Super Dragon Ball PBF - Another Universe
Forum jest w fazie przebudowy. Jest otwarte dla graczy, ale należy pamiętać o możliwości zmian w mechanice.

Share
Go down
avatar
Admin
No.1 Whis' Fanboy
Liczba postów : 357
http://dbanotheruniverse.forumpolish.com

Siedziba Naraki

on Sob Lip 09, 2016 4:48 pm
Miejsce, a dokładniej prowizoryczna wioska, jaka została na szybko wybudowana przez Nameczan, którzy poszli za swoim nowym liderem, Naraką. Wejścia do tego miejsca pilnują strażnicy, podobnie jak w przypadku Saichoro.
Naraka nie posiada swojego specjalnie ukrytego domostwa, oczywiście swój własny dom ma, ale mieszka w gronie swoich pobratymców.
Gość
Gość

Re: Siedziba Naraki

on Sob Cze 03, 2017 12:34 am
To był jeden z nielicznych regionów nameczańskiej planety, którego Laptor jeszcze nie przeczesywał. Powinien tutaj spotkać Narakę, którego wypluł i darował życie, by później je zabrać w imię służby u majina. Region ten generował kilka energii, to pewne. To byli ci nameczanie, którzy mogli poprzeć Laptora, chociaż była na to mała szansa, pewnie i tak wszystkich zmusi swoją mocą, a jak nie? Po prostu zginą. Może nawet wybiorą śmierć dobrowolnie, w końcu to planeta głupców. Nie pamiętał już dokładnie położenia smoczych kul na statku kosmicznym Coolera, jednak wydawało mu się, że w tym kierunku dostrzegał świecącą smoczą kulę na radarze. Czy to była prawda, czy może jego pamięć platła mu figle? Za chwile miał się właśnie przekonać, ponieważ w tym kierunku zmierzał dwuosobowy szwadron śmierci. Laptor z założonymi rękoma, oraz junior z czterema kulami ledwo utrzymując je...
Miał nadzieję, że zaczną z nim w końcu współpracować, ostatnio udawało mu się nieco szybko zbierać smocze kule, więc liczył na to i tym razem. Wszystko go już męczyło...
avatar
Haricotto
Admin/Time Patrol
Liczba postów : 1453

Re: Siedziba Naraki

on Nie Cze 04, 2017 2:50 pm
MG

Laptor lecą ze swoim sługusem, który niósł cztery Smocze Kule dotarł do siedziby Naraki. Tego samego, którego wchłonął i jednocześnie zniewolił. Na dole malowały się typowe dla Nameczan domki w białym kolorze i o kulistych, wypukłych oknach. Do tego dobudowane prowizoryczne chatki z drewna, no i standardowo niewielkie poletka uprawne. Rolnictwo mieli chyba wszyscy we krwi, bez znaczenia na ostatnie podziały. Widząc nadlatującą dwójkę, na ich powitanie wyszli trzej Nameczanie. Wszyscy wyglądali tak samo, jedynie ubrania mieli różne. Pierwszy od lewej nosił szare szaty, ten po środku czerwone, a ostatni z nich nosił się na czarno. Stali w miejscu, nie ruszając się i obserwując ruch na niebie.
Zanim dwaj Majini zdążyli wylądować, jeden z Nameczan, ten stojący na samym środku, wyszedł krok przed szereg. Minę miał poważną, prawdopodobnie dlatego, że zdawał sobie sprawę, iż jego wódź został zniewolony. Postanowił więc rozegrać to grzecznie.
- Co Cię tu sprowadza, tajemniczy przybyszu? - zapytał. Ich polityka różniła sie od dobrotliwej polityki odłamu prowadzonego przez Saichoro, jednakże w tej sytuacji, należało dmuchać na zimne.

_________________
Gość
Gość

Re: Siedziba Naraki

on Nie Cze 04, 2017 8:40 pm
Laptor wylądował, nawet nie zwracał uwagi na trzech nameczninów, którzy pojawili się pierwsi, nie zareagował nawet na zadane pytanie, najpierw postanowił wylądować wraz z klonem, który słysząc głupie pytanie zielonego, lekko westchnął mając świadomość, że znowu jest to samo, debile wiedzą kim są, czują ich moc ale nie, palą głupa dalej i tyle... To było dziwne, ale może tak działali umysłowo nameczanie? Wszak większa część z tych istot posiadała umiejętność wyczuwania energii, tak jak zresztą Laptor, Shin i paru makaioshinów, których poznał. Majin był już poirytowany samym przebywaniem na tej planecie, jednak przyzwyczaił się do tych durnowatych i zupełnie niepotrzebnych pytań, jakie zadawali. Trzeba było grać w te ich durne gry, ale na pewno nie tak jak mu grali.
- Skończcie to pierdolenie. - Stwierdził krótko, bo miał dość rozwijania się i rozdrabniania.
- Szukam smoczych kul, po prostu mi ją oddajcie. - Kontynuował z poirytowanym wzrokiem i zmarszczonym czołem.
avatar
Haricotto
Admin/Time Patrol
Liczba postów : 1453

Re: Siedziba Naraki

on Wto Cze 06, 2017 12:28 am
MG

Nameczanin skrzywił się, będąc wyraźnie oburzony brakiem kultury przybysza. Widocznie w dzisiejszych czasach kultura to towar bardzo rzadki. Nameczanin skrzywił swoją głowę, kątem oka zerkając na swoich towarzyszy, którzy wyszli razem z nim z domostw. Pozostali siedzieli w swoich chatach, obserwując to co się dzieje przez maluteńkie okienka budynków.
Jeden z dwóch nameczan, tych co stali nieco z tyłu, odwrócił się na pięcie i wolnym krokiem ruszył do jednej z chaty. Czyżby udał się po Smoczą Kulę.
- Dobrze. Ale najpierw... Chcemy odbyć rozmowę z naszym przywódcą. I załatwić to przy okazji bez rozlewu nameczańskiej krwi. To nie nasza śmieszna wojenka. - uniósł swoją dłoń ku górze.
- Pojawił się w złym miejscu, o złym czasie, przez jakieś głupie i zupełnie niepoważne zrządzenie losu. - kontynuował na temat swojego lidera, Naraki. W między czasie ten drugi podszedł bliżej pierwszego. Z tej odległości dało się dostrzeć na jego twarzy bliznę, która przechodziła od jego łuku brwiowego aż po sam nos.
- Jestem jego bratem, krew z krwi. Jestem Nakara.- powiedział ten z blizną na twarzy. Faktycznie, był do niego podobny, niemal identyczny. Różnili się jedynie tym, że jeden z nich był oszpecony. Trzeci Nameczanin wyłonił się z domu, ale stanął nieco dalej za swoimi towarzyszami. W dłoni trzymał białą szmatę, w której zawinięte było coś na kształt Smoczej Kuli.

_________________
Gość
Gość

Re: Siedziba Naraki

on Wto Cze 06, 2017 12:41 am
Laptor nieco zdurniał, klon parsknął śmiechem, gdzieś tam stojąc za swoim pierwowzorem i ledwo utrzymując smocze kule przez ten nagły śmiech. Laptor też się zaśmiał, lecz w głowię. Szybko pomyślał, że to idioci, którzy pieprzą mu w tej chwili o czymś co nie jest ważne. Praktycznie rzecz ujmując, majina nie interesowało, że to nie ich wojna, że nie chcą rozlewu nameczańskiej krwi... Barbarzyńcy myślą, że Laptor ma w sobie jakiegoś nędznego nameczańskiego brzydala, który zasilił jego pokłady energii by mógł dokonać następnej transformacji, a przecież ciało wypluł niedaleko rzeki... Teraz jeszcze pojawił się inny namek, przedstawiając się mu... nie wiadomo po co. W końcu wiedział to co Laptor.
- Wchłonąłem Narakę i wiem to co on wiedział. Jeśli chcecie z nim porozmawiać to znajduje się niedaleko rzeki, w tym samym miejscu co martwych siedmiu nameczanów, podobno znajdujących się w waszej elicie, ze skręconymi karkami. - Wyczerpał limit swoich słów na ten moment.
- Smocza kula? - zagadnął już klon.
avatar
Haricotto
Admin/Time Patrol
Liczba postów : 1453

Re: Siedziba Naraki

on Wto Cze 06, 2017 10:24 pm
MG

Wszystko było już jasne. Nameczanin trzymający Smoczą Kulę wyrównał swoją pozycję do pozostąłych dwóch Nameczan. Patrzył to na jednego, to na drugiego, oczekując na jakieś rozwiązanie sytuacji. Obaj chcąc, nie chcąc, skinęli głowami, by oddał Smoczą Kulę. Ten oczywiście, zrobił to, co mu rozkazali "bracia". Rzucił magicnzy artefakt na trawę, tak mniej wiecej pomiędzy nimi a Majinami. Nie miał zamiaru przekazywać im tego z ręki do ręki. Widocznie targały nim osobiste wewnętrzne emocje.
- Masz coś chciałeś. Wynoś się stąd. - powiedział Nakara, machając ręką i wskazując nią kierunek przeciwny. Spojrzeniem zerknął to na jednego, to na drugiego towarzysza, po czym obaj odlecieli w stronę rzeki, z zamiarem sprowadzenia Naraki. Sam oszpecony wojownik odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę domostw, gdzie znajdowała się reszta Nameczan.
- Nie masz pojęcia o elicie. - rzucił na odchodne, znikając wewnątrz jednego z białych domków. Być może byli elitą, lub po prostu aspirowali do tego miana. Laptor na pewno pamietał o Nameczaninie, którego nawet nie mógł uderzyć. To był właśnie ktoś, kto nazywany winien być elitą.
Smocza Kula owinięta w szarą, brudną szmatę leżała na trawie i czekała aż ktoś ją podniesie.

_________________
Gość
Gość

Re: Siedziba Naraki

on Wto Cze 06, 2017 10:38 pm
-Hahahahahahahahaha ooooooooo tak! CHODŹ DO MNIE PIĘKNA! - Wydarł się Laptor widząc piękną kryształową kulę i w milisekundę później dzierżył w rękach swoich ów kulę smoczą, która piątą do kolekcji była. Przetarł ją lekko, bo jakiś idiota rzucił ją jak gówno na niebiesko zieloną trawę.
- Też mi elita... Powykręcałem im karki jak wykałaczki. Teraz nie miałbym żadnych problemów z tych ich Giant formą... - Powiedział na słowa nameczańskiego, obrażonego brata Naraki, chociaż w czterech literach miał to, czy go usłyszy czy nie, w końcu postanowił już odejść. Więc tekst rzucony był do siebie. Upewniając się, że ma prawdziwy przedmiot w rękach rzucił ją do tyłu na kupę czterech smoczych kul trzymanym przez klona, który teraz szczerzył się bo równie mocno pragnął by ich wspólne tak na prawdę życzenie się spełniło. Do celu brakowało im tylko dwóch smoczych kul, które znajdowały się na tej planecie, gdzieś w tamtym kierunku, obrócił się lekko w lewo i wyczuł energię stamtąd dobiegające, jeśli to był słuszny kierunek, jego pamięć co do rozłożenia szklanych kul mogła być nieco dziurawa.
avatar
Haricotto
Admin/Time Patrol
Liczba postów : 1453

Re: Siedziba Naraki

on Czw Cze 08, 2017 11:31 pm
MG

Nameczanin zniknął na dobre, zostając pod dachem jednego z domostw. Dwaj pozostali jeszcze nie zdążyli wrócić. Prawdopodobnie nie byli nawet w połowie drogi.
Majin wydał nienaturalny okrzyk, jakby podniecenia, a jego klon mu wtórował. Wydawali się dopełniać siebie wzajemnie.
Energia którą wyczuł Laptor, była znikoma, ledwo wyczuwalna, praktycznie już zanikała. Kierunek z którego emanowała, znajdował się mniej więcej w stronę opuszczonej nameczańskiej wioski. Zdawało się, że energia zanika, jednakże po chwili znów wystrzeliła, tylko po to, by ponownie zaniknąć. Zupełnie jakby dawała jakieś znaki. Jakby kogoś do siebie wzywała.

_________________
avatar
Kekke
Liczba postów : 57

Re: Siedziba Naraki

on Pią Sie 17, 2018 8:57 pm
// Rakowo trochę od razu pisać do Naraki, ale nie będę opisywał no samego latania. xDD

Zgodził się na to, by wojownicy go eskortowali. Bardziej to jednak miało wyglądać jak odprowadzenie więźniów. Asymilacja żołnierzy była bardzo niska. Ludzie mogli być swoimi braćmi, a nawet się nie znali. Większość stanowiła zgraja wyrzutów lub porwanych dzieci jak Colopi. Kekke skłonił głowę do Colopiego. Mogli wreszcie wyruszyć. Lekko wybił się z ziemi i leciał razem z nimi. Miał nadzieję, że malec również poradzi sobie w tym zadaniu. Nie fruwał jakoś wybitnie. Tyle dobrego było w tym wszystkim, że jedynie nieznacznie odstawał. Potrzebował jeszcze kilku treningów, by osiągnąć pełną wprawę. W międzyczasie postanowił zagadać swoich ''pobratymców''.
- Jak ma się teraz sytuacja na froncie? Sytuacja rekrutów polepszyła się przynajmniej w minimalnym stopniu? Na odległych terenach, pośród gór można znaleźć wiele wiosek. Lokują się tam przede wszystkim rolnicy. Nie są pilnowani cały czas, ale Saichoro często wysyła psy do pościgu. - Poinformował, czekając na reakcje. Ciekawiło go, czy z nieznajomych-znajomych może coś ciekawego wyciągnąć. Mimo, że sprawiali wrażenie zasadniczych i sztywnych, to teraz mogli nawet spokojnie porozmawiać. Może udałoby się zmienić ich nastawienie?
- Oni wszyscy zawsze tacy byli. Nic się chyba nie zmieniło. Oschli i bezduszni. Pewnie zabiliby mnie i chłopaka, gdyby to dla nich nie oznaczało stryczka. Eh, stare dobre wojsko. - Pomyślał, uśmiechając się sam do siebie, a potem nerwowo wyglądając za Colopim. Liczył, że podróż do przywódcy nie będzie trwała zbyt długo i nie pojawią się kolejne komplikacje. W sytuacji, gdyby pojawił się przed obliczem najwyższego, chciał zdać mu szczegółowy raport. Jeśli było mu dane pojawić się przed nim, to chciał jak najszybciej dopełnić wszystkie formalności. To znaczy przyklęknąć przed nim by oddać honor. Musiał przy okazji stuknąć palcem dzieciaka, by zrobił to samo.
- Witaj, o wielki Narako. To ja, jeden twych podległych, Kekke. Przybyłem tu, by zdać raport z moich działań. Należałem do nieistniejącego pułku zwiadowców, na terenach spornych. Przez wiele miesięcy zbierałem wywiad dotyczący lokacji wiosek i ilości ich mieszkańców. Nie to jest jednak główną przyczyną mojej wizyty, o panie. Tak jak wspomniałem, mój oddział nie żyje. Prawdopodobnie od bardzo długiego czasu. Zginęli prawdopodobnie z rąk ludzi Saichoro. Cała nowo założona osada zwiadowców, została zakryta wojennym pyłem. Pomściłem ich. Samotnie zaatakowałem jedną z pobliskich wiosek i zamordowałem trzech rolników. Później zmierzyłem się z nieznanym wojownikiem, którego pogrzebałem pod płytą skalną. Zadał mi poważne rany, ale twoje rady mnie uratowały. Porwałem również to dziecko, nazywa się Colopi. Chciałbym, by wcielił się do naszej armii pod moimi skrzydłami. Chcę nauczać go, tak jak ty nauczałeś mnie... - Wygłosił monolog, który był pełen przekonania we własne słowa. W duchu szukał pochwały, ale też mądrej ojcowskiej rady. Liczył, że Naraka powie mu coś nowego. Podzieli się jakąś błyskotliwą radą lub przekaże nowe zadanie. Może nawet nagrodzi?
avatar
Antical
Kicked over 9000!
Liczba postów : 424

Re: Siedziba Naraki

on Sob Sie 18, 2018 9:37 pm
MG

Po chwili podróży, cała czwórka dotarła do miejsca przeznaczenia. Strażnicy cały czas trzymali się blisko Kekke i jego podopiecznego, gotowi w każdej chwili zaatakować, gdyby zaszła taka konieczność. Tuż po lądowaniu gestem wskazali jeden z nameczańskich domków. Pytania, które zadał im Kekke zbyte zostały milczeniem. Wszak nie mieli pojęcia z kim dokładnie mają do czynienia, a dzielenie się informacjami o przebiegu wojny z nieznajomymi nie było czymś, o czym prawdziwy żołnierz powinien choćby pomyśleć Tam... nie próbujcie niczego głupiego... - usłyszeli tylko podróżnicy... Kiedy przekroczyli próg ujrzeli jego. Dowódcę złych nameczan, samozwańczego lidera prawie nazistowskiego ugrupowania - Narakę...

Spoiler:


Wódz stał na środku pomieszczenia i wpatrywał się w przybyszów tak, jakby się ich spodziewał. Witaj synu... Zdaj swój raport... - powiedział tuż po przywitaniu, patrząc na swego zwiadowcę. Ze spokojem słuchał wszystkiego, co nameczanin miał mu do opowiedzenia, zaciskając pięść, kiedy ten wspomniał o fakcie zgładzenia jego pułku przez ludzi Saichoro. Tak... Ci którzy współpracują z Saichoro niewątpliwie zasługują na śmierć. Twoje zachowanie jest godne pochwały. Mimo, że płynie w nas ta sama krew, Ci przeklęci podnameczanie pragną miłości i tolerancji. Bratania się z innymi rasami i pomocy takim jednostkom, które zdecydowanie na nią nie zasługują. Indoktrynacja Saichoro zaszła naprawdę daleko. Gdyby nie nasz opór... los naszej rasy, jak i planety stałby pod wielkim znakiem zapytania... - powiedział, wyraźnie akcentując każde wypowiadane słowo. Kończąc wypowiedź zbliżył się do małego kompana Kekke i przejechał pazurem po jego policzku. Malec głośno przełknął ślinę, po czym obydwaj usłyszeli dalszą część monologu wodza - Każdy może się nawrócić. Zrozumieć, że nauki tego przeklętego starca prowadzą do zagłady... ten tu jest jeszcze młody, jego dusza może zostać uratowana. Zezwalam, abyś go szkolił, może w przyszłości przyczyni się do naszego zwycięstwa... - zakończył, wbijając swój pazur w policzek dziecka i przeciągając po nim tak mocno, że praktycznie natychmiastowo popłynęła z niego krew. Krew z krwi synu... swą trać w walce z nieprzyjacielem, choćby za cenę życia... oby jak najmniej. Tę zaś, która do wrogów należy, litrami rozlej i nasącz nią glebę, aby ród nasz czystym pozostał... - powiedział poważnym głosem. Po chwili spoważniał jeszcze bardziej i rzekł - Dobrze, że tu przybyłeś. Niedawno wyczułem obce energie, przybywające z nieba... Nadal znajdują się w górach. Weźmiesz ze sobą dwóch ludzi i ruszycie zbadać sytuację. Jeśli chcesz, Twój nowy brat może Wam towarzyszyć... - mówiąc to, gestem przyzwał strażnika, cały czas stojącego w progu i szepnął mu coś do ucha. Po chwili ten wyszedł, a kiedy wrócił, wraz z nim była jeszcze dwójka nameczan... PANIE! - prawie krzyknęli obydwaj kłaniając się nisko. Naraka odwzajemnił ukłon lekkim skinięciem głowy. Edno... Salario... wraz ze swym bratem Kekke udacie się w góry, sprawdzić kim są przybysze, których wyczułem... wyruszycie natychmiast... bądźcie ostrożni... - obydwaj nameczanie posłusznie zgięli karki, rzucając tylko krótkie - Tak jest!
avatar
Kekke
Liczba postów : 57

Re: Siedziba Naraki

on Sob Sie 18, 2018 10:22 pm
Podróż przebiegła bez żadnych komplikacji. Mógł wreszcie stawić się przed najwyższym. Wyglądał dokładnie tak jak go zapamiętał z dzieciństwa. Nic się nie zmienił. Dalej biła od niego powaga i wielka troska, która nasączana była toksyczną miłością. Po klęknięciu jakiś czas wzrok kierował ku ziemi. Nie miał w sobie odwagi, by podnieść głowę. W chwili jednak, gdy ten zaczął go chwalić, uniósł ją niepewnie. Poczuł się szczęśliwy, że wreszcie ojciec go docenił.
- To zaszczyt słyszeć takie słowa, ale ja jestem tylko żołnierzem. Wykonuje swoje obowiązki, a me czyny były bardziej skromne. - Powiedział, podekscytowany z dumy. Naraka rozpoczął swój monolog na temat czystości rasy i o tym jak planeta potrzebuje ochrony przed Saichoro i jego ludźmi. Teraz swój wzrok kierował częściowo na małego. Liczył, że ten również raz na jakiś czas zerknie. Kiwał mu ciągle głową, by utwierdzić dane słowa. Wszystko mu już wcześniej tłumaczył. Teraz jednak musiał powtórzyć to autorytet. Nie ważył się na razie odezwać. Ten czas należał do najpotężniejszego i jego złotej myśli. Nadszedł moment, gdy realnie zainteresował się Colopim. Kekke również się bał, bo w każdej chwili mogło skończyć się to tragedią. Jedynie kropla potu lała się po skroni jego skalnej twarzy. Pod spodem bał się tak samo jak dziecko, które właśnie o mało nie zajęczało ze strachu. Młodzieniec był przerażony, co okazał niemal natychmiast. Był jednak o tyle dzielny, że nie rozpłakał się, ani nie uciekł, gdy porysowano mu twarz. To było namaszczenie. Kekke sam o mało nie zrzucił kotwicy, gdy zobaczył szybkie cięcie po twarzy. Równie dobrze w ten sam sposób mógł mu uciąć głową, a był do tego zdolny. On również zobaczył coś w dzieciaku. Colopi nie mógł być w zupełności słaby, skoro sam mistrz go zaakceptował. Po chwili znowu zaczął rozmowę bezpośrednio z samym Kekke. Opowiedział mu o najeźdźcach. Przebywali podobno w górach, z których oni właśnie przybyli... ...Ciarki mu przeszły po plecach. Trenował możliwe pół kroku stąd od grupy bezczelnych kosmitów. Nie wspomniał jednak o tym, bo było mu wstyd. Nie posiadał tak dobrze rozwiniętej umiejętności wyczuwania energii jak jego ojciec. Jednak dostał to zadanie. Niezwykle poważne i już drugie w tak krótkim czasie, gdzie mógł się wykazać. Wstał z kolan i skinął głową do malca, by zrobił to samo.
- Ojcze, przysięgam! Oni wszyscy pożałują, że ośmielili się tu przylecieć. Przyprowadzę ci jednego z nich, by wyznał przed tobą swoje winy. Jeśli nie będzie do tego skory, to sama głowa powinna być wystarczająco rozmowna! - Rzucił już lekko podniesionym i ochrypłym głosem, gdy do pomieszczenia weszli wezwanie Nameczanie. Jego twarz przypominała oblicze łowcy, który idzie na polowanie, z którego nie wie czy wróci. Stanowczy, ale rozpalony. Ogień dodawał mu sił i chciał, by wszyscy wokół to poczuli.
- Wezmę ze sobą chłopaka. Ja też tak zaczynałem. Niech uczy się, by nie wyrósł na zbyt miękkiego. Edno, Salario, za mną! Wielki Naraka życzy sobie posprzątać. - Powiedział dumnie i zdecydowanie. Tak jakby samodzielnie obwołał się dowódcą tej eskadry. Słysząc pomyślne życzenia swojego ojca, skinął jedynie pewnie głową, mając na twarzy lekko zarysowany uśmiech. Jednak groza pojawiła się na nowo, gdy zerknął w tył na dzieciaka.
- Colopi, ty też. Już bym cię trzy razy zabił, gdy tak stałeś jak widły w gnoju... - Burknął, wychodząc z namiotu. Nałożył znów kaptur na swoją drogę. Dając znak ręką, ruszył na czele swoich braci. Leciał najszybciej jak mógł. Prosto w stronę gór. Po cichu liczył, że Colopi nadąży, ale to nie było jego główne zmartwienie. Zaraz miała zacząć się prawdziwa bitwa.

Chyba z/t?
avatar
Sauzer
Liczba postów : 40

Re: Siedziba Naraki

on Nie Wrz 16, 2018 9:30 pm
Początek treningu

Sauzer podniósł się ciężko z twardej ziemi, rozglądając po zielonych towarzyszach niedoli. Zerknęli na niego zaciekawieni, ale nie odezwali się słowem. Podniósł wzrok i zobaczył, jak dól został zamknięty ciężką drewnianą kratą. Cóż, więzienie dość prymitywne i prowizoryczne, ale z drugiej strony wciąż więzienie. Wstał i szybko przesunął się w kąt, starając się usiąść tak, by ściany chroniły zarówno jego plecy jak i w ograniczonym stopniu boki (bezpośrednio w narożniku). Westchnął ciężko. Sam nie wiedział, co o tym wszystkim myśleć. Generalnie mówiąc... zjebał. Ale z drugiej strony... wciąż żył! Zieleni wojownicy w drodze powrotnej zachowywali się dość ponuro, co dodawało nieco otuchy, zwłaszcza po ostatnich słowach kapitana saiyan, tyle że... czy można było na niego liczyć? Nie wydawał się zbyt rozgarnięty. Nawet jeśli był silny, to Sauzer wątpił, by dał radę całej wiosce. Westchnął ciężko i zamknął oczy. Teraz musiał się skoncentrować na szybkim powrocie do zdrowia i przygotowaniu się na przyszłość. Ten cały Naraka... - na czole halfa pojawiły się zmarszczki. Przywódca wioski był prawdopodobnie najsilniejszy, co tylko potęgowało nowo nabytą nienawiść białowłosego, zrodzoną z "ciepłego powitania", jakim został uraczony.
Wypuścił powietrze, próbując się uspokoić. W wyobraźni przywołał obraz swego ojca i zaczął ponownie studiować jego ruchy. To co potrafił nie wystarczało. Był żałośnie słaby, dlatego musiał kompletnie przejąć styl ojca. To nie mogła być nędzna kopia, to musiał być jego własny, oryginalny styl walki, powstały dzięki ruchom świetnego wojownika.
avatar
Sauzer
Liczba postów : 40

Re: Siedziba Naraki

on Sro Wrz 19, 2018 9:24 pm
Koniec treningu

- iii... tysiąc - sapnął białowłosy, po czym zwalił się na ziemię, zlany potem. Trening w umyśle był trudniejszy niż mu się wcześniej wydawało, musiał w przyszłości się bardziej skupić na medytacji. Tymczasem... próbował rozruszać ciało i wrócić do formy. Z każdym kolejnym dniem czuł się coraz lepiej, jednak wciąż daleko mu było do stanu idealnego. Rozejrzał się ponuro po klatce. Przez cały czas jaki tu spędził, żaden z nameków nawet nie próbował go zauważyć. Nic co mógłby wykorzystać, by się z którymś dogadać i chociaż dowiedzieć się czegoś o swojej sytuacji. Westchnął ciężko i zmarszczył brwi. Naraka... brzmiało znajomo, ale za cholerę sobie nie mógł przypomnieć, gdzie słyszał to miano. Zapowiadała się ciężka przeprawa. Wrócił do swojego kąta i spoczął, obserwując otoczenie. Przed oczami zobaczył twarz swego przeciwnika i zacisnął zęby. Został przez niego zmiażdżony. Musiał się nauczyć lepiej wykorzystywać energię, dobitnie się o tym przekonał, ale tutaj... obawiał się, że gdy zobaczą, iż manipuluje energią, szybko go spacyfikują. Wyciszył się i zrezygnowany pogrążył w medytacji.
avatar
Kekke
Liczba postów : 57

Re: Siedziba Naraki

on Wto Wrz 25, 2018 10:32 pm
[Trening techniki]
Full Power Energy Wave [Furu Pawā Enerugī-Ha]

Odstawił chłopca do miejscowych medyków. Nie był przytomny, więc nie zamienił z nim ani jednego słowa. Musiał solidnie wypocząć po tym co go spotkało. Myślał o tym co zrobił w tym wszystkim źle. Może nie zapewnił mu odpowiednio dużo bezpieczeństwa? Sam nie zdawał sobie sprawy, że wbrew własnemu przekonaniu otoczył go troską. Tak dużą, że w chwili, gdy miał zwycięstwo na wyciągnięcie ręki, stracił koncentracje. Widok poturbowanego Colopiego sprawił, że przestał myśleć. Znowu poczuł się słaby. Zwłaszcza, że tyłek uratowali mu bardziej doświadczeni wojownicy. Usiadł przy najbliższym kamieniu i przymknął oczy. Medytacja bez problemu powinna przywrócić mu przynajmniej część straconych sił. Musiał się czymś zająć, podczas gdy Colopi był nieprzytomny. Minęło kilka godzin. Zadrapania zadane przez wroga już całkiem zniknęły. Z energią było gorzej, ale znacznie lepiej niż oczekiwał.
Nie mogę pozwolić, by to się powtarzało. Muszę jak najszybciej poznać nowe techniki. - Zastanowiło go, że musiał uderzyć przeciwnika wszystkim czym miał. To i tak dało zbyt mały efekt, przez strasznie niskie obrażenia. Opuścił na jakiś czas tereny zabudowane. Próbował zebrać w sobie energię. Czuł jak iskry idą po jego ciele. To zawsze było wyjątkowo silne i jednocześnie przyjemne uczucie. Wszystko próbował na nowo przelać do swoich dłoni. Widział jak lśnią, ale nie wiedział co dalej. Umiał strzelać zwykłymi pociskami. Po chwili uświadomił sobie, że dobrze byłoby zwiększyć obrażenia, łącząc dwa równoczesne strzały. Przyłożył jedną dłoń do drugiej i zmarszczył brwi. Widać tu było ogromne skupienie. Musiał uważać, by nie wysadzić sobie dłoni.  Zgromadzoną energię skierował przed siebie. Obserwował jedynie jak ledwo dostrzegalny promień światła kruszy w drobny mak skały znajdujące się dziesiątki metrów dalej. Poczuł lekki dreszcz. To było znacznie silniejsze! Jednak wciąż nie to, czego oczekiwał. Zamknął oczy i spiął wszystkie mięśnie. Zgiął się niemal w pół, napinając całe ciało. Obie dłonie zestawił równolegle i próbował zgromadzić w nich kulę energii. Nie chciał by formowała się, a bardziej pozostawała w ryzach. Generalnie światło mogło przybierać różne formy. Jego zadaniem było przytrzymywać je do czasu, aż zgromadzi większą ilość. Długie zębiska zgrzytały o siebie, a w pewnym momencie nawet przegryzły wargi. Każda żyła na jego ciele, widoczna była z dobrych nastu metrów. Ciężko dyszał, ale nigdy dotąd nie zgromadził tak wielkich pokładów mocy. Nie wytrzymał. Z lekką ulgą obserwował jak to co zbierał, dewastuje okolice. Żywa destrukcja, tak można to określić. Słaniał się na nogach. Mało nie runął w urwisko, które sam stworzył. Zaskoczony zdał sobie sprawę, że jego furia zniszczyła szereg mniejszych łańcuchów skał, szlifując wąski wąwóz. To było dla niego piorunujące doświadczenie. Zdał sobie sprawę, że gdyby tylko był sprytniejszy, mógłby to zrobić w czasie walki z najeźdźcami. Możliwe, że wtedy wszystko skończyłoby się znacznie szybciej. Obie dłonie piekły go niemiłosiernie. Nie ma co się dziwić, były lekko przypieczone. Odrobinę dymiły, ale to nie były jakieś szczególne obrażenia. Kwestia wprawy. Porozciągał się odrobiną i dla rozruszania organizmu, walnął salto w tył. Podniósł gardę i wymierzył kilka prostych w powietrze, mieszanych z kopnięciami. Stwierdził, że jest znacznie lepiej. Wciąż jednak odczuwał minimalne zmęczenie. Musiał zmienić otoczenie, przejść się nieco dalej. Najlepiej z dala od oczu ojca i jego popleczników.
avatar
Sauzer
Liczba postów : 40

Re: Siedziba Naraki

on Sob Wrz 29, 2018 11:48 pm
Początek treningu

Kolejne dni mijały bez żadnej zmiany, a Sauzera zaczęło powoli ogarniać poczucie kompletnej beznadziejności... i rzecz jasna przeraźliwej nudy. Wrócił już w pełni do zdrowia. Karmili go kiepsko, toteż nieco schudł, jednak codzienny trening dał o sobie znać. Half jeszcze nigdy w życiu nie był aż tak wyrzeźbiony. Z każdym kolejnym dniem robił się też coraz ostrzejszy, toteż coraz poważniej zastanawiał się nad tym, by po prostu zmusić nameków do jakiegokolwiek działania. Może gdyby tak na przykład zaatakował więźniów...?
Rozejrzał się po patałachach przymkniętych razem z nim, ale wciąż żaden z nich nawet nie sprawiał wrażenia, że w ogóle zauważył istnienie białowłosego.
Syn Towy westchnął ciężko, czując rosnącą furię. Nie mógł wybuchnąć. By przetrwać musiał się nauczyć doskonałej adaptacji do każdy warunków. To oznaczało, że musiał wytrzymać. Wziął głęboki wdech, powoli wypuścił z płuc powietrze, po czym zacisnął zęby i zaczął pierwszą dziś serię pompek.
avatar
Sauzer
Liczba postów : 40

Re: Siedziba Naraki

on Pią Paź 05, 2018 7:53 pm
Koniec treningu

Sauzer otworzył oczy. Kąciki ust podniosły mu się nieznacznie, zdradzając iż jest w co najmniej niezłym nastroju. Właśnie zakończył kolejną sesję medytacyjną, w której to po raz kolejny gonił po śladach swego ojca. I mimo że robił to już wielokrotnie, właśnie udało mu się pierwszy raz w życiu... nadążyć za nim! Co prawda, to była wciąż jedynie fałszywa walka z podróbką Bardocka, wytworzoną przez jego własny umysł, ale wciąż sam fakt, iż w końcu jest w stanie dostrzec wszystkie jego ciosy (a co za tym idzie, zareagować na nie) wzbudzał w nim dreszczyk emocji. Wciąż by choćby się zrównać z ojcem, potrzebował miesięcy, jeśli nie lat treningu, ale... był o krok bliżej. Jeszcze nigdy w życiu się tak nie czuł.
Wstał i się przeciągnął, po czym zaczął kontrolnie się rozciągać. Powoli przestawał wytrzymywać w więzieniu. Był w doskonałej formie, wszelkie rany nabyte podczas walki zdążyły już się zasklepić i teraz mimo regularnego treningu miał nadmiar energii. Paradoksalnie, mimo iż był w więzieniu, czuł się silniejszym niż kiedykolwiek. Być może to było rozwiązanie? Może tak naprawdę to czego potrzebował, to samodzielność? Prawdziwe ryzyko? Fakt, iż jeden błąd za dużo i może pożegnać się z życiem?
Pewne było, iż jego sytuacja jest tragiczna... ale żył! Żył i był coraz silniejszy!
Rozejrzał się ponuro po celi, snując plany ucieczki. Spędził tu zdecydowanie zbyt dużo czasu.
avatar
Haricotto
Admin/Time Patrol
Liczba postów : 1453

Re: Siedziba Naraki

on Sob Paź 06, 2018 8:30 pm
MG

Sauzer siedział w zamknięciu. Jego działania doprowadziły do tego, że jego wolność została mu odebrana. Na jego szczęście  i nieszczęście Naraki, nie został on bez żadnych możliwości. Ktoś uważnie przyglądał się jego poczynaniom. Dlatego też została wysłana pomoc...

Wysoko na zielonym niebie pojawiła się kobieca postać. Nikt z Nameczan jej nie dostrzegł. Jej energia była tłumiona i ukrywana przed czujnymi wykrywaczami. Kobieta była młoda i wyglądem bardzo przypominała Towę, z którą Sauzer zaznajomiony był doskonale. Niebieskowłosa dziewoja była ubrana w czarną suknię, do której przyczepiona była żółta peleryna. W ręku trzymała kostur, który najprawdopodobniej zwiększał jej magiczną moc.

Spoiler:


Sauzer usłyszał głos w swojej głowie. Było to nic innego, jak telepatia.
- Słyszysz mnie? To ja, Putine. - zapytała i przedstawiła się. Po chwili kontynuowała.
- Przysyłają mnie z Królestwa Makaioshin. Jestem tu by pomóc w twojej ucieczce. Musisz jednak narobić trochę... hałasu. Możesz użyć swojej ki? - zapytała, czekając na reakcję Saiyanina.

Kekke, który udał się na przechadzkę, nie miał zielonego pojęcia, że pojawił się ktoś nowy. 
Powodzenie ucieczki zależało tylko i wyłącznie od wkładu Sauzera. Wszystko powinno zacząć się właśnie od niego.

_________________
Sponsored content

Re: Siedziba Naraki

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach