Super Dragon Ball PBF - Another Universe
Forum jest w fazie przebudowy. Jest otwarte dla graczy, ale należy pamiętać o możliwości zmian w mechanice.

Share
Go down
avatar
Admin
No.1 Whis' Fanboy
Liczba postów : 357
http://dbanotheruniverse.forumpolish.com

Las

on Sro Sty 24, 2018 5:25 pm
First topic message reminder :

Las jest miejscem mocno... zalesionym. Drzewa, krzewy i ogólnie mnóstwo zieleni, pośród której żyją dzikie stworzenia. Zapuszczanie się tutaj po zmroku jest bardzo ryzykowne i mało kto się na to odważy. Dźwięki wydobywające się stąd nocą, takie jak szuranie, chrapanie, czy warczenie, skutecznie odganiają niedzielnych spacerowiczów.
Miejce to jest tajemnicze samo w sobie. Nikt tak naprawdę nie wie, co tutaj się znajduje. Może tutaj być wszystko, jak i nic.

avatar
Aymi
Mistrz Gry
Liczba postów : 643

Re: Las

on Nie Maj 20, 2018 1:06 am
Bycie niezrozumianym jest rzeczą ciężką zwłaszcza dla osób takich jak Aymi, które są bardzo emocjonalne. Gdy dodatkowo twoja niewiedza ma przyczyny niezależne od ciebie, doprowadza to do dodatkowej frustracji. Bo przecież starasz się, jak możesz, ale i tak rozumujesz nieco inaczej od pozostałych, a przez to dochodzi właśnie do wzajemnego braku zrozumienia. Każdy wszak myśli w inny sposób. Każdy zachowuje się inaczej. Każdy popełnia błędy.
Siedząc tak wśród liści i szlochając cicho, rozmyślała, co tak właściwie poszło nie tak, a im dłużej się nad tym zastanawiała, tym bardziej utwierdzała się w jednym - jej podstawowym błędem jest dziecinne zachowanie. Mimo że chce być traktowana poważnie, za każdym razem dzieje się coś, co uwidacznia jej infantylność, przez co trudno osiągnąć zamierzony efekt. Tak jak teraz. Popełniła kilka błędów, ale zamiast spróbować wytłumaczyć Ryu, jaki właściwie miała cel w tym pocałunku, by zrozumiał to tak, jak ona - po raz kolejny uciekała z płaczem, chcąc się zaszyć gdzieś, gdzie nikt jej nie znajdzie. Zupełnie jak wtedy na Papayi, gdy zdała sobie sprawę, że właściwie nie jest nikomu potrzebna, że jest słaba. A przecież nie była, przynajmniej nie wtedy. Teraz sprawy miały się inaczej, a ona nie mogła osiągnąć zamierzonego celu, dopóki będzie traktowana jak dziecko. Sęk w tym, że nikt nie potrafił tego zrozumieć.
Nikt oprócz Eriki. Przypomniawszy sobie o jasnowłosej, przestała płakać. Odetchnęła głębiej, otarła łzy i spojrzała w stronę, z której przybiegła. Erica zapewniała ją, że pomoże jej zrozumieć wszystko, czego nie będzie wiedziała. Ona jedna zdawała się pojmować, że Ay myśli inaczej, a do tego w przeciwieństwie do Ryu nie nazywała jej głuptasem. Smok nie potrafił myśleć tak jak ona. Może wynikało to z jego męskiej natury? Sama płomiennowłosa nie wiedziała też, w jaki sposób myśli chłopak, ale to było mało istotne. Erica mogła jej pomóc. Czy miało więc sens dłuższe siedzenie w tym miejscu i niepotrzebne wylewanie łez? Z pewnością nie.
Wstała powoli i zaczęła się unosić, aż nie znalazła się ponad koronami drzew. Wzrokiem odszukała wolną przestrzeń będącą terenem jeziora, przy którym została nowa znajoma. Bo przecież stamtąd nie zniknęła, prawda? Delikatny lęk przeszył ją nawskroś. A jeśli sobie poszła? W ułamku sekundy włosy Aymi oblały się złotem, a ona z pełną prędkością ruszyła ku brzegowi jeziora. Ona musiała tam jeszcze być! Musiała! Wielokrotnie szybciej przebyła ten odcinek w locie, niż biegnąc, po krótkiej chwili więc znalazła się nad wodą. Dezaktywowała transformację, lądując, i zaczęła się rozglądać. Zauważyła jasną czuprynę włosów kucającej nad brzegiem dziewczyny i podbiegła do niej.
- Erica! - zawołała, moment później rzucając się jej na szyję i obalając na ziemię. Wtuliła się w nią mocno, czując znów wzbierające łzy. - Baka Ryu nic nie rozumie! Nie umie zrozumieć! Ja wszystkich tracę! Nie chcę być znowu sama!
Samotność. Coś, co towarzyszyło płomiennowłosej przez długie lata od śmierci matki. Coś, czego powtórki się bała. Mało miała osób, którym ufała, które coś dla niej znaczyły, a na każdym kroku zdawało jej się, że jest ich coraz mniej. Tensa zniknęła, Haricotto zginął, Ryu sam ją od siebie odsuwał, nie potrafiąc pojąć jej postępowania i rozumowania. Czy więc został jej ktokolwiek, na kim mogła polegać? Mała iskierka nadziei tliła się tuż obok.

[trening koniec: 20.05. godz.: 1:05]

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

avatar
Erica
Liczba postów : 30

Re: Las

on Pon Maj 21, 2018 1:45 am
Siedziała nad brzegiem jeziora i rozmyślała. Zastanawiała się, co by było, gdyby się tu nie pojawiła. Czy ta sytuacja w ogóle miałaby miejsce? Czy kiedykolwiek jeszcze spotkałaby Ryu lub Aymi? Tego nie wiedziała i nie potrafiła odpowiedzieć na te pytania. Tak jak nie mogła odpowiedzieć na pytanie "co się z nią dzieje?". Tego dnia doświadczyła wiele różnych emocji i przeżyć. Podejrzewała, że jedno z nich może być miłością, ale do kogo? Do Ryu? Być może. Do Aymi? Nie, to niemożliwe. W końcu, zawsze jej mówiono, że miłość istnieje pomiędzy kobietą a mężczyzną, nie pomiędzy kobietą i kobietą... Prawda? Nigdy nie widziała takich par. Ale... Ale może jednak... Rudowłosa była ładna, to fakt. Ale jej pocałunek... To było coś innego, niż przeżyła do tej pory. Był miły, przyjemny i ciepły. Nigdy nie doświadczyła czegoś podobnego... Ale może tak jest zawsze, kiedy czyjeś usta się spotykają? Nie wiedziała tego i musała się upewnić. Do tego potrzebny jej będzie Ryu. Spróbuje z nim i wtedy dowie się, czy to normalna rzecz, czy może jej serce zostało skradzione przez Ogoniastą... Nagle usłyszała znajomy głos wykrzykujący jej imię. Aymi! Siwowłosa zdążyła unieść twarz i zaraz potem wylądowała na ziemi z Rudowłosą uczepioną jej szyi. Po słowach wypowiedzianych przez dziewczynę, Erica przytuliła do siebie przyjaciółkę i rzuciła do niej ciepłym tonem:
-Już dobrze. Mnie nie stracisz. Zawsze będę przy tobie.-
Czemu to powiedziała? Sama nie wiedziała. Po prostu poszła za głosem serca. Przytuliła dziewczynę mocniej i uśmiechnęła się ciepło....
avatar
Blade River
Liczba postów : 200

Re: Las

on Sro Maj 23, 2018 12:23 am
Po powstaniu z pod drzewa i solidnym wypoczynku, Kenzuran miał dość wreszcie tego miejsca i postanowił się jakoś orzeźwić. Pamiętał, że przepływał gdzieś niedaleko strumyk cienkiej wody z której już korzystał, ale to jednak nie wystarczało mu, by chociaż przemyć twarz. Wojownik postanowił nie pieprzyć się ze szczegółami, dlatego też ruszył jego śladem i jakoś mu się tak wyjątkowo nie śpieszyło, dlatego też westchnął pod nosem i ruszył jego śladem.

Nie wiedział czy idzie w dobrą stronę czy złą, ale kierował się bardziej we wnętrze lasu niż poza jego obszar, bo jakby przed wleceniem do tego miejsca, widział jezioro, na pewno ruszył by w poprawnym kierunku. Cały spocony, ze śladami krwi na swoim ubraniu, które także nie było jego, czas mu mijał, a on miał zamiar jak najszybciej się tam znaleźć, ale wiedział że jak wyleci nad koronę papierówek, to na pewno nie znajdzie dużego wodopoju by się chociaż w nim jakoś ochłodzić.

Po kolejnych miniętych minutach, ogoniasty nie wiedział czy na kogoś tutaj natrafi, dlatego też zawinął sobie ogon wokół własnej talii, tak na wszelki wypadek. Żałował tego, że Babuszka, która go przyjęła z gościnnością, przestraszyła się tego co zrobił i że niechcący zabił niewinną osobę. Nie chciał tego, nie chciał robić sobie tutaj wrogów, ale jeśli miało tak być, musiał jakoś przetrwać. Jedyne co musiał zrobić, to znaleźć ten cały Ruch Oporu o którym się także dowiedział, to było dla niego jedyne wyjście.

Syn Kellana po dwudziestu pięciu minutach, wreszcie dostrzegł że więcej słońca pada na jakimś większym obszarze, gdzieś gdzie jest trochę mniej drzew, przeczuwał że to może być właśnie to miejsce. Delikatnie uradowany, choć nadal poważny, trochę przyśpieszył kroku i kiedy dotarł na miejsce, jego oczom ukazało się jezioro i fakt, nie było tutaj takiej dużej ilości papierówek. Na domiar tego, nieopodal wodopoju widział dwie kobiety, które się przytulały. Nie wiedział co ma w tej chwili zrobić, czy je olać czy do nich zagadać, trochę mu kipiało w głowie i zastanawiał się co ma zrobić.

Mruknął coś pod nosem, przełknął ślinę i mimo iż był brudny i spocony na twarzy, podszedł do tych dwóch pań i rzekł spokojną tonacją głosu:
-Przepraszam, że przeszkadzam, ale ja chcę tylko umyć twarz, nie zamierzam przeszkadzać w tym co robicie... - rzekł, podchodząc do oka wodnego i kucając przy nim. Widząc swoje odbicie, zobaczył Ojca i obok jeszcze Siostrę, którzy gdzieś zaginęli na jednej z misji, jeszcze zanim Vegeta istniała. Napiął mięśnie ze złości, uronił jedną, może nawet trzy krople łez, ale szybko chlusnął sobie wodą w swoją buzię.

Czarnowłosemu od razu jakoś tak było lżej i kamień spadł mu z serca, ponieważ mógł poczuć ulgę na swojej buźce, że nie czuję tego całego brudu. Kiedy wytarł się w swoje ubrania, bo nie miał żadnego specjalnego materiału do wytarcia twarzy, zbliżył się ponownie do kobiet i zapytał:
-Jednak muszę wam przerwać to co robicie. Muszę znaleźć Ruch Oporu, to dla mnie bardzo ważne, nie wiecie może w którym kierunku muszę się udać?? - zapytał i trochę się denerwował. Nie mógł im ufać, mogły go sprzedać Armii Czerwonej wstęgi, nie znał ich, nie wiedział jak zareagują. Chciał przybrać pozycję bojową, lecz się powstrzymał, bo jednak to były kobiety, ale mogły by być tak silne jak tamten dzieciak, który chyba także był dowódcą w tej armii RR. Czarnooki tak spoglądał na nie i wyczekiwał odpowiedzi, niecierpliwiąc się czy dobrze postąpił...
avatar
Aymi
Mistrz Gry
Liczba postów : 643

Re: Las

on Sro Maj 23, 2018 1:35 am
Aymi pragnęła być zrozumiana i traktowana na równi z innymi. Chciała, by przestano patrzeć na nią jak na dziecko, które trzeba chronić. Sama chciała urosnąć w siłę na tyle, by bronić najbliższych przed zagrożeniami. Sęk w tym, że mimo wszystko wciąż zachowywała się jak dziecko, miała swoje infantylne odruchy, nad którymi ciężko było zapanować, a to nie sprzyjało polepszeniu opinii na jej temat u innych. Była jednak osoba, która mogła jej pomóc, mogła zrozumieć jej tok rozumowania i wytłumaczyć to, czego nie wiedziała. Dlatego też pognała na spotkanie z jasnowłosą dziewczyną, która została sama nad brzegiem jeziora.
Znalazłszy Ericę, rzuciła jej się na szyję, niemal płacząc, choć starała się powstrzymać emocje. Mając świadomość, że w ostatnim czasie traci wszystkich bliskich, bała się samotności czekającej na końcu tej drogi. Szarooka przytuliła ją i zapewniła, że zawsze będzie przy niej. Właściwie nie miała podstaw do wypowiadania takich słów, a jednak to powiedziała, to zapewnienie zaś wystarczyło młodej halfce. Otarła wzbierające pod powiekami łzy i spojrzała w jasne ślepia nowej przyjaciółki. Już właściwie miała coś powiedzieć, zareagować, zdała sobie jednak sprawę, że ktoś się zbliża. W pierwszej chwili sądziła, że to Ryu wrócił tu jej śladem, jednak mężczyzna wyłaniający się zza drzew nie miał na sobie białego stroju, a przybrudzone i przepocone ciuchy. Twarz również miał umorusaną, co niekoniecznie stawiało go w pozytywnym świetle. Przynajmniej wizualnie.
Płomiennowłosa oderwała się od Eriki chwilę przed tym, jak nieznajomy się odezwał. Przełknęła ślinę, ale nie reagowała, czekając na rozwój wypadków. Brunet najwyraźniej chciał tylko się umyć, więc Ay odprowadziła go wzrokiem do nabrzeża. I wtedy też to zauważyła. Brązowe, pokryte futrem coś, co miał owinięte wokół pasa. Ogon. Nie było mowy o pomyłce, znała tylko jedną rasę, która właśnie w ten sposób trzymała własny ogon przy sobie. W końcu to ojciec pokazał jej tę metodę.
- Saiya-jin... - szepnęła pod nosem, a jej spojrzenie stwardniało. Pamiętała ostatnie spotkanie z obcym saiyaninem, który próbował ją przekonać, by poleciała z nim na Vegetę, walczyć przeciw tsufulom. Twierdził on, że byli oni najeźdźcami, co okazało się kłamstwem. Tensa wyjaśniła jej dokładnie, że to saiyanie podbili planetę, którą pierwotnie zamieszkiwali właśnie tsufulianie. Ay wiedziała, że saiyanom nie można ufać. Obserwowała zatem poczynania obcego, będąc gotową w każdej chwili zareagować.
Gdy w którymś momencie brunet wstał i znów skierował się w ich stronę, stalowooka pociągnęła Ericę za siebie, zasłaniając ją własnym ciałem. Brwi miała zmarszczone, a jej krwisty ogon falował niespokojnie niczym bicz, który gotował się do smagnięcia. Nieznajomy zaczął coś mówić o jakimś Ruchu Oporu i pytał, czy wskażą mu kierunek. Ay mgliście pamiętała, że ten cały Ruch działał przeciw RR, choć sama raczej nie miała styczności z rebeliantami. Czego jednak saiyanin mógł od nich chcieć? Chyba tylko członkowie Armii ich szukali, by w końcu pozbyć się przeszkód. Czyżby więc i on należał do RR?
- Dlaczego ich szukasz, saiyaninie? - spytała dość ostro, w dalszym ciągu chowając za sobą jasnowłosą. - Mnie nie oszukasz. Jesteście kłamcami, ale nie dam się nabrać. Nie zabierzesz ani mnie, ani Eri-chan.
Patrzyła groźnie w ciemne ślepia mężczyzny, od czasu do czasu zerkając w stronę, z której przybył. Mógł nie być sam, a to byłoby problemem, nie wiedziała bowiem, jaką siłą może on dysponować. Mimo wszystko postanowiła bronić Eriki i nie zamierzała się z tego wycofywać. Tym razem nie będzie uciekać, a w razie konieczności - będzie walczyć.

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

avatar
Erica
Liczba postów : 30

Re: Las

on Sro Maj 23, 2018 8:30 pm
Leżały jedna na drugiej, przytulając się. Dla osób trzecich musiało to wyglądać, co najmniej dwuznacznie. W lesie było cicho i spokojnie... No, do czasu. Dopóki z pomiędzy drzew nie wyłonił się brudny mężczyzna. W pierwszej chwili Erica pomyślała, że to Ryu. Potem zorientowała się, że tym facetem był ktoś jej nieznany. Wstała i chciała się przywitać, ale zachowanie Aymi sprawiło, że uznała, iż siedzenie cicho będzie lepszą opcją. Tymczasem nieznajomy podszedł, zapewnił, że chodzi mu tylko o wodę i zaraz sobie pójdzie. Gdy tylko je minął, to zobaczyła coś, co wyglądało na włochaty pasek. Potem spojrzała na Aymi i zobaczyła coś podobnego, tylko innej barwy. A więc on też miał ogon! Czy to znaczyło, że są ze sobą jakoś spokrewnieni, lub coś w tym rodzaju? Być może. Postanowiła, że zapyta, gdy tylko znów zostaną same. W pewnym momencie brunet wstał, obrócił się w ich stronę i zaczął iść. Rudowłosa zasłoniła Ericę, co wprawiło dziewczynę w zaskoczenie. Nie spodziewała się takiej reakcji w stosunku do obcego mężczyzny. Zachowywała się, jakby znali się wcześniej. Cóż... Czas pokaże, co się za tym kryje. Brunet spytał o Ruch Oporu, który Siwowłosa znała ze słyszenia. Żyjąc wśród ruin miasta i ludzi skrzywdzonych przez Armię, słyszała wiele historii na ich temat. Czy były prawdziwe? Nie jej to oceniać. Uznała, że będzie milczeć i tylko obserwować poczynania Rudowłosej i kogoś, kogo nazwała Saiyaninem. To było jego imię? Czy może jakiś przydomek? Kolejne pytania bez odpowiedzi zaczęły się pojawiać. Pytanie Aymi nie wywołało jakieś szczególnej reakcji, poza ciekawością. Natomiast druga część jej wypowiedzi wprawiła Ericę w szok i zakłopotanie. Nie myślała, że ktokolwiek stanąłby w jej obronie tak, jak Rudowłosa zanim Saiyanin do nich podszedł. Już wtedy wywołało to duże zaskoczenie. Ale teraz, gdy chęć jej obrony została potwierdzona słowami, to dziewczyna wpadła w zakłopotanie. Uśmiechnęła się niepewnie i rzuciła cicho do dziewczyny przed sobą:
-Dziękuję...-
Spodobało jej się też zdrobnienie "Eri-chan". Uznała, że w takim wypadku, zacznie nazywać Aymi per "Ay-chan".
avatar
Blade River
Liczba postów : 200

Re: Las

on Sro Maj 23, 2018 11:22 pm
Kenzuran kiedy tak stał i wyczekiwał na odpowiedź rudowłosej na temat Ruchu Oporu, zauważył że dziewczyna za nią najwyraźniej mogło być przerażona, a oczywiście nie chciał nikogo wystraszyć. Po tym, gdy już się ogarnął i obmył twarz, wyglądał w miarę już normalniej, oprócz kurzu trochę krwi i rozdartych miejsc na jego skradzionych ubraniach, które wraz z Gutsem tak jakby zapożyczyli ze zniszczonego miasta. Wojownik widział przedtem, że ta dziewczyna która zareagował dość nerwowo poruszyła ustami, najwyraźniej coś mówiła do drugiej albo do siebie.

Nie wiedział tego konkretnie, ale gdy nareszcie po tej dłuższej chwili kobieta odezwała się w stronę Czarnowłosego trochę się zdziwił i jej nie rozumiał. Ogoniasty także spoważniał, a kątem oka jeszcze ominął jeden drobny szczegół, który miała panienka przy swoich czterech literach, a raczej nad nimi. Ognisty ogon falował na wietrze, czyli ona także należała do rasy, ale to by znaczyło że właśnie przed synem Kellana stał mieszaniec z jego rasy.

Westchnął pod nosem, aż wreszcie się wypowiedział, oczywiście po tym jak usłyszał resztę zdania dziewczyny:
-Szukam ich po to by mi pomogli zwalczyć Armię Czerwonej wstęgi i nie tylko... - zatrzymał na chwilę swój monolog i przysiadł sobie na jednym z większych kamieni, a potem zaczął dalej ciągnąć:
-Opowiem ci wszystko pokrótce, nie musisz mi wierzyć czy nie, ja też nie muszę ci wierzyć, dlatego to się wszystko zaczęło tak...Na naszą rodzinną planetę zawitali Sakanie, którzy chcieli wykorzystać naszą energię w zamian za surowce i tym podobne rzeczy, nie wiem dokładnie co. Okazało się, że byli jednak przeciwko nam i chcieli nas wybić, lecz na szczęście jakoś się PRZED nimi obroniliśmy...ale zdarzyło się coś niespodziewanego. Na naszą Vegetę przyleciał jakiś osobnik wyglądający jak demon z długimi włosami aż do ramion i niebieską skórą, a jeden z naszych pobratymców kazał mi i mojemu towarzyszowi Gutsowi uciekać do jego kapsuły, po czym przemienił się na moich oczach w legendarną złotą formą Super Saiyanina i z uśmiechem na twarzy ruszył na wroga. Kiedy żeśmy uciekli jak tchórze....chciałem go wspomóc, chciałem także walczyć, ale to nie była nasza liga, ze swoim kolegą w jednej ciasnej kapsule dolecieliśmy na tą planetę. Trochę czasu minęło kiedy szukaliśmy nowych ubrań i jakiegoś jedzenia, kiedy to Armia Czerwonej Wstęgi nas zaatakowała, a mój towarzysz uciekł jak tchórz...zostawił mnie sam na czterech przeciwników, gdzie jeden z nich był silniejszy i potrafił używać podmuchów Kiai. - zrobił na chwilę przerwę, bo nie było mu miło o tym wszystkim wspominać, ale nie zamierzał jeszcze kończyć.

Czarnooki spojrzał wgłąb tych jaskrawych ślepi dziewczyny i kontynuował:
-Kiedy pokonałem ich lidera, bo zawalił się na niego cały budynek w zniszczonym mieście, szukałem pożywienia, trenował oczywiście też by nie wyjść z formy. Po krótce, napotkałem bardzo miłą staruszkę, która mnie ugościła i poczęstowała pożywieniem, lecz także u niej długo nie posiedziałem, bo znowu przybyła Armia Czerwonej Wstęgi i mieli zamiar wywieść gdzieś ja i kilka tutejszych osobników...Musiałem niestety pokazać staruszce swoje prawdziwe oblicze, dlatego znowu obezwładniłem ich żołnierzy z dziwną bronią, ale to nie był koniec. Walczyłem chyba także bodajże z ich dowódcą, który miał rozmiary dzieciaka i wydawał się być jeszcze dzieckiem...zabiłem go z zimną krwią, lecz przez to że ich transportowiec wybuchł, zabiłem niewinną ofiarę, dlatego starsza kobieta przestraszyła się mojej osoby. Dalej zaś znowu trenowałem, natrafiłem do tego lasu i spotkałem was, od cała historia. - wreszcie wypuścił powietrze, bo trochę się nagadał i otarł pot z czoła.

Musiał teraz odpowiedzieć na poprzednie słowa ognistowłosej, dlatego też zaczął, ale tym razem krótko:
-Nie zamierzam ciebie ani twojej towarzyszki nigdzie zabierać, chcę znaleźć Ruch Oporu by przetrwać i pokonać tyranie na tej Ziemi, to wszystko. Przez to, że nasza Planeta Vegeta już istnieje i wybuchła przez tego Demona, chcę go kiedyś dorwać i pomścić Rutagę, saiyańskiego brata który mnie i Gutsa ocalił swoją kapsułą. Tak poza tym, nazywam się Kenzuran i nie musicie się mnie obawiać... - wreszcie zakończył swoją mowę i teraz musiał czekać na odpowiedź kobiety i może jej towarzyszki, która najwyraźniej się bała. Patrzył teraz z wkurzoną miną na ziemię, że musiał sobie o tym wszystkim przypominać, napiął mięśnie na przedramionach i zacisnął zęby, nienawidził tego demona i chciał go zniszczyć raz na zawsze.
avatar
Aymi
Mistrz Gry
Liczba postów : 643

Re: Las

on Czw Maj 24, 2018 9:39 pm
Konfrontacje nigdy nie należały do rzeczy łatwych nawet, gdy opierać się miały na dialogu. Tym bardziej, że jedna ze stron już na samym starcie zdawała się być uprzedzona względem drugiej. Aymi nie należała do osób z natury ufnych, choć do niektórych osób była bardziej przychylna. Saiyanin do nich z pewnością nie należał. Do tej pory niemal wszyscy napotkani przez nią przedstawiciele tej rasy okazywali się kłamcami, oszustami, a jedynym znanym jej wyjątkiem był Haricotto. Nic więc dziwnego, że nie była skora uwierzyć obcemu na słowo. Nic nie stało jednak na przeszkodzie, by mimo wszystko wysłuchać tego, co miał do powiedzenia.
Obserwowała go uważnie, gdy wspomniał o zwalczeniu Armii, a także gdy siadał na pobliskim kamieniu, by kontynuować. Gdy z jego ust padło słowo "sakanie", ciało płomiennowłosej napięło się gwałtownie, a ona sama zacisnęła pięści. Znowu te rybie paskudy, przez które w ostatnim czasie tyle wszyscy wycierpieli. To za ich sprawą straciła ojca. Jirri twierdził, że mogą wrócić, co zresztą zapowiedział ten ostatni. Nadchodzi Belial - tak brzmiały jego słowa. Co dziwne, kiedy saiyanin zaczął opisywać tego demona, który to miał niby zniszczyć całą Vegetę, Ay nie miała najmniejszych wątpliwości, o kim mowa.
- Belial... - wysyczała przez zęby dość cicho, nie chcąc przerywać wywodu. I tak czuła, jak rośnie w niej gniew. Tata nazywał Vegetę ojczyzną saiyan, a ktoś ot tak się pojawiał i wszystko niszczył, zabijał. To nie było w porządku, zarówno Sakana jak i sam ich dowódca powinni zostać ukarani za swoje zbrodnie.
Brunet opowiadał dalej o kompanie, który dał jemu i towarzyszącemu mu wtedy niejakiemu Gutsowi możliwość ucieczki, ratowania się przed zagładą. Oczyma wyobraźni widziała mężczyznę przyjmującego złotą formę, choć dla niej był to ojciec. W jednej chwili nałożyło się na siebie kilka obrazów. Nieznany jej mężczyzna poświęcający się za towarzyszy, ostatni uśmiech matki, nim ją straciła, roześmiana twarz Haricotta, którego pochłonęła eksplozja... Wszystko to mieszało się wzajemnie z wizją krwi rodzicielki, płomieniami, gęstym dymem drażniącym nozdrza. Czarnooki cały czas mówił, opowiadał, ale ona już go nie słuchała. Zaciskała jednocześnie szczękę i pięści, jej mięśnie zdawały się wręcz krzyczeć z powodu napięcia, energia wokół ciała gęstniała. Stalowe tęczówki błyskały raz po raz turkusowym odcieniem, włosy falowały targane nieistniejącym wiatrem, migając złotem podobnie jak jej ogon. Krew w żyłach pulsowała przepompowywana z jeszcze większą werwą niż dotychczas, po skórze przeskakiwały delikatne wyładowania. Rósł w niej gniew, mieszał się z rozpaczą, poczuciem straty, bezradnością. Bo przecież nie była dostatecznie silna, by ich chronić. Wszystkie te emocje kotłowały się w niej, wręcz rozrywały od środka jej duszę, myśli, serce. A w natłoku tych sprzecznych emocji przebił się do niej fragment wypowiedzi bruneta: "wydawał się być jeszcze dzieckiem...zabiłem go z zimną krwią". To przeważyło szalę.
Otworzyła gwałtownie do tej pory lekko przymknięte oczy, a energia eksplodowała, odpychając od niej wszystko i wszystkich. Ziemia pod jej stopami zadrżała i zaczęła pękać, gdy ciało dziewczyny spowiła złota aura. Patrzyła wściekle na saiyanina, który moment wcześniej przyznał się do zabójstwa dziecka. Gdzieś w głębi umysłu zajaśniało wspomnienie żołnierza, który celował do niej z broni palnej, później ludzie w furgonetce strzelający do mieszkańców przytułku, jej własny blast przeszywający metalową konstrukcję... i ten mężczyzna zabijający dziecko. Z jej gardła wyrwało się wściekłe wycie, moc otaczająca jej ciało rosła, strzelając na wszystkie strony. Ziemia coraz bardziej się kruszyła pod naporem tej siły, a jej drobinki unosiły się, by zawisnąć w powietrzu. Nagle ucichła, wciąż wpatrując się wręcz nienawistnym spojrzeniem w bruneta.
- Morderca... - syknęła, przestępując krok do przodu, potem kolejny. Powoli stawiała stopy na podłożu, zbliżając się coraz bardziej. Wyciągnęła przed siebie dłoń i wystrzeliła z nich energię w postaci fali, zwalając mężczyznę z nóg, o ile wciąż stał. - Morderca... - powtórzyła, zaciskając pięści przy kolejnym kroku. Wzrok miała pusty, skoncentrowany tylko na jednej postaci. Postaci saiyanina będącego przed nią.

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

avatar
Erica
Liczba postów : 30

Re: Las

on Czw Maj 31, 2018 1:55 pm
Erica nie wiedziała o czym i o kim mówi przybysz. Jednakże, rozumiała, że ten demon był zły i potężny skoro niszczył czyjeś planety. Ciekawiło ją, z jakiej technologii mógł korzystać. Bo przecież żadna żyjąca istota nie mogła być na tyle silna, aby niszczyć planety... Prawda? Po tym co widziała, nie była tego taka pewna. Poprzedni pokaz siły i szybkości Aymi skutecznie sprawił, że nie wiedziała już, czy są limity ludzkiej siły. Słuchała nieznajomego ze wzrokiem w nim utkwionym. Przyznał się, że zabił dziecko z zimną krwią.... Gdy skończył mówić, to postanowiła poczekać na reakcję Rudowłosej, a gdy wreszcie nastąpiła, to sprawiła, ze Siwowłosa została odrzucona kilka metrów za siebie i upadła na ziemię. Podniosła głowę i spojrzała na energię okalającą jej przyjaciółkę. Widziała ją już wcześniej, gdy Ryu spał, a ona myślała, że zmarł. To był gniew. Gniew i złość skierowana w stronę przybysza. Ludzie nie myślą racjonalnie w takich chwilach. Są gotowi zrobić coś, czego potem będą żałować. Widziała, jak Aymi robi krok w stronę mężczyzny. Jeśli chce mu zrobić krzywdę, to trzeba ją powstrzymać. Erica wstała i biegiem ruszyła w stronę dziewczyny, a gdy już znalazła się dostatecznie blisko, to przytuliła ją mocno i krzyknęła:
-Ay-chan! Stój! Spokojnie! Chcesz być taka, jak on?-
Jeśli to nie zadziała, to stanie pomiędzy brunetem, a rudowłosą i znów nakaże jej się uspokoić.

______________________
Pościk pisany bez pomysłu, więc jest taki, jaki jest ;-;
avatar
Blade River
Liczba postów : 200

Re: Las

on Czw Maj 31, 2018 2:12 pm
Kenzuran po opowiedzeniu swojej historii, tylko spoglądał poważnie na dziewczyną i tą drugą, która była za koleżanką. Nie spodziewał się takiego obrotu sytuacji, gdyż kobieta której chciał wszystko jakoś normalnie wytłumaczyć, przemieniła się w Super Saiyanina. Nie będąc chyba wystarczająco szybkim jak dama przed nim, ta wystrzeliła promień energii w jego stronę. Nie miał nawet jak tego uniknąć, więc szybko skrzyżował przedramiona przed twarzą i przyjął pocisk na siebie. Wojownik został odrzucony do tyłu przez tą technikę i już nie siedział sobie na kamieniu, ale i tak szybko się podniósł, skacząc na obydwie nogi.

Zauważył że ta druga dziewuszka rzuciła się na tamtą, tuląc ją do siebie i chciała ją najwyraźniej otrząsnąć. Syn Kellana nie miał wyboru, musiał spróbować ją przekonać albo stanąć do walki. Przybrał pozycję do obrony w razie czego i rzekł w jej stronę:
-Wcale nie musimy walczyć, ocknij się. Musiałem przetrwać, przecież też jesteś wojowniczką. Nie chcę wam sprawiać kłopotów, potrzebuje informacji jak dostać się do Ruchu Oporu, oni mi tylko mogą pomóc. Chcę powstrzymać złe intencję Armii czerwonej wstęgi, a to że ich żołnierze ponieśli sromową porażkę tocząc bitwę ze mną, to chyba dobrze, prawda?? - powiedział i z jego czoła ściekał pot.

Denerwował się, gdyż on sam nie potrafił się przemieniać, dlatego też wiedział że stoi na przegranej pozycji. Może jakby jego towarzysz Guts byłby z nim, wyglądałoby to zupełnie inaczej, ale teraz aktualnie był sam i był skazany na siebie. Nie chciał w tak głupi sposób umierać, szukał tylko i wyłącznie pomocy w staniu się silniejszym i w innym wypadku powstrzymaniu tego cholernego demona, który zniszczył jego dom i tej dziewczyny, która teraz stała przed nim. Gardził nią, gdyż Ojciec go kiedyś uczył, że nie warto zadawać się z mieszańcami, ale nie miał innego wyboru, musiał się pogodzić z tym losem, że Ona może być jedynym ratunkiem dla jego osoby.
Gość
Gość

Re: Las

on Pon Cze 11, 2018 8:15 pm
MG


Czytałem to kiedyś, gdy zostałem poproszony o opinie na discordzie, teraz zostałem poproszony by napisać oficjalnie, jako MG co następuje. Drugi raz tego nie czytam, więc bardzo wybaczcie mi, że nie będzie ten odpis ze szczegółami, które przywykłem opisywać przy ocenianiu każdego ruchu...
W każdym razie nie wiem, co tutaj podlega ocenie, Blade napisał, że przyjmuje swój cios na siebie, tak też się dzieję. Zostaje odrzucony w tył, i przewrócony. Jego ręce mają mocno zaczerwienione ślady. On sam odniósł lekkie obrażenia.
avatar
Aymi
Mistrz Gry
Liczba postów : 643

Re: Las

on Sro Cze 13, 2018 9:26 am
Reakcje emocjonalne w pewnym sensie definiują człowieka. Określają to, w jaki sposób odbiera on otoczenie i jak bardzo dana sytuacja na potrafi na niego wpłynąć. Wpływ na to może mieć kilka czynników, między innymi bagaż dotychczasowych doświadczeń danej osoby. Płomiennowłosa mimo młodego wieku przeżyła wiele i nie zawsze były to przeżycia przynoszące uśmiech. Mając zaledwie kilka lat, była świadkiem pierwszej śmierci - odebrano jej matkę. Później nie było lepiej, żyła w wyobcowaniu, a gdy przed rokiem znalazła ludzi, którzy zaczęli dla niej znaczyć coś więcej, całkiem niedawno znów odebrano jej kogoś bliskiego. Mimo wszystko miała swoje, dość specyficzne podejście do śmierci i jej zadawania. Nawet jeśli pragnęła sprawiedliwości, ukarania winnych dawnych zbrodni, nigdy nie rozpatrywała odebrania życia jako opcji kary. Czy więc dziwić może jej reakcja na zadaną z zimną krwią śmierć nawet, gdy ze słów tego mężczyzny wynika, iż zabite dziecko było jakimś dowódcą w Armii? Swoją drogą - co za armia mianowałaby dzieciaka dowódcą?
Aymi zareagowała gwałtownie, dając upust skumulowanym w niej emocjom. Dotychczasowe przeżycia i odczuwane ostatnimi czasy smutki i niepokoje tylko spotęgowały w niej teraz ukierunkowany gniew. Nie darzyła saiyan zbytnim zaufaniem, właściwie ufała tylko jednemu - ojcu; brunet przed nią stał się odzwierciedleniem wszelkiego zła, jakie rasa kosmicznych wojowników szerzyła wszędzie tam, gdzie się pojawiła. Z nienawiścią w oczach szła w jego kierunku, uniosła rękę, wypuszczając w jego stronę falę czystej energii, co dostatecznie zwaliło go z nóg. Stawiała właśnie kolejny krok naprzód, gdy poczuła okalające ją w pasie ramiona, słysząc jednocześnie głos jasnowłosej. Kenzuran zdążył już wstać i przyjąć pozycję obronną.
- Nie jestem jak on... jak oni... - rzuciła z lekkim wyrzutem, wciąż wpatrzona w obcego, mimo wszystko zatrzymała się, choć złota aura wokół niej wciąż buzowała. Wtedy jednak on się odezwał, a z każdym kolejnym słowem zaciskała pięści coraz bardziej.
- Kłamca! - krzyknęła z wyraźnym gniewem. - Wszyscy saiyanie to kłamcy! Potraficie tylko niszczyć i zabijać! Nie musiałeś odbierać mu życia, skoro przegrali! Prawdziwy wojownik powinien szanować życie innych, w przeciwnym razie staje się mordercą! Zupełnie jak ty!
Jej dłonie spoczęły na dłoniach Eri, odsuwając je nieznacznie, ale to wystarczyło. W następnej sekundzie znalazła się tuż przy brunecie, a jej zaciśnięta pięść spotkała się z jego podbrzuszem, wymuszając pochylenie ciała. Nie był to cios z wykorzystaniem pełni siły dziewczyny, mimo wszystko na tyle mocny, by powalić słabszego od niej mężczyznę. Jednak nie pozwoliła mu upaść, podtrzymując go na własnym ramieniu.
- Nie zasługujesz, by nazywać się wojownikiem - szepnęła wprost do jego ucha, a złota aura wokół niej zaczęła zanikać. - Sprowadzę tatę z powrotem, a on ci pokaże, co znaczy być prawdziwym wojownikiem. Znajdę kule, stanę się silniejsza i razem z nim pokonam Beliala, żeby już nikt więcej nie musiał tracić życia.
To powiedziawszy, obróciła się, odrywając od ledwo stojącego saiyanina, i szybkim, prostym kopniakiem posłała go w stronę drzew. Spojrzała jeszcze w las, gdzie zniknął próbujący ją dogonić Ryu. Wciąż nie wracał, ona jednak nie mogła na niego czekać, a właściwie nie chciała. Musiała się przecież dowiedzieć, jak i gdzie szukać smoczych kul, by przywrócić ojcu życie. Szybkim krokiem podeszła do koleżanki, chwytając jej dłonie we własne.
- Umiesz latać? - spytała z błyskiem w stalowych oczach. - Muszę gdzieś polecieć, a nie chcę zostawiać cię tu samej. Ryu... mnie znajdzie, mamy do wykonania misję. Polecisz ze mną?
Była gotowa ruszyć nawet w tej chwili, czekała jednak na Ericę. Naprawdę wolała nie zostawiać dziewczyny z tym saiyaninem, nie zrobiłaby jednak nic wbrew jej woli. Decyzja należała do Eri-chan.

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

avatar
Blade River
Liczba postów : 200

Re: Las

on Czw Cze 14, 2018 12:47 pm
Kenzuran nie wiedział jak ma zareagować. Był w potrzasku i to dość poważnym, gdyż wojowniczka, która należała do wymieszanego rodu jego, jak i jeszcze innego potrafiła osiągać złotą formę. Czarnowłosy nawet mimo to, że przyjmował pozycję obronną, nie wiedział zbytnio co teraz zrobi jego przeciwniczka. Widział, że ta znowu coś najwyraźniej mówiła do swojej towarzyszki albo nawet do siebie, gdyż poruszała wargami, a nie wyglądało to wcale a wcale na zbieranie powietrza.

Wreszcie usłyszał z jej strony głośniejsze słowa takie jak "Kłamca". Syn Kellana naprawdę nie rozumiał o co jej chodzi, przecież on chciał tylko znaleźć ruch oporu by wspomóc ich w walce z czerwoną wstęgą, jak i przetrwaniem na tej dziwnej planecie. Złotowłosa uważała ogoniastego za kłamcę, a nawet za mordercę, to niestety było prawdą i nie mógł się z tego wycofać, ale walczył w obronie własnej i tutejszej ludności, więc nie był tylko zapatrzony w siebie. Kiedy już usłyszał wszystkie agresywne słowa z jej strony, nawet nie zwrócił uwagi gdy wojowniczka pojawiła się przy jego osobie i zadała dość mocny cios w jego brzuch.

Czarnooki wypluł trochę śliny i zgiął się, lecz jednak nieznana mu dotąd dziewczyna podtrzymała go jeszcze przez chwilę i ponownie wypowiedziała w jego stronę niedługi monolog. Syn Ilene słuchał, że mówiła o sprowadzeniu jej Ojca, jak i pokonaniem Beliala, czyżby ten cały Belial to był demon, który zniszczył ich planetę. Jeśli ona wiedziała znacznie więcej, musiał z niej wyciągnąć informacje, ale podczas gdy chciał się zapytać o tego demona, mógł zobaczyć jak kobieta się obraca i zadaję kopniaka, wysyłając go na kilka drzew. Kenzuran niestety był uparty, dlatego też łamiąc swoimi plecami kilka papierówek, stworzył wybuch energii za sobą, zatrzymując się. Miał szczęście, że dziewczyna nie wykopała go zbyt daleko, ponieważ mógł szybko wrócić do miejsca z którego został tutaj wysłany kopniakiem.

Szybkimi zwinnymi ruchami i wyskokami w stronę obydwu dziewuszek, powrócił do nich zanim jeszcze te zdążyły gdziekolwiek ruszyć, po czym twardo walnął stopami o tutejszą glebę i rzucił w stronę saiyanki kilka zdań:
-Nie chcę wam robić problemów. Możesz nie określać mnie mianem wojownikiem, dla mnie się liczy tylko jedno, by przetrwać. Armia czerwonej wstęgi podobno jest tutaj najgorszą rzeczą jaka istnieję, a ja chcę wspomóc walkę Ruchowi Oporu...nawet jeśli uważasz mnie za tego złego... - zrobił na chwilę przerwę by jeszcze pomasować obolały brzuch. Kiedy skończył się masować, zaczął ciągnąć dalej swój monolog:
-Czyli jednak wiedziałaś kto zniszczył naszą planetę...Belial to imię tego cholernego demona, który zniszczył naszą Vegetę, tak?? Długie włosy, białe anielskie skrzydła i niebieska skóra, czy jednak on trochę inaczej wygląda?? Jeśli jednak mam rację, to on właśnie stoi za zniszczeniem naszej rodowitej planety... - zakończył to zdanie i wreszcie musiał odetchnąć.

Jeszcze odczuwał tamten poprzedni cios i złość, gdyż nadal widział obraz jak jego planetka przepada przez to, że tylko i wyłącznie przybył sobie jakiś demonik i można było rzec, że pstryknął palcami. Czarnowłosy także odczuwał złość i furię i chciał być tak silny jak jego koleżanka przed nim, która to była mieszańcem. Westchnął pod nosem, wyprostował się po raz ostatni i rzucił w jej stronę następujące słowa:
-Wiem, że nadal możesz odczuwać do mnie wrogość, nie wiem o jakich kulach mówisz, nie obchodzą mnie zbytnio one, dlatego zapytam jeszcze raz. Wiesz gdzie mogę odnaleźć ten cały Ruch Oporu, jestem mordercą, ale także jestem żyjącą istotą która chcę przetrwać i nie chcę wam sprawiać kłopotów. Powiecie mi tylko gdzie mam dokładnie się udać i już mnie tutaj nie ma, proste i łatwe, prawda?? - uniósł jedną brew, po czym już nie przybierał żadnych bojowych póz, bo wiedział że jeśli ponownie oberwie to pewnie słusznie.

Dla niego liczyło się przetrwanie, ale najwyraźniej kobieta przed nim inaczej zupełnie spoglądała na świat, natomiast nie wiedział co z tą drugą dziewoją, która przedtem próbowała powstrzymać złotowłosą.

Kimi
Liczba postów : 26

Re: Las

on Pon Cze 18, 2018 9:16 pm
Wygodnie wylegiwała się w cieniu na dosyć sporej gałęzi drzewa spokojnie czytając sobie książkę, którą ze sobą zabrała z domu. Ogonem owinęła się wokół gałęzi, dlatego nie bała się, że spadnie. Była to naukowa książka, dział, który czytała mówił o specjalnym zabiegu amnezji. Minęło kilka godzin, zanim zamknęła książkę i schowała ją do kieszeni. Fajnie byłoby specjalnie poddać się takiemu zabiegowi - pomyślała. Rozciągnęła się, a następnie zsuwając się z gałęzi zrobiła kilka salt w powietrzu, a następnie sprawnie wylądowała na zgięte nogi. Była trochę głodna, dlatego wybrała się na spacer po lesie, aby zebrać kilka owoców i je zjeść. Trochę jej to zajęło, ale opłaciło się to, ponieważ dała radę zaspokoić swój apetyt. Jednak po chwili znowu poczuła się głodna, ale przechodząc obok jeziora szybko wpadła na pewien pomysł. Uniosła się w powietrze i zaczęła latać nad taflą wody spoglądając na dno w poszukiwaniu jakiegoś większego okazu. Widziała większe cienie na dnie, dlatego postanowiła spróbować tak, jak zawsze pokazywał jej to tata. Lekko wypięła swój tyłek w stronę wody a swój ogon lekko zanurzyła w wodzie i zaczęła lekko merdać ogonkiem, aby zwabić jakąś rybkę. Podpływały różne, mniejsze rybki, ale te wypuszczała na wolność. Po chwili zobaczyła pod sobą wielki cień. Wtedy wynurzyła się ogromna ryba, która jednym połknięciem dałaby radę bez problemu zjeść małą dziewczynkę. Po lesie rozległ się pisk, a ona odruchowo wykonała kopnięcie, po którym ryba odleciała na brzeg jeziora. Sytuacja się uspokoiła a ona przetarła swoje czoło z potu.
- Jest ogromna. - Powiedziała cicho pod swoim nosem. Później musiała nazbierać trochę drewna na ognisko oraz wystrugać porządny kij, aby można było nadziać rybę nad ogniem. Zrobiła wszystko co trzeba, a następnie zaczęła czekać, aż się usmaży. Przez ten czas miała zamiar trochę potrenować.

Start treningu.
avatar
Haricotto
Admin/Time Patrol
Liczba postów : 1453

Re: Las

on Czw Cze 21, 2018 11:11 pm
MG

Kenzuran nie zdołał uniknąć nadchodzącego ciosu Aymi. Pięść wbita w jego brzuch spowodowała, że wypluł krew, brudząc swój podbródek i przedramię Super Wojowniczki. Ta podtrzymała go na ręce, po czym wróciła do poprzedniej formy. Następny jej cios posłał Saiyanina w drzewa, ścinając conajmniej pół tuzina z nich.

Nie był w stanie nic zrobić, kończąc na jednym z drzew, które powalił własnym ciałem. Mimo, że uderzenie nie było zadane z całą mocą, wystarczyło na tyle, by całkowicie wyłączyć go z dalszej gry. Jakby nie patrzeć, doświadczył na sobie mocy Super Saiyanina. Ledwo przytomny, mówił coś pod nosem, jednak nikt nie mógł tego zrozumieć.

_________________
avatar
Erica
Liczba postów : 30

Re: Las

on Czw Cze 21, 2018 11:31 pm
Erica oglądała kolejny niesamowity pokaz szybkości i siły. Zadziwiało ją to. Nigdy nie widziała, aby ktokolwiek potrafił poruszać się z taką prędkością lub uderzał z taką siłą. Widziała natomiast ludzi latających. Sama do takich należała, jednakże nie potrafiła tego robić z taką gracją, jak inni. Była w podziwie dla ich niesamowitych zdolności. Przybysz mówił wcześniej o tym, że pochodzi z innej planety. Czy Rudowłosa też należała do obcej rasy? To by wiele tłumaczyło. Ale... Czy Jasnowłosa była pierwszą, która ich spotyka? Wątpiła w to. Bardziej prawdopodobne, że była pierwszą, która złączyła z tą rasą wargi. Chociaż, na to też ciężko odpowiedzieć. Dziewczyna przyglądała się, gdy jej nowa koleżanka bije i mówi do przybysza. Nic nie mogła na to poradzić. Była za wolna i za słaba. Niecierpliwie oczekiwała końca tegoż pokazu, a gdy wreszcie nadszedł i pojawiło się pytanie, to Siwowłosa odpowiedziała z radością. Chciała już zniknąć z tego lasu.
-Latać? Potrafię, ale nie jestem w tym jakoś szczególnie wybitna. Mimo to, chętnie z tobą polecę. Prowadź, proszę!-
Uniosła się chwiejnie kilka centymetrów nad ziemię tak, aby pokazać, że jest gotowa do lotu. Ciekawiło ją, gdzie Ay-chan chce ją zaprowadzić. Natomiast los przybysza jej zbytnio nie obchodził. Był mordercą. Miała tylko nadzieję, że nie zginął...
avatar
Blade River
Liczba postów : 200

Re: Las

on Pią Cze 22, 2018 1:16 am
Kenzuran niestety nie spodziewał się czegoś takiego, tak naprawdę wydawało mu się, że się podniósł, jednak niestety jego los był zupełnie inny. Wszystko to, ten cały tekst w stronę kobiety i szybkie podniesienie się z ziemi to była wizja, iluzja która była w jego podświadomości, bo tak naprawdę stracił trochę krwi, opluwając nią swoją przeciwniczkę. Tak naprawdę nie uważał jej za swojego wroga, lecz ona jednak myślała inaczej.

Przez to, że źle sprecyzował swoje zdania, uznała go za mordercę i winowajce tego, że jakiś dzieciak z armii czerwonej wstęgi nie żyję, tak jak pozostali jego ludzie. Ogoniasty przecież wiedział co robi, na domiar tego musiał się obronić i chciał także bronić innych, nie miał na celu zrobienie czegoś złego. Jego ciało niestety się nie ruszało, nie mógł nic zrobić, miał tylko mrok przed swoją osobą. Odczuwał oczywiście ból na swoim podbrzuszu i starał się chociaż delikatnie drgnąć, tylko niestety bezskutecznie.

Syn Kellana najwyraźniej miał tego dnia umrzeć, nie chciał tak umierać, ale jego całkowite ciało odmawiało mu posłuszeństwa, więc musiał sobie trochę tutaj poleżeć. Nie wiedział kiedy jego ciało się może zregenerować po tym solidnym ciosie, ale wiedział co potrafi moc Super Saiyanina, a raczej Saiyanki. Był wkurzony, że on nie mógł osiągnąć tej mocy, a takie cudeńko na pewno by mu się przydało, lecz najwyraźniej jeszcze nie był na to gotowy.

Wypluł znowu trochę krwi, przełożył się na plecy i spoglądał jak promienie tutejszego słońca opadają na jego policzek i wokół jego osoby. Załamany swoją całą sytuacją, chciałby po prostu umrzeć od tego wszystkiego, lecz nie chciał na to pozwolić. Raczej nie będzie mógł tutaj nikogo poprosić o pomoc, dlatego też westchnął, ale kiedy to zrobił, poczuł nieprzyjemny ból na swoim brzuchu. Czarnooki spojrzał w lewą stronę, a potem w prawą ale nikogo nie widział, żadnej żywej duszyczki, a chciał się stąd ulotnić. Nie miał niestety innego wyboru jak przeczekać tutaj dopóki jego ciało nie poczuję się lepiej i będzie mógł swobodnie wstać. Jedyna rzecz jaka mu pozostała to po prostu przespanie się, to będzie dla niego najlepszą rzeczą na odpoczynek i zregenerowanie całego swojego ciałka. Po przemyśleniu tego wreszcie wypuścił z siebie powietrze, zamknął oczy i miał zamiar teraz spać.

OOC:
Regeneracja - Start


Ostatnio zmieniony przez Blade River dnia Wto Cze 26, 2018 11:18 pm, w całości zmieniany 1 raz
Kimi
Liczba postów : 26

Re: Las

on Sob Cze 23, 2018 12:19 pm
Dziewczyna skończyła swój trening, a następnie poszła sprawdzić, czy ryba już się usmażyła. Była spieczona w idealnym stopniu, tak więc zajęła się gaszeniem ogniska, a następnie wcinaniem ogromnej ryby. Widać, że apetyt pozostał w jej saiyańskiej krwi, chociaż ona sama o tym nie wiedziała. Duża ryba bez problemu zaspokoiła jej apetyt. Wszystkie ości zostawiła odłożone na bok przy zgaszonym ognisku. Rozciągnęła się, a następnie wstała i zaczęła iść przez las, ponieważ chciała zmienić swoje położenie. Kimi była osobą, która nie lubiła długo siedzieć w jednym miejscu. Możliwe, że miała w sobie coś z ducha podróżnika. Po chwili usłyszała gdzieś daleko wybuchy, a następnie szelest zwalających się drzew. To były odgłosy walki. Przestraszyła się, dlatego nie chciała iść dalej. Wskoczyła na drzewo, aby móc z góry dostrzec coś więcej, ale na wysokiej gałęzi i tak nie było zbyt wiele widać. Postanowiła sprawdzić to nieco później. Póki co planowała jeszcze chwilę tutaj zostać i odpocząć po jedzonku. Nie czuła się jeszcze na siłach i nieco się obawiała nieznanego. Tak więc usiadła na gałęzi drzewa, wyciągnęła zeszyt wraz z ołówkiem, a następnie zaczęła na pustej kartce rysować krajobraz, który miała przed oczami.

Koniec treningu.
avatar
Blade River
Liczba postów : 200

Re: Las

on Pon Cze 25, 2018 12:33 am
Po upływie kilku godzin, Kenzuran wreszcie przebudził się i nadal widział, że słoneczne promienie padają na jego gładką twarz. Rozejrzał się na lewo i prawo, lecz nie widział ani żywej duszy, czasami coś przeskakiwało z drzewo na drzewo. Czarnowłosy tylko westchnął pod swoim nosem i postanowił jakoś rozruszać swoje własne ciało, dlatego też starał się podnieść, lecz gdy chciał wykonać jakąkolwiek czynność, poczuł nieprzyjemne uczucie na swoim brzuchu.

Odczuwał nadal tamten cios ze strony super wojowniczki o złotych włosach, które tak naprawdę aktywowała na chwilę. Syn Kellana jednak nie mógł od tak się wycofać, dlatego też nadal próbował wykorzystać swoje resztki życiowej energii. Nie wiedział czy jeszcze kiedykolwiek będzie mógł coś osiągnąć, czy nawet będzie mógł osiągnąć ten poziom. Parsknął pod nosem, po czym delikatnie starał się na spokojnie, bez pośpiechu podnosić na przemian lewo i prawą nogę.

Nie śpieszyło mu się jakoś to wyjątkowo, ale odczuwał że jego siły życiowe powoli wracają do niego. Nadal żałował że wcześniej nie osiągnął złotej formy i nie pomógł Rutag'owi w walce z tym demonem, którego imię brzmiało Belial. Teraz wiedział, że ta nazwa na pewno pomoże mu, jeśli będzie chciał dołączyć do ruchu oporu, bo to jest jedyny sposób by tutaj przetrwać, albo chociaż postarać opuścić tą planetę. Wiedział aktualnie nadal gdzie znajduję się kapsuła, którą wraz ze swoim tchórzliwym towarzyszem pozostawili, lecz to jednak tamten posiadał pilot od kulistej maszyny.

Ogoniasty żałował tego, że jednak nie wziął przycisku ze sobą, byłoby mu łatwej podróżować osobno niż z kimś dodatkowym na pokładzie pojazdu jednoosobowego. Czarnooki po delikatnej rozgrzewce, starał się teraz podnosić przedramienia do góry, tak jakby chciał złapać coś co by na niego spadało. Nie szło mu to niestety najlepiej, ale on pochodził z rasy kosmicznych wojowników i nie mógł się wycofać od tak. Młody Saiyanin tylko uśmiechnął się pod nosem i teraz odczuwał, że to jest prawdziwy trening, że cało to jego przetrwanie na błękitnej planecie jest jego surwiwalem.

Po upływie piętnastu minut, wreszcie Kenzuran zmęczył się tym wszystkim, nadal nie czuł się zbyt dobrze, dlatego też kiedy chciał się przekręcić na bok, poczuł ponownie ten niemiły intensywny ból i aż zachciało mu się puścić pawia. Musiał zaakceptować tą nieprzyjemność, która była odczuwalna na jego ciele, dzięki czemu wzmocni się o niebo lepiej i będzie mógł w stanie wytrzymać takie ciosy jakim przedtem oberwał od złotowłosej dziewoi.

Chciał jeszcze trochę odczekać, bo myślał że jak jeszcze tak trochę poleży i będzie  chciał się poruszyć, to nieprzyjemne uczucie zniknie z tym wszystkim, lecz to musiałby być sen jeśli by chciał by się to spełniło. Wojownik westchnął pod nosem i tak jakby szybkim energetycznym ruchem przekręcił się na brzuch, popełniając największy błąd i kładąc się w najbardziej urażonym miejscu. Krzyknął bardzo głośno, strasząc pobliskie latające stworzenia i inną tutejszą zwierzynę, która mogła być niedaleko jego osoby. Kenzuran zaczął robić sobie wpierw podporę z lewej dłoni, potem prawa weszła do rozgrywki.

Po przybraniu pozycji klęczącej, zaczął iść na czworaka do najbliższej papierówki by się o nią oprzeć. Zajęło mu to około dziesięciu minut, ale wreszcie spocony czarnowłosy dotarł do miejsca docelowego i zaczął się po beli wspinać. Kiedy już wreszcie jako tako ustał na nogach, oparty o drzewko, spojrzał przed siebie i powiedział pod nosem:
-Czas... zabrać się.... za trening.... - wypluł jeszcze trochę śliny z resztką krwi przed siebie i z uśmiechem na twarzy miał zamiar spróbować potrenować i przemęczyć swoje ciało.

START TRENINGU


Ostatnio zmieniony przez Blade River dnia Wto Cze 26, 2018 11:17 pm, w całości zmieniany 1 raz
Kimi
Liczba postów : 26

Re: Las

on Pon Cze 25, 2018 1:55 pm
Dziewczyna po pewnym czasie skończyła rysować w książce i ją schowała do kieszeni. Następnie przeciągnęła się, aby nieco rozprostować swoje kości. Musiała trochę się rozruszać, bo czuła, że się nieco rozleniwiła. Postanowiła potrenować sztuki walki. Stanęła w pozycji do ataku, a następnie wolnym ruchem zaczęła wykonywać różne sekwencje ataków. Wykonywała również wolne kopnięcia oraz nieco szybsze przeskoki czy obroty. Przez pewien czas walczyła w ten sposób z niewidzialnym przeciwnikiem, a później podeszła do drzewa. Uderzała swoimi rękoma o twardy pień drzewa, echo uderzeń rozchodziło się po lesie coraz bardziej w głąb. Po pewnym czasie zaczęły boleć ją dłonie, ale nie przestawała. Kora z drzewa zaczęła się sypać i kruszyć od następnych uderzeń oraz kopnięć. Zaczynała wykonywać swoje ruchy coraz szybszym tempem. Zaczynała już chyba zapamiętywać swoją sztukę walki. Następnie zaczęła wykonywać uderzenie w drzewo wyprostowanym nadgarstkiem z zamachu, tak jakby próbowała siekierą ściąć drzewo. Ojciec kiedyś pokazał jej te uderzenie i uznała, że jest ono przydatne, aby obezwładnić przeciwnika bez robienia mu większej krzywdy. Wykonywała to uderzenie coraz mocniej i coraz szybciej, aż w końcu przebiła się ręką na wylot i ścięła ręką drzewo, które po chwili twardo upadło na bok na ziemię. Bolała ją po tym ręka, więc zrobiła krótką przerwę na rozmasowanie bolącej części ciała, ale zaraz wróciła do treningu ponownie. Teraz przeszła do pozycji obronnej wysuwając swoje dłonie nieco przed twarz z łokciami będącymi na wysokości równej z ramionami. Zaczęła wykonywać bloki przed ciosami niewidzialnego przeciwnika próbując zepchać jego uderzenia na boki. Pod koniec treningu ćwiczyła same uniki przed możliwymi uderzeniami.

Trening sztuk walki.
avatar
Blade River
Liczba postów : 200

Re: Las

on Wto Cze 26, 2018 1:38 am
Kenzuran, który to był oparty o papierówkę, spoglądał ciągle przed siebie. Kiedy poruszył przed siebie nogą, prawie wywinął fikołek na wprost, ale w ostatniej chwili złapał się bali. Ogoniasty wiedział, że jeszcze jego ciało nie zregenerowało się w pełni, no i nie mógł zapomnieć o tym nieprzyjemnym uczuciu na swoim podbrzuszu. Po uniesieniu swojej podkoszulki, widział spory siniak, co prawda można by to było nazwać jako krwiak. Było dość obficie rozprowadzone po jego brzuchu, no i nie było czerwone a takie bardziej szarawe.

Syknął z bólu pod nosem, ale starał się tym zbytnio nie przejmować i próbował poruszyć swoją drugą nogą, lecz znowu by zaliczył tak zwaną glebę na twarz. Nie wiedział jak ma zbytnio się doprowadzić do stanu, żeby móc chociaż trochę potrenować, ale wystarczy że jego rozgrzewka polegała na tym, że jako tako podniósł się z tutejszej ściółki. Wojownik starał się ze wszystkich sił, ale odczuwał nieprzyjemny komfort, który sugerował o tym że jeszcze na pewno przez dłuższy czas się pomęczy.

Syn Kellana jednak nie mógł od tak się poddawać, ucieczka czy też wycofanie się nie wchodziło dla niego w grę. Ponownie wypuścił powietrze ze swoich ust, a potem spróbował ponownie i ponownie, aż do skutku kiedy mu się wreszcie uda wykonać jakiekolwiek mocniejsze ruchy. Znowu młody saiyanin upadając na kolana, odkaszlnął trochę śliny, ponieważ nieprzyjemne uczucie nie znikało i był na resztkach swojej siły, nadal się podnosił.

Czuł silny żar na całym swoim całkowitym ciele, mimo to nadal nie ustępował. Wkurzył się przez to wszystko, że cholerna kobieta nie zaufała mu, a on tylko chciał wiedzieć gdzie znajduję się Ruch Oporu, nie potrzebował nic więcej do szczęścia. Czarnooki oczywiście sugerował się teraz tym, że musi się stać silniejszy, nie ma innego wyjścia, nie ma innej drogi, tylko to mu pozostaje.

Nie chcę podążać drogą ucieczki, tak jak jego druh Guts, który teraz nawet nie wiadomo czy żył. Wreszcie wojownik naprężył całe swoje ciało, od czasu do czasu wypuszczając ze swoich oczu krople łez, ponieważ ból naprawdę był czasami nie do zniesienia. Lewy sierpowy, prawy sierpowy i tak dalej i tak ciągle na zmianie, jak na razie mógł wykonywać tylko takie podstawowe czynności, bał się jeszcze wznosić w powietrze. Wykonywał to coraz wznioślej i szybciej, coraz szybciej i szybciej.

Ból na jego brzuchu natężał się coraz z mocniejszym szarpnięciem, aż wreszcie nie wytrzymał i jego nogi pokierowały go na jedno z tutejszych drzew. Musiał złapać dech, gdyż to nie był jeszcze koniec. Musiał się zastanowić jak wzmocnić swój tors, no i oczywiście podbrzusze. Kenzuran odepchnął się od papierówki i na nowo zaczął tworzyć tą sekwencję, którą robił przed chwilą. Wyjątkowo spróbował wykonać wysokie kopnięcie, lecz to było głupie i lekkomyślne z jego strony.

Przewrócił się natychmiastowo na ziemie, waląc się o tutejszą ziemie, na szczęście nie upadł na kamień. Warknął pod nosem i znów podniósł swoje cztery litery, opierając się tym razem o jakiś większy głaz, który się tutaj znajdował. Rozejrzał się wokół i w coraz bardziej większym gniewem, wypuścił ryk niczym dziki Oozaru, który ma zaraz siać spustoszenie. Echo dość mocno poszło w las, ale nie obchodziło go to, równie dobrze ktoś by mógł do niego przyjść i go dobić.

Żałował tego, że był taki słaby, taki nic nie warty i nie mógł nic zrobić, po prostu zanikał w oczach. Jednak Syn Ilene poczuł tak jakby na sobie czyjeś spojrzenie i przed jego ślepiami ukazała się wizja Ojca i Siostry, którzy stali przed nim ze skrzyżowanymi rękoma i patrzyli z pogardą na jego żałosną osobę. Czarnowłosy zawahał się, ale stanął przed nimi i chciał się odezwać, lecz jednak powstrzymał się. Wiedział, że nie są prawdziwi, wiedział że to tylko wytwór jego wyobraźni przez zmęczenie i ból jaki teraz aktualnie odczuwał. Westchnął do siebie pod nosem i mrugając na dłuższą chwilę, obrazy jego rodziny zniknęły i mógł widzieć tylko papierówkę przed jego osobą.

Zaatakował raz, a porządniej belę drewna i mruknął do siebie:
-Macie racje....to jeszcze nie koniec....nie mogę tak łatwo się wycofać... - wypuścił powietrze, odwrócił się plecami do drzewa i usiadł sobie na tutejszej trawie. Można oczywiście nie było nazwać tego treningiem, ale i tak wystarczająco się męczył z osłabionym i obitym ciałem przez złotowłosą dziewoję. Ogoniasty wiedział, że jeszcze przed nim daleka droga, ale obiecał sobie że nie zawiedzie i znajdzie sposób na odzyskanie rodziny.

KONIEC TRENINGU
Kimi
Liczba postów : 26

Re: Las

on Wto Cze 26, 2018 7:44 pm
Ćwiczyła dalej swoją sztukę walki wykonując kolejne uderzenia oraz kopnięcia, uniki oraz bloki. Wychodziło jej to coraz szybciej, zaczynała nabierać w tym coraz większej wprawy oraz zaczęła się przyzwyczajać do sekwencji tych ruchów. Trenowała również uderzenie z pół obrotu wkładając w to coraz więcej siły. Podczas jej treningu, po lesie rozległ się krzyk. Czyiś krzyk, który bez wątpienia powodowało cierpienie. Dziewczyna spojrzała się od razu w tamtą stronę, z której wydał się dźwięk i przez pewien czas wpatrywała się próbując usłyszeć coś jeszcze, ale nic więcej nie usłyszała. Stanęła prosto i odwróciła się w tamtą stronę zastanawiając się, czy ruszyć w tym kierunku. Ktoś cierpi i może potrzebować czyjejś pomocy. A co, jeśli idąc tam wpakuje się w jeszcze większe tarapaty? Kobieca ciekawość nie dawała jej za wygraną i wolnym krokiem zaczęła iść rozglądając się dokładnie wszędzie, aby nie została przez nikogo dostrzeżona.

Po chwili zauważyła siedzącą osobę na trawie, w tym momencie szybko schowała się za drzewem. Lekko wystawiła zza drzewa swoją głowę, aby móc obserwować. Chwilę się na niego popatrzyła, aż w jej oczach pojawiło się zdziwienie. Był to mężczyzna o czarnych, sterczących włosach. Co najważniejsze - on również posiadał ogon.
- Wygląda jak tata... - Zamruczała cicho pod nosem. Nigdy by nie sądziła, że spotka kiedyś więcej ogoniastych. Sama nie znała prawdy o swoim pochodzeniu i sama się tej prawdy obawiała. Jednak po pewnej chwili jej nogi same zaprowadziły ją do niego.
- Przepraszam, ale nie za ciekawie wyglądasz... Potrzebujesz pomocy? - Zapytała go zatroskanym głosem. Bała się, ale chciała nawiązać z nim jakiś kontakt.

Koniec treningu umiejętności.
avatar
Aymi
Mistrz Gry
Liczba postów : 643

Re: Las

on Wto Cze 26, 2018 11:08 pm
Ktoś kiedyś powiedział: "Mierz siły na zamiary". Mimo tego, że Aymi uważała się za słabą, a właściwie zbyt słabą, by bronić swoich bliskich, potrafiła dostrzec różnicę sił między sobą a nieznajomym wojownikiem. Już sam fakt, że nie uniknął on jej kiai'a, świadczył o jej przewadze, a po jego wcześniejszej opowieści wnioskowała, że sam nie osiągnął formy super saiyanina jak ona. Nic więc dziwnego, że nie ruszyła na niego z pełnią swej siły, w końcu nie miała w zamiarze pozbawiać go życia, jak zrobił to on z tamtym bezimiennym dzieckiem z Armii.
Kenzuran nie miał właściwie szans przeciwstawić się jej. Już pierwszy cios wyraźnie wykluczał go z akcji, po drugim przez dłuższy czas nie będzie w stanie się podnieść. Gdy jego bezwładne ciało zatrzymało się na ostatnim z drzew, powalając je, nasłuchiwała. Chciała mieć pewność, że po jej wyczynie mężczyzna przeżył. Słysząc ciche i wysoce niezrozumiałe mamrotanie, westchnęła w duchu z ulgą i zaraz znalazła się przy jasnowłosej. Nie miała czasu do stracenia, musiała w końcu znaleźć smocze kule, by przywrócić ojcu życie. Nie chciała też zostawiać Eri samej, dlatego też zaproponowała, że zabierze ją ze sobą.
- Wybitna? - powtórzyła pytająco, marszcząc nieco brwi. Nie znała tego słowa, więc nie znała jego znaczenia, domyślała się jednak z tonu, że odnosi się ono do wysokich umiejętności. A skoro Erica miała "nie być wybitna" w lataniu, zapewne radziła sobie z tym na poziomie początkującego jak ona przed rokiem. Potwierdziło się to, gdy dziewczyna uniosła się nieco niepewnie nad ziemię. Zdawała sobie sprawę, że tempo lotu nowej koleżanki jest na podobnym poziomie, co niezbyt ją pocieszało. Był jednak na to sposób.
Uśmiechnęła się pod nosem, również odrywając się od ziemi, po czym chwyciła kompankę za dłonie i... obróciła się tak, że Erica wylądowała za jej plecami z ramionami przewieszonymi przez jej własne. Obróciła się twarzą do niej i znów uśmiechnęła.
- Ja latam trochę szybciej, więc trzymaj się mocno, dobrze?
Skrzyżowała przedramiona jasnowłosej tak, że obejmowała ona ją za szyję, w następnej chwili zaś ciało Aymi znów oblekła złota poświata, a jej włosy i ogon zmieniły barwę. Wystartowała ostro, od razu korygując kierunek, co wcale trudne nie było. Musiała jakoś zdobyć informacje, gdzie szukać kul. Jirri wiedział o nich od staruszka Kame, od niego zatem postanowiła zacząć i ona.

2x[z/t] -> wyspa Kame

[trening start: 26.06. godz.: 23:10]

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

avatar
Blade River
Liczba postów : 200

Re: Las

on Sro Cze 27, 2018 1:46 am
Po upływie kilku godzin snu, Kenzuran wreszcie otworzył oczy i ziewnął dość porządnie. Czuł się już znacznie lepiej niż przedtem, ale nadal odczuwał niemiły dyskomfort na swoim ciele. Czarnowłosy rozejrzał się czy wokół jego osoby nikt się nie znajduje. Na razie nikogo takiego nie widział, ale gdy to przetarł swoje oczy, mógł dostrzec szatynową piękność, która znalazła się przed nim. Nawet nie miał jeszcze zbytnio siły by wstać i móc się bronić, dlatego też westchnął i usłyszał jej słowa w swoją stronę.

Czarnooki przypatrzył się jej uważnie, mógł dostrzec kąta oka że także posiada ogonek. Podparł się o drzewo, nie robiąc żadnych gwałtownych ruchów, tak by jej nie przestraszyć i rzekł w jej stronę:
-Można by tak powiedzieć...Trochę mi się dostało za zbyt dobrze niesprecyzowane słowa i tyle...ale powoli dochodzę do siebie... - wypluł jeszcze trochę śliny, ponieważ zebrała mu się senna flegma w ustach. Ogoniasty dziko machnął swoją trzecią kończyną i dopiero po tym manewru, wyprostował się, delikatnie wahając i oddychając na spokojnie. Dał jeszcze sobie chwileczkę, a następnie już jako tako stojąc na wprost, odezwał się tym razem do niej:
-Jesteś mieszańcem, prawda. Masz Szatynowe włosy i ogon, jesteś z naszej rasy...Można by rzec, że tak naprawdę resztki naszej rasy, gdyż planeta została zniszczona przez demona, którego imię to Belial.... - powiedział to z gniewem w głosie, który można było słyszeć.

Tym razem pokierował się do głazu, który kiedyś posłużył mu za oparcie i usadowił się na nim, opowiadając dalej:
-Przepraszam, że ci to mówię, takie są fakty. Nie wiem ile naszych braci i sióstr zostało, ale nie tak dawno poznałem także dziewczynę, która jest mieszańcem i potrafi osiągnąć formę super saiyanina....cholera... - też trochę się wkurzył, że musiał to powiedzieć. On sam chciałby osiągnąć tą formę, ale jeszcze pewnie daleko mu brakuje do jej zdobycia, mimo to będzie ciężko trenować by ją zdobyć.

Mimo iż przed nim stała dziewoja, jeszcze raz odezwał się w jej stronę, tłumacząc jej co teraz będzie robić:
-Słuchaj, wiem że od tak ci powiedziałem o tym, ale miałem powód. Jesteś jedną z nas, po części, ale jesteś. A teraz wybacz, jak chcesz mów do mnie, a ja odbędę trening... - po tych słowach, zmienił swoje usadowienie w siad turecki i zamknął swoje ślepia. Syn Kellana mimo tego, że miał zamknięte oczy, nadal będzie nasłuchiwać tego co ma do powiedzenia niebieskooka dziewczyna, ale jednak w swojej głowie będzie odbywał mentalne ćwiczenia, by być silniejszym. Stworzył sobie plac treningowy, jak i dogodne miejsce na ropienie pompek, przysiadów i tym podobnych rozgrzewkach ćwiczeń, mimo że to wszystko wydarzało się w jego głowie.

Nie ociągał się, czuł się swobodnie, nawet jeśli czuł fizyczny ból w prawdziwym świecie, dalej gnał przed siebie i rozciągał się jak najbardziej mógł. Czarnookiemu pociekło znowu kilka łez z zamkniętych ślepi, ale nadal ciągnął to co zaczął i coś czuł, że trochę mu zajmie. Po zrobieniu wszystkich swoich ćwiczonek tak po dwieście, wytworzył sobie powietrzne przestworza w których szybował niczym bardzo szybki ptak, a nawet saiyańska kapsuła. Trochę zajęło wojownikowi to by się porządnie rozgrzać, dlatego po ćwiczeniach w niebiosach, jak i rozgrzaniu swoich wszystkich kończyn, stworzył sobie tak jakby czerwoną pustynię niegdyś jeszcze istniejącej planety Vegety, kilku Sakan i ostatnia osoba była Belialem. W rzeczywistym świecie, delikatnie drgnął, a pot ciekł po jego całym ciele i tylko w umyśle powiedział przed swoich wrogów:
-Nie wycofam się teraz...ty potworze. Razem z moimi braćmi i siostrami pokonamy cie, nie ważne co by się działo!! - zagroził mu zaciśniętą pięścią i ustawił się w pozycji bojowej do walki.

START TRENINGU.
Kimi
Liczba postów : 26

Re: Las

on Pią Cze 29, 2018 11:37 am
Dziewczyna zrozumiała sytuację. Tajemniczy mężczyzna musiał się z kimś pokłócić, co doprowadziło do krótkiej walki. Nie rozumiała tylko sensu walczenia z kimś, bo ma się odmienne zdanie czy poglądy. Nie rozumiała wielu rzeczy i chciała w najbliższej przyszłości się ich nauczyć. Miała już dosyć życia w samotności, z dala od innych osobników. Chciała nawiązać przyjaźnie i czuła, że stojący przed nią mężczyzna jest chociaż trochę podobny do niej, no bo w końcu pierwszy raz na oczy widziała drugą osobę, która miała ogon. Pierwszą osobą był jej tata.

- Przepraszam, ale nie mam zielonego pojęcia o czym mówisz. Nigdy nie miałam okazji poznać swojego pochodzenia. Moim domem jest Ziemia, a ja jestem człowiekiem. - Odparła na jego zdanie dotyczące rasy. Być może czarnowłosy będzie pierwszą osobą, od której dowie się prawdy o sobie? Tyle lat było to przed nią ukrywane, czy to na pewno dobre rozwiązanie i dobry moment?

- Super saiyanina? Co to? Czyli, że jest na świecie więcej osób takich jak my? Z ogonami? - Wciąż nie wiedziała o czym mówi. Zaczynała mieć coraz bardziej za złe rodzicom, że jej nigdy nic nie wytłumaczyli. Nie rozumiała jaki mieli w tym cel. Czuła, że przez cały ten czas żyła w klatce. Nigdy nie spotkała żadnej osoby z ogonem jak ona, a teraz, gdy lekko się oddaliła od domu, okazało się, że jest na świecie więcej takich osób. Tylko skąd się biorą i dlaczego?

Po ostatnim zdaniu przytaknęła tylko głową nie wypowiadając żadnego słowa. ''Jesteś jedną z nas...'' Czyli kim? Obserwowała tylko jak osobnik trenuje, a raczej medytuje. Usiadła obok niego i opierając się ręką o policzek zaczęła go obserwować. Im dłużej na niego patrzała, tym coraz bardziej przypominał jej tatę. Blizny na twarzy, czarne sterczące włosy, umięśnione ciało i ogon - identycznie jak tata. Był w nieco ciężkim stanie, ale było widać, że był mocno zdeterminowany do treningów, zresztą w sumie też jak tata... Coś musiało być na rzeczy. Patrząc na niego uśmiechnęła się lekko i zaczęła merdać ogonem na prawo i lewo. Cieszyła się, że go spotkała. Czuła, że to będzie początek jej wielkiej przygody. Nie chciała mu przeszkadzać i cierpliwie czekała, aż skończy.
avatar
Blade River
Liczba postów : 200

Re: Las

on Pią Cze 29, 2018 1:29 pm
Wojownik w swojej podświadomości ruszył na swojego przeciwnika. Przed nim wpierw pojawiło się trzech sakan, tak jak przedtem na planecie Vegecie, kiedy chcieli w pokojowych celach pobrać jego energie ki, jak i jego braci czy też sióstr. Kenzuran jednak wiedział, że oni są zdrajcami i współpracują z Belialem demonem, który zniszczył jego planetę. Ryboludzie wyglądali na zadowolonych, bo mogli znowu dokopać ogoniastemu, lecz tym razem było inaczej, to była jego głowa i tylko jeden tutaj upiór był najpotężniejszy, niebiesko skóry demon.

Młody Saiyanin dziko krzyknął oczywiście w swoim wytworzonym świecie, pokonując pierwszego i drugiego sakanina, którzy jakoś nie stanowili dla niego wyzwania. Został ostatni, który przedtem wysysał z niego energię ki i z największym szyderczym uśmiechem ruszył w stronę małpy. Syn Kellana jednak nie mógł się wycofać, ale pamiętał ten pieprzony zadowolony wyraz twarzy swojego wroga. Czarnooki zblokował pierwsze kilka ataków przeciwnika, potem zrobił obrót, zadając solidnego kopniaka i posyłając rybkę na jakąś z tutejszych czerwonych skał. Po wylądowaniu na czerwonej pustynnej glebie.

Został już tylko Belial, lecz to także mu się wydawało, ponieważ ostatnia rybcia która przedtem wysysała jego moc, podniosła się z kawałków rozwalonego głazu i tylko strzeliła knykciami wraz ze swoją szyją. Był on najtwardszym z tych wszystkich sakanów, dlatego też Syn Ilene odwrócił się w jego stronę, a kiedy już to zrobił otrzymał solidny cios na policzek. Ten jednak zatrzymał dalsze wypychanie zaciśniętej dłoni wroga dalej i wyprostował swoją twarz.

Spojrzał na oponenta, który się zdziwił że nie może dalej poruszać swoją wbitą pięścią w polik wojownika. Kenzuran tylko pokazał złowrogi uśmiech, po czym głośno ryknął w swojej stworzonej wizji i kilkukrotnie wbił swoją pięść w podbrzusze przeciwnika, a na koniec zadał cios w splot słoneczny. Sakan wypluł trochę krwi ze śliną a potem padł na kolana i czekał na dalszy wyrok. Czarnowłosy spojrzał na niego z powagą i westchnąwszy, wymierzył w niego rękę i wystrzelił z bardzo bliskiej odległości ki blasta, który po prostu unicestwił wroga.

Po zostawieniu czarnego spopielonego śladu na czerwonej ziemi, wreszcie mógł spojrzeć na demona, który wyczekiwał na jego przybycie. Syn Kellana już się nie wahał, wiedział że zginie albo on albo jego oponent. Przedtem, zanim ruszył na swojego demonicznego przeciwnika, bardzo głośno krzyknął, lecz jednak niestety nie przemienił się w Super Saiyanina. Spowił swoją całą sylwetkę białą aurą i wyruszył z pięty na wrogiego demona, by zniszczyć go raz na zawsze. Kiedy już miał zamiar zadać cios, poczuł jak odczuwa czyjąś pięść na swoim żołądku, a tą zaciśniętą dłonią był Sam Belial.

Uśmiechnąwszy się do Saiyanina, odesłał go na kilka skał, które młody saiyanin przebił i wreszcie zarył trochę po czerwonej glebie. Kimi na zewnątrz mogła dostrzec jak z ust ogoniastego zaczęła sączyć się krew, które powoli spływała po kąciku jego ust. Czarnooki jednak wstał, otrzepał się i ponownie próbował zaatakować demona, lecz ten jednak w jego podświadomości był dla niego potworem i czymś czego od tak się nie da załatwić. Ciało Syna Kellana całkowicie się trzęsło, ponieważ był wkurzony tym że nadal jest słabym i bezużytecznym osobnikiem, który nawet nic nie może osiągnąć.

Jednak mimo to, zaparł się mocniej na nogach i z głośnym krzykiem wyruszył po raz ostatni na Beliala. Ten tylko zrobił jakiś dziwny gest ręką i cała planeta zaczęła wybuchać, dlatego też ogoniasty mimo to, że już miał zadać cios, postać przed nim zniknęła. Belial rozpłynął się jak we mgle, pozostawiając młodego saiyanina na wybuchającej planecie, który ten tylko mógł wydrzeć się wniebogłosy i wybudzić się z treningu. Spadł z kamienia, całkowicie spocony i ciężko dysząc, spojrzał na dziewczynę, która przedtem coś do niego powiedziała. Ten wstał, mimo iż odczuwał ból na swoim brzuchu, dlatego na chwilę podniósł podkoszulek i chcąc niechcąc, pokazał dziewoi wielkiego krwiaka na całym brzuchu.

Mruknął do siebie, opuszczając materiał ubrania i wypowiadając się w stronę kobiety:
-Tak jak mówiłem, jesteś pół człowiekiem, pól saiyaninem, czyli tak zwanym przez nas mieszańcem. Wybacz mi, że to powiem, ale niestety nie toleruje mieszańców, bo nie mają czystej saiyańskiej krwi. - powiedział z powagą i zrobił na chwilę pauzę. Kiedy wypuścił powietrze, oparł się o jedną z papierówek i zaczął ciągnąć dalej swój monolog:
-Niestety jesteś jedyną osobą, która nie ma negatywnych zamiarów w moją stronę, więc możemy wreszcie działać razem, mój druh niestety uciekł kiedy zaatakowała nas Armia Czerwonej Wstęgi, dlatego też zapytam, czy mogę na tobie polegać?? - uniósł jedną brew, po czym jeszcze skrzyżował przedramiona na wysokości klatki piersiowej.

Mimo tego, ponownie się odezwał:
-Tak, jest jak się okazało nas więcej, ponieważ przedtem nie spotkałem ciebie jako pierwszej osoby. Wcześniej w lesie także była dziewczyna, która jest mieszańcem i potrafi osiągnąć formę Super Saiyanina. Kiedy opowiedziałem jej moją historię, chciałem się dowiedzieć gdzie znajduję się Ruch Oporu, bo wiem że to jest jedyne miejsce gdzie będę mógł wstanie najbardziej pomóc w walce z Armią Czerwonej Wstęgi. Niestety ona stwierdziła, że zabijanie wrogów jest złe, ale ja się broniłem, robiłem to w obronie własnej i niektórych ziemskich cywili. - zrobił znowu przerwę by nabrać powietrza i rozmyślał co by mógł teraz powiedzieć.

Wreszcie Wojownik pstryknął palcami i znowu rzekł w jej stronę:
-Tak w ogóle moje imię to Kenzuran, wszak to prawda, jestem Saiyaninem już z nieistniejącej planety Vegety. Demon, którego właśnie imię poznałem niedawno, czyli Belial współpracował z rasą Sakanami, którzy to mieli być naszymi sojusznikami. Niestety doszło do zdrady i kiedy zaczynaliśmy pokonywać ryboludzi, wnet pojawił się cholerny demon, który od tak stworzył nad sobą wielką magmową kulę energii, która wbiła się w naszą czerwoną planetę i doszło do jej całkowitej destrukcji. Zostałem uratowany wraz z moim dawnym druhem Gutsem, który obawiał się Armii Czerwonej Wstęgi, ale jako Saiyanin nie powinien uciekać, to nie w naszym stylu. Oczywiście przylecieliśmy tutaj w jednej kapsule, która składała się dla jednej osoby. Tak to wygląda, to jak, pomożesz mi odnaleźć Ruch Oporu, hmm?? - zrobił ponownie ten sam gest uniesionej brwi, a potem tylko wyczekiwał na reakcję, jak i odpowiedź nieznajomej. Nikt inny mu nie pozostał, a druga dziewczyna, która także była mieszańcem i potrafiła osiągać złotą formę, uciekła w nieznane ze swoją koleżanką. Synowi Kellana przydałby się tutaj scouter, na pewno wszak by wszystkich odnalazł w mgnieniu oka. Teraz tylko pozostała mu już ta brązowowłosa nastolatka, która znajdowała się przed nim.

KONIEC TRENINGU
Sponsored content

Re: Las

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach