Ogrody zamkowe

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Ogrody zamkowe

Pisanie by Admin on Sro Lis 08, 2017 9:05 pm

Jedyne miejsce na planecie Widmo, gdzie rośnie roślinność a niebo jest przejrzyste jak łza. Wyglądem przypomina naturę z Ziemi, jednakże trawa, krzewy i drzewa są koloru czerwonego, a niebo połyskuję złotym kolorem. Specjalnie wykonany na rozkaz Beliala. Jest na tyle duży, że spokojnie można nazywać go parkiem. Znajduje się tutaj nawet fontanna, w której dla odmiany nie płynie czerwona woda, a ta zwyczajna w najczystszej postaci. Gdzieniegdzie porozstawiane są ławki, a także specjalne parasole, by uchronić się przed grzejącym słońcem.
avatar

Admin
No.1 Whis' Fanboy

Liczba postów : 334

http://dbanotheruniverse.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Ogrody zamkowe

Pisanie by Honoberuto on Sro Lis 08, 2017 10:05 pm

Czy było to przemieszczenie z niewiarygodną, pewnie szybszą od światła prędkością? A może sprawa całkiem magiczna, a więc wyparowanie ich ciał w jednym punkcie i materializacja w drugim? A może sprawa technologii i sprytnie skrywanych aparatur? Te tajniki pozostawały poza tym, co Honoberuto mógł pojąć. Wiedział jedno: Był teraz na owej tak go ciekawiącej planecie Widmo. Tajemnicza nazwa niosła ze sobą nutę grozy, lecz jak się okazało, nie wyglądała ta planeta wcale źle. A przynajmniej jeśli chodzi o to właśnie miejsce, w którym się znaleźli. Był to park, a może coś w rodzaju zamkowych ogrodów. Zamkowych, bo nieopodal widniała na ponurą wprawdzie wyglądająca, lecz pełna świetności budowla, niczym opowiadający niepojętą historię świadek zamierzchłych czasów. W ogrodzie owym stała też fontanna tryskająca orzeźwiającą wodą, zaś wokół ławki i parasole przeciw słońcu, które grzało mocno, acz przyjemnie. A wszystkiego dopełniały dobiegające zewsząd barwy: Krwista czerwień flory i połyskująca złocistość nieba. Razem dodawały miejscu majestatu i wzniosłego nastroju.
Jaszczur był pod wrażeniem. Jeśli to miejsce zostało specjalnie tak urządzone, Belial musiał zjednać sobie prawdziwych propagandzistów-fachowców. Rozejrzawszy się, poczuł coś w rodzaju wstydu, że dał się urzec, że nie spojrzawszy na to wszystko nie prychnął z wyższością, że okazał emocje. Ale jeśli Prawus, Lewus i Vodorost nie spostrzegli  na jego twarzy cichego podziwu, musieli naprawdę być zajęci wszystkim tylko nie kapelusznikiem. On doskonale o tym wiedział. Uznał że ukrywać swych odczuć nie ma sensu.
-Przyznaję, pięknie mnie przywitały te widoki - powiedział.


Honoberuto
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 489

Powrót do góry Go down

Re: Ogrody zamkowe

Pisanie by Haricotto on Pią Lis 10, 2017 2:53 pm

MG

Cała czwórka pojawiła się nagle na planecie Widmo. Ich oczom ukazał się obraz natury, która urzekała swoim pięknem i spokojem. Czerwone barwy prezentowały się pięknie, będąc skąpane w złotych promieniach słońca, które ogrzewało zmęczone ciała Honoberuto i reszty.
Prawus i Lewsu zawsze podziwiali to miejsce. Nie często byli tutaj wpuszczani, dlatego każda kolejna wizyta była dla nich wspaniała. Można śmiało powiedzieć, że była to dla nich nagroda za dobrze wykonane zadanie. A spisali się świetnie, w końcu zwerbowali Changelinga, który swoją mocą mógł wiele zdziałać w szeregach armii Beliala.
Vodorost zerknął kątem oka na Honoberuto. Uśmiechnął się, widząc jak ten zachwyca się nowo odkrytym miejscem. Mężczyzna klepnął go w ramię, po czym ruszył przed siebie, kierując się do ogromnych drzwi, które prowadziły do wejścia na dalszą część zamczyska. Prawus i Lewus podązyli za nim, mówiąc kapelusznikowi, żeby tutaj chwilę poczekał.
- Zostań tu na moment. Zaraz poznasz naszego Pana! - powiedział z ekscytacją Prawus, a Lewus uśmiechnął się szczerze. Wyglądali obaj tak, jakby zaraz mieli dostąpić wniebowzięcia. Czy byli szczęśliwi? Z pewnością.

Trójka zniknęła za drzwiami, które mocno skrzypiały przy każdym ruchu. Ozdabiane były złotymi obiciami, które wzorowane były na winoroślach, plącząc się i pnąc ku górze.
Minął jakiś czas, a raz zamknięte drzwi wciąż pozostawały zamknięte. zmysły Honoberuto wyostrzyły się do tego stopnia, że słyszał doskonale przelewającą się wodę, której akompaniował śpiew ptaków. Wszystko wyglądało na takie spokojnie, aż...

Drzwi otworzyły się, a z ciemnego korytarza wyłoniła się tajemnicza postać. Mężczyzna, urody takiej, że nawet inni mężczyźni do niego wzdychali, podziwiając go i zazdroszcząc mu. Taką miał twarz, ponieważ reszta ciała wcale nie była tak ponętna, jak mogłoby się wydawać. Odziany był w rozdarte ubranie, a z jego głowy wyrastały rogi, które przebijały się przez jego blond włosy. W dodatku, miał skrzydła, które przypominały skrzyżowanie skrzydeł anieslkich z tymi, którymi pochwalić się mogą nietoperze.
Mężczyzna podleciał wolno i leniwie do Honoberutona, po czym wyciągnął ku niemu dłoń, która spoczęła na jego policzku, gładząc go delikatnie. Przekręcał swoją głowę na boki, obserwując kapelusznika. Milczał, dopiero po chwili unosząc kąciki swoich ust w uśmiechu. Przywitał się, ciągle lewitując w powietrzu.
Spoiler:

- Witaj, Honoberuto. Jam jest Belial, Pan Ciemności. - uśmiech zniknął z jego twarzy, a Belial uniósł głowę do góry, zamykając oczy i rozstawiając ręce na boki. Kiedy je rozstawił, jego ciało spowite zostało dziwną aurą, której blask raził oczy.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1257

Powrót do góry Go down

Re: Ogrody zamkowe

Pisanie by Honoberuto on Pią Lis 10, 2017 9:00 pm

Prawus, Lewus i Vodorost oddalili się, zostawiając go samego. Nie marudził, bo przecież spędzić trochę czasu w samotności w takim miejscu to przyjemność. Usiadł na jednej z ławek, w cieniu parasola i zaczął rozglądać się wokół. Cichy szum wody i drzew, śpiew ptaków, do tego silnie grzejące słońce... Wszystko w takiej ze sobą było zgodności, że ogród wydawał się całkiem rajski. Jaszczur czekał i czekał, zdążył poczuć senność. Ha, ładnie by wyglądał gdyby Belial nadszedł, a on spał i chrapał. Aby więc wyrwać się z letargu, zaczął tworzyć w dłoni małe kulki z energii, po czym ściskać je i wchłaniać wewnątrz ciała, wyobrażając sobie że zaciska swoje łapska na gardłach bezbronnych ofiar. Zaczynało mu to nawet sprawiać satysfakcję, ale razem z satysfakcją przybywało jeszcze więcej chęci na prawdziwe zabójstwo. Nakręcał się.
Gdy tylko rozległ się dźwięk otwieranych drzwi, wstał z ławki i ugiął lekko nogi, jakby miał zamiar rzucić się na wychodzącą do ogrodu postać. Opamiętał się i przypomniał sobie jednak w porę gdzie jest, zacisnął lekko drżące pięści i stanął prosto, dłonie chowając za plecami. Zrobił krok naprzód. Oto w jego kierunku leciała skrzydlata postać o humanoidalnych kształtach. Był to półnagi, odziany jedynie w strzępy skór mężczyzna. Ciało miał umięśnione, lecz jednocześnie smukłe. Gdzieniegdzie widniały pióra, którymi pokryte były także skrzydła. W twarzy owego osobnika było coś szczególnego, jakby przenikliwość łącząca się harmonijnie z łagodnością. Ponadto długie blond włosy i wyrastające z pomiędzy nich różki. Ni diabeł, ni anioł. Wyglądał jak ktoś kogo można nazwać panem ciemności.
Będąc już przy Honoberutonie, wyciągnął ku niemu dłoń. Jaszczur już wyciągał swą dłoń zza pleców będąc przekonanym że Belial chce go przywitać uściskiem ręki, ale prędko spostrzegł omyłkę. Poczuł delikatny dotyk jego palców na swym policzku. Diabelski demon uśmiechał się i przyglądał się mu, jakby przekręcając głowę. Kapelusznika ogarnęło zakłopotanie, ale nie dał po sobie tego poznać. Przełknął ślinę. Belial się przedstawił utwierdzając changelinga w przekonaniu, że słusznie zidentyfikował ową osobistość. Potem z jego jakże urodziwej twarzy znikł uśmiech, Zadarł nos do góry, rozchylił ramiona. Ogarnęła go niepospolita aura, emanować zaczął oślepiającym blaskiem. Owa poza w połączeniu z efektami specjalnymi jasno dawała do zrozumienia, że gość ma podziwiać błyszczącego władcę ciemności. Hono poczuł się teraz nieprzyjemnie, jakby coś odbierało mu trochę sił. Nie dużo, ale to nie było zwyczajne wyssanie energii, raczej ponowne nałożenie raz już przekroczonych limitów i postawienie konieczności pokonania ich po raz kolejny.
-Witaj, Lordzie Belialu... - powiedział cicho, nie będąc pewny czy jego nowy przełożony go usłyszał.


Honoberuto
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 489

Powrót do góry Go down

Re: Ogrody zamkowe

Pisanie by Haricotto on Pon Lis 13, 2017 6:28 pm

MG

Belial powrócił do poprzedniej pozycji, powoli zstępując na trawę. Jego bose stopy zetknęły się z miękką, czerwoną trawą. Patrząc na Honoberuto i mając delikatny uśmiech na twarzy, skierował się ku niemu, a kiedy był już wystarczająco blisko, rozchylił swoje ramiona i wziął w objęcia jaszczura. Przytulił go do siebie, na znak pokoju i współpracy, jaka miała między nimi zaistnieć. Przybliżył swoje usta do ucha kapelusznika, po czym wyszeptał na nie, a Honoberuto mógł poczuć na swojej skórze jego oddech, który spokojnie uderzał ciepłem o jego ucho i szyję.
- Cieszę się, że do mnie dołączyłeś. Obserwowałem Cię od dłuższego czasu. Współpracuj ze mną, a dostaniesz wszystko o czym marzysz. Może nawet własną ubojnię, skoro tak lubisz odbierać życie? - zapytał i odsunął się od niego, odchylając swoje ciało. Dłonie jednak trzymał na barkach jaszczura i patrzył mu prosto w oczy, uśmiechając się delikatnie. Jego wyraz twarzy nijak nie przypominał wyrazu, który często nosili źli goście pokroju Prawusa i Lewusa. Był kojący, jakby doskonale wiedział, co czuł i czego chciał Honoberuto.
Zatrzepotał swoimi skrzydłami, tworząc podmuch wiatru, który wprawił w ruch liście, uprzednio opadnięte z gałęzi drzew na trawę. Przyłożył dłoń do czoła jaszczura i jeszcze w tej samej chwili przeniósł się on na Ziemię. Stał na polanie, a przed nim znajdował się ogromny statek, który przypominał płaszczkę. Mimo, że go tam nie było, to był świadkiem tego, co miało tam miejsce. Widział ludzi z Patrolu Czasu, których spotkał wcześniej na planecie Kaioshinów, gdy Chronoa ich wezwała na spotkanie. Dogadywali się z rasą Sakana, humanoidalnymi isotatami z rybimi łuskami zamiast uszu.
_____
Belial uświadamia Cię, co się dzieje. Od tej chwili wiesz o wszystkim, co do tej pory wydarzyło się na Papayi.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1257

Powrót do góry Go down

Re: Ogrody zamkowe

Pisanie by Honoberuto on Pon Lis 13, 2017 9:04 pm

Belial zachowywał się poniekąd dziwnie. Znów się uśmiechał do Honoberutona i teraz go do siebie... Przytulił. Jaszczur nie protestował, bo czuł że nie powinien się sprzeciwiać nowemu przełożonemu. Niemniej, czuł się skrępowany i pomyślał że jego nowy szef jest trochę zbyt uczuciowy. A może to wariat któremu zdecydował się służyć. A może w jego rodzinnych stronach to było normalne. Kto wie... Gad cały czas był ściskany i poczuł ciepły oddech na jego uchu i usłyszał łagodny, prawie że kusicielski głos pana ciemności. Wyraził zadowolenie z powodu ich współpracy i stwierdził że go obserwował. Bardzo niepokojące, ale kapelusznik uznał że skoro doszło do tego że jakiś obcy facet jest z nim w tak bliskim kontakcie cielesnym, nie może się wycofać. W końcu diabelny anioł odsunął się do niego i nadal się uśmiechając, spoglądał mu prosto w oczy. Instynkt nakrapiańca podpowiadał mu że w tym gościu jest coś nie tak. Czuł wstręt i nawet trochę strachu, ale kontrolował się dostatecznie i nie przywalił mu w tą jego gładką buźkę, nie wbił mu energetycznego ostrza w brzuch, nie wypalił do niego z laserów ocznych. Gdyby tylko Belial zechciał, mógłby pewnie zacząć obcałowywać zmysłowo jego ciało. On zaś, trzęsąc się co prawda z obrzydzenia, nie zabroniłby mu tego. Taki był zdecydowany aby wejść w nim w współpracę.
Skrzydlaty zatrzepotał skrzydłami, wprawiając powietrze w ruch. Przyłożył jedną z dłoni do czoła Honoberutona, tuż pod czapką. Wtem gadzinę oślepiło jakby wielkie światło, a może jednak bezkresna ciemność. Zamknął oczy, a gdy je znów otworzył, był w innym miejscu. A mianowicie: Na planecie Ziemi.

Była to jakaś polana, gdzieniegdzie drzewa. Cichy krajobraz. Lecz zaraz potem zaczęły się zmiany. Burza, silny wiatr, pociemniałe niebo. Działo się coś niedobrego. Nagle w ciemnościach rozbłysła tajemnicza konstrukcja w postaci płaszczki. Kilka rzutów okiem osoby dla której podróże kosmiczne były chlebem powszednim i natychmiastowy wniosek: Ta płaszczka to statek kosmiczny. Pojazd wylądował, wysiadła z niego zgraja niebieskoskórych kosmitów w luźnych strojach. Podobni byli do ryb, ale nie tak jak Kanassianie.
Zaraz potem akcja wzmożyła na intensywności, choć czas wcale nie przyśpieszył. Przybycie jakiegoś dziwnego, czerwonego smokowatopodobnego stworzenia z tubylcem o ciemnej karnacji i rozmowa z Sakana-jinami (bo tak nazywała się rasa niebieskoskórych) o dziwnym widmie pożerającym planety. Potem pojawienie się pojazdu ze znajomym logiem - tej samej organizacji która go napadła gdy był na Ziemi. Czerwona Wstęga? Tak, chyba tak. Przybyli też znani mu Haricotto - ten z patrolu czasu, a także Jirri - co ten ćwok robił na Ziemi? Miał przy sobie miecz. Była z nimi też jakaś kobieta. Jej nie znał. Pojazd Czerwonej Wstęgi zaczął strzelać rakietami w kierunku płaszczkowatego statku, przywódca Sakana-jinów odpowiedział kilkoma błękitnymi pociskami z ki. Potem jeszcze jeden patrolowiec, wraz z nim nieznany mu ziemianin. Potem kolejny ziemianin. Tego już kiedyś wiedział, chyba wtedy gdy był na Ziemi i... Cóż, został zabity... Przebywający w tym miejscu wojownicy rozmawiali między sobą. Naradzali się czy oddać energię - czego oczekiwali Sakana-jinie - czy też nie. Potem przylot nieznanego Saiyanina i jeszcze jednej  kobiety (była z patrolu czasu!), sparing Haricottona z jednym z niebieskoskórych, jeszcze jedna kobieta (ta też z patrolu, to ta co łaziła półnago), dalsze rozmowy, ucieczka Jirriego i jednej z kobiet, dalsza walka Haricottona z przybyszem, dziecko, dziura w kobiecie oddawanie energii wściekłość desperacja tak tak pomóżciejej zarazwracam bachbach cholerabólboliaj połamananoga smoksiętransformujejestdużomocy tenczłowieksięniązaopiekuje ocholeraoddalienergię ileżtegotujest znikająodchodzącosiędziejeonijąlecząonieeeaaaaa aaaaa aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa NIEEE AAA KURRRRR.


-WAAAA MAĆ JAK TO BOLI ZOSTAW MNIE SUKINSYNU!!!
Honoberuto znów był w ogrodach zamkowych na planecie widmo. Zdał sobie sprawę z tego że wrzeszczy Belialowi prosto w twarz. Natychmiast się uciszył, jeno syczał z bólu. Jego głowa nie była w stanie pomieścić naraz tylu informacji, mimo że była ogromna. Jaszczur odskoczył w tył. Dyszał tak jakby przebiegł maraton. Spoglądał na Beliala ze wzrokiem pełnym wyrzutu i pretensji. Ciało mu drżało. Powiedział po chwili spokojniejszym, zduszonym, nie do końca wyraźnym głosem:
-Ja... To nie ja. To.. Ach... Ech... Przepraszam. Nie. Mogłem. Już. Cholera. Ach.
Czy Belial nie weźmie mu za złe tego wybuchu? Czy nie zechce go ukarać za taką reakcję na prezent w postaci wizji tego co działo się na dalekiej planecie? Pewnie wypadałoby mu się nad tym zastanawiać, ale jego myśli zakłócały wspomnienia z wizji. A że i one były strasznie zakłócone, w efekcie jego umysł krążył między jedną sytuacją a drugą, przez co głowa bolała go jeszcze bardziej. Zacisnął pięści i przyjął pozycję bojową, tak jakby instynkt podpowiadał mu że musi się bronić, mimo że nikt go nie atakował i nie było potrzeby aby walczyć.


Honoberuto
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 489

Powrót do góry Go down

Re: Ogrody zamkowe

Pisanie by Haricotto on Czw Lis 16, 2017 9:38 pm

MG

Honoberuto zaczął krzyczeć. Nadmiar informacji wypełniał jego głowę. Jeszcze trochę i mogłaby eksplodować, rozbryzgując mózg Changelinga po czerwonej trawie. Belial widząc jego cierpienie, uśmiechnął się szeroko, jakby delektował się tym, co się dzieje. Zabrał swoją rękę z czoła jaszczura, ten odskoczył do tyłu. Wizje zostały przerwane, a sam kapelusznik dyszał mocno, stojąc w pozycji bojowej. Prawdopodobnie była ona odruchem samoczynnym, wyuczonym i wpojonym dzięki walkom, jakie przeszedł Honoberuto.

Belial, któremu przed chwilą nakrzyczano prosto w twarz, stał nieruchomo. Jego mina była prawdziwym poker facem pozbawionym emocji. Stojący za drzwiami Prawus i Lewus wyglądali tak, jakby popuścili, goszcząc w swojej bieliźnie zbędny balast. Vodorost stał w przejściu, otwierając szeroko swoje usta. Zapadła cisza.
Nagle rozległ się szaleńczy śmiech, a spokojny do tej pory Belial, teraz stał z rozłożonymi rękoma, odchyloną głową do tyłu i z wypiętą klatką piersiową. Śmiał się tak intensywnie, jakby komik stojący na scenie rzucił błyskotliwym żartem w publiczność. Był zadowolony.

- Świetnie! - wrzasnął, zarzucając swoje ramiona na przeciwległe barki, co wyglądało tak, jakby sam siebie chciał przytulić. Rzucił Honoberutowi spojrzenie, a jego usta wykrzywione były w uśmiechu.
- Jesteś idealnym żołnierzem! Wszyscy tutaj boją się przeciwstawić mnie i mojemu zdaniu. Jesteś wyjątkowy, Honoberutonie. - przerwał, trzepocząc swoimi skrzydłami energicznie.
- To Twoi znajomi, czyż nie? Musimy się ich pozbyć, mogą stanowić w przyszłości zagrożenie... - uniósł głowę ku górze, patrząc na Honoberutona. Mrużył swoje oczy i uśmiechał się delikatnie.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1257

Powrót do góry Go down

Re: Ogrody zamkowe

Pisanie by Honoberuto on Pią Lis 17, 2017 6:05 pm

Honoberuto nadal stał w pozycji bojowej nie będąc pewnym reakcji Beliala. Miał nadzieję na jego wyrozumiałość, ale przecież, jak mówią, nadzieja matką głupich... Było cicho jak makiem zasiał. Prawus i Lewus jakby wstrzymali oddech, kapelusznik oddychał tak cicho że ledwo było to słychać, a pan ciemności stał nieruchomo z kamiennym wyrazem twarzy. Najlepszy psycholog nie odgadłby co też teraz czuje! Chyba nawet drzewa i fontanna umilkły. A może to było tylko takie wrażenie. Strach i niepewność czasem zaburzają działanie zmysłów.
Tak jak wczesnym rankiem spokój pełnego cywilów miasta zostaje rozdarty przez wybuch atomowy o sile kilkunastu kiloton trotylu, zabijając lub ciężko raniąc kilkadziesiąt tysięcy niewinnych osób, tylko po to aby rzekomo bohaterskie mocarstwo mogło się uznać za zwycięzcę wielkiej wojny, tak też teraz ciszę rozdarł nagły, szaleńczo brzmiący śmiech Lorda Beliala. Widok rozchylonych rąk, wypiętej piersi i głowy odchylonej do tyłu spuścił na jaszczura niemały ładunek trwogi. Zaczął już gromadzić energię, już chciał strzelić czymś w tego szaleńca i uciec jak najdalej, gdy śmiech zakończył się wyraźnie wypowiedzianym, a raczej wywrzaśniętym "Świetnie!". Pan cienia zarzucił ramiona na przeciwległe barki i spojrzał znacząco na swojego nowego podwładnego, uśmiechając się. Trzepocząc skrzydłami, pochwalił jaszczura nazywając go wyjątkowym, a potem zakomunikował że jego znajomi, których widział przed chwilą w wizji, muszą zniknąć. Honoberuto usłyszawszy to z początku się zdziwił. Czyżby więc to Belial był owym wielkim zagrożeniem dla Sakana-jinów? Czy przeciwko niemu zbierali energię? Starał sobie przypomnieć co mówił tamten ryboczłek do czerwonego smoka. Mówili o widmie pochłaniającym ich planetę. Czy nie taka była nazwa tej właśnie planety? Widmo? Raczej nie był to przypadek. Jeśli chodzi o znajomych jaszczura, to właściwie ucieszył się gdy pomyślał że zajdzie konieczność ich zgładzenia. Prawda, razem należeli do patrolu czasu. Czy jednak patrol się nim interesował? Czy otrzymywał jakieś zadania, czy zapewniono mu jakąś ochronę, czy kontaktowano się z nim w jakikolwiek sposób? Z pamięci prawie mu już wyparowało spotkanie z fioletowoskórą boginią, która przyszła prosić go o trening. Więcej się nie pojawiła, nie dała żadnego znaku, więc być może była martwa. On nie obchodził Chronoi, Chronoa więc nie obchodziła jego. Inni patrolowcy też go nie obchodzili. I tak nie zamierzał walczyć przeciwko Łamaczom Czasu, wybrał patrol aby nie musieć się wplątywać w podejrzane inicjatywy majstrowania w czasie. Tyle rozważań filozoficznych o zaburzeniach kontinuum, tyle teorii odnośnie skutków, nawet efekt motyla... Dało mu to wtedy do myślenia.
Więc jak miał odpowiedzieć na propozycję zgładzenia swych znajomych? Oczywiście że następująco:
-Byłbym zaszczycony, o Belialu...


Honoberuto
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 489

Powrót do góry Go down

Re: Ogrody zamkowe

Pisanie by Haricotto on Pon Lis 20, 2017 11:47 am

MG

Słowa Honoberutona uradowały Beliala, który ponownie się uśmiechnął tak, jak przy pierwszym ich spotkaniu. Wyciągnął dłoń w stronę kapelusznika i znów delikatnie pogładził dłonią jego policzek. Za chwilę zabrał swoją dłoń i położył ją na swojej klatce piersiowej. Utrzymywał kontakt wzrokowy z Changelingiem.
Vodorost odważył się podejść do rozmawiającej ze sobą dwójki. Prawus i Lewus wciąż byli schowani za drzwiami, pokazując tylko swoje wystające psie głowy, które wychylone były na tyle, by widzieć co się dzieje.
- Panie... Jak chcesz się ich pozbyć? - zapytał Vodorost, trzymając swego rodzaju dystans. Belial zerknął na niego kątem oka, po czym uśmiechnął się i zamknął swoje oczy.
- Honoberuto będzie musiał się do nich zbliżyć, a potem się ich pozbyć. Jego ponowny powrót może wydawać się im dziwny, ale nie mamy wyjścia. Sakana powinni mu pomóc, kiedy już znajdzie się na Ziemi. Poinformuj tamtejszego kapitana Płaszczki. - i machnął ręką, jakby odganiał od siebie muchę. Vodorost oczywiście odszedł, oddychając niespokojnie.
Belial odwrócił się na pięcie, po czym wolnym, niemniej pewny siebie krokiem, ruszył w stronę wyjścia. Gdy tak szedł, odezwał się jeszcze do jaszczura.
- Odpocznij sobie. Czekają Cię ciężkie walki. - po czym spojrzał na niego przez ramię i rzucił mu uroczy uśmiech. Zaraz po tym zniknął za drzwiami, razem z Vodorostem. Prawus i Lewus zostali w ogrodzie, jednakże cały czas milczeli, będąc pod wrażeniem, jakie zrobił na nich Pan Ciemności.

_____
Potrenuj sobie, bo szkoda byłoby, gdybyś stracił treningi.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1257

Powrót do góry Go down

Re: Ogrody zamkowe

Pisanie by Honoberuto on Pon Lis 20, 2017 6:12 pm

Uradowany Belial znów go pogładził po policzku, tak jak ojciec głaszcze swego syna gdy ten go zadowoli. Potem położył dłoń na piersi  nie zdejmując z niego wzroku. Wtem podszedł do nich Vodorost, który zapytał swego pana o plany dotyczące sposobu pozbycia się ziemian. Ów odpowiedział że dokona tego sam Honoberuto, a pomogą mu... Sakana! Tu już jaszczur zgłupiał. Skoro rybeńki mu pomogą, to są sojusznikami. Z drugiej strony poszukują energii do walki z Widmem, a Widmo to siedziba Beliala, a zatem są wrogami. Paradoks? Chyba raczej chytrze pomyślana intryga Pana Ciemności.
Diabelny anioł polecił gadowi żeby odpoczął, a potem zostawił go samego pod złocistym nieboskłonem i wśród czerwonej flory.
Odpocząć przed ciężkimi walkami? Dobry pomysł. Rozgrzać się przed nimi? Jeszcze lepszy. Gdy więc król-dziwak zniknął za drzwiami wraz z podwładnymi, kapelusznik rzucił okiem na ławki, drzewa, krzewy i fontannę. Oto w jego wielkim łbie ukuł się plan treningu.


START TRENINGU 20-11-2017 18:11


Honoberuto
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 489

Powrót do góry Go down

Re: Ogrody zamkowe

Pisanie by Honoberuto on Wto Lis 21, 2017 6:18 pm

KONIEC TRENINGU 20-11-2017 18:16

Właśnie kończył układać ławki według starego porządku. To chyba niezbyt miłe, wpaść do kogoś w gości i zdemolować mu meble ogrodowe, a potem nie posprzątać. Ale on był uczciwy i porządny, więc musiał naprawić bałagan który wywołał podczas treningu. Slalomy, potem ćwiczenie refleksu w rzucaniu ławkami i łapaniu wszystkich naraz, potem jeszcze trening opanowania i nie niszczenia ławek podczas gdy rozpędzona pięść już na nie nacierała... Jakby zupełnie zapomniał o dziwnym uczuciu wysysanych zdolności podczas rozmowy z Belialem, chyba nadrobił tą utratę i jeszcze się nieco wzmocnił. Zasłużył więc na odpoczynek, ale potem znów będzie musiał potrenować. Tym razem  opracuje kolejną technikę. Usiadł na jednej z ławce przykrywając świeżą, małą dziurkę własnym zadkiem. Tył głowy podparł dłońmi, zamknął oczy i zaczął delektować się spokojem, którego przecież niedługo mu zabraknie... Nie spał, nie zdołałby chyba. Raczej medytował, co przyda mu się podczas treningu techniki.


Honoberuto
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 489

Powrót do góry Go down

Re: Ogrody zamkowe

Pisanie by Honoberuto on Pią Lis 24, 2017 6:06 pm

Przerwał medytację na ławce po dwudziestu minutach. Jemu w zupełności to wystarczało aby się wyciszyć, szczególnie w takim miejscu. Był wdzięczny temu dziwakowi Belialowi i jego sługom że dali mu spokój i miał czas dla siebie. Otworzywszy oczy, powstał, strzelił palcami oraz karkiem, a następnie wyciągnął rękę do przodu. Wytworzył pocisk ki. Oto najprostszy sposób na opracowywanie kolejnych technik -  przyjrzeć się istniejącym i zastanowić jak je poprawić. Pocisk, który wytworzył, wyglądem przypominał płomień: Mienił się ognistymi kolorami i tlił się do góry. Ale przecież nie był to prawdziwy płomień, jego wygląd był wyłącznie wynikiem upodobań kapelusznika, który lubił patrzeć na ogień. Równie dobrze przecież ta energia mogłaby tlić się równomiernie we wszystkich kierunkach i posiadać kolor fioletowy lub różowy, taki jak u większości changelingów. Ów Ki Blast po zderzeniu z celem nie zachowywał się wcale jak ogień, raczej jak bomba, która wybucha, a po rozerwaniu uszkadza otoczenie zgromadzonym w swoim środku ładunkiem, by po chwili zniknąć, rozwiać się jak obłok.
A przecież  gdyby rzucić we wroga prawdziwym płomieniem, nie byłoby wcale gorzej.
Wchłonął wytworzony pocisk, podleciał do jednego z drzew i ułamał jedną z gałęzi o czerwonych liściach. Miała długość jakiegoś metra, a w listowie była obfita, więc doskonale będzie widać jak się pali. Ona posłuży mu do treningu. Podleciał z gałęzią trochę do góry, zawisł ponad koronami drzew. Usiadł w powietrzu "po turecku" i wytworzył pocisk ki w jednej ręce. Gdyby  teraz przyłożył go do gałęzi, to zapewne budujące ją tkanki i struktury po prostu wyparowały, nie zajęły się ogniem. A on chciał doprowadzić właśnie do autentycznych płomieni i fajczenia z prawdziwego zdarzenia. Skupił więc uwagę na tym pocisku, szukając sposobu na przeistoczenie go w prawdziwą kulę ognia. Najpierw spróbował przedzielić cały pocisk na kilka części, które zamieniałyby się miejscami i przez to nabrały nowych właściwości. Bezskutecznie, bo ognia to nie przypominało. Potem starał się zrobić to samą siłą woli, myśląc intensywnie o oczekiwanej zamianie. Również nie przyniosło to skutku. A więc musiał pokombinować. Wchłonął wytworzoną energię wgłąb ciała. Czas spróbować jeszcze raz. Zebrał energię i wyprowadził ją na zewnątrz jako kilka iskier. I były to iskry z prawdziwego zdarzenia. Na próbę zbliżył jedną z nich do gałęzi. Jeden z liści zaczął się delikatnie tlić, ale zaraz został ugaszony przez wiejący wiatr. A więc to rzeczywiście był wytworzony przez ki ogień. Na razie bezużyteczny w ewentualnej walce, chyba że znalazłby się przy przeciwniku i jakimś cudem iskry nie zostałyby stłumione w wirze walki. O nie, nie o to chodziło. Aby wykorzystać tą zdolność tworzenia ognia, musi nauczyć się ciskać płomieniami, a nie robić z dłoni zapalniczkę. Próbował więc gromadzić iskry w jednym miejscu czy unieść je nad dłonią, ale nieważne jak bardzo się starał - nie wychodziło mu to. Zastanowił się dlaczego, i postawił hipotezę: Jako że są to prawdziwe iskry, a nie udające iskry drobinki energii, nie może ich kontrolować z taką łatwością. Więc znów czas na inną drogę, choć przy iskrach warto pozostać. Co może sprawić że prawdziwe iskry zachowywać się będą jak czysta energia? Może po prostu przyłączyć je do wydzielonej neutralnej energii i ciągnąć ją wraz z ogniem? Będzie to coś podobnego do kiaia, tym razem jednak zamiast wykorzystania powietrza z otoczenia, wykorzystane zostaną wytworzone własnoręcznie iskry. Dlatego też do teraz tańczących na jego dłoni iskier dołożył czystą energię. Energia jednak stłumiła znacząco siłę iskier i zdmuchnęła je, a dłoń changelinga nagle ostygła. Nie stracił zapału i teraz postanowił najpierw wydzielić czystą energię, a dopiero potem ogień. Tak też zrobił. Do unoszącego się nad jego dłonią lekko emanującego światełka dołączyło kilka iskier. Okazało się że energia czysta spełniła rolę materiału palącego się, bowiem iskry przemnożyły się i ogarnęły całą kulkę. Efekt wizualnie bardzo przypominał ki blasta, ale jaszczur czuł że jest to coś innego. Aby zweryfikować swoje przypuszczenia, zdecydował się na poświęcenie gałęzi. Zamachnął się i wyrzucił ją w górę. Gdy ta znajdowała się na maksymalnej wysokości i już zaczynała spadać, pchnął w jej kierunku wytworzoną kulę płomieni. Obserwował ich zderzenie. Pocisk nie wybuchł jak bomba, a niejako obtoczył gałąź iskrami. Do czerwieni liści dołączyła czerwień ognia. Gałąź zajęła się ogniem! W przypływie satysfakcji natychmiast dokonał wizualizacji przywiązanych do stogu siana wrogów, i wpadającej między siano kuli ognia. Trochę średniowiecznie, trochę sadystycznie, ale jakże był to wyrafinowany sposób na zabijanie! Idealny na naprawdę złych gości.
Płonąca gałąź spadła na trawę. Honoberuto ujrzawszy to zdarzenie, zleciał na dół i nogą wywołał podmuch energii. Zrobił to ułamek sekundy po upadku, więc trawa nie zdążyła się zatlić. Płomienie zostały rozwiane. Wyszczerzył się. Nowa umiejętność z pewnością mu się przyda. Trening był zakończony. Co teraz? Najlepiej będzie wykorzystać resztę czasu danego mu przez Beliala na odpoczynek. Usiadł na jednej z ławek, oparł się o oparcie i z głową odchyloną do tyłu, czekał aż szef nadejdzie.


Honoberuto
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 489

Powrót do góry Go down

Re: Ogrody zamkowe

Pisanie by Haricotto on Pon Lis 27, 2017 6:54 pm

MG

Wrota otworzyły się na nowo. Prawus i Lewus odskoczyli jak poparzeni, stając zaraz jeden obok drugiego, będąc w gotowości do wykonania ukłonu. Ku ich zaskoczeniu, w progu drzwi stanął sam Vodorost.
- Lord Belial udał się na spoczynek. Kazał mi przekazać, że wasza trójka ma natychmiast udać się na planetę Ziemię. Sakanie potrzebują pomocy. Nastąpił tam niespodziewany wybuch energii, który należy poskromić. Ci, którzy oddać mieli energię, zbuntowali się. Prawdopodobnie wiedzą już, do czego potrzebna nam jest ich ki. - skończył, kciukiem przecierając swój nos. Skierował się w stronę Honoberuto, który siedział na jednej z ławek. 
- Jesteś gotów, by pogrzebać swoich dawnych towarzyszy? - zapytał, patrząc z góry na kapelusznika.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1257

Powrót do góry Go down

Re: Ogrody zamkowe

Pisanie by Honoberuto on Pon Lis 27, 2017 9:44 pm

Nadszedł Vodorost. Oświadczył że na Ziemi wykryto już prawdziwe zamiary Sakana-jinów i zaczęto stawiać im opór. A zatem należało natychmiast udać się tam i załatwić sprawę. Spytał jaszczura, czy ten gotów jest aby pogrzebać swych towarzyszy. No właśnie, był? Nie chodzi nawet o przygotowanie, bo dwa treningi sprawiły że byłby gotów i na walkę z ośmioma wielkimi smoczyskami czy czymś podobnym gdyby zaszła taka konieczność, Czy jest gotowy na zdradę swych kompanów? Brzmi to haniebnie, ale po pierwsze: Nie była to żadna zdrada, bo nie zobowiązał się nigdy do tego by żyć z nimi w przyjaźni i ich wspierać. Oni robili swoje, on zaś swoje. Nie wiedział o nich dużo. Być może sami służyli takim gościom jak Belial. A być może nie. To nie było ważne. Po drugie, nie byli to też jego kompani. Patrol czasu zdawał się zupełnie zrezygnować z jakiejkolwiek integracji swoich członków, toteż nie łączyło go z nimi właściwie nic. Tylko Jirri był przez jakiś czas jego towarzyszem. Ale była to pospolita misja żołnierzy armii changelingów.
A zatem wykonanie tego rozkazu nie powinno być ani hańbiące, ani niegodne, ani w jakikolwiek inny sposób złe. Służba swemu panu wiąże się z lojalnością. Zdecydował się na nią, więc musi wykonywać polecenia. To było oczywiste i nie do podważenia. Jego czyn nie będzie niczym paskudnym ani zdradzieckim. Jego wykonanie zaś dostarczyłoby kapelusznikowi dużo satysfakcji, rozkoszy, możliwości na spełnienie morderczych fantazji dawno wykreowanych przez jego uzależniony od zabijania umysł.
Honoberuto powstał z ławki i spojrzał znacząco na Vodorosta. Najpierw marsowa mina przez kilka sekund, a potem błysk w oku i szelmowski wręcz uśmiech. Trochę słodkawo i niby grzecznie, ale znacznie bardziej jadowito i złowieszczo powiedział:
-Towarzyszy? Och, to na wyrost powiedziane... To tylko cele do zlikwidowania, nieprawdaż?
Tu skrzyżował ręce na piersi i zarechotał wrednie jak obrzydliwa, bagienna ropucha. Oj, czyżby zmieniał się w jednego z tych obrzydliwców? W każdym razie po chwili przestał się śmiać, uniósł się nieco w górę i unosząc się ponad głowami Vodorosta, Prawusa i Lewusa, ustawił się odpowiednio i pozwolił aby jego piękna czerwona peleryna powiewała na wietrze i dawała wszemu stworzeniu jasny znak: Oto Honoberuto rodu Harara wkracza do akcji!
-Oczywiście że jestem gotów. Nie warto zwlekać - powiedział wyszczerzony, oczami wyobraźni widząc ciała, z których ulatuje dusza. Oto jego dzień!


Honoberuto
Time Patrol
Time Patrol

Liczba postów : 489

Powrót do góry Go down

Re: Ogrody zamkowe

Pisanie by Haricotto on Sro Lis 29, 2017 9:07 pm

MG

Na twarzy Vodorosta namalował się uśmiech. Prawus i Lewus mieli miny, jakby ogromny ciężar spadł im z serca. Ochroniarz Beliala rzucił okiem na swoich dwóch podwładnych i skinął do nich głowa, po czym podleciał do lewitującego kilka metrów nad ziemią Honoberuto. Położył dłoń na jej ramieniu, a w tej samej chwili Prawus i Lewus dotknęli jego nogi. Po chwili cała czwróka zniknęła, a pozostał po nich zwyczajny powidok, który rozpłynął się po kilku sekundach, tak jak to robią ślady pozostawione przez samoloty płynące po niebieskim oceanie nieba.

Belial tym czasem siedział w swojej oddzielnej komnacie, wygodnie rozsiadając się na fotelu z ludzkich kości. Podłokietniki zrobione były z ramion, oparcie z kręgosłupa i żeber. Dwie czaszki wlepiały swoje puste spojrzenia prosto w drzwi prowadzące do pokoju. Mroczny Pan siedział i popijał czerony napój. Postukiwał swoim długim, czarnym paznokciem o koniec podłokietnika, który zwieńczony był dodatkową czaszką, mniejszą, jakby dziecięcą.
- Szybciej. - powiedział do siebie pod nosem, a tempo postukiwania jego palca zwiększyło się.
_____
Wybierz sobie temat do którego chcesz się teleportować. Odradzam polanę, tam jest tłok, ale nie tylko tam się coś dzieje.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1257

Powrót do góry Go down

Re: Ogrody zamkowe

Pisanie by Sponsored content



Sponsored content


Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach