Super Dragon Ball PBF - Another Universe
Forum jest w fazie przebudowy. Jest otwarte dla graczy, ale należy pamiętać o możliwości zmian w mechanice.

Share
Go down
avatar
Admin Vados
No.1 Vados' Fangirl
Liczba postów : 3

Las Korin

on Nie Paź 07, 2018 8:50 pm
Rozległe tereny leśne położone na terenie Ziemi Korin. W samym centrum znaleźć można wioskę Indian zwanych Karinga, a także długi słup z totemami, na szczycie którego znajduje się wieża zamieszkiwana przez Kociego Mistrza, Korina. Dużo drzew, zieleni i zwierząt strzeżonych przez tutejsze plemię, które uważa tę ziemię za świętą.
avatar
Aymi
Mistrz Gry
Liczba postów : 644

Re: Las Korin

on Wto Paź 16, 2018 7:15 pm
Zaufanie jest niczym posążek ze szkła. Aby je stworzyć i uformować trzeba wiele wysiłku, a wystarczy jeden ruch, by roztrzaskać je na drobne kawałki. Człowiek zdradzony w pierwszej chwili niedowierza, a zaraz potem zadaje sobie jedno podstawowe pytanie: dlaczego? A umysł przechodzi na wyższe obroty, starając się odpowiedzieć na to pytanie.
W przypadku Aymi nie było inaczej. A gdy zorientowała się, że to wszystko zostało uknute, by zyskała moc, poczuła złość. I niepewność przychodzącą zaraz potem. Bo w końcu oszukał ją ktoś, komu ufała. A skoro on mógł, to inni także - ta myśl była dobijająca. Dodatkowo próby pocieszenia jej przez Ryu przynosiły raczej odwrotny skutek. Bo przecież nie godziła się na jakieś symulacje, prawda? Dla niej to wszystko działo się naprawdę. Dano jej nadzieję na odzyskanie ojca, a potem wyrwano jej serce, gdy znów musiała patrzeć, jak umiera. Świadomość tego, że Kami zrobił to z premedytacją, że wiedział, co się stanie, a mimo to dał jej tę nadzieję, napawała jej serce żalem i goryczą. Miała pełne prawo się wściekać, krzyczeć, może nawet zabić w ramach zemsty. Ale to nie była ona. Ona nigdy nie zabijała, wręcz brzydziła się tym, uważała, że śmierć nie jest karą i nigdy nią nie będzie. Że zabijając, stanie się taka jak ci, których zabija - zła, okrutna, zepsuta do szpiku kości. Nie mogła na to pozwolić, nie tak została wychowana. Matka uczyła ją szacunku do ludzi i życia, istnienia w zgodzie z naturą. Jak jednak miała szanować i ufać komuś, kto ją zdradził? I po co? Dla jakiejś głupiej mocy, z której nawet nie zdawała sobie sprawy?
Złota aura, włosy i ogon - to wszystko było uosobieniem tego żalu, goryczy, wściekłości, targającego nią wewnętrznego bólu. Bo przecież chciała tylko odzyskać to, co straciła, zaznać odrobinę szczęścia. Czy tak wiele wymagała od życia po tylu latach samotności? Czyżby świat naprawdę chciał, by ostatecznie została sama? I jedynym, co zawsze było z nią, pozostawały łzy po zaciśniętymi powiekami. Nie patrzyła, dokąd leci. Chciała po prostu być jak nahdalej od wszystkiego, z dala od tych, którzy mogą ją zranić, którzy właśnie to robią. Słone krople szybowały w eter, gdy spadała z platformy pałacu Kamiego, mijając wieżę Korina, i gdy skręciła, oddalając się od totemowego słupa.
Podświadomie wyrównała lot tuż przy drzewach, z pełną szybkością szybując ponad koronami. Nie spodziewała się, że ktokolwiek za nią poleci, a co dopiero dogoni, gdy więc usłyszała znajomy głos, otworzyła ze zdziwienia oczy. Przekręciła głowę w bok, tam jednak ujrzała obcą twarz - długie włosy, zarost; może i był ubrany w białe gi Ryu, ale w tej chwili nie zwróciła na to uwagi. Ten człowiek na pierwszy rzut oka był jej zupełnie obcy i za takiego go uznała, a przy swoim aktualnym rozchwianiu emocjonalnym poczuła się zagrożona. Przez jej naznaczone łzami oblicze przemknęło w pierwszej chwili zdziwienie, które w ułamku sekundy przeobraziło się w lęk, zaraz potem zacisnęła szczękę i obróciła ciałem w jego stronę. Srebrzysta kulka energii poszybowała wprost na bruneta, a za nim kolejna i jeszcze jedna. Atak był szybki i gwałtowny, ale nie miał za zadanie ranić, a odwrócić uwagę. Ewentualny kurz z eksplozji służył zasłonie dymnej. Już przy wypuszczeniu ostatniego blasta zanurkowała między drzewa, chowając się w listowiu, a dla odwrócenia uwagi posłała w bok wiązkę kiai, która miała zmylić pościg i pokierować dalej. Skryta za pniem wygasiła transformację, zastygając w bezruchu. Przywarła plecami do drzewa, bojąc się nawet oddychać. Czuła się jak tamtego dnia, ponad dziesięć lat wcześniej, gdy na polecenie matki uciekała przed żołnierzami. Tylko teraz nie wiedziała, przed kim ucieka, ani jakie ten ktoś ma zdolności. Przygryzła wargę, a serce mimo wszystko waliło jej jak młotem. Czy jej się udało?

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

avatar
Ryu
Maskotka
Liczba postów : 294

Re: Las Korin

on Czw Paź 25, 2018 11:49 pm
Być może nieco go poniosło? Może nie powinien naskakiwać, aż tak na Wszechmogącego oraz jego przyjaciela? W końcu mieli dobre intencje. Chcieli jak najbardziej pomóc dziewczynie. Tylko chyba nie bardzo byli świadom konsekwencji swoich czynów. Przecież można było spodziewać się jak zareaguje ogoniasta, gdy prawda wyjdzie na jaw. Czy aby na pewno to wszystko było warte zdobycia tej nowej mocy? Nie chodzi tu o to, iż bohater nasz chciał, aby jego ukochana była słaba. Wręcz przeciwnie, chciał aby stawała się coraz silniejsza. Dzięki temu mogła wesprzeć pozostałych swoją siłą, lecz także zadbać o siebie, jeśli zaszłaby taka potrzeba. Tu chodziło o metodę w jaki sposób miała stać się potężniejsza. Czy naprawdę należało przenieść rudowłosą w przeszłość i kazać jej patrzeć jak po raz drugi umiera jej ojciec uprzednio wmawiając jej, że może wszystkiemu zapobiec? Istniało tyle różnych możliwości, tyle opcji, tyle ścieżek dzięki którym można było tego dokonać. Analizując całą tę sytuację można było dojść do wniosku, iż nie wysilili się, aby wykorzystać inny sposób.
W zachowaniu wojowniczki nie było absolutnie nic dziwnego. Każdy zareagowałby tak samo. Ziemianin doskonale wiedział jak czuła się ona. Choć może nie do końca. On także stracił swego rodzica, lecz jego sytuacja różniła się diametralnie od tej, w której znajdowała się jego ukochana. Jemu wciąż pozostali bliscy. Nadal posiadał swą rodzinę. W przypadku Aymi było całkowicie inaczej. Jej nie pozostał w zasadzie nikt. Mało tego, nie dość że dopiero co – a może nawet nie - otrząsnęła się po stracie ojca to była zmuszona przeżywać to ponownie, w dodatku wierząc iż może zmienić bieg wydarzeń.
Nie zajęło  mu zbyt wiele czasu, aby dostać się do ogoniastej. Można rzec, iż pojawił się obok niej w mgnieniu oka. Oddalił się od platformy, na której znajdował się pałac Wszechmogącego, a następnie przeleciał obok bączka białego kocura. Nagle zmienił tor lotu, kiedy leciał ku dołowi, a towarzyszył mu przy tym długaśny słup.
Podleciał do ogoniastej i zwolnił dostosowując się do szybkości jej lotu. Na zadane przez bruneta pytanie, dziewczyna spojrzała na młodzieńca, jednakże odpowiedziała mu milczeniem. To co wydarzyło się chwilę później całkowicie zszokowało naszego bohatera. Nie był absolutnie gotów na jakikolwiek atak. Tak, zgadza się, po pytaniu Ryu, dziewczyna posłała pociski energetyczne. Przedtem jednak obróciła ciało swe w dokładnie tym samym kierunku, co swoją głowę. Wystrzeliła przeciwko uczniowi Haricotto pojedynczego ki blasta, który naturalnie dosięgnął wojaka. Po spotkaniu się z ciałem bruneta blast zwyczajnie eksplodował wytwarzając chmurę dymu, a w samym jej środku znajdował się chłopak. Zdezorientowało to go, jednakże nie zamierzał tutaj lewitować jak dureń tylko wylecieć na zewnątrz jak najszybciej. Tuż po oberwaniu pierwszym pociskiem, wojownik został poczęstowany drugim, który tym razem dla odmiany nie trafił go całkowicie. Ki blast jedynie musnął ramię brodacza, jednakże to wystarczyło do wywołania kolejnej eksplozji. Było to dość niefartowne, ponieważ dotknął on chłopaka, kiedy postanowił odlecieć w prawy bok chcąc wylecieć z chmury. Spowolniło to nieco działania Ziemianina, lecz po chwili znalazł się poza dymem. Niestety nie mógł nigdzie wypatrzeć dziewczyny. Najwidoczniej musiała skorzystać z okazji i ulotnić się w momencie, w którym znajdowała się poza polem widzenia brodacza. Zaczął się rozglądać na wszystkie strony. Wtem zauważył jak coś poruszyło liśćmi jednego z drzew. Najwidoczniej tam musiała uciec. Ruszył w obranym przez siebie kierunku, lecz parę chwil później zatrzymał się. Kiedy tylko przeleciał obok tego drzewa, nie mógł nigdzie dostrzec śladu rudowłosej. Nie widział żadnej smugi tak jak wcześniej. Przecież nie mogła tak szybko odlecieć stąd, a dobrze widział, że coś poruszyło liśćmi. A może nagle zmieniła tor lotu? Wzleciał wysoko do góry starając się wypatrzeć swą ukochaną, która mogłaby odlatywać stąd. Chociaż na dłuższą metę mogło nie być to wystarczające. Przecież mogła ona przemieszczać się między koronami drzew. Jeżeli faktycznie tak byłoby to nigdy jej stąd nie wypatrzy. Pozostała mu jedna opcja. Postanowił ją nawoływać, być może wtedy zatrzyma się?
- Aymi, co ty wyprawiasz?! Dlaczego mnie zaatakowałaś?! Dobrze wiem o wszystkim! Wiem, że cierpisz! Wiem, że Kami-sama i Pan Popo Cię oszukali, ale nie musisz przede mną uciekać! Ja nie zrobię tego samego co oni! Proszę, przyjdź do mnie, razem na pewno sobie z tym poradzimy!
Nie za bardzo wiedział, co mógł zrobić w takiej sytuacji. Widział tylko jedną możliwość licząc na to, że zguba sama się znajdzie.
avatar
Aymi
Mistrz Gry
Liczba postów : 644

Re: Las Korin

on Wto Lis 06, 2018 6:36 pm
Gdy ktoś raz nadużyje zaufania osoby, która rzadko komu ufa, może okazać się, że nikt nie jest godny tegoż zaufania. Bo skoro jeden zdradził, to każdy może, prawda? A żeby to się nie powtórzyło, żeby nie musiała znowu cierpieć, postanowiła się ulotnić. Ot tak, po prostu polecieć gdzieś, gdzie nikt jej nie znajdzie, nikt nie będzie jej szukał. Sęk w tym, że nieco się przeliczyła z tym ostatnim.
Zdziwiona zorientowała się, że ktoś za nią leci. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie jej rozchwianie emocjonalne a także fakt, że twarz osoby śledzącej była jej zupełnie obca. Poczuła się zagrożona, więc zaatakowała, choć miała to być tylko dywersja. Wystrzeliwszy pociski ki, zanurkowała między drzewa, posyłając gdzieś w bok falę energii w roli wabika, sama zaś skryła się za pniem, wygaszając transformację. I nasłuchiwała.
W górze nastąpiły dwie eksplozje, co oznaczało, że jeden z trzech blastów chybił. Spełniły jednak swe zadanie w postaci zasłony dymnej, umożliwiając jej ucieczkę. Słyszała bruneta między drzewami, szukał jej, ale nie mógł znaleźć. Podążył śladem kiai'a, oddalając się od jej marnej kryjówki, dał jej jednak czas na przemieszczenie się. Zeskoczyła zatem z drzewa, uważając, by przypadkiem nie zahaczyć o jakąś gałąź i nie zwrócić uwagi ścigającego, i wylądowała w przyklęku na trawie. Już miała pobiec w głąb lasu, gdy usłyszała znajomy głos. To był Ryu, wołał ją, ale jego słowa... Coś tu stanowczo nie grało.
Uniosła się przy pomocy lewitacji w górę i zza zasłony liści zaczęła przyglądać wiszącemu w powietrzu chłopakowi. Białe gi przepasane czarnym pasem stanowczo należało do jej przyjaciela. Posturą też go przypominał, tylko twarz była zupełnie inna. Długie ciemne włosy i zarost nie były czymś, do czego przywykła. Do tego ta dziwna aura wokół niego. Do tej pory brodę widziała tylko w wersji szarawej u starszych podsiwiałych panów i tylko z nimi jej się kojarzyła. Kim zatem był nieznajomy? I skąd znał jej imię, skąd wiedział, że została oszukana? Mogła mu ot tak zaufać? Nie.
Zgrzytnęła zębami, a w następnej sekundzie jej włosy przybrały złotą barwę. Wzleciała w górę, zatrzymując się w odległości kilkunastu metrów od bruneta z ramionami wyciągniętymi w jego stronę. W dłoniach skrzyły się ki blasty.
- Kim jesteś i czemu masz na sobie gi Ryu?! - zawołała ostro, a z jej twarzy łatwo było wyczytać zawziętość. - Co z nim zrobiłeś?! Odpowiadaj! I bez sztuczek, bo przestanę być miła!
Groźba - to było coś, czego sama nigdy nie stosowała, a co widziała często u żołnierzy. Wiedziała, że musi być stanowcza, pokazać, że się nie zawaha. Jeśli mężczyzna jest wrogo nastawiony, musiała być gotowa na wszystko. Najpierw chciała jednak poznać odpowiedzi.

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

avatar
Ryu
Maskotka
Liczba postów : 294

Re: Las Korin

on Pon Lis 12, 2018 10:00 pm
Nie rozumiał zbytnio tego całego zajścia. Nie miał pojęcia z jakiego powodu ogoniasta go zaatakowała. Dlaczego tak zareagowała na jego pojawienie się? Przecież tylko przyleciał do niej rozpoczynając rozmowę. Nie przypuścił ataku. Ewidentnie było widać, iż jego zamiary były pokojowe. Oczywistym było, iż zaatakowanie jej nie było jego celem. Nie trzeba było być Sherlockiem, aby dojść do tego. Może nie chciała po prostu z nim rozmawiać? Jednakże gdyby nawet tak było to przecież nie musiała się posuwać do czegoś takiego. Faktem jest, iż nie wyrządziła mu tym zbyt dużej krzywdy, bo prawdopodobnie chodziło jej o to, aby odwrócić uwagę. Wyglądało na to, że właśnie taki był jej plan. Wiedziała, że przy tak małym dystansie istniała bardzo duża szansa na trafienie tymi właśnie blastami, a w dodatku czas na wytworzenie ów kul nie był zbyt długi. Zdawała sobie sprawę, że powstałą chmurę dymu przy kontakcie blastów z Ziemianinem będzie mogła wykorzystać na swą korzyść. Doskonale zdawała sobie sprawę, że w pewnym stopniu wydarzenie to rozproszy bruneta. Kiedy to młodzieniec był zajęty próbą ogarnięcia tego, co tu w zasadzie miało miejsce, dało jej to wystarczająco dużo czasu, aby zniknąć. A może powód był całkowicie inny, nieco bardziej prozaiczny? Gdyby tak się zastanowić to w tych nieco dłuższych niż zazwyczaj włosach wraz z tą brodą wyglądał nieco inaczej. Czyżby dziewczyna przypuściła atak tylko dlatego, ponieważ go po prostu nie poznała? To mogło być wielce prawdopodobne, a przynajmniej tak myślał. Był to zawsze jakiś racjonalny powód. Choć w ostatnim czasie brakowało nieco logiki w działaniach rudowłosej.
Zawisł w powietrzu rozglądając się za swą ukochaną. Rzucał okiem we wszystkie kierunki świata tylko po to, aby ją odnaleźć. Postanowił w końcu nieco pokrzyczeć wierząc, iż ta usłyszy go i sama wyjdzie do niego. Zdawało się, że te wszystkie działania nie przyniosą pożądanego skutku. No właśnie, tak mu się wydawało, a prawda była nieco inna.
W końcu, po jakimś czasie usłyszał głos wojowniczki dochodzący za swoimi plecami. Momentalnie odwrócił się, przed nim znajdowała się blond włosa Aymi, która tak jak chłopak wisiała w powietrzu. Ziemianin nie potrafił dokładnie określić dystansu dzielącego ich, jednakże można było śmiało stwierdzić, iż dzieliło ich kilkanaście metrów. Ręce swe miała wyciągnięte w stronę naszego bohatera. W dłoniach miała przygotowane już energetyczne pociski, czekały one tylko na bycie wystrzelonymi przez ich autorkę. W tym właśnie momencie na jaw wyszło całe wytłumaczenie tego zajścia. Było dokładnie tak jak Ryu wcześniej myślał. Po prostu nie rozpoznała go przez te jego włosy oraz brodę. Choć przecież mogła go teraz rozpoznać dzięki jego głosu. Na pewno usłyszała jego słowa, więc skąd u niej wciąż wątpliwości odnośnie tego, kim chłopak był? Postanowił dłużej nie zastanawiać się nad tą kwestią, od której pewnie w końcu zaczęłaby go boleć głowa. Stwierdził, iż musi rozpocząć dialog z wojowniczką, ponieważ zdawała się być absolutnie poważna. Nie zamierzał wykonywać żadnych niepotrzebnych ruchów. Istniała spora szansa na atak ze strony ogoniastej, gdyby tylko zrobił coś podejrzanego, a bardzo wiele rzeczy można było uznać za takowe w tym momencie. Równie dobrze mogła później spróbować ponownej ucieczki, a tego Ziemianin nie chciał. Ręce jego znajdowały się wzdłuż ciała i nie zamierzał zmieniać ich położenia. Wykonał jedną, jedyną rzecz. Wyłączył swą transformację. Mleczna aura wraz z elektrycznymi wyładowaniami zniknęła. Nie była ona mu aktualnie potrzebna. Udało mu się odnaleźć ogoniastą, lecz nie był to jedyny powód, dla którego na razie pozbył się jej. Chciał pokazać swej ukochanej, że pomimo tego, iż ona go nie poznawała to nie musiała się obawiać go.
- Nie musisz się mnie obawiać, przecież to ja Ryu. Wyglądam nieco inaczej, ale tylko dlatego, bo spędziłem cały rok w Komnacie Ducha i Czasu.
Postanowił zbliżyć się nieznacznie w jej kierunku, tylko kilka centymetrów. Wciąż nie miał pewności czy Aymi mu uwierzyła, tak więc wolał zachować bezpieczną odległość.


Ostatnio zmieniony przez Ryu dnia Sro Lis 14, 2018 9:24 pm, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Admin
No.1 Whis' Fanboy
Liczba postów : 358
http://dbanotheruniverse.forumpolish.com

Re: Las Korin

on Wto Lis 13, 2018 10:21 pm
MG

Ciemne chmury zebrały się natychmiastowo na niebie. Czyżby zbierało się na burzę? Ptaki zaczęły uciekać z drzew w popłochu. Liście spadały z drzew, a wiatr wzmorzył swoją działalność. Kosmyki włosów Ryu i Aymi poruszały się delikatnie. Świat jakby zwolnił, pozwalając się wszystkiemu dziać w spowolnionym tempie.


I nagle potężny GRZMOT zatrząsł wszystkim dookoła. Pioruny szalały na niebie, mrugając złowieszczo czerwonym kolorem. Chmury zmieszały się ze sobą, tworząc trąbę powietrzną, która zaczęła stopniowo opadać. Im bliżej podłoża była, tym robiła się bardziej przezroczysta. Gdy dotknęła ziemi, grzmoty i pioruny zniknęły tak szybko, jak tylko się pojawiły. Jedyną trwałą zmianą był kolor nieba, który z błekitu przerodził się w rubinową czerwień.
Trąba powietrzna opadała w dół, ujawniając skrytą w jej objęciach postać. Był to wysoki, przystojny mężczyzna o długich włosach. Biła od niego jasna aura, która kojarzyć się mogła z boskością.
Gdy otaczające go wiatry znikły całkowicie, ukazały nagiego mężczyznę. Stał wyprostowany, dumnie wypinając swoją klatę do przodu. W miarę jak odwracał się w stronę Aymi i Ryu, pojawiały się na nim poszarpane ubrania, a z jego pleców wyrosły anielskie skrzydła. Olśniewająca aura zabłyszczała jeszcze bardziej, oślepiając dwójkę wojowników, którzy dopiero po chwili byli w stanie je otworzyć. Nie spodziewali się tego, co miało się stać, kiedy tylko na nowo uniosą powieki.


Skrzydlata postać stała przed czerwonowłosą, trzymając dłoń na jej szyi, ale nie ściskając jej, ani nawet nie dotykając. Mężczyzna nachylił się i zwyczajnie w świecie, jak jakieś zwierze, zaczął obwąchiwać dziewczynę. Gdy tylko zaciągnął się jej zapachem, przymknął oczy i przechylił głowę w tył. Ryu z jakiegoś powodu nie był w stanie się ruszyć. Jakby jego ciało zostało spętane niewidzialnymi ramionami.
- Ki pachnie podobnie, identycznie wręcz, ale to nie ty... - powiedział spokojnie i dopiero teraz Aymi poczuła jego palce na swojej szyi, które stopniowo się zaciskały. Otworzył oczy i znów nachylił głowę w stronę dziewczyny.
- Jesteś tak samo winna. Tak samo winna jak ten parszywy Saiyanin... I ten Majin... Tak, Majin też jest winny. Najpierw zbawię ciebie, potem twojego wybranka, a potem każdego, kto mi przeszkodził. Wszyscy. Jesteście. Winni.
Do tej pory mówił spokojnie, bez emocji, ale w tej chwili jego uśmiech przemienił się w oblicze diabła. Zmarszczył swoje brwi, zacisnął zęby, a jego oczy poczerwieniały.
- Nie masz prawa żyć. Jakem Belial, Pan Ciemności i Zbawca Świata, uwalniam cię od tej męki. Odpuszczam... twoje grzechy...- zacisnął mocno dłoń na szyi dziewczyny, unosząc ją do góry.
W tym momencie Ryu poczuł luz, który mógł wykorzystać do wyrwania się z niewidzialnych okowów.
_____
Wyobraźcie sobie japoński głos Zamasu. Kolejność bez znaczenia.
avatar
Aymi
Mistrz Gry
Liczba postów : 644

Re: Las Korin

on Sro Lis 14, 2018 12:33 am
Nie było innego wyjścia, musiała poznać prawdę. Prawdę o tym, dlaczego ten gość jest ubrany jak Ryu i ma jego głos. Wyskoczyła zatem ponad drzewa z blastami na wyciągniętych rękach i zatrzymała się w pewnej odległości od niego, żądając odpowiedzi. Mężczyzna tylko wisiał w powietrzu, ale jedno się zmieniło - otaczająca go aura i złote błyskawice zniknęły, pozostawiając tylko normalną sylwetkę. Widząc to, nieco się rozluźniła, wciąż jeszcze miała go na "muszce". Wtedy jednak się odezwał.
- Rok? - powtórzyła bez zrozumienia, opuszczając nieco ramiona. - Przecież minął tylko jeden dzień.
Dla niej tak właśnie było. Gdzieś umknęły jej właściwości Komnaty, albo po prostu ich nie zrozumiała, to mało istotne. Mimo wszystko na swój dziwny sposób dochodziło do niej, że dla bruneta to rzeczywiście mógł być rok. Blasty zniknęły, a ona opuściła ramiona wzdłuż ciała.
- Czemu masz owłosioną twarz? To dziwnie wygląda - zauważyła jeszcze.

Nagle otoczenie uległo zmianie. Na niebie pojawiły się ciemne chmury, ptactwo zerwało się do lotu w popłochu, zaczęło mocniej wiać. I wtedy rozszalała się burza, choć nie była nią w zupełności. Aymi patrzyła na przeszywające niebo czerwone błyskawice, czując dreszcze. Nie wiedziała, co się dzieje, ale jej wewnętrzny instynkt krzyczał na alarm. Zwłaszcza gdy zauważyła zstępujący z krwistego już nieba wir powietrza. I wtedy też wszystko ustało, pozostawiając tylko czerwień i wyłaniającą się z wiru postać skąpana w jasnym blasku. Płomiennowłosa aż przymrużyła oczy, osłaniając je dodatkowo ramieniem. Mimo wszystko ciężko było dojrzeć cokolwiek więcej w tej żarzącej się wręcz jasności. Musiała przymknąć powieki, tego światła było za dużo.
Gdy wszystko ustało, a ona mogła znów normalnie widzieć, zobaczyła przed sobą skrzydlatego mężczyznę i cofnęła się odruchowo. Coś jednak nie pozwalało jej się zbytnio od niego oddalić, jakaś niewidzialna siła trzymała ją blisko. Nieznajomy pochylił się nad nią i zaciągnął jej zapachem. Jego słowa były dziwne. Zapach ki? Podobne? Identyczne? Nie ona? I wtedy poczuła zaciskającą się na jej szyi dłoń. Paznokcie wbijały się w skórę coraz bardziej, a ona nie potrafiła się wyrwać mimo prób. Parszywy saiyanin? Czyżby mówił o... Już wiedziała. Czuła to w kościach, ale znała tożsamość przybysza, nim jeszcze sam się zatytułował. "Nadchodzi Belial".
Nie była w stanie wyksztusić z siebie nawet jęknięcia. Sparaliżowało ją. I nie miały na to wpływu zdolności demona, czynnikiem paraliżującym był strach. Właśnie stał przed nią ten, przez którego straciła ojca, a ona nie była dość silna, by stawić mu czoło. Wiedziała, że jest słaba, nie miała z nim szans. Palce zaciskały się na jej gardle, odbierając dech, a ona zawisła strwożona, widząc w czerwonych ślepiach własną śmierć. To był koniec. Zacisnęła powieki, spod których zaczęły ściekać łzy.
- T-Ta-a...to-o... - wycharczała tylko, próbując złapać oddech. Zaraz miała do niego dołączyć. Tylko czemu żal ściskał jej serce, a myślami wracała do przyjaciół, bliskich? Wspomnienia, uśmiechy, wspólnie spędzane chwile... Za moment to wszystko straci na znaczeniu. I już nie znajdzie pozostałych sześciu kul, nie wskrzesi ojca. Po prostu do niego dołączy...

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

avatar
Ryu
Maskotka
Liczba postów : 294

Re: Las Korin

on Czw Lis 15, 2018 8:35 pm
Nie miał pojęcia czego mógł się spodziewać po blondynce w tej właśnie chwili. Nie wiedział czy jego wytłumaczenie przejdzie. Nie wiedział czy za chwilę nastąpi atak ze strony dziewczyny. Właśnie dlatego był gotowy, aby wykonać unik przed kulami.
Słowa oraz uprzednie pytanie ogoniastej nieco zaskoczyły naszego bohatera. Chwila, czyli ona nie wiedziała jak działała Komnata Ducha i Czasu? Mógłby przysiąc, iż była wtedy z nim, gdy Wszechmogący tłumaczył zasadę działania pomieszczenia. Może gdzieś odeszła na chwilę i dlatego nie usłyszała tego, co powiedział Bóg? A może była tuż obok tylko jej głowa była zaprzątana przez pewne myśli, które pochłonęły ją na tyle, iż nie zwróciła uwagi na słowa Wszechmogącego? Być może zwróciła na nie uwagę tylko w pewnym stopniu? Zresztą, to było rok temu. Mógł różnie pamiętać różne wydarzenia po tym czasie, więc zrezygnował z dalszego zastanawiania się nad tą kwestią i przeszedł do wytłumaczenia wojowniczce zasadę działania tego magicznego pokoju.
- Tak, minął jeden dzień, ale nie dla mnie. W Komnacie Ducha i Czasu czas płynie inaczej. Jeden dzień na Ziemi to cały rok w Komnacie.
Jego wcześniejsze wątpliwości odnośnie czasu jego pobytu zniknęły. Do czasu, aż Aymi nie stwierdziła, że na Ziemi minęły dwadzieścia cztery godziny nie miał pewności jak długo przesiedział wewnątrz pomieszczenia. Dzięki temu nie musiał już zawracać głowy innej osobie tą kwestią. Już poznał odpowiedź.
Kolejne pytanie dziewczyny jeszcze bardziej zszokowało młodzieńca, co dało się wyczytać z jego twarzy. Jak mogło być możliwym, iż nie wiedziała czym w ogóle była broda? Czy nigdy wcześniej nie spotkała się z mężczyzną, który takową posiadałby? Nie, przecież nie mogło być to możliwe. W trakcie całego swego życia musiała choć raz spotkać się z takim zjawiskiem. Zdawało się jednak, że naprawdę nie miała ona świadomości o istnieniu zarostu. Dodatkowo stwierdziła, że wygląda to dość dziwacznie. Cóż, dla osoby, która pierwszy raz ma styczność z czymś takim może wyglądać to dziwnie. Brunetowi nieszczególnie przeszkadzały te dodatkowe włosy na jego buźce. Nie przeszkadzały mu one tak samo jak Saiyanom prawdopodobnie nie przeszkadzały ich ogony.
- To się nazywa broda. Mężczyznom w pewnym wieku po prostu zaczynają rosnąć włosy na twarzy.
Dziewiętnastolatek zauważył, że nagle zebrały się ciemne chmury przysłaniając nieboskłon. Ptaki znajdujące się na pobliskich drzewach zerwały się do lotu uciekając w nieco bezpieczniejsze miejsce. Bohater nasz poczuł jak początkowo spokojny wiatr stał się bardziej ‘’żywy’’, jeżeli można było tak powiedzieć. Ziemianin czuł jak jego włoski są delikatnie poruszane przez ów żywioł.
- Chyba będzie padać.
Wtem rozległ się po całej okolicy potężny grzmot, czego prawdopodobnie nikt z obecnych się nie spodziewał. Na niebie pojawiały się oraz znikały piorunu, choć nie były one takimi standardowymi. Posiadały czerwoną barwę, co wcale nie było normalne. Nigdy wcześniej nie widział czegoś takiego, miał złe przeczucia. Czuł, jakby zaraz miało stać się coś złego. Czuł, jakby to wszystko było tylko zapowiedzią czegoś strasznego. Czegoś na co nikt nie był gotów.
- To nie jest normalne… Nie podoba mi się to…
Niespodziewanie, chmury wytworzyły trąbę powietrzną, która jednak powoli opadała ku ziemi. Im bliżej podłoża się znajdowała tym można było przez nią coś dostrzec. Znajdowała się tam postać jakiegoś tajemniczego mężczyzny o długich włosach, a od jego ciała biła jasna poświata. Trąba powietrzna spotkała się z podłożem, a wszystkie anomalie zniknęły. No, poza jedną – kolorem nieboskłonu. Przybrał on kolor czerwieni. Kiedy zaś trąba powietrzna zniknęła można było dostrzec nagiego mężczyznę stojącego tyłem do naszych bohaterów. To wszystko się naprawdę nie podobało wojakowi. Zdecydowanie mu się to nie podobało. Kim był ten osobnik? Czego chciał? Czy miał dobre zamiary? Czy można było w to wierzyć sądząc po tym jakie zdarzenia miały miejsce nim się zjawił? Aura uderzyła swym światłem - prawdopodobnie - z całą mocą w chłopaka oraz dziewczynę. Ryu nie był w stanie patrzeć wprost na to światło. Było tego po prostu za dużo, było zbyt ostre. Jego powieki zostały zmuszone do mimowolnego opadnięcia, lecz wyglądało na to, że na nic się to zdało. Młodzieniec postanowił zakryć swą twarz zewnętrzną stroną prawej dłoni. To jednak nie pomogło. Zrezygnował z dalszego kombinowania i zwyczajnie zamknął oczy opuszczając rękę.
Kiedy nareszcie mógł podnieść powieki, nigdzie nie mógł dostrzec jegomościa, tak jakby się zwyczajnie rozpłynął w powietrzu. W miejscu, w którym wcześniej się znajdował nie było nikogo ani niczego. Natychmiastowo wręcz rozpoczął poszukiwania spoglądając w prawo, lecz jego tam nie było. Zdawałoby się, że dziewiętnastolatek automatycznie wręcz przekręcił głowę w lewo. Znalazł go. Tajemniczy przybysz wisiał w powietrzu naprzeciw jego ukochanej. Jednakże brunet nie był w stanie zobaczyć co tam się dokładnie działo przez fakt, że sylwetka mężczyzny nieco mu zasłaniała obraz sytuacji. Mógł się jednak teraz nieco lepiej przyjrzeć mu. To, co naszemu bohaterowi pierwsze rzuciło się w oczy to wielkie skrzydła, które wyrastały z jego pleców. Był wysoki, posiadał długie włosy barwy białej oraz parę spiczastych rogów ulokowanych na bokach jego głowy. Ubrany był w jakieś łachmany. Co w sumie było dość dziwne zważając na fakt, iż wcześniej był nagi. Przestał się nad tym zastanawiać tak szybko jak zaczął, bo w sumie nie miałoby to sensu. Nie dało się tego wytłumaczyć.
Ziemianin już chciał ruszyć w celu sprawdzenia czy nie był on niebezpieczny i nie chciał zrobić krzywdy jego - prawie – dziewczynie. Przecież był dla niego absolutnie obcy, nie miał pojęcia czego mógł chcieć od nich, a w zasadzie to od Aymi. To czego doznał brunet było czymś szokującym. W momencie, w którym chciał podlecieć do nich został zwyczajnie powstrzymany przed tym. Poczuł jakąś blokadę na całym swym ciele. Poczuł się tak, jakby ktoś go trzymał i nie chciał puścić. Czuł się, jakby został złapany przez jakieś niewidzialne ręce. Spróbował się szarpnąć do przodu, lecz to nic nie dało. Nie mógł nic zrobić.
- Co się dzieje?! Nie mogę się ruszyć, dlaczego?
Zrozumiał, że jegomość musiał maczać w tym palce. Musiał użyć swoich mocy, dzięki czemu unieruchomił on wojownika. Dlaczego? Czyżby powodem jego przybycia była chęć wyrządzenia krzywdy blondynce? Zaraz, zaraz, czy on właśnie ją powąchał niczym jakiś pies? O co tu chodziło? Kim był ten gość? Czy on, aby na pewno miał po kolei w głowie? Pomimo tego, że chłopak nie widział zbyt dobrze tego, co się tam działo to słyszał wszystko jak należy. Mężczyzna zaczął mówić o – prawdopodobnie – energii dziewczyny. Gadał, że jest prawie identyczna, lecz jednak inna od jakiejś innej. Tak jakby mógł swoim zmysłem zapachu wyczuwać energię innych. Rozpoczął swą przemową o tym jak to ogoniasta jest czemuś winna. Wspomniał także o jakimś Saiyaninie oraz o jakiejś istocie zwanej Majin. Według niego cała ich trójka była czemuś winna. Plan naszego gościa był dość prosty. Zamierzał on ‘’zbawić’’ – choć chłopak nie za bardzo rozumiał co miał przez to na myśli – wojowniczkę, a potem miał chyba coś zrobić z chłopakiem i ogólnie każdemu kto przeszkodził mu. Czy właśnie znajdował się przed nimi… Nie, przecież nie mogło to być takie oczywiste. To nie mogło być przecież tak, że w końcu się pojawił. No nie? Nooo… właśnie mogło.
Chłopak ujrzał przerażający obrazek. Zobaczył jak ten ktoś podniósł do góry jego ukochaną - która już powrócił do swej podstawowej formy - dusząc ją. Nim to jednak się stało ogłosił, iż dziewczyna nie ma prawa żyć. Było jasnym, że ten osobnik chciał uśmiercić, odebrać życie ogoniastej. Osobnik ten przedstawił się jako… Belial.
Teraz, w tym właśnie momencie przed nim samym znajdował się ktoś przez kogo młodzieniec stracił swego nauczyciela. Ktoś kto wysłał swych ludzi, aby zebrali energię od wszystkich najsilniejszych wojowników na Ziemi, zwyczajnie nimi manipulując. A teraz ten ktoś chciał już drugi raz odebrać kolejną ważną dla serca Ziemianina osobę. Ten ktoś zabił jego mistrza, a teraz zamierzał popełnić kolejne morderstwo. Chłopak nie zamierzał na to pozwolić. Nie zamierzał pozwolić temu osobnikowi na odebranie sobie swej ukochanej. Ten ktoś nie miał prawa jej krzywdzić. Ten ktoś nie miał prawa, żeby to robić. Wojownik nie zamierzał mu pozwolić dokończyć tego, co rozpoczął. Celem Ziemianina było uwolnienie się i jak najszybsze zaatakowanie wroga. Nie było czasu na to, aby mówić jak bardzo młodzieniec nienawidził Beliala. A nienawidził go bardzo. Jego nienawiść zapłonęła całkowicie innym, nowym ogniem i wskoczyła na całkiem nowe obroty. Pragnął teraz tylko jednego, pozbyć się tej istoty, wymazać ją z egzystencji. Miał taką możliwość. Nadszedł czas jego zemsty. Nadszedł czas na ostateczną bitwę. Jego ciało wręcz w mgnieniu oka zostało obtoczone przez mleczną aurę, której towarzyszyły złote wyładowania elektryczne. Poczuł jak uścisk rozluźnił się. Zamierzał to wykorzystać na swą korzyść. Zacisnął pięści i z całą siłą, całą mocą, całą zawziętością i nienawiścią szarpnął do przodu.
- HAAA!!!!!
W momencie, w którym się wyzwolił ruszył ku naszej dwójce.
- ZOSTAW JĄ, GNOJU!!

Wyciągnął lewą nogę do góry, i kiedy tylko znalazł się tuż przy nich wykorzystał cały pęd, prędkość i wykonał kopnięcie w głowę przeciwnika. Przeszedł do ofensywy. Podleciał do niego i uderzył go dwa razy w brzuch. Sprzedał mu prawego sierpa w głowę, a od razu po tej akcji chwycił go za włosy oburącz i pociągnął za nie w dół kopiąc go lewym kolanem w szczękę. Uderzył go pięć razy w głowę, kopnął go w lewy oraz prawy bok. Schylił się, a następnie wystrzelił do góry sprzedając mu podbródkowego. Zaatakował jego głowę od boku prawym łokciem, a następnie lewą rękę wycelował wprost w miejsce, gdzie powinny być jego żebra, liczył na złamanie któregoś. Wykonał jeszcze dwa takie uderzenia. Lewicą oraz prawicą. Kopnął go dwa razy w głowę, lewą oraz prawą nogą. Po ostatnim kopniaku wykonał obrót dokładając do tego piętę. Zamarkował uderzenie lewicą w głowę, licząc na to, iż jego przeciwnik uniesie rękę w celu zablokowania uderzenia, po czym ją momentalnie wycofał i zaatakował w wątrobę. Kopnął go lewym oraz prawym kolanem w brzuch. Podleciał do niego za plecy i sprzedał mu pojedynczego kopa w plecy posyłając w glebę (oczywiście zakładając, że Belial zgiął się od tych kopniaków, jeśli nie to młodzieniec podlatuje nieco do góry i składa ręce w młot z takim samym zamiarem). Ziemianin posłał w stronę swego wroga piętnaście ki blastów, kiedy ten szedł na spotkanie z ziemią. Gdy młodzieniec posłał ostatniego blasta, zaczął szukać swym wzrokiem rudowłosej.
- Aymi, szybko, użyj tej swojej nowej mocy i pomóż mi! Wykorzystaj całą energię, jaką masz!
Wykrzyczał do niej, w momencie, w którym ją odnalazł, a następnie podleciał do Beliala. Położył swą nogę na jego plecach, a następnie złapał oburącz jego lewe skrzydło( no chyba, że leżał sobie na plecach, no to Ryu kopie go obracając na brzuch).
- To nie będzie Ci już potrzebne.
Przytrzymał ciało nogą, a następnie pociągnął z całej siły skrzydełko chcąc je wyrwać. Gdy już mu się to udało odrzucił je na bok. Potem złapał jego lewą nogę oburącz, wykonał karuzelę i wyrzucił go w powietrze tam, gdzie znajdowała się ogoniasta.
- Uderz w niego wszystkim, co masz!
Był w każdej chwili gotowy, aby się zerwać i podlecieć tam atakując Beliala, gdyby coś poszło nie tak. Wbiłby się prawym kolanem w jego plecy.( Napisałem to tak w razie czego.)

Gdyby przeciwnik chciał wykonać uderzenie w tors/głowę Ryu to ten po prostu blokuje to i przeprowadza dalszą ofensywę.

Jeżeli chciałby zaatakować kopniakiem to Ryu oddala się, aby znaleźć się poza zasięgiem nogi i kontynuuje natarcie.

Jeśli chciałby zablokować/zbić/złapać kończynę to brunet ją momentalnie wycofuje, nie ma zamiaru przestawać atakować.

Jeżeli Belial będzie chciał użyć jakiegoś promienia, kuli energetycznej lub czegokolwiek innego to chłopak wykonuje unik w lewy bok bądź przelatuje nad tym.

(Co do pierwszego kopnięcia. Gdyby Belial złapał nogę Ryu to ten kumuluje w prawej dłoni ki blasta i strzela nim w niego w celu uwolnienia się.)

Perfect Angry Aura Mode On.
avatar
Jirri
Time Patrol
Liczba postów : 490

Re: Las Korin

on Czw Lis 15, 2018 10:31 pm
Nikt nigdy tak się nie spieszył, jak Jirri w tym momencie. Leciał nad górami przez krótki czas, po czym krajobraz zmienił się na leśny. Im bliżej był źródła energii, tym wyraźniej ją czuł i tym bardziej wyczuwalna była innymi zmysłami. Po pierwsze - nie była ona znowu aż TAK ogromna. Jirri spodziewał się jednak czegoś więcej, choć bardzo możliwe, że nie jest to pełna moc demona. Po drugie - poczuł wzrost innej energii. Oto bowiem Ryu-san zwielokrotnił swoją moc. To było bardzo wygodne. Obecnie Ryu-san miał podobną moc do jaszczura (Haricotto-san byłby dumny), więc jeśli Jirri zmniejszy odrobinę moc i będzie leciał między drzewami, to Belial go nie zauważy, skupiony na potężniejszej energii... Albo...
Jirri poderwał się do góry. Bardzo, bardzo wysoko. Wzleciał aż nad atmosferę ziemską. Stąd ciężko go będzie zauważyć. Następnie zmniejszył swoją moc, tak że była prawie niewyczuwalna. Był wówczas właśnie nad miejscem, gdzie toczyła się walka, więc będzie spadał centralnie z góry. Nikt się nie spodziewa jaszczura spadającego z kosmosu. Wykorzystuje energię tylko do zmniejszenia tarcia, by zacząć się palić. Podczas spadania będzie niewyczuwalny przez ukrytą moc. Dopiero gdy będzie naprawdę nisko, nagle zwiększy moc do maksa i wbije się w Beliala z kopa na pełnej prędkości. Zaczeka z tym co prawda, aż Ryu-san zrobi, co tam chciał. Jeśli się uda... Khe khe.... Kiedy się uda, spojrzy na przyjaciół.
- Aymi-chan... Ryu-san, coś tak nagle zżulał?
Zresztą jeśli się nie uda, to też tak robi.


//Analizujemy energię wszystkich obecnych.
avatar
Admin
No.1 Whis' Fanboy
Liczba postów : 358
http://dbanotheruniverse.forumpolish.com

Re: Las Korin

on Sob Lis 17, 2018 5:32 pm
MG

Ryu nie wytrzymał, uwalniając z siebie tyle energii, że był w stanie wyrwać się z niewidzialnych więzi. Ruszył od razu w stronę Beliala. Pierwszym atakiem był kopniak na głowę, który być może ku zdziwieniu Ryu, został przyjęty przez Beliala. Aymi upadła na glebę i przeturlała się kilka metrów po ziemi, obijając się tu i tam. Uścisk jej gardła zniknął, ale jeszcze przez pewien czas powinna mieć problemy z oddychaniem. Miała szczęście, ponieważ Belial chciał się delektować tą chwilą, zabijać ją powoli i boleśnie, ale Ryu zdołał w porę zareagować.

Piętnaście Ki Blastów i jeden nadciągający Jirri później...

Pociski energetyczne wystrzelone przez Ziemianina rozbijały się w różnych miejscach, eksplodując, niszcząc ziemię i tworząc masę dymu. Belial zniknął w chmurze kurzu, wpadając w nią po wcześniej zadanych atakach Ryu. Podłożył się, czy faktycznie młodzieniec był od niego mocniejszy?
Ryu na swojej pełnej, maksymalnej prędkości wleciał w chmurę, ale nie był w stanie dostrzec przeciwnika. Nie potrafił też go wykryć.

- HAAAAAAH!! - ziemia mocno zatrzęsła się i rozległ się demoniczny okrzyk, po którym nastąpiła eksplozja energii, a podmuch nią spowodowany zdmuchnął Ryu i powstałą chmurę, ujawniając stojącego w jej miejscu Beliala. Spowity był białą aurą, która szalała na boki. Zaczął zmierzać w kierunku Ryu, stawiając powolne kroki. Podmuchy aury wprawiały jego włosy i pióra skrzydeł w ruch.
- Plugawy, śmiertelniku... Jak śmiesz przerywać boską pracę!? - wrzasnął, wyciągając rękę w stronę Ziemianina. Zbierała się w niej energia, a kiedy już kula rozmiarów piłki plażowej miała zostać wystrzelona, z nieba spadł Jirri, uwalniając swoją pełną moc dosłownie na kilka sekund przed konfrontacją z Belialem. Ten tylko zdążył odwrócić głowę, czując energię, która tak nagle się pojawiła, a zaraz po chwili dostał potężnego kopniaka z trójpalczastej nogi Jirriego! Został wykopany na kilkadziesiąt metrów, znikając gdzieś w oddali. Swoim wykopanym ciałem taranował drzewa, wycinając tym samym jakieś 30% całego lasu. Kula energii przeznaczona dla Ryu pomknęła wysoko w przestworza, rozganiając ciemne chmury i przywracając błękitny kolor nieba.
Dla Aymi, Ryu i Jirriego nastała chwila spokoju. Mogli złapać oddech, zwłaszcza dziewczyna, która o mały włos nie została uduszona.

Po kilku minutach, ziemia znów zaczęła drżeć. Pękała pod nogami trójki, niszcząc się i zapadając. Drzewa kołysały się nerwowo na boki, a ciemne chmury znów zaczęły się zbierać nad lasem.
- CHIKUSHO!!!!* - rozległ się krzyk tak rozpaczliwy, że słychać było jak krtań się załamuje i nie wyrabia. Struny głosowe Beliala musiały zostać doszczętnie zniszczone.
Podmuch wiatru i uwolnionej energii zmiótł dosłownie cały las, pozostawiając w jego miejsce jedno, wielkie pobojowisko i cmentarzysko zwierząt. Aymi, Ryu i Jirri nie mieli się gdzie schować. Byli odkryci i jak na widelcu.
Postać Beliala przybrała inną formę. Nie przypominał już człowieka... Teraz, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, przypominał prawdziwego diabła.


Jirri poczuł jego zwiększoną energię. W przeciwieństwie do poprzedniej formy, ta stanowiła prawdziwe wyzwanie.
- Najpierw niszczycie moje plany, a teraz zmuszacie mnie do przybrania formy, której nienawidzę. Ubiję was jak bydło. - jego głos był dziwnie wytłumiony, jakby znajdował się pod wodą. Zniknął momentalnie, a w jego miejscu pojawiła się jego zamazana sylwetka, która również zniknęła po chwili.
Ryu poczuł potężne uderzenie w kark, które tak bardzo wybiło go z rytmu, że stracił swoją transformację i upadł na glebę. Belial postawił na nim swoją stopę, przygniatając go do ziemi. Chciał zmiażdżyć jego klatę.

*NIECH TO SZLAG!!!!
Bez kolejki.
avatar
Antical
Kicked over 9000!
Liczba postów : 424

Re: Las Korin

on Sob Lis 17, 2018 6:24 pm
Czuł, że się zbliża, nie potrafił co prawda wyczuwać energii, jednak wszechobecna woń zła była odczuwalna aż nad to. Nagle poczuł jak całe powietrze drży, a chwilę potem, praktycznie cały las znajdujący się przed nim przestał istnieć. To musi być tam... - pomyślał, przyspieszając. Dodatkowo, spodziewał się, że ten, który zwał się Belialem musi być naprawdę silny. Jaszczur zdecydowanie się go obawiał, a był jednak w stanie przeprowadzić z zielonookim wymianę ciosów...

. . .


Dotarł na miejsce, jego wzrok ogarnął całą sytuację. Potwór, podobny do diabła trzymał stopę na klatce jakiegoś brodatego menela. Już z daleka poznał posturę Jirriego, dlatego też zmienił tor lotu w taki sposób, aby przy przybyciu na miejsce być za plecami demona. Belial... to imię nawet do niego pasuje... Patrzył dalej... Jaszczur i... -  CO DO KURWY!!!!!???? - przemknęło przez jego umysł. Oto, tuż obok jaszczura znajdowała się niewielka istota. Dziewczynka, w której nie byłoby zapewne nic dziwnego, gdyby nie dwa dość istotne szczegóły. Po pierwsze, miała ogon, co było jasnym znakiem jej pochodzenia. Saiyanka... tutaj? - to jednak nie zaskoczyło Anticala najbardziej. Tym, co sprawiło, że odczuł prawdziwy szok, był kolor jej włosów. Super saiyanin... - pomyślał. Członkini jego rasy znajdująca się w tym miejscu, sprawiła, że musiał delikatnie zweryfikować swój plan. Miał się nie wtrącać, ale wówczas nie wiedział, że demon będzie próbował zamordować kogoś, kto doskonale nadaje się do reprodukcji. Jego dłoń powędrowała do góry, a równo z jej zaciśnięciem, dookoła młodego mordercy roztańczyła się złota, podobna do burzy aura. Wyładowania elektryczne szalały w okół całego ciała, a włosy zaostrzyły się, stając przy tym na sztorc - Belial!! Witaj... pozwól, że postawię sprawę jasno. Jeśli skrzywdzisz saiyankę, zamorduje Cię...   - powiedział to spokojnym tonem, jednak kącik jego ust powoli podnosił się w kierunku jednego z uszu. Nie zamierzał czekać. Z pełną prędkością pomknął w stronę skrzydlatego, zamierzając kopnąć go w kark. Potrzebował czasu na rozmowę z małą saiyanką. Na razie jednak, musiał ochronić ją przed ewentualnym atakiem. Nie posiadała nawet drugiej transformacji. Mogła być dla demona zbyt łatwym celem. Jeśli Belial wykonałby unik, lub zablokował uderzenie, młody morderca natychmiast zmienia tor lotu wzbijając się w powietrze. Tylko jeśli trafi, a przeciwnik zostanie odrzucony, ląduje, nie tracąc jednak skupienia. Wtedy też chłodnym, pozbawionym jakichkolwiek uczuć tonem, miał zamiar rzucić w stronę dziewczynki -  Wynoś się stąd natychmiast. Jesteś mi potrzebna żywa. W przypadku, w którym diabeł wyprowadziłby w jego stronę jakiekolwiek uderzenie, za wszelką cenę stara się go uniknąć. Nie mam zamiaru walczyć w zwarciu... muszę jednak ocenić jakoś jego możliwości...
avatar
Blade River
Liczba postów : 200

Re: Las Korin

on Sob Lis 17, 2018 11:26 pm
Kenzuran ciągle leciał za swoim towarzyszem i mógł odczuć, że ziemia się dość mocno trzęsie. Kilka kilometrów przed nimi działo się coś niedobrego i złotowłosy o tym wiedział. Podążał ciągle za swoim Komratem jeszcze sporą ilość czasu, aż wreszcie dolecieli na miejsce i mogli zobaczyć coś niesamowite. Mężczyzna bez ogona nie mógł w to uwierzyć, ale widział tego demona, tylko tym razem wyglądał zupełnie inaczej. Odczuwał jak jego całe ciało drży i jakiś wojownik ze złotymi włosami właśnie toczy z nim bój. Dostrzegł także, że demoniczne plugastwo dociskało kogoś do ziemi, ten osobnik mógł być także saiyaninem, ale nie wyglądał na takiego. Rozejrzał się jeszcze przez chwile i za chwilę zobaczył dziewczynę, którą spotkał wcześniej w lesie. Zanim jednak zaatakował demona, rzucił w jej stronę następujące słowa:
-TO TY. PRAWIE PRZEZ CIEBIE UMARŁEM KOBIETO, ALE REWANŻ ZOSTAWIMY NA POTEM. ZABIJE TEGO PRZEKLĘTEGO DEMONA, KTÓRY ZNISZCZYŁ NASZĄ PLANETĘ VEGETE, HYAAAAAAAAA!! - wydzierając się w niebo-głosy, całe jego ciało nabrało masy i wyruszył wspomóc tego saiyanina, który miał na czole literę M.

Nie wiedział co to oznacza, ale przemieniając się w wyższą umięśnioną formę Super Saiyan-jina, olał tymczasowo Gutsa i kiedy już dolatywał do skrzydlatego heretyka, wykonał wykop w stronę jego szyi, celował oczywiście tak by trafić go w jego potylice, jeśli to oczywiście się uda. Syn Kellana po wykonaniu tego ataku, następne ciosy zada w stronę nerek oraz splotu słonecznego, by jak najszybciej pozbawić go tchu oraz przytomności oraz życia. Po wykonaniu tej czynności, zrobi sobie od niego trochę miejsca, bardzo szybko odlatując do tyłu i kiedy trafił obok swojego kolegi z tej samej planety i rzekł tylko w jego stronę:
-Słuchaj Guts, jeśli ułożę dłonie po lewej i prawej stronie swojej głowy, zamknij natychmiast oczy. Poznałem ciekawą technikę, która pomoże nam pomścić naszych braci oraz siostry, bądź gotowy na znak... - powiedział, a potem zrobił sobie od niego kilka metrów przerwy. Po zrobieniu sobie miejsca popatrzył znowu na demona i był gotowy wykonać czynność, lecz nie wiedział czy wszyscy są na to gotowi, jego to nie obchodziło. Błękitnookiego obchodził tylko fakt, żeby zniszczyć tego całego Beliala raz na zawsze, tylko o to mu chodziło.


ASSJ włączone 1350-50=1300
avatar
Jirri
Time Patrol
Liczba postów : 490

Re: Las Korin

on Nie Lis 18, 2018 3:47 pm
Plan okazał się idealny. Oczywiście żaden z obecnych nie miał prawa spodziewać się jaszczura spadającego z orbity. Kto pomyślałby, że komuś mogłoby wpaść do głowy coś takiego? W sumie trafił w idealny moment. Oto bowiem Belial już przygotowywał się do strzału. Celem miał być Ryu-san. Sama kula energii mogła być dość niebezpieczna... Gdyby trafiła. Oczywiście wszelkie szanse na trafienie spadły do zera, gdy tylko demon zgarnął kopa na łeb. Swoją drogą ów kop na łeb był całkiem mocny, patrząc na to, że ciało Beliala pod jego wpływem zniszczyło dobre 30% lasu. Jirri patrzył przez pewien czas w stronę, w którą demon poleciał. Na jego twarzy pojawił się uśmiech satysfakcji. Odwrócił się do przyjaciół i powiedział im to, co miał powiedzieć w poprzednim poście. Następnie spojrzał ponownie na ogrom zniszczenia, który spowodował jego kopniak. Energia demona nadal była wyczuwalna, więc to przeżył. To oczywiste. Niemniej jednak jego moc... Wydawała się dość żałosna. Kompletnie bez szans wobec siły changelinga. Musiał stać tak przez kilka minut. Beliala zdecydowanie mocno zamroczyło. Dopiero po tych kilku minutach...
O cholera...
Jirri poczuł potężną eksplozję mocy. Energia Beliala wzrastała w  iezwykłym tempie. Jego aura zmiotła z powierzchni Ziemi resztę lasu. Obecnie całe otoczenie było jednym wielkim kraterem. Brak miejsc do ukrycia się. Niewielkie możliwości wykorzystania otoczenia. Jirri przełknał ślinę. Spojrzał na przeciwnika, który ponownie znalazł się w zasięgu wzroku.
- Ty ochydny sukinsynu... - sparafrazował Arnolda Schwarzeneggera.
Obecnie Belial zdecydowanie przewyższał wszystkich na tej planecie. Wyglądało jednahk na to, że nikt poza samym jaszczurem nie wyczuwał dokładnie jego mocy. Przełknął ślinę. Nie jest dobrze. Już po chwili Jirri mógł zobaczyć popis szybkości demona, gdy ten w jednej chwili przeniósł się w inne miejsce. Ryu-san, trafiony w kark przez cios Beliala, padł na ziemię, a jego transformacja się dezaktywowała. Belial zaś przygniótł go swoją stopą. Jaszczur zacisnął zęby. Już miał coś zrobić, gdy nagle do walki włączyło się dwóch złotowłosych wojowników. Jednym był Antical, drugim... Kto to wogóle jest? Nie ma żadnych szans w tej walce, po co tak szarżuje? Cóż. W tej sytuacji Jirri miał już gotowy plan. Miał zamiar ponownie oszukać przeciwnika. Tym razem będzie to bardziej zabawa z jego logicznym myśleniem i próba dezorientacji. Oto właśnie, gdy już obydwaj złotowłosi zostaną odrzuceni, lub też uda im się odskoczyć, Jirri będzie miał moment na atak. Zamierzał zaszarżować z wyciągniętym mieczem. Nie chciał jednak walczyć otwarcie. Zamierzał w ostatniej chwili kopnąć w ziemię, by swą wielką siłą stworzyć chmurę kurzu. Nie zamierzał jednak od razu ukrywać mcy. Plan zakładał, że Belial da radę wykonać unik. Oto właśnie Jirri miał zadać kilka ciosów mieczem, które bez wątpienia zostaną sparowane. Najważniejsze jednak jest to, by zadał cięcie na nogi przeciwnika. Wówczas to Belial powinien w celu uniku podnieść nogę, którą przygnieciony jest Ryu-san. Tu właśnie zacznie się zabawa. Jirri wykona ruch najszybciej jak potrafi. Dezorientujący ruch, który miałby sugerować, że się wycofuje. W rzeczywistości wręcz przeciwnie. Planował złapać ogonem za fraki Ziemianina w białym gi i wyrzucić go spod stóp Beliala, gdy ten będzie skupiony na mieczu. Jednocześnie miał zamiar wzbić w powietrze więcej kurzu, by jeszcze bardziej ograniczyć wizję Beiala. Gdy tylko Ryu-san wyleci spod stóp demona, Jirri się tam... Wślizgnie. Ukryje ki na tyle, by było równe mocą Ziemianinowi i nada energii podobną sygnaturę. Dzięki temu całemu zamieszaniu, Belial powinien przez chwilę nadal być pewien, że ma pod stopą Ziemianina, gdy już ową stopę znów opuści. Jirri jeszcze chwilę przed wślizgiem wdycha troch powietrza, dla techniki Iki wo Hakifuki Tobasu. Oto właśnie, gdy kurz opadnie, a Belial będzie chciał rozdeptać przeciwnika... Cóż, trochę się zdziwi, gdy energia pod stopą nagle wzrośnie i wywoła potężne tornado, mające wyrzucić go w powietrze. Cały plan był dość skomplikowany, ale jeśli wszystkie kroki, jakie poczyni Jirri, będą wykonane dobrze, powinno mu się udać oszukać przeciwnika. A jeśli nie? Cóż... No to nie. Ryzyko musi być.
avatar
Aymi
Mistrz Gry
Liczba postów : 644

Re: Las Korin

on Sro Lis 21, 2018 12:02 am
Jeszcze przed pojawieniem się Beliala Ryu wyjaśnił jej dokładnie działanie Komnaty, które musiało jej gdzieś umknąć w trakcie ówczesnej dyskusji, a także określił, czym tak właściwie jest ta kupa włosów na jego twarzy. Trochę się zdziwiła, słysząc, że to podobno normalne, w końcu u ojca nie dostrzegła nawet cienia zarostu, ale cóż, widać każdy jest inny.
Wracając jednak do wydarzeń aktualnych...

Pojawienie się Beliala było zaskakujące i zatrważające równocześnie. Zwłaszcza w momencie, gdy Aymi zdała sobie sprawę, że właściwie nie ma jak mu się przeciwstawić. Była zbyt słaba, by stawiać jakikolwiek opór, nie wspominając już o paraliżującym strachu, który ją ogarnął. Wszak stała przed nią przyczyna śmierci jej ojca, przywódca sakana-jin, których generała nawet w Pokoju Czasu nie mogła powstrzymać. Chyba... sama nie była świadoma, że rozgniotła go na miazgę, samoświadomość straciła w momencie transformacji w tę niewyobrażalnie szaloną formę żądną krwi. Czy więc można się jej dziwić, że doszła do takich a nie innych wniosków? Że uznała, iż zawiodła? No cóż, to było wcześniej, teraz miała przed sobą potęgę chcącą jej życia.
Z łapą demona na gardle czuła, jak powietrze z każdą chwilą ulatuje z jej płuc, jak nie może złapać tchu. Już właściwie powoli traciła kontakt, jej włosy z blondu mignęły czerwienią, wtedy jednak gdzieś jakby z oddali usłyszała krzyk Smoka, a chwilę później po ściskającej ją łapie nie było śladu. Została poniekąd odrzucona i padła na ziemię, zaczerpując wyczekiwany przez płuca haust powietrza. I zachłysnęła się. Poturbowana, ale wolna, zatrzymała się w końcu w miejscu, kaszląc i próbując złapać normalny oddech. Gardło wciąż miała ściśnięte, obolałe, mimo wszystko cieszyła się, że żyje. Jeszcze...
Starała się ogarnąć sytuację. Ryu atakował Beliala z niebywałą zaciętością, częstując go na koniec serią blastów, po czym krzyknął do niej, by mu pomogła. Sęk w tym, że wymagał od niej tej całej "nowej mocy", a ona nie wiedziała, jak mu powiedzieć, że tej mocy nie posiada (przynajmniej wg niej). Mimo wszystko młodzian zaatakował znów, a moment później nastąpiła eksplozja. Płomiennowłosa zasłoniła się odruchowo, zostając zasypaną drobinkami piasku i odłamkami ziemi. Tym razem Belial wyglądał na wściekłego, a swoją złość postanowił wyładować na brunecie. Wiedziała, że to się może skończyć tylko czyjąś śmiercią, najprawdopodobniej Ryu, nie mogła więc stać bezczynnie. Właściwie mogła, ale nie myślała długo, a dokładniej wcale. Po prostu ruszyła z krzykiem, chcąc jakoś zareagować, jakkolwiek. Właśnie wtedy przeciwnik wystrzelił gdzieś w bok. A dokładniej rzecz ujmując - został wykopany. Na jego poprzedniej pozycji pojawił się za to czarny jaszczur.
- Jirri-san? - palnęła zdziwiona nieco zachrypniętym głosem i podeszła bliżej. - Jirri-san, musisz nam pomóc. On będzie chciał nas wszystkich pozabijać. Mówił coś, że moja ki pachnie jak ta taty, nie wiem czemu. Boję się go... - przyznała na koniec pospiesznego streszczenia, które ledwo coś wnosiło.
Chwilowo mogli odetchnąć, zwłaszcza ona, to jednak nie mogło trwać wiecznie. Ziemia znów zadrżała, wiatr targał drzewami z wielką siłą, zrobiło się jeszcze ciemniej, mroczniej. A moment później nastąpiła kolejna eksplozja mocy, która doszczętnie zmiotła cały okoliczny las z powierzchni globu. A w samym środku tego stał... istny demon. To już nie był człowiek. A biorąc pod uwagę ogrom zniszczeń, Aymi doszła do jednego sensownego wniosku - nawet we trójkę nie mają szans. I w tym właśnie momencie naprawdę zaczęła się bać.
Belial zniknął z pola widzenia, pojawiając się zaraz tuż za Ryu, jednocześnie zwalając go z nóg i przygniatając do ziemi. Zaskoczona płomiennowłosa odskoczyła z piskiem, potykając się i padając na tyłek. Z jej oczu ziało czyste przerażenie, serce dudniło w piersi, tłocząc krew ze zdwojoną siłą. On był za szybki, zbyt potężny. Jak mieliby równać się z czymś takim?
Czyjś głos przebił się do niej, więc uniosła spojrzenie na... super saiyanina drugiego poziomu! Pierwszą jej myślą było "tata", jednak to tylko złudzenie. Wygląd, sposób wypowiedzi, nazwanie jej saiyanką - to nie pasowało do Haricotta. To nie był on, mimo wszystko chyba chciał pomóc, przynajmniej takie sprawiał wrażenie, gdyż właśnie ruszył na demona. W tej samej chwili usłyszała kolejny głos, wyraźnie skierowany do niej (jedyna płeć żeńska w okolicy, heloł!), a właścicielem tych słów okazał się inny super saiyanin. Dopiero po chwili poznała tego gostka znad jeziora, a widząc, jak bezmyślnie szarżuje na Beliala, już w ogóle się pogubiła. Oblądział, trochę mięśni mu przybyło i myślał, że może stanąć w szranki z NIM? Jak wcześniej padł właściwie po jednym jej ciosie? Idiota jednym słowem, ale nie zaprzątała sobie nim głowy. Był tylko echem dla rozgrywających się przed nią wydarzeń.
Wojownik na drugim poziomie był szybki, nawet bardzo, Jirri również nie należał do najwolniejszych, mimo wszystko Belial zdawał się bić wszystkich na głowę. Czy nawet w tym nieco powiększonym składzie mieli jakiekolwiek szanse zwycięstwa? Belial wciąż przygniatał Ryu do ziemi, saiyanie atakowali, Jirri chyba też coś kombinował, a ona? Ona była zbyt przerażona. Cofała się ruchem ślizgowym po piasku i drobinkach skał, próbując zapanować nad rosnącą paniką, choć oddech przyspieszał coraz bardziej, urywał się, stawał nierówny. A w jej głowie raz po raz rozchodziły się echem słowa demona.
"Nie masz prawa żyć".
Chwyciła się za głowę, kuląc w sobie, choć to i tak nie pomagało. Wciąż słyszała jego głos, wdzierał się jej pod czaszkę, świdrował myśli, niszczył po kawałku nawet niewielkie przebłyski pomysłów. Instynkt krzyczał, by uciekała, ona jednak nie była w stanie. Spod zaciśniętych powiek ciekły jej łzy, gdy w kolejnych wizjach traciła coraz więcej. Zdusiła w sobie jęk, kuląc się jeszcze bardziej i niemal wyrywając włosy z głowy. Nawet nie zauważyła, że po powierzchni jej skóry przeskakują kolejne iskry. Delikatne, mało znaczące, ale jednak. Chciała po prostu, by to się już skończyło, by Belial zniknął, zostawił ich w spokoju. To jednak było tylko marzeniem niemożliwym do spełnienia...

________
Końcówki posta Anta nie uwzględniam chwilowo, najwyżej wspomni się w kolejnym o/

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

avatar
Ryu
Maskotka
Liczba postów : 294

Re: Las Korin

on Nie Lis 25, 2018 12:20 am
Brunet musiał działać szybko, bardzo szybko, błyskawicznie wręcz. Musiał przeciwstawić się tym niewidzialnym łapskom jak najszybciej było to tylko możliwe. Gdyby zaczął wygłaszać jakąś gadkę straciłby cenne sekundy i mógłby skazać ogoniastą na śmierć w męczarniach z rąk przywódcy ryboludzi. Nie mógł pozwolić, aby to się skończyło w taki sposób. Właśnie dlatego był zdeterminowany, aby uwolnić się za wszelką cenę.
Kiedy wyzwolił ze swego ciała swą maksymalną moc, bez większych przeszkód mógł przeciwstawić się blokadzie. Wykorzystał prędkość, którą udało mu się osiągnąć w tej krótkiej chwili i wjechał swoją nóżką w główkę swego przeciwnika. Ten zaś wypuścił ogoniastą ze swego śmiertelnego uścisku. Stało się dokładnie to, czego chciał nasz bohater. Jednakże na tym Ziemianin nie poprzestał. Od razu przeprowadził swą morderczą ofensywę. Młodzieniec nie zamierzał pozwolić mu zareagować, przyjąć odpowiednią pozycję, gardę. Wyprowadzał ciosy bez przerwy, a najeźdźca przyjmował je wszystkie, niczym zwykły worek treningowy. Wyglądało na to, iż chłopak miał nad nim zdecydowaną, wręcz miażdżącą przewagę. Młodzieniec wystrzelił dość sporą ilość kul energetycznych, kiedy już posłał swego wroga na spotkanie z ziemią. Niektóre z nich trafiały w przeróżne miejsca zamiast w samego Beliala. Po tej akcji, dziewiętnastolatek wykrzyczał w stronę rudowłosej – która znajdowała się na dole – aby go wsparła swoją całkiem nową mocą, przemianą. W momencie, w którym przekazał jej to co chciał, natychmiast ruszył w kierunku powstałej chmury kurzu.
- Ten śmieć nie ma ze mną żadnych szans. Za niedługo powinno być już po wszystkim.
Wleciał w sam środek chmury, lecz tu sprawy nieco skomplikowały się. Niestety nie był w stanie wypatrzeć swego wroga, tak więc musiał się mieć na baczności. Nie wiedział na co było stać jego przeciwnika. Możliwe, że potrafił wyczuwać energię innych istot czy coś w tym rodzaju, tak więc istniało prawdopodobieństwo, iż mógł zaatakować wojownika, gdy ten nie widział kompletnie nic. Rozległ się głośny krzyk, który można było przypisać dowódcy Sakan. Po nim nastąpił wybuch energii, a nasz bohater został odrzucony do tyłu przez podmuch, który wytworzony został przez ów eksplozję. Zdmuchnięta została także chmura ukazując uczniowi Haricotto siwowłosego. Znajdował się na równych nogach, a jego włosy oraz pióra skrzydeł poruszane były przez mleczną aurę, którą był obtoczony. Wielki Wódz Sakan zakomunikował jak to bardzo sfrustrowany był tym wszystkim, kiedy szedł powolnym krokiem w stronę Ryu. Niesamowicie drażniło go, iż chłopak nie pozwolił mu dokończyć, jak sam to nazwał ‘’ boskiej pracy’’. Na twarzy dziewiętnastolatka zagościł szyderczy uśmieszek. Był z siebie zadowolony. Bardzo zadowolony. Nie dość, że jego obecna moc pozwalała mu, bez jakichkolwiek przeszkód przeciwstawiać się zabójcy jego mistrza, to w dodatku działał mu na nerwy.
- Oh, czy coś się stało? Myślałem, że stać Cię na nieco więcej, Belialu.
Dowódca Sakan wystawił ku naszemu bohaterowi jedną ze swych rąk, w której rozpoczął gromadzenie energii. Jednakże młodzieniec nie miał zamiaru mu pozwolić na przeprowadzenie kontry. Ruszył z miejsca, aż tu nagle, aż tu KUR... Nagle, nie wiadomo skąd, zjawił się ktoś nowy. Wymierzył on najeźdźcy kopa tak potężnego, że kombinacja, którą kilka chwil wcześniej brunet zaserwował swemu przeciwnikowi to było NIC przy tym, czego dokonał ten przybysz. W zasadzie to kopniecie było tak mocarne, iż odrzuciło jego odbiorcę na dość dużą odległość, co z kolei poskutkowało pozbyciem się ogromnej części lasu. Zaś kula, która miała trafić wojownika poleciała, gdzieś w stronę nieboskłonu. Brunet wylądował obok nieznajomego i przyjrzał mu się nieco dłuższą chwilę. Zaraz, czy to był Jirri? Czy to był na pewno on? Nie wyglądał tak jak wcześniej. Miecz, kolor skóry oraz gi – te elementy pasowały. W momencie, w którym do obu uszu dotarł głos czarnoskórego wszelkie wątpliwości zostały rozwiane.
- Nie wygląda tak jak wcześniej. Pewnie przeszedł kolejną transformację.
Po chwili obok nich znalazła się dziewczyna. Po wysłuchaniu jej słów chłopak postanowił najpierw podnieść ją nieco na duchu, a dopiero później odpowiedź na pytanie jaszczura odnośnie swego wyglądu. Spojrzał na swą ukochaną uśmiechając się delikatnie, a następnie podszedł do niej bliżej i otulił ją prawą ręką.
- Wszystko będzie dobrze. Nie musisz się go bać, razem sobie poradzimy z nim.
Wzrok jego powędrował na gadzinę, której nasz bohater zamierzał właśnie odpowiedzieć. Nie było jednak zbyt wiele czasu, aby tłumaczyć jak młodzieniec dostał się do Komnaty Ducha i Czasu oraz jak dokładnie działała. Zdecydował się na nieco skróconą wersję.
- Krótko mówiąc: Wszedłem do specjalnego pomieszczenie nazywanego Komnatą Ducha i Czasu, w której spędziłem rok. Kiedy wyszedłem, na Ziemi minął tylko jeden dzień.
Na ten czas takie wytłumaczenie powinno wystarczyć ogoniastemu. Jeżeli później wykaże ochotę, aby dowiedzieć się nieco więcej na ten temat to wojownik mu oczywiście wszystko wytłumaczy.
Uczeń Haricotto zaczął się zastanawiać czy siwowłosy w zasadzie przeżył po tym kopie Jirriego. Minęło trochę czasu i nie dał żadnego znaku życia. Nie byłoby w sumie w tym nic dziwnego. Te wszystkie obrażenia wraz z kopnięciem czarnoskórego  na czele mogło doprowadzić do zgonu najeźdźcy. Nie, żeby chłopakowi to przeszkadzało, w żadnym wypadku. Ucieszyłby się niezmiernie, gdyby żywot Beliala został zakończony, w końcu do tego dążył. Jednakże nie wiedział czy był jakikolwiek sens, aby tu dalej przebywali, jeśli przywódca ryboludzi kopnął w kalendarz. Spojrzał w stronę, w którą wykopany został ich wróg, a następnie wzrok jego poleciał na Aymi (warto tu dodać, że nasz bohater przez cały ten czas tulił ogoniastą swą ręką, aby mogła poczuć się choć trochę bezpieczniej) oraz jaszczura. Ostatecznie jego wzrok powędrował znów w stronę wyciętej części lasu.
- Myślicie, że to przeżył? Minęło już trochę czasu i jeszcze nic się nie stało.
Już miał zaproponować, aby sprawdzić czy jest tak jak myślał, lecz niespodziewanie stało się coś co rozwiało jego wszelkie wątpliwości. Ryu poczuł delikatnie drgania dochodzące wprost z ziemi. Z każdą chwilą stawały się one coraz intensywniejsze. Podłoże, na którym stali nasi bohaterowie zaczęło pękać oraz zapadać się pod nimi, zaś wiatr przemienił się w istną wichurę. Do uszu Ziemianina - i pewnie pozostałej dwójki także – dotarł krzyk. Nieporównywalnie głośniejszy niż ten wcześniej. Nastąpiła eksplozja potężnej energii, a reszta lasu, która została przedtem nietknięta właśnie przestała istnieć. Tak, zgadza się, wokół nich nie było w zasadzie już niczego. Podmuch wiatru sprzątnął wszelkie drzewa, jakie tu istniały. W tym momencie nie znajdował się już przed nimi ten sam osobnik, co wcześniej. Młodzieniec nie mógł stwierdzić co dokładnie się w nim zmieniło, lecz kilka elementów był w stanie dostrzec. Jego skrzydła uległy zmianie, nie przypominały tych wcześniejszych. Zdawało się, że na każdym z nich, na samym środku znajdowało się wielkie oko. Rogi, które wcześniej nie były zbyt pokaźnych rozmiarów, teraz, w tej krótkiej chwili urosły o kilkadziesiąt centymetrów. Wyglądało na to, iż powypadały mu włosy czy coś w tym guście, ponieważ już ich nie posiadał. Był także posiadaczem długiego ogona. Jego postać po prostu się zmieniła. Przemienił się w zwykłego potwora, bestię, monstrum, diabła. Dziewiętnastolatek dobrze wiedział, że dopiero teraz miała rozpocząć się ostateczna walka. Doskonale wiedział, iż moc Beliala niesamowicie mocno wzrosła. Chłopak nie zamierzał mu pozwolić wykonać, jakiegokolwiek ruchy. Zamierzał zaatakować go wszystkim co miał tylko po to, aby zakończyć jego żywot raz na zawsze. Wybiegł przed dziewczynę oraz jaszczura, uniósł ręce nad głowę, skrzyżował dłonie i zaczął kumulować energię. Nie wiadomo kiedy, lecz potwór najzwyczajniej w świecie zniknął z pola widzenia Ziemianina. Mleczna aura wraz z wyładowaniami elektrycznymi opuściły go, gdy tylko poczuł jak coś uderza go w kark. Dokładniej mówiąc było to uderzenie. Było ono tak potężne, iż całkowicie zwaliło go ono z nóg. Upadł plecami na glebę, a parę sekund później poczuł ucisk na swej klatce piersiowej. Luknął w górę, okazało się, iż dowódca Sakan przygniótł go do ziemi swoją nogą, najpewniej chcąc zmiażdżyć klatkę piersiową dziewiętnastolatka. Uczeń Haricotto musiał działać i to szybko, ponieważ jeżeli czegoś nie zrobiłby to mógłby tutaj zginąć. Wtem pojawił się ktoś nowy, znaczy, brunet usłyszał tylko głos należący do kogoś nowego. Nie mógł stwierdzić jak wyglądał, ponieważ sylwetka potwora – wraz ze skrzydłami – zasłaniała przybysza. Wojownik postanowił wykorzystać okazję, kiedy Belial mógł być zajęty nowo przybyłym, a następnie skumulował energię w całym swoim ciele.
- Nie pokonasz mnie tak łatwo, śmieciu!
Z ciała naszego bohatera wystrzeliła biaława aura wraz ze złocistymi wyładowaniami. W momencie, w którym chłopak uruchomił swego power up’a, chwycił swą lewicą nogę przywódcy ryboludzi i trzymał ją z całych sił. Nawet nie myślał, aby ją puścić. Rozpoczął zbieranie energii, a gdy już zebrał jej dostateczną ilość, wyciągnął prawą rękę do przodu. Z ów kończyny został wystrzelony promień wprost w monstrum. W tym właśnie momencie do walki przeciwko najeźdźcy włączyło się dwóch nieznajomych osobników. Jednym z nich był ten, który przybył chwilę wcześniej. Brunet nie miał pojęcia skąd przybywają, lecz zdawało się, iż oni także chcieli pozbyć się zagrożenia. Ziemianin postanowił delikatnie ich wspomóc pomimo swej aktualnej pozycji. Nadal nie puszczając nóżki diabła wystrzelił w niego pięć blastów. Liczył, że zdezorientuje to delikatnie jego wroga, co mogliby wykorzystać pozostali. Gdyby jego przeciwnik chciał odlecieć to Ryu po prostu puszcza kończynę, a następnie turlając się w lewą stronę wybija się za pomocą rąk, aby ostatecznie wylądować kilka metrów dalej.

(Zakładając, że plan Jirriego się udał)

Chłopak poczuł, jak coś złapało go za ciuchy wydostając spod bestii. Nasz bohater przeleciał kilka metrów nad ziemią. Parę sekund później zatrzymał się i wylądował. Jego wzrok powędrował w miejsce, w którym wcześniej się znajdował. Wyglądało na to, iż Jirri zamienił się miejscami z wojownikiem. Co on w ogóle robił? Czyżby miał jakiś plan? Niespodziewanie jakieś mini tornado powstałe wokół ciała jaszczura odrzuciło potwora na kilka metrów. Ziemianin postanowił wykorzystać tę okazję, lecz nie mógł zaszarżować wprost na mordercę swego nauczyciela. Musiał zrobić to inaczej. Musiał zrobić coś innego.
- Jeżeli zaatakuję go od przodu to mogę mieć małe szanse. Wystarczyło mu jedno uderzenie, żebym padł na ziemię. Muszę go zajść od tyłu.
Nie tracąc ani sekundy dłużej wzbił się w powietrze i ruszył do przodu. Zamierzał wykonać dość spory łuk, aby zniknąć z pola widzenia bestii. Dzieliła ich odległość kilku metrów, w momencie, w którym brunet znalazł się za nim. Uniósł prawą rękę do góry i zaczął kumulować ki. Zebraną energię zaczął kształtować w dysk, który stopniowo stawał się coraz większy.
- Najpewniej mam tylko jedną szansę, jeżeli spudłuję to następnym razem może być czujniejszy, gdybym chciał zrobić to samo. Muszę znaleźć dobrą okazję.
Zaczął obserwować całe otoczenie. Nie mógł sobie pozwolić na, jakikolwiek błąd. Jeżeli użyłby swojej techniki w nieodpowiednim momencie to dysk mógłby pozbawić życia kogoś innego lub po prostu ominąć swój cel. Właśnie dlatego rzuca go w momencie, w którym będzie stuprocentowo pewny, że nikomu nie zagrozi – poza samym dowódcą Sakan – rzucenie nim. Zamierzał wykorzystać także okazję, gdy uwaga monstrum zostanie zwrócona na coś/kogoś. W zasadzie to brunet zamierzał wykorzystać każdą możliwą sytuację do zaatakowania, oczywiście bez narażania reszty wojowników. Jeżeli byłoby to możliwe to rzuciłby nim od razu po jego ukształtowaniu.
avatar
Guts
Mistrz Gry/Time Patrol
Liczba postów : 211

Re: Las Korin

on Nie Lis 25, 2018 8:54 pm
Uśmiechnął się szeroko. To były najbardziej motywacyjne słowa, jakie w życiu usłyszał. Rany, cieszył się. Cholernie się cieszył. Kido z nim został, na dodatek czuje to samo, co Ogoniasty. Nieważne, że miał w tym też swój cel. Ważne, że chce walczyć ramię w ramię z chłopakiem. Gdyby mógł, to chętnie przybiłby z nim żółwika, no, ale nie może. Z tym uśmiechem poleciał na pole bitwy, prawdopodobne miejsce swojej nieuchronnej zguby.

~~

Dotarcie nie zajęło im tak dużo, jak początkowo myślał. Niektóre energie, jakie wcześniej odczuwał, zwiększyły swoją moc kilkukrotnie. Jednym z takich osobników był Belial, który był teraz dużo silniejszy, niż wcześniej. Hm, to komplikowało pewne sprawy. Bardzo, bardzo komplikowało. Ale to nic! Jakoś to będzie, co nie? No, a nawet jeśli wszyscy by poginęli, to i tak wiele to nie zmieni. Przygotował się na to, dlatego tak na luzie podszedł do całej tej walki. Mówiąc "wszyscy" miał również na myśli Beliala, który musiał zginąć. Nie było innego wyjścia...
Pojawił się wraz z Kenzuranem w samym środku walki, więc szybko poprzeskakiwał wzorkiem po zebranych i sprawdził ich energie. Za największą uznał Beliala, który wcale nie wyglądał tak jak na Vegecie. Teraz był zdecydowanie bardziej paskudniejszy. W dalszej kolejności wypatrzył chłopaka pod nogą Demonicznego Jezusa. Ze względu na jego obecne położenie bez problemu można było stwierdzić z kim trzyma, lecz niestety jego moc była za mała, by móc bez przeszkód walczyć z najeźdźcą. Dalej jego wzrok dostrzegł... Saiyanina? Na to wyglądało. Co więcej, też posiadał poziom Super Saiyanina, lecz... Ten był inny. Czuł to. Na dodatek ta Ki wydawała się... Cóż, przynajmniej teraz wie, kim był posiadacz tej dziwnej, mrocznej energii. Z jego akcji wywnioskował, że też walczy przeciwko Belialowi, lecz Guts określił go pomiędzy. Ta Ki była zbyt niepokojąca, aby jednoznacznie stwierdzić. Kolejny - Changeling. Widział już takiego kiedyś... A przynajmniej mu się wydawało, że widział. W jego głowie było jakieś odległe wspomnienie z czasów rekrutacji do Time Patrol, ale nie był do końca pewien. Okej, kto został... Kawałek dalej siedziała sobie dziewczyna. Z ogonem. Rudowłosa. Z ogonem. Mówiłem już, że miała ogon? Dla pewności powtórzę: z ogonem. Okej, to... To było niespodziewane. Miała jedną z najmniejszych energii tutaj, przynajmniej w tym momencie. Guts nie wątpił, że również posiadała jakąś transformację. Dzięki Kenzuranowi wiedział, że na tej planecie byli mieszańce, więc szybko powiązał jej ogon z własną rasą. To miła odmiana - spotkać innych pobratymców po wybuchu Vegety... No, ale my tu nie o tym! Trzeba działać, ale wpierw trzeba sobie wszystko przemyśleć i zaplanować. Niestety, miał na to mało czasu i taka możliwość nie istniała. Większość osób rzuciła się w wir walki, nawet jego towarzysz, który wpierw zaczął niepotrzebnie krzyczeć w stronę rudowłosej.
-Czekaj! Jesteś zjeba- Nie dokończył. Saiyanin obok wystrzelił w stronę Jezuska, przyspieszając tylko swoją pewną śmierć. -Dobra, rób co chcesz!-
Jedyną osobą, z którą miał szansę cokolwiek zaplanować była pół-Saiyanka. Chociaż... Teraz, gdy widział, jak się skuliła i złapała za głowę, to był mniej skory do polegania na niej, ale chyba nie miał innego wyjścia... Nie mógł na ślepo walczyć, nawet jeśli dołączyłby do grupy. Wolał mieć "coś", co zwiększyłoby ich szansę na przetrwanie, a do tego czegoś potrzebny był zgrany zespół, dlatego skierował się w stronę dziewczyny.
Wylądował obok spanikowanej Saiyanki. Czy miał jakiś plan? Póki co nie, ale może uda się coś razem ustalić, jak tylko Młoda się uspokoi. A miał nadzieję, że się uspokoi...
-Hej! Słuchaj, chcę wam pomóc pozbyć się tego czegoś. Samą siłą go raczej nie pokonamy, więc co powiesz na połączenie sił i zaplanowanie ataku?-
Okej, to nie było zbyt subtelne, ale lepsze to, niż nic. Oby się zgodziła... Gdyby tego nie zrobiła, albo coś innego by im przeszkodziło, to odleciałby kawałek, aby móc oglądać walkę i szukać okazji do zaatakowania Beliala znienacka. Był już w formie Super Saiyanina i nadal nie mógł równać się z tymi mocami, więc wolał atakować w najmniej spodziewanych miejscach i momentach. Owszem, mógł dołączyć do Kenzurana, lecz wizja szybkiej śmierci na samym początku walki nie brzmiała zadowalająco. Chciał się przydać, tylko nie wiedział jak.

_________________
Skróty:
avatar
Admin
No.1 Whis' Fanboy
Liczba postów : 358
http://dbanotheruniverse.forumpolish.com

Re: Las Korin

on Wto Gru 04, 2018 12:34 am
MG

Antical zaszarżował na Beliala, zostawiając za sobą tumany kurzu. Leciał niczym strzała wystrzelona z łuku. Nie mogło go nic zatrzymać. Na cel obrał sobie kark Beliala, chcąc przywalić w niego z całej siły!

TRZASK!

Wszyscy zebrani usłyszeli dźwięk podobny do tego, jaki wydaje złamana kość. Noga Saiyanina zatrzymała się na karku Beliala, który został przekrzywiony, a jedna z jego nóg przeryła kilka centymetrów ziemi. Ryu wciąż był przygnieciony tą drugą, ale uścisk nie był już tak mocny, jak jeszcze przed chwilą.
Niemniej jednak, Belial stał praktycznie w tym samym miejscu! Z pewnością go poczuł, ale nic sobie z niego nie zrobił!?
Saiyanin natychmiast oddalił się od przeciwnika.

Kenzuran był kolejnym wojownikiem, który ruszył bez zastanowienia na Beliala. Przybrał swoją mocniejszą transformację, rzucając się w wir wydarzeń. Zostawił za sobą chmurę dymu, podobnie jak Antical kilka chwil temu.
Belial stał z lekko przekrzywioną głową, a Blade River okładał go pięściami, skacząc przy nim na lewo i prawo. Niestety... Żaden jego cios nie zrobił najmniejszego wrażenia na skrzydlatym diable. Stał nieruchomo, niczym mocno zakorzenione drzewo, które przez laty wypuściło korzenie tak głęboko, że nie dało się go przestawić.
Podobnie jak Antical, Kenzuran po chwili dał sobie spokój.

Belial nie atakował. Na co czekał? Mierzył siłę przeciwników? Delektował się wyższością? Nie wiadomo. Jirri natomiast wcale nie zwlekał, dołączając kolejny raz do walki. Ryu z całych sił trzymał nogę, która miażdżyła jego klatkę, niwelując swoją mocą jej parcie. Jirri nadlatywał, a za nim szalała coraz większa "burza piaskowa". Jego wyciągnięty miecz błyszczał od światła wydzielanego przez aurę Ryu. Gdy był ledwo metr od swojego celu, uderzył w glebę nogą, podnosząc jeszcze więcej kurzu. Zasłona dumna zasłoniła wszystkim widok. Tylko ci, którzy potrafili wyczuwać energię ki, wiedzieli co się dzieje. No i Ryu, który tak uparcie trzymał się Beliala.

Wszyscy usłyszeli głośne:

KLANG! KLANG! KLANG!

To był miecz Jirriego, który natrafił na blokującą dłoń Beliala. Wykorzystał swoją dłoń, jako ostrze!? Jego gruba skóra i ostre pazury najwyraźniej były bardzo mocne. Na szczęście dla Jirriego, wszystko szło zgodnie z jego planem. Kolejne zamachnięcie mieczem, tym razem na nogę diabła, sprawiło że ten ją uniósł, a Jaszczur miał okazję na uwolnienie Ryu, który już po chwili znalazł się w powietrzu. Niestety, tutaj plan Jirriego się skończył. wbrew pozorom, nie walczyli z niemyślącą istotą. Czując luz pod stopą, skrzydlaty potwór zatrzepotał swoimi skrzydłami i tym samym oddalił się na kilkanaście metrów w tył, wciąż pozostając w opadającej chmurze kurzu, którą stworzył Changeling.
Plan nie powiódł się do końca, ale zrobił wystarczająco wiele. Wszyscy byli wolni, a to dawało okazję na... No właśnie, na co?

Guts starał się pomóc jakoś Aymi, która nie była w stanie walczyć. Wydawała się być sparaliżowana strachem.
W tej samej chwili odezwał się Kido. Słyszał go oczywiście tylko i wyłącznie Guts.
- Musicie jakoś sprawić, by na jego ciele pojawiło się jedno zadrapanie. Nie musi być duże. Możliwe, że będę w stanie go unieruchomić. - mówił pewnie, jakby wiedział, co trzeba zrobić. Po chwili dodał:
- Powiedz im, że wystarczy jedno zadrapanie!
Szczęśliwie dla wszystkich, Ryu szykował technikę, która mogła to uczynić. Nie mógł jednak zaatakować Beliala frontalnie. To byłoby zbyt proste. Potrzebna była dywersja...

Nagle z dymu, w którym schowany był wróg, wystrzelone w każdym kierunku zostały czerwone pociski energii, formujące się na kształt ostrzy. Jirri i Guts doskonale czuli ich tor lotu, więc mogli ich uniknąć. Inni natomiast, mogli skończyć z podziurawionymi ubraniami. W najlepszym przypadku, ma się rozumieć.
_____
Kolejność obojętna. W razie czego pytajcie, ale myślę, że wszystko jest jasne.
avatar
Blade River
Liczba postów : 200

Re: Las Korin

on Wto Gru 04, 2018 1:57 am
Kenzuran po wykonanych kilku atakach, odleciał trochę do tyłu i kiedy myśląc, że spotka tam swojego kompana podróży Gutsa, jego tam nie było. Zdziwił się trochę, bo kiedy wystrzelił, myślał że jego towarzysz także będzie chciał zemścić się za Rutage oraz planete Vegete, lecz jednak tego nie zrobił. Łapiąc oddech, zobaczył z boku że jeszcze do rozgrywki dołączył się jakiś jaszczur, nie wiedział kto to konkretnie jest, ale wydawało mu się że gdzieś o nich słyszał. Wkurzył się tylko tym, że jego ciosy nie wywołały żadnego efektu i spoglądał teraz przez pewien czas na to zrobi odmieniec, na dodatek wyglądało tak jakby posiadał w swoich dłoniach jakąś broń. Mężczyzna bez ogona już miał powoli dosyć tych nowych dziwnych przedmiotów oraz broni palnych, które ciągle spotykał na swojej drodze, ale jednak to było coś nowego. Syn Kellana zdziwił się ponieważ nie widział ruchów czarnoskórego osobnika, który zaraz wleciał w dym i nie wiedział co się tam dokładnie dzieje. Nie wiedząc co zbytnio robić, zaczął się oglądać i sytuacja naprawdę nie wyglądała na zbyt ciekawą. Wreszcie, usłyszał jakiś dziwny świst, zobaczył swojego komrada Gutsa który wreszcie przyleciał, lecz od razu udał się do tej dziewczyny, która przedtem nie miło przywitała Jego osobę. Brat Klen wiedział, że jej tego nie popuści, ale nie miał zbytnio na to czasu, więc szybkim ruchem udał się w ich stronę.

Niebieskooki zobaczył, że on coś do niej mówi, ale jakoś go to zbytnio nie obchodził, najważniejszy był fakt pokonania tego demona, który najwyraźniej był silniejszy. Po doleceniu szybko na miejsce, wylądował twardo ze swoimi ulepszonymi mięśniami oraz dużą energią, rzucił w stronę druha:
-Wreszcie przybyłeś! Gdzieś ty tyle czasu był...Ja tu się łudzę, że znowu stchórzyłeś jak ostatnio, a ja ledwo robię cokolwiek temu bydlakowi, ze stali jest czy co.... - rzekł z groźną miną spoglądając na tuman kurzu, który ciągle się znajdował w powietrzu. Wreszcie warknął wrednie pod nosem i znowu wypowiedział się w ich stronę:
-Dobra, mam plan...Jeden z poznanych tutaj jak to mawiają Ludzi, nauczył mnie Techniki oślepienia. Jeśli odwrócicie chociaż na trochę jego uwagi, mogę jej użyć, ale musimy jakoś powiadomić resztę, bo widzę że robi się tutaj niezły armagedon... - powiedział i znowu zaczął patrzeć w stronę dymu. Kenzuran który nie spodziewał się co może nastąpić, zauważył że bardzo szybkie dziwnie czerwone promienie ruszyły i było ich tyle co wszystkich zgromadzonych tutaj osób. Nie miał innego wyboru, aktywował aurę, musiał użyć pełnej swojej mocy, bo nie wiedział co ta technika potrafi. Ustawiając ramię pod kątem, miał na celu odbić ten pocisk i mieć to z głowy, ale praktycznie ledwo go widział. Warknął pod nosem i gdy miał zamiar spróbować chociaż, zamachnął się za siebie, lecz nie wiedział czy to co odczuł na dłoni to było na pewno to, czy może niechcący jakiś kamień z niewielu, które unosiły się przez jego moc, został odrzucony do tyłu. Miał nadzieję, że mu się to uda, bo inaczej będzie w niezłych tarapatach.
avatar
Antical
Kicked over 9000!
Liczba postów : 424

Re: Las Korin

on Nie Gru 09, 2018 9:26 pm
Noga złotowłosego przecięła powietrze i z pełną siłą uderzyła prosto w kark demona. NANI... !!???? - pomyślał saiyanin, widząc, że mimo użycia pełni swej mocy, jego cios lekko tylko przesunął oponenta. Nie zastanawiał się ani chwili. Natychmiast wystrzelił w powietrze, aby nie narazić się na ewentualną kontrę skrzydlatego. Za swymi plecami usłyszał krzyk... no właśnie... KOLEJNY SUPER SAIYANIN????!!!! - zdziwił się, mimo, że ilość złotowłosych, których spotkał była naprawdę spora. W stu procentach zbyt duża na to, co jeszcze półtorej roku temu myślał o tej transformacji. Okrzyki szarżującego wojownika wywołały w młodym mordercy niemały paraliż mózgu. Vegeta... zniszczona... - w ułamku sekundy wyzbył się jednak tych myśli. To nie był czas i miejsce na zastanawianie się czy, a jeśli w ogóle tak, to w jaki sposób jego rodzima planeta została unicestwiona...

Wylądował tuż obok małej saiyanki. Ta popłakiwała skulona. Wyglądała niczym przestraszone zwierze, które ktoś zagonił w kozi róg i nie ma już szans na ucieczkę. Ten żałosny widok sprawił, że w Anticalu zawrzało. Przestań się mazać... Ty... mała... nieprzydatna... szmato... - wypowiadając ostatnie słowo kopnął młodą saiyankę prosto w twarz ignorując całkowicie obecność mężczyzny w płaszczu. Nie chciał skrzywdzić czerwonowłosej. Kopniak miał jedynie na celu otrzeźwić umysł dziewczynki. Kątem oka zaobserwował sytuację toczącą się na polu walki. Krzyczący wcześniej saiyanin również odpuścił swój atak, a po chwili wylądował tuż obok nich. Musimy porozmawiać... - powiedział, w ułamku sekundy przemieszczając się na odległość około kilku centymetrów od Kenzurana. Chciał zaprezentować tym sposobem swoją prędkość. Po pierwsze... to co krzyknąłeś... - mówił spokojnym, pozbawionym żadnych emocji tonem. Vegeta... w jaki sposó... - urwał nagle, ponieważ z tumanów pyłu pozostałych po ataku jaszczura ujrzał wyłaniające się czerwone promienie. Były szybkie. Miał pełną świadomość tego, że żadna ze znajdujących się tuż obok niego osób nie będzie najprawdopodobniej w stanie ich uniknąć. Natychmiast zgiął nogi w kolanach i szybkim kopnięciem ściął obydwu stojących obok niego mężczyzn. Upadek miał za zadanie ochronić ich przed atakiem wroga. O dziewczynkę się nie martwił. Ta i tak była już skulona. Nie dbał o życie tych wojowników. Chciał jednak odbudować armię, która siłą została mu odebrana przez szarego potwora.

Nogi tuż po kopnięciu zadziałały niczym sprężyna, wyrzucając ciało zielonookiego w przestworza. Zamierzał znaleźć się jak najwyżej i jak najdalej pocisków. Szybował więc w górę pod kątem, bacznie obserwując każde z lecących w jego kierunku ostrzy. Jeśli któreś było w stanie mu zagrozić, miał zamiar natychmiast obrócić się w taki sposób, aby uniknąć trafienia. Na koniec, jeśli wszystko poszło po jego myśli, zamierzał zawisnąć w powietrzu i póki co z wysokości obserwować wydarzenia na placu boju. Muszę znaleźć słaby punkt tego psa... - pomyślał, a na końcu jego wskazującego palca pojawiła się mała, ledwie widoczna, kulka energii ki.
avatar
Aymi
Mistrz Gry
Liczba postów : 644

Re: Las Korin

on Nie Gru 09, 2018 11:32 pm
Walka. Wszyscy wokół walczyli, starając się sprostać zagrożeniu. Zagrożeniu, które było czymś, z czym żadne z nich do tej pory nie miało okazji się mierzyć. Upadły, demon, Belial. Trzy słowa niosące za sobą groźbę śmierci, obietnicę właściwie, a ten potwór w głównej mierze chciał jej życia. Życia młodej, trochę głupiutkiej dziewczyny z nieco dziecinnym podejściem do postrzegania świata i zasad w nim panujących. Dziewczyny, która straciła wiele, była wewnętrznie rozdarta i przepełniona strachem, trwogą wręcz. W końcu na jej życie czychał ten, który nasłał na jej dom zabójców jej ojca. Zdawała sobie sprawę, z jaką trudnością Haricotto poradził sobie z generałem sakana-jin, wiedziała również, że Belial będący jego szefem z pewnością jest jeszcze silniejszy. Czy więc walka z nieuniknioną śmiercią miała jakikolwiek sens?
Przerażenie, przekonanie o własnej słabości, o nieuchronności przegranej - to wszystko sprawiało, że nie widziała sensu w starciu. Wiedziała, że ktoś tak potężny, komu ataki właściwie nic nie robią, jest niepokonany. Jak więc mieli się z nim mierzyć? Każda próba była bezcelowa, wojownicy byli z góry skazani na porażkę i zdawało się, że tylko ona jest tego świadoma mimo braku umiejętności wyczycia ogromu mocy przeciwnika. Gdyby tylko mogła coś zrobić, cokolwiek... Gdyby miała u swego boku ojca, który zawsze ją wspierał niezależnie od sytuacji... Może wtedy jej zatrwożony umysł dopuściłby choć nikłą szansę przechylenia szali zwycięstwa na rzecz wojowników. Może wtedy byłaby w stanie zrobić cokolwiek, by im pomóc.
Nagły głos w pobliżu, nieznany głos sprawił, że podskoczyła w miejscu, w panice odsuwając się od mężczyzny, który się koło niej pojawił. Z przyspieszonym niemal do granic biciem serca szybko rozejrzała się po okolicy, orientując w sytuacji. Atak saiyanina na drugim poziomie zdawał się nie przynosić żadnego skutku, podobnie bezmyślna szarża tego poznanego w lesie przy jeziorze. A ten obcy koło niej chciał zaplanować kolejne natarcie, chcąc pomóc w pokonaniu demona. Kwestia zaufania chwilowo zeszła na dalszy plan, w chwili grozy człowiek chwyta się wszystkiego, nawet brzytwy. Tylko jak miała powiedzieć blondynowi, że nie mają najmniejszych szans nawet wspólnie?
- O-On... jest za silny... - wydukała z lękiem, załzawionymi oczami spoglądając na przybysza. - Wyczuje nas... mnie wywąchał... Wszyscy zginiemy... Jest zbyt potężny...
Zaczęła potrząsać głową na boki, chcąc strącić wciąż wzbierające pod powiekami łzy. Nie widziała żadnej możliwości zwycięstwa. Wszystkie jej instynkty wyły na alarm, wiedziała jednak, że skoro pojawił się właśnie tutaj, to nie miałaby się gdzie schować, gdzie uciec.
Gdy nagle wylądował przed nią ten na drugim poziomie, umiosła na niego załzawione spojrzenie. Jego mina zdradzała niezadowolenie i coś jej podpowiadało, że to jej wina. "Przestań się mazać" - wysyczane słowa tylko potwierdziły jej przypuszczenia. Pociągnęła nosem, próbując się opanować.
- Ja...
TRACH! Nagły błysk ciemności przed oczami i ból. Padła na plecy, a następnie skuliła się, obejmując dłońmi nos. Z jej gardła wyrwał się zduszony jęk, po którym odkaszlnęła, słony posmak jednak został jej w ustach. Uniosła powoli powieki, widząc na piasku plamę krwi. Taką samą miała też na rękach. Serce zabiło mocniej.

Haricotto zaszarżował, nie zdołała go zatrzymać. Zastygła z wyciągniętą w jego stronę ręką, z urwanym wpół słowem wypływającym z ust. Widziała tylko ramię przebijające trzewia ojca i rosnącą wokół niego plamę czerwieni, gdy padł bez życia na ziemię.

Zacisnęła powieki, kuląc się jeszcze bardziej. Pokrwawione palce wczepiła we włosy, zaciskając mocno. Zęby zgrzytnęły o siebie, a po skórze przeskoczyła iskra, po niej następna.

"Nie masz prawa żyć." "Ubiję was jak bydło."

Iskry zmieniły się w delikatne wyładowania, spomiędzy zaciśniętych zębów zaś wyrywał się stłumiony syk. Wyładowania przybrały na intensywności, a powietrze wokół zafalowało przesycone rosnącą z każdą chwilą mocą.

"Sprawię, że będziesz błagać o śmierć i będę patrzył jak się wykrwawiasz! Będę ostatnią rzeczą, jaką zobaczysz w tym swoim żałosnym życiu, suko!"

Syk przeszedł w warkot, ten zaś stawał się coraz wyraźniejszy. Grunt zadrżał, wpierw nieznacznie, jednak w miarę upływu czasu efekt przybierał na sile. Falujące powietrze zmieniło się w podmuchy, coraz silniejsze i intensywniejsze. Włosy dziewczyny zaczęły unosić się, stroszyć, migotać zzieleniałym złotem. Wyładowania stawały się coraz częstsze.

"Jesteś najlepsza, Aycia!"

Ciało bruneta leżało w rosnącej kałuży krwi. Straciła ojca. Obok wgnieciony w ziemię leżał Ryu, kawałek dalej zmasakrowany Jirri, zakrwawiona Erica, Tensa... wszyscy jej bliscy. Pośród tego wszystkiego ona, osamotniona, a kawałek dalej mężczyzna w drugim poziomie super saiyanina.

"Ty mała... nieprzydatna szmato..."

Pięść wbiła się w ziemię, krusząc ją, ona zaś zaczęła się podnosić. Warkot przybrał na sile, całe jej ciało pokrywały strzelające dookoła wyładowania. Postawiła mocno stopę na podłożu i w tym momencie moc wybuchła, uwalniając jej krzyk, zielonkawo-złotą aurę, a także całkowicie zmieniając jej posturę. Eksplozja mocy wytworzyła podmuch wiatru, a także pozostawiła po sobie krater, w centrum którego się znalazła. Ona - wielka góra mięśni, zielonozłote nastroszone włosy i ogon o tej samej barwie, a wszystko to okraszone napiętym do granic ubraniem tej małej zapłakanej dziewczynki którą była jeszcze chwilę temu. Kompletnie zbielałe ślepia zlustrowały otoczenie, szukając celu, a blondynów było tu więcej niż jeden. Wtedy jednak wzrok padł na chmurę pyłu, z której wyłoniła się postać demona.
"Nie masz prawa żyć" - zakołatało gdzieś z tyłu jej głowy głosem tego potwora, co dodatkowo ją rozzłościło. Nikt, absolutnie nikt nie miał prawa decydować o jej życiu i śmierci.
- GHRRRAAAAAA!! - zawyła wściekle, powodując kolejną eksplozję mocy, a potem odbiła się od podłoża i ruszyła wprost na demona, w głowie mając tylko jedną myśl: "zabić Beliala". Zaatakowała frontalnie, bez większego namysłu, uderzając wściekle, chaotycznie. Taktyka nie miała tu nic do rzeczy, przemawiała przez nią czysta furia ukierunkowana w ten jeden cel - skrzydlatego demona. Cios za ciosem, pięść za pięścią, kop za kopem. Nie zamierzała przerywać nawet na moment, chciała go zmiażdżyć, unicestwić, eksterminować, anihilować. Po prostu wymazać. Więcej w tej chwili nie miało znaczenia. Tamten blondyn poczeka na swoją kolej...

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

avatar
Ryu
Maskotka
Liczba postów : 294

Re: Las Korin

on Sro Gru 12, 2018 12:18 am
Kiedy to bohater nasz leżał sobie pod odmienionym dowódcą Sakan do jego uszu dotarł niezwykle głośny odgłos jakby łamanej kości. Z całą pewnością rozległ się on po całej okolicy. Chłopak momentalnie poczuł jak uścisk na jego klatce nieco osłabł. Wzrok Ziemianina powędrował w miejsce, z którego wydobył się dźwięk. Zauważył na karku przywódcy ryboludzi nogę, która musiała należeć do jednego z przybyłych wojowników. Sprawiła ona, iż ów kark przekrzywił się w bok. Młodzieniec kątem oka zauważył, iż druga nóżka monstrum przeryła kawałek ziemi. Zdawało się jednak, że na nic więcej nie można było liczyć, tak jakby na samym zaatakowanym nie zrobiło to najmniejszego wrażenia. Kończyna momentalnie zniknęła z pola widzenia bruneta, sam jegomość najpewniej musiał się oddalić w bezpieczną strefę. Młodzieniec postanowił w tym właśnie momencie włączyć swe Złote Błyskawice Opanowania i złapać nóżkę zabójcy jego mistrza. Nawet nie myślał, aby puszczać. Postanowił nieco przytrzymać w tym miejscu monstrum. Mogli to wykorzystać pozostali, aby atakować diabła, kiedy ten będzie miał delikatne problemy z wydostaniem nogi. Na scenę wkroczył ktoś inny, on także chciał się pozbyć zagrożenia. Nasz bohater mógł mu się przyjrzeć, ponieważ nie miał problemów, aby obserwować jego sylwetkę. Był on Saiyaninem, a właściwie to Super Saiyaninem. Co jednak ciekawsze, nie posiadał ogona. Był to dość interesujący widok dla wojaka, ponieważ z reguły spotykał przedstawicieli tej rasy, którzy posiadali tę część ciała. Jednakże nie było aktualnie czasu, aby zastanawiać się nad kwestią dlaczego go nie miał. Mężczyzna poruszał się wokół potwora ze wszystkich stron okładając go pięściami oraz nogami, lecz na nic się to zdało. Na diable nie robiły żadnego wrażenia te wszystkie ciosy. Po prostu stał jak stał, niczym słup soli i nie zapowiadało się na to, aby miało zostać to zmienione. W momencie, w którym mężczyzna pewnie uznał, iż dalsze przeprowadzanie tej ofensywy nie ma sensu po prostu wycofał się. Tak więc aktualnie Ryu pozostał sam na sam z dowódcą potworem. To mogłaby być przerażająca chwila, gdyby tylko wszyscy obecni byli bohaterami pewnego dzieła zaczynającego się na literę ‘’h’’. Na to jednak – całe szczęście – się nie zanosiło. Gdyby do tego doszło to autor tego posta z całą pewnością w pierwszej kolejności poszedłby się upić, a na samym końcu powiesiłby się za jaja na najbliższym słupie. Odłóżmy jednak na bok wszystkie dziwne fantazje tego gościa sprzed tego laptopa. Powróćmy do akcji.
Niespodziewane wokół napastnika i ofiary pojawiła się chmura dymu, a oni znajdowali się w samym jej środku. Do całego starcia dołączył nagle Jirri, który zamierzał zadać jakiekolwiek obrażenia wodzowi Sakan przy pomocy swego miecza.
- Że co?!
Ku ogromnemu zaskoczeniu naszego bohatera ten drugi wykorzystał swą rękę, aby obronić się przed ostrzem. On dosłownie zablokował cięcie miecza swoją ręką. Wyglądało na to, że jego skóra była niezwykle odporna. Nastąpiły kolejne próby ataku, które zostały niestety zblokowane. Całemu temu zdarzeniu towarzyszyły głośne odgłosy, co mogło dać małą wskazówkę innym osobom nie znajdującym się w chmurze, co miało tam miejsce. Wręcz w ostatnim momencie młodzieniec zauważył nadlatujący miecz. Jego wróg pragnął podnieść właśnie teraz nogę ku górze, a Ziemianin puścił ją. Nad głową naszego bohatera na ułamek sekundy znalazło się ostrze broni. Wojak został wyrzucony przez jaszczura z dymu i zatrzymał się dopiero po kilku chwilach, kiedy udało już mu ogarnąć się. W międzyczasie przeleciał kilka metrów. Wylądował i zaczął zastanawiać się nad kolejnym posunięciem. Próbował wpaść na coś, co mogłoby dać przewagę jego sojusznikom. Myślał, myślał i myślał, aż wymyślił. Jednakże nie mógł tak po prostu przypuścić frontalnego ataku. Pomimo tego, iż jego przeciwnik nie widział tego co działo się na obszarze spoza dymu to z pewnością spodziewał się, iż ktoś może chcieć wykorzystać okazję i przypuścić atak od przodu. Właśnie dlatego zdecydował się zajść go od tyłu. Ruszył, a kiedy już znalazł się w miejscu, w którym chciał być przystąpił do tworzenia dysku. W zasadzie to nie do końca wiedział czy ta technika zadziała w taki sposób, w jaki chciał, aby zadziałała. Nie miał wcześniej okazji, aby ją przetestować, więc jej możliwości były mu obce. Mimo wszystko wolał nie ryzykować trafieniem niepożądanych celów. Był zmuszony oczekiwać na posunięcie bestii, ponieważ nie mógł tak po prostu rzucić swej broni na ślepo. Mógł zwyczajnie w świecie spudłować. Jednakże na takowy ruch nie musiał czekać długo. Nagle i niespodziewanie z wnętrza chmury zaczęły wylatywać pociski energetyczne we wszystkich możliwych kierunkach. W tym także i w kierunku Ziemianina. Nie mógł on dłużej czekać, musiał zaatakować teraz, w tym właśnie momencie. Jeżeli poczekałby dłużej to mógłby zostać trafiony jakimś pociskiem, do tego nie mógł dopuścić. Nie miał pojęcia jak bardzo mógłby on zranić go. Wykonał potężny zamach, aby nadać swej technice odpowiednią prędkość, a następnie rzucił swój dysk dokładnie w miejsce, z którego zostały wystrzelone pociski. W zasadzie to dość sporo ryzykował, ponieważ istniała szansa, że mógł tym oberwać ogoniasty, który przecież także znajdował się w środku dymu. Młodzieniec jednak wierzył, iż nic takiego nie będzie miało miejsca. Następnie wykonał dwa skoki w lewy bok padając ostatecznie na glebę chcąc zmniejszyć możliwość trafienia.
Zaczął się momentalnie rozglądać za Aymi w celu sprawdzenia czy nie była ona zagrożona w tym właśnie momencie. Poszukiwania zostały przerwane przez potężną eksplozję energii, która miała miejsce nieopodal pozycji wojownika. Spojrzał w tamtym kierunku, lecz nie wstawał. Jego oczom ukazała się postać absolutnie mu nieznana, która znajdowała się w samym środku krateru dość sporych rozmiarów. Była to przedstawicielka płci przeciwnej o dość potężnych gabarytach. Jej włosy pokryte były zielenią wraz z ogonem, którego posiadaczką była. Ciało jej obtoczone było przez aurę tej samej barwy w akompaniamencie wyładowań elektrycznych. Chłopak nie miał pojęcia kim ona była. Pierwszy raz widział ją na oczy, skąd ona się w ogóle tu wzięła? Kiedy przybyła, przed chwilą? Zaraz, zaraz. Coś tu nie pasowało.Te ubrania. Przecież to były ubrania... rudowłosej. Chwila, czyli to była jego ukochana? Czy aby na pewno? Cóż, wyglądało na to, że tak. Według tego, co Pan Popo mu powiedział to ogoniasta posiadała jakąś nową moc, więc to chyba o niej była mowa. W dodatku fakt, iż posiadała ubrania dziewczyny oraz nigdzie nie można było odnaleźć Aymi tylko dodawał wiarygodności temu faktu. Właściwie to czym była ta forma?
- Co to jest, jakaś nowa forma Super Saiyanina? Nie przypomina tych wszystkich pozostałych, jakie widziałem do tej pory.
Z całą pewnością była ona potężniejsza od zwykłego poziomu blondwłosego wojownika. Może była silniejsza nawet od tej formy, którą zaprezentował Mistrz Haricotto na Papayi? Nie zmienia to faktu, iż była czymś całkowicie innym. Czyżby był to kolejny stopień Super Saiyanina? Czyżby była to przemiana następująca po tej, którą przedstawił nauczyciel Ziemianina? Z gardła wojowniczki wydobył się potężny, przerażający okrzyk, po którym zniknęła z pola widzenia naszego bohatera, ówcześnie powodując kolejny wybuch mocy.
- Gdzie ona jest?
Zaczął rozglądać się we wszystkich kierunkach, lecz na nic się to zdało. Po prostu zniknęła i za nic nie dało się jej wypatrzeć. Dostrzegł tego nieznanego blondyna, który wcześniej rzucił się na monstrum, lecz z mizernym skutkiem. Teraz po prostu ruszył naprzeciw pociskom dowódcy ryboludzi, czy on oszalał? Przecież nikt z obecnych nie miał pojęcia jak wielkie obrażenia mogły one zadać, a on jakby nigdy nic ruszył na spotkanie z nimi. Gdyby chociaż mógł być nieco większym zagrożeniem dla samego diabła. Przecież ta jego wcześniejsza ofensywa nic nie wniosła.
Gdy obaj znajdowali się w bezpiecznej strefie i wszystkie pociski zmyły się stąd, nasz bohater podleciał do tego wojownika zamierzając porozmawiać z nim. Być może on miał jakąś taktykę na wygranie tej walki? Choć jego aktualne zachowanie mogło na to nie wskazywać. Na razie leciał po prostu na pałę licząc, iż uda mu się coś wskórać.
- Ty chyba też przyszedłeś, aby go pokonać, co? Słuchaj, może masz jakiś pomysł jak to wygrać?

W każdym momencie Ryu jest w gotowości do wykonania uniku rzucając się w lewy bok przed ewentualnym atakiem Beliala.


Ostatnio zmieniony przez Ryu dnia Czw Gru 13, 2018 8:09 pm, w całości zmieniany 2 razy
avatar
Guts
Mistrz Gry/Time Patrol
Liczba postów : 211

Re: Las Korin

on Czw Gru 13, 2018 6:05 pm
Zagryzł wargę i odwrócił wzrok od Beliala. Jedno zadrapanie, huh? Zaczynał powoli wątpić w to, czy zadają mu jakiekolwiek obrażenia. Cholera, ten gość wytrzymał... Właściwie, to co to było? Przetrącenie karku? W każdym razie, wytrzymał je i stał całkiem stabilnie, nic sobie nie robiąc z ataków. Nawet zablokował cholerny miecz. Rany, to może być o wiele trudniejsze, niż wcześniej przypuszczał. Nie żeby wtedy też miał jakieś wielkie nadzieje na zwycięstwo... Obrzucił wzrokiem Rudzielca i westchnął. Kolejny problem... Z takim nastawieniem dziewczyna nie zrobi nic, co przechyliłoby szalę zwycięstwa na ich stronę. Całkowicie nic. Błędem było proponowanie jej zaplanowania czegokolwiek, bo tak czy siak został z tym całkowicie sam. No, miał jeszcze Kido, ale on nie walczył, więc jego udział w samym ataku byłby znikomy, chyba że udałoby im się stworzyć dla niego okazję. Wtedy naprawdę mogli mieć szansę. Guts dobrze wiedział, co Tsufulianin chciał zrobić. Czy mu się to podobało? Cóż, chyba nie miał wyjścia.
Energia. Chaotyczna, dziwna, bardzo dziwna. Zbliżyła się bardzo szybko, na tyle, że Ogoniasty cofnął się o krok. Przed jego oczyma pojawił się Saiyanin. A przynajmniej na takiego wyglądał. Poza dziwną energią, jaka go wypełniała, to odznaczał się też tym idiotycznym tatuażem na czole, poziomem Super Saiyanina i dużą różnicą w mocy pomiędzy tą dwójką. W sumie, trójką, jeśli liczymy jeszcze załamaną dziewczynę. Co zrobił, zapytacie? Cóż... Kopnął Rudą w twarz, uprzednio ją obrażając. Gucio nie miał zamiaru bronić dziewczyny. Ich konflikt, ich sprawa. Jedyne, co go w tym momencie obchodziło, to zwycięstwo.
-Powiedziałbym wam coś w stylu "To nie czas na spory, młodzi", ale chyba sami znacie sytuację. Zdechniemy, jak tak dalej pójdzie. Pozabijacie się potem, teraz spróbujmy połączyć siły i pozbyć się tego tam.- Wskazał kciukiem na chmurę dymu, w której był Belial... A potem... Rany, szybki jest ten koleś. Guts zlokalizował go za sobą, mniej więcej przy Kenzuranie, który odpuścił sobie swój jakże głupi popis i wrócił do grupy. Odwrócił się w ich stronę i splótł ręce na klatce piersiowej. Ten Saiyanin zdecydowanie był niebezpieczny... Ale czy tak samo niebezpieczny, jak pociski, które za moment wylecą z chmury dymu? Chyba jednak nie. Guts wzbił się w powietrze i odleciał w bok, w miejsce, dzięki któremu uniknie ataku. Dlaczego zostawił resztę? Cóż, dziewczyna i tak nie wydawała się przydatna (przynajmniej póki co), styl walki Kenzurana był... Po prostu był. A ten trzeci? On był na tyle szybki, że powinien tego uniknąć bez problemu. Ale to nie koniec tego wywodu, o nie. Nie można zapomnieć o jednym, bardzo ważnym fragmencie, jakim jest...
Otworzył szeroko usta i spojrzał na zielonkawą aurę. Cholera... Ta Ki jest ogromna. Dlaczego wcześniej jej nie czuł?!... Ach, tak. Był zajęty czymś innym i dopiero gdy dała o sobie znać, to zobaczył jaka jest potężna. Czym to było? Nie miał najlepszego pojęcia, ale... Cóż, sprawiło, że Rudowłosa z wcześniej stała się naprawdę silna. Czyli to jest ich droga ku zwycięstwu, huh? Póki co wolał im nie mówić o tym, że wystarczy tylko jedno zadrapanie, o wyglądało na to, że poradzą sobie bez tej informacji... Przynajmniej na razie.
Guts obecnie wisiał gdzieś z boku w powietrzu i czekał na moment, w którym będzie mógł wypróbować teleportacji...

_________________
Skróty:
avatar
Jirri
Time Patrol
Liczba postów : 490

Re: Las Korin

on Nie Gru 16, 2018 7:09 pm
Jirri nie odniósł stuprocentowego sukcesu, ale i tak udało mu się w dużym stopniu. Po pierwsze - uniknął jakichkolwiek obrażeń. Po drugie - nie musiał martwić się, że Ryu-san skończy z połamanymi żebrami. Rzucił się na demona jako trzeci. Poprzednie dwie osoby nie zdziałały właściwie nic. Uderzenie, które wyprowadził Antical, najwyraźniej mogło zaboleć tylko jego. Drugi Supa Saiya-jin też absolutnie nic nie zdziałał. Belial zupełnie nic sobie z nich nie robił. Na dodatek wyglądało na to, że zupełnie nie czuje się w jakikolwiek sposób zagrożony. To bardzo źle. Gdy nie czuje zagrożenia, łatwiej go będzie zaskoczyć, to prawda, ale jednocześnie będzie mniej rozkojarzony, mniejsza szansa, że popełni błąd. Jirri zaszarżował na niego z pełnym skupieniem. Wzbił w powietrze kopniakiem tumany kurzu i zaczął wyprowadzać ciosy. Fakt, że Belial blokował cięcia swoją dłonią, ani trochę jaszczura nie zdziwił. To oczywiste, że ktoś o takiej mocy będzie w stanie skupić ją w dłoni, by zablokować tego typu atak. Niewykluczone nawet, że wcale nie musiał tej energii specjalnie skupiać. Nie obchodziło to jaszczura nawet w najmniejszym stopniu. Nie o to chodziło w planie. Nie zamierzał zadawać obrażeń. Ryu-san został uwolniony, ale niestety dalsza część planu nie zadziałała. Belial odleciał na bezpieczną odległość, więc wykorzystywanie techniki byłoby bezcelowe. Jirri wlepił w niego wzrok, zasłaniając się ostrzem i przygotowując się na odparcie ataku. Nie zauważył, jak Aymi-chan dostała w twarz od Anticala. Był zbyt skupiony na walce. Wyczuł za to dwie różne energie. Jedna z nich pochodziła właśnie od Aymi-chan. Jej moc gwałtownie zaczęła rosnąć. Już w tym momencie przekraczała możliwości zwykłego Supa Saiya-jina i ani na chwilę się nie zatrzymywała. Druga energia, to szybko poruszające się pociski, po jednym na każdego. Atak ów przeprowadzony był zza nich. Dla jaszczura to nie problem. Potrafi wyczuwać energię, jednakże inni, to już inna sprawa. Zacisnął zęby, a na jego czole pojawiła się kropelka potu.
- Na szóstej!!!
Miał nadzieję, że ten szybki komunikat wystarczy, by w porę ich ostrzec. On sam natychmiast odskoczył w bok, by nie dostać. I wtedy właśnie poczuł pełną moc eksplozji energii. Aymi-chan przyjęła zupełnie inną formę. Formę Supa Saiya-jina, której nigdy do tej pory nie widział. Jirri nie mógł uwierzyć swoim zmysłom. Dziewczyna stała się nagle wyższa, a także znacznie masywniejsza. Jej mięśnie napęczniały, widać w nich było niepowstrzymaną moc. Jej włosy były teraz zielone, zupełnie inaczej, niż normalne saiyańskie transformacje. Taki sam kolor przybrała aura. Jej oczy były białe, jakby zaślepione czystą furią. A jej moc... Niesamowita. W jednej chwili różnica między nią, a Belialem znacznie się zmniejszyła. Cóż, to by oznaczało, że mają już jakieś szanse. Jeśli ona zajmie demona na pewien czas, Jirri powinien dać radę znaleźć chwilę, na obmyślenie jakiegoś planu. Potrzebuje tylko jednej chwili nieuwagi. Jednej chwili...
avatar
Admin
No.1 Whis' Fanboy
Liczba postów : 358
http://dbanotheruniverse.forumpolish.com

Re: Las Korin

Yesterday at 10:02 pm
MG

Kenzuran próbował odbić pocisk dłonią, jednakże w momencie zetknięcie dłoni z energią, ta druga eksplodowała, odrzucając Saiyanina mocno do tyłu. Wylądował na kamieniach, niszcząc kilka z nich przez swój intensywny upadek. Kiedy zdołał się podnieść lub głowę unieść i zaznajomić się z sytuacją, jego cała ręka była poraniona i zakrwawiona. Nie mógł jej używać.

W chwili wystrzelenie pocisków przez Beliala, Ryu cisnął w niego swoją techniką. Dysk kręcił się dookoła własnej osi, wydając przy tym dźwięk podobny do tego, jaki wydaje piła mechaniczna. Niemniej jednak, Belial spodziewał się ataku, a z chmury dymu wyłoniły się dwie połówki dysku, lecące koślawo na prawą i lewą stronę, gdzie ostatecznie wcięły się w ziemię.
Samemu Ryu nie stało się nic, zdołał uniknąć pocisku energii, rzucając się od razu na glebę. Czuł jednak, jak jeden z nich przelatuje tuż nad jego głową, wprawiając jego czarne włosy w ruch.

Ostrzeżenie Jirriego na niewiele się zdało, ale on sam zdołał uniknąć nadchodzącego ataku.
Antical bez problemu uniknął pocisków, wzbijając się wysoko w przestworza. Guts niestety, nie miał tego szczęścia. Był zwyczajnie wolniejszy niż Antical, więc nie zdołał w odpowiedniej chwili odskoczyć, mimo iż czuł nadlatujący pocisk. Ki Blast zahaczył o jego rękę, przecinając ubranie i skórę. To wybiło go z rytmu. Wpadł na kolejny pocisk, który eksplodował prosto na jego plecach, wyrzucając go dalej, gdzie upadł na glebę, ryjąc w niej ciałem przez kilka metrów.
- Głupcze! Dlaczego im nie powiedziałeś!? - krzyknął Kido, będąc wyraźnie poirytowanym ignorancją saiyańskiego towarzysza.

Aymi w końcu się ocknęła. Kopniak motywacyjny Anticala wydawał się działać cuda. Uwolniła swoją złość, która poskutkowała natychmiastowym skokiem mocy! Podmuchy wydzielane przez jej eksplodującą energię same odbiły nadlatujące pociski, jednocześnie tworząc pod dziewczyną krater, do którego przy okazji i mimowolnie wpadli leżący na ziemi Ryu i Guts.
Nim ktokolwiek zdołał się obejrzeć, dziewczyna będąca sporo większa, zarówno pod względem wzrostu, jak i mięśni, zaczęła przekierować swój szał na Beliala. Na nieszczęście dla innych wojowników, wystarczyła jedna chwila, jeden gest, by zielonowłosa stanęła przeciwko nim. Nie myślała trzeźwo. W tej chwili targały nią emocje. Negatywne.

Belial, który wcześniej niewiele robił sobie z ataków, teraz zaczął się ruszać! Kiedy Aymi totalnie bez planu go zaatakowała, ten musiał wymijać i blokować jej ciosy. Wyglądało na to, że nie było to dla niego proste, ponieważ kilka razy pięści dziewczyny otarły się o niego, zostawiając niewielkie otarcia. Były jednak zbyt płytkie, by zrobić z nich pożytek. Czyżby to wszystko było spowodowane tym, że Belial stał na przeciwko kogoś, kto w tej chwili nie potrafił logicznie myśleć? Brak techniki był spowodowany tym, że ciosy nie sięgały celu? Moc Saiyanki rosła cały czas, ale czy nadejdzie moment, w którym przerośnie ona siłą Pana Ciemności?

Głos Kido, widzącego zaistniałą sytuację, ponownie zabrzmiał w głowie Gutsa.
- Patrz! Prawie go zadrapała! Powiedz temu młodziakowi, żeby znów przygotował dysk i zaczekał z nim na odpowiedni moment. Atak musi być niespodziewany! Belial teraz jest rozproszony, jak nigdy wcześniej! - krzyczał, a gdyby mógł, to targałby Gutsem na boki, chcąc go pośpieszyć.
_____
Ze względu na liczne narzekania, każdy ma 48h na odpis. Czas się zeruje od każdej nowej wiadomości. Kolejność obojętna, ale sugerowałbym, by pierwsza zaczęła Aymi - jako jedyna atakuje.
Sponsored content

Re: Las Korin

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach