Halle Reisaki - Timeskip

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Halle Reisaki - Timeskip

Pisanie by Halle on Sro Sie 09, 2017 7:47 pm

Never had much faith in love or miracles
Never wanna put my heart on the line
But swimming in your world is something spiritual



Kilka dni po tym, jak Ryu spotkał się z Halle i odstawił ją bezpiecznie do domu, Hiroshi oznajmił swojej córce, że powinna zacząć się już uczyć latać oraz walczyć na poważnie. Jego zmęczona, postarzała nagle twarz pokryła się cieniem - być może miało to związek z problemami na służbie, o których wspominał kilka razy dość niejasno i ogólnikowo i z coraz częstszymi wybuchami gniewu ciotki Seri?
- Musisz umieć o siebie zadbać, córeczko - mówił cichym, przytłumionym głosem pan Reisaki.
-  Nie chcę cię widzieć w warsztacie, dopóki nie nauczysz się latać! - wtórowała mu twardo siostra. Ponieważ Halle nie chciała nawet myśleć o rozstaniu ze swoim warsztatem i z mechanizmami, pilnie i czynnie ćwiczyła trudną sztukę latania, walczyła z ciotką i z ojcem, aż do dnia, w którym surowe spojrzenie Seri i lekkie skinienie głowy na pytanie "mogę już lecieć do śrub?" wynagrodziły jej wszystkie wysiłki. Codzienne powtarzanie tej samej sekwencji: kumulacja energii w brzuchu, aby móc się unieść - przesyłanie tego, co skumulowało się w brzuchu, w nogi -  unoszenie się w górę  na dwa, trzy centymetry, czasami więcej - bolesny upadek na ziemię bez amortyzacji ("parę siniaków ci nie zaszkodzi) poskutkowało tym, że po trzech dniach wytężonej nauki Halle opanowała tą skomplikowaną umiejętność. Trochę trudniej było z walką, której uczyli ją zarówno ojciec, jak i groźna, wiecznie podnosząca na nią głos za byle co Seri. Dziewczyna wprawdzie pamiętała jakieś względne podstawy z przeszłości, ale o ile rzeczy takie, jak wysuwanie lewej nogi, ugięcie obu nóg z przeniesieniem ciężaru na tą tylną nie sprawiały jej problemu, o tyle wytrzymanie na tylnej nodze, z rękami z przodu - lewą nieco z przodu, prawą blisko tułowia, z palcami rozczapierzonymi jak w tygrysiej łapie, no i z tymi przeklętymi unikami, okazało się dla naszej damy z West City rzeczą cokolwiek trudną. Ile razy ciotka nie wyprowadziłaby ciosu, Halle nie udawało się go uniknąć i w rezultacie upadała na ziemię, słuchając jej szyderczych uwag w rodzaju "Cóż za desynchronizacja! Spodziewałam się czegoś więcej po osobie z twoim refleksem! Wstawaj!". I wstawała; z każdym kolejnym ciosem, uczuciem okropnego bólu za każdym trafieniem, z każdą kolejną złośliwością motywującej ją w ten sposób ciotki przybliżała się do celu. Wreszcie po kolejnych pięciu dniach udało jej się i to, a coraz bardziej zapadający na zdrowiu i przypominający własny cień Hiroshi przyglądał się córce z rosnącą dumą.
Dni mijały jej jak zawsze: "już idę, ciociu Seri", podawanie ojcu lekarstw, spacery z przyjaciółką po West City, uczenie się nowych metod mechaniki. Pewnego poranka postanowiła wypróbować nowy schemat, który znalazła poprzedniego dnia w szufladzie; wyglądało to jak prosta konstrukcja budzika. Mogłaby spróbować...czemu nie? Udała się więc na strych, gdzie - jak wspominała ciotka - leżały najrozmaitsze stare części, trybiki, śrubki, śrubokręty, klucze...generalnie coś dla niej. Tam udało jej się istotnie znaleźć starożytny wręcz chronometr, który zabrała ze sobą do warsztatu. Uśmiechy na twarzach starszej generacji były na poły tajemnicze, a na poły rozbawione jej znaleziskiem, jednak ani ojciec, ani ciotka nie sprzeciwili się nowemu pomysłowi rezolutnej Halle i każdego wieczoru zaglądali do jej pokoju, patrząc, jak oczyszcza kolejne części z kurzu, potem łączy starannie, z uwagą, przygryzając wargi, kolejne przewody. W kilka wieczorów później odnowiony i nakręcony niewielki, niebieski budzik stał już przy łóżku dziewczyny, melancholijnie wystukując rytmiczne "tik, tak".


You bring me to my knees
You make me testify
You make me fight



Pierwszy dzień wakacji na Ziemi był dniem niezwykle radosnym. Uczniowie szkół wojskowych w West City wykorzystywali go chętnie na relaks; tak też postąpiła i Halle. Jak zawsze, kiedy nie ćwiczyła latania albo nie siedziała w warsztacie ze śrubokrętem za uchem nad nowym wynalazkiem swojej mechanicznej myśli, wybrała się do lasu na długi, relaksujący spacer.  Nic nigdy jej tak nie relaksowało jak przyjemne łono przyrody, śpiew ptasząt i błogosławiona cisza, tak inna od wrzasku dzieciaków na przerwach czy od hałasów Capsule Corp, gdzie zajrzała parę razy, aby przyglądać się pracownikom tej szanownej instytucji i podłapywać od nich wiedzę. Było to jednak dosłownie kilka losowych razy i Halle nie wiązała z tym miejscem swojej przyszłości, a na pewno nie tak bardzo, jak...
Tu z rozmyślania wybił ją męski, niewątpliwie męski głos, który wykrzykiwał jej imię. Kiedy się rozejrzała, uświadomiła sobie, że należy on do Ryu - chłopaka, którego spotkała tu parę miesięcy temu.
Właśnie szedł ku niej, zarumieniony tak mocno, że dziewczyna mimowolnie sama zaczęła się czerwienić.
- Halle! - wołał radośnie. - Co cię tu sprowadza?
- Postanowiłam się przejść. Cenię sobie przyrodę - odpowiedziała zuśmiechem rudowłosa, ściskając wesoło prawicę młodzieńca. - Ale co ty tu robisz, Ryu-kun?
- Wpadłem tu przelotnie, hehehe - zaśmiał się brunet, drapiąc się po potylicy. - A tak na poważnie, to tutaj trenowa...
Nie zdążył jednak dokończyć swej wypowiedzi, gdyż przerwał mu tak nieistotny szczególik jak trzęsienia ziemi (wprawdzie niewielkie, ale jednak), a następnie dość donośne tąpnięcia.
"Trochę jak ciocia w kankanie" - pomyślała zgryźliwie Halle, mimowolnie chwytając mocniej dłoń czarnowłosego i starając się zamaskować nerwowym uśmiechem coraz większe przerażenie.
Osobnik, który pojawił się po chwili na polanie, był modelowym wprost tyranozaurem, a przez rozstaw ostrych niczym szable kłów i rozmiary panna Reisaki byłaby skłonna zaliczyć go nawet do gatunku znanego nauce jako tyrannosaurus rex. Jakakolwiek jednak byłaby klasyfikacja tego zwierzęcia, pewne były dwa fakty: po pierwsze, było cholernie wielkie, po drugie, cholernie głodne.
- W-w-wiesz co, m-mamy tutaj bardzo...wielką....AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA, SZLAAAAAG, PUSZCZAJ MNIE, TY PRZEKLĘTY JASZCZURZEEEEE!
- Kolacja nie krzyczy - upomniał ją ochrypłym, groźnym głosem jaszczur, który właśnie pochwycił Halle w swe szpony i niebezpiecznie zbliżał właśnie jej osobę do swej paszczy. - Kolacja grzecznie zjeść. Dino zjeść. Och, zjeść!
- WYPUŚĆ MNIE WRESZCIE, TY ŁUSKOWATA SZUJO! RYU, POMÓÓÓÓÓÓÓÓÓŻ MI, TA MENDA ZARAZ MNIE ZJEEEEE!
Czy Ryu mógł pozostać głuchy na takie wezwanie? Nie mógł. Dzięki jego ekspresyjnym działaniom i sile perswazji jedyna pociecha Hiroshiego Reisakiego leciała już w dół z prędkością, która absolutnie utrudniała jej kontrolę nad torem lotu. Spadając w dół, modliła się tylko o to, by nie uszkodzić za bardzo jakiegoś nieszczęsnego drzewka; owe modły okazały się skuteczne o tyle, że Ryu zdążył ją złapać.
- Halle, ukryj się. Ja się nim zajmę - polecił stanowczo. Dziewczyna potrząsnęła głową, chcąc się pozbyć włosów z pozieleniałej ze strachu twarzy.
- N-nie będę polemizować - jęknęła słabym głosem. Gdy tylko Ryu postawił ją ostrożnie na ziemi, natychmiast wskoczyła w rosnące niedaleko krzewy i zza ich bezpiecznej osłony obserwowała całą walkę (o ile walką można było nazwać to, że po kilku sekundach zwierzę padło, a jej obrońca, któremu całym serduszkiem była wdzięczna, był praktycznie nieuchwytny). Cóż za odważny wojownik! Doprawdy, warto było go poznać. Powinna mu się jakoś odwdzięczyć...Może w przyszłości skonstruuje mu zbroję? A na razie może mu ofiarować coś ciekawego. Coś niebanalnego. Coś ładnego...
Z zamyślenia wyrwał ją dotyk; Ryu stał przy niej i uśmiechał się do niej, choć na twarzy młodego wojownika malowała się troska.
- Wszystko w porządku? - spytał.  W głowie Halle narodził się w tej chwili szybki plan. Uśmiechnęła się szeroko, po czym odpowiedziała z nieskrywaną ulgą:
-Tak, jest okej...Ja...po prostu się zamyśliłam. Dziękuję, że mnie uratowałeś.
- Eh, nie ma za co - zapewnił wesoło chłopak. Przestąpił z nogi na nogę, czemuś zmieszany, po czym przyjrzał się jej uważnie raz jeszcze i zaproponował powrót. Halle nie sprzeciwiała się temu, ale stanowczo odmówiła latania i Ryu zmuszony był czynić honory transportowe, gdyż okazało się, że pod wpływem przerażenia dziewczyna nie jest w stanie latać.
Kilka dni później Ryu znów spotkał się z Halle - tym razem jednak już nie na polanie, a w jej domu. Śliczna dziewczyna bardzo mu przypadła do gustu, to musiał przyznać, lecz wizja spotkania z jej hipotetycznymi rodzicami tak go przerażała, że całą noc zastanawiał się: "iść, nie iść, a jeśli tak, to jak się zachować?". Na szczęście ojciec i ciotka dziewczyny okazali się być nadzwyczaj mili, a sama Halle tak urocza, że wszelkie jego obawy pierzchły i w godzinę później zmierzał na plażę wraz z uroczą damą.
- Czy to ma być coś w rodzaju...randki? - zapytał nieśmiało.
- Załóżmy, że spotkanie dla przyjemności - uśmiechnęła się delikatnie dziewczyna, siadając obok niego na kocu, który rozłożyli uprzednio na miękkim, przesypującym się powoli piasku. Cichy szum spokojnych, jakby uśpionych fal morskich, lekki wiatr bawiący się z włosami dziewczyny i burzący fryzurę chłopaka, piękna, słoneczna pogoda, dwa soki i ciastka podarowane im przez ciotkę pierwszej z nich - wszystko to złożyło się na przyjemną możliwość spędzenia czasu we dwoje. Gdy tak rozmawiali o różnych ciekawych rzeczach i wymieniali się żartami, Halle przypomniała sobie, że ma dla chłopaka prezent. Pogrzebała więc w kieszeni niewielkiej torby, którą zabrała ze sobą, a następnie wydobyła z niej niewielki, niebieski, blaszany budzik, wskazujący właśnie godzinę siedemnastą.
- Budzik? - zdziwił się głośno Ryu na ten widok. - Nie ufasz zegarkom na rękę, Halle-chan?
- Ufam im, ale bardziej tobie - odpowiedziała wesoło dziewczyna, po czym wręczyła ze wszech miar zdumionemu wojownikowi rzeczony przedmiot. Ten, rumieniąc się po same uszy, przyjął prezent, ogromnie zaskoczony.
- Mówiłeś, że trenujesz, więc teraz już nie zaśpisz na trening - zaśmiała się rudowłosa, nie wiadomo dlaczego spuszczając wzrok na piasek, którego nabrała w garść. Drobne, żółte ziarenka przesypywały się teraz między jej palcami.
- Wow...dziękuję...Sama go zrobiłaś? - spytał Ryu, chowając starannie budzik. W odpowiedzi Halle zachichotała i wykonała gest podobny do wkręcania w coś śrubki.
- Poszło na to parę wieczorów, ale tak. Mnie budzi ojciec, więc nie potrzebuję budzika, a pomyślałam, że może tobie się przyda.
- Nie wątpię - zapewnił z uśmiechem chłopak. Nagle spojrzał na niebo i westchnął.
- Jest już dość późno. Muszę lecieć.
- Ale wrócisz tu kiedyś?  - spytała cicho dziewczyna. Sama nie wiedziała, dlaczego, ale nie chciała, by odlatywał. Naprawdę tego nie chciała. Ale jeżeli Hari na niego czekał, jeżeli miał zobowiązania...Nie mogła go zatrzymywać. W końcu była dla niego tylko przyjaciółką...
A może tylko aż?
Odpowiedź Ryu zagłuszył wiatr.


(Tekst piosenki - lekka przeróbka Bastille: Locked out of Heaven, proszę mi wybaczyć opóźnienie)


Postępy Halle:

- Latanie
- Sztuki walki
avatar

Halle

Liczba postów : 12

Powrót do góry Go down

Re: Halle Reisaki - Timeskip

Pisanie by Haricotto on Sro Sie 09, 2017 11:07 pm

Przeczytane.

_________________
Sūpā Saiya-jin:


avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1130

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach