Super Dragon Ball PBF - Another Universe
Forum jest w fazie przebudowy. Jest otwarte dla graczy, ale należy pamiętać o możliwości zmian w mechanice.

Share
Go down
avatar
Sauzer
Liczba postów : 40

Sauzer

on Pon Gru 11, 2017 12:56 am
Imię: Sauzer
Wiek: 20
Rasa: Half-Saiya-jin

Wygląd:
Nie licząc białego, bujnego, żyjącego własnym życiem owłosienia na łbie, Sauzer jest zwykłym przeciętniakiem. Niespecjalnie wysoki, mierzący "ledwie" 178 centymetrów, dysponuje atletyczną budową ciała. Szerokie barki przechodzące w wąską talię, oraz rozbudowaną przyjemnie dla oka klatkę piersiową okrywa czarnym trykotem, ładnie podkreślającym mięśnie, oraz przede wszystkim wchłaniającym pot. Jest to jednak jedyny obcisły element garderoby białowłosego. Na to nakładał zwykle luźną białą koszulkę, a całość dopełnia wygodne gi w jego ulubionym, czarnym kolorze, mocno kontrastując z białym pasem. Wracając jednak do głowy, spod śnieżnobiałej czupryny, tak charakterystycznej dla Bogów, oraz gęstych brwi w tym samym kolorze, spoglądają na świat poważne, czarne oczy. Niżej mały nos i dość normalne usta, na których bardzo często widnieje leciutki uśmieszek, pozornie świadczący o pewności siebie. Mocno zarysowana szczęka i podkreślający ją wąski podbródek, nadają jego twarzy zadziorny, i całkiem męski wygląd. Ogół prezentuje się dość przyjemnie, mimo że typowym przystojniakiem nikt by chłopaka nie nazwał.


Charakter:

Charakter Sauzera został całkowicie ukształtowany przez niespełnione ambicje matki - przechodził on przez to różne metamorfozy, aż w końcu sam zaczął łaknąć potęgi i władzy. Nie ufa on nikomu i niczemu, wychodzi z założenia, że jest tylko i wyłącznie zdany na siebie, a surowe podejście do życia pozbawiło go niemalże jakiejkolwiek empatii do wszystkiego co żyje. Nie boi się stosować metody "po trupach do celu", zaś widok zgliszczy po spalonych mostach kompletnie go nie rusza. Wierzy, iż w życiu liczy się tylko czysta moc i pomimo boskich korzeni, chorobliwie zazdrości ludziom silniejszym od niego. Przeświadczony o własnej słabości, nauczył się oszukiwać, kłamać, a także przywdziewać najróżniejsze maski; mało kto poznał go z prawdziwej strony, gdyż Sauzer boi się otworzyć na innych, będąc przekonany, iż najzwyczajniej zostanie odtrącony i wyśmiany. Skrycie uwielbia walczyć, do tego bardzo łatwo go zdenerwować, jednak furia, która z niego uchodzi wydaje się raczej być pod kontrolą.

Historia:
Spoiler:
– To już dziś. W końcu nasza ostateczna broń będzie gotowa! – piękna białowłosa demonica uśmiechnęła się  drapieżnie do całkiem podobnego do niej, wysokiego i mocno zbudowanego mężczyzny. Ten patrzył na nią beznamiętnie. Cały pomysł ani trochę mu się nie podobał, ale gdy jego małżonka wpadała na coś, nie sposób było ją powstrzymać. Westchnął i pokręcił głową, zerkając przelotnie na brzuch Towy. Gardził wszelkimi istotami niższej kategorii, a tam, w łonie jego ukochanej znajdowało się właśnie coś takiego. Jakaś parszywa małpa, która otrzymała w prezencie boskie geny.
– I po co to wszystko? Mówiłem, że sobie poradzę. Ten cały Goku nie stanowi dla mnie zagrożenia – rzucił krótko.
– Ostatnie wasze spotkanie wskazywało na coś innego. Zresztą… Nie jest naszym jedynym przeciwnikiem, patrol czasu ma ogromną przewagę w ilości całkiem nie najgorszych żołnierzy. Jeśli by chcieli, mogliby zalać nas niczym szarańcza – na twarzy kobiety momentalnie pojawiły się gniewne zmarszczki. Irytowało ją, że Mira nie dostrzegał sensu tychże działań.
– Ta rasa… mimo że taka zwyczajna, to posiada naprawdę niesamowity potencjał. W połączeniu z moimi… Naszymi genami… Sam pomyśl! To będzie wojownik idealny – powiedziała pojednawczo. Zdawała sobie sprawę dlaczego jej mąż był zdenerwowany. Było to spowodowane tym, iż nosiła w sobie dziecko, które nie było jego, tylko ich niewolnika – ojca ich największego oponenta. Mimo że jak większość demonów lubili perwersje, to jednak w tym wypadku cios wymierzony w godność mężczyzny był zbyt duży. Ledwo udało się w ogóle przekonać go do całego pomysłu, wnioskując po prostu tym, iż materiał genetyczny ojca zostanie wprowadzony sztucznie; a i tak, by uspokoić szalejącego demona, interweniować musiał jej brat.
– Czy naprawdę myślisz, że coś… takiego będzie w stanie dokonać czegokolwiek? Mieć dla nas jakąkolwiek wartość? – Mira zaczął się nieco unosić, jednak chwilę potem zamilkł, widząc minę Towy. Robiło się niebezpiecznie.
– Sugerujesz, że moje dziecko nie będzie posiadać boskiego potencjału? – spytała niepozornie łagodnym tonem. Mężczyzna jednak nie dał się oszukać tej zagrywce. Zamilkł, zamknął oczy i wziął głęboki wdech, po czym powoli wypuścił powietrze. – Tak właśnie myślałam – rzuciła usatysfakcjonowana Towa, po czym pogładziła się po brzuchu.
– Już niedługo – szepnęła zatopiona w myślach, a na jej twarzy wykwitł triumfalny uśmiech. Mira widząc to warknął cicho i wyszedł z pomieszczenia. Kobieta zdecydowanie za bardzo się zachwycała tym robalem znajdującym się w niej, czego nie był już w stanie tego wytrzymać.
Trzy godziny później, magicznie wyciągnięty z Towy Sauzer, rozejrzał się pierwszy raz po wewnętrznym świecie i uraczył wszystkich gwałtownym wybuchem płaczu. Było to dość naturalne dla zdezorientowanego noworodka, jednak mimo to wywołał grymas na twarzy wszystkich zebranych.
– Dlaczego to coś jest takie słabe? – rzucił poirytowany Demigra. Od dziecka nie można było wyczuć nawet krzty energii, przypominało wręcz zwykłego ludzkiego noworodka.  
– To pewnie przez geny Saiyan... To że bogowie rodzą się z wysokim poziomem mocy nie znaczy, że podobnie jest ze śmiertelnikami. Cierpliwości, dajmy mu parę dni – powiedziała pozornie spokojnie Towa. W środku jednak gotowała się z wściekłości i żalu, o czym wiedział przypatrujący się jej Mira. Zbyt dobrze znał swoją żonę. Z trudem ukrył triumfalny uśmiech, aczkolwiek nie zamierzał milczeć.
– Dobrze wiesz, że nic z tego nie będzie. Dwa miesiące kompletnie straconego czasu – rzucił czepliwie, kręcąc głową z politowaniem. Białowłosa spojrzała na niego z furią w oczach i z wyraźnym ostrzeżeniem, na co ten nie wytrzymał i parsknął. Demigra tylko mruknął coś pod nosem i wyszedł, zostawiając tym samym parę z milczącym do tej pory Daburą. Gdy tylko lider opuścił pomieszczenie, ten jak gdyby się obudził.
– Zrobimy jak chcesz. Wezmę go nawet pod swoje skrzydła, żeby osobiście obserwować jak sobie radzi – rzucił do siostry. Miał do niej swego rodzaju słabość, co kobieta skrzętnie wykorzystała.
– Byłabym zobowiązana. Dostatecznie długo go nosiłam, muszę nieco odpocząć... – powiedziała zmęczonym głosem, po czym wyszła zostawiając dziecko z dwójką mężczyzn. Ci spojrzeli po sobie.
– Przecież wiesz, że to na nic – zaczął Mira z drwiącym uśmiechem  
– Jeśli miałby mieć jakikolwiek potencjał, urodziłby się z nim. W końcu taki był plan, Towa nie chciała kolejnego saiyanina, Bardock jest wystarczający na tę chwilę. To miał być pół bóg, ktoś z naszym dna. Ktoś kto będzie od urodzenia potężny z nieograniczonym potencjałem, dzięki saiyańskim korzeniom. Ktoś, kto po każdej walce, czy chociażby wyczerpującym treningu będzie coraz silniejszy, wbrew wszelkiej logice. A to coś... – parsknął wskazując na noworodka. Dabura mu nie przerywał, wręcz zgadzał się w pełni, aczkolwiek nie chciał sprawiać zawodu siostrze. Jak widać, nawet władca piekieł miewał swoje słabostki. Bez słowa wyszedł, trzymając beczące dziecko dwoma palcami za nogę, jak najdalej od siebie.

– Skup się. Skoncentruj energię ki w sobie i unieś ją, wraz ze swoim ciałem, pilnując by z niego nie wyciekła – cichy, beznamiętny i nieco zniekształcony przez maskę głos dobiegł do dziesięcioletniego Sauzera. Malec skrzywił się, jak zawsze gdy ojciec do niego przemawiał. Robił to rzadko, w sumie to tylko wtedy, gdy faktycznie MUSIAŁ coś powiedzieć, co przerażało białowłosego smarka.
Tydzień temu, gdy Mira dostrzegł jak jego siostrzeniec po cichu samemu trenował, zlecił Bardockowi zajęcie się nim. Tak jak przypuszczał - chłopiec był chodzącą katastrofą. Minęło już długie dziesięć lat od czasu jego narodzin, a wciąż przedstawiał żenująco niski poziom, nawet w porównaniu do zwykłych Saiyan, których znakomita większość rodziła się silniejsza i znacznie szybciej się rozwijała. Towa była kompletnie zdruzgotana; małego Sauzera pozostawiła samego sobie. Nie znosiła go. Był żywym obrazem jej porażki. Wspaniała broń okazała się totalną stratą czasu. Mira nie mógł jej więcej dokuczać, nie chciał też unicestwiać ów insekta. W końcu miał geny jego żony, po za tym ta nosiła go w sobie spory czas; to mimo wszystko coś znaczyło i nawet jako demon, nie był w stanie zmusić się do morderstwa chłopca.
- Wypierdek chociaż samemu zechciał w końcu ruszyć dupskiem. To pewnie te komórki saiyan... W sumie, co mi szkodzi. Może z czasem będzie z niego przynajmniej dobre mięso armatnie. A Bardockowi przyda się nieco kontaktu z synem – pomyślał, uśmiechając się drwiąco. Zamaskowany Saiyanin praktycznie nie przejawiał emocji, których nie kazano mu przejawiać, więc nie było szans, by w ogóle zdał sobie sprawę, iż szkoli syna. A nawet jeśli, to ta informacja w żaden sposób by nie wpłynęła na jego zachowanie. Marionetka idealna.
Wracając do teraźniejszości - Sauzer cały poczerwieniał na twarzy ze skupienia.
– Rozluźnij się, to nie ma sensu jeśli będziesz taki nerwowy – natychmiast zareagował swym zgrzytliwym głosem Bardock. Chłopak spiął się jeszcze bardziej. Nie wiedział dlaczego tata się nim zainteresował po tak długim czasie, ani dlaczego wydawało mu się, iż ojca nic nie obchodzi. Cichy, beznamiętny, straszny... Mimo to Sauzer cieszył się. W końcu po raz pierwszy w życiu nie był sam. Wypuścił powietrze i oczyścił umysł. Musiało mu się udać. Wszyscy nazywali go insektem, chodzącą porażką... to MUSIAŁO się zmienić. Z nową determinacją podjął kolejną próbę i z niemały trudem, powoli uniósł się nad ziemię. Otworzył oczy zaskoczony, ale i radosny.
– Tato, udało mi się! – wykrzyknął, odwracając się w kierunku zamaskowanego mężczyzny. Ten nawet nie drgnął, ani się nie odezwał. Po prostu stał i się patrzył. To momentalnie podziałało. Depresyjny nastrój momentalnie wrócił do chłopaka, a ten pod wpływem impulsu uniósł się jak najwyżej tylko dał radę i wystrzelił przed siebie. W sercu czuł pustkę, a gdy tylko się na niej skupiał, ogarniał go wszechogarniający smutek i złość. Wylądował gwałtownie i huknął z całej siły pięścią w znajdującą się nieopodal skałę.
– Dlaczego mama mnie nienawidzi? Dlaczego tata jest taki dziwny? O co chodzi? Dlaczego NIKT mnie nie lubi?! - wykrzyknął wściekle. Energia, którą zebrał i użyta była do latania, burzyła się w nim. Krzyknął i dał upust wściekłości, pozwalając jej gwałtownie opuścić ciało. Wraz z uchodzącą siłą, puściły też nerwy i Sauzer zwyczajnie zaczął płakać. Opuścił głowę, otarł twarz brudną ręką i wtedy zwrócił uwagę na małą koleinę. Podniósł wzrok i zaskoczony, zauważył, iż kamień został... Przesunięty!
– To ja to zrobiłem? – zadał sobie pytanie w myślach. To musiała być ta chwila, gdy dał upust swej złości i wyrzucił z siebie gwałtownie energię. Na twarzy pojawił się cień uśmiechu, gdy dziesięciolatek rozpływał się nad swoją epickością. W tej chwili poczuł się naprawdę kimś. Poprzysiągł sobie, że zdobędzie aprobatę swych rodziców. Za wszelką cenę.

– Podejdź chłopcze – obwieścił zimny, kobiecy głos. Sauzer drgnął. To był pierwszy raz od dawna, gdy matka w końcu uraczyła go audiencją. Miał już dwadzieścia lat, a jego wygląd mówił sam za siebie – był zahartowany. Spojrzał beznamiętnie na matkę. Zrobiłby wszystko, byle zdobyć uznanie i akceptację tej kobiety i podejrzewał, że ona zdaje sobie z tego sprawę. Mimo to, nie chciał jej tego w żaden sposób zasygnalizować. Życie w tym miejscu nauczyło go jednego – musi być silny. Słabi nie mogli przetrwać, byli tak naprawdę tylko pożywką dla tych mocniejszych. Nawet jeśli nie był na szczycie, nie mógł sobie pozwolić na to, by okazać jakąkolwiek słabość tym wyżej. Zwłaszcza matce.
– Witaj pani. Czym sobie zasłużyłem na ten zaszczyt? – rzucił, parodiując dworski ukłon.  Na jej twarzy pojawił się leciutki uśmieszek. Dobrze wiedziała co się działo z jej synem. Gdy rok temu podczas pokazowej walki z Bardockiem zobaczyła jego możliwości, postanowiła dać mu szansę. Wciąż nie miał najmniejszych szans z ojcem, aczkolwiek jego moc znacznie wzrosła i była na naprawdę przyzwoitym poziomie. Nie miała żadnych oczekiwań, jednak znaczyło to tyle, że być może chłopak nie będzie totalnie bezużyteczny. Zwłaszcza, iż życie w krainie Maikaioshinów wykształciło mu całkiem ciekawą osobowość.
– Masz jedną szansę. Pokaż, że naprawdę jesteś godny miana mego syna – rzuciła krótko, uważnie obserwując błyszczące inteligencją, czarne oczy Sauzera. Tak jak się spodziewała, przez krótki moment dostrzegła w nich zmianę. Wciąż nie potrafił się w pełni kontrolować.
– Zostaniesz wysłany na Namek. Ale co tam zrobisz... to już zależy od Ciebie – powiedziała cicho. – Po prostu improwizuj. Jeśli uda Ci się osiągnąć coś, co nam zaimponuje... Cóż, uznam wtedy, iż spełniłeś swoje zadanie – zakończyła z wyniosłym uśmiechem, zaś Sauzer niemalże zadrżał. Jak dotąd nigdy nie był mieszany w żadne sprawy. Prócz treningów z ojcem miał absolutnie wolną rękę, a teraz... Teraz pojawiła się szansa! Łamacze czasu chcieli przetestować jego możliwości. Tylko czy było co testować? Chłopak z jednej strony nie wierzył, iż w końcu dostał szansę, jednak z drugiej... Nie miał pojęcia czy w ogóle na nią zasługiwał i czy był gotowy. Zagryzł wargi na moment gubiąc maskę opanowania. Towa powiedziała, że ma jedną szansę. Dopiero teraz zwrócił na to uwagę. Jeśli skrewi, co jest całkiem prawdopodobne, iż zostanie skreślony, wróci na dno. W białowłosym strach mieszał się z zimną wściekłością. Uczucia te ścierały się ze sobą, by po chwili ostatecznie zwyciężyło to drugie. Nikt nie mógł stanąć mu na drodze, był tego pewien. Odzyskał opanowanie i momentalnie na jego twarz wróciła maska spokoju.
– Kiedy wyruszam?
   

Techniki:
- Ki Attack,
- Bukujutsu.

Planeta/Miejsce zamieszkania: Królestwo Makaioshin
avatar
Haricotto
Admin/Time Patrol
Liczba postów : 1430

Re: Sauzer

on Nie Gru 17, 2017 11:20 pm
O, Xico... Sauzer!
AKCEPTACJA

_________________
Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach