Polana

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Polana

Pisanie by Admin on Pon Gru 07, 2015 11:13 am

First topic message reminder :

Polana na skraju lasu. W jej obrębie znajduje się tylko jedno drzewo, które stoi na samym środku. Gdzieniegdzie porozrzucane są stare i pousychane pniaki drzew, potężne skały, które mogą robić za prowizoryczne krzesła oraz gęste krzaki, na których rośnie dzikie jedzenie.
avatar

Admin
No.1 Whis' Fanboy

Liczba postów : 317

http://dbanotheruniverse.forumpolish.com

Powrót do góry Go down


Re: Polana

Pisanie by Haricotto on Wto Sty 03, 2017 8:45 pm

MG

W stronę drzewa, przy którym odpoczywał Shin i na którym skrywał się Shiro, zmierzała niewielka osóbka, wesoło podskakując na swoich obcasach. Tuż przy jej głowie swoimi skrzydłami leniwie trzepotał żółty ptak, który co jakiś czas głośno wykrzykiwał dwa słowa "to ki", przedłużając wydźwięk każdego z nich.
Im ta tajemnicza osoba była bliżej, tym łatwiej mogli rozpoznać ją odpoczywający Shinjinowie. Była to stosunkowo niska osoba, ale bardzo wysoko postawiona. Przypadek? Nie sądzę. Ubrana była podobnie do Shiro i Shina, nosząc swoją interpretację oficjalnego uniformu bożego. Różowe włosy i niski wzrost to były jej cechy najbardziej charakterystyczne.
- Wstawać! - krzyknęła radośnie, doskakując do Shina, który smacznie spał. Kaiokon obudził się od razu, nieco zaskoczony sytuacją. Zaczał szarpać Shina za jego ramię, a Kaioshinka Czasu zerknęła do góry, wskazując palcem na Shiro. Mimo kryjówki, doskonale wiedziała, gdzie się znajduje.
- Złazić! - ponownie radośnie wykrzyczała, wskazujac teraz palcem na zieloną trawkę.
- Dobrze, że was widzę. Mam dla was pewne zadanie. Trochę ważniejsze niż wasze poprzednie. - w tym momencie zerknęła na Kaiokna, a jej ptak, TokiToki, wylądował na jej głowę.
- Wredne ptaszysko... mooo! - machała rękami, chcąc go zrzucić ze swojej małej główki.
_____
Kolejność:
- Shiro,
- Shin.

_________________
Sūpā Saiya-jin:


avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1118

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Shiro on Wto Sty 03, 2017 9:54 pm

Z zazdrosnego podziwiania muskulatury młodzieńca Shiro został wyrwany przez unoszący się z oddali dziwny, powtarzający się dźwięk, którego nigdy wcześniej nie słyszał. Przenosząc to na głoski, które był w stanie wypowiedzieć za użyciem własnych strun głosowych, brzmiał on jak coś w stylu "toooo" oraz "kiiii". Z początku starał się ignorować dochodzący go odgłos, lecz ten stawał się coraz bliższy i głośniejszy. Coś się zbliżało. Jako iż młody bóg nie wiedział, co to mogło być, uniósł się z pozycji siedzącej i trwał w podpartym przykucu na gałęzi, gotów w każdej chwili skoczyć i zaatakować.
Odgłos stawał się coraz wyraźniejszy, nie trzeba było być już skupionym, by go dosłyszeć przez szelest traw. Do tego dołączył dźwięk kroków, sugerujący, że owe stworzenie porusza się na nogach. Gdy włóczęga wsłuchiwał się w odgłosy otoczenia, ujrzał spomiędzy liści niewielką osóbkę, ewidentnie należącą do rasy Shinjinów. Istotka ta w pewnym momencie zbliżyła się do jego drzewa, że mógł dostrzec na jej uszach kolczyki, o kolorze wskazującym na wysoką pozycję w hierarchii Kaioshin. Uspokoiło to lekko białowłosego. Inni bogowie, zwłaszcza ci ważniejsi nie mieli w zwyczaju złych zamiarów wobec współmieszkańców swej planety. Poczuł się jeszcze bezpieczniej usłyszawszy w jej głosie pozytywne nastawienie. Kazała spoczywającemu wojownikowi wstać. Co ciekawe, wydała rozkaz, by sam Shiro zlazł z drzewa. Nie zdziwił go fakt, że wiedziała o jego obecności. Podobno ci bardziej doświadczeni bogowie byli w stanie wyczuwać energię życiową innych istot żywych.
Pustelnik zeskoczył z gałęzi na jedną nogę, drugą kładąc na ziemi dopiero po wylądowaniu. Stanął, jak zwykle lekko zgarbiony, z ramionami równoległymi do ciała. Nie miał w zwyczaju trzymać ich zgiętych w kącie dziewięćdziesięciu stopni za plecami, jak większość bogów. Okazało się, że dalekosiężne plany chudzielca stały się rzeczywistością tego samego dnia, w którym się narodziły, albowiem nieznana mu bożka oświadczyła, iż ma dla niego i tamtych dwóch zadanie. Co więcej, miało to być kolejne zadanie, kiedy on widział tę niewielką kobietkę pierwszy raz. Być może znała ona wcześniej pozostałych bogów. Odwrócił się i spojrzał z lekką pogardą na odzianego w zielone gi młodziana. Umięśniony może był, ale jego ubiór nie świadczył, by miał jakieś kontakty z ważniejszymi Kaioshinami. Skierował swoją uwagę z powrotem na istotę, która wydała mu polecenie opuszczenia kryjówki i nic nie mówiąc z powagą patrzył, jak próbuje uporać się z wydającym te dziwne dźwięki ptakiem, czekając aż dowie się, jakie to zadanie przydzielono jemu, nikogo nie obchodzącemu bożkowi, włóczącemu się po lasach zielonego globu.
avatar

Shiro
Wschodni Kaioshin

Liczba postów : 300

http://www.strawpoll.me/12564308

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Shin on Sro Sty 04, 2017 12:43 am

Shin wyrwał się ze snu obudzony szarpaniem Kaikona. Znowu miał sny z tą demonicą. Za każdym razem kończyły się tak samo. Odchodziła w mrok, szepcząc mu swe imie, lecz on go nie słyszał. Nigdy nie mógł go usłyszeć. Spojrzał przed siebie. I wtedy zobaczył czemu Kailon go obudził.
-Czcigodna Kaioshinko! Co cię do nas sprowadza?
Nagle tuż obok niego na ziemię spadł jakiś inny Bóg. Shin ze zdziwienia trochę się odsunął.
-A tyś kto? Nowy jakiś? Teraz nie mam wyboru. Muszę to zrobić. Szkoda. Podobał mi się.
Shin pstryknął palcami. Nagle zamiast Gi pojawił się na nim jego piękny, aksamitnie czerwono-czarny Kaioshiński strój. Całe obciążenie zniknęło z jego ciała. Odetchnął głęboko, wykonał pare ciosów wycelowanych w powietrze, jak najszybciej potrafił. Kątem oka patrzył na "nowego". Ciekawe czy różnią się siłą. Może będzie okazja do sprawdzenia.
-A teraz...
Pstryknął drugi raz, i przed każdym pojawił się lewitujący kubek z gorącą herbatką.
-Trzeba dbać o gości.
Następnie usłyszał o zadaniu które ponoć ma dla nich Kaioshinka.
-No nareszcie. Mam nadzieję że teraz to nie będzie ustawiona misja ratunkowa. Shin ponownie melduję się na służbie. Tylko proszę, czy mogłaby Czcigodna naładować...
W tym momencie ptak wylądował na głowie Kaioshinki. Shin nie ważył się zaśmiać.
-...moje ki... Do pełna?
Zapytał, zbity lekko z tropu. Przyjrzał się uważnie nieznanemu bogowi. Był tylko uczniem, co mówiły jego kolczyki. Nie wyglądał na specjalnie wysportowanego. I te podkrążone oczy. Nagle Shin coś zauważył. Złapał go lekkim, ale wręcz żelaznym chwytem za ręke i... Strzepnął mu z ciuchów liście.
-Następnym razem uważaj na swój strój, bo inaczej będziesz wyglądał jak głupek.
Powiedział i uśmiechnął się do niego. Odwrócił się do Kaioshinki i czekał na dalszą część jej wypowiedzi.
avatar

Shin

Liczba postów : 396

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Haricotto on Sro Sty 04, 2017 9:03 pm

MG

- Mooo... yamete! - wrzasnęła głośno swoim słodkim głosikiem, po czym tupnęła nogą. TokiToki się wystraszył, zatrzepotał skrzydłami i zleciał z niej, stając tuż obok niej. Kaioshinka, widząc że ptaszysko raczyło ją posłuchać, poklepała je po główce. Dopiero teraz zwróciła uwagę na Shina i Shiro. Wcześniej rozpraszał ją jej pupil, więc chcąc czy nie, musiała się najpierw uporać z nim. Tak się przejęła, że nie zwróciła uwagi na pytanie Shina.
Poprawiła swoją fryzurę, która i tak pozostała rozczochrana we wszystkie strony. Pokiwała palcem, by żaden z młodszych jej kolegów nie ośmielił się zaśmiać czy nawet krzywo spojrzeć.
- Mam dla was zadanie, jak już mówiłam. Jak wiecie, albo nie wiecie, to już wasza sprawa, jestem założycielką Patrolu Czasu. Stoimy na straży czasu, ale w ostatnich tygodniach pojawiło się coraz więcej jego załamań. Werbujemy nową grupę, szkoloną specjalnie na potrzeby ewentualnej wojny. Jesteście potencjalnymi Kaioshinami, więc los Wszechświata nie powinien być wam obojętny... - jej ton głosu spoważniał, zaś ona sama przestała się uśmiechać. Zmrużyła swoje oczy zmartwiona, zaciskając swoją dłoń w niewielką piąstkę.
- Wiem, że to może być ryzykowane, ale jeśli mi pomożecie, będziecie mieli moje poparcie przy wyborach na opiekuna jednej części wszechświata. Nie musicie zgadzać się teraz, ale chodźcie za mną do mojej Krypty Czasu. Gdy pojawi się reszta drużyny, wprowadzę was w szczegóły. - skończyła, patrząc to na Shina, to na Shiro. Kaikona nie brała pod uwagę. On już miał swoje zadanie.

_________________
Sūpā Saiya-jin:


avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1118

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Shiro on Sro Sty 04, 2017 10:29 pm

Shin, gdyż tak nazywał się nowy towarzysz włóczykija, najwyraźniej słyszał o pierwszym wrażeniu. Przywdział szaty godne boga i poczęstował wszystkich ciepłym napojem. Shiro co prawda nienawidził kaioshińskiej herbaty, lecz gest był na tyle miły, iż postanowił wziąć łyka, nim wylał wszystko za plecami na trawę. Jedynym błędem w tej całej "autoprezentacji" była chyba tylko jego zbytnia desperacja. Tuż obok niego nagle zaczął niesamowicie dyskretnie wyprowadzać ciosy w stronę powietrza, jakby chciał tak tylko pokazać mu jaki to on nie jest silny i potężny. Nie zrobiło to na bożku oczywiście najmniejszego wrażenia, a jego wyraz twarzy stał się na chwilę trochę bardziej zażenowany niż zwykle, jednak po chwili postanowił w duchu kompanowi wybaczyć to potknięcie i dalej obserwować jego styl bycia. Spytany przez rówieśnika o tożsamość uznał, że faktycznie głupio byłoby wykonywać razem zadania, nawet nie znając swoich imion.
- Shiro - odpowiedział mu lakonicznie swoim niskim głosem, którego prawie nigdy nie używał.
Gdy tajemnicza Kaioshinka dzielnie walczyła ze swoim pupilem, czarnowłosy próbował poprosić ją o naładowanie energii, lecz ta nie zwracała za bardzo na niego uwagi. Czekając na zakończenie tej ekscytującej walki pustelnik spostrzegł, iż Shin zaczął mu się uważnie przyglądać. Udawał, że nie zwraca na to uwagi, i utrzymywał swój wzrok na tej niewielkiej osobie, która z jakiegoś powodu czegoś od niego chciała, lecz nie mógł zignorować tego, gdy chwilę później został złapany za ramię. Młodzieniec definitywnie słyszał o pierwszym wrażeniu, ale takie sformułowanie jak "przestrzeń osobista" już mu się raczej o uszy nie obiło. Zgiął prawą nogę oraz wolną ręką z tej samej strony załadował za plecami Ki Blasta, gotów do ataku. Okazało się jednak, że chciał tylko oczyścić mu rękaw z liści, wielce przyjaźnie się przy tym uśmiechając. Shiro rozpuścił kulę energii w powietrzu, a po chwili delikatnie strzepał ziemię z drugiej ręki.
Gdy obecna chlebodawczyni gromady w końcu uporała się z ptaszyskiem, wyraźnie spoważniała i nareszcie przeszła do rzeczy. Okazało się, iż jest ona o wiele większą szychą, niż młody Shinjin przypuszczał. Założyła ona tak zwany "Patrol Czasu"... czymkolwiek mógł on być. Podobno pilnowali oni jakichś głupich błędów czasoprzestrzennych, mogących wywoływać wojny. Brzmiało to wszystko straszliwie dziwnie. W każdym bądź razie, liczyła na ich pomoc. Białowłosy nie miał w sumie żadnych powodów, by się nie zgodzić (poza tym, że mu się nie chciało, ale to się raczej nie liczyło), a by się zgodzić miał jeden. Był w końcu bogiem. Czemu musiał być chędożonym bóstwem, a nie jakimś wesołym króliczkiem, hopsającym po łąkach mając wszystko w głębokim poważaniu?
Jako zachętę do pomocy Kaioshinka obiecała swoje wstawiennictwo przy wyborze na kolejnego władcy ułamka wszechświata.
- Wybór na opiekuna? Poważnie? Namęczyć się niemiłosiernie tylko po to, by zostać przytłoczonym przez kolejne obowiązki? Jedyne, o czym marzę, to cholerny miecz przy boku! - ponarzekał na swoje życie w myślach, infantylnie mając gdzieś cichą nadzieję, że ta mała pani potrafi w nich czytać.
Pogodził się jednak ze swoim losem. Przynajmniej jego życie będzie mniej monotonne, niż było dotąd. Kto wie, być może na tej ewentualnej wojnie pozna nowe, piękne światy? Z resztą nie miał raczej wyboru, jeśli chciał zachować jakiekolwiek resztki szacunku swojej rasy wobec niego. Kiedy bogini skończyła mówić i zaczęła spoglądać to na jego kompana, to na niego. Ten, nic nie mówiąc, kiwnął głową z akceptacją dla wydanego mu polecenia.
avatar

Shiro
Wschodni Kaioshin

Liczba postów : 300

http://www.strawpoll.me/12564308

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Shin on Czw Sty 05, 2017 6:23 pm

Shin wysłuchał wszystkiego co miała do powiedzenia Kaioshinka w kompletnej ciszy. Po wykładzie zaczął swój typowo Shinma.... Shinowy monolog.
-Jak zapewne wiesz, Czcigodna Kaioshinko czasu, jestem twym wiernym sługą, o wiele niższym rangą. Z wielką chęcią dołącze do .. ,,Patrolu Czasu". Co do twojego poparcia w wymienionych wyborach... No cóż. To na pewno bardzo miły dodatek. Ale jak wysoko bym nie zaszedł, zawsze będe szanował ciebie i Czcigodną zachodnią Kaioshinke, bo to dzięki wam mam szanse gdziekolwiek zajść. No, oczywiście Kaikon też ma w tym swój wkład. Najlepiej idźmy od razu gdzie mamy iść i zróbmy co mamy zrobić. Skoro sytuacja jest tak napięta, ociąganie się może nam tylko zaszkodzić. Będe starał się jak najlepiej wykonywać twe rozkazy, lecz jeśli zajdzje sytuacja podobna do poprzedniej... Będe musiał spełnić obowiązek który spoczywa na Kaioshinach. I tu znowu, błagam,Czcigodna Kaioshinko, mogę odzyskać swoją energię? Nie moge nienaładowany lecieć na misję.
Następnie odwrócił się do Shiro i podał mu ręke.
-Oby dobrze nam poszło. Miło byłoby spotkać się po tym wszystkim, bez możliwej zagłady cxasu na karku, co ty na to, Shiro?
I tu znowu uśmiechnął się jak najsympatyczniej się dało. Jeśli Shinjin podał by mu ręke, potrząsnął by nią ręką i odwrócił się do Kaioshinki, gotowy do drogi. Jeśli nie, trochę by zmarkotniał, odwrócił się do Kaioshinki i zgłosił gotowość.
avatar

Shin

Liczba postów : 396

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Haricotto on Czw Sty 05, 2017 8:46 pm

MG

Kaikon zauważył rosnącą energię w dłoni Shiro i już miał reagować, kiedy ta nagle zniknęła. Widać było, że tajemniczy Shinjin nie był bardzo zżyty z bogami i nie pałał do nich zaufaniem. Nic dziwnego, bo to właśnie bogowie wykazywali się największą ignorancją. Jednak, nie o tym mowa.
Opiekun Shina skinął głową do Chronoa'y, a ta porozumiewawczo mu odkiwnęła. Zauważyła, że coś musiało się przytrafić Shirowi w przeszłości, skoro teraz zachowywał się w taki sposób. Postanowiła go mieć przez jakiś czas na oku. Nie zwlekając dłużej, klasnęła mocno w dłonie, przechodząc do dalszej części.
- Cieszę się, że mimo tak szczątkowych informacji, zgodziliście się wziąć w tym udział. - wtedy też Shin zaczął swoją przemowę, która oczywiście została wysłuchana. Należy się szanować, bo na tym także budowane jest zaufanie.
- Dobrze, przywrócę Ci Twoją siłę. - i pstryknęła palcami, a Shin poczuł, jak jego ciało odzyskuje całą energię, jaką wcześniej straciło. Mógł poczuć dreszcz i ciepło, które jednocześnie spowiły jego ciało.
- A więc... Chodźcie za mną! Do Komnaty Czasu! - powiedziała radośnie, TokiToki poderwał się do lotu, zaś Chronoa ruszyła pewnym krokiem przed siebie. Tuż za nią ruszył Kaikon, zerkając kątem oka na swojego podopiecznego.
Czasu było niewiele, jednakże przygotowania trochę trwały.
_____
Napiszcie jak opuszczacie ten temat, a później udajcie się do Komnaty Czasu.

_________________
Sūpā Saiya-jin:


avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1118

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Shiro on Czw Sty 05, 2017 11:35 pm

Shiro zastanawiał się, czy Kaioshin Czasu jest bóstwem prawie tak wielkim, jak sam Bóg Zniszczenia, że należny jest jej aż tak ogromny szacunek, czy owoc Shina spadł z drzewa i się zbił przy jego urodzeniu, przez co stał się tak lizusowatym dupkiem z gigantycznym ego, na jakiego właśnie wyszedł. Właściwie do zaczął nawet brzydzić się nim. Choć właściwie nie widział żadnego boga od czterdziestu lat. Może taka maniera była tu wymagana wobec wyższych stopniem Kaioshinów? Jeśli tak, to nie podobało mu się to. Przesadnie słodkie słówka bez grama szczerości nie były rzeczą, za którą przepadał.
Gdy współpracownik podał mu dłoń, długi ułamek sekundy się zastanowił, czy zwyczajnie go nie zignorować. Uprzejmość wobec niego także pewnie była zwykłą grą, mającą na celu dopełnić standardowego, wyuczonego na pamięć rytuału zapoznawczego. Patrzył mu w oczy, ten moment wydawał mu się niemiłosiernie długi, a co gorsza, niezręczny. Po prostu uścisnął mu grabę i potrząsnął.
Mała kobietka w końcu postanowiła spełnić życzenie Shina (chyba faktycznie sztuczna grzeczność była wymagana przy komunikacji z arystokracją) po czym radość wróciła na jej twarz. Ona zdawała się być inna. Ta dziecięca wręcz euforia wydawała nie wydawała się być uprzejmością zawodową. Wyglądała zwyczajnie szczerze. Może ona różniła się od reszty skorumpowanych bóstw swoim przyjaznym usposobieniem, a może zwyczajnie było to aktorstwo opanowane do absolutnej perfekcji? Życie w lesie było łatwiejsze. Tam wszystko zdawało się być uczciwe i proste. Zjedz albo zostań zjedzony i pomóż silniejszemu. Zasada ta była bliska ideału. Chciał wrócić do swojego spokojnego życia z naturą. Wiedział jednak, by do tego doszło, musi się najpierw wysilić i uratować tę czasoprzestrzeń z raz czy dwa. Motywowała go jednak do tego jedna rzecz. Nie mógł się doczekać pewnego wieczora, gdy położy się po treningu spokojnie na gałęzi drzewa, spojrzy na zachód słońca i zaśnie spokojnie bez żadnych zmartwień, prawie samotny. Prawie, gdyż towarzyszyć mu będzie tylko jeden kompan. Włożony w powieszoną na tej samej gałęzi pochwę miecz.
Tak marząc o powrocie do swojego, może nie wesołego, ale bynajmniej nie tak smutnego jak ten, świata, wyruszył za Kaioshinką do miejsca zwanego Komnatą Czasu.

z/t Teren Wewnątrz Komnaty
avatar

Shiro
Wschodni Kaioshin

Liczba postów : 300

http://www.strawpoll.me/12564308

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Shin on Pią Sty 06, 2017 2:26 am

Shin, gdy tylko poczuł energię z powrotem w swoim ciele, zatrząsł się w przemiłym wstrząsie podładowanych na full baterii.  
-Dziękuje. Postaram się jej tak szybko nie zużyć tym razem. Chyba że znowu wpadne na zachodnią Kaioshinke przemienioną w żółtego śmiertelnika.
Wyprostował się, zgiął szyje w lewy bok, delektował się pstryknięciem, zgiął w prawy bok, delektował się pstryknięciem. Ogólnie dużo w nim pstrykało.
Shin nie omieszkał zauważyć wrogości w Shiro. Najpierw chciał mu przysmarzyć twarz, teraz jakoś tak dziwnie na niego patrzył. Źle się z tym czuł. Poprawił swoje ubranko, wygładził materiał,  ułożył włosy.
Dobra, pora lecieć. Ciekawe czy kogoś tamn
jeszcze spotkam. Ostatnio mówiła coś o innych bogach. Może być ciekawie. Nie moge się doczekać. Czas ruszyć dupe.

Wystartował jak torpeda w stronę okolic należących do Kaioshinki Czasu.
Ciekawe jakie zadanie będzie miał Kaikon. No cóż, kolejna misja bez niego. Jakoś to przeżyje. Dzięki temu się samodoskonale, ot co. Nikt mi nie mówi co mam robić. Sam podejmuje decyzje. Uczę się na błędach. Tak jak porządny Kaioshin. Mniej lub więcej.

z/t Teren Wewnątrz Komnaty
avatar

Shin

Liczba postów : 396

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Shiro on Nie Maj 14, 2017 1:55 am

Shiro przeniósł się na rodzimą planetę. Za miejsce docelowe obrał sobie polanę, na której poznał Shina. Ach, to przywoływało wspomnienia. Dzień, w którym śledził młodzieńca i jego mistrza z drzewa zdawał się być teraz tak odległy... A przecież to wszystko wydarzyło się wcale nie tak dawno.
Gęsty, bijący zewsząd zielenią las, tętniący życiem i wiecznym spokojem. Dawał on piękne złudzenie doskonałego świata bez żadnych problemów.
Och, a tych było sporo. Nawet bez wdawania się w żaden konflikt pomiędzy bogami i demonami pustelnik miał dużo na głowie. Musiał jak najszybciej odbić czarnowłosego aroganta z rąk Kaikona. O ile ten jeszcze oddycha. Patrząc na to z perspektywy czasu, właściwie dobrze się stało, iż został porwany. Być może w końcu nauczy się dyscypliny i szacunku do jakiejkolwiek żywej istoty. Choć, kogo tu oszukiwać, on się nie nauczy nigdy.
W każdym razie, Dai Masaioshin może jeszcze trochę poczekać. Zresztą nie wyrwie go byłemu mentorowi, jeśli będzie na to za słaby. A poza tym... Jakie tu były piękne widoki!

Trening do statystyk

Włóczykij stał na koronie jednego z drzew, doglądając zachodu słońc. Takie obrazy pomagały w kontemplacji. Lecz ta mu nie była teraz zbyt potrzebna.
- To jak, dzisiaj dzień rąk? - rzekł do siebie.
- No chyba cię pojebało - odpowiedziały mu ręce.
Bożek uśmiechnął się lekko do siebie bez słowa. Był świadom faktu, że po treningu nie będzie mógł przez jakiś czas nawet utrzymać miecza, lecz nie zraziło go to.
Zeskoczył ze świerku, robiąc przy tym kilka salt. Odpiął płaszcz oraz pas pochwy, w której spoczywał jego miecz, i rzucił je podeń. Wypadałoby zacząć trening od dobrej rozgrzewki. Jak zwykle zresztą.
Zaczął dociągać zdobioną przez białą czuprynę głowę do obojczyków i w tył, następnie przycisnął do lewego barku jak i prawego. Nie było bowiem bardziej irytującej rzeczy od kłucia w boku karku po ostrych ćwiczeniach. Przynajmniej dla tego pustelnika. Kontynuował ruchy makówką, aż mięśnie wokół niej się troszeczkę obudziły. Potem zaczął zataczać koła prostymi ramionami wokół osi barku, wpierw kilkadziesiąt razy do tyłu, później kilkadziesiąt razy do tyłu, na końcu zaś na przemian - jedna do przodu, druga do tyłu. I zmiana.
Nie miał zamiaru biegać czy czegoś w tym rodzaju. Dzisiaj chciał wzmocnić ramiona, toteż tylko te miał zamiar ćwiczyć. Na przygotowanie tricepsu położył się na trawie, dłonie przystawił obok ciała i począł wykonywać wąskie pompki. Wiedział, że na pewno później wzmocni intensywność stawianych sobie zadań, więc nie zamierzał od razu się nimi katować. Na przygotowanie zawsze coś lżejszego.
Podnosząc raz za razem tułów wąsko z nim ściśniętymi ramionami, coraz bardziej rozpalał w sobie rządzę treningu. Ale musiał się rozgrzać. Jeśli się zapomni, może tego później tego mocno pożałować. Nie chciał zerwać sobie mięśnia, czy coś w tym rodzaju. Wykonał dwieście takich pompek i bez zwlekania odbił się od gruntu, by złapać się i zawisnąć z podchwycie na gałęzi jednego z pobliskich drzew. Podciągnął się na tyle, by jego broda znajdowała się spokojnie powyżej ramienia dębu. Następnie opuścił się powoli. Nie prostował rąk od razu, ćwiczenie wykonywane w ten sposób być może było efektywne, ale z pewnością zdecydowanie mniej. Poczekał na pełny wyprost, całkowicie rozprężony zwis. Następnie rozluźnił nogi i brzuch. Chciał to robić samymi ramionami. Podciągnął się ponownie i opuścił powoli. Znów się podciągnął i znów opuścił. To również powtórzył dwieście razy.
Rozluźnił dłonie, wylądował na pokrytej zielenią ziemi. Uznał, że dobrze by było tez coś zrobić z klatą, w końcu nie tak jej daleko do rąk, więc czemu by tej części ciała nie dołączyć do pracy?
Pstryknął palcami a natychmiast pojawiła się przed nim ławka ze sztangą spoczywającą na dwóch metalowych podpórkach. Po obu stronach zawieszone były ciężary ważące łącznie czterdzieści kilogramów. Zatem cały ciężar, który będzie wyciskał Shiro, wynosi sto kilogramów (bo dwadzieścia to sztanga). Położył się na wyłożonej cieniutką gąbką desce i rozprostował ręce wypychając w górę balast. Następnie położył go sobie na klatce piersiowej i zaczął wyciskać.
Tutaj zakończył przy stu pięćdziesięciu powtórzeniach. Stwierdził, że jeśli wszystko zrobi od nowa trzy razy, będzie gotów do roboty. Tak też począł.
Gdy zakończył serię pompek, podciągnięć i wyciśnięć czuł wyraźnie w mięśniach ramion, że są gotowe. Ba, to mało powiedziane. Rwały się do ćwiczeń, niczym całe jego ciało do walki tuż po tej przedziwnej transformacji.
Okej, teraz można było zacząć prawdziwy trening. Aczkolwiek wypadałoby przygotować sobie do niego odpowiednie miejsce. Zdematerializował ławkę ze sztangą. Wskazał ręką ziemię, a następnie uniósł ją do góry. Natychmiast wyrosły dwa wysokie na dwadzieścia metrów metalowe słupy z kółkami na szczytach. Obok nich zaraz wyłoniły się dwa wagony pociągu. Oczywiście nie miały prawa działać, białowłosy jako były Kaioshin oczywiście posiadał stosowne wykształcenie, ale na maszynach to się akurat nie znał. Wiedział jednak mniej więcej jak takowe wyglądają od różnych stron, a przede wszystkim - ile mniej więcej ważą. Oba brankardy miały przymocowane do zderzaków długie łańcuchy. Pochwycił jeden, podleciał z nim do otworu w słupie i przewlekł go przezeń. Tak samo uczynił z drugim.
Okej. Jedna stacja gotowa. Ale przecież nie będzie cały czas wykonywać jednego ćwiczenia, nieprawdaż? Wskazał miejsce niedaleko stanowiska z pociągami. Natychmiast wyrosło tam coś w rodzaju wysokiego mostu w kształcie prostokąta. Pośrodku długości jego poprzeczki wisiał metalowy sznur sięgający niemalże do ziemi. Nasz włóczykij namyślił się nieco, po czym psztyknął palcami, by pod bramką pojawił się samochód z podobną linią przyczepioną do zderzaka. Kończyła się ona pętlą.
Teraz może coś o mniejszej masie. Tylko co? O, na przykład motory. Zawirował dłońmi i w kolejnym punkcie pojawiło się pięć motocykli. Tym razem bez żadnych udziwnień. Najzwyczajniejsze w świecie atrapy pojazdów, upodabniające się do nich wyglądem i ciężarem.
Jako wisienkę na torcie obrał sobie wielki, gruby dąb, rosnący zdrowo w lesie nieopodal polany. Podleciał doń, przymierzył się i kopnął weń z całej siły. Biedne drzewo padło z hukiem na ziemię. Coś takiego zrobił już wcześniej, jednak tym razem miał zamiar wykorzystać pełną objętość rośliny. Złapał ją za jedną z najgrubszych gałęzi, wzniósł w powietrze i wyrzucił w niezajętym jeszcze miejscu polany.
Pustelnik otrzepał dłonie. Wszystkie stacje były gotowe. Teraz pozostało tylko zrobić z nich użytek.
Stanął pomiędzy metalowymi słupami, z których zwisały do wysokości nieco powyżej jego głowy grube łańcuchy. Złapał oba i ściągnął w dół, unosząc przy tym pociągi znajdujące się po przeciwległej stronie. Raz za razem pchał metalowe ścięgna ku dole. Wypuszczał powietrze po każdym powtórzeniu. Zrobił tak dwadzieścia pięć razy.
Następnie niezwłocznie podbiegł do liny zwisającej z bramki. Przewiązał się w pasie sznurem przymocowanym do auta, złapał się mocno za stalową linę mościku i uniósł nogi tak, by znajdowały się pod kątem dziewięćdziesięciu stopni do jego tułowia. Złapał wysoko kawałek sznura lewą ręką i się przyciągnął. Następnie zrobił to samo prawą. Łapał na przemian rękoma coraz wyższy punkt stalowej liny, wchodząc na jej górę. Następnie równie stopniowo zszedł na dół. A potem znów wszedł na górę. I tak piętnaście razy.
Po wyjściu z pętli przymocowanej do samochodu, zjawił się przy motocyklach. A co z nimi miał zamiar zrobić? A na przykład załpać takie oburącz i wyrzucać najwyżej, jak się da - najlepiej tak, by te na chwilę przestały być zupełnie widoczne - a następnie je łapać. Po kilku powtórzeniach rozwinął ćwiczenie, próbując pojazdami żonglować. Skończyło się na trzydziestu wyrzutach.
Ostatnią stacją było masywne drzewo, które miał zamiar... wyciskać. Wsunął się pod nie, oparł ręce na spodzie i wypchnął do przodu. Okazało się nie tak ciężkie, jak się zdawało wcześniej. Wypychał i opierał je sobie na klacie raz za razem. Dwadzieścia razy.
Lekko spocony Shiro stanął pomiędzy stacjami. To ile serii? Pięć? Nie, to za mało. Może pójdzie na całość i zrobi z trzydzieści? Nie no, przesadzać też nie powinien. Lepiej chyba zostać przy standardowych dwudziestu.
Pierwsze trzy serie poszły w miarę gładko. Odczuwał lekkie zmęczenie, ale dało się to przeboleć. Gorzej, że to się dopiero zaczynało. Na piątej poczuł niechęć spowodowaną pierwszymi momentami, gdy mięśnie lekko odmawiały posłuszeństwa do pracy. Ale przy szóstej jakoś sam się zmotywował. Och, najtrudniej mu było dobić do dziesiątej. Tuż przed połową treningu wejścia z samochodem uczepionym do brzucha stały się strasznie uciążliwe. Może przesadził? Nie. Uda mu się dobrnąć do końca.
Seria jedenasta - idzie. Seria dwunasta - idzie. Seria trzynasta - jakoś idzie. Seria czternasta - już raczej nie. Dopiero teraz zauważył, jak bardzo ma zmęczone dłonie. Zakrwawione od bliskiego kontaktu z szorstką korą, zmęczone ciągłym chwytaniem ostrego metalu. A same ręce też już dawały o sobie znać. Wyrzucanie motorów na tak duży dystans już wcześniej przyprawiało o pot, ale dopiero teraz ten stał się aż tak wyczuwalny. Pociągi stawały się coraz cięższe, jakby za każdy powtórzeniem wchodziło do nich po pięć pasażerów. Ale uda mu się. Uciągnie.
Seria siedemnasta. Każde wyciśnięcie starego drzewiska, każdy rzut motocyklem, każde jedno pchnięcie łańcucha zaczepionego o wagon czy podciągnięcie do liny było piekłem. Ręce odmawiały posłuszeństwa, kłuły i balansowały na linii skrajnego wyczerpania, grożąc zarwaniem mięśnia. Zignorował to.
Seria dziewiętnasta. Każde jedno pojedyncze powtórzenie wlecze się wiekami. Nie ma szans by to zrobił, dał sobie za dużo. Nie dokończy tego nigdy... Zaraz, przecież to przedostatnia seria! Nie zwracając najmniejszej uwagi na paraliżujący niemalże ból wycisnął z siebie ostatnie resztki sił. Krew z dłoni lała się już litrami, smród jego gęstego potu był wyczuwalny na kilometr. Ale nie zrażał się. I zrobił to.
Zaraz po skończeniu ostatniego wyciśnięcia, wyturlał się ostatkiem energii spod dębu, zamachnął przemęczoną do maksimum ręką, by wszystkie stacje wyparowały. I stracił przytomność.

Włączam regenerację.
avatar

Shiro
Wschodni Kaioshin

Liczba postów : 300

http://www.strawpoll.me/12564308

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Shiro on Nie Maj 14, 2017 8:31 pm

Shiro ocknął się po wielu godzinach. Rozejrzał się w lewo i w prawo. Wszędzie krążyła dziwnie empatyczna zieleń, niewiele więcej poza nią mógł dostrzec. Przetarł jeszcze nieco obolałą ręką oczy. Zamrugał dwukrotnie i ujrzał... dom. Planetę, z której pochodził. Królestwo - tfu! - Kaioshin. Ach, taka piękna planeta, a jakże niegodni jej mieszkańcy. Cóż, nie wchodziłby im w drogę, gdyby nie zmuszali go na siłę do rzeczy, do których zwyczajnie nie został stworzony. Teraz już tego nie odkręci. Ale z pewnością musi odzyskać to, co mu się należy. Kompana. Shin, jeśli żyw, na pewno siedzi tu gdzieś z Kaikonem, bo przecież gdzie mogliby rezydować leniwi bogowie?
Białowłosy powstał, otrzepał się z ziemi i kępek letniej trawy. Uznał, że dłużej nie będzie zwlekać. Dziś wybierze się po Shina.

Trening do statystyk

Potrenował jeszcze trochę...

...a następnie zapiał pas pochwy oręża, a także jedyny guzik swego, zdecydowanie odbiegającego krojem od stylu Shinjinów, płaszcza. Otoczył się fioletową, płomienną aurą i wyleciał w powietrze, pozostawiając po sobie z wolna zanikającą smugę. Wiedział, gdzie się udać.

z/t Do komnaty
avatar

Shiro
Wschodni Kaioshin

Liczba postów : 300

http://www.strawpoll.me/12564308

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Midoro on Wto Sie 22, 2017 4:16 pm

Polana była pustym, pięknym miejscem. Samotne drzewo pośrodku niej, dookoła kilka kamieni i pni. Pusty piękny widok. Wprawny obserwator potrzebował by chwili by dojrzeć samotnego boga leżącego w wysokiej trawie patrzącego w płynące powoli chmury i zajadającego małe fioletowe owoce odrywając powoli jeden po drugim od sporej kiści. O czym myślał młodzieniec nie wie nikt. Błoga sielanka jednak została szybko przerwana. Nagle w blasku zielonego światła pojawiła się pewna osoba. Jasno błękitna cera, ubranie fioletowo czerwone, pomarańczowe kolczyki i białe włosy zaczesane jak u Midoro. Kobieta rozejrzała się po okolicy i uniosła nad ziemię. Szybko okrążyła drzewo aż jej wzrok padł na jej przyjacielu którego nie dostrzegła wcześniej. Szybko skierowała się w jego stronę lądując koło niego. Młodzieniec powoli delektując się smakiem owocu skierował tylko na nią wzrok czekając na to co miało się niedługo stać.
-Nawet sobie nie wyobrażasz ile cię szukałam! Wstawaj. Wiem co będziemy robić.
Srebrnowłosy skierował ponownie wzrok z pięknej dziewczyny na niebo wkładając sobie do ust kolejną fioletową kulkę.
-Nie mam ochoty na wygłupy.
-No właśnie! Będziemy walczyć! No dalej, rusz się!

Trening Sztuk Walki

Nim chłopak zdążył zaprotestować ta złapała go za ramię i przeniosła ich w bliżej nieokreślone miejsce. Midoro szybko się podniósł z ziemi i rozejrzał dookoła. Byli nadal na planecie Kaioshinów lecz kawałek dalej od ich ostatniego miejsca. Chłopak szybko dostrzegł dwójkę innych shinjinów stojących naprzeciwko siebie w bojowych postawach. Sonia szybko mu powiedziała by wyłapywał z ich walki ile tylko może gdyż potem sami się będą uczyli. Nie trzeba było mu powtarzać dwa razy. Nim jeszcze pojedynek się rozpoczął młody bóg doszedł do wniosku, że boska istota musi umieć walczyć. Sparing który oglądali był szybki i ledwo za nim nadążali. Mimo to wyłapali sporo ataków, kopnięć, uderzeń i zagrań które później można było by wykorzystać. Gdy walka dobiegła końca wrócili oboje w mgnieniu oka na polankę na której jeszcze nie tak dawno chłopak odpoczywał. Wspólnie zaczęli ćwiczenia wymieniając się poglądami i tym co dostrzegli. Tak rozpoczął się ich trening sztuk walki. Najpierw ustawili się w odpowiednich postawach tak samo tamci. Tylna noga ugięta lekko ustawiona bokiem. Przednia prosto w stronę przeciwnika. Tułów pod lekkim kontem. Prawa dłoń wyżej z wyprostowanymi palcami. Lewa pod prawą luźno, gotowa na atak. Samo dopracowanie tej postawy zajęło im chwilę lecz opanowali ten najprostszy etap. Dalej przyszła pora na ataki. Zaczęli więc przywoływać z pamięci proste ciosy nogami i dłońmi a następnie stojąc obok siebie wprowadzali je w życie. Atakowali niewidzialnego przeciwnika przez długie minuty które zlewały się w godziny. Czym w końcu jest czas dla istoty żyjącej tak długo? Podstawa podstawy została w jakimś minimalnym stopniu opanowana lecz nie mogli też zapomnieć o obronie. Najpierw powoli sobie przypominali poszczególne bloki i parowania ćwicząc na sucho. Oczywiście teorią niewiele można się nauczyć więc trzeba było przejść do praktyki. Na zmianę jedno atakowało drugie by zmusić je do obrony. Ćwiczyli blok po bloku i atak po ataku. Raz Sonia atakowała go prostymi uderzeniami a ten je parował tylko po to by potem on ją próbował kopnąć by zmusić do użycia specjalnego bloku. Trening był długi i intensywny, niemniej jednak nawet bogowie czasem się męczą i zasługują na odpoczynek. Usiedli więc na jednym z kamieni i raz dwa stworzyli sobie posiłek oraz wodę. Przerwa była krótka i cicha. Co jakiś czas jedynie uśmiechali się do siebie. Pod koniec dnia postanowili, że będą trenować razem tak długo aż nie opanują tego perfekcyjnie. Dni mijały a oni szkolili się. Z biegiem czasu nabierali wprawy lecz ciągle czuli, że to jeszcze nie to. Właśnie dlatego poszli do starszych kolegów prosić o kilka rad. Ci bez większych oporów pokazali im parę nowych uderzeń, wytknęli kilka błędów i polecili parę rzeczy. Z nowo nabytą wiedzą wznowili ćwiczenia. Zaczynali walczyć coraz płynniej i coraz pewniej. Niektóre bloki wykonywali już odruchowo i instynktownie. Wreszcie postanowili sprawdzić swoje umiejętności w prawdziwej walce. Był to oczywiście towarzyski sparing. W końcu nikt nie chciał nikogo uszkodzić lecz obydwoje wiedzieli, że wyjdą z paroma siniakami. Stanęli naprzeciwko siebie i przyjęli pozycję bojową. Midoro stworzył owoc wysoko nad nimi który po opadnięciu miał ogłosić początek walki. Zielona kulka zawisła chwilę w bezładzie po czym ruszyła ściągana siłą grawitacji w dół. Gdy tylko do ich uszu dotarło pacnięcie o trawę oboje ruszyli na siebie. Szybko skrócili dystans do zera i zaczęła się wymiana ciosów.  Atak za atakiem i pięść za pięścią. Najpierw blok potem kontra i tak cały czas. Ich szybkość, siła i znajomość ataków była identyczna. Wreszcie chłopak wpadł na pewien podstępny plan. Jego nogi zamiast chodzić do przodu i w tył postanowiły włączyć się do walki. Szybko odskoczył w tył a nogą którą miał z przodu zahaczył o nogę Soni. Efekt był natychmiastowy. Utrata równowagi poskutkowała, że dziewczyna runęła na tyłek a następnie na plecy. Midoro szybko postanowił to wykorzystać odbijając się i ruszając w jej kierunku. Ta jednak była już na to gotowa. Szybko wywinęła piruet zamachując się nogami mijając twarz chłopaka o centymetry. Ruch ten zmusił go do zatrzymania a jej czas do przeturlania się. Srebrnowłosy nie czekał i szybko doskoczył do niej zasypując gradem uderzeń i kopniaków spychając ją do obrony. Nim Sonia zauważyła jej plecy dotknęły drzewa a już nadciągał kolejny atak. Szybko rzuciła się w bok a pięść chłopaka boleśnie zderzyła się z korą. Wzrok chłopaka poleciał w prawo za koleżanką i ujrzał ze zgrozą nadlatującą nogę. Odchylił się w tył łapiąc ją w kostce i kolanie po czym cisnął ją na trawę kawałek dalej. Ta zaczęła się turlać by zwiększyć dystans lecz młodzieniec nie zamierzał na to pozwolić. Nagle w jego stronę poleciała niebieska kulka energii. Źrenice Midoro się rozszerzyły i odruchowo wyciągnął dłoń przed siebie tworząc identyczny pocisk. Mimo szybkiej reakcji wybuch dwóch połączonych technik sprawił, że ten zniknął w kłębie dymu. Szybko się odbił od ziemi i wzniósł poza niego wypatrując Soni. Ta zebrała się z ziemi i podleciała do niego.
-To było oszustwo!
-W prawdziwej walce jest wszystko dozwolone.
-Tyle, że to był sparing...
Taka wymiana zdań trwała jeszcze chwilę lecz w końcu jak można nie wybaczyć pięknej dziewczynie? Takie walki i treningi odbywały się codziennie aż po bliżej nieokreślonym czasie oboje uznali, że opanowali sztuki walki.

z/t
avatar

Midoro

Liczba postów : 19

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Shiro on Czw Sie 31, 2017 2:04 am

Na pustej polanie zajaśniało nienaturalnie żywą zielenią. Zaraz światło zniknęło, a w jego miejscu stanął Shiro. Objął wzrokiem okolicę zastanawiając się, gdzie mógł zostawić ten cholerny świstek. Pochodził chwilę między drzewami, pogrzebał w krzakach i porozglądał się. Karteczki jednak nigdzie nie było, a mógł przysiąc, że ostatni raz czytał jej treść gdzieś tutaj.
Podrapał się po głowie. W sumie to ta polana była dość chętnie odwiedzana przez liczących na trening młodzików. Istniało spore prawdopodobieństwo, że któryś gołowąs znalazł skrawek papieru podczas rutynowego znęcania się nad Enmie ducha winnym manekinem i postanowił go sobie przywłaszczyć, by przy sposobności samemu skosztować wspaniałej nalewki.
Trudno się mówi, ostatnim uczuciem jakiego mógł doświadczyć Shiro był żal po stracie czegoś tak błahego jak przepis na trunek. No, może przedostatnim. Zaraz przed szacunkiem do Shina. W każdym razie, wyglądało na to, że papierek się nie odnajdzie. Mógł zatem zbierać się do powrotu na planetę Makaioshinów, o ile nagle coś by mu w tym nie przeszkodziło...
avatar

Shiro
Wschodni Kaioshin

Liczba postów : 300

http://www.strawpoll.me/12564308

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Haricotto on Wto Wrz 05, 2017 7:59 pm

MG

Niebo pojaśniało błekitnym kolorem. Shiro został oślepiony jego blaskiem, mimo że niekoniecznie musiał tam patrzeć. Światło było zbyt mocne. Mógł jednak ujrzeć, zanim został oślepiony, jedną dziwną rzecz. Na niebie pojawił się jakby pierścienie, jakby samo niebo przemieniło się w inny wymiar. To trwało zaledwie chwilkę, jednakże nie dało się tego pominąć. No, o ile nie stało się z zamkniętymi oczami.
Na niebie pojawili się tajemniczy jegomoście. Jeden niski i gruby, drugi zaś wysoki i chudy. Obaj stanowili jakby lustrzane odbicia Shina i Kibito, tylko że w krzywym zwierciadle i w nieco innej kolorystyce. Ubrani byli jak bogowie, elegancko i dostojnie. Zawiśli w powietrzu, wyciągając swoje ręce za plecy i dumnie pnąc swoją klatkę piersiową do przodu. Stali zupełnie tak samo, jak raczył stał Kaikon, kiedy coś szło po jego myśli lub kiedy okazało się, że ma rację.
Spoiler:

- Witaj. Czy to Siódmy Wszechświat? Chyba dobrze trafiliśmy, a ciężko powiedzieć, ponieważ nie byliśmy tu od wieków. - zapytał niski, zerkając w dół na stojącego na polanie Shiro.

_________________
Sūpā Saiya-jin:


avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1118

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Shiro on Sob Wrz 16, 2017 12:53 am

Wojownik kartki nijak nie mógł znaleźć, co nie napawało go szczególną goryczą. Ot, jedną nalewkę do dziczyzny mniej. Zawsze mógł zapić ją zwykłą gorzałą z efektem niemalże identycznym. Cóż, w takim razie pozostało mu wrócić na planetę Makaioshin i... A no tak. Przecież jak zwykle akurat coś musiało mu pokrzyżować plany, bo jak zwykle znalazł się w tym jednym pieprzonym miejscu we wszechświecie, akurat na kilka sekund przed jakimś niesamowicie istotnym wydarzeniem, które ma w nim nastąpić. Jak mógł o tym zapomnieć?
Już miał powiedzieć "Kai Kai", gdy niebo zaczęło się mienić błękitnym światłem tak mocnym, że oślepiło go nawet mimo odruchowego zmrużenia oczu. Ledwie po chwili w zorzy zaczęły kształtować się liczne równoległe do siebie pierścienie, z których - oczywiście po wszystkich tych niezbędnych fajerwerkach - wyłoniły się dwie sylwetki. Co tu dużo mówić - wyglądali komicznie. Delikatnie ujmując. Jakiś Kaioshin, widząc ich, mógłby uznać ich obecność za obrazę wobec jego majestatu, gdyż wyglądem przypominali całkiem udane parodie owych władców wszechświata. Jeden z nich, bardzo wysoki, przerastający nawet Shiro, najwyraźniej gdzieś zgubił nos, od czego odciągał uwagę dziwacznym fezem na głowie. Jego kolega właściwie wyglądał jak cebula przymocowana do potężnego brzuszyska.
Jednak mimo wyglądu błaznów patrzyli nań z wyższością. A jeśli ktoś przypominający Kaioshina patrzy na kogoś z wyższością, to najpewniej ma do tego powód. A jeśli nie, to... No cóż...
Grubas chciał się upewnić, że znajdywali się w siódmym wszechświecie. Time Patroller jednak nie miał pojęcia, o co mu chodziło.
- O ile mi wiadomo, to wszechświat jest jeden - rzekł niby to z lekceważeniem, lecz również z faktyczną nutką niepewności w głosie.
avatar

Shiro
Wschodni Kaioshin

Liczba postów : 300

http://www.strawpoll.me/12564308

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Haricotto on Nie Wrz 17, 2017 9:35 pm

MG

Dwaj mężczyźni spojrzeli na Shiro ze zdziwieniem, po chwili sami wymieniając spojrzenia. Jeden jak i drugi był zdezorientowany odpowiedzią Shinjina. Po chwili jednak na ich twarzach pojawił się delikatny uśmiech, jakby równocześnie do nich dotarło, co może być spowodowane odpowiedzią młodego Shiro. Nie tracąc czasu, obaj jegomoście wylądowali obok boga.
- Wszechświatów jest dwanaście, mój drogi. My jesteśmy bogami z Szóstego Wszechświata, a ten tutejszy to najprawdopodobniej Siódmy. - odezwał się niższy, uśmiechając się serdecznie. Drugi także się uśmiechał, mrużąc do tego swoje oczy.
- Pewnie jesteś w trakcie szkolenia. Zaprowadzisz nas do swojego opiekuna? - zapytał, łącząc swoje obie dłonie, jakby w geście proszącym. Widać, że byli kulturalni i przyjaźnie nastawieni.

_________________
Sūpā Saiya-jin:


avatar

Haricotto
Admin/Time Patrol
Admin/Time Patrol

Liczba postów : 1118

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Shiro on Wto Wrz 26, 2017 10:15 pm

Zaraz po - zdawałoby się - oczywistym stwierdzeniu, które padło z ust podróżnika, dwaj nieproszeni goście wpadli w stan wielkiej konsternacji i popatrzyli po sobie ze zdezorientowaniem. Jednak zaraz dotarło do nich jakieś jasne wyjaśnienie, gdyż uśmiechnęli się pobłażliwie do Shiro. Nie spodobało mu się to, lecz tego po sobie nie okazywał. Nawet jeśli po przemianie zarówno jego wygląd jak i zachowanie stały się znacznie dojrzalsze, a także dostał ostatnimi czasy sporą dawkę doświaczenia życiowego oraz bojowego, to nie mógł zaprzeczyć, iż wciąż był bardzo młody jak na przedstawiciela swojej rasy, a zajmowana przez niego ranga... Cóż, niżej znajdował się tylko wygnaniec, którym również miał okazję być.
Grubas wyjaśnił, iż w rzeczywistości istnieje aż dwanaście wszechświatów, acz takowa wiedza nie znajduje się w zasięgu maluczkich. Jego rodzimy podobno był szósty, zaś ci natręci pochodzili z siódmego. Brzmiało to wszystko dość głupio i budziło wiele podejrzeń, ale wiedział przecież, że niejedną recz ukrywano przed nim i resztą Shinjinów, więc czemu to nie miałoby być jedną z nich?
Samozwańczy ambasador równoległego uniwersum złożył skromną prośbę o możliwość spotkania z nauczycielem Shiro.
- Mogę was zaprowadzić do Kaikona - rzekł. Niegdyś do tego imiona dodawał jeszcze tytuł mistrza. - Zazwyczaj siedzi w Komnacie Kaioshin Czasu. Ale jeśli coś kręcicie, to nie chciałbym być w waszej skórze.
Wystawił rękę w ich stronę, by mogli razem przenieść się we właściwe miejsce. I wypowiedział te dwa magiczne słowa, pozwalające na swobodne podróżowanie po wszechświecie.

z/t do terenu wewnątrz komnaty
avatar

Shiro
Wschodni Kaioshin

Liczba postów : 300

http://www.strawpoll.me/12564308

Powrót do góry Go down

Re: Polana

Pisanie by Sponsored content



Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach