Go down
Admin
Admin
No.1 Whis' Fanboy
Liczba postów : 404

Polana - Page 4 Empty Polana

on Pią Wrz 22, 2017 12:29 pm
First topic message reminder :

Ogromny teren, który pokryty jest zieloną trawą. Nie ma tutaj nic, poza pojedynczymi drzewami to tu, to tam. Gdzieniegdzie znajdują się także pola uprawne, które nie są eksploatowane odkąd organizowane na wyspie są Turnieje o Najlepszego Pod Słońcem. Przez teren płynie rzeka, dodając od siebie szum swoich fal, które są wręcz kojące dla ucha. W połączeniu z symfonią graną przez koniki polne i przez wokal latających ptaków, można się tu odprężyć jak nigdzie indziej. Idealne miejsce na odpoczynek po długim, ciężkim dniu pracy.

Nekomi
Nekomi
Maskotka
Liczba postów : 76

Polana - Page 4 Empty Re: Polana

on Sob Lis 18, 2017 12:01 am
Wszystko się skończyło tak szybko jak się zaczęło, rozejrzała się została tu już sama więc chyba wypadało by się zbierać. No nic jak postanowiła tak wyszła. Jak była już na zewnątrz widziała ze wszyscy dobrze się więc uśmiechnęła się. Chłopak w białym gi przywitał się wiec i ona też.
-Ciekawe imię Ryu.
Uśmiechnęła się machając ogonkiem, ciekawi z nich byli przyjaciela jej dziadka. Pamiętała ich z czasu dzieciństwa a teraz widzi ich na żywo. No wtedy tez ale różnili się zupełnie.
-Taaa, dbaj mi o dziad....znaczy..Hariego, teraz się przejmuje ale to wspaniały wojownik i wiele cię moze nauczyć pamiętaj o tym. Potrzebuje teraz przyjaciół.
Po chwili zorientowała się że znów nazwała hariego dziadkiem, rety ona naprawdę musi się pilnować. Bo on nie jest na to gotowy, ale czy kiedyś będzie? Teraz nie chce mu przysparzać więcej kłopotów, westchneła tylko i zauwazyła jeszcze jednego który trząchał nowo poznany chłopakiem. Zaśmiała się tylko, jednak odeszła kawałek i spojrzała na nich.
-No dobra ja zrobiłam swoje, więc chłopaki na razie jak będzie nam dane znów się spotkamy.
Zasalutowała im dwoma palcami i wzbiła się w powietrze, pora potrenować i troszku odpocząć. I oczywiście przemyśleć pare spraw.

zt
Jirri
Jirri
Time Patrol
Liczba postów : 495

Polana - Page 4 Empty Re: Polana

on Sob Lis 18, 2017 1:13 pm
Wiele rzeczy się działo, gdy changelinga nie było. Widać to było na pierwszy rzut oka. W tym czasie mogło się w sumie wydarzyć wszystko. Prawda jest taka, że nie powinien wcale opuszczać swoich kompanów. W końcu ci ryboludzie mogli ich zaatakować, kto wie, co by im strzeliło do łbów. A przecież tutaj też mógł trenować, a i miałby przy okazji oko na absolutnie wszystko. Zdążył już sprawdzić poziomy mocy wszystkich zebranych. Miał mieszane uczucia. Z jednej strony wiedział, że sam nie ma się czego bać, o ile tamci nie wykonają nagle jakiejś transformacji. Z drugiej strony inni mogliby mieć problemy... Cóż, więc dobrze, że już tu jest. Koleżanka, z którą rozmawiał już odleciała, przy okazji okazało się, że jego scouter jest nadal widoczny. No tak... Tym razem już zapiął kieszeń na pasie od miecza, więc nikt mu już tego detektora nie wyciągnie. Dowiedział się jednak czegoś, co go zaniepokoiło. Wszyscy już oddali swoją energię. Dlaczego? Co ich do tego skłoniło? Jaki był powód? Jirri nie rozumiał. Nie myśleli, że może to być niebezpieczne? Zaczął szukać wzrokiem swojego  przyjaciela. On mu powie, co się tu działo. Haricotto-san rozmawiał właśniw z innym gościem w stroju Kame... Zaraz. Kolejny uczeń szkoły w Kame House? Podszedł do nich. 
- Haricotto-san, co się tu działo? Oddaliście energię? Nie ma żadnych skutków ubocznych? Dlaczego oddaliście? Nie straciłeś mocy Supa Saiya-jina? - zwrócił się teraz do ucznia Kame. - Twój strój... Ciebie też uczy Kame-sensei? W takim razie miło cię poznać. Jestem Jirri.
Wyciągnął ku niemu rękę.
avatar
Gość
Gość

Polana - Page 4 Empty Re: Polana

on Nie Lis 19, 2017 9:45 am
Kiedy tylko nasz Bio-Android przetransformował się w swoją nową formę, która jest jedynie jednym stopniem do jego perfekcji, ktoś się z nim zainteresował, przed wejściem i oddaniem energii ryboludziom. Któż to mógł być, pytacie? To był osobnik o wielkim sercu. Wojownikiem tejże planety. Ziemianinem z krwi i kości, który już raz dobrze przy fasolił naszemu stworzeniu. Już wielu mogło się domyśleć, cóż to był za osobnik. Wielki wojownik, nowy znajomy bądź nawet przyjaciel Fabu. Pan RYU! Bojownik sprawiedliwości w białym GI, który najwyraźniej przyglądał się metamorfozie naszego Bohatera.
-Dzięki. Czuje się dużo silniejszy niż poprzednio.- Rzucił krótko swojemu nowemu kumplowi, który tak czy siak zmierzał gdzieś indziej niż On i reszta.
Ruszyli do specjalnych komór. On jak i czterech innych osobników. Gdzie w tej śmietance, znajdował się Mistrz Ryu, który wcześniej pokazał ogrom swojej mocy, która była przytłaczająca niczym lawina wtedy. Przez to też się nasz osobnik załamał, ale z jego nową i silną formą, czuje, że może dać mu radę. Jest potężniejszy niż kiedykolwiek!
Oddali energię, a po wyjściu ze specjalnych urządzeń, wszyscy czuli się słabo. Było to po nich widać. Fabu za to przeżywał to wszystko w środku. No oparł się rękami o ścianę, ale w środku myślał, że teraz jakby został zaatakowany, to na nic z jego nowej siły, jakby go właśnie tutaj zabito z łatwością. Jakby po prostu uderzyli dzieciaka i padł na przysłowiowego „strzała”. Z lataniem czy szybkim poruszaniem się mógł zapomnieć, był teraz osłabiony i takie odkryty, jak nigdy.
Wyszli na polane. Sharke tam był i znowu podziękował za ich wielką energię, która ma uratował ich cudowną planetę przed zagładą. Fabu był w środku dumny z siebie, że pomógł im. No jest szlachetnym wojownikiem, który cieszy się, że udało mu się pomóc. Ale teraz po przemianie, połączył kilka faktów i przerażali go w pewnym sensie ci Sakana, lecz nie wiedział dlaczego.
Po chwili wyruszyli ze statki z lewitującym wózkiem. To najpewniej była broń, którą im obiecali, co pomoże im w walce z Czerwoną Armią. Wyglądało to jak ludzka broń. Nie wiedział czy będzie to broń, której on to będzie używał, a prędzej ludzie, którzy będą chcieli się przeciwstawić wrogom ludzkości. Ale po tym jak usłyszł, że jest coś co może wyłączyć androidów to się w środku przestraszył. Sam był Androidem, no Bio-Androidem i teraz przerażenie było takie. Czy to też może na niego zadziałać? Czy nie?
-Ej.- Rzucił gniewnie w stronę Sharke. Ruszył w jego stronę, ale wycieńczony, ciągnąć dłonie oraz prawie nogi ze sobą, więc jego zachowanie, by zwrócić swoją uwagę, a potem te ruchy były może w pewnym sensie komiczne.
-Dziękuje za bronie, oraz inne. Ciesz się, że pomogłem. Ale mam prośbę albo dwie… Jestem Bio-Androidem. Stworzeniem, które zostało stworzony z dwóch istot. Nie wiem jakich… nie wiem czym dokładnie jestem. Wiem kim, bo jestem Fabu wojownik który chce uratować planetę ziemię, ale „czym” jestem to nigdy nie wiedziałem i to tworzy we mnie pustkę. Czy możecie sprawdzić w tej technologii z czego powstałem? Chce się dowiedzieć o sobie więcej. By być pełny muszę to wiedzieć.-
avatar
Gość
Gość

Polana - Page 4 Empty Re: Polana

on Pon Lis 20, 2017 5:21 pm
MG - SAGA


Witali się, pozdrawiali, rozmawiali, wymieniali spostrzeżeniami, dziękowali, pytali, odpowiadali na pytania.  To wszystko robiła większość znajdujących się tutaj osób, tylko Yamcha milczał jak grób.
Sakanin od razu spojrzał na Haricotta, oraz Ryu. Robił to na przemiennie, zastanawiał się, czy faktycznie mogą powiedzieć coś więcej o przemianie w super saiyanina. Ryu nie wiedział o przemianie praktycznie nic. Tensa odleciała sobie w siną dal niszcząc część sprzętu dobrodusznych kosmitów... Nie odpowiedziała nawet na zdziwienie ludzi np. Ryu.
- To chyba nie była Ona... - Zauważył kapitan rybo ludzi. Licho wie, co miał na myśli. Haricotto jednak podzielił się ze wszystkimi tajemną wiedzą o przemianie. Ta wiedza pozwoliła kapitanowi na wpadnięcie w jakiś pomysł, nie wiedzieć czemu od razu rozkazał coś przynieść jednemu ze swoich ludzi, który wrócił z czymś w rodzaju ciasteczka.
- Zjedz to. To wszystko, czego ci trzeba. - Rzekł z uśmiechem na twarzy. Kurisu posłusznie to zjadł (zakładam to bo jest mi to potrzebne do dalszego prowadzenia tego postu + Kurisu bardzo prosił o coś, więc wychodzę mu na przeciw i tylko tak mogę to zrobić). Jednakże ku zdziwieniu wszystkich zebranych, Kurisu zaczął się trząść, wiercić, robić dziwne miny, jego włosy opału, jego twarz się deformowała, piersi rosły a penis znikał... Całość trwała dobre 3 minuty, po których postać Kurisu, zmieniła się w kobietę... Piękną, o jędrnych cycuszkach, co jako narrator sprawdziłem niezauważenie, okrągłym tyłeczku i wyćwiczonym brzuszku, na którym brakuje jedynie kropel spływającej wody przez roztapiający się lód między piersiami...

Warto napisać, że Nekomi coraz częściej nie mogła powstrzymać słowa "dziadek", gdy myślała o Haricotto, jednakże o dziwo nikt tego faktu nie zauważał.

Fabu nie podleciał do Sharka, ponieważ wydarzyło się coś co sprawiło, że ich serca zaczęły bić z niewyobrażalną częstotliwością, i nie chodzi tutaj o Kurisu, który zmienił się w kobietę, chociaż to niewątpliwie również zszokowało, jednak sekundę później na horyzoncie można było ujrzeć trzy lewitujące postacie. Dwie z nich to istoty o przynależności obcej, niebiescy kosmici, których wszyscy już poznali. Natomiast trzecią osobą była czerwonowłosa Aymi, znana wszystkim tutaj zgromadzonym poza Yamchą. Dziewczyna wyglądała jak wrak człowieka. Widać było, że dziewczę pozbawione jest przytomności, jej ubranie było poszarpane, a w miejscach, gdzie występowało rozdarcie ubrania jego krawędzie były widocznie spalone. Całe ciało nosiło oznaki ciężkiej walki, jej ręce, nogi, twarz były przypieczone, wszędzie był siniaki, krwawe otarcia. Z ust dziewczyny leciała krew, która zatrzymała się na krawędzi brody. Czarna bluzka, którą nosiła pozbawiona była kawałka materiału na brzuchu, brak było jej prawego ramiączka, spodnie wyszły z butów, które same nosiły oznaki zniszczenia, bowiem lewy but na górze był nierówny, jakby ktoś wykroił materiał, natomiast prawy od wewnętrznej strony pozbawiony był materiału. Wcześniej wspomniane spodnie były podarte od prawego uda po piszczel, natomiast lewa nogawka miała liczne, dziury wielkości ping pongowej piłeczki.

Dwóch sakaninów szczerzyło się szeroko, a gdy upewnili się, że wszyscy zebrani zauważyli Aymi, rzucili nieprzytomną halfke na ziemię, 3 metry od zebranych tu istot. Stojący za grupą Shark roześmiał się niesamowicie.
- Hahahaha no proszę, już jest. Czekałem na tę przesyłkę, byśmy mogli przestać zgrywać idiotów. Patrzcie na tego pół martwego śmiecia, bo to tylko przedsmak tego co czeka was z ręki Wielkiego Beliala.
W międzyczasie ze statku wyleciał w fioletowej zbroi wojownik, który nieco różnił się od wszystkich tutaj zgromadzonych, nie był tak niebieski a do tego część jego ciała była żółta, dodatkowo był okropnie utyty.
Spoiler:
Polana - Page 4 NTh6m3i
__________________________
Pamiętajcie o regeneracji hp zgodnie z mechaniką regeneracji!

Kolejność dowolna, jeśli wydaje się wam, że wasz odpis wymaga odpisania kogoś najpierw, napiszcie tej osobie to na PW, bo ponawiam ogłoszenie, że jak ktoś nie odpiszę w odpowiednim czasie i stwierdzę, że kolejka idzie za wolno, zwyczajnie pominę osoby, które nie zdążą i będę zmuszony odjąć im jeden punkt.
Kumitso
Kumitso
Liczba postów : 160

Polana - Page 4 Empty Re: Polana

on Pon Lis 20, 2017 8:53 pm
Kurisu dowiedział się od swojego brata więcej o super saiyaninie. Teraz zrozumiał w czym tkwiła rzecz i o co chodziło. Jego informacje na ten temat zostały uzupełnione i już nie musiał pytać o nic więcej, a przynajmniej na tę chwilę. Kątem oka zobaczył, że Tensa ulatnia się ze statku i ucieka gdzieś. Nie rozumiał tylko dlaczego. No i jeszcze ten dziwny komentarz ze strony jednego z obcych. O co tutaj chodzi? Zaraz usłyszał jakiś dziwny, nieznajomy głos. Obejrzał się w stronę Harego i zauważył jak rozmawia on z przedstawicielem rasy Changelingów. Na twarzy saiyanina pojawiło się zdziwienie oraz złość, która została mu narzucona z góry wobec tej rasy. Kiedy Changeling zaczął podchodzić do saiyanina ten miał na twarzy wypisaną złość i agresję. Jirri się przedstawił i podał mu dłoń, lecz ten niekontrolowanym ruchem odskoczył do tyłu i stanął w pozycji obronnej, jakby się go obawiał. Czuł, że nie może teraz z nim walczyć, gdyż jest zbyt słaby i to denerwowało go jeszcze bardziej. W głowie miał zapisany inny wygląd zewnętrzny rasy Changelingów, więc mógł się tylko domyślać, że Jirri jest po jakiejś transformacji.
- Nigdy nie podam ręki wrogom saiyan. - Powiedział do niego oschle i zaczął mu się przyglądać. Zdziwiło go to, gdy zauważył, że Jirri jest przyodziany w dogi Kamesenina. Spojrzał się na Harego ze zdziwioną miną, lecz cały czas był zły.
- Dlaczego ON jest ubrany w dogi Kamesenina? - Nie rozumiał tej sytuacji, która była dla niego bardzo niezręczna. Po części sam nie rozumiał co on wyprawia. Po prostu jego ciało samo się poruszało, a usta same mówiły, jakby ktoś z góry pociągał za marionetki. Z nieprzyjemnego transu wybił go głos ryboczłowieka, który nakazał mu coś zjeść. Opuścił pozycję do obrony, ale cały czas był czujny na wypadek, gdyby Changeling go zaatakował od tyłu. Popatrzył się na ciastko, które miał zjeść. Wyglądało ono raczej... zwyczajnie normalnie, tylko jakieś takie ''obce''.
- I po tym ciasteczku zostanę super saiyaninem? Coś nie chce mi się w to wierzyć, ale niech będzie... - Nie rozumiał jak miał się stać super wojownikiem po zwykłym ciasteczku. To była dla niego rzecz niepojęta, ale nie szkodziło mu spróbować. Najpierw przygotował się do tego i ściągnął górną część dogi opuszczając je nieco na dół i zawiązał je wokół swojego pasa. Następnie wziął ciastko w swoją rękę, otworzył swoją buzię i wrzucił ciasteczko do środka, po czym zaczął je przeżuwać i połykać. Miało ono okropny smak, ale był twardy i mocno zapierając się mięśniami dał radę przełknąć ciastko. Po chwili czuł, że coś się w nim zmienia. Jego ciało się trzęsło i czuł, że się transformuje. Zaczął się przemieniać, jego bicie serca przyśpieszyło przez adrenalinę oraz podekscytowanie, lecz... lecz coś było nie tak. Dopiero po chwili zauważył, że dzieje się coś kompletnie innego. Chciał to zatrzymać, lecz nie było już odwrotu. Czuł ból rozchodzący się po całym ciele - w mięśniach, w kościach, wszędzie. Jego rozmiar ciała zaczął się nieznacznie, lecz stopniowo zmniejszać, jego mięśnie zaczęły maleć, włosy rosnąć i tak dalej. Z jego ubraniami nie zmieniło się zbyt wiele, gdyż tylko niebieski podkoszulek skurczył się jak w praniu, dzięki czemu można było zobaczyć dokładniej szczupłą sylwetkę. Z bólu lekko pochylił się w dół i złapał się za głowę telepiąc i rzucając się na boki. Było to dla niego bardzo nieprzyjemne uczucie, które nagle w pewnym momencie po prostu puściło, a on wyprostował się o otworzył swoje oczy. Nie zamienił się w super saiyanina, zaczął się cały oglądać, macać po ciele i sprawdzać o co chodzi, aż w pewnym momencie można było usłyszeć kobiecy głos.
- Jestem dziewczyną?! - Krzyknął, a raczej już w tej chwili krzyknęła zdziwiona. Nie dowierzała co się stało. Czuła się w tej chwili jak by była kimś innym. Kilka sekund zajęło jej ogarnięcie, że oni tylko z nich pogrywali. Najpierw zabrali energię innych, a teraz postanowili zadrwić z nich zamieniając jednego z obrońców ziemi w dziewczynę. Opuściła wtedy luźno swoje ręce oraz głowę w dół. Była bardzo zła za ten haniebny czyn, oj tak.
- Nikt nie będzie drwić z saiyanina idealnego... - Powiedziała do siebie szeptem. Wtedy poczuła coś za plecami. Szybko odwróciła się i zobaczyła, że przyleciała trójka żołnierzy, a jeden z nich trzymał ranną dziewczynę. Po ich zdaniu oraz śmiechach gniew narósł w niej jeszcze bardziej. Uświadomiła sobie, że tamta dziewczyna musi coś znaczyć dla Haricotto, przypomniała sobie wtedy jej tekst, zanim uciekła ze łzami w oczach. Wtedy coś w niej pękło. Oni przez cały czas ich oszukiwali. Teraz skończy się to jeszcze gorzej. Najpierw Tensa i Ryu, potem ta dziewczyna. Kto następny? Rosło w niej również poczucie winy za to, że nie jest w stanie nikogo z obecnych w tym miejscu obronić, a tak bardzo teraz tego chciała. Wydarła się wniebogłosy, po czym poczuła dziwny impuls.

Co się stało? Na początku sama nie wiedziała do końca. Jakby czas się zatrzymał, a ona pojawiła się w kompletnie innym miejscu. Był to las, ciemny las, którego nie można było zobaczyć końca przez mgłę, która rozlewała się na horyzoncie jak mleko. Czas płynął tutaj inaczej i wtedy właśnie już sobie uświadomiła, że zna te miejsce. To było wnętrze jej umysłu. Tylko co ona tutaj teraz robi? I dlaczego się tutaj znalazła? Rozglądała się wolnym ruchem wokół siebie, po czym zauważyła w oddali jelenia, który był tylko złotą poświatą. Wiedziała, co musi zrobić. Zawsze to robiła, kiedy tutaj była. Zaczęła biec w jego stronę, lecz było to bardzo wolne, gdyż jej ruchy były w slow motion, kiedy jeleń poruszał się normalną prędkością. Biegła za nim jak małe dziecko do wołającej mamy, lecz jeleń co jakiś czas obracał się i uciekał od niej. Biegła cały czas za nim omijając wyrastające drzewa. Było tutaj trochę inaczej. Tym razem słyszała czyjeś szepty, jakby rozmowy. Podczas biegu wsłuchiwała się w szepty, lecz nie mogła wyłapać z nich żadnego słowa. Przez wsłuchiwanie się straciła z oczu jelenia, przez co zatrzymała się i zaczęła się rozglądać. Wtedy usłyszała ryk, ryk rannego jelenia. Biegła w jego stronę tak szybko, jak mogła, lecz dalej było to bardzo wolne. Wtedy zobaczyła, że w oddali leży ranne zwierzę i ktoś opatruje mu nogę bandażem. Kiedy podbiegła bliżej zauważyła, że tą osobą była sama ona. Jakby dwie te same postacie w jednym miejscu, lecz też z tej samej, złotej poświaty co zwierzę. Poczuła ulgę, ale nie na długo, bowiem nagle w jej oczach pojawił się ogień. To kopia Kurisu wraz z jeleniem stanęli w płomieniach i zaczęli płonąć. Przerażenie na twarzy rosło coraz bardziej, kiedy zdawała sobie sprawę, że biegnący jeleń symbolizuje jej przyjaciół i nie wiadomo jak bardzo starała by się ich dogonić i tak nigdy ich nie dogoni, nie da rady ich ochronić, gdyż wszyscy razem skończą w płomieniach. Wtedy płomień wybuch mocniej, przez co saiyanka zakryła na chwilę swoją twarz. Z płomienia wyjawił się Haricotto. Cała przerażona i roztrzęsiona pomyślała, że to już koniec. Chciała wypowiedzieć jego imię i się o niego oprzeć, usłyszeć, że jest dobrze, ale tak wcale się nie stało.
- Saiyanin idealny? Nie. W tym nie ma siły. Jesteś niczym. - Takie zdanie padło od Haricotto. Wtedy on sam krzyknął i przemienił się w super wojownika. Jego siła sprawiła, że odrzuciło dziewczyną i padła na plecy. Zaczęła z trudem się podnosić, ale ktoś złapał za jej rękę. Myślała, że chce ktoś jej pomóc, ale wcale nie. Poczuła bardzo mocny uścisk, przez co jęknęła z bólu. Spojrzała się na kolejną, tajemniczą postać. Był to saiyanin o zielonych oczach i sterczących włosach.
- Jesteś zbyt słaba. Nie dasz rady obronić nikogo, jeśli nie będziesz w stanie nikogo zabić. Zabij. Słyszysz? Zabij! - Kolejny saiyanin przemienił się w super wojownika, a jego siła była tak przytłaczająca, że las zamienił się w czarną nicość. Puścił saiyankę, a ona zaczęła upadać na dół. Spadała przez jakiś czas, nie czuła już podłoża. Krople łez z jej oczu opadały nieco wolniej, sprawiając wrażenie, że zostają w miejscu. Wtedy przed jej twarzą pojawił się trzeci saiyanin, który unosił się w powietrzu w dumnej pozie.
- Jesteś tylko utrapieniem dla naszej rasy. Poddaj się i zgiń. Nic więcej nie możesz zrobić. - Ostatnie zdanie obiło się jej echem w uszach. Została potraktowana jak śmieć. Potrzebowała siły. Czuła, że potrzebuje więcej siły. Chciała tego bardzo mocno. Napięła mocno swoje mięśnie i dała upust swoim nerwom, swojemu gniewu oraz złości i wydarła się wniebogłosy.

Nagle poczuła, że już wróciła. Całe to wydarzenie w jej głowie musiała trwać tylko kilka sekund, gdyż nic się nie zmieniło. Wydzierała się z całych sił ile tylko miała, napinała swoje mięśnie z całej siły. Była tak bardzo zła na wszystkich, że bez problemu każdego by teraz zabiła. Bez wyjątku. Ziemia zaczęła się lekko kruszyć pod jej stopami, a następnie unosił do góry, jej włosy falowały na boki niczym wodorosty w wodzie. Wariowały, zmieniały na przemian swój kolor, raz czarne, a raz blond. Jej oczy zaś już zmieniły swoją barwę na turkusowy. Napinała swoje mięśnie coraz bardziej, krzyczała coraz głośniej. Czuła, że już zwariowała, a wtedy wystąpił nagły wybuch energii z jej ciała. Poczuła ciepło na plecach spowodowane przez skumulowaną KI w tym miejscu. Jej włosy już nie wariowały i były całe złote, ziemia pod nią popękała i porozrzucała się na różne strony. Swoją silną aurą tworzyła sztuczny wiatr, który zapewne zdmuchnąłby wiele domów, gdyby to wydarzyło się teraz w mieście.

Polana - Page 4 1MJkwIx

Przestała krzyczeć i chłodnym wzrokiem popatrzyła się na swoje ręce. Oglądała je zapadając w fascynacji swoją nową siłą. Czuła się w tej chwili potężna. Jej wszystkie zmysły się wyostrzyły. Zauważyła to po tym, że usłyszała spadającą daleko za nią rzecz. Odwróciła za siebie głowę i zobaczyła, ze któryś z obcych upuścił dziewczynę. Mocno zaparła się nogami o ziemię i ruszyła prosto w jej stronę. Zrobiła to tak szybko, że dla niektórych mogło to wyglądać, jakby po prostu teleportowała się z jednego miejsca do drugiego. Złapała dziewczynę w ostatniej chwili i popatrzyła na jej twarz przez kilka sekund. Następnie zrobiła w tył zwrot i ponownie ruszyła z dużą prędkością w stronę tłumu. Od razu wypatrzyła w nim Haricotto i to do niego właśnie ruszyła. Zatrzymała się przed nim z dziewczyną trzymającą na rękach i oddała ją swojemu bratu. Po prostu tak bez słowa. Nie miała ochoty teraz rozmawiać. Chciała zabijać. Kiedy Haricotto zabrał dziewczynę na swoje ręce, Kurisu odwróciła się w stronę obcych, mocno zaparła się nogami o ziemię i ruszyła w ich stronę. Za nią zostało tylko wgniecenie w ziemi i wzniecony kurz. Ruszyła na tego, który trzymał tę dziewczynę i z całej siły wykonała potężny kopniak prosto w jego twarz. Bez żadnego zahamowania. Po kopniaku jeszcze dopchała go nogą dla pewności, po czym złapała go lewą ręką za jego rękę, aby nie uciekł, a w drugiej skumulowała swoją energię, a następnie przywaliła mu otwartą dłonią w twarz i wypuściła swoją energię z dłoni wystrzeliwując Energy wave'a prosto w ryj skurwysynowi. Uznała, że tyle powinno wystarczyć, aby zabić skurwysyna. Odbiła się w powietrzu za pomocą bukujutsu i robiąc kilka salt w powietrzu opadła efektywnie na ziemię. Zaczęła kumulować swoje KI w ciele, przez co wzrosła jej złota aura spowijająca jej ciało. Uznała, że tamten będzie już miał dosyć, więc teraz stanęła w pozycji do obrony i oczekiwała na ruch pozostałych dwóch obcych.

Transformacja SSJ!
Haricotto
Haricotto
Admin/Time Patrol
Liczba postów : 1944

Polana - Page 4 Empty Re: Polana

on Wto Lis 21, 2017 11:44 pm
Na miejsce lądowania przylatywały nowe osobe, ale ulatniały się także stare. Tensa i Nekomi zniknęły tuż po tym, jak ta pierwsza wróciła do zdrowia. Jaki był powód? Haricotto mógł się tylko domyślać. Być może poczuły się znieszmaczone całą tą sytuacją? Może po prostu miały już wszystkiego dość i postanowiły wziąć sprawy w swoje ręce? Haricotto również miał ochotę stąd zniknąć. Wydarzyło się tak wiele, z czego większość z jego winy. Nie chciał tu więcej przebywać, czym prędzej chciał odszukać swoją pociechę, która postanowiła wcześniej się zmyć. Sam jej przecież powiedział, że tylko gdy zrobi się niebezpiecznie ma brać nogi za pas. Z drugiej strony, do momentu walki nie działo się nic złego...
Mężczyzna nabrał powietrza w płuca i wypuścił je w taki sposób, jakby zrzucał z siebie ciężki obowiązek i kamień, który obciążał jego rozdarte serce. Próbował się uspokoić, jednakże do końca nie mógł tego zrobić. Minie dużo czasu, zanim oswobodzi się z myślą, że naraził dwie bliskie mu osoby na poważny uszczerbek na zdrowiu.
Z zadumy wyrwał go Jirri, który wydawał się być przejęty tym, co miało tu miejsce. Wypytywał Haricotto o jego stan i o formę Super Saiyanina. Fasolka jedynie uśmiechnął się, unosząc kącik ust lekko do góry i pokazał mu uniesiony kciuk, co miało oznaczać, że wszystko jest w porządku.
Zupełnie nie trafiało do niego to, w jaki sposób nazywała go Nekomi. Miał tyle myśli w głowie, które walczyły ze sobą i przepychały się o najlepsze miejsce na widowni, że niektóre rzeczy do niego nie docierały. To, albo po prostu był zbyt głupi, żeby cokolwiek się domyślić. Istniało wiele przyczyn, dlaczego tak się działo. Gdy odleciała, Haricotto pomachał jej ręką i odesłał ją, gdziekolwiek miała zamiar się udać, z uśmiechem na twarzy.
Przenosząc swoje spojrzenia na resztę zebranego towarzystwa, Saiyanin zrobił wielkie oczy, kiedy ujrzał, że w miejscu Kurisu stoi jakaś kobieta. Nie skomentował tego. Właściwie, nie wiedział co ma powiedzieć. Czasami milczenie jest najlepszym komentarzem. Podszedł tylko do dziewoi i dokładnie obleciał ją spojrzeniem. Schylał się przy niej i mrużył swoje oczy. W końcu do niego dotarło, że to przecież Kurisu, który stracił mięśnie i dorobił się dwóch piersi. Tym bardziej tego nie skomentował. Ostatecznie, w oczach Haricotto, nie zmieniło się nic. To wciąż był ten sam Kurisu, tyle tylko, że z napuchniętą klatką piersiową.

Sytacja wyglądała na sielankową, bo wszystko skończyło się dobrze. Tensa i Ryu ozdrowieli, a Sakanie zabrali potrzebną dla nich energię. Dzień był długi i wszystko wskazywało na to, że lada moment dobiegnie końca.
Haricotto nigdy wcześniej tak bardzo się nie pomylił...


Wszyscy skierowali swoje spojrzenia ku górze, kiedy na horyzoncie pojawiły się trzy kropki, które z każdą chwilą nabierały kształtów. Dwie z nich to byli ludzie podobni do tych, którzy przylecieli ogromnym statkiem-płaszczką. Haricotto przyglądał się trzeciej osobie, która była drobniejsza, przez co ciężej było mu ją rozpoznać. Mrużył swoje oczy, starając się z całych sił i wyostrzając swój wzrok. W końcu, udało mu się dostrzec, kim była trzecia, najmniejsza osoba. Czerwone włosy, czarna koszulka i zielone spodnie, z których wystawał ogon. Zmrużone do tej pory powieki Saiyanina rozchyliły się, a na twarzy mężczyzny malowało się przerażenie. Poczuł, jak całe jego ciało sztywnieje i nie może się ruszyć. Tak bardzo pragnął wyrwać się i pobiec przed siebie. Ciarki przechodziły seriami po jego plecach, a jego dłonie się trzęsły do tego stopnia, że musiał zacisnąć je w pięści. Narastała w nim złość, jednakże do końca miał jeszcze nadzieję, że przykry widok to nieporozumienie. Łudził się, że ci dwaj żołnierze znaleźli jego podopieczną i przyprowadzili ją tutaj, by udzielić jej pomocy.

Nadzieja jest matką głupich, a obłuda potrafi zgubić.

Wszystko było dla niego jasne w momencie, w którym przedstawicie rasy Sakana pokazali swoje prawdziwe kolory. Wyszczerzone, ostre zęby i parszywy, perfidny uśmiech rozciągnięty od ucha do ucha...
Haricotto pokręcił głową na boki, próbując wypaczyć rzeczywistość. Przywrócony został do niej, kiedy do jego uszu dotarł dźwięk, jaki wydaje rzucony bezwładny obiekt w zetknięciu z twardym podłożem.
Źrenice oczu Saiyanina powiększyły się, a całe jego ciało było napięte do tego stopnia, że pojawiały się na nim liczne żyły, pulsujące energicznie i nerwowo. Nie wybuchnął... jeszcze.
Widok zmasakrowanej dziewczynki i dźwięk upadającego jej ciała sprawił, że coś w nim pękło. Nie patrzył już w ziemię, tylko dumnie patrzył przed siebie. Wyraz jego twarzy był poważny, ale osoby trzecie nie musiały kończyć specjalnych szkół, żeby wiedzieć, co się aktualnie dzieje w jego głowie. Mógł się ruszyć, więc postawił pierwszy krok.

Przeszedł obok, wymijając wszystkich. W tym momencie nie istnieli oni dla niego. Byli zwyczajnymi rekwizytami, które zdobiły krajobraz sceniczny.


Trzymając w końcu Aymi na rękach, patrzył na nią. Na jej poobijaną twarz. Na jej zmasakrowane ciało. Biedna dziewczyna, która pobita została niemalże na śmierć, leżała teraz w objęciach swojego bezradnego ojca. Bezradnego, ale niesamowicie wkurzonego, którego złość rozpierała od środka i do jej wybuchu brakowało bardzo niewiele. Przejechał dłonią po policzku rudowłosej, zmywając z niej brud i krew, a takżę odgarniając niesforne kosmyki, które spadały na jej czoło. Patrzył na nią i z każdą chwilą, każdą sekundą, jego serce wypełniało się coraz bardziej żalem.
Gniew i żal, te rzeczy targały jego wewnętrznym "ja". W następnej chwili, kiedy tak patrzył na jej nieprzytomną twarz, jego głowa została wypełniona wspomnieniami związanymi z czasem, który sielankowo spędził z Aymi. Oczami wyobraźni widział jej uśmiechniętą buzię, która szczerzyła się do niego. Widział jej zabawy z Shiro. Jej potyczki z Ryu, które były pół zabawą, pół sparingiem. Widział to tak, jakby to teraz się działo. Nagle, momentalnie wszystko znikło, a na czarnym obrazie pojawiła się znowu uśmiechnięta dziewczynka, a tle rozbrzmiewał jej radosny śmiech. Kolejną rzeczą jaką widział, był ogromny, szczerzący się uśmiech Sakanina, który w końcu pochłonął Aymi, a wszystko rozsypało się na kawałki, jak lustro, które ktoś niechcący zbił.
Po policzku Saiyanina spłynęła pojedyncza łza. Znów patrzył na swoją pociechę, ale nie mógł nic zrobić. Nie mógł jej pomóc. W jego głowie, było już na to za późno. Pochylił swoją głowę i oparł o jej czoło.
- Aymi... - wyszeptał, upadając na kolana, niemniej wciąż trzymając dziewczę w swoich objęciach. Przytulał ją do piersi i płakał. Nie wytrzymał. Nie mógł. Nie chciał.
- Aymi... Aycia... - powtarzał jej imię, raz za razem. Czuł na ustach słony smak własnych łez.


Zaczął nerwowo oddychać, cały się trzęsąc. Ziemia pod jego kolanami zaczęła drżeć, wprawiając w ruch małe kamyczki, które po upadku i uderzeniu o nią rozbijały się na jeszcze mniejsze. Ciało Haricotto spowite zostało białą szalejącą aurą, która wprawiła w ruch kurz znajdujący się dookoła. Dyszał coraz głośniej, oddychając nerwowo. Ściskał ciało Aymi tak bardzo, że gdyby ktoś chciał mu ją wyrwać z rąk, nie dałby rady tego uczynić. Biała aura przemieniła się w złotą, podobnie jak włosy, które dodatkowo najeżyły się i sterczały bardziej, niż dotychczas.
- Aymi... obiecuję... pomszczę Cię! - powiedział głośno, przez zęby wręcz. Zebrany wcześniej gniew i żal w połączeniu z rozpaczą sprawiły, że energia nie mogła zostać utrzymana wewnątrz ciała. Eksplodowała, sprawiając, że nad ciałem Haricotto zaczęły wytwarzać się wyładowania elektryczne, które błyskały i znikały tak szybko i niespodziewanie, jak tylko się pojawiały. Kamienie, kurz i piasek zostały wyrzucane i miotane we wszystkie strony, a ziemia pod kolanami Saiyanina, która do tej pory tylko drżała, teraz zaczęła pękać.
- Kuuusooooooo!!!! - wydarł się, prostując się i wyciągając swoją głowę do góry, w stronę nieba. Oczy miał szeroko rozwarte i mocno zaczerwienione przez łzy. Energia ponownie wybuchła, opuszczając jego ciało. Widoczność została ograniczona przez naturalną zasłonę dymną, powstałą w skutek unoszenia się i wirowania pyłu i kurzu.

Gdy tylko wszystko zaczynało się robić przejrzyste, wszyscy mogli ujrzeć, jak do tej pory klęczący i opłakujący stratę Haricotto, stoi dumnie i pewnie na swoich nogach w kraterze powstałym w wyniku eksplozji jego Ki. Przepływała przez niego nowa moc, o której nigdy wcześniej nawet nie wiedział.
Z jego policzków zniknęły łzy, zaś jego spojrzenie było spokojnie. Cały czas patrzył na swoją córkę. Dopiero po kilku sekundach od opadnięcia kurzu, rzucił spojrzenie żołnierzom Sakana. Było ono przepełnione nienawiścią, gniewem i żalem. Nie ruszył jednak do walki, a odwrócił się na pięcie i podszedł do Ryu. Przekazał mu dziewczynę na ręce i spojrzał na niego. Nie musiał się odzywać, ponieważ jego oczy i wyraz twarzy wyraźnie mówił "zaopiekuj się nią". Złożył pocałunek na czole Aymi i odszedł.
Rzucił okiem na przybyłego kapitana, a także na dwójkę, która skrzywdziła dziewczynę. Stanął pewnie. Nagle odbił się od podłoża i ruszył na tego, do którego miał najbliżej. Nie miał zamiaru się hamować. Od razu, bez pardonu wykonał uderzenie, którego przeznaczeniem było zmiażdżenie twarzy przeciwnika.
Czuł, jak ubywa z niego energia, więc wiedział i doskonale zdawał sobie sprawę, że albo szybko upora się korzystając z nowej mocy, albo będzie musiał zaufać zwykłemu, opanowanemu Super Saiyaninowi. Jakby nie było, atakował z całą możliwą mocą, szybkością i nienawiścią.

_________________
Polana - Page 4 Haricotto-Heaven
avatar
Gość
Gość

Polana - Page 4 Empty Re: Polana

on Sro Lis 22, 2017 6:56 pm
Kiedy tak Fabu był zajęty sobą, to stało się parę rzeczy. Niektórzy odlecieli. A inni zmienili się w płeć przeciwną. Kurisu, który był mężczyzną zmienił się w kobietę. To był dziwne. Ale widząc, że zjadł coś od kosmitów, to można było łatwo połączyć, że to ma z tym coś wspólnego. Lecz się tym wszystkim za bardzo nie przejmował, ponieważ wypowiadał swoje słowa, że chce poznać dokładnie samego siebie, chce wiedzieć kim jest. Tylko nie było mu dane usłyszeć odpowiedzi, czy podejść do Sharke, ponieważ wszyscy zebrani poczuli coś dziwnego. Ich serca przyśpieszyły. No dla naszego wielkiego stworzenia. Nie wiedział jak z resztą, ale można było sobie dopowiedzieć, że oni też tak mieli.
Niektórzy skierowali swój wzrok w niebo, a dokładniej konkretne miejsce. Oczywiście zrobił to co reszta. Ruszył tam wzrokiem. Od razu mógł zauważyć trzy postacie. Dwóch ryboludzi, oraz ziemska kobietę, która chyba tutaj była niedawno, kiedy Jaszczur był tutaj na początku jeszcze w swojej poprzedniej formie. Dopiero po chwili zauważył, że coś jest nie tak. Była trzymana przez jednego kosmitę oraz była poturbowana oraz nieprzytomna. To był dla każdego szok. Dla innych bardziej, a innych trochę mniej, a w tej grupie znajdował się nasz Bohater. Był zszokowany stanem tej dziewczyny, ale przez moment połączył fakty. Jeżeli jej nie było teraz z nimi, to tak jak ON musiała wcześniej odlecieć. I tak jak w jego przypadku, przylecieli po nią. Czyli dobre miał przeczucie, że nie przybyli do niego przyjaźnie nastawieni. Ale udało mu się uniknąć walki, bo poczuł wyrzuty sumienia i postanowił być słowny. Czuł gniew, za to co zrobili dziewczynie, a zarazem czuł ulgę. Dlaczego? Bo gdyby nie jego słowność, a zarazem głupota to by tak jak ONA był zraniony, nieprzytomny oraz dwóch sakana go trzymało z uśmiechem godnych złych charakterów.
Rzucili dziewczynkę na ziemie. Wielu to zaczęło przeżywać. Coś się z nimi działo. Ale uwagę Dwumetrowego jaszczura skupił na sobie szef przybyszów z kosmosu. Głos za nimi rozbrzmiał. Odwrócił się w jego stronę zdenerwowany, a to co usłyszał przeszło wszelkie pojęcie.
Sharke ich wszystkich okłamał. Po prostu ich wykorzystał, jak zwykłych głupców, którymi można się zabawić. Do tego wyleciał jeszcze jakiś obleśna i gruba istota, która wyróżniała się od Sakana. Można było się spodziewać, że jest jakiś „specjalny”.
-SHARKE! TY GNOJU! OSZUKAŁEŚ NAS!- Ryknął odwracając się w jego stronę, jak i resztę jego grupy, która jest chyba przy nim. Naprężył wszystkie mięśnie, wyszczerzył swoje zębiska w akcie złości, a wzrok był taki, jakby chciał przebić ryboluda na wylot niczym włócznia.
-Nie myśl, że ci to ujdzie na sucho. Nie wiem co planujecie, ale za oszukanie nas oraz poturbowanie tej dziewczyny, która jest droga dla reszty tutaj zebranych, to zapłacisz. Gotuj się na pokrzyżowanie twoich planów!- Przyjął pozycję do obrony.
Czuł się nadal osłabiony. Efekty oddanie energii zdradzieckim istotom nadal na niego działają. Nie mógł sobie pozwolić na szarżę na tych „najsilniejszych”. Miał nową moc, ale nie mógł z niej swobodnie korzystać, bo to może być jego pierwsza, a zarazem ostatnia walka w tej nowej formie. Nie mógł zadziałać pierwszy.
Aż nagle coś się stało. Wybuch energii? Ale nie robiący szkodę. Spojrzał za swoje ramię i zobaczył Mistrza Ryu. Zmienił swoje włosy w kolor blond i otaczała go przytłaczająca aura. Nie wiedział co się z nim stało, ale cieszył się, że ma go po swojej stronie, ale czy da rade po oddaniu tylu energii ich wrogom. Tego nie wiedział.
Ruszyli do ataku. No jeżeli ktoś ruszył do ataku jako pierwszy, to tak jak reszta powinien się zebrać do walki. Bo mają obok przeciwników i nie można im dać przewagi w postaci pierwszego ataku.
Skupił swoją całą energię w sobie, by móc się ruszać, atakować, blokować oraz unikać najsprawniej jak tylko potrafi. I od razu ruszył biegiem w stronę najbliższego przeciwnika, po stronę, gdzie znajdował się Sharke oraz ten nowo przybyły. Zamierzał tutaj poruszać się po ziemi, nie wznosić się czy innych dziwnych trików. Po prostu bieg i użycie szybkości, oraz siły. W jego przypadku to była najlepsza opcja. Podbiega do pierwszego przeciwnika. Może pachołka Sharke, albo jego samego. To zależy kto był najbliżej. Próbuje wyminąć jego atak, który może wyprowadzić przeciwnik, a następnie wykonać parę uderzeń, jak najmocniej w stronę wroga. Po pokonaniu pierwszego rusza na kolejnego. Oczywiście miał na uwadze Sharke oraz jego tłustego towarzysza, ponieważ oni najbardziej się wyróżniają i mogą być niebezpieczni, więc gotował się na unik, albo zablokowanie czegokolwiek za pomocą swoich dłoni. Musi się w każdy sposób uratować, by nie zostać od razu wyłączony z walki i mógł jakoś pomóc reszcie „nieznajomych”, Ryu oraz Kurisu.
Jirri
Jirri
Time Patrol
Liczba postów : 495

Polana - Page 4 Empty Re: Polana

on Sro Lis 22, 2017 8:56 pm
Jirri wiedział już wcześniej. Nie wiedział niby, co ci cali Sakana-jin knują, ale już od samego początku wiedział, że nie wolno im ufać. Że w pewnym momencie wszyscy za to oberwą. Miał oczywiście rację, Aymi-chan również. Szkoda tylko, że inni tej racji nie widzieli. Zacznijmy jednak od początku. Najpierw więc zapytał swojego przyjaciela o całe to oddanie energii. Czy stracił swoją moc? Żadnych efektów ubocznych? Jedyną odpowiedzią był uniesiony w górę kciuk. Czy to wystarczyło? Jak najbardziej, Jirri nie potrzebował niczego więcej. Ten jeden kciuk w górę był odpowiedzią na wszystkie pytania. Owszem, Haricotto-san też oddał energię, ale nie stracił mocy Supa Saiya-jina. Jaszczurem targały mieszane uczucia z tym związane. Z jednej strony niby się cieszył, z drugiej jednak podświadomie miał nadzieję, że przyjaciel stracił moc. Gdyby okazało się to prawdą, Jirri nie musiałby go zabijać. Nie miałby powodu. Oczywiście na razie i tak nie zamierzał tego zrobić, ale wkrótce będzie musiał coś zrobić z tym rozkazem. Co wtedy zrobi? No właśnie. Dobre pytanie. Tak bardzo chciałby tego uniknąć. Drugi gość, któremu changeling się przedstawił, zachował się jak ostatni śmieć. Nie chciał nawet podać mu ręki. Pieprzył coś o wrogach Saiya-jinów, a na dodatek pytał, dlaczego Jirri jest uczniem Kame. No cóż, w sumie to jakby nie patrzeć jaszczur jest jego starszym kolegą, Kame-sensei uczył go wcześniej, więc chyba należy mu się szacunek. Na razie jednak tylko prychnął oburzony. Kiedy indziej da mu jakąś nauczkę. Jak się okazało, ten tutaj również był Saiya-jinem, chociaż nie miał ogona. Możliwe, że sobie go zwyczajnie usunął. Czy to chirurgicznie, czy zwyczajnie wyrwał. Również chciał zostać Supa Saiya-jinem, w czym mieli mu pomóc ryboludzie. Mieli pomóc... Tymczasem zmienili go w kobietę. Jirri był w ciężkim szoku, gdy to zobaczył. Czuł, jak wewnątrz niego zbiera się milion sarkazmów i śmiech, jakiego świat nie słyszał, ale jakoś tak odebrało mu to mowę. Cóż, tak czy siak dobrze tak śmieciowi. Ktoś inny dał mu nauczkę, co nie znaczy wcale, że Jirri mu odpuści. Najważniejsze jest jednak to, co zdarzyło się chwilę później. Pojawiły się trzy postacie. Dwoma byli ci Sakana-jin, ale wyglądali jakoś inaczej. Zdeformowani. Jakby zmienieni w potwory. Transformacja? Trzecią była Aymi-chan... Martwa? Nie. Prawie. Znaczy taką miał nadzieję. Jirri nie mógł uwierzyć w to, co widzi. Cholera, przecież wiedział, że nie można im ufać. Wszystkim powiedział. Aymi-chan też im nie ufała... Tyle że ona nie miała tyle mocy, co on. Wyglądało na to, że dopiero zdobyła moc Supa Saiya-jina, a nawet w tej formie jej siła nie była zbyt wysoka, w porównaniu do jego. Sprawdzał sam, scouterem. Powinna zostać ze wszystkimi tutaj. Miałaby szansę w większej grupie. Wtedy ci dwaj Sakana-jin rzuciliby się na niego... I sądząc po poziomach mocy, które prezentował mu wcześniej scouter, zdechliby po sekundzie. Haricotto-san, zszokowany, szedł w jej stronę. Ten drugi Saiya-jin jakby stał się nieobecny, pewnie przez szok. Na resztę kompanów Jirri nie zwracał uwagi. Sharke zaczął bluzgać, a ze statku wyleciał ktoś, kto wyglądał na szefa tej gromady. Chwila wytchnienia. Dwa wybuchy energii. Jeden Supa Saiya-jin, ten gość zmieniony w kobietę. Haricotto-san również przybrał tę formę, ale jakby nieco inną. Wyglądał... potężniej. Jirri jednak nie zamierzał teraz sprawdzać jego mocy scouterem. Skupił wzrok na Sharke. To on zdenerwował go najbardziej. Już wcześniej go wkurzał, ale to, co powiedział teraz, przelało czarę goryczy. Dwójka Supa Saiya-jinów zaatakowała wręcz tych, którzy przynieśli Aymi-chan. Jirri zaatakował Sharke. Zaczekał co prawda aż Fabu skończy swoją szarżę, ale nie spodziewał się raczej większych efektów (chyba że Fabu zaatakował jakiegoś pachoła, wtedy Jirri atakuje od razu). Nie był łagodny. Nie będzie się bawił w walkę wręcz. Wyciągnął miecz i zaczął zadawać cięcia. Poruszał się z maksymalną szybkością, zamierzał zabić, więc od razu postanowił iść na całość, przynajmniej w tej walce, cały czas też uważał na tego grubasa, który się pojawił, w razie czego gotów był na blok mieczem, lub ostatecznie ogonem, bo ręce ma zajęte. Jeśli pójdzie dobrze, to Sakana-jin zostanie poćwiartowany, zanim jeszcze zdąży zobaczyć ruchy jaszczura. Po załatwieniu gnoja, Jirri zwraca wzrok w stronę grubasa i wystawia miecz w jego stronę. Wyglądał na najmocniejszego z tych kosmitów. Tak więc on jest następnym celem changelinga. Pożałuje, że się w ogóle urodził.

Edytowałem ten post bo miał wstawioną czcionkę 27 / Laptor
Ryu
Ryu
Maskotka
Liczba postów : 326

Polana - Page 4 Empty Re: Polana

on Czw Lis 23, 2017 5:55 pm
Chłopak podał rękę dziewczynie, co ona sama także zrobiła, lecz nie przedstawiła ona swego imienia w przeciwieństwie do bruneta, który to uczynił. Dlaczego postanowiła tego nie zrobić? Nie było to wiadome. Wojak w białawym gi postanowił nie zawracać sobie tym głowy. Na jej słowa uśmiechnął się w jej stronę.
- Dziękuję.
Lecz zastanawiało go, co miała na myśli mówiąc, iż posiada on ciekawe imię. Przecież nie wyróżniało się ono niczym specjalnym, nieprawdaż? Zwykłe imię, takie jak każde inne. Potem oczywiście zwrócił się do swego mistrza. Ryu nie spodziewał się takiej reakcji z jego strony. Na pytanie naszego bohatera Saiyanin tylko uśmiechnął się, aby już po chwili poklepać go po ramieniu i przytulić go. Na twarzy chłopaka zagościło zdziwienie, nie rozumiał czemu tak zareagował, co wywołało taką, a nie inną reakcję.
- Najpierw Fabu, a teraz on.
W momencie, w którym Saiyanin puścił swego ucznia ten uśmiechnął się do ogoniastego i spojrzał na tą nieznaną wciąż dla niego z imienia dziewczyną. Przytaknął na jej słowa uśmiechając się. Doskonale zdawał sobie z tego sprawę, nikt nie musiał go o tym uświadamiać. Wiedział, że jest on bardzo silnym, jeżeli nie najsilniejszym wojownikiem, którego spotkał, z pewnością nie było kogoś kto byłby w stanie się z nim równać, był niepokonany. Czy nie było to oczywiste? Zresztą, kto potrafiłby go pokonać? Raczej nikt taki się jeszcze nie urodził, więc szanse na to, że ktoś jest silniejszy od niego były bardzo nikłe. A w kwestii przyjaciół to Saiyanin mógł liczyć oczywiście na swego ucznia. Być może Ryu nie był zbyt silny, lecz zawsze był gotowy pomóc mu, jeżeli byłaby taka potrzeba. Potem oczywiście wyszedł ze statku, a w tłumie ludzi zebranych dostrzegł Jirriego, do którego pomachał z delikatnym uśmiechem na ustach.  Bohater nasz nie rozumiał czemu tutaj powrócił, przecież z jego wcześniejszej wypowiedzi można było wywnioskować, iż nie miał on zamiaru oddawać niczego tym ryboludziom, po czym zniknął. Może jednak zmienił zdanie i postanowił im pomóc? Prawda okazała się zgoła nieco inna. Z jego słów wynikało, iż wrócił tylko po to, aby zapytać czy nie wystąpiły żadne skutki uboczne po pobraniu energii. Brunet nie wiedział jak to zadziałało na innych, lecz w jego przypadku zakończyło się to wycieńczeniem organizmu, więc poza tym faktem to nie wystąpiły w sumie żadne skutki uboczne. Parę sekund później ulotniła się stąd kolejna osoba, była to ta wojowniczka o nieznanym imieniu, a po chwili mistrz Haricotto zaczął tłumaczyć jak dokonać transformacji w Super Saiyana.
- Rozumiem. Więc do transformacji w Super Saiyana potrzebne są silne emocje, w tym przypadku gniew. Wystarczy kogoś dostatecznie mocno wkurzyć i BUM, mamy Super Saiyana.
Chłopak musiał przyznać, osiągnięcie tej przemiany wcale nie należało do najtrudniejszych rzeczy, wręcz przeciwnie, wyglądało na to, że było to niezwykle proste, o wiele bardziej prostsze niż osiągniecie formy, którą on mógł się popisać. Musiał się nieźle namęczyć, aby móc ją opanować, a mimo wszystko nadal się męczył podczas korzystania z niej, wszystko przez napinanie mięśni do granic absurdu. Oczywiście nie tracił on teraz sił tak szybko podczas przebywania w niej tak jak kiedyś, jednakże nadal odczuwane były skutki. Być może kiedyś uda mu się opanować ją do perfekcji i nie będzie wcale się męczył korzystając z niej? Cóż, na razie się o tym nie mógł przekonać, musiał trenować, była to jedyna droga. Jego wzrok powędrował na dwójkę już dobrze znanych Ryu osób. Dokładniej mówiąc, na Kurisu i Jirriego. Wojak w białawym gi usłyszał coś o wrogach Saiyan i po prostu jego wzrok momentalnie powędrował na nich. Saiyanin chyba nie pałał sympatią do jaszczura.
- Wrogowie… Saiyan?
Być może między ich rasami doszło do jakichś utarczek? Tylko dlaczego mistrz Haricotto zachowywał się w życzliwy sposób wobec Jirriego, a Kurisu już nie? Dziwne, naprawdę dziwne. Będzie musiał zapytać o to w przyszłości ucznia staruszka Kame. Tymczasem, Sharke rozkazał swym ludziom przynieść coś ze statku, ku zaskoczeniu Ziemianina - jak i z pewnością wszystkich tutaj zgromadzonych – tajemnicze coś okazało się być zwykłym ciasteczkiem, dzięki któremu najwidoczniej Kurisu miał zostać swym upragnionym Super Saiyaninem. Młodzieniec przyglądał się bardzo uważnie całemu temu wydarzeniu, lecz to co się wydarzyło wcale nie przypominało transformacji w złotowłosego wojownika. Z Saiyaninem zaczęło się dziać coś dziwnego, bardzo dziwnego. Po jego zachowaniu można było wywnioskować, iż to co się z nim działo nie było niczym przyjemnym.
- Kurisu, wszystko w porzą…
Nie dokończył, ponieważ na jego oczach zaczęły się dziać takie rzeczy, że nawet po wciągnięciu tony koksu nikt nie dałby rady ogarnąć tego co tu się działo. Włosy chłopaka zaczęły stopniowo rosnąć, a mięśnie zmniejszać się. W dodatku, na jego klatce piersiowej pojawiła się para piersi. Co to oznaczało? Cóż… Kurisu… został dziewczyną! Gdzie? Co? Jak? Co tu się dzieje? Czy to się nagrywa? A może to wszystko to jeden wielki dowcip i zaraz się okaże, że wszyscy brali udział w jakiejś grze? Nie, niestety, była to prawda. Na ten widok Ryu kopara opadła, a jego oczy chciały wyskoczyć z oczodołów. Podbiegł do niego i przeleciał go wzrokiem jeszcze raz, aby się upewnić czy to rzeczywiście prawda. Złapał się za głowę, nie mógł uwierzyć w to co widział, spojrzał na ryboludzi.
- Co wy mu zrobiliście?! Przecież on jest teraz dziewczyną!
Jak to się mogło stać? No tak, przecież zjedzenie jakiegoś ciasteczka niewiadomego pochodzenia musiało się źle skończyć, lecz czy ktokolwiek był przygotowany na takie coś? Zapewne nikt, a z pewnością nie Kurisu, który teraz był uwięziony w tym ciele. Być może dało się cofnąć jakoś ten proces? Jednakże, na tym się skończyły jego rozważanie na ten temat, ponieważ zauważył, iż wszyscy wpatrywali się w niebo z jakiegoś dziwnego powodu, wojak zaciekawiony tym co takiego tam zobaczyli postanowił sam skierować wzrok w tamto miejsce. Jego oczom ukazały się początkowo dwie postacie, była to dwójka ludzi Sharke. Dopiero potem dostrzegł trzecią osobę, która się tam znajdowała razem z nimi, miał małe problemy z rozpoznaniem kim ona była, lecz nie trwało to długo. Te ciuchy, te włosy, ten ogon. Doskonale wiedział kto się z nimi tam znajduje, była to Aymi. Wyglądała ona strasznie, jej ubrania były w opłakanym stanie, a na jej ciele można było ujrzeć krew. Ziemianin nie potrafił uwierzyć w to co zobaczyły jego oczy, nie potrafił, nie chciał. Jak to się stało? Kiedy? Kto mógł to zrobić? Nie mógł się ruszyć, jego całe ciało zostało sparaliżowane, wpatrywał się jedynie w Aymi, która po chwili została puszczona przez ryboludzi, a jej ciało upadło bezwładnie na ziemię.  Za plecami usłyszał śmiech Sharke oraz jego słowa. Teraz już wszystko rozumiał, doskonale rozumiał co tu tak naprawdę miało miejsce. Wszyscy zostali przez nich zmanipulowani i wykorzystani do ich celów. Udawali całą swą dobroć tylko po to, aby wszyscy im zaufali, a teraz skrzywdzili Aymi. Złość w nim kipiała. Serce zaczęło pompować coraz więcej krwi, a jego tętno przyspieszyło. Zaciskał pięści najmocniej jak mógł, nie mógł powstrzymać swego oddechu. Czuł nienawiść skierowaną w ich stronę. Nie dość, że wykorzystali ich dobroć i zaufanie to jeszcze skrzywdzili jego przyjaciółkę. Przyjaciółkę! Jak oni śmieli?! Nie mieli prawa! Nikt nie ma prawa krzywdzić przyjaciół ani bliskich osób naszego Ryu! Chciał, aby ponieśli karę. Chciał, aby zostali ukarani za to co zrobili.
- Śmiecia?
Nie zamierzał tolerować takiego zachowania, wcześniej był im niezwykle wdzięczny za ich pomoc, jednakże, teraz chciał tylko jednego. Chciał pozbyć się ich. Nie chciał, aby kogoś jeszcze skrzywdzili.
- WY GNOJE! ZAPŁACICIE ZA TO! SŁYSZYCIE MNIE?! ZAPŁACICIE ZA TO, CO ZROBILIŚCIE AYMI! NIE ODLECICIE Z TEJ PLA…  
Nie dokończył, bo wydarzyło się coś czego nikt się raczej nie spodziewał. Nastąpił potężny wybuch energii. Brunet odwrócił wzrok i zmuszony był zaprzeć się porządnie nogami, ponieważ mógłby zostać odrzucony przez wiatr jaki powstał.
- Udało mu się…
Powiedział do siebie w duchu, gdy ujrzał złotowłosego Kurisu. Jeszcze nie oswoił się z jego nową postacią, więc nie określał go jako ''ona’’.  Z pewnością on także musiał się poczuć oszukany przez Sharke i jego ludzi i właśnie to doprowadziło do tej przemiany, a po chwili on sam zniknął z pola widzenia Ziemianina, tak jakby się rozpłynął. No tak, wszystko przez tę szybkość. Jego wzrok powrócił na Aymi, a właściwie to na miejsce w którym wcześniej się ona znajdowała ze względu na to, iż już jej tam nie było. Zaczął szukać jej wzrokiem, no i ją odnalazł, znajdowała się ona w ramionach mistrza Haricotto, z którym także zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Jego włosy nigdy wcześniej nie były najeżone w taki sposób, a wokół jego ciała pojawiały się wyładowania elektryczne.
- Co to jest?
Nie wiedział czym to było, lecz wiedział jedno. Nie był to Super Saiyan, czyżby mistrz Haricotto wszedł na wyższy poziom? Możliwe. Więc było coś jeszcze potężniejszego niż Super Saiyan? Póki co nie znał odpowiedzi na to pytanie. Wojak zasłonił twarz ręką, aby przypadkiem kurz i piasek nie dostały się do jego oczu. W mgnieniu oka mistrz Haricotto pojawił się przed naszym bohaterem ze swą córką. Chciał on przekazać ją swemu uczniowi.
- Dobrze…
Przejął dziewczynę. Popatrzył na nią, zaciskał zęby. On także chciał walczyć. Chciał ich ukarać, jednakże teraz miał ważniejsze zadanie. Musiał odlecieć stąd jak najdalej, aby już nie narażać Aymi na niebezpieczeństwo. Musiał wykonać to zadanie, bo to właśnie jemu została powierzona opieka nad nią, nie chciał zawieść swego mistrza. Ostatni raz spoglądnął na pozostałych, którzy rzucili się w wir walki, po czym odwrócił się. Wiedział gdzie powinien się udać. Do Korina. Senzu mogły jej pomóc. Postanowił nie tracić więcej czasu. Ugiął lekko nogi, a jego ciało jak i Aymi zostało oplecione przez białą energię ki Ryu. Następnie wzbił się w powietrze z zamiarem odlecenia stąd. Leciał najszybciej jak tylko mógł. Nawet nie zwrócił uwagi na to, że pojawił się ktoś nowy.

[z/t]
Aymi
Aymi
Liczba postów : 933

Polana - Page 4 Empty Re: Polana

on Czw Lis 23, 2017 9:57 pm
Zwątpiła w własną siłę i możliwość wygranej w tym starciu. Jedyną dla niej opcją była ewakuacja, więc z pełną prędkością wzbiła się w powietrze i poleciała, kierując się w stronę wyspy, na której byli pozostali. Skąd mogła wiedzieć, że popełnia największy błąd?
Pojawił się znikąd, a ona poczuła tylko uderzenie w klatkę piersiową, tracąc dech. Wzrok przesnuła jej kotara ciemności, a chwilę później wpadła do wody. Resztki powietrza były z niej wyciskane kolejnymi ciosami, przed którymi nie była w stanie się bronić. Nadchodziły dosłownie z każdej strony, a woda dostatecznie utrudniała poruszanie, by spisać ją na straty. Ostatni cios wyrzucił ją w górę, a chwyt za włosy zwrócił ją powierzchni. Wzięła łapczywy haust powietrza, choć i ten przemieszany był z morską wodą, gdy z premedytacją jej głowa została wciśnięta z powrotem w głębiny. Nie mogła oddychać, już ledwo utrzymywała własną świadomość, gdy kolejne szarpnięcie posłało ją wysoko w górę. Czuła tylko, jak bezwładnie unosi się w przestworzach, a moment później wrócił ból wraz z pociskami, którymi została dosłownie zalana. Z jej gardła wyrwał się krzyk, krótki, urwany w momencie zderzenia jednego z pocisków z jej głową. Nastała ciemność. I cisza.

- Ay-chan, wstawaj, śpiochu! - rozweselony kobiecy głos przedzierał się przez zasłonę mroku, czuła także potrząsanie za ramię. Powoli uniosła powieki, napotykając spojrzenie jasnych oczu matki. - No wstawaj. Zrobiłam tosty, a tata niedługo zabiera cię na trening, pamiętasz?
- Tata? - powtórzyła cicho swym dziecięcym głosem, a wtedy coś czarnego wskoczyło jej na brzuch. Kot. - Shiro...
Mieścił jej się cały w ramionach, a przecież pamiętała go większego. A może to był sen? Rodzicielka położyła jej na łóżku rzeczy do przebrania i sama zeszła na dół, gdzie po kilku minutach znalazła się i mała. Zjadła tosty z dżemem, popijając je sokiem pomarańczowym, a niedługo potem usłyszała wołanie. Od razu podbiegła do otwartego okna, a na jej ustach wykwitł szczery uśmiech.
- Tata! - zawołała, przeskakując parapet, by zaraz wpaść na ojca z rozłożonymi ramionami.
- No hej, Aycia. Gotowa na trening? - spytał uśmiechnięty Haricotto, tarmosząc jej włosy.
- Hai! - odpowiedziała radośnie, wyszczerzając ząbki.

Rzeczywistość zamigotała w jej oczach, gdy poczuła nagły powiew energii wokół siebie. Obraz się rozmazał i zniknął, ona zaś miała wrażenie, że jej ciało zostało obite wszystkimi możliwymi sposobami. Otaczał ją mrok, ale wiedziała, że znajduje się w czyichś ramionach. Uniosła ociężałe powieki, napotykając spojrzenie turkusowych tęczówek ojca. Mgliście widziała ściekające po jego policzkach łzy, a także szalejącą wokół złotą aurę i towarzyszące jej wyładowania.
Mimo chwilowej przytomności jej ogranizm był na tyle wycieńczony, iż powieki same jej opadły, a umysł oddał się w objęcia nieświadomości. Dziewczyna nie mogła wiedzieć, że to z jej powodu saiyaninem targają takie emocje. Że odmieniony opiekun oddaje ją pod opiekę swemu uczniowi, niemo prosząc, by ten się nią zajął. Nie zdawała sobie sprawy z rozpoczętej właśnie bitwy między przyjaciółmi a rasą, której od samego początku nie mogła zaufać, podobnie zresztą jak Jirri. W ramionach Ryu uniosła się w powietrze i wraz z nim poleciała tam, gdzie akurat się udawał.

[z/t] - razem z Ryu :*

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

Iwaru
Iwaru
Time Patrol
Liczba postów : 154

Polana - Page 4 Empty Re: Polana

on Pią Lis 24, 2017 3:13 pm
Cała ta sytuacja była lekko pochrzaniona. Iwaru nie dostał odpowiedzi dotyczącej tej broni, co go trochę zirytowało. Zmarszczył brwi i czekał. I tak czekał, aż tu nagle Kurisu zaczął się zmieniać w kobietę. Masakra. Co to był za widok? Facet zmieniający płeć po zjedzeniu zwykłego ciastka... Ludzie grubą forsę płacili za operację zmiany płci, a tutaj wystarczył jakiś podejrzany wypiek. Można powiedzieć, że ci kosmici czynili cuda. I teraz rodziło się pytanie. Podrywać czy jednak ciągle pamiętać o tym, że kiedyś ta piękność miała fiutka i sobie ją odpuścić? Ciekawe jak tam z jej płodnością? Oczywiście Ryu strasznie się dziwił. Tak! Oczywiście, że stał się kobietą. Captain Obvious.
- Tak! Stał się kobietą i to całkiem niezłą! Chyba zaproszę go na randkę! - krzyknął do znajomego, ale tak, że wszyscy wokół to słyszeli. Dobrze, że Lucia tego nie słyszała, bo mogłaby się wściec. Kobiety czasem się wściekają jak są zazdrosne, nieprawdaż? Ale z drugiej strony... Szkoda, że jej tutaj nie ma. Bowiem chwilę później - tj. po tym jak Iwaru rzucił ten śmieszny, bądź nieśmieszny żart - wszystko zaczęło się koncertowo pierdolić. Dwójka ryboludzi przyleciała z nieprzytomną Aymi. Skurwysyny dopuściły się tego bezczelnego ataku. Obcy postanowili zrzucić maskę i normalnie wypowiedzieć mieszkańcom Ziemi wojnę. Towarzysze Iwaru szykowali się do walki i niektórzy z nich już ruszyli w bój. Iwaru jednak musiał wszystko dobrze przemyśleć. Skoro już podszedł do Ryboluda, który prowadził transport broni (od gracza: zrobiłem to w poprzednim poście), to wystarczyło doskoczyć i pierdolnąć go tak, że ten spadnie z tego pojazdu, a następnie okładać ciosami aż nie wyzionie ducha. Nie powinien być trudnym przeciwnikiem. Zwykła płotka.
- Yamcha! Weź to do Bulmy!
Iwaru wskazał na tą broń (oczywiście, jeśli udało mu się pokonać wroga). Nie chciał, by coś takiego zostało w rękach kosmitów. Zwłaszcza, że nie znał prawdziwej natury tej broni. Niby mogła wyłączyć androidy, ale równie dobrze mogła być to po prostu bujda. A mogło to też okazać się prawdą, więc wtedy Iwaru miałby kłopot - tutaj na polu walki, bowiem nie zamierzał migać się od porządnej bijatyki. Po znokautowaniu wroga zostawił tą broń w rękach Yamchy, bez względu na to czy ten złodziej przejmował się taką "pierdołą" czy nie. Iwaru jednak liczył na to, że Yamcha wykaże się rozsądkiem i jednak zabezpieczy ten potencjalnie niebezpieczny i cenny ładunek. Iwaru zapalił papierosa. Bardzo go to wszystko irytowało i po prostu nie miał innego wyboru. Skierował swe kroki w stronę tego gościa co wyleciał ze statku. On chyba jeszcze nie znalazł sobie przeciwnika, prawda? Więc Iwaru postanowił go trochę zabawić. Idąc w jego stronę po prostu sobie palił i jakoś niespecjalnie się spieszył. Ręce schował za plecami, a peta strzepywał ruchami głową. Nie zrobił tego jednak dlatego, że tak bardzo się nudził. Po prostu kumulował za plecami energię Ki - w rękach, tak, żeby przeciwnik tego nie widział. Prawdopodobnie jako jedyny tutaj miał na tyle energii - bo nieskończoność - że mógł po wysysaniu energii dalej używać technik. Nawiasem mówiąc... wojownicy Ziemi dali się zrobić jak dzieci, ale to nie było ważne.
- Nie wiem kto to jest Belial, ale takiego grubasa poskładam w sekundę.
Iwaru nie bał się śmierci. Rzucał jej wyzwanie. Myślał o statku kosmitów. Najlepiej byłoby ich uwięzić na planecie, niszcząc ich pojazd. To jednak było ryzykowne, bowiem mieli tam zgromadzone tony energii Ki. Zniszczenie pojazdu mogło oznaczać, że cała ta energia po prostu zostanie uwolniona i wszystko - może nawet cała planeta - wyleci w powietrze. Iwaru jednak postanowił zaryzykować. Wyciągnął przed siebie dwie ręce i wystrzelił z nich cztery promienie energii (Accel Shot [Akuseru Shotto], warto jeszcze pamiętać o tym, że Iwaru ma Kontrolę Ki, która zwiększa dmg jego technik :3). Dwa z nich wycelowane były oczywiście w grubasa, jednak android strzelił tak, żeby w razie gdyby ten zrobił unik, promienie trafiły w statek. Pozostałe dwa bezpośrednio mknęły w kierunku pojazdu. Pozostało tylko czekać i modlić się, żeby nic nie pierdolnęło...

---
Sorka za spóźniony post.
avatar
Gość
Gość

Polana - Page 4 Empty Re: Polana

on Pią Lis 24, 2017 8:08 pm
MG - SAGA


Kurisu czuł niewyobrażalny ból psychiczny z powodu tego co stało się z jego ciałem... Zmienił się w kobietę, a dla typowego saiyanina jest to czyn karygodny, atakujący dumę, powagę tej rasy. Poniżenie było ogromne, a do tego wszystkiego doszło jeszcze poczucie oszustwa, jakiego dopuścili się Sakani. Oszukali ich wszystkich, zgrywali dobrych, a byli źli. Drwili sobie z nich przez cały czas, zachowując poważną minę do złej gry. Jakby tego było mało, Kurisu spostrzegła Aymi, obitą, nieprzytomną, i chociaż nic dla niej nie znaczyła, poczucie oszustwa, kłamstwa zwyczajnie się wzmogło. Saiyanie to niezwykle dumna, pewna siebie rasa, uważająca, że walka to coś dla czego zostali stworzeni. Wizja, którą przeżyła Kurisu, była co najmniej godząca w te dwie cechy małp, wskutek czego ukryty potencjał, który tkwił w każdym saiyaninie zaczął się przebudzać. Ta jedna iskra nienawiści, złości, której brakowało by rozbudzić w sobie niesamowite pokłady energii, właśnie teraz, w tym momencie jak piorun uderzył w Kurisu przemieniając ją w Super Saiyanina! Pod wpływem impulsu wystrzeliła ona w kierunku halfki, jednakże szybko została oblana zimną wodą. Obydwóch przeciwników odpaliło po ki blaście, który wybuchł metr od Aymi i kilkanaście centymetrów od Kurisu, która została odrzucona na 2 metry, jednakże nie przewrócona.
- Chyba sobie żartujesz dziewczynko hahahaha - Powiedział jeden z nich. W tym momencie Kurisu ponownie wystartowała na jednego z przeciwników, jednakże jej każdy cios trafiał jedynie w dobrą gardę jednego z przeciwników, natomiast drugi wykonał pojedyncze kopnięcie w jej lewy bok, odrzucając ją na 4 metry, gdy się tego nie spodziewała.

Haricotto podczas przemiany Kurisu stał i nie potrafił wydusić słowa ze zdziwienia, nie można się temu dziwić. Szybko jednak przerwano mu patrzenie i milczenie, gdyż na horyzoncie zauważył sakanów i Aymi...
Dwóch przeciwników, rasy rybo ludzi, którzy przyprowadzili tutaj Aymi z wyciągniętymi nadal rękoma po wystrzale kul energii patrzyli ze zdziwieniem na idącego Haricotto, który jakby lunatykował... Szedł przez siebie omijając towarzyszy, szedł w kierunku Aymi, jakby nie przejmował się tym, że właśnie "odstraszono" Kurisu od jej ciała, jakby wszystko miał gdzieś. Oboje zdecydowali pozwolić mu na to, by do niej podszedł, byli zdziwieni i ciekawi, co planuje zrobić Haricotto... Ciekawiło ich to, czy saiyanin rzuci się na nich jak Kurisu, czy postradał rozum? Mylili się. Haricotto czuł ból, smutek, złość. W podobny sposób stracił już jedną kobietę w swoich życiu, teraz mógł stracić drugą. Smutek i ból zaczął ustępować rosnącej nienawiści, wydobywającej się furii... Aura Hariego urosła do ogromnych rozmiarów, powodując podmuchy wiatru wydobywające się ze swojego ciała i unoszenie piachu, kamyczków i innych rzeczy. Grunt wokół jego nóg wbił się nieznacznie. Po chwili energia wzrosła, mięśnie stały się wyraźniejsze, jego włosy stanęły dwa razy mocniej niż przy zwykłym super saiyanie, natomiast twarz przybrała niemiły, brutalny wręcz wyraz. Prędkości jego lotu w kierunku zwykłego żołnierza, stojącego obok dowódcy, z którym odbywał sparing, nie zauważył praktycznie nikt. Wystrzelił z prędkością dźwięku (warto tutaj dodać, że scouter Jirriego, który ma w kieszeni na chwilę się uruchomił i wybuchł) wystrzał w oczach wszystkich zostawił za sobą grom dźwiękowy. Gdy jego nogi oderwały się od podłoża, to wybuchło niesamowitą energią, dosłownie niszcząc gruz, kamienie i ziemię. Trzęsienie ziemi było tak duże, że osoby, które obecnie nie znajdowały się w swojej transformacji, ledwo co utrzymały się na nogach, a zaraz potem, wszyscy zostali odepchnięci na około 6 metrów w tył, wbijając ich nogi 30 centymetrów w trawę. Haricotto wymierzył jeden cios, jeden potężny cios wycelowany wprost w szczękę jednego z żołnierzy. Twarz o ile można było to teraz tak nazwać, była totalnie zmiażdżona. Lewa kość policzkowa dotknęła prawej. Oczy wypadły z oczodołów, krew ochlapała dłoń i twarz saiyanina, kark skręcony. Ciało poleciało jeszcze tak daleko, że nikt nie mógł ogarnąć wzrokiem gdzie wylądowało.

Fabu ruszył do walki kolejny, jego celem był natomiast sam Sharky, który wymijającymi ruchami uniknął wszystkich ciosów czerwony smok, oddając pojedyncze uderzenie w jego żołądek, następnie złapany za jeden z rogów na twarzy i wyrzucony w kierunku Ryu trzymającego Aymi, która w tym momencie odzyskała przytomność, jednak odniesione rany były na tyle wyczerpujące, że nie mogła się podnieść. W tej samej chwili wszyscy przeciwnicy otoczyli pole walki znajdując się 10 metrów nad ziemią, a było ich 12. Tworzyli krąg, gotowi zaatakować każdego, kto spróbuje opuścić polanę. Wystawili nawet swoje dłonie i skumulowali żółtą energię wokół nich. Gotowi na rzeź...

Iwaru miał najlepszą możliwą pozycję. Znajdował się nieco na uboczu, obok jednego z żołnierzy. Wykorzystał dobrze swój moment i zwyczajnie zabił swojego przeciwnika, który nie potrafił zareagować. Była to zwykła płotka. Wystrzelił pociski w kierunku statku, jednak zostały zbite przez przygotowanych żołnierzy, którzy ponownie skumulowali energię w dłoni. Rachunek był prosty, 6 promieni vs 4. Wygrała ilość. Jednakże nie zdążył On dolecieć do Generała armii rybo ludzi bo...

Gdy Fabu został uderzony i rzucony w kierunku Ryu, Jirri, changeling w swojej drugiej transformacji również postanowił zaatakować Sharka. Jednakże jego moc była znacząco większa, jego ataku nie udało mu się uniknąć i został zwyczajnie pocięty. Jego ciało upadło w tym samym miejscu co stał, a krew popłynęła dużą strużką w jedno miejsce. W momencie w którym zadał ostatni cios swoim mieczem, poczuł silny uścisk obcych, spasionych rąk na wysokości swoich łokci. To Generał armii zaszedł go od tyłu i poszybował z unieruchomionym Jirrim wysoko w niebo, lekko do tyłu. Tak, by każdego swojego przeciwnika mieć na widoku.
- A teraz rozszalały saiyanin poświęci swoje życie, albo zmiażdżę changelinga!! - Krzyknął w kierunku zgromadzonych, mocno zaciskając swój uścisk na ciele Jirriego, któremu już teraz ledwo ledwo wystarczało powietrza na oddychanie, a swój zakrwawiony miecz wypuścił z dłoni.

_____________
KI sobie proszę odjąć za używanie energii i scouter za otrzymany DMG.

_____________
Wolałbym by kolejność była taka, jaka kolejność była wykonywanych akcji, bo to w końcu już mini wojna, w której wszystko ma swoją kolejność, więc nie mogę zgodzić się na samopas odpisy.

Kurisu
Haricotto
Ryu
Aymi
Fabu
Iwaru
Jirri
Kumitso
Kumitso
Liczba postów : 160

Polana - Page 4 Empty Re: Polana

on Sob Lis 25, 2017 2:18 pm
Wszystko się pomieszało, przez co cała ta sytuacja wydawała się być po prostu popierdolona. Skupiona uwaga na niej innych osób spowodowana niespodziewaną zmianą płci jeszcze bardziej ją drażniła. Słyszała szepty, śmiechy, czuła przeszywający ją wzrok kilku osób, przez co wybuch energii z jej ciała był jeszcze większy. Myśleli, że zamieniając ją w bezbronną dziewczynkę sprawią, że saiyanin się załamie? W bezbronną - chyba tylko oni tak myśleli. Nie znali jeszcze rasy saiyan i niedługo zapamiętają ich bardzo dobrze. Poznają siłę saiyanina idealnego.

Niestety nie udało się jej złapać dziewczyny, gdyż została ona niespodziewanie zaatakowana z góry ki blastami, które wybuchły przed jej twarzą, ale nie przewróciła się. Mocno zaparła się nogami o ziemię, w którą nieco się wbiła stopami i zakryła się przed atakiem rękoma, co jej niezbyt wiele dało. Po chwili stanęła prosto, a po zdaniu które usłyszała na jej twarzy pojawił się zimny wyraz. Nie można było w tej chwili wyczytać z jej twarzy żadnych emocji. Niby spoglądała na tę dwójkę, ale tak naprawdę patrzała chłodem przed siebie.
- Jeszcze nigdy nie byłam tak poważna. - Powiedziała cichym i kobiecym głosem do siebie. Nie obchodziło ją to, czy ktokolwiek ją usłyszał. Ruszyła jeszcze raz.

Jej umysł był lekko otumaniony. Możliwe, że przez całe te zdarzenie po prostu oszalała. Możliwe było też to, że to tylko stan po przemianie w super saiyanina, który trzymał ją cały czas. Nie wiedziała do końca co się dzieje. Widziała tylko garstkę ludzi, którzy zabierają się do walki.
Wszyscy będą teraz walczyć, ale to ja wygram. - Mówiła sobie w myślach. Wtedy nagle poczuła niedaleko siebie potężny wybuch, który mało co nie przewrócił ją na ziemię. Musiała mocno zaprzeć się nogami o ziemię, aby nie odleciała. Zwiększyła swoją złotą aurę, ale to też nie dawało nic więcej, gdyż była właśnie zdmuchiwana jak ogień ze świeczki. Kiedy wszystko nieco się uspokoiło zobaczyła Haricotto, który stał w środku błyskawic. Po chwili ruszył do walki, ale i tak nic nie widziała, bo był za szybki.
Onii-chan jest bardzo silny. Dlaczego ja nie mogę być taka silna? Stała i wpatrywała się w przecinające się powietrze i przebłyski, które pozostawały po ruchach jej braciszka. Stała wryta jak słup i... nie robiła zupełnie nic. Pomimo tego, że odleciała myślami kompletnie gdzie indziej to jednak bacznie uważała na siebie i nie dałaby się teraz zajść od tyłu, gdyż gdyby ktoś teraz tego spróbował, to Kurisu szybko by zareagowała i wymachnęłaby pięścią do tyłu w twarz wroga. Tylko... kto był teraz dla niej wrogiem? Jej umysł był przyciemniony i nie rozróżniała swojego przyjaciela od wroga. Z kim miała walczyć? Czuła dziwne przygnębienie, które pojawiło się znikąd. Było jej bardzo smutno. Czuła się nieco samotnie, lecz nie to spowodowało u niej taki smutek. Nie potrafiła teraz tego wyjaśnić, ale czuła, że jest w jakiś sposób powiązana z Haricotto i czuła, że jest mu w tej chwili bardzo przykro. Nie potrafiła sobie teraz tego wyjaśnić. Z jej myśli wybił ją krzyk. Rozejrzała się chłodnym wzrokiem wokół, a następnie spojrzała do góry. To ten changeling zaraz straci życie.
- A kogo obchodzi życie jakiegoś changelinga? Niech uratuje go jego uzurpator. - Odpowiedziała na zdanie, ale jakby mówiła to sama do siebie i tak samo nie obchodziło ją to, czy ktoś to usłyszał czy nie. Wtedy wolnym krokiem wyszła na sam środek okręgu, który otaczał wszystkich w postaci żołnierzy. Podniosła swoje pięści na wysokość swojego pasa i mocno je zacisnęła, a nosem wciągnęła głęboko powietrze. Skupiła w sobie całą swoją energię i zaczęła spowijać ją mocna, złota aura. Nagle gwałtownym ruchem podniosła swe ręce na wysokości twarzy i zamknęła swe oczy.
- TAIYOKEN! - Krzyknęła, a z jej dłoni wydostała się energia, która następnie zamieniła się potężne, oślepiające światło. Po chwili przystąpiła do ataku i ruszyła na pierwszego lepszego, który stał przed nią. Wyskoczyła do niego, aż się za nią kurzyło. W locie koncentrowała swoją KI w dłoniach. Wydawałoby się, że zaatakuje frontalnie, lecz w ostatnim momencie dzięki bukujutsu zrobiła przeskok nad kosmitą i kiedy była za jego plecami wtedy złączyła swoje dłonie i wystrzeliła w jego plecy energy wave'a tak mocno, ile tylko miała sił, aby to zrobić. Miała nadzieję, że nie odleciał od eksplozji energii. Jeśli odleciał, to zostawiła go już w spokoju i rzuciła się na następnego. Zaś jeśli nie, to też wykonała na niego szarżę i zaczęła bić go pięściami po twarzy. Łączyła swoje uderzenia wykonując kombosy, a następnie połączyła swoją serię razem z kopnięciami. Na końcu rzuciła się na niego swoimi nogami oplątując go nimi wokół szyi i zaczęła mocno ściskać przyduszając go w ten sposób. Ściskała go bardzo mocno ile tylko miała sił i robiła to tak długo, aż nie zemdlał. Jeśli jednak nie chciał zemdleć, to po chwili znowu przy użyciu bukujutsu zrobiła przewrót do tyłu razem z głową kosmity między jej nogami (lol xd) i wbiła jego banię w ziemię. Następnie złapała go za nogę. Biorąc mocne zamachy za siebie biła nim o podłoże, które za każdym razem coraz bardziej wgniatało się i niszczyło od uderzeń ciałem obcego o piach. Robiła to tak długo, aż przestał się ruszać, bądź ewentualnie jakoś się uwolnił. Spoglądała wtedy na wszystkich chłodnym wzrokiem.
- Jakim prawem macie czelność zakłócać spokój tej planety? - Powiedziała spokojnie, ale za chwilę wybuchła złością. Zaczęła krzyczeć, jej aura się powiększyła. Zbierała pozostałe siły w sobie, aby dokopać wszystkim, kto jej stanie na przeszkodzie. Po chwili była już skupiona na swojej energii i ruszyła w stronę następnego najszybciej, jak tylko potrafiła. Zrobiła to tak, aby mało kto mógł zobaczyć jej ruch. Za chwilę stała już za plecami obcego. Cały czas oświetlała ją złota aura.
- Ile jeszcze planet zniszczyliście w ten sposób, zanim do nas dotarliście? - Oczekiwała nagłych odpowiedzi. Jeśli jej nie otrzymała, to wymierzyła szybkie kopnięcie w plecy obcego, aby odleciał od niej na parę metrów i ewentualnie wbił się w skałę. Stała i oczekiwała na odpowiedź od kogokolwiek. Groza w niej stopniowo narastała, gdy zadawała pytania spokojnym głosem oraz z chłodną miną na twarzy, a zaraz wybuchała złością i nienawiścią.
Haricotto
Haricotto
Admin/Time Patrol
Liczba postów : 1944

Polana - Page 4 Empty Re: Polana

on Pon Lis 27, 2017 7:32 pm
Haricotto po uderzeniu, które zmieniło twarz Sakanina na miazgę, zatrzymał się i stanął w miejscu. Czuł żal, który ogarniał go zewsząd. Bolało go serce. Było zwyczajnie pęknięte, a z jego pęknięć parował czysty gniew. Odprowadził swojrzenie ciało przeciwnika, którego powalił jednym ciosem i kiedy to znikło z jego pola widzenia, odwrócił się w stronę kapitana Płaszczki, chcąc dobrać się również do niego. Niestety, przechwycił on Jirriego i mocno go trzymał, prawdopodobnie łamiąc i miażdżąc jego kości swoim uściskiem.
- Jirri! - krzyknął, chcąc ruszyć w jego stronę i czym prędzej mu pomóc.
Mimo ogarniając go złości, nie zachowywał się tak lekkomyślnie, jak ten, co przemienił się w kobietę. Haricotto przechodził już przez to i potrafił nad sobą zapanować w dość szybkim czasie.
- Wypuść go! Wypuść go i walcz jak mężczyzna, tchórzu! - wydarł się w stronę kapitana, chcąc go sprowokować i poruszyć jego honor, jeśli takowy posiada.
- Walcz ze mną jeden na jednego. - powiedział już spokojniej. Chciał też swoją gadką kupić trochę czasu Ryu i Aymi, by zdołali uciec, a zagadanie tego, który jest przywódcą, wydawało się być na tę chwilę dobrym pomysłem.

_________________
Polana - Page 4 Haricotto-Heaven
Ryu
Ryu
Maskotka
Liczba postów : 326

Polana - Page 4 Empty Re: Polana

on Wto Lis 28, 2017 6:33 pm
Ryu postanowił przemilczeć słowa Iwaru. Cóż, chłopakowi chyba nie przeszkadzał fakt, że przed chwilą Kurisu był mężczyzną. Zresztą, Ziemianin nadal nie mógł się przyzwyczaić do jego nowej postaci. No bo przecież, niecodziennie widzi się jak ktoś zmienia płeć po zjedzeniu jakiegoś tam ciasteczka. Potem oczywiście wydarzyło się to, czego nie trzeba było już opisywać. Wiadomo, transformacja w Super Saiyanina, potem druga, lecz przy tej drugiej chłopak ledwo utrzymał się na nogach, a potem został odrzucony na kilka metrów, a w dodatku jego nogi zostały wbite dość głęboko w trawę. Udało mu się jakoś wydostać dzięki umiejętności latania. Potem wojak w białym gi postanowił odlecieć, lecz został zatrzymany. Gdy leciał przed siebie, w mgnieniu oka pojawiło się przed nim kilku ryboludzi, którzy zagrodzili mu drogę i zaczęli kumulować energię w dłoniach. Postanowił natychmiast się wycofać i ruszyć w drugą stronę, lecz okazało się, iż ludzie Sharke całkowicie otoczyli naszych bohaterów, kumulując przy tym energię.
- Niech to szlag trafi… co teraz?
Nie mógł walczyć, nie chciał ryzykować tym, że Aymi mogłaby się stać krzywda, więc musiał uniknąć starcia za wszelką cenę. Był w zasadzie bezbronny. Nawet gdyby chciał, któregoś z nich zaatakować jakąś techniką energetyczną to nie mógł, ręce miał aktualnie zajęte. Próbował obmyślić jakiś plan, jednakże nie przyniosło to żadnego skutku. Parę sekund później brunet dostrzegł lecącego bio-androida imieniem Fabu w jego stronę. Po kilku chwilach wpadł na pewien pomysł, postanowił nieco wykorzystać jaszczura. Odleciał w lewy bok, aby wykonać unik, a gdy ogoniasty poleciał dalej, Ryu ruszył za nim. Ziemianin liczył, że gad wpadnie na jednego z ryboludzi, co pozwoliłoby naszemu bohaterowi uciec stąd. Chłopak miał nadzieję, że najeźdźcy nie spodziewają się takiej zagrywki, bo inaczej mógł zostać trafiony pociskiem energii. Zamierzał przelecieć nad Fabu i ryboludziem, gdyby wpadli na siebie.

[z/t]?
Aymi
Aymi
Liczba postów : 933

Polana - Page 4 Empty Re: Polana

on Wto Lis 28, 2017 9:10 pm
Sytuacja na polanie była napięta. Intencje rasy Sakana zostały odkryte i mieszkańcy Ziemi szykowali się do walki. Wszyscy poza jednym, w ręce którego złożona została nieprzytomna czerwonowłosa dziewczyna. Ów młodzieniec miał zabrać stąd poszkodowaną i zapewnić jej bezpieczeństwo, mimo że najchętniej zostałby tu i walczył wraz z innymi.
Mimo wszystko sprawa opuszczenia polany okazała się nie być taką prostą rzeczą. Przyczyną była grupa rybich żołnierzy, którzy otoczyli kręgiem obrońców Ziemi. Pojawił się także przywódca przybyszów, pochwyciwszy w swe żelazne łapska jednego z silniejszych wojowników - Jirriego. Ryu musiał znaleźć sposobność na bezpieczną ewakuację, co nie było łatwe. Gdy jednak zauważył kątem oka wyrzuconego w jego stronę Fabu, postanowił odrobinkę go w tym celu wykorzystać.
Szybko przemieścił się tak, by znaleźć się za lecącym jaszczurem, który w tej chwili stanowiłby idealny taran na wroga. Dodatkowo na korzyść zadziałać mogła wykorzystana przez Kurisu technika oślepiająca. Smok miał tylko jeden cel i zamierzał wykorzystać każdą sposobność do jego realizacji. Myślał tylko o tym, by wydostać się z potrzasku i jak najszybciej zanieść Aymi do Korina. Wzniósł się więc i odleciał, pozostawiając walczących za sobą.

[z/t]


Ostatnio zmieniony przez Aymi dnia Pią Gru 08, 2017 4:33 pm, w całości zmieniany 1 raz

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

avatar
Gość
Gość

Polana - Page 4 Empty Re: Polana

on Czw Lis 30, 2017 9:29 am
Ruszył wściekły na Sharke. Na istotę, która okłamała go, innych i zranił dziewczynę, która była dla niektórych ważna. To było już za dużo. Postanowił zakończyć to. Jeżeli by pokonał ich przywódcę to by się poddali i by był koniec tego wszystkiego.
Przeliczył się ze swoją siłą. Może nadal był wycieńczony? Albo jego teraźniejsza moc jeszcze nie wystarcza do równej walki z kimś takim, jak wyróżniający się rybolud.
Wykonywał pare uderzeń, ale On je sprawnie unikał. To dodawało frustracji do naszego Bohatera, który chciał go uderzyć raz, ale nie mógł. Ten który sprawił bólu tu zebranym był przed nim, a nie mógł mu nic zrobić.
Dostał w brzuch. Automatycznie się pochylił lekko do przodu i wolną ręką złapał się za miejsce w które został uderzony.
-Cholera….- Rzucił do siebie głośno. Spojrzał na swojego przeciwnika i zszokowany zobaczył, jak ten go złapał za rogi na głowie i wywalił jak najdalej od siebie. Tego się nie spodziewał. Nigdy by się nie spodziewał, że ktoś by złapał go za rogi i nim rzucił. A gdzie szacunek dla rogów?! A jak mu przez przypadek by wyrwał? To co wtedy? Nawet nie wie czy one odrastają. Szanujmy rogi.
Spojrzał kątem oka w która stronę leci. Nie obchodziło go teraz to co się działo wokół niego czy z jego przeciwnikiem. Widział, że leci na Ryu, który chciał zabrać zranioną dziewczynę z pola walki. Szlachetny czyn. Ale jak ON w nich uderzy to już nie będzie kolorowo.
-RYU! UNIK!- Ryknął na wszelki wypadek. Ale też zamierzał działać. Jeżeli leciał przy ziemi postanowił wbić swoje nogi oraz ogon w ziemie, by zatrzymać się i nie wpaść na nich. To była ostatnia rzecz którą by chciał Fabu zrobić. Jeszcze pogorszyć sytuację. Jeżeli nie miał takiej możliwości, to trzeba było się modlić, że Ziemianin w białym GI usłyszał dobrze ostrzeżenie i był na tyle sprawny, by uniknąć smoczy pocisk.
Kiedy uda mu się jakimś cudem zatrzymać to wtedy ogarnia całą sytuację. Byli okrążeni przez żołnierzy, którzy zbierali energię. Do tego ktoś chyba kogoś trzymał. Zakładnik. Spogląda na Ryu. Wiedział, że są w patowej sytuacji. Zakładnik. Przez niego nikt nie będzie mógł walczyć. Ale Ziemianin chciał uciec z dziewczyną. Z tym by może mógł pomóc. Jeżeli nadal będzie uciekał i coś zostanie w nich wystrzelone. To On skacze na pocisk zasłaniając się rękoma. Tylko tak w tej chwili pomoże. Nie może za bardzo atakować, bo jest zakładnik, ale może uda mu się dać szanse zabrania rannych.
Iwaru
Iwaru
Time Patrol
Liczba postów : 154

Polana - Page 4 Empty Re: Polana

on Sob Gru 02, 2017 6:32 pm
Iwaru trochę się przeliczył. Wystrzelił 4 promienie i został zablokowany przez 6 wrogich pocisków energetycznych. Mało tego, sytuacja na polu bitwy nie wyglądała na zbyt kolorową. Byli otoczeni przez wrogów, a wrogi generał - z którym nawiasem mówiąc Android chciał walczyć i który zapewne był od Iwaru znacznie silniejszy - pochwycił sojusznika. Biedny jaszczur... Jednak żołnierz Ruchu Oporu nie potrafił nic z tym zrobić. Oczywiście słyszał to całe ultimatum. Jedno życie w zamian za drugie, ale Iwaru wiedział, że tak to nie działa. Jeśli Saiyajin się podda, to jaszczurka i tak będzie martwa. No i w końcu facet, który został przemieniony w kobietę postanowił coś zrobić... Użył techniki, która miała oślepić prawdopodobnie przeciwników, ale sojusznikom też mogło się oberwać. Iwaru chciał instynktownie zamknąć oczy, by się jakoś przed tym obronić. Czy się udało? To się okaże w następnym odcinku... Haricotto postanowił wypowiedzieć prywatną bitwę liderowi armii wroga, ale Iwaru nie miał na to wpływu... Musiał zająć się własnym planem i innymi przeciwnikami. Nie można było bowiem brać pod uwagę tylko wrogiego Generała, bo zawsze zwyczajny żołdak może wbić Ci coś w tyłek.
"Yamcha, co Ty kuźwa odwalasz?"
W sumie Yamcha mógłby coś zrobić, a nie tylko robić gówno i gdzieś się ukrywać... No, ale Iwaru kontynuował swoje dzieło zniszczenia. Nie mógł jednocześnie skupić się na wszystkim, więc założył, że ktoś będzie ochraniał jego plecy (np. Yamcha, pls). Wyciągnął ręce przed siebie i skumulował energię, a następnie wystrzelił aż... 12 promieni (Accel Shot [Akuseru Shotto).
- Ja tak mogę cały dzień!
Wszystkie te promienie leciały w stronę wrogów, nad głowami Ryu i Fabu. Iwaru chciał im zapewnić wsparcie ogniowe i ochraniać ich. Oczywiście chłopak celował w przeciwników, ale jednocześnie bronił przyjaciół. Chciał też zniszczyć statek. Dlatego właśnie postanowił użyć swojej artylerii i niczym potężny krążownik bojowy wystrzelić salwę rakiet! Jednak uważał przy tym na to co się wokół niego dzieje. Jeśli trzeba było wykonać unik - zrobił to. Jeśli wróg się zbliżał zbyt szybko albo jego pociski już leciały - po prostu Android zredukował wtedy ilość własnych promieni i wypuścił technikę wcześniej.
Jirri
Jirri
Time Patrol
Liczba postów : 495

Polana - Page 4 Empty Re: Polana

on Pon Gru 04, 2017 8:23 pm
Walka rozgorzała na dobre. Jirri w miarę możliwości ogarniał wszystko wzrokiem. Działo się sporo, ale dla niego w większości w zwolnionym tempie, jako że był jednym z najszybszych wojowników w tym miejscu. Konkretniej - drugim najszybszym, chyba że grubas go pod tym względem przewyższał, ciężko określić. Supa Saiya-jin zmieniony w kobietę... Cóż, nie zrobił w sumie niczego. Jirri nawet nieco się uśmiechnął, gdy ten dostał kopniaka, który odrzucił go do tyłu. Ma gnojek za swoje. A uważał się za takiego dobrego. Haricotto-san... No właśnie. Jego moc była tak wielka, że scouter jaszczura wybuchł. W sumie dużo to nie znaczy, Jirri sam też by rozwalił swój scouterek swoją energią, ale to, co Supa Saiya-jin robił, przekraczało wszystkie ustawowe normy. Fakt, że rozsmarował Sakana-jina na podłożu jednym ciosem to nic takiego, ale jego szybkość... Nawet Jirri ledwo widział jego ruchy. Ledwo widział! Z jaką szybkością on musiał się poruszać? Niesamowite. Jak dobrze, że byli w jednej drużynie. Smok został bez problemu pokonany przez Sharke, który jednak nie dał rady uniknąć ataków changelinga. Został poszatkowany. Jirri niestety stracił na chwilę czujność. W tej jednej chwili poczuł, że na jego ciele zaciskają się tłuste ramiona. Tłuste i silne. Uścisk był na tyle mocny, że miecz wypadł jaszczurowi z ręki. Jasna cholera. Dał się tak podejść? Jak ostatni idiota. Polecieli w górę i grubas rzucił tę swoją mowę. Ech... Tymczasem Haricotto-san... Opowiedział się za changelingiem. Nie powiedział w sumie wiele, ale tyle wystarczyło. Jirri uśmiechnął się, a w jego oku zakręciła się łza. Pomyślał o tym, że ma zabić tego Saiya-jina... Nie da rady... Nie teraz... Czy kiedykolwiek? Czy będzie na tyle nieczuły... Spojrzał na grubasa tak bardzo, jak umiał. Brak powietrza w płucach tylko mu sprzyjał. Jest changelingiem, więc oddycha beztlenowo. Dało mu to jednak pretekst, do nabrania powietrza w usta. Trzymał je zamknięte za wszelką cenę, aby nie wypuścić powietrza, ale nawet nie próbował go wprowadzać do płuc. Zaczął ładować Iki Wo Hakifuki Tobasu. Jednocześnie rozpychał się rękami najbardziej, jak mógł, by nie zostać zgniecionym, gdy ładuje technikę. Gdy atak będzie gotowy, wypuszcza go (bonus z kontroli energii i +50 Ki), aby się uwolnić od grubasa, odwraca się, poprawia mu jeszcze z Kiai (również tak samo wzmocnione), aby odrzucić go jak najdalej, po czym leci szybko w stronę ziemi. Tam łapie za swój miecz, po czym mknie w stronę swojego przyjaciela. Haricotto-san potrzebował energii, w końcu stracił jej większość. Jirri zamierzał dotykiem przekazać mu jej tyle, by im obydwu starczyło do walki (1000 Ki, nie ma żadnej techniki do przekazywania tego, a mam Kontrolę Ki, więc to chyba nie powinien być problem). Następnie odwraca się. Nie zamierzał wchodzić w drogę przyjacielowi. Haricotto-san chciał sam walczyć, Jirri musiał jednak się przygotować do obrony. Niech Haricottto-san się nim zajmie, Jirri weźmie na siebie tych przydupasów.
- Haricotto-san... Dziękuję - powiedział do przyjaciela. Był mu naprawdę wdzięczny.
avatar
Gość
Gość

Polana - Page 4 Empty Re: Polana

on Pon Gru 04, 2017 11:48 pm
MG - SAGA


Słowa Kurisu, mówiące o tym, że Jirri powinien zginąć, bo właściwie ją to nie obchodzi dotarły do licznych uszu, chociaż do samego changelinga nie. Po tych słowach wydarzyło się coś fascynującego... Mianowicie, rozbłysło naprawdę ostre światło, które oślepiło wszystkich dookoła... Było silne. Pierwszy przeciwnik otrzymał silny cios w środek pleców, promień rzucił przypalone ciało daleko, daleko w dal. Pozostało 15 przeciwników. Kurisu rozwaliła właśnie jednego z tych, którzy przyprowadzili Aymi. Ruszyła na drugiego, gdy tylko pojawiła się za plecami przeciwnika, ten wykonał obrót o 180 stopni wbijając stoją stopę w twarz saiyanki, która zatoczyła się na nogach dobre 2 metry w bok.

- Nie rozumiesz saiyaninie co powiedziałem? - Zapytał chłodno kapitan statku zwiększając swój uścisk na jaszczurce, wszystkie zastane kości nieco strzyknęły, ale nic się nie złamało. Haricotto nie został oślepiony, stał plecami do Kurisu.

Ryu natomiast nie potrzebował Fabu by wydostać się z okręgu przeciwników. Lecący Fabu zatrzymał się 8 metrów przed okręgiem z ryboludzi, natomiast Ryu z Aymi na rękach udało się uciec, zanim wszyscy odzyskali wzrok. Fabu został oślepiony, i tylko jego ciało uchroniło Ryu i Aymi od tego - więc wiadomo, że nie robi nic prócz wyhamowania.

Iwaru również został oślepiony przez Kurisu, dlatego nie udało mu się wystrzelić 12 promieni, bo nie miał pojęcia, gdzie je wycelować. Yamcha natomiast się zmył, nie było po nim śladu.

Jirri miał plan, wspaniały plan. Jednakże to wszystko nie udało się. Uścisk był zbyt silny, by changeling mógł nabrać cokolwiek do ust, szczególnie tyle by móc stworzyć taką technikę, niestety. Rozpychanie się ramionami również było bezcelowe, jakby grubas w ogóle nie zwracał uwagi na jakąkolwiek próbę wiercenia się Jirriego.

Dopiero od tego postu wszyscy odzyskują wzrok. Oślepieni zostali: Fabu, Iwaru, Grubas, Żołnierze.
https://i.imgur.com/3ICUEbM.png
____________________________________
Kolejka dowolna.
Na polanie zostali:
Fabu, Iwaru, Haricotto, Jirri, Kurisu.

Zaktualizujcie swoje scoutery o ubytek energii, jeśli takowy zachodzi.
Haricotto
Haricotto
Admin/Time Patrol
Liczba postów : 1944

Polana - Page 4 Empty Re: Polana

on Sob Gru 09, 2017 6:16 pm
Haricotto usłyszał jak kości Jirriego strzelają. Dotarło to do jego uszu natychmiastowo, co sprawiło, że gniew w nim narastał jeszcze bardziej. Kurisu walczyła, aż w końcu oślepiła prawie wszystkich, którzy znajdowali się na polanie. Haricotto miał szczęście, tylko dlatego, że stał plecami do dziewczyny. W innym wypadku zostałby tak samo oślepiony i prawdopodobnie zabity. Nie ważył się odwrócić, wiedział, że gdy to zrobi, być może i on zostanie oślepiony ostatkiem blasku. Nie miał zamiaru się tak podłożyć. 
Widząc jak Jirri jest torturowany, w jego głowie pojawił się obraz sponiewieranej Aymi. Zacisnął swoje pięści tak mocno, że jego palce strzeliły, a stróżka bordowej krwi spłynęła po jednej i drugiej dłoni od wewnętrznej strony. Napiął swoje mięśnie, na których pojawiły się pulsujące żyły. Wyładowania elektryczne wokół jego ciała pojawiały się coraz częściej. Saiyanin patrzył w glebę, zaciskając mocno zęby i warcząc pod nosem.
- Ome... khhhh... Yurusane... khhh... Ore no Aymi... Ore no yūjin Jirri...* - mówił przez zaciśnięte zęby, a gniew w nim rósł coraz bardziej, do tego stopnia, że w końcu musiał eksplodować. Złota, błyskająca i szalejąca aura w towarzystwie wyładowań elektrycznych zwiększyła swoje rozmiary, nagle i niespodziewanie eksplodując i podnosząc piach i kamienie, które wystrzeliły we wszystkie strony.
- Okottazo... Ora honki no hontoni okottazo... Ora mo yurusanezoooo!!!** -

Polana - Page 4 I5f5zDm

Wyprostował się, uwalniając jeszcze więcej swojej energii, która sprawiła, że rozszalała aura szalała jeszcze bardziej. Grunt zaczął pękać pod jego nogami.
Rzucił złowieszcze spojrzenie na Kapitana, który ciągle torturował Jirriego, po czym odbił się natychmiastowo od powierzchni ziemi, zostawiając za sobą tumany kurzu i zniszczoną glebę. Na pełnej prędkości ruszył w stronę Kapitana i Jirriego, chcąc zatrzymać się przy nich, zamachnąć się i uderzyć tego pierwszego w kark tak mocno, żeby stracił jakiekolwiek panowanie nad swoim ciałem i wypuścił Changelinga ze swoich objęć. Liczył na to, że jego nowa moc i prędkość wystarczy, żeby Kapitana Sakanian nie zdążył zareagować.

*Ty... khhh... Nie wybaczę... khhh... Moja Aymi... Mój przyjaciel Jirri...
**Jestem wkurzony... Jestem naprawdę wkurzony... Sprawię, że za to zapłacisz!!!


Ostatnio zmieniony przez Haricotto dnia Nie Gru 10, 2017 12:05 am, w całości zmieniany 1 raz

_________________
Polana - Page 4 Haricotto-Heaven
Jirri
Jirri
Time Patrol
Liczba postów : 495

Polana - Page 4 Empty Re: Polana

on Sob Gru 09, 2017 9:48 pm
Plan się nie powiódł. W dodatku powód był banalny. Nie udało mu się wykonać wdechu. Cholera, grubas trzymał mocniej, niż się jaszczur spodziewał. Szkoda. Gdyby to się udało, to by chyba oszalał z radości. Tyle że nie wyszło. Trzeba było wymyślić coś innego i to najszybciej, jak się tylko da. Myśl, Jirri, myśl. Tymczasem walka trwała w najlepsze. Zmieniony w dziewczynę Supa Saiya-jin wreszcie zaczął coś robić. Co prawda niekoniecznie w sposób honorowy, ale Jirri ani trochę tego nie potępiał. Wręcz przeciwnie. W walce takiej jak ta, umiejętność ataku z zaskoczenia godna jest pochwały, bo świadczy przede wszystkim o umiejętności myślenia. To się chwali. Wykorzystał jakąś technikę polegającą na oślepieniu. Dzięki temu Ryu-san i Aymi-chan dali radę uciec. Dzięki Bogu. Czerwony smok nadal gdzieś tam sobie siedział, ale ani on, ani ten gość w kapturze nic wielkiego w tym momencie nie zrobili. Także Haricotto-san wiele nie zdziałał tym, co powiedział. Cóż, grubas nie miał honoru. Takich to trzeba się bać najbardziej. Nagle jaszczur poczuł, jak jego kości trzeszczą. Nie sprawiło to w sumie żadnych obrażeń, ale bolało. Oj tak. Z gardła changelinga wydał się jęk. Nie krzyk. Czuł już gorszy ból. Jak by nie patrzeć kiedyś już miał przebijane barki, a dwa razy podczas transformacji jego kości łamały się i zrastały z powrotem. Niemniej jednak nie było to przyjemne uczucie. Nie dał sobie tym przyćmić umysłu. Gwizdnięcie nie wyszło, trudno, próbujemy inaczej. Zaczął kumulować ki w palcu wskazującym, którym stara się nacelować na grubasa. Nie powinno to być trudne, w końcu wystarczy tylko trochę wychylić palec za siebie. Oczywiście była to technika Renzoku Finaga Burittsu. Zamierzał wystrzelić dwa pociski, wzmocnione kontrolą ki (a także +50 Ki do obydwu). Zaczął już to przygotowywać, gdy Haricotto-san znów się odezwał. To, co powiedział, wprawiło jaszczura w krótkie osłupienie, choć nie przestawał ładować techniki. "Mój przyjaciel Jirri". W jednej chwili wstąpiły w niego nowe siły. Gotów był wystrzelić w każdej chwili, gdy nagle jego przyjaciel zaszarżował na generała. Cholera. To nie wydawało się dobrą opcją. W końcu gruby miał tym sposobem niezłą możliwość reakcji. Taki frontalny atak można łatwo uniknąć, jeśli jest się na podobnym poziomie, a ten grubas na takiego wyglądał. Trzeba tu elementu zaskoczenia. Jirri wystrzeliwuje dwa pociski z palca, po czym... Stara się złapać ogonem za nogę grubego gnoja. Może i changeling był słabszy, ale niespodziewany atak może dużo zdziałać. Trzyma tak, aż Haricotto-san nie uderzy. Gdy to się stanie, szybko kładzie rękę na ramieniu przyjaciela.
- Dziękuję - mówi i przekazuje mu część energii (1000 Ki).
Następnie leci szybko po miecz. Trzeba w końcu zacząć zabijać, bo ten Sharke, to trochę mało. Gdy już złapie miecz, gotów jest na ewentualny zamach, w celu obrony przed ewentualnym ciosem grubasa. A jeśli to atak Ki? Cóż, wtedy próbuje go jakoś ominąć.
Czy tym razem plan wypali?

OOC:
Lapek, ten Sharke na twoim obrazku, to rozumiem, że martwy jest? Poszatkowany?
Kumitso
Kumitso
Liczba postów : 160

Polana - Page 4 Empty Re: Polana

on Nie Gru 10, 2017 12:39 am
Udało się. Kiedy jeden z żołnierzy oberwał i odleciał od fali energetycznej, na jej twarzy pojawił się uśmiech. Nie był on jednak przyjemny ani miły. Po prostu było jej wesoło z tego powodu, że jeden pionek odpadł z gry. Znowu zaczęła tonąć w swojej mocy. Przestała uważać, przez co po chwili otrzymała kopniaka w twarz, który wygiął ją w drugą stronę. Zachwiała się i zrobiła kilka kroków do tyłu, ale nie dała się wywrócić. Twardo stała. Była odwrócona głową mocno do tyłu i musiała użyć trochę siły, aby wyprostować się ponownie. Na jej twarzy nie znikał uśmiech. Była cały czas usatysfakcjonowana tym. Jednak z jej nosa leciała krew, ale zaraz wytarła ją z twarzy o nadgarstek oraz splunęła krwią na bok. Następnie szyderczo pokazała palcem na kolejnego żołnierzyka.
- Ty będziesz następny.
Po chwili jednak coś się wydarzyło. Z tym changelingiem zrobiło się niezłe zamieszanie, a Haricotto wcale nie zamierzał sobie odpuścić. Nie rozumiała tego. Dlaczego ten changeling jest dla niego taki ważny? Przecież to jego naturalny wróg.
- Nie daj się omamić, Haricotto. Stworzeniom takim jak oni zależy tylko na jednym, a oni nawet nam nie powiedzieli po co im jest nasza energia. - Odwróciła się do swojego braciszka i chciała mu wytłumaczyć, żeby nie robił głupstw. Po tym zdaniu odwróciła się w stronę jednego z żołnierzy i postanowiła do niego podejść twardymi krokami. Jej ręce były mocno napięte a aura nieco się wzmocniła. Na jej twarzy pojawił się nieco psychiczny wyraz twarzy.
- Jestem tego cholernie ciekawa.
Jednak zanim cokolwiek zrobiła nastąpił potężny wybuch energii. Pojawił się mocny wiatr, potem ziemia zaczęła się zapadać pod jej nogami i wystrzeliwać w różne strony. Przypomniało jej się wtedy coś.
- Lawina... - Powiedziała cicho do siebie. Spędziła tam sporo czasu na treningach i dobrze pamiętała jak może wykorzystać tą sytuację. Czekała tylko, aż większy kawał ziemi zacznie na nią spadać, wtedy odbiła go nogą w stronę żołnierzy rozwalając go na mniejsze kawałki ziemi oraz kurzu i pyłu. Zrobiła to tak specjalnie, aby z tej jednej strony nie było nic widać. Kamień odbiła z dosyć mocną siłą, więc samo trafienie takim odłamem powinno zadać nie lada ból. Ruszyła. Zmierzała w ich stronę próbując wyrównać swoją prędkość z prędkością lecących odłamów ziemi. Gdy była już pewną odległość od wroga zaczęła skakać na bok zmieniając swoją pozycję. Chciała ukryć się  jak najbardziej tylko potrafi. Kiedy była już minimalnie przed wrogiem, wtedy schowała się za jeden z odłamów, który leciał na bok, a nie wprost na wroga. W momencie, kiedy już lotem ze skałą mijała bokiem swojego wroga wtedy wyskoczyła prosto na niego i z całej siły zadała mu uderzenie pięścią w twarz (podobnie jak tutaj). Jeśli całe te starania jej się udały to kontynuowała swoją serię ciosów skierowując wszystkie ciosy w głowię lub tors. Zaczęła zadawać je coraz szybciej i szybciej nie dając sobie chwili wytchnienia. Miała zamiar robić to tak długo, aż przeciwnik nie padnie lub po prostu do momentu, aż się zmęczy i zacznie popełniać błędy. Wtedy odskoczy do tyłu i przejdzie do pozycji obronnej, aby znowu nie oberwać od kogoś. Zaczęła zastanawiać się również nad kolejnymi krokami, ale nie było ich zbyt wiele. Szkoda, że numer z taiyokenem nie przejdzie drugi raz.
avatar
Gość
Gość

Polana - Page 4 Empty Re: Polana

on Wto Gru 12, 2017 7:52 pm
„Niech Zeus trzaśnie tego co oślepia lecące Jaszczury w ziemianina oraz małpią dziewczynę”

Fabu, bo tak ten wspomniany jaszczur ma na imię, został oślepiony podczas szybowania w stronę swoich towarzyszy, którzy próbowali uciec.
-Moje oczy!- Ryknął z bólem, przykładając swe dłonie do oczu. Przez ten ból oraz zdezorientowanie nie udało mu się wykonać planu, który miał za zadanie go zatrzymać i pomóc Ryu w uciecze z ranną dziewczyną. A to przez pewną osobę, która bawi się w Apollo.
Zatrzymał się. Nadal czuł ból, czuł oszołomienie jego jednego ze zmysłów poznania. To było najgorsze uczucie jakie mógł poczuć, czyli stracić na chwilę zmysł wzroku. Uczucia które z tym mogło się kojarzyć to jest z bólem dwóch otworów oraz zagubienie się w ciemności w piwnicy sąsiada pedofila.
-Wróg mnie oślepił?!- Ustawił się w pozycji obronnej. Nawet wystawił swe ręce do bloku, a swoje oczy zmusił do otwarcia i przystosowania się do bólu, by móc chociaż coś zobaczyć. Jeżeli jakiś atak by miał nadejść, to lepiej go zobaczyć i spróbować coś z tym zrobić, czyż nie?
Kiedy tylko uda mu się coś zobaczyć, to próbuje uniknąć bądź zablokować ataku nieprzyjaciół. A jeżeli nic takiego nie nadejdzie, to próbuje bardzo szybko się rozeznać w sytuacji. Wojownik w białym Gi, który uciekał z ranną dziewczyną już się oddalał od pola bitwy. Reszta zaczęła walczyć i ratować innego osobnika, który jest w objęciach puszystego Kapitana ryboludzi.
~Nie będę tutaj grał pierwszych skrzypiec, jeszcze nie jestem na to gotowy…~ Rzucił do siebie w głowie Czerwony Smok, który zrozumiał całą tą sytuację.
-ALE NIE BĘDĘ SIEDZIAŁ BEZCZYNNIE!- Ryknął i wybijając się w stronę najbliższego przeciwnika. Czyli jednego z podwładnych, który jak reszta okrąża pola walki. Jego plan był prosty. Jeżeli nie ma na tyle siły , by pomóc reszcie w walce z „głównym” złym, to chociaż spróbuje rozwalić płotki, a potem może pojawi się okazja by im pomóc.
Przez swój ryk, który mógł zaalarmować jego przeciwników, wiedział, że podczas swojej szarży będzie musiał wymijać ataki, które mogą w niego lecieć. Przez wcześniejszy błysk, który go zdezorientował może być trudne, ale postanowił działać. Jeżeli dostanie, to nadal będzie szarżował i próbował wykonać serię uderzeń, kopnięć, a nawet uderzeń ogonem, by pokonać pierwszego przeciwnika! I uwaga! Pokonać! Nie zabijać! Może go zdradzili, oszukali, poranili wiele osób, ale to nie znaczy, że muszą tracić życie. Wystarczy ich wyłączyć z walki. Po pierwszym przeciwniku, jak uda mu się go wywalić z rozgrywki to leci do następnego. Musi jak najszybciej spróbować zmniejszyć liczbę przeciwników, by Człowiek który jest Mistrzem Ryu i reszta walczących mogła wygrać bitwę.
avatar
Gość
Gość

Polana - Page 4 Empty Re: Polana

on Sro Gru 13, 2017 9:10 pm
MG - SAGA


Pełna moc super saiyanina formy drugiej została ujawniona. Każdy saiyanin, który osiągnąłby tą formę, musiałby naprawdę przyłożyć się do tego, aby ssj2 opanować w takim stopniu, że można by wykorzystać odpowiednio jej pełny potencjał, jednakże w tym przypadku było inaczej. Haricotto wybuchł pełną mocą, jedynie dzięki ogromnej wściekłości, która kierowała jego ciałem. Wystrzelił jak z procy, praktycznie nikt nie zauważył jego ciała, jakby się teleportował i nagle zauważyli błysk i poczuli podmuch wiatru od pojedynczego uderzenia Haricotta. Tylko Jirri mógł z ogromnym trudem dostrzec znikającą i pojawiającą się co 5 metrów postać swojego kumpla. Kapitan Sakanów wystawił tylko swoje kły na lecącą postać saiyanina i przyjął uderzenie w kark. Jego oczy wyszły nieco z oczodołów, jego usta wypluły nieco śliny, jednakże objęcie na ciele nie osłabło. Lecieli teraz w dół, lecz szybko tor został wyrównany, a ciało changelinga poczuło pękające kości swojego ciała, po czym zostało upuszczone w dół, na ziemię... Oczy Jirriego zaszły mgłą, jego białka pokrywały prawie całe oczy, a tęczówki były prawie niewidoczne. Obrażenia były spore. Obie ręce w przedramieniu były złamane, wszystkie żebra pęknięte, łokcie nieco wyszły ze stawów, co uniemożliwiało jakikolwiek kontrolowany ruch rękoma, a jakby tego było mało Jirri czuł, że nie może prawie oddychać.
- Widzisz co zrobiłeś? Straciłeś przyjaciela. - Rzucił grubas masując swój kark.

Ogromny głaz nie pokazał się, nie było to aż tak radykalne, dlatego Kurisu nie zdołała ani wyrzucić takiego w kierunku wrogów, ani lecieć za kawałkami by móc przeprowadzić taką akcję, dlatego w tej chwili znajdowała się w tym samym miejscu co wcześniej.

Kapitan Oceano dał znać gestem ręki, a wtedy wszyscy żołnierze zaczęli lecieć w kierunku statku. Jeden z tych żołnierzy, ostatni z lecących został zatrzymany przez Fabu, który z impetem wbił się w niego rogiem swojego ciała dziurawiąc go, następnie oddał serię niepotrzebnych ciosów zabijając trupa i oczekiwał dalszego obrotu spraw.

Iwaru natomiast zastanawiał się co począć, czy pomóc, uciekać i czy to nadal leży w jego misji...
____
kolejność nadal dowolna.
Sponsored content

Polana - Page 4 Empty Re: Polana

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach