Battlefield Royale

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Battlefield Royale

Pisanie by Admin on Czw Gru 17, 2015 12:18 pm

Miejsce, w którym trenują wszyscy wojownicy, którzy dostąpili zaszczytu i mogli zachować swoje ciała. Spotkać tutaj można mnóstwo osób, które wylewają z siebie siódme poty, ciągle udoskonalając siebie i swoje techniki. Niektórzy z nich, przebywają tutaj już od kilkunastu milionów lat. Wyobrażacie sobie jak silni muszą być!?

Legenda głosi, że w miejscu, które znane jest pod nazwą "Krypta Przodków", schowany jest pewien artefakt. Niestety, nikomu jeszcze nie udało się do niego dostać i de facto nikt nie wie, czym tak naprawdę jest ta magiczna rzecz...
Rzekoma krypta znajduje się gdzieś na terenie Battlefield Royale.
avatar

Admin
No.1 Whis' Fanboy

Liczba postów : 335

http://dbanotheruniverse.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Battlefield Royale

Pisanie by Haricotto on Wto Lip 31, 2018 11:52 pm

- Bóg północnej galaktyki? - powiedział pod nosem Haricotto. Czyżby to był Kaio, o którym wcześniej wspominał jego przeciwnik, ten którego imienia nie pamiętał i ten z którym walczył przed potyczką z Paikuhanem? Wyglądało na to, że tak.
- Nie wygląda jakoś mocno... To pewnie tylko pozory i pewnie jest super silny! - pomyślał sobie, uśmiechając się szeroko.
Haricotto nie chciał przerywać Północnemu Kaio, więc jedynie przytakiwał i uśmiechał się. Na wieść o prywatnym treningu aż podskoczył z radości.
- Nie mogę się doczekać, yyy... Kaio-sama! - powiedział głośno, łącząc obie dłonie i delikatnie się kłaniając boskiej mości. Domyślał się, że takie zachowanie było od niego wymagane. Nie było to coś, do czego był przyzwyczajony, ponieważ do praktycznie każdej rzeczy podchodził "na luzie".

W następnej chwili musiał już zostawić Północnego Kaio w spokoju. Zaraz jednak znalazł się w miejscu, w którym trenują wojownicy, którzy dostąpili zaszczytu zachowania swoich ciał. Miejsce, zwane Battlefield Royale, stało przed Saiyaninem otworem.
- Yosh! Czas na trening! - krzyknął głośno, ku pokrzepieniu własnego serca i zaczął biec przed siebie, nie bacząc na to, czy ktokolwiek miał do niego jakiś interes. W głowie miał jedynie stanie się silniejszym, by znów zawalczyć z Paikuhanem i go pokonać!
_____
Start trening - 31.07.2018 - 23:50

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1346

Powrót do góry Go down

Re: Battlefield Royale

Pisanie by Haricotto on Sro Sie 08, 2018 9:35 pm

Nadszedł czas treningu. Pomimo przegranej w turnieju, Haricotto wcale nie czuł się gorzej. Co więcej, czuł jeszcze większą motywację do rozwoju. Będąc na specjalnym terenie, gdzie treningiem zajmowali się najpotężniejsi wojownicy Zaświatów, grzechem byłoby oddawanie się odpoczynkowi i lenistwu. Nie chcąc, by ktoś mu przeszkadzał, Haricotto udał się w miejsce, gdzie nie było nikogo i gdzie mógł być sam na sam ze sobą.
Stał, mając swoje ręce luźno opuszczone. Zamknął swoje oczy, by się lepiej skupić. Chciał poczuć otoczenie, stać się z nim jednością.
Delikatny, chłodny wietrzyk wprawiał kosmyki jego włosów w ruch, kołysząc spokojnie na boki. Otworzył delikatnie usta, biorąc głęboki wdech, co sprawiło, że jego klatka piersiowa zwiększyła objętość. Uspokajając swój oddech, wypuścił zebrane w płucach powietrze przez nos, zamykając tym samym swoją buzię i kontynuując już oddychanie nosem.
Nagle otworzył oczy, marszcząc gniewnie swoje brwi. W tym samym momencie jego ciało zostało spowite złotą, szalejącą aurą. Włosy przybrały kolor złoty, energicznie poruszając się w rytm złotej poświaty.
Unosząc otwarte dłonie na wysokość swojego pasa, schylił głowę w dół i spojrzał na nie.
- Mada da... - wyszeptał cicho pod nosem, zaciskając mocno pięści i wydobywając z siebie jeszcze więcej energii. Tym razem warknął pod nosem, jakby ogarnęła go złość. Natychmiastowy podmuch wiatru i wyładowania elektryczne, które zaczęły się pojawiać i znikać, wskazywały na kolejną transformację.
- Super Saiyanin przekraczający moc zwykłego Super Saiyanina, co? To wciąż za mało. - skrzywił się, uderzając pięścią w otwartą dłoń, a kiedy doszło do kontaktu, wokół dłoni pojawiły się niewielkie wyładowania elektryczne, a energia znów wybuchła, wzniecając chmury dymu.
To był jego limit. Poznał w życiu kilka transformacji i za każdym razem znajdował drogę do kolejnej, jeszcze większej mocy. Odblokowanie ich przeważnie wiązało się z ogromnymi emocjami, dyktowanymi tragicznymi wydarzeniami. Za pierwszym razem przemienił się, gdy odebrano mu przyjaciółkę, która zaopiekowała się nim, gdy ten stawiał pierwsze kroki na Ziemi. Drugim razem wpadł w szał, kiedy dziewczyna, którą wziął pod swoje skrzydła, została zmasakrowana przez wrogich najeźdźców.
- Aycia... - wyszeptał cicho, zaciskając swoje pięści, wokół których natychmiast pojawiły się kolejne wyładowania elektryczne. Miał nadzieję, że dziewczyna miała się dobrze. Podobno jak pozostali, których musiał zostawić na tamtym świecie. Obiecał, że kiedy do nich wróci, o ile wróci, będzie silniejszy. O wiele, wiele silniejszy. W końcu musiał pokonać Beliala i zaprowadzić pokój raz na zawsze.
- Wrócę... wrócę i go pokon-... - przerwał, przypominając sobie nagle, że przegrał z Paikuhanem, który być może był słabszy niż sam Belial. Słowo klucz - może - ponieważ Haricotto nie miał porównania, ani tym bardziej nie potrafił mierzyć Ki swoich przeciwników.
- Nie. Najpierw muszę się stać silniejszy od Paikuhana! Dopiero potem przyjdzie czas na Beliala... - powiedział do siebie w myślach, zaciskając pięści tak mocno, że z jednej z nich, popłynęła cienka stróżka czerwonej krwi.
Nagle przypomniał sobie, że osiągając transformację, którą nazywał mianem Ascended Super Saiyanina, wymusił ją na swoim organizmie. To nie była tak naturalna mutacja, jak Super Saiyanin, czy Super Saiyanin drugiego poziomu. To była wymuszona zmiana, która kosztowała go więcej energii, ale dawała mu więcej siły. Być może... Być może warto było spróbować podobnej metody i ulepszyć drugie stadium? Nie miał innego wyjścia, nie miał innego pomysłu.


- Yosh. - wyszeptał, uspokajając się. Stanął w lekkim rozkroku i ugiął swoje kolana, nachylając się do przodu i napinając całe swoje ciało.
- Ikuzo! - warknął, wyrzucając z siebie tyle energii, ile tylko mógł.
- Haaaaa... - zaczął cicho, by za chwilę wybuchnąć, tworząc coraz to mocniejsze podmuchy wiatru, które uderzały raz za razem.
Wyobrażał sobie wszystkie te złe rzeczy, jakie go spotkały na przestrzeni lat, by się zdenerwować. Widział oczami wyobraźni, jak mordowana jest jego przyjaciółka, którą pieszczotliwie nazywał babcią. Widział sponiewierane ciało Aymi, swojej córki, którą obiecał się zaopiekować. Wszystko to było zasłonięte czerwienią, jakby ktoś nałożył specjalny filtr na film.
Energia wydalana przez jego ciało ciągle rosła, a złoty, oślepiający kolor bił od aury, która nigdy wcześniej nie była takich rozmiarów jak teraz. Ziemia zaczęła pękać pod jego nogami, trzęsąc się niemiłosiernie. Włosy szalały we wszystkie strony tak, jakby upadał z ogromnej wysokości. Żyły na ciele wyskakiwały i pulsowały nerwowo. Wyglądały niekiedy tak, jakby miały zaraz popękać.
Chmury zebrały się nad nim, kręcąc się dookoła i wpadając w niewidzialną spiralę, po czym kierowały się bliżej jego poświaty. Wyładowania elektryczne zwiększyły swoją ilość i częstotliwość. Żółty kolor aury mieszał się z ich błękitną barwą.

Spoiler:


Saiyanin wydzierał się wniebogłosy, zaczynając odczuwać już ból od tak naprężonych mięśni. Ich rozmiar zwiększał się coraz bardziej, co samo w sobie było czymś nienaturalnym, wymuszonym. To właśnie w nich zbierała się cała Ki.
Zaczął odpływać myślami gdzieś daleko, jakby tracił kontakt ze światem rzeczywistym. Zobaczył wtedy Paikuhana, który wyrzuca go z areny. W jego towarzystwie znajdowała się Aymi, a obok niej Ryu. Wszyscy patrzyli na Haricotto'a w milczeniu. Obserwowali go, czekając na jego kolejny ruch.
- Mada da...! - powiedział przez zaciśnięte mocno zęby, jeszcze bardziej się pochylając ku ziemi. Nie odczuwał tego, ale jego włosy zaczynały się wydłużać i rozrastać, pokrywając kolejno kark i plecy.

Spoiler:


Gdy były już tak długie, że sięgały poza pas, Haricotto mimowolnie wyprostował się, a jego energia eksplodowała, jak nigdy wcześniej, odpychając zebrane dookoła niego chmury i piasek, niszcząc ziemię na której stał, tworząc tym samym krater dużych rozmiarów.

Kiedy opadł kurz i dym stał się bardziej przezroczysty, pierwsze ukazały się wyładowania elektryczne, zaraz po nich złota aura, która przybrała bardziej owalny kształt i była nieco spokojniejsza, a na samym końcu pokazała się sylwetka Saiyanina.
Najbardziej w oczy rzucał się brak brwi i długie włosy sięgające za pas. Haricotto dyszał, dając z siebie wszystko, jak nie jeszcze więcej. Mrużył swoje oczy, ale nie poddawał się. Stał twardo na glebie.
Schylił głowę, oglądając swoje ciało począwszy od nóg, przez dłonie, a skończywszy na włosach, które starał się ujrzeć kątem oka.
- Ta moc... czuję się, jak nigdy wcześniej... czy to...? - przerwał, zamykając swoje oczy i uśmiechając się delikatnie. Zaraz jednak je otworzył i spojrzał przed siebie, w rozpościerające się, nieskończone niebo Zaświatów.
Zebrał po raz ostatni swoją energię i uwolnił ją, tworząc kolejną, tym razem słabszą eksplozję, chcąc jeszcze bardziej poczuć swoją nową siłę.
- HAAA!!! - ziemia zadrżała, a ścierające się chmury głośno zagrzmiały.

_____
Koniec treningu - transformacja w Super Saiyanina 3.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1346

Powrót do góry Go down

Re: Battlefield Royale

Pisanie by Sponsored content



Sponsored content


Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach