Kuroyuki Aymi

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Kuroyuki Aymi

Pisanie by Aymi on Pon Sie 07, 2017 1:09 pm

Siedziała na jednym z konarów oparta plecami o pień. Dzień był pogodny, niebo błękitne, a słońce przygrzewało delikatnie. Dziewczyna zastanawiała się, czy dzisiejszy dzień również spędzi na ciężkim treningu pod okiem ojca. Nie żeby jej to przeszkadzało, i tak dawała z siebie więcej, niż wymagał tego mężczyzna. Sęk w tym, że ostatnie kilka tygodni wciągnęło ją w swego rodzaju rutynę. Uczyła się nowych rzeczy, ćwiczyła i starała się jakoś żyć, co było ciężkie, zważywszy wyrzuty sumienia. Nadal czuła, że to jej pojawienie się w domu Tensy spowodowało zniknięcie ich matki. W prawdzie brunetka upierała się, że to nie jej wina, ale dziewczyna swoje wiedziała.

Spędziła w domu przyjaciółki pierwsze dwa tygodnie, starając się jej jakoś pomóc w prowadzeniu domu i opiece nad siostrą. Tensa nie była na to kompletnie przygotowana, nawet zwykłych kanapek nie potrafiła zrobić bez samookaleczenia. Aymi wraz z nią uczyła się obowiązków domowych, zalążków gotowania, prania. Czasem też trochę poćwiczyły, szczególnie z rana, kiedy mała jeszcze słodko spała. Zaginiona kobieta jednak w dalszym ciągu nie wracała, a stalowooka czuła się źle z tym faktem.
Po dwóch tygodniach brunetka odstawiła ją do Kame, gdzie wkrótce pojawił się Haricotto. Ognostowłosa w pierwszym odruchu rzuciła się ojcu na szyję i najzwyczajniej w świecie rozpłakała. Naprawdę za nim tęskniła. Kolejne kilka tygodni trenowała pod jego okiem u Żółwiego Pustelnika, a później przenieśli się na bardziej stały ląd. Młoda halfka zdziwiła się, gdy tata zabrał ją do położonej w lesie wśród gór chatki. Już tu kiedyś była, z Tensą. Wtedy bała się wejść do środka, teraz zaś miała u boku Hariego, więc lęk odchodził w niepamięć. Przy górskim domku czekał na nich brunet, którego mgliście pamiętała z czasu ich pierwszego i jedynego spotkania. Patrzyła na niego zaciekawiona, gdy kłaniał się przed jej ojcem, nazywając go mistrzem. Tak jednak zaczęła się przygoda ze wspólnymi treningami, gdzie saiyanin odgrywał rolę mentora. Z początku dziewczyna traktowała Ryu z wyraźnym dystansem, z każdym kolejnym dniem wspólnych ćwiczeń jednak nabierała do niego coraz większej sympatii.

Szelest liści wśród gałęzi wytrącił ją z zamyślenia. Spojrzała w stronę niepokojących dźwięków, zauważając wielkie kocie cielsko otoczone zielenią. Uśmiechnęła się nieco pogodniej. Pantera zamruczała cicho i machnęła łbem, jakby chciała wskazać kierunek. Ay odwróciła wzrok w tamtą stronę, zauważając niewielki pojazd, który zatrzymał się w pobliżu chaty. Zsiadła z niego jedna osoba.
- Shiro – rzuciła krótko, zeskakując z drzewa, kocur zaś podążył za nią. Zbliżyła się do obcego z wielką ostrożnością. Był niższy, chudszy od niej, ale przede wszystkim… nie był nim a nią. Czerwonowłosa przekrzywiła lekko głowę, lustrując brunetkę od stóp do głów. Nieznajoma postawiła swój środek transportu, opierając go o pobliskie drzewo, dopiero wtedy odwróciła się w jej stronę i chyba zdała sprawę z jej obecności. Shiro zawarczał cicho, ale zaraz umilkł. Zza pazuchy ciemnowłosej wychylił się mały koci łebek, a jego właściciel zamiauczał.
- Dzień dobry – przywitała się obca, patrząc trochę niepewnie na panterę stojącą obok młodej dziewczyny. – Zastałam Haricotto?
Aymi uśmiechnęła się przyjaźnie, słysząc imię ojca. Jeśli to jego znajoma, to z pewnością była tu mile widziana. Podrapała za uchem wielkiego kocura i odesłała go ruchem ręki. Bez pomruku ruszył we wskazanym kierunku, tylko raz odwracając się do swojej pani, jakby chciał się upewnić, że nic jej nie będzie.
- Tak, ćwiczy ze Smokiem za domem – odpowiedziała nieznajomej i zaraz ruszyła w stronę budynku, wskazując gościowi, by podążała za nią. – Tatku, ktoś do ciebie! – zawołała, wchodząc w zakręt.[/color]
Zauważywszy ojca, podbiegła doń i wskoczyła mu na plecy. Uściskała go mocno, by zaraz cmoknąć obracającego się mężczyznę w nos i zeskoczyć na ziemię. Uśmiechała się przez cały ten czas.
- Idę z Shiro pobiegać. Wrócę niedługo, dobrze? – oznajmiła i zagwizdała. Pantera jak na komendę pojawiła się przy niej. – Później potrenujemy, Ryu. Pa, koleżanko taty!
Machnęła ręką w stronę zaskoczonej brunetki i zaraz pognała między drzewa. Zastanawiała się, kto wygra dzisiejszy wyścig.

Wizyty Aiko, bo tak miała na imię brunetka, która tamtego dnia odwiedziła saiyanina, stały się rzeczą częstą, a nawet pożądaną. Dla Aymi było to swego rodzaju urozmaiceniem towarzystwa, gdyż poza nielicznymi spotkaniami z Tensą większość czasu spędzała tylko z Ryu i Harim. No i z Shiro, oczywiście, chociaż tu na brak zmian nie narzekała. Wraz z nowopoznaną brunetką zawsze przybywała kicia o dźwięcznym imieniu Mruczka, która to, o dziwo, większość czasu wizyt spędzała na grzbiecie przerośniętego kocura. Zawsze trzymała się blisko właścicielki, ale widać było, że zwierzęta bardzo się polubiły. Za to młodej halfce spodobały się zdolności Aiko do majstrowania przy wszelkiego rodzaju urządzeniach. W przeciwieństwie do reszty nie była ona wojownikiem, a zwykłą dziewczyną z zajawką względem mechanizmów.
Mimo mile spędzanego czasu w towarzystwie, czerwonowłosa potrzebowała też chwil dla siebie. Dość często zdarzało jej się znikać gdzieś w gąszczu i wracać bardzo późno. Wymykała się tak nawet wtedy, gdy ojciec dawał jej wolne. Co wówczas robiła? Oczywiście, że trenowała. Odkąd Haricotto pokazał jej formę Super Saiya-jina, cały czas próbowała przejść przez tę transformację. Wiedziała, że może tego dokonać, jednak im bardziej się starała, tym gorzej jej wychodziło. Próbowała się złościć tak, jak radził jej brunet, lecz jedyne, do czego dochodziła, to nadmierna utrata energii. Czuła delikatny przypływ mocy, ale to nie było to samo, co emanowało z ciała ojca, gdy stawał się blondynem. To najbardziej ją frustrowało, a mimo że gniew miał być inicjatorem przemiany, złoszczenie się na własne niepowodzenia wcale nie przyspieszało pożądanych efektów. Aymi dochodziła nawet do wniosków, że wszystko to jest winą jej braku samokontroli. W końcu zarówno Tensa, jak i ojciec cały czas kontrolują emitowaną dzięki transformacji energię. Może od tego powinna zacząć?

Tego popołudnia młoda Kuroyuki postanowiła wcielić swój mały plan w życie. Miała zamiar opanować emisję energii wydobywającej się z jej ciała, a także dzięki temu nauczyć się czegoś nowego. Stanęła w lekkim rozkroku, koncentrując się na własnej ki, a już po chwili powietrze wokół niej zaczęło falować. Wyciągnęła przed siebie ręce i skupiła na nich całą uwagę. Jeśli uda jej się ograniczyć emisję tylko do dłoni, reszta pójdzie już łatwiej. A przynajmniej tak zakładała. Mimo usilnych prób opanowania mocy płomiennowłosa sama czuła, jak dużo ulatuje jej z ciała, tak po prostu. Przerwała, dysząc ciężko. To z pewnością nie miało tak wyglądać. W jej wyobrażeniach powinna skoncentrować ki w jednym miejscu i ograniczyć jej wypływ z pozostałych, ale nie tak, jak w przypadku tworzenia techniki, tylko po prostu. Usiadła na trawie zrezygnowana, a chwilę później już leżała, wpatrując się w obłoki chmur ponad drzewami.
Sięgnęła po nie dłonią i przyjrzała się jej uważnie. A może to nie o to chodziło? Przecież tata w formie złotowłosego uwalniał moc całą powierzchnią ciała, a jednak miał nad tym kontrolę. Usiadła, wpatrując się we własne ręce. Skrzyżowała nogi, splotła ze sobą palce i odetchnęła głębiej. Przymknęła powieki, koncentrując się na własnym wnętrzu. powoli zaczęła roztaczać ki wokół siebie, jednocześnie starając się ograniczyć to tylko i wyłącznie do powierzchni własnej skóry. Niemal czuła, jak energia z niej odparowuje. Wyobraziła sobie, że w każdej części ciała posiada ograniczniki, zaworki jak te, które pokazywała jej Aiko, gdy majstrowała przy rurach w domu. Samą świadomością zakręcała kurki, oddychając przy tym miarowo. Nawet nie zwróciła uwagi, kiedy ta metoda zaczęła przynosić pierwsze rezultaty. Instynktownie zaczęła kumulować czystą ki między dłońmi, a już chwilę później czuła między palcami przyjemne ciepło. Otworzyła oczy, zauważając małą, świecącą kulkę stworzoną z jej energii. Uśmiechnęła się pod nosem i zniwelowała wypływ mocy niemal do zera. Teraz czuła to wyraźnie. Jej własna moc była pod kontrolą. Była z siebie zadowolona, gdyż doszła do tego wszystkiego sama. Opadła zmęczona na miękką trawę, przymykając powieki, a chwilę później zasnęła z szerokim uśmiechem na twarzy.

Las był gęsty, jak zawsze zresztą. Dzień również wydawał się pogodny. Bawiła się z małym Shiro wśród drzew, gałęzi i liści. Najpierw on gonił ją, a później ona jego. Dlaczego więc ten obraz wydał się dziwny młodej czerwonowłosej stojącej na uboczu? Ruda kobieta wyszła z domu, wołając córkę po imieniu. Nie było nic niezwykłego w śmiechu, w radości i szczęściu tej dwójki. Przepraszam, trójki, kot też przecież stanowił część rodziny. Zgrzyt pojawił się wraz z furkotem silnika zbliżającej się do chaty furgonetki. Obserwatorka poczuła przebiegający po jej plecach zimny dreszcz, a potem rzeczywistość zdawała się przesunąć.
Zgliszcza, ogień i chmury dymu. Na trawie leżała zmasakrowana matka, a nad nią płakała mała dziewczynka o krwistych włosach.
- Tak musiało być – usłyszała dziwnie znajomy głos za plecami. Odwróciła się gwałtownie, jednak nie zobaczyła rozmówcy, a kolejną scenę. Zeskakiwała z jadącego furgonu z kocim cielskiem na plecach, a blondynka leciała bokiem, po chwili wypuszczając w stronę samochodu potężną falę błękitnej energii. Pojazd eksplodował, pochłaniając kierowcę, Tensa zaś zaatakowała drugiego z żołnierzy, którzy ośmielili się je porwać. Przerażona dziewczyna z obciążeniem w postaci pantery pognała przez las, nawet nie patrząc, dokąd zmierza.
- Ty byłaś tego przyczyną – głos rozbrzmiał po raz kolejny, a gdy się odwróciła, widziała ki blasta uderzającego w bok ciężarówki przed przytułkiem. Jeden z pasażerów wypadł z auta, wpadając pod koła, kierowca zaś został poczęstowany serią z karabinu. Po wszystkim nastąpiła niewielka eksplozja, a wszędzie lały się hektolitry posoki.
- Wymigasz się od obowiązków? – Po raz kolejny wraz ze słowami zmienił się obraz. Była na polance, a przed nią wściekła brunetka, która ją zaatakowała. Aymi broniła się, czuła własny ból, mimo że tylko obserwowała. Obserwowała, jak własnoręcznie miażdży żebra przyjaciółki kolejnymi kopniakami, padając po chwili na kolana. Nieznajoma saiyanka przykucnęła przy wycieńczonej dziewczynie, ale wzrok miała utkwiony w tej drugiej, obserwującej.
- Może jednak coś z ciebie będzie – rzuciła z wrednym uśmiechem, a w następnej chwili nastąpiło szarpnięcie i stalowooka znalazła się na wieży. Biały kocur wyleciał za barierki, ona sama rzuciła się na czarnego, a Tensa ścierała się z gadzim przeciwnikiem, okładając go wszystkim, czym tylko mogła. Oboje wlecieli z hukiem w ziemię, blondynka jednak nie zaprzestała ataku. Uderzała raz za razem, miażdżąc pysk stworzenia i znacząc własne ręce czerwienią. Błękitne oczy wpatrywały się w nią, a usta znaczył charakterystyczny i mrożący krew w żyłach uśmiech mordercy.
- Chcę do mamy... – płacz dziecka zwrócił jej uwagę. Znów była w domu brunetki, która tuliła do siebie pochlipującą siostrę.
- Przykro mi, to niemożliwe – szeptała małej pocieszająco, a chwilę później jej zimne spojrzenie padło na czerwonowłosą. – To wszystko przez ciebie. Przez ciebie nasza matka zniknęła, przez ciebie już nigdy nie wróci. Wynoś się.
Młoda halfka cofnęła się gwałtownie, czując wzbierające w oczach łzy. Chciała uciec, ale nie wiedziała dokąd. Gdy się odwróciła, stał przed nią ojciec z surową miną, a za nim Ryu i Aiko. Cała trójka wydawała się być na nią zła, choć Aymi nie była w stanie stwierdzić, za co.
- Nie jesteś moją córką – odezwał się nagle saiyanin, wyciągając w stronę stalowookiej dłoń, w której zaczął kumulować pocisk energetyczny. – Nigdy nią nie byłaś i nigdy nie będziesz. Stoisz mi na drodze. Znikaj. Przepadnij.Tego było zbyt wiele. Tyle przemocy, cierpienia, a teraz jeszcze ci, na których jej zależało, nie chcieli jej znać. W oczach miała łzy, które ograniczały ostrość widzenia. Potrząsnęła głową, robiąc krok w tył, a wtedy wokół niej pojawili się wszyscy, których do tej pory poznała. Babcia w przytułku przeganiała ją chochlą do zupy, przyjaciele rzucali w nią kamieniami, człowiek, którego uważała za ojca, wyrzekł się jej, a najgorsze... najgorsze przyszło na końcu. Rudowłosa kobieta patrzyła na nią z góry chłodnym wzrokiem.
- Żałuję, że cię urodziłam, mały demonie – rzuciła oschle, a zewsząd zaczęły do niej docierać krzyki i wyzwiska. Raz za razem słyszała „akai akuma”, nawet z ust własnej rodzicielki. Uciekła z płaczem.

Zerwała się z krzykiem z łóżka, rozglądając z przestrachem dookoła. Pościel miała kompletnie rozkopaną, wokół panowała tylko ciemność rozjaśniana blaskiem księżyca wpadającym przez okno. Była sama, z oczu ciekły jej łzy i nie mogła unormować oddechu. Po chwili drzwi się otworzyły i czarny cień przemknął ku niej, wskakując na posłanie. Poczuła na twarzy coś ciepłego, szorstkiego i mokrego, dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że to koci język. Wtuliła się w miękką sierść i płakała jeszcze przez kilka minut, aż znów nie zasnęła. Tym razem jednak Shiro czuwał zarówno nad nią, jak i jej snami. Koszmary więcej jej nie nawiedzały.

Rozczochrała włosy Smoka na wszystkie strony. Co on właściwie z nimi zrobił? Poleciał gdzieś na kilka dni i wrócił obcięty jak te dziwne, kudłate psy z miasta. Jak oni je nazywali? Pudle? Dziwne imiona ludzie im nadają, naprawdę. Chociaż to, co zostało z długich, ciemnych kosmyków Ryu, było jakąś porażką. I tłumaczył się, że to wina jego sióstr.
- No, teraz wyglądasz trochę bardziej jak tata – podsumowała, przyglądając się krytycznie swoim machinacjom. W prawdzie coś jej w tej fryzurze się nie zgadzało, ale efekt był przynajmniej dobry. Teraz włosy sterczały mu na wszystkie strony, a jeden dłuższy kosmyk opadał na prawo, co dodawało chłopakowi swoistego uroku. Uśmiechnęła się do niego pogodnie, a stojący z boku Shiro tylko mruczał coś pod nosem, jakby chciał dodać swój komentarz. Aymi widząc to, uśmiechnęła się zadziornie i rzuciła na kociego przyjaciela, powalając go na ziemię.
Dla bruneta ta scena mogła się wydawać dziwna: czerwonowłosa dziewczyna walcząca z panterą. Jednak przez te wszystkie miesiące obcowania zarówno z nią, jak i samym Shiro zdążył przywyknąć do relacji między tą dwójką. Jak drastycznie nie wyglądałyby ich starcia, kocur nigdy nie robił młodej krzywdy, wręcz przeciwnie – zawsze stawał w jej obronie. W pierwszych dniach gdy stalowooka przyprowadziła panterę do chaty, przedstawiając jako swojego przyjaciela, Ryu sam się o tym przekonał. Podczas wspólnych treningów zdarzało się, że powalił dziewczynę na ziemię, a wtedy kot interweniował, wkraczając między nią a napastnika. Widział, z jaką cierpliwością halfka tłumaczy drapieżnikowi, że nic jej nie grozi i nie potrzebuje wsparcia, a mimo to zwierz zawsze uważnie obserwował ich starcia i jakby tylko wyczekiwał odpowiedniego momentu, by rzucić się brunetowi do gardła. Z czasem te instynkty osłabły, a kocur stał się tylko biernym obserwatorem, ale to dało brunetowi sporo do myślenia w kwestii więzi między córką mistrza a jej panterą.

Tak oto minął rok spędzony u boku bliskich. Rok pełen ćwiczeń i przemyśleń. Teraz Ay miała więcej niż kiedykolwiek, czy jednak na długo?

Postępy osiągnięte po roku:

- Kontrola KI
- Explosive Wave [Shōgekiha]

_________________
Koniec prawie zawsze jest początkiem...

avatar

Aymi
Mistrz Gry

Liczba postów : 234

Powrót do góry Go down

Re: Kuroyuki Aymi

Pisanie by Laptor on Wto Sie 08, 2017 9:29 am

Przeczytane.

"Opadła zmęczona na miękką trawę" -> Zaczyna się sen -> Kończy się sen -> "Zerwała się z krzykiem z łóżka"

_________________
Ore ni kateru no wa, ore dake da
______________________________________________________
avatar

Laptor
Mistrz Gry

Liczba postów : 1178

http://www.invincible.oxn.pl

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach