Polana

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Polana

Pisanie by Admin on Wto Gru 08, 2015 11:50 am

Polana na skraju lasu. W jej obrębie znajduje się tylko jedno drzewo, które stoi na samym środku. Gdzieniegdzie porozrzucane są stare i pousychane pniaki drzew, potężne skały, które mogą robić za prowizoryczne krzesła oraz gęste krzaki, na których rośnie dzikie jedzenie.
avatar

Admin
No.1 Whis' Fanboy

Liczba postów : 300

http://dbanotheruniverse.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Gość on Pon Sie 22, 2016 3:44 pm

Po dotarciu na miejsce, Saiyanin delikatnie zahamował podeszwami o grunt. Kenzuran po dotarciu na miejsce, zaczął się rozglądać czy na pewno znajduję się tutaj sam. Wreszcie mógł ktoś sobie tutaj wypoczywać i nie byłoby to całkiem miłe, jakby ktoś komuś zaczął coś kopać, podczas wypoczynku. Wojownik patrzył raz na lewo, raz na prawo aż wreszcie stwierdził, że raczej nikogo tutaj nie ma. Otarł pot z czoła, a potem ruszył przed siebie, szukając odpowiedniego miejsca na pochówek. Długo nie musiał szukać, widział jakąś stertę pousychanych pniaków, które na pewno będą dobrym pomysłem do zasłonięcia dziury. Czarnowłosy kiedy już znalazł się przy wyschniętym drewnie, zrzucił z siebie martwe ciało tsufula, a potem zabrał się do roboty. Wreszcie nie zrobi dziury raz dwa, trochę mu to czasu na pewno zabierze. Czarnooki jednak nie miał nic innego do roboty, a poza tym, dostał takie zadanie od samego Króla planety Vegety. Syn Kellana kopał i kopał i musiał konkretnie określić rozmiar miejscówki, gdzie będzie zakopany tsuful. Nie wiedział ile ma dokładnie to odmierzyć, więc machał rękoma i starał się zrobić wszystko idealnie. Upłynęło z dwadzieścia minut, aż wreszcie czarnooki westchnął głośno i wyszedł z dziury, która była nawet dość spora. Jakby ją czymś przysłonił, nadawała by się idealnie na pułapkę, lecz jednak był to grób dla ciała.

Kenzuran spojrzał na martwego wojownik ze złej rasy, po czym obszedł go i wkopał ciało do środka. Musiał wreszcie korzystać z lekcji od samego Władcy saiyan i doskonalić się w byciu złym. Przez to, że Xander wyuczał go złych manier i tym podobnych, miał trochę inny charakter, przez co teraz musiał się zmieniać. Wiedział, że kiedyś będzie musiał pokazać co to znaczy być saiyaninem i być bezlitosnym, nawet dla rodaka. Ogoniasty zamknął na chwilę oczy, a potem je otworzył i zaczął zakopywać dziurę. Kolejne minuty mu zleciały bardzo szybko, aż wreszcie już był na zewnątrz i mógł podziwiać powstały nagrobek. Nie będąc aż tak nietolerancyjnym, wbił jeden kijek na początek nagrobka, a drugi kijek, który był i tak oschły, położył w przeciwną stronę. Przyjaciel rodziny dużo im opowiadał o kulturach religijnych, więc wiedział jak stworzyć coś co się nazywało krzyż. Mruknął cicho do siebie, a potem wstał z kolana i nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Wiedział, że chcę się stąd udać jak najszybciej, więc obrócił się na pięcie i szedł stamtąd skąd przyleciał.


Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Haricotto on Sro Sie 24, 2016 8:56 pm

MG MODE

Nagle scouter głośno zapikał, co oznaczało nadchodzące połączenie.

---piiik---piiik---piiik---
Tu baza! Rozumiem, że zadanie zostało wykonane. Czekajcie na dalsze rozkazy, a do tego czasu jesteście wolni. Skorzystajcie z wolnego czasu, bez odbioru!
---piiik---piiik---piiik---

Połączenie zostało zakończone. River otrzymał trochę wolnego czasu, od niego zależy jak zostanie on spożytkowany. Wszystkie powierzone mu zadania wykonał, mniej lub bardziej dokładnie, ale mimo wszystko rozkazy został wypełnione.
_____
Punkty otrzymasz na PW. Prześlij mi zaktualizowane statystyki.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 925

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Gość on Pon Sie 29, 2016 6:00 am

Kenzuran kiedy tak czekał i nic nie robił, kopiąc kamienie na ziemi, po jakimś czasie otrzymał wiadomość. Jego scouter kilka razy za informował go, że przyszła wiadomość. Czarnowłosy wcisnął przycisk i jej odsłuchał. Zrozumiał wszystko, więc nacisnął klawisz dwa razy i wyłączył ów przesłane słowa. Ogoniasty wzruszał ramionami, odchylił jeszcze głowę do tyłu, by spojrzeć na nagrobek i jeszcze bardziej spoważniał niż przedtem. Nie mógł okazywać uczuć, musiał stać się taki jak jego Ojciec, choć ten jednak był dobrym rodzicem. Czarnooki zapamięta go takim jakim był, a nawet nadal wierzył że mógł gdzieś tam przeżyć w niewiadomym miejscu. Wojownik położył na swojej twarzy uśmiech, a potem wybił się nogami od gleby i odleciał z tego powoli zaczynającego się miejscem cmentarza. Podczas swojego lotu zastanawiał się co może zrobić, więc szybował przed siebie i myślał gdzie może się teraz udać.

Chyba pozostanie przez jakiś czas w powietrzu, gdyż nie mógł dokładnie zastanowić się nad celem swojej podróży. Zebrał trochę powietrza w nozdrza, po czym zniżył lot, a potem tak zakręcił, że znowu górował prawie przy chmurach. Zamknął na chwilę oczy, a potem je otworzył i chyba wiedział gdzie może się udać, ale jednak wolał jeszcze pomyśleć nad tym czy na pewno tam chcę lecieć. Saiyanin po upływie kilku minut nadal znajdował się w przestrzeni powietrznej i po swoim westchnięciu nie wiedział jednak gdzie ma polecieć. Strzelił sobie na szybko z karu, a potem spojrzał przed siebie i przeczuwał, że kiedy doleci do tego miejsca, na pewno go tam lot poniesie.


Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Gość on Pon Wrz 05, 2016 2:41 pm

Cała ta wędrówka trochę mu zajęła bo w końcu nie potrafił latać, a to było troszeczkę smutno nie ukrywajmy tego. W końcu jednakże udało mu się i trafił na miejsce które chciał mijając przy tym oczywiście całe miasto, a następnie trochę musiał przejść. Oczywiście ta droga nie była jakoś długa. Co najwyżej była jedną czwartą tego co przeszedł na swojej pierwszej misji, gdy przechodził przez pustynię, wiec trochę mu to zajęło, ale też nie było jakoś masakrycznie to długie. Także nie było wcale tak źle jak można, by było sądzić. On sam był w dobrym humorze po wykonanej misji, i tym, że wreszcie ma chwilę wolnego i będzie mógł nauczyć się wreszcie latać oraz ki blastów. Inni wojownicy nie będą się na niego dziwnie patrzeć. A to mu tym razem będzie potrzebne i ułatwi życie, bowiem ile rzeczy mógłby lepiej zrobić, gdyby znał te dwie techniki. I zamierza się ich obu nauczyć na jednym posiedzeniu. Normalnie może nie byłoby to wcale takie łatwe i z innych nie dałby rady, ale proszę. Te techniki prawie każdy znał na początku, a on nie bowiem nie miał kto go tego nauczyć. Zważywszy na to, że podobno jest to niczym oddychanie to powinien dać radę bez większego problemu. I właśnie z takimi myślami biegł w stronę polany.

Po pewnym czasie znalazł się na miejscu. Ta polana była umiejscowiona na skraju lasu. Co najwyżej na jej środku znajdowało się jedno samotne drzewo, parę uschniętych pniaków i skały, ale nic więcej. Aż dziw, że na planecie Vegecie znajdował się wciąż las, który zaczynał się zaraz na końcu tej polany. No cóż. Tak czy owak to miejsce było idealne na rozpoczęcie treningu, ale zanim zacznie to sobie chwilę odpocznie pod drzewkiem korzystając z okazji na zabranie oddechu. W końcu musiał biec tutaj przez cały czas, a ciągle był na nogach. Poprzednio w końcu walczył ze świnią, podróżował przez góry i pustynie i następnie targał na swoich barkach wielkiego dzika. Miał prawo być zmęczonym trochę prawda? Dlatego po prostu korzystając z okazji usiadł sobie pod drzewem i patrzył w niebo. Po odpoczynku od razu zacznie trenować zanim znowu coś będą od niego chcieć. Tym bardziej, że spisał się na poprzedniej misji, więc dowództwo pewnie weźmie to pod uwagę.


Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Gość on Pon Wrz 05, 2016 3:21 pm

Kenzuran kiedy tak leciał z polany, już po zakopaniu ciała, nadal nie wiedział za bardzo gdzie by mógł się udać. Po jakimś czasie przelotu, gdzie już prawie znalazł się na rubieżach saiyańskiego miasta, jego scouter zareagował. Nie wiedział czemu akurat zaczął piszczeć, ale jakoś w sumie go to zaintrygowało, więc udał się w tamtą stronę. Najwyraźniej czarnowłosy namierzył jakąś moc, która delikatnie się podniosła, ktoś odbywał trening albo wrócił z solidnego łomotu. Ogoniastego jakoś to nie obchodziło, chciał się tylko dowiedzieć co to takiego mogło być. Czarnooki starał się dokładnie dolecieć do miejsca tam gdzie wskazywało urządzenie namierzające, a ów osobnik miał mocy nawet nawet. Po kolejnych dwudziestu minutach lotu, wreszcie praktycznie doleciał na miejsce i widział kogoś na dole. Nie spodziewał się, że bardzo szybko wróci do tego drzewa, no ale cóż, będzie musiał znowu przywitać nieboszczyka. Obleciał wielkie drzewko, po czym wylądował. Powstały kurz trochę mógł pobrudzić tutejszego jegomościa, ale w sumie to nie było nic wielkiego.

Młody Saiyanin wreszcie wyłączył scouter, bo zaczynał go denerwować, ciągle by tylko pikał i pikał. Popatrzył na swojego rodaka, po czym wypowiedział się:
-Nie wiem czemu, ale twój scouter zaczął nagle dawać sygnał, tylko dlatego że wykrył twoją ki. Chyba jesteś po jakiejś misji, skoro twoja moc tak nagle urosła. - powiedział, a potem zaśmiał się pod nosem. Nie czekał długo z dalszą rozmową, ponieważ był ciekaw czy ten ma wolny czas, czy nie. Syn Kellana chrząknął, a potem znowu się wypowiedział:
-Chyba jesteś silny, nie miałbyś ochoty trochę potrenować?? A tak poza tym, po drugiej stronie zakopałem ciało martwego tsufula, tak od razu uprzedzam, więc może śmierdzieć jak cholera. - powiedział, po czym żeby rozbawić towarzysza, machnął ręką przed nosem. Teraz wojownik musiał czekać na reakcję nieznajomego żołnierza, więc skrzyżował ręce na torsie i wyczekiwał na jego odpowiedź.


Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Gość on Pon Wrz 05, 2016 4:14 pm

Krwistooki korzystał z chwili odpoczynku po dość wyczerpującej misji. Bądź co bądź nieźle musiał się napracować aby przeżyć, a co ważniejsze donieść świniaka na miejsce całego i żywego, a jakby był dłużej na pustyni to ze świni zostałby co najwyżej gorący bekon. W sumie to też nie byłoby wcale takie złe...tak czy inaczej misja się zakończyła, a on miał wolną chwilę którą zamierzał przeznaczyć na trening, ale zanim do tego dojdzie to woli być w pełni sił, bo to jest równie ważne. W końcu, aby trening przyniósł jak najlepsze i największe rezultaty, nawet jak ten trening będzie składał się z dwóch części. W pierwszym zamierzał wreszcie nauczyć się latać, a w drugiej strzelać ki blastami. Podobno obie te rzeczy były straszliwie proste niczym właśnie oddychanie, więc powinien dać radę bez większego problemu. Niby powinien mieć to już dawno, ale cóż. Wreszcie będzie miał ten problem z głowy. Jak to mówią lepiej późno niż wcale prawda? Z takiego wychodził założenia. Dlatego też korzystał z odpoczynku w stu procentach i patrzył w niebo przez ten cały czas odkąd znalazł się na polanie. Uspokoiło go to i wyrównał oddech, a jego ciało nabierało większej siły czy też raczej energii na trening który miał się niedługo rozpocząć.

Nagle jego scouter zapikał dając znak, że w jego pobliże zbliża się jakaś energia. Odetchnął z ulgą, gdy się okazało, że ta energia jest mniej więcej taka jaką on sam miał, dlatego jeżeli osobnik okazałby się wrogiem to mieliby równe szanse. Los jednakże chciał inaczej i okazało się, że ten osobnik to był saiya-jin. I z tego co wywnioskował był to młodzieniec niczym on, zapewne żołnierz który również od niedawna zaczął swoją "podróż." W sumie było to miłą odmianą od spotykania ciągle to silniejszych i bardziej tajemniczych od Siebie. Co prawda został trochę pobrudzony kurzem i odkaszlnął go, a następnie wstał i otrzepał się z kurzu, aczkolwiek nie miał mu tego za złe. Spojrzał na tego osobnika, ale jakoś nie wydawał się być wrogo nastawiony, ale zważywszy, że to on sam tu przyleciał to nie będzie się pierwszy odzywać. Wysłuchał co miał do powiedzenia. I w sumie miał rację był po misji. Ale zanim zdołał odpowiedzieć to ten osobnik kontynuował. Był silny? No...niezbyt. Był bardzo słaby jak na saiya-jina, ale co do treningu...w sumie. Ale gdy usłyszał o zakopanym Tsufulianie po drugiej stronie to gorzko się uśmiechnął i popatrzył się w tamtą stronę. Na szczęście musiał być głęboko pod ziemią, bowiem odór martwego ciała tutaj nie docierał. Ale interesujące. Jednak ten osobnik co wydawał mu się takim typem śmieszka i ogólnie wesołego wojownika, to miał na sobie krew tego osobnika. Chociaż może to nie on go zabił...może nawet go nie pokonał tylko ciało zakopał. Kto tam wie.

W końcu jednakże postanowił się odezwać.
- Widzę, ze również jesteś silny skoro pokonałeś Tsufula. Niby to nie jest żadne wyzwanie, bo to w końcu Tsuful, ale widząc Twój poziom mocy to strzelam, że był podobny co jego. I tak masz rację również jestem po misji.
Uśmiechnął się i po chwili kontynuował.
- Co do treningu...najpierw muszę się nauczyć latać i strzelać ki blastami. Nie zrozum mnie źle, wiem, że to łatwe i w ogóle, ale nigdy nie miałem czasu się tego nauczyć...sam rozumiesz.
Zaśmiał się cicho i popatrzył na rozmówcę. Nie czuł się od niego gorszy tylko dlatego, że nie znał tych dwóch rzeczy, bo to i tak nie problem i nadrabiał inteligencją i sprytem. Nie musiał w końcu być najsilniejszy.
- Choć latać nauczę się sam tak samo używać ki blastów, wiesz mimo wszystko to jest używanie energii w ciele, a kto lepiej użyje energii znajdującej się w moim ciele niż ja sam, to jednakże używanie pocisków Ki na żywej osobie która potrafi je odbić, skontrować, bądź uniknąć na pewno będzie o wiele lepsza niż jakby nie miał takiego...pomocnika. W zamian mogę Ci pomóc w normalnym treningu jeśli potrzebujesz "przeciwnika". Lepsze to od walki z powietrzem, drzewem czy cieniem prawda?
Na jego twarzy pojawił się lekki uśmieszek i czekał na decyzję może przyszłego towarzysza broni. W końcu oboje mają podobny poziom mocy oraz zapewne rangę także kto wie. Może będzie im dane robić razem misję.


Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Gość on Wto Wrz 06, 2016 10:44 pm

Kenzuran kiedy wreszcie usłyszał głos tego drugiego, zaczął dokładnie go wysłuchiwać. Można było usłyszeć, że jest na wskroś poważny, ale to normalne wobec jego rodaków. Czarnowłosy kiwnął głową na znak, że wszystko to rozumiem. Syn Kellana nadal jednak musiał trochę poczekać na odpowiedź, ponieważ jego rodak jeszcze nie skończył i miał jeszcze kilka zdań do skończenia. Kiedy kolejny monolog przeleciał pomiędzy uszami wojownika, ten tylko machnął ogonem, od tak po prostu. Usłyszał śmiech, a potem saiyanin, który tu stał odezwał się po raz kolejny. Widać było, że Ogoniasty jeszcze trochę go sobie posłucha, ale nie śpieszy mu się nigdzie, ma sporo czasu, bo dali mu czas wolny. Po zakończonym drugim monologu nieznajomego wojownika, wreszcie Kenzuran mógł się odezwać. Westchnął, trochę się zbliżył, po czym wypowiedział się:
No dobrze, zatem potrenujemy razem, z chęcią poniżę cię i zobaczysz jak to jest, gdy ktoś perfidnie odbija twoje pociski ki. Tak poza tym, jestem Kenzuran, z rodu Kellana - powiedział, po czym wystawił przed niego swoją rękę.

Czarnowłosy mimo iż nadal wystawiał dłoń na przywitanie, to dopowiedział:
-Mogę cię trochę podszkolić w lataniu, ja w zamian za to, chciałbym trochę poćwiczyć sztuki walki, muszę pokazać że jestem od mojego Ojca i nie mogę go zawieść, mam nadzieję że się dogadamy?? - puścił mu chłodny uśmiech, ponieważ był poważny co do kwestii swojego staruszka. Czarnooki nie miał nic więcej do powiedzenia, dlatego też w milczeniu czekał aż ten łaskawie mu odpowie na pytania.


Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Gość on Sro Wrz 07, 2016 4:56 pm

Krwistooki teraz czekał na to co mu odpowie ten nieznany z imienia osobnik. Skoro chłopak się nie przedstawił, to Drake nie był inny. W końcu to ten co pierwszy zaczyna rozmowę powinien się przedstawić o ile ma maniery prawda? Oczywiście nie spodziewał się dobrego wychowania i manier wśród jaskiniowców. Niestety jego rasa nie słynęła z tego. Słynęła tylko z walki i głupoty no i oczywiście arogancji która często bywała zgubna dla przedstawicieli saiya-jinów. Nie żeby miał coś do tego bo to ich sprawa, tym bardziej jeśli sami siebie przez to zabiją. Nie obchodziło go to, przynajmniej na razie. A nawet jeśli to i tak by ich nie zmienił. Westchnął. No bywa.

Tak czy inaczej popatrzył się na swojego rozmówcę. Ale na jego dalsze słowa uniósł wyżej brwi i zadał sam sobie pytanie, czy jego rozmówca zamienił się z amebą na mózgi. Poniży go? Ha! Też coś. Jeszcze zobaczymy kto tu kogo poniży! Tym bardziej, że w sile są podobni. Ale proszę! W końcu się przedstawił. Również wystawił dłoń i gdy tamten dopowiedział to sam poczekał z przedstawieniem się. Podszkoli go w lataniu? Ale przecież powiedział mu, że sam da rade. No nic powie to jeszcze raz. Ale najpierw...

- Jestem Altair z rodu Drake'ów.
I ścisnął mu dłoń na przywitanie. A następnie kontynuował.
- Co do latania nie musisz sam dam radę bo mniejwięcej wiem o co chodzi w lataniu i strzelaniu ki blastami, i jest to podobno łatwe niczym oddychanie, więc dam radę. Co najwyżej Twoja pomoc przyda mi się odnośnie pocisków KI bo potrzebny mi żywy przeciwnik. Więc Ty potrenujesz ze mną sztuki walki, a ja z Tobą strzelanie ki blastów. Jeśli Ci to odpowiada to sądzę, że doszliśmy do porozumienia.
Uśmiechnął się lekko i po pewnym czasie odszedł od swojego rozmówcy i rzucił jeszcze parę słów.
- W tym czasie gdy ja będę się uczył latać to możesz zrobić jakieś ćwiczenia czy coś w tym stylu co pomoże Ci w naszym dalszym treningu. Podobno latanie nie jest wcale takie trudne więc nie powinno mi zająć to, aż tak dużo czasu, a nawet jeśli to chyba i tak nic to nie zmieni bo oznacza to, że masz więcej czasu na trening.
Zaśmiał się i odszedł w wolne miejsce na otwartą polanę. Z zamiarem przygotowania się do treningu.


Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Gość on Sro Wrz 07, 2016 7:56 pm

Trochę czasu minęło zanim Kenzuran usłyszał jego imię. Nazywał się Altaira i jeszcze wywodził się z jakiegoś rodu Drake'ów. To bardzo zaintrygowało Czarnowłosego, ale musiał jednak dowiedzieć się, czy ten chcę wziąć udział we wspólnym treningu czy nie. Czarnooki widział jak Drake zaczął kontynuować, więc tylko cicho westchnął i zamienił się w słuch. Ogoniasty nadal był zdziwiony, ponieważ twierdził że wszystko jest łatwe jak oddychanie. Czarnooki już to sobie wyobraża, jak Altair będzie się musiał męczyć, ale jeśli mu łatwo pójdzie, to nawet lepiej dla niego. Syn Kellana wreszcie otrzymał propozycję w byciu żywym mięsem, które będzie musiało przyjmować na siebie pociski ki. Na to się w ogóle nie chciał zgodzić, ale dla niego to także będzie lekcją. Zobaczy ile będzie mógł w stanie odbić kulek energii i czy jest wystarczająco szybki. Kenzuran tak jakby uśmiechnął się do siebie, lecz pewnie jego nowy znajomy to zauważy, więc od razu zmienił mimikę twarzy na bardziej poważną. Oj tak, doszli do porozumienia, dlatego też wypowiedział się w jego stronę:
-Niech ci będzie, zgoda. To będzie idealny trening dla nas obydwu, ale najpierw zrobimy rozgrzewkę, prawda?? - zapytał i uniósł jedną brew do góry.

Rozmowy jeszcze nie było koniec, gdyż rodak miał jeszcze coś do powiedzenia. Brat Klen nadal słuchał i słuchał, aż wreszcie wszystko jeszcze raz przeanalizował w głowie i kiwnął w stronę Drake'a na znak, że rozumie. Kenzuran także chciał dopowiedzieć kilka słów, więc i tak to zrobił:
-No okej, to jest myśl. Rozgrzewka się przyda, więc ty tam sobie ćwicz i powiedz kiedy będziesz gotowy. - powiedział i widział nadal, że ten się chyba szykuje na trening lotu oraz wystrzeliwaniu ki. Czarnowłosy się trochę odsunął od niego i zaczął się rozciągać, żeby się przygotować na solidny łomot dla kolegi. Wyciągnął jak najdalej nogi, potem robił skrętoskłony i inne ćwiczenia rozgrzewające, by nie mieć niechcący potem zakwasów. Ten problem na pewno by mu przeszkadzał, jeśli by miał zderzyć się ramie w ramię ze swoim nowym saiyańskim kolegą, a nie wiedział czy ten jest dostatecznie silny, to się na pewno okaże po czasie. Ogoniasty wreszcie po rozgrzewce, podszedł do drzewa, oparł się o nie i powiedział:
-No dobra, ja zrobiłem swoją rozgrzewkę, więc teraz poczekam na ciebie i mi dasz znać czy jesteś gotów. - żartobliwie puścił mu oczko, po czym westchnął i wyczekiwał na reakcję Drake'a.


Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Gość on Czw Wrz 22, 2016 12:13 am

Kenzuran widział, że jego nowy znajomy się zgodził, dlatego też tylko pokazał mu kciuk do góry, że jest gotowy. Oczywiście Czarnowłosy zrobił sobie jeszcze przez chwilę ćwiczenia rozciągające wszystkie mięśnie, by na wszelki wypadek nie dostać przez to kolki czy też zakwasów. Po upływie kilku minut, poprawił swój uniform, zacisnął mocno pasy, które utrzymywały jego górne opancerzenie i stanął na przeciw Altair. Czarnookiego zastanawiało to jak nazwisko Drake'ów musiało być znano, brzmiało tak jakby pochodził z jakiejś bogatej rodziny. Ogoniasty już dłużej nie mógł czekać, więc wybił się z ziemi i delikatnie unosząc się nad nią, lecąc w stronę swojego rywala. Widać było, że jego rodak tylko czekał na odpowiednią akcję, by uniknąć ciosu, ale wojownik wykorzystał to i zrobił obrót w powietrzu i zamachnął się nogą na jego twarz. Widać było, że Altair także ćwiczył niegdyś ze swoim rodzicielem, ponieważ bardzo szybko zareagował i się obronił. Młody Saiyanin syknął, po czym szybko znów obrócił swoje ciało i kopnął z drugiej strony, tym razem niżej i mocniej. Drake stracił równowagę i dech na chwilę, po czym został popchnięty po ziemi, dosłownie jeździł stopami po glebie. Kenzuran teraz zacisnął obydwie pięści i zaczął z szałem atakować swojego przeciwnika. Ten jednak też zręczny prawie jak on, bronił się przed większością z gradu ciosów, ale niektóre jednak go trafiały.

Syn Kellana ucieszony, za bardzo się podekscytował i jego rywal skontrował jego jeden z ataków i odrzucił go na pobliską skałę. Czerwone kamyczki posypały się ze zniszczonego kamienia, po czym Czarnowłosy wstał i się otrzepał. Łapał kilka oddechów, po czym przypominał sobie sekwencję zadawanych ciosów z rąk i nóg. Wiedział, że powtarzanie tego nic mu nie da, dlatego też musi to zmienić. Kiedy ustawił się znowu, przybrał inną pozycję, zmienioną. Ogoniasty uśmiechnął się tylko i znowu zaciekle śmignął w stronę Drake'a, który nie spodziewał się zupełnie co go czeka. Tym razem został rozpoczęty od dołu, przez co młody Saiyanin trafił rywala w podbródek i wyrzucił go tym w powietrze. Syn Kellana jeszcze odepchnął się lewą stopą od podłoża i dotrzymywał teraz towarzystwa swojemu oponentowi. Kenzuran tym razem złączył obydwie ręce w podobne coś do młota i trafił tym w głowę Altaira. Ten niestety nie miał prawa jak się obronić, dlatego też nieopanowanym lotem grzmotnął mocno o ziemie. Czarnowłosy zgrabnie wylądował obok krateru w którym teraz kisił się jego nowy znajomy. Trochę potrwało to zanim wydostał się z dziury, ale jako tako mu się udało. Ogoniasty jednak jeszcze troszkę poczekał i widział, że towarzysz już jako tako przybrał pozycję do walki. Widać było po nim, że był lekko oszołomiony, dlatego to był wszak idealny moment na dalsze nieczyste, jak i czyste zagrania.

Kenzuran ryknął głośno, otoczył się biała aurą i z szybkim impetem wbił się głową w brzuch przeciwnika. Ten najwyraźniej zakrztusił się śliną i poleciał mocno w tył, szybując i nie panując nad tym gdzie leci. Syn Kellana starał się go dogonić, ale przesadził z siłą tego ciosu, na szczęście się nie obwiniał, gdyż po jakiejś dłuższej chwili byli dosłownie obok siebie. Młody saiyanin użył blefu i odchylając lewą rękę, zamachnął się tak naprawdę prawą i wbił ponownie oponenta w glebę planety Vegety. Ten zarył trochę czerwonej powierzchni, aż w końcu się zatrzymał. Wojownik także wylądował nieopodal i musiał chwilę odetchnąć, gdyż nie było to takie łatwe. Kenzuran wreszcie westchnął i odbił się ponownie nogą, lecąc tak jakby po skosie w stronę śmiałka, który znowu zwlekał z podniesiem się. Altair dosłownie nie wiedział co może znowu otrzymać, więc ustawił się tak, udając żółwia, który nie będzie miał zamiaru znowu oberwać. Czarnowłosy uśmiechnął się sam do siebie, dlatego też zrobił przeskok w powietrzu i zamachnąwszy się nogą, kopnął Drake'a w plecy. Ten trochę potupał do przodu, aż zatrzymał się na placach, przez co nie mógł utrzymać równowagi. Czarnooki nie czekając poleciał w jego stronę, zniżył lot, podciął jego drugą nóżkę, przez co ten runął znowu na glebę planety. Tym razem jednak Ogoniasty nie pozwolił mu, by ten w ogóle miał szansę jej dotknąć, ponieważ chwycił jego kostkę jeszcze za nim zderzył się z powierzchnią.

Zaczął go rozkręcać bardziej i bardziej, aż wreszcie wyrzucił go wysoko w górę, także lecąc za nim. Po doleceniu znowu do niego, zaczął zadawać coraz bardziej trudniejsze kombinacje ciosów i nowe pomysły, które same mu się tworzyły w głowie. Kolano, stopa, pięść, łokieć, końca nie było widać, ale nie chciał za bardzo pokiereszować nowego znajomego. Wreszcie po upływie kilku minut, Syne Kellana postanowił że to będzie koniec ćwiczenia i mógł sam sobie pogratulować za udane nauki sztuk walki, w sumie niektóre kompilacje jeszcze pamiętał od ruchów swego Staruszka i Siostry. Czarnowłosy wraz z Altairem wylądowali i łapali oddech. Ogoniasty miał zadowolony grymas na twarzy, po czym rzekł:
-Dziękuje ci, Altair. Na pewno teraz będę coraz lepszy co chcę osiągnąć. Mam nadzieję, że tobie także uda się to czego tak bardzo pragniesz. - powiedział i pokazał mu kciuk do góry. Dawno się już tak nie nachłeptał jak dzisiaj, a minęło kilka godzin od ich sparingu. Czarnooki teraz nie wiedział jak zareaguję Drake, więc musiał poczekać na jego reakcję, a także odpowiedź.

Trening Umiejętności "Sztuki Walki


Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Retsu on Sro Maj 31, 2017 11:15 am

Samotność to było to co lubił Retsu, dlatego właśnie wybrał miejsce oddalone od miasta. Jednakże był też drugi powód. Był słaby, należał do niskiej klasy chociaż urodził się jako średniak. Chciał nauczyć się Power Balla rzucanego w niebo, dzięki czemu mógłby przemienić się w małpę. Wstyd jaki by musiał znieść, że nie zna tej techniki i dopiero się jej uczy, byłby zbyt duży, aby jakkolwiek można było obejść się bez bójki. Dlatego właśnie wybrał opuszczone, a przynajmniej w tym momencie nie uczęszczane miejsce. Prawdopodobnie nauka power balla była nieco podobna do ki blasta, jednakże wymagała dużo większego skupienia się na energii wewnątrz kuli, trzeba było tam wpakować jej duże ilości, dzięki czemu wybuchając dostarczyłaby odpowiedniej dawki promieniowania. Ustawił się gdzieś na środku polanki, zdjął swoją zbroję i położył obok. Wystawił zgiętą rękę w łokciu na wysokości klatki piersiowej, naprężył dłoń i rozstawił szeroko palce. Spróbował początkowo skupić w niej jak największą ilość energii, szybko jednak okazało się, że wojownik ma problem już ze skupieniem ki w dłoni. Ki blast? wystarczy, ale coś takiego? Musiał się skupić. Naprężył całe swoje ciało by przelać czystą energię w dłoń, kiedy wydawało mu się, że wszystko gra, zwyczajnie pchnął ją wyżej w celu stworzenia kuli. jednakże nastąpił wystrzał energii w górę, która nie przybrała żadnego wyglądu... Znowu wystawił dłoń na wysokość klatki piersiowej. Skupił się na energii, a gdy znowu wydawało się, że ją zebrał powoli skupił się w myślach na kuli energii. Cząsteczki ki leciało z całej dłoni w jedno miejsce by za chwilę żółta kula świeciła nad dłonią, jednakże była to znowu porażka. Retsu niedostatecznie skupił się na wymaganej energii i zwyczajnie stworzył ki blasta... Czuł, że każda jedna próba go wyczerpuje, więc po prostu wygasł kulę energii wchłaniając ki potrzebną do jej utworzenia. Następnie postanowił lekko zmienić podejście do tej techniki, tak jak ki blasta tworzył na zawołanie, bo o nim wcale nie myślał, tak może i w tym przypadku, wypadałoby się nie spinać zbytnio i nie starać się stworzyć tej kuli i wpakować w nią tyle energii by świeciła? Może wystarczyło po prostu myśleć o power ballu, bez zbędnego naprężania całego ciała? Może musi zrobić to dużo wolniej, ale przez to skutecznie i w końcu przywyknąć do tworzenia tej techniki tak automatycznie jak to miało miejsce z kulą energii. Dlatego też w tym momencie stanął ponownie, pewnie, bez ugiętych nóg, zwyczajnie prosto. Rękę zgiął w łokciu, ustawił ją na wysokości klatki piersiowej, palce lekko rozchylone, naturalne ułożenie ręki, żaden mięsień nie był zbędnie napięty. Zamknął oczy, skupił się na klatce piersiowej, skąd pochodziła każda cząstka energii. Dotarł do niej myślami, lekko wydobył ją z zamkniętego pojemnika, przetransportował do ręki, później do dłoni. Skupił tam tak dużo energii jak to było możliwe. Nie śpieszył się, czekał długo, ale starannie zbierał energię. Teraz pora na najtrudniejszą część. Kiedy energia była w ręce, pomyślał o tym, że ma przybrać kształt kuli energii jak w ki blaście, jednakże musiała ona być inaczej w niej skupiona. Pomału wydobył energię z dłoni, która ulatywała 10 centymetrów ponad dłoń, skupiając się w jednym punkcie, następnie z tego jednego punktu rozprzestrzenił cząstki ki dookoła. Kula zaczęła świecić światłem jasnym, otworzył natychmiast oczy bo wiedział, że to ten moment, wystrzelił rękę ku górze, jednocześnie rzucając kulę energii na niebo. Jasne światło zaczęło otaczać całą polanę. Normalnie Retsu zapewne schyliłby się by nie przemienić się w Oozaru, jednak musiał sprawdzić czy to wystarczy... Spojrzał wprost w bijącą energię i czuł jak się przemienia... Gdzieś po jakimś czasie zbudził się z nagim torsem, trochę zajęło mu szukanie polany, na której trenował i wziął swoją zbroję, którą przywdział... Pamiętał tylko spojrzenie w kierunku power balla, więc wiedział, że technika działa. Cieszył się.
avatar

Retsu

Liczba postów : 50

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Retsu on Wto Cze 13, 2017 9:56 pm

Ponieważ posiadał już umiejętność tworzenia kuli energii, dzięki której mógł przemienić się w wielką bestię bez rozumu o wielkiej sile, nadszedł czas na to, by Retsu zaczął teraz trening nad przemianą swojego Oozaru. Doskonale wiedział, że głowa była najważniejsza w tym treningu, że bez psychiki i podłoża sobie nie poradzi, ale miał nadzieję, że mu się uda, że potrafi to zrobić. Usiadł sobie wygodnie, lub nie na ziemi. Jedna noga ugięta w kolanie, druga luźno wyprostowana, ręka oparta na kolanie, druga podpierała ziemię. Zamknął oczy by skoncentrować się maksymalnie nad zadaniem i uspokojeniem swojego wewnętrznego saiyanina, którego krew w nim płynęła. Musiał do niego dotrzeć. Skoncentrował się na tym by specjalnie o niczym nie myśleć, pustka w głowie, nicość, ciemność... spokój, bez mordu, bijatyk, planów i treningów. Gdy jego głowa była gotowa na to by przeprowadzić operację "Opanować Oozaru", musiał jeszcze dotrzeć do swojej energii. Oczywiście, jak u każdej istoty energia wydobywała się z ciała, a dokładniej z podbrzusza, to tutaj umiejscowione zostało jing i jang, które zarządzało naszymi zasobami energii. Dotarł do środka i postanowił okiełznać jej przepływ, ona szalała na wszystkie strony i jak na saiyanina przystało zwyczajnie próbowała ulecieć by zmusić wojownika do jakichś czynów, do walki. Po to w nim siedziała. Saiyanin miał walczyć, mordować a nie myśleć i działać z głową. Teraz wyobrazić sobie musiał okrągłe naczynie w środku niego, które mieściło ki. Kiedy to zrobił, skoncentrował się na tym by dziki przepływ energii opanować, by energia ki płynęła wolniej i trzymała się w naczyniu, prócz wąskich kanalików prowadzących do każdej kończyny Retsu. Gdy wydawało mu się, że to zrobił, ponownie oczyścił umysł i zachował spokój ducha. Wydawało mu się, że to wystarczy do okiełznania dzikiej bestii, którą zaraz miał się stać. Wstał spokojnie z nadal zamkniętymi oczami, wystawił rękę do góry i uformował białą, świecącą kulę, którą wysłał w powietrze. Dopiero teraz otworzył oczy. Jego źrenice natychmiast zaczęły się zwężać a kolor oczu zmienił się na czerwony, jego mina była jak osłupiała, jakby zobaczyć coś niemożliwego. Jednakże on był obecny duchem, i doskonale wszystko czuł.
- Dawaj, dawaj. Nie możesz się temu poddać, nie możesz! - Wykrzykiwał wewnątrz siebie, jednakże czuł jak jego ciało nawet nie reaguje, zęby zaczęły rosnąć, cały oczy pokryła czerwień, nos zaczął się wydłużać łącząc się ze szczęką, całe ciało jakby napuchło, jednak to były tylko pozory, gdyż ciało zwyczajnie nabrało ogromnej masy mięśniowej.
- Transformacji nie mogę powstrzymać, ale nie mogę pozwolić na przejęcie mojego umysłu przez tą bestię! Nie mogę!!! - Wciąż powtarzał sobie w głowie. Jego ciało zaczęło rosnąć, meszek włosów pojawił się na każdym centymetrze ciała prócz dłoni wewnętrznych oraz stóp. Jego ogon rozwinął się z pasa, a zbroja nienaturalnie się powiększyła. Retsu wewnątrz tracił pomału świadomość, jakby znikał gdzieś w środku bestii... Wydawało mu się, że widzi owłosioną, dziką wersję siebie gdzieś na przeciwko, ruszył w jej kierunku, zaczął się bój, walczył z nią o swoje miejsce. Przegrywał.
Oozaru w pełni się ukształtowało, pysk się wydłużył, zęby tworzyły potężne szczęki, ogon napuchł i wydłużył się, nogi były grube i ogromne, tak jak zresztą całe jego ciało, zamiast meszku pojawiło się gęste, brązowe futro.
- GHRAAAAAAAAAAAAAUUU! - Wydobyło się na całą okolicę. Bestia otrzymała kontrolę i zaczęła tłuc wszystko wokół. Retsu wewnątrz ciała walczył ile miał sił z wewnętrzną bestią Oozaru, jednak przegrał. Obudził się po jakimś czasie gdzieś indziej... To znaczy, że nie udało mu się w ogóle. Chociaż mógł być blisko. Po odpoczynku jeszcze raz wystrzelił pocisk w górę, przemienił się w bestię i tak samo jak wtedy starał się kontrolować myśli. Jednakże tym razem nie wdawał się w żadną walkę z bestią, która kroczyła w jego kierunku. Skupił się na swoim duchu, siedział i starał się powstrzymywać myśli oraz energię, gdy bestia do niego podeszła (wewnątrz Oozaru), od razu wystrzelił ki blasta jej w twarz, pokazując kto tu tak na prawdę jest Panem, wystrzelił jeszcze kilka, aż nie pokonał bestii, aż nie odzyskał kontroli... Wydawało się, że opanował Oozaru.
avatar

Retsu

Liczba postów : 50

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach