Super Dragon Ball PBF - Another Universe
Forum jest w fazie przebudowy. Jest otwarte dla graczy, ale należy pamiętać o możliwości zmian w mechanice.

Share
Go down
Admin Vados
Admin Vados
No.1 Vados' Fangirl
Liczba postów : 4

Las Korin

on Nie Paź 07, 2018 8:50 pm
First topic message reminder :

Rozległe tereny leśne położone na terenie Ziemi Korin. W samym centrum znaleźć można wioskę Indian zwanych Karinga, a także długi słup z totemami, na szczycie którego znajduje się wieża zamieszkiwana przez Kociego Mistrza, Korina. Dużo drzew, zieleni i zwierząt strzeżonych przez tutejsze plemię, które uważa tę ziemię za świętą.

Guts
Guts
Mistrz Gry/Time Patrol
Liczba postów : 253

Re: Las Korin

on Czw Gru 20, 2018 6:36 pm
Plan w założeniach był dobry. Ba, gdyby się udało, to miałby całkiem niezłą pozycję. Jednakże, coś poszło nie tak. Co zawiodło? Prędkość. Był za wolny, by uniknąć pocisku. Syknął, gdy pierwszy atak przeciął kawałek skóry na ramieniu. Dalej już wszystko poszło samo. Obrócił się w powietrzu i dostał pociskiem w plecy, co wyrzuciło go gdzieś przed siebie. Rył ziemię przez kilka metrów i gdy tylko się zatrzymał, to doszedł do wniosku, że potrzebuje małej przerwy. Wsłuchał się w krzyki Tsufula i... wpadł do dziury. Rany, słabo, ale przynajmniej miał jakąś "pozycję". Wstał podpierając się rękoma. Okej, jednak może warto im powiedzieć, co mają robić i liczyć na to, że się uda. Wyprostował się i splunął za ramię, a potem zsunął płaszcz z ramion i pozwolił mu swobodnie upaść na ziemię. Może nic mu nie będzie... Cóż, z dobrych wiadomości: walczący się na nim nie skupiali i mógł obserwować całą potyczkę. Ewentualnie... Mógł posłuchać planu Kido. To chyba naprawdę była ich jedyna deska ratunku. No dobra, to lecimy. Obok był tylko ten chłopak, który rzucił dyskiem w Beliala. Świetnie się składało...
-Brodaty! Mam sprawę.- Podszedł do niego i wskazał palcem na Beliala i jego przeciwniczkę. -Ta technika z dyskiem. Muszę cię prosić, byś użył jej jeszcze raz. Teraz mamy całkiem niezłą okazję, bo jest zajęty walką z Rudą. Tylko tym razem musisz trafić, jasne? Przygotuj się i nie spudłuj. Wystarczy jedno, nawet małe, zadrapanie. Zaufaj mi.- Uśmiechnął się pewnie, by wyglądał na "takiego, co wie co robi" i odsunął się, robiąc mężczyźnie miejsce. Wzrok skierował na walkę, nawet nie sprawdził czy co z innymi. Nie widział póki co ich przydatności w tym momencie. Jeśli pojawi się okazja na wejście Kido, to od razu przyłoży palce do czoła i teleportuje się, jak najbliżej rany Beliala. Potem poleci samo... Jak się uda, to pozostanie mieć nadzieję, że wszystko skończy się dobrze...

_________________
Skróty:
Blade River
Blade River
Liczba postów : 229

Re: Las Korin

on Czw Gru 20, 2018 8:26 pm
Kenzuran niestety nie znał siły swojego przeciwnika oraz jego mocy, przez co popełnił największy błąd jaki mógł kiedykolwiek zrobić. Próbując odbić technikę swojego wroga, ta była zbyt mocna dla niego i wybuchając na jego dłoni, odrzuciła go na kilka metrów do tyłu, tworząc jeszcze przy tym eksplozje. Poczuł jak jego ciało przebiło się przez dużą ilość skał, aż wreszcie zatrzymał się i tak przez chwilę leżał. Nie spodziewał się takiej mocy ze strony demonicznego oponenta, nie wiedział co ma o tym myśleć. Wojownik po podniesieniu swojego tyłka, zaczął spoglądać tam gdzie przedtem stał. Zauważył że coś się zaczęło dziać, ponieważ dziewczyna po otrzymaniu solidnego buta na twarz, przestała już płakać i diametralnie się zmieniła.


Syn Kellana odczuł na swojej twarzy także potężną eksplozję, która tak jakby pochłonęła dziewczynę i już jej tam nie było. Stała tam zupełnie inna persona, nie wiedział kto to może być, ale szybko przeanalizował sytuacje i stwierdził, że to jest ta sama kobieta, tylko z większą masą mięśniową oraz na pewno mocą. Nie miał przy sobie scoutera, więc nie mógł niestety tego sprawdzić ale gdy ona zniknęła, mrugnął oczami i starał się ją znaleźć, dopiero z opóźnionym tempem zobaczył że zaatakowała Beliala. Brat Klen nie widział większości jak się tutaj poruszała, ponieważ oni byli zupełnie na innych poziomach niż on, wkurzyło go to bardzo, przez co ryknął i aktywował swoją aurę. Młody Saiyanin doskonale zdawał sobie sprawę, że ponownie szarżowanie tutaj nic nie da, więc dostrzegł że jego towarzysz rozmawia z tutejszym człowiekiem, pewnie jakimś obrońcą. Warknął delikatnie, odczuwając jak bardzo boli go ręka i w jakim stanie aktualnie się znajduje. Niestety nie wiedział czy może użyć tej oślepiającej techniki, ale nie miał nic lepszego w swoim rękawie niż tylko to. Unosząc się do góry w powietrze podleciał do swojego kompana i gościa w białym ubraniu, mówiąc w ich stronę:
-Cholera, ten przeklęty śmieć nie zna chyba żadnych granic...Słuchajcie mnie...mogę spróbować wykorzystać technikę którą nauczył mnie Krilin. Nie wiem czy ty nieznajomy w białym ubraniu znasz tego jegomościa, ale mogę sprawić żeby oślepić demona na chwilę, wtedy będziecie mogli wykonać ruch. Ja już i tak się do niczego nie przydam, ale jeśli będzie trzeba walczyć, będę walczył do końca za naszą zniszczoną planetę VEGETĘ!! - ostatnie słowa wykrzyknął, bo był wkurzony że wtedy nic nie mógł zrobić, ale teraz też był bez szans. Nie wiedział tylko jak zareaguje Guts oraz tutejszy brodacz w białych ciuszkach, miał tylko nadzieję że plan wypali. Stając przed nimi, ze wszystkimi napiętymi mięśniami, dodał od niechcenia następujące słowa:
-Jeśli odwrócę jego uwagę i przypłacę to śmiercią, nie zwracajcie na to uwagi, robię to ze względu żeby pomścić naszych braci oraz siostry, które zginęły w wybuchu naszej planety. Będziecie mieli tylko niecałą chwilę, więc ją wykorzystajcie... - zacisnął mocniej pięść, wyczekując ich reakcji bo miał nadzieję że się na to zgodzą i plan się uda.
Jirri
Jirri
Time Patrol
Liczba postów : 495

Re: Las Korin

on Pią Gru 21, 2018 1:27 pm
Jirri natychmiast ostrzegł swoich towarzyszy o ataku zza ich pleców. Możliwe, że część nich zdążyła zareagować tylko dzięki niemu, jak choćby Ryu-san. Niestety dwóch Saiya-jinów nie dało rady. Jeden z nich starał się wykonać unik, ale nie udało mu się w pełni zniwelować ataku tym sposobem. Drugi z kolei zachował się niezwykle głupio, próbował bowiem zatrzymać atak swoją ręką. Skończyło się to dla niego oczywiście bardzo źle, ale przynajmniej nadal jeszcze dychał. Niestety, wyglądało na to, że jego ręka już za bardzo nie podziała w tej walce. Jirri jednak najbardziej skupił się na Aymi-chan, która w obecnej chwili sama toczyła walkę z Belialem. Wyglądało na to, że sytuacja powoli stawała się coraz lepsza. Obecnie demon zdecydowanie miał pewne problemy. Nie do końca udawało mu się unikać kolejnych ataków, ale pojawił się też pewien problem. Jirri mógł dokładnie przeanalizować energię, którą Aymi-chan się posługiwała. Nie był to ten typ energii, z którego korzystali pozostali. Fakt, była ona znacznie silniejsza od nich, ale przy tym nie była to moc, którą da się kontrolować. Oznacza to, że Aymi-chan znajduje się teraz w stanie szału. Po pierwsze - jej ataki nie są przemyślane, a to oznacza, że wkrótce Belial dostosuje się do jej tempa i zyska taktyczną przewagę. Po drugie - niewykluczone, że będzie ona w stanie zaatakować swoich sojuszników.
- Cholera... Niedobrze.
Musiał coś szybko wymyślić. Nie da rady walczyć z Belialem bezpośrednio, ale potrzebuje trochę więcej możliwości. Gdyby mógł nieco zmniejszyć jego możliwości obrony... Zaświtało mu w głowie. Podleciał do świeżo poznanego Anticala.
- Mam plan, ale musimy się zgrać. Obecnie Aymi-chan jest na tyle potężna, że jej energia powinna całkowicie zajmować uwagę zmysłów Beliala. Jeśli ja też podlecę nieco bliżej i zwiększę swoją moc do maksimum, będzie jej tyle, że nie będzie w stanie wyczuć mniejszego źródła. Więc jeśli to zrobię, powinien nie być w stanie wyczuć tej twojej spowalniającej kuli. Plan jest taki, ja się do niego zbliżam, zwiększam poziom energii, a ty rzucasz kulkę i czekamy na rozwój wydarzeń. Pasuje?
Jeśli tak, to wciela plan w życie. Po jego wykonaniu wycofuje się na bezpieczną odległość. Jeśli nie - czeka na rozwój wydarzeń. Cały czas stara się utrzymać dystans od Aymi-chan na tyle, by ta nie zwróciła na niego uwagi, a jeśli to się stanie, natychmiast się wycofuje. Powinno się udać.
Antical
Antical
Kicked over 9000!
Liczba postów : 450

Re: Las Korin

on Pią Gru 21, 2018 8:28 pm
Zielonooki lewitował w powietrzu. Z założonymi na piersiach rękami czekał na rozwój wydarzeń. Ten był całkiem ciekawy. Mała, niepozorna dziewczynka nagle przemieniła się w to... to z czym dane mu było już walczyć. Doskonale pamiętał jak wojownik o imieniu Brolly chwilę po osiągnięciu identycznej transformacji bez wahania wymordował całą swoją wioskę. Dziewczyna również zdawała się walczyć w szale. Wniosek był jeden - nie było możliwości, aby choć w najmniejszym stopniu kontrolowała swój umysł. Po chwili, tuż obok Anticala pojawił się jego niedawny, jaszczurowaty rywal. Nie radzę zbliżać się do tej dziewczynki. Może okazać się większym zagrożeniem niż ten cały Belial... - rzekł krótko, lekko się uśmiechając. Nie masz jednak powodu do obaw. Jeśli zajdzie taka potrzeba anihiluję tego demona w ułamku sekundy. Na razie jednak obserwuję całkiem ciekawy spektakl, więc jeśli możesz, nie przeszkadzaj... - dodał, ze spokojem obserwując to, jak zielonowłosa wojowniczka radzi sobie w starciu z upadłym. Był spokojny. W swoim rękawie skrywał asa, którego nie miał zamiaru zbyt wcześnie ujawniać. Sytuacja była naprawdę interesująca. Chyba jako jedyny zdawał sobie sprawę, że nawet jeśli pokonają Beliala, nie dadzą rady powstrzymać swojej towarzyszki. No właśnie... Ta mała suka... kto by pomyślał... może okazać się całkiem cennym żołnierzem. Trzeba tylko odpowiednio ją podejść... - pomyślał.
Ryu
Ryu
Maskotka
Liczba postów : 306

Re: Las Korin

on Nie Gru 23, 2018 1:22 am
Ziemianin wykonał potężny zamach rzucając swą ‘’broń’’ w kierunku dowódcy Sakan. W momencie, w którym dysk poleciał dokładnie tam, gdzie chciał jego twórca, ten nie myśląc w zasadzie nawet przez sekundę padł na glebę. Dzięki temu jakże sprytnemu posunięciu udało mu się uniknąć zagrożenia w postaci wrogich pocisków. Było jednak blisko. Brunet doskonale czuł jak jeden z nich przeleciał tuż nad jego głową. Poczuł jak kosmyki jego włosów zostały poruszone w tym momencie. Tak więc miał szczęście, ponieważ mogło się to nie skończyć w tak dobry dla niego sposób. Znaczy, nie miał pojęcia jak duże obrażenia mógł odnieść, lecz nie miał zamiaru tego sprawdzać. Uczeń Haricotto dostrzegł jak z drugiej strony chmury – przeciwnej do tej, po której znajdował się chwilę wcześniej – wyleciały dwa dyski. W zasadzie były to dwie części jednego dysku. Mowa oczywiście o tym, który został wytworzony przez młodzieńca. Obydwie połówki po dość krótkim locie wcięły się ostatecznie w glebę.
- Jasna cholera.
Mruknął pod nosem. Cóż, nie było dobrze. Brunet nie tego oczekiwał. Miał nadzieję, że jego technika przetnie w pół jego wroga. Tak się jednak nie stało. Były trzy opcje:

- Pierwsza z nich - Przywódca ryboludzi spodziewał się ataku i po prostu przygotował się na taką ewentualność aktywując jakąś defensywną technikę, która uchroniła go przed okrutnym końcem.

- Druga możliwość - Technika brodacza nie działała tak jak mu się wydawało, że będzie ona działać.

- No i ostatnia opcja – Skóra potwora była wystarczająco twarda, aby wytrzymać ów technikę, dzięki czemu mógł przeżyć spotkanie z nią.

Wszystkie możliwości wydawały się być beznadziejne. Jeżeli ten atak wcale nie był tak potężny jak chłopakowi się przez cały czas wydawało, to mógł po prostu zmarnować energię rzucając w monstrum jakiś godny pożałowania dysk. Jeśli natomiast diabeł przygotował sobie zwyczajnie w świecie jakąś technikę obronną to nasz bohater musiał znaleźć inną okazję. Taką, gdy Belial będzie zbyt skupiony na czymś. Wtedy powinno się wszystko udać. Jednakże jeżeli bestia była niezwykle wytrzymała to nie było chyba większego sensu, aby stosować techniki tego typu. Mogło to być dość prawdopodobne zważając na fakt, iż kilka chwil wcześniej zablokowała zasmarkany miecz Jirriego swą ręką. Czy wojownik powinien spróbować jeszcze raz zaatakować dyskiem? Czy był w tym jakikolwiek sens? Czy tym razem się uda? Może zmarnuje po prostu ki? Takie pytania krążyły po jego głowie, gdy rozglądał się w poszukiwaniu Aymi.
Wiadomo co następnie miało miejsce. Eksplozja potężnej ki, po czym wytworzony został krater dużych rozmiarów. Tak się złożyło, iż bohater nasz był wystarczająco blisko, aby wpaść do środka, znajdując się kilka metrów od – prawdopodobnie odmienionej – rudowłosej. Jednakże nie znajdował się tam sam. Niedaleko swej pozycji ujrzał pewnego jegomościa o blond włosach oraz małpim ogonie tego samego koloru, co Ryu dostrzegł bez większego problemu. Tuż obok niego leżał jakiś biały płaszcz. Zapewne należał do niego, musiał zrzucić go na czas tejże walki. Cóż, na polu bitwy pojawił się kolejny Saiyanin, a przynajmniej ktoś w kim płynęła saiyańska krew. Dość sporo się ich pojawiło w ostatnim czasie. Skąd w zasadzie się oni tu brali? Chłopak nie powinien jednak teraz zawracać sobie głowy tą kwestią. Nie teraz, gdy wszyscy starali się pozbyć swego wspólnego wroga. Uczeń Haricotto zaczął wstawać podpierając się rękoma. W tym właśnie momencie ów ogoniasty krzyknął w stronę Ziemianina, iż ten pierwszy chce o czymś porozmawiać z tym drugim. Kiedy młodzieniec był już na równych nogach podszedł do niego tenże mężczyzna. Wojownik dopiero teraz zauważył przeciętą skórę na ramieniu nieznajomego. Wyglądało na to, że musiał zostać trafiony przez wcześniejszy atak ich przeciwnika.
- O co chodzi?
Jegomość poprosił naszego bohatera, aby ten drugi raz wytworzył swój dysk. Twierdził on, iż wystarczyło zaledwie małe zadrapanie, aby przechylić szalę zwycięstwa na ich korzyść. Zdawało się, że wiedział co mówił, wyglądał na pewnego siebie. Czyżby posiadał jakąś specjalną technikę, zdolność, której nie posiadali pozostali? Cóż, być może. Warto dodać, iż podczas poruszania tematu tajemniczej wojowniczki ogoniasty określił ją mianem ‘’Rudej’’. Rozwiało to wszelkie wątpliwości bruneta odnośnie tego kim była zielonowłosa. Blondyn odsunął się pozwalając Ziemianinowi przygotować swój atak.
- Masz jakiś specjalny atak czy coś ta…
Nie dokończył swego pytania, ponieważ nagle, tuż obok nich zjawił się tamten Super Saiyanin bez ogona, który próbował wcześniej wyrządzić szkody diabłowi, lecz nie przyniosło to żadnych skutków. Nie dało się nie zauważyć jego zakrwawionej ręki. Co mu się w ogóle stało? Jeszcze chwilę temu miał ją całą i zdrową, a teraz ociekała krwią. Prawdopodobnie i on musiał paść ofiarą techniki przywódcy Sakan. Mężczyzna zaczął nawijać coś, o jakimś Krillinie oraz o tajemniczej technice, której został nauczony przez ów nieznajomego. Technika ta mogła okazać się niezwykle przydatna, ponieważ można było oślepić dowódcę ryboludzi. Fakt, Na krótki moment, lecz nadal mogło to zwiększyć ich szansę na wygraną. Tak mogłoby być, gdyby nie fakt, że ich wspólny wróg prawdopodobnie potrafił wyczuwać energię pozostałych osób. Mając to na uwadze był jakikolwiek sens robić coś takiego? Nawet jeżeli monstrum zostałoby pozbawione wzroku to wciąż mogło ich wyczuć. Następna sprawa. Vegeta. Wyglądało na to, iż była to planeta, którą zamieszkiwali Saiyanie. Została ona zniszczona podczas wybuchy, za którym prawdopodobnie stał potwór. Czyli Ziemia nie była pierwsza. Znaczy, można było przypuszczać, iż Belial oraz jego ludzie mieli na koncie już jakieś cywilizacje lub planety, lecz teraz nie ulegało to już żadnym wątpliwościom. Ich celem było zwyczajne niszczenie, nic poza tym. Byli jakimiś potworami, których interesował tylko chaos, nieład, destrukcja. Przecież takich planet mogło być o wiele, wiele więcej. Ci zwyrodnialcy mogli się przyczynić do wybicia setek cywilizacji czy choćby planet. Tak więc jeżeli teraz nie powstrzymają swego przeciwnika to taki sam los czekał błękitną planetę. Na to nasz bohater nie zamierzał pozwolić. Zamierzał pokonać to coś i pomścić wszystkie istoty, które straciły przez nie życie. W tym mistrza Haricotto. Saiyanin bez ogona w żaden sposób nie przejmował się wizją poniesienia śmierci. Kazał także pozostałej dwójce nie przejmować się tym zdarzeniem, gdyby już do niego doszło. Oświadczył, iż robił to ze względu na wszystkich martwych Saiyan.
- Nie znam żadnego Krillina i niestety wątpię, żeby ta twoja technika w ogóle się przydała. Wydaje mi się, że Belial jest w stanie wyczuwać energię innych osób. Nawet gdyby udało Ci się go oślepić to pewnie i tak nie wiele by to zmieniło. Chociaż wydaje mi się, że mógłby doznać chwilowego szoku, a wtedy ja mógłbym znowu użyć swojej techniki. – W tym momencie zwrócił się do tego drugiego - Właśnie, nie zdążyłem zapytać Ciebie o pewną rzecz. Masz jakiś specjalny atak czy coś takiego jak rozumiem? – Poczekał na jego odpowiedź, po czym chłopak także mógł mu odpowiedzieć – No dobra, niech Ci będzie. Zrobię to jeszcze raz. – Teraz zwracał się już do nich obu -  Gdyby komuś udało się rzucić go w moim kierunku, kiedy mój dysk będzie gotowy to miałbym o wiele większe szanse na trafienie go. Gdyby udało mi się porozmawiać z Aymi to mogłaby mi pomóc.
Zaczął się rozglądać i dostrzegł ją jak to toczyła walkę z tym diabłem. O dziwo potwór zaczął się powoli cofać. Każde uderzenie, kopnięcie zmuszało przywódcę Sakan do wykonania kroku w tył. Zdawało się, że z każdą chwilą ukochana brodacza miała coraz większą przewagę nad ich wrogiem.
- Na nią chyba jednak nie mogę liczyć.
Rzucił nie odrywając wzroku od ścierających się wojowników. Spoglądnął na blondyna o dłuższych włosach ponownie dokładnie mu się przyglądając.
- Jesteś pewny, że możesz walczyć z tą ręką? Nie wygląda to zbyt dobrze. – Ziemianin wysłuchał tego co miał wojownik do powiedzenia i kontynuował – No dobra, nie mamy czasu. Ja przygotuję swój dysk, a Ty – wskazał palcem na Saiyanina bez ogona – oślepisz go, tylko nie teraz. Na razie obserwujmy ich walkę. Jeżeli Aymi uda się w jakiś sposób go unieruchomić to wtedy zaczynasz. No chyba, że znowu Belial spróbuje nas zaatakować czymś. Wtedy też masz to zrobić, rozumiesz? Ja od razu po Tobie rzucę swój dysk. Nagłe oślepienie powinno go nieco zdezorientować.
Następnie wyleciał z krateru lądując kilka centymetrów obok jego krawędzi.
- Ej, Ty, Super Saiyaninie!
Powiedział do tego o dłuższych włosach spoglądając na niego przez prawe ramię
– Nie martw się, nikt dzisiaj nie umrze poza Belialem.
Wyciągnął prawicę do góry i zaczął wytwarzać dysk. Obserwował cały czas walkę zielonowłosej oraz bestii. Gdyby tylko dziewczyna wiedziała o tym, co pozostali zamierzali zrobić. Może wtedy mogłaby się z nimi zgrać.
- Gdybym tylko mógł porozmawiać z Aymi. Mógłbym wtedy jej dokładnie wyjaśnić plan.
Na to jednak się najwidoczniej nie zanosiło. Pozostało mu czekanie na ruch tamtego blondyna.


Ostatnio zmieniony przez Ryu dnia Sro Sty 23, 2019 10:40 am, w całości zmieniany 1 raz
Admin
Admin
No.1 Whis' Fanboy
Liczba postów : 380
http://dbanotheruniverse.forumpolish.com

Re: Las Korin

on Czw Gru 27, 2018 9:06 pm
MG - SAGA

Aymi skrzyżowała swoje pięści z Belialem. Napierała na niego, a on się bronił, zasłaniając rękami i nogami miejsca, w które kierowane były ataki rozwścieczonej dziewczyny.

Antical ciągle wisiał w górze, obserwując starcie. Mimo, że nie brał czynnego udziału w walce, utrzymanie transformacji kosztowało go stopniową utratę energii.
Wszyscy stali i dyskutowali, starając się ustalić plan, który pozwoliły pokonać Beliala nie siłą, a sprytem. Plan Jirriego został z automatu odrzucony przez Anticala. Sposób w jaki zakończył konwersację, nie należał do najmilszych.

Ryu uniósł rękę do góry, tworząc kolejny dysk. Blade gotowy był wykorzystać technikę oślepiającą. Guts zdawał się chować asa w rękawie. Gdyby tylko Jirri znał sposób na odrzucenie Aymi od Beliala...

Wszystko zaczęło się powoli zmieniać, kiedy furia Super Wojowniczki zaczęła mieszać się z przyjemnością, wynikającą z zadawaniem bólu przeciwnikowi. Teraz myślała innymi priorytetami. Ogarniała ją złość, ale i radość, jakkolwiek dziwacznie by to nie brzmiało. Chęć porachowania kości Beliala była tak wielka, że ekscytacja z walki, wynikając z płynącej w jej żyłach wojowniczej krwi, nadała ciosom automatyczności. Adrenalina sprawiała, że nie czuła zmęczenia przy tym, co robiła, zaś jej oponent wręcz przeciwnie.
Belial zaciskał mocno zęby, czując jak siła opada z jego rąk, którymi musiał wymachiwać na boki i zbijać nadchodzące pięści dziewczyny. Zaczął się cofać, teraz szybciej niż na początku starcia. Do tego wygięty był nieco w tył. Wyraźnie tracił grunt pod nogami. Czyżby tracił skupienie?
_____
Zasady jak wcześniej
Blade River
Blade River
Liczba postów : 229

Re: Las Korin

on Sob Gru 29, 2018 10:32 pm
Kenzuran jak na razie spokojnie obserwował jak jego towarzysz rozmawia z brodatym wojownikiem. Nie ciekawie to wszystko wyglądało, ale także zrozumiał, że nie mają co liczyć na zwariowaną dziewczynę, która chyba pałała naprawdę olbrzymią mocą oraz także siłą. Czarnowłosy musiał przemyśleć wszystkie za i przeciw, ale miał także nadzieję że się ugada z ziemianinem, który miał opaskę na swoim czole. Za chwilę Mężczyzna bez ogona usłyszał długi monolog od strony tutejszego bojownika, który twierdził że nie zna żadnego Krilana. Trochę to było dziwne, bo młody Saiyanin myślał że wszyscy tutejsi fajterzy się znają i chodzą na jakieś imprezy typu turnieje czy coś w ten deseń. Na Planecie Vegecie pamiętał, że zawsze odbywały się coroczne walki pomiędzy silniejszymi oraz słabszymi, bo jak się czasami okazywało, słabi pokonywali tych mocniejszych przeciwników. Wytłumaczył dokładnie wszystko Synowi Kellana oraz jego druhowi z którym się znaleźli na tej planecie, ale jednak tutaj wchodziły drobne problematyczne szczegóły. Brat Klen musiał mu w tej chwii przerwać, bo to co on powiedział, było głupotą:
-Rozumiesz, że tylko ta zielonowłosa dziewczyna jest w stanie wprawić go w ruch, my nawet nie możemy go tknąć, sam chyba widziałeś że moje ataki mu nic nie robiły. Jeśli będzie trzeba, spróbuj użyć swojej techniki czyli tego dysku i nie patrz się na kobietę, technika przeleci przez obydwu, a wtedy na pewno Belial zostanie zaskoczony sprytem ale i poświęceniem. Nic innego do głowy mi nie przechodzi, gdyż i tak jest dużo prawdopodobieństwo, że wojowniczka, która się właśnie znajduje w szale, może się niechcący nadziać na twoją technikę. - tutaj zrobił pauzę, a potem usłyszał pytanie od strony brodacza.

Czarnooki tylko rzucił poważnym uśmiechem i mu oczywiście odpowiedział:
-Jestem Saiyaninem, a kiedy jesteśmy na adrenalinie, nie zwracamy zbytnio uwagi na ból, nie przejmuj się tym. Kiedy przebudzę porządnie swoją krew do stanu jej bulgotania, nic nie będę odczuwać, a poza tym ułożenie tej ręki w specyficzny gest nie będzie większym problemem. Problem jest taki, że tamten jaszczur i drugi Saiyanin z wyładowaniami elektrycznymi mogą zostać oślepieni... - skomentował to i nadal się zastanawiał co może z tym począć, bo nie rozmawiała z nimi praktycznie wcale. Wreszcie bojownik w białym ubraniu wyszedł z krateru i skierował słowa do tego lewitującego złotowłosego, który wisiał wraz z tą całą jaszczurką. Kenzuranowi coś tutaj śmierdziało, nie podobało mu się że jest tutaj ten gad, ponieważ skądś tą rasę kojarzył. Starał się nie zaprzątać tym głowy, ale teraz ważniejsze było pokonanie demona, który to zniszczył jego planetę. Olewając Gutsa i ziemianina, aktywował aurę i wznosząc się do góry, zatrzymał się przy Saiyaninie z literką "M" na czole oraz jaszczurze, przemawiając do nich:
-Jakoś nie zamieniliśmy w ogóle słowa, słuchajcie więcej uważnie. Pytałeś przedtem o Planetę Vegetę i tak to prawda, Belial ją zniszczył, a mnie i mojego towarzysza Gutsa który stoi na dole uratował Super Saiyanin, którego imię brzmiało Rutaga. Mój plan jest taki, że teraz polecę obok Beliala i zielonowłosej wojowniczki i użyje techniki oślepienia,  jeśli się zgadzacie, to od razu musicie działać i wykorzystać swoje najlepsze techniki, ponieważ wróg będzie zdezorientowany na chwile!. - powiedział i wzdychając do siebie.

Spojrzał na ruchy Demona oraz szalonej bojowniczki. Zagryzł na chwilę walkę i jeszcze raz rzucił w ich stronę słowa, tak by byli gotowi i naładowali swoje potężne umiejętności:
-Dobra, zaczynamy!! - po tych słowach, aktywował ponownie aurę i poleciał w stronę ścierających się istot. Po doleceniu na odpowiednią odległość, tak by choć na chwilę Belial zwrócił na niego uwagę i wykrzyknął następujące słowa:
-Taiyō-ken! - układając przedtem obydwie dłonie obok swojej głowy, wykonał specjalny gest, dzięki czemu ze strony  twarzy nastąpił potężny błysk, który miał oślepić Demona oraz niestety Zielonowłosą szaloną niewiastę. Miał nadzieję, że to podziała i nie zginie na marne, ale jeśli miałoby tak być, będzie dumny że będzie mógł być świadkiem oraz pomocnikiem w zabiciu Beliala.

OOC:
Taiyō-ken na Aymi i Beliala </3
Guts
Guts
Mistrz Gry/Time Patrol
Liczba postów : 253

Re: Las Korin

on Wto Sty 01, 2019 3:04 pm
Zyskiwali przewagę, a przynajmniej na to wyglądało. Mowa oczywiście o tym, że wreszcie zaczynali coś planować i chcieli wspólnymi siłami pozbyć się wroga. Cóż, póki co nie było żadnych problemów, ale czy ich siła wystarczy? Czy ich połączone ataki będą miały wystarczająco dużo mocy? I ilu tutaj jest takich jak Guts? Ilu z nich nie zna żadnej techniki, która miałaby się przydać? Plan chłopaka zakładał jedynie teleportację i przelanie Kido do innego żywiciela, natomiast plan Kenzurana chyba polegał na ataku wszystkim, czym mamy. Wskazywało na to to, że podleciał do Saiyanina z dziwną Ki i jego jaszczurowatego kolegi. No bo chyba nie poszedłby do nich tylko po to, by się przywitać po ustaleniu planu, racja? Racja. Dobra, jego "coś" brzmiało w założeniach całkiem porządnie, ale Guts miał wątpliwości. Wyczuwał Ki, mniej więcej znał siłę tych tutaj obecnych. Gdyby ktokolwiek spróbował dogadać się z Rudą i dołączyłaby do ataku, to może by im się udało. Nieee, na pewno by im się udało. Rany... Fuknął cicho i wyszedł z krateru. Raaaanyyyy! To chyba pozostaje mu jedno... Jeśli Belial przeżyje, to na pewno zostanie porządnie uszkodzony i będzie miał mnóstwo ran. Ogoniasty to wykorzysta, teleportuje się przed niego i Kido odwali swoją część roboty. Duh...

_________________
Skróty:
Aymi
Aymi
Mistrz Gry
Liczba postów : 737

Re: Las Korin

on Sro Sty 02, 2019 11:37 pm
Pięść za pięścią, kopniak za kopniakiem. Parła do przodu, a na jej ustach pojawiał się coraz szerszy uśmiech. Wściekłość, z jaką przebudziła się jej moc, powoli acz znacząco przekształcała się w satysfakcję, euforię wręcz. Miała przed sobą przeciwnika, którego krwi pragnęła. Tylko to się dla niej w tej chwili liczyło. O ile na początku tego starcia szanse były mniej więcej wyrównane, tak teraz szala znacząco się przechylała. Z rosnącą satysfakcją patrzyła, jak jej własne uderzenia coraz częściej muszą być bardziej parowane miast unikane. Belial wyraźnie tracił rezon, ona zaś - zdobywała przewagę. Atakowała nieustannie, zalewając przeciwnika gradem różnorodnych ciosów, które po prostu padały jeden za drugim. Nie myślała, nie zastanawiała się nad przebiegiem ataku, to się po prostu działo samoistnie, co nawet było jej na rękę.
Wszystko szło dobrze, perfekcyjnie wręcz. Jeszcze moment, króciutka chwila i oponent straci siły, a ona będzie w końcu mogła rozgnieść go na miazgę. Wystarczyła tylko odrobina cierpliwości i nieprzerwane natarcie, które w pewnym momencie wytrąci demona z równowagi, a wtedy BUM! Poleje się krew~~ Nim jednak doszło do tej przełomowej chwili, na granicy wzroku pojawiło się... coś. Coś, co posiadało jasną czuprynę włosów. To króciutkie mignięcie wysunęło na wierzch jej rozszalałych myśli tę jedną, która zapoczątkowała rosnącą w niej furię - wizję blondyna, który potraktował ją jak ścierwo. Nie interesowało jej, że to nie ten jasnowłosy, że tamten wisi nad jej głową i obserwuje całe zajście z bezpiecznej odległości. W tej chwili ten konkretny złotowłosy saiyanin znalazł się w jej zasięgu, a to obudziło gniew.
Zamachnęła się w stronę blondyna, posyłając w jego stronę falę ki, w tym samym momencie zaś została trafiona wiązką światła, a tym samym - oślepiona. Zawyła wściekle, jedną ręką osłaniając oczy, drugą zaś próbowała sięgnąć sprawcy tego wszystkiego. Oczywiście nie mogła tego dokonać, gdyż chwilę wcześniej odrzuciła go kiai'em gdzieś dalej. Zdawszy sobie z tego sprawę, wkurzyła się jeszcze bardziej i wypuściła z ciała skoncentrowaną falę energii. W coś na pewno trafiła, reszta była mało istotna. Teraz już tylko pocierała piekące i łzawiące oczy, szamocząc się co chwilę, złudnie myśląc, że to skróci efekt oślepienia. Jak będzie? Cóż...

________
Kiai w Bladego, później Shōgekiha.

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

Antical
Antical
Kicked over 9000!
Liczba postów : 450

Re: Las Korin

on Sob Sty 05, 2019 1:35 pm
Wszystko zaczynało układać się w logiczną całość. To Belial stał za zniszczeniem planety Vegeta. Adrenalina zaczynała napływać do żył młodzieńca. Demon bowiem, pozbawił go możliwości własnoręcznego zamordowania króla Vegety. Chwilę później wszystko wydarzyło się dość szybko. Saiyanin bez ogona ruszył przed siebie, podlatując niebezpiecznie blisko do walczących. Idiota... - pomyślał zielonooki, coraz mocniej zaciskając swe pięści. Widział jak dziewczyna o zielonych włosach odrzuca jego pobratymca, po czym pole wokół walczących spowił oślepiający błysk. Był na to gotów, dlatego też przymrużył lekko swoje oczy, nie dając się oślepić. Wzniósł się jeszcze wyżej niż dotychczas, a dookoła jego ciała dochodzić zaczęło do coraz większych wyładowań elektrycznych. Gniew spowijał się z logicznym myśleniem, oplatając je powoli coraz mocniej. Jeszcze nie teraz... - myślał, próbując kontrolować swoją wściekłość. Atak w tak ważnym momencie walki był bezcelowy. Jeśli zużyłby zbyt wiele energii na atakowanie Beliala, nie byłby w stanie powstrzymać legendarnej super saiyanki. Na to nie mógł sobie pozwolić. Musiał trzymać się planu...


*jeśli technika Aymi poleci jakimś cudem w kierunku Anticala, ten zwyczajnie schodzi z jej trajektorii lotu
Ryu
Ryu
Maskotka
Liczba postów : 306

Re: Las Korin

on Pon Sty 07, 2019 1:06 am
Wojownik zadał pytanie tamtemu Super Saiyaninowi, jednakże nie otrzymał jakiejkolwiek odpowiedzi. Tak po prostu został olany. Po raz kolejny został potraktowany niczym powietrze. Wcześniej to Pan Popo nie odpowiedział na jego pytanie, tak jakby chciał coś ukryć. Teraz to ten jegomość olał całkowicie pytanie młodzieńca. Równie dobrze Ziemianin mógł nie zadawać swego pytania, wyszłoby na to samo. Czy to była, aż tak wielka tajemnica, aby jegomość nie mógł o niej powiedzieć? Przecież właśnie ryzykowali swe życia, aby pokonać dowódcę ryboludzi, a on stwierdził, iż doskonałym pomysłem będzie milczenie? W którym momencie doszedł do wniosku, że to będzie najlepsze rozwiązanie? Zamiast udawać, że nikt go o nic nie pytał powinien udzielić odpowiedzi. Przecież, gdyby pozostali wiedzieli co zamierzał wykonać to mogliby obmyślić jakiś dokładniejszy plan czy coś w tym rodzaju. Najzwyczajniej w świecie ogoniasty podszedł do bruneta i rzucił czymś w stylu ‘’Panie, zrób Pan to i to, a ja odwalę coś potem.’’ Nawet nie wiadomo czy to co chciał zrobić w ogóle miało szanse się udać. Co on zamierzał zrobić, wyssać krew przywódcy Sakan? Wprowadzić jakiegoś wirusa do jego organizmu, który go uśmierci na miejscu? Unieruchomić go w jakiś sposób? No tysiące pytań bez odpowiedzi. Mimo wszystko nasz bohater się zgodził na to, ponieważ być może tym razem uda się trafić potwora dyskiem? Gdyby jednak znowu brunetowi się nie udało to po prostu oszczędzi sobie dalszych prób. Musiał zachować nieco energii na później, nie mógł tak po prostu jej zużywać na nieudane próby ataku, zwłaszcza, że ta technika kosztowała go nieco ki. Był zmuszony wydać więcej zapasów ki na ten konkretny atak niż na każdy inny, który posiadał w swym arsenale. Tak więc kolejne takowe próby prawdopodobnie odpadały.
Wtem do nich obu podleciał tamten Super Saiyanin nie posiadający ogona i rozpoczęło się obmyślanie planu w celu pozbycia się zagrożenia. Uczeń Haricotto zaczął gdybać, że jeżeli komuś udałoby się wyrzucić ich przeciwnika w jego stronę, kiedy on przygotowałby już swój dysk to mieliby o wiele większe szanse na uśmiercenie go. Tutaj jednak wtrącił się ten Saiyanin o dłuższych włosach, przypominając, że nikt tu z obecnych – poza ukochaną brodacza – nie był w stanie nawet zmienić położenia bestii. Ryu przecież doskonale zdawał sobie z tego sprawę, więc właśnie dlatego wspomniał na samym końcu swej wypowiedzi o zielonowłosej. Zresztą, znajdowała się najbliżej diabła. Tak więc nieznajomy nie musiał tłumaczyć tego wszystkiego naszemu bohaterowi. Jednakże ważniejsze było to co powiedział sekundę później. Czy on całkowicie oczadział? On chyba nie sądził naprawdę, że młodzieniec tak po prostu zaryzykuje życie swej ukochanej? Nie, chwila, przecież właśnie tego chciał. Wojownik tak po prostu miał nie zwracać uwagi na dziewczynę i najzwyczajniej w świecie rzucić swą ''broń'' i mieć w tylnej części ciała ogoniastą. Gadał coś jeszcze, iż Aymi działała pod wpływem szału, lecz co to zmieniało? Co to w ogóle miało do rzeczy? Wystarczyło ją ostrzec, a ona sama zeszłaby na bok. Pytanie brzmiało czy w zasadzie usłyszałaby teraz młodzieńca? Mogła być tak zaabsorbowana walką, iż mogła po prostu nie zwracać uwagi na otaczający ją świat. Chłopak spojrzał na jegomościa trochę jak na idiotę, a następnie pomachał głową przecząco.
- Nie ma takiej opcji. Nie mam zamiaru poświęcać jej życia, obejdzie się bez tego. Przecież wystarczy, że ktoś ją ostrzeże, a ona sama zejdzie na bok w odpowiednim momencie.
Potem brunet poruszył temat stanu ręki mężczyzny, a ten zapewnił, że nie należy się martwić. Wspomniał także o jakimś kolejnym ogoniastym – warto dodać, iż miały wokół niego pojawiać się błyskawice - który miał rzekomo właśnie rozmawiać z Jirrim. Faktycznie, tak właśnie było. Po słowach mężczyzny Ziemianin zaczął rozglądać się za tą dwójką, aż w końcu odnalazł ich. Lewitowali dość wysoko nad ziemią. Jaszczur przeprowadzał rozmowę z jakimś blondynem, wokół którego migotały wyładowania elektryczne. Prawdopodobnie była to ta sama przemiana, którą mistrz Haricotto osiągnął. Chwila, z tego co mówił ten Saiyanin bez ogona oni także mogli zostać oślepieni, a znajdowali się znacznie dalej monstrum niż zielonowłosa. To by oznaczało, iż nie dało się zbytnio kontrolować ów techniki. Tak więc wszyscy obecni również mogli stracić wzrok. Z tego wynikałoby, że ogoniasta była tak samo narażona na działanie tego ataku co potwór. Cóż, należało się do tego posunąć, bo raczej nie było innego wyjścia.
Wojownicy skończyli gadać, a Ziemianin wyleciał sobie z krateru przygotowując swój dysk. Nie przestawał także obserwować aktualnie toczonej walki. Chciał być gotowy na ruch tamtego blondyna lub na jakieś nieoczekiwane zagranie ze strony swego wroga. Tak więc aktualnie sobie po prostu stał z wyciągniętą ręką ku górze, czekając na swoją kolei. Nagle i niespodziewanie dostrzegł tego mężczyznę o dłuższych włosach, który ruszył w stronę dziewczyny oraz Beliala. Chwila, co ten kretyn wyrabiał w tym właśnie momencie? Przecież nie taki był plan. Nie teraz. Nie teraz miał zacząć działać. Brodacz powiedział mu jasno i wyraźnie, że mieli czekać, aż dziewczyna unieruchomi dowódcę Sakan lub ten spróbuje znowu użyć jakiejś sztuczki. Przecież nie po to był stworzony ten plan, aby teraz lać na niego ciepłym moczem. Czy ten idiota potrafił się dostosować do jakiegokolwiek planu?
- Co on wyrabia?! Co za idiota…
No dobra, co teraz? W porządku, tamten już się zbliżył do dwójki walczących, aby użyć tej swojej techniki oślepiającej. Bohater nasz zamknął oczy na parę sekund, aby nie zostać przypadkiem oślepionym. Mogło to być możliwe, skoro tamten wojownik sądził, że czarnoskóry wraz z tamtym Super Saiyaninem także mogliby zostać pozbawieni wzroku. Ryu podniósł swe powieki, lecz nie zaatakował, a przynajmniej nie od razu. Nie mógł tak po prostu rzucić tej swojej ‘’broni’’. Nie w momencie, w którym na linii ognia znajdowała się dziewczyna. Gdyby tylko zrobiła trochę miejsca dla dysku, wszystko byłoby prostsze. Gdyby tylko zeszła na bok w odpowiednim momencie. Czy tamten jegomość w ogóle ostrzegł ogoniastą przed tym co planował Ziemianin? Jeżeli nie to pojawił się kolejny problem. Cóż, najwyżej chłopak będzie zmuszony zadrzeć się do swej ukochanej najgłośniej jak tylko potrafił i liczyć, że tak pomimo bycia zaabsorbowaną walką usłyszy jego głos.


Ostatnio zmieniony przez Ryu dnia Sro Sty 23, 2019 11:00 am, w całości zmieniany 1 raz
Jirri
Jirri
Time Patrol
Liczba postów : 495

Re: Las Korin

on Wto Sty 08, 2019 8:03 pm
Jirri zacisnął zęby, a na jego czole nabrzmiała żyła, gdy usłyszał odpowiedź Anticala. Cholera, przecież gdyby to zrobili, ich szanse znacznie by wzrosły. Byliby w stanie ułatwić zadanie Aymi-chan. Tymczasem przez to, że ten się nie zgodził, oni zostali z ręką w nocniku. Cóż, w takim razie trzeba liczyć na to, że wszystko pójdzie po ich myśli. Jaszczur ponownie spojrzał na dwójkę walczących. Skrzyżował ręce na piersi i zaczął się im uważnie przyglądać. Wyglądało na to, że Belial nie jest zbyt dobrym wojownikiem. Fakt, mocy miał mnóstwo, ale nie potrafił wykorzystać w żaden sposób tego, jak wiele luk miała obrona Aymi-chan. Zaślepienie gniewem kazało jej w pełni skupić się na ataku, a przy tak niezgrabnych ciosach nie powinno być problemu w znalezieniu odpowiedniej okazji na atak. Skoro Belialowi brakuje umiejętności, to znaczy, że mają przewagę. Niemniej jednak techniki jaszczura mają zbyt dużą skalę, by zwyczajnie wystrzelić prosto w przeciwnika. Aymi-chan z pewnością również by oberwała, niewykluczone też, że diabeł tylko na to czeka. Trzeba więc czekać. Po chwili jednak wydarzenia posunęły się dalej, a to za sprawą innego Supa Saiya-jina. Zamierzał użyć techniki oślepienia, najwyraźniej tej samej, którą Jirri widział wcześniej podczas walki z Sakana-jin. Tuż po przedstawieniu swojego niezgrabnego planu, blondyn pomknął w stronę walczących.
- Idiota.
W przeciwieństwie do swoich poprzedników powiedział to na głos. Raczej niewielu obecnych potrafi wyczuwać ki. Jeśli wykorzysta technikę oślepienia, wszyscy będą zmuszeni celować na ślepo, z nadzieją, że trafią kogo trzeba. Jednocześnie wyczucie wielu źródeł energii nadchodzących z różnych stron nie będzie problemem, nawet dla oślepionego przeciwnika. Gość będzie miał jak najbardziej szansę na unik. Niemniej jednak, jeśli to by się udało, Jirri miałby pewną szansę. Oślepiający gość niechybnie dostanie za swoją głupotę, ale sytuację trzeba wykorzystać. Jirri natychmiast schylił się i oderwał kawałek swojej nogawki. Szybko zrobił z niej prowizoryczną opaskę, którą mógłby zawiązać oczy, jako dodatkową ochronę przed światłem. Następnie, jeśli gość da radę faktycznie użyć tej swojej techniki, Jirri szybko zawiąże opaskę wokół oczu, skupi się w pełni na wyczuwaniu energii i pomknie w stronę Beliala. Nieznacznie obniży przy tym swoje ki, aby ciężej go było wykryć, możliwe, że Aymi-chan przytłumi jego energię swoją, a i kilka technik może faktycznie pomknąć w kierunku demona. Skupia się, by wychwycić wszystkie ataki swoim wyczuwaniem ki. Unika wszystkich technik, jakie jego sojusznicy wypuszczą, a gdy te już zakończą swoje działanie, szybko pomknie za plecy Beliala. Wtedy dopiero zwiększy swoją moc do maksimum i wystrzeli w plecy przeciwnika Masenko o pełnej mocy (kontrola ki oraz +50). Jeśli nie trafi, stara się wykorzystać swoją kontrolę energii, by jakoś ominąć Aymi-chan. Miał jednak nadzieję, że Belial nie połapie się w sytuacji.
Admin
Admin
No.1 Whis' Fanboy
Liczba postów : 380
http://dbanotheruniverse.forumpolish.com

Re: Las Korin

on Pią Sty 11, 2019 12:31 pm
MG - SAGA

W jednej chwili całe pole walki rozbłysło się jasnym, oślepiającym światłem. Technika oślepiająca, Taiyoken, skierowana była głównie przeciwko Belialowi, ale zaraz po nim, najbardziej oberwało się rozwścieczonej Aymi. Kenzuran również został zraniony, nie jednak przez światło, a przez Kiai, które pomknęło w jego stronę w tym samym momencie, w którym on wytworzył oślepiający blask. Można rzec, że w pewnym sensie, był to podwójny knock out. Saiyanin odleciał gdzieś daleko, rozbijając się ostatecznie na twardej glebie. Dziewczyna odsunęła się trochę od Beliala, chcąc schwytać Blade'a, ale niestety, nie widząc co się dzieje, wystrzeliła rozwścieczoną falę energii, Shōgekihę, która zmierzała we wszystkich kierunkach, taranując na swojej drodze wszystkie kamienie i głazy. Na szczęście innych i nieszczęście Aymi, energia Shōgekihy rozpłynęła się po kilkudziesięciu metrach i nie było po niej śladu. Jej główny cel, Blade River, nie został zraniony. Po wcześniejszym Kiai natychmiastowo został wyrzucony poza pole rażenia.

Pozostali, którzy nie byli bezpośrednio narażeni na oślepienie, nie zostali pozbawieni wzroku. Owszem, na moment ich oślepiło, jak przy robieniu zdjęcia, ale nic poważniejszego się nie stało. Wszakże technika kierowana była w drugą stronę i dodatkowo zostali ostrzeżeni, by zamknąć oczy w razie potrzeby.

Belial trzymał się za twarz i wrzeszczał, wiercił się, przeklinał i odgrażał, że pozabija wszystkich bezlitośnie.
- Wy... Wy cholerni... Jak śmiecie... Ugh...! - przerwał na moment, ciągle pocierając swoje oczy. 
- Ubiję was jak bydło! - wykrzyczał, zbierając w sobie energię. Rozszalała aura spowiła jego ciało, a ziemia zaczęła drżeć. Wyładowania elektryczne szalały dookoła niego, niszcząc w drobny mak kamienie, które unosiły się do góry, wprawione w ruch przez jego oszałamiającą energię.
To był ten moment, w którym był najbardziej odkryty. Skąpany w szale, pozbawiony wzroku i logicznego myślenia, był wrażliwy na każdy następny atak.


Ryu wyłonił się z krateru, trzymając dłoń wysoko nad głową. Kienzan brzęczał i kręcił się zabójczo, osiągając swoje maksymalne rozmiary. Wykorzystując ten moment, zamachnął się i cisnął tnącą tarczą prosto w stronę Beliala. 
Jirri również ruszył do ataku, zrównując swój lot z Kienzanem i po chwili wymijając go w taneczny sposób, kręcąc się dookoła niego. Jego obniżona energia w porównaniu z nadlatującą tarczą i ciągle rozwścieczoną energią Aymi, była nie do wykrycia.
Guts był gotowy. Kido również, który aż trząsł się w środku, widząc to, co się dzieje. Czyżby to był moment zwrotny całej walki!?
- KUSO NINGEN!!! HAAAAA-... - demoniczny okrzyk Upadłego Anioła został przerwany, a z jego ust chlusnęła czerwona posoka. Ziemia przestała się trząść, aura się uspokoiła. Będąc w szoku, nie rozumiejąc tego, co się stało, spojrzał w dół. Wciąż oślepiony, zobaczył mocno zamazany obraz, ale był pewien... Jego tułów został przecięty! Ciało wciąż trzymało się w jednym kawałku, ale Kienzan przeszedł przez niego, jak nóż przez masło, przecinając miejsce od pępka do lewego barka.
Nim się obejrzał, wzmocnione Masenko Jirriego uderzyło w jego plecy, tworząc potężną eksplozję, która zraniła go jeszcze bardziej! Aymi została odrzucona eksplozją, odnosząc niewielkie obrażenia, głównie zadrapania.
Belial wylądował kilkanaście metrów dalej na deskach, ale wciąż żył.
Guts poganiany przez Kido, teleportował się bliżej Beliala.
- Teraz! Teraz! Teraz! - wykrzyczał Tsufulianin, opuszczając ciało Saiyanina i w postaci mazi lecąc na zranionego Sakanianina. Wpełznął w jego ciało przez przecięcie zostawione po Kienzanie i liczne rany spowodowane eksplozją Masenko.
To był ten moment. Kido korzystając z ran zostawionych na ciele przeciwnika, zrobił to samo, co w przypadku Gutsa jakiś czas temu - przejął jego ciało. Niestety, rany Beliala w tym samym momencie stały się jego ranami. Odczuwał ten sam ból, co Pan Ciemności. Nie chcąc zawieść swojego towarzysza, podniósł się i wzleciał do góry, rozstawiając mocno ręce i nogi na boki, otwierając się na ataki tak, jak tylko się dało. 
Belial nie pozostał dłużny, ponieważ nie miał zamiaru oddać swojego ciała bez walki. To przerodziło się w szamotaninę, jaka odbywała się w głowie przywódcy Sakanian. Dwa umysły walczyły ze sobą o kontrolę, a ciało wierciło i nerwowo drgało, raz odsłaniając, a raz zasłaniając się przed atakami.
- GUTS! - krzyknął Kido, który, póki co, wygrywał batalię o ciało.
- TERAZ! Z CAŁEJ MOCY! WSZYSCY! - wydzierał się, plując krwią i zaciskając mocno zęby. Na jego twarzy widać było ból, cierpienie, ale i wolę walki. Chęć zemsty była naprawdę dobrym motorem napędowym.


W głowie Aymi ciągle panował gniew. Nie panowała nad sobą. Potrzebowała czegoś, co mogło by ją uspokoić. Nie zdawała sobie sprawy, ale ktoś dla niej ważny, starał się do niej dotrzeć. To był Haricotto, który aktualnie znajdował się w Zaświatach.
- Aymi... - wyszeptał.
- Aymi... To ja, tata. - dodał po chwili.
- Słyszysz mnie? - zapytał, przerywając na moment. Zaraz kontynuował.
- Musisz się uspokoić. Poradzisz sobie. Jesteś silniejsza ode mnie. Pamiętasz? - zapytał, a na jego twarzy, pomimo nerwów, namalował się mały uśmiech.
- Wtedy pod chatką... Pamiętasz? Już wtedy wiedziałem, że pewnego dnia będziesz ode mnie lepsza. - skinął głową, a jego uśmiech się powiększył. Wciąż jednak był zdenerwowany. Myślami przywoływał wspomnienie, kiedy wspólnie walczyli, by wydobyć z czerwonowłosej moc Super Saiyanina.
- Uratuj ich. Wszystkich. Dasz radę. Wierzę w Ciebie. - zacisnął swoją drugą pięść. Miał nadzieję, że jego słowa dotarły do adresatki. Liczył na to, że dziewczę się uspokoi i pokaże na co naprawdę ją stać.
- Ganbare! - powiedział głośniej, wykrzyczał wręcz, desperacko chcąc się przebić przez skorupę gniewu. Pytanie brzmiało, czy to pomoże dziewczynie? Czy odzyska swoje zmysły?


Ostatnio zmieniony przez Admin dnia Pią Sty 11, 2019 4:20 pm, w całości zmieniany 1 raz
Antical
Antical
Kicked over 9000!
Liczba postów : 450

Re: Las Korin

on Pią Sty 11, 2019 1:29 pm
Cała grupa mieszkańców ziemi zaatakowała praktycznie w tym samym momencie. Efektowna technika brodatego mężczyzny rozorała ciało demona. Chwilę później stało się coś, czego zielonooki nigdy by się nie domyślił. Z saiyanina, na którego barkach zawieszony był płaszcz, wyleciała szara masa. Tsuful... - pomyślał młody morderca, a jego krew zawrzała. Pierwotny instynkt obudził się w mgnieniu oka. Nienawiść jaką darzył tę rasę podyktowana była nie tylko jego pochodzeniem. Do dziś pamiętał ciężki bój, stoczony na Vegecie. To właśnie tam przyszło mu się zmierzyć z mutantem, który niezwykle przypominał tego tutaj. Co dziwne, szarak wydawał się być po ich stronie. To jednak nie miało większego znaczenia. Dwie pieczenie na jednym ogniu... - pomyślał, dokładnie obserwując miejsce w którym upadła  saiyanka. Nie miał zamiaru wystawiać się na jej atak. Ta zdawała się nadal nie kontrolować swojej świadomości. Zaciśnięta dłoń młodzieńca rozbłysła zielonym światłem, a on sam z pełną prędkością ruszył w kierunku, kontrolowanego przez Tsufulianina, demona. Był wysoko, dlatego starał się lecieć w taki sposób, aby dostrzeżenie jego sylwetki nie było możliwe. Ostatecznie zamierzał ustawić się w taki sposób, aby atak po trafieniu władcy ciemności zmierzał w kierunku oszalałej saiyanki, odgradzając ją tym samym od samego siebie. Był co raz bliżej, z ogromną prędkością pikował prosto w stronę rywala, a kiedy znalazł się w odległości kilku metrów przed nim gwałtownie wyhamował, wyrzucając ze swej dłoni niepozornie wyglądającą kulkę energii. Okraszoną blizną twarz spowił szaleńczy uśmiech... OMEGA BLASTER!!!!! - krzyknął, a wyrzucona ułamek sekundy wcześniej energia nagle zwiększyła swój rozmiar o kilkaset rzędów wielkości. Skumulowana ki, która praktycznie znikąd pojawiła się na placu boju, spowodowała potężny huragan. Mimo, że zarówno Antical, jak i jego przeciwnik znajdowali sie w powietrzu, każdy ze zgromadzonych mógł odczuć, że ziemia pod jego stopami drży. Moc techniki wykonanej przez młodego mordercę była naprawdę porażająca...
Blade River
Blade River
Liczba postów : 229

Re: Las Korin

on Pią Sty 11, 2019 2:15 pm
Kenzruran wykonując technikę słońca Krilana, niestety musiał otrzymać obrażenia od szalonej dziewczyny, która także niestety dostała potężnym światłem na twarz. Wypluwając trochę krwi zmieszanej ze śliną, poleciał kilkanaście metrów do tyłu, aż wreszcie poczuł jak jego plecy przejechały trochę po glebie, waląc przy tym głową o jakiś niewielki głaz. Wstając ociężały, pomasował się szybko po głowie i nie dostrzegał jak bardzo szybko inni się poruszali, po prostu ich siła i szybkość była niesamowita. Złotowłosemu tylko mrugnął przed oczami jakiś błysk na niebie, a potem wykrzyknięcie jakieś techniki i wielka zielona kula pojawiła się i leciała w stronę demonicznego ścierwa. Mężczyzna bez ogona nie miał zamiaru czekać, dlatego też wykrzyknął bardzo głośno wniebogłosy, otaczając się złotą aurą i nie mając zamiaru się wycofać z tej bitwy. Od razu, wybijając się z podeszwy poleciał w stronę tam gdzie był teraz demon, który strasznie rzucał się na lewo i prawo, nie wiedząc czemu. Niestety wojownik nie zobaczył jak jego towarzysz wprowadził tsufuliańską żelatynę do ciała ich wroga, dlatego też nie wiedział co się dokładnie stało.  Wreszcie kiedy doleciał na kilka metrów obok potwora, w jego dłoniach pojawiały się okrągłe kule energetyczne, które miały za zadanie jeszcze bardziej zadać więcej obrażeń demonowi. Nie powstrzymując się i wykrzykując znane wszystkim "YA TATATATATATATA", wystrzelił wzmocnione pięś ki blastów w stronę przekleństwa, które zniszczyło planetę Vegetę.
TO ZA WSZYSTKICH BRACI ORAZ SIOSTRY KTÓRYCH ZAMORDOWAŁEŚ WRAZ Z NASZĄ PLANETĄ, TY DEMONICZNY ŚMIECIU!! - po tych słowach, wypuścił ostatniego szóstego wzmocnionego ki blasta w stronę Beliala, potem miał też szybko nadzieję bardzo szybko się oddalić. Młody Saiyanin miał nadzieję, że okropna kreatura zejdzie z tego świata raz na zawsze i zapanuje pokój, ale odczuwał że może się zjawić jeszcze ktoś silniejszy. Wiedział, że na pewno będzie się musiał stać silniejszy, może dzięki temu saiyaninowi z "M" na czole pozna jakieś nowe tajniki stawania się potężniejszym, tego niestety nie wiedział.


Ostatnio zmieniony przez Blade River dnia Nie Sty 13, 2019 11:53 am, w całości zmieniany 1 raz
Jirri
Jirri
Time Patrol
Liczba postów : 495

Re: Las Korin

on Pią Sty 11, 2019 10:33 pm
Jirri uśmiechnął się lekko. Przez zawiązane i zaciśnięte oczy faktycznie prawie wcale nie było widać światła. A przynajmniej zostało powstrzymane na tyle, by Jirri nie czuł bólu związanego z oślepieniem. Ryu-san wyrzucił swój tnący dysk. Jirri czuł go bardzo wyraźnie i mógł wykorzystać go, by się nieco wspomóc. Jego zmniejszona energia była praktycznie niewyczuwalna w tym chaosie. Najpewniej nikt z obecnych, nawet tych, którzy potrafią wyczuwać energię, nie miał teraz pojęcia, gdzie jest jaszczur. Udało mu się przenieść za demona. Wyczuł, jak energia przeszywa ciało potwora. Nie miał najmniejszych szans, by się obronić przed tym atakiem. Przed następnym tym bardziej. Masenko eksplodowało na plecach demona, rzucając go na ziemię. Aymi-chan też została odrzucona przez eksplozję. Rozbłysk światła zniknął, a Jirri ściągnął opaskę z oczu i rzucił ją gdzieś w bok. Przyjrzał się leżącej, zmasakrowanej bestii. Teraz dopiero zobaczył, jak wielkie obrażenie wyrządziły te dwa ataki. Potwór został niemal całkowicie zniszczony. Ciężko powiedzieć, jak długo jego dolna połowa będzie jednością z górną połową, bo właściwie utrzymywała się na kilku mięśniach. To, co nie było przecięte przez dysk było zaś dość trudne do rozpoznania. Demon wyglądał jeszcze brzydziej, niż wcześniej. Teraz do wszystkiego doszła posoka tryskająca z licznych ran na jego ciele. Wyglądało na to, że nie był w stanie zupełnie nic zrobić. Nagle obok niego pojawił się Saiya-jin, z którego wnętrza wystrzelił... Szary glut. Tak, bez wątpienia. Jirri zdecydowanie wyczuwał z gluta ki. Nie było ono w takiej formie, jaką przyjmuje jakaś technika. To niewątpliwie była żywa istota. Wpełzła do wnętrza Beliala przez rany w jego ciele. Jirri nie miał pojęcia, jak na to zareagować. Już chciał rzucić się przed siebie, w obawie, że szary glut ma zwrócić siły demonowi, gdy nagle Belial wyskoczył w górę i rozłożył kończyny na boki. Z pewnością był to gest otwarcia na ataki. Z jego ust dobiegł głos, ale nie brzmiał jak głos demona. Była to inna istota. Ta, która przed chwilą dostała się do wnętrza jego ciała. Nakazywała zaatakować z całą mocą. Jirri nie miał pojęcia, co ta istota w tej chwili myślała. Czemu chciała się poświęcić, by tylko zabić tego potwora. Wiedział tylko tyle, że głęboko ją szanował. Jednocześnie nie mógł sobie pozwolić na chwilę wahania. Jeśli Belial odzyska kontrolę nad ciałem, stracą okazję.
- Będziesz zapamiętany, Szara Substancjo.
Zacisnął pięści i zamknął oczy.
Od dawna już myślał o tym ataku. Jeszcze zanim walka się zaczęła, wiedział już, jakim ciosem zamierza ją zakończyć. Tym, który pokaże demonowi, z kim zadarł. Tym, który pokaże demonowi, gdzie jego miejsce. Nie będzie wątpliwości, czym sobie na to zasłużył...
Jirri wyciągnął dłonie przed siebie.
- KA!
Przed swoimi oczami zobaczył twarze. Powieki wciąż miał zaciśnięte, ale widział je jak najbardziej wyraźnie.
Pierwszą z nich był łysy, okrągłogłowy starzec. Na nosie miał ciemne okulary, które idealnie kontrastowały z jego lśniącą łysiną. Siedział spokojnie na leżaku i uśmiechał się, a obok niego odpoczywał brązowy żółw...
Jirri przeniósł swoje ręce bliżej lewego biodra, a jego dłonie zaczęły błyszczeć błękitną poświatą, która jeszcze nie przyjęła żadnej formy, ale już można było ją wyczuć z drugiego końca planety.
- Dla Ciebie, Kame-sensei.
- ME!
Druga twarz była zupełnie inna. Tym razem próżno było na niej szukać wszelkich oznak starości. Była to twarz przystojnego młodzieńca... Znaczy chyba przystojnego, ciężko ocenić ziemskie standardy. Miał on czarne włosy, postawione na sztorc, jego czoło było przewiązane niebieską opaską. Stał w wyprostowanej pozycji, z zaciśniętymi pięściami. Na jego twarzy malowała się powaga i gotowość do walki, ale przede wszystkim niezachwiana odwaga. Sama myśl o tym, że można go nazywać przyjacielem, napawała dumą.
Niebieska poświata na dłoniach jaszczura rozbłysła jeszcze bardziej. Uformowała się w kulę, która zatrzymała się pomiędzy jego dłońmi i zaczęła stopniowo rosnąć. Już w tej chwili energii byłoby dość, by zmieść całą planetę, ale to nie był jego cel. Całą tę energię przygotowywał dla swojego przeciwnika.
- Dla Ciebie, Ryu-san.
- HA!
Trzecia twarz miała zdecydowanie łagodniejszy wyraz. Była to młoda dziewczyna. Wciąż poniżej wieku dorosłego. Widać było po niej brak doświadczenia, młodzieńczą niewinność, dziecięce emocje. Jej włosy były wręcz krwistoczerwone, a oczy szare. Na jej twarzy widniał radosny uśmiech, na którego widok serce aż się rozgrzewało.
Kula przyjęła już odpowiednie rozmiary, ale Jirri na tym nie poprzestawał. Jego moc była wystarczająca, by przekroczyć limity tej techniki. Uczynić ją potężniejszą, niż ktokolwiek, kiedykolwiek ją uczynił. Potężniejszą, niż, gdy Haricotto-san użył jej przeciwko Sakana-jin. Potężniejszą, niż Kame-sensei mógł kiedykolwiek sobie wyobrazić.  Nawet gwiazda nie byłaby w stanie oprzeć się mocy, którą Jirri zebrał między swoimi dłońmi.
- Dla Ciebie, Aymi-chan.
- ME!
Ostatnia twarz wzbudziła w jaszczurze największe emocje i motywację, której nigdy wcześniej nie czuł. Młodzieniec o czarnych włosach przechylonych lekko na bok. Jego pomarańczowe gi, dokładnie takie samo, jak te, które nosił czarny jaszczur. Stał w takiej pozycji, jakby przygotowywał się do walki. Trzymał się za nadgarstek, jakby go rozgrzewał. Na jego twarzy malował się uśmiech, ale nie taki, jak na twarzy Aymi-chan. Widać w nim było wszystkie emocje. Ekscytację, odwagę, radość, skupienie...
Tylko nie strach.
Jego energia przekroczyła wszystkie limity. Jirri otworzył oczy. Oto właśnie teraz był gotowy, by zakończyć to wszystko. Zrobić to, czego jego przyjaciel nie mógł. Ochronić tych, których winien był chronić, gdy jego przyjaciel odszedł. Zakończy to, swoim najpotężniejszym atakiem. Wysunął energicznym gestem ręce przed siebie.
- Dla Ciebie, Haricotto-san.
- HAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!
Niebieska fala uderzeniowa wystrzeliła z jego rąk. Ten atak zakończy wszystko.

OOC:

Nauka Kamehameha II
Admin
Admin
No.1 Whis' Fanboy
Liczba postów : 380
http://dbanotheruniverse.forumpolish.com

Re: Las Korin

on Pon Sty 14, 2019 10:52 am
MG - Bonus

Całe zajście nagrywane było przez ekipę ZTV (składającą się z dwóch osób), która dzielnie trwała, nie chcąc rozczarować swoich widzów. Nieustanne trzęsienia ziemi i osuwanie się terenu nie przeszkodziło im w wykonywaniu swojej pracy. Owszem, byli przerażeni, ale nie mogli zostawić tego bez echa. 
- Proszę Państwa! Wygląda na to, że wielki potwór terroryzujący Ziemię zostanie pokonany! Dziwaczni ludzie, którzy stanęli do walki przeciwko niemu, użyli prawdopodobnie magicznych sztuczek i poukrywanych w podłożu min, żeby wywołać eksplozje mogącą powalić potwora! Czy to koniec? Czy ten koszmar się skończy!? Co na to Armia Czerwonej Wstęgi? Dlaczego pozwala na takie rzeczy na "własnym podwórku"!? Zostańcie z nami! Relacjonuje Jimmy Fireckracer, ZTV! - nerwowy i pełny emocji komentator nie mógł utrzymać języka za zębami. 
Wciąż schowani za gruzem i kamieniami, reporterzy nagrywali całe zajście. Obraz nie był najwyższych lotów, ale lepsze to, niż nic.


Tymczasem, w kwaterze głównej Armii Czerwonej Wstęgi... Ciemny pokój, światła przygaszone, a w jego kącie telewizor, który rzuca niebieską poświatę na kawałek pomieszczenia.
- Ten cały Firecracker ma niewyparzoną buźkę. Oczernia nas, nie możemy na to pozwolić. Szkoda naszych zabawek by brać udział w tamtym wydarzeniu. Czekamy aż sami się pozabijają. Co do tego reportera... Upewnij się, że gdy to wszystko się skończy, pan Jimmy już nigdy nigdzie nie wystąpi. Wyrażam się jasno, Adiutancie Czarny? - skrzeczącym głosem rzuciła pierwsza postać, nerwowo wiercąc się na fotelu postawionym przed odbiornikiem telewizyjnym.
- Tak jest, Marszałku Czerwony. - odpowiedział stojący tuż obok fotela mężczyzna.
- Jeszcze jedno... Jak sytuacja ze Smoczymi Kulami? - zapytał, ciągle nerwowo wpatrując się w ekran telewizora.
- Zdobyliśmy trzy. Ciągle szukamy reszty. Ta cała walka, to niezła zasłona dymna. Świetnie to pan wymyślił. - powiedział Czarny, a Czerwony zaśmiał się pod nosem, zacierając ręce.

Ryu
Ryu
Maskotka
Liczba postów : 306

Re: Las Korin

on Sro Sty 16, 2019 1:03 am
Szlag trafił cały plan, w momencie w którym tamten kretyn ruszył w kierunku ogoniastej i przywódcy ryboludzi. Miało to wyglądać całkowicie inaczej. Mieli wyczekać odpowiedni moment, który wykorzystaliby do przeprowadzenia ofensywy. Tymczasem, ten blondyn po prostu leciał na pałę i mógł jedynie modlić się, że mu się uda. Brunet stwierdził, iż dobrym pomysłem będzie zamknięcie oczu w tym właśnie momencie. W momencie, w którym zauważył Super Saiyanina tuż przy dziewczynie i dowódcy Sakan. Po kilku sekundach brodacz otworzył swe oczy i ujrzał już tylko dwie postacie. Zielonowłosą i potwora.
- Huh? Gdzie tamten gość?
Póki co jednak uczeń Haricotto na nim się nie skupiał. Jego uwaga została przyciągnięta przez to co się działo z monstrum oraz wojowniczką. Ich wróg wiercił się na wszystkie strony trzymając się przy tym za twarz oraz wrzeszcząc. Coś tam gadał o tym, iż pozabija wszystkich znajdujących się tu, lecz nie miało to już większego znaczenia. Wyglądało na to, że udało się, bestia została oślepiona. Zdawało się, że ukochana Ziemianina także. Cóż, ten jegomość mówił, iż utrata wzroku działa czasowo i dość krótko, więc wszystko będzie z nią w porządku. Oczywiście młodzieniec wolałby, aby  nie musiało to spotkać jego ukochanej, lecz innego wyjścia nie było. Ważniejsze jednak było to, że pozostawiła ona bardzo wiele miejsca dla dysku naszego bohatera. Tak jakby wiedziała o ich planie i zwyczajnie się podłączyła do niego odchodząc nieco w bok. Dzięki temu brodacz mógł rzucić swą "broń" bez ryzyka trafienia Aymi. Właśnie teraz nadszedł ten odpowiedni moment na atak. Właśnie teraz, kiedy Belial był całkowicie zdezorientowany, zaskoczony tym co miało tu przed chwilą miejsce.
- To moja szansa!
Wykonał potężny zamach, a następnie rzucił swój dysk, który mknął wprost na przywódcę Sakan. Wokół zaś samego dowódcy ryboludzi pojawiały się wyładowania elektryczne, a jego aura stała się jeszcze potężniejsza.
- Żryj to!
Bohater nasz obserwując swoją nadlatującą technikę dostrzegł Jirriego, który leciał tuż obok dysku. Lecieli w dość równym tempie, jednakże po chwili jaszczur wyprzedził "broń" wojaka i przeleciał za monstrum. Diabeł wydarł się kolejny raz, jednakże nie dokończył. Ciało potwora zostało przecięte. Udało się. To był efekt, którego chłopak - oraz  najpewniej pozostali - oczekiwał. Jednakże zacznijmy po kolei. W momencie, w którym technika wojownika zaliczyła bliskie spotkanie z ich wrogiem, z jego ust wydobyła się sporą ilość krwi. Ostatecznie wylądowała ona na ziemi. Aura należąca do ich przeciwnika uspokoiła się i nie można było już wyczuć drgań podłoża, które wcześniej miały miejsce. W tym momencie potwór wyglądał naprawdę obrzydliwie. Nie, żeby wcześniej - przebywając w tej formie - wyglądał nieźle, jednakże przynajmniej jakoś wyglądał. Wyobraźcie sobie tylko radość bruneta, pomyślcie jak bardzo musiał być zadowolony z siebie. Na jego twarzy zagościł uśmiech. Niewątpliwie odczuwał wielką satysfakcję z tego, iż doprowadził do takiego stanu tego parszywego śmiecia.
- Tak, udało mi się!
Wtem nastąpiła potężna eksplozja, tak jakby coś uderzyło w potwora. Jakby ktoś go zaatakował od tyłu. Tak jakby ogoniasty maczał w tym swoje palce. Prawdopodobnie to był jakiś atak czarnoskórego. To by mogło się zgadzać. To pewnie właśnie dlatego jaszczurka zdecydowała się zajść przywódcę ryboludzi od tyłu. Dowódca Sakan ostatecznie upadł na ziemię, a sekundę później tuż obok niego zjawił się tamten drugi blondyn, który poprosił brodacza o ponowne użycie tego morderczego ataku. Chwila. Skąd on się tam w ogóle wziął? Jeszcze sekundę temu znajdował się w tamtym kraterze. Czy był tak szybki, iż uczeń Haricotto go zwyczajnie nie zauważył? To było w zasadzie możliwe? Przecież przebywał na zwykłym poziomie Złotowłosego wojownika. Czy jego szybkość mogła, aż tak wzrosnąć? Być może był po prostu znacznie szybszy od brodacza, a ta przemiana tylko wzmocniła ten atrybut? Mogło tak być, mogło być to prawdopodobne. Wojak dostrzegł jak z ciała tego mężczyzny wyskakuje jakiś szary glut, maź czy coś w tym guście, a następnie przeszła na ich wroga wchodząc w niego.
- Co to jest? Czy on ma zamiar tym czymś zabić Beliala?
Zdawało się, iż było to coś, co miało pomóc naszym bohaterom w pokonaniu dowódcy Sakan. Parę sekund później potwór wstał i wzniósł się wysoko w powietrze. Rozstawił ręce wraz z nogami na boki, lecz mimo tego ciało monstrum przez cały ten czas drgało. Mało tego, ich przeciwnik zasłaniał się przed atakami, żeby po chwili znów się odsłonić i tak w kółko. Co tu właśnie miało miejsce? O co tu chodziło? Czym była ta maź? Nagle z gardła bestii wydobył się nowy, inny, nieznany naszemu bohaterowi głos. Do kogo należał? Nie wiadomo. Jednakże głos ten nakazywał wszystkim uderzyć w Diabła z całą siłą. Czy to była jakaś forma życia, która przejęła kontrolę nad ciałem monstrum? Brunet tego nie wiedział. Jednakże wiedział jedno. Wiedział co musiał zrobić. Musiał wykorzystać tyle energii ile tylko mu pozostało. Musiał to zakończyć. Właśnie teraz.
- Czas to zakończyć...
Zamierzał wytworzyć najpotężniejszy promień energetyczny, na jaki było go stać w tym momencie. Nie zamierzał się ograniczać ani trochę. Uniósł ręce nad głowę, krzyżując dłonie oraz zbierając energię. Przed jego oczyma przelatywały najróżniejsze obrazy powiązane z Saiyaninem Haricotto. Te pełne szczęścia, radości, otuchy, wylanych potów. Coraz to piękniejsze wizje zostały jednak zastąpione tą jedną nieszczęsną. Brodacz zacisnął zęby. Nie zamierzał się rozklejać, nie w takim momencie. To było tylko wspomnienie. Kiedy już nasi bohaterowie zbiorą Smocze Kule to Ryu znów zobaczy swego ukochanego nauczyciela. Znowu będą razem i nikt tego nie odbierze. Młodzieniec poczuł, iż wpakował w tę żółtą kulę lwią część swej pozostałej ki. Koniec przygotowań. Czas wziąć odwet.
- TO ZA MISTRZA HARICOTTOOOO!!!!!
Wyprostował ręce, a fala ki pomknęła w kierunku przywódcy Sakan. Zemsta Ryu została zakończona.

Masenko +700 ki


Ostatnio zmieniony przez Ryu dnia Sro Sty 23, 2019 12:00 pm, w całości zmieniany 2 razy
Aymi
Aymi
Mistrz Gry
Liczba postów : 737

Re: Las Korin

on Czw Sty 17, 2019 2:13 am
W jednej chwili uderzała raz po raz we wroga, w następnej zaś została oślepiona, odrzucając uprzednio nieproszonego napastnika. Jasność wżarła się w jej oczy boleśnie, a one zaczęły piec niczym polane kwasem. Chciała dorwać tego dupka, który jej to zrobił, był jednak poza jej zasięgiem (do czego sama się przyczyniła), a to rozzłościło ją jeszcze bardziej. Wściekła wypuściła z ciała Shōgekihę, ale nawet to nie pomogło. Oczy wciąż paliły żywym ogniem, a ona nawet przez zmrużone powieki nie mogła dostrzec nic poza bielą. Uszy jednak były sprawne, więc słyszała wyraźnie wrzaski demona. Jej aura znów zgęstniała, gdy stawiała krok w jego kierunku. Czuła jego energię na skórze, nie potrzebowała wzroku, żeby skopać mu ten łuskowaty tyłek, żeby rozkwasić tę jego krzywą mordę. Wystarczyło trafić raz, a potem iść za ciosem. W końcu nie tylko ona została oślepiona, prawda? Gdyby było inaczej, nie darłby się jak głupi.
Świst przeciął powietrze w jej pobliżu, a Belial nagle przycichł, przystanęła więc. W następnej chwili zaś poczuła masę energii wywołanej wybuchem, a masa ta odepchnęła ją od głównego celu. Straciła równowagę i padła na plecy, zaraz jednak przeturlała się na brzuch z zamiarem podniesienia i natarcia. Nim to jednak nastąpiło, gdy była jeszcze w przyklęku, usłyszała na wietrze szept. Zastygła w bezruchu, nasłuchując, a wtedy wołanie znów się powtórzyło. Choć do końca nie wiedziała, co się właściwie dzieje, a gniew wciąż buzował w jej żyłach, dziwnym trafem rozumiała, że to właśnie do niej zwraca się ten głos.
- Ta-... ta? - powtórzyła powoli, a pod jej powiekami mignął obraz roześmianego bruneta ze wspomnień. Znała go, sama myśl o nim ogrzewała jej serce, ale też wydzierała w jej sercu wielką wyrwę. Jej prawa dłoń zacisnęła się na materiale koszulki na wysokości klatki piersiowej, palce lewej zaś wczepiły w nastroszone wciąż włosy. Słuchała tego głosu, a złość i furia ustępowały wewnętrznemu bólowi i żalowi. Głos, który pragnęła ponownie usłyszeć, twarz, którą chciała znów zobaczyć, tors, w który najchętniej by się wtuliła - wszystko to należało do jednej i tej samej osoby, utraconej osoby. Przypomniała sobie walkę przy chacie, swoją pierwszą przemianę i słowa ojca. Te same słowa, które powtarzał teraz. "Pewnego dnia będziesz ode mnie lepsza". Tyle razem przeszli, tyle chwil spędzili wspólnie, tak wiele przeżyli, a teraz została sama. Mimo wszystko on w nią wierzył. Wierzył, że jest silna, że da radę, że ich uratuje. Wszystkich.
"Ganbare!"
- Tato! - zawołała, unosząc spojrzenie ku górze. Oczy wciąż piekły, jej wzrok nadal przesłonięty był mgłą, ale chciała go zobaczyć. - Tato, gdzie jesteś? Tato!
Nawoływała ze łzami ściekającymi po policzkach, głos jednak ucichł, zniknął. Mimo wszystko przesłanie zostało. Otarła zawilgocone powieki, zamrugała kilka razy, aż wreszcie dostrzegła fragment przestrzeni przed sobą. Ziemia, łysa, pozbawiona zieleni, upstrzona kamieniami i pyłem. Gdzieś z boku słyszała krzyk, spojrzała zatem w tamtym kierunku. Coś unosiło się nad ziemią, szamotało raz w jedną, raz w drugą, z trudem poznała Beliala. Zamrugała po raz kolejny, a gdy znów się rozejrzała, dostrzegła długowłosego blondyna strzelającego kulami energii, otoczonego mleczną aurą Ryu, który również szykował swój atak, Jaszczura z przeciwnej strony, kumulującego energię do kamehamehy... Reszta była niewyraźna, może poza dziwną zielonkawą aurą wokół niej samej, ale na to nie zwracała uwagi. Ten ktoś z wcześniej krzyczał, by uderzać pełną mocą, więc...
Stanęła twardo na ziemi, wyciągając przed siebie ramiona i łącząc je w nadgarstkach, zaczęła zbierać energię. Mała błękitna kuleczka uformowała się między jej palcami, powoli zwiększając swe rozmiary.
- Ka... Me...
Przyciągnęła dłonie do boku, koncentrując się, i... zastygła w bezruchu. Tylko dolna warga zaczęła jej drżeć, a oddech nagle przyspieszył. Kiedy ostatni raz używała tej techniki, walczyła z generałem sakana-jin w Pokoju Czasu. Wystrzeliła ją z wielką mocą, zmiatając wroga niemal na miazgę, ale potem... Potem on wrócił i zabrał jej to, co chciała chronić.
- Ta-to... - załkała, a zalążek błękitnej kuli zniknął spomiędzy jej dłoni, gdy padała na kolana. Patrzyła na swoje wielkie ręce, oddychając szybko, płytko, i dopiero teraz zauważyła, że się zmieniła. Zielonkawy ogon legł przy jej nodze, ale myślami zbłądziła dalej. Świadomość utraty bliskiej osoby była zbyt potężna. Zacisnęła pięści, uderzając nimi w podłoże. A potem zerwała się z miejsca i z krzykiem na ustach pognała wprost na sprawcę całego tego zła, które musiało ją spotkać. Nie patrzyła na techniki, które właśnie leciały w stronę demona, ona chciała dopaść go pierwsza bez względu na wszystko. Dopaść go i rozłupać mu czaszkę gołymi pięściami. Po prostu zniszczyć tego, przez którego zabrano jej ojca. I nic innego nie miało już znaczenia. Nawet ona sama.

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

Guts
Guts
Mistrz Gry/Time Patrol
Liczba postów : 253

Re: Las Korin

on Czw Sty 17, 2019 6:02 pm
Stało się! Trochę zbyt szybko i zdecydowanie nie po myśli chłopaka. O nie, nie, nie! Zdecydowanie nie po jego myśli. Ale po kolei!
Wszystko zaczęło się od ataku Kenzurana, który wykorzystał swoją technikę oślepiającą i ogłuszył Beliala. Trochę źle obliczył swój plan i skasował też dziewczynę, która wpadła w szał i odrzuciła Saiyanina. Potem zadziały się mało ważne rzeczy i została użyta kolejna technika, tym razem w 100% ofensywna. Dysk przeciął ciałko Beliala, a to stworzyło idealną okazję do zaatakowania uwielbianym przez wszystkich duetem! Cóż, lecz nim przystąpili do działania, to Jaszczuropodobny pojawił się za Demonicznym Jezuskiem i władował w niego swoją technikę. Trochę zabawne, że każdy miał tutaj jakieś porządne techniki specjalne, dzięki którymi mogli wyrządzić ogromne szkody przeciwnikowi, a Guts miał tylko teleportację. Niby była bardzo użyteczna, ale nie pogardziłby czymś, co jednak mogło uszkodzić wroga. No, ale o tym kiedy indziej! Belialek był na tyle skrzywdzony, że zmarnowanie tej okazji równałoby się jakiemuś grzechowi, więc Flaczek przystąpił do działania i zrobił to, co umiał najlepiej: przyłożył palce do czoła i puffnął, by po chwili pojawić się przed megalomanem. Dalej wszystko potoczyło się strasznie szybko. Przez jego ciało przeszło znajome uczucie, znak, że Kido go opuszczał. Gdyby to był pierwszy raz, to na pewno byłby strasznie nieprzyjemny, ale teraz... Teraz w sumie mało go to obchodziło.
Jak myślicie? Co się wydarzyło? Szybkie zwycięstwo i wielka radość, bo oto ten jakże potężny przeciwnik został pokonany? Zdrada Tsufulianina? Nie, nic z powyższych. Stało się coś o wiele gorszego! Demon postanowił walczyć! Walczyć o własne ciało z Kido, który skorzystał z ostatniej deski ratunku - postanowił się poświęcić.
Gdyby Guts miał jakieś techniki, które wyrządzałyby szkody, to na pewno by ich teraz nie użył. Inni to zapewne zrobią, ale on nie. On tylko patrzył. Znowu. I nie mógł zrobić nic a nic. Znowu. Jego przyjaciel ginął. Znowu. Tym razem widział to bardzo dokładnie... Wybrał śmierć, lecz była to śmierć w chwale. Dzięki niemu zwyciężą i wszystko wróci do normy. No, prawie wszystko. Jego już nie będzie, tak jak drużyny chłopaka. Różnica między nimi a nim była taka, że on wybrał śmierć. Oni nie.
Saiyanin zacisnął pięści, lecz nie odwrócił wzroku. Cały czas trzymał go na ciele Beliala - samozwańczego boga - w którym znajdował się Kido - Tsufulianin i przyjaciel Ogoniastego. Nie mógł ukrócić cierpień swego dotychczasowego nieodłącznego towarzysza, ni nie mógł mu pomóc przetrwać. Mógł tylko patrzeć, jak umiera i odchodzi gdzieś daleko. Czego to wina? Braku siły? Technik? Taktyki? A może wszystkiego? Nah... Nie warto się nad tym teraz zastanawiać. Wygrywali, lecz Guts nie czuł zbliżającego się zwycięstwa. Jednakże, był dumny z postawy Szarego. Pomimo odwiecznej wojny między ich rasami, to skumplowali się w pewien sposób i teraz jeden z nich poświęcał się, by uratować planetę, którą zamieszkiwało kilku przedstawicieli wrogiej rasy.
Kiedy to się skończy, to chyba... Właśnie. Co wtedy? Cóż... Chyba wrócimy do prezentacji psychiki chaotycznego bohatera.

_________________
Skróty:
Admin
Admin
No.1 Whis' Fanboy
Liczba postów : 380
http://dbanotheruniverse.forumpolish.com

Re: Las Korin

on Nie Sty 20, 2019 5:19 pm
MG - SAGA


Kido walczył z całych sił, by utrzymać kontrolę nad ciałem Beliala. Ten drugi starał się odzyskać władzę, ale ani jeden z nich nie otrzymał stu procent panowania. Kido słabł coraz bardziej, ale wciąż szala zwycięstwa przeważała po jego stronie. Inna sprawa, że z każdą sekundą zwiększała się szansą na wygraną Beliala.
- SZYBKO! - krzyczał Kido, rozstawiając ręce tak szeroko, jak tylko mógł.
- DŁUŻEJ NIE WYTRZYMAM...!! - wrzasnął, łapiąc się za głowę, a zaraz znów otwierając się na ataki.
Widząc poświęcenie Tsufulianina, wszyscy zaczęli zbierać swoją maksymalną moc. Super Saiyanie, Ziemianin i Changeling. Drużyna stworzona z przypadku, ale w tej chwili musiała trzymać się razem, żeby zwyciężyć. Żeby przeżyć!
Pobojowisko rozbłysnęło rożnymi kolorami energii Ki. Błyski nasilały się z każdą mijającą sekundą.

Tymczasem, w bezpiecznej odległości, ekipa ZTV dzielnie nagrywała cała zajście. Schowani za wielkim głazem, kamerzysta i reporter, ryzykowali swoje życie, by uświadomić całą planetę, że w tej właśnie chwili ważą się jej losy.
- Proszę państwa! Cóż za widowisko! Potwór chyba oszalał! Wszyscy zebrani robią coś dziwnego... Jakieś światła rozchodzą się we wszystkich kierunkach. Czyżby planowali użyć sekretnych bomb!? Czy to koniec walki!? CZY TO KONIEC ŚWIATA!? - wykrzyczał Jimmy Firecracker, opluwając mikrofon i obiektyw kamery. Kamerzysta trząsł się ze strachu, ale walczył z całych sił, by przezwyciężyć swoją słabość.

Nagle rozległy się okrzyki wojowników. Oślepiające promienie błyszczały się cudownie, a w chwili wypuszczenia z dłoni energii, ziemia się zatrzęsła. Kamienie unosiły się do góry, a podłoże drżało i pękało.
Cztery różne techniki mknęły w stronę zawieszonego w powietrzu Beliala. Zaraz... tylko cztery? Czym w takim razie był ten piąty błysk?
To była Aymi. Rozgniewana mknęła w stronę Pana Ciemności, nie bacząc na śmiercionośne promienie. Chciała własnoręcznie zgnieść jego czaszkę, pomścić swojego ojca i uratować swoich przyjaciół.
Kto pierwszy dosięgnie celu? Czy będą to energie wojowników, czy pięści rozwścieczonej dziewczyny? Wydawało się, że zbliżają się w takim samym tempie, ale czy na pewno?
Kido, widząc co zmierza w jego kierunku, uśmiechnął się szeroko i przymknął swoje oczy, stając przodem do zbliżającej się śmierci.
- Wygrałem... Pomściłem braci i siostry... - wypowiadając ostatnie słowo, kątem oka zerknął na Gutsa. Po jego policzku spłynęła łza.
- Żegnaj, przyja-... - i nagle nastąpił ogromny wybuch! Zmiótł wszystko na swojej drodze. Antical, Ryu, Kenzuran, Jirri i Guts zostali odrzuceni przez eksplozję. Ci dwaj ostatni poczuli znikające energie Ki Beliala i Kido. Rozpłynęły się w powietrzu.

Nastała cisza.

Ogromna chmura dymu pokryła całe pole walki. Opadała stopniowo, kawałek po kawałku, coraz bardziej odkrywając to, co pozostało po wielkim wybuchu.
Gdy opadła całkowicie, ujawniła ogromny krater, a na jego środku leżała czerwonowłosa dziewczyna. Cała zakrwawiona i poobdzierana, przykryta licznymi kamieniami. Była nieprzytomna. Kido przyjął na siebie bezpośrednio złączone energie, ale ona, rozpędzona w jego stronę, na sekundę przed uderzeniem znajdowała się metr od niego.
Oberwała mocno. Bardzo mocno. Pytanie brzmi... Czy przeżyje?

- Proszę państwa! - ponownie krzyknął Firecracker, zasłaniając dłonią swoje krocze, które było mokre.
- Po potworze ani śladu! Czyżby zginął podczas wybuchu!? Zostańcie z nami! - znów opluł mikrofon i popękany, zarysowany obiektyw kamery. Kamerzysta stał zamurowany. Zamarł, ale wciąż trzymał kamerę ustawioną w kierunku walki na maksymalnym zoomie.

W bazie głównej Armii Czerwonej Wstęgi wszyscy bacznie obserwowali batalię. Żołnierze w swoich pokojach, na stołówce, gdziekolwiek tylko się dało.
Adiutant Czarny zerkał kątem oka na Marszałka Czerwonego. Pocił się. Był zdenerwowany. Po chwili zaczął mówić, a jego głos momentami się łamał.
- I-i co t-teraz?
- Dzwoń po Gero. - powiedział Czerwony przez zaciśnięte zęby.
Antical
Antical
Kicked over 9000!
Liczba postów : 450

Re: Las Korin

on Nie Sty 20, 2019 7:43 pm
Wiele osób wpadło na ten sam pomysł co on. Tuż po uwolnieniu swej najpotężniejszej techniki, zobaczył jak w stronę demona pędzą inne fale energii. Nie macie szans tego przeżyć... - pomyślał, czując radość, że udało się mu się przyłożyć rękę do śmierci tsufula...

. . .

Ogromny wybuch odrzucił zielonookiego na sporą odległość. Schował swą głowę w gardzie i starał się jak najszybciej wyhamować. Kiedy już się zatrzymał, a dym powoli opadł, na placu boju nie było śladu po Beliarze. Wniosek był prosty - zwyciężyli. Coś co zainteresowało go jednak znacznie bardziej, znajdowało się na samym dnie krateru, powstałego na skutek gigantycznej eksplozji, wywołanej atakami wszystkich zebranych. Znajdowała się tam mała, niewinna, czerwonowłosa istotka. Niczym nie przypominała potwora, który jeszcze chwilę temu w szale atakował skrzydlatego demona. Witaj... - pomyślał, z pełną prędkością ruszając w jej kierunku. Wylądował tuż przed nią i schylił się, aby sprawdzić, czy żyje. Nie miało to jednak większego znaczenia, ponieważ niezależnie od tego, czy wyczuje tętno, miał zamiar zrobić to samo. ŻYJE!!! - krzyknął, po czym wyciągnął w stronę dziewczynki dłoń, przed którą natychmiast pojawiła się energia ki. Skumulowany ki blast, wyglądał na taki, który bez problemu był w stanie dobić małą saiyankę. Jeśli ktokolwiek się zbliży, lub spróbuje zrobić coś głupiego, gwarantuję Wam, że małpka umrze... - powiedział, otaczając swym wzrokiem wszystkich zebranych. Ty i Ty... - powiedział, ręką drugiej ręki wskazując na Gutsa i Kenzurana. Jesteście saiyanami, możecie do mnie dołączyć... - dodał. Ton jego głosu był lodowaty. Ze spojrzenia bez problemu dało wyczytać się, że odmowa wiąże się ze śmiercią. Ostatnimi czasy przelane zostało zbyt wiele saiyańskiej krwi... Nie mam interesu w mordowaniu tej dziewczynki, jednakże... - urwał, jeszcze raz omiatając wzrokiem wszystkich zebranych -...potrzebuję informacji. - zakończył chłodno. Możecie spróbować mnie okłamać. Jeśli jednak wyczuję, że ktokolwiek jest ze mną nieszczery, zabiję dziewczynkę. Zadam Wam jedno, niezwykle ważne pytanie. Odpowiecie na nie po kolei. Zaczniemy od Ciebie... - powiedział, a jego wzrok wbił się prosto w źrenice brodatego ziemianina. Co wiesz o smoczych kulach i gdzie mogę je znaleźć? Odpowiadaj zwięźle w miarę możliwości, ponieważ małej nie zostało zbyt wiele czasu. Jeśli szybko nie uzyska pomocy medycznej, umrze bez mojej ingerencji. Po uzyskanej odpowiedzi zamierzał zadać to samo pytanie Kenzuranowi, a następnie Gutsowi i Jaszczurowi.
Blade River
Blade River
Liczba postów : 229

Re: Las Korin

on Nie Sty 20, 2019 8:02 pm
Kenzuran wystrzeliwując swoje wzmocnione ki blasty, miał nadzieję że jakoś pomoże pozostałym osobom, których tak naprawdę bardzo długo nie znał, gdyż chciał pomścić swoją rasę. Złotowłosy oddychał ciężko, patrzył jak jakieś rzeczy bardzo szybko przelatują mu przed oczami i nie wiedział co to konkretnie jest, nie nadążał za szybkością tych rzeczy, ale odczuwał że to mogą być techniki pozostałych tutaj osób. Mężczyzna bez ogona wykonując swój gest, tylko obserwował jak kule natrafiły na cel i powstały mocniejsze eksplozje, lecz to tak naprawdę była sama oliwa, ostateczny ogień właśnie nadciągał na demonicznego Heretyka. Seledynowooki usłyszał jeszcze ryk ze strony tak jakby Beliala, ale ten w ogóle mówił zupełnie innym głosem niż przedtem, nie rozumiał czym to może być spowodowane, od czego się to stało że miał inny akcent niż przedtem. Wojownik starał się teraz na to nie zwracać uwagi, dlatego też dalej obserwował całe zajście i czekał aż to się wszystko skończy. Syn Kellana nagle znowu dostrzegł tą zielonowłosą, którą bardzo dobrze pamiętał, która zadała mu bardzo bolesny cios w brzuch i temu został po tamtej przygodzie tylko krwiak.

Brat Klen starał się o tym nie myśleć, bo wiedział że  ta kobieta teraz w tej chwili i w tej formie mogłaby go wykończyć od tak, samym pstryknięciem palców bez zawahania. Kenzuran westchnął pod nosem, aż wreszcie szalona dziewczyna była na tyle blisko, a za chwilę powstała silna eksplozja, która odrzuciła go i najpewniej pozostałe osoby, które były w epicentrum wybuchu. Po zostaniu odrzuconym dość daleko, złotowłosy po jakimś czasie się zatrzymał i krzyżował ciągle na wysokości torsu swoje przedramiona, żeby zahamować. Kiedy mu się to udało, zobaczył że chyba im się udało, ponieważ nie było nic słychać, była bardzo długa cisza i spokój, odczuwał go także w swoim serduszku. Nagle wszyscy zaczęli wstawać, ale tylko jedna osoba bardzo szybko poleciała do olbrzymiego krateru który powstał po tym epickim wybuchu. Niebieskooki także zbliżył się do krateru, podlatując do niego i widząc jak ten gościu z "M" na czole przykucnął przy dziewczynie i zaczął coś gadać. Mężczyzna bez swojego ogona westchnął pod nosem, bo widział że trafił na Saiyańskiego agresora, który najwyraźniej czegoś miał dość, dlatego rzekł w jego stronę:
-Co będę z tego miał, że do ciebie dołączę,  NIE WSKRZESISZ NASZEJ ZNISZCZONEJ PLANETY - odpowiedział mu, a potem obniżył formę i wrócił do podstawowego Super Saiyanina by nie tracić więcej energii. Kolejne zdania padały ze strony saiyanina, który miał wokół swojego ciała sporo wyładowań elektrycznych, który stwierdził że on i Guts także są saiyanami i mogliby do niego dołączyć. To prawda, że dość było przelanej krwi, to faktycznie zrozumiał syn Kellana, bo już nie miał zamiaru tracić swoich braci czy też sióstr ze swojego saiyańskiego rodu, najchętniej by chciał odzyskać planetę, ale to nie jest czysto możliwe. Brat Klen jednak miał zamiar poczekać, ponieważ tamten z "Emką" na czole dalej mówił i wypowiedział się do tego brodatego mężczyzny, wypytując go o jakieś smocze kule o których zupełnie nie miał pojęcia. Kenzuran nie czekając dłużej, odchrząknął i rzekł ponownie do Bojownika, który kucał przy rudowłosej dziewczynie:
-No dobrze, ale po co ci te całe smocze kule, to są jakieś specjalne przedmioty czy co?? W sumie racja, ta dziewczyna to pieprzony mieszaniec, więc przyłączenie się do ciebie może być jakimś pomysłem, ale co dalej?? Jakie masz dalsze plany, przecież nie możemy tutaj zostać, skoro jej towarzysze będą chcieli ją odzyskać... - powiedział i kątem oka sprawdzał na pozostałych, nie wiedział czy przez te słowa nie zostanie zaatakowany. Nie miał zamiaru się narażać, był delikatnie wycieńczony i osłabiony, tak samo jak inni pozostali, tylko ten saiyanin w kraterze strasznie buchał niesamowitą energią. Złotowłosy nie miał zamiaru ryzykować, dlatego też przybrał niewidomie dla oka pozycje do obrony, tak jakby jednak ktoś się chciał na niego rzucić.

OOC:
ASSJ > SSJ
Ryu
Ryu
Maskotka
Liczba postów : 306

Re: Las Korin

on Wto Sty 22, 2019 4:00 pm
Przywódca Sakan, choć w zasadzie to już chyba nawet nie. Krzyczał, aby wojownicy jak najszybciej zaatakowali, ponieważ zaczynało brakować mu sił. W tym momencie potwierdziły się wcześniejsze przypuszczenia Ziemianina. Nie był to jakiś tam glut. Musiała być to po prostu jakaś inna forma życia. Być może potrafiła zmieniać stan swego ciała i przeobrażać się w takową maź? Nie było to jednak teraz ważne. Ważne było to iż, ów ‘’substancji’’ udało się wejść do środka dowódcy ryboludzi, a następnie przejąć w jakimś stopniu stery. No właśnie. Tylko w pewny stopniu, więc wszyscy musieli się pospieszyć.  
- Nie wiem kim lub czym on jest, ale postaram się zrobić wszystko, aby on też został wskrzeszony w przyszłości.
Należało się to temu czemuś. W końcu to właśnie ten ‘’glut’’ poświęcał swe życie w celu zabicia bestii. Gdyby nie on to na pewno reszcie nie udałoby się stworzyć tak idealnej sytuacji do wykonania ostatecznego uderzenia. Chociaż nie warto zapominać, iż uczeń Haricotto także miał w tym swój udział. To właśnie dzięki jego technice ta forma życia mogła się dostać do wnętrza potwora. Chłopak już rozumiał co tamten blondyn miał wtedy na myśli mówiąc, iż wystarczy tylko jedno zadrapanie. Gdyby tamta akcja się nie powiodła to prawdopodobnie teraz nasi bohaterowie nie mieliby takiej okazji do wymierzenia ostatecznego ataku.
Nastąpił potężny wybuch energii wywołany zderzeniem się kilku ataków energetycznych naraz z ciałem monstrum. Ktoś zapyta ‘’Jak to kilku? Przecież wcześniej nie było mowy, o jakichś innych.’’. Nim brodacz sam przystąpił do wytworzenia swego promienia ki zauważył jak Jirri oraz tamten Saiyanin, z którym ogoniasty wcześniej rozmawiał także tworzyli techniki w swych dłoniach. Ów eksplozja, kiedy już nastąpiła zmiotła wojownika z jego aktualnej pozycji. Został posłany kilkanaście, może nawet kilkadziesiąt metrów wstecz. Kiedy tylko zatrzymał się lądując na glebie niewiele czekając podniósł się rozglądając dookoła.
- Udało się?
Pytanie zadał w zasadzie samemu sobie, ponieważ nie liczył, iż ktoś mógł mu na nie odpowiedzieć. Zresztą, czy inni mogliby? Wiedzieli na ten temat zapewne tyle ile on, czyli niezbyt wiele. Chłopak jak i pozostali mogli jedynie przypuszczać jak zakończyło się to wspólne uderzenie. Pewnie zaraz by ktoś powiedział ‘’To niech pójdą to sprawdzić.’’.  W porządku, jak najbardziej, tylko nie było w tym większego sensu, ponieważ i tak nikt by nic nie zobaczył. Cała okolica została pokryta chmurą dymu, co całkowicie uniemożliwiało zobaczenie czegokolwiek. Taki stan rzeczy nie trwał oczywiście cały czas. Stopniowo dym opadał, dzięki czemu pozostali mogli w końcu ujrzeć to co pozostało. Ku oczom naszego bohatera ukazał się krater, olbrzymi krater. Nigdzie nie można było dostrzec Beliala, tak więc wyglądało na to, że bitwa mogła zostać uznana za zakończoną. Ziemianin zobaczył jak tamten Saiyanin, którego otaczały wyładowania elektryczne ruszył w stronę krateru, aby ostatecznie wylądować w samym jego środeczku. Co on zamierzał zrobić? Chciał sprawdzić czy aby na pewno wygrali? Być może. Przecież nie było dokładnie wiadomo czy diabeł tego przypadkiem nie przeżył. Nie znali dokładnych możliwości ich wroga. Równie dobrze dowódca Sakan mógł jeszcze dychać. Ledwo, lecz jednak. Słowo wypowiedziane przez ogoniastego zszokowało Ziemianina. Jak to żyje? Jak on mógł w ogóle to przeżyć? Jak on mógł jeszcze żyć po czymś takim? Jak twardy był ten gość? Czyli walka jeszcze się nie zakończyła. W sumie nie ma się co dziwić, ktoś taki mógł być w stanie wytrzymać tak silny, połączony atak.
- Nie wierzę… Jak twardy jest ten typ?
Nie była to zbyt dobra wiadomość. Młodzieńcowi nie zostało zbyt wiele energii po tamtym promieniu. Jeśli potwór był w stanie wciąż walczyć to brodacz zbyt długo nie wytrzymałby. Straci swą ki prędzej czy później, a wtedy będzie bardzo łatwym celem dla swego Beliala.
- Cholera, muszę działać.
Wojownik już miał interweniować i podlecieć tam w celu wyrządzenia jakiejś szkody potworowi, lecz nie musiał. Tamten jegomość postanowił wymierzyć ostateczny cios i dobić monstrum. W jego dłoni została skumulowana ki w postaci kuli, lecz nie wystrzelił jej. Co on wyrabiał? Na co on czekał? Myślał, że diabeł będzie sobie siedział w miejscu czekając, aż ten mężczyzna z nim skończy? To co powiedział chwilę później ten jegomość już absolutnie zszokowało bruneta. Jeszcze bardziej niż wcześniejsza wiadomość. Zaraz, o czym on mówił? Jaka małpka? Przecież dowódca ryboludzi w żadnym stopniu nie przypominał takowego zwierzęcia. Ten ogoniasty nie miałby także powodu, aby trzymać przy życiu Beliala. Wychodziło na to,  że była mowa o kimś całkowicie innym. Ryu miał pewne przypuszczenia, jednakże wolał się upewnić. Rozglądnął się dookoła. Ujrzał wszystkich wojowników, którzy przybyli tutaj poza jedną osobą. Jedną bardzo konkretną osobą. Wzrok ucznia Haricotto ponownie powędrował w stronę krateru. Tym razem jednak skoncentrowany został na istocie znajdującej się tuż obok blondyna. Co  ona tam robiła? Jakim cudem się tam w ogóle znalazła? Jednakże to nie było najważniejsze. W tym momencie najważniejszym było to, w jakim aktualnie stanie się ona znajdowała. Tak, mowa o Aymi. Brunet z tej odległości nie był w stanie stwierdzić, w jakim dokładnie stanie się znajdowała, lecz zdawała się być nieprzytomna. Warto wspomnieć, iż jej ciało powróciło do swego pierwotnego wyglądu. Czyli to nie o dowódcę Sakan chodziło temu ogoniastemu, tylko o rudowłosą. Co on wyrabiał? Dlaczego to robił? O co mu chodziło? Parę sekund później przemówił on do dwójki innych wojowników. Tym razem chodziło o tamtych pozostałych Super Saiyaninów. Jegomość zaproponował im dołączenie do niego. Brodacz spojrzał na dwójkę tamtych blondynów będąc ciekawym ich odpowiedzi. Tamten z nieco dłuższymi włosami zapytał o ewentualne korzyści płynące z przyłączenia się do tamtego wojaka, któremu towarzyszyły błyskawice. Warto wspomnieć, że masa mięśniowa tamtego Saiyanina bez ogona nie była już tak wielka, więc musiał wcześniej znajdować się na wyższym stadium złotowłosego wojownika, a teraz zszedł o poziom niżej. Po jego wypowiedzi wzrok chłopaka powędrował na tego drugiego, który wypuścił ze swego ciało tego ‘’gluta’’. Po słowach jego oczy naszego bohatera skierowane zostały ponownie na ogoniastego przebywającego w kraterze. Zaczął gadać on coś o przelanej saiyańskiej krwi. Stwierdził jednak, że jego celem nie jest zabicie wojowniczki, jednakże gdy tylko przeleciał ponownie wszystkich wzrokiem dodał, iż potrzebuje jakichś informacji. Zagroził wszystkim, iż jeżeli ktoś go okłamie i dojdzie do tego to dziewczyna straci po prostu życie. Dodajmy także, iż zamierzał zrobić to samo, jeśli ktokolwiek by się do nich zbliżył, co powiedział kilka chwil wcześniej. W każdym razie, pierwszym, który miał odpowiedzieć na jego zakichane pytanie miał być brunet. Jegomość chciał, aby chłopak powiedział mu wszystko co on sam wiedział o Smoczych Kulach.
- Co za śmieć…
Czyli to tak… Wybrał najłatwiejszy cel spośród wszystkich. Dobrze widział w jakim stanie była ukochana Ziemianina i po prostu to wykorzystał. Za kogo on się uważał? Myślał, że skoro pomógł reszcie pozbyć się zagrożenia to nagle mógł się posunąć do czegoś takiego? Jak on śmiał grozić zabójstwem dziewczyny Ryu? W dodatku w taki sposób, po prostu ją wykorzystując. Zwyczajnie zastraszył pozostałych tylko po to, aby osiągnąć to co chciał. Nie miał prawa, aby ją skrzywdzić. Nie miał żadnego prawa, aby to robić. Nikt mu na to nie pozwolił.
- Ty gnoju…
Wyszeptał. Wojownik zagotował się. Zacisnął zęby oraz prawą pięść. Chciał zakończyć to, lecz nie mógł. Nie był zwyczajnie w stanie. Gdyby tylko spróbował to skazałby na śmierć swą ukochaną, a do tego nie mógł dopuścić. Musiał zrobić wszystko, aby ją ocalić przed zagładą. W tym momencie odezwał się tamten mężczyzna z nieco dłuższymi włosami. Nic on nie wiedział o kulkach i postanowił o nie wypytać szantażystę. Zapytał także o dalsze plany blondyna, wokół którego błyskały wyładowania elektryczne. Młodzieńca oburzyło tym razem zachowanie, a dokładniej słowa wypowiedziane przez tego nieznajomego. Myślał, że co, że może tak po prostu obrażać TĘ dziewczynę? No raczej nie w towarzystwie naszego bohatera, którego wzrok przeniósł się właśnie na niego.
- Coś Ty powiedział? Lepiej uważaj na swoje słowa, robaku.
Brunet najchętniej podszedłby do niego i pokazał mu, gdzie jest jego miejsce. Niestety nie mógł. Gdyby to zrobił Aymi najprawdopodobniej straciłaby swoje życie. Nie wiedział czego mógł się spodziewać po tamtym szantażyście, więc musiał pozostać na swoim miejscu. Ziemianin zamierzał zająć się tamtym Saiyaninem bez ogona kiedy indziej, nadejdzie na niego pora. Chłopak spojrzał na ziemię.
- Dobrze, powiem Ci wszystko co wiem, ale błagam Cię… Błagam Cię, nie krzywdź Aymi.
Co Ryu mógł niby zrobić? Nic. Nic nie mógł, był całkowicie bezsilny wobec tego ogoniastego. Mógł jedynie stać, przyglądać się oraz odpowiedzieć na pytanie. Ciało ucznia Haricotto zostało opuszczone przez aurę i wyładowania elektryczne. Nie było sensu dalej marnować energii na tę transformację, stracił jej zbyt wiele i zbyt mało mu pozostało jej. Została mu dosłownie rezerwa, resztka ki. Prędzej czy później straciłby ją całą nawet nic nie robiąc, tylko stojąc. Gdyby doszło do ewentualnej walki z tym szantażystą to i tak brunet długo nie wytrzymałby. Już nawet nie chodziło oto, że nasz bohater doskonale wiedział do czego zdolny był wojownik przebywający na tym stopniu złotowłosego wojownika, a o sam fakt ile energii pozostało Ziemianinowi. Jeśli nawet dawałby sobie radę to bardzo szybko cała energia wyparowałaby z niego. Spojrzał na blondyna, który żądał odpowiedzi od naszego bohatera.
- Słyszałem kiedyś o Smoczych Kulach, podobno potrafią spełniać życzenia. Dlaczego w ogóle o nie pytasz? Przecież to zwykła legenda.
Jasne, że nie zamierzał wyjawiać wszystkiego. Nie mógł tego zrobić, absolutnie nie mógł. Wojownik nie ufał mu w żadnym stopniu. Nie zamierzał wyjawiać całej prawdy komuś takiemu. Przecież nie wiadomo co mógłby zrobić z całą wiedzą, którą Ziemianin przekazałby mu. Powiedział mu wystarczająco dużo. Być może przy okazji chłopak dowie się czemu, aż tak temu Saiyaninowi zależało na nich? Młodzieniec spoglądał przez cały czas na niego,  tylko czasami kierując swój wzrok na rudowłosą.
- Proszę, pozwól mi zabrać Aymi i zaopiekować się nią.
O rany, rany. Był naprawdę zmuszony prosić go oto. Był zmuszony wręcz błagać jakiegoś parszywego śmiecia, aby nie krzywdził jego ukochanej. Gdyby tylko Ziemianin mógł zareagować, wtedy nie wyglądałoby to w taki sposób. Miał nadzieję, że będzie mógł zabrać stąd dziewczynę. Jego celem była wieża Korina. Zamierzał tam zabrać wojowniczkę, aby wyleczyć jej rany dzięki fasolce.


Ostatnio zmieniony przez Ryu dnia Sro Sty 23, 2019 12:43 pm, w całości zmieniany 1 raz
Guts
Guts
Mistrz Gry/Time Patrol
Liczba postów : 253

Re: Las Korin

on Wto Sty 22, 2019 6:20 pm
Kido walczył za nich wszystkich. A nawet więcej! Poświęcał się, aby uratować ich wszystkich. To dzięki niemu powstała okazja do zwycięstwa. Guts tylko obserwował zbliżające się promienie, nawet nie ruszył się ze swojego miejsca. Nie próbował się bronić przed zbliżającą się falą uderzeniową, która na pewno powstanie ze zderzenia tylu potężnych energii. Czuł to, czuł ich moc. Wiedział, że wygrali i wszyscy przeżyli. Prawie wszyscy. Tsufulianin nie miał szans tego przeżyć...
Promienie były bliskie uderzenia z pełną mocą. Gdzieś wśród nich była też ta dziwna dziewczyna. Jej energia wyraźnie odznaczała się na tle zwyczajnych ataków reszty, ale Flaczka to nie obchodziło. Skoro chciała zginąć, to droga wolna. On skupiał się na czym innym i co innego go teraz obchodziło. Zacisnął wargi i pięści, lecz nie odwrócił wzroku, gdy energie wleciały w swój cel. Tak jak przewidział, fala uderzeniowa była na tyle duża, że aż odrzuciła wszystkich, którzy akurat znajdowali się w pobliżu. Czyli wszystkich wojowników chcących pokonać Beliala. Guts poleciał kilkanaście metrów za siebie, a ostatni odcinek przejechał po ziemi i wpadł do krateru, w którym zrzucił płaszcz. Leżał chwilę z twarzą w ziemi i chwytał ostatnie chwile, w których Ki Szarego słabła, aż wreszcie zniknęła, a wraz z nią energia Beliala... I coś jeszcze, ale o tym później. Zaczął się powoli podnosić, otarł ubrudzony policzek i podniósł płaszcz, który niechlujnie narzucił na barki. Jego twarz wyglądała, jakby pił przez kilka dni i był na ciężkim kacu. Sprawdził okolicę używając swojej umiejętności nabytej od Kido i wyszedł powoli z krateru. Ręce i twarz miał spuszczoną, a jego myśli zaprzątały wspomnienia z Tsufulianinem. Dopiero po zrobieniu kilku kroków zorientował się, że powoli powstaje zebranie wśród nowego krateru, więc skierował się w tamtym kierunku. Jego głównym celem było oddanie pilota do kapsuły Kenzuranowi i odejście w swoją stronę. Każdy, z kim się przyjaźnił zginął. Magu, Kana, Tok, a teraz Kido. Nie chciał, żeby to wydarzyło się znowu. Wolał tego uniknąć, inaczej by go to wykończyło psychicznie.
Doszedł do zbiorowiska idealnie w momencie, gdy zaczęła się cała dyskusja. Obrzucił skacowanym spojrzeniem Saiyanina z dziwną i silną Ki, który trzymał zakładnika w postaci tamtej dziewczyny, która zajęła Beliala. Dlaczego? Dowiedział się tego już po chwili, gdy padło pytanie o Smocze Kule, lecz jeszcze przed tym pojawiło się coś ciekawszego. Propozycja dołączenia. Guts to przetrawił przez moment, lecz wstrzymał się z odpowiedzią. Wolał poczekać na reakcje innych, które pojawiły się całkiem szybko. Pierwszy zareagował Saiyanin, który przybył tutaj z Flaczkiem. Wydarł się niepotrzebnie, co nasz bohater skwitował tylko przymrużeniem oczu. Potem wrócił do formy zwykłego Super Saiyanina, która obniżyła jego moc. Taktycznie. Po krótkim rzuceniu okiem widać było, że opanował tę formę do perfekcji, dzięki czemu nie męczyła go i nie zabierała Ki, a wciąż zwiększała siłę. Następnie powiedział wszystko, co wiedział o Kulach, czyli całe zero. Można się było tego spodziewać... Jednakże, jego kolejne pytania były całkiem mądre. Profity z takiego układu były bardzo ważne i gdyby Kenzuran nie wypowiedział tego zdania, to Gutsa by nie olśniło. Smocze Kule są w stanie spełniać życzenia, mogą nawet wskrzeszać innych. Mogą wskrzesić Kido! Jeśli ten Saiyanin z eMką ich szukał, to znaczyło, że była szansa na przywrócenie Tsufulianina do życia. Nie mógł zmarnować takiej okazji. Postanowione.
W pewnym momencie z groźbą wyskoczył ten brunet z brodą, który wcześniej przeciął Beliala swoją techniką. Niby taki odważny, ale chyba groził nie tej osobie, co potrzeba. To nie Kenzuran używał Rudej jako zakładnika, by znaleźć jedne z najbardziej przydatnych rzeczy na tej planecie. Ale z jednym się zgodził jednak. Rasiści to robaki i śmiecie... Następne, czego Ogoniasty się dowiedział, to imię Rudowłosej, a brzmiało ono "Aymi", czy jakoś tak. A potem przyszedł czas na odpowiedź na pytanie o Kule. Odpowiedź Brodacza wskazała na to, że on również nic nie wiedział o Smoczych Kulach nic. Naaah, trochę to zabawne, że mieszkańcy tej planety nic o nich nie wiedzą. Albo to ten był specjalnym przypadkiem. Potem przyszła błagalna prośba i kolej Gutsa...
Fuknął cicho i wsadził ręce w rękawy płaszcza, którego jeszcze nie zapiął. Zastanowił się przez moment nad swoją odpowiedzią tak, aby zawrzeć w niej wszystko, co Saiyanin z eMką chciałby wiedzieć, a potem spojrzał mu prosto w oczy.
-Wiem o nich wszystko, poza tym, jak je znaleźć. Jednakże...- Wsadził dłonie w kieszenie płaszcza i powoli ruszył w stronę swojego nowego sojusznika -...jestem z tobą. Pomogę ci z nimi oraz opowiem o nich wszystko, co tylko będziesz chciał wiedzieć...- Stanął przed nim i spojrzał mu w oczy. Z czarnych oczek Gutsa biła determinacja -W zamian chcę jedno życzenie.- Stanął po jego prawicy i obrzucił pozostałą ekipę skacowanym wzrokiem. Wiedział, że teraz nie jest tutaj mile widziany i nie będzie, ale nie było innego wyjścia. To jedyna opcja, która przywróci Kido życie. Przyłożył palec wskazujący i serdeczny prawej ręki do czoła, a potem zaczął szukać Ki, która znajdowała się poza Ziemią, lecz jeśli mu się to nie uda, to postara się poszukać tej najbliżej kapsuły ukrytej w górach. W międzyczasie zaczął mówić szeptem na tyle głośnym i cichym, aby usłyszał go tylko Saiyanin obok.
-Ta planeta nie jest już dla nas bezpieczna. Dodatkowo, ta dziewczyna jest zbyt potężna, by ją zostawić przy życiu lub z nimi. Nie masz, jak stąd uciec, ale ja znam pewien sposób. Potrafię się teleportować. Postaram się nas zabrać na inną planetę, musisz mnie tylko złapać za bark. Jeśli weźmiemy dziewczynę, jako zakładniczkę, to ci tutaj będą mieli dodatkową motywację do bycia posłusznymi. Gdy będziesz gotów do teleportacji, to łap ją za rękę i krzycz.-
Mniej więcej streścił mu swój plan, tylko czy się uda? Oby. Inaczej wszystko zakończy się walką, która prawie na pewno skończy się tym, że Guts spotka Kido w Zaświatach. Do tego nie można dopuścić... Oby się udało. Musi się udać! Nie dbał czy Kenzuran z nimi leci, czy nie. Najważniejszy był ten Saiyanin z eMką, którego spyta o imię, pseudonim czy cokolwiek on tam ma później, czyli gdy już będą bezpieczni. Czekał na sygnał, po którym znikną z tej planety.

_________________
Skróty:
Sponsored content

Re: Las Korin

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach