Go down
Admin
Admin
No.1 Whis' Fanboy
Liczba postów : 404

Polana - Page 5 Empty Polana

on Pią Wrz 22, 2017 12:29 pm
First topic message reminder :

Ogromny teren, który pokryty jest zieloną trawą. Nie ma tutaj nic, poza pojedynczymi drzewami to tu, to tam. Gdzieniegdzie znajdują się także pola uprawne, które nie są eksploatowane odkąd organizowane na wyspie są Turnieje o Najlepszego Pod Słońcem. Przez teren płynie rzeka, dodając od siebie szum swoich fal, które są wręcz kojące dla ucha. W połączeniu z symfonią graną przez koniki polne i przez wokal latających ptaków, można się tu odprężyć jak nigdzie indziej. Idealne miejsce na odpoczynek po długim, ciężkim dniu pracy.

Kumitso
Kumitso
Liczba postów : 160

Polana - Page 5 Empty Re: Polana

on Sro Gru 13, 2017 10:23 pm
Zamyśliła się i w sumie to nic nie zrobiła. Zamiast ruszyć do akcji to stała w miejscu i zamyśliła się o walce. Tak bardzo chciała walczyć, że teraz z tego powodu nie była w stanie nic zrobić. Z transu wybił ją dźwięk upadającej jakiejś rzeczy. Kiedy się odwróciła to zobaczyła martwo leżącego nieopodal changelinga. Obok niego znajdował się Haricotto i ten grubas, który go trzymał. Co się wydarzyło? Nie zauważyła tego. Po chwili wydał jakiś gest, po którym żołnierze zaczęli uciekać do statku. O co chodzi? Czemu uciekają? Czyżby zrobili już to co mieli zrobić? Zamiast odpowiedzieć na jej pytania to zaczęli się zwijać. To nie koniec imprezy. Kurisu dopiero się rozgrzała i nie miała zamiaru ich puścić wolno. Rozłożyła swoje ręce szeroko na dwie strony świata i stanęła prosto, zaczęła skupiać swoją Ki w ciele, przez co jej złota aura wybuchła i zaczęła spowijać jej ciało tworząc sztuczny wiatr.
- NIC Z TEGO! NIGDZIE NIE LECICIE! MOJA WALKA JESZCZE SIĘ NIE SKOŃCZYŁA! - Wykrzyknęła z siebie z całej siły. Nie miała zamiaru im teraz popuścić. Chciała walczyć dalej. Bardzo chciała. Jej saiyański instynkt wariował. Nie mogła już sobie tego odpuścić i była w stanie posunąć się bardzo daleko. Zaczęła kumulować energię KI w obu swoich dłoniach, a następnie wzięła nimi zamach za siebie.
- KYYYYAAAAAAAA!!! - wystrzeliła w stronę statku dwa energy wave z obu swoich rąk. Wykorzystała do tego całą swoją siłę, ile tylko potrafiła w złości ją teraz wytworzyć. Po wystrzale oparła się rękoma o kolana i zaczęła dyszeć ze zmęczenia. Przy okazji rzuciła kątem oka na Fabu, który stał obok trupa jednego z żołnierzy. Spoglądała na niego przez dłuższą chwilę i nawet go nie rozpoznała, bo nie widziała jego wcześniejszej transformacji.
Iwaru
Iwaru
Time Patrol
Liczba postów : 154

Polana - Page 5 Empty Re: Polana

on Czw Gru 14, 2017 4:58 pm
Oślepienie... uniemożliwiło Iwaru wykonać swojego ataku. Po prostu nie wiedział gdzie ma celować, a przecież nie chciał przypadkowo trafić jakiegoś sojusznika. Ciekawe... Przecież jego oczy powinny być sztuczne, nieprawdaż? Dlaczego więc zostały oślepione? Trzeba poprosić Panią Bulmę, by ten sprzęt zmodernizowała trochę i spowodowała, że jest odporny na oślepienia. Ale dobra... Trzeba było działać, ale sytuacja trochę się rozwiązywała. Jirri leciał na ziemię i nie wiedziałem czy jest martwy czy żywy. Jednak android założył, że jest jednak żywy. Wzleciał szybko w powietrze i pochwycił changelinga. Chciał sprawdzić czy osobnik ten żyje. Wyczuć jakiś puls czy coś. Nie wiedział jak tego typu istoty funkcjonują, ale założył, że złapać nie zaszkodzi. Odłożył go na ziemię i rozejrzał się. Wrogie istoty jakoś uciekały właśnie statkiem, a Saiyajin zamieniony w kobietę wystrzelił w jego kierunku dwa pociski energii. Iwaru nie mógł zrobić tego samego. Jego energia musiała się zregenerować po locie. Jednak wzbił się jeszcze w powietrze i zaczął gonić ten statek (ewentualnie zmierzać w jego kierunku, jeśli jeszcze nie leciał). Miał nadzieję, że tamci nie zostawią swojego kapitana i android będzie mógł ich dopaść. Zamierzał teraz pójść na całego.

---
Mam -1 do Energii za brak odpisu, ale scouter zedytuję jak wrócę z pracy, bo teraz nie mam czasu. I sorka za taki późny odpis.
Jirri
Jirri
Time Patrol
Liczba postów : 495

Polana - Page 5 Empty Re: Polana

on Czw Gru 14, 2017 7:19 pm
W sumie Jirri miał mieszane uczucia. Z jednej strony aż ciepło w sercu się zrobiło, gdy Haricotto-san ruszył mu na ratunek. Z drugiej jednak strony... Chętnie by mu teraz przywalił potężnego gonga prosto w ryj. Nie no, super że się stara, wiadomo, ale gdyby nie był taki w gorącej wodzie kąpany, niewykluczone, że Jirri sam by się uwolnił. W końcu ten drugi plan miał już większe szanse powodzenia. Co prawda fakt, że grubas przyjął takiego kopniaka na kark i nawet nie poluźnił uścisku był wręcz niewiarygodny (*EKHEM*), ale nie zmieniało to faktu, że Jirri właśnie został pogruchotany. W jednej chwili poczuł trzy najgorsze momenty swojego życia - dwie transformacje i niemalże śmierć podczas odwiedzin w Time Patrol. Ból był cholernie mocny, ale różnica była. Po pierwsze, w przeciwieństwie do transformacji, to nie dało mu większej mocy. Po drugie - w przeciwieństwie do ataku Miiry, teraz od śmierci dzieliły go całe kilometry. No fakt, bolało. Mocno. Tyle że i tak nie tak bardzo, jak przy transformacji w Formę Trzecią. Kurczę, przecież wtedy rozciągało mu czaszkę, a w głowie miał tak wielkie ciśnienie, że wydusiło mu krew z oczodołu. Da sobie radę. Nie może oddychać? Żaden problem. Jest changelingiem, oddycha beztlenowo, bezpośrednio w komórkach. Nie miał praktycznie na to wpływu, a i żadne złamania nie mogły tego powstrzymać. Może jeszcze coś zrobić. Nie może niby korzystać z rąk, ale wciąż jest ogon, nogi i... głowa. Skupił się w sobie. Postarał się z całej siły odegnać od siebie ból, by odzyskać wizję. Wystarczyło tylko, by znów odzyskał wzrok. Jeśli mu się uda, aktywuje aurę i przesyła energię. Haricotto-san na serio jej potrzebował, więc w końcu musi ją dostać (1000 Ki). Następnie changeling wzlatuje nieco w górę, aby mieć jak najmniej kontaktu z ziemią i łapie miecz ogonem. Wtedy też od razu startuje w stronę uciekających żołnierzy. Na każdego po jednym ciosie przecinającym w pół, wystarczy. Grubasem niech się zajmie Haricotto-san. Gdy już załatwi tych, którzy jeszcze nie schowali się w statku, bierze na cel właśnie... Statek. Tworzy Kamehameha nogami... Bo dlaczego w końcu miałby tego nie umieć? Wzmacnia je na maksa (kontrola ki i +50) i strzela. Chce rozwalić płaszczkę, jeśli mu się jednak nie uda, to powinien przynajmniej być w stanie zrobić dziurę w suficie i na chwilę powstrzymać odlot. Co wtedy zrobi? No, to się już zobaczy w następnym poście.
A co jeśli wzroku nie odzyska? Cóż... Wtedy pozostaje mu leżeć i przeklinać niesprawiedliwego sędziego.

OOC:
Lapek pisał mi na chacie, że nie straciłem do końca przytomności, więc spróbujmy.
Haricotto
Haricotto
Admin/Time Patrol
Liczba postów : 1944

Polana - Page 5 Empty Re: Polana

on Pią Gru 15, 2017 2:50 pm
Cios dotarł do celu, jednakże... Niczego praktycznie nie zrobił, a pogorszył sytuację. Haricotto chciał dobrze, a wyszło jak zwykle. Ktoś tam na górze, sterujący poczynaniami ludzi i bawiący się ich losem niczym lalkami na sznurkach, ewidentnie nie przepadał za Saiyaninem i jego znajomymi.
Haricotto mógł tylko patrzeć, jak Kapitan razem z Jirrim upadają, a chwilę później Changeling leży sam na ziemi, poturbowany i pogruchotany.
- Kuso...! - Saiyanin zacisnął swoje pięści, chcąc kontynuować swoje natarcie. Nie zwlekał, czym prędzej rzucił się w stronę Kapitana Oceano, zostawiając za sobą złotą poświatę. Pruł przez powietrze na swojej maksymalnej prędkości. Wiedział, że wszystko zależy od jego nowej mocy, która ucieka w dość szybkim tempie. Wiedział także, że jeśli przyjdzie odpowiedni czas, będzie musiał zejść do poziomu zwykłego Super Saiyanina i kontynuować walkę z mniejszą mocą.
- Nie mogę strzelać energią... On może jej uniknąć, a ja nie mogę jej tak szybko stracić! - pomyślał, zmniejszając odległość między sobą a otyłym kapitanem. Zaciskał swoje pięści, a kiedy w końcu zbliżył się do przeciwnika, natychmiastowo odbił w lewą stronę, zmieniając swój kierunek lotu i okrążył go, chcąc zadać mu uderzenie od tyłu. Wyciągnął złączone dłonie za siebie i z całej sił się zamachnął, uderzając "młotem" w głowę Oceano. Nie zamierzał na tym przestać, ponieważ tuż po chwili poleciał za nim, okładając go po całym ciele, tam gdzie tylko mógł trafić. Pięści mijały się, prawie o siebie zahaczając. Nogi nigdy wcześniej tak nie pracowały, dając z siebie sto procent. Z każdym kolejnym uderzeniem, Haricotto zwiększał jego siłę, ale niestety bardziej się męczył, robiąc to wszystko na jednym wdechu.
- Dadadadadadada!!! - krzyczał, wbijając swoje pięści w tłuste cielsko Sakanina. Czuł uciekającą energię, dlatego zszedł poziom niżej, zmniejszając swoją moc. Wyładowania elektryczne zniknęły, a aura przestała tak bardzo szaleć. Oczywiście, jeśli energia Ki Jirriego do niego trafi, pozostaje na poziomie, który przekracza mocą Super Saiyanina.
_____
Energię Ki zaktualizuję po poście MG. Muszę wiedzieć dokładnie, co się wydarzyło.

_________________
Polana - Page 5 Haricotto-Heaven
avatar
Gość
Gość

Polana - Page 5 Empty Re: Polana

on Wto Gru 19, 2017 5:38 pm
MG - SAGA


Piękna, jędrna saiyanka naprawdę mocno się zdenerwowała, chociaż... nie było do końca pewne czemu. Dużym prawdopodobieństwem jest, iż dziewczę przeżywało nagły okres, lub jej hormony i inne rzeczy w jej ciele buzowały, lub po prostu potrzebowała bolca... Wściekła się i ruszyła w kolejnej zresztą furii do ataku! W stronę statku leciały teraz dwie energię ustatkowane dość blisko siebie. Czuła zmęczenie i upływającą energię, która niedługo będzie już tylko uporczywie utrudniać jej walkę... Iwaru zaś jako przyjacielski jegomość pochwycił Jirriego w trakcie spadania, ale to tylko trochę polepszyło jego sytuację, i chociaż był na pierwszy rzut oka dość żywy, On sam czuł się połamany. Oczy Iwaru wychwyciły ciepłotę ciała changelinga, natomiast bliski kontakt z jego ciałem pozwolił mu na usłyszenie bicia serca (co również odbyło się dzięki technologii). Żył, i oprócz tego, że był połamany, prawie w ogóle nic mu nie było. Jeszcze. Iwaru leciał w kierunku statku.
Changeling zaś w pierwszych chwilach po przyjęciu ataku miał malutki problem z oddechem, jednakże jego natura szybko to wyprostowała i nie odczuwał żadnego dyskomfortu związanego z oddechem, czuł jednak nadal ból połamanego ciała. Wzrok, który na chwilę mu się pogorszył wrócił zaraz i odnalazł Haricotto, któremu postanowił oddać energię, co przebiegło sprawnie i szybko, ale to co postanowił zrobić później jedynie pogorszyło jego stan, ponieważ w momencie w którym chwycił miecz ogonem, przez ruszanie się, nawet w locie, jedno z żeber, które było połamane, odłączyło się od reszty w wyniku obrażeń, i utkwiła między trzustką a prawą nerką wbijając się w obydwie. Gdyby tylko pozostał w jednym miejscu... Jednakże nie wiedział, że Ryu i Aymi mogą niedługo przylecieć z fasolkami (a przynajmniej by to na pewno zrobili, gdybym im poprowadził DALEJ SAGĘ, TAK JAK PROSIŁEM, BY MI NAPISALI NA PW, GDY NAPISZĄ POST POZA POLANĄ - tak mi się odwdzięczyli pozwoleniem odlotu), jego stanu fizycznemu praktycznie (póki nie będzie nie rozsądny) nic nie zagrażało.

Dwa promienie energii zostały zatrzymane przez dwóch kosmitów, jednakże... Jeden z nich, widocznie słabszy uległ sile promienia, i wpadł z nim do statku, natomiast drugi, prawdopodobnie nieco silniejszy umarł od wybuchu energii, która wybuchła przez ki blasta innego kosmity, który zdecydował się poświęcić kolegę/brata czy kogokolwiek, ale ratując w ten sposób statek.

Hariccoto otrzymał dawkę energii od Jirriego (1k KI). Grubas przyjął uderzenie Haricotto, a ponieważ kończył właśnie mówić, uderzenie w głowę skutkowało nagłym zgryzem, który spowodował odgryzienie języka, natomiast oczy wraz z płynami ochronnymi wyszły mu na krótką chwilę z oczodołów, krew natomiast lekko pociekła mu z nosa. Wytrzymały na jeden cios? A może posiada specjalną właściwość ciała mogącą się uaktywnić raz na jakiś czas? Ciekawe, dlaczego to uderzenie poskutkowało, jednakże runął na ziemię okładany ciosami saiyanina po grubym cielsku, i wbił się w nią głęboko, gdy uderzył cielskiem o ziemię nastąpił wybuch energii, który odepchnął saiyanina w górę, na 6 metrów.

Fabu był prawdopodobnie zmieszany tym co się stało, tym, że zabił kogoś, ale nie było to nic dziwnego, ponieważ przewyższał swojego przeciwnika, i praktycznie jeden cios z rozpędu, który wykonał wystarczył do odebrania mu życia, a na jednym się nie skończyło...

Wszyscy kosmici odwrócili się przy statku, i czekali na swojego kapitana.
Jirri
Jirri
Time Patrol
Liczba postów : 495

Polana - Page 5 Empty Re: Polana

on Czw Gru 21, 2017 9:11 pm
Plan udał się połowicznie. W sumie powiodła się ta ważniejsza część, mianowicie Haricotto-san otrzymał ładunek energii. To naprawdę dobrze, bo po utracie tak olbrzymiej ilości mocy na rzecz tych Sakana-jinów, był już i tak z pewnością mocno wymęczony, a do tego doszła jego nowa moc, kolejna transformacja, która też wyciągało z niego mnóstwo kondycji. Jaszczur nie mógł co prawda wiedzieć, że Supa Saiya-jin miał już teraz zejść o poziom niżej, z powodu zmęczenia, ale i tak ucieszył się, że udało mu się przekazać część ki. Patrzenie na to, jak Haricotto-san miażdży tego cholernego grubasa, który wcześniej połamał changelingowi kości, przyniosło mu niewypowiedzianą przyjemność. Uśmiechnął się wrednie, gdy tłuścioch wbił się w ziemię. Jednocześnie bardzo doceniał to, że Saiya-jin postanowił go pomścić. Niestety o walce mieczem nie było mowy. Obrażenia, jakie odniósł, okazały się znacznie gorsze,  niż mu się na początku wydawało. Nie mógł się swobodnie ruszać, bo jego żebra latały praktycznie po całym ciele. Gdy jedno z nich wbiło się w prawą nerkę i trzustkę, wykrzywił twarz w bólu. Upadł na ziemię, miecz razem z nim. Podniósł wzrok na statek, przy którym wszyscy Sakana-jin czekali na swojego dowódcę. Chwilę temu Supa Saiya-jin przemieniony w kobietę spowodował śmierć dwójki z nich. Wyglądało jednak na to, że jego formie daleko było do perfekcji. O ile Haricotto-san już nie męczył się korzystaniem z tej podstawowej formy Supa Saiya-jina, o tyle transseksualista najwyraźniej miał spore problemy ze zmęczeniem, gdy jej używał. Najpewniej wkrótce będzie zmuszony... zmuszona... zmuszone do powrotu do formy podstawowej. Jirri jednak nie miał czasu na myślenie o tym. Nie był byle żołnierzykiem. Był wytrwałym i potężnym wojownikiem. Można połamać mu kości i wbić żebro w nerkę, ale to go nie powstrzyma przed walką... Znaczy chyba. Próbował wykonać Kamehameha, ale... ogonem. Cóż, ruchy nogami nie były dobrą opcją, ale delikatny ruch ogonem na leżąco nie powinien przemieścić jego żeber. Zamierzał wystrzelić z pełną mocą (kontrola ki i +50) w statek. W sumie nie wiedział, czy taki wystrzał z ogona jest możliwy, ale w końcu potrafi kontrolować swoje ki, a i w kamehamehowaniu ma pewne doświadczenie. Czemu więc nie spróbować? Celem było zniszczenie statku. Kilka rybich trupów po drodze mile widziane. Czy się uda? Się zobaczy.
Iwaru
Iwaru
Time Patrol
Liczba postów : 154

Polana - Page 5 Empty Re: Polana

on Nie Gru 24, 2017 12:31 am
Może i plan Jirriego udał się połowicznie, o czym oczywiście Iwaru nie miał pojęcia, bo cholera wie co siedziało w głowie takiej dziwnej jaszczuropodobnej istoty... No, ale za to "strategia" androida powiodła się w stu procentach. Złapał on lecące ciało sojusznika i położył na ziemi. Dzięki swoim zmodyfikowanym oczom i innym sensorom mógł dostrzec iskierkę nadziei. Ta istota ciągle żyła. Niesamowicie twarda z niego była sztuka, trzeba było to przyznać. Jednak Iwaru niezbyt się teraz tym przejmował, bowiem zakładał, że sojusznik po prostu sobie poleży spokojnie i jakoś zregeneruje siły, albo chociaż przeczeka do końca walki.
- Nie forsuj się zbytnio. Leż spokojnie i czekaj. - Chłopak wydał polecenie, które jak się później okazało, zostało całkowicie olane przez Jirriego. No, ale tak jak narrator już wspominał - jaszczur miał swoje własne plany i idee, które zamierzał wprowadzać w życie, a młody android nie miał na nie żadnego wpływu. Nie był przecież ani serdecznym przyjacielem Jirriego, ani tym bardziej jego dowódcą, który zatroskany o los swojego podopiecznego, wydaje taki, a nie inny rozkaz. Iwaru nawet nie zauważył, że jego prośba - bo w świetle przedstawionego wywodu inaczej tego nazwać się nie dało - została przegnana precz. Od razu bowiem jak położył sojusznika na ziemi, to pognał w górę. Pognał za statkiem, którymi uciekali przeciwnicy. Android wiedział, że lot zabiera mu dużo energii i chociaż miał jej teoretycznie nieograniczoną ilość, to i musiał używać jej z głową, tak, by nie przegrzać jakiegoś ustrojstwa. Zakładał jednak, że jeszcze jedną technikę uda mu się wykonać. Zatrzymał się w powietrzu i ponownie wyciągnął ręce przed siebie i zaczął kumulować w nich niesamowitą wręcz moc. Moc, która napędzana była wściekłością lwa, który broni swojego stada. Chłopak był spokojny, ale wszystko w środku niego krzyczało. Energia zaczęła się kumulować i po jakiejś minucie Iwaru wystrzelił aż... 60 śmiercionośnych i niszczycielskich promieni energetycznych (Accel Shot [Akuseru Shotto] - jeden promień robi się w około 1s, więc 60 to będzie minuta), pędzących na spotkanie z własnym przeznaczeniem. A ich przeznaczenie było jedno. Totalna anihilacja wrogiego pojazdu i jego załogi! Odebrali moc jego towarzyszom. Odebrali jednak najwięcej mocy właśnie Iwaru - sami to potwierdzili. No więc, to właśnie Iwaru zamierzał odebrać to co tak perfidnie wykradli - a może lepszym określeniem byłoby "wyłudzili". Jak zwał tak zwał. Android nie zamierzał im darować! A gdyby jednak coś poszło nie tak... Był gotowy na unik, blok lub walkę lub szybsze wystrzelenie tych energetycznych pocisków (np. gdyby statek zaczął uciekać i byłaby - w ocenie Iwaru oczywiście - szansa na to, że ucieknie z zasięgu techniki).
Kumitso
Kumitso
Liczba postów : 160

Polana - Page 5 Empty Re: Polana

on Wto Gru 26, 2017 9:46 pm
Jej atak udał się, chociaż nie do końca tak jak zaplanowała. Technika miała wytworzyć dziurę w kadłubie statku, aby obcy nie mogli opuścić Ziemi. Zamiast tego przez przypadek zabiła pozostałych żołnierzy, którzy padli jak kaczki. Po swoim ataku musiała trochę odsapnąć, gdyż zaczęła odczuwać stopniowo narastający brak energii. Postanowiła w tej chwili, że musi oszczędzać rezerwy i atakować z pięści. Stanęła prosto i przymknęła na chwile swoje oczy. Próbowała się zmusić do uspokojenia, aby zasoby jej energii tak szybko z niej nie uciekały. Wtedy jej złota aura zmalała i po chwili zniknęła, ale wciąż miała złote włosy. Po chwili ponownie otworzyła swoje oczy i zaczęła spoglądać na dół chłodnym wzrokiem. Zrozumiała dopiero teraz, że energia z jej ciała wyparowuje w dosyć szybkim tempie i było jej żal tego, że przez to może nie nacieszyć się swoją walką. Zaraz po tym zaparła się mocno o podłoże i odbiła się od niego zostawiając za sobą wgniecioną ziemię i pył ruszając prosto na przeciwników. Swoje pięści mocno ścisnęła trzymając je tuż przy swoim pasie. Wbiła się z impetem na pierwszego lepszego żołnierza atakując z główki, a następnie przeszła do serii ataków pięściami. Jeżeli jeden z żołnierzy odpadał to przechodziła od razu do następnego. Połączyła swoje ataki z kopnięciami i wykonywała kombinacje ruchów. Potem wyskoczyła na bok i biorąc zamach za siebie uderzyła jednego z żołnierzy ''młotem'' w szyję. Potem rzuciła się brutalnie na jednego z żołnierzy i lecąc razem z nim próbowała przebić się chamsko przez kadłub statku, aby zrobić w nim dziurę. Miała nadzieję, że uda się jej wyrządzić jak największe szkody. Jeżeli żołnierz, który został wykorzystany jako żywy taran ruszał się dalej, to wtedy saiyanka go jeszcze dobiła siadając na jego klacie i bijąc go z całej siły po mordzie robiąc zamachy za siebie.
Aymi
Aymi
Liczba postów : 933

Polana - Page 5 Empty Re: Polana

on Czw Gru 28, 2017 6:47 pm
Leciała wysoko ponad morzem, gnała wręcz, chcąc jak najszybciej dostać się na tamtą wyspę. Nie było czasu do stracenia, więc nie marnowała go nawet na odwracanie się i sprawdzenie, czy Ryu ruszył za nią. Wiedziała, że ktoś na polanie być może umiera, że może właśnie tracić ojca. Pod jej powiekami zaczęły wzbierać łzy, potrząsnęła jednak głową, biorąc głęboki wdech. To nie czas na płacz, musi być twarda, jeśli chce ich uratować. Nie zamierzała dopuszczać do niczyjej śmierci. Nie dziś, nie teraz.
W oddali zamigotała jej wyspa. Przyspieszyła, gwałtownie obniżając lot, by już moment później frunąć nad koronami drzew. Zatrzymała się na skraju polany i zaczęła rozglądać, by w ten sposób rozeznać się w sytuacji. Wszyscy Sakana znajdowali się w pobliżu statku. Niedaleko pojazdu jasna złota łuna wbijała w ziemię coś ciężkiego. Po drugiej stronie zauważyła walczącą blondynkę, najdalej od centrum starcia stał jakiś czerwony jaszczur, jednak nie to przykuło jej uwagę. Widziała ciemny strój człowieka, z którym wcześniej rozmawiał Smok, a tuż przy nim... pomarańczowy strój tak podobny do tego, który przywdziewał ojciec. Poznała od razu.
- Jirri! - zawołała, po chwili lądując przy leżącym jaszczurze, który nie wydawał się być w dobrej formie. Sięgnęła do kieszeni po woreczek, z którego wyjęła jedną fasolkę. - Jirri-san, zjedz senzu. Pomoże ci tak, jak pomogło mi.
Patrzyła na niego z wyraźną prośbą, co chwilę odwracając się w stronę statku i obcych. Schowała woreczek do kieszeni, oddając przyjacielowi ojca magiczny lek, po czym wyprostowała się, zaciskając pięści. Wiedziała, że samymi blastami nie zatrzyma statku, a musiała go zatrzymać. Na nim zmagazynowana była przecież energia, której te bezwstydne ryby chcą użyć do przywrócenia kogoś bardzo złego, kto mógłby skrzywdzić jej bliskich.
- Oni nie mogą stąd odlecieć - rzuciła tylko, na moment rozluźniając mięśnie.
Przymknęła powieki, wspominając błękitną falę, którą po raz pierwszy widziała w wykonaniu Tensy. Tensy, która zdawała się walczyć tuż obok, choć to właściwie nie była ona. Ay wiedziała, że może osiągnąć wiele. W końcu zmieniła się w super saiyanina, samodzielnie opanowała tę przemianę, a teraz była dodatkowo silniejsza niż wcześniej. Mogła tego dokonać!
Wzięła głębszy wdech, wypuszczając powoli powietrze z płuc. Stanęła w lekkim rozkroku, przesuwając lewą nogę ciut do przodu. Rozłożyła ramiona na boki, koncentrując się, zbierając buzującą w niej energię, starając się okiełznać własną moc. złączyła dłonie w nadgarstkach, jednocześnie otwierając oczy i skupiając wzrok na celu. A ten miała jeden - statek Sakana.
- Ka... me... - zaczęła powoli, koncentrując energię na wewnętrznej części dłoni. Po chwili przyciągnęła ramiona do prawego boku. Czuła, jak między jej palcami tworzy się błyszcząca, błękitna kulka energii, której moc stara się wyrwać na wolność, trzymała ją jednak na uwięzi. To jeszcze nie ta chwila.
- Ha... me... - kolejne frazy, głębokie skupienie, koncentracja. Nie mogła sobie teraz pozwolić na błąd. Może technika nie będzie doskonała, może nie osiągnie pełnej mocy, ale ognistowłosa nie zamierzała przerywać. Pokaże ojcu, że potrafi nauczyć się tego sama, że osiągnie to samodzielnie. Już nie była małą dziewczynką, nie mogła być. Musiała bronić swoich bliskich.
Energia w jej dłoniach buzowała, chcąc wyrwać się ku wolności. Błękitne światło rozlewało się po okolicy, zwiastując nadchodzący pogrom. Wiedziała, jaką siłę może mieć Kamehameha, sama nią przecież oberwała. Teraz musiała tylko uwolnić falę, posyłając ją wprost do celu.
- HAAAAA!!!
Szarpnęła ramionami do przodu, wypuszczając skoncentrowaną w rękach błękitną energię, która poleciała po linii prostej ku statkowi. Nie wiedziała, czy technika sięgnie wyznaczonego celu, czy uziemi w ten sposób statek, czy chociaż go draśnie. Całą swoją uwagę skupiała tylko i wyłącznie na mocy, którą właśnie z siebie wyrzuciła. Koncentrowała się, by posłać falę jak najdalej, jak najmocniej. Potrafiła panować nad własną energią, nie powinna więc mieć problemów z kontrolą techniki. Co jednak dojdzie do skutku, a co pozostanie tylko niedopowiedzeniem? Zaraz się okaże...

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

Haricotto
Haricotto
Admin/Time Patrol
Liczba postów : 1944

Polana - Page 5 Empty Re: Polana

on Czw Gru 28, 2017 11:23 pm
Plan, który miał na celu ciągłe okładanie pięściami przeciwnika, przyniósł efekty. Kapitan złowrogich przybyszów po uderzeniu Saiyanina poleciał prosto ku glebie, a kiedy w nią uderzył, Haricotto został odrzucony w górę na kilka metrów. Poczuł jak jego energia została odnowiona. Czuł, jak moc Super Saiyanina drugiego poziomu płynie w jego żyłach. Zerknął kątem oka na pokiereszowanego Jirriego i kiwnął do niego porozumiewawczo głową. Domyślał się, że tylko wojownik jego pokroju, mający takie doświadczenie, mógł udzielić mu pomocy.
W tej samej chwili wokół ciała Saiyanina złota aura zaczęła szaleć. Wyładowania elektryczne dawały o sobie znać, otulając ciało Fasolki. Czuł jak energia szaleje w jego ciele, chcąc się natychmiast uwolnić. Zleciał nieco niżej, by kąt uderzenia jego kolejnego ataku nie wyrządził wielkich krzywd Ziemi.
Ujrzał jak inni walczą, dając z siebie wszystko. Każdy wylewał z siebie siódme poty, by tylko dopiec najeźdźcą. W pewnej chwili Haricotto ujrzał Aymi, która wparowała na wyspę. Była cała i zdrowa. Wyglądała wspaniale, silnie, niezależnie, a jej moca zdawała się być tak ogromna, jak nigdy wcześniej. Natychmiastowe ozdrowienie? To mogło znaczyć tylko jedno...
Mężczyzna spojrzał w dół, na miejsce, w którym wylądował przywódca Sakanian. 
- Moja ostateczna technika... - wyszeptał, zerkając w dół, z którego wciąż wydobywały się tumany kurzu. Pośród nich winien był leżeć kapitan Sakanian. 
Haricotto usłyszał, jak w dali, jego córka przygotowuje Falę Uderzeniową, by zmieść statek raz na zawsze z powierzchni planety. Saiyanin uśmiechnął się półgębkiem i napiął swoje mięśnie, wyciągając obie dłonie przed siebie. Złota aura szalała wokół niego, wprawiając jego najeżone włosy w ruch. Nadgarstki rąk złączyły się. Ojciec i córka mieli wykonać tę samą technikę w tym samym czasie. Energie jednej, jak i drugiej osoby, buzowały, chcąc się wreszcie uwolnić.


- Ka... - przekręcając swoje dłonie i zabierając je bliżej swojego prawego boku, skumulował w nich energię, która pojawiła się pod postacią błękitnego ognia. Trzymając obie dłonie tuż przy swoim boku, kontynuował...
- Me... - posłał spojrzenie pełne gniewu i żalu, ciągle obserwując krater, do którego posłał przeciwnika. Musiał to zakończyć. Musiał uratować Ziemię. Musiał zrobić to dla osób, które znaczyły dla niego najwięcej.
- Ha... - ponownie rzucił swoje słowa w eter. Nie oczekiwał, że zostaną one przez kogokolwiek usłyszane. Energia pomiędzy jego dłońmi zwiększyła swoje rozmiary, rzucając się nerwowo we wszystkie strony. Na szczęście, szczelne więzienie jego palców działało bez zarzutów.
- Me... - kula energii znów zwiększyła swój rozmiar, sprawiając, że odstęp między dłońmi Saiyanina musiał się powiększyć.
- W imię przyszłości tej planety... Przyszłości Aymi... - powiedział równie głośno, co wcześniej wypowiadane słowa mantry. Gotów był uderzyć całą swoją mocą i zniszczyć osobę, która odpowiedzialna była za pobicie jego przyjaciół. Pomyślał sobie, że teraz... Albo nigdy!
- HAAAAAA!!! - szarpnął rękami do przodu, a po chwili wystrzelił błękitny promień energii, który pomknął w stronę Sakanianina. Jego przeznaczeniem było wymazanie przeciwnika i odnowienie pokoju na planecie.
- Nie przegram... Nie przegram... Nie przegram! - myśli w głowie walczyły ze sobą, ale na pierwszy plan zawsze wychodziła ta jedna, jedyna, która mówiła o zwycięstwie.

_________________
Polana - Page 5 Haricotto-Heaven
avatar
Gość
Gość

Polana - Page 5 Empty Re: Polana

on Pią Gru 29, 2017 7:13 pm
MG - SAGA


Changeling chociaż połamany, waleczny i zdeterminowany zrobić wszystko co było w jego mocy, by chociaż odrobinę zepsuć plany sakaninom, którzy tak przeszkadzali jego przyjaciołom. Niestety wystrzał promienia nie udał się (pytałem Hariego).

Iwaru wystrzelił promień swojej energii, Kurisa była już przy statku, gdy doszło do wybuchu całego statku, wybuchu, który to odrzucił ją tak mocno, że wbiła się w glebę.

Jirri otrzymał magiczną fasolkę, której to właściwości magicznie uzdrowiły go... kompletnie całego! Tóż to szok, niedowierzanie, magia, czary! Aymi zaś nie musiała wystrzeliwać energii ki, ponieważ statek wybuchł a z niego zostały jedynie popioły...

W tym momencie Grubas doznał lekkiego szoku, jego oczy zalały się krwią z pękających żyłek, jego tłuszcz ledwo ledwo wypuścił żyły na wierzch... I wtedy ujrzał promień energii Haricotto. Przyjął go na wyprostowane dłonie, energia zaczęła pchać go w kierunku jądra planety. Sakanin darł się, czego nie było słychać, duża dziura w ziemi za chwilę rozbłysnęła się niebieskim światłem, po czym nastąpił wybuch energii, który rozniósł okoliczną glebę w promieniu 600 metrów... to był koniec. Rasa Sakan umarła w większości na statku, a najsilniejszy z nich wyparował wraz z wybuchem energii Haricotta.
___
Kolejność dowolna, ale na kolejkę czekam 48h.

Ryu
Ryu
Maskotka
Liczba postów : 326

Polana - Page 5 Empty Re: Polana

on Pią Gru 29, 2017 10:19 pm
Chłopak myślał, musiał podjąć jakąś decyzję, lecz nie wiedział jaką. Gdyby tylko ktoś powiedział mu, co powinien zrobić. Parę chwil później poczuł jak coś wsuwa się pod jego gi w miejsce, w którym znajdował się woreczek z fasolkami, trwało to tylko ułamek sekundy. Sprawdził dłonią czy mieszek nadal się tam znajduje, ku jego zaskoczeniu nie było go tam. Spojrzał na rudowłosą, która z pewnością zabrała Ziemianinowi woreczek, musiała być najwidoczniej na tyle szybka, że nawet tego nie zauważył. Postanowiła, że wróci na Papayę mając gdzieś to czy brunet się zgodzi czy nie.
- Co ty wyprawiasz?!
Chłopak zamierzał podbiec do niej, aby ją zatrzymać, jednakże nie zdążył.  
- Stój!
W mgnieniu oka dziewczyna zniknęła z jego pola widzenia. Nie zamierzał czekać, ugiął nogi oraz ręcę, a biała aura obtoczyła jego ciało. Przeleciał nad barierkami i ruszył ku Papayi.
- Szlag…
Leciał najszybciej jak tylko mógł. Po pewnym czasie jego oczom zaczął ukazywać się ocean, nad którym już po chwili zaczął przelatywać. Miał nadzieję, że sytuację dało się jeszcze uratować. Z całą pewnością było to możliwe, przecież był tam mistrz Haricotto. Nie musiał się martwić. Na horyzoncie zaczął się pojawiać jakiś ląd, był to oczywiście cel jego podróży – Papaya. Po chwili zatrzymał się wisząc w powietrzu nad całym pobojowiskiem. To, co na początku rzuciło mu się w oczy to olbrzymia dziura, która znajdowała się w ziemi. W następnej kolejności jego wzrok powędrował na statek, a w zasadzie na wrak, jakim w tamtym momencie już był. Wszędzie mógł dostrzec porozrzucane ciała Sakan, którzy prawdopodobnie byli już martwi.
- To chyba już koniec.
Cały ten widok musiał o tym świadczyć, przeczucia go nie zawiodły. Na jego twarzy zagościł uśmiech. Cieszył się, naprawdę się cieszył, że Ziemia nie była już zagrożona, że jej mieszkańcy byli bezpieczni. Zaczął spoglądać na resztę. Fabu wydawał się jakiś taki… nieobecny. Kurisu zaś znajdował się wbity w ziemi. Brunet postanowił podlecieć do niego i pomóc mu wstać, do mistrza Haricotto wolał się na razie nie zbliżać. Gdy znalazł się już obok przemienionego w kobietę Saiyanina, Ryu podał mu rękę chcąc mu pomóc wstać.
- Jak się trzymasz? Jesteś cały, znaczy… cała?
W następnej kolejności podszedł do Fabu, położył swą lewą dłoń na jego prawym ramieniu, lecz ten nie zareagował.
- Fabu?
Postanowił go pozostawić samego. Odwrócił się, wziął głęboki wdech i skierował swoje kroki ku swemu mentorowi. Widać było, że Ziemianinowi było głupio, iż Aymi się tu znalazła, bo przecież Ryu miał się nią zaopiekować. Zaczął się drapać po potylicy.
- Przepraszam, mistrzu… wiem, że zawiodłem, ale ona jest zbyt uparta…
Spuścił głowę, był gotowy przyjąć na klatę cały opiernicz.


Ostatnio zmieniony przez Ryu dnia Sob Gru 30, 2017 10:06 pm, w całości zmieniany 1 raz
Kumitso
Kumitso
Liczba postów : 160

Polana - Page 5 Empty Re: Polana

on Pią Gru 29, 2017 11:20 pm
Plan się udał. To znaczy chyba, bo Kurisa do końca sama nie wiedziała co się wydarzyło. Zauważyła tylko zwiększającą się jasność, a po chwili nastąpił mocny wybuch, który wgniótł ją porządnie w glebę. Poczuła się jak mrówka, która została zgnieciona wielkim butem. Znajdowała się w kupie gruzu i odłamków ze statku i jedyne co było widać to wystającą z ziemi jej rękę, która próbowała sięgać do góry. Leżała w ziemi nieruchomo i próbowała ustalić w myślach co się wydarzyło. Czy to ona przebiła jakiś ważny element statku, po którym nastąpiła eksplozja? Czy może ktoś go po prostu wysadził w powietrze?
- Zaczyna mnie to coraz bardziej irytować... - Można było usłyszeć zdanie spod sterty gruzu. Po chwili poczuła czyiś uścisk. Ktoś złapał ją za rękę. Od razu na myśl jej się nasunęło, że to kolejny przeciwnik do pokonania, który próbuje ją wyciągnąć, aby ją jeszcze dobić. Wcale nie zamierzała się poddawać dalej, chciała walczyć dalej. Złapała mocnym chwytem za rękę, aby to on nie mógł jej uciec.
- Haaaaa! - Krzyknęła wypuszczając z siebie swoją złość. Pojawiła się złota aura, która swoją siłą zmiotła cały gruz, który na niej leżał. Wyciągnęła drugą rękę przed siebie i już miała przebijać ciało wroga energicznym pociskiem z morderczą miną, kiedy zauważyła, że to Ryu. Na jej twarzy pojawiło się zdziwienie oraz złota aura się uspokoiła. Złapała się drugą ręką za jego rękę i dała sobie pomóc wstać. Była cała pobrudzona w piasku, ale teraz jej to nie przeszkadzało. Zaczęła się rozglądać, a po chwili odpowiedziała swojemu przyjacielowi.
- Mogę walczyć dalej, ale widzę, że to już chyba koniec. - Rozglądała się po innych. Zaraz w jej oczy rzucił się też duży krater powstały po wybuchu. Ten statek aż tak mocno wybuch? Dobra robota, tylko... komu pogratulować?

Super wojowniczka spoglądała na innych stojąc na uboczu. Przyglądała się na nich ze smutkiem na twarzy. Było jej smutno, bo walka dla niej się skończyła, a jej wciąż było za mało. Zaczęła się też zastanawiać dlaczego changeling wygląda na zdrowego. Przecież jeszcze przed chwilą był umierający. Po chwili jej aura znowu wybuchła. Złapała się za głowę lekko pochylając się do przodu i zaczęła skupiać KI w swoim ciele. Nie potrafiła sobie teraz odpuścić walki. To było silniejsze od niej. Stanęła prosto i pokazała palcem na Ryu.
- Ryu! Będziesz ze mną walczyć! Tym razem pokonam Cię jako Super Saiyanka! Stań do walki i zmierz się ze mną! - Dała mu chwilę, aby się przygotował. Jeśli nie miał zamiaru walczyć to i tak zamierzała go zaatakować i zmusić go do walki. Była ona typem wojownika, który uczy się podczas walki, dlatego przy okazji chciała sprawdzić swoją nową technikę walki, którą podpatrzyła wcześniej u jednego z przeciwników i zamierzała sama ją przetestować. Lekko zgięła swoje nogi w kolanach i stanęła szeroko na swoich palcach, zaś swoje pięści trzymała wysoko przed twarzą. Chciała sprawdzić lekkość swoich stóp, więc ruszyła od razu na niego. Poruszała się w jego stronę zygzakiem odbijając się palcami od podłoża na boki. Gdy się już przed nim pojawiła wzięła mocny zamach za siebie i otworzyła serię piekielnie szybkich ciosów prosto w jego brzuch. Starała się być bardzo szybka. Po zadanej serii ciosów wykonała uderzenie w jego podbródek z lekkim podskokiem, a następnie zrobiła kopnięcie z półobrotu, które miało wyrzucić przeciwnika na pewną odległość. Wtedy wybiła się w powietrze dzięki technice latania i zamierzała zrobić na niego nalot z góry próbując wbić się swoimi stopami razem z nim w glebę. Jeśli zamierzał zrobić unik w bok to i tak zamierzała się wbić brutalnie w glebę. Chciała to zrobić na głębokość kilku metrów w dół. Następnie próbując się wydostać spod ziemi zaczęła kopać ciało Ryu nogami stopniowo wydostając się razem z nim spod ziemi. Ostatecznie wyszli spod gruzu efektywnym wybuchem, który powstał z wykonanych kopnięć. Zakrył ich częściowo pył, ale super saiyanka musiała chwilę odsapnąć i przeszła do pozycji obronnej.
Jirri
Jirri
Time Patrol
Liczba postów : 495

Polana - Page 5 Empty Re: Polana

on Sob Gru 30, 2017 7:06 pm
W sumie zakładanie, że uda mu się wystrzelić Kamehameha ogonem było faktycznie trochę głupie. Jeszcze strzał jedną ręką był logiczny, ale ogonem... Nie no, przecież to nie miało prawa się udać, tym bardziej, że nigdy w życiu tego nie próbował. Ale to i tak nie miało znaczenia. Zobaczył, jak Haricotto-san kiwa mu porozumiewawczo głową. Jaszczur pomimo bólu uśmiechnął się do niego. Zaraz okazało się, że atak changelinga i tak był niepotrzebny. Gość w kapturze ubiegł go i wystrzelił pierwszy w wyniku czego statek eksplodował, a Sakana-jin zostali rozrzuceni naokoło, martwi. Haricotto-san zaczął ładować swój atak. Ostateczne Kamehameha, które miało roznieść generała najeźdźców w pył. Najpierw jednak ktoś postanowił pomóc jaszczurowi. Dziewczyna, blond włosy... Kto to jest? No tak, Aymi-chan w formie Supa Saiya-jin! Podawała mu jakąś małą fasolkę. Otworzył usta i połknął lekarstwo... które w jednej chwili zwróciło mu siły! Niezwykłe, chociaż na jaszczurze nie spowodowało to takiego wrażenia. W sumie już raz miał okazję skosztować tego przysmaku. Trzeba podziękować. Wstał powoli i podniósł swój miecz, gdy nagle niebieska fala energii spotkała się z ciałem grubego ryboluda. Jirri natychmiast spojrzał w tamtą stronę. Cóż, jakby nie patrzeć, to musiało być najpotężniejsze Kamehameha w historii. Patrzył na to z podziwem i lekkim niedowierzaniem, na chwilę zapomniał o swoim ozdrowieniu. Zaraz jednak zdał sobie sprawę, że należałoby poderwać się do lotu, bo gdy to wybuchnie, to nie będzie dobrze stać obok. Złapał więc Aymi-chan i wystrzelił w górę, w drugiej ręce trzymając swój miecz. Dopiero gdy wybuch nastąpił, pył w miarę się rozwiał, jaszczur wylądował i wytarł ostrze o podłoże, oczyszczając ją z krwi, po czym schował ją do pochwy. Teraz wreszcie mógł porządnie podziękować. Odwrócił się do przyjaciółki i... na moment zaniemówił. Cholera, od kiedy ona jest taka ładna? Jak się tak zastanowić, to po raz pierwszy patrzy prosto na nią, tak to zawsze była gdzieś tam z boku. A tu proszę. Stała przed nim piękna, młoda dziewczyna. W sumie nigdy wcześniej takiej młodej kobiety nie widział. Na No.79 spotykał tylko jakieś czterdziestoletnie, skostniałe oficerki, w dodatku wszystkie niezmiennie patrzyły na niego z góry, mimo że każdą mógłby zabić jednym ciosem pięścią. Ona była inna. Nie patrzyła z góry, pomogła mu bezinteresownie, no i... Chyba była jego przyjaciółką, co nie? Cóż, może to i nagłe, ale nie można tego zanegować. Nigdy by się to pewnie nie stało, gdyby nie wrażenie, jakie wywarła na nim Tensa-san rok wcześniej (w jednej chwili, za sprawą swych gestów i jeszcze czegoś, co to kobiety mają na klatce piersiowej, z aseksualnego, typowego changelinga, zmieniła go w miłośnika pięknych kobiet, których jednak nie spotykał przez długi czas, podczas pobytu na rodzinnej planecie), ale dopadło go zauroczenie. Uśmiechnął się trochę głupio i lekko się zaczerwienił.
- D-dziękuję, Aymi-chan... He... Hehe...
Przełknął ślinę i ogarnął się w jednej chwili. Nie no, bez przesady, trzeba utrzymać fason. Jirri miał jednak kolejny powód, by zakwestionować rozkaz swego przełożonego, choć jeszcze o tym nie pomyślał. No i nie rozpatrywał jakoś swojego wyglądu (dziwaczny, czarny jaszczur) i wieku (91 lat) w kategorii przeszkody... Cholera, do czego to dochodzi.
Aymi
Aymi
Liczba postów : 933

Polana - Page 5 Empty Re: Polana

on Pon Sty 01, 2018 2:51 am
Walka trwała, a ona wpadła w samo jej centrum. W tej chwili najważniejsza była jednak pomoc najbardziej poszkodowanemu. Wylądowała przy jaszczurze, podając mu senzu, które miało wyleczyć go tak, jak wcześniej ją. Wykonawszy tę powinność, przeszła do kolejnego punktu - musiała zniwelować niebezpieczeństwo zagrażające jej bliskim, zniszczyć statek Sakana.
Wiedziała, co chce zrobić. Widziała tę technikę już tyle razy, znała jej moc. W tej chwili tylko czymś takim mogła dokonać tego, co zmierzała. Skumulowała w dłoniach energię, kształtującą się w błękitną falę uderzeniową, nim jednak zdążyła ją wystrzelić, statek obcych przeszyło kilkadziesiąt innych pocisków, obracając obiekt w niwecz. Przez chwilę stała tak zaskoczona z gotową do wystrzelenia techniką, nie mogąc uwierzyć, że ktoś ją ubiegł. Błękitna kula energii powoli zanikła, a ona sama wyprostowała się. W następnej chwili potężna fala błękitu uderzyła w ziemię, a ona poczuła tylko chwyt na ramieniu. Sekundę później znalazła się w powietrzu unoszona przez zdrowego już Jirriego, a ziemia pod nią zaczęła się rozpadać od siły wybuchu. Aymi patrzyła na efekty eksplozji w niemym odłupieniu. Więc Kamehameha mogła być aż tak potężna? Nie mogła w to uwierzyć.
Pył zaczął opadać, odsłaniając wielki krater w którym pogrzebany został ostatni przeciwnik, cała reszta Sakanian zginęła w kontakcie z pociskami Iwaru bądź rażona wybuchem statku. Wylądowała wraz z Jaszczurem na skałach, które usłały ziemię w kontakcie z techniką ojca. To był koniec, niebezpieczeństwo minęło, wreszcie mogli odetchnąć z ulgą. Wciąż nie mogła oderwać spojrzenia od zgliszczy, kiedy Jirri się odezwał, dziękując jej. Spojrzała na niego zdziwiona, nie rozumiejąc, o co mu właściwie chodzi. Dopiero po chwili skojarzyła fakty i uśmiechnęła się nieznacznie.
- Nie ma za co, naprawdę - rzuciła tylko, szukając spojrzeniem ojca. - Wiedziałam, że senzu ci pomoże, to wystarczy.
Wreszcie jej wzrok wyłapał postać ojca i zbliżającego się do niego Ryu. Chciała już do nich podlecieć, gdy do jej uszu dotarł krzyk blondynki wyzywającej Smoka do walki. Widziała jak dziewczyna podlatuje do niego z zamiarem ataku,więc odruchowo zareagowała.W ułamku sekundy znalazła się pomiędzy nimi, wyprzedzając pierwszy cios, a jej pięść zderzyła się z twarzą napastniczki.
- Uspokój się to już koniec walki! - warknęła ostro w jej kierunku, będąc gotową bronić przyjaciela. - Pokonaliśmy wroga nie ma sensu walczyć między sobą!
Była szybsza i silniejsza od tamtej  sayianki, wiedziała, że ma przewagę, mimo wszystko nie chciała zaczynać niepotrzebnego starcia. Nie miała jednak pewności, że jej słowa dotrą do tamtej.

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

Iwaru
Iwaru
Time Patrol
Liczba postów : 154

Polana - Page 5 Empty Re: Polana

on Pon Sty 01, 2018 7:58 pm
Jakimś cudem Androidowi udało się wystrzelić dostateczną ilość promieni, by zniszczyć statek. A może ktoś inny tego dokonał? Nieważne. Iwaru z zadowoleniem patrzył na tą dziwną konstrukcję, która rozpada się wraz z załogą. A później... a później gdzieś w pobliżu rozbłysło błękitne światło. Potężny promień energetyczny, który zniszczył wrogiego dowódcę. To był koniec. Nawiasem mówiąc... jeden z sojuszników chłopaka był naprawdę potężny. Nasz bohater przeczekał wybuch Kamehamehy w powietrzu, bowiem tak było bezpieczniej, a następnie wylądował. Od razu wyciągnął papierosa, włożył do ust i zapalił.
- Nie ma to jak fajka, po dobrze wykonanej robocie... - powiedział do siebie, a następnie, ciągle paląc, zaczął się bić po głowie, próbując uruchomić urządzenie komunikacyjne. No wiecie. Na zasadzie starych pralek. Jak taka stara pralka nie chciała działać, to wystarczyło ją mocno uderzyć i nagle się włączała. - Halo, baza? Iwaru do Bazu. Odbiór! Pani Bulmo, czy Pani mnie słyszy? Wróg zniszczony. Jakie rozkazy?
Musiało to komicznie wyglądać, ale ważne, żeby działało! Iwaru rozejrzał się po polu walki. Na początku zwrócił uwagę na Ryu, Aymi i Kurisę. Podszedł do nich i skomentował to trzema zdaniami:
- Dwie piękne kobiety i jeden facet. Stary, zazdroszczę Ci. To prawie jak trójkąt.
Ciągle palił i tym razem odwrócił wzrok od walczących. Przeniósł go tam, gdzie powinien stać "sprzęt" dostarczony przez obcych. Jeśli te urządzenia ciągle tam były, to warto było je przetransportować do Bulmy. Wraz z ciałem jakiegoś pokonanego wroga. Niech zrobi jakąś sekcję zwłok czy coś... Może więcej się dowie o tych istotach. Może znajdzie ich słabe punkty, co się pewnie przyda, bo pewnie wrócą tutaj jeszcze silniejsi i w w większej ilości. Później podszedł do Jirriego i się mu przedstawił:
- Jestem Iwaru. A Ty? Jesteś kosmitą?
Głupie pytanie, ale Iwaru do geniuszy nie należał. A co chciał tym osiągnąć? Otóż założył, że skoro Jirri może być kosmitą, to może także dysponować jakąś technologią (jak np. scouter, o którym istnieniu android nie wiedział), która da przewagę w walce z Ruchem Czerwonej Wstęgi. No i w końcu byli sojusznikami, więc warto, by coś o sobie wiedzieli, nieprawdaż?
avatar
Gość
Gość

Polana - Page 5 Empty Re: Polana

on Pią Sty 05, 2018 7:00 pm
MG - SAGA


Fabu był nieobecny, jego oczy były puste, jakby ktoś wyrwał jego duszę a jego ciało było pustą skorupą. Nieco dalej, Kurisa zwariowała, ponieważ zażądała walki z ziemianinem o imieniu Ryu... Dlaczego i po co? I jakim jeszcze cudem stała na nogach mimo włączonego ssj przez kilkadziesiąt minut? Powinien się jej dawno skończyć... dawno. Aymi za to poczuła ogromny ból, gdy Jirri chował swój miecz w jej pochwę, prawdopodobnie była dziewicą, a ostry kant ostrza rozrywał ją od... a nie! Jirri schował miecz do pochwy na miecz, który miał przy pasie.
- Iwaru do cholery! GDZIE TY JESTEŚ! KONTAKTUJE SIĘ Z TOBĄ OD 30 MINUT! NIE POSŁUCHALIŚCIE ROZKAZU ODWROTU?! CO TAM SIĘ DZIEJĘ? - Krzyk Bulmy jakby przedzierał się przez słowa Iwaru, który skontaktował się z bazą i powiedział, że wróg został pokonany... Jakby nie dotarło to do niej. Haricotto dyszał, ponieważ zużył dość sporo energii, mimo, że otrzymał jej zastrzyk od Jirriego. Kamehameha go nieco wyczerpała, ale tylko na jakiś czas. Czy to już koniec tej fantastycznej przygody? Czy nasi przyjaciele mogą odetchnąć? Najlepiej byłoby zniszczyć całość terenu, dla pewności i odlecieć. Mieli co świętować, uchronili Ziemię. Ale czy aby na pewno był to koniec?
Ryu
Ryu
Maskotka
Liczba postów : 326

Polana - Page 5 Empty Re: Polana

on Pią Sty 05, 2018 11:21 pm
Ryu przyglądał się wszystkim znajdującym się w tym miejscu osobom. Nigdzie nie mógł zobaczyć Kurisu, a parę sekund później dostrzegł czyjąś rękę wystającą spod sterty gruzu. Postanowił podlecieć, a gdy był wystarczająco blisko usłyszał głos, który wydobywał się spod tejże sterty. Głos był przytłumiony, lecz dało się stwierdzić, iż należał do kobiety. Nie był do końca pewny, jednakże uznał, iż należał on do wcześniej wspomnianego Saiyanina. Złapał ów kończynę swą prawą dłonią z zamiarem wyciągnięcia ciała, jednakże poczuł on silny uścisk na swej własnej ręce. Po chwili cały gruz odleciał na wszystkie strony świata, a przed naszym bohaterem znalazł się Kurisu. Chciał on zaatakować energicznym pociskiem wojaka w białym gi. Na twarzy Ziemianina pojawiło się zaskoczenie, wydarzyło się to tak szybko, że nie był w stanie nawet zareagować. Pomógł mu, znaczy jej wstać. Potem nasz bohater znalazł się już przy swoim mistrzu. Jego uwagę przykuło to, że mężczyzna cały czas dyszał, może ta cała nowa forma, którą Ryu mógł zobaczyć tak go wyczerpała?
- Sensei, wszystko w porządku?  Utrzymanie tej formy musi być bardzo ciężkie.
Nagle podszedł do niego zakapturzony android – Iwaru. To, co powiedział, jego słowa, które padły z jego ust, były niepojęte, wręcz przeraziły one Ziemianina. Brunet zrobił się cały czerwony na twarzy i wykonał dwa kroki do tyłu. Jego wzrok powędrował z początku na rudowłosą. Chłopak ją lubił, byli przyjaciółmi, lecz nic poza tym. Wojak nawet nie potrafił sobie wyobrazić jakiegoś… trójkąta… i to jeszcze z kim?! Z Kurisu?! Przecież on jest facetem! Znaczy… był! Jego wzrok powędrował na Saiyankę. Brunet nawet nie wyobrażał sobie, że mógłby się w niej zakochać. Ryu nie będzie mógł zapomnieć o tym, iż była ona kiedyś mężczyzną. Jak ten Iwaru mógł coś takiego powiedzieć i to przy wszystkich? Czy on nie miał wstydu? Jego wzrok powędrował na androida w kierunku, którego wyciągnął prawą rękę z wyprostowanym palcem wskazującym.
- Z-Zboczeniec! J-Jak mogłeś w ogóle coś takiego powiedzieć n-na głos?!
Cóż, najwidoczniej młodzieniec spotkał właśnie zwykłego zboczeńca. Jednakże nie mógł dłużej zastanawiać się nad tym, ponieważ jego uwagę przykuły krzyki uczennicy staruszka Kame. Najwidoczniej chciała ona walczyć z Ryu pod postacią Super Saiyanki, lecz wojak w białym gi miał nieco inne plany. Nie zamierzał z nią walczyć. Nie dlatego, ponieważ wiedział, że nie ma najmniejszych szans z nią, gdy ta znajdowała się pod tą postacią, lecz dlatego, iż nie był jeszcze w pełni sił po tym wcześniejszym pobraniu energii. Wolał najpierw odzyskać w pełni swe siły, a dopiero później walczyć.
- Wybacz, Kurisu! Nie czuje się jeszcze w pełni sił po tym pobraniu energii, więc przełóżmy to, na kiedy indziej, dobra?!
Jednakże dziewczyna nie zamierzała brać pod uwagę zdania Ziemianina. Zaczęła się przygotowywać do walki. Dlaczego? Przecież chłopak ją poinformował, że nie zamierzał z nią walczyć w tamtym momencie. Na jego twarzy zagościło zdziwienie, nie rozumiał jej zachowania.
- Co jest z tobą?! Przecież powiedziałem, że nie chcę walczyć!
Nic to nie dało. Nawet nie zauważył, kiedy ta ruszyła na niego, lecz w mgnieniu oka pojawiła się przed nim Aymi, która chyba wymierzyła cios Kurisu. Chyba, bo Ryu niczego nie widział, obie znajdowały się pod postaciami Super Saiyanek.
- Kurisu, obiecuje, że z tobą zawalczę, ale nie teraz!
Nie wiedział czy jego słowa w jakikolwiek sposób na nią wpłyną, lecz musiał próbować. Można było to załatwić rozmową, nie trzeba było używać pięści. Podszedł nieco bliżej do Aymi.
- Nie musiałaś się wtrącać, dałbym sobie sam radę.
W zasadzie to sam do końca w to nie wierzył, widział, że Kurisu miała gdzieś jego zdanie, więc pewnie musiałby z nią walczyć. I tak nie miałby z nią żadnych szans, lecz zawsze trzeba próbować.
Kumitso
Kumitso
Liczba postów : 160

Polana - Page 5 Empty Re: Polana

on Sob Sty 06, 2018 1:58 pm
Saiyanka nie zwracała uwagi na dziwne zachowanie Iwaru. Wokół niej działo się coś ciekawszego. Jednak po chwili, gdy podszedł do ich gromadki z dziwnym zdaniem, przykuł on nieco jej uwagę. Nie rozumiała do końca, o jaki trójkąt mu chodziło. Domyślała się tylko, że to było związane z trzema osobami, no bo jak sama nazwa wskazuje trójkąt ma trzy kąty. Logiczne, co nie? Niemniej jednak nazwał ją piękną kobietą, przez co zrobiło jej się odrobinę miło i trochę zawahała się. Pomyślała, że należałoby podziękować za komplement, ale gdy zauważyła reakcję Ryu, trochę nie wiedziała co powiedzieć. Lekko się zaczerwieniła i zaniemówiła. Co ten człowiek ma w głowie?
- Dziękuję... chyba... - Powiedziała cicho pod nosem. Po chwili jednak wróciła do wcześniejszej sprawy.
- Nie masz wyboru. Będziesz ze mną walczyć... - Powiedziała do Ryu, ale coś się trochę zmieniło. Kurisa wyglądała trochę na... zmęczoną? Niemniej jednak i tak rzuciła się do walki. Ledwo zauważyła, jak coś uderza ją w twarz. Ten cios zatrzymał ją przed Ryu i odwrócił jej twarz na bok. Stała lekko zachwiana robiąc krok do tyłu, a jej złota aura zniknęła. Jednak zaraz odwróciła się znowu w ich stronę stając prosto i wtedy zauważyła stojącą przed jej przyjacielem super saiyankę. Poczuła spływającą krew po kąciku jej ust, którą zaraz wytarła o nadgarstek. Przyglądała się jej. To była ta dziewczyna, którą wcześniej mało co nie zabili.
- Koniec walki? Nie dla mnie... - Zrobiła odskok do tyłu odsuwając się na pewną odległość. Szykowała się do walki, chociaż coraz bardziej zaczynała wyglądać na zmęczoną.
- Tutaj chodzi o coś więcej, niż o zwykłą walkę. Nie rozumiesz tego? Jakim prawem zakazujesz mi walczyć? Kim jesteś? Bo na pewno nie saiyanką. Stanęłaś mi na drodze, więc będziesz ze mną walczyć... - Zaczęła skupiać swoją energię w ciele, a po chwili wybuchła złota aura, która zaczęła spowijać jej ciało. Rzuciła się prosto na saiyankę, ale... coś się wydarzyło. Momentalnie aura zniknęła, a jej włosy ściemniły się, oczy powróciły do wcześniejszego wyglądu, a ona poczuła się diametralnie słabo. Co się stało? Leciała dalej na swoją przeciwniczkę, lecz w tej chwili było to bezwładne opadanie z zaskoczeniem widniejącym na jej twarzy. Chciała wymierzyć cios, ale nawet tego nie dała rady już zrobić. Zrobiła zamachnięcie pięścią, ale przy bliższym spotkaniu nawet nie trafiła ją w twarz, tylko obok. Jeśli nawet gdyby ją trafiła tym ciosem, to jej przeciwniczka nic by nie poczuła. Ten cios siłą dorównywał zwykłemu pchnięciu ręką. Nie mogła się już nawet zatrzymać w locie, więc po prostu zwyczajnie spadła na Aymi. Mogła ona poczuć lekki uścisk, jakby... przytulanie?
- ... jestem... zmęczona... - Ledwo wydusiła z siebie dwa słowa i już straciła przytomność. Uścisk osłabł, a Kurisa zsunęła się z ciała Aymi na dół, opadła na kolana, a następnie rąbnęła bezwładnie na ziemię całym ciałem. Przestała się ruszać, zapanował spokój.
Aymi
Aymi
Liczba postów : 933

Polana - Page 5 Empty Re: Polana

on Sob Sty 06, 2018 9:00 pm
Statek został zniszczony, wrogowie pokonani. Wreszcie wszyscy mogli odetchnąć z ulgą, choć zdawało się, że nie wszyscy chcieli... Blondynka, której Ryu kilka chwil wcześniej pomagał wydostać się spod gruzu, najwyraźniej nie miała dość walki i wyzwała go na pojedynek. Brunet oczywiście odmówił, tłumacząc się osłabieniem po poborze energii, ona jednak nie słuchała i natarła.
Aymi zareagowała odruchowo, pojawiając się przed chłopakiem i zbijając atak tamtej własnym wycelowanym w szczękę. Nie wkładała w ten cios pełnej siły, gdyż i tak przewyższała narwaną saiyankę. W miedzyczasie pojawił się przy nich Iwaru, mówiąc coś o pięknych kobietach, zazdrości i trójkącie. Dziewczyna nie wiedziała, o co mu właściwie chodzi. W prawdzie pamiętała coś o geometrii i trójkątach z jednej książki, którą kilka miesięcy temu podsunęła jej Rock, ale nie wiedziała, co to miałoby mieć wspólnego z ich trójką. Chyba że...
- Kto to jest zboczeniec? - spytała, przekrzywiając lekko głowę przy tak nagłym wybuchu Ryu. Nie rozumiała, dlaczego nagle zrobił się taki czerwony na twarzy. W prawdzie Korin już kiedyś nazwał Kame Sennina zboczuchem, ale nie wytłumaczył jej, co to właściwie znaczy. A może to przez zainteresowanie staruszka tymi kolorowymi gazetkami, których nie pozwalał jej dotykać, gdy trenowała na jego wyspie z ojcem? Nie wiedziała.
Nie miała też zbytnio czasu na przemyślenia, gdyż dziewczyna, którą brunet nazywał Kurisu, chyba zmieniła obiekt zainteresowania z chłopaka właśnie na nią. Aymi już chciała odpowiedzieć na pytanie "kim jesteś?", dosłyszała jednak ciąg dalszy tej wypowiedzi. Zastygła z lekko uchylonymi ustami, w jej szaroniebieskich oczach pojawił się smutek. Nie była saiyanką? Przecież miała ogon, umiała przybrać złotą formę, nawet w pełni ją opanowała! Więc dlaczego..?
Kurisu przybrała formę super saiyanina i ruszyła na nią z szarżą. Ay tylko spuściła wzrok, zupełnie tracąc motywację do czegokolwiek, nawet obrony. Bo przecież skoro nie jest saiyanką... to kim? Zauważyła tylko jak włosy napastniczki wracają do naturalnego koloru, a ona sama opada na nią bezwładnie. Dziewczyna pochwyciła mdlejącą przeciwniczkę zdziwiona, a gdy ta straciła po chwili przytomność i zaczęła się osuwać w jej rękach, blondynka nie wiedziała już, co tak właściwie się stało. Trzymała ją jednak, nawet podciągnęła w górę, układając jej głowę na swoim ramieniu.
- H-Hej... Kurisu..? - wyszeptała kompletnie zbita z tropu. Spojrzała na przyjaciela. - Ryu, czy ja ją...
Sama nie wiedziała, co chciała powiedzieć, o co zapytać. Czy przypadkiem zabiła znajomą bruneta? Dlaczego straciła ona przytomność? Czy była ranna? Z rosnącym przerażeniem w oczach przykucnęła, układając nieprzytomną dziewczynę na ziemi, choć cały czas podtrzymywała jej głowę.
- E-Ej... obudź się... - prosiła drżącym głosem. - Nie chciałam tak mocno uderzyć, przepraszam... Ryu, ja nie chciałam...
Spojrzała na chłopaka ze łzami w oczach. Czuła, że to z jej winy doszło do zaistniałej sytuacji, choć właściwie nie miała na to wpływu. A może miała?

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

Jirri
Jirri
Time Patrol
Liczba postów : 495

Polana - Page 5 Empty Re: Polana

on Sob Sty 06, 2018 11:41 pm
Jirri nieco się ogarnął po ataku zadurzenia i rozejrzał się. Haricotto-san wyglądał na zmęczonego, ale dawał sobie nieźle radę. Dzięki energii, którą otrzymał od jaszczura nie musiał wyłączyć swojej transformacji nawet teraz. Chciałoby się powiedzieć, że w dziurze leżał jego martwy przeciwnik, ale w sumie nie było go widać. Niewykluczone, że został zniszczony na poziomie komórkowym. Gość w bluzie z kapturem podszedł do niego i przedstawił się. Wcześniej rzucił coś o trójkącie Ryu-san z Aymi-chan i tym transseksualistą. Reakcja tego pierwszego rozbawiła jaszczura. Gdy jednak zakapturzony człowiek się do niego odezwał, Jirri odpowiedział:
- Jestem Jirri. Changeling, pochodzę z planety No.79. Miło cię poznać.
W zasadzie wydawał się dziwnie znajomy... Tymczasem Aymi-chan postanowiła powstrzymać transseksualistę przed głupią walką. Wykonała to poprzez szybki cios, prosto w jego głupi ryj. Jirri uśmiechnął się pod nosem, gdy to zobaczył, ale zaraz spoważniał. Oto bowiem Mr. LGBT zamierzał kontratakować. O nie. Nie ma opcji. Już miał wkroczyć do akcji, gdy nagle aura Supa Saiyajina świeżo upieczonej kobiety zniknęła, a ona sama zemdlała. Przez chwilę ogarnęło go zdumienie, ale zaraz zrozumiał, co się stało. Za to Aymi-chan najwyraźniej się przestraszyła. Przykucnęła i zaczęła... płakać. Jaszczurowi też zrobiło się trochę smutno, gdy to zobaczył. Podszedł do niej.
- Spokojnie. Straciła... Stracił... Straciło przytomność przez utratę energii. Supa Saiyajin to męcząca transformacja. Z pewnością o tym wiesz, w końcu sama potrafisz się transformować.
Zaraz też zwrócił się do reszty.
- Słuchajcie, tym razem wygraliśmy, ale nie możemy stracić czujności. Coś mi się wydaje, że to dopiero początek. Przybędą tu jeszcze kolejni. Póki co tylko Haricotto-san ma dość mocy, by się im przeciwstawić, ale sam nie da rady. Wkrótce będę w stanie go wspomóc, ale póki co musimy zająć się treningiem. Wyruszam do Kame House, wam też radzę natychmiast zacząć.
Skinął głową przyjaciołom. Był pewien, że wkrótce do niego dołączą. Tymczasem on odwiedzi starego przyjaciela i skorzysta z jego doświadczenia. Wzbił się w powietrze i ruszył.

z/t
Iwaru
Iwaru
Time Patrol
Liczba postów : 154

Polana - Page 5 Empty Re: Polana

on Nie Sty 07, 2018 8:20 pm
Iwaru uśmiechnął się jak Ryu nazwał go zboczeńcem i zaczął się czerwienić. Naprawdę wyborny żart mu wyszedł. Jedna z dziewczyn natomiast nawet nie wiedziała kto to jest "zboczeniec". Druga natomiast podziękowała normalnie i powróciła do swojej walki.
- Nie ma za co. Twa uroda zasługuje na wychwalanie... - Powiedział do Kirusu, który kiedyś był facetem i pewnie także wychwalał piękne kobiety. No cóż... Role się odwróciły i teraz był wychwalany przez równie pięknego Androida. Podszedł do Jirriego i mu się przedstawił. Ten jednak tylko podał mu swoje imię, rasę i planetę pochodzenia i od razu pognał w miejsce, gdzie jedna laska pobiła tą drugą. Iwaru nie zdążył go nawet wypytać o technologię jego rasy. Cóż... Trudno. Teraz najważniejsza była Kurisa. Iwaru miał wykrywacz ciepła zamontowany w oku, więc na tej podstawie mógł stwierdzić, że dziewczyna żyje. No cóż... W każdym bądź razie była jeszcze ciepła.
- Na 99% ta dziewczyna jeszcze żyje - powiedział, zbliżając się do grupy, a następnie wysłuchał tego co powiedział Jirii. Odpowiedział mu tylko krótkim:
- Bywaj, Jirri-san.
Iwaru też chętnie by potrenował, ale teraz za dużo się działo. Musiał swoje kolejne kroki skonsultować z Bulmą, która od jakiegoś czasu już próbowała się do niego dodzwonić. Odszedł więc od grupy przyjaciół i skontaktował się z kobietą.
- Tu Iwaru. Miałem małe problemy z komunikacją. Przez jakiś czas byłem nieprzytomny, a potem możliwe, że wróg zagłuszał nasz sygnał. Ale już sytuacja opanowana. Wroga rasa zostawiła swoją technologię, a ich statek został zniszczony. Może chciałaby Pani coś, żebym Pani przywiózł do analizy?

---
Odnośnie tej technologii. To o ile dobrze pamiętam, to Sakanie przywieźli coś, co niby miało unieszkodliwiać androidy. Chciałbym ten potencjalny cud techniki - jeśli jeszcze nie został zniszczony - przetransportować do Bulmy.
Haricotto
Haricotto
Admin/Time Patrol
Liczba postów : 1944

Polana - Page 5 Empty Re: Polana

on Czw Sty 11, 2018 8:41 pm
Gdy Kamehameha dosięgła celu i kiedy opadł kurz, już wszystko było jasne. Udało się. Ziemia zwyciężyła. Haricotto wciąż lewitował w powietrzu, trzymając dłoń przy dłoni, jakby ciągłe strzelał swoją energią. Oddychał głośno przez usta, łapiąc łapczywie powietrze w płuca. Czuł, jak energia ciągle krąży po jego ciele, ale czuł też ogromne zmęczenie. Walczył jak nigdy, stracił siły i mimo, że odzyskał ich część, wciąż był potwornie zmęczony.
- Udało się... - wyszeptał, prostując się leniwie. Gdy już stał tak w powietrzu, a dokładniej mówiąc wisiał, złota aura znikła razem z wyładowaniami elektrycznymi, a jego sterczące, złote włosy wróciły do swojego oryginalnego wyglądu. Teraz na głowie Saiyanina dominowała czerń. Uśmiechnął się, unosząc kącik swoich ust ku górze.
- Haha... ha... - zaśmiał się cichutko, jakby resztką sił, po czym zaczął opadać w dół. Dopiero kilka metrów nad glebą znów przejął kontrolę nad swoim ciałem i wylądował, podpierając się na kolanie. Uniósł głowę do góry i spojrzał na resztę ocalałych osób. Uniósł kciuk do góry i uśmiechnął się do nich.
Kiedy Ryu znalazł się obok niego, Haricotto wstał i oparł się o jego ramię na chwilę, by odsapnąć. Spojrzał mu w oczy i zaśmiał się cicho, po czym otwartą dłonią delikatnie poklepał chłopaka po policzku. Resztę wydarzeń przywitał milczeniem, a jedynie na słowa Jirriego skinął głową w geście porozumienia. Nagle jego brzuch zaburczał straszliwie. Tak bardzo, że wydawało się, że to trzęsienie ziemi.
- Jestem głodny... - powiedział zadowolony, uśmiechając się i lekko rumieniąc na twarzy.

_________________
Polana - Page 5 Haricotto-Heaven
avatar
Gość
Gość

Polana - Page 5 Empty Re: Polana

on Czw Sty 11, 2018 9:42 pm
MG - SAGA


Niespodziewany atak Kurisu na Ryu był na pewno zaskoczeniem, jakby jej kompletnie odbiło, a to tylko wariujące hormony i inne takie tam rzeczy. Koniec końców, Kurisa straciła przytomność, ponieważ, co dziwne, straciła energię(?)... Aymi chwyciła swoją niedoszłą przeciwniczkę i wylądowała z nią na ziemi, lekko podtrzymując jej głowę. Czy zdoła ją to ocucić? Może saiyanka faktycznie padła ze zmęczenie, ale nie powinno to zagrażać w żaden sposób jej życiu, co więcej omdlenie powinno być chwilowe.
- Iwaru, natychmiast dostarcz mi tę technologię. - Powiedziała Bulma, po czym znowu nastąpiło rozłączenie.
Haricotto patrzył jeszcze chwilę w miejsce, gdzie zniknął jego przeciwnik, po czym zmęczony walką i transformacją zredukował do formy podstawowej, jego włosy leniwie opadły a ich kolor zbladł, wyszarzał, aż w końcu stały się czarne. W jednej chwili, gdy saiyanin wylądował na gruncie, jego noga została złapana przez grubą, niebieską łapę, a on sam wciągnięty został pod ziemię. Zanim ktokolwiek pomyślał o tym, by ruszyć w kierunku zniknięcia Hariego, nastąpił potężny wybuch energii, spowodowany wysadzeniem się niebieskiego ryboludzia. Ogromny krater, który pochłonął również Ryu, ukazał dwa zwęglone ciała. Saiyanina imieniem Haricotto i Sakanina imieniem Oceano(?).
"Hahaha" - śmiejący się Hari na pewno rozległ się teraz w głowach wszystkich tutaj zebranych osób, były to ostatnie słowa, które wypowiedział, a uśmiechnięta buzia to będzie to, co każdy będzie pamiętał na myśl o tym przemiłym saiyaninie.
Jeżeli ktokolwiek podleciał bliżej usłyszał ostatnie słowa grubego sakanina, którego ciała zwyczajnie obracało się w proch:
- Nadchodzi Belial.

___________
Spoiler:
Haricotto z/t droga do Enmy
Ryu
Ryu
Maskotka
Liczba postów : 326

Polana - Page 5 Empty Re: Polana

on Pią Sty 12, 2018 11:23 pm
Ryu był zaskoczony, zawstydzony i przerażony słowami Iwaru. Po prostu stał z wyciągniętym palcem wskazującym w jego kierunku i go wyzywał od zboczeńców, a ten drugi tylko się uśmiechał tak jakby był dumny z siebie. W zachowaniu ucznia Haricotto nie było niczego dziwnego, ponieważ tylko i wyłącznie osoby zboczone były zdolne do wypowiadania rzeczy tego typu na głos. Wzrok naszego Ziemianina, który przepełniony był strachem powędrował na Aymi. Ta w zasadzie nawet nie wiedziała, kim jest ''zboczeniec’’.  Z deszczu pod rynnę.
- P-Później ci powiem, Aymi.
W zasadzie, po co to powiedział? Czemu? Co go podkusiło? Czy był tak przerażony, że już nie myślał nad tym, co mówił? Przecież od tamtego momentu rudowłosa będzie wracać do tego tematu, aby Ziemianin jej to wytłumaczył, co nie za bardzo mu odpowiadało. Wolał unikać takich tematów. Brunet miał nadzieję, że dziewczyna jednak zapomni o tym i nie będzie męczyła go takimi pytaniami. Potem doszło do próby zaatakowania osiemnastolatka przez Kurisu, która została powstrzymana przez ogoniastą przyjaciółkę Ziemianina. Ta pierwsza zaczęła wykrzykiwać, iż Aymi nie była w żadnym stopniu Saiyanką. Oczywiście, że nią była. Posiadała ogon? Posiadała. Potrafiła się transformować w złotowłosą wojowniczkę? Potrafiła. To, że była mieszańcem nie znaczyło o tym, iż nie mogła siebie określać mianem Saiyanki. Jego wzrok powędrował momentalnie na Kurisu.
- Kurisu, przestań! Uspokój się!– spojrzał momentalnie na córkę swego mistrza – Aymi, nie słuchaj jej, jesteś Saiyanką!
Próby załatwienie sprawy samymi słowami nic nie dały, wyglądało na to, iż walka była nieunikniona. Jedna z przedstawicielek płci przeciwnej natychmiast zniknęła z pola widzenia Ryu, a po chwili znalazła się w ramionach rudowłosej. Wyglądało na to, że ta pierwsza musiała zemdleć z powodu wyczerpania. Przemiana w Super Saiyana była bardzo ciężka do utrzymania, więc musiało się to tak skończyć po dłuższym przebywaniu w niej przez kogoś kto musiał robić to pierwszy raz. Po chwili zwróciła się do niego ogoniasta wojowniczka, która najwidoczniej musiała się przestraszyć tego, co się stało i uznała, iż zwyczajnie zabiła nową znajomą Ryu. Młodzieniec przykucnął przy niej kładąc swą lewą dłoń na jej prawym ramieniu. Na jego twarzy zagościł delikatny uśmiech. Pokiwał głową przecząco mając zamknięte oczy. Nagle obok nich pojawili się Jirri oraz Zboczeniec, którzy zaczęli tłumaczyć Aymi, że Kurisu żyje.
- Jirri i Iwaru mają rację, nic jej nie jest. Musi po prostu nieco odpocząć.  
Odwrócił się w stronę czarnego kosmity, który miał rację. Nie można było odpoczywać, należało trenować, ponieważ istniało zagrożenie, iż najeźdźcy wrócą. Na szczęście Ryu wypił tę magiczną wodę, więc był dzięki niej znacznie silniejszy, jednakże czy to coś dało? Czy był na tyle silny, aby móc się mierzyć z nimi? Żadni ryboludzie go nie pokonają. Nie pokona go ktoś, kto zagroził jego planecie. Jeżeli znów się pojawiliby to nie zamierzałby uciekać, stawiłby im czoło. Przysiągł, że będzie chronił swój dom, tak więc zamierzał zrobić. Stanie się silniejszy, jeszcze silniejszy niż był w tamtym momencie. Parę sekund później Jirri odleciał kierując się na wyspę staruszka Kame. Wojak w białym gi pomachał mu na pożegnanie.
- Do zobaczenia, Jirri!
Ziemianina zaciekawiły jego słowa mówiące o tym, że już niedługo będzie w stanie wspomóc mistrza Haricotto. Czyżby szykowała się kolejna transformacja tego czarnego przybysza z kosmosu? Być może…  Po chwili nastąpiło coś czego nikt się nie spodziewał. Nastąpił wybuch energii, który dotknął także bruneta. Nie był w stanie nic zrobić, wszystko wydarzyło się dosłownie w mgnieniu oka. Nawet nie zdążył wydać z siebie żadnego odgłosu. W momencie, w którym całe otoczenie się uspokoiło można było dostrzec leżącego na ziemi Ziemianina. Znajdował się on w kraterze, który musiał powstać po wcześniej wspomnianym wybuchu energii. Był cały poobijany. Czuł ogromny ból, który dochodził z każdej części jego ciała. Był nieznośny, okropny, jednakże był on niczym w porównaniu do tego, co ostatnio przeżył. Początkowo nie był w stanie się podnieść, lecz parę chwil później udało mu się to. Z trudem, ale jednak. Po środku krateru dostrzegł dwa leżące ciała. Postanowił sprawdzić kto dokładnie się tam znajdował… Być może nie powinien był tego robić? Mógłby oszczędzić sobie tego co zobaczył…

Angry Aura


Usłyszał czyjś śmiech, należał on do mistrza Haricotto, o dziwo źródło dźwięku dochodziło z miejsca, w którym znajdowała się para ciał. Podszedł nieco bliżej i zatrzymał się. Jego powieki rozszerzyły się najbardziej jak tylko mogły, a usta jego otworzyły się…
- Nie… Nie…
Jedno z ciał należało prawdopodobnie do jednego z ryboludzi, był do nich podobny. Drugim z leżących tam był właśnie Saiyanin na twarzy, którego gościł uśmiech. Całe jego ciało było zwęglone, nie poruszał się. Chłopak nie mógł w to uwierzyć, nie chciał. Nie chciał wierzyć w to, co zobaczył. Nie chciał wierzyć w to, że jego mentor właśnie umarł. Chciał wierzyć, że to wszystko jest jednym wielkim koszmarem, z którego za chwilę się obudzi. Nawet nie dopuszczał do siebie myśli, iż może być całkowicie inaczej. Zaczął iść powolnym krokiem w stronę jego ciała.
- Sensei…
Stał teraz nad nim i spoglądał na niego.
- Mistrzu, to nie pora na wygłupy… chodźmy stąd… proszę…
Upadł na kolana. Dotknął jego ręki, ale ta była tylko i wyłącznie popiołem, całe jego ciało było najzwyklejszym w świecie prochem. Do Ryu zaczęło docierać, co tu właśnie się stało. Zaczął rozumieć, że ten Sakanin musiał być odpowiedzialnym za tę eksplozję. Zaś Ryu właśnie stracił ważną, bardzo ważną dla jego serca osobę. Dlaczego? Dlaczego tak musiało się stać? Dlaczego mistrz Haricotto? Tyle razem przeżyli, Ryu tyle dzięki niemu osiągnął. Saiyanin był dobrą osobą, dlaczego musiał umrzeć? Dlaczego kolejna osoba, która znalazła specjalne miejsce w sercu naszego bohatera musiała odejść? Do jego głowy zaczynały napływać wspomnienia związane z jego nauczycielem… Widział ich pierwsze spotkanie, znajdowali się wtedy na polanie. Kolejnym obrazem, jaki ujrzał był jego trening Fali Uderzeniowej Kame pod okiem Haricotto. Ujrzał jak razem ze swym mistrzem stawiali czoła kuli energii, która została posłana przez androida. Widział wszystko. Widział wszystko, co przeżyli dotychczas razem. A teraz był tutaj, klęcząc obok ciała Saiyanina. Nawet nie mógł go pochować ze względu na to, że z ciała Haricotto został tylko proch. Jedyne co mógł to patrzeć. Zaczął płakać, z każdą sekundą coraz więcej łez wypływało z jego obydwojga oczy. Spływały po jego policzkach. Chłopak zaczął ciężko dyszeć, jego tętno przyspieszyło, odczuwał uścisk na gardle tak jakby ktoś je zaczął zwyczajnie w świecie powoli miażdżyć. Cały drżał, nie potrafił uspokoić swego ciała. Nie potrafił się odnaleźć w tej sytuacji, nie wiedział, co miał zrobić. Jednakże już po chwili uczucie bezradności przemieniło się w uczucie gniewu… Nie, nie gniewu… Nienawiści. Czystej nienawiści. Uczucie to było kierowane w stronę Sakan, osób, które odebrały mu mistrza Haricotto. Osób, które nie miały żadnego prawa, aby to zrobić. Nikt im nie pozwolił tego zrobić. Żadna osoba nie miała prawa, aby mu go odebrać. Nigdy im tego nie wybaczy, zapłacą mu za to. Zniszczy ich wszystkich. Zniszczy ich za to, że ośmielili się najechać tę planetę i zabić Haricotto. Zabije ich, wyrżnie ich wszystkich, wymarzę ich całą rasę, dla żadnego nie będzie miał litości.
- Zapłacą mi za to… Zapłacą mi…
Nie czuł niczego poza nienawiścią kierowaną w ich stronę.
- Zniszczę ich… Zmiażdżę każdego z nich…
Zaczął wzbierać się wiatr, poruszał delikatnie gałęziami drzew oraz trawą. Wojak zaczął zaciskać pięści najmocniej jak tylko mógł, zaciskał zęby dalej ciężko dysząc, a przy okazji nie przestając płakać. Uderzył prawą pięścią w ziemię niszcząc ją nieco.
- Sensei…
Wymierzył kolejne uderzenie.
- Sensei…
Uderzył po raz trzeci.
- Sensei!
Zaczął bić obiema rękoma w ziemię. Wkładał w to jak największą siłę, chciał odnaleźć coś, co dałoby mu ulgę. Na nic się to jednak zdało. W trakcie tego jego moc zaczęła stopniowo rosnąć, jednakże on nie zwracał na to uwagi. Wiatr wzmagał się. Pojedyncze kamyczki, które z pewnością znajdowały się w kraterze zaczęły unosić się ku górze. Nagle i niespodziewanie obok lewej nogi naszego bohatera coś błysnęło, pojawiło się i od razu zniknęło.  Mięśnie zaczęły rosnąć, a krew przepływała jeszcze szybciej, jak nigdy wcześniej. W końcu ciało wojownika nie wytrzymało nadwyżki energii, która zgromadziła się wewnątrz i po chwili wystrzeliła ona w postaci białej aury. Obtaczała ciało naszego wojownika, poruszając i unosząc jego gi delikatnie ku górze. Jej wysokość można było określić na kilkanaście dobrych metrów. Wokół ciała osiemnastolatka zaczęły się pojawiać czerwone błyskawice.
- Nie wybaczę im… Nigdy im nie wybaczę…
Po chwili aura zaczęła odrywać się od ciała bruneta i rozpoczęła formowanie się w jakiś kształt, formę. Wszystko odbywało się kilka metrów nad kraterem. Na samym początku uformowały się cztery olbrzymie, potężne kończyny. Każda z nich posiadała trzy palce zakończone ostrymi jak brzytwa pazurami. Następnie pokazała się para majestatycznych skrzydeł. Można było zauważyć, że w niektórych miejscach były one delikatnie postrzępione. Wyłonił się długi ogon zakończony ostrym kolcem. Ukazał się potężny tułów, a tuż po nim głowa, na której znajdowała się para rogów znajdująca się na jej tyle. Gałki oczne były zastąpione przez czerwone światła. Przed wszystkimi pojawił się smok wytworzony z białej aury, a wymiary jego można było określić na jakieś piętnaście metrów. Lewitował on w powietrzu nad naszym bohaterem. Zaczął powoli opadać ku ziemi, wbijając w nią głęboko swe pazury. Otworzył swą paszczę ukazując kilka ostrych zębów. Wyciągnął głowę wysoko ku górzę. W tym właśnie momencie rozległ się potężny i przerażający ryk, który z pewnością rozniósł się dużym echem w okolicy. Ryk ten należał do smoka. Chłopak cały czas uderzał pięściami w ziemię, nawet nie zauważył, co się właśnie działo. Nie zwracał na nic uwagi. Całkowicie odciął się od rzeczywistości. Uniósł ręce wysoko ku górze, a smok zabłysł jasnym czerwonym światłem.
- HARICOTTO-SENSEEEEEI!!!!!
Wykonał ostatnie uderzenie, a po nim nastąpiła potężna eksplozja biało-czerwonej energii. Podmuch wiatru odrzucił wszystko i wszystkich, którzy znajdowali się w pobliżu. Krater zaś znacznie się powiększył, a smok zniknął. W środku krateru znajdowała się tylko jedna osoba oczy mająca zamknięte. Kim była to osoba? Był nim klęczący wojownik, a jego ciało było obtoczone przez aurę koloru mleka, a tej towarzyszyły wyładowania elektryczne koloru krwi. Chłopak wstał, garbił się. Nie był już tą samą osobą, jego świadomość zatraciła się, a władzę nad jego ciałem oraz umysłem przejął tajemniczy instynkt. Otworzył oczy, te zaś nie przypominały wcześniejszych.Źrenice zmieniły kształt na bardziej pionowy, tęczówki zanikły, a kolor białek przybrał barwę pomarańczową. Pozostawał w bezruchu.

_____
Angry Aura - Akceptacja


Ostatnio zmieniony przez Ryu dnia Pią Sty 19, 2018 4:46 pm, w całości zmieniany 3 razy
Sponsored content

Polana - Page 5 Empty Re: Polana

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach