Kanion Potępionych

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Kanion Potępionych

Pisanie by Admin on Sro Lip 13, 2016 3:20 pm

Ogromny kanion, wysoki i niebezpieczny. Na dole leniwie przepływa Krwawa Rzeka. Najczęściej słychać tutaj jęki osób potępionych, które odbywają wieczną karę. Niestety, nie można zlokalizować źródła dźwięku, nieważne jak mocne byłyby to starania.
avatar

Admin
No.1 Whis' Fanboy

Liczba postów : 346

http://dbanotheruniverse.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Kanion Potępionych

Pisanie by Laptor on Nie Gru 18, 2016 12:25 pm

Po opuszczeniu pięknego jak na to miejsce ogrodu, zielonego i spokojnego w przeciwieństwie do reszty gdzie kolory są czerwone, brudne a wszystko tutaj jest zniszczone. Laptor udał się do kanionu, który widział już z drogi w trakcie lotu swojego. Znajdował się on na wysokości mniej więcej 20 metrów od góry by doskonale widzieć teren dookoła i jak najszybciej zauważyć Makaioshina, który gdzieś miał tutaj się znajdować przecież. Teren się nieco zmienił, można było dostrzec wysokie ściany skał dookoła co stanowiło kanion oraz czerwoną rzekę, demon od razu domyślił się że jest to krew, jakieś głazy i kamienie no i kości... Gdy Laptor wleciał w tą lokacje od razu usłyszał dziwny jęk, zerknął w dół lecz nikogo nie dostrzegł, postanowił lecieć dalej. Po chwili znowu usłyszał jęk lecz i tym razem nikogo tutaj nie było... Od razu pomyślał, że jest to dziwne miejsce i podobne do korytarza prowadzącego do piekła. W końcu w oddali dostrzegł postać Makaioshina, tak mu się wydawało bo ostatnio trochę czasu z nim spędził w końcu go trenował jak lepiej się bić. Poleciał do niego, wyprzedził go lotem i wylądował 5 metrów przed nim. Od razu się ukłonił tułowiem w dół i rzekł:
- O wielki Makaioshinie, wybacz, że ci przeszkadzam w twojej wędrówce, której właściwie nie rozumiem bo umiesz się teleportować i... Nie ważne! Wykonałem powierzone mi zadanie i twój brat powiedział mi gdzie mogę cię znaleźć. Proszę cię o trening fizyczny by polepszyło i udoskonalić moje ciało. Chciałbym być jak najbardziej przydatny waszym celom i misjom. - Po czym podniósł się i stał tak przez jakiś czas naprzeciwko niego, pomyślał że na pewno go zaskoczył i dlatego tak długo milczy, zatkało go jak nic!

_________________
Ore ni kateru no wa, ore dake da
______________________________________________________
avatar

Laptor
Mistrz Gry

Liczba postów : 1472

http://www.invincible.oxn.pl

Powrót do góry Go down

Re: Kanion Potępionych

Pisanie by Haricotto on Pon Gru 19, 2016 3:56 pm

MG

Makaioshin spojrzał na kłaniającego się Laptora i uśmiechnął się się lekko, jednak z nutką złośliwości. Klasnął raz w ręce, by ten się podniósł i stał normalnie. Gdy w końcu to uczynił, Makaioshin podszedł bliżej, chowając swoje obie dłonie za plecami i splatając ich palce. Wyprostowany, patrzył z góry na różowego potworka.
- Prosisz mnie o trening? Znowu? Trochę mnie to zaczyna irytować. - ostatnie zdanie powiedział trochę ciszej, pod nosem. Jego zadaniem nie było szkolenie wojowników, tylko wykorzystywanie ich. Jedno drugiego nie wykluczało, ale z pewnością wadziło jemu to wadziło. Jednakże, Laptor okazał się być pomocny i z pewnością można go jeszcze nie raz wykorzystać. Jak to się mówi, po trupach do celu.
- Niech będzie, stoczymy ze sobą małą walkę. Obniżę moc, żeby Cię przypadkiem nie zabić. No, pokaż co potrafisz. - wyciągnął jedną rękę przed siebie, drugą wciąż chowając za plecami. Czyżby faktycznie wystarczyła mu tylko jedna ręka, by ugasić zapał majina?

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1397

Powrót do góry Go down

Re: Kanion Potępionych

Pisanie by Laptor on Pon Gru 19, 2016 8:04 pm

Laptor wyprostował się na sygnał powstania od Makaioshina i zerknął mu w oczy. Był trochę poirytowany i było to widać, to wyjaśniło fakt iż, drugi powiedział mu o jego lokalizacji, na pewno myślał, że nie dostanę zgody na ten trening i jeszcze zgarnie opieprz. Mak musiał chyba coś szybko sobie obmyślić w głowie gdyż o dziwo zgodził się po chwili koncentracji. Niestety Laptor już myślał, by samemu się wycofać bo nie nawidził litości nad sobą, Makaioshin powiedział, to z politowaniem lecz... Cóż Laptor nie miał zbytnio wyjścia i musiał przełknąć ślinę.
-Dziękuje bardzo, mam nadzieję, że walcząc z kimś tak silnym nauczę się kilku przydatnych rzeczy, które zwiększą moją moc, która będzie dobrze wam służyć. Proszę mnie nie oszczędzać inaczej nie przyzwyczaje ciała do walki, szczególnie że to ciało jest gumowe, więc powinno więcej znieść.- Laptor uśmiechnął się na krótko po wypowiedzeniu słów, by zaraz jego uśmieszek zgasł. Był teraz całkiem poważny gdyż czekał na niego nie lada wyczyn no i... nie był do końca pewny tego, że jego ciało zniesie więcej tylko dlatego, że jest elastyczne.
Gdy postać schowała jedną rękę wszystko stało się jasne, bez zaskoczenia. W końcu to Bóg, który musiał dysponować odpowiednią mocą więc nawet na jednej ręce i obniżeniu mocy nie miałby problemów z dwoma Laptorowi. Nie zwlekając dłużej Laptor ruszył na swojego przeciwnika, lecz nie dopadł do niego, po prostu wypuścił zaciśnięte rękę ze swojego ciała, czyli wykorzystał gumowe ciało, wydłużył rękę. Jednocześnie jego lewa noga, która znajdowała się na ziemi również się wydłużyła, tak że ciało demona powędrowała za ręką, po bloku dostanie zaskoczony drugą ręką. To był genialny i pomysłowy plan gumowate stworka!

_________________
Ore ni kateru no wa, ore dake da
______________________________________________________
avatar

Laptor
Mistrz Gry

Liczba postów : 1472

http://www.invincible.oxn.pl

Powrót do góry Go down

Re: Kanion Potępionych

Pisanie by Haricotto on Sro Gru 21, 2016 7:56 pm

MG

Makaioshin wiedział, że Laptor potrafi wydłużać swoje kończyny, jednak został troszkę zaskoczony. Uniknął ciosu, blokując go ręką, ale w tej samej chwili nadlatywała w jego stronę druga pięść demona. Zauważył ją i nie mógł pozwolić sobie na to, by zostać trafionym przez przeciwnika. Poczułby się wtedy zbyt pewnie, więc należało uciec się do małego oszustwa. Wykorzystując swoją energię, z pomocą przyszła technika teleportacji. Kai Kai. Po tych słowach, Makaioshin zniknął, a rozpędzony majin przeleciał przez jego rozmazaną sylwetkę, lądując na nogach kilka metrów dalej.
Makaioshin cały i zdrowy, stał w miejscu, z którego nadszedł pierwotny atak Laptora.
- No chodź. - uśmiechnął się złośliwie, palcami u dłoni poruszając w sposób zachęcający demona do ponownego ataku.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1397

Powrót do góry Go down

Re: Kanion Potępionych

Pisanie by Laptor on Sro Gru 21, 2016 8:33 pm

Laptor został sam zdzwiwiony, że Makaioshin musiał uciec się do tej techniki aby uniknąć jego kombinacji ataku, sądził że nie będzie to wyzwanie i się pomylił, to go ucieszyło... Z drugiej strony może on obniżył moc zbyt drastycznie? A może sam zrobił błąd decydując się na walkę z demonem tylko jedną ręką? Demon wylądował kilka metrów dalej na dwóch nogach, nie zachwiał się nawet. Gdzieś słyszał już wcześniej to Kai kai oczywoscie, że tak... Teraz nie odwracając się wychylił swój głos w tył tak, że oczami widział postać Makaioshina, tułów obkręcił o 360 stopni parę razy i znowu używając gumowego ciała wydłużył obie nogi jednocześnie się obkręcił jak śruba. Miało to nadać pełnego impetu ciosów głową, która miał zamiar wbić się w brzuchu swojego przeciwnika. W przypadku gdy trafia, rękoma owija się wokół tułowia czy rąk przeciwnika tak by ten mu nie dał rady uciec, jeśli próbuje zrobić jakiś unik również wydłużając ręce stara się nie dopuścić by mu uciekł. W przypadku w którym Laptor łapie przeciwnika swoimi gumowymi kończynami ściska jak najmocniej a po twarzy okładka go swoim ogonkiem, zupełnie zapominając, że jest to Makaioshin, po prostu kazał mu to zrobić i to robi.

_________________
Ore ni kateru no wa, ore dake da
______________________________________________________
avatar

Laptor
Mistrz Gry

Liczba postów : 1472

http://www.invincible.oxn.pl

Powrót do góry Go down

Re: Kanion Potępionych

Pisanie by Haricotto on Czw Gru 22, 2016 5:51 pm

MG

Makaioshin uśmiechał się zadziornie, a kiedy zobaczył, że Laptor ponownie zbliża się w jego stronę, zaparł się, jakby wiedział, że w razie "w", nie zostanie przesunięty ani odrzucony.
Demon nie wyciągał do ataku żadnej kończyny, chcąc prawdopodobnie wykorzystać głowę. Mężczyzna podniósł swoją nogę i w odpowiednim momencie wyciągnął ją do przodu, nad głowę demona, po czym w szybkim tempie opuścił ją w dół. Zahaczając stopą o nadlatującą głowę, sprawił szarpnięciem w dół, że Laptor zarył twarzą o twardą glebę tuż przed Makaioshinem.
Bóg przeskoczył jego ryjące w ziemi ciało i wylądował znów za nim, oczywiście w odpowiedniej odległości. Nie popełnił tym razem tego samego błędu. 
- Trochę lepiej. Próbuj dalej. - powiedział spokojnie, przeczesując dłonią swoje włosy i poprawiając je, by nie wpadały mu do oczu.
- Postaraj się walczyć bez używania swoich dodatkowych zdolności. Zobaczymy jak to ci pójdzie. - podpowiedział mu, wyciągając jedną rękę do przodu. Oczywiście tą, którą zamierzał walczyć. Ta druga, lewa, ciągle schowana była za jego plecami.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1397

Powrót do góry Go down

Re: Kanion Potępionych

Pisanie by Laptor on Czw Gru 22, 2016 7:05 pm

Uderzenie nie należało do najprzyjemniejszych, w wirze jaki wytworzyło jego gumowe ciało w formie sprężyny Laptor nie mógł zauważyć nawet postaci Makaioshina, gdyż patrzył w dół a i za szybko się kręcił na coś takiego jak zerknięcie czy dobrze leci. Wycelował wcześniej, downem nie był więc trafić musiał, jednak nie wziął najwyraźniej pod uwagę uniku z przed uderzenia. Poczuł silne uderzenie w głowę, które wbiło go dół a ponieważ sam się rozpędził po prostu zarył w ziemię całym cielskiem a głównie twarzą. Nie było to przyjemne uczucie, miał deja vu bo chyba już tego doświadczył... Przypomniał sobie walkę z samym sobą, była o wiele wiele łatwiejsza i przyjemniejsza od tej, którą toczył w tym momencie, była to różnica siły między Bogiem a Laptorem. Wstał powoli, jego twarz się dziwnie odcisnęła, zaciągnął powietrza i przywrócił sobie pierwotny wygląd po czym wyciągnął piach z ust i oczu. Wytrzepał swoją klatkę piersiową i wtedy dostrzegł, że jego białe spodnie są już brązowo żółte.
Demon tym razem bez szarży podszedł wolno do Makaioshina na odległość około 2 metrów.
-Ehh, łatwiej było z drugim Ja. - Powiedział jakby do siebie po czym pomyślał, że on wgl nie walczy tylko ciągle unika ciosów. Chwilę popatrzył mu w oczy miał to być pojedynek 1vs1 bez żadnych dodatkowych zdolności czy niespodziewanych ataków. Ustawił się w pozycji jaką wcześniej mu pokazał, nogi ugięte, lewa ręka zgięta w łokciu przy tułowiu, chroniła żebra a druga ugięta w łokciu z zaciśniętą pięścią na wysokości szczęki. W tej pozycji odbił się nogami tak by zbliżyć się jak najszybciej, ale nie jak najdalej gdyż odległość była niewielka, wyprowadził cios ręką lewą, która była przy tułowiu w brzuch swojego przeciwnika, prawą nogę przyszykował na podcięcie przeciwnika jeśli ten zrobi unik i ruszy swoją nogą, jeśli nie to po prostu miał w gotowości drugą rękę by zablokować cios.

_________________
Ore ni kateru no wa, ore dake da
______________________________________________________
avatar

Laptor
Mistrz Gry

Liczba postów : 1472

http://www.invincible.oxn.pl

Powrót do góry Go down

Re: Kanion Potępionych

Pisanie by Haricotto on Sob Gru 24, 2016 12:26 am

MG

Wszystko szło zgodnie z myślą Makaioshina. Wiedział, że Lapttor zacznie na początku używać zdolności, jakie posiada jego ciało. Jednakże, widz polegał na tym, żeby wiedzieć, kiedy można użyć swoich zdolności, a kiedy trzeba się udać to tradycyjnych technik, które polegają na uderzeniach rękami i nogami. Wplątane także powinny być bloki.
Gdy demon zaczął atakować Makaioshina, też wydawał się by bardziej zrozumiały. Nie zmierzał unikać ciosów, tylko blkować je i ewentualnie oddawać z powrotem.

Bóg oberwał w brzuch. Zgiął się, przez co Laptor miał idealną okazję, by uderzyć z tzw. "młota". Jednakże, demon tego nie zrobił, a Makaioshin wykorzystał sytuację, wbijając swoją pięść prosto w brzuch majina. Użył więcej swojej mocy, przez gumowaty został odepchnięty na kilka metrów.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1397

Powrót do góry Go down

Re: Kanion Potępionych

Pisanie by Laptor on Sob Gru 24, 2016 12:55 am

Laptor doskonale wiedział, że należy wyprowadzać szybkie kontrataki, znaleźć lukę między serią ataków przeciwnika, ponieważ samym bronieniem nigdy nikt jeszcze nie wygrał. Obrona chociażby idealna zawsze zostawi chociażby najmniejszą lukę, zresztą obrona wymaga więcej wytrzymałości niż ataki napastnika, więcej trzeba znieść podczas gdy przeciwnik okłada nas pięściami. Dlatego też należało połączyć obronę z atakiem co okazało się skuteczne, demon bardzo się cieszył i wtedy też popełnił błąd, osłonił się i przyjął uderzenie w brzuch, jego ciało nienaturalnie wygięło się a on sam upadł kilka metrów dalej, złapał się za gumowy brzuch i za chwilę dopadł do przeciwnika, w ręku wytrzowył pocisk KI, który wysłał w brzuch przeciwnika podczas lotu, sam natomiast zaatakował miejsce w którym pojawił się Makaioshin kopnięciem bocznym w żebra, jednocześnie przy trafieniu lub gdyby on to zablokował noga rozpływa się jak guma i owija go dookoła a Laptor wali pięścią w twarz parę razy. Przeciwnik był silny i Laptor nie miał najmniejszych szans z nim w starciu bezpośrednim, dlatego też dobrze złożyło się, że ów przeciwnik obniżył nieco swoją moc by mieć jakąś uciechę z walki. Moc była pewnie zbliżona do demona a mimo to udało mu się trafić go! To duże osiągnięcie, duży postęp na przód. Laptor w planach miał teraz powalczyć trochę nogami więc jeśli jakimś cudem uda mu się wyprowadzić kilka ciosów w twarz, trafić czy też zostaną zablokowane to puszcza swojego wroga tymczasowego z objęć nogą i drugą wykonuje szybkie kopnięcia proste w twarz i tors przeciwnika na zmianę nogami, ręce zawsze w pogotowiu do ewentualnej obrony.

_________________
Ore ni kateru no wa, ore dake da
______________________________________________________
avatar

Laptor
Mistrz Gry

Liczba postów : 1472

http://www.invincible.oxn.pl

Powrót do góry Go down

Re: Kanion Potępionych

Pisanie by Haricotto on Pon Gru 26, 2016 9:01 pm

MG

Makaioshin uśmiechnął się lekko na widok nadlatującego ki blasta. Był dla niego jak komar, który irytuje swoim brzęczeniem i obecnością. Prostująs swoje palce w prawej dłoni, zamachnął się, tak jak ostrzem, a stworzona i wystrzelona przez Laptora energia został przecięta na dwa kawałki, które zmieniły swoją trajektorię lotu, lecąc zupełnie nie tam, gdzie na początku zakładał demon.
Mężczyzna zablokował ręką atak nogą, która owinęła się wokół niej, mocno przy okazji się zaciskając. To jednak nie sprawiło, że gradobicie pięści skierowane na twarz Makaioshina doszło do skutku. Mimo ściśniętej ręki, głową ruszał zwinnie, zawsze unikając nadlatującej kończyny Laptora.
Bóg zamachnął się ręką, tą owiniętą, przez co całe ciało majina powędrowało za nią. Dalej wiadomo - ciało demona uderzyło o glebę, a Makaioshin wytwarzając w swojej dłoni energię ki, przekształcił ją w energetyczny miecz i uwolnił tym samym swoją rękę. Gumowa noga Laptora oddzieliła się od reszty.
- Wystarczy na dzisiaj! - powiedział głośniej, wyłączając swoją ki. Otrzepał dłonią swoje ubranie, po czym stanął w wyprostowanej pozycji.
- Coś tam umiesz, trochę silniejszy jesteś. Może jednak coś z ciebie będzie. - powiedział, drapiąc się po swoim podbródku.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1397

Powrót do góry Go down

Re: Kanion Potępionych

Pisanie by Shiro on Wto Kwi 04, 2017 4:53 pm

Mistrz Gry
Wojownik znalazł się w stromej dolinie, otoczony ogromnymi ścianami skalnymi. Paskudna woń dawała się tu we znaki jeszcze bardziej, doprowadzając do zawrotów głowy. Mógłby się stąd łatwo wydostać, gdyby tylko był w stanie latać. Osoba znająca planetę po charakterystycznych jękach z oddali, skojarzyłaby, że znajduje się niedaleko Kanionu Potępionych, jednak dla młodego Percivala były to jedynie dziwne odgłosy, budzące grozę. Najprawdopodobniej jedynym miejscem, w którego kierunku mógł się teraz przemieścić, było wejście do groty, otoczone niezrozumiałymi runami. Na nim wykonana była też staranna płaskorzeźba, przedstawiająca umięśnioną postać z otwartymi ramionami, niczym Jezus na krzyżu. Dookoła leżało też kilka szkieletów, które pozostawiły po sobie jedynie stare ubrania i bransolety identyczne jak ta, którą Makaioshin otrzymał od Kalkaia.
avatar

Shiro
Wschodni Kaioshin

Liczba postów : 324

http://www.strawpoll.me/12564308

Powrót do góry Go down

Re: Kanion Potępionych

Pisanie by Gość on Wto Kwi 04, 2017 5:22 pm

Ignorując bezpodstawne fochy starca, spowodowane jego urażoną dumą, słuchaj jedynie o możliwości zwiększenia jego wydolności fizycznej oraz obsłudze bransolety w kształcie korony. Gdy portal się pojawił powiedział tylko ponuro ostatnie słowa do Kalkaia:
- Ruszam po Twojego jakże cennego grzybka, ale lepiej żebyś mnie nie oszukał, dla własnego dobra. - po czym wskoczył do portalu.
Znalazł się w całkiem innym miejscu, które było znacznie bardziej mroczne i ponure niż Rzeka Śmierci czy pracownia Kalkaia. Tym miejscem była dziwna, stroma dolina, z której słychać było dziwne jęki i odgłosy, jakby umęczonych dusz skazanych na wieczne potępienie. Charakterystyczny odór, który doprowadzał Percivala do stanu oszołomienia, najprawdopodobniej była to trucizna o której mówił naukowiec. Nie wiedział gdzie się znajduję i w którą stronę ma się udać, by odnaleźć grzybka, jednak bez możliwości latania nie miał i tak zbyt wielkiego wyboru i mógł jedynie pójść do groty pełnej niezrozumiałych dla niego run. Szkielety z bransoletami takimi jak miał sam Percival mogłyby wzbudzać panikę u wielu śmiałków, w końcu ewidentnie było widać, że wielu poległo próbując zdobyć najprawdopodobniej ten sam składnik dla staruszka, ale on nie zraził się tym, był zmotywowany by zyskać nową moc, miał tylko nadzieję, że naukowiec mówi prawdę i naprawdę zwiększy jego możliwości fizyczne. Zachowując jak największą ostrożność i pełną koncentracje ruszył do wejścia groty.


Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Kanion Potępionych

Pisanie by Shiro on Pią Kwi 07, 2017 9:58 pm

Mistrz Gry

Percival postąpił kilka kroków w stronę wejścia do jaskini. Nie przeraził się trupami poprzednich grzybiarzy, jednak nie zastanowił się również, czemu leżały tuż przed grotą, a nie w jej środku. Dowiedział się tego niezwykle szybko, albowiem przed otworem kształt sylwetki został dziwnie wypchnięty i padł nieruchomo tuż pod nogami Makaioshina. Okazał się być pełnoprawną trójwymiarową rzeźbą. Bardzo wiele detali poświęcono jego umięśnionemu ciału oraz malutkim runom, którymi było pokryte. Na środku jego pleców umieszczono wypukły punkt w kształcie walca.


Po kilku sekundach stało się coś niespodziewanego. Ręka kamiennej postaci drgnęła. Następnie zgięła się, by podeprzeć jej ciężkie cielsko. W ciągu nieco dłuższego mgnienia oka przeciwnik stał naprzeciw wygnańca, patrząc bez wyrazu w dal. Prawdopodobnie okazał się być robotem. Zamachnął się i przywalił mu w twardo w brzuch tak, że młodzieniec zgiął się wpół. Następnie dziwnie wystawił nogę i nienaturalnym kopnięciem wywalił go na odległość dwudziestu metrów. Jego ruchy były powolne, pokraczne i wyraźnie mechaniczne, lecz nieziemsko silne. Zapowiadający się pojedynek nie wydawał się wyrównany.
avatar

Shiro
Wschodni Kaioshin

Liczba postów : 324

http://www.strawpoll.me/12564308

Powrót do góry Go down

Re: Kanion Potępionych

Pisanie by Gość on Nie Kwi 09, 2017 7:27 pm

Kształt sylwetki nagle wylądował przed nogami Percivala. Okazał się być solidną postacią z bardzo dokładnymi detalami - małymi runami i umięśnieniem. Analizując posąg zauważył na jego plecach podejrzany punkt w kształcie walca.
Pomimo zachowania jak największej koncentracji nie spodziewał się, że rzeźba zacznie się ruszać, a nawet go atakować. Na szczęście podczas zbliżania się do ciemnego wejścia jaskini był skupiony, więc gdy runiczny robot zaczął go napierać spróbował wykonać unik robiąc salto w tył, a potem kopnął go z całej siły w plecy, trafiając w wcześniej wspomniany przycisk przypominający bryłę, który był na grzbiecie oponenta. Jeśli jednak mu się ten wyczyn nie udał i odleciał na te dwadzieścia metrów to uderzył z impetu pięścią w ten sam guzik. Dlaczego tak zrobił? Wyczuwał, że to może być swego rodzaju wyłącznik i dzięki temu uda mu się uniknąć niepotrzebnej walki, a także obrażeń, ponieważ toksyczne opary osłabiały go, przez co nie mógł zregenerować KI, poza tym umiejętność latania oraz energetyczne pociski (KI Blast) bardzo przydałyby mu się w pojedynku.


Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Kanion Potępionych

Pisanie by Shiro on Nie Kwi 09, 2017 9:15 pm

Mistrz Gry


Percival bardzo taktycznie podszedł do starcia z maszyną. Szybko ocenił swoją wyższość nad nią pod względem szybkości i bez najmniejszego problemu uniknął ciosu pięścią. Dzięki swojemu intelektowi skojarzył również wypukły punkt na plecach oponenta z wyłącznikiem zasilania. Czy słusznie? Tego dowiedzieć się już nie miał okazji. Mimo swojej ponadprzeciętnej ostrości umysłu nie udało mu się przewidzieć, że stojąc przed przeciwnikiem nie będzie w stanie dosięgnąć jego pleców. Kopnął z całej siły w powietrze i gdyby powietrze czuło, zapewne bardzo by je teraz bolało. Ale ponieważ owe nie zdawało się okazywać cierpienia, młody wygnaniec jedynie odsłonił się, by paskudnie oberwać w bok i odlecieć o dwadzieścia metrów, obijając się o leżące na ziemi kamienie. Najwyraźniej w ten sposób nie rozwiąże konfrontacji. Co gorsza, przeciwnik kroczył zdecydowanie w jego stronę z zamiarem wykończenia go.

Zaktualizuj scouter.

@EDIT: Przygoda zamknięta z powodu odejścia użytkownika z forum. Robot zabił Percivala, po czym odleciał z powrotem do swojej komory.
avatar

Shiro
Wschodni Kaioshin

Liczba postów : 324

http://www.strawpoll.me/12564308

Powrót do góry Go down

Re: Kanion Potępionych

Pisanie by Nihilius Imperius on Nie Sie 19, 2018 2:17 pm

Nie było to zbyt dobre miejsce dla żadnej istoty żywej, tym bardziej z powodu wiecznych jęków potępionych dusz które można było tu usłyszeć. A jednak pewien osobnik się tutaj znajdował. Warto dodać, że bardzo mocno się on wyróżniał. Bardziej niż większość członków jego rasy która zamieszkiwała i rządziła tymi terenami. Co tutaj robił? Tego nie wie nikt. Nawet on sam nie wiedział jak się tutaj znalazł.

Wygląd młodo wyglądającego chłopaka, był całkiem osobliwy jak na ten wymiar. Oczywiście można było tutaj zaobserwować wielu różnych i dziwacznych osobników, ale jednakże nie każdy chociaż trochę przypominał tego co właśnie siedział ze skrzyżowanymi nogami. Na jego głowie znajdowały się dwa długie czarne rogi mierzące w niebo, tak jakby wyzywały niebiański majestat. Na swoich plecach ma parę czarnych skrzydeł które wyglądały niczym utworzone z czystej, mrocznej energii innego wymiaru, a jednak były co ciekawe materialne. Oprócz nich miał jeszcze dziwny ogon, który bardziej przypominał broń niosącą śmierć i zniszczenie, aniżeli część ciała. Nawet demony czegoś takiego praktycznie nie posiadały. Gdyby mu się bliżej przyjrzeć podczas uśmiechu, to posiadał dwa na dole i dwa na górze, razem cztery zaostrzone kły niczym z legend i podań o wampirach. Dopiero gdy wreszcie otworzył oczy, widać było, że nie posiadał białek, a jego oczy wyglądały niczym prawdziwa otchłań, a jego krwiste podłużne źrenice dodawały mu wręcz diabelskiego uroku.

Nikt nawet, by nie wpadł na pomysł, że ten medytujący gość, był zamyślony, ponieważ nie wiedział jak się tutaj znalazł. W pewnym momencie po prostu obudził się z lukami w pamięci. Nie były one jakieś spore, raczej niewielkie. Ale i tak nigdy nie lubił nie mieć nad czymś kontroli. Tym bardziej nad czymś co dotyczyło go. A pamięć właśnie taka była. Westchnął, bo chociaż się starał to nie mógł sobie tego przypomnieć. Coś o jakimś wynalazcy i używaniu fałszywego imienia i nazwiska jak czasem robił. Jakaś wizyta u jednego z Makaioshinów i w sumie tyle. Pamiętał to jak przez sen. I z resztą pewnie śnił przez większość czasu. Wreszcie skończył swoje rozmyślania i zastanawiał się co powinien zrobić. Uznał, że najlepiej, by było powrócić do dawnej świetności. Znał poprzednio podstawowe techniki, ale przez dziwną rzecz o niej zapomniał, a pragnął wrócić do tej wiedzy i używania jej. Wstał i używając skrzydeł poleciał do góry i poszukał dobrego miejsca które będzie nadawało się do treningu nad którym myślał już wcześniej.
avatar

Nihilius Imperius

Liczba postów : 26

Powrót do góry Go down

Re: Kanion Potępionych

Pisanie by Nihilius Imperius on Nie Sie 19, 2018 5:00 pm

Po pewnym okresie czasu, w którym to próbował znaleźć dogodne miejsce w tym jakże przeklętym miejscu dojrzał coś co było nawet odpowiednie. Ot była to wysepka po środku krwawej rzeki wśród jęków potępionych dusz, które to były muzyką dla jego uszu. Dla zwyczajnych istot coś takiego byłoby nie do wytrzymania. Ale nie dla naszego Mrocznego Boga! Wręcz idealne miejsce na medytacje! Dlatego też od razu wylądował na wysepce i usiadł w siadzie skrzyżnym rozpoczynając medytację.

Na początek postanowił, że ponownie nauczy się latać. Oczywiście nie normalnie jak teraz, używając skrzydeł. Lecz tej techniki gdzie używa się energii ki. Wcześniej ją potrafił, więc musi sobie ponownie ją przypomnieć. W tym celu najpierw chciał rozpocząć od medytacji. W końcu medytacja jest kluczem do kontrolowania przepływu własnej energii prawda? Tym bardziej, gdy wcześniej się potrafiło korzystać z tej techniki. Teraz musiał sobie ją tylko przypomnieć.

Od razu rozpoczął medytację. Starał się wyciszyć całkowicie prawie, że wyłączając swoje zmysły. Zaczął od wzroku. Następnie dotyku, potem smaku, węchu i zakończył na słuchu. Nie wyłączył ich całkowicie, nie chciał w końcu, by coś go podeszło i zabiło z zaskoczenia. Raczej pozwolił swojemu ciału na zareagowanie, a umysł miał się zająć czymś innym i ważniejszym jakim było teraz przypomnienie sobie jak się używało ki do latania. A taki start był tym jednym z najlepszych, jeśli właśnie chodziło o próbę medytacji.

Początkowo w ogóle mu to nie wychodziło, ale nie zrażał się tym. Wyrwał się niedawno ze snu, a jego mózg wciąż był skołowany i jeszcze nie dane mu było ogarnąć wszystkiego. Także te jęki mu tego nie ułatwiały. Nie chodziło o to, że mocno mu przeszkadzały i rujnowały psychikę. Po prostu nawet jakby to był dźwięk wodospadu, to i tak byłoby to samo. Po prostu był to dźwięk i tyle starczyło. Musiał coś wymyślić, żeby było mu lepiej się wyciszyć i skoncentrować na tyle dobrze, że wejdzie w specjalny stan w który zawsze starali się wejść najróżniejsi mnisi i nie tylko. Chociaż się starał i starał to mu się to niestety nie udawało. Dopiero po pewnym czasie, ciągłego wyciszani Siebie i oddalania umysły od Swojego ciała, zostawiając tylko instynkt w razie potrzeby, aby nie zostać przypadkiem zaskoczonym i zabitym, to wreszcie coś mu się udawało zrobić. Na razie niestety było to niewiele.

Zamknięty w sobie chłopak nie odczuwał żadnych bodźców ze świata. Przynajmniej jego umysł nie, co innego same ciało które jak będzie trzeba to wybudzi go z tego letargu. Ot takie zabezpieczenie. Mimo wszystko będąc na czymś co nie było, ani snem, ani jawą próbował wejść w stan specjalny, który towarzyszył od zawszę tak zwanej prawdziwej medytacji, jednakże nie było to wcale takie proste jak mogłoby się zdawać. Na początku w ogóle mu się to nie udawało. Wciąż nie wyłączył się na tyle dobrze, by się odpowiednio wyciszyć i wejść w ten stan. Ciągle napływało do niego najróżniejsze obrazy, w tym te spowodowane przez jęki przeklętych duszyczek. Kolejny plus treningu w tym miejscu. Medytowanie tutaj nie jest łatwe, przez co jest idealne, by sobie przypomnieć o pewnych technikach które kiedyś używał.

Obrazy wciąż do niego wracały, a on starał się je wywalać ze swojego umysłu i oczyszczać go z niepotrzebnych mu śmieci. Jakoś to szło musiał przyznać, ale było to mozolne. Co gorsza, nawet gdy jego umysł był pusty od wszelakich niepotrzebnych rzeczy, to i tak zawsze działo się coś co mu niszczyło koncentracje, a zarazem możliwość dotarcia do tego stanu którego tak aktualnie potrzebował. Mimo wszystko nie poddawał się. Wiedział bowiem, że jest to potrzebne, a do tego nic nigdy nie było proste. Nawet dla Boga. Ale mu to nie przeszkadzało. Ba. Wyzwania również są potrzebne. By być coraz to lepszym. W końcu musi ćwiczyć, by być potężniejszym od swoich boskich braci i sióstr. Tym bardziej, że trochę ich było, a miał swoje własne plany z tym związane. Będąc tak słabym nie może nawet niczego próbować w wymiarze śmiertelnych istot. Tam rządziła siła jednostki. Czasem organizacji, ale też nie zawsze. Dlatego musiał najpierw zwiększyć swoją siłę, możliwości, nauczyć się nowych technik oraz umiejętności, a także zdobyć popleczników jak i wyznawców. Na razie nie miał nikogo. Nie miał praktycznie niczego. Dlatego chociaż starał się być silniejszy jako jednostka a potem pomyśli nad tym dalej.

Wreszcie mu się udało. Po tak długim czasie wszedł w stan Zen, albo coś równie podobnego do niego. Odciął się umysłem całkowicie od świata zewnętrznego. Dopiero jakby ciało, było zagrożone, to zostanie z tego stanu wyrwany, bądź jeśli sam z niego będzie chciał wyjść. Na razie było względnie bezpiecznie więc po prostu bawił się i próbował kontrolować Swoją energię ki. Starał się odnaleźć w środku Siebie ukrytą i drzemiącą w nim moc i wydobyć ją na zewnątrz. Oczywiście nie potrafił prawdziwie się posługiwać tą energią. Dopiero ją szukał i starał się wykorzystać do rzeczy prostej dla niego jakim było latanie. Tylko najpierw musi dotrzeć do serca tej mocy. Nie dosłownego serca. Samego źródła jego potęgi. Chłopak początkowo nie wyczuwał nic. Dopiero z czasem widział oczami duszy, jakieś dziwne czarne małe, wręcz mikroskopijne atomy energii Początkowo był pojedyncze, które to też śledził. Z czasem zmieniało się to w krople, strumień, rzekę, aż na końcu... nie to nie były morza czy oceany energii. To było coś zupełnie innego. Niestety nie wiedział co to było, bo został wyrzucony z tego stanu.

Próbował ponownie się do tego stanu dostać. Od razu mu się to nie udało, ale i tak było o wiele łatwiej. Gdy upłynęło trochę czasu, znowu się w nim znalazł. Tym razem widział, że mikroskopijna energia nie jest przyciągana jak wcześniej tylko wypychana. Dlatego też postanowił to zbadać i starał się dowiedzieć czemu tak też było. Widział całkiem podobną sytuację co wcześniej, lecz w odwrotną stronę. Cała masa energii rozprowadzana na wszystkie strony. Jego oczy duszy prawie dojrzały wreszcie czemu tak było. Prawie W samym środku coś się znajdowało. Coś co wypychało moc z Siebie i jak pompka żyjącej osoby, rozprowadzała ją dalej. Znowu został siłą wyrzucony z tego stanu. Jak to mówią do trzech razy sztuka. Spróbuje trzeci i ostatni raz coś z tym zrobić.

Teraz gdy wiedział co robić, z mniejszą trudnością wszedł w poprzedni stan. Sądził, że to było tylko dlatego, że nie zmieniał pozycji, i próbował od razu po tych małych porażkach. Gdy będzie starał się to zrobić w innym miejscu, gdy upłynie więcej czasu to już tak łatwo nie będzie. Ostatni raz na ten moment ponownie znalazł się tam gdzie wcześniej i starał się podbierać jakoś energię która była pochłaniana z jednego miejsca i wypychana z drugiego. Podbierając te cząsteczki miał nadzieję użyć ich, by móc ponownie wznieść się w przestworza tak jak wcześniej. No i oczywiście bez używania skrzydeł. Kto wie czy ich nie straci, albo nie będzie mógł ich używać. Co prawda jakby musiał to nie mrugnąłby nawet okiem, by je stracić, lecz przeżyć, ale na razie wolałby tego uniknąć, skoro nie jest to potrzebne.

Gdy sądził, że jest gotowy spróbować użyć energii do latania bez użycia skrzydeł to sam wyszedł ze swojej podświadomości i zastanawiał się które miejsce będzie dobre na początek nauki latania. W końcu nie chciał spaść i sobie boską twarz rozwalić prawda? Oj nie. Dlatego też szukał idealnego miejsca do nauki. Gdy tak rozejrzał się po okolicy stwierdził, że nic nie będzie lepszego od miejsca w którym się znajdował. Prawie. Tym bardziej, że znajdował się na dnie kanionu. Po tej, że tak można rzec, bezpieczniejszej części. Po znalezieniu miejsca które jako tako się nadawało, i nie poprowadzi do jego zbyt szybkiego i przedwczesnego końca postanowił najpierw lekko się przygotować zanim nauczy się ponownie techniki o nazwie "Bukūjutsu" czy też potocznie mówiąc, latania.

ROZPOCZĘCIE TRENINGU


Ostatnio zmieniony przez Nihilius Imperius dnia Pon Sie 20, 2018 6:49 pm, w całości zmieniany 1 raz
avatar

Nihilius Imperius

Liczba postów : 26

Powrót do góry Go down

Re: Kanion Potępionych

Pisanie by Nihilius Imperius on Pon Sie 20, 2018 5:00 pm

Jak na razie nie musiał się martwić medytacją. Przynajmniej na razie. Tym bardziej jeśli wreszcie sobie przypomni jak kiedyś używało się tej techniki i jak za jej pomocą, można było się unosić w powietrzu i niczym ptak, demon, anioł lub inne coś latać wysoko ponad chmurami, bądź nawet w kosmosie, ale tam nieliczni tylko mogli wytrzymać. Z jego rasą było różnie, ale na razie nie planował niczego takiego. Wystarczy mu normalna wysokość lotu. Na razie. Zważywszy na to, że z czasem wszystko się może zmienić. Mimo wszystko aktualnie nie potrafił nawet tego, a raczej potrafił kiedyś, ale teraz miał pustkę w głowie, a potrzebował tego na wszelki wypadek, by się nie obudzić z głową pod katowskim toporem wtedy, gdy będzie już za późno. W tym celu postanowił dłużej nie próżnować i wziąć się do roboty jakim była ponowna nauka.

Najpierw stanął w dogodnym miejscu które było idealne do nauki latania i starał się cokolwiek zrobić, by móc wznieść się w powietrze. Na początku oczywiście nic mu się nie udawało, a gdy myślał, że mu się udało, to dopiero potem zauważył, że to był zwyczajnie powiew wiatru i nic więcej. Niestety nie będzie to takie łatwe jak mu się wcześniej wydawało. W końcu latanie idzie przeciwko podstawowym prawom fizyki. Zupełnie tak samo jak działanie samej energii ki. Ogólnie można, by rzec, że każdy z wojowników jest osobą której droga opiera się, by przezwyciężyć zasady rządzące naturą. Te które rządzą fizyką, a czasem nawet te oparte na innych naukach. Taką właśnie drogę obierają osoby posługujące się tą dziwną, specjalna a także jakże potężną mocą, niedostępną dla każdego. W sumie coś takiego już czyni ze zwykłych śmiertelników dla innych osób śmiertelnych i zwyczajnych istoty wręcz boskie. Jakże się mylą. Co najwyżej są to fałszywki. Kłamstwo i nic więcej. Każdy chciałby zostać bogiem, ale prawdziwym bogiem trzeba się narodzić. Słyszał pogłoski, o śmiertelnikach którzy stali się bogami, ale dalej nie było to samo. To zupełnie tak jak osoba poddająca się mutacją i myśląca, że jest czymś czym tak naprawdę nie jest. A jednak. Latanie to była technika ogólnodostępna praktycznie dla każdego. Nawet istot śmiertelnych. O ile byli na tyle cierpliwi i mieli chociaż trochę talentu, by ją opanować.

Jakże nisko trzeba upaść, by zapomnieć o podstawowych technikach. Niestety chociaż był pyszałkowaty, to jednak nie był głupcem. Doskonale wiedział, w jakiej teraz jest sytuacji i głupia pycha mu w niczym nie pomoże, co najwyżej zaszkodzi. On sam wychodził z założenia, że jak się jest aroganckim to trzeba mieć do tego jakiekolwiek predyspozycje inaczej jest to po prostu żałosne. On właśnie takie miał, ale nie odnośnie latania. W tym wypadku wiedział, że jeśli tego szybko nie ogarnie to będzie miał z czasem niemały problem. Jego zdaniem jest to bowiem jedna z najważniejszych technik jakie istnieją. Dlatego też nie miał innego wyjścia jak nauczyć się jej ponownie. Na pewno da radę bo kiedyś z niej korzystał. Pytanie tylko kiedy to nastąpi. Miał nadzieję, że mimo wszystko jak najszybciej bo wolał nie ryzykować, że będzie mu potrzebna o wiele wcześniej niż zakładał, a nie będzie jej mieć. Duma na bok, czas oddać się czystej energii rządzącej tym wszechświatem i odebrać to co do niego należało, a zostało mu bezprawnie odebrane, przez jakąś mini amnezję! Niepokoiło go w sumie trochę to, że nic a nic mu nie szło, ale uznawał, że to jest po prostu okres przejściowy i niedługo sytuacja ulegnie poprawie na lepsze.

Na początku zaczynał od swobodnego przepływu ki. Starał się poczuć to co go otaczało. Udało mu się odczuwać moc która była w okół niego, powietrze którym istoty żywe oddychały w tym świecie, a także coś jeszcze. Coś bardziej złowieszczego i zapewne mającą coś wspólnego z tymi jękami, ale tym się akurat nie przejmował. Nie dotyczyło to go aktualnie, a nawet jeśli to sądził, że będzie to dla niego przydatne zważywszy na to kim jest. Nie był to jakiś wielki krok do przodu, ale od czegoś się zawsze musiało zacząć, a że medytacje miał za sobą, to teraz przyszła kolej na to. Pewnie normalnie nic, by mu to nie dało, ale po uprzedniej koncentracji i specjalnemu stanowi, stojąc bez ruchu udało mu się wreszcie po dłuższym czasie czuć to co tak bardzo w tej chwili potrzebował. A jednak nie. Tylko mu się zdawało. Było to ponad jego siły, więc postanowił dokonać tego inaczej. Wiedział od zawsze, że ki jest wszędzie i w każdym, dlatego sobie wyobraził małe drobinki mocy niczym atomy powietrza. Wyobraźnia czasem działa cuda i tak też było w tym przypadku. Tak jak wiedział już wcześniej. Ta dziwna siła którą inni wykorzystywali była wszędzie w okół niego. W każdej żyjącej jak i w nieżyjącej istocie. Sam świat był stworzony z tej samej mocy, a przynajmniej tak mu się wydawało. Starał się użyć tego co było w nim, by wznieść się w przestworza. Niestety nie było to takie proste i nie wychodziło mu to od razu. Wiedział za to, że jest na dobrej drodze. Zawsze coś. Prawda? Warto dodać, że nie było to prawdziwe czucie jak to potrafili niektórzy mistrzowie. Po prostu było to bardziej przekonanie. W końcu nie potrafił wyczuwać Ki, na razie było to poza jego zasięgiem. Ale przekonanie, że ki było wszędzie miał od zawsze, więc nie trudno było sobie to wyobrazić jak to było wspomniane. Niestety na razie jeszcze musi się obejść smakiem, i być po prostu kreatywny.

Kolejny krok był za nim. Tym razem jednakże, samo wyobrażanie sobie tego co było w okół niego w nim nie było wystarczające. Musi tego użyć! Inaczej na nic mu się to nie przyda. Dlatego też wciąż starał się użyć tego mając nadzieję, że to coś da. Początkowo nic się nie działo, ale im dłużej był cierpliwy i nieugięty, tym bardziej wydawało mu się jakby troszkę unosił się w powietrzu. Ba! Jak spojrzał w dół to nawet tak było! Jednakże bardziej przypominało to lewitacje. Niestety tak szybko jak tego dokonał, tak szybko się to skończyło przez co przestał lewitować i znów był na ziemi. Nie zraził się tym i kontynuował dalej. Po paru minutach wreszcie unosił się w powietrzu. Ba, już to nie przypominało zwyczajnego lewitowania, lecz normalne latanie!. Niestety tym razem upadek był o wiele gorszy niż wcześniejszy, ale i tak było to wielki skok do przodu, a On nie zamierzał na tym poprzestać. Co to, to nie! Wreszcie za trzecim razem uniósł się na tyle wysoko, że przypominało to jego normalne latanie, ale bez machania skrzydłami. Oczywiście zaraz po tym zaczął spadać, więc był zmuszony użyć skrzydeł i bezpiecznie wylądować na twardym podłożu. Czas było przejść do kolejnego etapu.

Próbował latać coraz śmielej zważywszy na to, że i tak miał plan awaryjny. Nawet coś mu się to udawało, ale musiał był całkowicie skoncentrowany na tym co robi inaczej byłby koniec. Najwidoczniej nie tędy droga, ale starał się dzięki temu dojść może do lepszego rozwiązania. Na razie niestety miał tylko to, i to zamierzał wykorzystać. Jakieś małe odległości udawało mu się pokonać, ale to nie było to czego tak naprawdę chciał, ani nawet czego oczekiwał. Zupełnie na odwrót. Takie latanie nie było wcale lepsze, ani bardziej przydatne od normalnego! Musi zrobić coś innego. Coś co zadziała lepiej. Tylko jak kiedyś to zrobił? Ponownie wylądował i starał sobie przypomnieć. W odmętach swojego umysłu, przeszukiwał pamięć w poszukiwaniu poszlak i wszystkiego co dotyczyło tej techniki. Wreszcie udało mu się na coś natrafić. Dotyczyło to instynktu. Wyobraźni. Początkowo nie miał pojęcia co to miało oznaczać. Ale nie można nie doceniać boskiej inteligencji. To, ze nie był Alfą i Omegą i nie wiedział wszystkiego od początku o niczym nie świadczyło. Dlatego dosyć szybko łącząc fakty wpadł na pewien pomysł.

Wylądował i starał się od nowa poderwać do lotu. Tym razem dodał do tego instynkt ciała. Przypominał sobie jak się czuł podczas latania. Tę dziwną i jakże wspaniałą lekkość ciała. Powiew wiatru we włosach. Opór powietrza na swoim ciele. Poczucie spełnienia i dumy, a także wyższości nad tymi którzy znajdowali się na dole. Oj tak to było wspaniałe uczucie, które trudno zapomnieć. Jego ciało nie dało rady i nawet z lekką amnezją, dał rade. Ciało raz zapamiętaną rzecz, będzie pamiętało wiecznie. Coś jak z tak zwaną jazdą na rowerze. Ciekawy wynalazek śmiertelników który był rozpowszechniony praktycznie wszędzie. Ale lepiej porównać to do pływaniach, albo chodzenia. Tak łatwo tego się nie zapomni prawda? No właśnie. Nawet jak mózg o tym zapomni, to samo ciało instynktownie zawsze będzie to pamiętać. Chyba, że nie będzie w stanie tego zrobić, ale to zupełnie inna sprawa. Początkowo nawet działało, ale nie do końca. Był co prawda szybszy, ale i tak wewnętrznie odczuwał, że jednak nie to i będąc w przestworzach czuł się bardzo dziwnie, nie wiedząc do końca czemu tak jest.

Ponownie znalazł się na lądzie i starał się wykorzystać kolejną z poszlak. Wyobraźnia. Kreatywność. Wspaniała rzecz należąca do naszego umysłu. Tak jak wcześniej, korzystał zapewne z duszy i ciała, tak teraz to właśnie umysł wiódł prym. Zaczął od czegoś prostego jak wyobrażenia sobie, że lata odczuwając to co towarzyszyło właśnie temu od zawsze. Uważając, że jest na dobrej drodze, robił coś cięższego, jak wyobrażając sobie każdy aspekt związany z tą techniką. Od jego początku, poprzez rozwinięcie i na samym lądowaniu kończąc. Nawet nie wiedział, kiedy znalazł się w górze i szybował niczym ptak. Mimo to jednak nie było to wciąż tym czego się spodziewał. Czegoś mu brakowało. Coś o czym wiedział od samego początku, tylko nie chciał od razu do tego przejść, bo nie wiedział, czy przypadkiem czegoś nie sknoci zaczynając od samego końca, a nie początku. Wiedział, że to właściwy sposób dojścia do upragnionego celu. Gdyby nie to, że chciał przejść przez każdy etap, to już dawno zacząłby właśnie od tego co planował zrobić teraz. No właśnie. Gdyby. Tak czy owak, teraz był na to idealny czas. Był gotów.

Wylądował ostatni raz i używając wszystkiego co do tej pory się nauczył, i przez co przeszedł osobiście starał się odzyskać dawną technikę. Najpierw się koncentrował i używał prawdziwej potęgi swojej duszy, by używać otaczającej go mocy. Następnie dodał do tego możliwości i instynkt swojego ciała, które tak dobrze znało to co było związane z lataniem, a i to czego zapewne nigdy nie zapomni. Na zakończenie dodał ostatnią część jaką był potencjał umysłu. Kreatywności. Wyobraźni. To wszystko co sprawiało, że naprawdę można było użyć tego czego używali mistrzowie. I właśnie te wszystkie trzy rzeczy sprawiły, że czuł się pełny. Wstępnie jego starania wychodził na marne, ale z czasem był coraz w tym lepszy i lepszy, by po bliżej nie określonym czasie, szybować tak dobrze, jak wtedy gdy używał skrzydeł. Ale to mu nie wystarczyło. Trenował i trenował, ciągle to samo. Nie wiedział nawet ile upłynęło czasu, ale nie interesowało go to. Przynosiło to bowiem oczekiwane rezultaty. Ostatecznie tego dokonał! Udało mu się za pomocą techniki, być szybszym, niż wtedy, gdy używał skrzydeł. Było to wspaniałe, a i tak nie męczył się zbytnio. Co prawda i tak będzie używał tego na zmianę, bądź nawet razem, ale tak na wszelki wypadek, nie zostanie z niczym. Nie będzie tak zwanym nielotem. I z tego powodu był zadowolony.

Trzeba przyznać, że duży wpływ na to wszystko miały ćwiczenia które wykonywał podczas nauki. Dla przykładu, gdy starał się latać, to robił to nad przeszkodami. Unikając czegoś. Bądź przed czymś uciekając, a przynajmniej tak sobie to wyobrażał. Działało, a to było najważniejsze. Sam trening to nie było wszystko wiadomo, ale na pewno pomogły mu się z oswojeniem podczas nie używania skrzydeł. To nie było latanie od podstaw. Tylko zupełnie coś nowego. To jak osoba która potrafiła zrobić coś innym sposobem, była zmuszona nauczyć się innego sposobu i się przestawić. Wydawało mu się, że było to znacznie cięższe niż to od podstaw. W każdym razie miał to za sobą i może opuścić to miejsce w każdej chwili. Na razie wylądował na wysepce pośrodku rzeki, jeziora, czy cokolwiek co tutaj było i usiadł, by odpocząć. Gdy tylko wyczułby jakiekolwiek zagrożenie, to od razu, by się poderwał do ucieczki. Nie miał zamiaru ryzykować, w tak dziwnym i trochę niebezpiecznym miejscu. Ale prawda jest taka. Że jakie miejsce tutaj nie było niebezpieczne prawda? No właśnie. W Królestwie Makaioshinów każde miejsce było niebezpieczne. Nic nowego. Ale co z tego? To był jego wybór, że się tutaj znalazł. I wcale mu to nie przeszkadzało.

ZAKOŃCZENIE TRENINGU
avatar

Nihilius Imperius

Liczba postów : 26

Powrót do góry Go down

Re: Kanion Potępionych

Pisanie by Haricotto on Wto Sie 21, 2018 10:27 pm

MG

Jęki potępionych dochodziły do uszu Nihiliusa, wwiercając się w jego głowę, przebijając się wcześniej przez jedno ucho, by na końcu wyjść przez drugie. Krzyki osób skazanych na wieczną karę wywierały ogromne wrażenie, na osobach, które nigdy wcześniej nie miały nieprzyjemności znaleźć się w Kanionie Potępionych. Jedynymi, którzy uważali te żałosne jęki i wołanie o pomoc za miód dla uszu, byli psychopaci, nie kierujący się żadnymi zasadami. Żadnymi.

Siedzący na małej wysepce, która znajdowała się gdzieś na Krwawej Rzece, Nihilius oddawał się odpoczynkowy, regenerując zmęczone ciało. Dźwięk płynącej z prądem krwi był uspokajający, zupełnie jak w przypadku normalnej rzeki. Poza tym i jękami, które niepokojąco narastały, by zaraz umilknąć w przerażającej ciszy, nie dało się wyłapać żadnych innych dźwięków. Do czasu...

Nagle rozległo się klaskanie, przywodzące na myśl owacje i brawa. Dochodziło zza pleców Nihiliusa. Gdy tylko się odwrócił, a musiał to zrobić prędzej czy później, ujrzał młodego mężczyznę, lewitującego tuż nad taflą krwi. Ubrany był w czarną koszulę i żółte, workowate spodnie. Przy boku nosił miecz schowany w specjalnej pochwie. Spiczaste uszy przywodziły na myśl Shinjina, ale nie było pewności, że nim był. Uderzył w dłonie po raz ostatni, po czym uśmiechnął się tajemniczo, pochylając swą głowę do przodu. Promienie słoneczne odbiły się od szkieł jego okularów.

Spoiler:


- Znalazłem cię. - po tonie jego głosu było słychać, że był podekscytowany.

Spoiler:


_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1397

Powrót do góry Go down

Re: Kanion Potępionych

Pisanie by Nihilius Imperius on Sro Sie 22, 2018 6:00 pm

Zważywszy na to, że Bogowie rzadko kierują się jakimkolwiek zasadami, gdyż to oni stanowią zasady, to te zawodzenie potępionych, niespecjalnie mu przeszkadzało. Ot ani nie współczuł, ani nie czuł obrzydzenia. Po prostu był to dla niego dźwięk niczym dla śmiertelnych, odgłos spadającej wody z wodospadu. W końcu Oni. Boskie istoty są poza myśleniem śmiertelników, i myślą zupełnie inaczej od nich. Nie przejmują się też takimi rzeczami. Żyją znacznie dłużej i widzieli nie jedno. Więc jeśli jest Makaiōshin któremu coś takiego przeszkadza, to chyba się urodził w złej rasie. Ale nie przejmował się tym, tylko odpoczywał i nasłuchiwał. Kto wie. Może mu coś powiedzą? Niestety nie był zbyt gadatliwe i prosiły o pomoc. Kara, to kara. Nazwa się skądś wzięła. Szczerze wątpił w to, by to były dobre osoby, a nawet jeśli to nie obchodziło go to. Chyba, że dzięki temu coś, by zyskał. Wtedy byłoby zupełnie inaczej. Ale skoro nie, to nie ma co się przejmować.

Całe to miejsce działało na niego kojąco, a rzeka krwi, choć miała swój żelazny zapach, to nie śmierdziała dla niego. Ba. Pachniała niczym najlepsze kwiatki! Piękny dźwięk. Wspaniały zapach. Idealne miejsce na relaks i odpoczynek, dla każdego mrocznego Boga lub demona. Na przykład dla niego. Tym bardziej po wyczerpującym treningu. Opłacało mu się to, ale pamiętał jeszcze, że miał jedną technikę o której zapomniał, a którą wypadałoby sobie przypomnieć, ale to później. Nie teraz. Najważniejsze miał za sobą. Kolejna była tylko miłym dodatkiem ale, że potrafił ją kiedyś wykonać, to ponowna nauka będzie znacznie prostsza. Na to oczywiście przyjdzie czas. Na razie oddawał się błogiej rozkoszy jaką była medytacja. Gdyby nie to, że nie był głupcem, ani szaleńcem to by nawet się położył spać. Jednakże życie mu jeszcze miłe. Tym bardziej, gdy poszukiwał prawdziwej, absolutnej nieśmiertelności. To nie miał zamiaru przedwcześnie zginać. Co to, to nie!

Pewnie dalej, by się relaksował, jednakże coś a raczej ktoś mu to przerwał. Nie miał tej osobie za złe, ale jednak, był w pełnej gotowości na wszelki wypadek. Nie wiedział bowiem, czego się po tym przybyszu spodziewać. Jak się dowiedział o nim? Proste. Usłyszał oklaski. Owacje. Jakby oglądał świetnie przedstawienie, lub coś mu się podobało. Cholera wie, ale coś takiego od razu postawiło go na nogi. Oczywiście wstawał normalnie i powoli. Chociaż były to niebezpieczne tereny to jednak Makaiōshini nie zabijali członków swojej rasy bez zbędnego powodu. Zniszczyło, by to harmonie pomiędzy obiema siłami, a to nie było nikomu na rękę. Jedyne czego nie wiedział to kim była ta postać. Nie ufał nikomu więc i tutaj nie było żadnego zaskoczenia. Ze spokojem się odwrócił i spojrzał na tego ktosia. Lekko się zdziwił. Wyglądało na to, że należał do jego rasy. Tak odczuwał i na kogoś takiego mu wyglądał, ale jednak czuł coś jeszcze. Coś bardzo dziwnego i sztucznego, ale nie miał pojęcia co. Po za tym to był tylko instynkt i nic więcej, dlatego nie był niczego pewien. Mimo wszystko nie czuł żadnych złych zamiarów, ani morderczych intencji, ale na wszelki wypadek uważnie go obserwował. Nie chciał śmierci z zaskoczenia.

Jego ubiór był ciekawy, ale osobiście dobór kolorów mu nie nie podchodził pod jego gust. Za to podobał mu się jego miecz. Musiał przyznać, że jest to to ładne ostrze. Gdy zakończył oklaski i powiedział, że go znalazł to nieźle się nasz Bóg zdziwił. Tym bardziej, że tamten był podekscytowany. Nie wiedział tylko, czy to dobrze dla niego czy źle. Miał nadzieje, że to pierwsze. Na pewno nie kojarzył typka. Pamiętałby taką twarz. I to co miał na nosie. Okulary. Bardzo rzadko spotykane. Szczerze wątpił, że to z powodu słabego wzroku. Raczej dla wyglądu. Mimo wszystko postanowił się odezwać. Będąc tak słabym nie planował robić wrogów z każdego. Potrzebował sojuszników i popleczników. Kto wie, może z tym chłopakiem się dogada. Tym bardziej, że oboje zapewne mogą wiele zyskać na współpracy ze sobą. Nie wiedział czemu, ale czuł w nim trochę pokrewną duszę. Przynajmniej odnośnie jakiejś rzeczy bądź celu.

- Czyżbyśmy się znali? Znalazłeś mnie? I skoro mnie szukałeś. Potrzebujesz czegoś ode mnie? Raczej mam niewiele do zaoferowania.

Dodał z lekkim uśmiechem gotowym do jakiegokolwiek działania, ale też nie robił żadnych niepotrzebnych ruchów, ani też nie prowokował tego osobnika. Nie wiedział bowiem jak silny jest i czego się po nim spodziewać. Po za tym będzie bardziej użyteczny żywy, aniżeli martwy. Tego był pewny. Nie miał w tym celu, aby go zabijać. Tym bardziej jeśli wyjdzie z tego całkiem niezła współpraca na której oboje będą tylko korzystać. Wręcz idealnie na dobry początek, dla osoby która jest na razie tak słaba jak On! Nawet arogancki Bóg wie kiedy jest słaby, i kiedy musi zyskać prawdziwą potęgę, by się z innymi liczyć. Nie był w końcu arogancko głupi. To by się dla niego źle skończyło. Dlatego miał nadzieję na pozytywne relacje.
avatar

Nihilius Imperius

Liczba postów : 26

Powrót do góry Go down

Re: Kanion Potępionych

Pisanie by Haricotto on Pią Sie 24, 2018 12:38 am

MG

- Hehe. - zaśmiał się cicho w odpowiedzi na słowa Nihiliusa, ciągle lewitując nad taflą krwi.
Mężczyźni stali przez chwilę w milczeniu, wymieniając się spojrzeniami. Atmosfera się zagęszczała. Delikatny podmuch wiatru wprawił włosy jednego i drugiego w ruch. Jęki potępionych ustały. Zupełnie tak, jakby zmarli wiedzieli, że coś jest na rzeczy.
- Nihiliusie... - zaczął, rozkładając otwarte ręce na boki. Powoli zaczął się kierować w jego stronę, czubkiem buta stukając co jakiś czas w powierzchnie wody. Tworzyły się małe kręgi wodne, które zwiększały się i rozchodziły po całej szerokości rzeki, aż w końcu znikały, gdy dobiły do brzegu.
- Jesteśmy kolegami. No, dopiero będziemy. Czas to taka dziwna rzecz, co nie? - zapytał, uśmiechając się zadziornie. Zatrzymał się jakieś 5 metrów od Nihiliusa. Przystawił dłoń do swojej klatki piersiowej, a drugą schował za plecami.
- Jestem Fu. - przedstawił się i ukłonił się nisko. Ciężko było rozgryźć jego zamiary. Z pewnością po jego głowie chodziło coś niecnego, o czym mówił jego nie znikający uśmiech. Gdy już się wyprostował, skrzyżował ręce na wysokości klatki piersiowej.
- Powiedz mi... bo chyba się zgubiłem. W tej erze jesteś już potężny, czy dopiero zaczynasz wyścig o władzę? To bardzo ważne. Muszę się dowiedzieć, kiedy jestem. - pochylił głowę, a jego okulary znów odbiły promienie słońca.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1397

Powrót do góry Go down

Re: Kanion Potępionych

Pisanie by Nihilius Imperius on Pią Sie 24, 2018 7:24 pm

Mroczny Bóg czuł dziwne powiązanie z tym gościem. Tak jakby to były bratnie dusze, a musiał przyznać, że nigdy czegoś takiego nie znał. Oczywiście dalej był nieufny jak to On bo go nie znał, ale na pewno nie był wobec niego taki jak wobec innych. Przez co czuł się dziwnie, bo to do niego niepodobne. Wciąż obserwował tego interesującego osobnika patrząc mu się prosto w oczy. Wiatr ruszał ich włosami, a potępieni się uciszyli jakby się czegoś bali. Bali, że ich odgłosy przeszkodzą im w rozmowie tak ważnej dla tego wszechświata, a przynajmniej tak mu się w głębi jego czarnej duszy zdawało. Dlatego nawet dusze ukaranych postanowiły się zamknąć i nie prowokować tych jakże dziwnych bogów, którzy mogą zgotować im losy gorsze od tego które miały. A to wolała uniknąć każda istota. Nieważne czy była żywa, czy też martwa.

Obserwował jego ruchy ciała i mimikę twarzy. Uniósł brew do góry ze zdziwienia. Znał jego imię. Tylko skąd? Nie. Jest wiele możliwości, by je poznać, ale ten zachowywał się jakby go znał. Nie sądził, że te imię komuś podał. Co najwyżej fałszywe. Ale jakim cudem zgadł jego prawdziwę?
- Skąd znasz moje imię?
Zapytał z lekkim zaskoczeniem. Ale tak jak przyznał, było wiele sposobów, by je poznać. Widział jak rozłożył ręce i stukał o powierzchnie wody końcem buta. Dopiero, gdy znowu się odezwał to się zdziwił jeszcze bardziej. Ale po zdziwieniu nagle się zaśmiał.
- Kolegami? Może nawet przyjaciółmi kto wie. Czas... Tak. Można go wykorzystać na wiele sposobów. W końcu czas jest jak rzeka. Ciągle płynie, ale to nie znaczy, że nie można płynąć pod prąd. Zgadzasz się ze mną?
Dodał z lekkim rozbawieniem. Od razu mu nie uwierzył, ale jednak. Będziemy kolegami. Wiedział o co mu chodziło. Teraz nawet przypomniał Sobie pewnego wynalazcę który też podróżował między wymiarami. Co prawda dalej go łeb bolał od Tego, ale był skłonny uwierzyć przybyszowi, że faktycznie pochodzi z innego czasu. Albo innej linii czasowej. Tak jak sam powiedział. Czas jest niczym rzeka.

- Mimo wszystko wiesz, że to równie dobrze może być inna linia czasowa prawda? Ale osobie która jest z tym tak dobrze obeznana raczej nie muszę tego mówić.
Powiedział z uśmiechem i podchodził trochę bliżej jego przyszłego kumpla, przyjaciela, cholera wie. Gdy ten się przedstawił to postanowił nie być dłużny, wobec osoby która najprawdopodobniej faktycznie go znała. Zawsze go ciekawiło podróżowanie w czasie. Nigdy nie uważał, że to niemożliwe. Tym bardziej po spotkaniu poprzednio wynalazcy. Ukłonił się niczym Imperator trzymając również dłoń na klatce piersiowej, a drugą za plecami i się odezwał.
- Nihilius Imperius. Ale to raczej wiesz od dawna.
Nie znał jego zamiarów, ale wiedział jedno. Gdyby tamten chciał go zabić, to już dawno, by to zrobił. Nie bawiłby się w gadanie z nim. Więc się tym w ogóle nie przejmował, bo i tak nie byłby w stanie się obronić, tak przeczuwał.

Gdy usłyszał jego dalsze słowa to zaśmiał się mrocznie. Zgubił się. Zapytał czy w tej erze jest potężny! To go zadowoliło bo oznaczało, że ma szanse. Oczywiście nie miał zamiaru spocząć na laurach, bo i tak doszło przez ich spotkanie do paradoksu czasowego. Normalnie jeszcze, by mógł mu nie wierzyć, ale gdy usłyszał drogę do władzy o czym nie wspominał nikomu, ani nawet z tym nic nie robił to mu uwierzył w stu procentach. Czemu? Bo to był jeden z jego głównych celów. Tak samo jak stanie się prawdziwym Bogiem i osiągnięcie Absolutnej Nieśmiertelności, założenie własnej religii oraz dobycie władzy. A nie każdego to interesowało. Skoro trafił tak idealnie to odpowiedź była prosta. Był z innej ery. Albo nawet innej linii czasowej.

Co jak co, ale większość uznałaby Fu za wariata. Bo podróż w czasie? Niby jak! Co takiego ten gość brał!? Ale nie On! On mu wierzył, ale nie dlatego, że mu ufał, czy go znał. Po pierwsze podał mocne dwa dowody, które sprawiały, że nie było opcji, by On kłamał, także zgodnie z prawdą odpowiedział.
- Zgubiłeś się przyjacielu? Ha! Jeśli miałbym jakiekolwiek podejrzenia to teraz ich już nie mam wcale. Musisz zbyt dobrze znać mnie, albo moją historię. Więc odpowiem Ci zgodnie z prawdą.
Tutaj chwilę odczekał, aż Fu zrozumie, że mu uwierzył po czym dodał.
- Jestem silny niczym mucha! Chcesz wiedzieć "kiedy" jesteś? Nie zrobiłem podwalin pod religię, ani pod Imperium. Nie stałem się na tyle silny, by tutaj przeżyć. Nie zacząłem wyścigu o władzę. Nie jestem jeszcze nieśmiertelny, ani nie stałem się prawdziwym bogiem. Nie znam się też, aż tak dobrze na mechanice chociaż miałem taki zamiar ją poznać.
Gdy mu o tym wszystkim powiedział, to stanął przed nim i się zaśmiał po czym odpowiedział na jego pytanie w skrócie.
- Moim zdaniem, jesteś dopiero na początku mojej drogi. Na samym początku. Jeśli byśmy liczyli to etapami od jednego na sto, to jesteś na minusowym etapie. Sądzę, że taka odpowiedź była wystarczająco wyczerpująca.

Tutaj pokiwał głową i spoglądał na Swojego rozmówcę który zapewne zgubił się w czasoprzestrzeni. To jest raczej typowe. Pamiętajmy to jest jak rzeka.
- Według mnie lepsze pytanie jest takie. W jakiej linii czasowej jesteś? Swojej? Całkowicie innej? Moim zdaniem to również ważne. Dodajmy do tego, że Nasze spotkanie już jest paradoksem, przez co sam czas uległ zmianie. Więc mogę stać się potężny, albo zginąć co oczywiście wolałbym uniknąć. Ale jak zapewne się domyślasz. Już zmieniłeś przyszłość.
Zaśmiał się demonicznie. Robiło się naprawdę ciekawie!
- Czas to taka niesamowita rzecz prawda?
Zapytał raczej retorycznie, bo wiedział, że ten osobnik się z nim zgodzi.
- Skoro już się dowiedziałeś, kiedy jesteś. Co planujesz zrobić teraz? Czas już uległ zmianie mimo wszystko.
Tutaj wzruszył ramionami. Nie istotne czy uległ zmianie czy nie. Najwyżej sam go zmieni, skoro wie, że jest to jak najbardziej możliwe! Być Władcą Czasu I Przestrzeni! To byłoby boskie!
avatar

Nihilius Imperius

Liczba postów : 26

Powrót do góry Go down

Re: Kanion Potępionych

Pisanie by Haricotto on Nie Sie 26, 2018 10:51 pm

MG

Uśmiech nie znikał z twarzy Fu. Wyglądało też na to, że im dalej rozmowa brnęła, tym większą radochę miał ze słuchania słów Nihiliusa. Dał mu skończyć, nie chcąc się niegrzecznie wtrącać między słowa, a kiedy nadszedł odpowiedni moment, dorzucił swoje trzy grosze, radośnie klaszcząc w swe dłonie.
- Jesteś zabawny, bawisz mnie i zachwycasz! Myślałem, że to już ten czas, kiedy jesteś ponury i nudny, a to dopiero początek! - powiedział głośno, zaciskając dłoń w pięść. Nabrał ochoty, by sobie lekko pofiglować.
- Zgubiłem się, bo wykonałem zbyt wiele skoków w czasie. To nic, czego nie dałoby naprawić zwykła dedukcją i analizą faktów. Skoro wciąż jesteś nikim, to znaczy, że mamy rok... - specjalnie zaczepił słownie Nihiliusa. Zaczął się mocno zastanawiać, skubiąc palcami po swoim podbródku. Podrapał się po czole, po czym nagle wypalił.
- 750! Albo coś koło tego. W każdym razie, to by znaczyło, że moi rodzice są jeszcze daleko od zdobycia władzy... To by z kolei znaczyło, że mogę sobie tu trochę poszaleć. Tak! - rozłożył ręce na boki, uśmiechając się szeroko. Twarz skierowaną miał ku niebu, a oczy zamknięte. Zaraz objął sam siebie, jakkolwiek to by nie brzmiało.
- Nihiliusie... - zaczął po chwili, zerkając na niego kątem oka. Podleciał do niego i wylądował na wysepce. Stanął tuż przed czarnowłosym, rozkładając ręce na boki w powitalnym geście.
- Pozwól, że ci pomogę. Trafiłem idealnie tam, gdzie chciałem. Tam, gdzie jeszcze nic nie zostało zapisane i sam będę mógł tworzyć historię! Będę mógł być świadkiem tych wspaniałych wydarzeń! - dosłownie wykrzyczał te słowa, nie mogąc posiąść się z radości.
- Wyjaw mi swój plan. Być może będę w stanie ci pomóc. Mam kilka asów w rękawie. - uśmiechnął się tajemniczo, kładąc zaraz obie ręce na swoich biodrach.

_________________
avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1397

Powrót do góry Go down

Re: Kanion Potępionych

Pisanie by Nihilius Imperius on Pon Sie 27, 2018 5:29 pm

Nie spodziewał się, że aż tak rozmową uda mu się zainteresować nowo poznanego znajomego. Nawet można powiedzieć, że go oczarował. Był doświadczony i mimo to nie wyczuwał, żadnych złych zamiarów od niego, a na to był wyczulony, przebywając wśród demonów, diabłów, makaioshinów, umarłych i innych dziwnych ras które wiele wspólnego z dobrem nie miały no chyba, że nienawiść wobec niej. A od tego chłopaka nic, a nic. I to go bardziej dziwiło niż to co gadał o podróżowaniu w czasie i przestrzeni. Nie wtrącał się mu w słowa, ani nic tylko cierpliwie czekał i wyglądał na bardzo wsłuchanego. Co prawda Nihilius uważał, ze jest wspaniałym mówcą, ale raczej na zachowanie tej dziwnej istoty miało wpływ zupełnie coś innego. Coraz bardziej mu wierzył w jego słowa, a to była rzadkość, że komukolwiek ufał. Tym bardziej, że czuł w nim pokrewną duszę wynalazcy i osoby skorej do różnych doświadczeń. Ot taki miły dodatek, hobby do jego celów. Przez to niestety zaniedbywał osobiste rośnięcie w moc, ale uważał, że dopiero będzie idealny, będąc dobrym w tym i w tym. Idąc drogą wojownika, lub naukowca tego nie osiągnie. Dlatego wybrał tą zapewne najcięższą opcję. Czas pokaże jak będzie. I jest to zabawna ironia losu.

Spokojnie go słuchał i nie przerywał mu w ogóle chyba, że On sam oczekiwał odpowiedzi lub komentarza od Imperiusa, lub inne podobne wtrącenie, lecz gdy widział, że się zastanawiał nad dalszymi słowami, to jednak cierpliwie czekał, aż powie to co chce powiedzieć, i dopiero wtedy coś dodał od Siebie. Tym bardziej, gdy powiedział, że jest zabawny i tym podobne rzeczy, a myślał, że jest aktualnie odwrotnie.
- Cieszę się. Ponury i nudny tak? Pewnie jestem lub byłem taki dla większości, albo coś musiało ulec zmianie w Twoim czasie. To jest takie interesujące ale zarazem smutne. Myślałem, że jestem oryginalny i nie istnieję w żadnym innym czasie, tylko jednej linii czasowej mając na uwadze moje początku. No nic to.
Jednym słowem dał mu do zrozumienia, że taki jest zapewne dla osób mu nie ważnych. Nawet jako zły wiedział, że potrzebuje lojalności, a nie wiecznego rządzenia strachem. Nie używał tak zwanego głupiego zła do swoich celów, bowiem jego główny cel wciąż był taki sam. Absolutna Nieśmiertelność i stanie się prawdziwym Bogiem, nie fałszywką za jaką uważał własna rasę. W końcu czy prawdziwego boga może zabić zwyczajny śmiertelnik? Nie. A jednak członkowie jego rasy pokazywali, że może tak być i wcale mu się to nie podobało. Kiwał głową i rozmyślał nad tym co mu powiedział Fu. Nie skomentował tego, że jest nikim, bo chociaż ciężko mu to było przyznać, to taka była prawda. Ale jednak słyszeć to na głos nie było wcale takie fajne. Co do roku prawie trafił, ale i tak dedukcja robiła wrażenie.
- Tylko tak po prawdzie nie masz wiele do analizowania chyba, że aż tak dobrze znasz mnie i moje początki wtedy ma sens. Ta plus 750 rok, ale czymże jest czas dla Boga? Niczym! Twoi rodzice tak? Ciekawe czy będzie Was dwóch i jak się to wtedy, by potoczyło. Tylko nie doprowadź do paradoksu, przez którego przestaniesz istnieć.
Uśmiechnął się do młodzieńca, dając mu radę o której i tak zapewne wiedział.

W sumie rozumiał go, że ma okazje się wyszaleć i pobawić. Aczkolwiek z tego co słyszał to jednak wcale nie miał racji, że jest to taki początek. No chyba, że dla Nihiliusa. Patrzył się na to co wyczynia, ale nic o tym nie myślał, ani go nie oceniał. Brakowało w nim jakiejkolwiek fałszywości. I taką osobę chętnie, by przygarnął pod Swoje skrzydła. Tym bardziej, że w innej linii może i tak było. Cholera ich wie. Dopiero z jego krótkiego zamyślenia wyrwało go usłyszenie własnego imienia. Spojrzał się na Fu, który zaczął lecieć w jego stronę, ale sam krwistooki nic z tym nie robił. Czuł, że tamten i tak jest od niego silniejszy. Jakby go chciał zabić, to już dawno, by nie żył. Popatrzył się w jego oczy i odwdzięczył się tym samym gestem, bo czemu by nie. Wysłuchał jego słów do samiutkiego końca i dopiero po pewnym czasie mu odpowiedział z lekkim uśmieszkiem. Pomoc się zawsze przyda.
- Chętnie skorzystam z Twojej pomocy drogi Fu. Tworzenie historii tak. Coś pięknego. Pytanie czy nie jest wcale tak późno jak uważasz. Słyszałem, że w świecie śmiertelników dzieją się niezłe i wręcz wiekopomne rzeczy, a potężni wojownicy oraz nowe Imperia rosną jak grzyby po deszczu. Raczej powinieneś w sumie to wiedzieć, więc nie będzie to takie proste.
Tutaj pokiwał głową, ale lekko podniósł go też na duchu.
- Nie będziesz tylko świadkiem wspaniałych wydarzeń, ani tylko obserwatorem. Będziesz jednocześnie uczestnikiem i twórcą. Czyż to nie jest jeszcze lepsze i zabawniejsze?
Zaśmiał się bowiem w zupełności go rozumiał. Tym bardziej, że jakby jego żywot był o wiele dłuższy, i nie musiałby się niczego obawiać to sam dla zabawy z czasem mógłby coś takiego robić.

Gdy zapytał go o plany, to nawet chwilę się nad tym nie zastanawiał. Normalnie byłoby to głupie, by je zdradzać komukolwiek, ale po co, by pytał skoro jest silniejszy? By mu przeszkodzić? Proszę. Mógłby go zabić tu i teraz. Nie zrobił tego, a będąc silniejszym nie ma co się bawić w manipulacje i tym podobne nieuczciwe zagrywki dlatego też zdradzi mu ogół zważywszy na to, że sam nie do końca jeszcze wszystko wie. Dopiero niedawno zaczął swoją drogę, a wielu wojowników w wyścigu jest dawno na prowadzeniu. Doścignięcie ich nie będzie proste. Ale jest wiele sposobów na to mimo wszystko będąc nawet tak słabym jak był On.
- Normalnie większość, by uznała za głupotę mówienie o swoich planach, ale po co miałbyś pytać jakbyś był przeciwko mnie, mogąc mnie wykończyć. Może i dla zabawy, ale w sumie raczej nie ma takiej potrzeby. Tym bardziej, że każdy plan można zmienić, więc i tak nic nie stracę. Mimo wszystko może to dziwne, ale czuje w Tobie pokrewną duszę wynalazcy, więc jestem w stanie Ciebie zrozumieć.
Tutaj na chwilę poczekał i popatrzył się w górę, by westchnąć i kontynuować.
- Podróż w czasie i przestrzeni. Możliwość zmiany czasu, wpływanie na niego, zabawa z nim. Można z tym tyle zrobić. Tyle dokonać. Tyle się dowiedzieć. Bądź przetestować. Dopiero po tej zabawie wykorzystać go do swoich planów. Skoro mogę robić z czasem co chcę to po co mam się śpieszyć, dopóki nie sprawdzę wszystkiego i nie odkryję czegoś nowego prawda?

Uśmiechnął się do zapewne nowego towarzysza niedoli, skoro razem będą musieli babrać się w tym błocie zaczynając zabawną drogę do... w sumie czego?
- Jeśli dobrze mnie znasz to powinieneś znać mój główny cel.
Tutaj chwilę poczekał, będąc ciekawym czy trafi po czym kontynuował.
- Absolutna Nieśmiertelność. Stanie się Prawdziwym Bogiem. Ale na razie trzeba zacząć od czegoś prostszego. Ot stworzenie Imperium i religii. Wszystko dla tego jedynego celu.
Zastanowił się chwilę rozmyślając nad tym od czego powinno się zacząć.
- Zważywszy na to, że spotkałem kiedyś pewnego wynalazce który również podróżował między wymiarami to miałem prawie, ze okazje coś na tym zyskać, ale niestety coś się stało i dostałem lekkiej amnezji oraz obudziłem się tutaj. Może dalej jest przy wodospadzie w jaskini, warto sprawdzić. Na pewno wspólnie mielibyśmy wiele do pogadania, o ile tam jest i nie wrócił do swoich czasów.
Uznał, ze warto będzie mu wspomnieć, bo oboje podróżowali przez czas, tylko tamten jeszcze przez różne wymiary.

- Co do tego co planowałem zrobić. Ot najpierw odzyskać to co miałem wcześniej z mocy, wspomnienia, a także dowiedzieć się co się dzieje w świecie bogów oraz śmiertelnych istot.
Tutaj na chwilę się zatrzymał, by Fu się nie pogubił po czym kontynuował.
- Najpierw planuje najpierw zdobyć większą moc, nauczyć się czegoś związanego z mechaniką i nauką co mi się przyda, a także zdobyć pierwszych popleczników dla mojej sprawy. Jak dobrze wiemy w tym świecie niestety decyduje głównie siła personalna. Bez niej wiele nie zrobię.
Pogładził się po brodzie rozważając co można by zrobić dalej.
- Dlatego właśnie, zważywszy na to, że to początek mojej drogi, jako tako nie ma dokładnie stworzonego planu, skoro nie mam praktycznie nic, nawet żadnych informacji które mógłbym wykorzystać.
Niestety nawet się nad tym nie zdążył zastanowić zważywszy, że do tego spotkania doszło, aż tak szybko. Mimo to i tak można być pod wrażeniem, że mając do dyspozycji praktycznie nic, i tak wiedział co chce zrobić. Postanowił mu to podsumować.
- Podsumowując. W skrócie aktualny plan to urośnięcie w siłę personalnie, zdobycie wiedzy i umiejętności naukowych, uzyskanie informacje o wszechświecie i najnowszych wydarzeniach które można by wykorzystać oraz utworzenie początkowej frakcji i zdobycie popleczników w światach boskich i śmiertelnych. jako Bogowie mamy wiele czasu na zabawę, a jeszcze więcej gdy uzyskam to co chcę.
Normalnie Fu mógłby uznać, że to koniec, gdy po chwili mężczyzna dodał z nieukrywaną szczerością.

- Ale trochę się zmieniło dzięki Tobie. Umiejętność podróży w czasie i przestrzeni oraz między wymiarami byłaby na pewno niezła, przydatna i zabawna. Mógłbym się pobawić i przetestować rzeczy i wydarzenia. W końcu tak też powinien robić Bóg prawda? Mieć wpływ na czas i go zmieniać oraz dowolnie się nim bawić i go kreować pod swoje najskrytsze pragnienia. Lub z powodu zwyczajnej ciekawości, co by było gdyby.
Zaśmiał się bowiem po nieśmiertelności, byłby to na pewno jego kolejny główny cel.
- Więc mam nadzieję, że mi pokażesz te tajniki, a kto wie. Może razem będziemy podróżować, gdy mi się znudzi rządzenie. W końcu będę nieśmiertelny i miał całą wieczność na robienie czego to chcę, a nawet władza może się po pewnym czasie znudzić.
Większość, by go pewnie wyśmiała, ale jak ktoś żyłby eony, to chciałby wreszcie robić coś zupełnie nowego. Innego. Nihilius nie był wyjątkiem. Władza mu miała tylko pomóc i być miłym dodatkiem. Niczym więcej. Nie miałby problemów, by poświęcić całe Imperium dla tego czego chciał, a zrobiłby to bez mrugnięcia okiem.

- Jakie miałbyś asy w tych czasach skoro się nawet nie narodziłeś? Chodzi Ci o wiedzę na temat wydarzeń? To faktycznie będzie bardzo przydatne, ale należy pamiętać o tym nieszczęsnym paradoksie. Mimo to, jakie to asy? Może dzięki temu wpadniemy razem na jakiś genialny pomysł!
Dodał z uśmiechem na ustach. Czymże była władza od tego czego pożądało jego serduszko? Niczym!
- Także mój drogi przyjacielu, Fu. Masz coś do dodania bądź zaproponowania? Jak wiesz zawsze jestem otwarty na nowe pomysły!
Dodał pod koniec i spokojnie czekał na jego odpowiedź. Był pewien, że to spotkanie odmieni losy wszechświata na zawsze. Już odmieniło, a to jak ktoś niedawno wspomniał, dopiero początek!
avatar

Nihilius Imperius

Liczba postów : 26

Powrót do góry Go down

Re: Kanion Potępionych

Pisanie by Sponsored content



Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach