Lodowa pustynia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Lodowa pustynia

Pisanie by Admin on Pon Wrz 03, 2018 9:36 pm

Niezliczone tereny pokryte skutym lodem. Gdzie się nie obejrzeć, lód, śnieg i mróz. To wyjątkowe miejsce na Sadali, gdzie nie można znaleźć żadnego życia. Nic tutaj nie przetrwa na dłuższą metę.
avatar

Admin
No.1 Whis' Fanboy

Liczba postów : 346

http://dbanotheruniverse.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Lodowa pustynia

Pisanie by Haricotto on Pon Wrz 03, 2018 10:17 pm

MG

Nihilius w towarzystwie Fu przekroczył portal. Po krótkiej podróży, w której widać była tylko neony poruszające się w zastraszającym tempie, obaj znaleźli się w zupełnie innym miejscu, wychodząc z drugiej strony portalu.
Ich oczom ukazała się planeta bogata w roślinność. Liście drzew były koloru fioletowego, trawa była zielona, a rozcierające się hen, hen, wysoko niebo barwiło się na żółto. Dookoła ćwierkały ptaki, a delikatny wiatr wprawiał w ruch kosmyki włosów.
Nad głowami przybyszów przeleciał niespodziewanie niebieski pterodaktyl, skrzecząc głośno i trzepocząc nerwowo skrzydłami. Fu uśmiechnął się delikatnie, po czym obrócił się przez ramię i spojrzał na Nihiliusa.
- Oto Sadala! Pierwotna ojczyzna Saiyan! - rozłożył ręce na boki, prezentując planetę swemu towarzyszowi.
- Podążaj za mną! - powiedział głośno, odbijając się od podłoża i skierował się przed siebie. Po krótkim locie na dość sporej prędkości, krajobraz zmienił się z przyjemnego, ciepłego, na lodowaty i smutny. Przed oczami Imperiusa pojawiła się lodowa pustynia, ciągnąca się tak daleko, że końca nie było widać.
W końcu Fu zatrzymał się przed jedną z lodowych gór. Wskazał na nią ręką, po czym machnął nią i używając swojej ki, zdmuchnął pokrywający lód śnieg. Oczom Nihilisua ukazał się Saiyanin zamrożony w bryle lodu. Był potężnie zbudowany, miał długie, czarne włosy, a jego ręce skute były w kajdany, podobnie jak twarz, która pokryta była swego rodzaju maską.
- Co myślisz? Wygląda nieźle, co? - zapytał Fu, szturchając łokciem w bok Imperiusa.
- Nikt nie mógł wykryć jego ki, bo teoretycznie nie żyje.

Spoiler:


_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1397

Powrót do góry Go down

Re: Lodowa pustynia

Pisanie by Nihilius Imperius on Wto Wrz 04, 2018 4:42 pm

Młodzieniec przekroczył pewnie portal w tym samym momencie co Fu. Podróż nie trwała długo, a jedyne co zaobserwował to dziwne mrugające światła, od których normalne osoby mogłaby rozboleć głowa. Tym bardziej, gdy znalazł się na powierzchni. Niektóre osoby o słabych żołądkach już, by wymiotowały, ale on nie miał z tym problemu. Planeta jak to planeta, bogata roślinność te sprawy. Już na pierwszy rzut oka było widać, że jest to żywa planeta, a nie typowa skała. Wkrótce Fu przedstawił mu planetkę. Sadala. Gdzieś o niej słyszał. Ojczyzna kosmicznych wojowników którą podobno zniszczyli. Gdy usłyszał znów jego głos to skrzyżował dłonie za plecami i leciał tuż obok niego nie używając aktualnie skrzydeł. Bawił się nową techniką, ale i tak coś mu nie dawało spokoju.
- Czy planeta Sadala nie została zniszczona przez saiyan?
Gdzieś o tym słyszał, że ogoniaści ją zniszczyli. Bardzo go to ciekawiło

W końcu znaleźli się na jednej z gór i też Fu używająć ki zdmuchnął śnieg, a samemu Imperiusowi ukazał się zamrożony w lodzie wojownik. Mrożonka. Potężnie zbudowany i groźnie wyglądający, ale uśpiony. Jego twarz była pokryta dziwną maską i strzelał, że raczej On sam nie był chętny, by ją nosić. Poczuł szturchnięcie od towarzysza podróży i jego słowa. Pogładził się po bródce, musiał przyznać, że faktycznie wyglądał nieźle.
- Robi wrażenie.
Odpowiedział, by po chwili zadać bardzo ważne pytanie, a w sumie pytania.
- Jakim sposobem zamierzasz go kontrolować? Co planujesz z nim zrobić? W końcu w każdej linii czasowej go zamrażasz. Musisz mieć dla niego własne plany.
Zapytał w sumie bardziej przez ciekawość niż próbę wykorzystania sytuacji, bo i tak powątpiewał, że cokolwiek komuś zrobi. Przynajmniej na razie.
- Wątpię, byś mi go pokazał tak, bym mógł sobie obejrzeć małpę w klatce. A raczej mrożonkę w lodzie.
Zaśmiał się z tego małego żartu. W końcu czasem trzeba rozluźnić atmosferę.
avatar

Nihilius Imperius

Liczba postów : 26

Powrót do góry Go down

Re: Lodowa pustynia

Pisanie by Haricotto on Czw Wrz 06, 2018 8:40 pm

MG

Fu zerknął na Nihiliusa i uśmiechnął się. Ciągle się uśmiechał. Widocznie taki był od zawsze. Dziwni ludzie są ciekawsi!
- Sadala została zniszczona, ale nie tak, jak ludzie plotkują. Po prostu nie była zdatna do życia, bo została bardzo wyniszczona. Porównałbym to do klęski żywiołowej. Niektórzy Saiyanie i tak przeżyli. Szczwane bestie, nie łatwo ich ubić. - przerwał na moment, podlatując bliżej lodowej góry, w której zamknięty był jeden z Kosmicznych Wojowników. Przystawił dłoń do ścianki i pogładził delikatnie jej powierzchnię.
- Ten Saiyanin jest specjalny. Jego Ki potrafi wytworzyć swego rodzaju anomalię, która potrafi doprowadzić człowieka do szału. Nawet osoba o najczystszym sercu w całym multiwersum, może zamienić się w krwiożerczą bestię. - zabrał swoją dłoń i ponownie odwrócił się do Nihiliusa. Uniósł dłoń i wskazał kciukiem za siebie, na zamrożonego nieszczęśnika.
- Widzisz te kajdany i maskę? Założyłem mu je, żeby ograniczyć jego moc. Tylko ja mogę je zdjąć, co sprawia, że jest mi posłuszny. Zamierzam rzucić Imperium Changelingów do moich stóp, by mieć czym operować. Taka armia się przyda. Oczywiście, nie kierowałbym nią otwarcie. Potrzebny jest ktoś, kto będzie grał przywódcę. - skinął głową, odwracając się znów twarzą do lodowej bryły.
- Co myślisz? Uwalniamy go? - zapytał. Nihilius mógł dostrzec jego odbicie w lodzie. Fu uśmiechał się jak sam diabeł. Był to uśmiech, którego do tej pory Imperius nie miał okazji widzieć.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1397

Powrót do góry Go down

Re: Lodowa pustynia

Pisanie by Nihilius Imperius on Pią Wrz 07, 2018 4:46 pm

Krwistookiemu specjalnie nie przeszkadzało zachowanie Fu. Takie osoby był znacznie ciekawsze i bardziej interesujące niż te wiecznie spięte. Słuchał tego co miał do powiedzenia i kiwał głową. Coś o tym słyszał, ale jako Shinjin nie wiedział wiele. Nie był w końcu Makaioshinem oficjalnie, więc miał do dyspozycji tylko podstawową wiedzę.
- Niczym karaluchy.
Podsumował krótko. Może nazwa niezbyt przyjemna, ale najwidoczniej prawdziwa.

Słuchał tego co miał do powiedzenia i musiał przyznać, że anomalia go straszliwie zaciekawiła. Ciekawa moc. Bardzo ciekawa.
- Interesujące. Idealnie byłoby to kiedyś zbadać nie sądzisz?
Uśmiechnął się do Swojego rozmówcy, a w jego oczach można było wręcz ujrzeć błysk zainteresowania. Ta anomalia mogłaby mu pomóc. I to bardzo. Tyle możliwości jej wykorzystania! Ale najpierw musiałby ją zbadać. Poznać. Dostać jej próbki może?
-Przydałyby się jakieś próbki, by z czasem nad tą anomalią popracować.
Dodał pod koniec i wcale nie zdziwiłby się jakby Fu miał taki sam pomysł.

Popatrzył się na mrożonkę uwięzionego w bryle lodu i słuchał dokładnie co mówił Fu. Nie spodziewał się, że faktycznie mu poda kontrole nad nim, ale nie obchodziło go to, aż tak. Miał nadzieję na dobrą i owocną współprace. Co jak co, ale wiedział, ze działanie samemu to głupota. Tym bardziej, gdy wspomniał o Imperium Changelingów to słuchał coraz uważniej, by pod koniec się roześmiać głośno. Więc to tak. Ciekawe czy młodzieniec był pewien, że Imperius zaraz się zgłosi. Co prawda było to interesujące i w ogóle, ale był też mały problem jakim była jego siła i to, że był całkowicie nieznany. Nie było sensu w jego przypadku dowodzić tym czymś, tym bardziej, że woli stworzyć własną frakcję od podstaw, by być pewnym o lojalności i innych podobnych rzeczach, a tego nie mógł oczekiwać jakby przyszedł znikąd i rządziłby gadami. Tym bardziej będąc figurantem. Na dodatek może zostać zawsze zamordowany, wyzwany do pojedynku i zabity. Chłopak pewnie może mówić, że nie ma się czego bać, ale On wolał nie ryzykować. Nie będąc, aż tak słabym. Ciekawe, czy go zaskoczy.
- Rozumiem, że to jest propozycja, bym to ja był tym przywódcą prawda? Tak czy inaczej należy znaleźć figuranta. Pionka. A my będziemy rządzić z mroku. Tym bardziej, że jestem za słaby aktualnie, a wolę nie polegać na tym, że z powodu strachu mnie nie zabiją. Co innego, gdybym był straszliwie silny. Jeszcze nie czas na moje osobiste rządzenie.
Uśmiechnął się arogancko. Wolał nie kusić losu.
- Ale chętnie wprowadziłbym mój kult skoro i tak jestem bogiem. Powinno mi to pomóc, a do tego stworzyć jakieś podwaliny. Fundamenty. Pod dalsze działanie.
Dodał na koniec. Uważał, że jest to lepsze i bardziej inteligentne rozwiązanie.

Gdy usłyszał ostatnie słowa to już miał mu odpowiedzieć, gdy nagle dostrzegł odbicie w jego lustrze. Uśmiechał się diabelsko a to była nowość. Zainteresowało to młodego boga niesamowicie i zastanawiał się co złego kombinuje, gdyż nie widział u niego takiego uśmiechu.
- Jeszcze nie widziałem u Ciebie takiego uśmiechu. Interesujące.
Nie miał pojęcia czy młody starał się to ukryć przed nim czy też nie, ale nie obchodziło go to i tak.
- Czas wprowadzić do tego kosmosu trochę chaosu!
Taka była jego odpowiedź! Zaśmiał się demonicznie na samą myśl o tym co ten wojownik może tutaj zdziałać. Miał tylko nadzieję, ze faktycznie był kontrolowany i przypadkowo nie zginie. Wolał to uniknąć.
avatar

Nihilius Imperius

Liczba postów : 26

Powrót do góry Go down

Re: Lodowa pustynia

Pisanie by Haricotto on Pią Wrz 14, 2018 5:09 pm

MG

Diabelski uśmiech Fu zniknął z jego twarzy. Młodzieniec zamknął swoje oczy, zbierając myśli i jednocześnie słuchając tego, co do powiedzenia miał Nihilius. Na słowa o wprowadzeniu chaous, uśmiechnął się tajemniczo, unosząc lekko kąciki ust do góry.
- W takim razie... - ostatni raz przyłożył dłoń do lodowej powłoki, spoglądając nostalgicznie na zamrożonego za jej ścianą Saiyanina. Patrzył tak na niego jeszcze przez dłuższą chwilę, po czym westchnął cicho pod nosem. Odwrócił się zaraz do Imperiusa, po czym położył dłoń na jego ramieniu.
- Muszę go rozmrozić. Trochę mi to zajmie. Gdyby to było takie proste, każdy mógłby to zrobić, nie? - zapytał, nie oczekując odpowiedzi. Doskonale wiedział, co musi zrobić.
- Ty może w tym czasie potrenuj, co? Pomedytuj trochę, czy coś. Kiedy skończysz, nasz koleżka, Cumber, powinien być już na wolności! - uśmiechnął się szerzej, zabierając dłoń z ramienia Shinjina.
- Zapowiada się świetne przedstawienie, a my siedzimy w pierwszym rzędzie... - wyszeptał, odwracając się znów w stronę Saiyanina. Przystawił obie dłonie do lodowej ściany i zamknął oczy, skupiając się i zbierając w swoich dłoniach energię ki, która zaczęła połyskiwać fioletową barwą.

Koniec przygody.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1397

Powrót do góry Go down

Re: Lodowa pustynia

Pisanie by Nihilius Imperius on Pią Wrz 14, 2018 7:10 pm

Zastanawiał się co ten jego towarzysz kombinuje. Ten uśmiech raczej nie stawiał go w zbyt jasnym świetle, a sam Imperius wolał nie ryzykować i nie żałować tej współpracy, więc na wszelki wypadek pozostawał uważny, czyli jak zwykle. Nic się nie zmieniło. Patrzył się w tym czasie co robił Fu. Widział jak przyłożył dłoń do lodu i coś tam gadał po nosem, a następnie usłyszał westchnięcie i zobaczył jak młodzieniec się odwraca i kładzie mu rękę na ramieniu. Następnie usłyszał pytanie retoryczne i wiedział, że na pewno nie oczekiwał na nie odpowiedzi toteż tylko się uśmiechnął i kiwnął głową. Dopiero gdy usłyszał jego dalsze słowa odnośnie trenowania i medytowania to ponownie kiwnął głową i ze skrzyżowanymi dłońmi poszedł dalej. Uważał bowiem, że te miejsce idealnie się nadaje na trening dla jego Boskiego ciała. Dosłownie i w przenośni. Cumber. Tak się nazywał ten wojownik. Warte zapamiętania. Popatrzył się jeszcze raz w stronę młodego, gdy ten wspomniał o przedstawieniu i, że siedzą w pierwszym rzędzie. Nie zgadzał się z tym.
- Mylisz się. Cumber to gwiazda, a my jesteśmy reżyserami.
Po czym demonicznie się zaśmiał. Wiedział bowiem, że miał rację. Cumber w końcu będzie ich główną gwiazdą, a cała reszta to aktorzy. Ich marionetki.
- Nie przemęczaj się.
Rzucił mu na odchodne i ruszył tam gdzie będzie miał wystarczająco dużo miejsca na trening. Miał dziwne wrażenie, że trochę to potrwa.
avatar

Nihilius Imperius

Liczba postów : 26

Powrót do góry Go down

Re: Lodowa pustynia

Pisanie by Nihilius Imperius on Pią Wrz 14, 2018 10:00 pm

Po znalezieniu idealnego miejsca z dala od Swojego kompana postanowił zabrać się za trening Swojego ciała w tym jakże niegościnnym i zimnym miejscu, ale najpierw musiał Swoje ciało do tego dostosować. Miał szczęście, że to tylko taki teren, a nie cała planeta inaczej byłoby gorzej. W sumie dobrze się składało zważywszy na to, jakby kiedyś miał znaleźć się w gorszym i mroźniejszym miejscu to przynajmniej ciało jako takie będzie przystosowane. Nie wiedział ile mu to zajmie, ale wiedział, że nie ma co się obijać i lepiej zacząć małymi krokami od teraz! Doskonale wiedział, że jest mu to potrzebne, a nawet wręcz niezbędne, tym bardziej, ze Fu będzie zajęty przez dłuższy czas, to On z tego skorzysta. Tym bardziej, że czuł w sobie moc która wręcz chciała się uwolnić. Ba. Musiał przyznać, że po tym całym spotkaniu z Fu i nie tylko czuł się znacznie silniejszy i potężniejszy. Czyżby dlatego, że mu się mózg otworzył na nowe możliwości? Kto wie. Począł się oddalać od Cumbera i młodego coraz bardziej i bardziej, aż wreszcie zatrzymał się na pobliskiej górze lodowej w pobliżu zamarzniętego jeziora. Perfekcyjnie. Może to wykorzystać.

Zastanawiał się od czego powinien najpierw zacząć i sądził, że najlepiej będzie przystosować Swoje ciało do panującej temperatury, a w tym celu nie może korzystać z energii Ki w celu ogrzewania Swojego ciała. Ryzykowne. Ale czego się to nie robi dla większej mocy prawda? Dokładnie w poszukiwaniu potęgi może zrobić naprawdę wiele. Nawet jeśli będzie miał odczuwać ból to co z tego? Dlatego też przestał używać energii do ogrzewania Swojego ciała. Na początku nie wiedział jak to zrobić, ale po przypomnieniu sobie jak się powinno latać za pomocą energii to zamknął oczy i wyobraził sobie niewidzialną powłokę która trzymała mróz na zewnątrz, że nie dotykała jego ciała, a następnie ją wymazał. W tym samym czasie, gdy to zrobił poczuł niewyobrażalny mróz tak mocno, że jego ciało trzęsło się z zimna. Głównie siłą woli starał się trzymać tego i ponownie nie włączyć tej niewidzialnej powłoki. Co ciekawe jego ciało nie ulegało odmrożeniom, zapewne dlatego, że było znacznie wytrzymalsze niż u innych istot. Tyle dobrego, że nie była to lodowa planeta inaczej mógłby nie dać rady. Dlatego jest to idealne miejsce na stworzenie fundamentów. Z czasem nawet mroźne planety nie będą dla niego groźne! Ale na razie nic to nie dawało i po prostu się trząsł z zimna. Starał się rozgrzać i robić cokolwiek, ruszać się, machać skrzydłami, ogonem, czy innymi częściami ciała, aby tylko jakoś dawać sobie radę i co ciekawe, to działało.

Po pewnym czasie przestawał odczuwać zimno i było mu coraz bardziej normalnie. Oczywiście głównie dlatego, że miał na sobie ubranie. Nie chciał od razu przesadzić i rzucić się na głęboką wodę, bo może mu to niezbyt pomóc, ale teraz, gdy choć trochę się dostosował to był w stanie zrobić mały krok naprzód. Zdjął z Siebie górna część ubrania i ponownie uderzyło w niego przeraźliwe zimno. Począł ruszać się bardziej i wręcz ćwiczyć cokolwiek nawet walkę z cieniem, byleby tylko spowolnić utratę ciepła przez jego ciała. Po pewnym czasie i tutaj jego ciało się przyzwyczaiło więc zdjął i dół zostawiając sobie minimum ubrania. Tym razem mróz chociaż dalej odczuwalny nie był, aż taki mocny jak wcześniej więc po paru minutach się przystosował. Ale to nie był koniec. Usiadł najpierw na środku zamarzniętego jeziora trzymając nad sobą ubranie i oddał się medytacji.

Gdy siedział w siadzie skrzyżnym to spadek temperatury coraz bardziej dawał mu się we znaki, a nawet było widać jego oddech. Jak tak dalej pójdzie to będzie niczym jakiś lodowy smok zionął lodowym oddechem. W sumie to byłoby fajnie. Niestety niemożliwe. Chociaż kto wie. Może uda mu się coś wymyślić. W końcu możliwości Ki są wręcz nieograniczone, a jej potęga nieskończona. Więc i coś takiego może będzie możliwe. Zresztą zobaczy się. Na razie był zbyt zajęty nie myśleniem o mrozie. I niestety nie dawał rady bo jego ciało wciąż się trzęsło z zimna. Dopiero po pewnym czasie to się ogarnęło i w całości oddał się medytacji i rozmyślaniom. Ot podstawy. Starał się odnaleźć źródło przyciągania i odpychania co poprzednio mu się nie udało. Miał Swoje podejrzenia, ale kto wie jak to było. W każdym razie wszedł w stan medytacji, ale niestety nie odnalazł w nim tego co szukał, chociaż i tak spędził w nim dosyć dużo czasu. Po przebudzeniu nie odczuwał wcale, aż tak zimna, a to już coś!

W końcu wstał i zaczął się zastanawiać co powinien dalej zrobić. Nie licząc zakrytych pewnych rzeczy nie miał na Sobie nic. Ale to mu powoli już nie przeszkadzało. Ba. Pomagało mu w treningu! Dlatego najpierw postanowił się normalnie ruszać. Dopiero po paru minutach chód przerodził się w trucht, następnie w bieg, by pod koniec już sprintować. Oczywiście na Swoje nieszczęście poślizgnął się i wylądował tyłkiem na lodzie, po którym sunął w dal. Cały tyłek miał zimny, gdy wstawał! Jaki pech! Ale sam na Siebie to sprowadził. Tym razem zaczął machać skrzydłami i uniósł się w powietrze lecząc w przestworza coraz wyżej i wyżej, by przyzwyczaić się do niskiej temperatury panującej w górze. Jakoś to szło, ale czuł jakby mu skrzydła opadały z sił. Na szczęście było to chwilowe i potem już było łatwiej. Jego ogon pomagał mu utrzymać równowagę, i po chwili pikował ostro w dół prosto w pobliską lodową pokrywę w którą przywalił z pełnej prędkości swoimi rogami i łbem. Specjalnie wybrał coś takiego, by jak najmniej bolało. Co prawda udało mu się przebić, bez ubytku w zdrowiu, ale i tak nie udało mu się wylądować więc sunął po lodzie niczym torpeda i walnął w drugą pokrywę której już niestety nie rozbił. Starał się uwolnić Swoje rogi co mu się udało. Nic mu nie było, czyli trening przynosił skutek! Idealnie!

Tym razem zaczął używać Swojego ogona pokrytego kolcami i zakończonego ostrzem do najpierw robienia rys na pokrywie, a następnie przecinaniu w pół jakiś pomniejszych lodowych skał. Gdy się znudził to zaczął ciąć je na jeszcze mniejsze kawałki, aż doszedł do zadowalającej ilości. To nie był koniec bowiem tym razem używał kolców na ogonie do wykonywania ataku i początkowo niewiele to dawało, by po jakimś czasie przynosiło to rezultaty, aż wreszcie rozwalił skałę w proch. Ćwiczył to wciąż i wciąż, aż dawał radę z coraz to trudniejszymi zadaniami. Gdy w końcu mu się i to znudziło to postanowił połączyć technikę i używał nie tylko kolców, ale i ostrza co według niego w połączeniu naprawdę bardzo pomagało. Znów machał skrzydłami i pofrunął do góry, by tym razem atakować ogonem w locie. Musiał się przyzwyczaić do takiej walki jeśli chciał cokolwiek kiedyś zdziałać. Oczywiście to były tylko podstawy nic więcej, ale i to było ważne. Kto wie z czasem może się mu to przydać.

Gdy już się zmęczył to wylądował i pomyślał co dalej powinien zrobić. Uznał, że stary dobry trening wystarczy dlatego najpierw zaczął od rozciągnięcia gnatów, by mu się lepiej trenowało. Nie przeszkadzał mu żaden trening o ile przynosił efekty, nawet jakby miał przez to cierpieć. A przez mróz tak na początku było. Mimo wszystko dawał radę, więc mu to aż tak nie przeszkadzało. Gorzej będzie, gdy się znajdzie na lodowej planecie, ale wtedy jakoś postara się dać radę. Zawsze daje. Po początkowym treningu i rozgrzaniu ciała zaczął robić bardziej zaawansowane czynności, a przynajmniej taki miał zamiar, gdy nagle zmienił zdanie i jednak robił tylko te podstawowe rzeczy jak pompki, przysiady i tym podobne ćwiczenia. Gdy skończył, ruszył pewnym krokiem w stronę pobliskiej góry. Wiadomym jest to co planował zrobić. Miał zamiar się wspiąć na samą górę i zdobyć szczyt!

ROZPOCZĘCIE TRENINGU


Ostatnio zmieniony przez Nihilius Imperius dnia Nie Wrz 16, 2018 12:02 am, w całości zmieniany 1 raz
avatar

Nihilius Imperius

Liczba postów : 26

Powrót do góry Go down

Re: Lodowa pustynia

Pisanie by Nihilius Imperius on Sob Wrz 15, 2018 10:00 pm

Doskonale wiedział co powinien zrobić. Miał zamiar wspiąć się na górę i zdobyć sam szczyt! Tym bardziej, że nie było w pobliżu innej. Może to jedyna w okolicy? Tak czy inaczej na pewno będzie to problem, ale pomoże mu w jego treningu. Kto wie ile Fu zajmie uwolnienie Cumbera. Mrożonka w kaftanie bezpieczeństwa. Wiedział, że używanie skrzydeł nic nie da podczas treningu dlatego też nie będzie sobie ułatwiał sprawy. Najpierw sprawdził miejsce, gdzie lód był najcieńszy. Po co? To się z czasem okaże, czemu tak robił. Gdy odkrył to miejsce to zrobił ogromny znak iksa rysując go swoim własnym ogonem. Zrobił go na tyle dużego, by w miarę możliwości był widziany z góry. Wzniósł się w powietrze, by to sprawdzić, i gdy uznał, że było dobrze to wylądował. Czas się wziąć za główny cel! Podchodził coraz bliżej góry i spojrzał się na nią. Wiedział, że nie będzie to łatwe, ale czego się to nie robi dla większej potęgi. Zaczął wchodzić najpierw normalnie poprzez ścieżkę. Od razu uderzył w niego nie tylko mróz ale i wiatr. Pamiętajmy, że na sobie nie miał ubrania, gdyż zostawił je na dole. Ryzykowne? Niekoniecznie. Zawsze będzie mógł ponownie włączyć powłokę która chroniła go przed temperaturą najwidoczniej, czy cokolwiek to było zważywszy na to, że to tylko jego wyobrażenie i jakoś da radę. Zapowiadała się długa droga.

Ani widu ani słychu niczego. Krwistooki wciąż szedł i szedł, a ścieżka robiła się coraz bardziej zdradliwa i niebezpieczna. Nie było też żadnej żywej istoty przystosowanej do życia tutaj, i nie miał pojęcia dla czego. Zazwyczaj w takim miejscu coś i tak żyło, ale jednak tym razem było inaczej. Nie zastanawiał się nad tym jakoś specjalnie długo. Nic nie ma, to nie ma. Nie jest to mu jakoś potrzebne. Chociaż, by sobie coś zjadł. Jako Bóg nie wymagał pożywienia, aż tak ale i tak pomagało to w uzupełnieniu energii i nie tylko. No nic. Da radę bez tego. Szedł wciąż przed Siebie, aż trafił na zdradliwą ścieżkę, tym razem starał się iść powoli i uważnie. Niestety o mało co się nie wywalił po drodze, ale jakoś dał radę. Tym bardziej, że to było spore dla niego utrudnienie niestety, ale spodziewał się tego. W końcu im się jest wyżej tym jest ciężej. Dlatego ścieżka się zwężała coraz bardziej, była bardziej kręta, pod tak zwaną górkę oraz bardziej śliska i niebezpieczna. O mało co nie poślizgnął się, przez co wpadł by prosto do przepaści, a tego nie chciał. Co prawda miał zawsze do pomocy skrzydła i bukujutsu, ale na razie wolał z tego nie korzystać no chyba, że nie będzie miał innego wyboru, ale na razie dawał sobie radę i niech lepiej tak zostanie. Wiatr co prawda strasznie mu utrudniał to wszystko, ale było to coś co przewidział. Przy okazji używał swoich skrzydeł, by zasłonić Swoje ciało przed nim i jakoś to pomagało, co sprawiło samo w Sobie, że poruszał się o wiele łatwiej i szybciej. Na pewno ułatwi mu to wszystko.

Po pewnym czasie miał coraz bardziej utrudnione zadanie i musiał robić, albo wielkie kroki, albo skakać, a nawet od czasu do czasu się samemu wspinać, uważając przy okazji, by nie spaść na sam dół. W końcu był jeden z pierwszych problemów jakim była skarpa. Spojrzał najpierw na nią, by zastanowić się jak najlepiej się po niej wspiąć, po czym wziął rozbieg i uważając na śliską nawierzchnie skoczył i złapał się nie tylko dłońmi pobliskich skał, ale także ostro zakończony ogon wbił w lód, by się lepiej złapać. Gdy już się mocno trzymał to powoli wspinał się po skarpie. Gdy mu się to udało to stanął pewnie, lecz uważnie i rozglądał się co zrobić dalej. Niestety była kolejna skarpa lecz tym razem przypominała ścieżkę. Chłopak nie wiele o tym myśląc, przybliżył swoje plecy do ściany i zaczął się sunąć dalej uważając, by przypadkiem nie spaść. Prawie, by zleciał łbem na sam dół, ale w ostatniej chwili złapał się na szczęście Swoim własnym ogonem wbijając jego ostre zakończenie w lód, po czym sunął na sam dół, by po chwili złapać się pobliskich kamieni. Musiał się wspinać tym razem po tej, by wrócić na Swoje dawne miejsce. To też postanowił zrobić, i chociaż mu to trochę czasu zabrało to dał radę i kontynuował dalej. Dotarł na miejsce co go strasznie ucieszyło i szedł przed Siebie, aż w końcu doszedł na Swoje nieszczęście do fazy wspinaczkowej. Nie było innej możliwości jak tylko użyć latania, albo się wspiąć na samą górę i zdobyć szczyt. Zimny wiatr dawał mu się jeszcze mocniej we znaki, ale zacisnął zęby i się nie poddawał.

Zaczął się wspinać z zamiarem zdobycia szczytu, i chociaż nie wiedział ile mu to zajmie to nie miał zamiaru się poddawać! Wiatr bardzo mu to utrudniał, więc zasłaniał się skrzydłami, by jakoś sobie radzić. Ogon od czasu do czasu wbijał się w górę, by asekurować ciało, rogi rozbijały jakieś niewielkie przeszkody na jego drodze, a On sam wspinał się coraz to wyżej i wyżej, walcząc z ogromną lodową górą, gdzie nagrodą za pokonanie jej było zdobycie szczytu! Może niewielka nagroda, ale według niego to było zawsze coś. Tym bardziej, że robił to tylko dla treningu i nic więcej. Wspinał się więc ciągle i ciągle walcząc z tą górą, tak bardzo jak bardzo tylko mógł i nie miał zamiaru się poddać, aż do samego końca. Nie wiedział ile czasu minęło, i ile to razy nie spadł, by zacząć wspinaczkę od nowa, albo chociaż od połowy, ale wreszcie udało mu się! Był na samym szczycie! Wziął głęboki oddech i napawał się tym sukcesem. Chmury mu przeszkadzały w patrzeniu w dół, ale mniej więcej, wiedział co gdzie się znajduje. Napawał się jeszcze chwile zdobyciem góry, a następnie ogonem wpisał Swoje inicjały tak, by były widoczne, chociaż przez jakiś czas jak ktoś się tutaj dostanie. Wiatr i mróz strasznie mu przeszkadzały dalej i trochę ciężej się oddychało, chociaż samo powietrze było strasznie czyste, to jednak dla innych istot, mogłoby nie być takie dobre.  No cóż. On był Bogiem. Dla niego to nie jest taki problem. Był przyzwyczajony do gorszych rzeczy.

Pod koniec postanowił usiąść na samym szczycie, w najwyższym miejscu i oddał się medytacji. Robił głęboki wdech i wydech, robiąc to bardzo powoli i systematycznie. Starał się przyzwyczaić ciało do temperatury która tu panowała jak i oporu powietrza, i trochę innego składu. Nie każdy dałby radę. Na szczęście to dla niego było nic. Zaczął się wyciszać coraz bardziej i bardziej oddając się tej jakże ważnej czynności, aż wreszcie mu się udało. Ponownie zaglądał w Siebie starając się wydobywać z Siebie ukrytą moc i musiał przyznać, że te miejsce było naprawdę niezłe. Na pewno coś nowego i oryginalnego co wspomagało jego medytowanie, ale nie tak dobre jak poprzednie miejsca. Gdy otworzył oczy to wstał i spojrzał się na dół. Teraz zamierzał zrobić coś bardzo głupiego i ryzykownego, ale coś co mu bardzo pomoże w treningu. Niestety trochę z tego powodu pocierpi, ale jakoś da radę. Mniej więcej wiedział, co i gdzie miał zrobić, więc wziął rozbieg i skoczył przed Siebie.

Można rzec, szaleniec. Ale w tym szaleństwie jest metoda! I miał zamiar to udowodnić! W sumie przed samym Sobą. Po spadaniu wreszcie wiedział gdzie jest duży znak iks, więc używając skrzydeł szybował tak, by nie tracić na prędkości, i pędził prosto w ten znak, by następnie z ogromną prędkością jak i siłą walnąć w ten cienki lód i rozwalając go w drobny mak. W jednej chwili znalazł się pod wodą, i bardzo szybko zaraz stamtąd wypłynął. Nie dał rady i cały trząsł się z zimna. Ale to nie był, aż taki zły pomysł jak uważał. Trochę mu pomogło w treningu wytrzymałościowym. Dlatego gdy odpoczął i ogarnął się, to wskoczył do wody i najpierw próbował wytrzymać normalnie, i gdy się przyzwyczaił to zaczął pływać, by pod koniec nawet nurkować. Nie wiedział ile czasu spędził, ale w końcu już zimno mu, aż tak nie przeszkadzało. Dlatego też wyleciał z wody i zaczął ćwiczyć, aby się szybciej wysuszyć. Po wszystkim założył na Siebie ubranie. Główna część treningu skończona. Teraz planował zrobić coś, co miał zamiar zrobić już wcześniej. Przypomnienie Sobie jak się używało KI do ataku!

ZAKOŃCZENIE TRENINGU
avatar

Nihilius Imperius

Liczba postów : 26

Powrót do góry Go down

Re: Lodowa pustynia

Pisanie by Nihilius Imperius on Czw Wrz 20, 2018 8:00 pm

Chłopakowi wciąż było zimno po niedawnej kąpieli, ale przynajmniej wysuszył się na tyle na ile to było możliwe. Mimo wszystko uważał, że i tak było warto. Sporo się nauczył, a i jego ciało było bardziej odporne na niskie temperatury. Może nie był przystosowany do lodowych planet, ale jeśli znajdzie się w takim miejscu jak teraz, to o wiele lepiej sobie poradzi. Zawsze to jakaś przewaga nad innymi, a i oprócz tego zaznajomił się z elementem jakim był lód. Trochę bolał go łeb i nie tylko, ale przynajmniej rogom nic nie było. Tak samo ogonowi i skrzydłom. Z resztą nie było to wcale takie łatwe, by je uszkodzić, o ile było to możliwe. Nie narzekał na to, bo jak widać po treningu coś takiego również może być dla niego przydatne, a to jest najważniejsze. W końcu nie obchodziło go to, co w ogóle mu się na nic nie przyda. Po zakończonej pierwszej części treningu postanowił przejść do kolejnej. Tym razem nie wspinał się na górę, a normalnie poleciał na sam szczyt odbijając się od podłoża i używając Swoich skrzydeł wkrótce wzbił się w przestworza i dosyć szybko wylądował na szczycie.

Od razu, gdy wylądował zabrał się za to co wcześniej robił przy okazji do Swojego głównego treningu. Starał się wejść w stan skupienia podczas medytacji. Tym razem jego trening dotyczył tego co planował zrobić wcześniej, od razu po lataniu, ale pewna osoba mu przeszkodziła w tym. No nic. Nie jest to jakaś ogromna strata tym bardziej, że teraz sobie może to zrobić. Co chciał? To proste. Chciał sobie przypomnieć dawną technikę którą używał wcześniej. Ki Blast. Dlatego też nie była to nauka czegoś zupełnie nowego tylko właśnie przypomnienie sobie jak się używało jej wcześniej. Miał nadzieję, że zrobi to wystarczająco szybko, ale mimo wszystko nie widział żadnego walącego się lodowca, więc jeszcze chyba ma czas. Tak czy inaczej po tym treningu da sobie na pewien czas spokój. Na razie. Usiadł w siadzie skrzyżnym i zabrał się za medytację.

Zrobił to co zwykle czyli wyłączył wszystkie Swoje zmysły i wyciszył myśli chociaż na jego ciało wciąż oddziaływała niska temperatura, przez co nie było wcale takie proste, by wejść w ten jakże ciekawy stan, ale właśnie o to w tym chodziło! By nie było za łatwo, i by coś dodatkowo utrudniało, a do tego pomagało mu w treningu. Temperatura panująca w tym miejscu, oraz czyste powietrze, a także jego opór, tylko mu w tym pomagały. Dlatego też wybrał takie miejsce i uważał, że to dobry pomysł. Co prawda przez to nie miał łatwego zadania, ale jakoś starał się to zrobić. Prędzej czy później da radę, a coś takiego na pewno mu się przyda w życiu czy w innych sytuacjach. Wyciszał się coraz bardziej, starając się by jego ciało nie zwracało uwagi na niską temperaturę, czy opów powietrza i trudniejsze oddychanie, ale jakoś mu to niestety nie szło. Mimo wszystko im więcej czasu upłynęło, tym lepiej i szybciej to szło, aż wreszcie po dłuższym i bliżej nieokreślonym czasie mu się to udało. Znowu wszedł w ten jakże specjalny stan.

Wydawało mu się, jakby jego dusza lewitowała w nieskończonej ciemności, czy też może raczej nicości. To słowo bardziej tutaj pasowało. Przynajmniej tak mu się to wydawało. Wszelkie drobinki które tutaj widział, były przyciągane i wypychane niczym w organizmie żyjących stworzeń. Serce bowiem było taką pompą, ale mu nie wyglądało na to, by miał coś podobnego w tym miejscu. Co to było za miejsce? Wyobrażenie jego ciała? Duszy? Umysłu? Cholera wie. Tego nie wiedział i pewnie się szybko nie dowie. Może wszystko jednocześnie. Starał się znaleźć coś co pomoże mu ponownie wpaść na trop, ale niestety mu się to nie udało. Dlatego też postanowił na razie to zostawić i nie tracić czasu, bo choć nie czuł jego upływu tutaj, to kto wie ile czasu mija na zewnątrz. Wiedział, że nie może sobie na to pozwolić. Wystarczająco dużo czasu i tak już stracił, na w sumie nie wiadomo co. Musi się śpieszyć.

Postanowił, że ponownie nauczy się Swojej dawnej podstawowej techniki. To był główny cel jego ostatniego w tej chwili treningu. Przez pewną sytuację stracił wszystko co miał i co się nauczył, a także długo był w uśpieniu, więc teraz musi działać bardzo szybko. Co prawda przez amnezję nie wiedział nawet co takiego robił, gdzie był i jak znalazł się tam gdzie się znalazł, i choć sądził, że przez to stracił, albo zapomniał o czymś bardzo ważnym to nie miał innego wyboru, by na razie to zostawić w spokoju. I To też miał zamiar zrobić. Kto wie, może kiedyś będzie miał okazję, by to odwrócić, ale na pewno nie teraz. Miał podstawowy trening związany z przetrwaniem podczas niskiej temperatury, więc jest dobrze. Co prawda to była tylko jedna rzecz z wielu, ale co to tam dla niego. Na wszystko inne przyjdzie pora.

Do tej pory nie wiedział jaką drogą zbytnio chce podążać, i co prawda nie interesowało go bycie najsilniejszym bo z tym bywa różnie, ale mimo wszystko i tak było to pociągające. Będzie więc starał się być najpotężniejszy. I tak jego główny cel to było zostanie prawdziwym Nieśmiertelnym i Wszechpotężnym Bogiem. Mimo wszystko na razie skupi się na podstawowych celach. Nawet jego frakcja, czy Imperium jakie miałby zamiar zrobić, ma mu w tym tylko pomóc i zdobyć wyznawców. To wszystko. Jeszcze przemyśli jak to ma zamiar zrobić i jak przekonać do tego masy, albo jak zdobyć cokolwiek. Cumber i Fu będą przydatni. Nie wiedział tylko co tamten tak naprawdę miał zamiar zrobić, a że spodziewał się zdrady od każdego, to choć mu ufał wystarczająco zważywszy na to, że On sam jest niegroźny to jednak kto wie do czego jest mu potrzebny. Woli samemu być w kontroli. Być panem własnego losu. Nie być zależnym od nikogo. Ale czas pokaże jak się stanie.

Nawet się nie spodziewał jak medytacja dobrze działa na jego myślenie o w sumie wszystkim. Ale jak się tak dłużej zastanowić nad tym to ma to mimo wszystko jakiś sens. Będzie musiał robić tak częściej, o ile, by miał okazję czy po prostu, by o tym pamiętał. Na razie jest dobrze. Mogło być lepiej, ale jest dobrze. Dlatego po tych całych rozmyślaniach które jako tako mu odciążyły umysł, to starał się zebrać energię w jednym punkcie. Niestety nie szło mu to jakoś dobrze, ale nie zrażał się niepowodzeniami. Próbował i próbował, aż wreszcie coś mu wychodziło i w tym samym czasie wyszedł z tego jakże wspaniałego, ciekawego oraz tajemniczego stanu. Nie przeszkodziło mu to ani trochę. Wiedział co ma robić i to też starał się zrobić ponownie lecz tym razem w świecie materialnym. Jak mu to wyjdzie? Przekona się o tym za chwilę.

Wyciągnął przed Siebie rękę. Starał się skupić Swoją energię w jednym punkcie, a mianowicie przed jego otwartą dłonią. Na jego nieszczęście nie było to takie łatwe jak w świecie nie materialnym, gdzie się znalazł podczas medytowania, przez co miał bardziej utrudnione zadanie, aniżeli sądził. Tyle dobrego, że nie uczył się jej na nowo i wiedział co miał mniej więcej zrobić. Dziwne wyglądał z ręką wyciągniętą przed Siebie, gdzie przez lekkie zdenerwowanie nawet dodał do tego drugą. To oczywiście w niczym nie pomogło, ale warto było spróbować, więc znów się skupiał na jednym punkcie. Czuł bardzo dziwne uczucie, lecz nie było mu ono nieznane. Podobne czuł podczas używania techniki latania, a to o czymś świadczyło. Mimo wszystko znów to nie wypaliło, więc robił to od nowa. Miał zamiar to robić tak długo, jak długo to było konieczne. Westchnął. Zapowiadało się bowiem, że trochę to potrwa, ale że pobliska góra lodowa dalej raczej nie padała, ani nie odczuwał nic co świadczyło o tym, że saiyan się budził, to raczej miał jeszcze czas. Na razie. Musiał się pośpieszyć, ale był pewien, że niedługo mu się to uda.

ROZPOCZĘCIE TRENINGU


Ostatnio zmieniony przez Nihilius Imperius dnia Pią Wrz 21, 2018 8:24 pm, w całości zmieniany 1 raz
avatar

Nihilius Imperius

Liczba postów : 26

Powrót do góry Go down

Re: Lodowa pustynia

Pisanie by Nihilius Imperius on Pią Wrz 21, 2018 8:00 pm

Jego ponowna nauka tej techniki się dopiero zaczynała, ale nie był to jakiś wielki kłopot zważywszy, że ją znał wcześniej. Co innego, jakby to było dla niego zupełnie coś innego. Po prostu musiał sobie przypomnieć jak wcześniej się ją używało i to był ten mały problem. Teorie znał, trochę też praktykę, ale musiał się nauczyć to robić wręcz instynktownie jak kiedyś, a powinien to zrobić jak najszybciej jeśli chce mieć większe szanse na kogokolwiek. Może to jest niewiele, ale raczej zawsze coś. Na pewno nie zaszkodzi, a pomoże! A to jest najważniejsze! Wiadomo, że są lepsze techniki niż to coś, ale nie miał innego wyboru. Wcześniej znał tylko to plus latanie. To wszystko. No ale cóż. Jakoś sobie da radę. Wcześniej czy później nauczy się czegoś nowego i z tamtego będzie częściej korzystał niż z tego co miał. A na razie nie ma wyboru. Musi używać wszystkiego do czego tylko miał dostęp, nawet jeśli jest to prawie bezużyteczne, to na początku chociaż ma podstawową użyteczność. Niestety to wszystko. Szczerze wątpił, że mu się przyda na dłużej, ale kto wie. Może się myli? Może odkryje coś nowego związanego z tą podstawową mocą za której pomocą można strzelać z dłoni pociskami ki? Kto wie. Koniec rozmyśleń! Czas się wziąć do pracy dopóki miał jeszcze czas, a coś sądził, że powoli przebudzenie wojownika zbliża się ku końcowi. Czemu tak sądził? Instynkt. Więc musi się pośpieszyć, bo obudzi się bez nawet tej techniki, a to mu trochę popsuje plany.

Ponownie skupiał w jednym miejscu energię ze Swojego ciała z zamiarem użycia jej do chociażby atakowania. Wiadomo to nie był jedyny jego cel, ani też nie była to jedyna czynność gdzie można było wykorzystać pocisk ki, lecz mimo wszystko zazwyczaj się używało jej do atakowania lub obrony. Tylko niektórzy bardziej kreatywni potrafili używać jej do czegoś więcej aniżeli to. Imperius znał parę tricków teoretycznych, ale jeszcze ich nie sprawdzał więc kto wie. Na razie musi się nauczyć podstaw z nią związanych i potem pomyśli co chce z tym zrobić dalej. Bo jeśli nie przypomniał sobie nawet czegoś tak prostego jak atakowanie i obrona, to po co ma robić coś co wymaga znacznie więcej myślenia, starań czy umiejętności. Dlatego najpierw zaczął od prostego przyzwania, czy też może raczej wytworzenia tej kulki. Na razie mu to niezbyt szło, ale nie zrażał się drobnymi niepowodzeniami.

Wreszcie zaczęła się gromadzić energia przy jego otwartej dłoni. Pojawiało się coś bardzo małego i czarnego w formie kuli. To była energia którą dzierżył! Była całkowicie mroczna. Wyglądała mroczniej od nawet czarnej dziury, czy czarnej gwiazdy, a to już coś. Zdawało się, że jego energia ki pochłaniała światło, ale raczej to było takie złudzenie optyczne. W końcu możliwości ki są ogromne. Co prawda było to tylko chwilowe i zaraz się rozpadało, ale chociaż ruszył się z tym do przodu. Próbował i próbował, aż było tego coraz więcej i więcej, a sam pocisk był coraz większy i wydawał się znacznie potężniejszy. Niestety co jakiś czas zamiast się rozproszyć to mu wybuchał przy dłoni. Mimo wszystko miał przy sobie lód który był wszędzie, a nic tak nie pomaga na oparzenia jak lodowata woda w której niedawno pływał. Tak też robił i gdy niedokończony pocisk mu wybuchał, to ochładzał sobie rękę i korzystał z drugiej, gdy tamta się goiła. Robił to w kółko i w kółko, aż wreszcie była na tyle duża, że już bardziej nie mogła urosnąć, a sama energia też się nie zwiększała, niestety i to mu wybuchało.

Kolejny krok był za nim. Teraz starał się użyć Swojej mocy do wypchnięcia pocisku w daną stronę. Niestety to nie wychodziło mu zupełnie. Mimo wszystko nie poddawał się bo w końcu się mu uda. Co prawda coś tam wychodziło, ale jednak nie do końca. Niby posyłał pocisk naprzód, ale w zupełnie nie te miejsce które planował, a do tego leciał za wolno. Dlatego starał się używać coraz większej mocy, w celu wyrzucania pocisków i to działało. Leciały coraz szybciej i szybciej, i chociaż nie trafiały tam gdzie chciał to przynajmniej były jakieś początki. Wciąż kombinował, aby tylko mu to zadziałało i nawet udało mu się zrobić tak, by przynajmniej pociski leciały w miarę szybko, ale to dalej było za wolne. Dlatego używał tej mocy coraz więcej i więcej. Dodawał odpychanie starał się kopiować działanie grawitacji, a raczej jej teorie i ją przy tym wykorzystywać co przynosiło jakieś efekty. Dopiero gdy skopiował tak zwaną białą dziurę która mogła teoretycznie zaistnieć, i na podstawie takiego działania mocy udało mu się zrobić tak, że kula leciała z ogromną szybkością. Na początku była szybka niczym kula w broni kinetycznej, ale z czasem po dodawaniu innych rzeczy udało mu się zwiększyć szybkość i ją przebić!

Po tym przyszedł czas na popracowanie nad celnością. Starał się robić różne znane mu czynności, ale nie pomagało to zbytnio. Dlatego też starał się nie skupiać nad tworzeniem i zostawił to instynktowi, ale  skupiał się na miejscu w które chciał posłać pocisk. To była dobra droga, dlatego starał się nad tym pracować. Co prawda nie dawał rady na razie wytwarzać pocisku instynktownie, ale na to przyjdzie jeszcze pora. Coraz lepiej mu to szło i im lepiej tworzył kule za pomocą samego instynktu, tym lepiej szło mu koncentrowanie się nad danym miejscem i wysyłaniu tam kuli. Dlatego robił to tak długo, aż szło mu to coraz lepiej i lepiej. Gdy wreszcie udało mu się wysłać ten strzał w te miejsce które chciał to wiedział, że już był prawie na końcu drogi! Poćwiczył jeszcze parę razy na wszelki wypadek.

Ostatnim co planował było sprawienie, że wszystko nad czym się koncentrował wcześniej, byłoby robione instynktownie, tak by tracił na coś tak podstawowego jak najmniej czasu. Gdy to osiągnie to będzie mógł pójść o krok dalej. I tak też było. Starał się robić wszystko za pomocą samego instynktu i jak najmniej się nad tym wszystkim skupiać. Wiadomo początkowo mu to prawie w ogóle nie szło, ale jednak z czasem coś mu się udawało. W końcu miał mocne podwaliny. Samo tworzenie robił instynktownie. Teraz starał się wypuścić szybko pocisk. Zważywszy na to, że wiedział mniej więcej na czym to polegało to mu szło to coraz lepiej i szybciej, i w sumie dosyć szybko mu się to udało zrobić. Dopiero praca nad celnością szła mu mozolnie. Był uparty i się nie poddawał, aż nawet nie spostrzegł się kiedy, ale mu się udało to zrobić! Za pomocą samego instynktu! Bez skupiania się. Teraz mógł zobaczyć jak to, by wyglądało podczas walki.

Jak pomyślał tak postanowił zrobić i przetestować jak będzie w stanie używać to podczas ruchu. Początkowo jak zwykle szło mu to bardzo źle, ale zważywszy na to, że był na tyle inteligentny, by ponownie nauczyć się tej techniki, oraz używania jej instynktownie, to dosyć szybko się poprawiał. Następnie dodał do tego walkę z cieniem robiąc coraz to bardziej doświadczone i trudniejsze ruchy. Pod koniec po prostu poderwał się do lotu robiąc zwyczajny ostrzał. Niestety to wszystko sprawiło, że bardzo szybko opadł z sił więc wylądował i usiadł w siadzie skrzyżnym w celu odpoczęcia. Wreszcie mu się bowiem udało i ponownie znał dawną technikę, a na dodatek nie będzie miał problemów z wykorzystaniem jej w walce! Czy to mu się opłaci to nie wiedział, ale czuł, że oprócz przypomnienia sobie jak się ją używało, to był jeszcze silniejszy niż przedtem. To na pewno mu pomoże w dalszym zadaniu. Kto wie co się wydarzy, a On musi być gotowy.

ZAKOŃCZENIE TRENINGU
avatar

Nihilius Imperius

Liczba postów : 26

Powrót do góry Go down

Re: Lodowa pustynia

Pisanie by Nihilius Imperius on Pią Wrz 21, 2018 9:51 pm

Krwistooki korzystał z wolnej chwili, by odpocząć i odnowić Swoją ki jak i staminę zanim będzie gotowy do kolejnego działania. Miał już dawno na sobie ubranie i nie bawił się w trening ciała czy też medytacje i zwyczajnie sobie odpoczywał chociaż, wciąż był uważny na wszelki wypadek. Nigdy bowiem nie wiadomo kto wyskoczy z lodowca. Musiał się przygotować na to co się niedługo wydarzy a sądził, że będzie to jedno z najważniejszych wydarzeń dla tego wszechświata. Tak samo jakim było spotkanie Imperiusa i Fu. Oczywiście tak tylko sobie tłumaczył nasz Bóg, prawda może się okazać inna. Ale kto wie? Może ma racje? Tego tak szybko się nie dowiedzą. Tym bardziej, że śmiertelnicy zawsze mają jakieś problemy i inne zabawy, starając się przeżyć i walczyć o Swoje z jakimiś dla nich ogromnymi zagrożeniami, którzy dla bogów są tak naprawdę niczym.

Młodzieniec otworzył oczy i wstał pewnie, by po chwili poderwać się do lotu i używając skrzydeł kierował się w stronę z której niedawno przyszedł, a mianowicie czegoś w stylu mini lodowej góry. Skąd wiedział gdzie się kierować? Miał po prostu dobrą orientacje w terenie nawet jeśli dla kogoś wszystko wyglądało tutaj tak samo. Nic dziwnego z resztą. Ale jednak Nihilius, wciąż pamiętał drogę toteż leciał dalej używając potem nie tylko skrzydeł, ale także techniki latania zwanej bukujutsu. Po pewnej chwili widział małą kropkę w oddali stojącej przy ogromnym lodowcu. Wiedział, że to jego kompan, więc wylądował w bezpiecznej odległości oraz skrzyżował dłonie za plecami i szedł w jego kierunku. Jak na razie Fu dalej pracował nad tym, ale coś się mu zdawało, że niedługo to się zmieni. A jak nie to co mu tam. Potrenował tyle ile mógł i co najwyżej będzie mógł pomedytować i tyle. Gdy dotarł na miejscu to nie odzywał się i stał spokojnie. Z lekką niecierpliwością oczekiwał uwolnienia się Cumbera. Czas pokaże jak bardzo to pomoże jego dopiero raczkującym planom.
avatar

Nihilius Imperius

Liczba postów : 26

Powrót do góry Go down

Re: Lodowa pustynia

Pisanie by Sponsored content



Sponsored content


Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach