Super Dragon Ball PBF - Another Universe
Forum jest w fazie przebudowy. Jest otwarte dla graczy, ale należy pamiętać o możliwości zmian w mechanice.

Share
Go down
avatar
Admin
No.1 Whis' Fanboy
Liczba postów : 351
http://dbanotheruniverse.forumpolish.com

Tereny przed miastem

on Sro Gru 09, 2015 11:33 pm
First topic message reminder :

Tereny, które kiedyś reprezentowały sobą piękną naturę. Dziś są to głównie puste place, kamieniołomy i spalone lasy. A raczej to, co z nich zostało...
To właśnie tutaj, jak i w ruinach pobliskiego miasta, skrywają się Tsufuliańscy uchodźcy, którzy desperacko starają się wywalczyć dla siebie choć skrawek normalności.
Poza Ruchem Oporu, mieszkają tu także zwykli obywatele, którzy nie mają nic wspólnego z walką.

avatar
Shin
Liczba postów : 396

Re: Tereny przed miastem

on Wto Maj 09, 2017 7:01 pm
Wstał z ziemi. Nie pamiętał co się przed chwilą stało. A to oznacza jedno.
Ozaru.
Jakiś śmieć przemienił go w wielką małpę. Ale kto? Jeden z tych dwóch? Odrzucili go i rzucili Power Balla? Nie, to raczej nie to. Więc o co chodziło? Zupełnie tego nie rozumiał. Miał przerwę między szarpaniną a dostaniem z techniki energetycznej. O co tu chodziło? Shin stał tak z rozdziawioną gębą, i nagle poczuł ból głowy. Złapał się za nią obiema rękami, i już wiedział że tego nie powstrzyma. Zbliżał się atak złości. Potwornej, skrytej w niej złości, którą z całych sił od dziecka próbował w sobie zatrzymywać. Nie zawsze mu to wychodziło. I to był ten moment.
-Aaaaaaaargh!!! Dość kurwa tego pierdolenia!!! Ciągle ktoś wchodzi mi w drogę, zamyka, przeszkadza!!! Mam tego kurwa dość!!!
Wydarł się na całe gardło, uwalniając swoją czerwoną jak krew aurę. Owiła jego ciało niczym wąż, falując wokół każdego skrawka Shina. I wtedy usłyszał co dopowiedział żołnierz. Antical... Chciał go zabić?... ZABIĆ?! Shin poczuł jak coś w nim pęka, a w miejscu tego czegoś pojawia się ból i złość tak wielka, że mogłaby pochłonąć mu cały świat. Poczuł się tak, jakby cała planeta drżała pod jego nogami. Jego włosy zaczęły... Dziwnie falować. Wydarł się. Wydarł się tak, jakby był przemieniony w Ozaru. Dzikim, małpim rykiem. Poczuł jak jego mięśnie... Rosną. A razem z nimi jego dzika furia. Jego nieliczne luźne włosy nagle stanęły na sztorc, tak jak reszta jego czupryny. W jego głowie grały bębny jego własnego serca. Biło z ogromną prędkością, reagując na stan emocjonalny Saiyanina. Niektóre kamyczki wokół jego stóp zaczęły się podnosić, w reakcji na nagle wydostającą się z niego moc. Jego ciało wcale nie czuło się lepiej. Mięśnie pulsowały, zaciskał z bólu i wściekłości zęby. Czuł w sobie małpę. I ta małpa chciała wyruszyć na żer. Chciała schrupać tego sukinsyna, syna najgorszej kurwy na tej planecie, czarnowłosego zdrajcę narodu, chuja i złamasa, ŚMIECIA, który go okłamał. Okłamał go z całą mocą tego słowa. Shin na samą myśl buzował niepohamowaną furią. Patrzył to z jednego przeciwnika na drugiego, czując jak jego moc ciągle rośnie. Na początku nie wiedział co się z nim dzieje. Ale wtedy przypomniał sobie słowa ojca. "Wiedziałem... że to ty... Nim jesteś..."... A więc jednak. Czyżby był... Legendarnym, Super Saiyaninem? Nie wiedział, i nie obchodziło go to. Dziękował Bogu za ofiarowaną moc, za wielką siłę która pojawiła się znikąd, jakby dar od najwspanialszych sił na tym świecie. Czyżby ktoś jednak nad nim czuwał? Albo po prostu równie mocno co on chciał zobaczyć twarz Anticala rozmazaną na ziemi. Shin ciągle czuł zmiany w swoim ciele. Mięśnie przestały się już rozrastać, ale wciąż czuł nowe pokłady Ki które się w nim pojawiały. Jego aura zaczęła falować, i przybrała nieskazitelnie złoty kolor. Zaczął walić pięściami w ziemię, miażdżąc ją w swojej wielkiej furii. Wiedział na czym się wyładuję. Wiedział kogo zaraz zabiję. Wiedział. Wiedział. Wiedział. Zamorduje Anticala. Zamorduje go z zimną krwią. Rozerwie mu bebechy. Udusi go jego jelitami. Nakarmi jego własnym żołądkiem. Wyrwie serce i zgniecie w dłoni. Zatka mu usta jego śmierdzącym ogonem. Będzie go bił jego własną, oderwaną ręką. kopał jego własną, oderwaną nogą. Na koniec urwie mu łeb, naszczy do szyi i zostawi na pożarcie psom. A jak tamci będą się rzucać, to ich ręce skończą przymocowane do jego stóp. Albo nie. NIE! Najpierw zabije tych psów. Mają scoutery, jeszcze powiedzą co się dzieje i przyślą kogoś jeszcze silniejszego. Może samego księcia z drużyną. Tego akurat Shin nie chciał. Więc najpierw zmiażdży im głowy. A potem Antical. W końcu o kogo innego chodziło, to na pewno on był małpą która latała w kółko jak debil.
-Grrr. Grrr.... ANTIIIIIIIIICAAAAAAL!!!!
Furia rosła, ale moc już przestała ciągle się podnosić. Shin rozluźnił mięśnie. Spojrzał na człowieka, który przed chwilą obraził jedyną osobę, która chociaż przez pierwsze chwile jego życia go kochała. Jego matkę. Ciągle pamiętał historie ojca, w których matka próbuję go obronić, a ten rozcina ją w pół toporem. Nie pozwoli bezcześcić imienia jedynej znanej mu dobrej istoty. Wyskoczył natychmiastowo w stronę strażnika, i z furią wbił mu palce w oczy, by następnie rozerwać jego czaszkę na pół. Potem kopnął by jego ciało w stronę drugiego z grupy, poleciał szybko do niego i zasadził najpotężniejszego kopa w bebech jakiego tylko mógł wykonać. Potem kopnął by go już tylko z półobrotu w łeb, by przypieczętować jego los. Przyjrzałby się ich truchłom, skupił na krwi skapującej po jego rękach. Oblizałby palce, skąpane we krwi, i spojrzał w twarz temu brudnemu zdrajcy. Uśmiechnął by się na całą gębę i rozłożył zapraszająco ręce.
-Antical... To jak chcesz zginąć? Rozrywać cię? Miażdżyć? Rozstrzelać? Zmieszać z ziemią? Zdecyduj się, zdrajco. Jak śmiałeś próbować mnie zabić. Myślałem że połączymy siły i rozgromimy wszelkich wrogów Vegety. Że będziemy kąpać się w tsufulskiej krwi. Zyskiwać honory od rodziny królewskiej. Dostalibyśmy największe możliwe awanse. Stalibyśmy się bohaterami narodowymi na usługach jego królewskiej mości. Zaprzepaściłeś to. Zdradziłeś jedyną swoją szansę. Jesteś słaby, ale sądziłem że masz jakiś tam potencjał. A tu taki chuj. Jesteś śmieć, złamas i zdrajca. A teraz cię rozpierdolę. Fajny plan, nie? Jakieś ostatnie słowa? Testamencik? Głupia próba walki? Cokolwiek? Nie? Więc giń.
Zaczął powoli iść do Anticala, ledwo go widząc przez swoją aurę i furie. W tej chwili chciał go po prostu zmiażdżyć, ale robił wszystko by się powstrzymywać. Chciał, by tamten umierał powoli. Bardzo powoli. Tak powoli, by mógł jeszcze ocenić szalik z jelita cienkiego i pas z jelita grubego. To będzie dopiero świetna zabawa. Jak nic się świetnie ubawią. A potem Shin przybije mu piątkę i skręci kark, by zakończyć zabawę. Musiałby zdarzyć się cud, by nastąpiło coś innego.
avatar
Laptor
Mistrz Gry
Liczba postów : 1483
http://www.invincible.oxn.pl

Re: Tereny przed miastem

on Wto Maj 09, 2017 7:32 pm
MG


Ogromny wzrost energii dało się nie tylko zauważyć, ale również poczuć. Ogromna ilość energii zaczęła wydobywać się z ciała Shina. Podmuchy powietrza były tak silne, że znajdujące się wokół kamienie i piasek zostawały odpychane w przeciwnym kierunku, wszyscy zasłonili oczy przedramieniem obserwując nadal to co się dzieję. Po chwili darcia się i czucia, jak Shin się przemienia w Oozaru, ten zauważył jednak coś innego, to nie był Oozaru, czyżby był Legendarnym Super Saiyaninem? Czyżby jego ojciec się nie mylił?! Złota aura owiła go dookoła, a on czuł po prostu chęć wyładowania tej siły, w pełni się kontrolował, ale nie kontrolował tej dzikiej chęci walki i złości do wszystkich trzech. Saiyanie stali jak wryci, a gdy transformacja dobiegła końca a ziemia nieco pękła pod stopami saiyanina, ich scoutery po prostu eksplodowały. Oboje wiedzieli co to oznacza, popatrzyli tylko na siebie. Właściwie tylko tyle zdążyli zrobić... Shin pojawił się tuż przy tym, który go obraził, pojawił się i to z kciukami w oczodołach. Wydarł się przeraźliwie, i próbował rozerwać jego łeb na dwie części, ale to mu się niestety nie udało, więc wymierzył potężnego kopa, tak, że saiyanin poleciał w kierunku swojego kompana i wbił się w niego, a ten drugi lecąc z tym ciałem dostał dwa potężne kopnięcia, których efektem były dwie olbrzymie fale energii, które dotarły aż do Anticala, ciosy Shina można było zauważyć nawet z ziemi, chociaż samych ciosów nie było widać, to było widać przecinające "coś" powietrze. Już jedno kopnięcie w bebechy spowodowało, że ten dostał białych oczu a z jego ust wystrzeliła duża ilość krwi, następny cios spowodował zupełne zmiażdżenie wnętrzności, nawet nie było już krwi, saiyanin po prostu był martwy, poplamiony krwią nie tylko swoją, ale również krwią wyciekającą z oczu kompana. Oboje byli teraz martwi. Shin zaczął zmierzać w stronę Anticala...

- Królu Vegeto, odnotowaliśmy nagły wzrost energii, coś takiego Panie, coś takiego odnotowaliśmy jedynie trzy razy na naszej planecie. Ta energia to...
- Super Saiyanin. Poziom opanowany jedynie przez Celutte, Vegete i Bardocka. To niemożliwe, istnieje więcej wyjątkowych Saiyan? Coś tu mi nie gra. Jaka prawda jest o tym poziomie? Wysłać tam natychmiast Vegete!
- Panie, Książe Vegeta jest na...
- Wysłać kogokolwiek! Bardocka, Celutte! KOGOKOLWIEK DO CHOLERY! SZYBKO!

_________________
Ore ni kateru no wa, ore dake da
______________________________________________________
avatar
Antical
Kicked over 9000!
Liczba postów : 415

Re: Tereny przed miastem

on Wto Maj 09, 2017 7:57 pm
Antical widząc jak Shina ogarnia wściekłość, a jego włosy zaczynają zmieniać swoją barwę bardzo zaciekawił się tym niecodziennym zjawiskiem. Hmm...niezwykle interesujące...czyżby ten idiota, był super saiyaninem...? - zachowywał jednak spokój, nie potrafił odczuwać strachu...tak po prostu miał od zawsze.
Po chwili zobaczył jak Shin w mgnieniu oka morduje obydwu strażników. Jest naprawdę silny...dobrze będzie mieć takiego sprzymierzeńca - pomyślał, uśmiechając się lekko.
Shin jednak wylądował i zaczął zmierzać w jego kierunku. W jego oczach młody saiyanin zobaczył coś, co bardzo go zaintrygowało. Widniała w nich czysta nienawiść, nieodparta żądza mordu, którą Antical sam doskonale znał i rozumiał. Problemem było jednak to, że uczucie, tak podobne do tego, które sam bardzo często odczuwał, skierowane było teraz w jego stronę. Jakikolwiek atak był bezsensowny. Zginąłby na miejscu...ale...Shin nie spieszył się, żeby go zabić, a to pozwoliło Anticalowi wpaść na pewien pomysł.

Jeden z tych skurwysynów kopnął Cię w głowę, straciłeś na chwilę przytomność. Drugi z nich od razu chciał Cię zamordować. Zaczął kopać Cię po nerkach, a ja nie wytrzymałem. Nie mogłem patrzyć jak ten jebany kutas Tobą pomiata...
Wystrzeliłem więc power balla w nadziei, że nie potrafią kontrolować przemiany i jakoś...jakimś cudem Cię ocalę.
- skłamał. Mówił spokojnym, zrównoważonym tonem. Jego twarz nie przejawiała najdrobniejszej oznaki zaniepokojenia, czy strachu.
Przez chwilę samodzielnie stawiałem im opór, byłem jednak bez szans. W pewnym momencie Ty również zacząłeś się przemieniać, musiałeś wtedy odzyskać przytomność. Tuż po przemianie ruszyłeś w ich stronę i walczyliśmy z nimi wspólnie...jednak...widzisz...Shin, Ty nie potrafisz kontrolować Oozaru... - zręcznie mieszał kłamstwo z prawdą. Był w tym naprawdę dobry. Nawet ktoś, kto znałby go od dziecka nie byłby w stanie rozpoznać, że łże.
Wtedy też rzuciłeś się na mnie. Uderzyłeś mnie...dość mocno...a te kurwy...te kurwy lewitowały i śmiały się z nas. Po chwili zniszczyli jednak power balla i strzelili w nas promieniami ki.
Udało mi zasłonić się Ciebie przed trafieniem, dlatego wyglądam jak wyglądam. Upadłeś jednak na ziemię...bez kontroli przemiany nia miałeś szans utrzymać się w powietrzu...resztę znasz...
- zmienił wyraz twarzy. Na chwilę trochę posmutniał, wszystko to, było jednak starannie zaplanowaną grą aktorską.
Jeśli naprawdę uwierzyłeś temu skurwysynowi, że chciałem Cię zabić - nie miał czasu na tłumaczenie Shinowi, że ten źle zrozumiał wypowiedziane przez jednego z trupów zdanie - to śmiało, zabijaj...Pamiętaj jednak, że jesteś pierwszą...pierwszą i jedyną osobą, która kiedykolwiek nazwała mnie kumplem...chciałem Ci za to podziękować... Musisz jeszcze wiedzieć, że nigdy nie zdradziłbym kogoś kto mi pomógł, a Ty...Ty jedyny ocuciłeś mnie wtedy nad rzeką...nie jestem i nigdy nie będę Twoim wrogiem Shin...decyzja należy do Ciebie... - mówiąc to rozłożył obie ręce, dając Super Saiyaninowi znak, że nawet nie zamierza się bronić. Cały czas patrzył w oczy Shina. Oczy tak podobne do swoich. Pełne wściekłości i nienawiści...Patrzył w nie ze spokojem, swoim chłodnym pozbawionych uczuć spojrzeniem. Przez chwilę przez myśl przeszło mu, że są do siebie trochę podobni, szybko jednak odrzucił tą myśl...Co zrobisz jebana małpo...? - pomyślał.
avatar
Shin
Liczba postów : 396

Re: Tereny przed miastem

on Pią Maj 12, 2017 6:47 pm
Shin powoli szedł do Anticala, podczas gdy ten zaczął mówić. Gadał i gadał, coś tam chyba tłumaczył, że to wcale nie tak i inne duperele. Może i Shin by mu uwierzył, a może i nawet uwierzył, ale co to ma do rzeczy. Znowu oblizał swoją dłoń. Pragnął krwi. Tak pięknie dzisiaj wyglądała, ach, tak cudownie smakowała. Kroczył nieubłaganie w stronę saiyanina. Ech, a może go jednak nie zabijać? W sumie gadał z sensem, nie brzmiało to wszystko jakoś strasznie źle. No ale niestety. Chęć natychmiastowego mordu Shin jeszcze pohamuje. Chęć rozwalenia wszystkiego wokół też. To tylko pierwotne instynkty. Ale żądzy krwi... Tego nie jest w stanie opanować. Dlatego od dziecka woli dawać się jej ponieść, niczym na fali rozkoszy i destrukcji płynie na niej, siejąc mord. Potem trochę żałuje swoich czynów, na przykład tego że zamordował swoje rodzeństwo, ale wspomnienie krwi po jego pierwszym przeobrażeniu z biegiem lat tak pięknie rozkwitło, że już praktycznie nie pamięta twarzy swoich braci. Owszem, czuje lekki żal gdy pomyśli o tym, jaki musiał przepełniać ich strach. Ale ta rozkosz gdy przypomni sobie o ich krwi... Urgh... Jest niewyobrażalnie cudowna. No więc szedł do Anticala, podczas gdy krew w nim aż buzowała. No dobrze, nie zabije go. Pozwoli mu żyć. Ale musi mu coś zrobić. Niech pocierpi... Niech poczuję ból... Podszedł do niego i przemówił.
-Wierzę ci, Anticalu, mój przyjacielu!
Powiedział i uśmiechnął się, po czym wyskoczył na pełnej szybkości w jego stronę, złapał za prawą rękę gdzieś pod łokciem i zmiażdżył ją, wkładając w to całą swoją frustrację i żądze. Następnie machnąłby nim w celu wyrzucenia w powietrze i jednocześnie odrzucenia go od siebie, co by mu nie przyszło nic głupiego do głowy.
-Ale czyż ból nie jest dziś wyjątkowo piękny,
mój drogi? Ach, ból który szedł ze mną całe życie... Jak pięknie jest dzielić się nim z innymi! Czujesz go, Antical?!
CZUJESZ MÓJ PIĘKNY BÓL? HAHAHAHAHAHAH!!!

Stał tak i śmiał się niczym sam diabeł, łapiąc się za brzuch i patrząc w niebo. Jednak resztkami swojej zdrowej świadomości obserwował energię istot wokół. Jeśli Antical spróbuję wystrzelić jakikolwiek promień Ki, albo ruszy zbyt szybko, Shin po prostu go zmiażdży. Są granice jego życzliwości.
avatar
Laptor
Mistrz Gry
Liczba postów : 1483
http://www.invincible.oxn.pl

Re: Tereny przed miastem

on Pią Maj 12, 2017 7:27 pm
MG


Saiyaninowi podczas pierwszej przemiany towarzyszyła dzika chęć walki, słowa Anticala, cała ta jego przemowa o tym, że to nie on, że on nic nie chciał robić i tak dalej zdawała się w ogóle nie docierać do Shina. Zatrzymał się, powiedział, że mu wierzy i po prostu zniknął mu z oczu. Nagle poczuł silny podmuch wiatru, jego przeciwnik stał tuż przed nim, ale trochę po boku. Poczuł silny ucisk na ręce. Shin trzymał go mocno, by po chwili ból przeszedł przez całe jego ciało. Ręka nie ustąpiła od razu, Shin ściskał z całych sił, aż w końcu dało się usłyszeć głuchy trzask pękającej kości. Ręka musiała opaść, była nie do użytku, jego kość pękła w miejscu nacisku, była zmiażdżona. Wisiała i chwiała się a Anticala aż zamroczyło z bólu... Za tą samą rękę Shin został złapany przez... Przez długowłosą piękność w czerwonym, niezwykle obcisłym stroju.
Poczuł niezwykle silny nacisk na ręce, w tym samym miejscu co przed chwilą czuł go Antical. Dziewczyna patrzyła na Shina bez żadnego wyrazu twarzy, wiedziała, że jest pod postacią super saiyanina i sama również w tym stadium stacjonowała. Miała czerwony scouter na oku, prawdopodobnie dzięki niemu wiedziała co jest grane, no nie wspominając o tym, że Król Vegeta ją tu wysłał... Patrzyła lekko z boku, obojętnie, jakby jego los był jej kompletnie zbędny. Shin puścił rękę Anticala, nie miał wyboru. Antical z bólu upadł na ziemie, na kolano lub kolana, jak chce. Złota aura dziewczyna zupełnie przyćmiła tą, jaką emanował chłopak. Silne uderzenie ustało, dziewczyna go puściła. Więc nic mu nie grozi. I jak nie oberwał w ryj, już miał odlecieć na kilkadziesiąt metrów po drodze przelatywać przez kilkanaście głazów i resztek murów, ale dziewczyna chwyciła go za drugą rękę, pociągnęła ją i wleciała kolanem w brzuch Shina, po prostu się znalazło w jego żołądku... Splunął krwią, a właściwie ta wyleciała z jego ust gdy je otworzył a oczy wyszły mu na wierzch. Upadł na ziemie, 4 metry od Anticala.
- Żebym musiała zostać wysłana do takich słabeuszy... - Syknęła pod nosem do siebie. Założyła ręce na tors.
- Nazywam się Celutte... Król mnie wysłał bo pojawił się nowy super saiyanin. Szkoda tylko, że okazał się pieprzonym idiotą wyżywającym się na swojej rasie. Nie obchodzi mnie jaki mieliście powód. Jesteśmy dumną rasą saiyan i macie walczyć z wrogiem a nie między sobą. A przynajmniej nie samowolnie. - Powiedziała po czym na miejscu przyleciało dwóch innych saiyaninów, brodaty niski człek i krótko obstrzyżony, mierzący 175cm.
- Tego zabierzcie do kapsuły leczniczej... A tym sama się zajmę. - Powiedziała i poczekała aż dwóch żołnierzy chwyci Anticala i polecą z nim tutaj
- Trudno opanować rosnącą chęć walki, prawda? - Wydawała się teraz nieco milsza, nie miała pojęcia, że Shin nadal utrzymujący poziom SSJ ma charakter psychola i to tylko trochę jego chęć mordu została zwiększona przez poziom... - Niezwykłe. Osiągnąłeś poziom, o którym większość może opowiadać legendy. Nigdy nie sądziliśmy, że Super Saiyanin pokaże się więcej niż trzy razy. Kim jesteś? - Dodała.

_________________
Ore ni kateru no wa, ore dake da
______________________________________________________
avatar
Shin
Liczba postów : 396

Re: Tereny przed miastem

on Pon Maj 15, 2017 9:37 pm
Tak fajnie było... Tak miło się bawił z kumplem... Czemu ktoś mu to przerwał? Zaczęło się od potwornego bólu w dłoni. Tej samej w której tak dzielnie ściskał rękę swojego przyjaciela. Chciał go tylko lekko ścisnąć, a tu psikus. Jakaś w-sumie-niezła-dupa trzymała go za rękę, i... I też pulsowała od niej złota aura, o wiele silniejsza od niego, jej włosy były złote a siła, którą Shin wyczuł, była wręcz dwa razy większa od jego. Jak to możliwe? Skąd w niej ta siła? To Super Saiyan nie jest... Jeden, taki no, legendarny, raz na tysiące lat? No to chyba jednak nie. Taki wał a nie legendarna moc. Byli inni, i to jeszcze silniejsi. Nieznajoma, zaraz po tym jak prawie go zamordowała, rzucając nim o pobliskie skały i inne duperele, miażdżąc go w środeczku głęboko tak, przedstawiła się jako Celutte.
*O...Kurwa... Celutte... Celutte... Ja pierdole, ona jest... O kurwa... O kuuurwa, ale chce ją zabić... Nie... Nie... Nie mogę... Zapierrrrrrdoli mnie... Poza...ty...ym... Królewska Krew.... Czysta... Saiyańska... Elitsa... Nie...Nie...NIe mogę.... Nie mogę... Nie... KURRRRRRRWAAAAAAAAAAA*
Zaczął walić pięściami w ziemie, czując coraz większą rządzę i pożądanie krwi. Ale jak miał zabić córkę samego króla? Nie śmiał tego zrobić. Psychol psycholem, morderca mordercą, ale Rodzina Królewska to największa chluba ich rasy! Może... Może ona mu jakoś pomoże?
-Ra...tunku... Księżniczko Celutte... RATUJ!
Zaczął walić pięściami i głową w ziemie, czując jak wraz z frustracją i złością napływają mu do oczu łzy złości.
*Krwi... Krwi... Krwii.. Flaków... śmierci... Mordeeeeerstwwwww*
avatar
Laptor
Mistrz Gry
Liczba postów : 1483
http://www.invincible.oxn.pl

Re: Tereny przed miastem

on Pon Maj 15, 2017 9:45 pm
MG


No tak, Shin wydawał się teraz kompletnie pojebanym saiyaninem na ssj, którego nijak nie mógł opanować. Celutte, cofnęła się ze zdziwienia, nie bała się tej szkarady, jednakże nigdy nie widziała tak chorego psychicznie. Znalazła się zaraz za nim i uderzyła oburącz w uszy saiyanina, tak, że stracił przytomność. Obudził się dopiero w komorze regenerującej.
- Przyprowadziłam go tutaj, ponieważ trzeba się nim zająć na tle psychologicznym, coś z nim nie tak. Obawiam się, że siła jaką zdobył, super saiyan zwyczajnie zniszczył jego mózg. Jeśli nic nie będziesz mógł z tym zrobić, to po prostu go zabiję. - Powiedziała Celutte do doktora, który zaczął coś majstrować przy konsoli. Wyszła z sali, a Shin mógł ją opuścił za około 2h.

___
Koniec

_________________
Ore ni kateru no wa, ore dake da
______________________________________________________
avatar
Antical
Kicked over 9000!
Liczba postów : 415

Re: Tereny przed miastem

on Sro Cze 21, 2017 3:12 pm
Uderzył w jakąś ścianę... Khkh... khkurwa... - powiedział, plując juchą. Z jego ust ciekła krew. Ból w klatce piersiowej praktycznie uniemożliwiał oddychanie. Kim on był...? - pomyślał, przypominając sobie, że powinien wyzbyć się wszelkich emocji. Co prawda gniew i żądza zemsty na osobniku o twarzy jaszczurki powodowała w nim ogromne fale nienawiści, bardziej zastanawiała go jego moc. Scouter wybuchł przy 5 tysiącach jednostek. Muszę zapytać Shina, jak silny ten stwór jest naprawdę... - na razie jednak priorytetem dla saiyanina było udanie się do szpitala. Jego stan nie był co prawda krytyczny. Bywał w gorszych opresjach. Nigdy jednak nie otrzymał tak potężnych obrażeń poprzez pojedyncze machnięcie ręką. Będę musiał spotkać się z tym wojownikiem... mam dziwne przeczucie, że coś skurwysyn ukrywa... to nie jest normalny żołnierz. Nawet Shin w legendarnej formie nie był w stanie zadać mi tak ogromnych obrażeń bez kontaktu z moim ciałem... ten kutas zrobił to jakby od niechcenia... - myśląc powoli wznosił się w powietrze. Leciał powoli, ponieważ każdy oddech powodował mu ogromny ból.

z/t http://dbanotheruniverse.forumpolish.com/t132-lecznica
Sponsored content

Re: Tereny przed miastem

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach