Super Dragon Ball PBF - Another Universe
Forum jest w fazie przebudowy. Jest otwarte dla graczy, ale należy pamiętać o możliwości zmian w mechanice.

Share
Go down
avatar
Admin
No.1 Whis' Fanboy
Liczba postów : 357
http://dbanotheruniverse.forumpolish.com

Zniszczone miasto

on Sro Kwi 11, 2018 11:49 am
First topic message reminder :

Ruiny, zgliszcza, kamienie i wszystko to porośnięte roślinnością. Tak wygląda to miejsce. Kiedyś dumnie stojące blokowiska, dziś jedynie poniszczone skały, z których nic już nie da się zrobić. Całe to miejsce zostało zrównane z ziemią przez krwiożercze oddziały Oozaru, które zostały "spuszczone ze smyczy".
W przeszłości miała tu miejsce walka o wszystko. Konfrontacja dobrych i złych Saiyan. Jak się skończyła? Jak widać, nie zbyt dobrze.

avatar
Nihilius Imperius
Liczba postów : 57

Re: Zniszczone miasto

on Wto Lis 13, 2018 3:48 pm
Spokojnie wysłuchał tego co miał mu do powiedzenia Fu. Na wiadomość o udzieleniu się żarcików tylko się lekko uśmiechnął. Cumberowi co prawda nie było do śmiechu. Wyglądał niczym taki naburmuszony wielki kocur. Ale nie wnikał. W końcu dostał odpowiedź. Co ciekawe jego wujkiem był Król Dabura! Kojarzył typka. Nawet wiedział jak wygląda, aczkolwiek nigdy go nie spotkał. W sumie Fu nie pomyślał o jednym, ale jeszcze nie dawał mu o tym znać. Po prostu go przeniósł tak samo jak i saiyana. Gdy się znaleźli w pobliżu krateru to się rozejrzał po miejscu. Marionetka niewiele myśląc udała się w stronę posągu i powiedział, że żyje, ale to nie jego energię wyczuwał. Wyglądało na to, że coś takiego działa jak pieczęć, albo zamrożenie. Przynajmniej tak mu się wydawało. Na pewno był sposób, by to zbadać i go uwolnić ta samo jak Cumbera, bez potrzeby zabijania Dabury. Ale czy warto? Raczej średnio. Chyba, że miałby pewność, że będzie go kontrolował. Co ciekawe mrożonce nie trzeba było niczego mówić. Sam poleciał i walnął w kupę gruzu, a następnie stamtąd kogoś wydobył.
- Któż to Sam z Siebie pomaga. Nic nie trzeba mówić! Chyba, się już do Nas przyzwyczaiłeś prawda?
Powiedział żartem, chociaż tamten pewnie i tak to oleje. Wzruszył ramionami. Gdy ten również zaczął coś gadać o haxach to się nieźle zdziwił. Et Tu? Chciałoby się rzec.
- A jednak potrafisz rozmawiać i żartować! W każdym razie dobra robota.
Pochwalił go pod koniec chociaż i tak pewnie niewiele to zmieni, no ale Imperius wiedział, że takimi słówkami coś zyska. Przynajmniej się zastanowi chwilkę zanim, by go zabił, więc da się wtedy uciec. W końcu małpa rzuciła truchło do chłopaka który to ledwo to złapał. Na pewno Cumber zrobił to specjalnie i był z Siebie zadowolony. Gdy jednakże usłyszał słowa Fu o tym, że to dobrze, że jest młody i jest to ich nowy nabytek, a następnie poklepał go po klacie to się zaśmiał.
- Rozumiem, że takich lubisz najbardziej co?
Wyszczerzył kiełki do kompana doli i niedoli. Samo się cisnęło na usta. Zanim jednakże się za to zabrał to postanowił do niego coś jeszcze powiedzieć.
- Co do Dabury i Brollego. A nie można, by było go zabić, a następnie wskrzesić? Z tego co mi wiadomo jest wiele sposobów, by coś takiego zrobić. Tylko nawet jeśli to zrobimy. To wtedy jakbyśmy go kontrolowali?
Ciekawiło go to, czy Fu w ogóle pomyślał o zabiciu, a następnie wskrzeszeniu Swojego wujka. Kto wie, czy nie jednocześnie. Poczekał na odpowiedź, a następnie potem mu nie zawracał łba.
- Ty się z Nim pobaw, a Ja się tutaj trochę rozejrzę.
Gdy to powiedział to od razu też to zrobił. Zaczął się rozglądać po tym całym miejscu. Może kogoś znajdzie? Może coś co mu się przyda? Albo się dowie więcej co tutaj zaszło! Oczywiście nie oddalał się za bardzo. Ot tylko ruiny i krater, tak by go mieli w zasięgu wzroku, jakby było jakieś niebezpieczeństwo. Oby nie, ale lepiej dmuchać na zimne, a warto przetrząsnąć to miejsce. Jakby trafił na jakiś rzadki przedmiot to byłoby zacnie. Trzeba pamiętać, że jest kolekcjonerem.
avatar
Haricotto
Admin/Time Patrol
Liczba postów : 1453

Re: Zniszczone miasto

on Wto Lis 13, 2018 8:55 pm
MG

Cumber prychnął, odwracając swój wzrok. Widać, że ledwo wytrzymywał by nie rzucić się na jednego i drugiego. Fu wykrzywił się słysząc zaczepliwy komentarz Nihiliusa.
- Ty się do nich nie zaliczasz. Staruchu. - specjalnie podkreślił słowo "staruch", by dopiec towarzyszowi. W końcu nie był on taki młody, na jakiego wyglądał.
- Poza Smoczymi Kulami, nie znam sposobu na przywrócenie kogoś do życia. Jako że Smoczych Kul nie posiadamy, a zdobycie ich obecnie wymaga przygotowań, zabijanie mojego wujcia należy przełożyć.

Gdy Imperius się oddalił, rozglądając się za przydatnymi rzeczami, odnaleziony Saiyanin się obudził. Otworzył swoje oczy, a kiedy zobaczył sylwetkę Cumbera, odezwał się.
- A-antical? - zapytał, po czym jego powieki się zamknęły. Fu poderwał się jak oparzony, widząc przebudzenie młodzieńca.
- Cudownie. - wyszeptał, po czym dłoń leżąc na klatce piersiowej wojownika zaświeciła się fioletowym światłem. Saiyanin nie został wyleczony, ale wybudził się całkowicie.
Spojrzał na Fu i zapytał:
- Kim jesteś? Gdzie Broly? Antical żyje? - zapytał, próbując się rozejrzeć na boki, ale nie był w stanie się ruszyć.

- Czuję kolejnego. - rzucił oschle Cumber, patrząc przed siebie, gdzieś w dal. Odbił się zaraz od podłoża i poleciał odnaleźć zgubę.

Fu zaczął rozmawiać z wybudzonym Saiyaninem. To był idealny moment na medytację.
_____
Koniec przygody. Standard punktów.

_________________
avatar
Nihilius Imperius
Liczba postów : 57

Re: Zniszczone miasto

on Wto Lis 13, 2018 10:35 pm
Cumber zareagował tak jak wieczny młodzieniec sądził. Olał to. Mimo to sądził, że lody przełamali i saiyan w końcu zrozumie, że trafił na najlepszego Pana w całym kosmosie. Był tego pewien. Nie ma innej opcji! Lepszego nie znajdzie. Widać to na przykładzie Fu. Z resztą nieistotne. Ten gość również mu się odgryzł. Ma charakterek. Oczywiście nie zamierzał pozostać mu dłużnym.
- Całe szczęście! Odetchnąłem z ulgą! Dzieciaczku. Jak to śmiertelnicy mówią... kamień z nerek? Czy tam serca? Coś takiego. Chciałoby się rzec, że nie mam serca. Ale jednak coś tam bije.
Oczywiście to było też nawiązanie do tego jak się zachowywał, ale pewnie sam nie był wcale taki młody. Imperius wie, że jest pewnie starożytny i stary jak świat. Nie przeszkadza mu to. Miał nadzieję, że będzie coraz to starszy! Nagle jednakże usłyszał coś o smoczych kulach. Szukał pamięcią o nich i coś tam znalazł, ale w sumie nie wiedział o tym, aż tak dużo.
- Ah. Te kule które spełniają życzenia. Różnie działają w zależności od planety. Niby fakt. Ale ja słyszałem, że niebo jak i piekło mają własne sposoby na wskrzeszanie zmarłych. Kto wie czy w świecie Kaioshinów i Makaioshinów też tego nie ma.
Przynajmniej tak mu się zdawało. Tak słyszał, ale nie był tego całkowicie pewien.
- Możesz mi pożyczyć kulę? Chciałbym ją zbadać. Nie martw się nie zniszczę Ci jej. Oddam nienaruszoną! Prawdopodobnie.
Wyszczerzył kiełki i liczył, że mu tego użyczy.
- Muszę ją zbadać. Chciałbym z czasem taką stworzyć. O ile Sobie przypomnę jak to było.
Gdy ją otrzymał to, wziął ją delikatnie i podziękował, a następnie zaczął się oddalać w wolne miejsce w którym nikt nie będzie mu przeszkadzać.
- Dzięki! Niedługo wrócę. Muszę Sobie przypomnieć to i owo. Wy się tam grzecznie bawcie dzieciaki i się nie kłóćcie!
Zaczął się śmiać ze Swoich kompanów i ruszył dalej poszukując odpowiedniego miejsca na trening. Zanim jednakże poszedł słyszał, coś o Brollym i Anticalu od nieznanego mu saiyana którzy się wybudził. Najwidoczniej ten saiyan z którym walczył legendarny ogoniasty tak się nazywał. Ciekawa informacja. Warta zapamiętania.
avatar
Nihilius Imperius
Liczba postów : 57

Re: Zniszczone miasto

on Sro Lis 14, 2018 6:00 pm
Tyle dobrego, że Imperius otrzymał kulę bez problemowo. Na tym mniej więcej będzie polegał jego trening. Na ćwiczeniu dawno zapomnianej mocy należącej do jego rasy. Tworzeniu! Tak nawet członkowie jego rasy to potrafią. Trzeba pamiętać, że zwyczajni Kaioshini tworzą życie, a Hakaishin je niszczy. Makaioshini za to je korumpują lub tworzą potwory, albo inne abominacje. Taka kolej rzeczy. Yin i Yang. Czerń i biel. Zło i dobro. Nawet jeśli ten wszechświat jest pełen odcieni szarości. Zresztą to nie jest tak istotne. Sam Imperius zaczął medytować w miejscu pełnym bólu i cierpienia. Musiało tu zginąć wiele niewinnych istot. Silnych lub i słabych. Idealna pożywka dla niego! Tak naprawdę to nie, ale jednak lepiej się czuł w takim miejscu. Niby nawet w niebie dałby radę, ale to nie to samo. Zamknął oczy i starał się wyciszyć. Całkowicie odciąć się od zmysłów żywej istoty. Nawet jeśli był bogiem, to nie był taki jakim chciałby być. To za mało. Jego rasa to jest nic. Boskie istoty? Też coś. Zostanie prawdziwym Bogiem! To wszystko to dopiero początek. Musi stworzyć frakcję. Mieć armię. Popleczników. Imperium. Religię. Wyznawców. Tylko wtedy będzie miał możliwość zostania wyniesionym. Nie wiedział, czy jest to możliwe, ale podobno słowo ma moc. Myśli mają moc. Dlatego też jak wszystko dobrze pójdzie to czerpałby moc od wyznawców. Oczywiście to tylko teoria. Ale warta przetestowania. Jak nie zostaje coś jeszcze innego. Smocze Kule o których wspomniał Fu. Westchnął i powoli oddawał się medytacji i wewnętrznym myślom, a w tym samym czasie wyłączał wszystkie Swoje zmysły. Najpierw wzrok. Szybko poszło i tak tego nie używał. Potem słuch. Równie szybko i tak niczego nie słyszał. Następnie węch. Mimo wszystko nie czuł całej tej zgnilizny. Nie widział trucheł, ani nie było w powietrzu trupiego jadu. Dziwna sprawa. Czyżby ciała zostały zdezintegrowane? Przeżyło co najmniej dwóch. Mimo wszystko zawdzięczają im życie. O ile są honorowi to nie zdradzą. Co innego Cumber. On będzie problemem. Węch wyłączony. Przyszła pora na smak. Następnie ostatni zmysł. Dotyk. To było trochę ciężej w końcu ciągle siedział na początku, dlatego używając ki zaczął lewitować i tym samym również ten zmysł nie był mu potrzebny. Nie czuł nic. Nie wiedział nic. Tak jakby był zawieszony w pustce. A jednak pamiętał, że trzymał w obu dłoniach kulę. Chociaż jej nie czuł. Strasznie dziwne uczucie, no ale nic. Nie wiedział ile to trwało. W końcu pozbył się nawet myśli. Wyczuwał energię wewnątrz Siebie. Zdawało mu się, że był znacznie silniejszy, aniżeli przed spotkaniem Fu. Przynajmniej dwukrotnie, może więcej. Zostawił to na razie i zaczął się skupiać na energii tego miejsca. Było przesiąknięte cierpieniem, żalem i śmiercią, a także... żądną zemsty na obu wojownikach. Słyszał coś o nekromancji. Jaka wielka szkoda, że nie jest w stanie jej wykorzystać. Tych złych dusz które tutaj były. Które tutaj zginęły. Wykorzystać ich gniew oraz żądzę siania śmierci na żywych, na jego wrogach. Albo przynajmniej wskrzesić martwych wojowników. To też byłoby coś. Nawet jeśli, by nie rośli w siłę to byliby doskonałymi tarczami. Słyszał też o magii jako innej drodze. Podobno byli pewnie czarnoksiężnicy którzy potrafili jej używać. Chciałby też tego dokonać. Niestety żadnego nie znał. W tym sęk. Ponownie wyrzucił z Siebie niepotrzebne myśli. Zła energia przenikała przez jego jestestwo i duszę, ale go nie splugawiła. Nie było czego plugawić. Nihilius, może i uchodził za nie takiego złego na jakiego wyglądał, ale to nie była do końca prawda. Po prostu nie jest imbecylem i nie będzie zabijać wszystkiego co się rusza, ponieważ mu się to nie opłaca, lub nie jest mu to na rękę. W końcu jedyny cel który się dla niego liczy to nieśmiertelność. Absolutna Nieśmiertelność. Wszystko inne jest tylko przydatnym i miłym dodatkiem. Władza nad czasem i przestrzenią też, by mu się przydała. Coś co ma Fu. Tego mu zazdrościł niezmiernie. Magia. Tego zazdrościł czarnoksiężnikom. Geniusz technologiczny. Tego zazdrościł naukowcom. Jednego nawet poznał, ale stało się coś dziwnego i w końcu nie wie co z tym gościem było. Może spał? Może zginął. Może wrócił do Swojego wymiaru. Tego nie wie. Warto będzie się przejść i sprawdzić. Ale nie teraz. Starał się gromadzić całą tą złą energię niespokojnych duchów i pożerał ją. Dawało mu to siły i mocy. Starał się coraz silniejszy i straszniejszy. Może na normalną osobę coś takiego, by strasznie działało, ale On był Makaioshinem. Dla nich to było nic. Palce lizać. Może nie dosłownie. Znakomita pożywka. Gdy w końcu wessał do Siebie wszystko co mógł i w sumie nie wyczuwał żadnych widm, ani esencji związanej ze złem i cierpieniem to starał się szukać jej więcej. Dopiero, gdy był pewien, że całe te ruiny były jej pozbawione to się uspokoił i delikatnie wylądował, wciąż znajdując się w pozycji lotosu. Ba inni saiyanie mogliby odczuwać teraz nagle ulgę. Jakby cało miejsce było zwyczajnie normalne. Jakby nikt tam nie zmarł w pobliżu. Ba. Można rzec, że Bóg zrobił dobry uczynek. Pomógł Sobie. Pomógł i innym. Kto wie, czy kiedyś nie narodziłby się tu jakiś duch, albo w sumie nie został utworzony z tej esencji zła. Energii mroku. Kto wie. Może uratował całą planetę!? Hah. Raczej nie. Ale na pewno ocalił kilka istnień, albo i więcej nawet tego nie chcąc. W końcu pomagał tylko Sobie. A niech mają. Jego strata, że przypadkowo im pomógł. Ważne, że dostał to co chciał i był silniejszy, a sama moc nie miała zupełnie na niego wpływu. Ba. Złego wpływu. Same plusy nic więcej. Żadnych minusów czy też problemów. Oczywiście to wszystko to był dopiero początek jego treningu. Wciąż nie był nawet bliski rozpoczęcia treningu związanego z tworzeniem innych przedmiotów. Na to przyjdzie czas. Już miał nawet zacząć się tym zajmować, gdy nagle wyczuł coś niepokojącego. Dla istot żywych oczywiście. Początkowo nie wiedział co to ma być i dopiero, gdy się wyciszył stwierdził, że to co czuje to zło. Cierpienie. Śmierć. Ponownie! Lecz tym razem nie była to energia, czy też esencja. Pamiętajmy, że nie potrafi czuć ki. To co czuł to było zupełnie coś innego od ki. Tak czy inaczej wiedział, że się pomylił. Nie wchłonął widm i duchów. Wchłonął tylko esencję! To najwidoczniej wkurzyło umarłych. Cóż. Ta mała pomyłka mu nie wadziła. Ba. Nawet lepiej. Jeśli je pochłonie to stanie się znacznie silniejszy! Schował kulę w bezpiecznym miejscu, tak by się jej nic nie stało, a następnie powoli kierował się do tego miejsca, gdzie myślał, że te widma tam są. Dzięki nim stanie się silniejszy. Dużo silniejszy. To będzie mu bardzo potrzebne w dalszej części jego planów.

OOC:

ROZPOCZĘCIE TRENINGU


Ostatnio zmieniony przez Nihilius Imperius dnia Pią Lis 16, 2018 6:13 pm, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Nihilius Imperius
Liczba postów : 57

Re: Zniszczone miasto

on Czw Lis 15, 2018 6:00 pm
Kierował się tam, gdzie myślał, że znajdzie zbiorowisko widm, oraz tam gdzie inni mogli czuć największe cierpienie, czy też śmierć. Jest to coś zupełnie innego od wyczuwania ki istot żywych, czego nie potrafił. Przynajmniej na razie. Wiele rzeczy zapomniał, a na dodatek, wciąż odczuwał coś dziwnego. Jakby stracił za dużo czasu i jakby był wiele kroków w tyle za innymi. Nie wiedział czemu się tak czuł. Po prostu tak było i tyle. Na Swoje nieszczęście nic nie mógł znaleźć. Jak pech to pech. Zastanawiał się co powinien zrobić teraz. Miał pustkę w głowie. Zgubił ślad. Ślad niewidoczny dla innych śmiertelników. Pamiętajmy, że On nim nie był, więc był bardziej otwarty na rzeczy dla niektórych mogące być rzeczami nadprzyrodzonymi. W sumie mylili się, bo to było związane z kosmosem mimo wszystko. Nic w tym dziwnego. Takich dziwnych wydarzeń nawet jak dla kosmosu była garstka. Przykładem jest pojawienie się Fu. Nawet sam Imperius nie do końca jest zwyczajnym członkiem złej części boskiej rasy. Pewnie jest wiele takich rzeczy, ale to, że istniały dusze zmarłych i czasem były w świecie żywych nie było niczym dziwnym. Może i sami do końca nie wiedzieli jak to wszystko działa i czemu pojawiały się widma, bądź czy zniszczenie duchowej powłoki, tak zwana ostateczna śmierć sprawiająca, że dusza jest na zawsze wymazywana była prawdą, to tego do końca też nikt nie wiedział. Nawet jako bogowie nie mieli dostępu do tej informacji. Tylko stwórca wszystkiego o ile ktoś taki istniał, bądź hipotetyczna wola wszechświata, coś takiego wiedziała. Może tylko są wymazywani ze świata żywych i nie mogą ponownie wrócić? Tego nie wie. Nawet jest to interesujące, ale nie zamierza tego sprawdzać na Sobie, a zbadać jest to raczej trudno. No nic. Musiał to zostawić na ten czas i się tym nie bawić. Teraz miał tylko jeden cen, aniżeli bawić się tylko w naukowca. Była to przydatna umiejętność z jego inteligencją to prawda, ale zawsze był bardziej liderem i wojownikiem. Bycie naukowcem to tylko jego hobby. Coś co sprawi, że będzie znacznie silniejszy od reszty. Zważywszy na to, że nie mógł ich odnaleźć to coś mu tutaj grubo nie pasowało, w tym celu ponownie usiadł w formie stworzonej do medytacji o nazwie pewnego kwiatu. Starał się wyciszyć i pozbyć śmiertelnych zmysłów tak szybko jak to tylko możliwe. Prawda była taka, że te zmysły przeszkadzały śmiertelnym w zobaczeniu tego innego świata. Dlatego ludzie i inne rasy medytowały. Wyciszały się i odcinały od świata. Właśnie w takim celu. I to działało. On wkrótce sam wyłączył Swoje podstawowe zmysły. Otworzył się tym samym na świat duchowy. Przynajmniej tak mu na to wyglądało. Może to nie istniało i to tylko jego wymysły? Jego psychicznego mózgu? Kto wie. W końcu po pewnym czasie takiego wyłączenia coś dojrzał. Początkowo to była dziwna forma. Z czasem przybierała inną postać. Aż stała się strasznym i splugawionym widmem. Cieniem Swojej dawnej egzystencji. Co prawda dla niego to nie było straszne, ale zwyczajnych śmiertelników mogłoby to przerazić. Od razu zaczął się ruszać w jego kierunku. Co ciekawe nie robił tego normalnie. Po prostu lewitował w siadzie lotosu. Niemożliwe? A jednak. Nie widział gdzie się kieruje. Prawie niebezpieczne, gdyby nie znał na pamięć terenu. Nie musiał otwierać oczu, by wiedzieć gdzie się znajdował, i by na nic nie wpaść. Gdy się pojawił obok ducha, ten od razu ruszył na niego z przeraźliwym jękiem. Imperius nic Sobie z tego nie robił i złapał to coś za łeb, a następnie zaczął wchłaniać. Przynajmniej to tak wyglądało jakby go złapał, ale może robił to eterycznym ciałem. Bardzo dziwne rzeczy dzieją się podczas medytacji. Oczywiście duch wrzeszczał głośno, ale nawet nie wiadomo czy żywi go słyszeli. Dla niego jęki cierpiących, to był miód, nawet jeśli za miodem specjalnie nie przepadał. Wolał krew. Tak czy inaczej pochłonął tę duszę bez problemowo. Czuł się potężniejszy, ale może mu się tylko wydawało. To nie był koniec bowiem po chwili zaczęło się ich pojawiać więcej. Tym razem była ich para. Idealnie! Leciały w jego kierunku, a On spokojnie Sobie na nie czekał. Tym razem się nie ruszał i tylko lewitował. Nagle gdy były dostatecznie blisko, złapał je Swoim duchowym ciałem i zaczął wchłaniać ich moc. Dosyć szybko przestały istnieć. To pokrzepiało jego mroczne serce. To nie był koniec. Następnie pojawiła się trójka. Robił się malutki problemik, ale to było dla niego niczym. Zaatakował je i złapał obiema rękoma zanim się ogarnęły co się dzieje, a trzeciego ugryzł Swoimi kłami. Dziwnie to wyglądało, bo wysysał z niego energię duchową, a nie krew, ale ważne, że działało. Musiał przyznać, ze były smaczne. Z racji tego, że pierwszy atakował to nic mu nie zrobiły. Niestety w pewnym momencie został otoczony. Była ich szóstka. Tym razem lekko się niepokoił. Widma pragnące wyssać z niego moc i energię życiowej istoty od razu ruszyły w jego kierunku niczym ćmy do ognia. I tak jak ćmy zostaną spalone. Dwójkę od razu złapał starym sposobem. Pozostałą dwójkę nabił na rogi. A jeszcze kolejną chwycił ogonem który jednego przebił na wylot niczym ogon skorpiona, a przy ostatnim okręcił się w okół niczym wąż. Kolce sprawy nie ułatwiały. Po dłuższym czasie udało mu się również i je pokonać, a ich moc zyskać dla Siebie. Było ciężko, ale był z Siebie zadowolony i to bardzo. Mimo wszystko czuł, że to nie koniec. Starał się odnaleźć ostatnią według niego grupkę. I tak też było. Tym razem nie dał się zaskoczyć i widział Swoich nieprzyjaciół. Pędzili na niego cała chmarą, a ich jęki dodawały mu otuchy. Było ich dziewięć. Cała dziewiątka mająca w Sobie czystą esencję cierpienia i zła która mu pomoże! Od razu jego ogon ruszył w ruch. Ba przywalił z taką mocą w nie, że jedno skrzydło walnęło w jednego ducha, a drugie w drugiego. Ponownie użył rogów jak i szponów, a także kłów. Niestety nic to nie dawało, więc zaczął ich unikać oraz robić tak, że znajdywali się w jednym miejscu. Po paru minutach tego dokonał, a następnie złapał je wszystkie za pomocą ogona i używając mocy każdej z części ciała, a raczej prawie każdej zmiażdżył je i wchłonął w Siebie. Czuł się o wiele potężniejszy, ale to nie było, wciąż to. Mimo wszystko, gdy chciał zakończyć medytację to tym razem z niedowierzaniem zobaczył, że ponownie został otoczony. Było ich trzynaście. Pechowa liczba? Dla jednych pechowa. Dla innych oznaczała perfekcję. Niestety teraz aktualnie była pechowa. Wszystkie potępione widma z jękami pełnymi cierpienia i chęci zemsty na żywych rzuciły się na niego i zaczęły się wgryzać w jego duszę. Nihilius starał się je odgonić niestety bezskutecznie. Czyżby miało go pożreć? Czyżby miał tutaj polec? Oczywiście, że nie! Nie zamierzał zginać przez jakieś złe duszyczki. One były dla niego tylko pożywieniem! Niczym więcej! I tak też się stało. Otworzył usta i wydawało się jakby pojawiła się tam malutka, miniaturowa czarna dziura która je wszystkie wessała do środka i z asymilowała, a następnie równie szybko co się pojawiła, zniknęła. Czy była prawdziwa? Cholera wie. W każdym razie tym razem liczba trzynaście, była jego szczęśliwą liczbą. Perfekcją. Na tym zakończył te Swoje zabawy. Wiedział, że nie ma w pobliżu niczego innego i przestał medytować.

OOC:

ZAKOŃCZENIE TRENINGU
avatar
Nihilius Imperius
Liczba postów : 57

Re: Zniszczone miasto

on Pią Lis 16, 2018 6:00 pm
Po pochłonięciu widm, czuł się nie tylko silniejszy i ogólnie potężniejszy, ale bardziej żywy, wypoczęty, pełni sił witalnych. Może to dziwne, zważywszy na to, że wchłaniał energię śmierci i cierpienia, a także widma potępionych. A jednak tak było. Czemu? Nie był do końca pewien. Może jego boski organizm jakoś dzieli energię na taką która jest przydatna i ją bierze dla Siebie, oraz na taką która nie jest i ją z Siebie wyrzuca, albo robić coś jeszcze innego. Ważne było to, że pochłonięcie ich, było dla niego dobre, a i zrobić coś dobrego dla wszechświata nawet się nie starając. Same plusy! Teraz niestety przyszedł czas na tę nudniejszą część. Na chwilę przestał medytować i razem ze szklaną kulą szukał innego miejsca które, by się nadawało na jego badania oraz naukę. Niestety nie mógł takiego miejsca znaleźć przez pewien czas. Powoli myślał, czy nie powinien zmienić lokacji, ale na razie tego nie robił. Starał się znaleźć coś w pobliżu i wreszcie coś mu się udało znaleźć. Rozejrzał się po okolicy i chociaż większość okolicy było zniszczone, to ustawienie ruin i samo to miejsce wyglądało tak jakby wcześniej znajdował się tutaj jakiś ważny budynek. Może się mylił. Tego nie wiedział. Nie był w stu procentach pewien, lecz mimo to uznał, że samo miejsce się nada, więc czemu go nie wykorzystać? Jak pomyślał, tak też zrobił i ponownie zaczął medytować. W samym środku, gdzie według niego powinien się znajdować budynek. Gdzie uważał, że było jego wnętrze. Co ciekawe tym razem zwyczajnie się wyciszał, ale nie wyłączał Swoich zmysłów. Gdy jako tako się wyciszył i w jego głowie nie było zbędnych myśli które na nic, by mu się nie przydały, a samo otoczenie na niego nie wpływało, to wyciągnął szklaną kulę i zaczął się jej bliżej przyglądać. Dotykał ją i badał. Sprawdzał z czego jest zbudowana i jak działa. Niestety co do jej działania, to nie do końca ogarniał czemu było jak było, ale jeszcze jej nie używał. Sprawdzał ją każdym zmysłem jakim mógł, oczywiście nie przesadzając, by doskonale się zapoznać, z jej kształtem, budową, wyglądem. Gdy jako tako ją zapamiętał to ją schował. Na początku chciał zrobić coś w miarę łatwego. W tym celu postanowił przywołać Sobie coś co uprzednio znał. Wodę. Pił ją już nie raz. Dla przykładu wodę z lodowca, bardzo dobrze zdołał poznać na własnej skórze. Jej skład, przeraźliwe zimno, a nawet smak. Dlatego to było pierwsze co starał się przyzwać. Zaczął Sobie wyobrażać początkowo, że coś takiego się przed nim pojawia, ale jednakże to nic mu nie dawało. Gdy po paru minutach nic się nie stało, to zastanawiał się co powinien zrobić. Dopiero potem doznał olśnienia, że zapomniał o najważniejszym. Ki. Nie kontrolował jej jakoś zbyt dobrze. Ot znał podstawy które zna większość i w sumie tyle. Nic mu nie dawało to dodatkowe, ale zawsze pomagało. Dlatego ponownie zaczął to Sobie wyobrażać i do tego starał się przekierować energię ki na zewnątrz właśnie w te wyobrażenia. Co prawda odczuwał coś bardzo dziwnego, ale nic się nie pojawiało. Ponownie zaczął się zastanawiać, czy nie popełnił gdzieś błędu. Po przemyśleniu uznał, że to pewnie dlatego, że ta moc nie stworzy czegoś takiego w nie wiadomo jakiej dużej ilości i musi być jasno określone co ma jakie być, oraz ile tego ma być. Wszystko czarno na białym. Żadna idea typu spadającej wody, albo powstającego pożaru, lub utworzeniu się wielkiego tornada. Nie na tym polegało tworzenie. Przynajmniej te początkowe. W takim razie potrzebuje jakiś pojemnik w którym byłaby ta woda. Dzięki temu miałby wszystko określone i byłoby wiadome jak dużo tej wody jest. Tylko był jeden mały problem. Z powodu amnezji nie mógł Sobie przypomnieć niczego, co by mu ułatwiło to zadanie. Żadnego pojemnika. Kubka. Znaczy wiedział co jest czym, ale chodziło o to, że nie mógł sobie przypomnieć szczegółów. A raczej jego ciało nie mogło. Dziwna sprawa to prawda. Przestał to robić i przeszedł się po tym całym zniszczonym miejscu, kończąc tym samym medytację, na czas bliżej nieokreślony. Miał zamiar poszukać rzeczy które mogły się ostać. Zwyczajne, codziennego użytku. Miał nadzieję, że Ci barbarzyńcy coś takiego mieli. Oczywiście to był tylko żart. Doskonale wiedział, że nie są wcale tacy głupi i nieokrzesani. No nic. Może coś zdoła znaleźć. Co ciekawe nie minęła chwila jak znajdywał rzeczy codziennego użytku. Kubki, szklanki, długopisy, talerze, sztućce, liny i inne podobne rzeczy które jakimś cudem się zachowały. Co prawda większość była zniszczona, ale reszta się nawet nadawała. Głównie te dobrze rzeczy znajdywał w czymś co przypominało piwnice. Wiadomym było to, że nie zamierza tego używać. Po prostu chciał znać ich budowę, kształt i tym podobne rzeczy. Dopiero, gdy uznał, że wszystkie rzeczy, które potrzebował to już zbadał, to ponownie wrócił na starą miejscówkę, by rozpocząć przerwaną medytację. Tamte rzeczy które znalazł najzwyczajniej wyrzucił. Nie były mu potrzebne. Jakąś podstawę znał. Samemu stworzy znacznie lepsze rzeczy. Wyciszył się i tym razem starał się skupić na kształcie i budowie tych rzeczy codziennego użytku. Ba. Przykładał też uwagę do tego z jakich surowców, były one zrobione. Oczywiście, by je zamienić na inne to musiał uprzednio znać strukturę naturalną. Skały. Drewno. Cegły. Cement. Marmur. Stal. Żelazo. Miedź. Cyna. I wiele, wiele innych. To co znalazł to zbadał. Oczywiście, by stworzyć coś idealnego to musiał uprzednio poznać źródło. Te przerobione, jak i nie przerobione lecz istniejące w naturze. Typowym przykładem byłoby jeszcze nie wydobyta ruda żelaza, oraz ta już przerobiona na przykład w sztabkach, lub czymś zupełnie innym. To będzie ciężkie, dlatego też dobrze, że jest nie tylko wojownikiem, liderem, dowódcą czy intrygantem, ale też naukowcem. To bardzo mu się przyda. Niestety na razie był początkujący, ale od czegoś trzeba zacząć. Z resztą wpadł na pewien pomysł, by zapytać potem Fu, czy jest coś co zna i coś czego mógłby go nauczyć. Sądził, że taka wiedza mu się przyda. Nie mylił się. Był tego pewien. Co jak co, ale jego tymczasowy, bądź może nawet stały kompan na pewno zna coś co sprawiłoby, że Nihilius stałby się o wiele silniejszy, a na dodatek nauczyłby się czegoś nowego. Warto go po tym wszystkim zapytać. Co innego z przekazaniem tej wiedzy. Może tego nie zrobić. Może coś od niego chcieć. Albo mu zaproponować jakąś inną wymianę. Gorzej jeśli się mylił w tym wypadku, i w sumie Fu nie zna nic przydatnego z technik i umiejętności które mógłby mu przekazać, ale raczej szansa na to, że tak jest była niewielka prawda? Przynajmniej miał taką nadzieję. Tak czy inaczej czas zabrać się za przypomnienie Sobie starej umiejętności którą kiedyś jako tako znał.

OOC:

ROZPOCZĘCIE TRENINGU
avatar
Nihilius Imperius
Liczba postów : 57

Re: Zniszczone miasto

on Sob Lis 17, 2018 6:00 pm
Zanim jednakże przeszedł ponownie do tworzenia rzeczy musiał poznać teorię. Z tego co się dowiedział samemu, nie może stworzyć czegoś praktycznie z niczego nie używając do tego własnej energii. Ba. Nie może stworzyć czegoś samą ideą. Coś co nie istniało, lub mogło istnieć tylko w teorii też nie mogło być utworzone. Tak samo coś co w ogóle nie istniało w przyrodzie, kosmosie czy nauce. To co chciał stworzyć musiało istnieć, i musiał je w miarę dobrze znać. Nawet bardzo dobrze. Wiedzieć czym jest, do czego służy, z czego jest zbudowane. Jakie są w nim surowce i tym podobne rzeczy. Wygląda na to, że teoria jest bardzo ważna. Będzie musiał czytać wiele książek w wolnym czasie. Na jego nieszczęście oprócz tego musiał też wiedzieć jak coś działało w praktyce, a także samemu się posługiwać tą rzeczą i mieć wiedzę praktyczną. Westchnął. Wiedza zarówna teoretyczna jak i praktyczna. To wszystko trochę potrwa i na razie to na niewiele mu się przyda, ale na pewno jest to bardzo ważne. W końcu może będzie w stanie samemu Sobie tworzyć ważniejsze i rzadsze surowce lub urządzenia jeśli je wcześniej pozna. Tak. To bardzo, by mu pomogło, gdyby miał zamiar się bawić w wynalazce. Na razie jednakże, się tym nie przejmował i postanowił się skupić na podstawach. W końcu nie potrafił tworzyć nawet jedzenia i picia, a to jest podobno podstawa. Ale już niedługo. Miał to zamiar teraz zmienić. Dlatego też powoli się przygotowywał do ogarnięcia podstaw. Raczej jeszcze trochę czasu ma. A jak nie to trudno. Poczekają. I tak był już na ostatniej drodze i zaraz pójdzie się przedstawić ogoniastym. Miał zamiar ich pozyskać dla Siebie. Cumber i Fu byli nieprzewidywalni. Teraz mu pomagali, ale z czasem kto wie. Musi mieć własną frakcję która zostanie z nim niezależnie od tego co postanowi tamta dwójka. Musi zdobyć jak najwięcej popleczników. Ale to zaraz. Teraz musi Sobie przypomnieć tą zapomnianą przez niego umiejętność. Czas płynął, ale z tego co mu dane było widzieć niedaleko to, wciąż Sobie gadali. Z resztą nie minęło nie wiadomo ile czasu, ale powoli przydałoby się kończyć tą całą zabawę. Jeśli ten cały trening i medytację można w ogóle czymś takim nazwać. Mimo wszystko teorie miał za sobą. Czas na praktykę. Wystawił dłoń przed Siebie i wyobrażał Sobie jak w umyśle tworzył kubek z dziwnego tworzywa którego tutaj używali na Sadali, a w nim była lodowata woda niczym z lodowca. Oczywiście, starał się w tamte miejsce, wciąż przekazywać własną energię ki. Miał nadzieję, że tym razem zadziała. Na początku nic się nie działo, ale po chwili, w ułamku sekundy, w jego dłoni pojawił się lodowaty kubek. Popatrzył się i zobaczył, że faktycznie była tam woda. Od razu ją wypił i wypluł. Lodowata i ohydna. Musiał pomylić składniki. Sam kubek się rozpadł w pył. Tutaj też mu coś nie wyszło. No nic. Zawsze to jakiś krok. Ponownie robił to samo, ale bardziej się skupił na szczegółach. Tym razem wyszło mu to nawet szybciej. Spróbował wodę i choć była lodowata, to mimo wszystko była nawet dobra. Niestety pojemnik nie wytrzymał próby czasu i się rozpadł, a woda wylała. Następna próba. Znacznie szybsza. Tym razem wszystko było dobre! Nawet się pojemnik nie rozpadł. Dlatego sam go zniszczył, bo mu nie był już potrzebny. Coś tam się udało. Teraz kolej na jedzenie. Tylko był jeden problem. Nie pamiętał zbytnio co takiego miał i znał. Z braku laku stworzy po prostu może lód? Chociaż jest lepszy pomysł! Może po prostu poszuka jakiś warzyw i owoców? Lub innych roślinek w pobliżu, o ile się ustały. Albo przeszuka spiżarnie. Może jest coś co się nadaje i nie przestało istnieć, albo nie uległo rozkładowi. Od razu coś takiego zauważy. Tak też postanowił zrobić. Znowu łaził po całym miejscu i przeszukiwał spiżarnie oraz oraz składy, a także piwnice. Co ciekawe znajdywał starą i zniszczoną żywność której nie ruszał, też taką która była rozwalona przez niedawny pojedynek zapewne tamtej dwójki saiyan, ale nawet udało mu się dostać w Swoje łapska jakieś pojedyncze jednostki żywności. I tak tego nie jadł, ale próbował, by ogarnąć to każdym zmysłem, nawet smakiem i węchem. Może trochę ryzykował, ale nic mu nie będzie. Najwyżej będzie miał bóle brzucha. Czego to się nie robi dla nauki, wiedzy, potęgi i władzy. Gdy znowu wszystko pozbierał to wrócił się do starego miejsca i starał się zrobić najpierw korzonek który znalazł. Jako bóg jako tako miał podstawową wiedzę na temat stworzenia, więc wiedział, że nie był On toksyczny. Tak samo jak z kubkiem udało mu się go zrobić. Smakiem był również taki sam. Chyba powoli ogarniał to wszystko! Następnie wybrał losowy owoc z drzewa które rosło nieopodal. Dosyć szybko mu się to udało, a i smakiem się prawie nie różnił. Ostatnią rzeczą dziko rosnącą było warzywko które też mu się udało zdobyć na obrzeżach. Taka sama szybkość oraz podobny smak. Miał w tym wprawę! Ponownie wstał i przeszedł się po tym miejscu. Do trzech razy sztuka jak to mówią śmiertelni. Tym razem badał różne skały, minerały, rudy, drzewa i tym podobne surowce. Gdy się upewnił, że wszystko już dokładnie zbadał nawet smakiem, chociaż prawie przez to cierpiał to znowu wrócił do starego miejsca i zaczął medytować. Starał się stworzyć najpierw skałę którą mu było dane zobaczyć. Jedna chwila i gotowe. Twardość się zgadzała. Niestety nie wiedział zbytnio o reszcie. Tym razem część drewna. Wybrał gałązkę bo to było najłatwiejsze. Zrobione. Ostatnia rzecz to była ruda żelaza która najwidoczniej była z jakiegoś składziku i nie została nawet przetworzona. Również wyglądało to tak jakby wszystko było z nią dobrze. Wszystkie rzeczy uprzednio zniszczył. Ponownie wstał i się ruszył tym razem poszukując przetworzonych rzeczy jak deski, cegły, cement i inne. Co ciekawe to nie było ciężkie i gdy się upewnił, że niczego nowego nie znajdzie to wrócił w to samo miejsce. Ponownie zaczął tworzyć. Deska. Idealna. Cegła. Również wyszła mu raczej doskonale. Oraz cement w pojemniczku. Płynna rzecz dosyć szybko twardniała. Znowu wszystko zniszczył. Ostatni raz wstał i przeszedł się po całym miejscu tym razem badając praktycznie wszystko co się ostało, czy to jedzenie, czy urządzenia, czy broń i zbroje, oraz inne zwyczajne rzeczy. To mu zajęło więcej czasu, a co ciekawe rozmowa oraz dziwne rzeczy od Fu dalej trwały. Ba. Nawet Cumber pracował. Imperius postanowił się nie wpierdzielać i wrócił się ten ostatni raz. Czas na ostatnią rzecz! Kula! Najpierw starał się zobaczyć jak to działa. W tym celu myślał o miejscu i dłońmi prawie dotykał szklaną kulę. Prawie. Te miejsce które wybrał to było to, gdzie Fu rozmawiał z resztą. Zadziałało! Więc o to chodziło! Nie dość to, że widział obraz to jeszcze słyszał głos. Ciekawe. By się nie pomylić odstawił kulę na sam środek, a sam zaczął tworzyć własną. Najpierw myślał o kształcie, a także w tym samym momencie o surowcach z którego kula się miała składać. Wydawało mu się jakby tracił masę mocy, ale po chwili mu się udało. Niestety, gdy starał się jej użyć to się okazało, że ni cholery nie działała. Odstawił ją na bok i wstał, a do ręki wziął tą od Fu. Ta działała! Czyli niewypał. Rozwalił Swoją kulę pociskiem Ki. Ponownie użył kuli Fu. Działała, ale nie miał pojęcia czemu jego twór nic mu nie pokazywał! No trudno. Podstawy ogarnął, więc nie było najgorzej. Zaawansowanymi rzeczami oraz nadawaniem im różnych właściwości zajmie się później. Najważniejsze jest to, że ogarnął to co chciał. Strzelał, że ta kula trochę przypominało połączenie monitora oraz kamery. Ot śmiertelne urządzenia. Przynajmniej tak mu się wydawało. No nic. Koniec treningu! Czas ruszać do kompanów i może zacząć tworzyć fundamenty pod Swoją własną frakcję.

OOC:

ZAKOŃCZENIE TRENINGU
avatar
Nihilius Imperius
Liczba postów : 57

Re: Zniszczone miasto

on Sob Lis 17, 2018 7:15 pm
Zważywszy na to, że zrobił to co chciał to zaczął oddalać się z miejsca treningowego i powoli leciał w stronę Fu i ferajny. Był ciekawy co tam wymyślił i do czego to doszło. Na dodatek miał parę pytań które chciał zadać nie tylko mu, ale i tamtym saiyanom, a także przekonać ich, by do niego dołączyli. Co oni postanowią tego nie wie. Wkrótce też doleciał na miejsce i wylądował niedaleko grupki. Wydawało mu się jakby było ich trochę więcej. Starał się wyglądać przy nich jak najgroźniej i najmajestatyczniej jak tylko mógł. Wylądował i oddał kulę Fu.
- Dziękuję. Przydała się.
Podziękował po przekazaniu i skrzyżował ręce za plecami i spojrzał się po zgromadzonych.
- Czyli to Wy jesteście tymi ocalonymi. Czy Moi kompani Wam wszystko wytłumaczyli?
Tutaj się zapytał w sumie i saiyan, i Swojej grupki.
- Nazywam się Nihilius Imperius. Należę do rasy bogów chociaż mogę na takiego nie wyglądać. Ocaliliśmy Wasze życia, a jeśli dobrze pamiętam to honorowi saiyanie wiedzą co to wdzięczność.
Tutaj się zatrzymał i popatrzył po zgromadzonych oczekując też reakcji na Swoje słowa.
- Dlatego proponuje Wam byście dołączyli do mojej frakcji. Co prawda jest stosunkowo nowa, ale jak widzicie ma dosyć silnych przywódców.
Tutaj spojrzał się na kompana oraz legendarnego i uśmiechnął się.
- Moich towarzyszy już raczej poznaliście.
Tutaj wskazał na tamtą dwójkę.
- Więc jaka jest Wasza decyzja? Jestem dobrym przywódcą. Bądźcie wierni i lojalni, a będziecie mieli wspaniałego przywódcę i boga. Zdradźcie, a będziecie cierpieć.
Ostatnie słowa wręcz wycedził przez kły i się groźnie na nich popatrzył. Jego wygląd może coś nawet mu dopomoże w tym.
- Cenie lojalność, więc tacy są bardzo dobrze traktowani. I pamiętajcie, będziecie jednymi z pierwszych, więc będziecie mieli znacznie lepiej, aniżeli inni. Co prawda dopiero powstajemy, ale... jak widać jesteśmy dostatecznie silni, by Sobie poradzić i to z czasem zmienić.
Jeszcze postanowił coś na koniec powiedzieć o Swojej frakcji.
- Nie jestem rasistą i chętnie przygarnę członka każdej z ras. Nieważne czy będą saiyanami, gadami, czy demonami lub bogami. Główne cele są wystarczająco ambitne zapewniam Was, ale ich na razie nie zdradzę. W końcu nawet do mnie nie dołączyliście. Więc jaka jest Wasza odpowiedź?
Poczekał spokojnie na ich decyzję. Miał nadzieję, że dołączą sami z Siebie, chyba że młodzieniec już wcześniej im coś zrobił i zaczął ich kontrolować Następnie po wszystkim się oddalił. Jak się nie zgodzą to i tak ma Cumbera. On im lepiej to wyjaśni.
- Fu mam pytanie. Znasz jakieś zdolności lub techniki których mógłbyś Mnie nauczyć? Przyznam, że Sam mam lekką amnezję i pamiętam tylko podstawy.
Następnie spojrzał się na Cumbera oraz kamiennego Brollego.
- Ciekawi mnie. Gdyby była walka Cumber przeciwko Brollemu, to kto by zwyciężył?
Zapytał z czystej ciekawości. Miał znacznie więcej pytań do saiyan, ale to na razie poczeka.
avatar
Haricotto
Admin/Time Patrol
Liczba postów : 1453

Re: Zniszczone miasto

on Wto Lis 20, 2018 8:10 pm
MG

Nihilius zniknął na jakiś czas. Kiedy go nie było, Cumber udał się w miejsca, w których wyczuwał energię Saiyan. Fu został przy odnalezionym młodziku i skamieniałym Brolym. Broly zakuty w kamień został w swojej legendarnej formie. Mięśnie miał o wiele większe od Cumbera, który przecież sam z siebie był mocno umięśniony.
Nie minęło wiele czasu, aż na miejsce powrócił Cumber z towarzystwie dwójki Saiyan. Jednym z nich, była kobieta. Nie była już młoda, ale wciąż wyglądała ponętnie. Na oko, miała ponad 40 lat. Była wysoka, a włosy spięte miała w kucyk, który zwisał jej na plecy. Ten drugi, był niskim jegomościem przy kości, z włosami, które przypominały afro. Jego karnacja była odrobinę ciemniejsza od obecnych tutaj Saiyan. Oboje ubrani byli podobnie do chłopaka, którym zajmował się Fu.

Jakiś czas później...

Wojowniczka miała na imię Ricotha, a jej utyty towarzysz Patoto. Wybudzony chłopak miał na imię Shalotto. Po przebudzeniu wspominał coś o kimś imieniem Antical. Zaciskał przy tym pięść, jakby wspomnienie o nim budziło w nim złe emocje.
Miał zamiar coś więcej powiedzieć o sobie, kiedy nagle zjawił się Nihilius, prawiąc kazanie.
Saiyanie ustawili się w szeregu. Cumber stał gdzieś z boku, spoglądając gdzieś w dal. Najpewniej wyczuwał kolejnych Saiyan.
Pierwsza odezwała się Saiyanka.
- Bez urazy, ale jesteś dla mnie zupełnie obcy. Zapisałam się na tę wyprawę, ponieważ Cumber obiecał mi zemstę na tym, który doprowadził nasze miasto do ruiny. Podążę tylko za nim. - skrzyżowała ręce na wysokości klatki piersiowej, a Patoto przytaknął, robiąc to samo.
- Ja... Ja po prostu chcę wiedzieć dlaczego do tego wszystkiego doszło. - wtrącił się Shalotto, bijąc się z własnymi myślami.
Fu zerknął na Nihiliusa, po czym skinął głową i szepnął.
- Na razie może być i tak. - i poklepał go po ramieniu.
- Techniki? Tak, znam kilka...dziesiąt. Może masz coś konkretnego na myśli? - tu przerwał, wymieniając po chwili techniki, jakie znał*. Słysząc kolejne pytanie, nachylił się do ucha Imperiusa i wyszeptał.
- Ja obstawiam Broly'ego, ale nie mów Cumberowi. - po czym uśmiechnął się zadziornie i pokazał "pokój" palcami.
_____
*Wymienił wszystkie techniki dostępne dla Shinjinów.

_________________
avatar
Nihilius Imperius
Liczba postów : 57

Re: Zniszczone miasto

on Wto Lis 20, 2018 9:41 pm
Po zakończonym treningu postanowił skorzystać z chwili i rozejrzeć się po tym całym miejscu. Zaciekawiło go to, że ten cały skamieniały Brolly, obok to którego siedział Fu, miał większe muskuły od ich znajomego legendarnego. Samego Cumbera nie było. Pewnie poszedł ratować innych. Siedział tak obok Swojego kompana niedoli i czekał. W końcu się doczekał. Ich sługa przyprowadził dwójkę saiyan. Kobietę w średnim wieku oraz grubasa z afro. No nic jak się nie ma co się lubi...

Niestety miał pecha. Kobieta od razu mu odmówiła. Trudno będą inni. Zupełnie zlał to co mówiła. Spaślak jej przytaknął. Go też zlał. Może i potrzebował stworzyć podwaliny pod frakcje, ale ogoniaści to tylko dodatek. Prędzej czy później się zgodzą. A jak nie to wciąż mają Cumbera który będzie nimi dowodził i zrobią i tak to czego Chcą. Wzruszył ramionami.
- Wasza wola. Potem możecie nie mieć tej okazji. Mimo wszystko jesteście tylko saiyanami. Ledwie jest Was garstka i sami nic nie możecie. Prawda jest taka, że jestem Waszą jedyną nadzieją razem z moimi kompanami, a także możliwością na powstanie z kolan. Nie będę zmuszał. Przyjdzie czas, że będziecie błagać o takiego przywódcę.
Zanim jednakże ich zostawił w spokoju to dodał od Siebie coś jeszcze.
- Tak czy inaczej Cumber zostanie prędzej czy później Królem Wszystkich Saiyan. Więc to niczego nie zmienia. Tym bardziej, że jestem Bogiem, a władza w wielu wierzeniach pochodzi właśnie od Boga prawda?
Uśmiechnął się wrednie i po tym wszystkim zupełnie ich olał i się odwrócił do innego kosmicznego wojownika, który niczego najwidoczniej nie ogarniał. W nim widział możliwego podwładnego. Trzeba kuć żelazo póki gorące. Pokazał mu, że nie przejmuje się jakimiś miernotami. Inaczej jakby był zdesperowany to by się starał na chama ich brać, a tu nie.
- Jak się nazywasz chłopcze?
Tutaj popatrzył się na młodego który niedawno się wypowiadał z pytaniem czemu do tego wszystkiego doszło. Poczekał spokojnie na odpowiedź po czym kontynuował.
- Pytasz dlaczego do tego doszło. Odpowiedź jest prosta. Bo mogło. Może się to wydawać głupie, ale w Waszej rasie bójki o nic, są na porządku dziennym. Jeśli ta dwójka była niezrównoważona psychicznie, to mogło im pójść o cokolwiek. Tym bardziej, że Ty tutaj byłeś. Na pewno wiesz czemu doszło do bójki między Nimi prawda?
Tutaj poczekał na jego reakcje i możliwą odpowiedź.
- Czasami, by coś się stało to wcale nie potrzeba zbędnego powodu. Zdaje mi się, że tak było i w tym przypadku. Popraw Mnie jeśli się mylę.
Przynajmniej tak strzelał. W końcu to były małpy. Cholera wie o co im poszło. Cumber też wyglądał na niezrównoważonego psychicznie. Fu tym bardziej. Sami psychole w okół niego! Ciężkie jest życie jednego z normalnych osób.
- Wyczuwam w Tobie potencjał. Oraz coś znacznie więcej. Jestem pewny, że będziesz o ile już nie jesteś potężniejszy od tamtej dwójki. Tylko jaka jest szansa, że Sam w Sobie to odkryjesz? Lecz z Moją pomocą to kto wie. Dlatego pytam się teraz Ciebie. Dołączysz do mnie i mojej dopiero co rozwijającej się frakcji?
Wyciągnął do Niego dłoń z zamiarem przekabacenia chociaż go na Swoją stronę.
- Nie zrozum Mnie źle. Nie będziesz jednym z pierwszych i nawet jeśli masz talent, to jak nie będziesz mógł go dobrze wykorzystać to co z tego? Mam ogromne ambicje, a od Siebie mogę z czasem zaoferować wiele. I tak nie masz nic do stracenia prawda? Tym bardziej, że jestem Bogiem który przede wszystkim chce lojalności oraz fanatycznego oddania.
Uśmiechnął się dodając na koniec to wszystko, by dobić jego wątpliwości. Chociaż to mogło wyglądać dla innych na dobry uśmiech, to tak naprawdę był to typowy uśmiech Pana marionetek. Zanim poszedł do Fu, to oczywiście czekał na odpowiedź tego ogoniastego.

Nieważne jaki był wybór tego młodego saiyana to rozmawiał potem szeptem z tym młodym psycholem. Wysłuchał go co ma do powiedzenia na temat technik, ale w sumie nie ogarniał co takiego potrafi. Miał cholerną amnezję i łeb go strasznie napierdzielał do tej pory, gdy próbował Sobie coś przypomnieć.
- Z powodu tej amnezji niewiele pamiętam. Pierwsze co mi przychodzi do głowy, to jakieś techniki defensywne, paraliżujące, przydatne lecz w inny sposób prawie jak nasz teleport, bądź może... telekineza? Jeśli nie znasz jej to może jakąś podstawową technikę przy której uważasz, że by mi się przydała. Niestety nic nie pamiętam na ten temat. Tak czy inaczej i tak nie musisz Mnie tego uczyć teraz. Ale w wolnym czasie czemu nie jeśli to nie będzie problemem.
Denerwował się lekko bo ta amnezja go wkurzała. Gdy usłyszał o Brollym to się uśmiechnął.
- Serio? Jest silniejszy? To ciekawe. Czemu? Czymś się różnią? Obaj w końcu są legendarnymi. I czy jest możliwość kontrolowania go?
Dopytywał z ciekawości. Coś takiego mogłoby się mu przydać.
avatar
Haricotto
Admin/Time Patrol
Liczba postów : 1453

Re: Zniszczone miasto

on Nie Lis 25, 2018 4:19 pm
MG

Dwójka Saiyan nie specjalnie przejęła się słowami Nihiliusa. Co więcej, w pewnym momencie już nawet go nie słuchali.
Ten trzeci natomiast, Shalotto, wsłuchiwał się w Imperiusa. Nie tyle z ciekawości, co z zagubienia. Desperacko starał się zrozumieć, dlaczego doszło do tego, co wcześniej miało tu miejsce. Czując się już lepiej, skiną jedynie głową do Shinjina, ale nie podał mu ręki. Wszystko to dla niego brzmiało zbyt pięknie, a słowa są tylko słowami. Być może zaufa Nihiliusowi, ale będzie to musiało być podparte czynami, a nie słowami, które każdy może wykorzystać w kwiecisty sposób. Na pytanie odnośnie imienia, odpowiedział krótko "Shalotto".
- Polecałbym ci Kiai Gan. To fajna technika, którą można zaskoczyć przeciwnika w najmniej oczekiwanym przez niego momencie. Wyrzucasz niewidzialną energię z oczu, a ta eksploduje w miejscu, w którym sobie zażyczysz. No, o ile trafisz. - Fu uśmiechnął się i kiwnął palcem.
- Nie wiem dlaczego jest silniejszy. Status "legendarnego" niekoniecznie musi odnosić się do posiadej energii. Broly po prostu ma jej więcej niż Cumber i tyle. - wzruszył ramionami, dodając po chwili.
- Każdego da się kontolować. Trzeba tylko wiedzieć, jak to zrobić. - powiedział niejednoznacznie, po czym wyjął zza pazuchy kryształową kulę. Pojawiła się na niej fioletowa planeta. Po chwili obraz uległ zmianie. Teraz pokazywane były budynki, które łączyły się w jedną, większą konstrukcję. Przypominało stację kosmiczną.
- Tak wygląda baza na No. 79. Niestety, musi być nas więcej. Oi, Cumber! Czujesz jeszcze kogoś? - zapytał Saiyanina, a ten tylko warknął pod nosem.
- Ta. - nawet nie odwrócił swojego spojrzenia. Shalotto podszedł do niego i razem wymienili kilka słów, kątem oka zerkając zarówno na Nihiliusa, jak i na Fu. Nikt nie słyszał o czym rozmawiali. Po chwili Shallotto podszedł do Imperiusa.
- Chcę sprawdzić twoją siłę. - powiedział prosto z mostu, a Cumber bacznie mu się przyglądał. Nawet pozostała dwójka Saiyan, która wydawała się mieć wszystko gdzieś, zwróciła na to uwagę.

_________________
avatar
Nihilius Imperius
Liczba postów : 57

Re: Zniszczone miasto

on Nie Lis 25, 2018 5:42 pm
Został olany, ale w sumie to nie było coś co go zaskoczyło. Nie potrzebował ich. I tak dopiero zaczynał, a jak wiadomo początek zawsze jest najcięższy. Potem będzie z górki. Na razie niestety musi przetrwać, to najważniejsze. No i nikogo tak naprawdę nie ma. Cumber i Fu, są zbyt nieprzewidywalni. Nie może na nich liczyć. Musi mieć własną siłę. Własną frakcję. I to też starał się zrobić. Czy mu się uda, czy też nie tego nie wie. Ale raczej trafi na wojowników którzy będą skłonni do niego dołączyć. Podał Swoje imię. Shalotto. Młody saiyan był zagubiony. Imperius może być jego światłem w tym mroku, nawet jeśli te światło należy do czarnej gwiazdy. Nie podał mu ręki, ale na pewno się zastanawiał. Prędzej czy później zapewne do niego dołączy, a jak nie to zawsze będą inni. Co prawda może nie od razu, ale z czasem na pewno. Spokojnie słuchał tego co ma mu do powiedzenia Fu. Ciekawa technika. Z tego co mu się zdawało chyba o niej słyszał i była to podstawowa technika.
- Jak będziemy mieli czas to chętnie bym się jej nauczył. Na pewno pomoże to Mi jak i Tobie w dalszej misji.
Powiedział z lekkim uśmiechem i w sumie nie kłamał. Im jest silniejszy, tym lepiej dla Obojga. Niestety nie wiedział czemu był silniejszy. Po prostu tak było i tyle. No cóż. Dodał też, że każdego da się kontrolować o ile się wie jak. Nihilius miał tylko nadzieję, że On nie będzie kontrolowany. Ale przydatna informacja. Mieć takiego Brollego to by było coś.

Fu wyjął kulę i pokazał im bazę na podobno planecie No. 79. Krwistooki zastanawiał się czy faktycznie to taki dobry pomysł. Postanowił coś dodać od Siebie.
- Moim zdaniem nasi Saiyanie powinni robić za naszą główną siłę, ale całkowicie odrębną. Proponuje byśmy na tamtej planecie zjawili się bez saiyan i starali się ich zgarnąć inaczej pod nasz but. Albo przeprowadzić rebelie przez naszego pionka którego byśmy zyskali po drodze. Wtedy mielibyśmy Saiyan tutaj oraz Changelingi z No. 79 osobno. Co o tym sądzisz Fu? Nie lepiej mieć dwie siły? Jedną kontroluje Cumber, a drugą jakiś nasz pionek. Wtedy mamy o wiele lepsze możliwości, niż jakby to była jedna siła. Chyba, że masz lepszy pomysł.
Zdradził Swój główny plan kompanowi. Sądził, że to jest bardzo dobry pomysł i mają o wiele lepsze możliwości aniżeli miałaby być to tylko jedna siła. Lepiej korzystać z dwóch osobno. Młodzieniec wcześniej zapytał, czy legendarny coś czuje. Odpowiedział tylko, że ta. No nie był zbyt rozmowy i nie lubił Swego prześladowcy. Ciekawe czemu. No cholera nie ma pojęcia! Nagle jednak stało się coś dziwnego. Shalotto podszedł do Cumbera i szeptał mu coś na ucho. Nic nie było słychać, i wcale mu się to nie podobało. Zastanawiał się, czy to o co pytał dotyczyło go. Czy potwierdzał słowa Imperiusa? W sumie nie traktował źle legendarnego wojownika, nawet jeśli był jego sługą. A raczej ich sługą.

Pod koniec podszedł do Boga i powiedział, że chce sprawdzić jego siłę. Nihilius wiedział o co chodzi. Typowy saiyan. Chce wiedzieć czy jego lider jest silniejszy od niego zanim będzie podążał za nim. Nie miał innego wyboru. Chyba to jedyne wyjście, by się przekonał.
- Niech i tak będzie. Fu policz od trzech do zero. Potem niech się rozpocznie walka.
Gdy tak powiedział to od razu odskoczył na odpowiednią odległość i przygotował się do walki. Gdy tylko jego kompan dotarł do zero w odliczaniu to ruszył z dosyć dużą szybkością w stronę przeciwnika i udawał, że przeprowadza atak prawą pięścią która kierowała się w stronę jego twarzy. To był blef bowiem, w tym samym czasie, gdy był dostatecznie blisko to uniósł kolano i kopnął go w jego lewy bok. Nie powinien się tego spodziewać, a trochę powinno go zaboleć. Oprócz tego poszedł od razu atak pięścią od dołu z lewej strony prosto w jego szczękę. On sam był gotowy, by w odpowiedniej chwili się zasłonić lub odskoczyć w zależności od sytuacji.
avatar
Haricotto
Admin/Time Patrol
Liczba postów : 1453

Re: Zniszczone miasto

on Pon Gru 03, 2018 10:52 pm
MG

Fu spojrzał na Nihilisua i zmrużył swoje oczy. Zamarł bez słowa, dumając nad słowami Shinjina. W tym samym czasie, Shalotto zaproponował walkę Imperiusowi, który godząc się, odskoczył do tyłu na kilka metrów. Saiyanin przybrał pozycję do walki, marszcząc swoje brwi. Wyglądał poważnie, nie był w nastroju do żartów. Fu uśmiechnął się półgębkiem i odliczył, a kiedy doliczył do końca, Nihilius odbił się natychmiast od podłoża i ruszył czym prędzej na młodego Shalotto!
Shinjin wyprowadził atak, który był blefem. Pięść wymierzona w twarz Saiyanina zatrzymała się w ostatniej chwili, a ten poczuł ból w boku, gdzie wbiło się kolano Imperiusa. Shalotto zawył cicho z bólu, zginając się lekko. Zanim się zorientował, oberwał pięścią od dołu w podbródek, co wybiło go do góry. Odleciał na kilka metrów, ale opanował lot i obracając się wokół własnej osi, wylądował z gracją na ziemi.
- Nie doceniłem cię. Myślałem, że tylko kwieciście gadać potrafisz. Wybacz, teraz zawalczę z pełną mocą! - skinął głową, napinając swoje mięśnie i przybierając pewniejszą pozycję, po czym wystawił otwartą rękę do przodu i kilkukrotnie skinął palcami, zachęcając przeciwnika do ponownego ataku.

_________________
avatar
Nihilius Imperius
Liczba postów : 57

Re: Zniszczone miasto

on Pon Gru 03, 2018 11:20 pm
Ataki Imperiusa udały się, więc to było dobrze dla niego. Gorzej dla jego przeciwnika, a może przyszłego sługę czy coś w tym rodzaju. Oczywiście to jeszcze zależy, czy Nihilius będzie na tyle silny, by pokonać butnego małpiastego, czy też raczej przypadkowo zabije małpę. To byłoby smutne, ale sądził, że będzie to wyzwanie. Tym lepiej dla niego. Nie potrzebuje słabego wojownika. Tylko silnego i lojalnego. A jak inaczej zaskarbić lojalność u saiyana, jak nie spuszczając mu porządnego łomotu? Dlatego też po udanych atakach odskoczył na bezpieczne miejsce, będąc gotowym do dalszej potyczki. Shalotto gadał, że go nie docenił. Typowe. O to chodziło. Czasami coś takiego może się zakończyć śmiercią na polu walki. Na szczęście nie walczą na śmierć i życie, ale kto wie, może będzie ciekawie. Nie dał się sprowokować, ale i tak skorzystał z zaproszenia i zaatakował. Posłał mu atak prosto w szczękę udając, że to blef i podnosząc prawie niewidocznie inną dłoń do góry nie nogę. Shalotto powinien pomyśleć, że to znowu blef tylko inny, ale tak naprawdę to nie był blef i oberwałby prosto w twarz. Zaraz po tym zostałby kopnięty w złączenie pomiędzy nogami, by zmusić go do upadku, a następnie oberwałby prosto z dyńki w nos, a na sam koniec zostałby kopnięty w brzuch i wysłany dalej. On sam był gotów zasłonić się przed możliwymi atakami jeśli zajdzie taka potrzeba. Gdy będzie trzeba to zasłoni się skrzydłami i postara się wykorzystać okazje do kontrataku, albo uniku, ale to w ostateczności.
avatar
Haricotto
Admin/Time Patrol
Liczba postów : 1453

Re: Zniszczone miasto

on Czw Gru 06, 2018 12:15 pm
MG

Shalotto bacznie obserwował nadchodzącego Nihiliusa. Wcześniej go nie docenił, teraz jednak było inaczej. Skupił się całkowicie na walce, zważając na każdy, nawet najmniejszy ruch Shinjina. Gdy ten znalazł się w odpowiedniej odległości, Saiyanin natychmiast wystawił przed siebie otwartą dłoń, szeroko rozstawił palce i posłał mocne Kiai. Podmuch energii odrzucił Nihiliusa do tyłu, zanim ten zdołał zadać jakikolwiek atak.
- Mówiłem. Teraz nie dam się zaskoczyć! - powiedział głośniej Shalotto, uśmiechając się lekko. Skinął głową, motywując się w myślach. Uśmiech znikł, by nie zdradzić swych emocji. Jak na Saiyanina przystało, z każdą chwilą walki, coraz bardziej się ekscytował. Od razu odbił się od podłoża. Zostawił za sobą tumany pyłu i kurzu, nacierając na odrzuconego przeciwnika. Użył swojej maksymalnej prędkości, szybko dolatując do Imperiusa. Zamachnął się i wyprowadził od dołu atak, który celowany był na brzuch, ale zaledwie się o niego otarł, sunąc kostkami po wierzchniej części materiału ubrania. Prawdziwym celem była szczęka bożka. Pięść mknęła prosto w podbródek i od uderzenia zależało zaledwie kilka sekund. Czy Nihilius zdoła sparować ten chytry atak?

_________________
avatar
Nihilius Imperius
Liczba postów : 57

Re: Zniszczone miasto

on Czw Gru 06, 2018 4:02 pm
Bóg nie spodziewał się, że to wszystko co planował zrobić spaliło na panewce. Na Swoje nieszczęście oberwał nieznaną mu techniką i został odrzucony podmuchem energii do tyłu. Shalotto powiedział, że nie da się tym razem zaskoczyć, na co On wyszczerzył kiełki w uśmiechu. Gdy tylko mu się udało to starał się zatrzymać za pomocą nóg oraz wbijając ogon w podłoże. W końcu mu się udało zatrzymać, ale gdy tylko to zrobił to widział uniesione tumany pyłu oraz szarżującego na niego wojownika. Był na tyle szybki, że szybko do niego dotarł i wyprowadził atak celowany w brzuch. Mimo to wydawało mu się, że biegnie pod nie odpowiednim kątem i nie powinien być w stanie go trafić. Nie mylił się, bo tylko poczuł jak ociera się o niego pięść. Nie miał zamiaru oberwać i używając Swojego instynktu, machnął skrzydłami tak, by zostać wysłanym do tyłu i tym samym uniknąć pięści przeciwnika o ile się uda. W końcu miał skrzydła to czemu ich nie użyć. One nie są tylko do lotu. Są użyteczne podczas walki również! Pytanie tylko jest takie, czy jego machnięcie będzie szybsze od pięści. Tutaj głównie działał instynkt nie logika, ale spodziewał się wielu możliwych kombinacji. Pytanie tylko czy jego ciało i percepcja nadążą. Gdyby tylko ruch skrzydłami się udał i uniknąłby ciosu to w tej samej chwili jego ogon pokryty kolcami leciałby prosto na nogi Shalotto z zamiarem podcięcia go. Gdyby ten skoczył, to oberwałby pięścią prosto w brzuch. Jak nie to oberwie prosto w nos, a następnie dostanie z kopa, by zostać wyrzuconym dalej. Jeśli niestety mu się to nie udało, i nie da rady uniknąć nadchodzącego ataku to zamierzał zaatakować go ogonem od tyłu, oraz przywaliłby mu z dyńki dzięki czemu może i tak, by dał radę uniknąć ataku, a jak nie to przynajmniej ogoniasty również, by mocno oberwał.
avatar
Haricotto
Admin/Time Patrol
Liczba postów : 1453

Re: Zniszczone miasto

on Nie Gru 09, 2018 8:02 pm
MG

Shalotto wyprowadził cios, sunąć pięścią praktycznie tuż przy brzuchu Nihiliusa. Być może minimalnie zahaczył kostkami o wierzch ubrania Shinjina. Ciężko było stwierdzić, za szybko to wszystko się działo. 
Już jego pięść znalazła się przy podbródku przeciwnika, kiedy ten szybko zatrzepotał swoimi skrzydłami, odchylając się w tył w ostatniej chwili.
- Nani!? - powiedział zaskoczony Saiyanin, otwierając szeroko swoje oczy. Zaraz poczuł jak coś wije się pod jego nogami, by go wytrącić z równowagi. Jak się okazało, był to ogon Nihhiliusa, który w trymiga sprowadził Shalotto na ziemię. Ten runął mocno, ale szybko odbił się ręką od podłoża, wyrzucając najpierw swoje nogi do góry. Odleciał na kilka metrów do tyłu, na tzw. "bezpieczną odległość". Pokręcił głową na boki, gdy już się wyprostował. Jego kark strzelał przyjemnie.
Cumber oczywiście stał odwrócony w innym kierunku. "Oglądał" walkę przy pomocy wyczuwania energii dwóch walczących. Fu jak zwykle podniecał się, kibicując jednemu i drugiemu. Pozostała dwójka Saiyan obserwowała, mając mieszane uczucie, a przynajmniej to wynikało z ich min.
- Pokaż mi jakąś technikę! - krzyknął Shalotto, po czym wyciągnął przed siebie obie ręce i zaczął strzelać z nich Ki Blastami. Te mknęły w stronę Nihiliusa, błyszcząc się żółtą barwą. Kilka pocisków, wszystkie leciały jeden za drugim, więc ciężko było stwierdzić na szybko, ile ich tak na prawdę było.

_________________
avatar
Nihilius Imperius
Liczba postów : 57

Re: Zniszczone miasto

on Nie Gru 09, 2018 10:01 pm
Na jego szczęście jego odwrót się udał. Co jak co, ale na skrzydła mógł zawsze liczyć. W końcu instynkt jest zawsze lepszy podczas walki, gdzie nie ma czasu na myślenie. Co innego jeśli jest. Ale w tym wypadku instynkt go uratował przed dosyć mocnym ciosem w szczękę. Jak na razie wszystko szło dobrze. Na razie. Ale nikt nie wygrywał, ani nie przegrywał. Oczywiście tutaj nie chodziło, by wygrać. Najważniejsze było nie przegrać i to właśnie miał zrobić, a w tym samym czasie pokazać co potrafi, i że dzięki Swojej mocy, silne, inteligencji i sprytowi nadaje się na przywódcę. Shalotto może stać się jednym z jego pierwszych wyznawców i podkomendnych jeśli tylko Imperius mu udowodni Swoją siłę. Niestety saiyanie zawsze szli za silniejszym dlatego łatwo było ich przekabacić. Ale przez to jeśli byłeś słabszy to miałeś przekichane. Chyba, że trafił Ci się lojalny kosmiczny wojownik wtedy to było zupełnie co innego. No nic. Po wykonaniu uniku usłyszał zdziwienie w głosie Swojego przeciwnika, a w tym czasie właśnie instynktownie leciał ogon który podciął biednego wroga. Niestety ten dosyć szybko odskoczył przez co kolejny atak się nie udał. Syknął. Twardy zawodnik. Ale i na niego niedługo przyjdzie pora. Prędzej czy później padnie. Jak nie On to Bóg, ale raczej jeśli dobrze wykorzysta to co ma to może odnieść zwycięstwo. Niestety znał tylko trzy techniki, ale to było nawet dobrze. A raczej nie tyle co dobrze, po prostu raczej mu starczy. Fu kibicował najpierw jednemu potem drugiemu. Et Tu Brute, chciałoby się rzec, ale w sumie patrząc na jego charakter to nie było dziwne. Nie wiedział co z resztą bo nie miał czasu na to. Co najwyżej kątem oka dostrzegł Cumbera który ich olał i dwójkę tamtych co obserwowali ich z dziwnymi minami. Udowodni im co nie co. Usłyszał strzelanie w karku. Shalotto postanowił wykonać ruch. Krzyknął, by ten pokazał mu jakąś technikę. Już On mu pokaże. Na te słowa prychnął i się wrednie uśmiechnął. Skoro tak bardzo chcę. To czemu nie. Akurat w jego stronę zostało wysłane mnóstwo ki blastów. Imperius mógłby ich uniknąć, albo się starać, albo je skontrować własnymi, ale to bez sensu. Idealnie wyliczył czas, i gdy te były za nim, to użył kai kai, by się znaleźć za plecami jego przeciwnika. Kurz który się podniósł po pociskach powinien zasłonić to, że Nihilius w ostatniej chwili się teleportował i był akurat za Jego plecami. Gdy się za nimi znalazł to starał się go złapać za łeb, by następnie z ogromną siła wbijać go w podłoże. Miał zamiar robić to dużo razy i na tyle szybko, że zanim się ogarnie co się dzieje, to nie będzie miał tak łatwo się wydostać z jego uścisku. Po wszystkim miał zamiar go wyrzucić w powietrzne i kopnąć w brzuch, by wysłać go na pobliską skałę.
avatar
Haricotto
Admin/Time Patrol
Liczba postów : 1453

Re: Zniszczone miasto

Yesterday at 10:59 am
MG

Plan Nihiliusa się powiódł, a Shalotto w ostatecznym rezultacie został wyrzucony w powietrze, gdzie opadając zarył o skałę i na niej się zatrzymał. W miejscu uderzenia wzniósł się dym, a sama skała została nieco zniszczona.
Cumber westchnął tylko cicho i pokręcił głową na boki. Był wyraźnie zawiedziony. Fu dostawał chyba orgazmów jeden po drugim, ekscytując się każdym ruchem dwójki wojowników. Saiyanie spojrzeli na siebie i skinęli głowami, nie mówiąc jednak, co takiego mieli na myśli.
Shalotto wykaraskał się spod gruzu i wyczłapał na wierzch. Jego ubranie było podniszczone, a on miał miał mocne zadrapania tu i tam. Jak przystało na kogoś, kto walczy od urodzenia, jego ciało było mocno zahartowane. Trzymał się ręką za krwawiące ramię, idąc powoli i spokojnie w stronę Nihiliusa.
- Niezła sztuczka. - powiedział cicho, po czym uśmiechnął się delikatnie. Usiadł zaraz na ziemi, a Saiyanka do tej pory przyglądająca się wszystkiemu, zaczęła opatrywać jego ranę. 
- Oszust. - wyszeptała cicho do Shalotto, nachylając się nad jego ramieniem, a co za tym idzie, będąc bardzo blisko jego ucha. Chłopak uśmiechnął się jedynie i pokręcił głową przecząco, tym samym zaprzeczając jej słowom.

- Noo, to było niezłe! Wszystko nagrałem moimi okularami. Jak się będziesz tak teleportował, to może nie będziesz musiał walczyć z tymi Changelingami. - powiedział Fu, wyraźnie zadowolony. Czy to był już czas na atak?

_________________
avatar
Nihilius Imperius
Liczba postów : 57

Re: Zniszczone miasto

Yesterday at 3:32 pm
Jego plan się powiódł co go ucieszyło. Musiał przyznać, że jako tako wygrał w normalnym sparingu. Nawet walczyli przez pewien czas niczym normalni wojownicy. Można rzec, że Imperius walczył jak prawdziwy saiyan! Przynajmniej jakiś czas. Dopiero, gdy tamten odleciał to On nie postanowił być dłużny i użył Swojej techniki. Uważał, że jest to jedna z najbardziej przydatnych technik w jego arsenale. Tym bardziej, że prawie żadnej nie miał, ale nawet jak będzie miał to oprócz niej, nie będzie miał czegoś równie przydatnego co ocali jego tyłek. Jego zdaniem jest to jedna z najlepszych technik jakie można mieć i na pewno wiele ras Im tego zazdrości. Wcale się nie dziwił. Sądził, że jednym z jego najlepszych pomysłów było przypomnienie Sobie o tej wrodzonej technice podczas treningu. Bez niej wielu rzeczy nie dałby rady zrobić. Dzieciakowi bardzo się podobała walka sądząc po zagrzewaniu do bójki. Tak czy inaczej Shalotto zgodnie z planem został wyrzucony w powietrzne i walnął o skałę kończąc tym samym walkę. A raczej sparing w gwoli ścisłości. Jeśli ten kosmiczny wojownik nie był pewny jego siły to teraz wiedział, że nie jest takim jakim może się wydawać i, że potrafi walczyć nie tylko słownie, ale i pięścią oraz mózgiem. Cumber za to westchnął cicho kręcąc głową. Wyglądał na niezbyt zadowolonego, ale co zrobić. Zastanawiało go tylko czemu taki był. Zawiedziony, że członek jego rasy nie wygrał? Czy, że Imperius wygrał używając techniki? Cóż technika to technika. Jego przeciwnik też ją wykorzystał. Co się okazało jego zgubą. Gdyby dalej walczyli tylko na pięści to byłoby gorzej. No nic. Lepiej dla niego. Jego przeciwnik powiedział, że to była niezła sztuczka. Bóg się tylko zaśmiał i żartem odpowiedział.
- Technika. Którą chciałeś bym Ci pokazał.
Dodał z uśmiechem obracając to w żart. Poszedł dalej i nagle zatrzymał się po czym jeszcze rzucił na koniec.
- Dobrze walczyłeś.
I poszedł dalej. Sądził, że lekka pochwała nie zaszkodzi, a nawet nie kłamał. Dobrze walczył, ale popełnił błąd. Nie żeby mógł wiedzieć, że krwistooki posiada taką technikę, no ale sam chciał jakąś zobaczyć prawda? To mu pokazał! Jeszcze widział nachylającą się kobietę która coś szeptała jego sparing partnerowi do ucha. Tamten odpowiedział kiwaniem głową. Nie słyszał dokładnie, ale znając ją to zapewne nic dobrego. Mimo to olał to. Fu wreszcie rzucił coś na temat gadów niestety. Tak naprawdę mieli wiele możliwości. Pytanie co teraz zrobią.
- W końcu się skończy energia. Zanim jednakże pójdziemy z planem dalej sądzę, że przyda się mi trening. Ten sparing pozwolił mi otworzyć oczy. Wyczuwam jakbym był blisko kolejnego wzrostu w mocy. Oprócz tego liczę na naukę techniki przed spotkaniem z gadami. Oczywiście jak jeszcze coś znasz i będziesz chciał się z tym podzielić to chętnie przyjmę tę wiedzę.
Zaśmiał się. Znając życie faktycznie tamten sporo wie.
- Proponuje Wam również sprawdzić Siebie w walce. Może to Wam w czymś pomoże. A teraz jeśli pozwolicie.
Kiwnął głową na pożegnanie i udał się na stronę z zamiarem potrenowania.
avatar
Nihilius Imperius
Liczba postów : 57

Re: Zniszczone miasto

Yesterday at 5:47 pm
Tak jak pomyślał tak też postanowił zrobić. Musiał się ponownie zabrać za trening jeśli chce być w stanie cokolwiek zrobić i kogokolwiek pokonać. Na razie był słaby. Walka z Shalotto mu to pokazała, ze nie jest tak silny jakby chciał. Był silniejszy od większości może, ale to dla niego nic. Musi wciąż i wciąż rosnąć w siłę jeśli chce cokolwiek znaczyć i, by się z nim liczono. Niestety samym mózgiem i pomysłami nie zrobi wszystkiego. Zrobi wiele to prawda, ale bez siły i potęgi to wciąż będzie za mało. Tylu rzeczy nie będzie mógł zrobić tylko dlatego, że był słaby, a raczej nikt mu w tym nie pomoże. Wiadomym jest to, że na koniec i tak będzie mógł liczyć tylko na Siebie, dlatego też te treningi, są dla niego takie ważne. Pierwsza walka mu pokazała, że był słaby. Za słaby. Stanowczo za słaby! Wygrał głównie dlatego, że jest inteligentny i wie jak używać dobrze własnej siły! Ale czasem nawet inteligencja, mądrość czy spryt nie dadzą rady przeciwko istocie która dzierży ogromną moc! Doskonale to wiedział. Dlatego musi być jak taka istota. Dzierżyć niesamowicie wielgachną moc, by pokonać każdego kto mu stanie na drodze, nie ważne kim ta osoba by była. Z resztą przez siłę na pewno łatwiej będzie mu założyć frakcję i być dla innych prawdziwym Bogiem, oraz Sami będą do niego lgnąć. Zawsze lgnęli do silniejszych, mądrzejszych i bardziej charyzmatycznych. Imperiusowi było potrzebne jeszcze tylko to pierwsze. Siła. Moc. Potęga. I zamierza ją zdobyć nie patrząc się na środki oraz to jak do niej doszedł. Dlatego też chciał poznać od Fu technikę. Dzięki niej również, będzie znacznie mocniejszy. Tym bardziej, że z tymi gadami będzie ciekawie. Bardzo ciekawie. Musi być gotowy jeśli nie chce zbyt szybko zginąć. To byłoby słabe. Początkowo szukał jakiegoś wolnego miejsca na uboczu, gdzie mu nikt nie będzie przeszkadzał i zawracał głowy. Wkrótce znalazł takie odosobnione miejsce które znajdował się niedaleko nich, ale było na tyle daleko, że będzie miał spokój i będzie mógł Sobie trenować. Tym razem to będzie prosty trening, ale ciężki. W końcu zazwyczaj trenował trochę inaczej. Nie miał takiego zwyczajnego jak to mają często kosmiczni wojownicy. Czemu dlatego nie zrobić tego teraz? No właśnie. Czemu nie. W tym celu rozejrzał się po miejscu, by wiedzieć co mógłby zrobić. Jak na razie nic takiego nie widział co mógłby wykorzystać. Postanowił, że czemu nie będzie biegać! Ale zanim to nastąpiło to Sobie postanowił coś zrobić. Po chwili przy nim znalazły się różne obciążniki mające mu pomóc w treningu. Mniejwięcej takie udało mu się znaleźć u saiyan. Zważywszy na to, że spędził mnóstwo czasu zapoznając się z przeróżnymi rzeczami i urządzeniami to wiele z nich był w stanie samemu stworzyć i to właśnie zrobił. Miał parę czarnych obciążników na kostki, a także na nadgarstki. Oprócz tego kamizelkę treningową która też była jednym wielkim obciążnikiem. Ba. Jeszcze stworzył rękawice oraz buty. One też były obciążnikami! Sądził, że tyle mu wystarczy i nie ma potrzeby, by tworzyć więcej, bo i po co. I tak najpierw musi wszystko to ogarnąć. Na razie położył je na skale znajdującej się pośrodku drzew i zapamiętał to miejsce. Tak naprawdę nie musiał bo oprócz tego miał tutaj idealną drogę do robienia kółek wokół tego kamienia. Trening czas zacząć! Z takim też myśleniem zaczął spokojnie truchtać. Potem biegł, by na końcu sprintować. Strasznie go to męczyło, ale wiedział, że było to potrzebne. I tak niech się cieszy, że nie używał żadnego obciążnika, bo z nimi to dopiero miałby przekichane. Gdy biegał tak odpowiednio długo to w końcu się zmęczył i zrobił sobie kubek ze świeżą, zimną wodą. Od razu ją wypił, by ugasić pragnienie i odzyskać siły. Gdy odpoczął to wreszcie postanowił, że czas na zabawę z obciążnikami. Najpierw zaczął od jednych. Pierwszymi które wybrał były te na kostki. Najpierw niech one się przyzwyczają. Po założeniu ich kontynuował Swój trening. Od razu widział spowolnienie u Siebie oraz to, że o wiele szybciej się męczył. No ale spodziewał się tego. Dziwne, by było gdyby było inaczej. W końcu tą samą drogę przebył w o wiele dłuższym czasie, co go nie dziwiło. Dlatego kontynuował to robić, aż nie będzie tak jakby biegał bez nich. Trochę mu to zajęło i nieźle się wymęczył. Znów Sobie odpoczął, a przy okazji dodał obciążniki na nadgarstki. Teraz jego praca rąk powinna być wydajniejsza. Odczuwał ciężkość w poruszaniu rękoma, ale tak niestety musiał zrobić. Ponowił trening i tak samo jak wtedy nieźle się wymęczył. Oczywiście biegł i biegł, aż ponownie jego czas spadł do zadowalającego poziomu. Tym razem dodał założył buty. Musiał przyznać, że ledwo je podnosił po ich założeniu. Po krótkim odpoczynku biegł dalej. Strasznie męczyło go to wszystko i nudziło. Powoli odczuwał mocniejsze zmęczenie, ale się nie poddawał. Dopiero, gdy czas w którym przebył tą samą długość znowu spadł to się zatrzymał na odpoczynek. Założył tym razem rękawice. Teraz nie dość to, że ledwo podnosił nogi, to na dodatek teraz ledwo ruszał rękoma. Westchnął. Niestety musiał trenować dalej no chyba, że nie chce być coraz to lepszym. A wiadomym było to, że chciał. Dlatego się nie zamierzał poddać i, gdy miał więcej siły to ponowił bieg. Tym razem bardzo odczuwał zmęczenie i naprawdę ledwo dawał radę, ale był tak blisko tego co Sobie założył, że dokona, że nie mógł się teraz poddać. W końcu i tutaj udało mu się obniżyć czas potrzebny mu na dobiegnięcie. Gdy dotarł na miejsce to prawie padł. Tak czy siak walnął ciężko tyłkiem o kamień i odpoczywał. Nawet powoli go zmagał sen i wyczerpanie, ale nie da się tak łatwo. Wciąż został ostatni obciążnik. Najgorszy. Założył na Siebie kamizelkę. Teraz całe jego ciało wydawało mu się strasznie ciężkie. Jakby ważył znacznie więcej, oraz jakby miał znacznie mniej siły, a oprócz tego jakby prawie nie miał staminy. Westchnął. Zapowiadał się długi i ciężki trening. Dlatego im szybciej go skończy tym lepiej! Zaczął biec ten jeden ostatni raz. Przynajmniej na razie. Nie mylił się. To był bardzo ciężki i długi bieg. Praktycznie wypluwał płuca przy nim i nawet zastanawiał się, by zatrzymać się i dać Sobie z tym spokój, ale jego potężna siła woli, mu na to nie pozwoliła. Pokonywał limity Swojego Boskiego ciała i walczył dalej. Jego rasa nie jest wcale taka słaba! Rządzili niepodzielnie wszechświatem przez eony. Tak będzie i teraz! Tak po prawdzie to On będzie rządził, ale nieważne. Wreszcie po ogromnym wysiłku udało mu się ponownie zmniejszyć czas. Chociaż był przy tym strasznie zmęczony to dał radę. Nawet był z Siebie dumny. Chociaż wiedział, że to dopiero początek.

OOC:

ROZPOCZĘCIE TRENINGU
Sponsored content

Re: Zniszczone miasto

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach