Go down
Admin Vados
Admin Vados
No.1 Vados' Fangirl
Liczba postów : 43

Góry Tsurumai-Tsuburi Empty Góry Tsurumai-Tsuburi

on Sro Sie 28, 2019 11:52 am
Wielkie pasmo zlodowaciałych gór, z których nigdy nie znika pokrywa lodowa. Odwiedzającym radzimy ubrać się ciepło i zabrać ze sobą zapas jedzenia, gdyż w tych górach łatwo się zgubić, a także - zamarznąć na śmierć.

Góry Tsurumai-Tsuburi 700?cb=20121124202439
Kurisu
Kurisu
Liczba postów : 21

Góry Tsurumai-Tsuburi Empty Re: Góry Tsurumai-Tsuburi

on Sro Sie 28, 2019 4:51 pm
Kawał lodu, w którym znajdował się bohater, dryfował na wodzie w zamkniętym zbiorniku. Pęknięć w lodzie pojawiało się coraz więcej. Kurisu próbował rozepchać na boki ciasną szczelinę, lecz zdawało się to być o wiele trudniejsze, niż można było się spodziewać. Po chwili mógł poruszać palcami u ręki, która była skierowana do góry. Najpierw zacisnął pięść, a następnie wyprostował płasko dłoń. Skupił w niej energię, aby następnie wystrzelić kiai przez pękniętą szczelinę. Uderzenie wystrzeliło kawałki lodu do góry, robiąc wąską dziurę w lodzie. Na tyle wąską, aby można było się z niej wyślizgnąć. Chłopak skupił całą swoją siłę w nogach i wystrzelił przez dziurę do góry robiąc kolejny wystrzał kawałkami lodu. Zrobił kilka salt w powietrzu, aby móc w miarę rozsądku delikatnie upaść na brzeg. Gdy jego stopy dotknęły lodowatej powierzchni, chłopak od razu poczuł, jak zaczyna robić jeszcze jeden obrót, tyle że do tyłu. Jego nogi wystrzeliły do przodu a on upadł na plecy przywalając twardo tyłem głowy o twarde podłoże. Energicznie podniósł się do pozycji siedzącej po turecku a rękoma zaczął czochrać się po głowie.
- Ajajajaj! - Zajęczał głośno z bólu, ale zaraz chwilę później wstał na nogi i zaczął się rozglądać. Znajdował się w jakiejś lodowej jaskini, za nim był mały zbiornik wodny wraz z dryfującym kawałem lodu na jej tafli. Zaczął zastanawiać się jakim cudem tutaj trafił, nie kojarzył tego miejsca. Ta lodowa jaskinia musiała ''stworzyć się'' w czasie, kiedy chłopak hibernował w lodzie. Mogło być też tak, że lód mógł trafić do jakiejś jaskini podwodnej i wodnymi korytarzami dopłynęła tutaj do ujścia. Spojrzał się w głąb wody, ale nie było widać żadnego podwodnego tunelu. Nie zamierzał nawet maczać się z powrotem w tej lodowatej wodzie. Gdy odwrócił się znowu w tył, zauważył mały korytarz. Pomyślał, że może tędy uda mu się wyjść na zewnątrz, tak więc poszedł w tym kierunku. Jednak po jakimś czasie wędrówki zauważył, że korytarz rozdziela się na kilka innych. No świetnie, labirynt - pomyślał. Pewnie będzie musiał sprawdzić każdy korytarz po kolei, aby znaleźć wyjście. Zależało mu na tym, aby jak najszybciej opuścić to miejsce, dlatego zaczął biec. Bieganie po lodowym labiryncie może posłużyć też jako rozgrzewkowy trening po długim czasie w bezruchu. Zaczął biegać szukając wszędzie wyjścia, korytarze rozdzielały się na jeszcze więcej tuneli. Bieganie na pewno dobrze mu zrobi na początku a przy odrobinie szczęścia może też znajdzie wyjście?

Start treningu - statystyki.
Kurisu
Kurisu
Liczba postów : 21

Góry Tsurumai-Tsuburi Empty Re: Góry Tsurumai-Tsuburi

on Czw Sie 29, 2019 6:42 pm
Po jakimś czasie biegania chłopak zatrzymał się na chwilę, aby przysiąść na lodowej podłodze opierając się plecami o lodową ścianę. Nieco się zmęczył biegając po rozgałęzionych korytarzach i musiał przez chwilę odetchnąć. Swoją głowę również oparł o ścianę lodu, kiedy zastanawiał się nad tym ile czasu spędził w lodowej bryle. Stracił poczucie czasu i nie miał pojęcia ile to mogło być - parę godzin? Dni? Tygodni? Nie potrafił sobie odpowiedzieć na to pytanie. Bardziej był skupiony na tym, aby opuścić to miejsce. Wtedy zauważył, że nad jego głową znajduje się wąski przesmyk. Postanowił wstać i podskoczyć, aby włożyć swoją głowę i rozejrzeć się. Złapał się rękoma o krawędź i rozejrzał się na prawo i lewo. To był wąski i mały, okrągły przesmyk, podobny jak do wentylacji w niektórych budynkach. Chłopak czuł w nim przeciąg, więc czołgając się w stronę góry powinien znaleźć wyjście. Tak też chciał zrobić i wszedł cały do środka. Wtedy zauważył, że w środku znajduje się też trochę śniegu. Odpychając się nogami do góry chłopak pośliznął się nogami i stracił podparcie. Zaczął lecieć prosto na dół wraz z kupką śniegu jak w zjeżdżalni w parku wodnym. Zaczął nabierać coraz większej prędkości, przy zakrętach dawał radę lekko wyhamowywać, lecz graniczyło to z cudem, gdyż wszystko tutaj było z twardego lodu. Na samym końcu tunelu Kurisu wystrzelił i przeleciał kilka metrów dalej, zanim upadł na skalną powierzchnię. Miał twarde lądowanie tyłkiem, ale mocno się nie pobijał. Szkoda tylko, że tak mocno nabrał prędkości, gdyby tak daleko nie poleciał to trafiłby na kupkę śniegu, którą ominął w locie. Ten śnieg musiał tutaj wlecieć przez ten ''szyb''. Ciężko podniósł się z podłoża i zaczął energicznie ocierać dłońmi po ramionach. Zrobiło mu się o wiele zimniej, więc musiał w tej chwili choć trochę się rozgrzać.

Koniec treningu.
Kurisu
Kurisu
Liczba postów : 21

Góry Tsurumai-Tsuburi Empty Re: Góry Tsurumai-Tsuburi

on Pią Sie 30, 2019 4:43 pm
Chłopak lekko ogrzał swoje ramiona ocierając je dłońmi. Po pewnym czasie mógł kontynuować swoją ''ucieczkę''. Znajdował się teraz w dosyć sporej jaskini pokrytej lodem i śniegiem, nad jego głową zwisały duże sople. Nie było stąd żadnego wyjścia, jedynie mały przesmyk na suficie, przez który dostawało się powietrze i śnieg. Tą stroną właśnie przybył chłopak i raczej nie ma szans, żeby się tamtędy wydostał. Wiatr powiewał przez dziurę dosyć mocną siłą i w dodatku wciągał ze sobą śnieg. Gdy się nieco porozglądał zobaczył, że w jednej ze ścian jaskini jest dziura, lecz została ona zamknięta lodową, przeźroczystą ścianą. Chłopak podszedł bliżej i położył swoją dłoń na ''lodowym oknie''. Położył też drugą dłoń i zbliżył swoją twarz bliżej, aby przejrzeć przez jej powierzchnię, co znajduje się po drugiej stronie. Widział horyzont, lodową pustynię. To tutaj znajdowało się wyjście. Musiał rozwalić tę ścianę. Zrobił krok do tyłu, a następnie ustawił się w pozycji do uderzenia, wziął zamach prawą ręką i wykonał cios pięścią w lód. Po chwili bohaterowi oczy wyszły z orbit a on energicznie machając nadgarstkiem dmuchał na zaczerwienioną pięść i przy tym skacząc w akompaniamencie bólu. Nawierzchnia ściany nie zniszczyła się ani trochę. Kurisu odskoczył kilka metrów do tyłu i zaczął patrzeć się na ścianę z powagą i złością na twarzy. Dobra, muszę to zrobić inaczej - powiedział w swoich myślach. Zagiął w połowie swoją rękę i zaczął skupiać w niej swoją energię. Przymknął na chwilę oczy, zaczął czuć jak ciepło z jego serca zaczyna przenosić się przez tors, ramię i kończąc na dłoni. Miał zamiar rozwalić ścianę lodu przy pomocy kiai. Nagle szybko otworzył swoje oczy i energicznie wyprostował swoją rękę z wyprostowaną, płaską dłonią. Energia z jego nadgarstka wystrzeliła prosto w ścianę, lekko rozchodząc się po bokach, podłodze i suficie. Powtarzał tą czynność kilka razy, kiedy lód zaczynał stopniowo pękać na środku.

Start treningu - statystyki.
Kurisu
Kurisu
Liczba postów : 21

Góry Tsurumai-Tsuburi Empty Re: Góry Tsurumai-Tsuburi

on Sob Sie 31, 2019 7:41 pm
Po pewnym czasie powtarzania ciągle jednego uderzenia, duże sople lodu zaczęły pękać u podstawy sklepienia sufitu jaskini. Kurisu usłyszał pękanie lodu, dźwięk wydobywał się nad jego głową. Odwrócił swoją głowę ku górze i zobaczył, jak wielki i ostry sopel spada na niego. Chłopak w ostatnim momencie zrobił unik robiąc salto w tył, przy tym odbijając się raz rękoma od podłoża. Popatrzał się przez chwilę jak sopel wbił się w nawierzchnię. Mało brakowało, żebym został szaszłykiem - powiedział w myślach. W tym czasie zaczęły pękać kolejne sople, na twarzy chłopaka pojawiła się powaga, skupienie i gotowość. Zaczął robić uniki między nierównomiernie spadającymi, lodowymi kolcami. Uniki robił robiąc ciągle salta do tyłu i odbijając się rękoma od podłogi. Wykonywał uniki przez dłuższy czas, spadło na dół mniej więcej 30 sopli. Po ostatnim nastała cisza, którą zaraz chłopak zagłuszył swoim oddechem. Oparł się rękoma o kolana i zaczął ciężko oddychać. Dobra, to było niezłe - pomyślał, po czym spojrzał się na lodową ścianę, którą próbował wcześniej rozwalić. Nie mam już sił - dodał na koniec w myślach. Ściana była już mocno popękana, wystarczyło by tylko jedne, potężne uderzenie, aby je rozwalić. Chłopak zrobił kilka kroków przechodząc najdalej jak się da na wprost od zamrożonego wyjścia. Zaparł się mocno nogami, aby przygotować się do szarży. Zacisnął mocno swoje mięśnie w nogach i wybił się na wprost tak mocno, ile tylko potrafił. Zaczął biec te kilka metrów nabierając większej prędkości, aby ramieniem przebić się na drugą stronę. Wleciał z impetem w lodową ścianę, która pękła pozostawiając niewielką dziurę, wymiarowo pasującą do sylwetki i wzrostu chłopaka. Pęknięty lód wystrzelił do przodu, chłopak znajdował się już po drugiej stronie. Na jego twarzy zaczął pojawiać się uśmiech, lecz momentalnie zanikł, gdy chciał się zatrzymać zapierając się nogą o ziemię, ale pod stopą nie czuł gruntu. Spojrzał na dół i zobaczył, że do lądu dzieli go wielki, lodowy kanion, na którym samym dole znajdował się wąski, wodny przesmyk. Chłopak ledwo się cofnął, stał zaledwie na połowie stopy.
- Łoo! Łoo! Łooo! - Zaczął lekko krzyczeć i wymachiwać rękoma, gdy tracił równowagę i gibał się do przodu i tyłu. Od spadnięcia na dół dzieliło go tylko o jeden, mały włos. Jednak po krótkiej chwili Kurisu złapał równowagę, a na jego twarzy pojawiło się zażenowanie, po jego czole spłynęła wielka kropla potu.
- Nie powinienem się bać wysokości, przecież potrafię latać... - Chłopak uniósł się w powietrzu, lekko do góry, gdy zaczął łapać w swoje płuca więcej świeżego powietrza i zaczął rozglądać się po lodowym pustkowiu. Zawiał zza jego pleców wiatr, który dał mu jasno do zrozumienia, że jest tu o wiele zimniej. Zaczął znowu ocierać swoje ramiona dłońmi, aby choć trochę się ogrzać.

Koniec treningu.
Kurisu
Kurisu
Liczba postów : 21

Góry Tsurumai-Tsuburi Empty Re: Góry Tsurumai-Tsuburi

on Wto Wrz 03, 2019 9:02 pm
Kurisu unosił się przez pewien czas nad szeroką i głęboką skarpą, kiedy ocierał się o ramiona, by nie zamarznąć z powrotem na lód. Jego strój w tej chwili nie był odpowiedni do panującego klimatu tej części Ziemi. Wszędzie wokół był tylko śnieg, lód, woda i góry. No i ogromne skarpy, z których upadek mógłby skończyć się fatalnie. Na szczęście zwykli ludzie nie zapuszczali się tak daleko w te rejony, a nasz bohater potrafił sobie radzić w takich warunkach. Nagle usłyszał zza pleców dziwny, ale znany już wcześniej dźwięk. Chłopak odwrócił się do tyłu, ale za nim była tylko skarpa a zaraz za nią wzgórze. Dźwięk dobiegał z góry, mniej więcej pomiędzy skarpą a niedaleko oddalonym wzgórzem. Chłopak z zainteresowaniem wypisanym na twarzy zaczął powolnie unosić się coraz wyżej. Gdy był już mniej więcej na tej samej wysokości, zobaczył małe jeziorko, dolinę ze wzgórzem i pełno małych, czarno-białych stworzonek.
- Łoo! Pingwiny! - Krzyknął z radością na twarzy. Zaczął szybko do nich lecieć, aby rzucić się prosto na zgromadzone stado, by przytulić ich do siebie jak najwięcej. Jednak kiedy zaczął się już zbliżać, pingwinki szybkim ruchem zaczęły uciekać w różne kierunki a chłopak upadł na kupkę udeptanego śniegu. Oparł się rękoma o podłoże i podniósł głowę do góry, kiedy trochę śniegu zostało mu na włosach i twarzy.
- Czemu uciekacie? Nie lubicie mnie? - Zapytał z grymasem smutku na twarzy, gdy patrzył na odchodzące pingwiny od niego. Poruszały się dosyć śmiesznie, ponieważ przechylały swoje małe, tłuste ciałka na boki, machając przy tym swoimi skrzydełkami do góry i w dół. Były jak grubiutkie ptaszki, które nie potrafiły latać. Niektóre stały przy małym jeziorku łowiąc ryby. Chłopak wstał i otrzepał się cały ze śniegu, a następnie spojrzał na wzgórze. Pomyślał, że to może być dobry punkt widokowy. W końcu nadeszła pora, aby ustalić, w którym kierunku się udać. Przecież nie miał zamiaru siedzieć dalej sam na tym lodowym pustkowiu. Zaczynało mu brakować drugiej duszy. Jakaś chwila zleciała, zanim chłopak wspiął się na wzgórze. Na samej górze było widać z różnych stron góry i puste, ośnieżone doliny na horyzoncie. Ani śladu jakiejkolwiek cywilizacji. Postanowił się jeszcze trochę porozglądać, może coś znajdzie? Rozejrzał się wszędzie wokół siebie, ale nie było widać żadnego, ciekawego miejsca. Zamiast tego obok niego zaczął przechodzić sobie jeden z pingwinów. Od razu zwrócił uwagę bohatera.
- Hej! Chodź do mnie! - Miał zamiar go złapać. Rzucił się, aby złapać go obiema rękoma. Jednak pingwin zdawał się być sprytniejszy, niż mu się zdawało. Złapanie go to będzie nie lada wyzwanie.

Start treningu - statystyki.
Kurisu
Kurisu
Liczba postów : 21

Góry Tsurumai-Tsuburi Empty Re: Góry Tsurumai-Tsuburi

on Czw Wrz 05, 2019 6:56 pm
Po dłuższym czasie chłopakowi udało się w końcu złapać pingwinka. W odpowiedniej chwili rzucił się w jego stronę, aby obiema rękoma złapać go po bokach. Kurisu leżał cały w śniegu, wystawały tylko jego ręce, które trzymały zdobycz. To nie jest takie proste jak niektórym może się wydawać! W wiosce, w której bohater niegdyś mieszkał, panowała wśród dzieci zabawa polegająca na zjeżdżaniu na pingwinach zamiast na sankach. Pingwinom nie działa się krzywda, zawsze po jednym zjeździe były wypuszczane wolno. Chłopak wstał razem ze śniegiem na ramionach i głowie i zaczął rozglądać się za odpowiednim zjazdem. Znajdował się wysoko na wzgórzu, po jego lewej stronie był odpowiedni teren. Wyskoczył wysoko do przodu wraz z pingwinem pod dupą a za nim posypał się śnieg z ramion. Upadł na pingwinie na udeptany śnieg, po czym od razu zaczął na nim zjeżdżać prosto na dół wzgórza. Pingwinek nabierał większej prędkości na śniegu niż zwykłe sanki, dlatego frajda z tego była lepsza. Na twarzy Kurisu widniał uśmiech, było widać, że świetnie się bawi. Z oddala można było słyszeć przez chwilę jego krzyki ''Łaaa!''. Nagle Kurisu dostrzegł lodowe ''kamienie'', których nie dostrzegł wcześniej z wysoka. Musiał zacząć manewrować pingwinem, aby nie wydarzyła się bolesna stłuczka, gdy nabierali coraz większej prędkości. Kilka razy o mały włos nie zderzyli się z twardym gruntem, biedne stworzonko było w lekkim szoku. Później pojawił się wyskok, z którego razem wystrzelili. Pod nimi znajdował się głęboki, lodowy kanion, nad którym dali radę przelecieć. Wylądowali miękko po drugiej stronie lądu. Zjeżdżali jeszcze przez jakiś czas, kiedy powierzchnia zaczęła się stopniowo wyrównywać, coraz mniejszą prędkością. W ten sposób chłopak dotarł do lodowej plaży, która była zaśnieżona. Woda przy lądzie również była zamrożona, lecz kawałek dalej lód był popękany na coraz większą skalę, aż ostatecznie dalej znajdowała się sama woda z dryfującymi odłamkami lodu. To był duży zbiornik wodny, zdaje się, że morze lub ocean. Chłopak zatrzymał się na pingwinie jeszcze przed zamrożoną wodą. Było tutaj pełno foczek (tak, zwierząt), niektóre pływały, wylegiwały się na lodzie lub łowiły rybki. Chłopak wstał, wtedy pingwinek powolnie zaczął od niego uciekać. Złapał się łapką za dolną część pleców i koślawo zaczął odchodzić z powrotem do swojego stada. Kurisu zrozumiał, że jest już za duży i za ciężki na takie zabawy, gdy spojrzał się na niego. Przypomniał sobie o swojej roli, pomyślał, że powinien zachowywać się bardziej dojrzale. Jednakże w tej chwili nikt go nie obserwował, nikt nie powinien o nim teraz źle pomyśleć. Był trenowany na wojownika, ochroniarza a bawi się w dziecinne zabawy. Od swojego nauczyciela już dawno pewnie by dostał po łbie za to. Z uśmiechem podrapał się po potylicy. Postanowił, że od teraz będzie bardziej dojrzały, tak powinien zrobić...

Koniec treningu.
Kurisu
Kurisu
Liczba postów : 21

Góry Tsurumai-Tsuburi Empty Re: Góry Tsurumai-Tsuburi

on Pon Wrz 09, 2019 12:04 am
Kurisu siedział przez nieokreślony czas na odśnieżonej skale i wpatrywał się w horyzont, który kończył się daleko za lodowym oceanem. Zastanawiał się nad swoją rolą w tym świecie. Kapłan pokazał chłopakowi tylko jak używać mocy, nie wiedział jak ją wykorzystywać. Idąc dalej w natłoku myśli dotarł do punktu końcowego, po którym aż wstał na równe nogi otrzepując rękoma swój tyłek.
- Kapłan nie nauczył mnie najistotniejszej rzeczy - sztuk walki. Nie będę w stanie się obronić, jeśli nie nauczę się jak się bić. - Chłopak rozejrzał się wokół. Wciąż było tutaj pełno tych wodnych stworzeń. Na wodzie dryfowało wiele lodowych platform, które nie były zajęte przez nikogo. Postanowił wykorzystać otoczenie i skacząc po popękanym lodzie przemieszczał się wgłąb zbiornika wodnego. Oddalił się kawałek i trafił na taki większy kawał platformy, który nie był złączony z żadnej strony z brzegiem. Postanowił tu się zatrzymać na środku. Nie mógł za bardzo stanąć bliżej krawędzi, ponieważ powierzchnia, po której się poruszał przechylała się i mógłby wpaść znów do lodowatej wody, tym razem jeszcze gorzej bo by został przygwożdżony lodem. Stał i zastanawiał się. Musiał najpierw dobrać odpowiednią pozycję, aby móc zacząć walkę. Popatrzył na swoje ręce i nogi, gdy przemieszczał je pod inną pozycję (stanął tak jak na obrazku w podpisie). Tak, to będzie wygodna pozycja - pomyślał. Na jego twarzy pojawiła się powaga, gdy zaczął się zastanawiać co dalej. Co powinienem teraz zrobić, gdy przeciwnik mnie zaatakuje od frontu? Wyobraził sobie cień, który jakby stał przed nim i zaczął w spowolnionym tempie wykonywać uderzenie pięścią. Chłopak zrobił krok do tyłu, stając bokiem i tym samym robiąc unik. Gdy ręka przeciwnika powróciła na poprzednią pozycję, chłopak również stanął w poprzedniej pozycji. Ponowił się atak, lecz tym razem drugą ręką. Chłopak zrobił to samo co wcześniej, lecz drugą nogą i w drugi bok. Zrobił kilka powtórzeń, po czym stanął prosto. No dobrze, a jak zablokować cios? Popatrzył się na swoje dłonie, uznał że będzie robić to przedramieniem i łokciem. Znów wyobraził sobie przeciwnika-cienia. Nadchodził od niego atak, który chłopak zablokował łokciem, powtórzenie, druga ręka. Powtarzał czynność kilka razy, zaczął robić to coraz szybciej. Tak się na tym skupił, że przestał zwracać uwagę na to, co jest wokół niego. Poza lodową platformą była tylko nicość, czerń. Chłopak wpadł na pomysł, że może to robić też nogami. Kilka razy zablokował atak kolanem, raz jednym a raz drugim. Nadeszła kolej na kontratak. Chłopak zaczął wykonywać uderzenia. Z początku mizernie, lecz im dłużej to robił, robił to coraz pewniej, płynniej i celniej. Z ataków wykonywanych w tors zaczął przechodzić w ataki w głowę i twarz. Do tego doszły kopnięcia, które robił z dużym zamachem, co lekko spowalniało ruch lecz nadawało temu więcej siły. Im szybciej chłopak się poruszał, tym dryfujący lód zaczął coraz bardziej kołysać się na wodzie. Kurisu jednak nic sobie z tego nic nie robił. Ciężko było stwierdzić, czy było to spowodowane koncentracją na nauce i pewności siebie czy bardziej niezdarnością. Później chłopak zaczął mieszać wszystkie ruchy, wtedy rozpoczęła się już walka z cieniem. Ataki, kopnięcia, uniki, bloki, kontrataki. Wtedy usłyszał ryczenie, które wybiło go z rytmu i przestał walczyć. Spojrzał się na brzeg i zobaczył, jak polarny niedźwiedź stoi na dwóch, tylnych łapach i próbuje zaatakować stado foczek. Czyżby miała rozegrać się walka o jedzenie? Prawdopodobnie przyszedł tutaj łowić ryby, ale to łowisko jest już zajęte. Chłopaka zachwiało do tyłu, prawie przewrócił się na plecy. Zdał sobie sprawę, że platforma bardzo się rozbujała na wodzie i zaczęła pękać w niektórych miejscach. Musiał szybko wrócić na brzeg. Zaczął skakać po zamarzniętej wodzie z jednego punktu do drugiego kierując się na ląd. Wylądował pomiędzy misiem polarnym a fokami, które zbierały się do ewakuacji. Chłopak kilka razy machnął nadgarstkami w stronę niedźwiedzia. Jego futro było białe jak śnieg.
- Uspokój się. To miejsce jest zajęte. Idź sobie, proszę. - Mowa nic nie dawała, ponieważ niedźwiedź szykował się do ataku na chłopaka. Na jego twarzy pojawił się przez chwilę strach, ale szybko strach został zamieniony w powagę i skupienie. Chłopak stanął w pozycji bojowej. Niedźwiedź zamachnął się łapą w stronę chłopaka, kiedy on z lekkością zrobił bez problemu unik na bok. Obaj zdziwieni popatrzyli się na siebie, po czym niedźwiedź kontynuował atak drugą łapą. Znów to samo, unik na drugi bok. Wtedy dziki zwierz wpadł w drapieżną furię i zaatakował rzucając się na chłopaka obiema łapami. W tym czasie Kurisu bez problemu zrobił unik skacząc do góry. Zrobił kilka salt w powietrzu do tyłu i upadł stopami na glebę kilka metrów przed niedźwiedziem. Chłopak nabrał pewności siebie a na jego twarzy pojawił się uśmiech.
- Jesteś wolny jak byś się w smole babrał. Teraz moja kolej. - Wyskoczył jedną nogą prosto na niedźwiedzia, gdy ten wpadł w chwilowy szok, gdy zobaczył, z jaką prędkością chłopak się porusza. Stracił Kurisu na chwilę z oczu, a potem otrzymał potężnego kopniaka w podbródek, który sprawił, że polarny miś przewrócił się na plecy. Kurisu stanął w nauczonej pozycji, miał szykować się już do ataku gdy zobaczył, że jego przeciwnik trzymając się łapą za głowę gwałtownie zbiera się ze śniegu i zaczyna uciekać w przeciwnym kierunku. Chłopak zdziwiony stanął prosto i zaczął się zastanawiać nad zaistniałą sytuacją. Czy to możliwe, by sztuki walki dały taką przewagę w walce? Kiedy ja tak urosłem w siłę? - zaczął się zastanawiać, gdy ze zdziwieniem patrzył na swe dłonie. Okoliczne foki w podzięce za uratowanie terytorium zeszły się wokół bohatera i zaczęły mu prezentować cudowną pieśń. Słońce powoli zachodziło leniwie chowając się za chmurami, zaczął wzmagać się wiatr. Zaczynał padać śnieg, zaczynało robić się ciemniej, zaczynało robić się jeszcze zimniej. Chłopak złapał za swe ramiona, gdy bardzo mocno odczuł spadek temperatury. Jego wyraz twarzy jasno mówił, że zaraz zamarznie, jeśli czegoś nie zrobi. Ale gdzie się teraz udać? Co zrobić?

Edit:
Postanowił, że uda się po prostu przed siebie. Cóż miałby innego zrobić w tej sytuacji? Miał tylko nadzieję, że w końcu dokądś dotrze.
Z tematu > wioska.

Trening sztuk walki.
Sponsored content

Góry Tsurumai-Tsuburi Empty Re: Góry Tsurumai-Tsuburi

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach