Na pohybel łibusom

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Na pohybel łibusom

Pisanie by Arystarch on Pon Sie 28, 2017 12:17 am

Imię: Nie ma, ale na kurtce którą nosił było napisane ARYSTARCH więc uznał, że tak się nazywa. Lepsze to niż Hold the Door.  

Wiek: Fizycznie jest w pełni dorosłym osobnikiem płci męskiej, którego wiek szacowałoby się na około 30 lat. Realnie ma około 10 wiosen na karku zaś mentalnie coś koło dwudziestki (bo osiemnastka była w tym świecie zajęta hehe). W sumie ciężko byłoby powiedzieć, że ma faktycznie ileś latek bo jego wiek obecnie byłby ujemny lub nie byłoby go wcale.

Rasa:
Bio-Android (kombinacja Demon-Majin-Saiyan). Bardzo dziwna mieszanka, której proporcje są mniej więcej takie: 25% czystego zła (bo każdy ma w sobie coś z diabła), 25% żelka (bo każdy na swój sposób jest słodki, a żelki nie mogą być złe) i 50% Saiyanina (bo trzeba być cliche i mieć jakiś motor do działania. No i taniej wychodzi fryzjer).

Wygląd: Wizualnie nie widać po nim ani krwi demona, ani żadnej innej części składowej. Nie ma ogona, nie jest galaretowaty ani różowy (nie jest za LGBT ani Legią). Wygląda jak zwykły, aczkolwiek wysportowany człowiek. Sylwetkę ma smukłą jak zawodowy gimnastyk lub szermierz. Ma nieco tkanki mięśniowej, która jest chyba jedyną rzeczą pozwalającą wstępnie oszacować jego potencjał bojowy. Jak na 190 cm wzrostu prezentuje się jako całkiem niezłe ciasteczko (lub żelek). Kolor jego włosów dopełnia tego stereotypu, że wysocy mają inny klimat w okolicy głowy i biały kolor jest u niego po prostu naturalny. Nawet mają taki lekko saiyański kąt odchylenia albo po prostu jakby cały czas mu wiał wiatr w oczy. W żadnym wypadku nie jest blondynem o niebieskich oczach, ale wiadomo, że białemu do tego koloru niedaleko. Za prawym uchem zaś ma kod. Taki jak w Biedronce na produktach lub innym markecie. Czyżby kupiono go gdzieś tam na dziale z mrożonkami podczas promocji na karpia? Jego rysy twarzy są ostre niczym słowa Korwina w europarlamencie (serio co ten człowiek tam robił?). Pod oczami ma zazwyczaj worki sugerujące niedostateczną ilość snu. Może każdej nocy gra w world of warcraft albo league of cancer, ale pewnie spowodowane jest to koszmarami nękającymi go dosyć regularnie. W sumie będzie o tym w historii i charakterze, więc nie rozpisuje się tutaj. Zwykle na sobie nosi skórzaną kamizelkę koloru niebieskiego. W niej są dwie kieszenie od strony piersi. Jedna z nich zawiera mały, kieszonkowy zegarek, który stoi. Trzeba w nim wymienić kilka trybików, ale właściciel ma do niego wartość sentymentalną i nie chce tego zrobić. Druga kieszeń kryje po prostu paczkę fajek. Jego nogi okrywają gładko przylegające jeansy, by płeć piękna mogła sobie popatrzeć na zgrabny tyłek i nacieszyć wzrok. Brązowe buty ze skóry na niewysokim obcasie, takim by wygodnie się chodziło. Do tego na łapach zazwyczaj ma czarne rękawiczki z wyciętymi palcami. Trzeba przyznać, że jak na wojownika ma gładziutkie dłonie. No i jeszcze do tego fajny niebieski płaszczyk z żółtymi zdobieniami oraz kremowym wnętrzem. Na przedramionach jest przyklejone jakieś dziwne logo z sierpem i młotem, a na ramieniu napis „ARYSTARCH” obwiedziony aureolą z wieńcem laurowym. W ręce zazwyczaj zamiast panienek lub czegoś o czym by pomyślał typowy lenny, trzyma miecz w czarnej pochwie. Rękojeść jest idealna, czyli biała, a ostrze gładkie jak łysina pewnego aktora porno. Wypolerowane tak, że nawet najbrzydsza kobieta może się przejrzeć i miecz nie pęknie. Na ręce ma jeszcze bransoletkę wyglądającą jak biały kawałek silikonu z cycków Dody ale tego akurat nie idzie przeciąć ani zdjąć. Z jakiegoś fabularnego powodu, który potem w trakcie gry się pojawi zapewne.

Charakter: Na pierwszy rzut oka poskramiacz łibusów wygląda na dosyć groźną i niedostępną osobę, jednak w rzeczywistości jego głowa skrywa zagubienie. Obudził się pewnego dnia na tym świecie, w palącej się kapsule i niezbyt pamiętał to co stało się wcześniej. Nie wiedział gdzie jest, ani w jakim celu tutaj trafił. W głowie miał tylko informacje jak walczyć, mówić, pisać oraz inne takie najbardziej podstawowe rzeczy na Ziemi. Trudno powiedzieć mu jaki był przed tym przebudzeniem, ale teraz jest dosyć spokojny. Posądza się go o skrajne lenistwo oraz kombinowanie jak tu sobie życie ułatwić czyimś kosztem. Na dobrą sprawę też ma w głębokim poważaniu wszystkich rządzących tego świata, bo póki nikt nie kontroluje jego umysłu to czuje się wolny. Ilekroć patrzy jak ludzie niszczą własną planetę lub walczą w tych głupich wojnach to robi mu się smutno. Sądzi, że ten gatunek prędzej czy później doprowadzi do własnej samozagłady. A to mu się nie podoba, bo znikną zwierzątka, które lubi (bez skojarzeń) i nie będzie mógł wygrzewać się na słonku pośrodku pastwiska. Sytuacja zmienia się diametralnie gdy dobywa miecza z pochwy. Coś jakby w nim pęka jak guma podczas wpadki i zachowuje się zupełnie inaczej. Staje się arogancki oraz sadystyczny. Ma wtedy wielkie zamiłowanie do malowania czyjąś krwią po płótnie jakim jest otaczający krajobraz. Jest też wtedy bardzo uczynny bo często pada pytanie „masz jakiś problem?”. Zwykle potem wszystkie problemy danej osoby zostają rozwiązane. Jak ręką odjął przez jeden, bardzo prosty mechanizm – śmierć. W sumie ta druga persona ma tak nawalone we łbie, że walkę uważa za taniec. Rodzaj tanga lub innego despacito z przeciwnikiem. Zmienia się również postawa oraz schematy ataków i priorytety. Głównym celem staje się przeżycie, a zignorowane zostają inne jednostki, które mogą po prostu zawadzać. Nie lubi jak ktoś zabiera mu zabawkę, więc walki 1 na 1 bardzo go satysfakcjonują. W tej formie potrafi zignorować ból i obrażenia, byleby wbić przeciwnikowi miecz w serce. Ucieka się do najbrudniejszych sztuczek, których normalnie by nie użył. Liczy się tylko wygrana, gdyż zwycięzcy piszą historię a nie przegrani. Ma też pewien tik nerwowy, którym jest zlizywanie krwi z ostrza, a kolekcjonowanie głów pokonanych i nabijanie ich na pal to taki standard tego mrocznego. Oczywiście potem ten dobry je chowa, bo nawet takim zwłokom należy się godny pochówek.
Chyba nie muszę mówić, że opisana przed chwilą osobowość dostarcza mu często koszmarów sennych, w których widzi twarze zabitych osób? To taki utajniony morderca z poczuciem winy. Jedna strona chce pomagać by odpokutować to co robi druga. Błędne koło, z którego nie da się wyjść. Celem nadrzędnym tej „dobrej” strony jest wyleczenie się z tego dziwnego syndromu. Warto napomknąć jeszcze, że ten spokojniejszy nigdy nie podniesie ręki na kobietę. Prędzej ją sobie utnie. Dosyć lubi ich towarzystwo.

Historia:
Opowiem wam teraz bajkę. Nie będzie ona z morałem, a raczej będzie bardziej niemoralna aczkolwiek pozbawiona pedofilii, homofobii i rasizmu, gdyż jak wiemy rasizm jest przestępstwem, a one są tylko zarezerwowane dla jednego koloru skóry. Zaczynajmy więc podróż w głąb tej króliczej nory.

- Przyszłość –
Planeta Ziemia. Błękitna kula, której w kosmosie nienawidzą chyba wszystkie możliwe siły. Wszyscy ostrzą sobie ząbki na smocze jaja… smocze kule, które się na niej znajdują. W końcu smok może spełnić każde życzenie, a raczej tak mówiła ulotka reklamowa dołączona do jednej z tych drogich kulek rozkoszy. To trochę jak zbieranie gwiazdek w GTA. Im więcej masz tym weselej, aczkolwiek przy 6 zaczyna się prawdziwy hardcore. No tutaj jest szczęśliwa siódemka, bo możesz przemalować sobie cały samochód w formie jednego z życzeń i bagiety cię nie dopadną. Przechodząc jednak do powodu, dla którego Ziemia nie została jeszcze podbita. W sumie jest ich kilka, a przyszły one o dziwo z kosmosu. Rodzeństwo Cooler i Freeza pojawiło się jako pierwsze na tej planecie. Tak się akurat zdarzyło, że pierwszy z braci był cool a drugi okazał się lepszy i był cooler. Początkowo żyli pośród ludzi i świadczyli usługi, które można określić mianem tych praktyk magicznych. W końcu wtedy większość ludzi nie wiedziała, że Ki to nie bujda na resorach stworzona przez skośnych. Wylądowali mniej więcej na terenach pod kontrolą Red Ribbon Army, gdzie regularnie były wszczynane bunty przez ekstremistów religijnych. Bracia bardzo szybko rozprawili się z fanatykami religijnymi, a następnie udali w podróż by odnaleźć mitycznego Sępiego Pustelnika, no ale tę historię znacie prawda? Co was będę zadręczał takimi banałami jak Freeza wraz z bratem wyruszyli wyzwolić Namek spod rządów niejakiego Kakarotto i Vegety, którzy bez opamiętania mordowali ludność nameczańską. Właśnie tam Freeza osiągnął swoją drugą formę po śmierci swojego bardzo bliskiego przyjaciela – kapitana Ginyu, którego spotkał podczas praktyk u Pustelnika. To właśnie grupka Ginyu Tokusentai początkowo będąca adwersarzami i rywalami teraz była najbliższymi przyjaciółmi rodzeństwa, które wyruszyło na Namek w poszukiwaniu smoczych jajec. Po całym tym starciu Freeza zaginał w kosmosie, a Cooler powrócił na Ziemię gdzie trenował jak nigdy. Ziemscy wojownicy czasami nawet oferowali wyzwanie, aczkolwiek jeden chyba stał w tym samym miejscu co parę lat temu. Nazywał się Yamcha i był praktycznie najsłabszym z wrogich ziemian. Wiecie ziemianim ziemianinowi ziemianinem. Nawet Solar Flare był dostatecznie silnym atakiem by go powalić.
W każdym razie mijały lata, a z przyszłości przybył bio-android zwany Cell. Był już w pełni dojrzały, gdyż androidy 17 i 18 dobrowolnie pomogły mu osiągnąć dorosłe stadium. Wystarczyło tylko obiecać, że ożywi się je za pomocą smoczych kul. Ogórczak przybył ich ostrzec przed złem z przyszłości w postaci Trunksa oraz powracającego do życia Goku. Z cybernetycznymi wszczepami oraz nową formą supersaiyanina drugiego poziomu stanowił niemałe zagrożenie dlatego ponownie bohaterowie musieli połączyć siły i udać się do wieży, w której czarownik Babidi udostępnił im komnaty czasu, by mogli trenować. Przygotowując się tym samym do niechybnie nadchodzącego starcia, które po dotkliwych stratach w postaci Cella oraz Coolera ostatecznie wygrali. Ponownie zapanował pokój na Ziemi, jednak na jak długo?
Tutaj przenosimy się do właściwej części opowieści, gdy doktor Gero odkrył ukryte próbki krwi pozostawione przez Cella przyszłości. Znajdowała się tam krew przypominająca żelatynę w swojej budowie oraz dwie pozostałe wyglądające w miarę normalnie. Geniusz jakim był Gero nie mógł przeoczyć tego, że jedna z próbek należała do saiyanina więc postanowił z tym poeksperymentować. Mijały lata, a doktorek praktycznie nie wychodził z laboratorium. Nawet jego dzieci, 17 i 18 martwiły się o staruszka, który po prostu się przepracowywał. W jednej z kapsuł dojrzewał organizm, który miał być ostatnią nadzieją Ziemi na wypadek gdyby Tokusentai oraz reszta wojowników poległa. Coolera i Cella już nie było, zaś stan zdrowia Freezy się pogarszał. Bardzo słabo znosił utratę brata, jednak jakoś próbował sobie ułożyć życie. Nawet doczekał się syna, którego nazwał Frost. Najczarniejsze scenariusze doktora zaczęły się sprawdzać, gdyż ocalały z całej masakry Vegeta osiągnął poziom SSJ3 i dosłownie wycierał podłogę wojownikami. Ginyu Tokusentai nie miało najmniejszych szans, zaś ostatnim murem obronnym był Freeza oraz androidy 17 i 18.
Gero zdecydował się na bardzo ryzykowny krok. Załadował całą kapsułę z nowym organizmem do jednej z maszyn czasu. To był tylko prototyp, ale cóż innego miał do stracenia? Schody zaczęły się w momencie wtargnięcia Vegety do laboratorium i uszkodzenia panelu sterującego kapsułą przez co przeniosła się w losowy punkt na linii czasowej. Wewnątrz kapsuły były elektrody, które stymulowały umysł istoty wewnątrz. Wpajały jej wiedzę oraz wspomnienia, tak by przyśpieszyć proces uczenia się. W trakcie podróży doszło jednak do przepięcia kilku obwodów i informacje były niekompletne.

-Teraźniejszość-
- Naprawdę ostatnim co pamiętam było obudzenie się w fotelu. Byłem ubrany, w ręce trzymałem miecz i no… wiem jak to zabrzmi ale byłem cały mokry – opowiadał białowłosy, który właśnie dopalał papierosa i planował zgasić go w popielniczce. Obok niego stała dziewczyna. Niezbyt młoda, ale też nie za stara, która słuchała jego opowieści. O tym jak przebudził się praktycznie bez wspomnień oraz jak musiał tułać się po świecie, by zarobić trochę grosza na pokazach. Robił różne sztuczki pokroju przecinania świeczek tak by nie spadły lub po prostu rzucał mieczami do tarczy. Ot, takie cyrkowe rzeczy, ale jakoś zawsze czuł że nie pasuje do tych ludzi. Był kimś innym, stworzonym do wyższych celów. Takie miał przeczucie, jednak chyba każdy tak o sobie myśli nie? W końcu to świetna samo-stymulacja. Dziwny jest ten świat nie? W jednej chwili wydaje ci się, że znasz pewne twarze ale nie możesz sobie przypomnieć skąd. Tak miewam każdego dnia ilekroć przechodzę przez ulicę. Nazywam się... Arystarch. Aktualnie dorabiam sobie jako nauczyciel w dojo. Czasami też myję podłogi na stadionie przed walkami, a czasami daje coaching rodem z karate kida. Jezu Chryste to jest takie głupie, że musi działać no i niestety działa. Zaczepiają mnie też dosyć często ci dziwni ludzie, którzy panują nad tą planetą. Czy im władza kompletnie uderzyła do głowy i nawet największe płotki myślą, że mogą sobie z ludźmi robić co chcą? Jeśli chodzi o mnie to pozwalam im na wiele, tak długo jak nie ruszają nikogo z mojego otoczenia. Raz przez przypadek jeden z nich mnie popchnął i wysunął się mój miecz. Nie pamiętam co potem się działo, ale stałem w kałuży krwii. Wszędzie ciała umundurowanych, metalowe części porozwalane po okolicy, a na dodatek byłem cały ubabrany w krwii. Musiałem nieco bardziej się kryć przez jakiś czas dopóki sprawa nie przycichła. W końcu kto by się przejął jakimiś płotkami? Ważne, by dzieci na ulicy, którym od czasu do czasu daje słodycze były zadowolone. Lubie patrzeć na ich uśmiechy, ale jakoś nie ciągnie mnie by się nimi zająć. To nie mój styl życia, a jedyne czego mi trzeba to drzemka, z której każdego poranka wybudza mnie albo pukanie do drzwi albo wjazd jakiegoś przypadkowego cyborga, który chce zaszpanować przed kolegami. Ci ludzie jednak nie mają skrupułów, ehh. Właśnie teraz podnosi mnie z łóżka i ciągnie za włosy w stronę salonu, ehh nawet nie dał mi założyć kapci ani przebrać się. Jestem dalej ciągnięty, aż w końcu trafiam przed własny dom gdzie wstaje, otrzepuje z kurzu, a następnie uchylam przed prawym sierpowym lecącym w stronę mojej twarzy. Nie potrzeba dużo czasu, bym instynktownie wykorzystał lukę w obronie i złamał przeciwnikowi łokieć dosyć mocnym uderzeniem od dołu w niego. Słyszę ten szczęk metalowych elementów oraz kwik cyborga, który nie wie co ze sobą zrobić. Nie pokaże się tak przecież swojemu doktorkowi. Postanawia więc walczyć dalej. Widać, że był względnie nowy i dopiero testował swoje ciało. Na szczęście był też sam, a ludzie pochowali się w swoich domkach. Tym razem uchyliłem się przed kopnięciem i wykonałem szpagat. Wbijając dłonie prosto w pachwiny cyborga, dokładnie tam gdzie są łączenia. Nawet nie trzeba wspominać jak bardzo bolesne byłoby to dla zwykłego człowieka, ale na szczęście ten tutaj mógł sobie odłaczyć receptory bólu. Chyba tylko to pozwalało mu pozostać w grze, a przez swoją nieuwagę oberwałem kopnięciem w twarz i wylądowałem w jednej z alejek. Wbity w ścianę, a tuż obok mnie jedno z tych dzieci, którym zwykle dawałem cukierki. Malec wyglądał na przestraszonego, ale widząc mój krwawiący nos postanowił zdobyć się na nieco animuszu i stanąć na drodze nadchodzącego cyborga. Chciałem już krzyknąć, by dał spokój, poradzę sobie a on nie musi ryzykować życia. Było jednak za późno. RR podszedł do dzieciaka i po prostu zmiótł go dokładnie tak jak odgania się natrętną muchę. Ciało dziewczynki uderzyło o ścianę jednego z budynków, praktycznie malując ją krwawą posoką. Na szczęście to była szybka śmierć i nie musiała cierpieć. To był ten moment kiedy naprawdę się zdenerwowałem. Pierwszy raz krew się we mnie zagotowała i chciałem kogoś zabić bez wyciągania miecza. Od tak, po prostu dokonać zemsty za to dziecko. Przekręciłem lekko głowę w bok, a kilka kręgów strzeliło. W jednej chwili odbiłem się od ściany i pomknąłem w kierunku cyborga. Miotał we mnie pociskami, jednak był na tyle spanikowany, że jego celność pozostawiała wiele do życzenia. Musiał coś zobaczyć w moich oczach, które wtedy jarzyły się na czerwono. Moje Ki również przybrało ten karmazynowy kolor, który potem doszczętnie pochłonął ciało napastnika. To mógł być rasengan, ale nie przyznaje się. Kishimoto by mnie pozwał. Nie zostało po nim absolutnie nic poza skierczącym na chodniku metalem. Potem wróciłem do siebie do domu, gdzie zalałem się w trupa. To była moja wina, a pozew od Kisiela był w drodze. Copyright Naróto niestety.  

Techniki:
- Ki-blast
- Flight
- Vaporize,
-Ilusion Smash,
-Stone Spirit,
-Good/Evil Impact,
-Guilty Flash
-Double Sunday,
-Execution Beam,
-Big Bang Attack,
-Omega Blaster,
-Final Flash

Umiejętności wrodzone:
- Rozwój (Saiyanie)
- Magia (Demony)

Planeta/Miejsce zamieszkania: Ziemia lel
avatar

Arystarch

Liczba postów : 109

Powrót do góry Go down

Re: Na pohybel łibusom

Pisanie by Haricotto on Pon Sie 28, 2017 2:43 pm

Łat...?

AKCEPTACJA

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1296

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach