Polana

Strona 6 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Polana

Pisanie by Admin on Pią Wrz 22, 2017 12:29 pm

First topic message reminder :

Ogromny teren, który pokryty jest zieloną trawą. Nie ma tutaj nic, poza pojedynczymi drzewami to tu, to tam. Gdzieniegdzie znajdują się także pola uprawne, które nie są eksploatowane odkąd organizowane na wyspie są Turnieje o Najlepszego Pod Słońcem. Przez teren płynie rzeka, dodając od siebie szum swoich fal, które są wręcz kojące dla ucha. W połączeniu z symfonią graną przez koniki polne i przez wokal latających ptaków, można się tu odprężyć jak nigdzie indziej. Idealne miejsce na odpoczynek po długim, ciężkim dniu pracy.
avatar

Admin
No.1 Whis' Fanboy

Liczba postów : 346

http://dbanotheruniverse.forumpolish.com

Powrót do góry Go down


Re: Polana

Pisanie by Kurisu on Sob Sty 13, 2018 1:23 pm

Kurisa straciła wszystkie siły ledwo utrzymując jeszcze przez chwilę swoją świadomość. Upadłaby na ziemię, gdyby nie to, że została złapana przez swoją przeciwniczkę. Po ledwo wypowiedzianych słowach ostatecznie straciła przytomność. Nastała ciemność, cisza. Przestała już czuć cokolwiek.

Mimo to, że na zewnątrz zemdlała, to jednak w jej głowie nadal coś się działo. Nie była chociaż do końca świadoma tego, co się dzieje. Wokół niej panowała ciemność, a w głowie słyszała dziwne szepty wielu ludzi, a może raczej saiyan, z których nie mogła nic zrozumieć. Rozglądała się, ale nic nie było widać. Totalna ciemność. Kiedy odpływała to zawsze w jej głowie pojawiał się obraz lasu, a teraz nic. Kompletnie nic, jak wtedy, gdy zaczęła zmieniać się w super wojownika. W pewnym momencie poczuła bardzo silny impuls, który prawdopodobnie musiał pochodzić z zewnątrz, chociaż teraz o tym jeszcze nie myślała. W jej głowie zaczął narastać pisk, który ją ogłuszał. Złapała się za głowę i chciała wydrzeć się z całych sił, ale w tym momencie nie było niczego słyszeć poza piskiem. Zaczął on stopniowo zniekształcać się. Złapała się za głowę i próbowała dalej krzyczeć. Miała już dosyć. Czuła, jakby do jej uszu wchodziły skolopendry, które zagłuszały nie tylko otoczenie, ale też i jej myśli. Sprawiało jej to ból, nie tylko fizyczny. Upadła na kolana i próbowała się podtrzymywać, aby się nie przewrócić. Drugą ręką trzymała się za swoją głowę. Zaczęła odchodzić od zmysłów. Jej źrenice zniknęły, a przed oczami miała różne obrazy, które zmieniały się co kilka sekund. Widziała komórki w powiększeniu mikroskopijnym, igły, strzykawki, notatki zapisane na papierach. Słyszała cichy dźwięk przelewającej się wody. Czuła ból, jakby całe jej ciało się deformowało. Rozumiała, że przeżywa to drugi raz. To był proces jej powstawania, prawda? Widziała dziwne liczby, cyfry, kody, które najeżdżały na siebie i przewijały się na okrągło. W jej głowie zaczęły rozchodzić się głosy.
- Nie możemy sobie pozwolić na niesubordynację, Panie Takaziwa. Proszę się zająć swoją pracą.
- Ale... nie możemy przecież tego tak zostawić? To jest zbyt wielki projekt.
- Zapewniam Pana, że wszystkim się zajmiemy.
Po chwili zaczęła słyszeć kolejny dialog.
- Projekt N7 jest mocno niestabilny. Nawet jeśli uda nam się go stworzyć, to nie mamy takiej siły, aby mieć nad nim kontrolę!
- Zamknij się, Takaziwa. To już nie jest twój projekt. Nasza współpraca właśnie się zakończyła.
Wtedy usłyszała niewyraźny głos, jakby jeden zabił właśnie drugiego. Zaczęło do niej dochodzić jak wiele cierpienia i poświęceń wykorzystano do jej powstania. Czy było warto?
- Obiekt N7 jest bronią, nie osobą! Proszę nie nawiązywać z nim żadnych rozmów ani relacji!
Czuła się jak wyrzutek, potwór. Kim ona właściwie jest? W pewnym momencie jakby nagle wszystko puściło. Poczuła ulgę, swobodę. Straciła grunt pod nogami i zaczęła spadać w nicość. O niczym już nie myślała. Roniła tylko łzy opadając bezwładnie. Koszmar już się skończył? Taką miała w tej chwili nadzieję.

Przymknęła oczy. Po ponownym ich otwarciu ujrzała widok, który nie był już ciemną nicością. Była zamknięta w dziwnej klatce spięta cała dziwnymi łańcuchami. Rzucało ją na prawo i lewo. Czuła się, jakby leciała jakimś statkiem. To nie jest rzeczywistość. Czy to sen?... - Zadała sobie pytanie. W pewnym momencie wielka klapa pod nią otworzyła się, a ona wyleciała z pomieszczenia razem z klatką. Spadała przez pewien czas i rąbnęła w ziemię. Trochę się poobijała, ale nie czuła już bólu. Czuła się dosyć dziwnie, bo dawno nie miała żadnego snu. Zaczęła śnić, ale już nie pamiętała po co się śni i w jaki cel mają sny. Klatka się otworzyła, a ona wyszła na powierzchnię. Gdy zobaczyła ten widok, jej oczy momentalnie powiększyły się. Miała przed sobą czerwony, górzysty horyzont z czerwonym niebem. W tle było słychać wybuchy, krzyki, wrzaski, strzały. Czy to... Vegeta? Z jej ciała zrzuciły się kajdany, a zaraz podbiegł do niej jakiś saiyański żołnierz, który wręczył jej kosmiczny blaster.
- Nie mamy czasu! Changelingowie atakują! Biegnij i zabij tych skurczybyków! Wojna właśnie się rozpoczęła.
Po szybkim zdaniu żołnierz pobiegł dalej. Saiyanka rozglądała się wokół siebie. Widziała kratery, biegnących żołnierzy jak również i tych rannych, leżących i wykrwawiających się. Przed nią nagle pojawił się widok nacierających changelingów. Wszędzie strzały, wybuchy, istny chaos. Kurisa zaś upuściła na ziemię blaster i upadła na kolana brudząc je w krwi poległych żołnierzy. Zakryła swoje uszy uchylając głowę nisko do ziemi. Z jej oczu zaczęły wyłaniać się łzy.
- Nie chcę już walczyć. Chcę do domu.

Na zewnątrz nic nie robiła. Leżała dalej nie ruszając się tak, jak ją położyła wcześniej druga saiyanka. Wybuchy pewnie sprawiły, że Kurisa odleciała gdzieś na bok i przykryła się pod stertą piasku, jeśli w tym momencie nikt jej nie pilnował. Spała jak zabita i nic jej w tej chwili nie obudzi. Jednak jeśli ktoś przy niej był, to mógł zobaczyć, że z jej oczu spływają powoli łzy, a ona przez sen szepcząc wypowiedziała pod nosem trzy słowa.
- ... chcę... do domu...
avatar

Kurisu

Liczba postów : 146

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Iwaru on Pon Sty 15, 2018 9:03 am

Można powiedzieć, że nie wszystko jednak potoczyło się po myśli naszych bohaterów. Znaczy generalnie... Iwaru czuł smutek, ale nie popadał w furię tak jak Ryu. Haricotto był jego sojusznikiem, ale nie widywali się zbyt często. Nie było więc między nimi jakiejś głębszej więzi. Co innego Mistrz Hari i jego uczeń Ryu. Takie coś mogło stworzyć więzi. Ale od początku. Iwaru otrzymał rozkaz od Bulmy. Zatem zaczął iść w kierunku tego co zostawili kosmici. Zamierzał wsiąść na ten motor czy inne pojazd i polecieć. A nawet jeśliby nie umiał tym sterować, to przecież zawsze mógł ponieść sam ładunek. A jeśli i to by było dla Iwaru za ciężkie, to chociaż jedną rzecz, a resztę zniszczyć. Tak, by Pani Bulma poznała tą technologię i była zdolna ją odtworzyć. W każdym bądź razie, tak właśnie Iwaru planował. Jednak swoje plany musiał odłożyć, bowiem stało się coś co wymagało uwagi. Wielki wybuch. Odrzucenie. Iwaru się pozbierał. W epicentrum wybuchu dwie postacie... Wróg, którego Iwaru ani trochę nie żałował, oraz Haricotto. Ten potężny wojownik, który mógłby być dobrym kumplem...
- Cholera...
Iwaru zaklął. Niczego innego ślina na język nie przynosiła. Iwaru bardzo chciał spełnić rozkaz Bulmy, ale nie potrafił jakoś zostawić towarzyszy samych z tym problemem. Postanowił się więc doradzić błękitnowłosej kobiety:
- Pani Bulmo... Nagły wypadek. Wróg wysadził w powietrze jednego z naszych sojuszników. Mam wracać czy zabezpieczać teren?
Oczywiście Iwaru wiedział, że i tak zrobi jak on będzie uważał za słuszne i Bulma nie powinna mu tego mieć za złe. Wiedział też, że jest dużo słabszy od Hariego, który właśnie zginął. Dlatego ta misja zmieniła się w coś niesamowicie niebezpiecznego... Ciekawe kiedy Iwaru zostanie wysadzony bądź zginie w inny sposób... Ale Android się nie bał śmierci i miał zamiar wziąć udział w walce. Jednak przydałby mu się odpoczynek.
avatar

Iwaru
Time Patrol

Liczba postów : 154

http://dbanotheruniverse.forumpolish.com/t318-iwaru-syn-keijiego

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Jirri on Pon Sty 15, 2018 9:56 pm

Gdy tylko Jirri pojawił się na polanie, od razu zauważył aurę wojownika, który stał pośrodku krateru. Nie był wcale gruby, nie był to więc ten Sakana-jin. Nie wiadomo jednak też, czy faktycznie to ten, jest zabójcą. Aymi-chan była niedaleko krateru, Mr. LGBT nadal nieprzytomne. Gdzie jest Ryu-san? Czy on także umarł? Co mogło mu się stać? Jirri wylądował i pobiegł szybko w stronę krateru. Minął Aymi-chan i transseksualistę i stanął na skraju dziury w ziemi. Z tej odległości nadal trudno było rozpoznać wojownika. Jego aura wyglądała na bardzo potężną, porównywalną z jego. Miała kolor biały, zupełnie jak mleko. Biały kolor co chwilę był przeszywany przez czerwone wyładowania elektryczne. Wojownik stał zgarbiony i wyglądał, jakby nie zdawał sobie sprawy z niczyjej obecności. Jakby był w jakimś transie, niemalże medytacji, która odcięła go od świata rzeczywistego. Jaszczur zjechał po ścianie krateru i podszedł powoli nieco bliżej, nadal trzymał jednak względnie bezpieczną odległość. Gotów był do obrony. Wtedy właśnie rozpoznał wojownika.
- Ryu-san?
Wszystko jasne. To oczywiste, że Ryu-san nie mógł zabić swojego sensei. Najpewniej był świadkiem jego śmierci, co wyzwoliło w nim gniew i nową moc, zupełnie jak u Supa Saiya-jin.
- Ryu-san, wiem już, co się stało. Haricotto-san nie żyje, ale możemy go przywrócić. Wystarczy tylko, że...
Przerwał, gdy zobaczył oczy Ziemianina. Nie wyglądały zwyczajnie. Były pomarańczowe, a źrenica pionowa. Zupełnie jak u jakiegoś węża, czy kota. Jirri szybko przyjął pozycję obronną.
- Ryu-san, jeśli mnie słyszysz, odpowiedz.
Na to jednak nie wyglądało. Najwyraźniej biedny Ziemianin w nienawiści stracił zmysły. Czyli jednak naprawdę pojawiło się nowe zagrożenie.
avatar

Jirri
Time Patrol

Liczba postów : 486

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Aymi on Wto Sty 16, 2018 11:54 pm

"Kim jesteś? Bo na pewno nie saiyanką" - jedno zdanie odbijające się ciągłym echem w jej głowie. Bo jeśli jakiś saiyanin mówi, że nią nie jest, to chyba ma ku temu jakiś powód, prawda? I nawet słowa przyjaciela przestawały mieć w tej kwestii jakiekolwiek znaczenie. Moment, chwila, jeden atak, po którym dziewczyna opadła w jej ramiona. W pierwszej chwili górę wzięła panika, bo co, jeśli uderzyła za mocno i teraz dopiero widać efekt? A jednak Jaszczur zapewniał ją, że to przez zmęczenie, choć plątał się w słowach. A ten nazwany zboczeńcem dawał jej procentową gwarancję, że Kurisu żyje, choć mimo nauk Aiko matematyka nadal była dla nią swego rodzaju abstrakcją, a co dopiero szacowanie czyjegoś życia.
Jirri mówił coś dalej, że powinni trenować, bo takich jak Sakana-jin może być więcej, jednak myśli Ay krążyły znów wokół tego jednego stwierdzenia negującego jej pochodzenie. A przecież o tym, że ma w sobie saiyańską krew, powiedział jej ojciec. Spojrzała w górę, gdzie Hari właśnie dezaktywował złotą formę, powoli kierując się ku ziemi. Jej myśli szalały jak ocean podczas sztormu. Zastanawiała się, czy ten mężczyzna mógł ją okłamać. Ale skoro była jego córką to...
A może sama siebie okłamywała przez ten cały czas? W końcu... czy Haricotto kiedykolwiek nazwał ją córką? Ona nazywała go ojcem niemal od początku, od tamtego zdarzenia przed domkiem Kame. Może już wtedy się myliła? Nie, to z pewnością nie tak! Miała ojca, przyjaciela, tę odrobinę szczęścia po tylu latach samotności. Dlaczego miałaby to wszystko niszczyć? Ale... może powinna spytać? W końcu to tylko pytanie, a mogło rozwiać jej wątpliwości...
Uderzenie serca, jej wzrok utkwiony w opadającej ku ziemi postaci. Jego cichy, zmęczony śmiech, delikatny uśmiech na twarzy jakby chciał powiedzieć: "A jednak się udało". Postawił stopę na ziemi, a jej źrenice nagle się rozwarły. Coś chwyciło go za kostkę i wciągnęło pod powierzchnię.
- Nie! - tylko tyle zdążyło wyrwać się z jej ust, nim nastąpiła eksplozja, która odrzuciła ją nieco w tył. Kurz zaczął opadać, odsłaniając wielki krater. Szaroniebieskie tęczówki zadrżały, w oczach pojawiły się łzy. To się nie mogło dziać, nie znowu.
Wstała chwiejnie, na drżących nogach kierując się w stronę pobojowiska. Zatrzymała się nad krawędzią, nie mając odwagi iść dalej. I tak wiedziała, co zobaczy. Dwa ciała, zabójcy i ofiary, zgliszcza. Dlaczego? Dlaczego znów straciła kogoś, kogo pokochała? Przecież wróciła, żeby walczyć! Ale najpierw uciekłaś, pamiętasz? Taka była prawda, taka była rzeczywistość. Wiele lat temu uciekła na prośbę matki i ją straciła. A teraz... po ucieczce z Papayi mimo powrotu traciła ojca. Tu już nie były ważne jej wątpliwości, Haricotto był dla niej ojcem, nawet jeśli sam nigdy tego nie potwierdził. A ona skazała go na śmierć, mimo że obiecała sobie już nigdy więcej nie uciekać. Fatum ją dopadło, dopadło jej najbliższych.
Nadchodzi Belial.
Jeden szept wystarczył, żeby wzbudzić w niej gniew. Blast poleciał w stronę spopielanego ciała Sakanianina, a za nim powędrowały jej pięści, mimo że nie zmieniało to już nic. Uderzała wściekle, a z jej gardła wyrywał się krzyk rozpaczy. Bo tylko rozpacz jej została. Zawisła cała drżąca nad prochami wroga, pozwalając łzom znaleźć ujście. To wszystko było tylko i wyłącznie jej winą. To jej ucieczka do tego doprowadziła. Ona była tu jedynym winowajcą.
Tuż obok nad spopielonym ciałem swego mistrza klęczał chłopak, uderzając pięściami w ziemię. Czuła narastającą w nim złość, szalejącą aurę. Gdyby tylko wiedział, że to przez nią... Zapewne by ją znienawidził...
Nagle energia bruneta zgęstniała i wystrzeliła w górę, tworząc wielkiego skrzydlatego gada. Smoka. Sam jego widok, przeraźliwy ryk sprawiał, że wszystkie jej wewnętrzne instynkty alarmowały, jednogłośnie nawołując: "Uciekaj!", a jednak nie mogła tego zrobić. Ryu był ostatnią bliską jej osobą. Gdyby teraz uciekła jak wcześniej, skazałaby go na zagładę. Straciłaby i jego, a na to nie mogła pozwolić. Nie mogła stracić Ryu. Widziała, jak biała aura wsiąka w ciało chłopaka wraz z ostatnim uderzeniem pięści o ziemię, z ostatnim rozpaczliwym wołaniem imienia mistrza. Potem znów eksplodowała.
Aymi chciała krzyknąć, by ktoś złapał Kurisu, nie zdążyłaby nawet. Sama została zepchnięta na skraj krateru. Patrzyła z trwogą na przyjaciela spowitego mleczną aurą, na której pojawiały się krwiste wyładowania energii. Nawet nie spostrzegła powrotu czarnego Jaszczura, który teraz zbliżał się powoli do bruneta, coś do niego mówiąc. Ona jednak widziała dzikość w tym nieludzkim teraz spojrzeniu chłopaka.
- Ryu! - zawołała i wbrew wszelakim instynktom ruszyła do przodu na pełnej prędkości, zatrzymując się między Jirrim a przyjacielem. - Ryu, przepraszam! Wiem, że to boli! Nie chciałam tego!
W jej oczach lśniły łzy, zrobiła niepewny krok naprzód, choć ciało protestowało. Nie chciała, by do tego wszystkiego doszło. By przez nią ginęli najbliżsi. Ale każda wina wymaga kary. Przyszedł czas, by przyjęła własną.
- Ryu, jeśli... jeśli musisz się na kimś wyżyć to... To stoję przed tobą! - zakończyła początkowo niepewne zdanie wręcz z wyzwaniem. Dezaktywowała moc super saiyanina, robiąc kolejne kroki naprzód. - Wyżyj się na mnie, bo to wszystko moja wina!
Zacisnęła pięści, nadal drżała z trwogi, lecz nie miała zamiaru się wycofywać. Cokolwiek zrobi teraz Ryu... Zamknęła oczy.
- Przepraszam... tato... - wyszeptała jeszcze, oczekując pierwszego ciosu. Być może dla niej ostatniego, ale to nie miało już znaczenia. Niech się dzieje.

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

avatar

Aymi
Mistrz Gry

Liczba postów : 594

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Laptor on Pią Sty 19, 2018 4:24 pm

MG - SAGA


Dotknięta ręka mistrza Ryu zaczęła się sypać, by po chwili miejsce dotknięcia, które się zapadło, rozprzestrzeniło swą kruchość po całym ciele, aż w końcu w miejscu, w którym leżało "ciało" był sam popiół. W momencie przemiany, Ryu był już zupełnie innym człowiekiem. Jego ciało otoczone było przez szalejącą niczym huragan aurę, która wędrowała ku górze, całe jego ubranie mocno chepotało na wietrze, unosząc się nieco w górę, a dziecinna twarz wojownika przybrała bardzo poważny wygląd. To nie był już Ryu, to nie był już człowiek...
- Iwaru, natychmiast do bazy! - Krzyknęła Bulma przez komunikator.
Jirri zaczął mówić do Ryu, o tym, że można przywrócić życie jego przyjacielowi, jednakże szybko zorientował się, że czeka go walka. Przygotował się na najgorsze... Wtedy przed nim znalazła się Aymi, która z ogromnym bólem stwierdziła, że Ryu ma wyładować swoją wściekłość na niej...
Co się wydarzy teraz?

_________________
Ore ni kateru no wa, ore dake da
______________________________________________________
avatar

Laptor
Mistrz Gry

Liczba postów : 1483

http://www.invincible.oxn.pl

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Ryu on Pią Sty 19, 2018 7:38 pm

Serce Ryu było przepełnione smutkiem, rozpaczą, lecz przede wszystkim nienawiścią. Nienawiścią, która sprawiła, iż jego racjonalne myślenie zatraciło się. Przestał działać jak człowiek, stał się zwierzęciem, bestią. Bestią działającą pod wpływem instynktu. Nadal nie poruszał się, a ręce jego zwisały bezwładnie wzdłuż ciała. Wyglądało na to, że nie docierały do niego żadne słowa tak jakby był zwyczajnie głuchy. Kątem lewego oka dostrzegł dwie postacie, których nie był w stanie rozpoznać. Były dla niego całkowicie nieznajome. Poczuł, iż znajduje się w niebezpieczeństwie i natychmiast odskoczył do tyłu. Lądując upadł na dłonie jak i stopy. Spojrzał na nich, a z jego obydwojga oczu nie dało się wyczytać nic poza zwykłym szałem. Teraz mógł się im nieco lepiej przyjrzeć. Pierwszą osobą z ów wcześniej wspomnianej dwójki była jakaś kobieta o długich i rudych włosach. Posiadała ogon takiej samej barwy jak jej włosy. Druga osoba wyglądała całkowicie inaczej. Prawdopodobnie był mężczyzną. Posiadał kilka rogów na głowie, a na plecach dzierżył miecz. On także posiadał ogon. Chłopak czuł, że na niego musiał uważać najbardziej. Wydawał się bardzo niebezpieczny dla naszego bohatera. Z pewnością chciał wykorzystać swoją broń, aby zaatakować Ziemianina, jednakże póki, co Ryu pozostawał w bezpiecznej odległości od niego. Bestia okazała swe zęby i po chwili z jej gardła wydarł się samotny smoczy ryk kierowany ku tamtej dwójce. Chciał, żeby go pozostawili samego. Byli dla niego zagrożeniem. Tamta nieznajoma dziewczyna zbliżyła się do chłopaka, a ten odruchowo machnął swą prawą ręką. Chciał dać jej do zrozumienia, że powinna odejść. Nagle przed oczyma bruneta pojawił się obraz przedstawiający uśmiechniętego Saiyanina imieniem Haricotto. Z oczu młodzieńca zaczęły wypływać łzy. Biała aura powiększyła się jeszcze bardziej. Kły znajdujące się na szczęce zaczęły stopniowo rosnąć wydłużając się o kilka centymetrów. W tym samym czasie z paznokciami u dłoni jak i stóp zaczęło dziać się to samo. Powstały pazury. Całemu temu zdarzeniu towarzyszył ból. Brunet zaciskał zęby najmocniej jak mógł starając się wytrzymać. Wyglądało na to, że całkowita przemiana dobiegła końca. Ryu zadarł głowę do góry i ryknął ponownie tak jakby tuż obok znajdowało się mistyczne stworzenie – smok. Jego wzrok powędrował na kobietę, która podeszła zdecydowanie za blisko. Zbyt blisko. Nie poruszała się, jednakże instynkt podpowiadał naszemu bohaterowi, iż ona tylko czekała na odpowiedni moment do ataku. Postanowił dłużej nie czekać, w każdym momencie mógł umrzeć, jednakże ona nie wydawała się dla Ziemianina zbyt dużym zagrożeniem. Bardziej obawiał się tego drugiego.

Po chwili ruszył wybijając się dłońmi i stopami w kierunku nieznajomej. Gdy się przy niej już znalazł wyciągnął swą prawą dłoń w celu złapania jej twarzy, a następnie wykonał obrót i wyrzucił ją poza krater. Nie tracąc ani sekundy rzucił się w kierunku tego drugiego. Podbiegł do niego z rękoma rozłożonymi na boki, aby ostatecznie złapać swymi dłońmi za jego najdłuższe rogi. Zamierzał się podciągnąć dzięki nim, aby sprzedać mu podwójne kopnięcie kolanami w żuchwę. Potem podbiega za jego plecy w celu złapania jego ogona i wyrzucenia go w ścianę krateru.

Jeżeli to się nie udało to chłopak zwyczajnie w świecie odskakuje do tyłu i podskakuje w lewy bok przeciwnika lądując na dłoniach i stopach, aby rzucić się na niego z zamiarem uderzenia go trzy razy. Raz w głowę, a pozostałe dwa razy w brzuch. Wykonuje podskok i kopie go w głowę lewą nogą. Łapie go za rogi, unosi nad siebie i wykonuje potężny zamach mający na celu rzucenie przeciwnika w ścianę krateru.

Gdyby przeciwnik chciał zaatakować ręką w głowę/tors Ryu to ten wykonuje unik w lewy bok.
W przypadku, którym oponent zechciałby zaatakować nogą w głowę/tors bruneta to ten drugi pada na ziemię niczym pies, a następnie wybija się w powietrze i kontynuuje atak, jeżeli został przerwany.

Jeżeli chciałby atakować ogonem od boku lub góry to chłopak odbiega do tyłu w celu znalezienia się poza jego zasięgiem i podskakuje do niego kontynuując ofensywę.  

Jeśli nieznajomy chciałby użyć jakiegoś promienia, pocisku energetycznego lub czegokolwiek innego to chłopak wykonuje unik w prawy bok.


Ostatnio zmieniony przez Ryu dnia Nie Sty 21, 2018 12:36 am, w całości zmieniany 2 razy
avatar

Ryu

Liczba postów : 291

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Kurisu on Pią Sty 19, 2018 8:18 pm

Nieprzyjemny obraz wojny po chwili minął, dziwne napięcie przeminęło, zrobiło się cicho i spokojnie. Obraz w jej oczach zaczął się zniekształcać, a po chwili widziała jasne, błękitne niebo, na którym leniwie rozlewały się białe chmury. Rozejrzała się wokół i zdała sobie sprawę z tego, że znajduje się na jakiejś polanie ciągnącej się aż po sam horyzont. To nie była Papaya, to było pewne. Wstała na proste nogi próbując się wyprostować. Chciała się uspokoić, więc uniosła swoją głowę do góry przymykając swoje oczy i zaczęła brać głębokie oddechy. Brakowało jej tej chwili spokoju, kiedy nagle coś ją przerwało. Poczuła czyjąś obecność za swoimi plecami, po czym poczuła ucisk na swojej szyi. Próbowała zabrać rękę tajemniczej osobie i wyrwać się, ponieważ zaczęła się dusić, ale to było na marne.
- Wiesz kim jestem? - Usłyszała zapytanie oraz poczuła nieprzyjemny uśmiech kierowany w jej stronę. Dobrze wiedziała kim on jest.
- ... A... ghh... thh... - Chciała wypowiedzieć imię na ''A'', ale nie mogła. Nie wiedziała tylko do końca dlaczego. Czy miała jakąś zaćmę w swojej pamięci? Czy może było to spowodowane stresem oraz tym, że nie mogła złapać powietrza?
- W sumie mam lepsze pytanie. Wiesz, kim Ty jesteś? - Nie mogła już dłużej wytrzymać ze wstrzymywaniem powietrza, ale tajemnicza osoba nagle puściła, a Kurisa energicznie wyrwała się z jego chwytu i odskoczyła od niego na bezpieczną odległość łapiąc się za szyję i zachłystując się powietrzem. Widziała wtedy ogoniastego saiyanina w wojskowym pancerzu ze sterczącymi włosami uniesionymi ku górze. Jego kolor oczu był inny niż można było zauważyć u innych saiyan, ale nie był on w trakcie żadnej transformacji.
- Jesteś słabszą wersją mnie. Gdyby było inaczej, to rozmawialibyśmy ze sobą w innych okolicznościach. - Odpowiedział sam na zadane wcześniej przez siebie pytanie. Kurisa nie wiedziała jak rozmawiać z tą osobą i jak reagować na jej zachowanie, dlatego tylko się na niego wpatrywała próbując zachować ostrożność.
- Dlaczego chcesz ochraniać słabszych? Dlaczego nie dołączysz do silniejszych? Wróć do swojego prawdziwego domu, do Vegety. Pokażemy ci jak w pełni wykorzystywać saiyańskie ciało. Pokażemy ci potęgę, którą niewielu może okiełznać...
- Mój dom jest na Ziemi... wśród zwierząt. - Odpowiedziała mu stanowczo przerywając jego wypowiedź. Na jego twarzy pojawiło się zniesmaczenie. Zaczął powoli podchodzić do saiyanki, która wolnym krokiem oddalała się do tyłu.
- Nie możesz wiecznie przede mną uciekać. Jestem częścią ciebie i doskonale o tym wiesz. Nie pozbędziesz się mnie.
- Mylisz się. - Odpowiedziała stanowczo. Stanęła w miejscu i patrzyła się na niego ze złością. Miała go dosyć.
- Nie mam z tobą nic wspólnego. Moją jedyną rodziną jest Haricotto... i Kamesenin. Nie masz tutaj czego szukać. - Saiyanin wyraźnie zdenerwował się na ostatnie słowa saiyanki. Na jego twarzy pojawiła się nienawiść. Wydarł się w jej stronę, zamachnął się rękoma. Przemienił się w super saiyanina, ziemia pod jego nogami zaczęła pękać i załamywać się tworząc małe kratery pękające w stronę saiyanki.
- UDERZYŁAŚ SIĘ W GŁOWĘ?! WIDZĘ, ŻE CZAS CI PRZYPOMNIEĆ TWOJE PRAWDZIWE POCHODZENIE!

W rzeczywistości Kurisa nic nie robiła. Leżała dalej jak zabita. Spała.
avatar

Kurisu

Liczba postów : 146

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Jirri on Pią Sty 19, 2018 10:06 pm

Jirri przełknął lekko ślinę, wpatrywał się w niepohamowaną Moc. Bo nie był to już najwyraźniej Ryu-san. Była to niepohamowana Moc, zamknięta w ciele człowieka. Całkowicie pozbawiona jakiejkolwiek kontroli, dzika energia, gotowa do zniszczenia wszystkiego na swojej drodze. Moc odskoczyła i wylądowała na czterech kończynach. Podobnie jak Jirri, przybrała postawę obronną. Wyglądała inaczej, dziko, drapieżnie. Moc była dzikim zwierzęciem, kierowała się dzikim instynktem. Czy wszyscy członkowie tej rasy mają w sobie takie zwierzę? Czy odpowiednio duży gniew i moc są w stanie z każdego wyciągnąć tę dzikość? Ze skroni chagelinga spłynęła kropla potu, gdy nagle przed nim pojawiła się... Aymi-chan!
- Co robisz?! Aymi-chan, uciekaj!
O czym ona mówi? Co to znaczy "wyżyj się na mnie"? Przecież to nie jej wina... Znaczy, nie było go tutaj, nie wiedział, co się stało, ale z pewnością nie doprowadziłaby do śmierci przyjaciela specjalnie. Może była za słaba, by coś na to poradzić, ale to nie znaczy, że to jej wina. Zacisnął zęby, z jego skroni spłynęła kolejna kropla potu. Zacisnął pięść. W tym momencie z gardła Mocy wyrwał się potężny ryk. Ciało, które Moc przyjęła jako swoje, zaczęło się zmieniać. Zęby przekształcały się w kły. Paznokcie w pazury. Moc dostosowywała swoją formę, do zwierzęcej natury. Changeling spiął wszystkie swoje mięśnie. Wiedział, że zaraz rozpocznie się walka. Walka, której nie chce wygrać, ale której też nie może przegrać. Jeśli przegra, straci życie, Aymi-chan pewnie też. Jeśli wygra, życie straci Ryu-san, opętany przez Moc. Wiedział, że nie może walczyć mieczem. Przynajmniej nie teraz, gdy nie jest pewien, czy Moc ma nad nim przewagę. Możliwe, że później będzie do tego zmuszony. Póki co musi wykorzystać tradycyjną walkę wręcz. Brak kontroli Mocy miała swoje plusy i minusy. Plusem było to, że najpewniej jej ruchy będą nieprzemyślane, gorzej, że najpewniej ciężko będzie je przewidzieć. W tej sytuacji musi zaufać swoim umiejętnościom. Zacznie od defensywy. Musi zobaczyć, na co stać Moc. Później dopiero będzie mógł przejść do ofensywy.
Moc wystartowała...
Jirri wystartował...
Aymi-chan dzieliła ich. Jirri musiał uwierzyć w swoją szybkość. Jego planem, było złapać ją szybko obiema rękoma i obrócić się, uderzając Moc ogonem. Tu niestety najlepszą obroną był atak. Po tej akcji, wręcz wyrzuca Aymi-chan za siebie, chociaż nie tak mocno, by zrobić jej krzywdę, przecież tego nie chciał. Następnie obrót i szybki powrót do walki. Wykonuje póki co tylko bloki. W razie łapania, zbija dłonie przeciwnika, by ten nie mógł go za nic chwycić. W razie jakichkolwiek ciosów prostych, czy prostych kopnięć, zbija je lekko na bok, jednocześnie uchylając się w stronę przeciwną. Ciosy od boku blokuje zwyczajnie rękami, lub, jeśli jest w stanie, uchyla się. Jeśli zauważyłby, że ma bardzo dużą przewagę szybkości, przechodzi do uników na boki, przy ciosach prostych i do tyłu, przy ciosach od boku (sierpowych). Wówczas, gdy Moc uderzy pięścią, on po uniku natychmiast przybliża się i uderza własną pięścią w jej bok, po czym się odsuwa, najszybciej jak się da. Ręce cały czas w gardzie. Wykonuje taki atak tylko raz, poza tym tylko się broni. Tylko na jak długo to wystarczy? Wkrótce trzeba będzie zmienić taktykę.
avatar

Jirri
Time Patrol

Liczba postów : 486

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Aymi on Wto Sty 23, 2018 7:33 pm

Śmierć, strata, wina, lęk, osamotnienie, niepewność. Niby zwykłe słowa, a dla Aymi były w tej chwili zobrazowaniem rzeczywistości. Straciła ojca. Choć zginął z rąk grubego Sakanianina, to siebie samą obwiniała za tę sytuację. To jej fatum dopadło Haricotta, odbierając mu życie. Znów odebrano jej kogoś ważnego, kogoś, kogo pokochała. Znów czuła się samotna, nie wiedziała, co przyniesie dzień jutrzejszy. Bez saiyanina nie mogła nawet potwierdzić tego, kim sama jest, bo tylko jemu mogła w tej kwestii zaufać.
Łzy żalu spływały po jej policzkach, ale nie było czasu na rozpacz. Nie tylko ona przeżywała tę stratę, choć z nią nie działo się to, co z przyjacielem. Wszystkie jej instynkty nawoływały do ucieczki, ale nie mogła tego zrobić. Wtedy straciłaby nawet jego. Musiała ponieść konsekwencje, ona, nikt inny. Właśnie dlatego stanęła między Ryu i Jirrim, chcąc, by to na niej brunet wyładował swe emocje. On zdawał się jednak nawet jej nie poznawać, od razu odskoczył niczym dzikie zwierzę wyczuwające zagrożenie. Zrobiła krok naprzód, co spotkało się z gwałtownym machnięciem "łapą". Wtedy też Ryu zaryczał, jego aura zgęstniała, kły i pazury wydłużyły się. Był teraz dziką bestią, ale ona nie zamierzała się wycofywać mimo próśb Jaszczura. Czekała na atak bestii, jej pierwsze uderzenie.
Ryu ruszył w momencie, gdy jej powieki opadały, lecz nie dosięgła jej mleczna aura upstrzona krwistymi wyładowaniami. W zamian za to poczuła na ramionach uścisk, później szarpnięcie, a zaraz potem leciała bezwładnie w powietrzu, ostatecznie zderzając się z podłożem. Przeturlała się po nim kilka razy, zatrzymując się w pewnej odległości. Uniosła się na łokciach, potrząsnęła głową i spojrzała w stronę, z której została wyrzucona. Walczyli. Jaszczur ze Smokiem walczyli między sobą, a ona ledwo dostrzegała ich ruchy. Czyżby znów okazywała się najsłabszym ogniwem w drużynie? Właściwie... czy ta drużyna jeszcze miała prawo bytu, gdy nie było z nimi Hariego? Czy cokolwiek jeszcze tworzyli?
Była słaba, nawet słabsza niż sądziła. Co z tego, że Święta Woda dała jej moc, skoro okazała się ona niewystarczająca, by uchronić jej bliskich. Zwiesiła głowę, jej palce ryły po ziemi z bezradności, zbierając w pięściach piasek. Słone krople skapywały z jej jasnych oczu, wsiąkając w glebę. Co mogła zrobić? Nie była nawet w stanie powstrzymać obecnie trwającego starcia. W porównaniu z nimi była niczym...
- I gdzie podziała się moja mała, uparta Ay-chan, która zawsze pakowała się w kłopoty? - głos, znajomy, ciepły, przywodzący na myśl jej ulubione naleśniki z jagodami i świeżo wyciskany sok z rana. - Czy to nie ty chciałaś zawsze bronić swoich bliskich?
- To na nic, mamo... wszystkich tracę... - szepnęła pod nosem. - Byłam za słaba, by chronić ciebie, teraz nie byłam w stanie ocalić taty... nie mogę powstrzymać Ryu...
- "Nie mogę", ciągle tylko "nie mogę". Jedyne, czego nie możesz, to pozwolić sobie na kolejną stratę. Wiem, że cierpisz, ale nie ty jedna. Twój przyjaciel ma w sercu wyrwę, to ona odbiera mu rozum. Musisz go zawrócić z tej ścieżki.
- Ale on mnie nawet nie poznaje! - załkała, przygryzając wargę. - Jest szybszy, silniejszy... nie pokonam go...
- Maleńka, a kto ci każe go pokonać? - zaśmiała się matka w jej głowie. - Przypomnij mu te wszystkie wspólnie spędzone chwile. Odciągnij jego myśli od smutku i zastąp go momentami szczęścia. Przecież razem częściej się śmialiście, niż płakaliście, prawda?
- Ale... jak? Jak mam go przekonać?
- Rób to, co zawsze. Idź za głosem serca - odpowiedział jej głos, a ona poczuła okalające ją matczyne ramiona. - Przecież nie chcesz stracić i jego, prawda?
Nie chciała. Tego jednego nie chciała za nic. Otarła zalane łzami oczy przedramieniem, bo w końcu miała zadanie do wykonania, prawda? Wszelkie wątpliwości nagle ją opuściły, a ona wręcz wyczuwała, jak czuwający nad nią duch matki się uśmiecha. Krwiste włosy uniosły się nieco, przybierając barwę lnianego blondu, a ona podniosła się z ziemi. Może nie była szybsza, może nawet i słabsza, ale to nic nie zmieniało. Jej serce mówiło jednoznacznie, że musi chronić to, co kocha, nie zważając na konsekwencje. Determinacja była ostatnią rzeczą, która jej została, w której nikt jej nie przerośnie. Nie pozwoli nikomu skrzywdzić swojego przyjaciela, nawet jemu samemu. Wyostrzyła wszystkie zmysły, spięła mięśnie do skoku. I ruszyła.
To był moment, krótkie mignięcie, a jednak to dostrzegła. Pojedyncze uderzenie Jaszczura, które przyhamowało Smoka. To była jej jedyna szansa, a jeśli się nie uda... Nie, nie mogło się nie udać. Po prostu nie mogło. Znalazła się za plecami bruneta, obejmując go w pasie i przyciągając do siebie. W żaden sposób nie krępowała jego ruchów, po prostu zacisnęła dłonie na białym materiale i trzymała z całych sił. Nawet ogonem stabilizowała uścisk, może chociaż teraz przyda się do czegoś innego niż skakanie wśród drzew...
- Ryu! To ja, Aymi! - zawołała wprost do niego, ani myśląc puszczać. - Jesteśmy przyjaciółmi, pamiętasz?! Kiedy się poznaliśmy podczas walki Tensy i Haricotta, byłam równie dzika jak ty teraz! Syczałam na ciebie, pamiętasz?! Bałam się, ale już się nie boję! Bo mam ciebie a ty mnie! Mimo że taty już nie ma, nadal mamy siebie! Przetrwamy to razem, słyszysz?! RAZEM! Ty i ja! Kocham cię! Już nikogo więcej nie stracę! Nie pozwolę na to! Więc wróć do mnie, Ryu! Wróć do mnie! Potrzebuję cię!
Jedyna szansa... Tylko tak mogła przywrócić mu rozum. Musiała dobić się do Ryu, którego znała, i pomóc mu się opanować. Właśnie dlatego nie mogła odpuścić. Trzymała najmocniej, jak tylko potrafiła, nie poluzowując uścisku nawet na moment, nawet gdyby przyjaciel próbował się wyrywać.
- Ryu, proszę, wróć!

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

avatar

Aymi
Mistrz Gry

Liczba postów : 594

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Iwaru on Czw Sty 25, 2018 5:03 pm

Młody android mógł zrozumieć co czuli tamci goście - jego sojusznicy. Smutek, strach, niepewność, żal i nienawiść. To właśnie coś takiego było przyczyną przemiany Ryu. Iwaru także poczuł coś w rodzaju smutku, ale nie na taką skalę. Nie znał Haricotto tak długo... Ale gdyby to jego przyjaciele umierali, albo Kami-sama nie dopuść, jego rodzina... to pewnie także gniew i furia byłyby w stanie przebudzić podobną przemianę. Znaczy nie był tego pewny. Nie był już w końcu człowiekiem. Może na androidy to nie działało? Nie zamierzał jednak tego sprawdzać, bo cena takiego "testu" byłaby straszliwa. Ceną byłaby bowiem śmierć najbliższych i chociaż Iwaru nie bał się śmierci, bo przecież w Królestwie Kaioshinów dowiedział się co nieco o tym drugim świecie, to jednak nie zamierzał tam wysyłać nikogo poza swoimi wrogami. Ale teraz musiał coś postanowić. Z jednej strony była Bulma i jej rozkazy, którym teoretycznie musiał być posłuszny, to jednak z drugiej strony był Ryu... i ta rudowłosa, a także jaszczur Jirri. Dziewczyna widocznie bardzo kochała chłopaka. Obejmowała go właśnie. Iwaru już wystawił ręce do przodu, by wystrzelić salwę pocisków i tym samym spowodować, że dzika bestia w ciele człowieka po prostu straci przytomności. Jednak tam była sojuszniczka... Nie zamierzał strzelać.
"Noote... Lucio... Gdybyś tutaj była, chętnie bym posłuchał Twojego rozkazu..."
Lucia była dziewczyną, w której Iwaru w pewnym momencie naprawdę się zadurzył. Była też niezwykle potężna. Służyła w Time Patrolu i prawdopodobnie osobiście znała Wielką Kaioshinkę Czasu. Gdyby tylko Noote tutaj była, na pewno wiedziałaby jak tą sytuację rozwiązać. Ale jej nie było... Iwaru jednak postanowił, że spróbuje ją wezwać. Skoncentrował myśli i powtarzał tylko:
"Noote... przyjdź. Noote... przybądź."
Jednak jeśli widział, że to nie działa, postanowił nie popadać w obłęd (A kto wie? Może to podziała i Lucia przybędzie?). Postanowił się póki co wycofać zgodnie z rozkazem Bulmy. Nie mógł nic poradzić na stan Ryu. Krzyknął tylko:
- Jirri-san! Ja się póki co wycofuję. Biorę tą drugą ze sobą, by była bezpieczna! Zamierzam wrócić do swojej bazy wojskowej i zdać raport przełożonemu! Na pewno wrócę ze wsparciem!
Iwaru po tych słowach zbliżył się do Kurisy i wziął ją delikatnie na ręce. Następnie zbliżył się do pojazdu, którym przybyła pierwsza ofiara mocy Iwaru. Ten Sakan-jin, który przywiązł sprzęt. Sprzęt ciągle znajdował się na pojeździe. Wystarczyło wsiąść. Położyć nieprzytomną dziewczynę gdzieś obok, tak by nie wypadła i była bezpieczna, a potem spróbować uruchomić ten pojazd. Kaszka z mleczkiem, prawda? Iwaru w każdym bądź razie spróbował to wszystko zrobić... Co będzie to będzie. Jeśli mu się to udało, to zakomunikował.
- Android Iwaru wraca do bazy. - komunikat ten oczywiście nadał komunikatorem i jego odbiorcą miała być Pani Bulma. - Z przykrością informuję, że przywiozę ze sobą nieprzytomną sojuszniczkę. Czy dałoby radę skołować jakąś pomoc medyczną?
Iwaru autentycznie martwił się stanem Kurisy. Nie mógł jej tam zostawić. Kto wie co mogłoby by się stać? Mogła oberwać od rozszalałego Ryu. Mogła też oberwać od jakiegoś Belliala czy innego cholerstwa... W każdym bądź razie - bez względu na to co powie Bulma - Iwaru odpalił maszynę i zaczął zmierzać w stronę Capsule Corporation.

z/t?
avatar

Iwaru
Time Patrol

Liczba postów : 154

http://dbanotheruniverse.forumpolish.com/t318-iwaru-syn-keijiego

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Laptor on Nie Sty 28, 2018 11:24 am

MG


Ryu ruszył w kierunku Aymi. Jego dłoń złapała za twarz dziewczyny, wykonując obrót nie zrobił jej krzywdy, jedynie wyrzucił ją kilka metrów dalej, złapał ją Jirri. Ryu został uderzony ogonem, przy próbie zaszarżowania, ale ruszył raz jeszcze, Jirri nie miał na rękach już Ryu, który zamierzał uderzyć go w głowę i brzuch. Jednakże wszystkie trzy ciosy Jirri zablokował, a potem zaatakował Ryu w bok, co doszło do skutku... Nie spodziewał się jednak, że rozszalały Ryu przyjmie cios, ale jego agresja i determinacja będzie tak wielka, że i tak zaatakuje, będąc samemu atakowanym... Jirri dostał kopniakiem w głowę, lewą nogą. Gdy głowa Jirriego odlatuje lekko na bok w wyniku uderzenia, Ryu łapie za jego rogi i wykonuje zamach, rzucając jaszczurką w stronę krateru.

Kurisa, gdy tylko będzie chciała, może się obudzić i wstać, jej ki powinno zostać lekko zregenerowane...

Czy rozszalały Ryu w ogóle usłyszy w wirze walki słowa Aymi, czy zareaguje na nie w jaki sposób?

___________
Iwaru z/t baza.

_________________
Ore ni kateru no wa, ore dake da
______________________________________________________
avatar

Laptor
Mistrz Gry

Liczba postów : 1483

http://www.invincible.oxn.pl

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Kurisu on Nie Sty 28, 2018 3:58 pm

Była dalej we śnie, wewnątrz swojego umysłu albo w zakątkach wspomnień. Ciężko było teraz to stwierdzić, bo w jej głowie działy się różne rzeczy. Nic nie widziała, ponieważ miała przymknięte oczy, ale nie przejmowała się tym. Czuła, że jest pod wodą. Dryfowała sobie w niej bezwładnie, nawet nie starając się ruszyć w jakikolwiek sposób. Słyszała bulgotanie wody, więc mogła się tak tylko domyślać. W rzeczywistości mogła to być jakaś inna substancja. Słyszała znajome głosy, prawdopodobnie z zewnątrz, ale nie mogła z nich nic zrozumieć. Po chwili poczuła ciepło. Przyjemne, ogrzewające jej ciało ciepło. Było bardzo przyjemne i sprawiało chęć pozostania w tym stanie cały czas.
- Czy to ty mamo? - Zapytała cicho pod nosem. Nie oczekiwała odpowiedzi. Czuła, że to jest właśnie matczyne ciepło. Zaczęła się zastanawiać, po czym już zrozumiała, w czym tkwi. Przeżywa to drugi raz, prawda? Po chwili zaczęło brakować jej tchu. Otworzyła swoje oczy i ujrzała przed sobą szklaną powłokę, o którą zaraz się oparła i pchnęła, aby ją rozbić i wyjść. Upadła na kolana obok kawałków szkła, woda ze zbiornika wylała się na podłoże, a ona zaczęła ciężko dyszeć. Wstając na nogi uniosła swoją głowę do góry. Zobaczyła wtedy postać, którą nie potrafiłaby opisać słowami. Postać ta wyglądała jak zwykły, czarny cień. Po chwili mogła usłyszeć głos wydobywający się od tajemniczej postaci.
- Ah, więc już przbyłeś Obiekcie N7? Zlikwidowałeś już tego changelinga, który się napatoczył po drodze? - Stanęła jak wmurowana. Skąd on znał jej prawdziwe imię? I skąd wiedział, że Kurisa spotkała wcześniej changelinga?
- Kim jesteś? - Zapytała niepewnie. Długo na odpowiedź nie musiała czekać. Postać zaczęła odpowiadać saiyance tak, jakby był jakimś programem, pieprzonym komputerem.
- Kim? Nikim. Nie jestem osobą, lecz funkcją. Nie można mnie też nazwać programem, ani komputerem. Jestem komórką w twoim mózgu, zaprogramowaną genetycznie do spełniania wyznaczonych mi zadań. Ludzie pewnie nazwaliby mnie pilotem lub coś do tego podobnego. - Saiyanka nagle wszystko zrozumiała. Zrozumiała wszystko, co było dla niej niejasne. Wiedziała już, dlaczego zachowywała się w innych momentach inaczej niż chciała i nie mogła nad tym zapanować i wytłumaczyć tego innym. To coś... ją ograniczało. Sprawiało, że dalej jest na smyczy mimo tego, że jest teraz bardzo daleko od tych cholernych saiyan. Na jej twarzy zaraz pojawiła się złość, a ona zrobiła kilka kroków w przód, aby się do niego zbliżyć.
- A więc to przez ciebie zachowywałam się inaczej! To wszystko twoja wina! - Po chwili usłyszała cichy śmiech i poczuła na ramieniu czyiś dotyk. To znowu był ten saiyanin, który ciągle namawiał ją do złego.
- Dokładnie. To on zmusza ciebie do wykonywania rozkazów. Dalej będziesz się ich słuchać, huh? - Powiedział do niej, jakby cała ta sytuacja sprawiała mu niezłą frajdę.
- Spełniam tylko wyznaczone mi zadania. - Odpowiedział tajemniczy cień, który odwrócił się w jej stronę. Opuściła swoją głowę ze smutkiem na twarzy, wtedy saiyanin postanowił ją pocieszyć na swój sposób.
- Pragniesz wolności, prawda? Jest tylko jeden sposób, abyś mogła poczuć się wolna i być sobą... - Dziewczyna spojrzała się na niego. Na twarzy dziewczyny pojawiła się nadzieja. Postanowiła posłuchać go dalej.
- ... musisz go zabić. - Powiedział stanowczo chłodnym głosem.
- Ale... musi być jakieś inne rozwiązanie. Nie trzeba nikogo zabijać, żeby dojść do porozumienia... - Wtedy saiyanin pokręcił przecząco głową.
- Ah, naiwna... W tym przypadku nie ma innego rozwiązania. Tak długo, jak to coś jest w twoim mózgu i żyje, tak długo będziesz kontrolowana. - Poklepał ją po ramieniu, po czym lekko popchnął do przodu, aby zrobiła swoje.
- No dalej. Nie przejmuj się. On nie jest nawet żadnym stworzeniem. To tylko pasożyt.
- Nie możesz mnie zniszczyć. Jestem ci potrzebny, abyś osiągnął, Obiekcie N7, ostateczny zamysł swoich twórców. Jestem niezbędny... - Wtedy Kurisa rzuciła się na niego całym swoim ciężarem. Razem upadli na podłoże, tylko, że on leżał rozłożony na podłodze, a saiyanka przyciskała go do gleby.
- Zamknij się! - Krzyknęła w międzyczasie. Z jej policzków wypływały łzy, które kapały na ''twarz'' postaci.
- Przepraszam za wszystko. Ja nie chcę zabijać... nie jestem morderczynią... ja... chcę tylko być w końcu wolna. - Saiyanin podszedł do ryczącej saiyanki, po czym pomógł jej w dokonaniu tego czynu. Wziął jej ręce, a następnie położył je na jego ustach, aby saiyanka go udusiła. Łzy spływały litrami, a ona czuła, jak coś się od niej odrywa. Bardzo ją to bolało, chociaż nie miała do końca pewności, czy to przez czyn czy samą świadomość. Wydarła się wniebogłosy wyrzucając z siebie cały ten ciężar i ból. Cieniowata postać po chwili zaczęła się rozpływać w otoczeniu. Nawet nie opierała się przed czynami saiyanki. Wokół niej zaczęła rozrastać się intensywnie zieleń. Wszystko wokół niej zaczęło wyrastać i kwitnąć. Cała, rosnąca w mgnieniu  oka zieleń sprawiała wrażenie, jakby w jej umyśle miał zaraz wyrosnąć gęsty las.

Kiedy Iwaru spojrzał w pojeździe na bok, na saiyankę, wtedy mógł dostrzec, że z jej nosa zaczęła lecieć krew. Mógł się jedynie domyśleć tylko tyle, że było to spowodowane intensywnym śnieniem.

Zt>z Iwaru.
avatar

Kurisu

Liczba postów : 146

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Ryu on Pon Sty 29, 2018 10:44 pm

Ryu ostatecznie udało się rzucić przeciwnika w ścianę krateru. Jednakże on sam został trafiony dwa razy, a wszystkie jego uderzenia zostały zwyczajnie zablokowane. Mimo to udało mu się kopnąć tego mężczyznę. Ziemianin stał zaciskając pięści i wpatrując się w miejsce, w które posłał swego oponenta. Ugiął lekko nogi, rozłożył ręce na boki z otwartymi dłońmi i zgiął palce najmocniej jak potrafił. Wyciągnął głowę do nieba i ryknął. Nie upłynęło wiele czasu i nagle poczuł jak coś go złapało w okolicach talii. Cofnął się nieco do tyłu, ujrzał parę rąk oraz ogon. Chciał się jak najszybciej uwolnić. Zaczął się rzucać na boki z zamiarem wyrwania się. Poczuł coś dziwnego. Coś bardzo dziwnego. Ciepło. Poczuł miłe ciepło bijące z okolic jego talii. Czuł się bezpiecznie, jakby wiedział, iż mógł zostać ochroniony przed każdym zagrożeniem. Nie potrafił tego zrozumieć. Spojrzał znów na siebie, zrozumiał, że to właśnie od tych rąk i ogona musiało pochodzić to tajemnicze ciepło. Dotknął swą prawicą trzymającą go prawą dłoń. Usłyszał głos, dziewczęcy głos. Tak dziwnie znajomy. Nie wiedział, do kogo należał, jednakże coś mu podpowiadało, iż już kiedyś miał okazję go usłyszeć. Parę sekund później przed jego oczyma pojawiła się czarna kobieca sylwetka biegnącą w nieznanym kierunku. Miała czerwone włosy oraz ogon tej samej barwy. Zatrzymała się, a następnie stanęła odwrócona spoglądając na młodzieńca. Trwało to kilka sekund, potem postać ta pobiegła dalej rozpływając się.  Doznał wizji. Zobaczył siebie leżącego pod drzewem. Usłyszał jakieś warknięcie i spoglądnął na gałęzie. Znów ujrzał tę postać, która tym razem siedziała na jednej z ów wcześniej wspomnianych gałęzi. Czym lub kim była? Te włosy jak i ogon zdawał się brunetowi znajomy. Obraz zniknął w przeciągu chwili. Pojawił się w jakimś nowym miejscu, wyglądało ono jak wyspa. Widział jak szedł w kierunku tej tajemniczej sylwetki. Ta jednak zasyczała na niego. Czuł jakby… jakby już to wszystko widział. Znalazł się przed jakąś chatką.
- Ryu!
Zaczął się rozglądać, znów ją zobaczył. Biegła w jego stronę machając do niego. Coś się jednak zmieniło w niej. Jej skóra pozostawała czarna, jednakże ona sama nosiła na sobie ubrania. Pomachał do niej wykrzykując coś, lecz nie było to słyszalne. Wizja została zastąpiona kolejną. Ujrzał troje osób. Dwójka z nich była Sakanami, zaś trzecia była to ta ogoniasta postać, a w zasadzie to dziewczyna. Teraz tylko jej twarz była pokryta czernią. Jej ubrania były zniszczone, a z jej ciała kapała krew. Widział jak w nim samym zaczęła kipieć złość. Był gotowy do tego, aby ich zniszczyć, aby zapłacili za to, co jej zrobili. Poczuł, że była dla niego ważna, nie wiedział, dlaczego. Usłyszał jak ktoś w świecie realnym woła go, ktoś znajdujący się za nim. Skojarzył tę osobę z jakąś dziewczyną, jednak nie wiedział, kim ona była, nie był w stanie rozpoznać czyj głos ten był. Mimo wszystko czuł, że był przy niej bezpieczny. Czuł, iż była dla niego kimś ważnym, że była jego przyjaciółką. Znów dotknął tą samą dłonią tamtą dłoń.
- Przyjaciółka…
Przed jego oczyma pojawił się kolejny obraz. Leciał gdzieś z tą ranną dziewczyną o włosach koloru czerwieni. W pewnym momencie, z jego oczu zaczęły wypływać łzy, te zaś spływały po jego policzkach, a następnie spadały na twarz poszkodowanej. Ostatnia spadająca łza sprawiła, iż czerń na twarzy dziewczyny zaczęła stopniowa zanikać. Pojawił się na jakiejś wieży. Znajdował się tutaj z czerwonowłosą. Brunet wyciągał właśnie coś z woreczka. W tamtym momencie udało się coś usłyszeć Ziemianinowi. Nie było to wiele, ponieważ było to tylko jedno słowo. Jakie? ''Aymi''. Ujrzał twarz dziewczyny, Ryu mógł przysiąc, iż ją już gdzieś widział. Przed jego oczyma zaczęły przelatywać wszystkie wspomnienia związane z ogoniastą. Nie było w nich już tej czarnej sylwetki. Była ona. Wspomnienia przeplatały się z dziewczęcym głosem, który usłyszał wcześniej. Te włosy, ten ogon, głos, ta twarz. Młodzieniec przyłożył do dłoni dłoń i złapał ją nie puszczając nawet na chwilę.
- A…
Usłyszał dziewczęcy chichot, a po nim zobaczył uśmiechniętą twarz czerwonowłosej.
- A…
Nagle przed nim pojawiła się właśnie ona, we własnej osobie z wyciągniętą ku niemu lewą dłonią. Za nią znajdowało się jasne światło. Uśmiechała się.
- Chodźmy, Ryu.
Była to jego przyjaciółka - Aymi. Brunet odwzajemnił jej uśmiech i podał jej swą dłoń. Rudowłosa pociągnęła go w stronę światła.
- Wracajmy do domu.
Po tych ostatnich słowach, które padły z jej ust biała aura oraz czerwone wyładowania elektryczne zniknęły.
- Aymi…
Odzyskał swą świadomość, na powrót stał się sobą. Oczy, kły oraz paznokcie zaczęły powoli powracać do swego poprzedniego stanu, do stanu sprzed transformacji. Upadł na kolana. Był zmęczony, bardzo zmęczony. Jego powieki zaczęły mimowolnie opadać.
- Przepraszam… nie panowałem nad sobą… Przepraszam…
Potem nie widział już nic.
avatar

Ryu

Liczba postów : 291

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Jirri on Sro Sty 31, 2018 3:58 pm

Oczy jaszczura rozszerzyły się, gdy Moc złapała twarz Aymi-chan. Nie był dostatecznie szybki. Teraz Moc gotowa była zmiażdżyć jej czaszkę, uśmiercić ją w ułamku sekundy... Na szczęście nic takiego się nie stało. Zamiast tego dziewczyna została rzucona, na co Jirri zaraz zareagował. Złapał ją w locie, a szarżująca moc została uderzona ogonem. Niemniej jednak to nie wystarczyło. Walka trwała dalej. Jirri zablokował trzy wymierzone w niego ciosy, ponadto był dość szybki, by wykonać kontratak, ale niestety jego przeciwnik też nie był byle kim. Poczuł, jak noga Mocy zderza się z jego głową, przeciwnik łapie go za rogi i rzuca w stronę ściany krateru. Kurz na moment przesłonił mu wizję. Słyszał tylko głośny ryk. Tak szybko, jak tylko mógł, zamachnął się ręką, przez co kurz rozwiał się... Aymi-chan wtuliła się w ciało Mocy... Pierwsze, co poczuł, to otrzęsienie. Chwilowe zauroczenie prysło. W jednej chwili zniknęło to dziwne złudzenie. Po pierwsze, nawet nie za dobrze ją zna. Po drugie - ta kobieta nie ma instynktu samozachowawczego. Drugie, co poczuł, to przerażenie. Ruszył na stojącą dwójkę. Przecież Moc jest nieobliczalna. Zaraz nie będzie czego ratować. A jednak. Jedno słowo go uspokoiło. Przyjaciółka. Zatrzymał się i obserwował coś niezwykłego. Ryu-san przebijał się przez barierę, która pozornie była nie do pokonania. Barierę własnego gniewu. Zmieniał się powoli w swoją zwykłą postać. Nienawiść znikała. Wreszcie padł na kolana. Wyglądał już normalnie. Przeprosił. Padał na ziemię... Nie upadł. Jirri go podtrzymał. Spojrzał na biednego człowieka. Czuł jego ból. Wiedział, co on czuje. Wiedział, że nie mógł nic zrobić. Ale wiedział też, że wszystko to, co się stał, można naprawić. Haricotto-san wróci do życia... Podniósł człowieka i przerzucił go sobie przez ramię. Spojrzał na Aymi-chan i gestem kazał jej podążać za sobą. Wszystko im wyjaśni, gdy Ryu-san się obudzi. W Kame House. 


z/t
avatar

Jirri
Time Patrol

Liczba postów : 486

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Aymi on Sro Sty 31, 2018 5:20 pm

Zderzenie z ziemią było bolesne, choć nie fizycznie a bardziej psychicznie. Drobnych otarć skóry właściwie nie odczuła, w zamian za to pękało jej serce. Tak nagle i niespodziewanie straciła ojca, a teraz traciła przyjaciela, który zatracał się w szale rozpaczy. A ona była zbyt słaba, by cokolwiek zrobić.
Błąd. Mogła zrobić tylko jedno, w czym uświadomił ją czuwający nad nią duch matki. Mogła i wręcz musiała to zrobić. Przywrócić Ryu do normalności, sprawić, by znów był sobą. Nie mogła pozwolić, by zatracił się w szaleństwie, musiała mu pomóc. A szansę na to miała tylko jedną. Pamiętała dobrze każdą chwilę spędzoną z brunetem. Wspólny śmiech, treningi, jego reakcję, gdy przyprowadziła do domku Shiro. Nie mogła tego zaprzepaścić, nie teraz.
Wykorzystała moment, w którym Smok rzucił Jaszczurem w dal, pojawiając się za jego plecami i obejmując w pasie. Reakcja była natychmiastowa - rozszalały chłopak próbował się wyrwać, ona jednak postawiła wszystko na jedną kartę, trzymając się z całych sił. Próbowała się do niego przebić, dotrzeć do pogrążonego w rozpaczy chłopaka, którego ogarnęła destruktywna moc. I wyglądało na to, że jej się to udaje. Poczuła jego dłoń na własnej, gdy przestał wierzgać, nie ustawała jednak w nawoływaniu go do powrotu. Szalejąca aura zdawała się przyhamować, a z ust bruneta usłyszała jedno ciche słowo: przyjaciółka. Jego chwyt na dłoni płomiennowłosej wzmocnił się, choć nie był gwałtowny. Moc powoli wyparowywała, gdy Smok próbował powiedzieć coś jeszcze, jak się okazało - jej imię.
- Już wszystko dobrze, jestem tu - szepnęła, nie poluzowując uścisku. Wylądowała wraz z nim na kolanie, lecz nie pozwoliła mu upaść. Słyszała jego przeprosiny, tłumaczenia, nie miało to jednak znaczenia, gdyż znów był sobą. - Wszystko będzie dobrze, Ryu...
Spojrzała na Jaszczura, który znalazł się blisko nich. On również nie pozwolił brunetowi paść zupełnie, podtrzymując go. Uśmiechnęła się nieznacznie w podzięce, słowa nie były tu potrzebne. Nie protestowała, gdy Jirri podniósł nieprzytomnego chłopaka, zarzucając go sobie na ramię. Zostawanie tu nie miało najmniejszego sensu. Skinęła głową na znak, że rozumie, nim jednak wystartowała, obejrzała się jeszcze na oddalającego się z tamtą saiyanką androida. Przeczuwała, że to jeszcze nie koniec...

[z/t] z Jirrim i Ryu -> Kame House

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

avatar

Aymi
Mistrz Gry

Liczba postów : 594

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Sponsored content



Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 6 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach