Rzeka

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Rzeka

Pisanie by Admin on Sob Gru 05, 2015 1:56 pm

First topic message reminder :

Rzeka przepływająca przez boże królestwo. Jest ona także wodopojem dla zwierząt, jakie zamieszkują te tereny, a także domem dla podwodnych istot.
Często można tutaj spotkać przedstawicieli rasy Kaioshin, którzy akurat zażywają odpoczynku lub po prostu postanowili wybrać się na ryby i mile spędzić czas.
avatar

Admin
No.1 Whis' Fanboy

Liczba postów : 300

http://dbanotheruniverse.forumpolish.com

Powrót do góry Go down


Re: Rzeka

Pisanie by Shiro on Wto Sty 31, 2017 8:38 pm

Shiro ogarnął strach. Teraz chyba na poważnie będzie mógł umrzeć. Większość jego ataków zakończyła się fiaskiem, najprawdopodobniej złamał rękę, a wzniesiony w powietrze przeciwnik właśnie szykował kończącą technikę. Białowłosy usłyszał wybuch, lecz nie poczuł większego bólu niż dotychczas. Otworzył oczy. Już miał zakończyć się jego nędzny żywot, kiedy nagle jaszczur zmienił zdanie i stwierdził, że sam sobie umrze. Wszędzie na podłodze leżały kawałki jego ciała i zbroi. Przepysznie. Podniósł się na prawym ramieniu by wstać. Czuł spory ból w lewej ręce, jednak bardziej od tego przeszkadzał fakt, iż ta zwisała bezwiednie i nie mógł nią ruszać. Także używanie jej w walce nie wchodziło w grę, lecz dodatkowo przeszkadzało to, że dyndając mogła przeszkadzać przy kolejnym pojedynku. Zmaterializował w prawicy lekką szarfę z materiału i przełożył ją sobie przez bark, następnie ostrożnie kładąc na niej złamaną kończynę, bezpiecznie zgiętą w kącie prostym. Bolało przy tym jak diabli, ale nie mógł zostawić jej zwisającej.
Otoczony został dziwnym ciemnym gazem, toteż pospieszył do wejścia na pokład. W wejściu na statek do ściany umocowana była mapa całego pojazdu. Zlustrował ją i poszukał najszybszego dojścia do centrum dowodzenia statku, by rozpocząć negocjacje z dowódcą. Gdy już ustalił trasę, ruszył pospiesznie do Bamidiego.
avatar

Shiro
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 275

http://www.strawpoll.me/12564308

Powrót do góry Go down

Re: Rzeka

Pisanie by Shin on Czw Lut 02, 2017 12:19 am

MG


Shiro szedł ciemnymi korytarzami bazy Bamidiego. Było tu dość... Ponuro. Doskwierał mu ból, ale przynajmniej ręka mu aż tak nie przeszkadzała. Doszedł do sterowni w jakieś pięć minut. Nawet jeśli była tu jakaś ochrona, to najwyraźniej nie chcieli ujawniać się Shiro po tym, co widzieli przedtem. A raczej czego nie widzieli, bo trudno byłoby przypuszczać, że któryś coś widział. Shiro był za szybki. I już o tym mówiliśmy, prawda? No ale czymś musimy zapełnić te posty, inaczej ci z góry są źli.
Gdy Bożek wszedł do centrum dowodzenia, mógł podziwiać piękny pokój. Był szeroki na co najmniej 10 metrów w każdą stronę, i miało sufit 5 metrów nad ziemią. Zwisały z niego pięknie zdobione lampy, każda świecąca innym światłem. Ściany były białe, chyba marmurowe, z pięknymi rzeźbieniami. Podłoga była czarna, grafitowa. Gospodarz siedział w wygodnym fotelu, na pewno skórzanym, przed którym wisiała w powietrzu konsola-hologram, sterująca całym statkiem. Bamidi się nie patyczkował. Zeskoczył ze swojego siedziska, gdyż był na nie za mały, jego nóżki śmiesznie zwisały do połowy długości. Machnął w stronę Shiro ręką, a ten mógł poczuć, że odpływa.
-Baparapapa!

Shiro dryfował. Dryfował w pustce, ciemnej, zimnej pustce. Jednak nie czuł nic. Czarnoksiężnik wyłączył jego umysł. Odciął jego wspomnienia i uczucia. Tylko naprawdę silny bodziec mógłby go wybudzić. Myśl o kimś... O jakimś wydarzeniu... O kimś kto mu naprawdę zaimponował... O bardzo ważnej chwili w swoim życiu.

-Khe khe khe. Szykuj się na śmierć z rąk kuzyna wielkiego Babidiego, Bamidiego!
Bamidi poszedł za fotel, i wyjął z niego miecz w pochwie. Była ona udekorowana zrobionymi z metalu zielonymi liśćmi laurowymi, które ciągnęły się przez całą jej długość. A ta była dość spora. Klinga miecza musiała mieć co najmniej metr, może nawet metr dwadzieścia. Bamidi z trudem go wyciągnął. I tu była ciekawsza część. Piękna, wypolerowana klinga. Rękojeść w kształcie dwóch smoków odwróconych w dwie różne strony i wygrawerowany na klindze napis "Śmierć wrogom, Pomoc przyjaciołom.". Piękno samo w sobie.
Pokurcz szedł w stronę stojącego jak kołek Shiro i ciągnął za sobą miecz. Shinjin miał mało czasu.


Ostatnio zmieniony przez Shin dnia Czw Lut 02, 2017 11:52 pm, w całości zmieniany 2 razy
avatar

Shin

Liczba postów : 409

Powrót do góry Go down

Re: Rzeka

Pisanie by Shiro on Czw Lut 02, 2017 11:16 pm

Niewiele czasu zajęło mu dojście do centrum dowodzenia. W środku statek zdawał się być mniejszy niż na zewnątrz. Co ciekawe, nie przeszkodził mu po drodze żaden żołnierz, a przecież takowi musieli się tu gdzieś znajdywać, przecież jakieś niedobitki tu uciekły, gdy wciągnięty w wir walki zabijał je jeden po drugim. Znalazłszy się w samym pomieszczeniu docelowym, niemal oniemiał. Wielka zdobiona hala, której nie powstydziłby się sam Dai Kaioshin. Teraz już wiedział, dlaczego statek zajmował tyle miejsca. Przywódca tychże zabawnych kosmicznych piratów widocznie lubił się pławić w luksusach. Shiro stwierdził, że w taki sposób musi zagospodarować kiedyś pokój w swoim umyśle. Wspomniany herszt musiał siedzieć na tamtym odległym fotelu, umiejscowionym tuż przed panelem pełniącym funkcję całego kokpitu. Bez słowa powoli postąpił kilka kroków w jego stronę. Teraz miało się wszystko rozstrzygnąć. Teraz załatwi sprawę najeźdźców i wróci w spokoju potrenować samemu w lesie. Albo umrze i będzie trenować z upokarzającą aureolką na głowie, kto wie. Zanim wojownik zaczął jakikolwiek temat, czy chociaż dał jakikolwiek znak, kapitan, który okazał się być śmiesznym kurduplem, podobnie jak jego podwładni, zeskoczył z siedziska i wypowiedział jakieś niezrozumiałe słowa. Mogła to być jakaś fraza w jego ojczystym języku, bądź też nazwa techniki, którą właśnie wykonywał, wedle dziwnego zwyczaju krzyczenia tytułu właśnie wykonywanego ataku. Może wyglądał słabo, ale skoro przewodził tej grupie, musiał znać jakieś sztuczki. Ostrożny młodzieniec szybko przyjął pozycję bojową ze zdrową ręką spiętą i wystawioną ku górze, by odbić ewentualną ofensywę, lecz nic to nie dało. Zachwiał się. Poczuł się dziwnie, jakby zaraz miał zasnąć, odpłynąć. Stracić przytomność.
...
Znajdował się... w dosłownie niczym. Zewsząd otaczała go ciemność, otchłań, pustka. Nie było nawet podłoża, lewitował. Niezliczone powierzchnie otwartej przestrzeni, wypełnionej ciemnością. Nie czuł nic, poza lekkim chłodem muskającym jego blade lico. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Kiedy na codzień można było z niej wyczytać pozorną niechęć i znudzenie, teraz nie malowało się na niej nic. Patrzył nieobecnie w dal, bez nadziei, bez jakiejkolwiek motywacji. Była tylko pustka. Niemająca granic, rozległa pustka, w której zostawiony został z otaczającą go samotnością. Pomimo, że znajdował się na nieograniczonych pustkowiach, zdawał się być uwięziony. Nie chciał tu przebywać, ale co miał zrobić? Nie wiedział jak się tu znalazł, nie był w stanie nawet zastanawiać się nad tym. Gdyby tylko mógł stawić opór, wyłamać się z barier, sprzeciwić się losowi, jak... Właśnie. Jak kto? Nie miał swoich wspomnień, nie miał pojęcia, kto ma na tyle siły, by powiedzieć nie, by pójść w inną stronę, by rozerwać łańcuchy i nie dać sobie niczego dyktować. Nie wiedział, kto mógł rzucić wszystko, byleby tyko się wyłamać, kto mógł być słaby, lecz na tyle silny, by stawić opór. Kto mógł być nic nieznaczącym pionkiem w wielkiej otchłani wszechświata, który mimo wszystko wybrał własną drogę, by nie dać sobą pomiatać i uczynić swój byt takim, jaki on sam zapragnie mieć? Kto mógł być Shinem? Zaraz... Shinem? Jak mu to imię nagle wpadło do głowy, dlaczego skojarzyło mu się ono z buntem? Oderwał się nagle od tępego patrzenia w dal i spojrzał na swoje ręce (w innym wymiarze raczej nie miał złamania). Shin był chyba inną istotą, podobną jemu. Humanoidalną, lecz wyższą, bardziej znaczącą. Bogiem? Może. Ale dlaczego pamiętał akurat jego, kiedy poza nim była tylko pustka? Bunt. Tego chciał. Może Shin... No tak! To ten irytujący, lizusowaty, egoistyczny koleś z przydługim irokezem, który nabrał jaj dopiero na granicy życia i śmierci! Tak, ten to potrafił postawić na swoim. Nie podobały mu się reguły królestwa Shinjinów, więc rzucił je, obierając swoją nową ścieżkę. Może była głupia, gdyż Makaioshini dążyli do samozagłady, ale on dobrze wiedział czego chciał. I do tego dążył. On też chciał tak móc... Nie. On też tak mógł. On też będzie kowalem własnego losu. On też wyrwie się z łańcuchów, by sam niezależnie władać sobą. I może nigdy nie będzie, jak Shin, bo nie chce być jak on, ale tak samo będzie sam decydował o swoim losie. On sam napisze swoją historię i on sam zadecyduje, kiedy skończy w otchłani!
Jego emocje wybuchły. Czerń pękła, rozbiła się niczym szkło. Otaczała go jego boska aura. Spojrzał na karła, który przed chwilą spróbował mu zagrozić. W jego spojrzeniu było coś w rodzaju cichej wściekłości. Pozorny spokój, lecz z zabójczym błyskiem.
- Nie - powiedział spokojnie, lecz jakoś inaczej. Jego głos nadal był cichy i stonowany. Lecz tym razem był bardzo zdecydowany.
Coś u niziołka przykuło jego uwagę. W dłoni trzymał miecz. Pięknie rzeźbiony, starannie kuty i elegancki miecz. Nie zamierzał już dłużej negocjować. Ugiął nogi dla lepszego wyskoku i wystrzelił w jego stronę. Gdy znalazł się tuż przy nim, dynamicznym ruchem pochwycił jego broń, chcąc mu ją wyrwać, a następne kopnąć go kolanem w brzuch. W przypadku powodzenia próby odebrania oręża, zamachnął się szybko w lewą stronę, by zatoczyć nim koło nad głową i ciąć skośnie z prawej strony. To powinno wystarczyć, by uśmiercić kurdupla, lecz na wszelki wypadek, wykorzystując niezahamowany pęd miecza, obrócił się i wykończył czarownika wysokim kopnięciem. Jeśli natomiast  nie udało mu się zdobyć upragnionej szpady, nie hamował ręki i uderzył go w twarz. Później jednak cofnął ramię i uderzył go w drugą część facjaty łokciem, by w podskoczyć i dzięki szybkiemu ruchowi bioder ponownie odrzucić go kopnięciem lewą nogą. Wyciągnął zdrową rękę w jego stronę, skumulował w niej energię i wystrzelił z niej dla pewności Ki Blasta. Potem podszedł do (miał nadzieję) nieżywego i wyciągnął broń z jego truchła. Powędrował do tych samych wrót, którymi tu wparował. W wyjściu odwrócił się jeszcze, by splunąć na podłoże, na którym przyszło mu walczyć. Z nowym przyjacielem w prawej dłoni wyszedł z sali dowodzenia.

It's my liiife and it's now or never! I ain't gonna live forever!
avatar

Shiro
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 275

http://www.strawpoll.me/12564308

Powrót do góry Go down

Re: Rzeka

Pisanie by Shin on Pią Lut 03, 2017 12:05 am

MG

Shiro odnalazł je. Słowo klucz. Imię jego byłego tymczasowego druha przełamało czar(<3). Obudził się. Bamidi nie spodziewał się tego w najmniejszym stopniu, więc Shiro bez problemowo zabrał mu oręż, ściął mu łeb i jeszcze go odkopał od reszty ciała pod odległą ścianę. Przy okazji naruszył sobie trochę lewą rękę, ale to nic nie szkodzi. Podniósł pochwę od miecza, wsadził w nią swoją nową zabawkę i wyszedł z bazy czarnoksiężnika. Zdążył odejść chyba z 50 metrów, gdy nagle pojawiła się znajoma sylwetka. Był to Kaikon. Stał, z posępnie opuszczoną głową.
-Ehh... Już drugi z moich uczniów okazał się klapą. Shin przynajmniej przeszedł test. Ale ty? Wymordowałeś mnóstwo stworzeń jednego dnia. Nawet on się czegoś takiego nie dopuścił. Wstyd mi za ciebie.
Kaikon wyprostował się. Spoważniał na twarzy.
-Shiro, oblałeś najważniejszy test w swoim życiu. Test na to, czy wart jesteś bycia Kaioshinem. Ale to nie koniec. Pokazałeś, że nie jesteś godzien bycia Shinjinem, który mieszka w naszym królestwie!
Kaikon machnął ręką, i kolczyki Shiro zniknęły.
-Ja, Kaikon... Wypędzam cię, Shiro. Odejdziesz pokutować na planetę... Namek!
Za Shiro pojawił się portal, który zaczął go do siebie wciągać. Nie oprze się temu.
-Odejdziesz, póki nie odkupisz swych grzechów, w innym wypadku nigdy nie wrócisz!
I Shiro wpadł w portal. I tyle zostało z wielkiej walki Boga i Czarnoksiężnika. Kaikon tylko machnął ręką i usunął całą tą szopkę ze statkiem kosmicznym. Wszystko to stworzyła zachodnia Kaioshinka, by przetestować Shiro tak jak Shina... Efekty już znamy.

Koniec Przygody

________
Shiro z/t Jezioro
avatar

Shin

Liczba postów : 409

Powrót do góry Go down

Re: Rzeka

Pisanie by Shiro on Nie Lip 30, 2017 2:29 am

Shiro leciał ponad lasami, dolinami, górami i innymi wspaniałymi okazałościami królestwa Kaioshin. Ach, dawno nie widział tych krajobrazów. Nie znał wiele planet tak barwnych i malowniczych jak właśnie ta jego rodzima. Teraz zdawała się być jeszcze piękniejsza, kiedy odzyskał twarz i mógł z czystym sercem pracować ku chwale wspaniałej boskiej rasy. Jednak do tego musiał się wzmocnić. Ostatnio poczynił znaczne postępy, jednak czy na pewno wystarczające? Na pewno nie. W końcu zawsze był słabszy od reszty Shinjinów.
Szybując pośród chmur upatrzył sobie płynącą wartko rzekę, która w jednym punkcie spadała nagle, formując coś w deseń wodospadu. Ach, pamiętał to miejsce. To tutaj Kaikon nauczył go posługiwać się swoją energią i to tutaj wykonał pierwsze zadanie dla niego. Ech, wykonał to za dużo powiedziane. Ale co się stało to się nie ostatnie. Swoją twarz już oczyścił i mógł zapomnieć o tamtym wybryku. Wylądował przed pluskającym strumieniem, zrzucił płaszcz i zajął się treningiem.
avatar

Shiro
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 275

http://www.strawpoll.me/12564308

Powrót do góry Go down

Re: Rzeka

Pisanie by Shiro on Pon Lip 31, 2017 2:47 am

KONIEC TRENINGU
Pot lał się z Shiro już nie strumieniami, a niewielkimi wodospadzikami ułożonymi jeden na drugim. Żyły na jego ciele były tak doskonale widoczne, że tworzyły siatkę podobną do tej na stroju spidermana. Zazwyczaj unoszące się nieco włosy przemokły tak bardzo, że spadały pionowo w dół, zasłaniając wykończonemu Shinjinowi twarz. Dokończył ostatnią serię wyciśnięć na klatę. Padł na ziemię. Cały sprzęt treningowy dookoła niego wyparował w powietrzu.
Plecy leżącego na brzuchu wojownika unosiły i opadały przy każdym wdechu i wydechu się niczym napompowywany materac. Miał dość. Z trudem doczołgał się do płynącej wartkim nurtem rzeki, by obmyć się z cuchnącego na kilometr potu. W wodzie odpoczął nieco. Spojrzał w niebo. Cieszył się, że wrócił do łask bogów, jednak w głębi duszy coś w nich go niepokoiło. Ta pusta, otępiała twarz Shina bez jakiegokolwiek wyrazu... Czy Kaioshini na pewno byli tacy święci, jak mu się dotąd zdawało?
avatar

Shiro
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 275

http://www.strawpoll.me/12564308

Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach