Polana

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Polana

Pisanie by Admin on Pią Wrz 22, 2017 12:29 pm

First topic message reminder :

Ogromny teren, który pokryty jest zieloną trawą. Nie ma tutaj nic, poza pojedynczymi drzewami to tu, to tam. Gdzieniegdzie znajdują się także pola uprawne, które nie są eksploatowane odkąd organizowane na wyspie są Turnieje o Najlepszego Pod Słońcem. Przez teren płynie rzeka, dodając od siebie szum swoich fal, które są wręcz kojące dla ucha. W połączeniu z symfonią graną przez koniki polne i przez wokal latających ptaków, można się tu odprężyć jak nigdzie indziej. Idealne miejsce na odpoczynek po długim, ciężkim dniu pracy.
avatar

Admin
No.1 Whis' Fanboy

Liczba postów : 306

http://dbanotheruniverse.forumpolish.com

Powrót do góry Go down


Re: Polana

Pisanie by Laptor on Czw Paź 12, 2017 11:47 am

MG - SAGA


Sharky, a także inni jego kompani, którzy nie wyglądali inaczej potraktowali Jirriego krótkim spojrzeniem, widać było, że ich uraził, tak jakby powiedział "nie obchodzi mnie wasz los". Ich przypuszczenia co do rasy changelingów tylko się potwierdziły, dbali wyłącznie o swoje sprawy chcąc je osiągnąć za wszelką cenę, i żaden z ich gatunku nie był przysłowiowym dobrem. W tym momencie znowu przerwano rozmowę, gdyż wpieprzył się jakiś ziemianin, który był zbyt głupi na wyczajenie sytuacji, więc jak gdyby nigdy nic zaczął się witać ze wszystkimi po kolei, bo przecież spotkanie z obcą cywilizacją to jak najlepszy moment do takich rzeczy.
- Wybacz ziemianinie, chociaż nasza kultura jest wysoka, chociaż nasz honor jest silny a dobroć w sercu szczera, nie odpowiem na twe pytanie z dwóch powodów. Przyleciałeś tutaj przerywając rozmowę, jak gdyby nigdy nic oraz zadajesz pytanie sam wcześniej się nie przedstawiając. Może w waszej kulturze to normalne, jednakże w naszej nieakceptowalne.
Jeden z żołnierzy podszedł wtedy do ich dowódcy i powiedział w coś w zupełnie innym języku, cicho i zdawało się, że na ucho.
Jednakże dowódca, który stał kilka metrów od Fabu tylko pokręcił przecząco głową, a swój wzrok przeniósł na dwie postacie, które postanowiły się ujawnić, Iwaru oraz Yamcha.
Następnie spojrzał na czerwonowłosą piękność i odpowiedział:
-Tyl­ko ten, kto ma od­wagę mówić to, co myśli, zasługu­je na pełne zaufa­nie. Być może istota taka wy­razi się cza­sem niezręcznie, a na­wet nieg­rzecznie, ale nie będzie oszukiwała..

Iwaru próbował skontaktować się z bazą, jednakże nie było sygnału, prawdopodobnie musi podjąć decyzję sam, według swojej moralności. Yamcha również wyszedł za nim, jednakże nie był zadowolony z obrotu sytuacji i postanowił się nie odzywać, no może oprócz tej krótkiej chwili w której się odezwał.
- Pomogę. - Po tych słowach zatrzymał się za ryboludziem, przodem do całego zgromadzenia mieszkańców Ziemi.

Sharky odezwał się raz jeszcze, głośno i wyraźnie, tak by wszyscy słyszeli:
- Mieszkańcy Ziemi, nie przybyliśmy toczyć wojny, nie mamy złych zamiarów. Nie rozumiem waszych obaw. Czy przybyliśmy armią liczną? Czy przybyliśmy uzbrojeni? Czy nasza flota składa się z kilkudziesięciu okrętów wojennych, czy z jednego statku dyplomatycznego? Czy zaatakowaliśmy kogokolwiek z was, czy dyktatorską armię czerwonej wstęgi? Jakie macie podstawy by nam nie ufać. Saiyaninie, imieniem Haricotto jak mniemam, chętnie stoczę z tobą krótką walkę. Zrobiłbym wszystko by pomóc uratować naszą planetę. - Skinął głową na saiyanina i odszedł 20 metrów na bok, tak by nikt nie ucierpiał podczas tego sparingu. Jego pozycja bojowa była gotowa, prawa ręka na wysokości szczęki, palce lekko zgięte, ręka w niewielkim zgięciu, wewnętrzną stroną dłoni ku ziemi, lewa ręka na wysokości żeber, pozycja ręki i palców taka sama, jednakże wewnętrzna strona dłoni skierowana ku górze.

____________________
Kolejność pozostaje taka jak wyżej, jednakże Haricotto odpisuje od razu, bez potrzeby czekania na innych (tak samo ja jako MG odpisuje wedle uznania, biorąc pod uwagę posty innych lub nie).


Ostatnio zmieniony przez Laptor dnia Czw Paź 12, 2017 7:43 pm, w całości zmieniany 1 raz

_________________
Ore ni kateru no wa, ore dake da
______________________________________________________
avatar

Laptor
Mistrz Gry

Liczba postów : 1184

http://www.invincible.oxn.pl

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Jirri on Czw Paź 12, 2017 3:57 pm

Nie spodobało im się to, co powiedział Jirri. To było widać na pierwszy rzut oka. Czuli się urażeni. No patrzcie ich! Państwo idealni! Szkoda, że nie byli na tyle mili i uprzejmi, ułożeni i ogólnie "ą ę", żeby mu odpowiedzieć, czy nawet speszyć się przez swoje rasistowskie poglądy. Znaczy, Jirri trochę też jest rasistą (changelingi rasą panów), ale nie kryje się z tym specjalnie. Poza tym zasadniczo się tym specjalnie nie kieruje. Mimo wszystko fakt, że zna swoje miejsce, a także siłę choćby swego przyjaciela Supa Saiya-jina, daje mu dostateczny powód, by traktować tezę o rasie panów z przymrużeniem oka. Ale oni, deklarowani przyjaciele wszystkiego, srający tęczą, powinni raczej się takim rasizmem nie posługiwać. Na polanie pojawiło się kilka nowych osób. Na Iwaru zareagował tylko podniesieniem ręki. Inaczej Ryu-san. On sam podszedł i się z nim przywitał. 
- Tak. Jestem Jirri. Ja i Haricotto-san trenowaliśmy w Kame House. Przeszedłem trasnformację, więc trochę się zminiłem. Widzę, że ty też.
Haricotto-san ma ucznia? Ciekawe. Teraz jaszczur podszedł do smoczego stworzenia z jednego powodu. Wcześniej nie zareagował na podanie mu ręki. W sumie jakoś pominął to wzrokiem i dopiero teraz zdał sobie sprawę z błędu. 
- Wybacz, nie podałem Ci ręki. Jestem Jirri.
Naprawił swój błąd. 
Następna wypowiedź ryboluda go zbulwersowała. 
- Serio? Jasna cholera! Nie dość, że pojawiacie się tu z nienacka to jeszcze w jakimś dziwnym statku kosmicznym, wcześniej wywołując burzę. Czy nie wydawałoby się wam podejrzane takie zjawisko? Poza tym niezła ta wasza kultura. Ktoś przychodzi, widzi grupę kosmitów i w waszej opinii powinien najpierw się przywitać, zamiast wybadać, czy aby nie stanowią zagrożenia. A ten tu? - wskazał na gościa, który wcześniej szeptał przywódcy do ucha. - W jakim społeczeństwie mówienie na ucho jest akceptowane w towarzystwie? Czego oczekujecie? Żeby jeszcze nie wspomnieć, że oferujecie własną pomoc dopiero wtedy, gdy jesteście w czarnej dupie, z której nie możecie się wydostać, bo musi być coś za coś. Gdyby nic wam nie zagrażało, nawet byście tu nie przylecieli.
Ciekawe, czy to skłoni ich do przemyśleń. Pewnie nie. Nadal był gotów, w razie rozpoczęcia walki.
avatar

Jirri
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 352

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Ryu on Czw Paź 12, 2017 10:35 pm

Ryu nie spodziewał się tego czego doświadczył. Nie spodziewał się takiej reakcji pomarańczowego jaszczura imieniem Fabu. Z jakiegoś dziwnego powodu zamiast podać rękę naszemu Ziemianinowi i ją uścisnąć to ten postanowił go przytulić. Na krótką chwilę oczywiście, ale nadal. Chłopak nie mógł zrozumieć czemu zachował się tak, a nie inaczej i na jego twarzy pojawiło się zaskoczenie. Przecież tak dobrze się nie znali, a ten go tak potraktował? Dziwne, naprawdę dziwne. Od razu sobie przypomniał o Kurisu, który jednak nazwał go swoim przyjacielem, mimo, że praktycznie nic o sobie nie wiedzieli. Ryu chyba jeszcze nie raz spotka dziwne osoby. Nie uważał oczywiście takiego zachowania za złe, ale nie rozumiał tego. Mimo wszystko na jego twarzy zagościł uśmiech.
- Ja też się cieszę, że Cię widzę, Fabu.
Po chwili, gdy się zwrócił do tego czarnoskórego kosmity, już wszystko było jasne. Teraz już wiedział kto się przed nim znajduje. Był to oczywiście Jirri. Uczeń Haricotto zrobił wielkie oczy nie dowierzając temu co słyszy. Gdy się ostatnio widzieli wyglądał znacznie inaczej, nic dziwnego, że go nie poznał.
- To naprawdę ty?! Zmieniłeś się nie do poznania…
Okazało się, że było to skutkiem jakiejś przemiany, transformacji, którą przeszedł. Z pewnością stał się o wiele silniejszy niż był poprzednim razem. Oczywiście Ryu nie był w stanie stwierdzić jaką mocą wtedy dysponował, ponieważ nie walczył z nim, ale jego wygląd mógł wiele mówić o tym jaką siłą dysponował. Nagle i niespodziewanie pojawił się ktoś nowy na polanie. Byli to jacyś dwaj osobnicy, których nasz bohater widział pierwszy raz na oczy. Najwidoczniej jeden z nich, ten zakapturzony był już dobrze znany niektórym osobom, co można było wywnioskować po jego zachowaniu jak i zachowaniu mistrza Haricotto na przykład. Postanowił podejść i się przywitać.
- Ryu.
I wyciągnął swą prawicę mając nadzieję, że ten zrobi to samo, by mogli uścisnąć swe dłonie na znak powitania.  
Gdy tak się stało powrócił do miejsca, z którego wcześniej odszedł. Po chwili niebieskoskóry mężczyzna przemówił, jednakże Ryu nie spodziewał się takiej odpowiedzi.
- Przepraszam, nie chciałem urazić waszej… kultury.
W jego głosie można było usłyszeć pewną niechęć podczas mówienia tego, ponieważ nie spodobało mu się ich zachowanie. Celem młodzieńca nie było ich urażeniem, jednakże ich zachowanie wcale nie było lepsze, a dlaczego? O tym później. Więc wojownik niczego, absolutnie niczego się nie dowiedział z jego wypowiedzi, lecz mógł tutaj liczyć na Fabu, który mu wszystko w skrócie wytłumaczył. Więc ten cały jak go nazwał jaszczur, Sharke przybył na Ziemię z powodu tego, iż jego rasa jest zagrożona. Wojownik w białym gi nie wiedział co o tym wszystkim myśleć, z jednej strony wiedział co czuję, Ziemia też nie miała się najlepiej, więc był skłonny pomóc, lecz z drugiej strony ich zachowanie wpieniło Ryu, musiał ochłonąć.  
- Spotkałem Korina, nie uwierzysz, jest kotem. Byłem naprawdę zaskoczony, gdy go zobaczyłem. To on mi powiedział, że ktoś się pojawił na planecie.  Kurisu powinien za niedługo do nas dołączyć, tylko musi załatwić swoje sprawy.
Była to oczywiście odpowiedź na pytanie gada, który był zaciekawiony tym co spotkało Ziemianina podczas pobytu na szczycie wieży i gdzie znajduje się Saiyanin. Miejmy nadzieję, że już niedługo uczeń staruszka Kame się pojawi, Ryu był ciekaw jaką decyzję on podejmie. Czy odda energię czy nie. Wojownik odziany w białe gi słysząc słowa Jirriego uśmiechnął się w jego stronę. Dlaczego? Ponieważ poniekąd stanął on w obronie ucznia Saiyanina, a może po prostu powiedział co myśli i tak wyszło? W każdym razie, mieli oni dość podobne zdanie, o czym będziemy mogli się przekonać za chwilę… Czas, abyście się przekonali co takiego wpieniło Ziemianina.
- No dobrze, to ja też się wypowiem… Rozumiem waszą sytuację, Ziemia też nie ma się najlepiej, źle się na niej dzieje. Chciałbym, aby było tak jak kiedyś. Byłbym skłonny wam pomóc… ale, wasza sytuacja nie upoważnia was do tego, aby zachowywać się jak nie wiadomo kto. Przylatujecie na czyjąś planetę, prosicie nas o pomoc, o naszą energię i mówicie o kulturze, ale sami nie jesteście lepsi. W skrócie: zgadzam się z prawie wszystkim co powiedział Jirri.
Gdy skończył skrzyżował ręce na klatce piersiowej czekając na dalszy rozwój wypadków. Okazało się, że mistrz Haricotto zamierza walczyć z tym Sharke i jest on jedną z tych osób, które oddadzą energię. Chłopak uśmiechnął się, ponieważ doskonale wiedział kto będzie zwycięzcą tego pojedynku. To było zbyt oczywiste. Saiyanin Haricotto, nie było innej odpowiedzi.
avatar

Ryu

Liczba postów : 194

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Aymi on Pią Paź 13, 2017 8:04 pm

Im więcej ludzi, tym więcej zamieszania. Aymi nie lubiła tłoków, ale sytuacja była wyjątkowa, dlatego jeszcze trwała w miejscu. Co prawda jakoś specjalnie się nie udzielała w towarzystwie, mimo wszystko nie zniknęła przy pierwszej nadarzającej się okazji, co niechybnie by nastąpiło jeszcze kilka miesięcy temu. Teraz jednak miała blisko siebie ojca a także przyjaciela, który przed chwilą się pojawił. Tak, mogła uznać Ryu za kogoś więcej niż tylko przelotnego znajomego.
Pojawienie się Smoka wywołało małe spięcie wśród przybyszów. Coś tam wiedziała na temat kultury, jednak wychodziło na to, że nie istnieje tylko jedna kultura a więcej jej rodzajów. Chociaż dziwiła się, że przyczepili się akurat braku przedstawienia, kiedy właściwie żadne z nich (no może za wyjątkiem Fabu) nie przedstawiało się z imienia. Jako pierwszy w tej sprawie zareagował Jirri, wyrażając własne zdanie, później dołączył do niego Ryu. Ona sama zastanawiała się jednak nad skierowanymi do niej słowami. "Ten, kto ma odwagę mówić to, co myśli". Próbowała jakoś zrozumieć te słowa, nie sprawiało to jednak, że zapałała jakimś większym zaufaniem do rybich nieznajomych. Coś jej się w nich w dalszym ciągu nie podobało.
Gdy Haricotto wystąpił przed szereg, proponując oddanie własnej energii i sparing, płomiennowłosa miała ochotę wyskoczyć przed niego i mu zabronić. Już nawet robiła krok do przodu, zatrzymała się jednak, przygryzając wargę. Wiedziała, jaki jest ojciec w stosunku do nowych wyzwań, jak potrafi się nakręcić na walkę. Już tego pierwszego dnia bardziej zaabsorbowało go starcie z Jaszczurem niż jej osoba. Czy to jednak odciągało ją od złych myśli? Nie. Ufała jednak saiyaninowi i jego sile. Wiedziała, że da sobie radę. Powinien. Uśmiech i postawia Ryu nieco podnosiły ją na duchu, wiedziała bowiem, o czym chłopak myśli. Nie widział innej opcji jak zwycięstwo swego mentora. Cofnęła się o krok, stojąc teraz najbardziej w tyle, w cieniu Smoka i Jaszczura. Nikt właściwie nie zwracał na nią uwagi. Czy była tu potrzebna? Nie znała odpowiedzi na to pytanie...

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

avatar

Aymi
Mistrz Gry

Liczba postów : 238

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Iwaru on Sob Paź 14, 2017 12:02 am

Iwaru nie wiedział co ma o tym myśleć. Bulma nie odpowiadała. To tak jakby jej tam nie było albo urządzenie szlag trafił albo ktoś zakłócał transmisję. Chłopak więc musiał podjąć tą decyzję sam. Jednak bardzo się zdziwił jak Yamcha - TEN YAMCHA - tak ochoczo pomaga. Ciekawe ile mu za to zapłacili.
- Eh, "Mistrzu"! - krzyknął w stronę Yamchy, akcentując ironicznie "mistrzu". W końcu Yamcha nie był już jego mistrzem. Nie kiedy zażądał spłaty jakiegoś horrendalnego nieistniejącego długu, a potem zostawił na pastwę idiotów ze strzelbami i piłą łańcuchową. - Ile sobie policzysz za tą "pomoc"?! Po wszystkim nasi "goście" będą mieli pewnie jeszcze większy dług u Ciebie niż ja!
Po tych słowach przyszła pora, by przywitać się z jeszcze jedną osobą. Oczywiście pozostałych pozdrowił tradycyjnym ukłonem, ale nie tak głębokim jak Ryu. Wystarczyło jakieś 30 stopni. No właśnie ... Ryu. To on był tą osobą, która podeszła do Iwaru. Żołnierz wyciągnął rękę i uścisnął wyciągniętą doń dłoń Smoka.
- Iwaru. Żołnierz.
To tyle, jeśli chodzi o przedstawianie. Papieros został dopalony i zdeptany. Ale wracając do tematu, nie było sensu witać się ze wszystkimi i ściskać dłonie (chociaż gest przytulenia jednak tutaj wystąpił). Iwaru chociaż lubił towarzystwo innych ludzi, to jednak przybył tutaj głównie po to, by poznać jakieś konkrety. Szczegóły całej sprawy. Coś o nagrodzie może? Ale najpierw czekała ich walka. Walka znajomego z tym przybyszem z kosmosu. To może być ciekawe. Chłopak ustawił się w bezpiecznej odległości, ale najpierw powiedział, podchodząc do lidera przybyszów:
- Wychodzi na to, że przełożeni milczą, więc sam podejmę tą decyzję. Co mi dacie w zamian za pomoc? Jestem androidem i mam praktycznie nieograniczone pokłady mocy. Możecie czerpać ze mnie garściami, ale jak przeciążycie reaktor albo coś w tym rodzaju, to nas wszystkich wyjebie w powietrze.
Oczywiście chłopak nie znał się na tych technicznych sprawach i nie wiedział na pewno, że jego energia jest nieograniczona. Nie wiedział też nic na temat źródła energii w jego ciele. Czy może wybuchnąć? Lepiej nie sprawdzać ... Ale tak po prostu powiedział. Ku przestrodze. By byli uważni i nie brali więcej niż potrzebują.
avatar

Iwaru
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 126

http://dbanotheruniverse.forumpolish.com/t318-iwaru-syn-keijiego

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Kurisu on Sob Paź 14, 2017 1:49 pm

Kurisu leciał przez pewien czas. Czuł, że jest coraz bliżej tego miejsca. Otoczenie również się jakoś zmieniło. Zrobiło się cieplej no i widoki też się nieco zmieniły. Widział zlepek wysp na wielkim oceanie. Papaya to prawdopodobnie to miejsce - powiedział sobie w myślach. Zaczął zbliżać się coraz bardziej, aż w pewnym momencie widział już z daleka dwie grupy ludzi. Pomyślał, że to chyba właśnie tutaj. Zaczął przelatywać nad nimi, a następnie zakończył swój lot opadając swobodnie na dół z dużej wysokości. Poprzez grawitację jego ciało zaczynało nabierać coraz większej prędkości, aż ostatecznie wbił się w ziemię jak meteoryt spadający z nieba. Spadł pomiędzy dwoma grupami ludzi. Ziemia lekko się zatrzęsła oraz pojawiła się kłęba kurzu i dymu, która chwilowo zakryła całą postać. Kiedy wiatr zdmuchnął kurz na bok wtedy bohaterowie mogli zobaczyć postać stojącą do nich plecami. Był ubrany w niebiesko-pomarańczowe dogi z dużym emblematem żółwia na plecach. Było dziwne, że saiyanin sprawiał wrażenie zmęczonego, czego sam nie zauważył. Lekko sapał, jakby sam lot sprawił mu większą trudność i wysiłek. Spoglądał poważną miną na ryboludzi, bo dopiero teraz zobaczył jak wyglądają z bliska naprawdę. Przyjrzał się im dokładniej, a następnie odwrócił się bokiem do tyłu. Wtedy mogli zauważyć, że Kurisu lekko sapie ze zmęczenia. Rozejrzał się po grupce ludzi skupiając swój wzrok na Ryu.
- Ryu? O co tutaj chodzi? - Zapytał się swojego przyjaciela, aby ten wyjaśnił mu tajemniczą sprawę z pojawieniem się niespotykanych nigdzie indziej osobników w tym miejscu. Początkowo pomyślał, że może wyłonili się z wody, skoro są podobni do ryb, a wokół znajduje się głęboki ocean. Zaczął podchodzić do Ryu cały czas sapiąc oraz przy okazji rozglądając się po osobach, które również tutaj przyleciały. Zauważył wtedy znajomą twarz, do której zaraz podszedł i wyciągnął do niej dłoń, tak jak to on kiedyś wyciągnął dłoń do niego.
- Kopę lat Haricotto. Nic się nie zmieniłeś od momentu, kiedy spotkaliśmy się pierwszy raz. - Powiedział do niego mając mały uśmiech na twarzy. Dobrze było zobaczyć tutaj więcej przyjaznych twarzy. Rozejrzał się również po innych, ale ich widział pierwszy raz na oczy. Jakimś dziwnym trafem akurat tak się złożyło, że nie zauważył w tym tłumie obecnego tu changelinga. A może po prostu nie chciał go zauważyć? Zauważył za to również tego malca, którego poznał już wcześniej. Podszedł do niego i przykucnął na chwilę głaszcząc go po główce.
- Hej mały. Jak tam? - Jednak po chwili wstał i spojrzał się na pozostałych, aby z nimi również się przywitać.
- Witajcie również pozostali, których nie znam. Jestem bratem Haricotto oraz przyjacielem Ryu. Jestem również uczniem Genialnego Żółwia i obrońcą przyrody oraz zwierząt na tej planecie, dlatego obowiązkowe było pojawienie się mnie tutaj. - Saiyanin dalej lekko sapał ze zmęczenia i raczej nie zanosiło się na to, aby miało przestać. Jednak nie przejmował się swoim stanem zdrowia.
avatar

Kurisu

Liczba postów : 84

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Tensa on Nie Paź 15, 2017 1:05 pm

Lot... niby zwykła wycieczka, a emocji po drodze co niemiara. Nagle pociemniało niebo, jakby nastała noc, potem znowu jasno. Do tego ta gigantyczna ośmiornica. Droga zajęła sporo czasu, jednak wraz z siostrą w końcu dotarły na miejsce. Przelatując nad wyspą szukała jakiegoś spokojnego miejsca, żeby wylądować. No cóż... po drodze napotkała polanę, a na niej całą drużynę. Aymi, Hari, Ryu... jakaś dziwna jaszczurka, ziomek z patrolu, jakiś koleś no i człowiek-ryba... zaiste dziwne spotkanie. Poczuła szarpanie za włosy.
-Ciocia Ay! - krzyknęła mała dziewczynka. Dwa w jednym, plany obu dziewczyn właśnie się ziściły. Sayanka postanowiła wylądować obok czerwonowłosej. Odłożona na ziemię Tsukki od razu rzuciła się na dziewczynę,
-Co to za zebranie beze mnie? - rzuciła do zebranych zaciekawiona co spowodowało takie poruszenie.


------------------------------------------
Koniec treningu [15/10/17 13:00]
avatar

Tensa
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 429

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Fabu on Nie Paź 15, 2017 8:46 pm

Dużo się działo na polanie, a dokładnie na tej wyspie Papaya. Statek kosmiczny, Ryboludzie, wielu innych osobistości, którzy rozmawiaja między sobą albo zaczynają sparing, a jeszcze kolejni zaczęli przybywać, ale to zaraz, bo przed tym Człowiek w białym Gi opowiedział pokrótce, co robił na wieży oraz gdzie jest jego kompan, którego Fabu wcześniej widział z Panem Ryu.
-Oh, kotek. Lubie koty.- Rzucił do siebie na głos zadowolony. Dla niego jakoś nie wydawało się dziwne, że strażnikiem wieży może być kot. Może to dlatego, że dopiero rok żyje w świecie ludzi oraz sam nie jest istotą ludzka, więc nie ma takich przekonań, że kot to takie małe zwierze co drapie i mruczy.
I tutaj pojawiły się nowe osoby. Jakaś kobieta oraz sam Pan Kurisu. Widząc go Bio-Android się uśmiechnął szeroko i odrazu do niego podszedł się z nim przywitać.
-Witaj Panie Kurisu. Dobrze, że Pan przybył. Im więcej ludzi do pomocy tym lepiej, czyż nie?- I podał mu dłoń.
A teraz nie miał co robić. No każdy zajmował się jak na razie sobą, albo ryboludzmi, więc nie warto było im przeszkadzać.
Kiedy walka Mistrza Ryu miała się rozpoczynać to Smok postanowił skorzystać z okazji i zacząć się witać z resztą RYBOLUDZI, którzy przybyli wraz z Sharke, który powinien tutaj zaraz walczyć z ziemianinem.
avatar

Fabu

Liczba postów : 69

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Haricotto on Nie Paź 15, 2017 10:30 pm

Sharke zgodził się na pojedynek. Haricotto uśmiechnął się szeroko, a nawet uniósł swoje ręce na wysokość klatki piersiowej i zacisnął pięści, ciesząc się sam do siebie. To mogło wyglądać dziwnie, jednakże on w tej chwili miał to głęboko gdzieś. Gdy Sharke odszedł na 20 metrów, Fasolka zrobił to samo, idąc równo z nim. Patrzył na niego kątem oka, nie mogąc się doczekać nadchodzącego sparingu. Nie znał mocy przeciwnika, jednakże jego Saiyańska krew wrzała i wcale nie chciała zbić swojej temperatury.
Kiedy obaj stali już w odpowiednich miejscach, Haricotto spojrzał na nowe osoby, które przybyły. Uśmiechnął się, skinął głową i pomachał do nich ręką. Nie było teraz czasu na odpowiednie przywitanie. Jego myśli zajęte były walką.
Jego uwaga znów skupiona była na postaci Sharke. Przestał się uśmiechać, a jego twarz nabrała poważnego wyrazu, a oczy były głodne walki, niczym spojrzenie tygrysa. Przyjął pozycję bojową, uginając swoje kolana i stając pewnie i stabilnie na nogach. Prawa ręka uniesiona była na wysokość głowy, lewa zaś przystawiona do boku. Nie spuszczał oczu ze swojego oponenta. Skupienie było głównym faktorem.

~SOUNDTRACK~

Sekundę przed swoją szarżą uśmiechnął się. Oderwał swoje nogi od podłoża, wybijając się do przodu. To natychmiastowe ruszenie sprawiło, że pod jego nogami i za jego plecami podniósł się kurz, który opadał leniwie na dół.
Ciął powietrze swoim ciałem, prując prosto na Sharke. Prawa ręka była wyciągnięta do tyłu. Zamach musiał być mocny. Gdyby ktoś w tej chwili miał kamerę i przybliżył nią na jego twarz, ujrzałby twarz Saiyanina, która mówiła sama, jak bardzo był zdeterminowany.
Gdy był wystarczająco blisko, wyprowadził atak frontalny, uderzając wcześniej wyciągniętą ręką do tyłu. Celował prosto w twarz przeciwnika. Jego taktyka była prosta - cały czas do przodu, żeby poznać wytrzymałość i siłę tego z kim walczy. Dopiero po tym będzie myślał nad porządną taktyką.
Wiedział natomiast, że jeśli cios zostanie zablokowany, natychmiastowo użyje drugiej ręki, którą ciągle miał przy boku, by wyprowadzić cios na żebra. Akcja miała zostać zwieńczona podcięciem, które Haricotto wykonałby swoją prawą nogą, robiąc taneczny obrót dookoła własnej osi. Prawa noga po obrocie miała trafić w prawą nogę Sharke, czyli byłby to obrót który zacząłby się od prawej ręki idącej za plecy.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1047

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Laptor on Nie Paź 15, 2017 11:15 pm

MG - SAGA


Podczas gdy dwójka przeciwników przygotowywała się do bójki, dwóch z obcych oddalili się, a ponieważ nikt specjalnie nie zwracał uwagi na otoczenie, przyszło im to bez żadnego trudu.

Prawdopodobnie jakiś przyboczny Sharkyego zaczął od tłumaczeń nowo przybyłym:
- Jesteśmy humanoidalną rasą, która przybyła na tę planetę w poszukiwaniu sojuszników. Jesteśmy nastawieni pokojowo. Muszę was przeprosić za najście i nasze zachowanie, widocznie nasze kultury mocno odbiegają od siebie. Nasz świat jest mocno zagrożony, czeka go zagłada, zaraza dosięgła wielu planet a ich uratowanie jest możliwe tylko dzięki zebraniu odpowiedniej ilości energii. Dlatego przybyliśmy tutaj, macie wielu wojowników. Przybyliśmy w nadziei, że zrozumiecie i pomożecie nam. Jeśli ktoś z was - Tu spojrzał na Iwaru - pragnie w zamian za pomoc coś otrzymać, powiedzcie co. Tymczasem oglądnijmy walkę, a po niej wrócimy do rozmowy. Jeśli ktoś uważa, że informacje, które otrzymał są wystarczające i ma zamiar odlecieć, nie będziemy mieli mu tego za złe.

Słowa Ryu, Jirriego dotarł do Sharkyego, jednak postanowił nie odpowiadać, chociaż nie dawały mu one spokoju. Czyli ich kultura i kultura Ziemian różniła się znacząco a on nie był odpowiednio przygotowany do takiej rozmowy. Zmarszczył tylko czoło i przez chwilę utkwił wzrokiem w jednym punkcie, wydawało się, że patrzy gdzieś w stronę całej zbieraniny.

Haricotto dotarł do przeciwnika i wymierzył cios. Został zbity przedramieniem z łatwością, i chociaż cios był szybki i silny, i o ile na tą chwilę o szybkości nie dało się zbyt dużo powiedzieć, siła Sharkyego wystarczyła by sparować uderzenie przedramieniem a cios frontalny był do przewidzenia, więc albo mówiła o tym prędkość, albo niebieski spodziewał się tego ruchu, jednakże w tym miejscu (przed użyciem przez saiyanina drugiej ręki) nastąpił kontratak ręką, która nie brała udziału w blokowaniu ciosu. Sharky uderzył Hariego w brzuch. W tym momencie dało odrzuć się siłę obcego. W odczuciu saiyanina mogła być około 3 razy większa od jego wytrzymałości. Sekundę później Haricotto próbował podciąć swojego przeciwnika, lecz ten uskoczył ku górze, pół milimetra nad nogą, odbijając się od nogi małpy rękoma i lądując 3 metry dalej. Jednakże Haricotto miał zamiar iść ciągle do przodu, tak jak zaplanował więc dalej uderzał frontalnie i wymierzając ciosy w głowę przeciwnika, ten raz po raz unikał ciosów, z grymasem na ustach by za chwilę robić kontry w głowę, których saiyanin również mógł uniknąć. Niespodziewanie saiyanin trafił swojego przeciwnika, lecz na krótko po tym sam otrzymał cios. Zdawało się, że cios Sharkyego wpływał na ciało przeciwnika nieco mocniej niż cios Hariego na ryboczłeka, ponieważ tamten nie miał żadnego śladu krwi przy dolnej wardze, czego nie można powiedzieć o wardze małpy.

_________________
Ore ni kateru no wa, ore dake da
______________________________________________________
avatar

Laptor
Mistrz Gry

Liczba postów : 1184

http://www.invincible.oxn.pl

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Jirri on Pon Paź 16, 2017 4:21 pm

Jirri miał już serdecznie dość tych nadętych gnojów. Nie byli ani trochę kulturalni. Przeciwnie. Aż biło od nich czystym, okropnym śmieciem. Kto się tak zachowuje? Jak można wbijać się komuś na planetę, żebrać o coś i JESZCZE pouczać o kulturze osobistej? Im się chyba wydaje, że są w pozycji do dyktowania warunków. Ale nie. Oj, mylą się. Jirri już mówił, że nie zamierza się bawić w dobroczyńcę. Nie musiał z resztą nawet tu siedzieć. Mógł udać się gdziekolwiek indziej, nic tu po nim. Haricotto-san ma tu coś do roboty, Jirri jednak mógłby co najwyżej stać i się gapić na walkę. Nie miał jednak na to ochoty. Żadna to zabawa, a walka dwóch na jednego z tym typkiem nie byłaby fajna. Zostało mu tylko jedno. Zmywać się. Owszem, pojawiło się kilka innych interesujących osób, ale na razie odpuścił sobie gadanie z nimi. Wróci później. Póki co wolał spożytkować czas na trening. Korzystając z walki, ulotnił się cicho i dyskretnie. 

Z/t
avatar

Jirri
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 352

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Nekomi on Pon Paź 16, 2017 6:23 pm

To co się działo było dziwne, ale i ciekawe zarazem. Więc wypadało by to sprawdzić, wzbiła się w powietrze, no kawałek będzie. No nie mówiąc tu o tym ze leciała z środka kontynentu. Westchnęła tylko i wystartowała, trochę jej zejdzie, no ale darmowe zwiedzanie będzie czyż nie? No i nawet nie musi za to płacić, więc nic tylko lecieć. Tylko ze był malutki taki tyci tyci problemik, bo po dłuższej chwili lecenia nie wiedziała gdzie jest. Na prawo woda, na lewo woda, na wprost woda! Podrapała się po głowie, ale nie moze teraz zawrócić, dlatego dalej leciała. Choć jak zaczęła było jasno a powoli robiło się ciemno. Cholera gdzie ona trafiła, bo już było ciemno a nie chcąc się zgubic więc leciała dalej. Dopiero nad ranem udało jej się zauważyć jakiś kawał ziemi. Jupi ląd na horyzoncie, kapitanie żagle kładziemy i załoga gotowa. Więc zostało nic tylko tam wylądować. Więc po chwili to zrobiła, aż ucieszyła się jak jej nogi poczuły ziemie pod nogami, rozejrzała się za swoim celem mając nadzieje ze przez noc ni zgubiła tropu. Zawinęła ogonek wokół pasa i rozglądając się podrapała się po głowie.
-No i gdzie ja kurde jestem.
avatar

Nekomi
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 49

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Ryu on Pon Paź 16, 2017 10:30 pm

Gdy tylko Ziemianin usłyszał słowo ‘’żołnierz’’ już chciał się rzucić na Iwaru i go zaatakować, jednakże opamiętał się, ponieważ jego ubiór, jak i jego kompana wcale nie wskazywał na to, iż pracują dla Armii Czerwonej Wstęgi, wręcz przeciwnie. Wszystko przez zły dobór słów. Zapewne musiał pracować dla Ruchu Oporu. Zresztą, gdyby nawet należał do RR to przecież nikt by się z nim nie przywitał, wszyscy byliby wobec niego wrogo nastawieni, więc przecież nie mógł być wrogiem. Co ciekawe, Ryu udało się dowiedzieć pewnej interesującej rzeczy. Więc Iwaru był androidem… oraz posiadał nieograniczone pokłady mocy? A co jeżeli inne androidy także je posiadały? Jeżeli tak rzeczywiście było, to sytuacja stawała się coraz bardziej skomplikowana. Jak pokonać kogoś kto może w zasadzie bez ograniczeń używać ataków energetycznych? W każdym razie, obecny tu android raczej nie miał złych zamiarów, więc wojak w białym gi był spokojny. Nasz bohater przyglądał się swemu mistrzowi oczekując na rozpoczęcie się walki, jednakże kątem oka udało mu się dostrzec, iż z jakiegoś dziwnego i niezrozumiałego powodu dla naszego Ziemianina, Aymi cofnęła się nieco w tył pozostając za uczniem jej ojca oraz Jirrim. Może coś ją trapi, a może po prostu Ryu przesadza i wszystko jest w porządku, a gdy zapyta to wyjdzie na idiotę? Mimo wszystko postanowił zapytać…
- Aymi, wszystko w porządku?  
Czekając na jej odpowiedź wydarzyło się coś niespodziewanego, coś, czego nikt z tutaj zgromadzonych się nie spodziewał. Uczeń ogoniastego wojownika usłyszał wielki huk w połączeniu z lekkim trzęsieniem ziemi, które odczuł i pewnie każda z osób tutaj się znajdujących poczuła. Był to oczywiście sam Kurisu, który nareszcie przybył na miejsce zbiórki. To wydarzenie mu przypomniało o tym, gdy go spotkał pierwszy raz. Sytuacja była podobna tylko wtedy miał pewne problemy z wydostaniem się, chyba lubił takie widowiskowe wejścia.
- Zaczekaj, dokończymy zaraz tę rozmowę, dobrze?
Skierował się do rudowłosej i podszedł bliżej do Saiyanina, a na jego twarzy gościł uśmiech.
- Chyba lubisz mocne wejścia, co?
Oczywiście należało mu wytłumaczyć o co w tym wszystkim chodziło, no cóż, najwidoczniej musiał się tym zająć nasz bohater. Dopiero teraz zauważył, że wojak odziany w pomarańczowo-niebieski gi z jakiegoś dziwnego powodu ciągle sapał.
- Chyba musiał jeszcze ciężko trenować, gdy leciałem tutaj.  – Powiedział do siebie w duchu, a po chwili przemówił – W wielkim skrócie: Ci tutaj, rasa Sakana – wskazał prawą dłonią na ryboludzi – przybyli tutaj, aby prosić nas o oddanie naszej energii, bo tylko w taki sposób mogą ocalić swoją cywilizację.  
Odwrócił się do niego i już miał iść w kierunku Aymi, lecz nim to zrobił to przekręcił głowę w lewy bok kątem oka patrząc na Kurisu.
- Nieco się wydarzyło nim przybyłeś… Może oddam im energię, ale muszę się nieco uspokoić.
Nadal miał w głowie postawę kosmitów. To wcale nie tak, że w przeciągu kilku chwil o tym zapomniał. Skierował swe kroki we wcześniej obranym kierunku, lecz ku jego zaskoczeniu nigdzie nie mógł dostrzec Jirriego, tak jakby nagle zniknął.
- Pewnie musiał odlecieć… Chyba nie wytrzymał.
O dziwo pojawił się ktoś inny, nowa osoba. Uśmiechnął się na jej widok idąc w jej kierunku. Była to saiyanka o złotych włosach, Tensa. Co ciekawe towarzyszyła jej jakaś dziewczynka.  Podszedł i wyciągnął ku niej swą prawicę, a uśmiech nie znikał z jego twarzy.
- Cześć, dawno się nie widzieliśmy, Tenso.
Następnie przykucnął nieco i wyciągnął rękę do dziewczynki, która przybyła wraz z nią.
- Cześć, jestem Ryu.
Ciągle się uśmiechał, by jej nie odstraszyć, a żeby ona także wyciągnęła swą dłoń i przywitała się z naszym Ziemianinem. Po kilku chwilach wyprostował się i westchnął, ponieważ na miejsce zdarzenia przybyła kolejna osoba, która nie wiedziała o co chodzi i należało jej wszystko wytłumaczyć. Tą osobą była oczywiście Tensa. Westchnął i przemówił.
- Dobra… Ja ci powiem. Ich cywilizacji – wskazał dłonią na ryboludzi - grozi niebezpieczeństwo i tylko dzięki naszej energii, którą im oddamy będą mogli się uratować. To tak w skrócie…
Sekundę później przypomniał sobie po co tu wrócił, jednakże gdy już miał się odezwać usłyszał przemowę Kurisu, a słowa jego zaskoczyły Ryu, można było to wyczytać z jego twarzy.
- Że co? B-Bratem? Jak to bratem? Przecież mistrz Haricotto nigdy nie wspominał, że ma brata. Kurisu przecież też nic nie mówił wcześniej o tym, więc jak to jest możliwe?
Wydawało mu się to całkowicie niemożliwe, chociaż… Saiyan wspominał mu, że został stworzony na podstawie Saiyanina idealnego… Czyżby to miało jakiś związek ze sobą, a jeżeli tak to jaki? Będzie musiał o to zapytać w przyszłości, póki co… O rany, Ryu sobie coś właśnie uświadomił. Jeżeli rzeczywiście był jego bratem to jemu także musiał oddawać szacunek, tak samo jak Aymi. Kolejna osoba przed którą trzeba będzie wykonywać ukłony, no ale jak mus to mus. Rodzina mistrza Haricotto to rodzina mistrza Haricotto, a takim należy się szacunek. Postanowił sobie na razie już nie zawracać głowy tym całym pokrewieństwem między jego mistrzem, a Kurisu. W każdym razie, postanowił nareszcie zapytać rudowłosej o to czy na pewno jest z nią wszystko w porządku.
- Właśnie, nie zdążyłaś mi odpowiedzieć, wszystko dobrze?
To było pytanie zadane oczywiście Aymi. Teraz nie pozostało mu nic innego jak oczekiwać jej odpowiedzi.
avatar

Ryu

Liczba postów : 194

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Haricotto on Sro Paź 18, 2017 9:45 pm

Haricotto zaszarżował i... Niestety. Jego akcje nie odniosły większego skutku, ale coś jednak ugrał, z czego był zadowolony. Nie uwolnił swojej mocy, więc dopiero się rozkręcał. Przeciwnik na pewno robił to samo, testując moc Saiyanina.

Krew spływała leniwie po wardze. Miała mocno metaliczny smak. Fasolka uniósł dłoń i wytarł krew z twarzy, przy okazji goszcząc na swoich licach uśmiech, który był spowodowany rosnącym podekscytowaniem. wyprostował się, rzucając pewne spojrzenie ryboczłekowi. Marszczył swoje brwi, ale nie był zły. Chciał wpłynąć w ten sposób na swojego przeciwnika, by ten czasem nie myślał, że zdominował Saiyanina.
- Nieźle! Zajarałem się. - powiedział, wsadzając zaciśniętą pięść w otwartą rękę. Przycisnął jedną do drugiej, a jego palce strzeliły głośno. Przekręcił chwilkę po tym głowę w bok, sprawiając, że jego kręgi strzeliły równie głośno co palce.
- Ryu! - wrzasnął, by zwrócić uwagę na swojego podopiecznego. Zerknął na niego i uśmiechnął się.
- Chciałem, żebyś walczył po mnie, ale... niestety. Jestem zbyt nakręcony na walkę, gomen. - skinął głową, po czym jego spojrzenie znów utkwione zostało na przeciwniku. Spoważniał. Zacisnął swoje pięści i napiął mięśnie, wprawiając ziemie w delikatne trzęsienie.


- Ore no... Furu Pawa Da!!* - wykrzyczał. Skupił swoją całą moc i uwolnił ją, przemieniając się w Super Saiyanina. Jego złote włosy poruszane były majestatycznie przez szalejącą wokół jego ciała aurę.
- Runda druga. - powiedział chłodniej, odbijając się od podłoża. Podleciał prędko do przeciwnika, okładając go serią frontalnych ciosów. Był przygotowany na ewentualne bloki i uniki. Zarówno jego nogi jak i ręce poruszały się szybko, uderzając po korpusie, twarzy, nogach i rękach ryboczłeka. Gdy tak wymachiwał rękami, w pewnej chwili skumulował w dłoni Ki Blasta, odskoczył do tyłu, odbijając się stopą od korpusu lub jakiekolwiek innej części ciała oponenta, zrobił salto w powietrzu i gdy tylko jego nogi ponownie zetknęły się z twardą glebą, wystrzelił energię z dłoni prosto w zarys ciała Sharkyego. Zaraz potem zrobił kilka przewrotów w tył, wycofując się na bezpieczną odległość. Chciał Ki Blastem spowodować wybuch, którego dym i kurz zaślepiłyby na moment niebieskoskórego wojownika. Gdy znalazł się w bezpiecznej odległości, zebrał swoją moc i tradycyjnie, wystrzelił błękitny promień, którego uwolnienie poprzedzone było głośnym krzyknięciem "Kamehameha!".
_____
*Moja... Pełna Moc!! - bo przecież fabularnie na forum wszyscy mówimy po japońsku.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1047

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Aymi on Sro Paź 18, 2017 11:45 pm

Niepewność. Dawno już nie czuła jej w taki stopniu. Obawa przed czym, czego właściwie nie znała i nie rozumiała. Bo jak miała zrozumieć to dziwne przeczucie, które kazało jej znaleźć się jak najdalej stąd? Stała w tyle i walczyła z własnymi odruchami. Przygryzła lekko dolną wargę. Co ona tu właściwie robiła? Jaki miała cel? Czy była tu potrzebna?
Z zamyślenia wyrwał ją głos Ryu. Dziewczyna spojrzała na niego trochę niepewnie, jakby nie będąc pewną odpowiedzi na zadane pytanie.
- Ja... - zaczęła cicho, lecz nie dane jej było choćby dokończyć myśli. Coś z hukiem spadło na ziemię, czego efektem były kolejne dwa kroki w tył płomiennowłosej. Przytaknęła lekko brunetowi i skupiła spojrzenie na walczącym już ojcu. Przybysz, z którym rozmawiał Smok, był daleko w jej planie postrzegania, ważniejszy był Haricotto.
Patrzyła spięta na wymianę ciosów. Pojedynek był wyrównany. Coś mignęło jej z drugiej strony i dopiero po chwili zorientowała się, że Jaszczur odleciał. Została więc z ojcem, chwilowo zajętym walką, oraz Ryu, rozmawiającym z nowoprzybyłym. Do czasu.
Znajomy głos rozbrzmiał w powietrzu, a ona obróciła się w momencie, gdy Tensa lądowała tuż obok niej. Mała dziewczynka od razu do niej podskoczyła i objęła ją ramionami.
- Tsukki-chan... - szepnęła zaskoczona, patrząc niepewnie na halfkę, to na obecne towarzystwo. Ostatecznie jej wzrok padł na dziewczynkę, a ona potarmosiła jej włosy. - Tsukki-chan, miałaś nie mówić do mnie ciociu. Jestem przecież młodsza od twojej siostry.
Ten moment Ryu wybrał sobie na powrót. Przywitał się z przyjaciółką i jej małą towarzyszką z ciepłym uśmiechem na ustach. Tensa poniekąd domagała się odpowiedzi i to właśnie brunet postanowił streścić jej obecną sytuację. Im dłużej słuchała, tym większe rosło w niej przekonanie, że mała nie jest tu bezpieczna.
- Nie powinnaś zabierać tu Tsukki - rzuciła cicho w stronę starszej z dziewczyn. W jej głosie dało się wyczuć lekkie drżenie. Odsunęła od siebie małą, przyglądając się jej przez chwilę. Zaraz potem spojrzała przelotnie na całą resztę towarzystwa, dostrzegając transformującego się właśnie saiyanina. Cały rok trenowała z ojcem i Smokiem, by stać się silniejszą i bronić tych, których kocha. Co jednak była w stanie zrobić? Z jej założeń wynikało, że i tak jest najsłabsza w drużynie. Czy była tu właściwie potrzebna?
- Czy dobrze? - powtórzyła, patrząc zeszklonymi oczyma na bruneta, zaraz przenosząc spojrzenie na Tensę. Przygryzła wargę, przymykając powieki. - Nie... Nic nie jest dobrze...
Wyszeptawszy ostatnie słowa, odwróciła się gwałtownie i pobiegła, po chwili wznosząc się ku niebu. Przez łzy nawet nie zauważyła, że ściskające jej serce emocje w przeciągu chwili zabarwiły jej krwiste włosy na blond...

[z/t]

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

avatar

Aymi
Mistrz Gry

Liczba postów : 238

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Iwaru on Czw Paź 19, 2017 11:05 am

Iwaru obserwował wszystko co tutaj się działo. Jeden z członków - o ile android dobrze pamiętał - Patrolu Czasu zamierzał walczyć z "dowódcą" kosmitów. Miał to być tylko sparing, ale ... Haricotto trochę się na niego napalił. Android jeszcze niespecjalnie to rozumiał. W końcu nie mógł przypuszczać, że ten wojownik - chociaż wygląda jak człowiek - człowiekiem nie jest. To Saiyajin. Dumny przedstawiciel wojowniczej rasy. Iwaru czasem też lubił sobie powalczyć, ale ekscytacją Saiyan nigdy nie emanował. Jeszcze jednak przed walką pojawił się kolejny wątek. Co Iwaru pragnie otrzymać za pomoc? Wyjaśnienie padło szybko i być może trochę uspokoiło Ryu. Android niby wiedział, że odpowiedź na to pytanie może nie być bezpieczna, ale czuł, że jest wśród przyjaciół, a więc nic mu nie grozi. W końcu grali do jednego kosza. Większość z tutaj zgromadzonych była członkami Patrolu Czasu, a to wystarczyło, by czuć się w miarę bezpiecznie.
- Prosta sprawa, drogi Przyjacielu - odpowiedział - Należę do ziemskiego Ruchu Oporu. Mamy problem z taką jedną Armią Czerwonej Wstęgi. Zagarnęli Ziemię tylko dla siebie. Zniszczyli miasta. Ludzie cierpią pod ich okupacją. Pewnie wiecie co czujemy. Dlatego mam jedną prośbę. Zawrzyjmy sojusz. Ja pomogę Wam, a Wy Ruchowi Oporu. Jakiś kosmiczny sprzęt typu zbroje, miecze, pistolety, rakiety, pojazdy ... to wszystko na pewno by nam się przydało. Energia za uzbrojenie. To moja oferta.
Po wszystkim przyszło Iwaru wysłuchać odpowiedzi (zapewne), a następnie oglądać walkę. Walczący wojownicy byli naprawdę potężni. Mega szybcy i silni. No cóż ... Android nie miałby z nimi szans, ale koleś z Patrolu Czasu dostawał bęcki. Tamten był mocniejszy. No i w końcu Iwaru mógł zaobserwować zmianę. Tamten się przemienił. Stał się złoty, a powietrze rozpaliło się potężną energią. To mogło przechylić szalę zwycięstwa na stronę Haricotto. To był cudowny spektakl, prawda? W międzyczasie Jirri i Aymi (szkoda Sad) opuścili to miejsce. Z jakiegoś powodu nie wytrzymali. Iwaru się tym jednak mało przejął. Niech żyją w pokoju. Tak też można. Ale ... płacząca dziewczyna - taka jak Aymi - nie jest cool ...
avatar

Iwaru
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 126

http://dbanotheruniverse.forumpolish.com/t318-iwaru-syn-keijiego

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Laptor on Czw Paź 19, 2017 12:21 pm

MG - SAGA


Jirri postanowił skończyć tę maskaradę i zwyczajnie odleciał z tego miejsca, nie podobało mu się zachowanie przybyszów. Zamiast niego na polanę zawitała większości znana dama z wydarzenia, które miało miejsce 1,5 roku temu, gdy wszyscy spotkali się razem, natomiast Nekomi ze swoimi wielkimi cyckami była zupełnie naga, piękne chwile.
Nie wiadomo dlaczego, Ryu zaczął wyjaśniać kim są przybysze, mimo, że Kurisu i Tensa już to usłyszeli z ust jednego z żołnierzy Sakany. Może miał udar mózgu? Nie wiadomo.
Pomińmy więc tutaj wszystko to co dzieję się gdzieś w tle, w tle ważnej walki...

Ziemia zadrżała, fala powietrza w formie okręgu trzy razy spenetrowała całą wyspę! Ubrania wszystkich zgromadzonych mocno zachybotały na wietrze, ich fryzury pognały do tyłu dziko wariując w powietrzu, drzewo, trawa, krzewy wyginały się w przeciwną stronę, chmury tuż nad Saiyaninem zwyczajnie zostały przegnane... W momencie startu grunt został zniszczony, nastąpił wybuch w miejscu w którym stał Haricotto, ziemia uniosła się w kawałkach wysoko ku niebu, a zanim opadły Hari znajdował się już pięścią głęboko brzuchu niebieskiego kosmity, zaraz potem na twarzy. Po serii czterech ciosów siła uderzeń skumulowała się do tego stopnia, że eksplodując wysłała ciało Sharkiego daleko, daleko w tył, czwarty cios to cios kulą energii, która tak naprawdę przelała szalę. Przeciwnik nie miał żadnych szans, jego prędkość poruszania się zwyczajnie nie pozwalała na konkurowanie z małpą. Jakby tego było mało, nie widział nawet ataków saiyanina. Dym podniósł się wysoko i otoczył teren 5 metrów dookoła leżącego ciała sakańczyka. Haricotto wystrzelił swoją firmową technikę o nazwie kamehameha, niebieski promień śmierci wystrzelił z dużą prędkością w miejsce pobytu kosmity. Nastąpił ogromny wybuch energii, wytworzyła się ogromna, brązowo-niebieska kula składająca się z ziemi, błota, piasku, kurzu, kamieni, skutecznie przysłaniając wszystkim zgromadzonym obydwu wojowników. Nagle z kuli kurzu wyłoniła się duża niebieska kula energii (promień, ale z tej perspektywy...) leciała wprost na Ziemianina o imieniu Ryu! Musiała odbić się od energetycznej bariery! Prędkość techniki była zwyczajnie piekielnie wielka! Sam Haricotto niewiele widział, jednakże wybuch oznaczał trafienie. Po dłuższej chwili, gdy kurz zaczął znikać a piasek, ziemia i inne składniki zaczęły opadać, wszyscy mogli dostrzec ten sam widok... Poobijany, ranny i krwawiący fioletową krwią Sharky (co było efektem walki wręcz) stał w tym samym miejscu z rękoma wyciągniętymi przed siebie a wokół niego znajdowała się świecąca lekko niebieska kula energii, która za chwilę zniknęła. Kosmita oddychał głęboko i szybko, minęło pięć sekund, a gdy uspokoił mu się oddech, jego twarz wyrażała złość i zdziwienie. Następnie z tych samych rąk, które nadal były wystawione w kierunku saiyanina zaczęły wyskakiwać spore (większe od ki blasta) kule energii. W jednej chwili pojawiło się ich 15, które ustawione były bardzo przestrzennie. Wszystkie w jednej chwili wystrzeliły w kierunku Saiyanina, który znajdował się w odległości 8 metrów.

W czasie 5 sekundowej przerwy, gdy Sharky odpoczywał, Aymi postanowiła tak jak Jirri odejść z miejsca wydarzenia.
__________________
Kolejność:
1.Nekomi
2.Ryu (Niech odpiszę w 2 wersjach: trafiony/nietrafiony
3.Iwaru
4.Kurisu (teraz on odpisuje)
5.Tensa
6.Fabu
7.Haricotto (poza kolejnością)


Ostatnio zmieniony przez Laptor dnia Czw Paź 19, 2017 9:07 pm, w całości zmieniany 2 razy

_________________
Ore ni kateru no wa, ore dake da
______________________________________________________
avatar

Laptor
Mistrz Gry

Liczba postów : 1184

http://www.invincible.oxn.pl

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Kurisu on Czw Paź 19, 2017 4:45 pm

Kurisu dalej sapał. Był nieco zmęczony, a oczy miał lekko podkrążone oczy, którym towarzyszyły lekkie cienie pod powiekami. Po jego czole spływał pot i było mu gorąco. W międzyczasie przyleciały na miejsce kolejne wojowniczki. Kurisu zainteresowany ich osobą skupił przez chwilę na nich wzrok, aby się im przyjrzeć. Haricotto jednak się z nim nie przywitał. Był zajęty walką, dlatego postanowił mu nie przeszkadzać. Sam dobrze to rozumiał, co jego przybrany brat teraz czuje. Zaś na odpowiedź Fabu kiwnął tylko głową na tak. Potem podszedł do Ryu i odpowiedział mu na pytanie, które skierował wcześniej do saiyanina dotyczące mocnych wejść.
- Zdążyłeś mnie już przejrzeć, heh. - Opowiedział mu z małym uśmiechem na twarzy drapiąc się po potylicy.

Jeden z obcych wyjaśnił sytuację Uczniowi Żółwia. Pytał się o to jednak swojego przyjaciela, który zaraz potwierdził mu zgodną wersję. Jednak nie chciał mówić obcym, że to nie ich się pytał, gdyż nie chciał być niemiły. Po chwili Ryu powiedział coś, co zaciekawiło Kurisa.
- Uspokoić? Coś się stało? - Spojrzał na niego poważną miną. W tym czasie zastanawiał się nad obecną sytuacją i co postąpić oglądając walkę Harego. Dlaczego nie wejdzie w tryb super wojownika? Przecież nie ma z nim szans w tej formie - pomyślał. Nieźle otrzymywał bęcki od swojego przeciwnika. Może Haricotto po prostu lubi otrzymać parę batów przed walką? Nie wiedział tego, jednak on również odczuwał satysfakcję z tej walki. Jednak po chwili dostrzegł coś kątem oka. Coś mu przeleciało... ale co?
- Chwila... czy to był changening? - Ktoś się chyba właśnie dyskretnie ulotnił, ale sam dokładniej nie zdążył tego dostrzec. Po chwili jednak przestał się nad tym zastanawiać. Jak mają odstawiać tutaj jakieś foszki, to niech lepiej stąd pójdą i nie przeszkadzają innym.

Było ciekawe tym, że obcy byli w stanie zaoferować coś w zamian za pomoc. Zastanawiał się nad tym, o co by mógł poprosić. Dlaczego miałby nie skorzystać z okazji? Myślał nad tym, gdy po chwili usłyszał bardzo fajną inicjatywę ze strony jednego z nieznajomych, którzy mu się nie przedstawili. Wszelka pomoc do walki z RR jest mile widziana, także bardzo spodobał mu się ten pomysł. Zastanawiał się jednak dalej, a jego stan zdrowia nieco się pogorszył. Przetarł ręką pot z czoła, a następnie zaczął wpatrywać się w swoje dłonie zastanawiając się co się z nim dzieje. Wtedy nagle wybuchł potężny huk. Eksplozja. Podmuch wiatru sprawił, że saiyanin musiał podeprzeć się mocniej nogami o ziemię, aby nie odlecieć. Rękoma zakrywał przód swojego ciała, aby kurz nie naleciał mu do oczu. Ujrzał wtedy Haricotto w złotych włosach. Kurisu mocno się tym podniecił, a jego oczy zamieniły się z małe gwiazdki na widok super saiyanina.
- Jesteś najlepszy! - Krzyknął w stronę Haricotto i z podnieceniem oglądał, jak głupi obcy zbiera baty od potężnego saiyanina. Wtedy również wpadł na pewien pomysł. Zrobił się już poważny, a na twarzy miał chłodną minę. Podszedł do ryboludzi zatrzymując się przed nimi w pewnej odległości, a następnie stanął bokiem i wskazał palcem w stronę Harego.
- Wiecie co to jest? Oddam wam swoją energię pod warunkiem, że najpierw pomożecie mi osiągnąć poziom super wojownika. Oddam wam wtedy nawet dwa razy tyle, niż jestem w stanie zaoferować w tej chwili. Myślę, że to sprawiedliwa wymiana, bo obie ze stron na tym zyskają. Sam jestem ciekaw co się wydarzy po oddaniu wam naszej energii i chętnie bym to sprawdził, bo ciekawość nie daje mi spokoju. - Wtedy odwrócił się w stronę pozostałych. - Jeżeli stanie się coś złego, to i tak sobie z tym poradzimy. Jest nas wielu i jesteśmy bardzo silni. - Zaczął się wtedy przyglądać dokładniej towarzystwu ze zdziwioną miną na twarzy.
- Dziwne. Mam wrażenie, że ktoś nas opuścił. - Podczas rozmowy nawet nie zauważył co się dzieje i jak czerwonowłosa dziewczyna opuszcza towarzystwo.

Reg 10%.
Jeśli pomyliłem kolejność wydarzeń to wybaczcie mi, ale jestem lekko rozkojarzony.
avatar

Kurisu

Liczba postów : 84

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Tensa on Pią Paź 20, 2017 12:48 pm

Zwykła wycieczka z siostrą na wyspę... leć mówili, będzie fajnie mówili, obca cywilizacja odbije w was kamehe hariego nie mówili. No i co zrobić można w takiej sytuacji kiedy dwie osoby są zagrożone, a tylko jedna wie jak zareagować, najlepiej unik... Szkoda tylko, że Tsukki nie zdąży. Tensa rzuciła się pod pocisk odpychając młodszą z sióstr. Liczyła, że w locie zdąży wejść na poziom super sayanina.
-Kurwa. - wyrwało się z jej ust, gdy fala uderzeniowa napotkała jej skrzyżowane ręce. Czy wytrzyma to uderzenie? Pewnie jeśli moc nie zdąży ozłocić jej włosów skończy poturbowana, ale czego nie robi się dla młodszej siostry? Po przyjęciu fali rozprostowała ręcę.
-Ryba uważaj co robisz! Tu jest dziecko! - krzyknęła poirytowana do kosmity. Chociaż nie powinna zabierać dziecka na pole bitwy... to właściwie nie miała pojęcia co dziać będzie się tutaj. Dla bezpieczeństwa odsunęła się z siostrą, a właściwie podeszła do Ryu.
-Czyli te ryby chcą naszej siły, żeby z czymś walczyć nie oferując nic w zamian? Nie brzmi jak dobry interes nie sądzisz? - zapytała. Chociaż jej wzrok przykuł ktoś inny. -Smoku zajmij się przez chwilę Tsukki. - powiedziała kierując swe kroki do ogoniastej. Nekomi, bo tak zwała się dziewczyna... no cóż nie widziała jej od pierwszego spotkania u Kame...
-Nekomi, dawno Cię nie widziałam... Chciałam przeprosić za to u Kame, chociaż nie powiem że żałuje.- powiedziała do małpki.
avatar

Tensa
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 429

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Fabu on Sob Paź 21, 2017 6:52 pm

Walka się rozpoczęła na dobre. Można powiedzieć, że dla Fabu to był pokaz z niebios. Nigdy wcześniej nie widział takich rzeczy. Mistrz który trenował Pana Ryu, zmienił swój kolor włosów na blond, a potem zaatakował Sharke z pełną mocą. Tutaj minęło kilka chwil i było ukazało to, że rybolud został zdeklasowany przez tego człowieka.
Przez ten widok przez myśli naszego Bio-Androida przeszło kilka myśli. A najważniejszą z nich było "Czy jestem wystarczająco silny, by im pomóc? albo pokonać czerwoną armię? Z nikim tutaj się nie równam...". Odpowiedź sama się nasuwała patrząc na Ryu i jego Mistrza. Wojownika w białym gi nawet nie mógł drasnąć, a na bank nic nie bedzie mógł zrobić jego mistrzowi. Jest jeszcze za słaby. Do tego pokonanie armii zła, która zawładnęła ich ukochaną planetą. Jeżeli ci jeszcze jej nie pokonali to są tam jeszcze silniejsi przeciwnicy, więc on tym bardziej nic jeszcze nie zdziała. Jest jeszcze słabszy niż się spodziewał.
Nikomu nie da rady pomóc w tym stanie. Będzie kulą u nogi. Tak jak u tych tutaj. Już mają silnych towarzyszy. Fabu założył, że każdy tutaj z nowo przybyłych się tutaj zna, więc są blisko swoją siłą. On jest im tutaj niepotrzebny... nie w tej chwili kiedy jest słaby.
Jaszczur z nikim nie rozmawiał w czym czasie. Postanowił jedynie odwrócić się i ruszyć przed siebie w las, a potem pewnie odlecieć z tej wyspy.
Nie wróci do wioski, nie wróci tutaj. Postanowił wyruszyć w podróż po siłę, by móc chronić to co kocha.
Nie bał się, że zostawi tutaj ryboludzi bez niczego. Po tym co zobaczył przed chwilą był pewien, że oni im pomogą. On teraz za to musi stać się silniejszy, dogonić tych tutaj i wreszcie pokonać czerwoną wstęgę oraz swego stwórcę.

z/t
avatar

Fabu

Liczba postów : 69

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Nekomi Today at 12:16 am

Oj wiele się tu działo, chwile już tu była a co tu się działo? Ale po kolei, najpierw zlatywali się wszyscy, no Tenshe poznała, fakt nie widziały się kupę czasu wiec będzie okazja pogadać. Potem był jakiś w białym Gi, nie kojarzyła go za nic. No nic przejdźmy dalej, potem zjawiła się dziewczyna w rudych włosach. Ale jak szybko się zjawiła tak znikła, jednak nie to było najważniejsze, ważniejsze było to o działo się nie daleko. Choć widziała, że naprawde walka robiła się ciekawa. Zastanawiał się z kim walczą, a jak już to co ona tu robi, a no tak szukała tych świateł. Widząc kosmitę zdziwiła się takiego jeszcze nie wiedziała, coś tam kiedyś jej dziadek o tym opowiadał. Nie sądziła że kiedyś spotka prawdziwego kosmitę. Spojrzała na niego zaciekawiona, chętnie by się z nim zmierzyła. Na chwile obecną nie jest to ważne uśmiechnęła się widząc kto walczy z obcym. Dziadek był w świetniej formie więc nie martwiła się o niego. Choć jej dziadek różniej się od tego młodszego, cóż wyglądem trochę się różnili. Pewnie pod charakterem minimalnie a tak wszytko po staremu.
-Tensha, co tu się dzieje?
Zapytał drapiąc się po głowie, patrzyła tez na innych którzy tu byli nie kojarzyła ich poza Iwaru tak tego pamiętała. Po tem robiło się ciekawie dziewczyna odskoczył i zasłania dziecko. Usmiechneła się, choc siła po wybuchu była mocna.
-Rety ale się dzieje, i nie mam ci za złe było zabawnie. A teraz co tu sie dzieje i kim oni są?
Pokazała na kurisu i Ryu oraz resztę, chciała ich poznać ale po kolei. Najpierw było by dobrze poznac wroga, czy przyjaciela no dobra przeciwnika hariego. Potem co tu się dzieje, a potem podstawowe pytanie co, gdzie, kiedy i jak.
avatar

Nekomi
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 49

Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach