Las Korin

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Las Korin

Pisanie by Admin Vados on Nie Paź 07, 2018 8:50 pm

Rozległe tereny leśne położone na terenie Ziemi Korin. W samym centrum znaleźć można wioskę Indian zwanych Karinga, a także długi słup z totemami, na szczycie którego znajduje się wieża zamieszkiwana przez Kociego Mistrza, Korina. Dużo drzew, zieleni i zwierząt strzeżonych przez tutejsze plemię, które uważa tę ziemię za świętą.
avatar

Admin Vados
No.1 Vados' Fangirl

Liczba postów : 1

Powrót do góry Go down

Re: Las Korin

Pisanie by Aymi Yesterday at 7:15 pm

Zaufanie jest niczym posążek ze szkła. Aby je stworzyć i uformować trzeba wiele wysiłku, a wystarczy jeden ruch, by roztrzaskać je na drobne kawałki. Człowiek zdradzony w pierwszej chwili niedowierza, a zaraz potem zadaje sobie jedno podstawowe pytanie: dlaczego? A umysł przechodzi na wyższe obroty, starając się odpowiedzieć na to pytanie.
W przypadku Aymi nie było inaczej. A gdy zorientowała się, że to wszystko zostało uknute, by zyskała moc, poczuła złość. I niepewność przychodzącą zaraz potem. Bo w końcu oszukał ją ktoś, komu ufała. A skoro on mógł, to inni także - ta myśl była dobijająca. Dodatkowo próby pocieszenia jej przez Ryu przynosiły raczej odwrotny skutek. Bo przecież nie godziła się na jakieś symulacje, prawda? Dla niej to wszystko działo się naprawdę. Dano jej nadzieję na odzyskanie ojca, a potem wyrwano jej serce, gdy znów musiała patrzeć, jak umiera. Świadomość tego, że Kami zrobił to z premedytacją, że wiedział, co się stanie, a mimo to dał jej tę nadzieję, napawała jej serce żalem i goryczą. Miała pełne prawo się wściekać, krzyczeć, może nawet zabić w ramach zemsty. Ale to nie była ona. Ona nigdy nie zabijała, wręcz brzydziła się tym, uważała, że śmierć nie jest karą i nigdy nią nie będzie. Że zabijając, stanie się taka jak ci, których zabija - zła, okrutna, zepsuta do szpiku kości. Nie mogła na to pozwolić, nie tak została wychowana. Matka uczyła ją szacunku do ludzi i życia, istnienia w zgodzie z naturą. Jak jednak miała szanować i ufać komuś, kto ją zdradził? I po co? Dla jakiejś głupiej mocy, z której nawet nie zdawała sobie sprawy?
Złota aura, włosy i ogon - to wszystko było uosobieniem tego żalu, goryczy, wściekłości, targającego nią wewnętrznego bólu. Bo przecież chciała tylko odzyskać to, co straciła, zaznać odrobinę szczęścia. Czy tak wiele wymagała od życia po tylu latach samotności? Czyżby świat naprawdę chciał, by ostatecznie została sama? I jedynym, co zawsze było z nią, pozostawały łzy po zaciśniętymi powiekami. Nie patrzyła, dokąd leci. Chciała po prostu być jak nahdalej od wszystkiego, z dala od tych, którzy mogą ją zranić, którzy właśnie to robią. Słone krople szybowały w eter, gdy spadała z platformy pałacu Kamiego, mijając wieżę Korina, i gdy skręciła, oddalając się od totemowego słupa.
Podświadomie wyrównała lot tuż przy drzewach, z pełną szybkością szybując ponad koronami. Nie spodziewała się, że ktokolwiek za nią poleci, a co dopiero dogoni, gdy więc usłyszała znajomy głos, otworzyła ze zdziwienia oczy. Przekręciła głowę w bok, tam jednak ujrzała obcą twarz - długie włosy, zarost; może i był ubrany w białe gi Ryu, ale w tej chwili nie zwróciła na to uwagi. Ten człowiek na pierwszy rzut oka był jej zupełnie obcy i za takiego go uznała, a przy swoim aktualnym rozchwianiu emocjonalnym poczuła się zagrożona. Przez jej naznaczone łzami oblicze przemknęło w pierwszej chwili zdziwienie, które w ułamku sekundy przeobraziło się w lęk, zaraz potem zacisnęła szczękę i obróciła ciałem w jego stronę. Srebrzysta kulka energii poszybowała wprost na bruneta, a za nim kolejna i jeszcze jedna. Atak był szybki i gwałtowny, ale nie miał za zadanie ranić, a odwrócić uwagę. Ewentualny kurz z eksplozji służył zasłonie dymnej. Już przy wypuszczeniu ostatniego blasta zanurkowała między drzewa, chowając się w listowiu, a dla odwrócenia uwagi posłała w bok wiązkę kiai, która miała zmylić pościg i pokierować dalej. Skryta za pniem wygasiła transformację, zastygając w bezruchu. Przywarła plecami do drzewa, bojąc się nawet oddychać. Czuła się jak tamtego dnia, ponad dziesięć lat wcześniej, gdy na polecenie matki uciekała przed żołnierzami. Tylko teraz nie wiedziała, przed kim ucieka, ani jakie ten ktoś ma zdolności. Przygryzła wargę, a serce mimo wszystko waliło jej jak młotem. Czy jej się udało?

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

avatar

Aymi
Mistrz Gry

Liczba postów : 594

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach