach, ale widząc jak przywykł do plemienia, nie mogła tego zasugerować. Tu też miał przyjaciół i nawet gdyby jej posłuchał, bo była “jego pierwszą przyjaciółką”, nie byłoby to w porządku wobec niego. Dlatego przyjeżdżała do niego kiedy mogła, zawsze mając mu coś ciekawego do opowiedzenia, zaczęła nawet uczyć przyjaciela czytać i liczyć. Znalazła kilka książek, które mógł przejrzeć i sam się uczyć. Był bardzo pojętnym uczniem, lecz ciągle martwiła się, czy aby Armia nie próbuje znaleźć Fabu i unieszkodliwić. Na ten temat nie słyszała plotek w Korporacji, ale nie bardzo ją to uspokoiło. Jeśli coś było bardzo tajne, to nikt słowa wśród żołnierzy nie piśnie. Fanatyzm potrafił bardzo uprzykrzyć życie.
W miarę jak płynął czas, Rock łatwiej było zarządzać czasem. Regularnie bywała i w chacie i na ziemiach Korina, najczęściej jednak tkwiła z umazanym smarem nosem w pracy. Szło jej lepiej, czuła się nieco pewniej dzięki rozmowom z Doktorem Briefsem i świadomości, że są jeszcze ludzie, którzy nie należą do ruchu oporu, a walczą z oprawcą. Przyzwyczaiła się do nich, może nawet trochę za bardzo.

_________________
avatar

Rock
Admin

Liczba postów : 70

Powrót do góry Go down

Re: Rock - TS

Pisanie by Haricotto on Wto Sie 08, 2017 8:06 pm

Przeczytane.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 921

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach