Pustynia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Pustynia

Pisanie by Admin on Sro Kwi 11, 2018 11:41 am

Ogromna część planety, jaka pokryta jest tylko i wyłącznie piaskiem. Noce bywają tutaj bardzo chłodne, zaś dnie mogą okazać się zabójcze. Słońce pali niemiłosiernie, dodatkowo nagrzewając piasek, który parzy podczas bezpośredniego kontaktu ze skórą.
Mimo tych ekstremalnych warunków, te tereny zamieszkałe są przez zwierzęta. Jedne mniej, drugie bardziej groźne...
avatar

Admin
No.1 Whis' Fanboy

Liczba postów : 346

http://dbanotheruniverse.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Pustynia

Pisanie by Nihilius Imperius on Sro Paź 03, 2018 4:25 pm

Kierowany doświadczeniem i intuicją kierował się ciągle w jedną stronę zważywszy na to, że na takich planetach często bywało tak samo i mroźne tereny był po jednej stronie, a po przeciwnej był te cieplejsze. Tak też było i tym razem tylko, że nie spodziewał się, że aż tak szybko znajdzie to miejsce. Doleciał na pustynię! Tym razem na normalną bowiem wcześniej była to lodowa pustynia. Idealnie. W końcu trenował tylko na zimnych terenach, więc będzie doskonale, że potrenuje na zupełnie przeciwnych. Coś czuł, że jeszcze ma jeszcze drugie tyle czasu co spędził na poprzednim treningu. Dla niego tym lepiej. Tylko musi pomyśleć co dokładnie chce tutaj zrobić. Miał jakieś plany, tym bardziej, że w jego pamięci, wciąż znajdowały się techniki o których zapomniał jak je używać, ale które znał z powodu należenia do tej rasy. Wręcz był one w każdym z nich od samego początku! Tylko musi Sobie to wszystko niestety przypomnieć. Ale chyba na samym początku zacznie od przyzwyczajenia się do temperatury tutaj panującej bowiem jest tu strasznie gorąco i duszno.
avatar

Nihilius Imperius

Liczba postów : 37

Powrót do góry Go down

Re: Pustynia

Pisanie by Nihilius Imperius on Sro Paź 03, 2018 8:00 pm

Chłopakowi było coraz bardziej gorąco i wcale mu to nie odpowiadało. Ani mróz, ani upał nie były dla niego dobre. Wolał temperaturę umiarkowaną. Co prawda teraz radził Sobie trochę lepiej z mrozem za pomocą samego ciała, ale wysoka temperatura, wciąż na niego tak samo oddziaływała. Mimo wszystko same ciało było również chronione przez tą dziwną i niewidoczną jakby tarczę ki który odbijała cząsteczki od jego ciała, przez co normalnie nie było to, aż tak odczuwalne. Aż tak mocno oczywiście. Mimo wszystko jego ciało z mrozem dało sobie radę, więc również i gorąc uda mu się przezwyciężyć! Musi korzystać z czasu jaki miał bowiem potem już takiej okazji mieć nie będzie. Od razu starał się znaleźć jakieś dogodne miejsce na trening, ale wszędzie był tylko piasek. Wydmy. I oprócz tego długo, długo nic. Wciąż znajdował się w powietrzu, by wzrokiem móc dojrzeć jak najwięcej rzeczy które normalnie mogłyby mu umknąć, ale niestety tak średnio dawał radę to zrobić niestety. Mimo to nie poddawał się.

Dopiero po paru minutach uznał, że na razie to nie ma sensu i po prostu wylądował na miękkim podłożu jakim był piasek. Przez chwilę nawet wydawało mu się, że się zapada, ale jednak to nie były ruchome piaski chociaż trening w nich nie był wcale taki głupi. Lekko ryzykowny, ale w sumie nie będzie to takie złe. Oczywiście będzie coś takiego robił dopiero, gdy jego ciało przyzwyczai się do kolejnej ekstremalnej temperatury. Na razie dawał radę, tak jak na samym początku, gdy się znalazł na tej planecie, ale powodem było to, że jeszcze nie wyłączył tej bariery którą miał zapewne każdy wojownik parający się energią ki. Przynajmniej tak strzelał z tego co zaobserwował i to miało sens. Więc jeśli chce wytrenować ciało, by było bardziej odporne na tereny o podwyższonej temperaturze to nie miał wyboru jak to ponownie wyłączyć. Dzięki temu dawałby sobie lepiej już w mroźnych jak i upalnych terenach. Ba. Z czasem dawałby sobie radę na planetach o ogromnie ekstremalnych temperaturach, a nie takich co miały je tylko trochę trudniejsze do wytrzymania niż zwykle. Zanim to nastąpi to trochę minie czasu, ale zawsze będzie miał jakieś fundamenty, by dać sobie radę prawda? No właśnie, ale najpierw musi opanować drugą część związaną z przetrwaniem.

W tym celu rozebrał się ponownie prawie do naga, by jego ciało było bardziej podatne na panującą tutaj temperaturę. Na razie jego ciało jako tako dawało radę z wiadomego powodu, ale dla niego to było za mało. Stanowczo za mało. Potrzebował jeszcze większego oddziaływania zewnętrznych sił tak jak wcześniej będąc na lodowych terenach! Niektórzy pomyśleliby, że to masochizm, ale według Nihiliusa to był normalny trening. Teraz musi trochę pocierpieć, by z czasem być bardziej na takie rzeczy przyzwyczajony, oraz by nie okazało się to gwoździem do jego trumny. Oj tak. Tego chciał za wszelką cenę uniknąć. Śmierci. Dlatego jednym z powodów, by to zrobił był trening odporności na temperatury. Przynajmniej podstawowy. Jego ciało już do jako takiego mrozu się przyzwyczaiło. Teraz przyszła kolej na to! Zaczął medytować, a przynajmniej starał się to zrobić. Z początku jak zwykle mu się to nie udawało, ale nie przejmował się tym. W końcu mu się uda. Po paru minutach rzeczywiście tak było. Od razu patrzył w głąb Siebie i pewnie wyłączył tą dziwną barierę, by rozpocząć wreszcie trening i nie tracić dłużej czasu. Wciąż musiał rosnąć w siłę coraz to bardziej i szybciej. Nie miał innego wyboru. Tym bardziej, że sporo jego energii którą poświęcał na to wszystko szła również w jego mózg i stawał się mądrzejszy, a przynajmniej tak mu się to wydawało. Może było to złudne kto tam wie.

Od razu po tym wszystkim zaczęło mu być straszliwie gorąco tak, że praktycznie się pocił. Dobrze, ze nie miał na sobie ubrania bo byłoby jeszcze gorzej, a sam ubiór... cóż. Wiadomo. Chociaż jego ciało musiało przyjąć całe uderzenie wroga jakim była gwiazda tej planety i temperatury tutaj panującej, to wiedział, że to wszystko było tego warte. Nie miał innego wyboru, a nie przeszkadzało mu to jakoś specjalnie. Na domiar złego zaczął wiać wiatr, co mu niestety wszystko utrudniało. Ale nie poddawał się. To też był jakiś trening nawet jeśli to drobinki piasku uderzały w jego ciało i mu we wszystkim przeszkadzały! Co prawda trochę przez to cierpiał, ale bez cierpienia nie ma zysku jak to mówią. Bardziej był sadystą, aniżeli masochistą, ale dla ulepszenia Swojego ciała był gotów się poświecić. Dzięki temu nie będzie musiał cierpieć, a na dodatek będzie miał znacznie większe możliwości i szanse przeżycia na niebezpiecznych i ekstremalnych planetach niż inni! Starał się oddychać. Powoli i stabilnie. Przyzwyczajać ciało do temperatury i trudności z oddechem oraz zmęczeniem ciała. Na początku szło mu to ciężko i mozolnie, ale z biegiem czasu jakoś to szło trochę lepiej i lepiej, aż udało mu się podczas siedzenia jakoś wytrzymywać. Tym razem dlatego wstał. Od razu poziom trudności mocno się zwiększył i miał lekki z tym problem, ale walczył dalej. Nie miał zamiaru dać się poddać jakiemuś głupiego ciepłu! Co to dla niego? To jest nic!

Trochę odczekał podczas tego stania zanim zrobi coś, więcej by łatwiej móc się przyzwyczaić do tego wszystkiego. Gdy jego ciało już jakoś było bardziej odporne na wysoką temperaturę to zaczął się ruszać. Najpierw próbował iść wolno, ale systematycznie. Nie wiedział zbytnio jak bardzo mu to będzie pomagać, i jak szybko się przyzwyczai, ale nie miał zbyt wielkiego wyboru. Potem ruszał się coraz bardziej i bardziej. Szybciej i szybciej. Ba nawet dodawał do tego jakieś proste ćwiczenia jak poprzednio. Ruszał też głową, skrzydłami i ogonem. W końcu zaczął truchtać. Trucht przerodził się w bieg, a bieg w sprint. Na jego nieszczęście strasznie trudno było biegać w takim miejscu. Przez piasek było to strasznie denerwujące i uciążliwe, a na dodatek było mu gorąco w stopy. Trochę go to denerwowało, ale tylko troszeczkę. To również był trening. Trzeba pamiętać, że wcześniej było na odwrót i mu było zimno w stopy, a na dodatek się ślizgał. Tutaj tylko zapadał się pod piasek. Da się wytrzymać. Oczywiście nie licząc tego wszystkiego, tak naprawdę niczym się to nie różniło.

Tym razem poderwał się w górę i używając skrzydeł jak i techniki zaczął lecieć przed Siebie w przestworza. Tym bardziej walnęło go gorące powietrze przez co ciężko mu było w takim stanie latać, ale nie miał wyboru. Nie raz prawie jego ciało się zmęczyło i spadłoby na sam dół waląc zapewne w ruchome piaski znając jego szczęście, ale na razie jakoś udawało mu się to przetrzymywać. Ba. Używając samej techniki zakrywał swoimi skrzydłami trochę Swoje ciało co pozwalało mu dawać lepiej radę i z czasem odsłaniał coraz więcej i więcej, by wreszcie tego nie potrzebować. W końcu udawało mu się jako tako dawać radę wytrzymać ciepłotę. Przynajmniej tak mu się wydawało. Wreszcie wylądował, by pod koniec zastanowić się co zrobić dalej. Niestety przed nim było jeszcze sporo roboty, a to że przyzwyczaił się chociaż trochę do panującej tu ciepłoty, niestety niewiele mu dawało. Na razie. Bo ma zamiar wytrzymywać znacznie więcej! Jeśli uda mu się to zrobić, to będzie miał łatwiej na groźniejszych planetach. Dlatego po wylądowaniu zaczął rozmyślać i przy okazji dalej wytrzymywać ten upał nie przerywając tego treningu nawet na moment. Nie chciał, by to wszystko poszło na marne. Co to, to nie!

OOC:
ROZPOCZĘCIE TRENINGU
avatar

Nihilius Imperius

Liczba postów : 37

Powrót do góry Go down

Re: Pustynia

Pisanie by Nihilius Imperius on Czw Paź 04, 2018 8:00 pm

Jakoś mu czas płynął podczas tego treningu Swojego ciała. Ba. Miał już jako tako opanowane podstawy przetrwania w lokacjach gdzie temperatura jest dosyć wysoka, a same noce tutaj już nie będą dla niego takie straszne! Trening odporności na temperaturę ma Swoje plusy. Co prawda tak szybko tego niestety nie będzie mu dane zaobserwować, ale lepszy rydz niż nic, tym bardziej, że w końcu jego ciało jest dużo odporniejsze, a On sam ma podstawy do przeżycia w tym miejscu używając tylko ciała, a nie energii co na pewno wpływa pozytywnie na jego poczynania i moc. Daje radę latać czy też biegać, ale jeszcze musi jedno tutaj przetestować. Walkę! Bez tego ani rusz! Jeśli nie będzie w stanie walczyć w takim środowisku to nic mu to niestety nie da. Dlatego najlepiej, by zaczął walczyć w takim miejscu już teraz. Nieważne z czym! Ważne, że będzie ćwiczył i wykonywał jakieś ciosy czy też uderzenia. Zastanowił się co chciałby zrobić najpierw. Po przemyśleniu tego wszystkiego postanowił, że najpierw zacznie od czegoś prostego jakim były normalne ciosy i kopnięcia. Tak, to będzie dobre rozpoczęcie tego co planował. Musi robić to wszystko małymi kroczkami, jeśli chce się posuwać, wciąż naprzód i naprzód i nie być w tyle, a dodatkowa siła zapewne mu się przyda. Tak przynajmniej czuł, że w tej całej sprawie z Cumberem bez mocy nie da rady. Potrzebuje jej więcej. Znacznie więcej jeśli chce być w stanie decydować o Swoim losie, jak i losie innych. Bez tego nie da rady. Dlatego tak bardzo korzystał z danej mu okazji i nie zamierzał tego zaprzepaścić!

Po wylądowaniu zaczął robić tak zwaną walkę z Cieniem. Proste i typowe ciosy oraz uderzenia. Udawał, że z kims walczy i używał samych pięści, a od czasu do czasu skakał. To nie było oczywiście wszystko, co jakiś czas używał także swoich nóg, by skopać leżącego! No może nie dosłownie, ale używał każdej części ciała do tej jakże prostej i przyjemnej walki. Wiadomo temperatura miała wtedy na niego znacznie większy wpływ, ale w sumie o to mu chodziło. Męczył się bardzo szybko i było mu duszno, ale z czasem czuł się trochę lepiej i mógł kontynuować walkę. Wyobraźnia działała i zważywszy na to, ze korzystał z każdego mu znanego ruchu często wykorzystywanego w sztukach walki to męczyło go to niezmiernie, ale i lepszy wpływ to wszystko miało na jego ciałko. Coś za coś. Normalnie ktoś by mógł pomyśleć, że może dostać udaru, czy czegoś równie gorszego. Nic bardziej mylnego! Gdyby był na planecie gdzie  upał był niemożliwy do wytrzymania, to wtedy zapewne tak było, ale w tym miejscu zważywszy na to, że trenował małymi kroczkami, to nie ranił i nie wyniszczał Swojego ciała, tylko je wciąż poprawiał i umacniał. Sprawiał, że było silniejsze i wytrzymalsze na takie temperatury. Dzięki temu takie lokacje mu nie będą straszne, a i z planetami będzie miał większe szanse. Nigdy nie wiadomo gdzie w końcu trafi, chociaż podobno najgorszymi terenami nie były planety, tylko inne wymiary. Tam taka temperatura była znacznie groźniejsza. Tak oczywiście słyszał, i nie wiedział ile było w tym prawdy, ale uważał, że trochę to sensu ma. Zapewne kolejny poziom związany z odpornością na ekstremalne temperatury będzie dotyczył właśnie ćwiczenia na innych planetach, a z czasem może i wymiarach? Albo coś takiego. Na razie chciał mieć opanowane podstawy, potem się zobaczy. Sama walka. Sparing z nieistniejącym przeciwnikiem dobiegł końca, więc musiał pomyśleć nad czymś innym.

Uznał, że dobrze będzie teraz wykorzystać inne części ciała które posiadał, a które były według niego równie przydatne. Niestety w tym miejscu będzie z tym lekki problem, ale coś wymyśli. Przynajmniej się postara. Dlatego najpierw postanowił pobawić się na podłożu, dlatego też szukał jakiś kamieni czy to większych czy mniejszych. Gdy mu się udało je znaleźć do zaczął je kruszyć korzystająć tylko i wyłącznie ze Swojego ogona. On sam będąc pokryty kolcami nadawał się do tego idealnie, a ostrze pozwalało przebijać czy też siekać na drobne kawałeczki. Tak samo robił z kamykami i Swoim ogonem przerabiał je na proch. Tym samym również i jego ogon był znacznie lepszy i bardziej przydatniejszy bo najpierw zaczynał od małych kamieni, by potem bawić się z większymi głazami i chociaż tutaj tak już dobrze nie szło, to dzięki uporowi również i one musiały ulec jego potędze! Może to nie było zbyt wiele, ale sądził, że mimo wszystko zawsze to jakiś krok na przód. Tym razem postanowił zrobić coś nowego i z bliska walił w nie Swoimi rogami. Nie bał się o złamanie ich, bo właśnie takim sposobem również i je trenował, by ich tak łatwo nie stracić. W końcu odszedł na pewną odległość i wziął rozbieg, po czym biegł prostą w kierunku głazu. Co prawda piach mu to mocno utrudniał, ale z czasem udawało mu się nabrać odpowiedniej prędkości i szarżą walnął łbem, a raczej rogami w kamień, rozwalajac go na proch. Trochę go głowa od tego wszystkiego bolała, ale to było normalne. On sam robił tak jeszcze pare razy nim w końcu przestał.

Poleciał ponownie w górę i tym razem machał ciągle skrzydłami, by się męczyć tutaj jak najszybciej. To też był Swojego rodzaju trening. Tym razem ćwiczył walkę z wymyślonym przeciwnikiem w powietrzu. Trochę to wyglądało normalnie niczym zwyczajna walka na ziemi, ot kopnięcia i uderzenia oraz jako takie latanie i próba atakowania czy to od dołu, czy od góry lub od innej strony z której przeciwnik, by się nie spodziewał. Zazwyczaj inne rasy nie patrzyły się w doł podczas walki, bo na lądzie nie było to potrzebne, tak samo czasem patrzenie w górę, dlatego też walka w przestrzeni powietrznej rządzi się własnymi prawami. Z czasem to co wyglądało na normalny pojedynek w górze zmienił się w walkę jakoby myśliwców, gdyż tutaj podczas latania strzelał z pocisków ki niczym prawdziwy samolot! Po kolejnym bliżej nie określonym upłyniętym czasie, zmieniło się to w walkę potworów. Tym razem używał pazurów, ostrych niczym u wampirów kiełków, rogów jak i ogona! Gdy już uznał, że czas na coś nowego to kierował się w stronę piasku i przeprowadzał ataki z góry! Głownie korzystał z ogona, on był bowiem najlepszy do czegoś takiego. Musi się nauczyć z niego korzystać. Jeszcze nie miał prawdziwej walki, ale był pewien, że niedługo do niej dojdzie. Będzie gotowy! Musi być. Ponownie poleciał w gorę, że prawie oślepiała go najbliższa gwiazda i w oddali udało mu się dostrzec coś co wyglądało na wydmy, bądź ruchome piaski. Najpierw się upewnił, że to jest to. Gdy podleciał i zatopił tam Swój ogon, to widział z jaką łatwością był pochłaniany przez piasek. Poleciał jak najwyżej mógł, by nagle zapikować pod kątem ostrym. Nabrał wielki wdech powietrza i zamknął oczy po czym wbił się prosto w ruchome piaski zatapiajac się w nich całkowicie! Po krótkim czasie, wycieciał z drugiej strony i nabrał tchu oraz otworzył oczy. Może i niebezpieczne, ale nikt nie mówił, że będzie łatwo prawda? No właśnie. Dlatego też robił coś takiego. W końcu jednakże uznał, że jego ciało było jako tako gotowe i wylądował na piasku zastanawiając się co powinien dalej robić. Jak wykorzystać ten czas który mu pozostał? Tego nie wiedział. Starał się znaleźć w Swoich wspomnieniach coś co mu się przyda. Ile to potrwa? Tego nie wiedział. Ale coś czuł, że kiedyś znał dwie techniki które każdy członek jego rasy mógł używać. Musi Sobie tylko to wszystko przypomnieć...

OOC:

ZAKOŃCZENIE TRENINGU
avatar

Nihilius Imperius

Liczba postów : 37

Powrót do góry Go down

Re: Pustynia

Pisanie by Nihilius Imperius on Pią Paź 05, 2018 8:00 pm

Już miał kontynuować to co robił wcześniej, gdy nagle tknęło go dziwne uczucie, że zapomniał o czymś jeszcze. Tak jakby była jeszcze jedna technika którą kiedyś znał, a niestety zapomniał i musiał Sobie ją ponownie przypomnieć. Nie mógł niestety sobie przypomnieć tylko co to było. Wiedział co najwyżej, że dotyczyło to jego rasy. Tej dobrej jak i złej części. Obu. Mimo wszystko niestety i tak nie dawał rady Sobie tego przypomnieć chociaż próbował, co niezmiernie go denerwowało tym bardziej, że nie miał innego wyjścia jak trenować ponownie. No cóż mogło być gorzej i chociaż te treningi go nudziły to i tak wiedział, że są potrzebne oraz konieczne. Na jego nieszczęście. Tym bardziej, że za każdym razem czuł jakby jego inteligencja i zdolności również rosły. Powodem czemu tak było również, zapewne było to, że podczas tych treningów ciągle myślał i starał się robić coś nowego, wpadać na nowe oraz innowacyjne pomysły. Przynajmniej mu się tak zdawało, że to był jeden z powodów. Może też przypominał Sobie coraz to więcej. Medytacja również mu w tym pomagała i dzięki niej polepszał Swoją wiedzę na różne tematy. Na dodatek spotkanie z Fu również sprawiło, że był lepszy i mądrzejszy dlatego, że dowiedział się o możliwości podróżowania w czasie i przestrzeni. Co prawda nie miał pojęcia jak to robił, ale kiedyś sie dowie. On sam chciałby robić ponownie, ale za pomocą własnej mocy, a nie maszyny. Oczywiście i tak głównym celem było uzyskanie absolutnej nieśmiertelności i to się nie zmieni. Drugi cel to była właśnie kontrola nad czasem i przestrzenią. Trzecim stanie się prawdziwym i jedynym Bogiem. Dopiero dalej była władza nad omni światem. Te cztery cele również miały wpływ na jego wiedzę, i umiejętności z prostego powodu jakim jest wymuszenie jego działań i zdobywanej wiedzy.

Tak czy inaczej te rozmyślania na ten temat postanowił zostawić na kiedy indziej. Na razie to nie było mu niezbędne. W między czasie starał Sobie, wciąż przypomnieć o tej technice jaką kiedyś zapomniał, a większość członków jego rasy je znała. No tak! Nagle Sobie przypomniał, że faktycznie coś jeszcze było! Technika zwana Kai Kai. Może nazwa nic nie mówi, i nie świadczy o niej dobrze, ale była to naprawdę potężna jak i potrzebna umiejętność. Za jej pomocą rasa bogów, może się teleportować! Prawie gdzie będzie chciała! Prawie. Jest tylko jeden malutki problem z nim związany. Mogą się teleportować tylko do innych osób, co nie jest wcale takie dobre i tylko na pewne odległości. Do lepszego działania potrzebuje czegoś jeszcze podobno, ale tutaj już nie wie nic. Nawet jego wspomnienia tego nie dotyczą, więc zapewne nigdy tego nie znał nie licząc kai kai. Słyszał tylko jakieś pogłoski i tyle. Nawet nie wiedział o co dokładnie chodziło. No nic jakoś da radę. Zawsze dawał, więc czemu miałoby być inaczej? No właśnie! W sumie po tych rozmyślaniach udało mu się przypomnieć, że w sumie pamiętał o co chodziło i jak to wszystko miało działać, ale zanim do tego dojdzie to musi najpierw zrobić to co robił zawsze w takim wypadku. Od razu zabrał się za trening. Tak jak zwykle przed nauką jakiejkolwiek techniki, usiadł w siadzie skrzyżnym i oddał się medytacji. Na początku trochę to trwało zanim wszedł w odpowiedni stan. Dopiero po paru minutach mu się to udało. I tak robiło to wrażenie, ale to pewnie dlatego, że w dosyć krótkim czasie oddawał się treningom raz po raz co ma Swoje plusy jak i minusy. Na razie z tego co widział to jego ciało po hibernacji, śnie, czy cokolwiek to było w czym był wcześniej, było w stanie dawać z Siebie wszystko i ciągle zwiększać Swoją moc. Przynajmniej na razie. Nie wiedział ile ten stan potrwa, wiec starał się korzystać z tego dopóki mógł. Kto wie kiedy będzie mu potrzebna jeszcze większa moc, a On przez to, że nie korzystał z okazji będzie znacznie słabszy? No właśnie. Nie mógł na to pozwolić! Nie śpieszyło mu się tracić to ciało i możliwości, jakie posiadało! Co to, to nie! Dlatego też musi trenować dopóki może i ma okazję! Im szybciej stanie się potężniejszy tym lepiej. Nawet dodatkowa technika sprawia, że jest silniejszy i o wiele więcej może zrobić. Stanowi większe zagrożenie, i więcej osób się z nim liczy, a jak przyjdzie co do czego to zawsze może zwiać. Dać nogę i tyle. Nie czuje żadnej hańby przed ucieczką, za to głupotą jest ginąć niepotrzebnie w walce której się nie da wygrać. On taki nie jest. Ma Swoją dumę jak i honor, ale bardziej ceni Swoje życie mimo wszystko. W końcu wszedł w ten jakże mu potrzebny stan do treningu.

Starał się idealnie wyciszyć i tym samym zajrzeć w głąb swoich myśli, w głąb Siebie, aby jak najszybciej być w stanie ponownie opanować dawną technikę. Przeszukiwał Swoje wspomnienia, by wiedzieć lepiej na czym polegała ta moc, a na dodatek chciał użyć energii która była w nim i tym samym. Przez jakiś czas nic mu się nie udawało, by dopiero po pewnym czasie poczynić jakieś kroki w tym co robił. Zaglądał w Swoje wspomnienia, na sam początek w tak zwaną boską wiedzę, coś co każdy bóg wiedział zaraz po urodzeniu. Tym czymś były właśnie te dwie techniki. Jednej nie pamiętał, aż tak dobrze, ale drugą czyli kai kai udało mu się przypomnieć. Co nie co pamiętał o co w niej chodziło, ale nie do końca umiał wykorzystać to wszystko w praktyce. Próbował się dowiedzieć czegoś o drugiej wrodzonej technice bogów, i gdy był już blisko to nagle został wyrzucony z tego transu. Westchnął. Niestety nie wszystko jest takie jak byśmy chcieli i tak było i tym razem. W końcu sobie przypomni był tego pewien. Tak samo był z teleportacją. Tylko musi być wytrwały i wciąż trenować, a do tego musi dożyć wystarczająco dużo czasu. Ba. Miał nawet pomysł jak mniej więcej miałby ponownie się nauczyć tej teleportacji. Tym bardziej, że przypomniał Sobie jak to działało. To było coś w rodzaju skoków. Mógł się teleportować praktycznie wszędzie, tylko był jeden szkopuł. Musiał wiedzieć gdzie chce się teleportować i wcześniej być w tym miejscu. Bowiem jak miałby się znaleźć tam gdzie nie był? W końcu mógłby się znaleźć w przestrzeni kosmicznej, a tego nie chciał. Ba dzięki temu mógł nawet podróżować między zaświatami. Wszędzie! Tylko najpierw musi raz się tam znaleźć dzięki znajomościom bo samej śmierci woli uniknąć.

Oczywiście to nie była jedyna technika której mu brakowało, ale niestety co do tej drugiej nie wiedział nic. Nie mógł sobie niczego przypomnieć, ale wiedział, że jest to bardzo ważna umiejętność i bez niej nie będzie sobie dawał rady. Niestety nie miał innego wyboru jak na razie zostawić to w spokoju. Przecież nic z tym nie zrobi, a pamięć wróci sama, więc nie przejmował się tym, aż tak. Miał tylko nadzieję, że pamięć wróci w miarę szybko, gdyż bez niej może być mu bardzo ciężko. Ta moc o której zapomniał była bardzo przydatna i wręcz niezbędna dla członków jego rasy a On nie mógł Sobie jej przypomnieć! Niedobrze. Bardzo niedobrze. Ale co z tym zrobi? Nic. Dlatego też miał zamiar nauczyć się to co sobie niedawno przypomniał. Tym czymś było właśnie to. Skoki międzyplanetarne oraz między wymiarowe. Jeśli tego dokona to będzie świetnie. Będzie miał doskonały as w rękawie i będzie mógł wrócić gdzie tylko ze chcę o ile wcześniej był w tym miejscu. To będzie lekki problem, ale jakoś da radę. W końcu możliwości normalnego podróżowania jest wiele, a On sam wystarczy, że znajdzie się w danym miejscu chociaż raz i tyle mu będzie starczyć. Potem sam będzie mógł się przemieszczać. To będzie dobre jeśli będzie posiadał tajne kryjówki bądź bazy. Lub po prostu będzie czegoś potrzebował. Nie ma innego wyboru jak zainwestowanie bardziej w medytacje i energię która była w nim. Westchnął ponownie. Czekała go jeszcze bardzo długa droga niestety. Bardzo długa. Ale da radę. Musi. Jego główny cel jest bowiem prosty. Wszystko inne to tylko środki, by to osiągnąć!

OOC:

ROZPOCZĘCIE TRENINGU
avatar

Nihilius Imperius

Liczba postów : 37

Powrót do góry Go down

Re: Pustynia

Pisanie by Nihilius Imperius on Pon Paź 08, 2018 8:00 pm

Chłopak zastanawiał się co powinien dalej robić odnośnie Swojej techniki zwanej kai kai. Był już świeżo po medytacji i zastanowieniu się co chce z tym wszystkim zrobić i jak do tego dotrzeć. Ba w jego wspomnieniach oprócz tego czego się uczył teraz to była wciąż ostatnia technika której jeszcze nie znał, ale kiedyś ją potrafił. Tak zwana technika rasowa z dwóch które potrafił i znał każdy członek jego rasy od urodzenia. Może dlatego łatwiej mu szło przypominanie Sobie tego aniżeli latania czy ki blastów. W końcu to była wiedza pochodząca z jego linii krwi. Rodu. Rasy, a nie coś co nauczył się wcześniej od kogoś. To było zupełnie co innego i inaczej to wszystko działało. Przynajmniej tak mu się wydawało chociaż uważał, że to wszystko ma sens i dobrze myśli na ten temat. Dlatego tylko z lekkimi problemami spowodowanymi amnezją i czymś jeszcze pewnie nie mógł Sobie wcześniej tego przypomnieć, ale i tak dał radę. Pierwsza z dwóch. Gdy będzie miał czas i możliwości to i drugą się ponownie nauczy, na razie nie było mu to niezbędne do życia, choć na pewno byłoby przydatne. No nic. Nie można robić wszystkiego na siłę prawda? Właśnie. On sam też nie zamierzał tego robić bo i po co. Jeśli się aktualnie nie daje, a nie było mu to niezbędne do życia i przetrwania to nie jest mu to na razie potrzebne i nie będzie Sobie utrudniał istnienia. Co prawda miał niby jakieś przebłyski pamięci, że dotyczyło to tworzenia i bycia kreatywnym, ale nie wiedział o jakie tworzenie chodzi, i po co była ta kreatywność. Od po prostu jakieś przebłyski. Na razie bolała go od tego głowa, co oznaczała, że nie był jeszcze na to wszystko gotowy, więc postanowił to zostawić na jakiś inny okres, gdy będzie w stanie się tego nauczyć, a jego umysł będzie gotowy i poprzez wspomnienia mu to wszystko pokaże. Bez tego to wątpił, by mu się udało. Co najwyżej w trakcie przygody może to mieć również jakiś wpływ, ale nic to. Najważniejsza była nauka skakania międzyplanetarnego i między wymiarowego! Dzięki temu będzie miał możliwość łatwej i szybkiej ucieczki jak będzie bardzo źle i nie będzie miał innego wyboru, oraz nie będzie musiał polegać na Fu, by trafić tam gdzie był wcześniej, czyli w Królestwie Makaioshinów. Ba. Nawet na tę planetę będzie w stanie wrócić i ją podbić jeśli będzie to konieczne. Pamiętajmy, że ta planeta zapewne jest również bogata w surowce, a to jest mu bardzo na rękę, przyda się to jego przyszłemu Imperium, a także i On osobiście na tym może sporo zyskać poprzez przeróżne sposoby, dla przykładu handlowaniem. Oprócz tego były też inne możliwości, ale to zostawi. Ta technika również i tutaj będzie użyteczna. W szybkim odwiedzaniu zajętych lub zbadanych planet! Sądził, że będzie to jego jedna z najbardziej przydatnych technik, więc po prostu musi się jej nauczyć nie ma innej opcji. Nie ważne ile mu to zajmie, zanim wróci do Fu i Cumbera to musi się jej ponownie nauczyć. Miał nadzieję, że nie zajmie mu to nie wiadomo ile. No nic. Na razie postanowił zostawić ten temat na później i zająć się prawdziwym treningiem tej mocy po medytacji.

Już nawet miał jako taki plan co powinien zrobić, by tego dokonać. Zaraz zobaczy czy miał rację czy też nie! Jeśli nie to oprócz tego ma również inne pomysły. Ma jeszcze trochę czasu. Czas zabrać się do roboty! Jego pomysł polegał na zmuszeniu jego ciała jak i umysłu pod pozorem niebezpieczeństwa i zagrożenia, by mógł za jej pomocą się teleportować i tym samym uniknąć uszkodzeń ciała. To było trochę ryzykowne, więc na razie to zostawił i starał się zacząć od czegoś prostego. Na początku starał się skupić i chciał przenieść się do miejsca w którym znajdowały się jego ubrania, tak na wszelki wypadek zważywszy na to, że leżały na kamieniu, by nie zaginęły w piasku, a On sam niedługo zakończy Swój trening i wróci do kompana. W końcu powoli czuł, że jego czas na to wszystko się kończył. Był znacznie, ale to znacznie potężniejszy niż wcześniej, więc miał zamiar to dobrze wykorzystać podczas tego co będą robić. Sądził, że powinien być w stanie poradzić sobie z prostymi zagrożeniami. Gorzej niestety z resztą. Do tego wciąż potrzebuje więcej mocy. Dużo więcej mocy. Na potężniejsze osoby nie da rady to pewne, ale przynajmniej będzie w stanie poradzić sobie z płotkami, a po za tym nabierze potrzebne mu doświadczenie. Coś czuł, ze niedługo go czeka normalna walka i wcale, by go to nie zdziwiło. Co prawda pewnie Fu i Cumber będą odwalać większość roboty, ale w sumie to nie jego wina, że akurat teraz został odnaleziony jak dopiero zaczynał Swoją drogę ku potędze. Ba. Stracił strasznie sporo czasu nie wiedząc jak i to poważnie szkodziło jego planom. Skąd to wiedział? Po prostu tak czuł. Intuicja. No nic z tym nic nie zrobi, więc postanowił się nie przejmować tym dłużej i zajął się tym co potrzebował do przeżycia i łatwiejszego podróżowania. Nauka Kai Kai!

Starał się skupić bez przerwy i wyobrażał sobie miejsce w którym był wcześniej na pustyni, ale niestety nic mu to nie dawało. Zupełnie nic. Postanowił, więc zrobić coś znacznie prostszego i starał się po prostu przenieść do miejsca które było w zasięgu jego wzroku. To powinno być znacznie łatwiejsze i zapewne mu to ułatwi dalsze próby. Łatwiejszej rzeczy już raczej nie znajdzie. Koncentrował się i wyobrażał Sobie to miejsce. Ba. Widział je dokładnie, ale wciąż nic! Może coś robił źle? Tylko co. Najwidoczniej sama koncentracja i wyobrażenie miejsca nie działało. Potrzebował czegoś jeszcze tylko nie wiedział czego. Zaczął o tym rozmyślać i po paru sekundach wreszcie wiedział gdzie robił błąd! Postanowił to od razu naprawić. Wyobrażał sobie, że jego ciało się dematerializuje w tym miejscu w którym teraz się znajdował i materializował w miejscu które widział. Co prawda przez jakiś czas nic się nie działo, ale po pewnym czasie odczuwał dziwne mrowienie, by nagle po bliżej nie określonym czasie, w jednej chwili sceneria przed jego oczami uległa zmianie. Jakby zamienił jedno zdjęcie od razu na drugie, tak szybkie to było. Gdy się rozejrzał to widział, że stał w miejscu na które wcześniej patrzył. Był z Siebie zadowolony. Wiedział bowiem, że udało mu się zrobić to co chciał i tym samym był o jeden krok bliżej głównego celu jakim było okiełznanie tej techniki. Tym razem zamknął oczy i ponownie wyobrażał sobie miejsce gdzie zostawił Swoje rzeczy wcześniej. Tym samym wyobrażał sobie jak jego ciało znika i pojawia się w innym. Tym razem dziwne uczucie mrowienia przyszło od razu, a On sam dopiero po dłuższym czasie, ale i tak o wiele krótszym niż na początku zjawił się wreszcie tam gdzie chciał, przy Swoich ubraniach był z tego niesamowicie zadowolony oznaczało to bowiem, że powoli łapał o co chodzi i jak tak dalej pójdzie to nie będzie tak dużo czasu tracił na teleportacji. Tym razem postanowił, że wykorzysta ostatni pomysł jaki miał na ten temat. W końcu do trzech razy sztuka prawda? Jeśli teraz to ogarnie, to potem będzie miał z górki. Sądził, że po tej części treningu będzie gotowy do tej całej przygody z legendarnym saiyanem, a na dodatek będzie znacznie silniejszy. Nie miał pojęcia jak to ze wszystkim będzie, ale też wiedział, że nie ma potrzeby się tym zamartwiać, chociaż jakieś plany lepiej poczynić. Jednym z nich była właśnie możliwość latania, a także teraz i teleportacji która mu się bardzo przyda. Nie był tylko pewien jak to będzie z transportowaniem innych, i ile mocy to będzie od niego wymagało, ale tym się może zająć później mimo wszystko, więc na razie najpierw zajmie się Sobą, a potem pomyśli nad dalszym rozwojem.

Jak pomyślał tak też postanowił zrobić. Od razu poszedł w miejsce gdzie wcześniej udało mu się zaobserwować ruchome piaski. W końcu jeśli chce Sobie całkowicie przypomnieć moc należącą do jego rasy i będącą w nim od urodzenia, to musi zaryzykować i zmusić Swoje ciało i umysł do działania. Stanął przed piaskami i nagle poleciał na sam ich środek, gdzie też stanął i nie używał aktualnie niczego. Po prostu dał się powoli pochłaniać piaskom pustyni. Gdy już nie miał takiej prostej możliwości wydostania się stąd bez używania ki, aby wylecieć to zaczął w końcu starać się skupić i wydostać za pomocą właśnie teleportacji. Na jego nieszczęście te dziwne uczucie lekkości i spadania, a także bycia wręcz pochłanianym żywcem utrudniały mu już i tak ciężkie zadanie. Sam upał dawał mu również popalić i nie było to wcale takie łatwe. Mimo to nie poddawał się i próbował się skoncentrować. Wiedział, że jak się mu teraz to uda, to potem powinien mieć znacznie prostsze zadanie w normalnym używaniu tej techniki lub pod presją czasu bowiem tak było i teraz. Mimo to przez dłuższy czas mu się to nie udawało, aż jego ciało było w piasku zanurzone do połowy. Dopiero wtedy udało mu się w miarę możliwości skoncentrować. Tym razem starał się, wciąż myśleć o miejscu do którego chciał się przenieść. Wyobrażał sobie dematerializowane ciało i materializowane zupełnie gdzie indziej. Niestety to co jego ciało odczuwało nie pozwalało mu na lepsza koncentrację i po prostu nie mógł tego zrobić. Gdy jego ciało było w większej części pod piaskami to ponownie odczuwał te dziwne uczucie, ale trwało tylko chwilę zanim ponownie znikało. Próbował i próbował, a czas płynął nieubłaganie. Gdy została mu już tylko głowa to nie miał wyboru. Jeśli teraz tego nie zrobi to stąd wyleci i najwyżej spróbuje ponownie, ale tak czy inaczej będzie walczył do samego końca! Ponowna próba może być jeszcze gorsza! Dlatego musi mu się to udać teraz! Gdy nagle miał się jednak poddać bo to nic nie dawało to wpadł mu do głowy pewien pomysł. Tak naprawdę to było bardziej wspomnienie z jego boskiego rodu o tym jak się powinno używać tej techniki. Tym samym wyobraził sobie te miejsce w którym teraz był i jak jego ciało rozdrabniało się na małe cząsteczki i atomy, a one same w jednej chwili przenosiły się w miejsce w którym planował się znaleźć, czyli przy ubraniach i tam jego ciało formowało się z tych cząsteczek na nowo. Udało mu się! Że też to było takie proste. Pewnie są jeszcze inne sposoby, ale teraz nawet nie odczuwał dziwnego mrowienia. Ba. Używanie kai kai przychodziło mu teraz naturalnie niczym oddychanie. Teraz wszystko rozumiał. Wreszcie obudził w Sobie dawno zapomnianą przez niego rasową technikę. Bardzo mu się to przyda. Wziął ubranie ze sobą po czym się ubrał. Jak na ten moment to koniec z treningami. Czas zająć się tą całą sprawą z legendarnym saiyanem i dziwnym młodzieńcem. Potem pomyśli co ma zrobić dalej.

OOC:

ZAKOŃCZENIE TRENINGU
avatar

Nihilius Imperius

Liczba postów : 37

Powrót do góry Go down

Re: Pustynia

Pisanie by Nihilius Imperius on Pon Paź 08, 2018 8:15 pm

Po zakończonym treningu nowej umiejętności która na pewno mu się przyda w życiu postanowił, że pora wracać do Swojego towarzysza który próbował uwolnić mrożonkę z lodowca. Czuł, ze ten już był blisko, także On sam nie miał innego wyboru jak się tam szybko zaraz zjawić tym bardziej, że zrobił to co miał zrobić. Założył na Siebie ubranie i początkowo miał zamiar wykorzystać do tego to czego się nauczył, ale zrezygnował. Chciał zostawić Sobie energię na jakieś nieprzewidziane wydarzenia, a i tak nie śpieszyło mu się specjalnie. Nie miał jakoś daleko do tamtego miejsca, a Fu i tak na niego poczeka. Kto wie czy nie będzie musiał się pobawić z Cumberem i czy będzie w stanie go kontrolować. Może się okazać, że będzie musiał użyć kai kai do zwiewania stamtąd, a Oni sami wyślą na wszechświat ogromne zagrożenie. Po prawdzie go to nie obchodziło. Chaos również będzie służył jego sprawie, więc czemu nie. Wykorzysta wszystko co może mu się przydać do załatwienia tej całej sprawy. Wciąż miał w głowie parę planów i gdzieś w jego wspomnieniach znajdowała się czwarta jak i ostatnia technika którą znał kiedyś, ale do tej pory Sobie jej nie przypomniał. Pewnie podczas kolejnej sesji treningowej którą sobie zrobi podczas wolnej chwili, by wciąż zwiększać Swoją moc to może uda mu się ją Sobie przypomnieć. W głębi Swojego mrocznego serca czuł, że to mu się bardzo przyda i dzięki temu będzie w stanie naprawdę wiele zdziałać. Na razie tego pewnie nie potrzebował, ale z czasem kto wie? Może bez tego nie da sobie potem rady? Zupełnie jak kai kai. Pewnie teraz nie będzie, aż tak przydatne, ale może niedługo okaże się, że bez tego nie dałby rady? Pamiętajmy też, że dzięki temu może teraz z łatwością podróżować do wcześniej odwiedzonych miejsc, więc bez problemu będzie mógł wrócić do bezpiecznego miejsca jakim było Królestwo Makaioshin. Oprócz tego ta planeta będzie idealna, by ją podbić. Surowce powinny być wystarczające oraz przydatne i z ich pomocą będzie mógł wstanie uzbroić armię, a może nawet coś stworzyć? Sam czuł, że jest wojownikiem i wynalazcą jednocześnie. Pewnie przez to będzie słabszy, jak i jego umiejętności nie będą zbyt mocno rozwinięte, ale przynajmniej wybrał według niego najlepszą drogę która łączyła to i to! Niestety wolniej będzie przez to rósł w siłę, ale jakoś specjalnie mu to nie przeszkadza. Tak długo jak osiągnie nieśmiertelność to jego czas na rośnięcie w potęgę będzie nieograniczony. Po tych rozmyśleniach wzbił się w przestworza i zaczął się wracać do miejsca w którym był niedawno. Kierunek lodowa pustynia!

OOC:

{KOSMOS} - [PRZESTRZEŃ KOSMICZNA] - (PLANETA SADALA) - PUSTYNIA -> {KOSMOS} - [PRZESTRZEŃ KOSMICZNA] - (PLANETA SADALA) - LODOWA PUSTYNIA
avatar

Nihilius Imperius

Liczba postów : 37

Powrót do góry Go down

Re: Pustynia

Pisanie by Sponsored content



Sponsored content


Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach