Super Dragon Ball PBF - Another Universe
Forum jest w fazie przebudowy. Jest otwarte dla graczy, ale należy pamiętać o możliwości zmian w mechanice.

Share
Go down
avatar
Admin
No.1 Whis' Fanboy
Liczba postów : 357
http://dbanotheruniverse.forumpolish.com

Las

on Sro Sty 24, 2018 5:25 pm
First topic message reminder :

Las jest miejscem mocno... zalesionym. Drzewa, krzewy i ogólnie mnóstwo zieleni, pośród której żyją dzikie stworzenia. Zapuszczanie się tutaj po zmroku jest bardzo ryzykowne i mało kto się na to odważy. Dźwięki wydobywające się stąd nocą, takie jak szuranie, chrapanie, czy warczenie, skutecznie odganiają niedzielnych spacerowiczów.
Miejce to jest tajemnicze samo w sobie. Nikt tak naprawdę nie wie, co tutaj się znajduje. Może tutaj być wszystko, jak i nic.

avatar
Blade River
Liczba postów : 200

Re: Las

on Sob Wrz 01, 2018 10:59 pm
Kenzuran usłyszał tylko zwyczajny aha ze strony tutejszego mieszkańca. Wojownikowi ciężko było wytłumaczyć to wszystko od tak, bo nie wiedział jak on to zrozumie. Westchnął pod nosem i usłyszał kolejne padające słowa od strony ziemianina. Czarnowłosy delikatnie przymrużył oczy, ponieważ załamał się tym, że osobnik przed nim przekręcił słowa, dlatego musiał je powtórzyć:
-Nie żaden skuter, nawet nie wiem co to jest...Chodzi o Scouter, specjalne urządzenie do pomiaru energii.. - rzekł jeszcze raz i skrzyżował ręce na wysokości torsu.

Mężczyzna bez ogona usłyszał kolejne słowa ze strony Ratonhnhaké:tona aczkolwiek nadal było ciężko zapamiętać to długie imię i stwierdził, że jego nogi na pewno niedługo się zrosną. Ucieszył się na tą wieść, kiwając tylko głową, a potem znowu usłyszał kolejne zdania, które wypowiadał tutejszy mieszkaniec. Syn Kellana uważnie słuchał i stwierdzając fakt, dowiedział się że wszyscy muszą długo trenować by nauczyć się kilku różnorodnych technik oraz umiejętności. Młody Saiyanin doskonale o tym wiedział, ale po chwili znowu usiadł na tutejszej trawie i musiał skwitować to swoimi słowami:
-W sumie to prawda, ja też długo trenuje i mam nadzieję, że kiedyś nauczę się kilku przydatnych technik, no i umiejętności. - powiedział ,a potem znowu przyjazny jegomość wypowiedział kilka słów w stronę Czarnookiego, pytając się czym konkretnie jest dokładnie ten cały Super Saiyan-jin.

Kenzuran po chwili, odchrząknął i zaczął swój niedługo monolog:
-Chodzi o to, że tylko jeden, rodzący się raz na tysiąc lat Saiyanin może osiągnąć stadium tak zwanego Legendarnego Super Saiyanina. Niestety wiem, że to nie prawda gdyż znam już dwie osoby, które tego dokonały i nie wyglądały aż tak staro, prawdopodobnie byli w moim wieku albo nawet może starsi. Muszę po prostu stać się jeszcze silniejszy i może wtedy uda mi się wam pomóc i także tej planecie. Po pokonaniu Beliala, oczywiście wylecę z tej planety, ale jeszcze zanim to zrobię, będę chciał pokonać Armię Czerwonej Wstęgi, choć wiem że oni posiadają androidy, które są naprawdę groźne i aktualnie nie mam z nimi szans. - skończył mówić i westchnął pod nosem.

To wszystko niestety było prawdą, one go tak urządziły, to przez te cholerne puszki stracił nogi i swój rodowód bycia kosmicznym wojownikiem, czyli ogon. Spojrzał na trawę i mrucząc coś pod nosem, czekał na to jak zareaguje jego towarzysz, który siedział przed nim. Wojownikowi i ziemianinowi akurat pogoda dopisywała, więc raczej jeszcze tutaj trochę posiedzą.
avatar
Haricotto
Admin/Time Patrol
Liczba postów : 1453

Re: Las

on Pon Wrz 03, 2018 10:40 pm
MG

Mężczyźni rozmawiali sobie w najlepsze. Ratonhnhaké:ton przytakiwał głową na słowa dotyczące legendy Super Saiyanina. Uśmiechnął się lekko i pokręcił głową na boki, gdy Kenzuran skończył.
- Mamy tu na Ziemi coś podobnego, też niby legenda, ale wątpię, że tylko jedna osoba może to posiadać. - zaczął, ale niestety nie było mu dane dokończyć. Nagły szelest drzew zdradził, że coś zbliżało się w ich stronę w bardzo szybkim tempie. Nim zdążyli się obejrzeć lub nawet mrugnąć powiekami, pomiędzy Ratonem a Kenzuranem stał rosły mężczyzna. Ubrany był podobnie do żołnierzy Armii Czerwonej Wstęgi, a dodaktowo nosił czapkę z ich logiem. Jego siwe włosy od razu rzuciły się Blade'owi do oczu. To był generał, z którym zmierzył się w przeszłości. Ale... przecież został pokonany!
- Pamiętasz mnie, wieśniaku? - zapytał, kierując swoje spojrzenie i słowa w stronę Saiyanina. Wyciągnął w jego stronę rękę, po czym zacisnął ją w pięść i wyciągnął kciuk, który skierowany został w stronę ziemi, dając do zrozumienia, że zupełnie jak Juliusz Cezar, skazał na śmierć. Spojrzał kątem oka na Indianina i skinął do niego głową.
- Howdy, Pocahontas? - uśmiechnął się złośliwie, po czym przeniósł swoje spojrzenie pełne żądzy mordu na Rivera.
Następnie skierował otwarte dłonie jedna ku drugiej, kumulując między nimi energię. Czerwony promień zaczynał się powiększać, aż w końcu wypełnił całą przestrzeń pomiędzy rękami.
- Giń, śmieciu! - wrzasnął, biorąc zamach obiema rękami tuż nad swoją głową i cisnął czerwonym pociskiem w stronę Kenzurana. Czy Saiyanina będzie wystarczająco szybki, by uniknąć ataku!? Ratonhnhaké:ton nie zdołał zareagować, zostając gdzieś z tyłu, za plecami napastnika.

Spoiler:


_________________
avatar
Blade River
Liczba postów : 200

Re: Las

on Pon Wrz 03, 2018 10:52 pm
Kenzuran gdy tak sobie rozmawiał z nowo poznaną osobą, miał zamiar jako tako się tym razem dogadać. Nie lubił poznawać tutejszych nowych osób, bo większość naprawdę mogła być ukrytymi szpiegami ze strony tej całej Armii czerwonej wstęgi, lecz jegomość który siedział przed nim, nie wyglądał na takiego co lubi mord i tym podobne rzeczy. Czarnowłosy wreszcie pokrótce, usłyszał że także tutejsi ludzie mają jakąś tam legendę, lecz nie dokończył całego swojego zdania, gdyż on jak i mieszkaniec usłyszeli jakiś hałas wśród koron drzew.

Po chwili mężczyzna bez ogona wraz ze swoim chwilowym kompanem mogli dostrzec ubranego osobnika, którego wojak już skądś znał. Syn Kellana nie mógł uwierzyć oczom, to był przecież jeden z dowódców, którego kiedyś pokonał. Usłyszał jego słowa i zacisnąwszy zęby, szybko podniósł się na proste nogi, więc odczuwał że to co przedtem mówił człowiek za nim, była prawda. Magiczne dziwne nasionko uleczyło jego dolne kończyny, nie było cienia co do tego wątpliwości, więc starając się nie myśląc o tym, skupił się teraz na przeciwniku przed nim.

Wiedział doskonale, że jeden z dowódców Armii na pewno mu nie odpuści za to, że zawalił na niego budynek, więc napiął mięśnie, zmniejszył źrenice i skupił swoje ślepia na wrogu przed nim. Tym razem młody Saiyanin zauważył, że tamten przybrał jakąś dziwną pozycję i zaczął generować energię, więc nie mógł do tego dopuścić. Niestety brat Klen był zbyt wolny, ale mimo to nie poddawał się, dlatego też wybijając się z pięty, wyskoczył wysoko w górę i miał zamiar uniknąć wielkiej kuli. Kiedy już mu się to uda, postanowi zaatakować pięścią w twarz swojego oponenta, a następnie szybko się schylić, podciąć go i posłać z z podwójnego kopnięcia w stronę drzew. On wiedział, że przy jeszcze nowo poznanym przybyszu nie powinien niszczyć terenu, ale nie ma niestety innego wyboru, jeśli w grę wchodzi walka z Armią Czerwonej Wstęgi. Jeśli mu się to wszystko uda, zgrabnie wyląduje i powie w jego stronę:
-Co to ma znaczyć!! Przecież umarłeś pod zawalonym budynkiem, nie masz prawa żyć!! - krzyknie w jego stronę, a następnie będzie wyczekiwał dalszych jego ruchów.
avatar
Haricotto
Admin/Time Patrol
Liczba postów : 1453

Re: Las

on Czw Wrz 06, 2018 8:14 pm
MG

Czerwona kula energii została wystrzelona, jednakże Kezuran zdołał wybić się do góry, unikając jej o włos. Udało mu się ze względu na własne umiejętności, czy może dlatego, że przeciwnik zwyczajnie mu na to pozwolił?
Po wyminięciu ataku, Saiyanin rzucił się do ataku, uderzając pięścią w twarz generała. Ten jednak ani drgnął! Nie cofnął się ani o krok! Stał w tym samym miejscu, co przed uderzeniem! Następne ataki ze strony Kenzurana zostały uniknięte, gdzie podczas podcięcia, siwowłosy po prostu podskoczył do góry. Noga Saiyanina przeleciała kilka milimetrów pod jego podeszwami. Następnie generał odbił się od twarzy Blade'a i wykonując kilka obrotów w powietrzu, wylądował na ziemi. Klasnął dłonią w dłonią, otrzepując swoje rękawice, po czym uśmiechnął się szeroko.
- Kto powiedział, że nie umarłem? - zapytał, nie oczekując odpowiedzi, po czym natychmiastowo rzucił się w stronę Rivera, uderzając go w brzuch. Siła była tak duża, że pięść żołnierza RR prawie wyszła z drugiej strony, zupełnie tak, jakby Kenzuran był z gumy. To uderzenie odrzuciło go na kilka metrów. Zatrzymał się dopiero na drzewie, które się przewróciło.
- Żałosne. Jesteś słabeuszem. - zmarszczył swoje brwi i splunął w bok, okazując swoją pogardę, którą darzył Blade'a. Zaczął iść powoli w jego stronę, a gdy w końcu znalazł się tuż obok niego, przykucnął przy nim i chwycił go za włosy, podnosząc go w ten sposób do góry. Spojrzał prosto w oczy Saiyanina i z parszywym uśmiechem malującym się na twarzy, powiedział:
- Przynosisz wstyd swojej rasie. Taki duży, a taki słaby. Miejsce takich ludzi jest na śmietniku. - w tej chwili uśmiech zniknął, a na jego miejscu pojawił się niezadowolony grymas. 

PLASK! PLASK!

Dwa mocne "liście" padły na oba policzki Saiyanina.
- Podobno straciłeś planetę? Wszyscy tam byli takimi słabeuszami? Żałosne. - wyszeptał generał, po czym nachylił się do ucha Kenzurana.
- Teraz zabiję twojego kolegę i nic z tym nie zrobisz. Bye-bye. - cisnął mężczyzną jak workiem ziemniaków. Odwrócił się na pięcie i zaczął iść w stronę Ratonhnhaké:tona. Przekręcił głowę w bok, a w jego karku mocno strzeliło.
- Twoja kolej, Pocahontas. - wystawił w jego stronę rękę i wystrzelił czerwonego Ki Blasta, który w zetknięciu z Indianinem eksplodował, odrzucając jego ciało do tyłu.

_________________
avatar
Blade River
Liczba postów : 200

Re: Las

on Czw Wrz 06, 2018 11:17 pm
Kenzuran nie wierzył w to co się stało. Wiedział, że może mieć szansę, niewielkie ale to zawsze coś, ponieważ już kiedyś pokonał tego przeciwnika. Niestety jego zaciśnięta pięść, gdy już wylądował na buźce jego wroga, ten się nawet nie poruszył i uniknął reszty jego ataków. Nawet podcięcie nóg Czarnowłosego w niczym nie pomogło, ponieważ zaraz nastąpił całkowity obrót sytuacji. Po chwili mężczyzna bez ogona poczuł buty swojego oponenta, które odrzuciły go gdzieś do tyłu, przez co wpadł na drzewo i te było delikatnie wgniecione.

Po ogarnięciu się ledwo, usłyszał tekst ze strony siwowłosego, a potem chciał się obronić, lecz nie wyrobił się z sekundami, gdyż w dziwny sposób jego wróg był od niego szybszy! To nie mogła być prawda, bo ostatni raz jak pamiętał, pokonał tego dowódcę i jego trójkę żołnierzy od tak, więc wiedział co się stało. Syn Kellana domyślał się, że jego przeciwnik także stał się po części cyborgiem i jego całkowite ciało albo i pół było zmodyfikowane. To były tylko takie domysły, ponieważ naprawdę dziwiło go to, że taki ziemianin nagle kopał jego cztery litery.

Wojownik mimo to, nie miał zamiaru się poddać, mim iż dostał solidny cios w brzuch i po raz kolejny jego osoba wylądowała na drzewie, tym razem je przewracając. Kolejne słowa, które wypowiedział dowódca, delikatnie poirytowały młodego Saiyanina, bo nie był słaby. Otarł strużkę krwi z kącika ust, a potem kiedy się chciał podnieść, znowu zobaczył że jego przeciwnik znalazł się przy nim. Jego ciało całkowicie odmawiało posłuszeństwa, a następnie odczuł nieprzyjemne uczucie na swoich kłakach, gdyż zostały chamsko szarpane do góry. Znowu niemiłe słowa padły ze złych ust jego oponenta, który stwierdził że jest tylko niepotrzebny i powinien wylądować tam gdzie wszystkie brudy.

Kenzuran zacisnął pięści i chciał mu przywalić, ale zaraz on otrzymał solidne tak zwane klapsy na twarz i znów zaczął się wypowiadać nietaktownie w jego stronę. Czarnooki rozszerzył oczy, bo słyszał to wszystko co miało miejsce i było prawdą, czyli wszystkie jego sekrety, które opowiadał po drodze tamtych udawanym żołnierzom z ruchu oporu wyszły na jaw. Po odczuciu wolnych włosów, zauważył że jego wróg pokierował się w stronę tutejszego mieszkańca i stwierdził, że na jego kolej czeka śmierć. Czarnowłosy nic z tym nie mógł zrobić, to była prawda, był słaby ale czy aby na pewno?? Walnął czołem w tutejszą glebą, a potem głośno powiedział sam do siebie:
-Cholera....To nie może...się tak skończyć tutaj... - powiedział, a potem usłyszał świst pocisku, który trafił jego nowego znajomego.

Darzył go mocniejszym przyjaznym uczuciem, gdyż ten pomógł mu odzyskać nogi, a tak to by nie miał jako tako do niego szacunku, ze względu na swoją dumę. Mógł znowu chodzić, ale to nie dawało mu wystarczającej satysfakcji, że teraz mógł przegrać.
-TY POTWORZE!!! - krzyknął w stronę dowódcy, a potem bardzo mocno walnął pięścią w tutejszą ziemie. Zrobił delikatnie wgniecenie i zgniatając przy tym drugą dłoń, zacisnął ją tak bardzo mocno, że przebił sobie w środku dłoni skórę i zaczęła sączyć się krew. Jego cała twarz drżała ze złości, nie mógł się powstrzymać, powracały wszystkie wspomnienia

***

Planeta Vegeta - Kilka lat Wcześniej...

Czternastoletni Kenzuran właśnie trenował na ogródku we własnym domu rodziny Riverów. Klen jak zwykle dawała mu solidny wycisk, a Staruszek tylko spoglądał i widział jaka jest między nimi różnica. Wreszcie Mąż rodziny rzucił w stronę swojego żałosnego syneczka:
-Włóż w to więcej siły, skup się! Kontra, blok, a następnie porządny cios! Nigdy nie będzie lepszy od swojej siostry, jeśli będziesz tak do tego podchodził, nigdy nie będziesz wojownikiem! - powiedział Kellan i skrzyżował ręce na wysokości torsu. Musiał się opiekować dwójką swoich pociech, gdyż jego żona poległa na jednej z trudniejszych misji. Żyłki mu powoli wyskakiwały, ale nadal obserwował, aż wreszcie skończyło się w mgnieniu oka. Klen zrobiło wyskok do góry i z pół obrotu kopnęła swojego brata w twarz, przez co ten runął na wielkie drzewo, na której wisiały dwie huśtawki. Zsunął się plecami po nim i tak przez chwilę leżał, nie mogąc się nawet ruszyć. Siotra Kenzurana podeszła troszkę bliżej, aż wreszcie wypuściła ze swoich ust kilka zdań:
-Hah, nigdy nie będziesz wojownikiem, taj ka Tata powiedział. Jesteś żałosny, dajesz się bić dziewczynie....nie wiem czy aby na pewno jesteś moim bratem... - powiedziała, a potem podeszła do swojego Tatusia i także skrzyżowała dłonie na swoich jeszcze niewielkich walorach. Czarnooki młodzieniec wreszcie zaczął się podnosić i kiedy wyciągnął dłoń w ich stronę, wszystko się rozpłynęło i wrócił swoim wzrokiem, tam gdzie właśnie dostawał łomot.


***

Mężczyzna bez ogona napiął wszystkie mięśnie, sycząc i zaciskając coraz bardziej zęby, praktycznie zaczynając nimi zgrzytając. Jego krew coraz bardziej i bardziej zaczynała pulsować w jego ciele, a on ponownie walnął głową w ziemie i zakrzyknął:
-JEŚLI MIAŁBYM WIĘCEJ MOCY!!!! - coraz bardziej i bardziej opanowywała go złość. Wojownik kątem oka spojrzał na osmalonego ziemianina, który dostał czerwonym pociskiem energii dosłownie na tors.

Młody saiyanin cało zaczął się trząść, ale bardziej to było drżenie od wielkiego gniewu, który był skrywany w nim i to bardzo głęboko...
-Ja....Ja...ZABIJE CIE, ŚMIECIU!! - nie zwracając w ogóle co się wokół niego dzieje, najwyraźniej tutejsza pogoda się bardzo zmieniła. Po jego całym ciele przemykały od czasu do czasu wyładowania elektryczne, a kiedy się spoglądało na jego cień, odcień jego włosów zmieniał się raz po raz na chwilę na złoty. Syn Kellana, gdy już wreszcie mimo iż był w wielkiej furii, podniósł się na proste nogi, zacisnął obydwie pięści i spoglądając na dół gleby nie zwracał na nic uwagę. Czarnooki był naprawdę tak wkurwiony jak nigdy, dawno już nie czuł tego nieprzyjemnego uczucia w jego wnętrzu, które chciało wybuchnąć i wreszcie znaleźć się na zewnątrz.

Dziwna energia tak jakby unosiła się wokół całej sylwetki wojownika i była także ona koloru złotego. Nie obchodziło go nic, chciał po prostu mieć swoją dumę i spłacić dług tutejszemu ziemianinowi, nic więcej. Niestety mu na to nie pozwolono, dlatego też on nie miał zamiaru dopuścić do tego, by ten człowiek ginął na darmo, nie na jego warcie.
-SILNIEJSZY CZY NIE....I TAK CIE POKONAM, HYAAAAAAAAAAAAAAAAA!!! - wreszcie w całym chaosie i napinaniu wszystkich swoich mięśnie, wydarł się wysoko wniebogłosy, tak jakby stwarzając wybuch wokół swojej osoby. Kenzuran czuł się jako inna osoba, nie myślał przez chwilę logicznie, myślał tylko o zemście na cholernym generale, Demonie Belialu i innych jego wrogów, których by z chęcią rozgniótł. Stał z poważną miną w poszarpanych ciuchach, aż wreszcie spojrzał swoimi seledynowami oczami i rzekł:
-To będzie twój koniec... - powiedział i jeszcze przez chwile dochodził do siebie.

OOC:
Próba osiągniecia Super Saiyanina
avatar
Haricotto
Admin/Time Patrol
Liczba postów : 1453

Re: Las

on Pią Wrz 14, 2018 5:36 pm
MG

Trzynasty okładał Indianina pięściami, siedząc na nim i trzymając go mocno swoimi udami. Napawał się chwilą, patrząc jak twarz, przypalona chwilę temu przez pocisk ki, rozbija się pod naporem ciężkich pięści. Krew bryzgała na boki, brudząc też ubranie i ręce Trzynastego. Siwowłosy uniósł dłoń do góry i szeroko ją otworzył, zbierając w niej kolejny raz energię ki. Czerwona kula błyszczała się i pulsowała. Kiedy miał zadać ostateczny cios i brutalnie wykończyć Ratonhnhaké:tona, poczuł nagły wzrost energii. Nieco zaskoczony, odwrócił głowę w bok i kątem oka spojrzał na Saiyanina. Stał i patrzył w ziemię, a po chwili eksplodował energią, która wycięła kilka drzew i prawie zrzuciła Trzynastego ze swojej ofiary. Gdy opadł bitewny kurz, włosy Kenzurana połyskiwały złotym kolorem, a dookoła niego wściekle szalała złocista aura. Saiyanin posłał zimne spojrzenie Trzynastemu. Ratonhnhaké:ton ledwo, ale jednak, był w stanie dostrzec co się dzieje. Cały sponiewierany nie mógł nawet palcem ruszyć, ale był na tyle przytomny, by rejestrować oczami i uszami to, co się aktualnie działo.
- Ha... więc to jest ten cały Super Saiyanin, o którym tak ciągle gadałeś? Nie wygląda jakoś specjalnie. - zakpił sobie siwowłosy, schodząc z Indianina. Stanął przed Kenzuranem i rozłożył dłonie na boki, będąc w gotowości do dalszej walki.
- No, panie Super, pokaż pan, na co pana stać! - kolejny raz sobie zakpił, strzelając zaraz palcami u dłoni.
- No dalej, śmieciu! - warknął, poganiając Blade'a.

AKCEPTACJA

_________________
avatar
Blade River
Liczba postów : 200

Re: Las

on Sob Wrz 15, 2018 3:31 am
Kenzuran tak przez chwilę stał, nie wiedząc co się dokładnie stało. Po chwili wreszcie zrozumiał fakt, że on także należał już do legendarnych wojowników, którzy dostąpili zaszczytu osiągnięcia tej formy. Zamykając na chwilę oczy i wypuszczając powietrze, Złotowłosy znów je otworzył i spojrzał wpierw na lewą, potem na prawą rękę i nadal nie mógł dowierzać swoim oczom. Usłyszał głos swojego wroga, który prawie zakatował na śmierć poznaną mu osobę, która pomogła mu wyleczyć jego nogi i nadal spoglądał poważnie na niego.

Wreszcie mężczyzna bez ogona znowu usłyszał zdania, które zostały rzucone ze strony dowódcy Armii Czerwonej wstęgi, który coraz bardziej go prowokował i robił bardzo duży błąd. Ostatnie słowa jego wroga przelały gorycze i naprawdę jeszcze bardziej zdenerwowały młodego Saiyanina, który znów ryknął, tworząc wokół siebie jeszcze większą aurę. Syn Kellana wybijając się bardzo szybko z pięty, pojawił się przed oponentem, który mógł chyba ledwo dostrzec to pojawienie się i dostanie mocno pięścią w twarz.

Nie było temu końca, gdyż niebieskooki od razu pojawił się za wybitym celem i podbił go sobie kolanem do góry, a potem znów pojawiając się nad nim ze złączonymi dłońmi w tak zwany "młot", przysunął mu z całej siły, posyłając w stronę tutejszej gleby. Stworzyła się duża chmura dymu, ale Kenzuran nie miał zamiaru przestać go atakować, więc nawet poleciał w kłąb chmury, która utworzyła się po rozbiciu jego przeciwnika o ziemie. Robiąc obrót w powietrzu, mężczyzna bez ogona jakimś szczęściem trafił wroga w tułów, posyłając go na najbliższą skałę.

Pomknął znowu za nim i wyprzedzając jeszcze jego nieopanowany lot, odchylił jak najmocniej całe przedramię i wysuwając je do przodu, zadał cios ostateczny wrogowi, który miał paść i już nie wstać. Wylądował przed kolejną chmurą piasku z ziemi i wyczekując, rzekł w jego stronę:
-Popełniłeś błąd i teraz za niego zapłacisz... - wypuścił powietrze z ust, a potem wolnym krokiem szedł do swojego oponenta, by raz na zawsze go wykończyć. Miał nadzieję, że to mu się uda i zakończy po raz drugi jego żywot.
avatar
Haricotto
Admin/Time Patrol
Liczba postów : 1453

Re: Las

on Pon Wrz 24, 2018 7:40 pm
MG

Kenurazn ruszył! Palił się do walki, co widać było od pierwszego uderzenia. Zaskoczony transformacją i tak nagłą eksplozją mocy Saiyanina, Trzynasty nie zdołał zareagować, co ostatecznie skończyło się bęckami. Nim się obejrzał, blisko zapoznał się z glebą, turlając się kilka metrów po niej, aż w końcu natrafił na pojedyncze drzewo. Zatrzymał się, podnosząc się do góry. Nogi trochę mu drżały, ale nie był to strach. Dostał tak mocno, że jego ciało i koordynacja ruchowa została przyćmiona. Opierając się ręką o drzewo, a drugą wycierając krew z podbródka, dyszał mocno i patrzył się groźnie na zbliżającego się Super Saiyanina. Splunął zaraz w bok śliną zmieszaną z krwią i wyprostował się. Przekręcił głowę w bok, a jego kark mocno strzelił.
- Drugi raz nie dam się zaskoczyć! - krzyknął, wyciągając swoje ręce przed siebie. Energia ki uformowała się między jego dłońmi, zaraz zwiększając swoją objętość. Kula energii była w pewnym stopniu przezroczysta, ale biło od niej mocne, czerwone światło.
- S.S. Deddoryi Bonbā!!! - wrzasnął i w tym samym momencie, czerwona "szyba" pomknęła w zastraszającym tempie w stronę Kenzurana. Tylko sekundy dzieliły Blade'a od kontaktu z śmiercionośnym pociskiem ki!

_________________
avatar
Blade River
Liczba postów : 200

Re: Las

on Pon Wrz 24, 2018 11:12 pm
Kenzuran kiedy odczekał chwile, by złapać oddech, usłyszał słowa ze strony swojego wroga, a potem tylko prychnął i od razu ruszył w jego stronę. Jednak kiedy już leciał w stronę oponenta, ten stworzył jakąś wielką czerwoną kulę i najwyraźniej wypowiedział jej nazwę i jeszcze na dodatek wypuścił ją w jego stronę. Złotowłosy szybkim manewrem wyminął kulę swojego wroga, a potem ruszając na siwego, zadał mu na wstępie cios z pięści.

Miał nadzieję, że to uderzenie poślę go na kilka drzew i wykończy go na dobre, jeśli nie to aktywuje ponownie aurę i zacznie szarżować w jego stronę. Jeśli seledynowooki uda się dolecieć do jego przeciwnika, zrobił obrót w powietrzu i trafiając kopniakiem w tors jego przeciwnika, ponownie gdzieś daleko go wysyłając, żeby pojawić się zaraz za nim i łącząc obydwie dłonie w tak zwany młot, wbić go po raz ostatni w glebę. Syn Kellana nie wiedział, czy wszystko mu wyjdzie po jego myśli, ale nie może teraz zawieść, odzyskał nogi dzięki temu ziemianinowi, więc musiał mu uratować jego cztery litery, nie było innej opcji.

Młody Saiyanin z zapałem jednak nie zamierzał czekać na dalsze reakcję i lecąc wysoko w górę, przy okazyjnie torując sobie drogę, niszcząc przy tym kilka koron drzew, widział swój cel dokładnie pod sobą. Postanowił wbić się w dowódcę Armii Czerwonej Wstęgi z całą swoją siłą jaką aktualnie teraz pałał. Mężczyzna bez ogona wreszcie wypuścił powietrze i głośno krzycząc, zwiększając przy tym obszar swojej złotej aury, zrobił bardzo szybkie pikowanie i przy tym korkociąg w jednym, celując w jedno ważne miejsce, środek torsu przeciwnika.

Po bardzo szybkim doleceniu i dokładnym obliczeniu lotu i swojego celu, miał nadzieję tylko i wyłącznie że jego wróg nie zrobi uniku, bo jeśli mu się to uda, nie trafi z całym impetem w jego splot słoneczny, gdzie jego pięść ma zamiar przebić się przez całe jego ciało. Kenzuran oczywiście po tym zadanym brutalnym ataku, szybko wyjmie dłoń z jego torsu i odskoczy kilka metrów do tyłu, by zrobić sobie miejsce na szybkie odzyskanie oddechu i przygotowanie się na wroga, który czysto teoretycznie może być martwy. Łapiąc oddech, Złotowłosy szybko ustawił się w pozycję do obrony i wyczekiwał na dalsze działania ze strony siwego bojownika Armii.
avatar
Haricotto
Admin/Time Patrol
Liczba postów : 1453

Re: Las

on Sob Wrz 29, 2018 8:29 pm
MG

- Szlag! - krzyknął siwowłosy, gdy Kenzuran wyminął jego atak. Oczywiście, nie zrobił tego z łatwością. Zahaczył ubraniem, które się podniszczyło. Można powiedzieć, że uniknął tego "ledwo co". Następnie zaszarżował na Trzynastego, ale ten zablokował uderzenie, biorąc zamach i samemu wyprowadzając atak. Pięść uderzyła o pięść, tworząc spory podmuch energii, który o mało nie wyrwał drzew z korzeniami. Zarówno Kenzuran, jak i Trzynasty zostali odrzuceni przez podmuch na kilkanaście metrów.
- Cholera! Jesteśmy na mniej więcej tym samym poziomie! Nie mam zamiaru walczyć w otwartej walce. Muszę się wycofać i przemyśleć strategię... - pomyślał sobie Trzynasty, a kiedy Super Saiyanin rozpoczął kolejną szarżę, ten zaczął uciekać, latając slalomem między drzewami, wymijając je z gracją, jakby robił to na porządku dziennym.
W końcu wyleciał ponad korony drzew. Jego palce błyszczały się żółtym kolorem. Szykował technikę? W końcu zatrzymał się i zanim Kenzuran zdołał się zorientować, palce Trzynastego zaczęły strzelać seriami niewielkich pocisków, które kierowały się w stronę gleby w zastraszającym tempie!
- Furasshu Bonbā! - krzyknął przed uwolnieniem swojej energii. Grad pocisków zalał las, przy okazji oślepiając Blade'a. Następował wybuch po wybuchu, a las zaczynał zamieniać się w pustkowia. Wszędzie był dym i kurz, który utrzymał się przez dłuższą chwilę. Gdy opadł, Trzynastego nie było nigdzie widać. Uciekł?
Gdzieś z tyłu, Kenzuran usłyszał kaszel. Jak się okazało, był to kaszel Indianina, który przygnieciony leżał pod głazem. Spora część lasu została zrównana z ziemią. To, co zostało, było w opłakanym stanie.

Kilkaset kilometrów stąd...

- Cholerny małpiszon! - zaklął srebrzystowłosy, zaciskając złośliwie swoją pięść. Leciał szybko, oddalając się z miejsca zdarzenia. 
- Załatwię cię! Potrzebuję tylko pomocy innych androidów... - zmarszczył brwi, przyspieszając jeszcze bardziej.
_____
Odejmij ki za użycie transformacji. Koniec przygody. Możesz zrobić treningi, jeśli zdążysz.

_________________
avatar
Blade River
Liczba postów : 200

Re: Las

on Sob Wrz 29, 2018 11:50 pm
Kenzuran nie spodziewał się, że zderzy się ze swoim przeciwnikiem pięściami. Nie mógł jednak się wycofać, jego furia, jego cała złość, całe to jego wewnętrzne zło wyłoniło się i miało zamiar roznieść siwowłosego na drobny mak. Złotowłosy mimo to, nie zaprzestawał napierać na swojego wroga, ale ten niestety nagle jakimś dziwnym cudem zaczął uciekać? Seledynowooki nie spodziewał się takiej reakcji po Dowódcy Armii Czerwonej Wstęgi, więc od razu ruszył za nim.

Mężczyzna bez ogona także robił różne manewry między drzewami, by niechcący na żadne z nich nie wpaść, przecież mógłby sobie nabić tym guza. Wytarł szybko tylko cieknącą z kącika ust krew i pokierował się ku górze by dorwać swojego oponenta, gdy ten zaczął lecieć poza koronę drzew. Wreszcie wylatując poza nią, zobaczył że jego wróg wykrzyknął jakieś słowa i wystrzelił ze swoich palców jakieś promienie, dość sporą dawkę, która zmierzała ku lasowi.

Nie miał zamiaru dać się załatwić taką techniką, więc szybko skrzyżował dłonie, by przyjąć część techniki na siebie. Przy okazyjnie został oślepiony i nic nie wiedział, lecz wiedział i odczuwał że jego oponent ciągle znajduję się nad nim. Po istnym rozsianym chaosie przez Siwowłosego, syn Kellana otworzył swoje ślepia i dostrzegł, że nie ma go nad nim. Nie wiedział gdzie może przebywać jego przeciwnik, nie miał niestety scoutera. Westchnął pod nosem, a gdy wojownik spojrzał w dół, zobaczył że praktycznie już lasu pod nim nie było, tylko istne pobojowisko. Lądując na ziemi, Kenzuran spojrzał na lewo i prawo i nie minęła dłuższa chwila, usłyszał czyiś odgłos. Oczywiście to był ten ziemianin, który odratował jego utracone przedtem nogi, od razu tam pobiegł.

Po dotarciu na miejsce, szybkim ruchem chwycił swoimi dłońmi głaz i rzucił go gdzieś na bok, chwytając za ramię ziemskiego bojownika i poleciał z nim gdzieś dalej. Udał się z nim w miejsce, gdzie pozostała jeszcze część lasu i gdy tam wylądował, położył go niedaleko jakiejś rzeczki. Zerwał kawałek materiału ze swojej nogawki, który już i tak zwisał i powiewał od czasu do czasu przedtem na wietrze i zmoczył go. Po zrobieniu danej czynności, podszedł do rannego Ratona i związał tu i ówdzie. Nie mógł się przejmować swoim ubraniem, a potem dopiero rzekł w jego stronę:
-Przykro mi, że wszystko tak z tego wyszło... - powiedział i wyszedł ze swojej złotej formy.

***


Niestety ten chyba nadal był osłabiony, bo był ledwo przytomny, więc Czarnowłosy korzystając z okazji, odleciał stąd. Poleciał kilka kilometrów dalej, lądując na jakiejś polanie. Odetchnął z ulgą, ale przykro mu było, że tak jakby jego znajomy został ranny, ale przeczuwał że sobie poradzi, bo wreszcie posiadał te dziwne magiczne fasolki, które potrafią regenerować kości i inne mięśnie ciała. Młody Saiyanin zrobił jeszcze kilka wdechów i wydechów, a potem dopiero rozszerzając oczka, ryknął głośno i znowu się zamienił w super Saiyan-jina.

Spojrzał najpierw na lewą pięść, potem na drugą i zamachnął się, zrobił to kilkukrotnie. Nie mógł uwierzyć, że teraz posiada taką niesamowitą szybkość. Musiał spróbować przystosować się kontrolować tą transformację, gdyż odczuwał że jego energia strasznie opadła po walce z jego przeciwnikiem. Kenzuran wziął głęboki wdech i gdy już wypuścił powietrze nozdrzami, zrobił wyskok, kopiąc powietrze z pół obrotu.

Wojownik nie zamierzał się patyczkować, więc po prostu atakował i wykonywał różne manewry, a gdy na to wszystko spoglądał, nie mógł uwierzyć jak bardzo stał się silny. Złotowłosy odczuwał, że teraz będzie mógł na pewno zniszczyć Armie Czerwonej Wstęgi i raz na zawsze zrobić pokój na tej planecie, dlatego też musi jeszcze ostrzej trenować. Syn Kellana coraz bardziej robił się szybszy i jego ruchy były bardziej precyzyjne i ostrzejsze, przez co widać było, że naprawdę się do tego wszystkiego przykłada. Nie zamierzał wyłączać swojej złotej formy, ponieważ tak jakby chciał ją przystosować by nie zużywać na niej swojej energii. Seledynowooki wreszcie robił kilka salt w tył i gdy dostrzegł kamień, zaatakował. Odczuł praktycznie tak jakby ktoś go czymś ukuł, czyli jeszcze odczuwał ból, ale w bardzo małym znaczeniu.

Musiał rozgryźć dokładnie jak kontrolować tą formę i przy dobrych wiatrach będzie mógł pochwalić się swojemu towarzyszowi jego nowym odkryciem. Szybko przechodząc na pozycję robienia pompek, po prostu jest zaczął robić, ale zrobił ich dwa razy tyle co normalnie. Wyszło mu ich około sześćset pompeczek w przeciągu niecałej godziny. Po powstaniu z gleby, otrzepał dłonie i nie odczuwał zmęczenia, mógł tylko wyczuwać że energia przelatuje przez jego ciało, więc nadal jej nie dekompensował. Teraz szybko mężczyzna bez ogona znalazł się na ziemi, robiąc brzuszki. Czuł, że jest bardzo szybki, wykonując to ćwiczenie i delikatnie może dopiero w chwili zrobienia z dwieście brzuszków, odczuwał niewielkie zmęczenie. Wreszcie nie dawno skończył walkę na śmierć i życie, więc przez utratę bardzo małej ilości krwi, to mogło być powodem zmęczenia.

Znowu gdy już Złotowłosy podniósł się z powierzchni planety, nie chciał już niszczyć zbyt dużo lasu, ponieważ praktycznie spustoszenie tutaj zrobił Dowódca Armii Czerwonej Wstęgi. Zaatakował wpierw niektóre większe głazy, które były w okolicy, dosłownie niszcząc je na niewielki pył. Wiedział co teraz potrafi jego transformacja, choć nigdy nie osiągnął przemiany w wielką małpę Oozaru, trochę żałował teraz że stracił ogon, ale nie przejmował się tym zbytnio. Dosięgnął celu i stał się silny, by stanąć na przeciw tyranii Armii oraz tej dziwnej Czerwonowłosej dziewczyny, która prawie go załatwiła. Wiedział, że jej tego nie daruje i będzie musiał kiedyś zapłacić, ale to w swoim czasie. Niestety nie mógł także domyślać się, czy ona wszak też walczyła z Armią, ale może przy ich następnej rozmowie, jeśli ta w ogóle nadejdzie, będzie mógł ją o to zapytać. Przestał o tym myśleć i w swojej złotej sylwetce wykonywał kolejne ćwiczenia i czynności stylu walki, krusząc kolejne kamienie i większe głazy.

Wreszcie młody saiyanin wybił się wysoko w powietrze i aktywując wokół siebie swoją złotą aurę, chciał sprawdzić swoją szybkość, więc bardzo szybko udał się w jedną stronę. Dopiero po kilku dłuższych chwilach lotu, zauważył że już dawno wyleciał poza tereny lasu, więc nie czekając ani trochę, ponownie na nie wrócił. Był bardzo szybki na swojej nowej odkrytej transformacji. Wylądował znowu, wypuszczając nosem powietrze i przybierając pozycje do walki, wyobrażając sobie tchórza Dowódce Armii. Spojrzał swoim poważnym głębokim wzrokiem w jego stronę i od razu ruszył, niszcząc kolejny kamień, dosłownie przebijając się przez niego jak nóż masło. Zrobił wyskok w dół, szybki unik, zgrabne kucnięcie i podcięcie przeciwnika, a potem cios w podbródek. Syn Kellana powtarzał i tworzył kilka różnych sekwencji, ciągle przebywając na swojej transformacji. Złotowłosy wreszcie na chwile zrobił sobie przerwę, ale niedługo to trwało, gdyż nie chciał czekać, ciągle buzowała w nim od czasu walki z prawdziwym wrogiem krew.

Zaciskając porządnie zęby, rozpędził się bardzo na swoich nogach i robiąc szybkie przyśpieszenie, wybijając się z pięty, niestety przebił się przez kilka papierówek, niszcząc je i te opadły twardo na ziemie. Spojrzał na swoją pięść i nadal podziwiał tą cała siłę, potęgę, moc która w nim wrzała. Wiedział, że gdyby spotkał swoją rodzinę, ci by nie spodziewali się takiej wielkiej energii w nim, ponieważ zawsze uważali go za zero, porażkę i słabego saiyanina. Tak wcale nie było, bo własnie Kenzuran uświadomił sobie to, że jego ród posiada coś takiego jak stawanie się coraz silniejszym z każdych boi. Brat Klen wybił się do góry, oglądając się wzrokiem i dostrzegając kolejny głaz, kopiąc go piszczelem i przepoławiając na pół. Wylądował szybko za nim, wykonując kilka szybkich ciosów pięściami, na nowo krusząc kolejną nieżywą materie.

Mężczyzna bez ogona pobiegł chwile przed siebie, bo musiał znowu szukać kolejnych celów, które będzie mógł niszczyć do woli, a tutaj już mu się większe skały skończyły. Niestety wkroczył ponownie między drzewa, więc uśmiechając się pod nosem i biegnąć delikatnie bokiem, wypchnął swój bark do przodu i wszystko taranował przed sobą. Aktywował jeszcze na domiar tego aurę, więc wszystkie bele wraz z koronami ku górze upadały, gdy ten przez nie przeleciał. Złotowłosy wiedział, że źle robi bo ta roślinność mu była potrzebna, lecz niestety nie znalazł na tej planecie żadnej placówki treningowej, gdzie mógłby się wyżyć na jakiś manekinach albo innych kukłach treningowych. Niszcząc około dwudziestu drzew, wreszcie się zatrzymał, trafiając na kolejną polankę, wiedział że może być ich tutaj sporo. Od razu pokierował się do pierwszego "nieprawdziwego przeciwnika" niszcząc go bez chwili wahania.

Oznaczył swoimi ślepiami kilka celów, zaś jeden który znajdował się dokładnie po środku, miał zostać nietknięty, gdyż mógł być to jakiś dobry osobnik z tej planety. Zamknął na chwilę oczy, robiąc wokół swojej osobie wrażenie jakby znajdował się w próżni i tak jakby odczuwając samych wrogów, którzy nie byli prawdziwi. Wypuszczając nozdrzami powietrze, delikatnie przekręcając stopę, wybił się z niej i pierwszy oprawca już leżał martwy. Kątem oka spojrzał na kolejne, udając ciągle że tamci mogli posiadać te ich dziwne prawdziwe broni, załatwił kolejnego. Na chwilę szybkim przemieszczeniem, zasłonił tak jakby swoim ciałem osobę, która miała grać zakładnika i stał tak przez chwilę by wyłapać pociski, które tak naprawdę nie istniały. Stał tak przez chwile, a potem pojawiając się za trzecim wrogiem, rozciął go jednym cięciem dłoni, aż górna jego część spadła na ziemie. Nie zastanawiał się długo, bo za chwile dotarł do czwartego i ostatniego "niby żołnierza" Armii i także wbił się pięścią w jego tors, pozbywając go tchnienia na zawsze. Wreszcie wypuścił powietrze ustami, stawiając bokiem i spoglądając na zakładnika, który okazał się szefem tej całej bandy, wyjmując swój niewidzialny gnat.

Kenzuran tylko prychnął, ponieważ wiedział że jest szybszy niż tutejsi ludzie i gdy znalazł się za celem, chwycił niby jego całe przedramię, łamiąc je od tak. Potem drugie, następnie bardzo szybko zajął się nogami, aż wreszcie lewą zaciśniętą dłonią przebił się przez całego wroga by trochę dłużej pocierpiał niż jego podwładni. Wreszcie wyłączając tylko złotą aurę, ale nadal przebywając transformacji, znowu odetchnął z ulgą, bo czuł już zmęczenie. Syn Kellana spojrzał na lewo i prawo i podszedł do strumyka, który był nieopodal, by opłukać krew i brud ze swojego ciała. W niektórych miejscach młody Saiyanin miał siniaki i blizny, więc można było rzec, że delikatnie to szczypało, ale starał się przywyknąć. Po powstaniu, mężczyzna bez ogona czuł się o niebo lepiej, niedokładnie się myjąc, ale to zawsze było coś. Podszedł do jednej z papierówek, przysiadł pod nią i łapał chwile wytchnienia, nadal przebywając w złotej formie. Teraz już wiedział, że jest cień szansy, że może powstrzymać cholernego demona Beliala oraz Armie Czerwonej Wstęgi.

OOC:
Trening Na Full Power Super Saiyan
avatar
Blade River
Liczba postów : 200

Re: Las

on Pon Paź 01, 2018 2:34 am
Po zrobieniu sobie odpoczynku, wojownik powstał z pod papierówki i rozciągnął się porządnie. Ziewnął oczywiście pod nosem, a potem rozejrzał się na lewo i prawo, nie mógł się obijać, musiał zacząć dalej trenować. Na początek zaczął od czegoś prostszego, więc rozciągał swoje ręce, potem nogi, a następnie całe swoje ciało. Słyszał tylko jak jego kości strasznie strzelają od czasu do czasu w tamtych i innym miejscu. Uśmiechnął się sam do siebie, popatrzył na swoje dłonie i czuł, że jest już silniejszy niż kiedykolwiek.

Młody Saiyanin wypuszczając powietrze z ust, zrobił szybkie salto do przodu, lądując twardo na obydwu nogach, a potem robiąc szybki wykop w szczękę nieprawdziwego przeciwnika. Potem zrobił niski obrót, ciągle mając w ruchu obydwie ręce i robiąc kolejne wyskok z kopnięciem na wroga. Dodał do tego wypchnięte lewe przedramię, zadając ostateczny cios ostatniemu oponentowi. Wiedział, że to była tylko niewielka rozgrzewka, ale chciał bardziej przetestować swoją zdolność, więc spoważniał bardziej i zaczął od czegoś prostego.

Ponownie wojownik zaczął robić pompki, a dopiero później chciał przystąpić do przysiadów i brzuszków. Tym razem było zupełnie inaczej, nie odczuwał już więcej słabości, gdyż robił sobie pompeczki na jednej dłoni i mu było tak wygodnie. Brat Klen zrobił serie dwustu pompek na lewej ręce, a drugie dwieście na prawej dłoni, tak by ćwiczyć i bardziej uelastyczniać swoje ciało. Po upływie pół godziny, zakończył swoje ćwiczenie, bardzo szybko znajdując się na glebie, układając sobie dłonie pod swoją głową i robiąc tak zwane brzuszki.

Nie przyglądał się temu zbytnio uważnie, ponieważ gdy robił je tak bardzo szybko, ciężko mu było nadążyć za liczenie ile ich dokładnie zrobił. Po zrobieniu ustalonej sobie liczy, wyskokiem w tył, bardzo szybko znalazł się na swoich stopach, które przebywały aktualnie w butach. Mężczyzna bez ogona teraz już w ogóle nie przejmował się utratą swojej kończyny, która mówiła skąd się wywodzi i z jakiej jest rasy. Wybił się bardzo szybko w powietrze, po czym krążył tak chwilę po niebie. Robił przeróżne manewry między chmurami, tak by dokładnie zapamiętać jak ma na następny raz ma walczyć z jakimiś silnymi przeciwnościami losu, które staną na jego drodze.

Wreszcie twardo lądując, robiąc wgniecenie w powierzchni i tworząc podmuch siły, który by wszystko odrzucił z tego miejsca, uśmiechnął się przed siebie. Uderzył o otwartą pięść drugą zaciśniętą dłonią i wiedział, że czas na porządny trening, musiał przetestować jeszcze bardziej efektywności tej mocy.

START TRENINGU
avatar
Blade River
Liczba postów : 200

Re: Las

on Wto Paź 02, 2018 10:49 pm
Kenzuran po chwili wahania jego nastroju, wybił się od razu, robiąc przeróżne manewry i wykopy w każdą stronę. Cios z pół obrotu, atak od dołu w podbródek, przeróżne maści dziwnych i mających dużą skuteczność na polu bitwy kombinacje, które miały na celu pozbawić albo przytomności albo życia przeciwnika. Wreszcie Złotowłosy pod kątem swoim piszczelem, przeciął kolejny głaz, który miał emitować jego przeciwnika, przeniósł się bardzo szybko do następnego.

Nie przestając tego robić, chciał zobaczyć na ile może sobie pozwolić i ile zniszczy takich właśnie głazów czy też większych skał. Robiąc kilka salt w tył, mężczyzna bez ogona czasami zapominał, że utracił swoją trzecią kończynę i odruchowo czasami chciał nią coś zaatakować, bo miał takie przebłyski po utraconej części ciała. Syn Kellana nie chciał się tak tym zamartwiać, więc przerzucił się z nóg na pięści, dlatego że po ich utraceniu, musiał je na nowo wzmacniać. Swoimi zaciśniętymi dłońmi, Młody Saiyanin nawet na kroku nie ustępował swoim nieprawdziwym wrogom i musiał pokazać kto tutaj rządzi, choć i tak dalej wiedział, że to nie jest prawdziwe.

Seledynowooki nie mógł zapomnieć z jakiej rasy się wywodzi i dziko znowu rycząc, wyrzucił z siebie ten cały gniew, tworząc wokół własnej sylwetki wybuchową aurę, która zmiotła kilka głazów i parę drzewek. Kenzuran wreszcie westchnął pod nosem i wznosząc się na nowo wysoko w powietrze, atakując nieistniejących oponentów, którzy bardzo szybko się rozpadali i znikali w mgnieniu oka. Nadal jeszcze złotowłosy dochodził powoli do siebie, że udało mu się osiągnąć tą legendarną moc i należał do kosmicznych wojowników, którzy nie wiedzieli przez dłuższy czas jak ją osiągnąć.

Znów mężczyzna bez ogona twardo zahamował na glebie, delikatnie trochę ją orając swoimi stopami i zatrzymał się dosłownie przed jednym z większych kamieni. Nie zastanawiał się zbyt długo, więc szybko się zamachnął swoim przedramieniem i po prostu go zniszczył, przeskakując od razu do kolejnych celów, które sobie wypatrzył. Syn Kellana nie miał zamiar dawać nikomu litości, bo jeśli miał tutaj przetrwać, musiał  bardziej uważać i nie ufać tak wszystkim od ręki. Minęło kilka minut i wszystkie te głazy bardzo szybko zamieniły się w czysty proch, albo w kawałeczki, to jak zostały zniszczone zadecydował jedynie od tego wojownik, który sobie tutaj na spokojnie ćwiczył.

 Po zakończeniu tego incydentu, odleciał z tej placówki i szukał innej polany, gdzie mogły się znajdować jeszcze jakieś wysokie skały czy też głazy, które mogły służyć jako cel treningowy. Po upływie kilku minutek, młody saiyanin wreszcie znalazł sobie kolejny polankę, oczywiście w tym rejonie gdzie las nie był wypalony przez szalonego siwowłosego. Kiedy Kenzuran się tutaj znalazł, usiadł sobie po turecku i miał zamiar chwilę odsapnąć, lecz wiedział że zawsze coś może do niego przybyć i go zaatakować, dlatego tak jakby wsłuchując się w ruch powietrza, zamknął oczy i po części medytował.

KONIEC TRENINGU
avatar
Blade River
Liczba postów : 200

Re: Las

on Sro Paź 03, 2018 11:01 pm
Kenzuran po upływie kilku godzin, gdy to sobie medytował i nagle przestał to robić, wstał z gleby. Po wstaniu na proste nogi, porobił kilka szybkich skrętoskłonów na lewo i prawą stronę i się trochę porozciągał w górę i w dół. Złotowłosy po jeszcze napięciu kręgosłupa i słysząc tylko chrzęst, że kości także mu tam strzeliły, był gotowy na dalszy trening. Odpoczął sobie trochę, wiedział także że będzie musiał znaleźć jakieś bezpieczne miejsce by się całkowicie opatrzyć.

Starał się teraz o tym nie myśleć, więc głośno wzdychając, walnął pięścią w drugą otwartą dłoń, a potem zaczął jakąś rozgrzewkę przed rozpoczęciem ponownej walki z wiatrakami. Mężczyzna bez ogona bardzo szybko zmienił pozycję do takiej przy której robiło się jedyną czynność, pompki. Nie czekał, bo gdy jedna kropla potu z jego czoła opadła na ziemie, zaczął wykonywać zadanie. Naprawdę szybko to robił, ponieważ dzięki jego nowej mocy, był po części we wszystkim lepszy.

Uśmiechnął się pod nosem, ale za chwilę bardzo szybko mimika twarzy wojownika zmieniła się na poważną. Nie mógł teraz zaprzątać sobie takimi myślami głowy, ponieważ wiedział że Belial mógł się zjawić w każdej chwili. Skoro ten Demon pracował z Sakanami, to zawsze mógł tutaj przysłać swoją armię i zniszczyć planetę, tak samo jak to zrobił z Vegetą. Po chwili pozycja pompek zmieniła się, gdyż młody saiyanin zmienił z otwartych dłoni na zaciśnięte pięści ułożenie na podłożu.

Po upływie niecałej godziny, syn Kellana zrobił czterysta pompek, no i niestety musiał się przy tym dość nieźle spocić. Seledynowooki bardzo szybko podniósłszy się z ziemi, położył się też bardzo szybkim manewrem na plecach, robiąc przy tym brzuszki. Nie robił ich tylko teraz przed sobą, lecz także na lewo i prawą stronę, by całe jego ciało pracowało i się rozciągało oraz by stawało się coraz lepsze. Minuty mijały, tak samo jak i praktycznie kolejna godzina, która zleciała na innym ćwiczeniu do jego rozgrzewki. Kenzuran po powstaniu znowu z podłoża, spojrzał przed siebie i zauważył, że jeszcze ostało się kilka kamieni i głazów, lecz odczuwał że to mu nadal nie wystarczy, więc aktywując aurę, wzniósł się ku górze i udał się na kolejną polanę, jeśli takową znajdzie.

Kiedy tak leciał, od czasu do czasu spoglądał niestety na zniszczony grunt przez Dowódcę Armii, który uciekł jak tchórz i nie mógł go wykończyć, więc po części był na siebie zły. Kolejna rzecz którą wojownik musiał wyrzucić z głowy, a kiedy mu się to udało, odnalazł jeszcze jakąś polanę z ujściem jakiejś rzeczki. Po wylądowaniu na miejscu, przybrał pozycje do walki i lakując swój wzrok na wszystkich obiektach treningowych, uśmiechnął się i był gotowy do walki.

START TRENINGU
avatar
Blade River
Liczba postów : 200

Re: Las

on Czw Paź 04, 2018 11:17 pm
Po rzuceniu radosnej mimiki twarzy, Kenzuran od razu zaczął od najbliższych obiektów, które służyły mu za manekiny. Nie ociągał się, bo nie miał zamiaru, musiał coraz bardziej stawać się silniejszy, żeby wreszcie zemścić się na cholernym demonie, Belialu. Jeden po drugim głazy rozpadały się po niesamowitym gradem ciosów, ze strony złotowłosego, gdyż nie miał zamiaru się oszczędzać, niszczył bez zastanowienia. Jeden cios, kolejny kopniak, wyskok z uderzeniem, kolejne sekwencje padały, kiedy to wojownik rozwalał swoich nieprawdziwych wrogów niczym packa na muchy, bardzo szybko i z największym bólem.

Młody Saiyanin bardzo szybkimi krokami przeniósł się do kolejnych swoich wrogów, także rozbierając ich do całkowitej destrukcji, a potem robiąc szybkie kucnięcie, podciął tak jakby niektóre głazy, unosząc je delikatnie ku górze. Nie zaprzestając tego, jeszcze bardziej wybił je ku górze, a potem szybko wybijając się piętą w powietrze, niszczył te, które już najszybciej opadały ku ziemi. Niestety prawie Synowi Kellana udało się zniszczyć wszystkie, ale słysząc świst i potem porządnie walnięcie, jeden cel mu uciekł i już wiedział, że w tej chwili pewnie by był martwy, jeśli oczywiście to by był prawdziwy wróg.

Westchnął pod nosem i waląc sobie w dwa policzki, pobudził się i starał się równie dobrze ostudzić, musiał odzyskać zimną krew i na następny raz skupić się bardziej na swoich niewidzialnych oponentach. Seledynowooki wypuszczając powietrze, znów ruszył przed siebie, robiąc przeróżne ciosy na swoje wybrane przez siebie cele, które od tak zostawały w zastraszającym tempie niszczone. Nie miał zamiaru oszczędzić nikogo, wreszcie jego wrogami byli i Sakanie oraz żołnierze z Armii Czerwonej Wstęgi.

Przez chwilę gdy zniszczył kolejny głaz, rozmyślił się i bał się co by było gdyby te dwie frakcje połączyły siły, byliby na Ziemi niezniszczalni. Starał się jednak o tym nie myśleć i wyskakując delikatnie ku górze, zrobił szybki obrót i swoim piszczelem rozciął kilka kolejny głazów na kilka części. Lądując na glebie i robiąc przewrót między imitowanymi wrogami, jednego zaskoczył od tyłu, a do drugiego szybko się odwrócił i odpychając daleko przedramię, zadał mocny cios pięści i zniszczył kolejny cel. Kilka kropli potu spadło z czoła mężczyzny bez ogona, ale mimo to, nie chciał się wycofać, musiał dopiąć swego.

Nie mógł pozwolić swojemu ciału stać się znowu kimś słabym, musiał się stawać coraz silniejszy, ale jeśli to był jego limit, to odczuwał że może tej walki tak łatwo nie wygrać. Rozwalając kolejną wielką skałę pod kątem, wypuścił szybko powietrze i wyskakując w powietrze i pikując szybko w kolejne swoje wypatrzone kamienne manekiny, zniszczył je. Miał dziwne przeczucie, że jego cała ta siła i energia jaką miał w sobie nie wystarcza do wykonania jego zadania, czyli pokonania Armii Czerwonej Wstęgi oraz Beliala. Wkurzony tym wszystkim, Kenzuran wydarł się głośno, tworząc wybuch energii i niszcząc potężnym podmuchem drzewa, które były nieopodal.

Po prostu na chwilę pękł i wszystko się wydarzyło pod silnym uderzeniem instynktu młodego saiyanina. Wreszcie Brat Klen uspokoił się, łapiąc oddech i postanawiając, że na tej walce z nieprawdziwymi przeciwnikami zakończy trening i prześpi się. Będzie musiał zregenerować się po walce z siwowłosym dowódcą i wiedział, że na pewno się jeszcze spotkają. Złotowłosy rozglądał się na lewo i prawo i znalazł wreszcie sobie jakieś miejsce, gdzie znajdowało się jedno większe drzewo i można było się schować między korzeniami. Od razu się tam pokierował i gdy dotarł do tego punktu, wcisnął się jakoś pod korzenie wielkiej papierówki i zapadł w głęboki sen.

KONIEC TRENINGU
avatar
Blade River
Liczba postów : 200

Re: Las

on Pon Paź 08, 2018 4:19 am
Kenzuran po przespanych godzinach, wreszcie mógł odczuć że naprawdę wypoczął. Trochę mu było niewygodnie pod tym drzewem, ale na szczęście nic go nie zaatakowało, poza jakimś tutejszym robactwem, które próbowało mu wejść przez uszy, nos i usta. Szybko podnosząc się, jednym ruchem wypluł jednego robala, zaś śmignięciem dłoni, otrzepał się z innego robactwa, które jeszcze po nim chodziło. Złotowłosy wreszcie mógł na chwilę odetchnąć, rozciągnął się na lewo i prawo.

Po wykonaniu tej czynności, wypuścił z siebie powietrze i postanowił się dalej nie ociągać. Trochę potrenował, ale odczuwał że nie osiągnął jeszcze swojego limitu. Popatrzył przez chwilę na swoją zaciśniętą pięść, a potem w niebo rozmyślając tak przez chwilę. Mężczyzna bez ogona po chwili spoglądania na tutejszy klimat, postanowił że wreszcie uda się do swojego towarzysza. Nie mógł przecież nie opowiedzieć mu o tym wszystkim, dlatego też aktywując aurę, uniósł się ku górze i po prostu zaczął lecieć.

Miał nadzieję, że wszystko u niego było w porządku i wreszcie będą mogli przystąpić do planu zniszczenia Beliala albo chociaż przynajmniej tutejszej Armii Czerwonej Wstęgi. Syn Kellana podczas lotu nadal zastanawiał się, gdzie mogły kosmiczne przestworza wysłać jego Ojczulka i jego Siostrę, ciągle się o nich martwił i wiedział, że może ich już nigdy nie spotkać. Wreszcie po wybuchu planety, cały system lotnictwa padł i nie mogli się ponownie połączyć z bazą poprzez kapsuły, co utrudniało bardzo sprawę, ale wojownik starał się tym nie przejmować, nie mógł o tym teraz myśleć.

Brat Klen miał teraz na cel przetrwanie i pomszczenie swoich pobratymców, którzy zginęli w tym strasznym wybuchu, wliczając w to Rutagę, kosmicznego bojownika który się poświęcił dla niego i Gutsa. Seledynowoki parsknął złowrogo, bo był wkurzony że był tylko słabeuszem i nie pomógł towarzyszowi, gdy ten się dla nich poświęcał. Zacisnął pięść ze złości, a potem przyśpieszył by dolecieć do towarzysza.

z/t - Góry
Regen HP/KI = 100%
avatar
King
Liczba postów : 26

Re: Las

on Pon Lis 12, 2018 1:10 am
Po kilku godzinach drogi King doszedł do lasu w którym rozbił mały obóz składający się z ogniska, kłody na której mógł usiąść oraz...kukłę treningową którą przez całą drogę niósł na plecach z myślą o treningu.
Już siedząc na niezbyt wygodnej kłodzie, spojrzał na stojącą 7 metrów od niego kukłę.
- Chyba powinienem trochę potrenować...tyle dni zmarnowałem - powiedział do siebie na głos powoli wstawając.
Na początku się trochę rozgrzał robiąc serię 100 pompek a po chwili zaczął robić 50 przysiadów.
Po skończonej rozgrzewce skierował swój wzrok na stojącą przed nim kukłę, powoli się zbliżył i wyprowadził pierwszy cios! Drugi! Trzeci! Kontynuował w ten sposób aż poczuł że jego ręce mają dość...przeszedł do nóg, pierwsze kopnięcie wyprowadził z boku, drugie z góry a trzecie udało mu się zrobić z pół obrotu, jednego z pierwszych kopnięć jakich nauczył się kiedy dopiero dołączył do szkółki.
Kontynuował trening w ten sposób raz zmieniając nogi na ręce a ręce na nogi, od czasu do czasu robiąc serię 20 pompek.

avatar
King
Liczba postów : 26

Re: Las

on Pon Lis 12, 2018 2:34 pm
Po wielu godzinach King przechodził już do końca treningu.
Na koniec postanowił użyć Ki Blasta, techniki z której długo nie mógł skorzystać przez szkody, które wyrządził przez nią w wiosce.
Oddalił się dwa metry od jego sztucznego przeciwnika, wziął oddech... i wyobraził sobie energie w jego prawej ręce tak jak uczył go jego mistrz.
Po 2 sekundach energia zaczęła formować się w prawej ręce Kinga, kiedy uformowała się w swego rodzaju kulę światła King wypuścł ją dynamicznym ruchem ręki skierowanym w stronę kukły.
Atak spowodował mały wybuch przez co z drewnianej kukły mało zostało, a tak naprawdę to parę drzazg i popiół.
- No, tego to się nie spodziewałem...mogłem troszkę zmniejszyć siłę... - powiedział z lekko zasmuconym głosem
- Aj tam na drugi raz będzie lepiej, no i nie muszę jej nosić przez całą drogę!
Pozbierawszy swoje rzeczy wyruszył w dalszą drogę przez las.
avatar
Haricotto
Admin/Time Patrol
Liczba postów : 1453

Re: Las

on Pon Lis 12, 2018 4:31 pm
MG

King wyruszył dalej, zostawiając za sobą drzazgi zniszczonej kukły treningowej. Nie spodziewał się, że zaraz spotka go coś niesamowitego.
Idąc przed siebie po wyrytej w ziemi ścieżce, usłyszał za sobą dziwny warkot. Był to dźwięk podobny do tego, jaki wydaje skuter. Kiedy odwrócił się do tyłu, ujrzał postać, która jadąc na tajemniczym pojeździe, w szybkim tempie zbliżała się do niego, zostawiając za sobą tumany kurzu, unoszące się w kierunku koron drzew. Łoskot silnika tłumił krzyki.
- Z drogi! Z drogi! Nie mam hamulców! - niestety, King tego nie słyszał. Maszyna działała zbyt głośno.
Zanim Saiyanin zorientował się, dlaczego pojazd się nie zatrzymuje, było już za późno. Chcąc go wyminąć, osoba prowadząca straciła kontrolę nad skuterem i zjechała na bok, rozbijając się o dąb stojący nieopodal ścieżki. Skuter odbił się od niego i pokoziołkował dalej, aż uderzył o kolejne drzewo, tym razem mniejsze, zrywając je. Silnik przestał działał. Pojazd się zatrzymał.
Nieznajoma osoba leżała pod dębem. Uniknęła konfrontacji z grubym pniem, na całe szczęście, ale upadła na glebę, mocno się obijając. Gdy King znalazł się bliżej niej, okazało się, że tym niedzielnym jeźdźcem była kobieta! Blondynka, krótko ścięte włosy i spodnie ogrodniczki. Tak w skrócie można było ją opisać.
Siedziała na czterech literach i gładziła dłonią obitą głowę.
- Aj, aj, aj... mogłam ubrać ten zakichany kask... - mówiła do siebie.

Spoiler:


_________________
avatar
King
Liczba postów : 26

Re: Las

on Pon Lis 12, 2018 4:53 pm
King wędrował chwilę przez las w spokoju, obserwował naturę i słuchał śpiewu ptaków które wydawałoby się, śpiewały dla niego po chwili w tym śpiewie usłyszał za sobą jakby...motor, skuter? Nie mógł powiedzieć ponieważ w wiosce mało co widywał auto a pojazd typu skuter był dla niego ledwie obrazkiem w książce, obrócił się za siebie i zobaczył maszynę pędzącą prosto na niego, nie mógł nic zrobić, stał nieruchomo patrząc się ze zdziwieniem na nadjężdżający pojazd, poczuł tylko smród jaki przez tę jazdę powstał.
Na szczęście maszyna go minęła w ostatnim momencie lecz niestety kierowca poleciał w drugą stronę niż ona.
King nie spodziewał się spotkać żywej duszy w lesie, a tym bardziej tego pojazdu!
Kiedy już doszedł do siebie po tym niemałym szoku podszedł do tajemniczego kierowcy i okazało się...że była nim kobieta! na dodatek blondynka! King zbliżył się do tajemniczej blondynki i zapytał
- Ekhm, przepraszam nic ci nie jest? - zapytał zmartwiony.
King oczekiwał na odpowiedź poobijanej kobiety.

avatar
Admin
No.1 Whis' Fanboy
Liczba postów : 357
http://dbanotheruniverse.forumpolish.com

Re: Las

on Pon Lis 12, 2018 6:06 pm
MG

Dziewczyna cały czas trzymała się za głowę, masując ją z tyłu. Musiała mocno uderzyć, ale wyglądało na to, że nic większego się jej nie stało. Na pytanie chłopaka spojrzała na niego i uśmiechnęła się delikatnie po chwili.
- Nie, nic mi nie je... - kątem oka ujrzała skuter, który był totalnie zniszczony. Dymiło się z niego, reflektory były zniszczone, jeden właśnie dogasał. Nijak nie zdawał się do użytku.
- No nie! Ten cholerny złom! - wrzasnęła, podnosząc się na nogi. Wyglądało to tak, jakby w sekundzie wyzdrowiała! Podeszła do wraku skutera i zaczęła go kopać i wyzywać.
- Złom! Syf! Padaka! - stała nad nim i uderzała stopą o blachę, wgniatając ją jeszcze bardziej. Na koniec splunęła na niego i pokazała środkowy palec. Gdy już się uspokoiła, znów złapała się za głowę.
- Wybacz... - rzuciła do Kinga - Zdenerwowałam się. Myślałam, że ten gruchot jeszcze pojeździ, ale jak widać moja rodzina ostatnio robi sam szajs. - skrzywiła delikatnie, kątem oka zerkając raz jeszcze na zniszczony pojazd.
- Dziękuję, że się zainteresowałeś. Jak ci na imię, chłopcze? - zapytała, po czym wyciągnęła do niego dłoń.
- Ja jestem Tights. Tights Briefs. - uśmiechnęła się uroczo, przechylając głowę w bok.
- Powiedz... nie masz czasem kapsułki z jakimś skuterem? Może być nawet rower! Muszę się dostać w pewne miejsce... Odwdzięczę się! - powiedziała głośno, a jej mina wyraźnie sugerowała, że była w niemałej potrzebie.
avatar
King
Liczba postów : 26

Re: Las

on Pon Lis 12, 2018 6:54 pm
Zmartwienie Kinga zniknęło kiedy ta sama osoba która spadła z rozpędzonego skutera, wyzdrowiała w ułamku sekundy zrywając się na obie nogi.
Najwyraźniej skuter był dla niej bardzo ważny bo od razu do niego pobiegła nie wyglądała na zadowoloną, King zdziwił się kiedy zaczęła go okładać nogami aby na końcu go  ale też nie znał się za dobrze na kobietach więc może wyolbrzymiał sprawę.
Kiedy tajemnicza kobieta przestała ubliżać skuterowi, przeprosiła Kinga za ten pokaz następnie zapytała się go o jego Imie i wyciągneła do niego dłoń.
- Co? Ach! Tak...nazywam się King, miło cię poznać! - powitał się z nią chwytając za jej wyciągniętą dłoń.
Nastepnię dziewczyna zapytała się o kapsułki, niestety King nie miał z nimi do czynienia w wiosce więc nie posiadał ani jednej z nich.
- Wybacz, ale niestety nie posiadam ani jednej kapsułki, więc tutaj ci nie pomogę... ale potrafie za to latać! Mogę cię przenieść tam gdzie musisz iść. - powiedział radośnie
- Oczywiście jak się boisz to nie zmuszam...
avatar
Haricotto
Admin/Time Patrol
Liczba postów : 1453

Re: Las

on Wto Lis 13, 2018 9:18 am
MG

- Latać? - zapytała i zamarła na moment. Wpatrywała się w niego przez dłuższą chwilę, tak długo, aż zrobiło się niezręcznie. W końcu, przełamała swoje zamarcie i kontynuowała.
- Czyli jesteś znajomym tych ludzi, którzy bili się z kosmitami niedaleko Papayi? - zapytała, podchodząc bliżej, bardzo podekscytowana. Położyła dłonie na jego ramionach i nachyliła się w jego stronę.
- Uwielbiam rzeczy nadprzyrodzone! Opowiedz mi więcej! - praktycznie wykrzyczała mu to w twarz, nie mogąc powstrzymać swoich emocji.

Tymczasem, z miejsca z którego przybyła, nadciągał kolejny pojazd. Tym razem nie robił tyle hałasu i rabanu, nawet chmury kurzu nie zostawiał po sobie. I nie był to skuter, a prawdziwy motocykl.
- Stój! Stój w imię Czerwonej Wstęgi! - darł się nadjeżdżający mężczyzna, strzelając z pistoletu w powietrze. Tights słysząc go, poczuła się jakby ktoś poraził ją prądem. Wskoczyłą za plecy Kinga i wskazała ręką na nadjeżdżającego żołnierza.
- To on mnie gonił! Jeśli potrafisz latać, to pewnie umiesz się bić, co? - zapytała, kuląc się za Saiyaninem.

Pojazd zatrzymał się. Mężczyzna stanął naprzeciwko Kinga z wycelowanym karabinem.
- No już, chłopcze, odsuń się, żebym mógł ukatrupić tę wiedźmę. - przymknął oko, celując prosto w czoło ogoniastego.

Spoiler:


_________________
avatar
King
Liczba postów : 26

Re: Las

on Wto Lis 13, 2018 2:48 pm
Jak się okazało latanie to nie była rzecz powszednia, Tights była wyraźnie zaskoczona propozycją saiyanina i wpatrywała się w niego dość długo przez co zrobiło się trochę niezręcznie, w końcu niezręczna cisza została przez nią przerwana pytaniem.
- Em, niestety nie wiem o czym mówisz nie znam nikogo kto bił się z kosmitami, ale za to mój sensei stoczył pojedynek z wielkim niedźwiedziem! - odpowiedział głośno.
- Jeśli chodzi o latanie to na pewno nie jest to nic nadprzyrodzonego... nie wiem co cię tak zaskoczyło, nauczyłem się tego w mojej wios...- zdał sobie sprawę, że nie powinien rozpowiadać gdzie nauczył się swoich technik bo mogłoby to przynieść nieszczęście wiosce.  
W tamtej chwili King chciał powiedzieć coś jeszcze ale przerwał mu głośny odgłos dobiegający z tej samej strony co poprzedni, tylko, że tym razem był cięższy jakby coś większego niż skuter.
Wtedy zobaczył kierowcę jakim był zamaskowany mężczyzna z czerwoną wstęgą na ramieniu, już wtedy chłopak wiedział, że będą kłopoty.
Najwyraźniej dla Tights nie był to ktoś nowy bo wskoczyła za plecy Kinga i wskazała na niego palcem mówiąc, że to on ją gonił.
Młody saiyanin pomyślał, że Tights musiała zrobić coś złego inaczej żolnierz z armii Czerwonej Wstęgi by jej nie próbował aresztować, dziewczyna wyraźnie liczyła na pomoc ze strony chłopaka za którym w tej chwili się chowała.
Mężczyzna powiedział aby King się odsunął, lecz on nie miał zamiaru tego zrobić, szczególnie nie jeśli przez to miała zginąć dziewczyna, która poświęciła się aby w niego nie wjechać swoim skuterem.
Postanowił zaatakować zaczynając od szybkiego skoku w jego stronę, następnie zacisnął pięść i wycelował prosto w brzuch przeciwnika.
- Haaa!
avatar
Haricotto
Admin/Time Patrol
Liczba postów : 1453

Re: Las

on Wto Lis 13, 2018 9:04 pm
MG

Żołnierz nie zdążył zareagować, a kiedy w końcu był gotów użyć swojej broni, było już za późno. Pięść Kinga wbijała się w jego brzuch, wwiercając się w jego bebechy. Uderzenie z rozpędu było mocniejsze, co sprawiło, że przedstawiciel Armii Czerwonej Wstęgi został odrzucony do tyłu. Upadł dwa metry dalej, obijając sobie przy tym jeszcze plecy. Karabin został wyrzucony gdzieś w bok. Słychać było jęki powalonego mężczyzny. Trzymał się za brzuch i wiercił na bok, krzycząc z bólu.
- J-jakim cudem jesteś t-taki silny? Kolejny robot? - zapytał, ale nie oczekiwał odpowiedzi. Było to pytanie retoryczne. Zamiast jeszcze więcej gadać, chwycił za pistolet, który schowany był w kaburze przy boku. Wycelował natychmiast w Kinga i otworzył ogień. Kule zaczęły świstać.
- UWAŻAJ!
Tights krzyknęła, ostrzegając chłopaka, ale jej krzyki na niewiele się zdały. Wszystko zależało od szybkości i zwinności Saiyanina. Jeśli pomyli się choć trochę, skończy się to dla niego boleśnie. Zajście wyglądało tak, jakby działo się w spowolnionym tempie. Liczyły się sekundy!

_________________
Sponsored content

Re: Las

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach