Las

Strona 4 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Las

Pisanie by Admin on Sro Sty 24, 2018 5:25 pm

First topic message reminder :

Las jest miejscem mocno... zalesionym. Drzewa, krzewy i ogólnie mnóstwo zieleni, pośród której żyją dzikie stworzenia. Zapuszczanie się tutaj po zmroku jest bardzo ryzykowne i mało kto się na to odważy. Dźwięki wydobywające się stąd nocą, takie jak szuranie, chrapanie, czy warczenie, skutecznie odganiają niedzielnych spacerowiczów.
Miejce to jest tajemnicze samo w sobie. Nikt tak naprawdę nie wie, co tutaj się znajduje. Może tutaj być wszystko, jak i nic.
avatar

Admin
No.1 Whis' Fanboy

Liczba postów : 346

http://dbanotheruniverse.forumpolish.com

Powrót do góry Go down


Re: Las

Pisanie by Kimi on Nie Lip 01, 2018 11:30 am

Po chwili tajemniczy mężczyzna obudził się. Dziewczyna wstała, ale jej delikatny uśmiech zniknął, gdy zobaczyła krew na jego kąciku ust. Jednak nie zamierzała się wtrącać, nie chciała być nachalna. Zaczęli kontynuować rozmowę. Po jego zdaniu spuściła swoją głowę w dół odwracając swój wzrok na bok.
- Tutaj nikt nie szanuje obcych, którzy są choćby trochę inni od pozostałych. Przyzwyczaiłam się już do tego. - Było jej nieco smutno, bo myślała, że znalazła swoje ukojenie, jednak się myliła. Na tej planecie nigdy nie znajdzie miejsca, w którym zostanie zaakceptowana taka, jaka jest. Najbardziej irytowało ją to, że nie miała na to żadnego wpływu i nie potrafiła tego zmienić. Wciąż nie wiedziała dokładniej o czym z nim rozmawia.
- Ja nigdy bym nie zostawiła przyjaciela na pastę losu, ale nie wiem, czy jesteś moim przyjacielem. Jestem ostrożna, jeśli chodzi o zaufanie i nie wiem, czy mogę Ci zaufać, skoro nie szanujesz takich jak ja.

Dziewczyna dowiedziała się, że nie są oni jedynymi ogoniastymi istotami występującymi na tej planecie. Teraz nasuwało się pewne pytanie - to dobrze, czy źle? Dowiedziała się o nim również czegoś nowego - nie boi się zabijać wrogów, co sprawiało, że dziewczyna czuła do niego lekką obrazę.
- Nieważne, czy giną bezbronni ludzie, czy osoby uważające się za demony z najgłębszych czeluści piekieł - zabijanie w każdym przypadku jest złe. Powinieneś zmienić swój nawyk, bo możesz nabyć nowych wrogów. Wciąż nie wiem o jakich saiyanach mówisz i kim jest ten super saiyanin. - Wciąż nie wiedziała kilku rzeczy, ale z dalszej rozmowie niektóre jej wątpliwości zostały rozwiane.

- Mam na imię Kimi. Tata był taki sam jak Ty, czyli saiyaninem... Założył rodzinę z moją mamą. To oznacza, że jestem w połowie wami? Przykro mi, że wasza planeta została zniszczona. Niestety nie mogę zbyt wiele pomóc, bo sama nie mam już własnego domu... przez tę cholerną armię... Przykro mi, ale nie mogę Ci pozwolić na wstąpienie do ruchu oporu. Jeżeli zostaniesz złapany przez Czerwoną Wstęgę - zamienią cię w androida i wypiorą ci mózg, tak jak mojemu tacie... Nie chcę, aby z tobą zrobili tak samo. Możesz walczyć z armią nie wstępując do ruchu oporu, jak ja, ale musisz najpierw pokazać, że nie masz złych zamiarów wobec ludzi. Oni też zasługują na to, by żyć. - Odwróciła się plecami łapiąc się rękoma za ramiona i spoglądając w głąb lasu. Zastanawiała się co teraz zrobić, kiedy nieco już się dowiedziała o swoim pochodzeniu. Dlaczego rodzice tak to przed nią ukrywali?

Start treningu.


Kimi

Liczba postów : 26

Powrót do góry Go down

Re: Las

Pisanie by Blade River on Nie Lip 01, 2018 9:29 pm

Kenzuran zapomniał, że w ogóle krew pociekła z kącika jego ust. Od razu ją wytarł i zaczął wsłuchiwać się w to co ma do powiedzenia dziewczyna. Czarnowłosy uważnie ją słuchał, ale także swoim wzrokiem podążał po całym obszarze na którym się znajdowali, gdyż nie wiedział czy może nie są przypadkiem obserwowani. Oczywiście zrozumiał pierwsze słowa dziewoi, dlatego też westchnął i jej na to odpowiedział:
-Po części masz rację, po części nie. W większości to ta cała Armia Czerwonej wstęgi nikogo nie szanuje, ponieważ spotkałem staruszkę, która mnie ugościła w jej domostwie i nawet nakarmiła, mimo iż byłem dla niej obcą osobą. - powiedział i miał tą wizję przez chwilę przed sobą.

Szybko o niej musiał zapomnieć, gdyż jego znajoma zaczęła dalej przemawiać w jego stronę. To także rozumiał, ale niestety nie rozumiał czemu Guts jako Saiyanin go zostawił. Ogoniasty przez chwilę się zastanawiał nad odpowiedzią, aż wreszcie przemówił w stronę kobiety:
-Wiesz, dopiero co się poznaliśmy, więc ciężko być przyjaciółmi tak na dzień dobry, prawda? Niestety mój towarzysz mnie pozostawił na walkę z jednym z Dowódców Armii Czerwonej wstęgi oraz jego 3 pomagierami. Dość mocno oberwałem, ale pokonałem ich, ponieważ nie miałem wyboru... - powiedział, wkurzając się nadal na ten ostatni oddział, który napotkał u staruszki w domu.

Była przez chwila cisza, dlatego też Syn Kellana od tak, gdy jego koleżanka nic nie mówiła, położył się na trawie i zaczął robić brzuszki. Także zaczynał dalszy trening, ponieważ nie mógł być słabszy i musiał coraz bardziej i bardziej rosnąć w siłę. Po upływie dwóch minutek, wreszcie dziewczyna ponownie przemówiła, gdyż zapewne zastanawiała się nad ułożeniem poprawnie zdań. Czarnooki. Kiedy to wojownik zrobił już pięćdziesiąt przysiadów, zatrzymał się na chwilę by wysłuchać w spokoju znajomą. Po zrobieniu setki, wstał z ziemi, otrzepał dłonie i jej odpowiedział na ostatni krótki monolog:
-Zabijanie to normalna kolej rzeczy dla nas, musisz to zrozumieć. Przez to, że jesteś pół człowiekiem, twoje człowieczeństwo każe ci tak myśleć, dlatego nie chcesz nikogo zabijać. Jeśli nie masz wyboru, musisz się obronić, nawet za cenę śmierci swojego przeciwnika. Jeśli chodzi o innych Saiyan, gdzieś na tej planecie znajduję się mój kom rad Guts, niestety nie wiem gdzie aktualnie się znajduje. Co do Super Saiyanina, jest to legenda, która mówi o transformacji, o osiągnięciu czegoś innego niż przemiana w Wielką małpę przy świetle księżyca. Super Saiyanin posiada złote włosy, błękitne tęczówki i złotą łunę aury wokół swojej osoby. Tylko nieliczni wojownicy mogli biegle się w niego transformować, mam nadzieję że ja też go osiągnę, kiedy oczywiście przyjdzie na to pora... - powiedział i nadal miał ochotę zabić Beliala swoimi gołymi rękoma.

Skończył wreszcie swój monolog o tej umiejętności i ustawił się w pozycję do robienia pompek. Młody Saiyanin gdy tworzył nowe pompki, wreszcie mógł wsłuchać się w dość długi monolog jego nowej znajomej. Mimo iż leciał mu pot z czoła, starał się na niego nie zwracać uwagi i chciał bacznie wysłuchać co ma do powiedzenia jak się okazuje Kimi. Posiadała bardzo ciekawie imię, ale widać że nie brzmiało wystarczająco Saiyańsko jak na tutejszą osobę z tej planety. Ta dziewoja bała się o Kenzurana, ponieważ twierdziła że Armia Czerwonej wstęgi mogła by go zamienić w jakiegoś androida. Jakoś tej opcji się nie obawiał, jeśli miał walczyć to tylko do końca.

Po zrobieniu dwustu pompek, ogoniasty podniósł się z tutejszej gleby, otrzepał ponownie swoje dłonie i odpowiedział wreszcie na spokojnie swojej znajomej:
-Najwyraźniej nie ćwiczył regularnie tak jak ja, oczywiście bez urazy. Tak wyszło, Belial najwyraźniej nie skończy tylko na naszej planecie, prędzej czy później się tutaj zjawi...a my musimy być gotowi na jego przybycie. Wypranie mózgu i bycie androidem, nie musisz się o to bać, raczej się nie stanę kimś takim. Chcę pomóc Ruchowi Oporu, bo tak mi będzie łatwiej wyniszczać ich obozy, a na pewno Ruch wie gdzie znajduje się niektóre z ich stacjonarnych baz, dlatego byśmy mieli potrzebne informacje do wyniszczenia Czerwonej Wstęgi na własną rękę... - powiedział, kończąc jedno z kilku salt, które wykonał na swoją całkowitą rozgrzewkę.

Wybrał pierwszą lepszą papierówkę, która była dość wysoka, a potem jeszcze zarzucił kilka słów w stronę Kimi:
-Wybacz mi Kimi, że nie traktuje poważnie mieszańców, ale najwyraźniej muszę polegać na tobie. Ty znasz tą planetę, wiesz co jest dobre do spożycia, a ja niestety nie. Mam nadzieję, że mnie pokierujesz jeśli chodzi o przetrwanie na tej planecie. - zanim zaczął okładać drzewo pięściami, wyciągnął dłoń w stronę kobiety i jeszcze dopowiedział:
-Czy pomożesz mi tutaj przetrwać, Kimi? Mogę liczyć tylko i wyłącznie na ciebie, chyba że odwrócisz się do mnie tak jak mój dawny druh, Guts... - spoważniał trochę, ponieważ ciągle miał za złe swojemu kompanowi, że porzucił go podczas walki. Teraz tylko jedynie musiał czekać na reakcje dziewoi, czy tak w ogóle wyrazi na to zgodę.

TRENING START.
avatar

Blade River

Liczba postów : 189

Powrót do góry Go down

Re: Las

Pisanie by Kimi on Pon Lip 02, 2018 6:09 pm

Dziewczyna zdziwiła się, gdy usłyszała, że Kenzuran został dobrze potraktowany przez jakąś staruszkę, ponieważ ona nigdy nie była łagodnie traktowana przez społeczeństwo. Uważana była za odmieńca, bo posiadała małpi ogon. Gdy to usłyszała, skierowała swoje spojrzenie w dół i przemilczała to. Możliwe, że mu tego zazdrościła. Chłopak zaczął mówić dalej, więc zaczęła słuchać go uważnie.
- To niefajnie z jego strony, że zostawił swojego przyjaciela, w dodatku na pastwę żołnierzy Czerwonej Wstęgi. Ja bym tak nie postąpiła, bo bardzo cenię przyjaźń. - Odpowiedziała mu na jego zdanie. Następnie zauważyła, że Kenzuran dalej zamierzał trenować w takim stanie. Jak sobie przypomniała, jej tata również był taki zawzięty. To oznaczało, że każdy saiyanin jest taki sam? Nie podobały jej się jego metody, zawsze będzie przeciwna zabijaniu. Saiyanin sprawiał wrażenie barbarzyńcy, dla którego życie ludzkie jest niewiele warte. Trochę ją to przerażało. Pozwoliła sobie na chwilę przerwać jego dialog.
- Twoje myślenie jest błędne. Nie powinieneś zabijać swoich wrogów tylko dlatego, że są twoimi wrogami i cię atakują. Każdy powinien mieć chociaż jedną szansę na poprawę swoich czynów. - Następnie pozwoliła mu mówić dalej. Dowiedziała się czym jest super saiyanin, przecież go już wcześniej raz widziała. Dowiedziała się również czegoś nowego - transformacja w wielką małpę przy świetle księżyca. Opis super saiyanina pasował idealnie do tego, co widziała. Znowu mu na chwilę przerwała.
- To dlatego rodzice nigdy mi nie pozwalali patrzeć na księżyc w nocy... Wiem co to jest super saiyanin, tylko nie wiedziałam jak to się nazywa. Mój tata potrafił się w niego przemieniać. Myślisz, że ja również kiedyś będę mogła? - Zadała mu pytanie patrząc na niego z powiększonymi oczami oczekując od niego dobrej odpowiedzi. Skoro tamta dziewczyna, o której mówił wcześniej Kenzuran potrafiła, to Kimi również powinna dać radę. Bardzo tego chciała.

Saiyanin nie przestawał trenować. Zabrał się za robienie pompek. Trochę ją zastanawiało dlaczego jest aż tak zdeterminowany. Może to przez tego demona Beliala? Albo być może obwinia się za to, co się stało z jego planetą. Nie wiedziała co powiedzieć w tej sytuacji, dlatego zwyczajnie stała i milczała. Chłopak ponownie się odezwał, a ona wspominając stare dzieje zaczęła się zastanawiać. Jej tato trenował często, ale również poświęcał dużo siebie dla rodziny. Być może w tym tkwił problem, przez co nie podołał swojemu zadaniu? Jedno było pewne - to ona musiała kontynuować to, co on zaczął. Trochę zrobiło się jej smutno, a po dalszej rozmowie zaczęła odczuwać strach.
- Czyli... to znaczy, że ten Belial przyjdzie również tutaj? I zniszczy Ziemię? Ale... dlaczego? - Nie rozumiała sytuacji. Ile czasu im zostało? Ilu ludzi podejmie się walki? Co będzie później? Bała się, a jej ciało lekko się trzęsło. Doszło do niej nowe zmartwienie. W takim razie jeśli Ziemia zostanie zniszczona, to po co ratować ją przed RR? Czyżby wielkimi krokami zbliżał się koniec? Spuściła swoją głowę w dół i zacisnęła swoje pięści, przed oczami miała obrazy wybuchającej planety, cierpiących ludzi stojących w ogniu, wybuchy i wrzaski. Czy właśnie tak się stanie?
- Ja... muszę być silniejsza. Muszę stać się tak silna jak tata... albo nawet jeszcze silniejsza. Nie chcę, żeby Ziemia została zniszczona. Tutaj jest mój dom. Chcę się bronić... - Powiedziała cicho pod nosem, ale również dostatecznie głośno, by Kenzuran mógł ją usłyszeć.

Po chwili usłyszała kolejne zdanie od niego, po którym spojrzała się na niego z lekkim zdziwieniem. Poczuła w sobie wewnętrzne ciepło. Dziwne uczucie, które nigdy nie było jej pisane poznać. Poczuła się w końcu ważna dla kogoś, potrzebna. Wolnym krokiem podeszła do niego bez słowa. Czuła się już dobrze, czuła się szczęśliwa. Przymknęła swoje oczy pochylając głowę lekko na bok, a na jej twarzy pojawił się szczery uśmiech. Ona również podała mu rękę i lekko ją uścisnęła swoją delikatną cerą. Przytaknęła głową wydając z zamkniętych ust delikatny głos, który jasno mówił, że zgadza się.
- Możesz na mnie liczyć. Jeśli chcesz, pokażę ci parę rzeczy, ale pod warunkiem, że Ty też mnie czegoś nauczysz. Jeśli chcesz, pomogę ci nawet odnaleźć swojego przyjaciela. - Na jej twarzy wciąż widniał przyjemny uśmiech, a jej ogon wesoło merdał na boki. Cieszyła się, że w końcu poznała kogoś bliżej, kto jest podobny do niej, a przynajmniej jeżeli chodzi o kwestię ogona i prawdziwego pochodzenia.

Koniec treningu.


Kimi

Liczba postów : 26

Powrót do góry Go down

Re: Las

Pisanie by Blade River on Pon Lip 02, 2018 10:19 pm

Kiedy wreszcie ich dłonie się ucisnęły, Kenzuran starał się zrobić to bardzo delikatnie. Po puszczeniu ręki dziewczyny, zrobił kilka salt w tył i powrócił do jednego z grubszych drzew. Czarnowłosy podczas spoglądania na solidną papierówkę, wyczuwał w niej wielki potencjał i mógł uważać ją z jedną z wytrzymalszych w tym całym lesie. Ogoniasty chciał już zaatakować, ale nie mógł nie odpowiedzieć, bo to by okazało brak kultury wobec dziewoi:
-Wiesz, ja też nie wiedziałem, że okażę się takim tchórzem, ale teraz to nieistotne, liczy się tylko przetrwanie na tej planecie, nic więcej... - powiedział i ze złością w swoich oczach, zaczął okładać belę. Kiedy wióry i większe kawałki kory spadały po lewej, jak i prawej stronie jego nóg, oczywiście wojownik słuchał dalsze wypowiedzi jego nowej koleżanki.

Znowu nowa znajoma trafiła syna Kellana w czuły punkt, twierdząc że jego tok myślenia nie jest właściwy, akurat tutaj było zupełnie inaczej, dlatego też od razu jej na to odpowiedział:
-Możliwe, że masz racje, chociaż przez to, że jesteś mieszańcem, twoja ziemska cząstka myśli inaczej, ale jeśli obudzimy w tobie cząstkę Saiyanina, zrozumiesz co to znaczy walka o przetrwanie... - przy okazyjnie, kiedy to mówił, otarł pot z czoła i zaczął zadawać także kopnięcia na drzewo. Po upływie kilku minutek, które bardzo dość szybko zleciały w porywistym treningu, usłyszał pytanie ze strony Kimi.

Czy ona kiedyś będzie mogła się przemienić w Super Saiyanina. Czarnooki uśmiechnął się do siebie, ale i tak dziewczyna mogła dostrzec jak jego kącik ust został pokierowany ku górze i rzekł w jej stronę:
-Jesteś wreszcie po części Saiyaninem, więc na pewno będzie mogła opanować tą formę, ale tylko musisz chcieć bardzo ciężko trenować i nie poddawać się. Tak jak wspomniałem, spotkałem czerwonowłosą panienkę, która także okazała się mieszańcem i potrafiła to zrobić. Znalazłaś mnie tak mocno obitego, przez to że ułożyłem niestosownie zdania i zadała mi jeden, a porządny cios.. - po wypowiedzeniu się, wreszcie na chwile zadał mocniejszy cios papierówce i odłupał kawałek jego materiału.

Odwrócił się na chwilę w stronę koleżanki, po czym uniósł swój podkoszulek, pokazując nadal istniejący na jego podbrzuszu wielki krwiak. Nie należał do najmniejszych, ale tylko westchnął i zrobił kilka szybkich ruchów wokół beli, tak jakby chciał unikać nadchodzących ciosów od nieistniejącego wroga. Usłyszawszy kolejne słowa Kenzuran, na chwilę znowu zaprzestał walki z drzewem i poważnym wzrokiem, takim którym zazwyczaj przeszywał oponentów, by ci się go bali, odpowiedział:
-Belial okazuje się być potworem, skoro ta dziewczyna stąd wiedziała kto to jest, na pewno kiedyś powróci, dlatego muszę być gotowy pomścić wszystkich moich braci i siostry, którzy polegli na naszej rodzinnej planecie...NIE DARUJE MU TEGO!!! - wreszcie zadał raz a mocniejszy cios pięścią, pozostawiając ślad wgniecenia jego zgiętej dłoni na papierówce.

Całe jego ciało przez jakiś czas drżało od gniewu, kiedy tylko wspominał o tym cholernym demonie, nie mógł wytrzymać tego, że nie pomógł swojemu bratu Rutagowi w walce z parszywcem, ale nie był dość dostatecznie silny. Dłuższy okres czasu minął, aż wreszcie ponownie Kimi wypowiedziała się w stronę ćwiczącego Ogoniastego, który nie zaprzestawał atakowania beli. Wreszcie Czarnowłosy mógł być rad na to co usłyszał ze strony swojej nowej znajomej, dlatego też tylko zaśmiał się pod nosem, zadał piszczelem cios na prawą stronę drzewka i powiedział do niej:
-O to właśnie chodzi, musisz poczuć ducha walki i przede wszystkim, obrony swojej planety. Jeśli on tu przybędzie, my musimy być gotowi i najlepiej nauczyć się transformacji w Super Saiyanina, a wiemy że to raczej nie taka prosta sprawa. - odwrócił się ponownie do swojego wroga i na nowo wióry zaczęły z niego odpadać bardzo szybko.

Wreszcie dotarło do niej o co w tym wszystkim chodzi, gdyż zaakceptowała go w gronie swoich nowych znajomych. Syn Kellana bardzo się ucieszył, ale nie pasował mu uśmiech na twarzy Kimi, naprawdę to dziwnie wyglądało z jego perspektywy. Cieszący się mieszaniec, to była zagwozdka dla wojownika, ale on tylko westchnął i wreszcie ostatecznym ciosem, przebił się przez całą papierówkę, a ta runęła jakby przed chwilą ściął ją jakiś drwal. Młody Saiyanin odwrócił się w stronę koleżanki i rzekł:
-Bardzo ci za to dziękuje. Mogę cię tylko nauczyć czegoś czego wróg nie zobaczy, chodzi mi konkretnie o niewidzialne podmuchy ki. - odsunął się kilka kroków od nowej znajomej by pokazać o co chodzi.

Wybrał sobie pierwsze lepsze drzewo, po czym wymierzył ów całe przedramię wraz z wyprostowaną dłonią w jego stronę. Spojrzał kątem oka na Kimi, ponieważ chciał wiedzieć czy aby na pewno chcę wiedzieć jak to się robi, dlatego od razu także rzekł w jej stronę:
-To jest dość naprawdę nieczysta zagrywka, ale w razie naprawdę dużego niebezpieczeństwa, może ci się przydać. Nie jest to skupianie energii, jak w przypadku tworzenia pocisku ki, a oddawanie jej z dość mocnym impetem, który powoduje dezorientacje i ogłuszenie u przeciwnika. - powiedział wreszcie ponownie biorąc wzrok w stronę swojej cienkiej beli.

Wreszcie delikatnie uniósł swój głos, krzycząc i wypuszczając niewidzialnych podmuch w stronę papierówki, a ta kiedy otrzymała obrażenie, część kory odpadło od tak. Wojownik powtórzył czynność jeszcze dwa razy, aż wreszcie cienkie drzewko runęło na tutejszą glebę. Wreszcie Ogoniasty mógł trochę odsapnąć, po czym przysiadł sobie na jednym z tutejszych głazów i wypowiedział się jeszcze w stronę kobiety:
-No, wygląda to tak mniej więcej jeśli chodzi o podmuch energii. Przeciwnik nie wie o co chodzi i co go w ogóle trafiło, taki niewidzialny pocisk. No dobra, ja jestem trochę głodny, może przejdziemy się po tutejszej okolicy i znajdziemy coś do jedzenia?? - zapytał, unosząc brew i czekając na odpowiedzi halfki na to co on jej odpowiadał. Te dni dla niego będą bardzo długie i ciekawie, przez to że napotkał wreszcie normalną i ciekawą osóbkę, jaką była Kimi.

KONIEC TRENINGU.
avatar

Blade River

Liczba postów : 189

Powrót do góry Go down

Re: Las

Pisanie by Kimi on Wto Lip 03, 2018 9:29 pm

Dziewczyna odruchowo zrobiła krok w tył, gdy Kenzuran niespodziewanie zrobił salto w tył. Trochę się wystraszyła niespodziewanego ruchu saiyanina, lecz to wcale nie oznaczało, że się go bała. Może tylko trochę jego motywacji i zaangażowania. Zastanawiała się po co bije te drzewa. Domyślała się, że to jakaś forma treningu. Nie bolą go po tym pięści?

Po jego zdaniu spojrzała się milcząco na bok. W sumie to trochę mu się nie dziwię, sama się lekko obawiam tej walki z RR. Oglądała jak ze złością okłada pięściami drzewo. Wpatrywała się dłuższą chwilę zastanawiając się nad nim.

Zdziwiła się, gdy usłyszała jego zdanie. Zaczęła się nad tym głębiej zastanawiać co powiedział. Spojrzała się na swoje dłonie.
- Cząstkę saiyanina? Czy to oznacza, że przez ten cały czas kierowała mną ta druga część? Część ziemianina? - Zadała do siebie pytanie cichym głosem. Cały ten czas żyła uważając się za ziemianina. Czy ona w sobie także posiada część saiyanina? Która część jej jej bliższa? Sama nie potrafiła odpowiedzieć na to pytanie. Czy należy do społeczeństwa ziemian? Tak się czuła, choć ona nigdy nie została zaakceptowana przez ludzi za to, kim jest. No właśnie, ale kim jest? Saiyanką? Społeczeństwo saiyan też ją zapewne nie zaakceptuje. Z tego, co może zobaczyć po krótkiej znajomości z Kenzuranem, saiyanie nie lubią mieszańców takich, jakim była dziewczyna. Czy to oznaczało, że tak naprawdę nie ma dla niej miejsca na świecie? A może właśnie była jako tą nieliczną osobą, która należała do obu tych światów? Ciężko było jej to teraz stwierdzić.

Ucieszyła się gdy usłyszała, że ona też może stać się super saiyaninem. Poczuła w sobie dodatkową moc, motywację. Czy właśnie tak działają saiyanie? Stanęła w szerszym rozkroku i mocno zacisnęła swoje pięści napinając swoje ciało, a na jej twarzy pojawiła się egoistyczna satysfakcja. Jednak znowu stanęła prosto i lekko ochłonęła, gdy usłyszała o tym Belialu. To oznacza, że czeka ją walka z nim, jeśli do tego czasu wytrwa jakoś... Ciężko było żyć w świecie, w którym każdy wokół był twoim wrogiem. Ponownie zacisnęła swoje pięści i stanęła w pozycji do gotowości. Zaczęła skupiać swoją wewnętrzną energię, wokół niej pojawiła się biała aura. Zrobiła kilka salt do tyłu, a następnie zaczęła wykonywać ciosy rękoma oraz kopnięcia. Poruszała się zwinnie i szybko, jakby jej ruchy były wcześniej długo ćwiczone i tak w rzeczywistości było. Zrobiła krótką walkę z niewidzialnym przeciwnikiem, ale przerwał jej cichy śmiech Kenzurana, po którym się spojrzała na niego. Ucieszyło go to, co się przed chwilą stało z dziewczyną. Trochę dziwnie się z tym czuła i trochę tego nie rozumiała.

Postanowił pokazać jej nową technikę, więc zaprzestała treningu i zaczęła go słuchać uważnie i oglądać każdy jego ruch. Technika wyglądała dosyć ciekawie, chociaż dziewczyna nie odczuwała jednak potrzeby uczenia się jej.
- Ciekawa technika, ale myślę, że ki blast stanowczo mi wystarczy. Możemy zaraz iść, tylko dokończę swój trening. - Po tym wydarzeniu kontynuowała swój trening walcząc dalej z niewidzialnym przeciwnikiem. Robiąc kilka salt w górę zaczęła unosić się w powietrzu. Wykonywała kolejne sekwencje ruchów przemieszczając się w powietrzu w nieco szybszym tempie odbijając się co jakiś czas od różnych gałęzi drzew, które nieco utrudniały jej poruszanie się.

Start treningu.


Kimi

Liczba postów : 26

Powrót do góry Go down

Re: Las

Pisanie by Blade River on Wto Lip 03, 2018 10:20 pm

Kenzuran kiedy odpoczywał po poprzednim treningu, mógł widzieć jak dziewczyna sobie zaczęła swój trening. Chyba dzięki jego dialogom, wreszcie poczuła w sobie cząstkę Saiyanina i chciała stać się silniejsza. Bardzo go to ucieszyło i nie wiedział czemu czuł się z tym tak dobrze. Czarnowłosy westchnął pod nosem i usłyszał głos koleżanki, która wreszcie zrozumiała fakt bycia mieszańcem. Wojownik tylko kiwnął głową potwierdzająco i jej odpowiedział:
-Tak, jesteś wreszcie osobą stworzoną z dwóch ras i najwyraźniej ta ziemska strona dała twojej osobie większą przewagę. Teraz kiedy ci to wytłumaczyłem, twoja saiyańska wersja dała znać i chcę byś stała się silniejsza, ja się dziwię czemu twoja Mama cie nie trenowała... - zastanawiało go to przez chwilę, ale potem olał sprawę i dalej oglądał jak ogoniasta sobie trenuje.

Syn Kellana wreszcie zeskoczył z dużego głazu na którym spoczywało jego siedzenie, po czym dołączył się do nowej znajomej i zaczął jak zwykle od zrobienia trzystu pięćdziesięciu brzuszków. Oczywiście pamiętał o tym, że będzie musiał coś zjeść, tamto jedzenie którym mógł się delektować u staruszki, już dawno się strawiło, więc będzie musiał poprosić Kimi o wskazanie co jest na tej planecie zjadliwe. Z Ogoniastego ciekł solidny pot, oczywiście z jego czółka, ale mógł zobaczyć kątem oka jak dziewczyna sobie daje nieźle radę, przeczuwał że może naprawdę się stać niesamowitą wojowniczką, jeśli będzie chciała to osiągnąć.

Po upływie kilkunastu minut, wreszcie Czarnooki zakończył swoje brzuszki i przestawił się na robienie pompek, ale zanim jednak je zaczął robić i wcześniej pokazał Kimi technike, ta tylko stwierdziła fakt że na razie pociski ki jej wystarczą. No cóż, przynajmniej pokazał to co on potrafił, a gdy już uporał się z kolejnym ćwiczeniem rozgrzewającym, podniósł się z tylko z tutejszego podłoża, otrzepał dłonie i zaczął wykonywać dość wysokie salta w powietrzu. Oczywiście robiły też jakieś powietrzne manewry między drzewami, tak jakby z kimś walczył, mógł się za którymś zasłonić czy też uniknąć nadchodzącego ataku albo też techniki.

Czarnowłosy wreszcie powrócił w to samo miejsce gdzie znajdywały się aktualnie dwa powalone przez niego drzewa i przybrał pozycję do walki, ponieważ nie mógł być gorszy niż jego nowa znajoma, dlatego też powiedział:
-Jeśli dziwi cie to, czemu atakuje dłońmi drzewo, to jest bardzo prosta sprawa. Po prostu utwardzam sobie kostki, jak i całą pięść, dlatego odczuwam drastycznie zmniejszony ból. To samo mam z piszczelami, kiedy naprawdę wielo-wielokrotnie powtarzam tą samą sekwencję kopnięcia, stają się po prostu twardsze i wytrzymalsze, proste?? - rzucił w jej stronę ciepłym uśmiechem i kiedy zaczął spoglądać z powrotem w stronę papierówki widział tam tylko demona, którego miał ochotę rozszarpać na strzępy.

START TRENINGU
avatar

Blade River

Liczba postów : 189

Powrót do góry Go down

Re: Las

Pisanie by Kimi on Nie Lip 08, 2018 6:57 pm

Dziewczyna przez pewien czas trenowała walkę z niewidzialnym przeciwnikiem poruszając się nieco nad ziemią pomiędzy gałęziami drzew. Po pewnym czasie przerwał jej Kenzuran, przez co musiała przerwać walkę i stanąć stopami na ziemi. Wysłuchała go do końca z widniejącym zainteresowaniem na twarzy. Trochę tego nie rozumiała, niby poczuła większą chęć do trenowania, ale poza tym nic się w niej nie zmieniło. Wciąż była tylko dziewczynką z małpim ogonem. Po jego ostatnim zdaniu lekko się zaśmiała wyśmiewając jego zdanie, po czym podeszła do ogromnego głazu, który nieopodal chował się w połowie w ziemi. Złożyła swoją dłoń do dłoni, po czym przymknęła swoje oczy, aby skupić w sobie swoją wewnętrzną energię. Wokół dziewczyny pojawiła się biała aura, która zaczęła spowijać jej ciało. Złapała szeroko za głaz, a następnie zaparła się mocno nogami o podłoże. Napięła swoje ciało próbując z trudem wyjąć głaz z ziemi, co po krótszej chwili udało się jej. Duży głaz trzymała oburącz nad głową. Sprawiało jej to mały kłopot, ponieważ był dosyć ciężki. ''Ja się dziwię czemu twoja mama Cię nie trenowała.''
- Uważasz tak, ponieważ mam za chude rączki? - Zapytała go wyśmiewając jego poprzednią wypowiedź. Następnie lekko zgięła nogi w kolanach, aby móc swoim ogonkiem podeprzeć się o ziemię, a następnie swoje nogi uniosła do góry układając je w turecki przysiad. Ogromny głaz zaś położyła na swojej głowie i rozluźniając swoje ręce ułożyła je na swoje nogi (tak samo jak ta postać po prawej na tym obrazku). Na jej twarzy pojawił się egoistyczny uśmieszek.
- Tata często zabierał mnie na treningi, ale nigdy nie dawał mi popalić i zawsze traktował mnie ulgowo. Miał zbyt miękkie serduszko w stosunku do mnie. To właśnie on mnie nauczył, że rozwój umysłu oraz ducha jest tak samo ważny jak rozwój fizyczny. ''Siła mięśni to nie wszystko. Jeżeli potrafisz dobrze rozwinąć oba te aspekty, to jesteś w stanie osiągnąć wiele.'' Zawsze mi powtarzał, że posiadam w sobie największy potencjał, ale nigdy nie powiedział mi dlaczego. - Dziewczyna cały czas próbowała utrzymać równowagę pod naporem ciężaru, co nie należało do prostych rzeczy. Musiała się dobrze skupić.

Po pewnym czasie uznała, że już wystarczy i energicznym ruchem zrzuciła z siebie głaz, który nieopodal mocno runął na ziemię robiąc delikatny wstrząs ziemi, a potem zrobiła kilka salt w stronę Kenzurana.
- Wystarczy mi już siedzenia w jednym miejscu. Chodźmy. - Powiedziała z delikatnym uśmiechem na twarzy, po czym zaczęła prowadzić przez las. Przechodzili akurat nieopodal krzewów z owocami leśnymi. Pokazała palcem w ich stronę idąc bez przerwy dalej.
- Jeśli lubisz owoce leśne to bez problemu możesz jeść te czerwone i niebieskie, ale nigdy nie dotykaj tych białych, bo się zatrujesz. Raczej wątpię, że się tym najesz, jeżeli masz taki sam żołądek jak ja, dlatego mogę pokazać ci jak złowić naprawdę dużą rybę.

Koniec treningu.


Kimi

Liczba postów : 26

Powrót do góry Go down

Re: Las

Pisanie by Blade River on Nie Lip 08, 2018 8:24 pm

Kenzuran kiedy wreszcie ruszył z pięty w stronę papierówki, od razu zadał jej solidny cios. Drzewo całkowicie się zatrzęsło, a większość liści zaczęło powoli opadać na tutejszą glebę. Po skupieniu się na swoim celu, usłyszał słowa dziewczyny, które padały w jego stronę. Uśmiechnął się tylko, ale tak by nie zauważyła tego jego nowa znajoma. Po chwili wahania, zamknął na chwilę oczy, wypuścił powietrze i gołymi dłońmi zaczął wyłapywać spadające zielone elementy, które były częścią górnych gałęzi wysokiej beli. Kiedy miał dość sporawy stosik listków w obydwu dłoniach, po prostu je zgniótł i ich resztki opadły pod jego stopy.

Wreszcie odpowiedział w stronę Kimi co ma na myśli:
-Nie stwierdziłem tego, wiem tylko że mieszańce mają naprawdę niezwykły potencjał, dlatego są tacy wyjątkowi...Saiyan-jin plus jeszcze inna rasa dają wiele zalet, ale także istnieją wady. Nie wiem co twoja osoba może skrywać, ale ja wiem, że już napotkałem inną kobietę i wiem do czego jest zdolna, mimo iż jest tylko w połowie wojowniczką... - powiedział, łapiąc się za swój niewyleczony w pełni krwiak, który widniał na jego podbrzuszu. Po skończeniu rozmowy z koleżanką, zauważył że ta zaczęła zajmować się jakimś wielkim kamieniem z którym przez chwilę się męczyła, ale wreszcie udało się jej go podnieść. Syn Kellana widział efekty jej ciężkiego treningu, dlatego też powrócił na skupienie się na sobie i zaszarżował na papierówkę, by ponownie zadać jej mnóstwo obrażeń.

Mógł odczuć to, ponieważ zauważył że jego knykcie już zaczynają sinieć, ale mimo to pchał dalej i naprzód, wreszcie nie mógł być gorszy i musiał stawać się coraz silniejszy. Wreszcie kilka kopnięć, ataków z wyskoku oraz uderzeń zaciśniętymi dłońmi sprawiło, że kolejne a zarazem trzecie drzewo upadło na tutejszą ściółkę, niszcząc delikatnie faunę. Wypuszczając na spokojnie powietrze, usłyszał kolejny i tym razem dość długi monolog, który wypowiedziała ze swojej strony dziewczyna. Dokładnie jej słuchał, gdyż podczas całej jej przemowy, zajął się dwoma papierówkami na raz, ponieważ stały naprawdę blisko siebie.

Po upływie kilku minut, Ogoniasty wreszcie usłyszał to co powiedziała i zniszczył czwarte i piąte drzewo, gdyż te akurat były dość toporne i cienkie, nie tak jak tamte poprzednie solidne i wytrzymałe. Spojrzał poważnie w jej stronę i się wypowiedział:
-Dlatego właśnie robił bardzo źle. Jeśli był Saiyaninem, to powinien ostro dawać ci w kość, by nauczyć cię naszej natury. To prawda, umysł to także doskonała broń, ale to zależy czy ktoś chcę być strategiem, czy ktoś chcę marnować tylko sekundy czasu na to co zrobi jego przeciwnik. Miejmy nadzieję zatem, że niedługo się dowiesz, czemu masz taki dobry potencjał, wreszcie ja także się o tym przedtem wyraziłem.. - wreszcie zrobił spory wyskok, poszybował szybko w stronę jednego z większych głazów i wbił się nim swoim łokciem. Nie zakończając ciosu, zrobił obrót w powietrzu zadając tym razem porządny kopniak w to samo miejsce, robiąc pęknięcie i dokańczając resztę kombinacji swoim pięściami.

Po usłyszeniu za sobą dźwięki, stwierdził że jego znajoma zrzuciła wreszcie wielki kamień ze swojej główki, dlatego on też postanowił zakończyć swój trening i wyobrażając sobie po raz ostatni Beliala, zasunął porządnie zaciśniętą dłonią w głaz i rozpołowił go na pół, dzięki czemu mógł wreszcie odsapnąć. Wojownik skierował się do Kimi i ruszył za nią, gdyż jego brzuch dawał znać o tym, że jest bardzo głodny i musi coś wreszcie przekąsić. Syn Ilene dostał lekcję co może jeść, a czego nie, ale zaraz wojowniczka dodała coś względem ryb, ale mimo tego podbiegł szybko do krzewów i zaczął się zajadać.

Musiał jakoś zabić ten apetyt, a gdy już to zrobił, zostawiając kilka kolorowych kulek na małych krzaczkach, rzekł w jej stronę:
-Hmm, no dobrze, ale mam jeszcze inny pomysł. Przedtem mnie zaatakował jakaś futrzana bestia o brązowym kolorze jej futra, może moglibyśmy też to zjeść, co?? - uniósł jedną brew do góry i był ciekaw jaką reakcja będzie miała jego znajoma. Teraz mógł polegać na kimś, kto wreszcie mieszkał tutaj i wiedział jak przetrwać, więc nie obawiał się że polegnie, ale nie wiedział czy jego dawny towarzysz Guts jeszcze dychał. Nie obchodziło go to teraz, ważne że on musiał stać się silniejszy, dla Ojca, Siostry i reszty swoich braci i sióstr, którzy polegli pod mocą destrukcji Beliala.

KONIEC TRENINGU
avatar

Blade River

Liczba postów : 189

Powrót do góry Go down

Re: Las

Pisanie by Kimi on Pon Lip 09, 2018 4:19 pm

Dziewczyna zrozumiała dlaczego drzemie w niej taki potencjał, a przynajmniej z tego co jej mówili inni. W zasadzie to nawet nie wiedziała, czy może nazywać siebie wojowniczką. Niewiele wiedziała o tym wszystkim. Posiadała tylko tyle, co jej ojciec przekazał, nie mniej, nie więcej. Także już wiedziała, dlaczego generacja hybryd jest tak wyjątkowa.

Kimi zauważyła, że Kenzuran jest w coraz lepszej formie, niż wcześniej. Musiał ponieść wcześniej poważniejsze rany, bo różnica była widoczna gołym okiem. Było to dla niej zaskakujące, w jak szybkim tempie potrafi się zregenerować. Normalni ludzie mieliby z tym kłopot, plus dodatkowo mieliby w przyszłości pewne powikłania związane z obrażeniami, a on wygląda, jakby jego to wcale nie dotyczyło.
- Dobrze się już czujesz? Może będzie lepiej, jeśli opatrzę Ci tę ranę na brzuchu? Nie wygląda to dobrze... - Zapytała go z czystej troski. Może i nie szanował takich osób jak ona, ale był dla niej miły i to się wtedy dla niej liczyło. Po prostu martwiła się o jego zdrowie. Nie chciałaby, aby coś mu się poważnego stało.

Dziewczyna zatrzymała się i patrzyła jak chłopak kosztuje owoce leśne. Po pytaniu Kenzurana spojrzała się na ziemię i zaczęła się głębiej zastanawiać. Niby wpadł na dobry pomysł, ale z drugiej strony nie chciałaby krzywdzić zwierząt, które też posiadają jakieś uczucia.
- Nie jestem do końca przekonana do tego, ponieważ te zwierzęta też posiadają uczucia jak my, ale myślę, że jakiegoś dinozaura lub pterodaktyla mógłbyś zjeść, ponieważ są to agresywne drapieżniki, które tylko wadzą. Tak czy siak, nic tutaj już nie znajdziemy, bo spłoszyliśmy wszystkie zwierzęta naszym treningiem. Potrafisz latać, prawda? Chodź za mną. - Dziewczyna uniosła się w powietrze przelatując przez liściaste gałęzie i gdy była już ponad poziomem drzew zatrzymała się, aby się rozejrzeć. Szukała jakiegoś nowego, dogodnego miejsca, dlatego wybrała kierunek w stronę polan, gdzie mogłaby natrafić na jakąś większą rzekę i energicznym ruchem ruszyła w tamtą stronę pozostawiając za sobą białą smugę na niebie.

2x zt> rzeka


Kimi

Liczba postów : 26

Powrót do góry Go down

Re: Las

Pisanie by Ryu on Sro Lip 11, 2018 1:03 am

[Statystyki] KONIEC TRENINGU - 11.07.2018 01:03

Brunet biegł najszybciej, jak tylko mógł. Chciał dogonić Aymi i wytłumaczyć tę całą sytuację, bo przecież nie tak miało się to wszystko potoczyć. Bez ustanku rozglądał się na boki w celu wypatrzenia rudowłosej przy okazji uważając na ewentualne korzenie wystające spod ziemi, o które mógłby się potknąć podczas gonitwy. Jednakże im dłużej biegł tym bardziej zaczął tracić nadzieję na to, iż uda mu się dogonić ogoniastą. Być może jego szanse byłyby zdecydowanie większe, gdyby jełop, który jest autorem tego posta nie zniknął na parę miesięcy? Jest to wielce prawdopodobne, lecz pewnie się tego nie dowiemy. Powróćmy jednak do akcji. W momencie, w którym nie mógł już złapać tchu postanowił się zatrzymać, aby ustabilizować swój oddech.
- Aymi, jeżeli tu jesteś to proszę, pokaż się!
Wyglądało na to, iż nie przyniosło to pożądanego skutku, ponieważ dziewczyna nie pojawiła się.
- Szlag by to trafił… Gdzie ona może być?
Powiedział do siebie w duchu mając nadzieję na to, że odpowiedź przyjdzie sama. Ruszył ponownie, lecz tym razem zdecydował się na trucht niż pełen sprint.
- Przepraszam, nie chciałem Cię zranić! Proszę, wyjdź!
Wciąż się łudził, że rudowłosa ujawni się, na co oczywiście liczyć nie mógł w jakimkolwiek stopniu. Podążał przez ten cały czas trasą, którą obrał na samym początku. W międzyczasie rozglądał się za swą przyjaciółką przy okazji nawołując ją.

guess who's back.
avatar

Ryu

Liczba postów : 291

Powrót do góry Go down

Re: Las

Pisanie by Ryu on Sob Lip 14, 2018 12:05 pm

Wyglądało na to, że te kilkanaście, a może nawet i kilkadziesiąt minut poszukiwań nic nie wniosą. Pomimo tak długiego czasu, nie udało się naszemu bohaterowi odnaleźć rudowłosej. Zresztą, czy miało to jakikolwiek sens? Przecież las był ogromny, a Aymi mogła być w zasadzie wszędzie. Gdyby brunet naprawdę chciał przeczesać cały teren to musiałby poświęcić na to kilka godzin, a może i nawet wtedy nie odnalazłby ogoniastej? Postanowił rozejrzeć się po nieboskłonie licząc, że dziewczyna akurat odlatywałaby w inne miejsce. Nawet, gdyby nie zobaczył pełnej sylwetki to zawsze mógł dostrzec oddalający się punkcik i wtedy mógłby sprawdzić czy nie jest on jego przyjaciółką. To mogłoby się udać, gdyby nie fakt, iż nie udało mu się zauważyć właściwie niczego konkretnego. Tylko zwykłe chmury, lecz nic poza tym. Nawet żadnych ptaszków. Pozostało mu jedynie powrócić do Erici, która została tam przecież sama, a i o jego ciuchach nie powinno się zapominać. Przecież w tamtym momencie miał na sobie tylko spodnie swego stroju. Zdecydował, iż wzleci w powietrze i lecąc te kilkanaście metrów ponad drzewami w stronę białowłosej, po raz ostatni spróbuje wypatrzeć rudowłosą. Nie przemieszczał się ze swą pełną szybkością, ponieważ mogło to nieco utrudnić wypatrzenie wojowniczki. Najwidoczniej wciąż łudził samego siebie, że uda mu się odnaleźć przyjaciółkę.
- Aymi, przepraszam…
Powiedział do samego siebie, jakby miał nadzieję na to, że ta usłyszy go. To jednak było niemożliwe. W każdym razie, Ryu zajęło jeszcze trochę czasu nim powrócił nad jezioro, jednakże to, co ujrzał wzbudziło w nim niepokój. Zacznijmy od tego, iż gdziekolwiek by nie spojrzał to nie mógł dostrzec Erici. Znajdowała się tu masa połamanych oraz zniszczonych drzew. Ziemianinowi nie umknął także pewien tajemniczy, czerwony ślad znajdujący się na ziemi. Wylądował i podszedł, aby dokładnie przyjrzeć mu się.
- Krew?
Zapytał samego siebie, jednakże wyglądało na to, że właśnie taka była prawidłowa odpowiedź. Nic innego mu nie przychodziło do głowy. Biorąc pod uwagę te wszystkie zniszczenia można było dojść do wniosku, iż ktoś walczył w tym miejscu, a jedna z osób musiała zostać ranna. Pytanie brzmiało: Kim ta osoba mogła być? Nie było go, gdy wydarzyło się to wszystko, więc mógł tylko domyślać się prawdy. Czyżby pojawił się, jakiś wróg, który zaatakował białowłosą? A może Aymi także tu powróciła i to właśnie ona zmierzyła się z nowym zagrożeniem i ów krew należała do tego tajemniczego wojownika? Nie wiedział tego, lecz miał złe przeczucia. Musiał je odnaleźć i sprawdzić czy nic im na pewno nie jest. Nie było to jednak takie proste, mogły być teraz przecież wszędzie. Cóż, nic mu innego w zasadzie nie pozostało poza odnalezieniem przyjaciółki oraz nowej znajomej. Nim się jednak do tego zabrał, postanowił najpierw odnaleźć swe ciuchy, które musiały zostać porozrzucane po okolicy. Wzbił się w powietrze i zaczął rozglądać się za nimi. W kilka minut udało mu się odnaleźć wszystkie swe ciuchy, które od razu na siebie założył. Przeszkadzał mu jedynie jeden z jego butów, który nasiąknął całą wodą podczas przebywania w tym jeziorze. No nic, przeżyje. Nie pozostało mu w tamtym momencie nic, poza opuszczeniem tego miejsca. Ugiął nogi oraz ręce, a jego ciało zostało obtoczone przez mleczną aurę.
- Muszę się spieszyć… Mam nadzieję, że nic im nie jest.
I odleciał, lecz jeszcze nie wiedział, gdzie powinien się udać.

[Statystyki] START TRENINGU - 14.07.2018 12:05

[z/t]
avatar

Ryu

Liczba postów : 291

Powrót do góry Go down

Re: Las

Pisanie by Blade River on Sro Sie 15, 2018 10:59 pm

Kenzuran kiedy wszystko powiedział, po chwili tylko usłyszał głos kobiety sugerujący, że niczego się nie nauczył. Był przystojniakiem, to go cieszyło, lecz nie sam fakt że za chwilę zrobiło się coś nie spodziewanego. Wojownik odczuł niemiłe uczucie i starał się wyrwać, lecz nie było nawet jak. Nie miał siły nawet jej uderzyć, dlatego obydwiema dłońmi chwycił ją za przedramię i starał się wyrwać, nawet nie miał jak się w jej stronę odezwać.

Po dłuższym czasie, znów kobieta się odezwała i stwierdziła, że to był ich pracownik, teraz naprawdę się dziwił, bo naprawdę już wiedział, że wszystko należy rąk do Armii Czerwonej wstęgi, nawet takie główne budynki jak szpitale. Teraz Syn Kellana wiedział na czym stoi, a po chwili został zdjęty z krzesełka i został zabrany gdzieś przez okno, oczywiście nadal był w uścisku niemiłej kobiety, która najwyraźniej się z kimś komunikowała. Młody Saiyanin odczuł, że zacisk na jego szyi zrobił się mocniejszy i obraz przed jego ślepiami zrobił się czarny, przez co stracił przytomność i nie wiedział konkretnie gdzie został zabrany.

...

Czarnooki wreszcie powoli zaczął się wybudzać i niestety nie wiedział ile tym razem przespał. Kiedy starał się podnieść, zapomniał całkowicie o tym, że jego nogi są sparaliżowane i nie może z nich korzystać. Westchnął pod nosem i poczołgał się w stronę najbliższego drzewa. Kiedy wreszcie po prawie piętnastu minutach dotarł do najbliższej papierówki i odwracając się plecami do kory, ułożył wygodnie swoje nogi i oparł się o nią.

Spojrzał i widział, że blask promieni tutejszego słońca przebija się przez liście i ogrzewa jego niektóre miejsca na ciele, ale i tak mruknął pod nosem i nie wiedział co ma ze sobą począć. Syn Kellana teraz miał różne myśli i zastanawiał się co dalej, skoro nie może aktualnie latać, to i tak musiał zacząć trenować swoje ciało, przynajmniej ręce i przedramiona były sprawne. Mimo odczuwającego bólu, mężczyzna bez ogona przestał opierać się o bale i układając się w pozycji leżącej, zaczął robić brzuszki.

Tak, teraz czarnowłosy musiał popracować nad swoją górną część ciała, bo ta musiała stać się o wiele lepsza. Kiedy zaczął to robić, odczuwał ciągle ból, ale zagryzł mocno zębiska i starał się ze wszystkich sił ćwiczyć, mimo tego że nie czuł się zbyt dobrze. Po zrobieniu stu pompek, cały był spocony, ale nie mógł się poddać, teraz musiał jeszcze ciężej się starać i trenować, ale i tak wiedział że gdy Guts go zobaczy, to go pewnie wyśmieje. Znowu mruknął coś pod nosem, a potem obracając się ledwo na swoim ciele, spróbował robić pompki i wiedział że to nie zbyt dobrze wyjdzie.

Pokręcił negatywnie głową, ale wpadł na genialny pomysł, więc napiął swoje mięśnie bardziej niż powinien i stojąc na obydwu rękach, zaczął pompować w taki sposób. Jego nogi trochę mu przeszkadzały, bo bezwładnie zwisały ku dole, ale nie mógł nic na to niestety poradzić. Po upływie prawie pół godziny, wreszcie udało mu się wykonać dwieście pompek w powietrzu, a po tym wszystkim upadł na twarz. Nie miał siły, dlatego przez chwile leżał i miał zamiar zaraz usnąć, lecz zamachnął się swoją dłonią i walnął sobie samemu plaskacza na twarz. Obudził się od razu i jego krew w żyłach od razu się przebudziła, bo wiedział co teraz musi zrobić, trening walki. To będzie dość ciekawe, ponieważ nigdy czegoś takiego nie robił bez swoich nóg, ale będzie musiał niestety spróbować.


2 posty = regeneracja 10% HP
avatar

Blade River

Liczba postów : 189

Powrót do góry Go down

Re: Las

Pisanie by Blade River on Czw Sie 16, 2018 10:39 pm

Kenzuran po zrobieniu testu swojego ciała, stwierdził że naprawdę tylko i jedynie korzystać z funkcji swoich rąk i przedramion. Trochę był podłamany, dlatego też rozmyślał co ma ze sobą dalej począć. Wypłynął na dalekie morze swoich dziwnych pomysłów, jak i fantazjował jak to wszystko będzie wyglądać później, skoro nawet nie może korzystać z nóg. Czarnowłosy tylko groźnie warknął, mimo iż i tak nikogo nie było w pobliżu, ale był wkurzony tym że został tak załatwiony, gdyby nie popełnił kolejnego błędu i nie zabił tamtej kobiety, może by go uratowali.

Opierając swoją dłoń o brodę, nadal się zastanawiał jak znaleźć kogoś kto pozwoli mu na odzyskanie dolnych części kończyn, no i utraconego przez operację ogona. Mężczyzna bez ogona był wkurzony na doktora, któremu tłumaczył że jego dziwna narośl jest naprawdę jego tak jakby trzecią kończyną i nie można jej usuwać, ale mimo negatywnych słów, zrobili tak jak uważali za słuszne. Syn Kellana teraz mógł tylko zrobić jedno, gdyż jego ciało nadal było słabe, a on nadal już odczuwał niewielkie bóle w okolicach barkach, gdy robił jakiekolwiek ruchy, operacja pewnie nadal dawała się we znaki.

Czarnooki także zastanawiał się jak on będzie mógł walczyć, skoro jego nogi pomagały mu przy każdej potyczce z przeciwnościami losu, a teraz będą sobie tylko bezczynnie zwisać ku dole. Brat Klen wiedział, że będzie musiał znaleźć jakiś sposób na znalezienie innej taktyki walki, dlatego że nie może się poddać, nie gdy wie że Belial może zaatakować w każdej chwili. Zacisnąwszy pięści, wojownik popatrzył przed siebie i odczuwał, że on będzie musiał walczyć, nawet jeśli jego ciało jest w pół sparaliżowane.

Nie był tchórzem, dlatego pchał się to na coraz większe i większe wyżyny swoich możliwości, nawet jeśli przeciwnicy byli od niego silniejsi, on też na pewno mógł się stać silniejszy. Teraz jedyną opcją była dla niego regeneracja, no i późniejszy trening, to mu tylko zostało do zrobienia. Nie czekając ani chwili dłużej ponownie czarnooki podczołgał się pod jakieś takie większe drzewo i starał się przy nim wygodnie usadowić. Kiedy się już oparł o nie, postanowił że pójdzie spać, bo to jedyny sposób na to by zregenerować swoje ciało po operacji, albo i też po ciężkim pojedynku, wiedział że ten sposób jest niezawodny. Po dobrym i ciekawym się ułożeniu na papierówce, wreszcie młody saiyanin mógł się rozkoszować swoim snem w którym się zaraz znajdzie, a potem będzie mógł się na spokojnie jako tako zregenerować, chociaż nie wie ile konkretnie mu to zajmie.

postać idzie spać, więc regen +5%/h
avatar

Blade River

Liczba postów : 189

Powrót do góry Go down

Re: Las

Pisanie by Blade River on Pią Sie 17, 2018 9:24 pm

Wojownik po swoistym i długim śnie w lesie, gdzie jakoś miał takowego i głupiego farta, że nikt i nic go nie atakowało czy też budziło, zaczął powoli otwierać swoje ślepia. Kenzuran po otwarciu swoich oczu, bardzo mocno się przeciągnął, ponieważ o wiele lepiej się czuł niż po operacji i kilka godzin wcześniej, bo jak wiadomo chora androidka wyssała mu energię i zostawiła na pastwę losu w tym właśnie miejscu. Nie rozumiał w ogóle tego, czemu ona to zrobiła, ale także nie wiedział że kobiecina ze szpitala służyła ludziom z RR.

Cieszył się, że ją zabił, tak samo nie żałował śmierci jednego z generałów oraz małego chłopca, który mógłby mieć rangę przywódcy, lecz jej nie miał. Czarnowłosy mimo tego nie chciał się tym przejmować, a kiedy próbował wstać, znowu ponownie zapomniał że jego dolna część ciała jest sparaliżowana. Westchnął pod nosem,  a potem prostując się tylko na górze, rozejrzał się to na lewo, to na prawo i przeczuwał że raczej może być sam.

Teraz musiał zrobić tak jak chciał, rozgrzewkę przed głównym ćwiczeniem walki. Młody saiyanin skupił swoją energię, a potem delikatnie się wznosząc, poleciał gdzieś na środek, tak by żadne drzewa mu nie przeszkadzały podczas treningu. Po wylądowaniu gdzieś nieopodal, gdzie było trochę więcej przestrzeni i mniej papierówek, zaczął od czegoś cięższego czyli robieniu pompek na swoich dłoniach. Nie mógł wreszcie używać tym razem pomocy z nóg, by je twardo ustawić na powierzchni, więc musiał stanąć na rękach i pompować głową ulokowaną w dół gleby.

Już to kilka razy robił, ale wtedy jeszcze jego nogi były sprawne, teraz w ogóle była zupełnie inna szkoła. Wiedział, że nawet mimo bycia sparaliżowanym, zawsze może się komuś przydać w walce, albo może kogoś uratować, latanie i strzelanie z ki mu nawet na to wystarczy. Zawsze może walczyć tylko i wyłącznie w powietrzu, albo tak szybko się przemieszczać, że żołnierze RR go nie zobaczą. Problem największy był dla niego, że androidy naprawdę są dosyć silne i tutaj stanowią największe zagrożenie, nie wie czy sobie na następny raz da z nimi radę.

Nie zwracając uwagi na czas, mężczyzna bez ogona po upływie pół godzinnym, zrobił ponad dwieście pompek, stojąc na swoich dłoniach. Widać było, że był delikatniutko zmęczony, bo jego przedramiona praktycznie się mało trzęsły, no i pot z czoła sugerował o tym samym. Wreszcie Syn Kellana zmienił pozycję, ponieważ tym razem miał przejść do robienia brzuszków. Jego Tors i kręgosłup był w miarę okej, więc musiał wzmocnić swój brzuch, jak i całą górną część ciała.

Nie ociągając się ani chwili dłużej, czarnooki zaczął robić typowe ćwiczenie na swój brzuch, by się oczywiście umocnić i nie okazać się słabą jednostką. Kolejne minuty mijały, kolejna ilość w postaci zrobiony brzuszków także coraz bardziej i bardziej się powiększała, dochodząc już prawie także do dwustu. Wreszcie gdy dla brata Klen upłynęła odpowiednia ilość minut, zrobił także ponad dwieście brzuszków, a na zakończenie tego chciał wstać z gleby, ale jak zwykle skleroza nie boli i paraliż w dolnych kończynach mu na to nie pozwolił.

Kenzuran chyba nie miał innego wyboru, więc unosząc się ku górze, przybrał pozycję do walki, lecz ze zwisającymi nogami ku dole. Spoważniał i patrząc na jedną z papierówek, rzekł w jej stronę:
-Beliarze.....Androidy....już nie jestem tym samym saiyaninem co kiedyś, więc czy to sztormy czy inne gorsze kataklizmy, przyrzekam że was pokonam!! - zacisnął pięść w tych słowach, a potem miał już zamiar zaszarżować na drzewo. Musiał zacząć wierzyć w siebie, ponieważ wreszcie nie był słabą jednostką, gdyby tak było, nie walczyłby ciągle z przeciwnościami losu i silniejszymi od siebie wrogami. Syn Kellana na nowo otworzył oczy i był gotowy na drugą część treningu, który go nauczy nowej taktyki oraz takiej strategii by mu się wygodnie walczyło.

Regen: FULL HP KI
TRENING START
avatar

Blade River

Liczba postów : 189

Powrót do góry Go down

Re: Las

Pisanie by Blade River on Sob Sie 18, 2018 10:30 pm

Kenzuran nie patyczkował się i od razu zaczął atakować swoich wyimaginowanych przeciwników, tak jakby był jakimś Don Kichotem. Nie mógł czekać na reakcję wrogów, gdyż tylko ci istnieli jako papierówki z koroną liści ku górze co mu dość ułatwiało sytuacje. Czarnowłosy wypuszczając powietrze, atakował trzy drzewa na raz, by poćwiczyć swoją szybkość. Miał nadzieję, że to mu pomoże z pokonaniem chociaż androidów, ale on tego niestety nie wiedział.

Jego nogi jedynie były teraz u ciążeniem i sobie zwisały ku dole, dlatego delikatnie napiął mięśni i zaczął atakować mocniej swoje trzy cele. Jego obroty były naprawdę coraz szybsze i szybsze, jego szybkie spojrzenia, każde na inny cel także mogły okazać się błyskawiczne. Mężczyzna bez ogona ponownie zbierając oddech, znowu zaczął atakować coraz mocniej i szybciej, nie czekając na żadne tam igraszki, a nawet zamierzał używać niedługo nieczystych zagrań.

Uśmiechając się sam do siebie, znowu zmienił trajektorie swoje ciało w bardzo nadzwyczajnym tempie i zadając cios jednej ze stojących beli, przebił się przez jej korę i zostawił porządną dziurę. Nie patrząc na delikatnie rany, które się tworzyły na jego knykciach i całych zaciśniętych dłoniach, kontynuował dalej swoje poczynania w treningu. Jego ciosy przybierały coraz mocniej na sile, bo wspominał te wszystkie osoby, które musiały się dla niego poświęcić, a wiedział że na pewno też chciały przetrwać.

Kolejne drzewo miało kilka dziur zrobiony zamknięty dłońmi, ponieważ młody saiyanin myśląc o tych dobrych osobach, żałował tego że w ogóle umarły. Syn Kellana zacisnąwszy zęby, wreszcie przeszedł jeszcze bardziej do agresywniejszej ofensywy, gdyż naprawdę chciał swojemu oponentowi wyrwać flaki, no i jeszcze kręgosłup tak by tamten na pewno umarł w męczarniach. Czarnooki zrobił szybki kilka świstów na swój trzeci ostatni cel, oczywiście zlatując trochę niżej i zadając przeróżne ataki, zniszczył całkowicie papierówkę i ta osunęła się na glebę.

Oddychając na spokojnie, Kenzuran musiał przez chwilę pomyśleć, dlatego bardzo szybko pofrunął nad korony drzew i zaczął ponownie swój atak z korkociągiem. Zaczął coraz bardziej i bardziej rozkręcać swoją postać, a jego bezwładne nogi tylko kręciły się i przeszkadzały trochę, więc mogło to być dla niego nie wygodne. Nie zwracając na to uwagi, wojownik wreszcie zbombardował dwa istniejące cele, które przedtem atakował i pozostawił w nich po kilka dziurek. Teraz jeszcze używając pocisków energetycznych, stworzył niewielkie eksplozje i dwie papierówki także osunęły się na ziemie, zostawiając tylko dziury, gdzie dokładnie znajdowały się ich korzenie.

Czarnowłosy spoglądając na swoją pieść, westchnął z zażenowaniem, bo wiedział że to nie wystarczy. W bliskiej walce będzie miał teraz sporo problemów, gdyż nogami także mógł kogoś skontrować, a z pół sparaliżowanym ciałem może to być problem. Niestety, nie mógł teraz się poddać, więc z uśmiechem na twarzy chciał ruszyć przed siebie, ale jednak musiał chwilę odpocząć i miał zamiar nad czymś popracować. Po chwili dłuższej namysłu, podleciał do jakiegoś najbliższego przepływającego tutaj strumyka i opłukał sobie twarz. Kiedy już to zrobił, nie chciał się stąd oddalać, mimo tego że jego brzuch dawał się we znaki.

Teraz gdy po części wiedział jakie dzikie owoce jeść, zaczął poszukiwania ów niewielkich dań. Po znalezieniu ich dość szybko, mężczyzna zrywał tylko te, które były jadalne, bo dzięki wiedzy od poznanej przedtem dziewczyny, wiedział na które na pewno musi uważać by nie zatruć swojego organizmu. Młody Saiyanin po spożyciu niewielkiego posiłku, poklepał się po swoim wyćwiczonym brzuchu, a potem siadając i opierając się rękoma o trawę, odpoczywał. Wiedział że teraz jeszcze wiele przed nim, dlatego też spojrzał ku górze i nie chciał zawieść ani Ojca ani swojej Siostry. Zaprzysięgł sobie tego, no i musiał udowodnić, że też pochodzi z rasy kosmicznych wojowników i potrafi osiągnąć złotą formę super saiyanina którzy osiągają tylko godni.

KONIEC TRENINGU
avatar

Blade River

Liczba postów : 189

Powrót do góry Go down

Re: Las

Pisanie by Blade River on Pon Sie 20, 2018 12:51 am

Kenzuran kiedy wreszcie porządnie wypoczął, spojrzał przed siebie i jak zwykle padało na niego blask słońca. Wiedział co teraz musi zrobić, tym razem nie będzie robić zwykłego treningu, to będzie coś co odmieni jego taktykę walki na zawsze. Nie może ciągle się narażać na silne promienie wrogów, które są jakimś cudem szybsze od niego. Nie rozumiał tego, czy aby na pewno te cyborgi były potężniejsze od niego samego. Wojownik musiał się trochę nad tym zastanowić, dlatego też zacisnął pięść i zniszczył jakiś najbliższy kamień, który był od niego.

Teraz musiał być niestety istotą, która ciągle będzie lewitować nad ziemią ze swoimi sparaliżowanymi nogami, ponieważ nie mogło być inaczej. Syn Kellana starał sobie przypomnieć ten pojedynek z piętnastką i piątką, kiedy to łysy mnich wpierw użył jakiejś niesamowitej jasnej techniki, która to bardzo mocno rozpromienił a się na jakiś duży obszar. Mężczyzna bez ogona pamiętał tylko jak dłonie były ułożone przy Krilanie, który to miał je po bokach swojej głowy i oczywiście także miał zamknięte ślepia, nie wiedział jednak czy to właśnie miało tak wyglądać.

Czarnowłosy na chwilę sobie przysiadł i układając swoje nogi po turecku, zaczął dumać nad tym jak to dokładnie zrobić. Nie miał w ogóle zupełnie żadnego pomysłu, dlatego też walną pięścią w otwartą dłoń i wpadł na pewien pomysł. Niestety nikogo nie było w pobliżu, ale to nie był dla niego kłopot, więc głośno krzyknął by może zwabić tu jakieś dzikie i agresywne zwierzę. Przy okazji, może natrafi się coś na obiad, dlatego to będzie dobra okazja by zobaczyć w ogóle czy to mu się powiedzie. Wzniósł się ku górze, używając swojej zdolności latania i wyczekiwał aż może wreszcie się ktoś pojawi, chociaż stwierdzał fakt że nikt nie musi wcale tutaj się pojawiać.

Schował się w koronie drzew i tak czekał i czekał, ale na szczęście nie musiał długo czekać. Dostrzegł że z zarośli, jak i krzewów wybiegło jakieś dzikie i niewielkie zwierzątko, wyglądało jak to przedtem, brunatne i z dużą ilości futra. Nie był taki duży jak tamten niegdyś, który zaatakował czarnookiego, ponieważ ten mu pozostawił na jego podkoszulce trzy solidne ślady po pazurach. Patrzył tak przez dłuższy czas, ale uważała że to zwierzę może być dzieckiem, więc nie chciał zabijać małego. Po upływie dwóch minut, znowu z krzaków wybiegło trzech osobników, którzy dzierżyli jakieś inne modele broni niż te które mógł widzieć u Armii czerwonej wstęgi.

Kenzuran wiedział, że to nie wróży nic dobrego i pobiegli w tym samym kierunku co te małe zwierzątko, które uciekało. Nie miał zamiaru czekać dłużej, dlatego też pofrunął za nimi, starając się nie robiąc silnego hałasu, ponieważ wiedział że to może się także źle dla niego skończyć. Znowu minuty upłynęły, aż wreszcie doleciał gdzieś do takiego miejsca, że mały pluszak natrafił na przeszkodzę, a raczej na wysoki spadek, a zaraz za nim wybiegło trzech mężczyzn. Czarnowłosy zatrzymał się nad nimi i widział, że celują w tego miśka, więc nie czekając ani chwili dłużej, aktywował swoją białą aurę wokół siebie, robiąc hałas o niewielki podmuch energii.

Od razu uwaga osobników zmierzyła położenie na górze, lecz nikogo tam nie zobaczyli. Wojownik był na tyle szybki i zaraz tak jakby chciał ochronić tego zwierzaka, więc ułożył dłonie po bokach swojej głowy i wykrzyczał słowa takie jak:
-Taiyōken! - niestety po wykrzyczeniu tych słów, nic się nie stało. Ludzie popatrzyli w tamtą stronę i zobaczyli osobnika, który lewituje i jego nogi niezbyt ciekawie wyglądały, więc uśmiechnęli się złowieszczo i wiedzieli w kogo wpierw mierzyć. Syn Kellana szybko zareagował i przygotował się, kątem oka spoglądając na zwierzę, które paniczne się bało. Teraz już wiedział co jest nie tak, to on zabił zapewne rodzica tego futrzaka, więc wiedział co się teraz stanie. Można było usłyszeć znany hałas wystrzału kilku broni jednocześnie, ale czarnooki nie przejmował się tym, bo bardzo szybkimi ruchami chwycił pociski w dłoń, a potem rzucił je na ziemie.

Ciągle był bardzo poważny, więc wypuszczając powietrze z ust, skupił bardziej swoją energię na tym by tak jakby wystrzelić ją z głowy albo coś w tym rodzaju. Zauważył, że ziemianie wyjęli coś w rodzaju ostrzy, najpewniej jakieś maczety albo inne przyrządy by się przedostawać przez zarośla, nie znał się na tutejszych białych broniach. Kiedy wyruszyli w jego stronę, ponownie ułożył dwie dłonie na każdej bocznej stronie swojej głowy i znów krzyknął dane słowa tak jak Krilan:
-Taiyōken!! - znów nic się nie stało, ani ciut ciut czegokolwiek. Nie czekając dłużej, złapał małą dziką bestię pod pachę i uniósł się nieco wyżej, by przelecieć nad trzema przeciwnikami, lecz poczuł jak jeden ciął mu i tak sparaliżowaną nogę, robiąc bliznę i dziurę w spodniach.

Po wylądowaniu nieopodal jakiejś polany, szybko odłożył zwierzaczka, gdyż nie chciał by ten go ugryzł albo nawet lepiej, podrapał. Mężczyzna bez ogona słyszał tylko jak ktoś truchta, a nawet biegnie, ale starał się coś wymyślić jak ma niby użyć tej techniki by wszystko wyszło idealnie. Niestety łysy mnich nie powiedział mu żadnych ciekawych sugestii względem używania takich zdolności, dlatego więc musiał radzić sobie sam. Po chwili namysłu, poczuł że ciepło mu strasznie w spodnie, a wiedział że były one czarne i kiedy kątem oka spojrzał do tyłu, odczuł tak naprawdę promienie słoneczne padające na jego dolną część ubioru.

Syn Kellana pstryknął palcami i szybko wzleciał ku górze, tak by być na równi z tutejszą gwiazdą słoneczną, która dawała dzień tej planecie. Po dostrzeżeniu trzech wrogo nastawionych osobników, ci od razu zauważyli swój kudłaty cel, który mimo wyczucia ich, zaczął biec w przeciwną stronę. Mężczyzna bez ogona rzucał straszny cień, ponieważ osobnicy podnieśli głowy do góry, dwóch z nich posiadało okulary przeciwsłoneczne i chcieli wiedzieć o co chodzi. Kenzuran już nie mógł się wahać, chciał uratować tego miśka bez względu na okoliczności jakie teraz miały miejsce, więc po raz trzeci i ostatni raz wykrzyczał następujące słowo:
-Taiyōken!!! - nie wiedząc czemu, dziwna łuna energii tak jakby pomnożyła efekty słońca i wypuściła potężny biały blask, który pomknął w stronę kłusowników, którzy nie wiedzieli co się stało.

Jeden z nich wypuścił aż z tego powodu broń i łapiąc się za oczy, kręcił się to na lewo i prawo. Dwóch pozostałych zrobiło podobnie, więc wojownik szybko podlatując do nich i trafiając ich w karki, spowodował, że stracili przytomność. Spojrzał na nich z góry i kiedy na chwilę podniósł jedną z ich broni, wycelował w trzy leżące nieprzytomne ciała. Oni byli źli tak jak on, ponieważ on był z innej rasy, która walczyła o to by tylko i wyłącznie przetrwać. Mężczyzna bez ogona nacisnął spust, trzech osobników dostało precyzyjnie w głowę, rozpryskując swoją czerwoną ciecz po polanie. Młody Saiyanin nie był jednak pewien czy to na pewno jego robota, czy to może tutejsze słoneczne światło dało upust jakiemuś wybuchowi, mógł się jedynie tylko domyślać.

W oddali dostrzegł, że futrzane zwierzątko było już daleko w tyle, ale nie przejmował się tym, gdyż tutejsi polujący na zwierzynę, już martwi dodając, mieli jakieś zapasy dziwnej żywności zapakowanej w jakiś materiał. Nie zastanawiając się ani dłuższej chwili, zaczął wyjadać wszystko to co mieli, a nawet był dziwna popitka, lecz strasznie gorzka, przez co syn Kellana prawie się zakrztusił. Wyrzucił dziwny flakonik za siebie i lecąc gdzieś dalej, myślał co ma teraz zrobić by odzyskać kończyny. Miał nadzieję, że to mu się powiedzie, bo nie może się przecież tak pojawić u swojego towarzysza Gutsa, gdyż ten na pewno by go od razu uznał za słabeusza, że tak się dał podejść.

TRENING NA TECHNIKĘ "Taiyōken"
avatar

Blade River

Liczba postów : 189

Powrót do góry Go down

Re: Las

Pisanie by Haricotto on Wto Sie 21, 2018 9:54 pm

MG

Kenzuran leciał przed siebie, wymijając co jakiś czas drzewa, które znajdywały się na jego drodze. Wszędzie był tylko i wyłącznie gęsty las i nie wyglądało na to, że miał się zaraz skończyć. Zwykła polanka byłaby miłą odmianą i powiewem świeżości. Wskazywałaby też na to, że ta podróż zmierza w jakimś, nieznanym, bo nieznanym, ale jednak kierunku.
Po kilkunastu minutach ujrzał nad koronami drzew dym, który w bardzo dziwny sposób rozchodził się po niebie. Zupełnie tak, jakby ktoś przetrzymywał dym pod naczyniem lub dywanem, wypuszczał go, potem przetrzymywał i znów wypuszczał i tak bez przerwy.
Im bliżej Saiyanin był, tym coraz głośniej słyszał dźwięk bębna, w którego ktoś rytmicznie uderzał. Łup, łup, łup, łup, przerwa, łup, łup, łup, łup, przerwa.
W końcu słyszaalny był także ludzki głos, który wykrzykiwał coś w niezrozumiałym dla Blade'a języku.
- Aje, aje, jeja, jaja, ołe, ołe, uło, uło, aś, aś, aś! - kiedy w końcu Kenzuran ujrzał na własne oczy podejrzanego niszczyciela ciszy i spokoju, widział jak ten skacze dookoła ogniska, wymachuje toprkiem i uderza otwartą dłonią i swoje usta. Miał czarne włosy splecione w warkocz, czerwoną kamizelkę i jasne spodnie. Dodatkowo, do prawej nogi przyczepione miał dwa mocne kije, które miały ją usztywniać.
- Ołołołoło! - krzyknął, po czym przestał, robiąc ostatnie kółko dookoła ogniska, obok którego leżał czerwony dywan w zielone i żółte wzorki.
Spoiler:


_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1409

Powrót do góry Go down

Re: Las

Pisanie by Blade River on Sro Sie 22, 2018 12:03 am

Kenzuran kiedy to przemierzał powietrzne przestworza, wreszcie mógł dostrzec po kilkunastu minutach lotu jakiś dziwny czarny dym. Mógł przeczuwać, że to znowu Armi czerwonej wstęgi rozrabia i niszczy jakieś domy albo obozy ludzi, którzy się przed nimi ukrywają. To pierwsze mu się rzucało do myślenia, lecz było strasznie cicho i spokojnie, więc nie używali dziwnych broni palnych i nie mordowali nikogo. Czarnowłosy delikatnie przyśpieszył, oczywiście nie odczuwając swoich nóg, gdyż te były sparaliżowane i nadal żałował decyzji, którą wcześniej wybrał.

Mężczyzna bez ogona po jeszcze kilku minutach, doleciał wreszcie na miejsce i zobaczył że w dole jest tylko jeden człowiek, którego karnacja była ciemną czerwienią albo nawet brązem. Nie wiadomo czemu, ale chyba skakał wokół ogniska i wydawał z siebie jakieś dziwne dźwięki, które nie były dla niego całkowicie zrozumiałe. Syn Kellana musiał zbadać tą sytuację, ale jeśli zacznie lecieć w jego kierunku, on także będzie uważał go za dziwną osobę. Nie ma niestety wielkiego wyboru i nic do stracenia, ale może dzięki temu się dowie jak odzyskać czucie w nogach albo jak pozbyć się z ciała dziwnych toksyn.

Czarnooki powolutku zaczął zlatywać i gdy już lewitował niewiele nad tutejszą trawą, rzekł w stronę osobnika:
-Witaj, czy mógłbyś mi jakoś pomóc?? Staram się odzyskać nogi w kończynach... - powiedział i pokazał na jego bezwładne nogi, którymi nawet nie mógł machać ani nic z nimi robić. Teraz jedynie mógł czekać na jego odpowiedź, ale pewnie i to na pewno reakcja będzie negatywna. Młodemu Saiyaninowi nic innego nie pozostawało, dlatego nie miał zamiaru prędko stąd odlatywać i chciał przeczekać i reakcję ziemianina jak i jakąkolwiek odpowiedź.
avatar

Blade River

Liczba postów : 189

Powrót do góry Go down

Re: Las

Pisanie by Haricotto on Czw Sie 23, 2018 11:56 pm

MG

Blade postanowił pokazać się tubylcowi, od razu się witając. Indianin nagle zerwał się i spojrzał w jego stronę. Stał lekko skulony, będąc w gotowości do ucieczki lub obraony, jeśli zajdzie taka konieczność. Po skroni mężczyzny spłynęła leniwie kropla potu.
- Witaj, nieznajomy. - odpowiedział, starając się zachować spokój. Widząc, jak Kenzuran lewituje kilka centymetrów nad ziemią, uniósł jedną brew ku górze w lekkim zdziwieniu. 
- Nogi... w kończynach? Chyba chodzi ci o czucie. - powiedział, prostując się i zginając nogę w kolanie, dopełniając mową ciała swoje zdanie.
- Dlaczego miałbym ci pomóc? Źle ci z oczu patrzy. - rzucił, ruszając w stronę drzewa, o które opartą miał włócznię. Kątem oka cały czas zerkał na Kenzurana, skupiając na nim całą uwagę. Chwycił dzidę w dłoń i ścisnął ją mocno obiema rękami. 
- To na wszelki wypadek, gdybyś nagle postanowił się na mnie rzucić. Może opowiesz coś o sobie, nieznajomy? - zapytał, akcentując ostatnie słowo zdania, czym dał do zrozumienia, że Blade jest intruzem w tym miejscu. Nie znał go, zupełnie nic o nim nie wiedział, więc jego niechęć, a raczej duża ostrożność, była usprawiedliwiona.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1409

Powrót do góry Go down

Re: Las

Pisanie by Blade River on Pią Sie 24, 2018 12:28 am

Kenzuran kiedy tak wyczekiwał na odpowiedź, wreszcie zauważył, że ów osobnik go mógł dostrzec. Czarnowłosy był tym bardzo uradowany, dlatego też po usłyszeniu także usłyszał gest przywitania. Mężczyzna bez ogona czekał jeszcze troszkę cierpliwie, bo mógł dostrzec że tutejszy ziemianin chyba jeszcze chce coś dopowiedzieć, dlatego wyczekiwał na odpowiedni moment. Po usłyszeniu kolejnego krótkiego zdania, Syn Kellana spojrzał w dół i stwierdził pozytywnie, kiwając do tego głową.


-Tak, chodziło mi o czucie, przepraszam.. - powiedział i trochę się tym wszystkim zmartwił, bo wiedział że może być taki do końca życia, ale nie spodziewał się, że szpital w którym się znajdował, należał do Armii Czerwonej Wstęgi. Wojownik nadal unosząc się nad tutejszą trawą, usłyszał kolejne słowa ze strony nieznajomej mu osoby, który go określił że może mieć złe zamiary. Młody Saiyanin tylko westchnął pod nosem, a potem dodał coś wreszcie od siebie:
-Zapewne masz rację, wywodzę się z rasy która niegdyś podbijała planety, ale ta już przestała istnieć. Demon Belial zniszczył naszą planetę, ja tutaj przybyłem z jednym towarzyszem, który musi dojść do siebie, ja natomiast staram się przetrwać, ale co mi po tym, jak mi zostało sześć dni życia... - zacisnął mocniej pięść i widział swoimi ślepiami, że człowiek dosięgnął po swoją broń.

Najwyraźniej tutaj w tym miejscu było to coś raczej prymitywnego niż wszystkie te bronie palne, które należały do złej Armii Czerwonej Wstęgi, dlatego uniósł jedną brew i potem usłyszał kolejne zdanie ze strony ciemnoskórego mężczyzny. Kenzuran delikatnie skinął głową, lądując na trawie i ustawiając swoje nogi jak do siadu po turecku, zaczynając swoją niedługą historię:
-Rozumiem, wolisz być ostrożny. Mogę powiedzieć tyle, że Armia chciała mnie wykorzystać do celów panowania nad całą tą planetą, ale ja chciałem ją zniszczyć. Niestety dałem się podejść jak małe dziecko, ponieważ dwie osoby, które podały się za Ruch Oporu, należały do Armii Czerwonej Wstęgi, ogłuszyli mnie i zabrali do laboratorium... - zrobił krótką przerwę i wypuszczając powietrze, zamierzał ciągnąć dalej swój wywód:
-Ich szalony doktor wstrzyknął mi substancje, która może mnie tak naprawdę zabić po dwóch sekundach, ale także powiedzieli, że już nie jestem im potrzebny, więc na koniec dodali, że mam tydzień na życie. Minął już jeden dzień, dlatego wiem że do końca mojego życia zostało mi sześć dni, a ja nawet nie zadziałałem przeciw nim, nie chcę by masowo mordowali i więzili tutejszą cywilizację, dlatego chciałem jakoś pomóc.To jest coś za coś, ja bym otrzymał jakiś statek i się stąd wyniósł, a wy byście mieli od nich spokój. Na domiar tego, zapewne demon, który zniszczył moją rodzinną planetę, także będzie zmierzał tutaj zrobić to samo. Od to moja cała historia. Teraz nie wiem komu mogę zaufać, ale wiem że muszę odzyskać czucie w nogach i stać się jeszcze silniejszy. - skończył swój długi monolog, zapewne który bardzo zdziwi nieznajomego człowieczka.

Czarnowłosego już nic nie obchodziło, jeśli ma tylko sześć dni życia, to będzie musiał zrobić naprawdę masy dobrych rzeczy, żeby odpokutować niechciane przez niego niektóre incydenty, które się wydarzyły na tej planecie. Syn Kellana nie wie, czy tutejszy osobnik przed nim z ostrą białą bronią mu zaufa i zaakceptuje to co powiedział w jego stronę. Mimo to, będzie tak siedział, ale będzie wyczekiwał odpowiedniego momentu, by szybko zareagować i wzbić się w powietrze jakby tamten chciał zaatakować.
avatar

Blade River

Liczba postów : 189

Powrót do góry Go down

Re: Las

Pisanie by Haricotto on Nie Sie 26, 2018 10:22 pm

MG

Indianin trzymał mocno swoją włócznię, nie spuszczając oczu z Kenzurana. Utrzymywał pokerową twarz, nie dając wyjść emocjom na wierzch. Gdy Saiyanin usiadł, mężczyzna zrobił to samo, usadawiając swoje cztery litery na wystającym z ziemi kamieniu. Dzidę położył na swoich kolanach, krzyżując po chwili ręce na wysokości klatki piersiowej.
Kiedy monolog sparaliżowanego wojownika dobiegł końca, tubylec westchnął cicho, nabierając powietrza w płuca i wypuszczając je, kręcąc zaraz bezradnie głową na boki.
- Niezła historia. - powiedział krótko, po czym wstał na nogi. Znów trzymał w dłoniach swoją broń, którą przy okazji się podpierał. Promienie słoneczne odbijały się od naostrzonego końca włóczni.
Zatrzymawszy się przed Kenzuranem, stał tak chwilę w milczeniu. Marszcząc swoje krzaczaste brwi, wykrzywiał twarz w grymasie niezadowolenia. Jak wcześniej był spokojny, tak teraz złość biła od niego z daleko. I nagle westchnął znów, po czym uśmiechnął się lekko. Czyżby tylko chciał nastraszyć chłopaka?
- Znam pewne lekarstwo, które potrafi wyleczyć każde zatrucie. No, prawie każde. Warto spróbować. - odwrócił się na pięcie, kierując się w stronę swojego tipi.
- Wiesz o Belialu, więc pewnie masz jakieś powiązania z Korinem. Może się mylę i popełniam błąd, ale... jest ciekawie. Korin to bohater plemienia Karinga, ufamy mu bezgranicznie. - dodał, znikając zaraz za płachtą namiotu. Słychać było dźwięki uderzanych o siebie garnków i upadających na podłogę rzeczy. W końcu, po jakimś czasie, Indianin wyszedł na wierzch. Trzymał w dłoniach mały skórzany mieszek. Nie było tam jednak pieniędzy.
- Korin od czasu do czasu częstuje nas swoim wytworem. Wzmacnia organizm. Jestem wystarczająco silny, więc nawet jeśli coś knujesz, pokonam cię. W taki, czy inny sposób. - zacisnął pięść a drugą ręką wskazał na opartą o namiot włócznię. Rzucił zaraz worek w stronę siedzącego Blade'a. Wymacawszy co jest w środku, znalazł tam jedną suchą fasolkę.
- Przy okazji, jestem Ratonhnhaké:ton. Nie każ mi żałować okazanej pomocy. - skinął głową, biorąc znów do dłoni swoją broń.
_____
W woreczku znajduje się jedna fasolka Senzu.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1409

Powrót do góry Go down

Re: Las

Pisanie by Blade River on Pon Sie 27, 2018 1:20 am

Kenzuran kiedy skończył swoje słowa, mógł tylko usłyszeć, że opowiedział tylko niezłą historię. Liczył na coś więcej, ale czy aby naprawdę to nie było nic dziwnego w tym co mówił? Czarnowłosy zupełnie nie rozumiał tutejszych osób, dlatego też westchnął i gdy już chciał mu jeszcze coś dopowiedzieć, zobaczył że ten zbliżył się do niego. Dostrzegł też, że z czubka jego broni odbija się blask tutejszej słonecznej gwiazdy, więc zastanawiał się czy by go nie zaatakować.

Nie chciał się narażać na utracenie czegokolwiek, ale wolał jednak jeszcze chwilę zaczekać z tym wszystkim. Za chwilę mężczyzna bez ogona usłyszał, że jest lek na każde zatrucie, ale czy jest coś co pomoże mu odzyskać nogi? Czarnooki niestety tego nie wiedział, nie znał się na tutejszej technologii, choć zapoznał tak delikatnie niebezpieczną broń, która jest używana przez Armię Czerwonej Wstęgi. Wreszcie nieznajomy zaczął wypowiadać nieco ciekawsze zdania, te na przykład które są powiązane z samym demonem Belialem, czyli to był osobnik któremu mógł zaufać.

Syn Kellana już chciał się wznieść i zobaczyć gdzie tam zniknął osobnik, ale on tylko pokierował się do swojego mini domku i chyba czegoś szukał, bo zrobił nie mały harmider. Wojownik dostrzegł że zaczął wracać z jakimś dziwną torbą, ale naprawdę małą. Kenzuran jednak niestety nie kapował o co z tym wszystkim chodzi, dlatego też usłyszał kolejne słowa, które okazały się że ten cały Korin jakoś trenuje tutejszy lud, który go chyba wielbi. Kiwnął głową na znak porozumienia, a potem mógł zobaczyć że tamten znowu pokazuje na swój kił z ostrym końcem.

Sięgając głęboko do sakwy, czarnooki poczuł że znalazł coś małego i to nie była tutejsza waluta, to było coś na kształt chyba jakiegoś nasiona albo czegoś innego, nie wiedział co to jest. Mężczyzna bez swojej trzeciej narośli spojrzał na nieznajomego, a ten wreszcie mu się przedstawił dość długim i dziwacznym imieniem. Młody Saiyanin tylko dał ciepły miły poważny uśmiech, a potem powiedział:
-Czy to powoli mi odzyskać moje nogi?? - zapytał, a potem tym razem znowu ryzykując, biorąc coś od nieznajomego, po prostu to połknął. Mógł chyba poczuć w sobie jakąś zmianę, ale nie wiedział tego dokładnie.

Najwyraźniej czarnooki musiał odczekać troszkę czasu, by ten efekt tego dziwnego przedmiotu zaczął na nim działać. Zanim jednak wszystko mu by się powiodło, rzekł w stronę Ratonhnhaké:ton'a:
-No dobrze, skoro wielbicie tego Korina, to co teraz?? Belial zawsze może tutaj przylecieć, ja niestety nie jestem wystarczająco silny by go powstrzymać...nawet nie wiem tego, gdyby miał scouter mógłbyś sprawdzić mój poziom mocy, a takowego także nie posiadam... - rzucił oschle, a potem wypuścił powietrze z ust. Nie wiedział czy efekt tego zielonego czegoś da mu coś czy jednak nie, ale teraz i wyłącznie czekał cierpliwie w siadzie tureckim i był ciekaw co jeszcze powie ten dziwny jegomość przed nim.
avatar

Blade River

Liczba postów : 189

Powrót do góry Go down

Re: Las

Pisanie by Haricotto on Sro Sie 29, 2018 5:49 pm

MG

Po chwili, gdy Kenzuran pogryzł tajemniczą fasolkę i ją połknął, poczuł jak rozpiera go od środka energia. To było chwilowe uczucie, które zniknęło tak szybko, jak tylko się pojawiło. Jego nogi nabrały siły i wyglądało na to, że powróciło w nich czucie. Nie mógł od razu nimi ruszać w stu procentach, ale wszystko wskazywało na to, że to tylko kwestia czasu, zanim odzyska pełną sprawność.
W międzyczasie, usłyszawszy dziwne, nieznajome słowo, Indianina zmrużył swoje oczy, starając się je powtórzyć.
- Sko... Ska... Skuter? - zapytał, nie będąc pewny, czy wypowiada dobrze to słowo. Złamał sobie na tym język, próbując wypowiedzieć to jak należy. Zaraz splunął w bok, kręcąc z niezadowolenia głową.
- Mniejsza z tym. Korin miał zebrać wojowników. Pewnie już polecieli, by przeprowadzić atak na Beliala. Może się okazać, że wcale tu nie przybędzie i nasza planeta tego nie odczuje. - powiedział, delikatnie się uśmiechając. Czuć było w tym uśmiechu wiarę. Wiarę mężczyzny i jego nadzieję na to, że wszystko przebiegnie spokojnie, daleko od jego domu.
- Nie wiem jak z tą trucizną, ale nogi po tym lekarstwie powinieneś mieć sprawne. - dodał po chwili i skinął głową porozumiewawczo.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1409

Powrót do góry Go down

Re: Las

Pisanie by Blade River on Czw Sie 30, 2018 12:42 am

Kenzuran kiedy przełknął dziwny zielone coś, zapewne to było jakieś żarcie, nadal nic nie odczuwał. Wzruszył tylko ramionami, a potem czekał na reakcję gościa, którego przed chwilą poznał i ciężko mu było wymienić jego imię. Czarnowłosy starał się wymyślić czy nie dać mu jakiegoś pseudonimu, albo czegoś takiego, ale po prostu westchnął pod nosem i wyczekiwał nadchodzących słów. Po upływie dłuższej chwili czasu, wreszcie wojownik usłyszał słowa, które on sam przedtem powiedział, czyli innymi słowy scouter.

Obiekt do odczytywania mocy przeciwnika, lecz najwyraźniej jegomość który stał przed nim nie potrafił poprawnie wypowiedzieć jego nazwy. Syn Kellana rzucił w jego stronę uśmiech, lecz bardzo rzadko to robi o odpowiedział:
-Tak, scouter. U nas na planecie był to niegdyś przyrząd do odczytywania mocy przeciwnika, bo tak naprawdę nie można wyczuć czyjejś energii od tak, to nie jest możliwe. Tylko tym sposobem nasza rasa wiedziała z kim walczyć i kiedy używać transformacji by przechylić szale zwycięstwa na naszą stronę. - powiedział w skrócie, ale wiedział że gdyby zamienił się w Oozaru, to by tutaj rozpętał piekło. Nie posiadając już niestety ogona, nie może tego zrobić, chyba że kiedyś po pewnym czasie mu jakoś odrośnie.

Młody Saiyanin usłyszał kolejne słowa dotyczącego tego całego Korina, zapewne to musiał być jakiś dowódca tutejszego Ruchu Oporu, który nie dość że chcę walczyć z Demonem Belialem, to jeszcze chcieli powstrzymać Armie Czerwonej Wstęgi. Czarnooki nadal nie mógł w to wszystko jakoś uwierzyć, strasznie go dziwiło że tyle wiedzieli w tam krótkim czasie. Kenzuran wypuścił powietrze z ust, a potem powiedział:
-Ten cały Korin to jakiś Przywódca Ruchu Oporu? I jak to sobie wyobrażasz, myślisz że damy radę przeciwstawić się Belialowi i Armii Czerwonej Wstęgi jednocześnie?? - zapytał i ziewnął sobie, bo był delikatnie tym wszystkim zmęczony i zestresowany.

Na koniec ów nieznajomy Ratonhnhaké:ton wytłumaczył mu, że ów dziwne jedzenie, które przed chwilą zjadł, mogło wyleczyć jego nogi. Czarnowłosy nie mógł dowierzyć jego słowom i spróbował ruszyć swoją nogą lecz bez skutku. Spróbował potem drugą nogą i także ich nie odczuwał, ale nagle poczuł coś dziwnego, tak jakby dolne partię kręgosłupa zaczęły mu się tak jakby zrastać. To było dziwne uczucie i nigdy czegoś takiego przedtem nie odczuwał. Wojownik wypuścił nozdrzami powietrze i na nowo starał się poruszyć nogą, aż wreszcie mu się to udało. Podpierając się rękoma, delikatnie i chwiejąc się na lewo i prawo, jako tako stanął na tutejszej trawie.

Kiedy już stał, czuł jak jeszcze jego siła nie wróciła do jego dolnych lędźwi, ale nie mógł się tym przejmować, wreszcie wywodził się z rasy kosmicznych bojowników, którzy gorsze rzeczy znosili. Syn Kellana popatrzył na brązowoskórego człowieka, a potem powiedział:
-To co teraz mam zrobić? Nie pomogę wam zbytnio, nie jestem dość wystarczający silny...Gdybym mół osiągnąć legendarną formę Super Saiyanina, może wtedy mógłbym coś zaradzić...No i Belial raczej sobie nie daruje tej planety, bo jeśli wy już o nim wiecie, to na pewno tu wróci. Chciałem jeszcze zapytać, czy ty twierdzisz że można odczuć czyjąś energię od tak sobie, bez naszych scouterów?? - zapytał unosząc jedną brew ku górze, bo był bardzo zaciekawiony. Tak zrozumiał słowa tego ziemianina, który przed nim stał, więc musiał się dowiedzieć o co z tym chodzi. Naprężył jeszcze bardziej swoje nogi i wyczekiwał na odpowiedź z delikatnym poważnym uśmiechem, ponieważ wiedział że gdzieś tam tli się światło nadziei i mogą wygrać tą wojnę.
avatar

Blade River

Liczba postów : 189

Powrót do góry Go down

Re: Las

Pisanie by Haricotto on Sob Wrz 01, 2018 8:03 pm

MG

- Aha. - skwitował krótko odpowiedź na to, czym jest Scouter. Pokiwał porozumiewawczo głową, po czym na chwilę się zamyślił, patrząc przed siebie. 
- No, fajna sprawa ten skuter. Przydałby się tutaj. - powiedział pod nosem, kręcąc głową w lewo i w prawo, wyobrażając sobie zastosowanie tego urządzenia.

- Za jakiś czas powinieneś odzyskać pełną sprawność. Nie od razu West City zbudowano, jak to się mówi. - zaśmiał się cicho pod nosem, po czym przetarł swoje usta nadgarstkiem.
Kenzuran w dziwny sposób odebrał słowa Ratonhnhaké:tona. Nie było słowa o, parafrazując, "odczuwaniu energii od tak sobie, bez scouterów".
- Nie wiem skąd ci to przyszło do głowy, bo nic takiego nie powiedziałem. Mistrzowie Sztuk Walki potrafią różne rzeczy, ale to wymaga ciężkiego, wieloletniego treningu. - wzruszył bezradnie ramionami.
- Ten cały legendarny Super Saiyacośtam... co to takiego? Mówisz o dziwnych rzeczach. To jakaś technika? - zapytał, zaciekawiony tematem. Uniósł jedną brew i nachylił się trochę w stronę Kenzurana.

Na niebie pojawiła się czarna kropka, która z każdą chwilą zwiększała swój rozmiar. Wyglądało na to, że ktoś kierował się w stronę lasu. Gdy znalazła się wystarczająco blisko, przybrała kształt człowieka. Niestety, ani Ratonhnhaké:ton ani Blade nie dostrzegli nadchodzącego zagrożenia. Zajęci byli rozmową, a przybyła osoba upewniła się, by nie zostać łatwo zauważona, obniżając swój lot i chowając się w koronach drzew.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1409

Powrót do góry Go down

Re: Las

Pisanie by Sponsored content



Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 4 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach